Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lindgren Astrid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lindgren Astrid. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2020

Astrid Lindgren "Ronja, córka zbójnika"






Tytuł oryginalny: Ronja Rövardotter
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Ilustracje: Katsuya Kondō
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: styczeń 2020
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 6-10




Astrid Lindgren już zawsze będzie mi się kojarzyła z "Dziećmi z Bullerbyn", którą to książeczkę uwielbiam od dzieciństwa. Jak się okazuje jej książki kochają czytelnicy na całym świecie, tylko czy mają świadomość, jak wiele tytułów jeszcze nie znają? Historia o córce zbójnika powstała, gdy ja byłam niemowlęciem - jak podobała mi się moja równolatka w nowoczesnym wydaniu?


Pewnej nocy nad Lasem Mattisa przetaczała się straszliwa burza. To właśnie wtedy piorun rozłupał zbójecki zamek na Górze Mattisa na dwie części (co będzie miało duże znaczenie w dalszej części opowieści) a dwóm zbójeckim hersztom - w konkurujących ze sobą bandach - narodziły się dzieci: Ronja u Mattisa oraz Birk, syn Borki. Dzieciaki poznały się nad Diabelską Czeluścią a z czasem narodziła się między nimi sympatia. Muszą się z nią ukrywać, bo ich ojcowie nie byliby z tej przyjaźni zadowoleni.

Kiedy Ronja była mała uważała zamek za cały świat, musiała sporo poczekać, by poznać piękno lasu, przyrodę, ale i spotkać niebezpieczeństwa, przed którymi przestrzegał ją ojciec. Bardzo długo nie rozumiała na czym polega bycie rozbójnikiem i skąd biorą się wszystkie te rzeczy, które Mattis z kumplami przywozi do zamku.

Każdy dzień przynosi jej nowe przygody i z czasem dziewczynka dowiaduje się kim są Szaruchy, Mgłowce, Wietrzydła czy Pupiszonki (najzabawniejsze ze stworzeń). W wyniku konfliktu między hersztami, dzieciaki przeprowadzają się do lasu, gdzie muszą przetrwać wśród różnych niebezpieczeństw.

"Maluśki, ślicny Pupisonek! Sypła mu ziemi do ocków, cemu una tak lobi?"*
[słowa Pupiszonka]


Autorka świetnie uwypukliła pory roku, są bardzo mocno różnorodne i pokazują jak ludzie żyjący w trudnych warunkach muszą się do nich dostosować i przygotować. Pokazała też konflikty między dorosłymi oraz bohaterstwo i odwagę dzieci. Ich wzajemną pomoc, radzenie sobie w ekstremalnych sytuacjach, zbratanie się z przyrodą, zwierzętami a także rozdarcie wewnętrzne, kiedy musiały podjąć ważne decyzje. To dzieci szybciej rozumiały rzeczywistość, zasady panujące w świecie ich ojców i pomagały sobie w tajemnicy. Martwiły się nieporozumieniami między dorosłymi i po swojemu chciały łagodzić spory.

Niewielki format, duża czcionka, kolorowe ilustracje a przede wszystkim bogata, ciekawa treść obfitująca w przygody, wielokrotnie trzymająca w napięciu i przekazująca wiele wartości.


Podsumowując - "Ronja, córka zbójnika" to świetna pozycja dla dzieci kończących przedszkole i będących w początkowych klasach szkoły podstawowej. Jest to piękna i wciągająca opowieść o świecie rozbójników i niepogodzonych z tym dzieci. Pełna samotności, smutku, wściekłości, uczciwości, bezradności oraz oszust dla dobra sprawy historia, która spodoba się i młodszym i starszym. Jestem pewna, że nie spodziewacie się, co przygotowała Astrid Lindgren dla swoich małych bohaterów. Polecam!


mała Ronja


Ronja i Birk nad Diabelską Czeluścią



Ronja i Birk

rodzina Ronji

Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki




* A. Lingren, "Ronja, córka zbójnika", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2020, s. 88





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki





Za książkę dziękuję


piątek, 24 marca 2017

Astrid Lindgren "Przygody dzieci z ulicy Awanturników"



Tytuł oryginalny: Barnen på Bråkmakargatan, Lotta på Bråkmakargatan
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Ilustracje: Ilon Wikland
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Seria: Lotta z ulicy Awanturników tomy 1 i 2






Patrząc na dokonania Astrid Lindgren w dziedzinie tworzenia książek dla młodych czytelników, należę do grona tych, którzy znają dość wąski zakres dzieł autorki. Hitowe "Dzieci z Bullerbyn" czytałam jako podlotek i byłam zachwycona klimatem, przygodami młodych bohaterów. Wciąż żałowałam, że dom rodziców nie stał na tyle blisko innych, by móc rozciągnąć sznurek i przesyłać wiadomości do dzieci sąsiadów...
Co się stało, że nie poznałam innych tytułów Lindgren nie wiem, ale teraz kiedy córa jest w wieku pozwalającym na poznanie książek szwedzkiej pisarki, wszystko jest możliwe. Obie po raz pierwszy spotkałyśmy się z małą Lottą - jak nam się podobało?


Z pozoru spokojna ulica Garncarzy, ulica jakich wiele... Domki, rodziny z dziećmi... No właśnie, dziećmi! Tata Lotty, Jonasa i Mii Marii uważa, że najwłaściwszą nazwą dla ich ulicy byłaby ulica Awanturników. Trójka dzieciaków potrafi się grzecznie bawić, ale jak wiadomo tylko krok dzieli ich od kłótni czy nadmiernego rozrabiania. Wyobraźnia podpowiada im niezwykłe i często trudne do zrealizowania pomysły, ale przecież wtedy jest najfajniej, gdy przeszkody piętrzą się a rodzice czegoś zabraniają (konkurs z wychylaniem z okna). Bystre dzieciaki na złość i na przekór spróbują właśnie tego, co zakazane. Z pozoru normalna zabawa w piratów, anioły czy szpital wywołuje spory. Wystarczy, że czteroletnia Lotta nie chce słuchać starszego rodzeństwa... A kim tak naprawdę jest jej Nisiek - przytulanka? Nigdy nie zgadniecie jaka to "rasa" :)

Nie ukrywam, że sama nie wpadłabym na stworzenie drzewa naleśnikowego czy wymyślenie różnych rodzajów ciemności. Raczej nie skusiłabym się na skosztowanie lemoniady z piaskiem autorstwa Lotty :) Czy nie macie wrażenia, że Wasze życie bez tej trójki jest nudne? Na pewno uważa tak ciocia Berg, sąsiadka Nymanów, która usłyszała nadzwyczajne pytanie dotyczące swojej lalki Róży.



Książka składa się z dwóch części: "Dzieci z ulicy Awanturników" oraz "Lotta z ulicy Awanturników" (w drugiej dziewczynka podejmuje ważną życiową decyzję). Oczywiście polecam czytanie po kolei, ale kiedy moja sześciolatka czyta samodzielnie, robi to wyrywkowo i skupia się na konkretnych przygodach trójki rodzeństwa a nie na ujęciu całościowym. Jedynie rozdziały są dla niej jeszcze zbyt długie - i mimo, że strony często zawierają więcej ilustracji niż tekstu, to wiercipięta nie jest w stanie tyle czasu grzecznie czytać lub słuchać...

Czcionka jest idealnej wielkości do samodzielnego czytania, zaś ilustracje charakteryzują się żywymi kolorami i adekwatnością do tekstu. Kilkulatek może śmiało utożsamiać się z bohaterami i ich pomysłami a humor zawarty w tej pozycji będzie działał jeszcze bardziej zachęcająco. Sześciolatce bardzo spodobała się piosenka, którą śpiewa Lotta i obie już ją nucimy :)
Zdecydowane plusy? Prosty język, solidna porcja śmiechu, łatwe do zrozumienia dialogi a także mocna strona techniczna książki (twarda oprawa i szycie (a nie klejenie) powodują, że powinna przetrwać choć jedno pokolenie :))

Jedyne do czego nie jestem przekonana to czy nasze dzieci nie wezmą przykładów z czegoś, z czego nie powinny...Ale to już zdarza się w każdej książce, prawda?







Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...