Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 października 2022

Adrian Bednarek "Córeczki"

 
 
Autor: Adrian Bednarek
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2019
Liczba stron: 618
 
 
 
 
 
 
 
 
 
"Córeczki" Adriana Bednarka to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Książkę kupiłam podczas krakowskich targów książki w 2021 roku, kiedy hitem był przedpremierowy "Zapomniany". Ja wybrałam "Córeczki", choć niektórzy uważali, że to nie jest dobry wybór na "pierwszy raz". Czy tak jest w istocie?
 
 
Ewa i Pola. 
Dzieli je wszystko. Łączy trauma z przeszłości oraz wspólny cel. 
Chcą odnaleźć Stracha na Wróble, człowieka, który zniszczył ich rodziny i dzieciństwo. 

Ewa marzyła, by być policjantką. Jednak nie mogła zostawić matki samej i wyjechać do Szczytna. Została, założyła sklep, jednak czy jest spełniona i szczęśliwa? Ani życie służbowe ani prywatne nie są warte tego, by się nimi chwalić. Raz w miesiącu wraz z matką udaje się na cmentarz a w jej dawnym pokoju wciąż czeka tablica z tajemniczą zawartością.

Pola jest instruktorką pole dance. Gdy matka chciała nią sterować, szybko zaczęła żyć po swojemu. Choć nie do końca układa jej się mieszkaniowo i finansowo, próbuje zapomnieć o tym, że matka skazała ją na śmierć.
 
To Ewa odnalazła Polę. 
Ustaliły nazwisko człowieka, który odebrał im siostry i normalne życie. Teraz powoli, krok po kroku poszukują go. Nie jest to łatwe, są gotowe na wiele, tylko czy spodziewają się jak to się skończy?
 
 
 
Autor zaczął naprawdę mocnym Prologiem. Zimna lufa pistoletu przyłożona do główki małej dziewczynki... Pytanie skierowane do matki... Strach, łzy, krzyki lub cisza. Konieczność wyboru... I strzał! Miałam ciarki!
 
Dopiero później Adrian Bednarek opisuje nam życie swoich bohaterek. Każdej z osobna. A potem już razem - co robiły, co planowały, ich postępowanie zmierzające do osiągnięcia wspólnego celu. Ale są też sprawy, kiedy nie są wobec siebie szczere... Nie wszystko co wcześniej przeczytałam było też prawdą... Ale jeśli chodzi o zemstę - są doskonałe! Niezłe z nich charakterki...  

Czułam ogromne napięcie, kiedy wraz z bohaterkami uczestniczyłam w poszukiwaniach. Jak swoje odczuwałam ich rozczarowania i sukcesy, przeżywałam porażki i opatrywałam rany... Wciąż zastanawiałam się, co musiały czuć ich matki przed laty... I jakże różne było ich zachowanie... 
 
Najpierw rodzina Ewy a dziesięć lat później Poli. Dlaczego one? To wyjaśnia się w pamiętniku prowadzonym przez Stracha... Kim jest? Dlaczego to robił? Czy bohaterkom uda się go odnaleźć? I jak zakończy się ta historia? Najbardziej zaskoczył mnie jego motyw - co wydarzyło się w jego życiu?


Podsumowując - "Córeczki" to świetny thriller psychologiczny, który okazał się być doskonałym wyborem na pierwsze spotkanie z twórczością Adriana Bednarka. Trzymające w napięciu prywatne śledztwo, obsesja, trudne decyzje, zaburzone relacje, strach. Wspaniale wykreowane kobiece postacie, mężczyźni z tajemnicami a wszystko to z fabułą osadzoną w Częstochowie i dopieszczonymi detalami. Czułam się nie jak czytelnik a realny uczestnik wydarzeń. Świetna, polecam!




Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło (B), Pod hasłem, 52 książki

sobota, 11 czerwca 2022

Wywiad z Karoliną Hejmanowską, autorką "Miłość w rytmie punk rocka" - wywiad #24


Karolina Hejmanowska urodziła się w 1992 roku. Mieszka na Śląsku. Interesuje się historią (okresem II wojny światowej oraz historią PRL-u), psychologią oraz tematyką uzależnień. Zadebiutowała w sierpniu 2020 roku powieścią "Adres w sercu", zaś 11 maja 2022 została wydana już trzecia jej powieść - "Miłość w rytmie punk rocka". Klikając w niniejszy link zostaniecie przekierowani do moich recenzji książek Karoliny, zaś ona sama opowie Wam o swojej przygodzie z pisaniem.
 
 
 
ejotek: Kobiety-autorki pytane o to, jak zaczęła się ich przygoda z pisaniem odpowiadają często, że od pamiętnika. Czy podobnie było u Ciebie?

Karolina Hejmanowska: Tak, w tej kwestii nie jestem wyjątkiem. Moja przygoda z pisaniem pamiętnika rozpoczęła się dawno temu, w 2003 roku, byłam wtedy jedenastoletnią dziewczynką. Pierwszy wpis dotyczył wakacji w Szczawnicy. Spędziłam ten czas z dziadkami i z mamą. Ostatni wpis powstał, jeśli dobrze pamiętam, w 2017 roku. Jak widać, zapiski prowadziłam od dzieciństwa aż do dorosłości. Ostatni wpis dotyczył mojej malutkiej córeczki.

ejotek: W którym momencie nastąpił zatem przełom – zakiełkował pomysł, by napisać pierwszą książkę?

KH: Może Cię zaskoczę, ale nigdy nie marzyłam o napisaniu książki. Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Prowadziłam bloga muzycznego, zamieszczałam tam nowinki ze świata rocka i metalu, dodatkowo tworzyłam recenzje albumów muzycznych, których słucham obecnie, jak i tych, których namiętnie słuchałam w dzieciństwie, a do których, z racji sentymentu, z chęcią powracam. Jednak nadszedł dzień, w którym wszystko się zmieniło. Blog muzyczny przestał mi wystarczać, problem w tym, że nie wiedziałam, co powinnam dalej z tym zrobić. To był rok 2018; pewnego razu odwiedziła mnie koleżanka, taki sam mól książkowy jak ja, ale tamtego dnia podzieliła się ze mną informacją, która kompletnie zwaliła mnie z nóg. „Napisałam książkę” – wyznała. Po chwili ciszy udało mi się wypowiedzieć tylko dwa słowa: że co? [śmiech]. Nie miałam pojęcia, że pisze, a w tamtym okresie widywałyśmy się często, więc tym bardziej było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Zaczęła mnie namawiać, bym zrobiła to samo. Wyśmiałam ją. Ja i pisanie książek? To już zupełnie inna forma, to coś dużo bardziej skomplikowanego niż tworzenie krótkich informacji o nowinkach muzycznych lub dzieleniem się wrażeniami i opiniami dotyczącymi albumów muzycznych. Nie wierzyłam w siebie, nawet nie chciałam o tym słyszeć, ale koleżanka była uparta. Za każdym razem, przy okazji kolejnych spotkań pytała mnie, co zrobiłam w sprawie książki, jak mi idzie praca. Ale ja szłam w zaparte: nie potrafię, nie dam rady, nie podołam, to nie dla mnie. Twierdziłam, że nawet nie wiem, jak zacząć. „Ja zaczęłam od parującej kawy w kubku” – odpowiedziała [śmiech]. Z jednej strony bawiły mnie jej próby namawiania mnie do pisania, z drugiej irytowały. Nastał listopad. I wtedy coś się zmieniło. Postanowiłam jednak spróbować coś napisać. A jak już spróbowałam… poszło z górki. Na brak weny nie mogłam narzekać. Pracę nad „Adresem w sercu” rozpoczęłam w połowie listopada 2018 roku, a zakończyłam w maju 2019 roku.

ejotek: A kiedy już napisałaś „Adres w sercu”, co było dalej? Najpierw wysłałaś do wydawnictw czy może ktoś był testerem?

KH: Jedna z bliskich mi osób przeczytała tę historię, zresztą sama ją o to poprosiłam. To był mój pierwszy czytelnik. Chciałam sprawdzić, jaka będzie reakcja, jakie będą wrażenia, jak odbierze tę historię. Czy to, co stworzyłam jest w ogóle warte uwagi. Mimo, że to osoba bliska, wiedziałam, że mogę liczyć na szczerość. A jakby tego było mało, ta osoba w ogóle nie czyta książek. Niezłego kandydata sobie wybrałam, co? [śmiech]. Dodam, że to odbywało się w taki sposób, że wysyłałam fragmenty tekstu na maila tej osoby, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że „nie udźwignie” większej ilości tekstu. Jeszcze w trakcie tworzenia „Adresu…” wysyłałam maile z tekstem. Codziennie po trochu. I codziennie otrzymywałam wiadomości zwrotne. Co w nich było? Wrażenia, odczucia tej osoby. Wielką radość sprawiały mi wiadomości typu: „coś ty tu napisała, jak mogłaś, jestem zły, bo…” – rozumiesz? Nastąpiło uaktywnienie się emocji. A o to w książkach chodzi. Mają one być, ponieważ on dowodzą temu, że powieść nie jest nudna. Kiedyś nawet ta osoba przyznała, że pewne sceny poruszyły ją do tego stopnia, że czuła łzy pod powiekami. Dla mnie nie mogło być lepiej. Mężczyzna, który nie czyta, przeżywa istny wachlarz emocjonalny, a jest to spowodowane moją pierwszą książką. A te łzy to autentyk, kiedyś nawet byłam świadkiem, jak o tym komuś opowiadał nie wiedząc, że byłam świadkiem tej rozmowy. Gorąco mnie zachęcał do próby wydania tej książki i gdyby nie on, z pewnością bym tego nie zrobiła. Mimo jego świetnego przyjęcia, nie potrafiłam zrobić tego kroku, ale on zachęcał i zachęcał… Zwróć uwagę, że tak samo było z napisaniem książki: gdyby nie zachęta koleżanki, wręcz uparte namawianie mnie do tego, nic by z tego nie było. Niestety mam naturę pesymistki i takie wsparcie od bliskich jest w moim przypadku na wagę złota.

Jeśli chodzi o poszukiwanie wydawcy, wyglądało to następująco: z racji tego, iż debiutantowi jest z reguły trudniej zainteresować potencjalnych wydawców, moja koleżanka (ta sama, która napisała książkę), poleciła, bym skontaktowała się z Poligrafem. Wydanie u nich wygląda w taki sposób: płacisz – oni zajmują się drukiem oraz dystrybucją. Szkoda tylko, że nie zajmują się także sprawami związanymi z promocją, przez to informacja o moim debiucie nie zaistniała w świadomości masowego odbiorcy. Sama musiałam zająć się promocją: powysyłałam kilka egzemplarzy do blogerek (zresztą tak się poznałyśmy 😉), podano informację o książce w Punkowym Radiu Underground i… właściwie to tyle. Dodam, że wcześniej Poligraf zorganizował konkurs na książkę wartą wydania, a główną nagrodą było wydanie książki za darmo. Nie wygrałam, ale otrzymałam wyróżnienie, co także bardzo mnie ucieszyło, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego. Co prawda dzięki wyróżnieniu stworzono dla mnie darmowy baner reklamowy (jest opcja zamówienia go sobie, ale także za tego typu działania normalnie trzeba u nich zapłacić), ale właściwie co to zmieniło? Nic. Nie było odpowiedniej promocji, nad czym ubolewam, bo jestem bardzo zadowolona z tej historii. Ale zanim doszło do wydania, nie byłam w posiadaniu wystarczającej ilości pieniędzy i wtedy stwierdziłam, że porozsyłam tekst do tradycyjnych wydawców. I wiesz co? Pieniądze w końcu udało mi się zdobyć, podpisałam umowę z Poligrafem, a dzień później skontaktował się z mną mój obecny wydawca, czyli Novae Res, bo byli zainteresowani wydaniem „Adresu w sercu”. Szok przeplatał się ze złością i niedowierzaniem. Takie emocje się we mnie kłębiły. Oczywiście byłam zła na siebie za to, że nie poczekałam. Ale skąd miałam wiedzieć? Emocje w końcu opadły. W styczniu 2021 roku, gdy szukałam wydawcy dla „Miłości w rytmie punk rocka”, przypomniałam sobie tę sytuację z Novae Res. Napisałam do nich. Co ciekawe i zaskakujące zarazem, pamiętali tę sytuację z „Adresem w sercu”! Stwierdzili, że z chęcią zapoznają się z moją kolejną książką, poprosili o kilka tygodni cierpliwości. Ależ mi się ten czas dłużył! Jaka była odpowiedź, tego wyjawiać nie muszę. 😉

ejotek: Dlaczego spośród tylu możliwości wybrałaś na czas akcji swoich książek akurat lata 90.? Wszak wtedy byłaś małą dziewczynką…

KH: Bardzo lubię muzykę lat 90., chciałam, by moi bohaterowie byli ludźmi z kręgu subkultur. Oprócz tego, chciałam cofnąć się do czasów, gdzie młodzi ludzie nie siedzieli z nosem w smartfonach, nie korzystali z sieci internetowej, by spędzali czas aktywnie. Wehikuł czasu nie istnieje, więc chociażby w taki sposób, za pomocą mojej wyobraźni, chciałam się cofnąć do tamtych czasów. Ostatnia dekada XX wieku funkcjonuje w kręgu moich zainteresowań i nie chodzi mi tylko o muzykę. Polecam pozycję „Jak budowaliśmy kapitalizm. Pierwsze dziesięciolecie”. Lata 90. w pigułce, czyli: polityka, szkolnictwo, muzyka, seriale… oraz takie „kwiatki”, jak: „W Łodzi zorganizowano konkurs na największy nonsens. Konkurencja była duża. Typowano np. uchwałę tamtejszej Rady Miejskiej w sprawie opłat za przewozy promowe, choć w Łodzi żaden prom nie kursował, postawienie słupa na środku jezdni czy parking z zakazem parkowania”. [śmiech]

ejotek: Twoje dwie pasje to literatura i muzyka. Czy pisząc lub czytając jednocześnie słuchasz? 

KH: Podczas pisania sprzyja mi cisza. Może zaledwie kilka razy zdarzyło się, że założyłam słuchawki na uszy i włączałam muzykę punkową. Z reguły zasiadając do pisania, muszę mieć ciszę. Tak samo z czytaniem. Gdy czytam, nie słucham muzyki. Rozprasza mnie.

ejotek: Nie fascynuję się aż tak muzyką tamtego okresu tak jak Ty. Czy nie bałaś się, że inni mogą być znudzeni takim naciskiem na dzielenie się szczegółami w powieściach?

KH: Nie. W ogóle takie myśli nie przeszły mi przez głowę. Napisałam książkę tak, jak ją czułam, a jeśli przy okazji się komuś spodoba, to będzie mi bardzo miło. 😊

ejotek: Podobnie jak debiut, tak i „Miłość w rytmie punk rocka” skupia się na młodych ludziach, używkach, przyjaźni i miłości. Nie brak im problemów… Na ile sama wiesz, jak potoczą się ich losy? A może to oni zmieniają nieco Twoje plany względem ich życia podczas rozwoju akcji?

KH: Generalnie rzadko zmieniam plany pod względem akcji. Pomysły na dane sytuacje przychodzą mi do głowy na długo przed przeniesieniem je na… papier, chciałoby się rzec, ale korzystam wyłącznie z laptopa. 😉 Bywa też i tak, że pomysł pojawia się w trakcie tworzenia, na bieżąco. Bardzo rzadko „wyrzucam” dany pomysł lub zmieniam.

ejotek: Który z bohaterów „Miłości…” był Twoim ulubionym?

KH: To proste pytanie, ale tylko z pozoru. Nie mam pojęcia. Większość moich bohaterów darzę sympatią, jestem z nimi bardzo związana. Uwielbiam Julkę, jest urocza, cicha, nieśmiała i uczuciowa, ale lubię także Aleksa, którego styl ubioru zdaje się mówić „jestem niegrzecznym chłopcem” [śmiech], zresztą jego postawa do otaczającego świata także, ale przecież gdzieś głęboko w środku nie różni się od Julki. Jest dobry, wrażliwy, uczuciowy. Potrafi kochać całym sobą, czemu zresztą on sam się dziwi. W tym miejscu „oddajmy” głos samemu Aleksowi: „Nigdy nie posądziłbym siebie o to, że jestem w stanie wykrzesać z siebie takie pokłady uczuć”.


ejotek: Jak wyglądał proces tworzenia takich grubasków? Wszak trzeba bardzo dokładnie pilnować wieku bohaterów, ich pasji czy innych detali. Tworzysz tablicę z informacjami?

KH: Niczego nie zapisuję na boku. Wszystko mam w głowie. Jedyne, co robię przed otwarciem pliku z tekstem, to otwarcie strony z kalendarzem z przeszłych lat. Jak sama wiesz, jedno z miejsc akcji to szkoła. Musiałam dokładnie sprawdzać taki kalendarz, by wiedzieć, którego dnia wypadają dni nauki szkolnej, a kiedy dni wolne. Pisząc o zakończeniu roku szkolnego 1993/1994, szukałam informacji w sieci, którego dnia on wypadł. Dat i godzin w książce jest mnóstwo, dlatego możliwość wglądu do takiego wirtualnego kalendarza to sprawa priorytetowa.

ejotek: Jak się czujesz jako autorka trzech już wydanych książek?

KH: Szczerze? Są momenty, w których trudno mi uwierzyć, że wydałam już trzy książki. Inną kwestią jest to, że „Miłość w rytmie punk rocka”, czyli moja najnowsza powieść, jest promowana, obecny wydawca mi to zapewnił, więc jest to dla mnie absolutna nowość, co chwilę docierają do mnie informacje od blogerek, które nabyły książkę, by następnie napisać to, co o niej myślą. Tych osób jest coraz więcej, mój debiut nie mógł liczyć na takie zainteresowanie, ponieważ – jak już wcześniej wspomniałam – nie był promowany. I chociażby ten wywiad, którego Ci w tej chwili udzielam także jest dowodem na jakąś promocję. W tym kontekście to wszystko jest dla mnie nowością.

ejotek: A jakie masz plany na przyszłość? Kolejna książka?

KH: Owszem. Od wielu miesięcy pracuję nad kolejną historią. Zdradzę, że porzucam lata 90., czas akcji będzie nieco inny.

ejotek: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów!

KH: Ja również. 😊 Dziękuję. 😊

 

Zdjęcia z archiwum autorki

środa, 11 maja 2022

"Miłość w rytmie punk rocka" Karoliny Hejmanowskiej - dziś premiera! - patronat


11 maja 2022 to dzień długo wyczekiwanej premiery powieści młodej pisarki, Karoliny Hejmanowskiej.
Zadebiutowała książką "Adres w sercu" (sierpień 2020), później wydała drugą część tamtej historii a teraz macie możliwość poznać jej najnowszą historię - "Miłość w rytmie punk rocka". To opowieść o miłości, muzyce, bogactwie i biedzie, alkoholizmie i przemocy a przede wszystkim ogromnej sile przyjaźni. Ponad 870 stron przejmujących wydarzeń.

Zresztą najlepiej będzie jeśli przeczytacie moją recenzję - TUTAJ
A potem samą książkę, gwarantuję Wam, że recenzja nie zepsuje Wam niespodzianek a powieść sprawi, że nie będziecie się nudzić. Nie będziecie mieli również pewności co do zakończenia :)

Jeśli macie ochotę mieć ten tytuł na własność wypatrujcie posta konkursowego!

wtorek, 26 kwietnia 2022

Karolina Hejmanowska "Miłość w rytmie punk rocka" - przedpremierowo - patronat

 
 
 
Autor: Karolina Hejmanowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 11 maja 2022
Liczba stron: 874
 
 
 
 
 
 
 
Karolina Hejmanowska zadebiutowała powieścią "Adres w sercu", która była historią o młodzieży, miłości i subkulturach muzycznych. Dokładnie na tej samej półce można postawić "Miłość w rytmie punk rocka" gdzie już sam tytuł wskazuje, o czym chciała nam opowiedzieć młoda autorka. A do przekazania miała wiele, bowiem powieść ma ponad osiemset siedemdziesiąt stron.

 
Śląsk, lata 90.
W budynku katowickiej szkoły średniej mieści się zarówno liceum jak i szkoła zawodowa, gdzie na kierunku górnik kształcą się Adrian i Aleks - od przedszkola darzący się braterską miłością. Obaj jedynacy nie lubiący się uczyć, uwielbiający wagary, bowiem wybrali ten kierunek z braku lepszego pomysłu. Adrian jest członkiem zespołu muzycznego, z którym chciałby coś osiągnąć, zaś Aleks... to patologia. Kilka lat temu stracił matkę, o której śmierć obwinia go ojciec, obecnie alkoholik z ciężką ręką. Chłopak jest często głodny, pobity a niejednokrotnie również naćpany.
 
Swoje frustracje Aleks lubi wyładowywać na słabszych i bojących się go uczniach - niestety jego wybór padł na Julkę, córkę reżysera, która przeprowadziła się do Katowic z Warszawy. Ona również jest wychowywana tylko przez ojca, z tą różnicą, że on nie pije, ale liczą się dla niego pozycja, pieniądze i wygląd. Właściwie to trzyma córkę w złotej klatce i nie pozwala na rzeczy, których pragnie każda nastolatka. Dodatkowo sam chciałby znaleźć jej męża z wyższych sfer i bardzo długo nie będzie w stanie zrozumieć jakie tak naprawdę są jego wybory...

W trudnych chwilach Julia może liczyć na swoją przyjaciółkę Anitę, która ma umiejętność ratowania jej przed Aleksem... Tylko dlatego, że w dzieciństwie przyjaźniła się z Adrianem i Aleksem... Śmierć matki tego ostatniego wiele jednak zmieniła...

Jak można się domyślić zamożna, skromna, poukładana i wrażliwa córka reżysera ze swoją nieśmiałością i naiwnością idealnie pasuje na ofiarę dla zbuntowanego punkowca. Nie potrafi się mu postawić, nie jest w stanie bronić. Jak gorzkie pigułki przełyka słowa słyszane z ust tego wysokiego chłopaka... 
Wszystko zmienia się w chwili, gdy Aleks ratuje jej życie... Tamta chwila będzie bardzo mocno rzutowała na ich przyszłość, decyzje i wybory. Co wydarzy się w ich życiu? Czy ich relacja zmieni się na pozytywną? 


Możecie mi wierzyć, ale opisane przeze mnie wydarzenia to dopiero początek... Karolina Hejmanowska napisała powieść giganta, w której poznajemy naprawdę spory kawał historii życia bohaterów. Zostali oni nie tylko świetnie scharakteryzowani, ale i zmuszeni do odsłonięcia przed czytelnikiem swojej traumatycznej często przeszłości. Dzięki temu bardzo łatwo było poczuć sympatie i antypatie. O ile Julkę czy Anitę można szybko polubić (choć w przypadku Julii często denerwowało mnie jej wycofanie i strach o byle co), Adrian też w zasadzie jest bohaterem w większości nie sprawiający problemów, by można go potępiać za wybory, to już Aleks jest istnym kameleonem! Początkowo jest postacią typowo negatywną. Nie ma powodu, dla którego można go lubić, choć niewątpliwie fakt, że stracił matkę i jak traktował go ojciec może wywołać poczucie żalu. Jednak z czasem dostrzegamy jego dobre serce, ukryte głęboko przed światem i samym sobą. 
 
Życie jednak nie pozwoliło mu na bycie dobrym chłopcem. Powieść jest właściwie sinusoidą - grzeczny, ułożony, zakochany i tryskający dobrą energią kontra wściekły, nabuzowany, pijany i rozrabiający. 

Autorka nie pozwala na nudę, pomimo takiej objętości lektury - wciąż przeżywamy wzloty i upadki bohaterów, ich rozstania, powroty, tworzenie dystansu i ponowne ocieplenie relacji. Związki, zdrady, gwałt i próba samobójcza, pierwsze zbliżenia, bogaci kontra biedni oraz wiele traum, które nieoczekiwanie zmieniły całkowicie bieg tej opowieści, która nie jest słodką bajką dla lolitek ani piękną opowieścią o miłości bez granic... Często zaciskałam kciuki, zęby i pięści - ze złości, napięcia, stresu.
 
Jedynie chwilami miałam wrażenie, że Hejmanowska przesadziła z ilością wydarzeń, mogła odpuścić kilka wątków i podarować te pomysły innym postaciom, w kolejnej książce, bowiem "Miłość..." nic by na tym nie straciła a byłaby przystępniejszych rozmiarów :) Zwłaszcza, że przy takiej ilości zdarzeń, nie sposób na koniec pamiętać każdej sytuacji a jedynie zarys i wynikające z tego decyzje.

Przyznaję, że zarówno język, dialogi, jak i całokształt fabuły wypadają mocno na plus. Książka wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Pragnienie poznania dalszego ciągu jest ogromne, bowiem jak to w młodych głowach - wciąż pojawiają się nowe pomysły, które nie zawsze wychodzą na dobre... Wiele scen i wynikających z tego wydarzeń mnie zaskoczyło i zupełnie nie mogłam być pewna zakończenia... Ale tak, podobało mi się :)
 
 
 
Podsumowując - "Miłość w rytmie punk rocka" to pełna pasji, przyjaźni i miłości opowieść, która trzyma w napięciu i zaskakuje. To właśnie w tej historii znajdziecie pełen wachlarz uczuć - od pozytywnych poprzez obojętne aż do negatywnych. Strach, litość, odrzucenie, złość, zemsta i nienawiść, próba zrozumienia swoich błędów, zdrada, poronienia, potrzeba akceptacji, ojcowie nie potrafiący odnaleźć się w swojej roli, upokorzenie - to tylko kilka słów-haseł, jakimi mogę zachęcić Was do lektury tej książki. Jednak nie sposób opisać ją w tak krótkiej recenzji, by nie zdradzić Wam zbyt wiele psując tym samym niespodzianki autorki. Polecam!



 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 

środa, 27 października 2021

Anna Dąbrowska "Nasza melodia"

 
 
 
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15 października 2021
Liczba stron: 306
Cykl: Płomienie tom 4
 
 
 
 
Czy nieszczęście da się przekuć w coś pozytywnego? W pasję? 
Czterech członków zespołu Płomienie, który już nie istnieje, ale w Szwecji był niezmiernie popularny, udowodnili, że tak.
Każdy z nich pokonał wiele trudności. Każdy zostawił coś za sobą i ruszył drogą kariery. Po Kubie, Aleksie i Kosmie tym razem przyszła pora na historię Daniela.
 
 
Daniel Zasada w wyniku upadku z drzewa złamał rękę i miał ogromne problemy, by poruszać palcami. Pewien lekarz kazał je ćwiczyć wbrew wszystkiemu podczas gry na organach. Sposób przyniósł zamierzony efekt i z każdym dniem w chłopcu rodziła się pasja... Jednocześnie rodziła się też niechęć do rudowłosej sąsiadki Rity, kiedy dziewczynka podziwiała jego grę a on jej dokuczał.

Teraz, po latach pobytu w Szwecji, Daniel przyjechał do Polski na wakacje. Jednak nie był przygotowany na niespodzianki, które na niego czekają.
Ze strony rodziców, głównie matki.
Ze strony spotkanej ponownie Rity, która wypiękniała i prowadzi klub. Jednak w jej oczach widać smutek. Dlaczego?

Choć oboje się przed tym wzbraniają i tłumaczą sobie, że nadal się nie lubią, to wyczuwalne są iskry przeskakujące między ich ciałami, ustami.
Dziewczyna wciąż jednak go odpycha... Gdy Daniel musi ratować ją przed pewnym facetem, Rita wyjawia mu swoją tajemnicę. W obliczu tego, co się wydarzy można by sądzić, że dobrze zrobiła... Tylko czy to prawda? Co musi się wydarzyć, by ją wyznała?
 
Fabuła łączy się z poprzednim tomem w chwili, gdy Rita ogląda finał "Szczęśliwej Czwórki" i występ Oksany. Co wydarzyło się później? Koniecznie sprawdźcie! 
 
 
Słowa mogą ranić.
Na prawdziwych przyjaciół można liczyć w każdej sytuacji.
Lepiej pozbyć się luksusów, ale odciąć się od bolesnej przeszłości.
Trudno wybaczyć bliskim niektóre wydarzenia.
Bohaterowie są totalnie różni, ale wszyscy kochają muzykę.
W życiu najważniejsze są miłość i szacunek do samego siebie.

W najnowszej powieści Anny Dąbrowskiej nie brakuje emocji, muzyki, przejmujących historii i chwil trzymających w napięciu. Wielokrotnie zaciskałam kciuki za bohaterów, często mnie zaskakiwali. Jeśli mam być szczera, to ta ostatnia część cyklu była dla mnie chyba najmniej poruszająca. Ani z Danielem, ani z Ritą nie zżyłam się tak, jak z wcześniejszymi postaciami serii. Owszem, wydarzenia głównie z jej życia mocno mnie zszokowały, ale jak na całą książkę to nieco za mało. Podobała mi się końcówka, w której cały zespół zbiera się ponownie i można było dowiedzieć się co słychać w poszczególnych związkach.

Chyba nie lubię ostatnich tomów serii. Nie lubię żegnać się z bohaterami. Tak wiele wspaniałych momentów wraz z nimi przeżyłam. W uszach nadal dźwięczą mi Wasze melodie i historie Waszych serc.


Podsumowując - "Nasza melodia" to opowieść o frustracji, samotności i ryzyku, o dostrzeganiu prawdziwej głębi w innych, o leczniczym działaniu muzyki i walce o marzenia. To dowód na to, że nawet osoby o ciętym języku i ostrym charakterze mogą dać się oszukać, mogą nie udźwignąć presji i ugiąć się pod szantażem. To przede wszystkim historia o muzyce, miłości i przyjaźni. Polecam Wam tę i poprzednie powieści z serii 'Płomienie'.
 
 
 
"Nasza melodia"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  



czwartek, 19 listopada 2020

Anna Dąbrowska "Czas na ciszę"


 
 
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 12 listopada 2020
Liczba stron: 364
Cykl: Płomienie tom 3
 
 
 
 
 
Cykl 'Płomienie' Anny Dąbrowskiej jest przepełniony emocjami i muzyką. W każdy tomie autorka opisała losy jednego z byłych członków zespołu Lagor, działającego niegdyś w Szwecji. Po rozpadzie każdy z młodych mężczyzn poszedł swoją drogą... W "Odlecimy stąd" poznaliśmy losy gitarzysty Jakuba, "W deszczu" opisane zostały losy perkusisty Aleksa, przyszedł czas na wokalistę, którym jest Kosma. Co przyniesie tom czwarty? Po lekturze trzeciego już się boję...


Kosma jako jedyny z byłych członków zespołu pozostał w Szwecji. Ukrywa się tam przed szumem medialnym, jaki rozpętał się wbrew jego woli. On marzy o spokoju i chce uwolnić się od przeszłości.
Jednak jego kumpel Pepe ma super propozycję - wolny fotel jurorski w konkursie muzycznym... Jednak Szanowny Pan Samgaiło musiałby ruszyć się z bezpiecznej kryjówki do Warszawy... A to niesie ze sobą możliwą konfrontację z rodziną, czego Kosma pragnie uniknąć... Dlaczego?

Tajemniczy, władczy, pewny siebie, bogaty i z ciętym charakterem mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z dziewczyną, która poraża głosem. 
 
Biedna i żyjąca w cieniu innych półsierota musiała zrezygnować z wymarzonych studiów, podjąć pracę na nocną zmianę, by pomóc ojcu w opiece nad ciężko chorym bratem. Oksana ma niewiele wolnego czasu, jednak stara się poświęcać go innym. Jej marzeniem jest, by brat miał przeszczep, jednak nie stać ją na taki luksus. Każdego dnia martwi się o jego zdrowie patrząc jak cierpi. Dlatego kwalifikacja do programu "Szczęśliwa czwórka" daje dziewczynie nadzieję, że wygrana pozwoli na uratowanie Tomka.

Jednak Oksi jest dziewczyną spokojną, ufną, radosną mimo życiowych przeszkód, z marzeniami. Czy będzie w stanie odnaleźć się w grupie najbardziej irytującego i mrocznego jurora wokalnego talent-show? Czy on nie zmrozi jej serca? Czy uda jej się oczarować go głosem?  

Gwarantuję Wam, że to będzie bitwa na głosy!
I ONA i ON potrafią śpiewać. 
Zaczarować.
Uwieść.
Zahipnotyzować.
I wiem to tylko z czytanych słów.


Anna Dąbrowska tak opisała ich głosy, że nawet bez dźwięku byłam w stanie się w nich zakochać. Szkoda, że nie dołączono płyty...
 
Kim Kosma stanie się dla Oksany? Trenerem? Przyjacielem? Partnerem? Nauczycielem? A może kimś więcej?
A przede wszystkim jak zakończy się ta historia? Cóż, finał jest typowy dla Ani - zaskakujący dla mnie.
 

Autorka nie tylko wyśmienicie opisała głosy, by czytelnik poczuł je do głębi. Zrobiła jeszcze jedną niesamowitą rzecz - od samego początku powieści zawładnęła moim sercem, duszą i rozumem... EMOCJAMI! "Czas na ciszę" jest ich pełen. Tutaj każde wydarzenie, słowo, spotkanie czy gest jest opisany w tak przejmujący sposób, że wielokrotnie miałam w oczach łzy a na rękach 'gęsią skórkę'. 
 
Jak dla mnie to bezapelacyjnie najlepszy jak dotąd tom cyklu 'Płomienie', który na długo pozostanie w pamięci. Tych emocji się nie zapomina. Czuję się jak przejechana walcem... W każdą stronę wnikałam w całości, każdy wers czułam jak powiew wiatru ciepłego lub zimnego w zależności od opisanych tam wydarzeń.
 
 
Podsumowując - "Czas na ciszę" to opowieść o tragedii sprzed lat i rodzinie, która nie potrafiła zrozumieć, kto wtedy zawinił. O rezygnacji z marzeń, dla dobra innych. O nieszczęśliwej miłości mylonej z przyjaźnią, walce o ratunek dla najbliższej osoby, śmierci ukochanej osoby, poświęcaniu codzienności dla ciężko chorego, a także o cierpieniu, bólu, strachu, chęci do życia i bezsilności. Historia, która wbija się w serca zazdrością, pojednaniem, wybaczeniem, samotnością i smutkiem. Przejmująca, prawdziwa, ze zwykłymi bohaterami, którzy wcale nie mają lekko i nie pijają ptasiego mleka (nawet Kosma, bo choć ma kasę to tylko powierzchownie jest panem losu). Z całego serca polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję Autorce

sobota, 26 września 2020

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Wybaczenie"


 
 
 
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2014
Liczba stron: 232
Seria: Łatwopalni tom 3
 
 
 
 
 
 
Poranieni, przytłoczeni przeszłością i tym, co niosła, musieli się przebudzić, by zrozumieć co w ich życiu jest ważne. Co może lub będzie stanowiło o tym, czy będą szczęśliwi. Czy podejmą właściwe decyzje i zwrócą się ku tym, na których mogą liczyć. Czy sobie wybaczą? Pół roku po akcji z "Przebudzenia" mamy okazję zawitać ponownie w życiu Moniki, Sylwii, Jarka, Berniego, Grześka i Doroty.

By nie psuć Wam radości z lektury, nie zdradzę zupełnie nic konkretnego z fabuły. A dzieje się sporo, by jak przystało na ostatni tom serii, nie było zbyt cukierkowo. Na pierwszym planie "Wybaczenia" znajdują się trzy - wspomniane przez mnie wcześniej - pary, prymu już nie wiodą Monika z Jarkiem. Nasza uwaga jest podzielona na trzy wątki i każdy dostarcza emocji. 
W czasie gdy jedni planują ślub, inni się rozwodzą.
Gdy u pierwszych remont domu zbliża się do finału, u drugich strach o życie przyćmiewa wszystko a u trzecich dochodzi do rękoczynów.
A młode pokolenie wnosi powiew świeżości i humor w zagmatwany świat dorosłych.
 
 
Źli ludzie, zemsta, nienawiść i ból nieustannie towarzyszą bohaterom. Każdego dnia muszą walczyć o swoje, wspierać przyjaciół i dbać o bezpieczeństwo dzieci, niezależnie od ich wieku. Uczą się budować nowe relacje, ryzykują, przeżywają pierwsze zauroczenia i dojrzałe uczucie. Wiążąc się z drugim człowiekiem pamiętają o tym, że przyjmują na siebie większą odpowiedzialność niż dotychczas. Czy wszyscy poradzą sobie z nowymi sytuacjami, które przygotował dla nich los? Czy stracony czas można nadrobić? Jak wiele zaskoczy nas w tym tomie? Czy każdy wątek zakończy się szczęśliwie? A w którym "trupy" będą się ścieliły - dosłownie lub w przenośni?

Moim numerem jeden tej serii pozostanie chyba tom drugi, jednak niniejszy również wielokrotnie mnie zaskoczył. Autorka poruszyła wiele ważnych życiowo tematów. Jest samotne macierzyństwo, zagrożenie poważną chorobą, rozwody, patologiczne dzieciństwo, oswojenie się z ojcostwem od razu nastoletniej córki, a także sekrety i tajemnice z przeszłości. Są też sytuacje, w których tracimy coś, na rzecz pozyskania czegoś innego, może cenniejszego...

W książce znajdziemy dowód na to, że człowiek musi czasem dostosować się do okoliczności, ale przede wszystkim należy pamiętać o tym, by najpierw wybaczyć SOBIE a dopiero później oczekiwać tego od innych. Choć jak wiadomo, trudno jest przyznać się do błędów przeszłości, której się wstydzimy. To powieść o przeszkodach, które najlepiej pokonuje się razem oraz o tym, że nigdy nie wiemy jak ułoży się nasze życie, dlatego warto walczyć o każdą szczęśliwą godzinę i się z niej cieszyć.

Jako bardzo przyjemny bonus otrzymujemy też nieco więcej Lukasa, niż w poprzednim tomie. Jego działalność to z kolei przykład odkupienia win.
 


Podsumowując - "Wybaczenie" to szybko czytająca się powieść, w której radość i miłość mieszają się z nienawiścią, strachem, obawami czy wątpliwościami. Historia pełna namiętności, szczerości, zaufania, wściekłości i przeciwności losu, ale i wspólnych marzeń i planów, na których cieniem kładzie się ukrywanie prawdy, bolesna przeszłość czy wieloletni ciężar noszony w sercu. Warto zakończyć nią lekturę serii 'Łatwopalni'.
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki

środa, 22 lipca 2020

Anna Dąbrowska "W deszczu" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 24 lipca 2020
Liczba stron: 342
Cykl: Płomienie tom 2




Anna Dąbrowska-pisarka czuje chyba więź z Anną Dąbrowską-piosenkarką, ponieważ często w jej powieściach pojawia się motyw muzyki. Niezmiernie klimatyczna okładka wskazuje, że tym razem bohater lub bohaterka zabierze nas w świat gry na perkusji. A jaka fabuła czeka nas poza nią? I przede wszystkim jaki będzie finał u "Mistrzyni Niepewnych Zakończeń"?


"Deszcz to woda, która jest niezbędna do życia. (...) Dzięki niemu czułem się naprawdę dzieckiem (...). Coraz mniej ludzi lubi deszcz, ale oni nie wiedzą, co jest dobre. Wolą mieć suche ubrania i puste serca. Ja wolę mieć mokre ubranie i pełne serce." *


Aleksander Jabłoński po rozpadzie zespołu, w którym grał na perkusji wraca do Polski. Nie żal mu pozostawionej w Szwecji 'przyjaciółki', wraca do domu nad jeziorem, gdzie drzemią jego demony z dzieciństwa. Chce się z nimi zmierzyć i spróbować zbudować swoją przyszłość, wszak ma dopiero dwadzieścia pięć lat. Zarobione w Szwecji pieniądze chce przeznaczyć na otworzenie swojego biznesu. Choć nie jest pewny własnych emocji, wraca do rodzinnego domu, gdzie Borys (jego ojciec) mieszka z nową rodziną - Katarzyną oraz małym Maksem.

Wspomnienia czy może raczej demony uderzają w Aleksandra ze zdwojoną siłą. Przypomina sobie, że jako ośmiolatek musiał pożegnać się z przyjacielem Jasiem, musiał też zmierzyć się z kłótniami rodziców oraz płaczem mamy, która w dniu jego dziewiątych urodzin spadła schodów. Nie rozumiał dlaczego rodzice krzyczą, ani co tak naprawdę się stało... Dopiero z czasem pojął, czego był świadkiem. Jego dzieciństwo było naznaczone mnóstwem obowiązków, łącznie ze sprzątaniem po wiecznie pijanym ojcu, który zmienił życie syna w piekło. 

Na szczęście miał swoją muzykę.
Swoją perkusję.
Swój świat.
I swoje marzenia.

To dzięki nim budził się każdego ranka.
Dzięki nim ćwiczył wiele godzin.
Wiedział, że to jego przyszłość i warto o nią walczyć. Powalczyć musi również o rozwikłanie zagadki sprzed dziesięciu lat, kiedy to zniknęła Kayla, dziewczyna z sąsiedztwa, która była jego pierwszą i jedyną prawdziwą miłością. Jaka prawda stanie się jego udziałem w każdej z nierozwikłanych spraw? Czy po wyjaśnieniu wszystkiego będzie mógł zacząć wszystko od nowa?


W życiu Aleksandra bardzo ważną rolę odgrywa nie tylko muzyka, ale również deszcz.
W deszczu pochował Mamę.
W deszczu poznał Kaylę.
W deszczu się zakochał.
W deszczu ją pocałował.

Aleks nie boi się deszczu, dużo bardziej niewypowiedzianych słów, sekretów i tego, co zostało przed nim na lata owiane tajemnicą. Boi się niepewnej przyszłości, boi się tego co ukrywają Łuczakowie, boi się prawdy o swoim ojcu.


"...deszcz zmywa z nas wszystkie troski. Moczy ubrania, ale wypełnia nasze serca radością. (...) Skoro nie roztopi nas deszcz, a w naszych policzkach nie pozostaną korytarze wydrążone przez łzy, jesteśmy prawie nieśmiertelni." **


Anna Dąbrowska stworzyła historię z kilkoma płaszczyznami czasowymi, które opowiadają historię Aleksandra. Opowieść nie jest chronologiczna, co sprawia że nie zawsze znamy przyczynę lub skutek decyzji bohaterów. Książka zaczyna się bowiem od pytań i niewiadomych a tak naprawdę od środka, czyli od pobytu Alka w Szwecji. Dopiero później autorka pozwala nam naprzemiennie poznawać jego przeszłość oraz walkę o przyszłość. A żeby napięcie rosło, Dąbrowska dawkuje nam informacje dotyczące przeszłości - są to właściwie strzępy.

Początkowo akcja skupia się na Aleksie i przyznaję, że kiedy była mowa o szczegółach gry na perkusji, pojawiały się pozycje, techniki czy specjalistyczne słownictwo czułam się znużona (i to dla mnie jedyny minus tej książki), jednak gdy wątek Kayli jest coraz częstszy i szerszy a na jaw zaczynają wychodzić wszelakie sekrety nie mogłam się oderwać od lektury.

Moim zdaniem styl autorki zmienił się nieco względem poprzednich książek, jest bardziej dojrzały, poważny, konkretny, bez zbędnych słów kieruje nas na ścieżki, którymi podążali wcześniej bohaterowie. Ania wie jak zbudować klimat w scenach zbliżeń, wie jak poruszyć sercem, gdy komuś dzieje się krzywda, wie jak zaintrygować a nawet jak 'wywieźć w pole' z przypuszczeniami a tym bardziej nie pozwala odgadnąć, jak zakończy się to opowieść. Jednym słowem - "W deszczu" jest pełne emocji.


"W deszczu nie było widać naszych wad (...) Dlatego deszcz łączył, a nie dzielił." ***


Podsumowując - "W deszczu" to poruszająca historia o walce - o siebie i o marzenia. O zniszczonym życiu, alkoholizmie, postrzępionym sercu, błędach i traumie. Opowieść o życiu chłopca, na którego zbyt wcześnie spadły obowiązki; który przeżył tak wiele a nie zabrakło mu chęci, by stać się kimś. Jest to książka o ucieczce od wspomnień, kłamstw, demonów, o ciężkiej pracy, wytrwałości, utraconym szczęściu oraz plusach i minusach sławy. Nie sposób pominąć sens życia, dylematy czy rany z przeszłości oraz utratę życiowego celu. Tej powieści nie da się szybko zapomnieć - gorąco polecam!


* 14%
** 68%
*** 69%


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC (psy), 52 książki




Za książkę dziękuję Autorce

wtorek, 17 marca 2020

"Odlecimy stąd" Anny Dąbrowskiej - premiera już dziś!

Dziś nie będzie recenzji
Dziś nie będzie żadnych podsumowań
Dziś jest premiera najnowszej książki Anny Dąbrowskiej "Odlecimy stąd"!

Zapamiętajcie ten dzień - 17 marca 2020 - zachęcam Was do zapoznania się z pierwszym tomem cyklu 'Płomienie' wydanym przez Wydawnictwo Novae Res.




Oficjalny opis:

Dziewiętnastoletnia Delfina nie jest typową nastolatką. Pracuje w warsztacie swojego dziadka, nie ma przyjaciół, a jej największą pasją jest muzyka. W dzieciństwie porzucona przez matkę, dziewczyna uparcie pielęgnuje w sercu strach przed odrzuceniem i nie zamierza nawiązywać bliższych relacji z ludźmi. Wszystko zmieni się, gdy do jej małego, zamkniętego świata wkroczy poznany przypadkiem były gitarzysta popularnego zespołu. Wkrótce okaże się, że początkowa niechęć do mężczyzny przerodzi się w fascynację, a Delfina, wbrew swoim zasadom, zacznie się przed nim otwierać...
Czy tych dwoje życiowych outsiderów, których dzieli absolutnie wszystko, począwszy od różnicy wieku, a skończywszy na… jego żonie i dziecku, będzie w stanie pokonać swoje lęki i dać sobie szansę na prawdziwe uczucie?


Zaintrygowani?


Moją recenzję znajdziecie pod tym linkiem TUTAJ


Ktoś już czytał? [Jak wrażenia?]  
Ktoś zamierza?  [Kiedy zakup?]
Ktoś ustawił się w kolejce w bibliotece?  [Zasugerowaliście zakup tego tytułu?]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...