poniedziałek, 26 września 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu. Nowe pokolenie" - przedpremierowo



Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 26 października 2016
Liczba stron: 284
Seria: Zakręty losu tom 4


Po niniejszy tom serii polecam sięgnąć dopiero po poznaniu poprzednich trzech






Trylogia "Zakręty losu" bardzo długo kurzyła się na mojej półce. W styczniu zmobilizowałam się do przeczytania pierwszego tomu, który mnie zafascynował... Na wieść, że w październiku zostanie wydana czwarta część serii... co tu dużo ukrywać... w ekspresowym tempie musiałam przeczytać dwa tomy. A potem pozostało już tylko niecierpliwe oczekiwanie na "Zakręty losu. Nowe pokolenie", które zerkało na mnie z wyrzutem z półki (w czasie gdy nadrabiałam zaległości poprzednich tomów).

W trzecim tomie "Zakrętów losu. Historia Lukasa" było tak naprawdę sielankowo. Nie wydarzyło się nic nowego, bo oprócz informacji, że starszy Borowski się żeni, poznaliśmy całą historię jego życia i wydarzeń znanych z poprzednich tomów, ale z jego perspektywy. Owszem, były emocje, bo wiele nieznanych dotąd szczegółów ujrzało światło dzienne, ale przyznaję, że pośród trzech pierwszych tomów, ten był najspokojniejszy.

I właśnie w tej atmosferze spokoju i sielanki rozpoczyna się najnowsza część z losami Borowskich. Jeśli myślicie jednak, że Lingas-Łoniewska podarowała nam nudną historię z życia rodzinnego braci i ich rodzin, opowieść o dzieciach, wnukach czy innych miłych akcentach to się mylicie! Zresztą można się tego domyślić już po lekturze Prologu, który wprowadza u czytelnika nerwowość i wyczekiwanie.
Owszem, początek książki wprowadza nas w nowy świat Borowskich, taki "kilkanaście lat później". Mamy przyjemność poznać obie rodziny: Kacper jest studentem AWF i jest najstarszy z grona młodzieżowego; pozostali - czyli jego siostra Olga oraz kuzynostwo Iga i Kamil - chodzą do klasy maturalnej liceum sportowego. Kaśka i Krzysiek nadal są w sobie szaleńczo zakochani, są dla siebie całym światem a ich gesty i spojrzenia wystarczą, by mogli się porozumieć... nie potrzebują słów. Również Łukasz cieszy się szczęściem u boku Magdy, ustatkował się, prowadzi legalne interesy i jedynie w stosunku do dzieci zachowuje się nie do końca poprawnie: jest nadopiekuńczy i stara się kontrolować każdy ich krok a jak wiadomo, takie działania rodzica wzmagają tylko odwrotne zachowanie dziecka. Czy słusznie? 

Starszy Borowski czuje, że ta sielanka to tylko pozory. Wydaje mu się, że w każdej chwili coś złego może się wydarzyć i całe to piękne i magiczne życie runie jak domek z kart. Ma wrażenie, że ktoś czyha na życie jego dzieci i dzieci brata. Bo wrogowi najłatwiej będzie uderzyć nie bezpośrednio w braci tylko w ich latorośle.

Nie będę ukrywać, że Łukasz miał rację. Przeszłość, o której starali się zapomnieć... Zło, które teoretycznie zostało zwalczone... Wszystko to uderzyło z całą mocą! Choć nikt, poza Łukaszem nie czuł tak wyraźnie, że coś jest nie tak... Nie wiedział tylko, gdzie szukać, skąd przybędzie niszczycielska siła... Obawiał się, że czwórka młodych ludzi może źle ulokować uczucia, że będzie imprezować z niewłaściwymi ludźmi w podejrzanych lokalach... A wszędzie tam może być ktoś, kto pamięta... kto wie... kto pragnie zemsty.

Faktycznie, "na arenie" pojawi się nie jeden a nawet dwóch bohaterów, których Borowscy woleliby nigdy nie spotkać na swej drodze. Każdy ma ogromnie ważny powód do zemsty i tylko marzy o tym, by pogrążyć tych, którzy w ich mniemaniu zasługują tylko na ból i cierpienie. Obaj mają bardzo silnych sojuszników, stojące za nimi siły, znajomości i pieniądze spowodują, że w życiu naszych ulubieńców przestanie wiać nudą a tematem rozmów będzie coś znacznie ważniejszego niż rodzinne niedzielne obiadki u mamy Borowskiej.

Nie zdradzę Wam kto stoi za tym, co się wydarzyło. Nie powiem też co właściwie się stało, jak do tego doszło ani jak wyglądały przygotowania. Wspomnę tylko, że mafia nigdy nie zapomina i opowiem Wam o moich emocjach, bo Agnieszka Lingas-Łoniewska jak zawsze pokazała, że podczas lektury jej książki nie można spokojnie popijać herbatki (choć w powieści "pachnie" pomarańczową herbatą, którą parzy Magda) - grozi zakrztuszeniem!

Niespieszna początkowo akcja, która wprowadza czytelnika w świat nowego pokolenia Borowskich, skupia się na ich codziennym życiu, relacjach, uczuciach oraz rysie charakteru. Jednak kiedy autorka wplotła fragmenty napisane kursywą z adnotacją "Wcześniej..." to całość nabrała tempa i nowego znaczenia. Dla czytelnika staje się jasne, że zło już nie kiełkuje a wzrasta, napędzane dodatkowymi siłami z zewnątrz. Kiedy czytałam te akapity, których narratorem jest ktoś, kto planuje zemstę, miałam gęsią skórkę. Wiedziałam, że taka osoba nie cofnie się przed niczym, bo została skrzywdzona a potem specjalnie w tym celu wyszkolona...

Bałam się o bohaterów, ich szczęście a przede wszystkim życie. Prawdę mówiąc to przez większość książki żyłam chyba w zawieszeniu jak Łukasz, on przeczuwał a ja wiedziałam, że coś się wydarzy (bo przecież książka zmierzała w ściśle określonym kierunku). Strach i złość jednocześnie ściskały mnie za gardło, gdyż nie miałam pojęcia kiedy TO się wydarzy... Kiedy zło uderzy... A gdy wreszcie nadeszła TA chwila i nie było innego wyjścia, TO musiało stać się wtedy... Czułam jeszcze większe przerażenie, bojąc się o losy młodych bohaterów. Czy poczułam rozczarowanie? Nie, gdyż od początku wiadomo, że odwet nastąpi. Od momentu kiedy zło uderzyło przeczytałam pozostałą część książki na "jednym wdechu" - to oczywiście tylko przenośnia, bo tego zrobić się nie da, ale naprawdę żadna siła nie oderwałaby mnie wtedy od lektury. *  Emocje się we mnie wręcz kotłowały, czułam się jak na karuzeli, miałam podwyższone tętno a nawet mogłam zostać postrzegana (dobrze, że nikt mnie wtedy obcy nie widział) jak niestabilna emocjonalnie, bo przelewały się przeze mnie skrajne zachowania - byłam wściekła, rozczarowana, zła, przestraszona, rozgniewana, choć nieobce były mi też uczucie ulgi czy radości. Niektórych bohaterów chciałam mordować a innych przytulać. Jedni wywoływali we mnie odrazę czy lęk a inni współczucie. Czy pisałam Wam już kiedyś, że twórczość Lingas-Łoniewskiej to gwarantowany rollercoaster emocjonalny?

Rodzice wymagali od młodego pokolenia szczerości, zaufania i trzymania się razem, by w żadnej chwili nie byli sami. W zamian mogli zawsze i w każdej sytuacji liczyć na rodziców, na rozmowę, miłość, wsparcie. Jak rodzice zareagują na wieść, kim są sympatie ich dzieci? Czy poprą ich wybory? Mimo, że zadziwiły mnie wybory Igi i Kacpra to wybranka Kamila powaliła mnie totalnie z nóg :) Co do Olgi zaś - to była chyba jeszcze większa niespodzianka na koniec...

Jeśli lubicie twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej w wydaniu mrożącym krew w żyłach (bo seria lawendowa to zupełnie inna bajka) to koniecznie musicie sięgnąć po "Zakręty losu"! Nie wierzę, że jeśli pierwszy tom Was pochłonie to nie wsiądziecie do wagonika pędzącej kolejki i nie pomkniecie poprzez całą serię aż do finału "Nowego pokolenia" z zawrotną prędkością. Ja polecam, bo to książki z którymi nie można się nudzić.


Ta książka to doskonała kontynuacja ekscytującej trylogii o życiowych zakrętach losu. Jednak nie odnajdziecie tu sielanki "po latach", 
lecz karuzelę emocji, niesłabnącą żądzę zemsty, sinusoidę wydarzeń 
oraz niezwykłą miłość żyjącą w strachu przed rosyjską mafią...
Czyli Agnieszka Lingas-Łoniewska w swej najlepszej, trzymającej w napięciu, odsłonie!





"Zakręty losu"
"Zakręty losu. Braterstwo krwi"
"Zakręty losu. Historia Lukasa"
"Zakręty losu. Nowe pokolenie"
 

* Ostatnie trzydzieści stron książki czytałam przy latarce, gdyż było już około północy i moja córa postanowiła przyjść do mnie spać. Była tak nieprzytomna, że po prostu padła na łóżko, musiałam zatem zgasić lampę, ale nie mogłam przerwać czytania, bo nie zasnęłabym do rana!


Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce oraz

niedziela, 25 września 2016

Katarzyna Piętka "Gry i zabawy z dawnych lat" - przedpremierowo




Autor: Katarzyna Piętka
Ilustrator: Agata Raczyńska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: planowana na 28 września 2016
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 6-10 lat







Tablety, i-pady, laptopy, konsole, kino 5D to rozrywki współczesnych dzieci. Rozwój technologii jaki nastąpił w ostatnich kilkunastu latach sprawił, że młodzi ludzie zupełnie inaczej patrzą na otaczający świat. Oczekują czegoś innego, mają inne marzenia, inaczej spędzają czas wolny... A czy Wy pamiętacie Wasze zabawy sprzed lat? Zapraszam na podróż w czasie...

Wyobraź sobie, że są lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte lub dziewięćdziesiąte... Miałaś (/-łeś) wtedy kilka lat i większość swojego dziecięcego czasu spędzałaś na podwórku. Główną atrakcją były wtedy zabawy na trzepaku, gra w piłkę, gumę albo w klasy, ale nie tylko, prawda? Co Tobie sprawiało największą radość? Jaka gra lub zabawa powodowała uśmiech na Twej twarzy? W jaki sposób spędzaliście wolny czas z dzieciakami z sąsiedztwa?

Katarzyna Piętka stworzyła niezwykłą publikację - dorosłym przypomniała dzieciństwo a dzieciom podarowała kompendium pomysłów na różnego rodzaju zabawy - w domu i na świeżym powietrzu - w zależności od pogody. Jeszcze tego samego dnia kiedy przybyła do mnie ta pozycja, obie z córą wnikliwie ją przejrzałyśmy a dziś powrót do przeszłości przeżyła moja mama i brat z bratową, bo akurat byli z wizytą. Książka z miejsca zajęła ich uwagę i mogliśmy powymieniać się uwagami na temat tego, kto i w co grywał, co lubiliśmy, o czym nie słyszeliśmy.

Książka została podzielona na osiem części.
Wstęp - oprócz kilku słów wprowadzenia, znajdziemy tutaj wyliczanki i rymowanki ze słynnymi "Kipi kasza, kipi groch...", "Siała baba mak...", "Trąf trąf..." czy "Ene due like fake..." na czele (jest ich tutaj więcej:) a także opis zabawy w "Marynarza" czy "Kamień, nożyce, papier".

W kole, w kółeczku, w korowodzie - rozdział, który zebrał najprostsze zabawy w kole, bo wystarczy kilka osób, które chwycą się za ręce, będą chodzić w jedną a potem drugą stronę i już tworzy się mnóstwo modyfikacji - "Kółko graniaste...", "Baloniku nasz malutki", "Anse kabanse flore", "Mam chusteczkę haftowaną" czy choćby "Stary niedźwiedź...".  Do zabaw korowodowych należy "Jaworowi ludzie" oraz "Uciekła mi przepióreczka w proso".




Róbcie to co ja - tytuł tego rozdziału od razu skojarzył mi się z ojcem Wirgiliuszem... I nie pomyliłam się, bowiem spotkałam go w tej części... Podobnie jak "Grę w zielone", "Moją Ulijankę" i "Króla Lula".

Zabawy z piłką - również w tej kategorii (podobnie jak w zabawach "W kole...") można wymienić niezliczoną ilość tytułów zabaw, które znamy i lubimy a teraz widzimy, które nadal są popularne wśród naszych dzieci - "Dwa ognie", "Ziemniak", "Piłka parzy!" czy "Łapane, klaskane", choć ja znałam ją pod nazwą "Dziesiątki".

Kto szybszy, kto sprytniejszy - w zabawach z tej kategorii liczą się już inne cechy niż wcześniej - trzeba biegać szybciej niż inni, stać bez ruchu albo wykazać się sprytem. W jakich grach to się przydaje? "Baba-Jaga patrzy", "Berek" (kilka jego odmian), "Gąski, gąski, do domu!", "Ciuciubabka" czy "Komórki do wynajęcia".



Trzepak, klasy, skakanka, czyli podwórkowa klasyka - Któż z nas nie próbował nigdy wisieć na trzepaku, skakać w chłopka czy na skakance? Myślę, że każdy! Dodałabym do tego jeszcze skakanie w gumę... Wbrew pozorom, na trzepaku można bawić się w coś innego niż tylko fikołki czy nietoperze... Znacie zabawę "Kogut i kury" lub "Tramwaj"? Również skakanka po modyfikacjach może stanowić źródło zabaw na długi czas, bo oprócz samodzielnego skakania, można to robić z koleżankami lub w całych grupach. Nawet na grę w klasy ta publikacja rzuciła nowe światło, bowiem nie znałam tylu jej odmian... Rozdział ten wnikliwie opisuje grę w gumę, zabawę w chowanego czy w podchody.




Zabawy zręcznościowe - doskonała koordynacja ruchowa i utrzymanie równowagi są niezbędnymi elementami zabaw w tej części - "Zośka", "Kapsle", Cymbergaj" lub "Ciupy". Ale przydadzą się też dobre planowanie strategii i cierpliwość.

Zabawy na niepogodę - jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą i po chwili każda rozrywka, choćby najwspanialsza, też staje się nudna. Dlatego warto sięgnąć po urozmaicony zestaw propozycji. Dlaczego więc nie zaproponować Zgadywanek ("Kalambury", "To, co widzę", "Kim jestem"), Zabaw słownych ("Szubienica", "Łańcuszek skojarzeń", "Kot ministra"), Teatrzyku kukiełkowego, "Głuchego telefonu", "Pomidora"  czy zabaw, do których niezbędne są kartka i długopis ("Okręty" czy "Państwa-Miasta" tutaj określane jako "Inteligencja")



Sięgając po "Gry i zabawy z dawnych lat" nie musimy się obawiać, że nasza pamięć nie jest już doskonała, bowiem do każdej opisanej tutaj gry znajdziemy szczegółowy opis (co kto ma robić), tekst wierszyków czy rymowanek, które trzeba wypowiadać, strzałki oraz ilustracje obrazujące graficzną stronę zabawy.

Wszelakie gry i zabawy wymagają od dziecka sprawności fizycznej, ale również ćwiczą pamięć, koncentrację, cierpliwość. Kształtują w dziecku nawiązywanie relacji z innymi, współpracowanie w grupie, umiejętność przyjmowania porażki. W zabawach ruchowych można zaś przede wszystkim spalić energię.


Książka przypomniała mi radosne i beztroskie chwile bycia dzieckiem. Wiele opisanych tu rozrywek znałam i często je wykorzystywałam. Wciąż pamiętam jak podczas nauki w liceum w kieszeni dżinsów wciąż nosiłam resztki liści lub zasuszoną koniczynę do Gry w zielone. Jednak są tu również takie gry, o których słyszę po raz pierwszy... Może pochodzą z innego regionu kraju?

W każdej z wymienionych wcześniej kategorii autorka proponuje więcej zabaw, nie wymieniłam tutaj wszystkich. Z uwagi na szeroki wachlarz propozycji jest to pozycja idealna dla przedszkoli, świetlic, wychowawców kolonii, ale również znakomicie sprawdzi się w domu... Zwłaszcza w nadchodzącym okresie, gdzie deszczowa czy mroźna pogoda dość mocno ograniczy czas, jaki dzieci mogą spędzać na świeżym powietrzu. Polecam!









Wszystkie ilustracje pochodzą z książki



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze


piątek, 23 września 2016

Proste ciasto z borówkami

Dziś zapraszam na kolejne szybkie dzieło mych rąk (i miksera), które rośnie wysokie i doskonale nadaje się jako umilacz czytania.

Nie fotografowałam poszczególnych etapów tworzenia, ale to będzie analogicznie do opublikowanego niedawno ciasta ze śliwkami.





Proste ciasto z borówkami


Składniki  (temp. pokojowa, ilość na tortownicę o śr. 22cm):

4 jajka
1/2 szklanki cukru   (ja jako szklanek używam "nutellówek")
1/2 szklanki oleju
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
kilka kropli aromatu waniliowego/cytrynowego/pomarańczowego
ok. 25 dkg borówek (można użyć również jagód lub porzeczek)


Jajka z cukrem ubić mikserem na puszystą masę. Dodawać stopniowo olej ciągle miksując. Wsypać partiami mąkę połączoną z proszkiem do pieczenia (ja mieszam wcześniej w osobnym naczyniu, właściwie to córa miesza i ma z tego powodu radość ogromną) i wlać parę kropli aromatu. Wymieszać łyżką lub wyłączonym mikserem! Przelać do wyłożonej papierem tortownicy, na wierzchu ułożyć borówki, lekko wciskając w ciasto.
Piec około 75 minut w temperaturze 160 stopni.
Posypać cukrem pudrem.

Informacja dla cukrzyków - zważyć 4ww ciasta (1ww = 25g) a policzyć jako 3ww

Smacznego!

czwartek, 22 września 2016

Gabriela Gargaś "A między nami wspomnienia"




Autor: Gabriela Gargaś
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 424










Bardzo długo twórczość Gabrieli Gargaś należała dla mnie do kategorii chciałabym, ale się nie udaje z powodu braku czasu... Jednak w 2015 roku nareszcie sięgnęłam i teraz stwierdzam, że błędem było zbyt długie zwlekanie... Najpierw przeczytałam "Pośród żółtych płatków róż" i choć książka mi się podobała to kolejna... podobała mi się jeszcze bardziej! A była to powieść "Tylko Ty", o której nadal często myślę. Z nieskrywanym zaintrygowaniem czekałam na moment, kiedy poznam "A między nami wspomnienia". Jak ją oceniam? Przeczytajcie o moich wrażeniach.

Ada jest młodą kobietą, której życie nie rozpieszczało. Będąc w ciąży po raz pierwszy doświadczyła bólu, samotności i poczucia straty. Jednak mimo to miłość macierzyńska wybuchła z ogromną siłą, gdy na świat przyszedł Michaś, jej maleńki synek. Niestety los - a właściwie nieszczęśliwy wypadek - sprawił, że Ada miała ponownie pogrążyć się w bólu. Nieopisanym i dręczącym przez długi czas... Nie mogła sobie darować, że podjęła złą decyzję i poświęciła tamten wieczór Sebastianowi. W życiu człowieka często zdarzają się takie wydarzenia, z którymi tak naprawdę nigdy sobie nie poradzi. Ada została nawet "aniołem bez skrzydeł" i w ten sposób szukała swego odkupienia. Czy znalazła? Czy to był dobry pomysł? Czy to jej pomagało czy - wręcz odwrotnie - wyniszczało psychicznie?

Bohaterka w ciekawy sposób opisuje swoje dwie babcie - Zosia była babcią do kochania, przytulała, piekła ciasteczka, czytała bajki. Zaś babcia Marysia zawsze była bardziej surowa, zdawało się, że zimna i nieczuła (dopiero znacznie później wyjdzie na jaw, że niezłe z niej ziółko). Miała zupełnie inny stosunek do wnucząt niż tego oczekiwały. Z czego to wynikało? Może odpowiedź znajdziemy w listach przewiązanych atłasową wstążką i ukrytych w szufladzie sekretarzyka?

Załamana a wręcz zrozpaczona Ada szuka spokojnej przystani, by przemyśleć swoje życiowe wybory. By wypłakać się do woli, odnaleźć choć częściowo ukojenie i w dość nieoczekiwany sposób pojawia się nad morzem, właśnie pod dachem babci Marysi. Czy starszej pani uda się wyratować wnuczkę ze stanu rozpaczy i przywrócić jej choćby minimalną chęć do życia? Czy w Adzie dokona się przemiana?

"Miłość jest podstawą każdego związku, ale żeby z kimś stworzyć związek, potrzeba czegoś więcej." *

Maria od chwili ugoszczenia wnuczki u siebie staje się drugą narratorką książki - opowiada o swoim życiu w latach trzydziestych, o rodzicach, rodzeństwie oraz o wybuchu II wojny światowej. Było ogromnie ciężko, ciągły strach przed Niemcami, głód, choroby, lęk o życie swoje i bliskich, działalność sabotażystów i wiele smutnych chwil. Jednak kwintesencją tej opowieści jest stwierdzenie, że kiedy pojawia się prawdziwa miłość nic się już nie liczy... Maria doświadczyła okrucieństwa wojny a serce zakpiło z niej w najmniej właściwym momencie - strzała Amora ugodziła w jej imieniu niewłaściwego mężczyznę - okupanta... Czy ich miłość ma szansę przetrwać? Czy będą razem pomimo okrucieństwa jakie dotknęło Polaków? Wprawdzie prawdziwa miłość nie umiera, ale wojna to szczególny czas...

"A między nami wspomnienia" to powieść, która porywa i wzrusza. Która przenosi czytelnika w inny świat, właściwie w dwa światy. Dwie kobiety doskonale nakreślone. Dwie historie pięknie opowiedziane. I morze łez... Moje morze... Od chwili gdy przeczytałam o tragedii, która dotknęła Adę łzy płynęły mi przez dobre piętnaście minut... Nie szlochałam, ale nie mogłam przestać. To zdarzenie wciąż na nowo poruszało moje serce i powodowało szybsze jego bicie.  Kap... Kap... małe słone krople kapały mi piżamę a cisza nocy odczuwała wraz ze mną ten ból, choć tak naprawdę przecież nie był mój... Z uwagi na to jak wygląda moje życie nie było mi zbyt trudno utożsamiać się z bohaterką... Całkowicie rozumiałam jej uczucia, rozpacz, ból, żal, wyrzuty sumienia... Mimo, że nie przeżyłam tego co ona.


"W życiu nikt nie jest nam dany na zawsze i na wyłączność." **


Autorka pokazała w tej książce przede wszystkim naturę człowieka w różnych odsłonach. Mężczyzna, który nie dorósł do roli męża i ojca. Kobieta pragnąca uwagi, miłości i bliskości. Mężczyzna, który kocha pomimo okoliczności. Kobieta, która jest przede wszystkim matką i czerpie z tego radość pomimo nieprzespanych nocy i w kółko tych samych zabaw. Gargaś udowadnia, że kiedy w życiu człowieka pojawia się miłość to ulatnia się jego honor, bo uczucia przejmują władzę. Przekazuje nam również, że nie powinniśmy żyć dla ułudy - dla pieniędzy, urody, podziwu, bo to nie jest najważniejsze. Liczy się miłość - uczucie prawdziwe, dogłębne, do bólu, do granic możliwości, zatracające dwoje ludzi w sobie.

Niniejsza powieść jest ogromną dawką emocji i wciąga bez reszty, nie można oderwać się od lektury, gdyż ciekawość tego co będzie dalej bierze górę. Że nie wspomnę o tym, jak działała na mnie świadomość, że marzę o poznaniu zakończenia. Każdy fragment mojego serca, umysłu i ciała wyczekiwał na finał historii Marii - jaki wpływ na życie całej rodziny będzie miał koniec wojny? Czy to będzie szczęśliwe zakończenie? Jak tamte chwile wpłynęły na późniejsze decyzje kobiety?
Z nie mniejszą iskierką w oku pragnęłam poznać ostateczne wybory Ady... Choć przyznaję szczerze, że nie spodziewałam się tego, co przygotowała dla niej autorka... Ale sporo kroków życiowych bohaterki nie zgadzało się z moimi przypuszczeniami czy pragnieniami...
 

Podsumowując - powieść nieźle mnie poturbowała emocjonalnie. Jest wręcz bombą, która eksploduje parokrotnie w trakcie całej fabuły - zarówno tej z teraźniejszości jak i z przeszłości. To opowieść o wojnie i jej skutkach ubocznych, jakże smutnych i przygnębiających. Ale przede wszystkim to książka o miłości, jej obliczach oraz o stracie przez co polecam ją głównie osobom silnym emocjonalnie, bo potrafi sprawić ból i wycisnąć łzy...



* Gabriela Gargaś "A między nami wspomnienia", Wyd. Filia, Poznań 2016, s. 409
** Tamże, s. 137



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze z

wtorek, 20 września 2016

Aleksandra Golecka-Mazur "Plac tajemnic. Wesołe labirynty"



Tytuł: Plac tajemnic. Wesołe labirynty - część 1/2/3
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 32/32/32
Wiek odbiorcy: 4-6 lat








Zapraszam na drugą odsłonę serii Plac tajemnic. Pisałam już o "Krzyżówkach obrazkowych" a dziś opowiem o "Wesołych labiryntach", które edukują, ćwiczą pamięć i koncentrację.
Na serię składają się trzy książeczki i zdaniem mojej córy stopień trudności nie jest zależny od numeru danej części.

Zapewne myślicie teraz, że trzy książeczki pełne tylko i wyłącznie labiryntów są nudne. Że mały człowiek, który po nie sięgnie, nie jest w stanie długo skupić uwagi na poszukiwaniu właściwych ścieżek. Otóż nie! Dlaczego? Labirynty są bardzo zróżnicowane:
- mają różne kształty: koła, sześciokąty, kwadraty i inne nieregularne
- różne kolory
- tło wokół nich jest tematycznie dopasowane do zadania a te z kolei zachwycają różnorodnością - jest Mikołaj i Halloween, kredki, rakiety, zwierzęta, pojazdy

Zadaniem dziecka jest: wyprowadzić obiekt z labiryntu lub przeprowadzić go na drugą stronę,







znaleźć drogi dla dwóch (lub więcej) obiektów do jego środka lub celu,



przebyć drogę z punktu A do B a potem z B do C,





ominąć - podczas jazdy samochodem - ulice z czerwonym światłem



a przede wszystkim świetnie się bawić :)


Ta seria to ciekawy pomysł na zapełnienie dziecku czasu podczas niepogody, choroby czy podróży samochodem. Pozwala na rozwijanie kreatywności, uczy logicznego myślenia i planowania kolejnych kroków. A dla dzieci w wieku od czterech do sześciu lat - bo to grupa docelowa książeczek - nie ma lepszego sposobu do nauki niż poprzez zabawę! Moja córa (niemal sześcioletnia), która była głównym i zarazem jedynym wykonawcą działań, stwierdziła że labirynty są bardzo łatwe, choć niektóre z pozoru wyglądały na trudne. Najbardziej skomplikowane - przynajmniej wizualnie - okazały się te z panem Kapelutkiem i pszczołą Miodunką.



Kolorowe, "antynudowe", rozwijające umysł i sprawność ruchową dziecka a do tego w atrakcyjnej cenie - serdecznie polecam!








Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek



Za możliwość ćwiczenia umysłu
dziękujemy Pani Ewie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...