wtorek, 23 kwietnia 2019

Wygraj książkę "Naucz się beze mnie żyć" A. Ślusarczyk - KONKURS!

Kochani,

zapraszam Was na konkurs - support przed wielkim urodzinowym konkursem. Taka rozgrzewka :)

Jako patron medialny nad "Naucz się beze mnie żyć" Angeliki Ślusarczyk mam dla Was egzemplarz tego debiutu. Konkurs zostanie ogłoszony również w innych mediach, ale zgłoszenia przyjmuję tylko na blogu.

Moją recenzję znajdziecie TUTAJ



BANER:


ZASADY:
  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrodę ufundowało Wydawnictwo WasPos
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodę konkursową wysyłam ja
  4. Nagrodą w konkursie jest książka "Naucz się beze mnie żyć" A. Ślusarczyk
  5. Konkurs rozpoczyna się 23.04.2019 r. a kończy 30.04.2019 r. o godz. 23:59  
  6. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  7. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  8. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  9. Dane osobowe są przechowywane i przetwarzane tylko na potrzeby konkursu
  10. Co zrobić by wygrać ? 
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale mile widziane
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, Instagramie czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • Zadanie konkursowe:   Wymień trzy kosmetyki kolorowe (podział kosmetyków) najczęściej przez Ciebie używane
  • dodatkowo - jeśli masz ochotę zadać Angelice Ślusarczyk pytanie - możesz to uczynić podczas zgłoszenia, na wybrane odpowie, odpowiedzi zostaną zamieszczone w wywiadzie, który przeprowadzę z autorką "Naucz się beze mnie żyć"


Powodzenia!

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Kinga Dębska "Moje córki krowy"






Autor: Kinga Dębska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2016
Liczba stron: 256
Seria: Moje córki krowy tom 1






Ósmego stycznia 2016 roku w kinach pojawił się film - "Moje córki krowy. Film prawdziwy jak życie", którego nie oglądałam i raczej nie obejrzę. Przeczytałam za to książkę Kingi Dębskiej, która wpasowała się w kwietniowe wyzwanie portalu Lubimy czytać.

Marta i Kasia to około czterdziestoletnie siostry, żyjące na dwóch przeciwstawnych biegunach życia, które los zmusił do wspólnego działania. Marta jest aktorką, gra w serialu 'Zakręty losu', jednak w przeciwieństwie do swej postaci, nie radzi sobie w życiu uczuciowym. Jest samotną matką pełnoletniej już Zuzi i stara się w pojedynkę iść przez życie. Kasia to o rok młodsza od siostry nauczycielka, mężatka z szesnastoletnim synem Filipem. Jedna racjonalna, druga emocjonalna. Ogień i woda. Dzieli je przepaść. W żadnej sprawie nie potrafią się normalnie dogadać...

...aż do czasu, gdy najpierw matka a później ojciec otrzymują diagnozy będące wyrokami. Codzienność Marty i Kasi zmienia się diametralnie, muszą bowiem swój czas dzielić między obowiązki służbowe, rodzinne oraz pobyty w szpitalu. Zapach medykamentów, rozmowy z lekarzami oraz obserwowanie niknącego życia sprawia, że chcąc nie chcąc muszą przewartościować priorytety.

Książka pokazuje jak jednoczy się rodzina w obliczu choroby. Jak szuka uzdrowicieli, szarlatanów, księży, każdego kto może pomóc... Jak czeka na cud, jednocześnie myśląc racjonalnie i przygotowując się na odejście. To jest takie trudne. W historii Kingi Dębskiej każda z sióstr ma swój świat, swoje problemy, dramaty a my mamy okazję obserwować, co musiało się wydarzyć, by zajrzały w głąb siebie i postarały się odnaleźć u swego boku siostrę.

Niezmiernie trudno jest porównać życie gasnącego rodzica z obrazem, jaki mieliśmy okazję obserwować przez czterdzieści lat życia. Pełna życia, kręcąca się po kuchni mama, stanowczy ojciec stają się nagle zależni od innych, od leków, lekarzy, operacji czy aparatury. Trudno jest zaakceptować taką rzeczywistość, pogodzić się z wyczuwalnym zapachem śmierci, pożegnać się i pozwolić bliskiej osobie odejść... Aż nazbyt rozumiem to, jak czuły się siostry... dokładnie rok temu gasła moja Mama... Sporo faktów z książki pokrywało się z tym, co miałam okazję przeżywać.



Podsumowując - "Moje córki krowy" to historia o tym, jak kruche jest życie. O porastaniu kurzem, egzystowaniu z dnia na dzień, o miłości żywej przez pięćdziesiąt lat oraz jak to jest czekać razem, ale zarazem osobno. W tej książce nie ma ciepła, nie ma humoru a tytuł nie powala na kolana. To opowieść o samotności, głupich myślach, lęku, strachu, stresie i niepewności, ale również o potrzebach kobiet: czułości, bliskości, dotyku czy erotyce. Mocna, ale ważna.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki

piątek, 19 kwietnia 2019

Sanjida Kay "Skradzione dziecko" - przedpremierowo




Tytuł oryginalny: The Stolen Child
Tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: planowana na 24 kwietnia 2019
Liczba stron: 350





Latami starać się o dziecko i otrzymywać jedynie rozczarowania... Kolejne poronienia, martwe narodziny, gasnący blask w oczach, bunt, żal i złość, że inni mogą... Jak może czuć się taka kobieta? Czy znajdzie wsparcie męża lub partnera?

Ja nie wiem jak to jest, nie miałam problemu z zajściem w ciążę, ale dzięki lekturze "Skradzionego dziecka" poznałam determinację Zoe i Olliego Morley'ów w walce o dziecko, finalnie z adopcji. Po ośmiu wspólnych latach to będzie dla nich wielka chwila, bowiem czekają na znak ze szpitala, że maleństwo przyjedzie na świat. Będą ze swoją córeczką od początku i przeżyją wiele trudnych chwil, bowiem prawdziwa matka to narkomanka i alkoholiczka.

Małżeństwo Morley'ów mamy okazję obserwować kilka lat później, gdy z siedmioletnią już Evie oraz dwulatkiem Benem mieszkają w Ilkley. Dziewczynka ma różne zaburzenia, dziwnie się zachowuje, wymyśla dziwne zabawy a Zoe ma wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Jest sfrustrowana, gdyż wszystko jest na jej głowie a Ollie nie postarał się wyjść wcześniej z pracy, by uczestniczyć w urodzinach synka. A kiedy jeszcze kobieta odkryje, że córka otrzymuje listy i prezenty od biologicznego ojca rozpoczną się problemy... Mężczyzna twierdzi bowiem, że zamierza odzyskać skradzione mu dziecko... Jak temu zapobiec, jeśli nikt nie zna jego tożsamości? Pewnego dnia, w chwili dość tragicznych wydarzeń, Evie znika...

Historia rodziny Evie skupia na sobie pełną uwagę czytelnika - a to pracoholizm, a to nawiązuje się romans, a to znów poważna choroba Bena i porwanie Evie. Sanjida Kay stworzyła ciekawą fabułę, wplatając w nią elementy sztuki, problemów małżeńskich oraz bezwarunkową miłość do dziecka. Wątek tajemniczego zniknięcia dziewczynki, jej poszukiwań i prawdopodobnych scenariuszy niezmiernie mnie intrygował.

Mimo faktu, iż finalnie to Zoe wyprzedziła policję w odkryciu prawdy, choć przecież to przedstawiciele służb powinni się wykazać, książka bardzo mi się podobała. Muszę przyznać, że znacznie wcześniej odkryłam tożsamość porywacza niż zostało to czytelnikowi przedstawione. Ależ się ucieszyłam, gdy okazało się, że miałam rację. Oczywiście na początku miałam dwa zupełnie inne typy, zgodnie z tym, co kazano mi myśleć...

Ważne jest to, że akcja nie zwalnia, wciąż pojawiają się nowe tropy, kolejne informacje się potwierdzają lub wręcz przeciwnie... Wciąż odczuwalne jest napięcie a dzięki temu, że autorka zadbała o szczegóły, thrillerem można się rozkoszować. Podczas lektury przepełniało mnie wiele emocji. Kilka drobnostek, do których mogłabym mieć uwagi, traci na znaczeniu patrząc na całość historii.

Smaczku nadają tej pozycji zamieszczone co jakiś czas listy, pisane przez kogoś, kto chce odzyskać Evie... Kim jest? Czy plan się powiedzie?

Podsumowując - "Skradzione dziecko" to opowieść o ludzkich dramatach. Tych, które dotykają nas w chwili pragnienia posiadania potomstwa, zaś później dotyczących bezpieczeństwa naszych pociech. To książka o wenie twórczej i uczuciach; o braku ciepła, bliskości i pożądania, które często pojawiają się małżeństwach. O tym, że nigdy nie możemy tracić nadziei, powinniśmy zadbać o swoje potrzeby, a także o sercu głuchym na argumenty. Polecam!







Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję

wtorek, 16 kwietnia 2019

Kasia Pisarska "Wiedziałam, że tak będzie"





Autor: Kasia Pisarska
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2015
Liczba stron: 272





Lubicie pozytywne książki o życiu, które jawią się jako bajka o Kopciuszku niosąc głęboko ukryte przesłanie? Szukacie historii, która was rozśmieszy, poruszy i zaskoczy intrygującymi pomysłami bohaterów? Chcecie wyruszyć na wirtualną podróż do Włoch, nie tylko utartymi szlakami? Jeśli odpowiedziałaś /-łeś twierdząco na moje pytania uważam, że jest to powieść dla Ciebie.

Laura i Weronika to czterdziestoletnie przyjaciółki - nauczycielka geografii w liceum oraz dziennikarka w piśmie modowym. Wera jest teoretycznie mężatką, ale w obliczu jego zdrad można uznać, że tylko szuka sposobu, jak się go oficjalnie pozbyć. Chcąc znaleźć dowody na niewierność, pojechała za nim nawet do Rzymu i dla zabawy zagrała wtedy w Enalotto...

...i teraz o godzinie 2:48 budzi Laurę, by podzielić się z nią radosną nowiną - wygrała ponad siedemnaście milionów Euro!!! Przyjaciółki wyruszają do Mediolanu, by odebrać wygraną. Przez kilka dni szukają super pomysłów na ulokowanie pieniędzy, którymi Wera ma podzielić się z Laurą. Do Mediolanu nie do końca im się spieszy, dlatego po drodze trochę zwiedzają i robią częste postoje - Austria, Venzone - lawendowe miasteczko we Włoszech, weekend nad jeziorem Garda i wiele innych... W wyniku niefortunnego wypadku z samochodem goszczą u rodziny sympatycznego adwokata Alessandro, zwiedzają też Wenecję... gdzie odkrywają, że termin odbioru nagrody mija za kilka godzin!!! Czy zdążą?

Banalna, ale sympatyczna fabuła, która kryje wiele niespodzianek i perełek rodem z Włoch. Bardzo miło spędziłam czas, przeżywając przygody roztrzepanych czterdziestolatek, które zaliczają wpadki w drodze do marzeń. "Gubią" kupon uprawniający do odbioru nagrody, nie pilnują terminu, ale jednocześnie pokazują uroki włoskich miasteczek. Najbardziej spodobały mi się historia i niezwykłość San Rocco di Sotto oraz San Rocco di Sopra oraz niezwykły plan Laury jak ożywić je turystycznie. Głowa pełna pomysłów, wsparcie pozytywnych ludzi, kiełkujące uczucia oraz pieniądze w wygranej - wszystko to sprawiło, że te dwie kobiety zaczynają rozkwitać. Jak poukładają się ich sprawy? Czy będą szczęśliwe? Czy powieść Kasi Pisarskiej może czymś zaskoczyć? Może, ale nie zdradzę Wam nic, bowiem zepsułabym Wam zabawę.

Osadzona w większości na włoskiej ziemi opowieść pokazuje, że w życiu liczy się pomysł na siebie i to, co chcemy robić, by osiągnąć szczęście. Niezależnie od tego czy będziemy mieszkać w dużym mieście czy na wsi; w zamku czy wiejskiej chacie. Zwłaszcza, że są takie chwile w życiu człowieka (na przykład Laury), że największym marzeniem jest domek na drzewie otoczony drutem kolczastym, pod napięciem.


Podsumowując - "Wiedziałam, że tak będzie" to pozytywnie zakręcona opowieść o tym, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Zwłaszcza że życie - choć przewrotne - mamy tylko jedno. O tym jak się dowartościować, o pokręconej kobiecej logice, graniu va banque, byciu happy a także miłości - przemijającej oraz tej rodzącej się. O szczęściu, którym jest tak naprawdę jest zwykłe życie ze zwykłymi sprawami. Niezwykle sympatyczna, lekka i humorystyczna lektura, przeplatana przyziemnymi sprawami.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Mini Czelendż, Pod hasłem, 52 książki


niedziela, 14 kwietnia 2019

Massimo Vacchetta, Antonella Tomaselli "25 gramów szczęścia"






Tytuł oryginalny: 25 grammi di felicità
Tłumaczenie: Marta Koral
Wydawnictwo: Quello
Data wydania: 13 marca 2019
Liczba stron: 208




Najlepszym przyjacielem człowieka jest zwierzę, najczęściej pies. Oczywiście naszymi pieszczochami bywają koty, chomiki czy papużki, ale przyjaźń i niesamowita więź wywiązuje się również między nami a innymi gatunkami... We Włoszech zrodziła się dość kolczasta relacja, którą miałam okazję poznać na kartach książki "25 gramów szczęścia".

"Ninna obudziła we mnie pragnienie niesienia pomocy słabszym, tym, o których nikt nie pamięta. Właśnie dlatego, że wszyscy o nich zapominają. A przecież każde stworzenie, nawet najmniejsze, jest ważne. Jest przejawem życia, częścią całości, bez niego świat nie mógłby istnieć." *

Massimo Vacchetta to człowiek wrażliwy i podążający za marzeniami, który od dziecka pomagał zwierzętom. Jest weterynarzem a dokładniej ginekologiem położnikiem od bydła, jednak kiedy podjął pracę w klinice dla małych zwierząt poznał osieroconego, na oko trzydniowego jeżyka. Ważący dwadzieścia pięć gramów maluch skradł jego serce a Massimo sam wtedy nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo zmieni się jego życie za sprawą tego jeża. Mężczyzna musiał poświęcić się Ninnie - bo takie imię otrzymała samiczka - jak niemowlęciu - pilnował regularnych posiłków, nawet w nocy. Karmił, ogrzewał, masował i bardzo pragnął ją uratować.

Fascynowało go, jak bardzo to maleństwo pragnie żyć, dlatego robił wszystko, nie dosypiając i kombinując w pracy, by je ocalić. Szczęściem napełniało go to, że ratuje jeżykowi życie. Obserwował kolejne etapy zmian w życiu Ninny - porastanie futerkiem, pojawienie się kolców, pazurków. Żaden z pojawiających się później w jego domu jeży, nie wywołał w nim tyle emocji co Ninna. Z innymi potrafił się rozstać, po wyleczeniu znajdował dla nich raj, w którym będą szczęśliwie żyły... Ale każda myśl o wypuszczeniu Ninny powodowała ból w sercu.

Massimo pomógł wielu jeżom, które były do niego przywożone z bliska i daleka; o różnej wadze ciała, różnymi obrażeniami i z odmiennymi szansami na wyzdrowienie, na życie... Jego marzeniem było jednak założenie ośrodka pomocy jeżom, które udało mu się spełnić - powstał Ośrodek Rehabilitacji Jeży "La Ninna".

"Ninna natchnęła mnie do założenia ośrodka dla jeży, 
zaś Ninno pobudził moją wyobraźnię do stworzenia dla nich oazy." **

Ile jeżowych istnień udało mu się uratować? Ile jeżyków odeszło przedwcześnie? Relacja Massima z kilku lat swojego życia wywarła na mnie ogromne wrażenie. Z wypiekami na twarzy i niepokojem o los kolczastych stworzonek w sercu, czytałam kolejne strony tej książki. Kibicowałam tym maleństwom i działaniom Massima, ale również spełnieniu jego marzeń. Jestem zauroczona tą opowieścią i polecam ją serdecznie wszystkim miłośnikom zwierząt, małych i dużych. Kolczastych i futerkowych.

"Nie przeżyjesz w pełni każdego dnia, jeśli nie zrobisz czegoś dla kogoś, 
kto nigdy nie będzie mógł ci za to zapłacić." ***

Podsumowując - "25 gramów szczęścia" to przepiękna i wzruszająca opowieść o więzi łączącej człowieka z jeżem. O wielkim oddaniu, opiece nad słabszym i bezbronnym zwierzęciem, o przyjaźni, poświęceniu oraz zaangażowaniu. Przesycona realizmem historia o dostrzeganiu tego, co mamy w środku, o pięknie chwili, przemijalności oraz odróżnianiu rzeczy błahych od tych naprawdę istotnych. Książka uderza w emocje, czy potrzeba większej rekomendacji?





* M. Vacchetta, Antonella Tomaselli, "25 gramów szczęścia", Quello, Wieliczka 2019, s. 82
** Tamże, s. 106
*** Tamże, s. 117





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...