Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys małżeński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys małżeński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2022

Magdalena Witkiewicz "Listy pisane szeptem" - przedpremierowo


 
 
 
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Flow
Data wydania: planowana na 13 lipca 2022
Liczba stron: 368







Magdalena Witkiewicz, czyli mistrzyni szczęśliwych zakończeń, napisała powieść, która od dawna grała jej w duszy. To nie jest typowa historia z fabułą pełną zaskakujących zdarzeń (choć i takich nie brakuje), ale psychologiczne podejście do związku, zwłaszcza takiego przykurzonego, z dłuższym stażem, kiedy dzieci wyjechały na studia a małżonkowie muszą na nowo zorganizować sobie codzienność. A przecież zapomnieli już jak to było, kiedy się poznali...

Karolina i Sławek to totalne przeciwieństwa i chyba dlatego kiedyś ich do siebie przyciągnęło. 
Ona uwielbia zmiany, on nie znosi. 
Ona to typowa sowa, on skowronek.
Ona jest spontaniczna, on przewidywalny i poukładany.
On jest przykładem typowego samca, który nie zajmuje się domem czy dziećmi, bo uważa, iż wystarczy, że zarabia. Najpierw nie rozumie, że ona potrzebuje odpocząć a kilka lat później nie ma pojęcia o hasłach do Librusa.
 
Ich małżeństwo kilkukrotnie przeżywało poważne kryzysy, rozwód wisiał w powietrzu, bowiem nie potrafili rozmawiać. Każde ukryło się w swojej skorupie i nie potrafili przejść całego procesu - wysłuchać, porozmawiać, zrozumieć. Skupiali się na pretensjach, wyrzutach a najczęściej na milczeniu. 
Jedynym miejscem, gdzie chętnie uzewnętrzniali swoje problemy, potrzeby i przemyślenia o świecie był internet. To tam, w tajemnicy przed światem można napisać wszystko. Stąd listy pisane szeptem. Żeby nikt nie usłyszał.
 
 
Szeptem do mnie mów, mów szeptem. By nikt obcy twoich słów nie słyszał. Jak najciszej proszę mów, A przedtem spójrz w oczy tak, Jak tylko ty patrzeć na mnie umiesz. Chcę uwierzyć, że przede mną nikt Nie uczył się tych słów na pamięć. Więc mów szeptem, szeptem się nie kłamie.

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,hanna_banaszak,szeptem_do_mnie_mow.html
Za każdym razem, kiedy w powieści pojawiały się listy pisane szeptem, przypominało mi się kilka wersów piosenki śpiewanej przez Hannę Banaszak:   
"Szeptem do mnie mów mów szeptem
By nikt obcy twoich słów nie słyszał (...)
Lecz mów szeptem szeptem się nie kłamie (...)"

I tak właśnie jest w tej historii - słowa pisane są najszczerszą prawdą. To perspektywa kobiety i mężczyzny dotycząca tego, jak postrzegają siebie i łączącą ich relację. Dwa różne punkty widzenia na te same sprawy. Oczywiście różnica kolosalna! 

Magdalena Witkiewicz wyśmienicie porównała miłość wykreowanych przez siebie postaci - aktualną ludzi dojrzałych i zabieganych z tą sprzed lat, od roku 1995 kiedy dopiero zaczynała kiełkować. Oczywiście, uczucia i emocje z biegiem lat czy dekad ewaluowały, ale czy małżeństwo stawało się lepsze...?

Podczas lektury nieuniknione jest chyba poszukiwanie analogii do własnego życia. Przynajmniej u mnie tak było. Wielokrotnie czułam się, jakbym czytała we własnych wspomnieniach, bo pamiętnika nie prowadzę. Czasami wręcz nie powstrzymywałam wybuchów śmiechu czy komentarzy dotyczących sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie. Choć w sumie to bywało pocieszające...
 
Miłość została porównana do dmuchawców zamkniętych w buteleczkach. Dlaczego? Co to oznacza? Kiedy będzie można je uwolnić? Przekonajcie się sami!


Podsumowując - "Listy pisane szeptem" to wciągająca i poruszająca opowieść, mimo że nie posiada typowo wartkiej akcji. Historia o tym, że aby uszczęśliwić innych, trzeba samemu być szczęśliwym a częścią składową tego stanu mogą być pasje. To książka o małżeństwie, macierzyństwie i ojcostwie, o rozterkach, potrzebie wsparcia i bliskości, o tym, by nie zatracić siebie w byciu razem oraz o działaniu sercem, bo nie zawsze rozum ma stuprocentową rację. Autorka poruszyła różnorodne tematy - służbowe, rodzinne, wspomniała o pragnieniu dziecka, godzeniu pracy z prowadzeniem domu i wychowywaniu dzieci, o spełnianiu marzeń, przyjaźni, ale nie pominęła też spraw intymnych. Inna, ale jakże prawdziwa, polecam!
 
 
 
Szeptem do mnie mów, mów szeptem. By nikt obcy twoich słów nie słyszał. Jak najciszej proszę mów, A przedtem spójrz w oczy tak, Jak tylko ty patrzeć na mnie umiesz. Chcę uwierzyć, że przede mną nikt Nie uczył się tych słów na pamięć. Więc mów szeptem, szeptem się nie kłamie.

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,hanna_banaszak,szeptem_do_mnie_mow.html
Szeptem do mnie mów, mów szeptem. By nikt obcy twoich słów nie słyszał. Jak najciszej proszę mów, A przedtem spójrz w oczy tak, Jak tylko ty patrzeć na mnie umiesz. Chcę uwierzyć, że przede mną nikt Nie uczył się tych słów na pamięć. Więc mów szeptem, szeptem się nie kłamie.

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,hanna_banaszak,szeptem_do_mnie_mow.html
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
Papierowy egzemplarz dotrze do mnie od 
a treść poznałam już dzięki Legimi

piątek, 24 czerwca 2022

Anna H. Niemczynow "W maratonie życia"

 
 
 
Autor: Anna H. Niemczynow
Wydawnictwo: Luna
Data wydania: kwiecień 2022
Liczba stron: 448
 
 
 
 
 
 
Anna Niemczynow zadebiutowała w 2017 roku powieścią "W maratonie życia", po którą ja sięgnęłam dopiero teraz. Autorka uwielbia, gdy inni są szczęśliwi. Kocha, gdy się uśmiechają. Sama robi to bardzo często. Roztacza wokół siebie pozytywne fluidy, radość i dziękuje za to, co ma. By do tego dojść, musiała pokonać wiele przeciwności, życie jej nie oszczędzało. 



Maraton organizowany w Kołobrzegu jest wyjątkowy, bowiem jego trasa to unikat w skali Polski - biegnie nad brzegiem morza. 
Matylda od dawna marzyła, by w nim wystartować. Te kilka godzin chciała przeznaczyć na przemyślenia, udowodnić sobie coś i rozliczyć z przeszłością. Powrócić do lat, kiedy jej życie niebezpiecznie wirowało, dostarczając nie tylko pozytywnych chwil. Na mecie czeka na nią mąż i trójka dzieci, ale przecież...
...wszystko mogło potoczyć się inaczej...

Każdy rozdział to kolejny kilometr trasy, którą pokonuje Matylda. 
Opowiada o babci Ani, która wspierała ją zawsze i jak tylko potrafiła. 
O ciąży, która przydarzyła się jej na drugim roku studiów i Kostku, którego trochę idealizowała i usprawiedliwiała jego występki. Nie sprawdził się jako mąż i zapewne to samotność w małżeństwie popchnęła ją do uwikłania się w romans z kolegą z pracy. Dobrze, że małym Kajtkiem pomagała zająć się babcia.
Matylda czuła, że Janek jest pokrewną duszą... Szkoda tylko, że żonatą! Zakochani, zabiegani, wariujący coraz bardziej na swoim punkcie... Do czasu... Czy ta relacja ma szansę przerodzić się w trwały związek, skoro oboje mają małżonków?
Jak potoczyło się życie nauczycielki? Z którym mężczyzną stworzyła rodzinę? 

Mijające kilometry to nie tylko zmęczenie ciała i walka o to, by dobiec do mety. Przecież na żadnym treningu nie biegnie się takiego dystansu. Jednak by całkowicie oczyścić umysł z lat, które bohaterka ma już za sobą, te cztery godziny były niezbędne. 
 
Ania Niemczynow napisała wspaniałą powieść, o życiu, samotności, miłości, zdradzie i wielu przeciwnościach losu, które spotykają człowieka. Kobietę. Zmagającą się z problemami samotnie. Która nie wie, komu może tak naprawdę zaufać. Która gubi się, cierpi, ucieka, walczy, choć nie zawsze samodzielnie czy skutecznie. 
Ta książka jest tak pełna, sycąca, napisana pięknym językiem, ale ciekawie i intrygująco, że nie chce się jej odkładać. 
 
Jeśli chodzi o bohaterkę, to chwilami mocno działała mi na nerwy i miałam ochotę nią potrząsnąć. Nie zgadzałam się z jej wyborami a decyzje, które podejmowała nie zawsze odpowiadały temu, co powinna jako matka. Oczywiście nie mam na myśli tego, że powinna zrezygnować z walki o szczęście, o uwolnienie się z toksycznego związku, ale przecież miała wtedy małego synka...


Podsumowując - "W maratonie życia" to wspaniała historia o wdzięczności, przebaczeniu, walce i prozie życia. O tym, że na każdym jego etapie szczęście ma inną definicję, ale przede wszystkim trzeba go umieć szukać w sobie. 
Powieść, w której nie brakuje humoru, ulatującej namiętności, wyrzutów sumienia, zdrad, kłamstw, zawiedzionych uczuć, przemocy i fałszywych przyjaciół. Jest to opowieść o kobiecie, która między małżeństwem a romansem zagubiła siebie i niezmiernie trudno było jej się odnaleźć. Choć każdy związek czegoś ją nauczył, a przede wszystkim tego, by się nie poddawać. Gorąco Wam polecam!


 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję 



piątek, 29 października 2021

Hanna Bilińska-Stecyszyn "Wbrew pozorom"


 
Autor: Hanna Bilińska-Stecyszyn
Wydawnictwo: Silver
Data wydania: 26 maja 2021
Liczba stron: 384
 
 
 
 
 
 
 
Jak to jest z tą miłością? Czy zawsze wygrywa w drodze do małżeństwa? Na ile nieszczęśliwe życie rzutuje na zachowanie względem kolejnych pokoleń?
Odpowiedzi na te pytania pokażą nam bohaterowie powieści "Wbrew pozorom" autorstwa Hanny Bilińskiej-Stecyszyn.
 
 
Marylka była miłością Adama już w dzieciństwie, choć wtedy jeszcze nie końca potrafili ją nazwać. Jednak utracił ją dwukrotnie, najpierw gdy wyjechała z powodów rodzinnych a później, już tak na zawsze... Długo zastanawiał się czy mógł coś zrobić. Czy była szansa, by z nią być. 
Później była miłość do Stokrotki, jednak przyszła w nieodpowiednim momencie - był mężem i ojcem. Co wybrał? Obowiązek czy uczucie? I czy postąpił właściwie skoro nie wiedział całej prawdy o żonie...
 
Eleonora nie była szczęśliwą żoną i może właśnie dlatego cały swój żal oraz frustrację przelewa na małżeństwo syna. Dokładniej to na synową. Kasia z każdym dniem, miesiącem i rokiem ma coraz bardziej dosyć relacji z teściową. Szanowna "mamusia" wciąż się wtrąca i psuje im plany, rozkazuje co i kiedy mają robić, wymaga coniedzielnych przyjazdów na obiadki, krytykuje i zieje jadem. Popsuła im nawet dzień ślubu! Katarzyna nie ma prawa, by na spokojnie spotkać się z rodziną w święta, wciąż wszystko biegiem, by warunki dyktuje Eleonora. A Marek (mąż Kasi) nieustannie daje sobą manipulować, tańczy tak jak mu matka gra, jeździ do niej na każde skinienie palcem i fałszywe alarmy zdrowotne.

W końcu miarka się przebrała i Kasia uciekła! Czy ten krok zmieni coś w jej życiu? Czy uda się odbudować małżeństwo z Markiem? Jakie stanowisko zajmie w tej sprawie teściowa?


Co kilka rozdziałów autorka pozwoliła nam przeczytać fragment pamiętnika, który pisze Lila. Żal po zerwaniu, wakacje z rodzicami, spotkania z przyjeżdżającym do niej do Łodzi chłopakiem. Historia początkowo jest totalnie oderwana od poznawanej fabuły, dopiero z czasem zaczyna mieć sens i pozwala odpowiedzieć na pytanie czy Lila podjęła właściwe decyzje. Jak potoczyło się jej życie... Im bliżej końca tym czytelnik więcej rozumie. Czy można wybaczyć?

Muszę Wam powiedzieć, że do tej książki robiłam trzy podejścia, bo sporo wątków czy zachowań tak bardzo przypominało mi negatywne momenty z mojego życia. Zupełnie nie mogłam przejść do porządku dziennego nad tym, jak zachowuje się Eleonora. Nie stawałam ani po jej stronie ani po stronie Marka. Czy słusznie? Czy później zmieniłam zdanie?
Nie, zachowania Eleonorze nie wybaczyłam. Nawet to czego się dowiedziałam, jej nie tłumaczy.

Mimo, że ta historia poszła w zupełnie innym kierunku niż się spodziewałam, to przyznaję - coraz bardziej mi się podobała i mniej przeżywałam ją psychicznie. Biłam brawa Kasi, za odwagę, za ucieczkę, za miejsce do którego trafiła i za osobę z którą szczerze porozmawiała. Dopiero wtedy - i ona i ja - zrozumiałyśmy wiele z przeszłości bohaterów. To było kluczowe. Zaskoczeń nie zabrakło.
 
 
Podsumowując - "Wbrew pozorom" to opowieść o toksycznej matce, o losie, który kpi z bohaterów, rozdrapywaniu ran, żalu, utraconej miłości, rozczarowaniu. Ale również o tym, że nie każda miłość kończy się happy endem; że poczucie przyzwoitości czy obowiązku odbiera czasami ludziom na prawdziwe szczęście. To powieść o naprawdę wielu emocjach, często negatywnych, z którymi mierzą się zwykli ludzie. Szkoda, że nie wszyscy mają możliwości, by coś zmienić. Polecam!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję



piątek, 7 maja 2021

Magdalena Witkiewicz & Natasza Socha "Awaria małżeńska" - wyd. 2

 
 
Autor: Magdalena Witkiewicz, Natasza Socha
Wydawnictwo: Filia
Data wydania:  kwiecień 2021
Liczba stron: 400
 
 
 
 
Rzadko czytuję ponownie książki, ale zdarza mi się sięgać po wznowienia, zwłaszcza kiedy wiem, że czeka na mnie dawka dobrego humoru. Za oknem pada... Koc, herbata i "Awaria małżeńska" (wznowienie).  Z uwagi na permanentny brak czasu i coraz większe zaległości w pisaniu recenzji w tym przypadku podratuję się recenzją pisaną przy okazji pierwszego wydania - w 2016 roku.



(...) żyjemy zupełnie nieświadomie i nie zdajemy sobie sprawy, że czasem śmierć zwykłego kota może stać się momentem, który zrewolucjonizuje nasze życie. Dowód? Przeczytajcie moje wrażenia.

Ewelina i Justyna, niczego złego nie przeczuwające zapracowane kobiety, podróżują gdańskim autobusem linii 122 we wtorkowe popołudnie. Jednak w ułamku sekundy leżą na podłodze niemal jedna na drugiej, z nietypowo  powykręcanymi kończynami. Nie zdają sobie w pierwszej chwili sprawy, że sprawcą gwałtownego hamowania był kot, który niestety nie wyszedł z życiem z tego wypadku. Bohaterki lądują na szpitalnych łóżkach oddziału ortopedycznego - jedna z zagipsowaną nogą, druga - ręką i barkiem. W pierwszym odruchu chcą jak najszybciej stamtąd wyjść, bo przecież nawet unieruchomione lepiej zajmą się domem i dziećmi niż mężowie, którzy - o zgrozo! - nie mają o codzienności bladego pojęcia. Zresztą na własne niejako życzenie żon, bo nawet gdy coś robili, starali się jak mogli, to one po nich poprawiały, dopieszczały i w rezultacie panowie odpuścili... nie jest to dziwne, prawda?

Jednak pierwotny odruch pacjentek, by "biec" do domu, ostudziła pani doktor, stwierdzająca, iż możliwe są komplikacje i pobyt na oddziale będzie konieczny przez co najmniej trzy tygodnie! Panie z każdym kolejnym dniem oswajają się z sytuacją i starają umilić czas najlepiej jak to w tych warunkach jest możliwe: czytają, dyskutują, nawet na tematy intymne (dochodzą na przykład do wniosku, że kobieta, która potrafi sama sobie dać przyjemność czy za pomocą wibratora czy prysznica, ma wyższe poczucie własnej wartości, czuje się lepiej i jest niezależna od faceta) a nawet poprawiają swój wygląd. W najtrudniejszych momentach udzielają porad przez telefon a popołudniami wysłuchują szczerych relacji od dzieci (które mieszczą się w przedziale wiekowym 5 do 11 lat).

A co w tym czasie słychać w domu? Jak radzą sobie Sebastian i Mateusz? Hmmm... Pierwsze dni były najtrudniejsze, bowiem panowie nie mieli nawet wiedzy podstawowej dotyczącej funkcjonowania własnych komórek rodzinnych. Bo po co prasować skarpetki? Jak ugotować krupnik, by nie był ciałem stałym? Dlaczego każde z dzieci na śniadanie je jajko w innej postaci? Dlaczego nie można kupić gotowej nutelli? Co się robi z brudną klatką królika? To papier toaletowy sam nie odrasta na uchwycie? A tu jeszcze przewrotny los sprawił, że wielkimi krokami nadszedł nowy rok szkolny i trzeba najpierw dokończyć kompletowanie wyprawki a potem pogodzić zakupy, pracę, szkoły, przedszkole.... No dobra, tylko jaki jest adres tych placówek?? Później dojdą wywiadówki, zadania domowe, konkursy, wierszyki i piosenki, przebrania a przede wszystkim poradzenie sobie z sytuacją, gdy nad ranem w poniedziałek dziecko przypomina sobie magiczne "co trzeba przynieść lub zrobić na jutro"... znaczy na dziś. I nawet nie ma kiedy oczyszczać synaps... Z czym jeszcze będą musieli zmierzyć się panowie? Ja nie zdradzę nic więcej...

Do tej pory nieogarnięci i niewtajemniczeni tatusiowie, teraz rzuceni na głęboką wodę i zmuszeni do samotnego ojcostwa przez kilka tygodni, muszą sobie radzić. Może mają w głowach chaos, może wykonują plan minimum, byle tylko przetrwać, może nie mają pojęcia o wielu sprawach, bo do tej pory wszystko funkcjonowało dzięki żonom - które tak nawiasy mówiąc są chyba w połowie cyborgami, bo po całym dniu faceci padają na pysk a kobiety wciąż wyglądają na uśmiechnięte i z zapasem sił - ale starają się sprostać, żeby dzieci podczas odwiedzin u mamy, nie miały podstaw do skarżenia się. Bardzo przydatna okazała się również pomoc Dżesiki, która normalnie zajmowała się ptaszkami a teraz pomaga przy dzieciach...

W tym czasie żony nie tylko odpoczęły, ale też przewietrzyły mózgi co poskutkowało podjęciem mnóstwa decyzji, jakże ważnych w chwili, gdy ich związki się sypią czy też "separują". Postanowiły, że już nie będą perfekcyjnymi paniami domu i pozwolą sobie pomagać, choćby coś miało być zrobione gorzej. Ich szpitalny rachunek sumienia miał sprawić, że znów będą szczęśliwymi nie tylko matkami, ale i żonami. Bo przecież kiedyś przeżywali romantyczne chwile...

Świetna komedia z humorem (oraz ironią), który idealnie do mnie trafiał co skutkowało chichotaniem niezależnie od miejsca gdzie czytałam książkę. Boskie teksty, zabawne scenki, rozbrajająca niewiedza i ciekawe pomysły na rozwiązywanie różnorodnych problemów. Autorki postawiły też na popularyzowanie twórczości innych, bowiem wspomniały o Nesbo, Kingu czy Cobenie. Oprócz tego w powieści znajdziemy też prawdy z życia wzięte, które mogą skłonić do przemyśleń i prób ratowania związków i relacji, bo czasem jest jeszcze na to szansa. Witkiewicz i Socha pokazały jak ważne jest zacieśnianie więzi dzieci z ojcem oraz że mama, mimo że kocha ogromnie też czasem potrzebuje oddechu. A zakończenie? Każdy czytelnik myśli, że jest przewidywalne, prawda? Nic bardziej mylnego, ja poczułam się ogromnie zaskoczona a uśmiech zagościł na twarzy...


Podsumowując - ogromnie się cieszę, że sięgnęłam po "Awarię małżeńską", bo to gwarancja dobrej zabawy. Książka aż kipi od ciekawych pomysłów, trafnych spostrzeżeń dotyczących codziennego życia, ale jakże czasem zaskakującego. Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, niektórzy otrzymali dość charakterystyczne cechy czy zajęcia. Powieść doskonale spełnia się zarówno w kategorii rozrywkowej, ale też uczy a jest przecież lekka i przyjemna. Ja polecam! Chyba nie tylko kobietom...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję



poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Alex Kava "Złowrogie niebo"




Tytuł oryginalny: Desperate Creed
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 25 czerwca 2020
Liczba stron: 352
Seria: Ryder Creed  tom 5



CIA, FBI, policja walczą każdego z przestępczością na całym świecie. Nie jest lekko, ale bardziej przewidywalnie niż gdy walczy się z żywiołem. "Złowrogie niebo" to pełna napięcia fabuła osadzona w jeden tylko weekend, gdy Alabamę nawiedziła cała seria tornad. Ale to nie jedyny temat kolejnego thrillera Alex Kavy, która po raz piąty łączy w jednej książce dwoje swoich bohaterów - Maggie O'Dell oraz Rydera Creeda. 

O tym, jak bardzo życie człowieka może zmienić jeden telefon, przekonała się Frankie Russo, pracownica agencji marketingowo-reklamowej, do której o piątej rano zadzwonił kolega z pracy - Tayler Gates. Podczas wideorozmowy rozmawiali o jego prywatnym śledztwie dotyczącym podejrzeń, iż w produktach pewnej obsługiwanej przez nich firmy znajdują się niebezpieczne dla zdrowia substancje. Tyler zaaferowany przekazuje jej ważne informacje, jednak nie udaje mu się dokończyć... W kadrze Frankie dostrzega dwóch facetów, którzy atakują Gatesa, przejmują jego telefon i niestety wszystko o niej wiedzą. Kobieta czuje, że musi uciekać...

Śledzona, przerażona, bez potwierdzonych informacji czy Tyler żyje zmierza na Florydę, gdzie liczy na pomoc Hanny Washington, współpracownicy Rydera Creeda. Hanna obiecała przyjaciółce kontakt z funkcjonariuszką FBI - Maggie O'Dell. Nikt jednak nie przewidział, jakim problemem stanie się pogoda, bowiem w Alabamie szaleją tornada. Niszczycielska siła skomplikuje spotkanie Maggie i Frankie a wielu ludziom odbierze dach nad głową i życie.

W samym środku zniszczeń pojawia się Ryder Creed ze swoją ulubienicą Grace, która ma znaleźć żywe lub martwe ofiary tornad, które sięgnęły ziemi. Byłam jak zawsze pod wrażeniem działań tego małego psiaka.


Opisy miejsc, przez które przeszło tornado, niezwykle plastyczne i sugestywnie wywołujące ciarki na długo pozostaną w mojej pamięci. Moment, gdy bohaterowie widzieli na horyzoncie czarny wirujący klin zmierzający w ich stronę... czułam ich strach, napięcie i niepokój o to, czy będzie jakieś potem. Akcja książki obejmuje tylko jeden weekend i tylko wtedy odnotowano w Alabamie siedemnaście tornad. Oczywiście w najbardziej narażonych rejonach byli oni - Maggie, Frankie, Ryder oraz Jason. Czy wszyscy przeżyją? Do końca nie ma tej pewności, bowiem żywioł nieźle się na nich uwziął... Są też przemykające cienie, mające własne cele...

Naprzemiennie do wydarzeń dotyczących tornad, autorka zabiera nas na Florydę, gdzie z Hanną i jej synami na farmie znajduje się Brodie. Jeśli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to zapewne dobrze kojarzycie - to zaginiona przed szesnastu laty siostra Rydera, którą w czwartym tomie cyklu udało się uratować. Ja niestety przegapiłam "Instynkt łowcy" i o kulisach tamtych wydarzeń wiem tylko tyle, ile zostało opowiedziane teraz. Brodie choć ma dwadzieścia siedem lat zachowuje się zupełnie nieadekwatnie do wieku. Nie można się dziwić, po tym co przeszła. I tak stara się być silna. Wciąż zmaga się z demonami przeszłości, analizuje, odkrywa świat na nowo, cieszą ją prozaiczne rzeczy.


Alex Kava to niezmienny poziom dobrej literatury, nawet jeśli tematyka główna jakiegoś tomu nie zapiera tchu to nadrabiają wątki poboczne. Tym razem wszystkie cztery wątki dostarczyły mi niemało emocji, nie brakowało niespodzianek, chwil, gdy miałam wrażenie iż zaraz wszystko przestanie istnieć, są też zaskakujące zakończenia poszczególnych wątków. W twórczości autorki cenię krótkie rozdziały, jasno określone miejsca akcji, konkretne dialogi i opisy występujące tylko wtedy, gdy są niezbędne do nakreślenia odczuwanych przez postacie smutku, radości, strachu czy ulgi. Na koniec Kava zawsze odkrywa wszystkie karty, nie pozostawia nas z domysłami co w zestawieniu z jej lekkim stylem (choć pisze o niełatwych sytuacjach) sprawia, że na lekturę jej książek nie marnuje się czasu.



Podsumowując - "Złowrogie niebo" to wielowątkowa historia z dreszczykiem w stosunku do ludzi, przestępstw oraz natury. Dostajemy wielu znanych nam już bohaterów, nowi dodają kolorytu, nie ma typowego śledztwa, bowiem i miejsce akcji nie jest standardowe. To opowieść o tajemnicach koncernów, nielegalnych działaniach, które za wszelką cenę powinny pozostać ukryte przed oczami świata; o pracy łowców burz i ryzyku jakie podejmują; o psach poszukujących i wzruszających chwilach ich tryumfu a przede wszystkim o ludziach, którzy z narażeniem życia ruszają, by pomagać innym w trudnych chwilach. Thriller, który opowiada o sprawach zwykłych i niezwykłych - zaginięciach, odnalezieniach, porzuceniu, zagubieniu, szczęściu i stracie a przede wszystkim o tym, że miło jest wiedzieć, że ktoś się o Ciebie martwi i możesz na niego liczyć. Polecam wielbicielom książek Kavy a zwłaszcza serii z pieskami w roli bohaterów (czyli Ryder Creed).





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję


poniedziałek, 2 marca 2020

Natasza Socha "Zamrożona. Dlaczego kobiety zdradzają?"





Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Edipresse
Data wydania: 12 lutego 2020
Liczba stron: 304
Cykl: Trzy razy Z   tom 1






Natasza Socha to dla mnie symbol nieustraszonej pisarki. Pisze na trudne tematy, tematy tabu, nie unikając przy tym słów wstydliwych, których normalnie unikamy, zastępujemy je innymi. Porusza najczulsze struny naszych - głównie kobiecych - dusz. Pragnie nam pokazać, jak żyć, by być szczęśliwymi. Czy w "Zamrożonej" odnalazłam jakieś rady dla siebie?

"...nawet najbardziej potulna owieczka ma swoje tajemnice głęboko schowane pod gęstą wełną." *

Julia ma czterdzieści dwa lata, męża i trójkę dzieci. Mąż nie dba o jej potrzeby łóżkowe, nie myśli, by sprawić jej przyjemność, przez co seks staje się dla niej tylko obowiązkiem. Julia nie ma własnego zdania, nie lubi być w centrum uwagi, jest bezbarwna, powtarzalna, pewność siebie rozdziela na dzieci i finalnie zastanawia się czy jest szczęśliwa. A skoro się nad tym zastanawia to chyba jest podstawa do wątpliwości?! Podsłuchana w kawiarni rozmowa dwóch kobiet o tym, że kochankowie im dogadzają sprawia, że Julia powraca myślami do historii sprzed dwóch lat, kiedy to podążała tropem tomiku z wierszami o samej sobie. Finał poszukiwań był zaskakujący!

Kobieta coraz częściej rozważa czy nie zapisać się na seksportal i kiedy przytrafia się wolny weekend, robi to! Rejestruje się w zupełnie innym dla niej świecie, testuje potrzeby kobiet i mężczyzn, nawet jeśli mają małżonków to chcą próbować czegoś nowego lub znaleźć odskocznię. W ten sposób poznaje Michała, zupełnie nie pasującego do takiego portalu - jak ona. Dlatego nawiązuje się nić porozumienia a wymiana poglądów trwa bardzo długo. Czy Julia dopuści się zdrady?

"I co jest ważniejsze: dopasowanie się do innych czy własne potrzeby? Gdzie jest granica, za którą ustępujemy i przestajemy być sobą? (...) Ważne, żebyś robiła to, z czym najlepiej się czujesz. Ważne, żebyś nigdy całkowicie nie poświęcała siebie dla innych. Nie ulegała modzie, namowom, coachom i poradnikom, które ci wmówiły jak żyć." **

Świetnie wykreowana postać głównej bohaterki i jej przemiany, spowodowanej rozmowami z poznanym w sieci Michałem. Julia powoli zaczyna wychodzić z kokonu utkanego przez lata, zaczyna pokazywać swoje "ja", czym zwraca uwagę rodziny. Pękają kolejne sznury, którymi dotychczas były spętane jej potrzeby i marzenia, coraz częściej porzuca schematy, przełamuje bariery i zdobywa się na sprawianie przyjemności samodzielnie. Dzięki tym wszystkim zabiegom jej świat nabiera kolorów, Julia coraz częściej się uśmiecha, pragnie nowych, kolorowych ubrań a spotkania u sąsiadki Barbary dodają jej życiu pikanterii.

Natasza Socha zadziwiła mnie tą powieścią. Pozytywnie. Wydobyła nią wiele wspomnień, uzmysłowiła wiele drzemiących myśli, które nie wydostawały się na zewnątrz, zaklejone, zagipsowane i przygniecione gdzieś głęboko. I choć wprawdzie w moim życiu nie pojawia się temat zdrady, to zupełnie inaczej patrzę teraz na pewne kwestie. Sprawia to szeroka tematyka tej książki, niby o seksie, zdradzie, ale nie tylko... Nie trzeba zdradzać, być zdradzanym, by odnaleźć w niej coś konstruktywnego.

Autorka wyodrębniła powody dla których ludzie zdradzają, opisała przełamywanie barier i zbliżenia, zwyczajność w poruszaniu tematyki seksu przez starsze panie a wszędzie użyła słów wstydliwych wprost, bez zahamowań, z właściwą sobie naturalnością i subtelnością. Wspomniała o rankingu orgazmów Freuda, kłopotach w małżeńskich zbliżeniach (dwie minuty bez większej przyjemności, plecami do siebie i spać), udawaniu orgazmu i samozaspokojeniu.

Natasza Socha jak zawsze wywołała wiele emocji, zaprzeczyła schematom, pokazała ludzkie dylematy i próbowała wskazać nam odpowiedź na pytanie - dlaczego wraz z przybywającymi latami coraz gorzej radzimy sobie w sprawach łóżkowych. Czy jej się to udało? Sprawdźcie sami.

"Człowiek, który nie lubi seksu, nie lubi też samego siebie. Nie lubi również innych, czuje się wiecznie przygaszony, a jego jedyną rozrywką jest docinanie innym ludziom. Zupełnie jakby rekompensowało mu to brak orgazmów." ***


Podsumowując - "Zamrożona" to opowieść o seksie, zdradzie, chorobie i byciu przezroczystym. O szukaniu odskoczni od codzienności, orgazmach, rozkoszy, wypieraniu seksualności, wyrzutach sumienia oraz potrzebie urozmaicania seksu. O tym, jak bardzo potrzebujemy bliskości, zrozumienia a czasem zwykłej rozmowy. Jak niewiele wiedzą o nas partnerzy, nawet po wielu wspólnych latach. Powieść prawdziwa, realna, bez koloryzowania, z twardymi dowodami, problemami, która wraz z każdą kolejną stroną sprawia, że coraz bardziej pragniemy poznać zakończenie. Tylko czy jest ono szczęśliwe? To już kwestia gustu. Gorąco polecam!





* N. Socha, "Zamrożona", Wyd. Edipresse Książki, Warszawa 2020, s. 33
** Tamże, s. 209
*** Tamże, s. 245




Książka przeczytana w ramach lutowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję


środa, 6 listopada 2019

Susan Mallery "Trzy Siostry"





Tytuł oryginalny: Three Sisters
Tłumaczenie: Hanna Ordęga-Hessenmüller
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Data wydania: 2016
Liczba stron: 432
Seria: Wyspa Blackberry tom 2




Kolejna książka z półki pożyczkowego wstydu to "Trzy Siostry" Susan Mallery, która przybyła do mnie od Magdalenardo. Wreszcie będę mogła oddać :)

Na urokliwej wyspie Blackberry stoją trzy wiktoriańskie domy zwane Trzema Siostrami. Do środkowego wprowadziła się właśnie Andi Gordon, która z dala od swego dotychczasowego środowiska zamierza zapomnieć o tym, że narzeczony porzucił ją przed ołtarzem! Po dziesięciu latach związku stwierdził, że nie jest gotowy. Żenujące było to, co zrobił później...

Z czasem Andi nawiązuje bliższą relację z mieszkanką prawego domu - Boston King, artystką zmagającą się ze śmiercią synka. Ucierpiało na tym jej małżeństwo, bo niby są razem, ale rozmijają się w kojeniu bólu, każde robi to na swój sposób, samotnie. Czy prośba Andi pomoże sąsiadce uleczyć duszę? Czy Boston i Zeke odnajdą jeszcze siebie?
Do tego duetu dołącza również Deanna Phillips z domu po lewej, która mając męża wciąż w delegacjach, sama wychowuje pięć córek. Jednak jej życie nie jest idyllą, bowiem rysy, które się pojawiły, powiększają się a kobieta popada w nerwicę natręctw. Małżeństwo rozpada się z powodu wzajemnych pretensji i jej apodyktyczności; Deanna ma wrażenie, że nawet córki jej nie chcą w swoim życiu...

Między sąsiadkami rodzi się nić porozumienia, żeby nie było zbyt sielankowo to ich problemy nawarstwiają się, bywają chwile załamania i rozbicia. A kiedy do worka wydarzeń dorzucimy zachowanie mężczyzn, to robi się niezły ambaras. Czasami bohaterom naprawdę trudno się porozumieć. Autorka poruszyła tą historią bardzo dużo realnych problemów: trauma po utracie dziecka, syndrom dziecka alkoholika, porzucenie w tak podniosłej chwili jaką jest ślub, wewnętrzny przymus do bycia ideałem, samotne rodzicielstwo, adaptacja w nowej społeczności, stawanie się kobietą.

Na urokliwej wyspie, w trzech kolorowych dziewiętnastowiecznych domach wcale nie jest tak kolorowo jak się początkowo wydaje. Ich mieszkańcy to zwykli ludzie, którzy doświadczają różnych emocji, zaś Susan Mallery potrafiła ich schematyczne zachowania czy wydarzenia z ich życia opisać w ciekawy i intrygujący sposób. Czy w każdym z domów zapanuje szczęście i miłość? Czy może muszą szukać go gdzieś daleko...?


Podsumowując - "Trzy Siostry" to historia o przyjaźni, trudnych relacjach damsko-męskich, pustce w sercu, bolesnej przeszłości oraz tkwieniu w skorupie. Opowieść o samotności, bólu, tęsknocie, goryczy, skatowanej duszy ukrytej za murem niedostępności, potrzebie poczucia bezpieczeństwa, samookaleczeniu, a przede wszystkim o nadziei, która obecna w życiu każdego człowieka powinna rosnąć wraz z każdym krokiem zmierzania do upragnionego celu.





Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


niedziela, 7 kwietnia 2019

Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda "Cymanowski Młyn"





Autor: Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 lutego 2019
Liczba stron: 420










Magdalena Witkiewicz, mistrzyni pozytywnych zakończeń, podjęła się napisania książki w duecie ze Stefanem Dardą, który bryluje w grozie... Że wyniknął z tego 'Cymanowski Młyn' wiemy, ale jak udało się połączyć obyczajówkę z thrillerem? A przede wszystkim jakie walory emocjonalnie niesie ta lektura dla czytelnika? Jedno jest pewne - otrzymałam coś zupełnie innego, niż otrzymałam. Ale o tym za chwilę...

ONA
Niezależna, samodzielna, wyjeżdżająca jedynie w delegacje lub do SPA z koleżankami. Jej małżeństwo nie przypomina tego z marzeń, mąż nie jest przyjacielem, oparciem... Najczęściej w ogóle go nie ma. Dlatego Monika Kaczmarek tęskniąc za uczuciami i ciepłem powraca myślami dziesięć lat wstecz - do swojej pierwszej miłości - Piotra.

ON
Wiecznie zniesmaczony życiem, nie lubiący chaosu, uciekający w pracę, na narty lub żeglowanie. Oczywiście bez NIEJ. Zły, gdy nie ma dostępu do mediów. Dla Maćka liczą się fakty, dowody, konkrety a nie ulotność uczuć.

"Jakim cudownym momentem w życiu jest ten zaraz po przebudzeniu. Gdy jeszcze sobie nie przypominasz tego, czym powinnaś się martwić, gdy na wpół przebudzona przeciągasz się i zastanawiasz, co fajnego przyniesie ci dzień." *




Kaczmarkowie są małżeństwem z kilkuletnim stażem a kryzys, którego doświadczają nie jest błahy. Od lat nigdzie razem nie wyjeżdżali, wszystko robią oddzielnie. Dawniej byli zgrani i w łóżku, i w kuchni, teraz jednak wciąż się rozmijają. Czy blokadą szczęścia w związku mogą być marzenia Moniki o byłym ukochanym? Pewnego dnia w skrzynce na listy znajdują voucher, uprawniający do dwutygodniowego pobytu w pensjonacie 'Cymanowski Młyn' na Kaszubach. Nie brali udziału w żadnym konkursie, dlatego są zaskoczeni, ale postanawiają skorzystać z niespodzianki we wrześniu.

Pensjonat jest prowadzony przez Jerzego Zawiślaka i jego syna Łukasza, teoretycznie są sobie bliscy, jednak nie mają pojęcia o tym, co przed sobą zataili. Urlop w malowniczej scenerii ma sprzyjać wspólnym spacerom Kaczmarków a jednocześnie próbie zbliżenia się do siebie i odbudowania relacji. Muszą jednak uważać na pobliskie bagna, które kryją wiele zagadek. 

Nagły wyjazd Macieja do stolicy staje się początkiem lawiny zdarzeń. Powoli wychodzą na jaw tajemnice skrywane przez każdego z bohaterów, ich przewinienia mniejsze lub większe, które godzą w nich samych, ale również w obce czy niewinne osoby. Między Moniką a Łukaszem iskrzy, Jerzy wspomina mroczną przeszłość oraz robi ciemne interesy a w powietrzu robi się mistycznie, magicznie, chwilami przerażająco... Zachowanie Łukasza zaczyna Kaczmarkowej kogoś przypominać a Jerzy przestaje poznawać syna. Co się z nim stało?

Książka wielokrotnie mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się pewnych wydarzeń czy zachowań bohaterów. Nie posądzałam ich o czyny, których byłam świadkiem czy też o których mi opowiedzieli. Ani opis, ani początek lektury nie zapowiadały takiego rozwoju akcji. Podobało mi się, szczególnie dlatego, że nie miałam pojęcia jak zakończy się bagnista przygoda. Nie odgadłam kto sprezentował małżeństwu voucher ani czy finalnie będą razem. Zmienna narracja, wielowątkowość, mnogość tajemnic i niewyjaśnionych śmierci to niewątpliwie plusy tej książki.

Jedyne co mi przeszkadzało to wątek paranormalny, nie lubię takowych a w tym przypadku nie wszystko mi się zgadzało z faktami. Duch Piotra w sposób w miarę logiczny pojawił się w fabule, ale pozostałe dziwne zjawiska czy postacie? Zupełnie nie wiem dlaczego na siłę wciśnięto to w historię.

"Czasami lepiej być samemu niż z kimś, z kim się zupełnie nie chce być. Jak jesteś z kimś, kogo nie kochasz, blokujesz sobie szansę na prawdziwą miłość i szczęśliwą przyszłość." **


Podsumowując - "Cymanowski Młyn" to początkowo obyczajówka o małżeństwie z kryzysem, które wyjeżdża w nieznane i próbuje naprawić związek, przeradza się później w naszpikowaną tajemnicami i narastającym napięciem historię. Opowiada o pozbywaniu się cieni z przeszłości, spotkaniu się twarzą w twarz z demonami, ratowaniu związku, tęsknocie i bólu po stracie ukochanej osoby. W tle nieco zjawisk paranormalnych, nawoływania przez zjawę oraz skutki chciwości.



* M. Witkiewicz, S. Darda, "Cymanowski Młyn", Filia, Poznań 2019, s. 122
** Tamże, s. 179





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 28 lutego 2019

Natasza Socha "(Nie) miłość"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 13 lutego 2019
Liczba stron: 304











Natasza Socha bardzo długo pozostawała dla mnie autorką nieznaną, ale kiedy już rozpoczęłam przygodę z jej książkami to... teraz nie potrafię nie sięgnąć po kolejną powieść :) Autorka zapisała się w mojej świadomości jako artystka, twórczyni dzieł nieprzewidywalnych i nietypowych. I gdy tylko pojawia się informacja o premierze, nie czytam opisu - wiem, że muszę poznać powieść bez względu na wszystko, delektować się nową fabułą nie psując wcześniej zabawy. Czym zaskoczyła mnie Socha w pierwszej części nowego cyklu z przedrostkiem 'nie' w tytule?

Czasami mówi się, że ile ludzi tyle różnych zdań. Ile rodzin, tyle problemów. Każdy człowiek ma jakąś historię... Każdy związek ma wzloty i upadki. Bywa tak, że ludzie rozstają się dwa tygodnie przed ślubem... Bywa, że zdradzają podczas nocy poślubnej. Ale zdarza się też tak, że nagle po dziesięciu latach małżeństwa coś się psuje, kończy. Jakby nagle w życie małżonków wkraczała niemiłość... Co zaczęło ich dzielić?

Cecylia Kosowska ma trzydzieści osiem lat i jest ornitologiem na pół etatu; pozostały czas poświęca trzynastoletniej córce Alicji i rozmowom na randkowym portalu (w ramach procesu naprawiania kobiecości). Od kilku tygodni zastanawia się na istotą swojego małżeństwa z Wiktorem. Kłócą się nawet o to, jak teściowa gryzie warzywa czy puste opakowanie po jogurcie w lodówce, którego on nie wyrzucił... Cela krytycznym okiem patrzy na wspólne lata i ocenia, że ich  związek ma "fatalną kreację aktorską, gówniane dialogi i bardzo nudną fabułę." *

Od dawna chciała powiedzieć mężowi, że to nie ma sensu, ale odkładała stwierdzając, że nie teraz, bo wiosna, bo święta... Jednak wreszcie podjęła decyzję - dziś mu powie, że chce rozwodu. Tyle że los miał dla niej inny plan... i właśnie TEGO dnia postawił na jej drodze niezdecydowaną staruszkę, która spowodowała wypadek samochodowy. Plątanina przypadków sprawiła, że Cecylia została zmuszona do poruszania się na wózku inwalidzkim i potrzebowała Wiktora, jego rąk, nóg i siły...

"Bywają bowiem takie momenty w życiu, kiedy druga osoba bardzo się przydaje, nawet jeśli na co dzień ciężko jest z nią wytrzymać." **

Wiktor Kosowski jest wykładowcą na uczelni i do momentu wypadku żony miał podobne myśli, iż żyją obok siebie i chciałby odejść. Zbierał się w sobie, by wyznać Celi że zakochał się w jednej ze swoich studentek. A że nie są to tylko powłóczyste spojrzenia, ale łączy ich coś więcej, na dodatek dziewczyna naciska, więc Wiktor nie chciałby działać na dwa fronty.

Teraz jednak życie pokrzyżowało mu nieco plany, ustaliło inne priorytety. Niedyspozycja żony zmieniła jego podejście do wielu spraw. Robił wszystko by jej pomóc, szukał sposobów by stanęła na nogi, by mógł spokojnie odejść do innej. Każde z nich musiało zmagać się z nową rzeczywistością, jednocześnie myśląc o rozstaniu. Jednak najpierw Cecylia musi być samowystarczalna, musi radzić sobie z codziennymi czynnościami, dla siebie, dla domu a przede wszystkim dla Alicji. Czy przemeblowanie zawartości kuchennych szafek będzie zaczątkiem do przemeblowań w życiu Kosowskich?

"Podobno dobre samopoczucie kobiety zaczyna się właśnie od bielizny. Kiedy założy na siebie coś ładnego, przyjemnego w dotyku, seksownego wreszcie, to nawet jeśli narzuci na to wielki, bezkształtny sweter i tak będzie miała przeświadczenie, że dobrze wygląda. Nawet jeśli wie o tym tylko ona sama." ***

Natasza Socha napisała książkę odrobinę prześmiewczą; potrafi bowiem jak nikt w sposób przewrotny i z sarkazmem wbijać życiowe szpileczki sytuacyjne swoim bohaterom. Nie brakuje ironii, ale i rad, trudności z jakimi zmagają się niepełnosprawni w Polsce, istoty zagubienia, niepewności czy uzależnienia.

Na przykładzie rodziny poddanej ciężkiej próbie pokazała, że miłość polega na obecności drugiego człowieka, na drobiazgach, staraniach, tarciu jabłka czy smarowaniu kremem. Uzmysłowiła czytelnikowi, że czasami nawet da popękanego związku jest nadzieja. A dopóki coś tli się w sercach i umysłach małżonków, dotąd jest szansa na jego odbudowanie. Tylko czy będą mieli na to ochotę? Czy sklejanie i łatanie związku rodziców skończy się dla Ali sukcesem? Co Cecylia i Wiktor wybiorą stojąc na rozdrożu?

"Każdy z nas nosi w sobie jakieś cholerne piekło, z którym musi się codziennie zmierzyć." ****


Totalnie nietypowa, odbiegająca od wymuskanych i wyłącznie radosnych obyczajówek - typowa powieść dla lubiących odmianę. Gratka dla uwielbiających obserwowanie życia innych oraz dla tych, którym przewidywanie finału sprawia przyjemność - śmiem twierdzić, że w tym wypadku niekoniecznie odgadniecie :) Ale powieść jest warta uwagi, czyta się ją szybko i z zainteresowaniem - ogromnie ją polecam!

"Sumienie ludzkie jest czymś skandalicznie wkurzającym. Milczy przez długi czas uśpione albo nieobecne, a kiedy o nim zapominasz, podnosi swój łeb i patrzy ci pytająco w oczy. Zagląda w myśli. I nic nie mówi. Kompletnie nic. 
A milczenie jest czasem o wiele głośniejsze niż strzał z karabinu." *****


Podsumowując - "(Nie) miłość" to powieść-dowód. Dowód na to, że nie zawsze słowo z przedrostkiem 'nie' jest złe. Że życie nie zawsze pozwala nam na osiągnięcie celu, który mieliśmy jeszcze choćby jeden dzień temu... Historia opisująca bałagan myśli, konieczność dążenia do kompromisów czy dokonywania wyborów, ale również pełna frustracji, pretensji, żalu i poczucia niesprawiedliwości. Lekcja o tym, jak rozmawiać ze sprawcą wypadku...Opowieść o przyzwoitości, poczuciu odpowiedzialności, skrobaniu rdzy ze związku oraz współczynniku odczuwania szczęścia.



* N. Socha, "(Nie) miłość", Edipresse Książki, Warszawa 2019, s. 9
** Tamże, s. 16
*** Tamże, s. 174
**** Tamże, s. 193
***** Tamże, s. 223




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


niedziela, 13 stycznia 2019

Kaira Rouda "Ten jeden dzień" - przedpremierowo





Tytuł oryginalny: Best Day Ever
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: planowana na 30 stycznia 2019
Liczba stron: 352








Zawsze gdy obserwujemy życie innych, myślimy jakie mają szczęście - małżonka, dzieci, dom czy samochód, pracę czy domek za miastem... Zazdrościmy im tego co mają, zazdrościmy panujących relacji, planów i sukcesów. Zastanówmy się jednak, czy to co widzimy z naszej perspektywy jest prawdą... Może to złudne? Na pokaz? Może Ci ludzie wcale nie mają lepiej niż my?

Zajrzyjmy w codzienność rodziny Strom - do Paula, jego cudownej żony Mii oraz dwóch synów w elitarnej szkole i dowiedzmy się, co może wydarzyć się w ciągu dwudziestu czterech godzin. Niby niewiele... a jednak.

Paul to czterdziestopięciolatek, który o dziewiątej rano wyrusza wraz z żoną do domku nad jeziorem Erie w Leakside, gdzie zamierzają spędzić WSPANIAŁY dzień. Dziećmi ma zająć się opiekunka a Stromowie mają w planie spokój, ciszę i romantyczne chwile we dwoje. Kiedy czytamy kolejne strony wszystko idealnie się układa - banalne rozmowy na pozornie lekkie tematy przy specjalnie nagranej płycie z ulubioną muzyką, posiłki w klimatycznych miejscach, wspomnienia dotyczące różnych momentów z ich wspólnych dziesięciu lat. Ale pojawiają się też zgrzyty, jak choćby w przypadku upragnionej córeczki czy powrotu do pracy przez Mię która na dodatek od jakiegoś czasu walczy ze złym samopoczuciem.

Kiedy przewracałam kolejne strony myślałam, że to dość nudna książka. Opisuje małżeństwo, które niby świetnie się zna, ale nie do końca funkcjonuje w symbiozie. Zastanawiałam się, gdzie ukryte jest 'boom', bo że jakieś będzie było do przewidzenia. A kiedy na jaw zaczęły wychodzić różne ciemne sprawki Paula, które zdradzał stopniowo jako narrator, włos jeżył się na karku! Okazało się, że Stromowie mieli przeżyć WSPANIAŁY dzień nie wiedząc, że każde ma drugiego niespodziankę, co jedno to większego kalibru... I nie uda im się spędzić tego dnia w takiej formie, w jakiej byłby w swej idealności w każdej innej sytuacji.

Szczerze mówiąc to byłam w ogromnym szoku, kiedy zaczęłam poznawać prawdę o ich małżeństwie, o postępowaniu Paula. Dlaczego? Gdy opowiadał o rodzinie, pięknej i idealnej żonie, miłości do synków oraz ich cudownej przyszłości myślałam o nim Pan-Idealny. Później czułam już tylko obrzydzenie, strach, współczucie i coraz większe zaskoczenie. Nawet nie z powodu czynów, ale pobudek jakie kierowały Paulem.

"Ten jeden dzień" to właściwie teatr dwojga aktorów. Fabuła skupia się na przemyśleniach, czynach i tajemnicach państwa Strom, zaś przez znaczną część na początku powieści nie znajdziecie jakiejś większej akcji dotyczącej teraźniejszości. Potem następuje jednak moment przełomowy, który wywołuje w czytelniku mnóstwo emocji, które nie opadną aż do końca... Gwarantuję, że kawa nie będzie potrzebna, i tak nie zaśniecie!

W swojej recenzji nie napisałam właściwie nic konkretnego, co wydarzyło się między bohaterami w drodze nad jezioro ani w domku, u celu podróży. Nie mogłabym spojrzeć sobie w recenzenckie oczy, gdybym zepsuła Wam całą zabawę, zdradzając czego dopuścili się Stromowie, co zaplanowali dla siebie na ten WSPANIAŁY dzień a także jak to się wszystko skończyło. Pozostaje mi skusić Was do lektury, naprawdę warto!


Podsumowując - "Ten jeden dzień" to thriller doskonały! Trzyma w napięciu, zaskakuje, udowadnia że pozory mylą oraz przekonuje o wartości prawdziwej przyjaźni. Kaira Rouda stworzyła postacie idealnie odzwierciedlające targające ludźmi emocje. Przez książkę przewijają się wściekłość, pogarda, brak wstydu i sumienia, manipulacje, kłamstwa a prym wiedzie narcystyczny i toksyczny bohater. Książka grzechu warta!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


piątek, 28 grudnia 2018

Joanna Szarańska "Anioł na śniegu"






Autor: Joanna Szarańska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 31 październik 2018
Liczba stron: 328
Seria: Cztery płatki śniegu  tom 2








Kolejna powieść, z którą w te grudniowe dni staram się poczuć magię zimowo-świąteczną, bo za oknem niestety pogoda typowo jesienna. Życiowe problemy nie rozpieszczają, dlatego lepiej choć na chwilę zająć głowę cudzymi sprawami, najlepiej bohaterów literackich niż rozmyślać i się zamartwiać.

Rok temu po raz pierwszy zajrzałam na ulicę Weissa w Kalwarii ("Cztery płatki śniegu") i polubiłam rodziny mieszkające pod czujnym okiem starszej, ale sympatycznej dozorczyni pani Michalskiej, która dostrzega to, czego inni nie widzą, lub zobaczyć czy zrozumieć nie chcą. Od tamtego czasu sporo się zmieniło...

Zuzanna tworzy listę prezentów, którymi wraz z sąsiadkami chce obdarować wszystkich, którzy przyjdą na spotkanie wigilijne przy podwórkowej jodełce. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że nie będzie to takie łatwe... Kajetan kombinuje jak 'odzyskać twarz' w pracy, ale robi to potajemnie przed żoną i wynika z tego wiele ciekawych sytuacji. Marzena odnalazła się w nowej rzeczywistości, spędza z córką więcej czasu, spotyka się z mężczyzną... Ale wkrótce jej życie będzie wymagało poważnych rozmów i decyzji... Czy im podoła? Monika nadal nie może spokojnie cieszyć się rodziną, gdyż teściowa Kwiatek wtrąca się we wszystko, nawet w wigilijne plany synowej... Anna rozkwitła od czasu, gdy Waldemar wyjechał. Zrozumiała, że zaciskanie pasa i odmawianie sobie wszystkiego nie było nawet namiastką prawdziwego życia. Kupiła sobie kilka drobiazgów i zamierza być szczęśliwą. Tylko czy będzie to takie proste?

Sprawy na Weissa nieźle się pokomplikują... będzie potrzebna interwencja księdza a nawet pani detektyw! Swoją drogą będzie nią Kalina Radecka-Piórecka, której perypetie związane z matką dają powody do śmiechu i płaczu.

Powieść w skrócie opisałabym jako rozkoszne lub trudne historie zwykłych ludzi, przepychanki, obawy, problemy a wszystko to zabarwione humorem w różnych odcieniach. Joanna Szarańska wie, jak z codzienności zrobić klimat mimo wszystko pozytywny. Jak pokazać, że można rozwiązać z pozoru nierozwiązywalne. Jak wyjaśnić krótko acz zwięźle, że ludzie powinni nauczyć się z sobą rozmawiać! Wiele spraw czy sytuacji byłoby prostszych na Weissa - a zapewne i w życiu - gdybyśmy się zwierzyli z tego co nas trapi. Problemy stają się mniejsze, gdy się nimi dzielimy.

Pomimo problemów, które spadły na bohaterów książkę można określić jako komedię świąteczną, gdyż nie były one jakoś mega poważne. Kiedy dotarłam do końcowych stron pomyślałam "Ale numer! Lajcik, lajcik a potem historia Malinowskich!". Nie spodziewałam się takiej bomby.
To jeden z wielu elementów skłaniających do przemyśleń. Poruszają serca, docierają do tych zakątków, które dla wielu są już zamarznięte.


"...najbliższych docenia się dopiero w chwili zagrożenia." *


Podsumowując - "Anioł na śniegu" to opowieść o puszczaniu lambady, mierzeniu się z demonami codzienności, symbolach, zgrzytaniu zębami w myślach, rozczulających tłumoczkach oraz magicznych rozmowach w zielonej bombce i nie tylko. Warczący mąż, wredna teściowa, krnąbrna matka - cyrk jak się patrzy a to przecież nie wszystkie atrakcje!
Przepięknie i z humorem ujęta historia przygotowań do świąt, która pokazuje że nie prezenty, błyszczące mieszkanie, stosy jedzenia czy dekoracje są najważniejsze a to, z kim i w jaki sposób ten czas spędzimy.



* J. Szarańska, "Anioł na śniegu", IV Strona, Poznań 2018, s. 240



"Cztery płatki śniegu"
"Anioł na śniegu"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

czwartek, 21 grudnia 2017

Joanna Szarańska "Cztery płatki śniegu"





Autor: Joanna Szarańska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 336













Joanna Szarańska to kolejna polska pisarka, której twórczość dane mi było poznać dopiero dzięki powieści „Cztery płatki śniegu”. Grudzień przyniósł mi w tym roku wyjątkowo magiczne lektury i pierwsze spotkania z niektórymi autorkami. Czy książka Szarańskiej przypadła mi do gustu?



W jednym z bloków na ulicy Weissa w Kalwarii los połączył kilka rodzin, które niewiele o sobie wiedzą i nie utrzymują bliskich sąsiedzkich relacji. Byli w błędzie jeśli myśleli, że święta w tym roku będą takie, jak do tej pory. Nie mają pojęcia co los przygotował…



Zuzanna i Kajetan Fijusowie z powodu niefortunnej rozmowy z kasjerką oraz przez paczkę oddaną na przechowanie przez przyjaciela zamienią przedświąteczny czas i miłość przez duże „M” we wzajemne obwinianie się. Czy odnajdą drogę do siebie?

Stasia Kamińska próbuje odnaleźć się w nowej klasie, ale z tak staroświeckim imieniem jest jej trudno… Chce też być lepszą córką, bo ma wrażenie że zawodzi zapracowaną mamę, ale to przede wszystkim brak wiary w siebie stawia dziewczynę na straconej pozycji. Czy zacznie wierzyć i znajdzie przyjaciół?

Monika Kwiatek jest zmęczoną i zniechęconą młodą matką, która nie ma wsparcia w mężu, rad poszukuje w poradnikach i wciąż musi ‘walczyć’ z teściową i jej mądrościami. Czy znajdzie złoty środek w wychowywaniu synka i zacznie cieszyć się z bycia mamą?

Anna Jurczyk to gospodyni domowa, która mając trzydzieści osiem lat jest cieniem męża i nie ma nic do powiedzenia w domu… To Waldemar zarabia, robi listy zakupów i odlicza kwotę na nie potrzebną. Nie pozwala na żadną rozrzutność, jest wręcz sknerą na potęgę! Annie nie wolno używać mleczka do czyszczenia czy płynu do szyb a Waldek przywozi omdlałe warzywa z targu...

Sporą rolę w powieści odegra też dwóch przyjaciół – ksiądz i wuefista – który namiesza bardziej? Czy pomogą sobie nawzajem a przy okazji wspólnych knowań również kilku innym osobom? Czy jedno zatajenie prawdy zburzy życie jednego z nich?

I jeszcze wcale nie mniej ważna pani Michalska, starowinka, która dba o czystość w klatce bloku przy Weissa, jednocześnie starając się pomagać mieszkańcom. Zaprasza do wspólnego ubierania choinki i kolędowania… Czy to wymysły starszej osoby czy może kryje się za tym coś więcej?



Cudowna książka. Początkowo nie mogłam się połapać z dopasowaniem bohaterów do problemów i sytuacji, jak mają na imię które żony… ale po pewnych czasie już doskonale się w tym orientowałam. A kiedy już ich losy zaczęły się łączyć, kiedy stanęli ‘oko w oko’ przed wspólnymi kłopotami byłam coraz bardziej zaintrygowana co wydarzy się później. Jak odnajdą się w wobec knowań innych i trudów samotnego macierzyństwa czy niby zwyczajnego życia? Jaką rolę w tej opowieści odegra pies uwielbiający pewną męską część ciała? To element grozy, ale jest też humor – zakręcona afera majtkowa czy korniszonowa! Nie brak też pomocnej dłoni, którą wyciąga do sąsiadów ‘Dobry Duch’ tych świąt ratując to, co się da uratować, choć oni nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Ta starsza pani uzmysławia bohaterkom co tak naprawdę się w życiu liczy, choć czasem prowadzi rozmowę siedząc na kubłach przy śmietniku. 
 



„Święta to nie potrawy postawione na stole, to ludzie, którzy gromadzą się wokół niego.” *




Dzięki Joannie Szarańskiej zaglądamy w okna kalwaryjskich domów i podglądamy życie mieszkańców w grudniowe dni. Towarzyszymy im podczas pieczenia, gotowania i sprzątania, wraz z nimi biegamy po ostatnie zakupy. Jednak bohaterowie między lepieniem pierogów a kręceniem maku zafundują nam udział w sporach rodzinnych i sąsiedzkich, podejmując jednocześnie decyzje niezwykle rzutujące na przyszłość.



To świetny pomysł na powieść, która rozbrzmiewa wieloma głosami pozwalając nam zanurzyć się w magii świąt. Pokazuje jak ważne jest to, by pomimo przeciwności wsłuchać się w siebie, we własne marzenia i pragnienia a potem dążyć do ich spełnienia. „Cztery płatki śniegu” to opowieść o przeciwnościach losu, zagubieniu, zatraceniu się w niekoniecznie tym co najważniejsze oraz o decydowaniu za innych.



Asia Szarańska powoli, spokojnie i z nostalgią pokazała mi święta w ujęciu małomiasteczkowym, gdzie mimo utartych schematów nie wszyscy doskonale się znają, co często skutkuje samotnością. Jednak pośród szaleństwa zakupów czy dekorowania balkonów nie zapomniała o szopce i jakże ważnym przeświadczeniu, iż wspólna misja łączy ludzi. Uwieńczeniem tej historii jest magiczny i wzruszający finał, który sprawił, że raz jeszcze przemyślałam wiele chwil z tej lektury.



Podsumowując – to powieść dająca nadzieję i poruszająca do głębi. Autorka z nutką humoru, odrobiną tragizmu, masą uczuć i gorączką przedświątecznych zakupów wprowadza w idealny nastrój tego pięknego czasu przed Bożym Narodzeniem zwracając naszą uwagę również na to, co dzieje się poza progiem naszego mieszkania. To na pewno nie jest moje ostatnie spotkanie z książkami Szarańskiej.






* J. Szarańska, „Cztery płatki śniegu”, Wyd. IV Strona, Poznań 2017, s. 285



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję 


wtorek, 19 grudnia 2017

Agnieszka Olejnik "Cuda i cudeńka"




Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 360
Seria: Mansarda pod Aniołami












Powieści Agnieszki Olejnik od dawna mnie kusiły, ale pokrętny los sprawił, że dopiero „Cuda i cudeńka”, czyli pierwszy tom serii Mansarda pod Aniołami, stały się moim pierwszym spotkaniem z twórczością pisarki. Czy to był strzał w dziesiątkę? Czy autorka dołączy do grona moich ulubionych polskich powieściopisarek?

Helena Botula zjawiła się na ulicy Bukowej 13 w Lubsku z małą częścią swojego dobytku. Opuściła rodzinny dom w podpoznańskiej wiosce Karbowo, gdzie wszyscy się znali oraz wiele o sobie wiedzieli i wyruszyła pod niemiecką granicę, by rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Kiedy straciła posadę nauczycielki, pomagała rodzicom - Bożenie i Aleksandrowi w gospodarstwie. Jednak bez wahania i tylko z niewielką rezerwą zgłosiła się do opieki nad babcią Miecią, która w wyniku wylewu ma problemy z chodzeniem i nie mówi. Nie może czy zwyczajnie nie chce? Czy nie potrafiąca żyć bez przyjaciół i patrząca na życie z optymizmem dwudziestosześciolatka poradzi sobie z obowiązkami? Nigdy nie miała okazji poznać swojej babci, bowiem z bliżej nieokreślonych przyczyn matka taty tylko z nim łaskawie utrzymywała kontakt. Czy będzie potrafiła przełamać jej zgryźliwość w samym spojrzeniu? Jak poradzi sobie z pogardą i fuczeniem babki? Dlaczego Mieczysława jest od lat tak nieczułą osobą? Wnuczka określa ją mianem opancerzonej…

Aby nie zwariować w mieszkaniu, gdzie tak naprawdę nie ma z kim porozmawiać Lena (Helena chce, by tak ją nazywać) postanawia nawiązać relacje z innymi mieszkańcami kamienicy. Może to być jednak trudne, gdyż babcia nie utrzymywała z nikim kontaktu a wręcz zraziła do siebie sąsiadów. Ale jak wiadomo przez żołądek do serca – Lena zamierza zawierać znajomości z własnoręcznymi wypiekami w dłoni.

Jeśli chodzi o mieszkańców kamienicy przy ulicy Bukowej 13 to przedstawię ich jedynie skrótowo, żeby nie odbierać Wam radości z poznawania ich cech oraz tajemnic. Samotna czterdziestolatka pochodząca z Włoch - Francesca - prowadzi sklepik blisko rynku gdzie sprzedaje ‘cudeńka’. Markiewiczowie to małżeństwo z dwójką dzieci – oj, nie zabraknie tutaj wrażeń… Jest też Klara, starsza pani mieszkająca sama a jedyną pociechą jest dla niej pies – Nitka. Na poddaszu jest jeszcze jedno mieszkanie, ale obecnie stoi puste. O właścicielu krążą różne plotki a Lena… wymienia z nim maile, czerpiąc z nich mądrość, sądzi bowiem że Borys jest zasuszonym staruszkiem… Jaką zagadkę skrywa artysta?
Nad całą gromadką jakże różnych postaci opiekuńcze skrzydła rozciągają anioły, które patrzą na wszystko z wysokości mansardowego mieszkania. Lena wierzy z całego serca, że spełniają jej prośby i pomagają innym w odmianie życia.

Powieść jest niezwykle ciepłą, poruszającą i przygotowującą do Świąt Bożego Narodzenia lekturą, która pokazuje że często ludzie spędzają czas w tym samych pomieszczeniach, ale nie razem… I jak niewiele trzeba, by to zmienić. Wystarczy wymienić grzecznościowe ‘dzień dobry’, podzielić kawałkiem ciasta i już można nawiązać nić sympatii. Takie znajomości, jak pokazała Agnieszka Olejnik, mogą przerodzić się w wyjątkowe relacje między sąsiadkami a nawet w przyjaźń. Kobiety, które przez wiele lat się nie znały, choć mieszkały pod jednym dachem, teraz – za sprawą towarzyskiej Leny – otrzymały nową codzienność… Mogą się sobie wyżalić, wypłakać, wspólnie spędzić czas przy herbacie, jednocześnie rozwiązując problemy. Bowiem Lena aż rwie się do pomagania… A czy jej będzie miał kto pomóc? Jakie tajemnice w jej życie wniesie „barwny ptak”? I czy babcia zechce wreszcie przemówić i wyjawić co ją gryzło przez te samotne lata?

„Cuda i cudeńka” to piękno zimowego krajobrazu pośród którego pojawia się ślad tajemnic… Tych, które się wyjaśniły, ale również oczekujących na rozwikłanie. A przecież w niektórych przypadkach należy się spieszyć, bo czasu nie zawsze jest tak dużo jak myślimy… Ludzie odchodzą zabierając tajemnice ze sobą…
Postacie stworzone przez Olejnik są bardzo wyraziste, niezależnie od tego czy autorka postawiła ich po stronie zła czy dobra. Choć nie zawsze docierają do celu, nie zawsze wiedzą czego chcą, nie zawsze są szczęśliwi czy spełnieni, to walczą, próbują, działają. Robią coś dobrego dla siebie i innych, mimo że nie wszystkie pomysły są wytworem ich umysłów a czasem wystarczy przecież impuls.

Podsumowując - „Cuda i cudeńka” to powieść pełna cudów, w której damsko-męskie podchody przeplatają się z mądrościami o życiu, szczęściem, miłością i jeszcze raz miłością… Kochania w różnej postaci jest tutaj naprawdę wiele, a okraszone rozmaitymi przeszkodami stanowi nie lada intrygujące wątki. Powieść czyta się z radością, zainteresowaniem i niecierpliwie wypatruję już drugiego tomu serii Mansarda pod Aniołami, nie wiem tylko czy bardziej intryguje mnie pióro autorki czy tajemnice, które pozostały bez wyjaśnienia. 


"Cuda i cudeńka"
"Listy i szepty" 



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...