Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Zofia Ossowska "Pensjonat Samotnych Serc"





Autor: Zofia Ossowska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: lipiec 2020
Liczba stron: 384






Ludzie nieszczęśliwi często powracają myślami do przeszłości i próbują odnaleźć ten moment, to wydarzenie, tą decyzję, kiedy się pogubili, kiedy źle wybrali życiową drogę. Zastanawiają się wtedy czy gdyby dokonali innego wyboru, byliby szczęśliwsi... Tylko że takie "gdybanie" po fakcie niewiele zmienia. Zapraszam Was na Mazury, gdzie takich rozmyślań wiele unosi się w powietrzu.



"Nie warto męczyć się z kimś, przez kogo jesteśmy nieszczęśliwi." *

Wiesława Kasiuk nie dała się namówić rodzicom do opuszczenia ojcowizny, jej dom od zawsze był w pobliżu jeziora Mamry i tak miało pozostać. Gdy odszedł ukochany mąż postanowiła, że nie chce spędzić starości samotnie. To właśnie wtedy powstał Pensjonat Samotnych Serc, w którym Wiesia przyjmowała tylko i wyłącznie ludzi ze złamanymi sercami. Swoją dobrocią, cierpliwością i serdecznością gospodyni leczy zranione dusze; również popisową szarlotką!

Pewnego dnia w progu jej Pensjonatu zjawia się Matylda Jaśmin, analityczka finansowa z Warszawy. Kobieta wciąż ze strachem ogląda się za siebie, boi się nawet odbierać połączenia telefoniczne. Do ostatniej chwili nie wiedziała czy ucieczka od męża się powiedzie. Chciał ją stłamsić, uzależnić, poniżyć i odseparować od znajomych. Zależało mu na kontrolowaniu jej i udowodnieniu, że jest słaba i bezbronna. W najważniejszych, ale jednocześnie najtrudniejszych chwilach, nie było go przy niej. Matylda nie wie jak to się stało, że z ideału - za jakiego go uważała - stał się damskim bokserem.


"Nie zawsze da się jednak przewidzieć, że ktoś nam najbliższy nie jest tym, za kogo go uważamy, Że pewnego dnia zdejmie maskę i odsłoni swoją prawdziwą twarz. Obcą, budzącą w nas lęk..." **


Pani Wiesia o gołębim sercu oraz kojące otoczenie łąk i lasów sprawiły, że Jaśmin zaczęła się otwierać i po wielu łzach wypłakanych w poduszkę, opowiedziała gospodyni swoją historię. A nie jest ona łatwa i bezbolesna; wstrząsnęła nawet panią Kasiukową, która przecież podobnych opowieści wysłuchała już wiele. Matylda cofnęła się do czasów swojej pierwszej miłości, wyraziła też żal, że nie doceniła mężczyzn, którzy na nią zasługiwali i dlatego spotkała ją kara w postaci tyrana Wojtka. Opowiedziała też jak go poznała i kolejne etapy zmian człowieka, z którym żyła. Mati zdaje sobie sprawę, że teraz czeka ją najtrudniejszy moment - by się nie poddać, nie ugiąć, nie wrócić i ponownie nie dać sobą pomiatać. Czy pośród mazurskich łąk znajdzie wsparcie? Kto najbardziej pomoże jej w trudnych chwilach? Jak zakończy się ten wątek?

W powieści poznajemy nie tylko historię kobiet - Wiesi i Matyldy, ale również Artura Kasiuka - syna gospodyni. Mężczyzna od początku jest zamknięty w sobie, gburowaty i stroniący od ludzi. Jaka tragedia spotkała tego trzydziestopięcioletniego człowieka? Bardzo długo kazał czytelnikowi czekać na wyznanie prawdy. Przeczucia mnie nie myliły...


"Nie ma sensu być z kimś na siłę. Samotność wcale nie jest taka zła." ***


Zofia Ossowska już po raz drugi zabrała mnie w przepiękną podróż. Podróż w głąb człowieka, jego uczuć, pragnień, tragedii i bolesnej przeszłości. Znów udowodniła, że czas akcji nie jest najważniejszy, niezależnie od tego w jakim miejscu historii umieści swoich bohaterów to i tak czytelnik zatraci się w lekturze. "Pensjonatu Samotnych Serc" nie można czytać bez emocji. Nie wierzę bynajmniej, że ktoś tak potrafi. Podczas każdej z opowieści, wraz z narratorami przeżywałam ich smutki i radości; zaciskałam pięści ze strachu o ich los, życie, zdrowie. Zastanawiałam się, kim trzeba być, jakim "gatunkiem człowieka", by w taki sposób traktować innych i z premedytacją się nad nimi znęcać. Myślałam też o tych chwilach, gdy bohaterowie tracili bliskich i z różnym skutkiem próbowali uporać się z żałobą.

Autorka prowadzi narrację naprzemiennie - w teraźniejszości i przeszłości poszczególnych postaci, które doskonale nakreśliła. Myślę, że każdy z nas chciałby się znaleźć w tym magicznym miejscu, by pozbierać się po traumie, zapomnieć o smutku i zaleczyć rany pod okiem wróżki Wiesi. Podoba mi się pomysł na fabułę, na historie życiowe bohaterów, uwielbiam realizm w stylu Ossowskiej, która każdym zdaniem zabiera w inny świat - totalnie odcinałam się od rzeczywistości i przenosiłam do mazurskiej wsi. Dlatego bardzo cieszy mnie fakt, że to nie koniec. Zaskakujący finał powieści zwiastuje nie mniej emocji w dalszym jej ciągu, który obiecała autorka.

Moją uwagę przyciągnęły jedynie dwie rzeczy, jeśli chodzi o negatywy książki - zupełnie nie rozumiem jej podziału na części, nic to nie wnosi do odbioru lektury, nie oddziela mocno zróżnicowanych okresów czy wydarzeń. Autorka mocno nadużywała również określania bohaterów ich nazwiskami, wprawdzie nie rzutuje to na wysoką jakość powieści, ale uważam, że była lepsza alternatywa.


"Dwoje wojowników, którzy postanowili stawić czoła bolesnym przeżyciom i zawalczyć o szczęście. Cierpienie, które przez ostatnie lata niszczyło oboje od środka, połączyło ich ze sobą." ****


Podsumowując - "Pensjonat Samotnych Serc" to naprawdę wyróżniająca się pośród innych obyczajówek książka. Jest przepełniona przykrymi doświadczeniami, żalem, bólem, rozpaczą i wyrzutami sumienia; toksyczne relacje wiodą tutaj prym a żałoba, depresja i poronienia jeszcze bardziej uwierzytelniają przeżycia bohaterów z krwi i kości. Znajdziemy tutaj również motyw miłości do zwierząt, pielęgnowania pamięci ofiar II wojny światowej, pojednania i wybaczenia a także rozczarowania i wręcz śmiertelnego przerażenia. Czy wszystkie bolesne rany uleczy lekarz-czas? Koniecznie sprawdźcie sami - świetna lektura!



* Z. Ossowska, "Pensjonat Samotnych Serc", Wyd. Filia, Poznań 2020, s. 178
** Tamże, s. 66
*** Tamże, s. 179
**** Tamże, s. 382




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki




Za książkę dziękuję




środa, 21 grudnia 2016

Krystyna Mirek "Spełnione marzenia"



Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 376
Seria: Jabłoniowy sad tom 3





Tomy tej sagi należy czytać we właściwej kolejności. Jeśli nie chcecie popsuć sobie niespodzianki, nie czytajcie trzeciego akapitu mojej recenzji.




Przeczytałam już wiele książek autorstwa Krystyny Mirek. Każda z nich była piękna i mądra. Każda, niosła ciepło, radość i nadzieję. Jednak dotarłam do finału najnowszej trylogii autorki "Jabłoniowy sad" i muszę przyznać, że to właśnie ta saga rodzinna zasługuje na miano najcudowniejszej w jej dorobku. 

"Szczęśliwy dom" rozkochał mnie w rodzinie Zagórskich, ich życiu codziennym, marzeniach, pokazał jakie mają problemy i co dzieje się w ich w sercach. W "Rodzinnych sekretach" autorka jeszcze bardziej podsyciła tlącą się iskrę, dorzucając szczapek-tajemnic i polan-zawiłości losu. A teraz? Co zaserwowała w ostatnim tomie trylogii "Spełnione marzenia"? Czy wszystkim te marzenia się spełnią tak, jak tego pragnęli? Czy będzie happy end na każdej płaszczyźnie?

Ogromny dom Zagórskich w podkrakowskiej miejscowości już nie tętni życiem... Córki Heleny i Jana rozeszły się do swojego życia, do swoich zajęć. Anielka wyjechała do stolicy, by tam spróbować szczęścia jeszcze raz, z ojcem swojej córeczki. Czy im się uda? Julia marzy o miłości, ale żaden z jej dotychczasowych związków nie przetrwał. Teraz na dodatek grozi jej jeszcze upadek firmy. Czy pani weterynarz uwierzy, że miłość w stosunku do jej osoby nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa? Gabrysia nadal pragnie dziecka, ale już nie za wszelką cenę. Podjęła pracę w szpitalu, ale wciąż los pokrzywdzonych dzieci mocno ją porusza. Czy wie jak bardzo mała Zuzia zmieni jej życie? Zaś najstarsza Maryla, wprawdzie remontuje poddasze u rodziców, by podjąć jeszcze jedną próbę ze swoim byłym mężem, ale wciąż żyje w biegu dzieląc czas między rozwożenie synów, pracę i prace w ogrodzie. Natomiast Jan jest zachwycony tym, że księgarnia dobrze prosperuje w galerii i wciąż nie ma go w domu...

Zabiegana codzienność, kumulujące się problemy, brak czasu i odkładanie na później tego, co najważniejsze... Dlatego nie zauważyli cienia, który po cichu wkradł się do rodziny i wciąż czeka przyczajony... Prawie nikt z Zagórskich nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce wszystko się zatrzyma. Świat przestanie gnać i wirować a w uszach zadźwięczy złowrogi sygnał karetek pogotowia. Jak szybko wieść o wydarzeniach dotrze do wszystkich? A może właśnie nie do każdego powinien dotrzeć... Z napięciem oczekiwałam na wyjaśnienie tych wątków, zaciskałam mocno kciuki i... szybko czytałam książkę :)

Oprócz rodziny Zagórskich Krystyna Mirek podarowała nam dwie bohaterki i jednego bohatera drugiego planu - Angelę oraz Paulinę i Bartosza. Bardzo wyraziste, walczące o swoje szczęście kobiety. Rola Pauliny w tym tomie.... nie zdradzę co takiego wymyśliła, ale możecie być pewni, że nie powoli Wam spokojnie odłożyć powieści na półkę, dopóki nie poznacie wyjaśnienia. Zaś Angela, to nowa postać, którą bardzo szybko ludzie ocenili. Ocenili po pozorach, nie znając jej prawdziwej historii. A jaka ona jest? Tego już musicie dowiedzieć się sami i wyrobić swoje własne zdanie. Zaś Bartosz - by za wiele nie zdradzać, napiszę tylko, że uwielbiam jego humor!

"Spełnione marzenia" to prawie czterysta stron, tylko... ja nie do końca wiem kiedy je przeczytałam... Zdecydowanie zbyt szybko musiałam żegnać się z bohaterami! To były cudowne chwile spędzone z rodziną i przyjaciółmi, ze zwierzętami, sadami, ogrodami. 
Bardzo duży nacisk w tym tomie położyła autorka na nestorkę rodu - Helenę. Uwypukliła jej rolę jako centrum świata tej rodziny. Zagórska działa jak środek znieczulający problemy swoich córek, niezależnie od pory dnia i nocy. Jest filarem, który zawsze podtrzyma, pomoże, zapobiegnie. Bo matka nie może rozpaczać, nie może się załamać, bo pociągnie za sobą dzieci.

Krystyna Mirek doskonale przedstawiła problemy współczesnego świata - praca ponad wszystko lub za granicą, by zapewnić rodzinie byt, zdrady, matactwa, niekończące się starania o dziecko czy zagrożone ciąże, konkurencja, która nie przebierając w środkach wykańcza innych. Ale na pierwszym miejscu jest rodzina, jej siła i ludzie, którzy ją tworzą. Jedni mają instynkt do wicia własnego gniazda, inni boją się przywiązania, które może sprawić im ból... Ale przecież uczucia czasami przychodzą nieoczekiwanie i w stosunku do najmniej spodziewanych osób. Ot, życie...

Podsumowując (choć mogłabym tak jeszcze długo...) - ostatni tom sagi rodzinnej Krystyny Mirek jest cudownie ciepłą i dającą nadzieję na szczęście powieścią. Autorka podarowała bohaterom problemy, z którymi my, zwykli ludzie zmagamy się na co dzień. Jednak nie możemy się poddawać, zawsze jest szansa na lepsze jutro. Tak, wiem że czasem nasza codzienność - Twoja, moja - może mówić coś innego i czasem w to nie wierzymy... ale oderwijmy się od tego chociaż na czas czytania takich powieści jak ta - warto!


"Jabłoniowy sad jest wieczny, ta opowieść nigdy się nie skończy, jest bowiem historią o miłości. A ta jest niewyczerpana". *




* Krystyna Mirek, "Spełnione marzenia", Wyd. Filia, Poznań 2016, s. 371



Jabłoniowy sad:
"Szczęśliwy dom"
"Rodzinne sekrety"
"Spełnione marzenia"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


niedziela, 24 stycznia 2016

Christian Signol "Zimowa róża"




Tytuł oryginalny: Une année de neige
Tłumaczenie: Andrzej Sobol-Jurczykowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2007
Liczba stron: 190










Choroba i cierpienie dzieci zawsze będą mnie poruszać. Nie ważne, że chodzi o obce dziecko... na mnie jako na kobietę i matkę działa to podwójnie - sama mam chore dziecko. W piątek usłyszałam szokującą informację w przedszkolu mojej córy - w rodzinie jednej z pracujących tam pań jest trzyletni chłopiec, u którego wykryto guza. Został wycięty, ale już wiadomo, że dla malucha nie ma ratunku... :(

"Zimowa róża" to książka opowiadająca o dziesięcioletnim Sebastienie, który usłyszał straszną diagnozę - ostra białaczka z anemią. Chłopca wychowuje tylko matka, która jego zdaniem nie ma tyle energii, by poradzić sobie z chorobą syna i tym bardziej go wspierać. Nie spodziewając się zbytniej pomocy z jej strony, chłopiec prosi ją o opuszczenie Paryża, ponieważ chce ten czas spędzić na wsi, u dziadków. Uważa, że tylko tych dwoje ludzi na świecie jest w stanie pomóc mu pokonać lodowy mur, który oddziela go od osób żyjących. Liczy, że oni są w stanie go wyleczyć. Pomimo, że dziadkowie mają ponad sześćdziesiąt lat przygarniają wnuczka i starają się wlać w jego serce nadzieję o wyzdrowieniu. W ich domu nie rozmawia się o chorobach czy cierpieniach i to chyba dodatkowy powód, dlaczego chłopiec czuje się u nich jak w innym świecie.

Dziadkowie starają się zajmować chłopcem najlepiej jak potrafią korzystając z rad przybywającego co jakiś czas lekarza i przygotowując się na dłuższe pobyty w szpitalu w Tuluzie, gdzie Sebastien ma być poddany transfuzjom. Jak cała trójka poradzi sobie z tymi trudnymi chwilami? Jak dziesięciolatek zniesie pobyty w szpitalu, wymioty, bóle głowy i tajemnice, które dorośli przed nim mają? Jaką rolę w jego rekonwalescencji będzie miała silna babcia a jaką - w moim odczuciu - lekkoduch dziadek?
Babcia spędza z nim sporo czasu w szpitalu, zaś dziadek zabiera na spacery, uczy łowić ryby i raki, zbierać zioła, którymi można leczyć. Pewnego dnia dziadek wlewa w serce wnuka dodatkową nadzieję opowiadając mu o ciemierniku, który jest rzadki, ale może go wyleczyć...
W czasie pobytu na wsi chłopiec odkryte też niejedną rodzinną tajemnicę...

Sebastien chciałby żyć beztrosko i normalnie, robić to co jego rówieśnicy, zazdrości im, jednak musi podporządkować się chorobie i wskazanemu przez lekarzy rytmowi dni i miesięcy. Czuje się jak więzień i często zadaje najbliższym pytania "dlaczego ja?" oraz "czy umrę?". I jak dorośli powinni odpowiadać na takie pytania?
Chłopiec zawiera na prowincji przyjaźnie, staje się też obiektem zakochania! Czy mają one szanse na przyszłość? Jak zakończy się historia Sebastiana? Tego nie zdradzę, ale powiem tylko, że autor podarował czytelnikom epilog, nie trzymając czytelników w niepewności.

Malutka i niezbyt gruba książeczka a jakże przepełniona miłością, przyjaźnią, wsparciem, tęsknotą, strachem czy cierpieniem. Mnóstwo w niej niepewności i wypatrywania kłamstw... bo jakże czułby się w takiej sytuacji dorosły?! A co dopiero dziesięcioletnie dziecko! Książki nie da się ocenić tak jak to standardowo robię... język, dialogi, akcja... To po prostu lektura, którą albo chce się przeżyć albo nie ma się dość siły... Przeczytałam, ale ile emocji odczułam...ogrom!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

wtorek, 24 lutego 2015

Dorota Gąsiorowska "Obietnica Łucji" - przedpremierowo




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak
Data wydania: 5 marca 2015
Liczba stron: 400











Po czym poznać, że przeżywam daną historię czy to w książce czy w filmie? Otóż komentuję głośno zachowanie bohaterów: kibicuję im, złoszczę się kiedy robią coś nie po mojej myśli albo wypowiadam sławne słowa "a nie mówiłam" czy "wiedziałam, że tak będzie". Również podczas lektury "Obietnicy Łucji" nie udało mi się czytać w ciszy. Bohaterowie są bardzo "charakterni" i mocno wpływali na moje emocje. Dobrze, że choć krajobraz sprzyjał przemyśleniom i wprowadzał delikatniejsze momenty.


Czterdziestoletnią Łucję Wróblewską  gonią demony przeszłości. W zakamarkach serca kobieta ukrywa nieszczęśliwe dzieciństwo: utratę kilkumiesięcznego braciszka, odejście ojca, chorobę matki. Była samotną i opuszczoną dziewczynką, której los odebrał miłość dawaną jej przez bliskich. Czuła się odrzucona przez rówieśników, była smutna i musiała radzić sobie sama, równocześnie dbając o matkę.

Po wielu latach Łucja wychodzi za mąż za Karola i zostaje właścicielką biura podróży. Jednak ich małżeństwo po szesnastu latach kończy się rozwodem a kobieta opuszcza Wrocław i wyjeżdża w miejsce, którego nie ma na mapach - do maleńkiej wioski na Podkarpaciu - do Różanego Gaju. Chce tam odnaleźć siebie oraz ukojenie dla serca i duszy. Zamieszka u Pani Matyldy i rozpocznie nauczanie historii w miejscowej szkole. Jedną z jej uczennic będzie Ania, dziewczynka która przypomina Łucji ją samą sprzed lat. Nauczycielka będzie częstym gościem w domu Ani i jej umierającej na białaczkę matki - Ewy. Kobiety zaprzyjaźnią się a Ewa poprosi Łucję o dość niecodzienną rzecz: o odnalezienie ojca Ani. Czy Łucja podejmie się tego wyzwania? Czy uda się uratować Ewę? Jak w tak trudnej sytuacji radzi sobie uczennica piątej klasy - Ania?

Łucja w Różanym Gaju musi również zmierzyć się z niechcianym adoratorem, dźwiganiem tajemnicy Ewy, zachowaniem nieznośnej Adeli, ale również z oszałamiającą muzyką i zrabowanym pałacem Kreiwetsów, który już od pierwszych chwil ją zafascynował. Czy bohaterka zdaje sobie sprawę, jak wielki bój będzie musiała stoczyć o ten budynek i jego niesamowitą historię? Czy podda się magii tego miejsca? Czy choć przez ułamek sekundy przypuszcza jak potoczy się jej życie w tym cichym i spokojnym miejscu? Czy znajdzie sposób, by pozbyć się demonów z przeszłości? Nadzieja na lepsze jutro tylko czeka, by wejść w jej progi...


Nawet jeśli dana fabuła jest przewidywalna (bądź ja jestem dobrym detektywem obyczajówek) to książka i tak może mi się podobać. Dlaczego? Jest dobrze napisana, lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Zawiera dialogi, które poruszają czułe struny oraz liczne tajemnice, które stopniowo się wyjaśniają wprawiając czytelnika w radość czy złość. Jak w każdej historii, tak i w "Obietnicy Łucji", znalazłam "czarne charaktery", które mącą, kręcą, przeszkadzają w szczęściu innych i psują atmosferę. Ale czymże byłaby opowieść bez takich osób? Nudą! Wszędzie wokoło byłaby tylko miłość, radość i szczęście... A tak.... dzieje się, oj dzieje. Chociaż w temacie poszukiwań ojca Ani, jak dla mnie poszło zbyt łatwo, liczyłam na bardziej skomplikowany proces, na poszukiwania na większą skalę.

I tak jest właśnie z debiutancką powieścią Doroty Gąsiorowskiej. Mimo, że większość tajemnic i wyjaśnień poszczególnych wątków odgadłam na długo przed kartami powieści to i tak lektura nie była stratą czasu a wręcz jego umilaczem. Bo nie sztuka napisać samymi zagadkami, tak trudnymi, by czytelnik do końca nie wiedział kto, co, po co i dlaczego (choć i takie książki lubię). Sztuką jest tak opisać wydarzenia i relacje międzyludzkie, by czytelnika zainteresować, zaintrygować i sprawić, by przeżywał to co czyta. Uważam, że jest to debiut udany i chętnie przeczytam kolejną powieść autorki.

Gąsiorowska w bardzo ciekawy sposób opisała uczucia i emocje, które targały bohaterami podczas podejmowania ważnych życiowych decyzji. Charakter tych ludzi nakreśliła z zegarmistrzowską precyzją, czytając o Łucji, Ani czy Antosi czułam, że znam je osobiście. Że potrafię odgadnąć co powiedzą czy zrobią w danej sytuacji. W tej powieści żaden bohater nie może poczuć się niedopieszczony, niedopracowany. 

Gdybym miała jednym słowem scharakteryzować powieść albo wybrać słowo kluczowe to byłoby to słowo - moje ulubione ostatnio - tajemnica. Choć właściwie powinnam użyć liczby mnogiej, ponieważ jest tutaj tajemnica Ewy, Eleonory, Lukrecji, Adeli oraz samej Łucji. Jednak w przypadku tej ostatniej bardziej powinnam użyć innego słowa "ucieczka". Przed czym ucieka główna bohaterka? Przed prawdą? Przecież przed nią nie da się uciekać! A może przed przeznaczeniem? Los i serce mają dla niej inne plany, niż ona sama.
Czy tylko ona chowa głowę w piasek zamiast stawić czoło rzeczywistości i odnajdując swój życiowy cel, zdążać do przodu i nie oglądać się za siebie?

O książce mogłabym jeszcze długo pisać, jednak przecież nie chcę Wam zepsuć tej lektury i przyjemności przebywania w Różanym Gaju... Od teraz już zawsze róże będą mi się kojarzyły z powieścią "Obietnica Łucji". A sama książka z sielską wioską na Podkarpaciu pośród łąk, pól i zasp śniegu w zimie. A gdzieś w oddali zamajaczy cień pałacu czekającego na odkrycie jego tajemnic.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Małgosi
z Wydawnictwa Znak


sobota, 27 kwietnia 2013

Katarzyna Michalak "Nadzieja"



Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Termedia
Data wydania: 13 czerwiec 2012
Liczba stron: 272
Seria: Seria z czarnym kotem tom 1





"Nadzieja" to pierwszy tom nowej serii książek autorstwa Katarzyny Michalak - Serii z czarnym kotem. Seria ta jest z założenia mniej bajkowa niż na przykład Sklepiki z Niespodzianką. Mimo, że książki p. Kasi często poruszają trudną tematykę, to "Nadzieja" jest tutaj liderką.

W maleńkiej wsi Zagrodzina mieszkają główni bohaterowie "Nadziei": Liliana i Aleksiej. Dwójka dzieci z ogromnym bagażem życiowych problemów, mimo że dziewczynka ma dopiero sześć lat a chłopiec osiem.

Lilka to córka alkoholika, który obwinia dziecko o śmierć matki. Nie interesuje się dziewczynką, nie okazuje jej miłości ani czułości, a za każde przewinienie zapewnia kary cielesne. Z powodu ciągłego stresu oraz braku poczucia bezpieczeństwa dziewczynka się jąka, co jest powodem wyśmiewania jej przez inne dzieci. Kiedy ojciec postanawia ożenić się po raz drugi, Lila liczy na zainteresowanie choćby ze strony macochy. Jednak i tu przychodzi rozczarowanie: wraz z Marią w rodzinie pojawia się również jej córka - Elżunia, która szczerze nie znosi dziewczynki. Nie zapomnę słów, które Elka wykrzyczała Lilce, że to jej dom, jej mama i jej tata...

Aleks urodził się w Czarnobylu. Jego rodzice zginęli podczas wybuchu i zajęła się nim ciocia Anastazja mieszkająca w Polsce. Jednak chłopiec jest napiętnowany i odrzucany przez rówieśników z powodu "bycia Ruskiem". Każdą wolną chwilę dzieci spędzają razem, ukryci przed oczami ojca Lilki i równieśnikami. Ich dziecięca przyjaźń jest jedynym uczuciem, które przetrwa wiele przeciwności losu piętrzącymi się w ich dalszym życiu. Czy zrodzi się z niej coś więcej? Czy wytrzyma próbę czasu, odległości i problemów napotykanych po drodze? Czy w dorosłym życiu dotrą oboje do tytułowej Nadziei, czyli chatki ukrytej w górach, gdzieś za Nowym Sączem, a istnienie której chroniła ogromna tajemnica?

Mój egzemplarz z autografem autorki
"Nadzieja" to książka wyjątkowa. Nie pamiętam kiedy ostatnio poznałam bohaterkę, która wzbudziłaby we mnie tak sprzeczne emocje. Z jednej strony szczerze jej współczułam: trudne dzieciństwo w rodzinnym domu, uroda, która stała się przekleństwem, a potem równie tragiczne małżeństwo. Jednak były momenty, kiedy nie potafiłam pohamować swojej złości na zachowanie Liliany, na sposób w jaki traktowała swojego przyjaciela, jedynego zresztą, Aleksa. Wyrzuty sumienia próbowała zagłuszyć alkoholem, narkotykami i ... samookaleczeniami.

Autorka, na przykładzie Lilki, świetnie pokazała czytelnikom jaki wpływ na dorosłe życie ma dzieciństwo. Dziecko nie nauczone miłości, otrzymujące surowe wychowanie i niejednokrotnie bite, zna tylko zadawanie bólu sobie i innym. By mieć koleżanki, Lila musiała przekupić je drogimi prezentami a kolegów - seksem.

Muszę przyznać, że książka zaskakuje. Wielokrotnie, kiedy już myślałam, że wiem co będzie dalej, nagle pojawiała się myśl "ach, więc to tak..." albo "i znów na manowcach". A zakończenie powaliło mnie na kolana... Łzy płynęły mi z oczu przez dobrych kilka minut. Dziękuję za piękną i wzruszającą historię.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Daj się zaczarować Kasi Michalak, Polacy nie gęsi..., Book z nami (2,1 cm), Z półki, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...