środa, 20 września 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na pożegnanie" - recenzja premierowa




Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 20 września 2017
Liczba stron: 384
Seria: Saga Bałkańska tom 3


Książkę koniecznie polecam czytać we właściwej chronologii tomów tej sagi






I to już niestety koniec... Zżyłam się z bohaterami Sagi Bałkańskiej Agnieszki Walczak-Chojeckiej, chłonęłam smaki, zapachy, kibicowałam bohaterom... Wraz z nimi przeżywałam wzloty i upadki, smutki i radości oraz tragizm wojny czy powodzi - dwie jakże skrajne katastrofy zbierające śmiertelne żniwo. Jednak przyszła pora na trzeci tom... Myślę, że to chyba zawsze najtrudniejsze zadanie dla pisarza, by w sposób przynajmniej dobry zwieńczyć swe kilkumiesięczne lub kilkuletnie dzieło. Czy Walczak-Chojecka sobie z tym poradziła? A może to jeszcze nie koniec patrząc na finałową scenę... :)


Tom drugi pozostawiał czytelnika w ogromnym zawieszeniu, bowiem w finale Jasmina odkryła, iż jej ukochany Dragan żyje... Nie była zupełnie na to przygotowana - nie tutaj, nie teraz, nie w taki sposób... Ale los miewa inne plany niż sami sobie zaplanujemy. Jednak po niespokojnej nocy w hotelu młoda Chorwatka zostawia śpiącą Katarzynę i sama udaje się do ośrodka "Powrót"... Tu czeka ją przykra niespodzianka - nie będzie miała szansy pokonania amnezji Dragana małymi kroczkami pozwalając mu na przypominanie sobie przeszłości, bowiem chłopak zniknął! Nikt nie wie gdzie jest i obie kobiety wpadają w panikę... Dopiero co odnalazły go po tak długim okresie niepewności, bólu i łez. Wszak myślały, że nie żyje... Mają pretensje do Olji, że ukrywała przed nimi prawdę. Czy i tym razem dziewczyna ma coś wspólnego ze zniknięciem Dragana? Czy nie czuje wyrzutów sumienia i nadal knuje intrygi czy może chłopak sam uciekł nie chcąc zderzyć się z przeszłością i nowymi dla niego twarzami?

Nie zdradzę Wam zbyt wiele... Może tylko tyle, że przez pewien czas Dragan przebywał w szpitalu na Banovom Brdu, gdzie spotkał kogoś z przeszłości, kogo wolałby nie oglądać już nigdy w życiu. Sama nie wiem czy to dla niego lepiej, że nie pamiętał tej osoby...?! Najgorsze jest to, że pobyt w tym miejscu miał być ucieczką a stał się "narzędziem" wpakowania go w znacznie gorsze tarapaty życiowe. Nie wiedzieć czemu i komu tak bardzo zawinił, że ostatecznie stał się ofiarą nienawiści i z każdej strony spadały na niego złe wiadomości. Czy Dragan ma jeszcze szansę na szczęście?
Czy dwie kochające kobiety (Jasmina i Katarzyna) zdołają go jeszcze odnaleźć?
Żadna z nich nie ustaje w poszukiwaniach i sprawdzaniu wszelkich możliwych śladów i miejsc, gdzie mógłby przebywać młody Serb. Często czeka ich zawód, rozczarowanie i przykre sytuacje, jednak za wszelką cenę pragną uściskać bliską osobę - każdy by walczył, prawda?

Pomiędzy kolejnymi podróżami Katarzyna przebywa głównie u matki w Dusznikach, gdzie spotyka się z dawną miłością, zaś Jasmina pilnie przepracowuje swój smutek w teatrze pantomimy u Henryka Tomaszewskiego jednocześnie skupiając się na wychowywaniu syna. Jej krwawiące serce nie potrafi zawalczyć z rozumem o ścieżkę przyszłości i wciąż rani Tarika, nie potrafiąc dać mu ostatecznej odpowiedzi. Czy marzenie młodego weterynarza się spełni?

Mimo iż wojna się skończyła nadal wyją syreny alarmowe, słychać strzały a po niebie przetacza się hałas przelatujących bombowców. Mieszkańcy Bałkanów nadal nie mogą spać spokojnie a i dnie nie pozwalają na normalne życie. Ile jeszcze osób musi zginąć, by mógł zapanować prawdziwy pokój?


Książka była dla mnie ogromną niespodzianką - co autorka przygotowała na koniec tomu? Dzieje się dużo, czasu na nudę nie ma w ogóle a kolejne strony umykają spod palców szybciej niż można zdążyć pomyśleć o tym, by je przewrócić... Nazwałabym powieść wręcz rollercoasterem, gdyż wydarzenia następują po sobie z prędkością światła i dbają o wysoki poziom adrenaliny czytelnika. Dodatkowo nie ma szans, by domyślić się co czeka w kolejnych rozdziałach... Przyznaję, że zupełnie nie wiedziałam, w jakim kierunku poszły myśli Agnieszki Walczak-Chojeckiej... Zwłaszcza, że los bohaterów zmieniał się jakby wiejący wiatr odwracał wciąż ich przyszłość a nie tylko poruszał flagami.

Niezdecydowana Jasmina, zagubiona Katarzyna, wredna Olja, mądry życiowo Tomaszewski czy też wpadający w kolejne tarapaty Dragan - wszyscy muszą zmierzyć się z prozą życia przygotowaną przez Matkę-Autorkę, która nie pozwala im na chwilę wytchnienia :) Miejsce akcji wciąż się zmienia - Belgrad, Nowy Sad, Sarajewo, Kosowo, Czarnogóra, Duszniki-Zdrój, Wrocław oraz Kobierzyce - dostarczając nam czarujących opisów, zaskakujących decyzji oraz trudnych wyborów, ale nie powodując zagubienia.

Podczas lektury każdy czytelnik czeka zawsze na finał - czy będzie to zakończenie otwarte czy może zamknięte... Walczak-Chojecka zafundowała nam to pierwsze pozwalając, byśmy snuli domysły, rozważali różne rozwiązania i dopisując swój własny epilog. Ogólnie jestem zwolenniczką innych "ostatnich zdań", ale przyznaję - w tym przypadku to bardzo dobre zakończenie. A może to znak, iż w nasze ręce trafi tom czwarty?

Niewątpliwie na plus jest tło historyczno-społeczne, w które autorka doskonale wpisała losy swoich - w większości - fikcyjnych bohaterów. Pani Agnieszka nie skupiła się wyłącznie na suchym podaniu dat na początku rozdziałów, ale przybliżyła czym się tamte czasy charakteryzowały - pojawienie się telefonów komórkowych i skutki tej nowinki technologicznej; modne seriale czy muzyka, pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Byłam zaskoczona, iż w fabule ważne miejsce zajęły bardzo traumatyczne dla wielu Polaków wydarzenia z 1997 roku - sama przeżyłam wtedy trudne chwile w swoich rodzinnych stronach, choć byłe one odmienne od tych powieściowych. Książka została wzbogacona poezją co w połączeniu z lekkością pióra autorki zapewnia niezwykłą literacką podróż.



Podsumowując - trzeci tom Sagi Bałkańskiej dostarcza czytelnikowi mnóstwo sprzecznych emocji, zaskakuje wydarzeniami, intryguje, wzrusza i nie pozwala na spokojny sen. Powieść traktuje o zatracaniu się w byciu rodzicem a dla równowagi chwil grozy otrzymujemy rozczulającą gromadkę dzieci. To wyśmienita i wciągająca seria o bratobójczym konflikcie, skupiająca się na losach bohaterów różnych nacji - gorąco polecam!







"Nie czas na miłość"
"Nie czas na zapomnienie"
"Nie czas na pożegnanie"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz



poniedziałek, 18 września 2017

Janet Cherrie "Córka Fanny Hill"




Autor: Janet Cherrie
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Liczba stron: 320










Zakazany owoc smakuje najlepiej i dlatego śmiem przypuszczać, że mimo iż w większości domów książki zabarwione erotyką nie są zapewne ustawiane w widocznym miejscu biblioteczek, to i tak prędzej czy później latorośle do nich dotrą. Mam rację?
Pamiętam, że razem z bratem znaleźliśmy taką "skrytkę" i przeczytaliśmy wszystko co w niej było między innymi "Pamiętniki Fanny Hill". Nie wiem ile miałam wtedy lat, ale to był mój pierwszy erotyk. Choć nie potrafię po latach nakreślić zupełnie fabuły to w moim umyśle pozostało wspomnienie mocno zaczerwienionych policzków.

Dlatego zaintrygowała mnie "Córka Fanny Hill" wydana przez Replikę. Byłam ogromnie ciekawa jak po tak długim czasie odbiorę historię córki słynnej literackiej kurtyzany.

XVIII wiek, Anglia
Laura Hill bardzo szybko została sierotą. Już mając pięć lat wychowywała się u stryja w Liverpoolu a po jego śmierci - już jako dwudziestotrzyletnia dziewczyna - wyjechała do kuzyna do Farlow's Mills. George ma trzydzieści osiem lat i samotnie wychowuje syna - Henry'ego. Chcąc przygotować go do prowadzenia firmy prosi Laurę, by nauczyła go rachunków. Tylko czy dziewczyna będzie potrafiła wyzbyć się myśli o seksualności w obecności młodzieńca?

Pobyt na wsi sprzyja spacerom, podglądaniu schadzek, ale również pozwala na rozwijanie pasji jaką jest alchemia. Laura ma sprecyzowane plany co do stworzenia wynalazku życia, jednak wcześniej musi pomóc kuzynowi w zdobyciu koncesji na handel z Indiami. Do czego się posuną, by to osiągnąć? Na czym będzie polegała intryga?


Klimat osiemnastego wieku nadaje erotykowi specyficznego uroku - obok powozów, długich sukni i gorsetów są również tajemne przejścia, wyjątkowe domy uciech i jakże odmienne od obecnych relacje międzyludzkie. Prawda jest jednak taka, że Cherrie nie postarała się w kwestii  tła historyczno-społecznego. Zbyt mało wydarzeń, na których tle rozgrywałyby się losy bohaterów. Dość skąpe informacje na temat handlu z Indiami, planowanych celów wypraw morskich czy też ustroju Anglii i sytuacji jej mieszkańców.

Prawdziwej fabuły jest w książce niewiele, autorka skupiła się na erotyce a poza nią jest dość sielankowo i wydarzenia rozgrywają się w kręgu kilku osób. Dopiero pod koniec lektury pojawiają się nowe postacie, jednak nie zmienia to faktu, że powieść nie jest ani odrobinę romantyczna a prawdziwej miłości tu nie uświadczycie. 
Laura opowiada nam o harcach z nauczycielem, potem o uciechach w samym Farlow's - swoich i nie tylko, gdyż panuje ogólna rozwiązłość. Cała książka ukazuje dość otwarte podejście do intymności, części ciała są nazywane różnorodnie - od słodkich czy wręcz śmiesznych, po potoczne i "świntuszkowate", co powoduje iż nie zawsze sceny erotyczne wywołują rumieniec, często śmieszą słownictwem lub zachowaniem bohaterów. Najbardziej ujęło mnie określenie "różowy nosek myszki" :)
"Momentów" jest przecież jednak kilka lub kilkanaście (wybaczcie, ale nie liczyłam...) i nie zawsze jest słodko czy śmiesznie - zdarzają się sceny wyuzdane czy pikantne.

Na uwagę zasługuje pewna tajemnica pana domu w Farlow's Mills, która wychodząc na jaw nieźle miesza w życiu pewnych mężczyzn - zabrakło mi wyjaśnienia jak jeden z nich zareagował na nowinki... Liczyłam na dokończenie tego wątku... Zwłaszcza, że brała w nim udział zjawa.


Doskonale widać, iż akcja dzieje się wiele lat temu, ponieważ często stosowane są archaizmy - nie zawsze zresztą rozumiane przez współczesnego czytelnika. Występują też wyrazy potoczne. Słowo "chędoży", mi nie przeszkadzało, ale już na przykład wyraz "flaszka" powinien zostać chyba zastąpiony "butelką"...


Podsumowując - "Córka Fanny Hill" charakteryzuje się dużą częstotliwością miłosnych uniesień, które z kolei określiłabym jako różnorodne. To oryginalna lektura, głównie z uwagi na akcję osadzoną w osiemnastym wieku, jednak w mojej ocenie jest dość średnia. Wielbiciele literatury erotycznej nie będą zniesmaczeni, ale na ile seksualność ich zadowoli - wszystko zależy od tego czy oddadzą się lekturze dla poznania tej historii czy będą tylko porównywać do hitów gatunku.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

sobota, 16 września 2017

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 336










Magdalena Witkiewicz to polska autorka, która trafia wprost do serc rodzimych czytelniczek swoimi życiowymi powieściami. Potrafi pisać z humorem oraz o poważnych sprawach, ale w lekkim i przystępnym stylu. Nie będę rozpisywać się o jej biografii, bowiem w internetowym świecie znajdziecie potrzebne informacje. Nie porównam również "Ósmego cudu świata" do "Czereśnie zawsze muszą być dwie", bo to zupełnie nie ten kaliber, wręcz inna bajka i trudno będzie "Czereśnie..." teraz zrzucić z mojego prywatnego piedestału, czy tam TOP1 Magdaleny, jak kto woli :)


Anna ukończyła marketing i zarządzanie, jednak jej największą pasją są podróże. Potrafi pojechać sama w nieznanym kierunku, bez konkretnego planu czy celu. Mając szansę na dobrą pierwszą po studiach pracę, rezygnuje z niej, gdyż musiałaby odwołać wyjazd do Norwegii. Życie Ani śledzimy przez kilka następnych lat - jej codzienność singielki, która jest pewna swej przyszłości, nie martwi się zbytnio jutrem, rozstania leczy podróżami i tylko słowa matki oraz przyjaciółek sprawiają, że marzenia zaczynają boleć... Podróże służbowe choć w minimalnym stopniu zaspokajają głód przemierzania przestrzeni, ale w życiu bohaterki następuje kryzys. Czuje, że łączenie pracy z życiem prywatnym zaczyna ją przytłaczać. Wplątała się z Jackiem w relację, która nie do końca daje jej spełnienie.


"By z kimś być, trzeba umieć się z nim również nudzić". *


On daje jej serce na wyciągniętej dłoni i pragnie wiele.
A ona?
Ona postanawia pojechać na urlop! Przemyśleć swoje decyzje, odzyskać wiarę w miłość i dowiedzieć się gdzieś w głębi siebie, czego tak naprawdę oczekuje od losu i swej przyszłości. Bo będąc z dala od domu łatwiej nam znaleźć właściwe rozwiązanie, ponieważ łapiemy dystans do tego co się wydarzyło.

Swoje kroki Anna kieruje do Wietnamu, gdzie spędza kilka dni z przypadkowo poznanym Tomaszem. Bajkowa sceneria sprawia, że stają się sobie bliżsi niż planowali... Wszak ona chciała być sama i myśleć a on... miał tu być z kimś innym. Dwoje ludzi z mocno poplątaną przeszłością w gorącym słońcu Azji poczuło wzajemną więź, którą zniszczyła jedna kartka papieru... Czy tą relację uda się jeszcze odbudować? A nie będzie to łatwe... Czy może Anka zrozumie, że jej przeznaczeniem jest Jacek? Co podpowie jej serce? Jeśli chcecie się przekonać jak zakończy się ta historia, którą dodatkowo pogmatwają maleńkie stópki, to koniecznie sięgnijcie po "Ósmy cud świata".


Skąd pomysł na Wietnam? W 2014 roku Magdalena Witkiewicz została zaproszona na Międzynarodowy Festiwal Literatury Europejskiej w Hanoi. To wtedy poczuła inspirację, by fabułę jednej ze swych powieści - choć częściowo - umieścić w tym kraju. Z ogromnym zainteresowaniem czytałam o wiecznie młodych Wietnamkach, ruchu ulicznym bez zasad, farmach pereł oraz smakach i zapachach charakterystycznych dla tego zakątka świata. Najbardziej podobały mi się legendy, które opowiadał Tomasz - o powstaniu Jeziora Zwróconego Miecza, o zbieraniu ryżu czy wyspach Ha Long.

Autorka użyła pięknego porównania naszego życia - musimy uważać na to co wybieramy, na co się decydujemy, co komuś mówimy, bowiem życie to nie książka i ma tylko jedno zakończenie. Powieść obfituje w całą gamę przemyśleń na różne tematy bliskie każdemu z  nas: przeszłość rzutująca na przyszłość, problemy damsko-męskie, marzenia lub przerażenie na myśl o macierzyństwie, odzyskiwanie wiary w ludzi, relacje rodziców i dzieci a także miłość przychodząca wtedy, gdy własne dzieci są już dorosłe. Nie zabrakło również przedkładania pracy ponad miłość, gonitwy za pieniądzem czy bólu samotności.


"...czasem życie i praktyka są dużo lepszymi nauczycielami niż teoria serwowana na zajęciach przez profesorów" **


"Ósmy cud świata" wspiera nas na wielu polach - pokazuje, że nie wystarczy marzyć... trzeba zrobić pierwszy krok zaś miłość jest czasem na wyciągnięcie ręki, tylko nie potrafimy tego dostrzec... Aby ją "dogonić" musimy przekroczyć niejedną granicę a wtedy koniecznie powinniśmy zdradzić temu, kogo kochamy, że jest obiektem naszych uczuć. Powieść traktuje również o tym, że pomimo trudności musimy żyć dalej uważając na zgubne "lepiej", "wyżej" czy "więcej". Czasem trzeba odpuścić parcie naprzód "po trupach do celu", bo ważniejsza jest codzienność i bliscy.

Powieść - z nota bene cudownie symboliczną okładką - składa się z trzech części: w pierwszej i trzeciej skupiamy się na życiu kobiety, w drugiej - mężczyzny. To oni są w nich bohaterami i narratorami. Dzięki temu możemy poznać, choć część historii z różnych perspektyw, co pozwala lepiej lokować sympatie i kierować zrozumienie dla decyzji. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie na początku każdego rozdziału powiedzenia wietnamskiego - są naprawdę dające do myślenia :)

Książkę pochłonęłam właściwie w jeden dzień. Popłynęłam z prądem wydarzeń, refleksji i odwiedziłam cudny Wietnam, który Witkiewicz opisała dość konkretnie - jak to w obyczajówce a nie przewodniku turystycznym. Byłam ogromnie ciekawa co wyniknie z obecności dwóch, jakże różnych mężczyzn w życiu głównej bohaterki - każdy miał bowiem wady i zalety. Chcesz odkryć wszystkie skrywane w powieści niespodzianki? Przeczytaj :)


Podsumowując - "Ósmy cud świata" to lektura obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Witkiewicz, powieść traktująca o uczuciach, marzeniach, trudnych wyborach i szczęściu, które czai się u progu jak maleńkie ziarenko piasku, by móc stać się dla nas drogocenną perłą.

Wprawdzie wszystkich siedmiu cudów świata nie miałam okazji osobiście zobaczyć, ale swój ósmy cud świata znalazłam :) A Twój ósmy cud?



* M. Witkiewicz, "Ósmy cud świata", Wyd. Filia, Poznań 2017, s. 30
** Tamże, s. 189



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

czwartek, 14 września 2017

"Moim największym marzeniem jest nieprzerwana praca nad książkami do końca życia" - zapraszam na wywiad z Julitą Strzebecką - wywiad #15


Julita Strzebecka zaistniała w świadomości polskich czytelników dnia 7 marca 2017 roku kiedy to została wydana jej debiutancka powieść - „Nakarm mnie”. Jednak trudno odnaleźć informacje o autorce a tym bardziej o procesie twórczym, pomysłach czy marzeniach. Postaram się uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania u źródła.



Ejotek: Kim jest Julita Strzebecka?
Julita Strzebecka: Osobą, która wreszcie zaczęła spełniać swoje marzenia. I oby mi tak zostało do końca życia ;)


ejotek: Czy w dzieciństwie lub wczesnej młodości pisywała Pani np. do szuflady?
JS: Tak. Pierwszy wiersz napisałam w wieku ośmiu lat – był o tęsknocie i szklance herbaty. Niestety nie zachował się na pamiątkę. Potem przez resztę podstawówki nie interesowała mnie żadna twórczość. W liceum pisywałam wiersze, krótkie opowiadania i nie mniej krótkie scenki z dialogami. Po maturze doszłam do wniosku, że trzeba zająć się życiem. Obiecałam sobie, że kiedy zdobędę wiele doświadczeń i będę miała coś do przekazania, a przede wszystkim będę czuła potrzebę, aby pisać, to do tego wrócę. Ta potrzeba odezwała się i nie dała o sobie zapomnieć. W roku 2009 zdecydowałam, że wracam do pisania. Szybko uznałam, że skoro muszę to robić, bo bez tego żyć dłużej nie potrafię i nie chcę, muszę nauczyć się robić to dobrze. Zaczęłam brać udział w różnych spotkaniach warsztatowych, zajęciach teoretycznych, profesjonalnych kursach pisania. Ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam aż w końcu zaczęły pojawiać się efekty.



ejotek: Kiedy i w jakiej sytuacji narodził się pomysł, by napisać książkę?
JS: ‘Nakarm mnie’ to nie jest moja pierwsza książka w ogóle, ale pierwsza, która nie jest ćwiczeniową wprawką. Powstała, ponieważ w pewnym momencie doszłam do wniosku, że przyszła pora żeby napisać coś konkretnego. Wtedy akurat koleżanka z grupy Jola Czarkwiani napisała powieść poruszającą temat anoreksji. Ja wpadłam na pomysł, że napiszę o czymś przeciwnym – o obżarstwie. W trakcie pisania doszłam do wniosku, że książka może być nudna, więc trzeba tam wrzucić coś jeszcze. Feedersi (temat znałam już dawniej) wydawali mi się idealni, głównie dzięki temu, że idealnie pasowali do fabuły.


ejotek: A jak to się stało, że skupiła się Pani na tak trudnej a zarazem oryginalnej tematyce?
JS: Z mojego punktu widzenia tematyka książki nie jest trudna tylko po prostu inna. Nie potrafię pisać o rzeczach, które nie są dla mnie ważne, warte poznania i nie są wyzwaniem.


ejotek: Czy w Pani otoczeniu pojawiły się kiedykolwiek osoby mające problemy z otyłością czy to zupełnie przypadkowy temat?
JS: Temat nie jest przypadkowy. Takie mamy czasy, że jest dużo ludzi otyłych i każdy się z tym spotyka w mniejszym lub większym stopniu. Ale nie każdy wie, iż nie jest to problem wyłącznie natury estetycznej, lecz o wiele głębszy i złożony. Dzięki mojej książce można się dowiedzieć tego i owego, a ponadto coś przeżyć.


ejotek: Jak długo pisała się powieść z uwagi na pogodzenie tego zajęcia z pracą zawodową?
JS: Rok (ale to chyba tylko dlatego, że w wyniku perturbacji zawodowych przez kilka miesięcy nie pracowałam). Ten rok to nie tylko pisanie i poprawianie, ale także zbieranie materiałów. Czasami żeby napisać jedną scenę, musiałam kilka godzin zgłębiać temat.



ejotek: Czy jakieś miejsce szczególnie sprzyjało pisaniu?
JS: Nie było jakiegoś szczególnego miejsca, ale faktycznie długie godziny spędzałam na krześle przy biurku i laptopie. Zdarzało mi się pisać na świeżym powietrzu albo w kawiarni czy na przystanku.


ejotek: Zaintrygował mnie zwłaszcza przystanek :) A jak wyglądało samo pisanie? Miała Pani plan, którego dzielnie się trzymała czy może podczas procesu twórczego bohaterowie nieco zmieniali przyszłość, którą Pani dla nich stworzyła wcześniej?
JS: Zawsze piszę z planem, bo inaczej fabuła się rozłazi. To nie znaczy, że nic nie zmieniam, nie dodaję czy nie wyrzucam – robię to, jeśli uważam, że fabuła na tym skorzysta. Bohaterowie tak silni, jak Joanna czy Wiktor, sami podpowiadają wiele rzeczy, pomagają, nawet potrafią prowadzić, ale nie zmieniają radykalnie fabuły.


ejotek: Kto był pierwszym szczęśliwcem czytającym książkę?
JS: Słowo daję, że nie pamiętam. Przypuszczam, że była to mama.


ejotek: Dokarmiacze i nadmierna otyłość ich „ukochanych” kobiet to dość kontrowersyjny - a dla niektórych nawet niesmaczny - temat. Z jakimi opiniami o książce się Pani spotyka?
JS: Głównie ze zdziwieniem, niedowierzaniem czy nawet szokiem. I choć emocje są bardzo różne – złość, niesmak, obrzydzenie, wstyd, gorycz, niechęć, pogarda, mało kto uważa, że czas poświęcony na przeczytanie powieści był czasem zmarnowanym – najważniejsze jest to, iż czytając można coś przeżyć.


ejotek: W moim odczuciu to bardzo dobry debiut. Czy opinie czytelników miały wpływ na decyzję o napisaniu ciągu dalszego historii Joanny Wysockiej?
JS: Tak. Zanim powieść się nie ukazała, zupełnie nie wiedziałam, jak może zostać odebrana i co ja w ogóle powinnam myśleć. Muszę się przyznać, że bałam się opinii, kiedy książka już zaistniała. Pierwsze przyjęłam z niedowierzaniem. Po jakimś czasie, gdy przekonałam się, że książka się podoba i czytelnicy są zainteresowani kontynuacją, podjęłam decyzję o pisaniu drugiej części.


ejotek: Bardzo mnie to cieszy. Kiedy książka będzie miała premierę?
JS: Nie mam pojęcia. Wydawnictwo dostanie tekst po 17 września.


ejotek: Zatem pozostaje mi cierpliwie czekać na nową odsłonę tej opowieści, choć jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej. Czy uchyli Pani odrobinkę tajemnicy?
JS: Taką maleńką odrobinkę ;) Będą dwa główne wątki, kilka pobocznych. Niszczące uczucia, mieszające w głowie emocje, złe wybory, niezaspokojone pożądanie, nałogi, pasje, fetysze i zemsta.
Będzie się działo :)


ejotek: Moja ciekawość sięga zenitu :) Jeśli zdarzają się Pani wolne chwile to na jaki rodzaj relaksu zostają przeznaczone?
JS: Moją ulubioną formą relaksu są spacery i spotkania z ludźmi. Czasami wskazane jest też kino, teatr, koncert albo opera. Wyjazd z miasta na łono natury, zawsze działa niesamowicie.


ejotek: A czy lubi Pani czytać?
JS: Bardzo lubię. Bez czytania i pisania nie da się po prostu żyć.


ejotek: Jakie nazwiska znajdują się na liście najczęściej czytanych?
JS: O, to bardzo długa lista. Uwielbiam czytać dzieła Gombrowicza (wszystkie), Bułhakowa, Tołstoja, Saramago, Ishiguro, Puzo, Kinga i wielu innych, a także książki moich koleżanek pisarek (których jest za dużo, żeby wszystkie wymienić) K. Bulicz-Kasprzak, K. Kołczewska, A. Mentlewicz, A. Lis, A. Brengos, A. Walczak-Chojecka i wiele innych.


ejotek: Kilka nazwisk jest mi bliskich :) Gdyby otrzymała Pani propozycję ekranizacji „Nakarm mnie”, to którzy aktorzy mieliby szansę otrzymania głównych ról?
JS: To reżyser dobiera aktorów i wcale bym się nie wtrącała. Ja marzę o dniu, w którym zostanę zaproszona do pracy nad scenariuszem jako konsultant.


ejotek: Na koniec pytanie, które zadaję każdemu pisarzowi – jakie ma Pani marzenia?
JS: Moim największym marzeniem jest nieprzerwana praca nad książkami do końca życia. Jeśli to marzenie będzie się spełniać, to da mi to siłę do spełniania po drodze tych mniejszych, często zupełnie prozaicznych takich, jak np. ugotowanie dobrego obiadu dla przyjaciół.


ejotek: Bardzo dziękuję za poświęcony czas oraz interesujące odpowiedzi jednocześnie życząc spełnienia wszystkich marzeń – tych dużych i tych maleńkich.
JS: Również bardzo dziękuję i życzę wszystkiego dobrego.



Epilog – zaczytana Joana zadała Autorce pytania – oto odpowiedzi:
1. Co sprawiło że nadała Pani takie lub inne imię swoim bohaterom? Przypadek czy skojarzenie z osobą z otoczenia?

JS: Zawsze imię dopasowuję do bohatera i daję mu to, z którym mi się najbardziej kojarzy. Natomiast inaczej było z Joanną i Wiktorem – to bardzo silne osobowości. Oni już na etapie tworzenia postaci sami wybrali sobie imiona i dali mi o tym znać.


2. Jak to jest u Pani z pisaniem, czy łatwo jest tak po prostu usiąść i zacząć pisać powieść?

JS: Łatwo i niełatwo jednocześnie. Ja siadam do pisania dopiero, jak mam już plan i stworzonych bohaterów, wiem, co chcę powiedzieć i jak. I nie siadam do pisania, jak nie mam w głowie pierwszej sceny, od której wszystko się zaczyna. Jeśli chodzi o ‘Nakarm mnie’ to początek pisałam trzy razy – zostawiłam dopiero, jak byłam zadowolona.

3. Czy w przypadku tej powieści wiedziała Pani od razu jaki będzie jej tytuł czy była jakieś inne robocze? Jeśli tak to czy można z ciekawości je poznać ?

JS: Moja książka najpierw miała tytuł ‘Ślad na jej policzku’ – taki był tytuł pierwszej wersji książki. W drugiej wersji zmienił się środek ciężkości, w związku z tym zmienił się i tytuł.

4. Czy podczas pisania przerywa Pani słowotok żeby sprawdzać i poprawiać? Czy w pierwszej kolejności, że się tak wyrażę "płynie Pani z nurtem rzeki" by potem cofnąć się i czytać wszystko od nowa?

JS: Zasadę mam taką, że jak piszę, to piszę całość i nie poprawiam w trakcie – pierwszą część pisałam na kompie. Drugą część pisałam inaczej, bo głównie w zeszycie i przepisując robiłam tak jakby pierwszą korektę od razu. Przy kolejnej książce wrócę do swojej zasady pisania na kompie i poprawiania po napisaniu całości.




Jak zawsze na koniec – pora na ogłoszenie wyników konkursu :) Miło mi poinformować, iż decyzją Autorki „Nakarm mnie” wygrywają:
Monika Piotrowska –Wegner
Epilog – zaczytana Joana
Edyta Chmura
Martwy Kruk
Chaga
Małgosia Xxookds


Ogromne gratulacje! Bardzo proszę o Wasze adresy na mojego maila (ejotek1980[małpa]gmail.com) – w tytule wpiszcie „Smaczny konkurs – adres”. 




Za wszystkie zdjęcia dziękuję Autorce. 

poniedziałek, 11 września 2017

Agnieszka Meyer "Karmin"




Autor: Agnieszka Meyer
Wydawnictwo: MG
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 288










Los sprawił, że sięgnęłam po dwa debiuty z rzędu :) Jednak okazały się być zupełnie z innej planety. "Karmin" to powieść dotycząca związków między ludźmi, które bywają oparte na odmiennych oczekiwaniach przez każdego z partnerów. Autorka starała się udowodnić, że nawet najbliżsi sobie, potrafią w ułamku sekundy odmienić swe życie.


Max i Sabina (zwana Seliną)
Selina jest konserwatorką papieru, która opuściła rodzinny Kraków i wyjechała do USA. Otrzymywane zlecenia sprawiają jednak, że bywa w różnych miejscach na świecie - wszędzie tam, gdzie można uratować starą książkę. Praca jest dla niej lekiem na wszystko. A kim jest Max? To Niemiec z Monachium, pracujący w Stanach jako stolarz-artysta. Bywa zaborczy w stosunku do swojej kobiety, ale jednocześnie nie lubi się z nią rozstawać. Oboje naprzemiennie przybliżają nam swój związek, od chwili poznania, poprzez rozmowy o wojnie (co jest tym bardziej ciekawe, że ich przodkowie stali po przeciwnych stronach barykady) i zawiłościach językowych, codzienności, niechęci Seliny do rozmów na trudne tematy oraz wolnym od wstydu podejściu Maxa do cielesności.

Jednak pewnego dnia ich drogi rozchodzą się... Selina wyjeżdża a Max znajduje w koszu na śmieci pewien rachunek, który wywołuje w nim złość...

...oto jak jedno niedopowiedzenie, brak zaufania czy też otwartości, niechęć do szczerej rozmowy zniszczy ich miłość i bliskość...


David
Podczas pobytu w Dublinie Selina poznaje Davida, bardzo dziwnego, tajemniczego i zarazem eleganckiego pasjonata starych ksiąg. Swoje "skarby" trzyma w bankowej skrytce i tylko wtajemniczeni mają szansę poznać ich zawartość. Kobieta jest nim zafascynowana (choć tak naprawdę to nie wiem czy bardziej pragnie jego czy zawartości skrytki). Zadziwia ją jego wielojęzyczność, zaś imponuje ciągłe zaskakiwanie, wieczna niewiadoma i częste podróże - dopiero później zaczyna ją to denerwować w połączeniu z zamartwianiem się o jego zagadkowe ataki. Kim tak naprawdę jest zmieniający nazwiska i paszporty David? Czym zakończy się pełne niedomówień napięcie między nimi? Czy Selina podda się jego hipnotycznemu zachowaniu zapominając o Maximilianie? Czy otrzyma zapłatę za swą pracę?


Jessie
Jessie to operatywna, konkretna i nierozumiejąca trudnej przeszłości Europejczyków obywatelka Ameryki, która zauroczyła się Maxem. W różowych kolorach widzi wspólną przyszłość i stawia kolejne kroki na tejże drodze, między innymi przedstawiając wybranka rodzicom. Jednak los ma dla niej niespodziankę...



Czworo ludzi na dwóch różnych kontynentach zostało uwikłanych w historię o miłości, bliskości i tajemnicach. Ich codzienność przeplata się ze sobą pokazując nam jakie skutki mają podejmowane decyzje. Ich problemy mają wpływ nie tylko na ich własne życie, ale i pozostałej trójki. Jak to możliwe? W jaki sposób autorka połączyła ich losy? Czy prawda wyjdzie na jaw? Dla kogo finał okaże się szczęśliwy?

Każde miejsce, w którym toczy się akcja jest opisane z niezwykłą dokładnością, dzięki temu oczami wyobraźni potrafiłam zobaczyć i poczuć tamten świat - amerykański, włoski, polski - Golden Gate, obozy koncentracyjne czy też Forum Romanum.

Jednak chwilami brakowało mi chronologiczności, gubiłam się w przeszłości i teraźniejszości, próbując odnaleźć się na osi czasu, by dorównać krokom bohaterów. Zaś rozpoczynając nowy rozdział musiałam czekać, by imię bohatera zostało wymienione, by wiedzieć której pary dotyczy oraz czy dany fragment dzieje się tu i teraz czy jest może wspomnieniem...

Powyższy akapit sprawia, iż z całą pewnością stwierdzam, że Agnieszka Meyer nie do końca trafiła w mój gust. Ale przecież nie każdą książką muszę być zachwycona, prawda? To nierealne... A właśnie tak określiłabym "Karmin" - odrealniona opowieść z ukrywaniem prawdy, tęsknotą za ojczyzną i wspomnieniami o wojnie. Nie ma tutaj zbyt wiele akcji, raczej mnóstwo przemyśleń czy dyskusji - to one stanowią o sensie lektury. Brakowało mi nieco adrenaliny, która zwykle towarzyszy mi podczas lektury. Mam wrażenie, że momentami autorka chciała zbyt pięknie czy górnolotnie przekazać swe myśli czytelnikowi i - przynajmniej dla mnie - wyszło trudno i naukowo.

Niewątpliwie na plus muszę zaliczyć opisy zbliżeń, które zostały przedstawione bajkowo, w sposób piękny, delikatny, wręcz jak muśnięcia skrzydeł motyli. A przecież nie tylko o cielesności tu mowa. Meyer wykorzystała swych bohaterów, by pokazać nam, że każdy potrzebuje czasem oddechu, wytchnienia, oderwania od dotychczasowego życia i trudności jakie piętrzą się codziennie.


Podsumowując - "Karmin" jest powieścią trudną, oryginalną i specjalizującą się w ulotności miejsc i języków, ale również barwna i mistyczna. Opowiada o trudnej przeszłości, wspomnieniach i różnorodnych dziełach sztuki. To dość ciężka historia, głównie z uwagi na jej charakter i odmienność od typowych obyczajówek. Na pewno trzeba mieć odpowiedni nastrój i przygotować się psychicznie do odbioru książki o książce, bowiem śmiało mogę stwierdzić, że prócz czwórki żywych bohaterów, piątym jest ONA - niezwykła księga. Bibliofile powinni odkryć ją osobiście a przy okazji otrzymają wskazówkę, by nic w życiu nie odkładać na później...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...