Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. kobieca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lit. kobieca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lutego 2022

Magdalena Witkiewicz "Moralność pani Piontek" wyd. 2

 
 
 
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2 lutego 2022
Liczba stron: 304



Zapraszam Was na powieść, która poprawia humor. Pierwsze wydanie ujrzało światło dzienne w 2015 roku. Jednak jako że otrzymałam wydanie drugie z cudownie skromną okładką, przytaczam Wam moją recenzję sprzed kilku lat, lekko zmodyfikowaną, byście mogli sięgnąć po książkę, jeśli jej nie czytaliście.
 
 
 
Masz zły nastrój? Męczą Cię problemy? Nie możesz zasnąć z nadmiaru stresu? Jesteś smutasem i zgryźliwcem? Nie, to nie jest reklama leku antydepresyjnego. Znam coś znacznie lepszego! To wznowiona właśnie powieść Magdy Witkiewicz "Moralność pani Piontek", która jest doskonałym lekiem na powyższe przypadłości. Dlaczego? Zapraszam na moje wrażenia.

Gertruda Piontek przyszła na świat jako starsza z bliźniaczek i zawsze chciała być w życiu tą ważniejszą siostrą, robić wszystko lepiej i wcześniej. Nie zawsze jednak tak się udawało. Krystyna pierwsza wyszła za mąż (ale to Gertrudzie dostało się lepsze nazwisko) i pierwsza urodziła syna. Obie siostry, kiedy tylko nadarzyła się okazja, uciekły z rodzinnego domu na wsi i to w Gdańsku robiły karierę. Gertruda poszła na medycynę i tam poznała swojego przyszłego męża Romualda. Co jej się najbardziej spodobało w tym mężczyźnie? Nazwisko Poniatowski i to dla niego postanowiła wyjść za mąż. Romuald był potulnym małżonkiem, znosił humory swojej ekscentrycznej i nie znoszącej sprzeciwu żony. Pił i jadł tylko z firmowej porcelany, nie mógł mieć psa i musiał trzymać lustro żonie, która zakładała strój i specjalne buty przeznaczone do trumny i robiła próbę generalną swojego wyglądu. Że o trzymaniu ubrań i butów w garderobie w porządku kolorystycznym nie wspomnę... Można oszaleć, prawda?

Najciekawsza akcja rozpoczyna się jednak w chwili, gdy ukochany syn państwa Poniatowskich Augustyn osiąga wiek trzydziestu pięciu lat i nie mogąc znieść już humorów mamusi postanawia się wyprowadzić. Podczas dyżuru w szpitalu znajduje pokój do wynajęcia u pani Halinki, która nie uprzedza w swojej łaskawości, że drugi pokój wynajęła młodej studentce - Anuli. Do czego doprowadzi wspólne mieszkanie tej dwójki? A może trójki, bowiem najlepszym przyjacielem Augustyna jest megapodrywacz Cyryl a chwilowo ma u siebie... remont.

O ile do tego momentu książka była świetna, to teraz stała się boska. A miałam okazję czytać ją również w miejscach publicznych i ludzie zerkali na mnie z ukosa, bowiem nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu a nawet parsknięć.


(...) Magda Witkiewicz świetnie nakreśliła wszystkich bohaterów tej słodko-gorzkiej opowieści i każdy z nich wnosi powiew czegoś nowego. Upiorna żona i matka Gertruda Poniatowska de domo Piontek, potulny mąż Romuald, który wie, że jego zdanie się nie liczy. Dorosły syn-lekarz, zwany przez matkę Gutkiem, który próbuje zerwać się ze smyczy rodzicielskiej a przy tym rozwijać zawodowo i jeszcze poznać miłość życia. Jego przyjaciel Cyryl, podrywacz, zwany przez Gertrudę Cyrylem Przebrzydłym. Anula, dziewczyna mieszkająca w pokoju u pani Halinki, studentka na którą spadł właśnie problem porzucenia przez ukochanego. Jest też sąsiadka pożyczająca Romualdowi książki oraz salowa Anita mająca odegrać w tej historii bardzo ważną rolę. A jeśli dorzucę jeszcze dwójkę sympatycznych i zaradnych dzieciaków z sąsiedztwa Poniatowskich - Mariettę i Kornela a na koniec jeszcze Biszkopta (psa) to uśmiechu Wam nie zabraknie.

Czytelnik i tak jest w komfortowej sytuacji, bowiem domyśla się wielu wydarzeń i tego, jak historia może się potoczyć. Jednak bohaterowie są w gorszym położeniu, nie wiedzą tego co my, nie znają swoich wzajemnych myśli ani działań i dopiero w finale powieści doznają wielu zaskoczeń, niespodzianek i przeżyją szok (sprawa z psem sąsiadów, powaliła mnie na łopatki). Wtedy dopiero na jaw wyjdzie wiele spraw, które wcześniej wydają się podejrzane. Wyjaśni się sprawa urlopu na Malcie, kim jest pani Basia, dlaczego Gutek musiał wyjechać i do czego tak naprawdę przydaje się wosk. Ciekawym wątkiem jest ten z wybieraniem specjalizacji przez Augustyna oraz jego podchody przed wyjazdem (ech, prosto lecz romantycznie). A jajkiem w szklance to mnie autorka zaskoczyła, nie jadłam nigdy takiego...

Myślę, że to powieść nie tylko dla kobiet. Szczerze polecam ją mężczyznom, ponieważ kiedy poznają Gertrudę jako matkę czy żonę to podziękują losowi za to, że kobiety w ich rodzinach nie są takimi harpiami.

Książka jest dopieszczona, dopracowana, przemyślana a humor idealnie wpasował się w mój gust. "Moralność pani Piontek" to nie tylko powieść romantyczna, ale również komedia pomyłek w najlepszym wydaniu. Uwielbiam lekkie lektury, które nie wiadomo kiedy się kończą, tak szybko się je czyta. A szkoda, bo naprawdę można poczuć się odprężonym, zrelaksowanym i zapomnieć o swoich problemach dnia codziennego. Gorąco Wam polecam powieść, nie tylko na wakacyjny wypoczynek.
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 
 

 

czwartek, 28 stycznia 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu"




Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2012
Liczba stron: 352
Seria: Zakręty losu tom 1










Przeczytałam już osiem książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i po ich lekturze myślałam, że nic już mnie bardziej w fotel wbić nie może... Zwłaszcza po "Skazanych na ból" i "Jesteś moja, dzikusko", które były świetne (poprzednie książki też ogromnie mi się podobały, ale były zupełnie innego kalibru). Myliłam się, może! Wprawdzie przeczytałam dopiero pierwszy tom trylogii "Zakręty losu", ale tyle co ja przeżyłam... Zresztą zapraszam na kilka słów o książce.

Osiemnastoletnia Kaśka musi dostosować się do nowej rzeczywistości, bowiem jej ojciec po ośmiu miesiącach romansu ponownie się ożenił. Dziewczynę to zbytnio nie dziwi, ponieważ jej mama zmarła, gdy miała zaledwie trzy latka i jej zdaniem tata ma prawo ułożyć sobie jeszcze życie. Jednak nie przypuszcza, że życie w nowym domu z Anką (macochą) i jej córką Gośką (również osiemnastoletnią), będzie takie trudne i tak bardzo zmieni jej plany na przyszłość. O ile z Anką ma poprawne relacje to z Gośką...niestety od początku jej nie układa a ma być tylko gorzej. Na dodatek Kaśka musi przystosować się do nowej społeczności szkolnej, bowiem w związku z przeprowadzką zmieniła szkołę a jest w klasie maturalnej.

Trenuje też koszykówkę i musi być w dobrej kondycji. Kiedy pierwszego dnia po przeprowadzce udaje się do pobliskiego parku, by pobiegać nieoczekiwanie spotyka chłopaka jeżdżącego na rowerze. Już wtedy oboje zaczynają czuć wzajemne iskrzenie. Wkrótce spotykają się ponownie na imprezie i Kaśka odkrywa, że chłopakiem z parku jest Krzysiek - chłopak Gośki (choć tak naprawdę nie był to związek tylko bardziej układ - na czym polegał? Czy Krzysiek opowie o tym Kaśce?). A przyciąganie działa... i staje się przyczyną mających nadejść wielu tragedii... Ale młodzi jeszcze o tym nie wiedzą i będą próbowali być razem, wbrew wszystkim i wszystkiemu.
W wyniku odrzucenia przez Krzyśka, Gośka wpada ponownie w świat narkotyków i kontakty z Łukaszem. Kim jest Łukasz? Co łączy go z rodziną Borowskich i Filipiaków? Jak potoczą się losy młodych ludzi: Kaśki, Gośki, Krzyśka, Łukasza i znajomych ze szkoły? Z jakim skutkiem pokonają wspólnie zakręt losu, który mają przed sobą?

Jak wiadomo, dramaty dzieją się same, za naszymi plecami lub tuż przed oczyma. A w tym czasie Kaśka i Krzysiek poznawali się, spędzali razem coraz więcej czasu, dawali sobie coraz więcej miłości, czułości i dążyli do większych chwil uniesienia niż namiętne pocałunki. Choć dla niej temat erotyki był do tej pory nieznany, to teraz małymi krokami pokonuje kolejne stopnie wtajemniczenia i z ufnością oddaje się rękom i ustom ukochanego. Spełniają też jego scenariusze fantazji erotycznych.
Chłopak był zdziwiony tym, że przy Katce, jak ją nazywał, czuje się szczęśliwy, że bez skrępowania może jej o wszystkim powiedzieć i być sobą, że nie musi udawać.

Krzysiek jest niemal ideałem faceta, którego pragną kobiety. Nie dość, że przystojny, inteligentny to jeszcze czuły i wspierający. Kiedy trzeba ociera łzy, słucha łkania i nazywa swoją kobietę "moja śliczna" (choć chwilami przesadzał z ilością "ślicznych" i "Katek"). Kaśka zaś jest bardzo wrażliwą dziewczyną, której dobro innych leży głęboko w sercu. Chciałaby, by inni byli tak samo szczęśliwi jak ona. Każde złe wydarzenie, każdą tragedię poczytuje sobie za swoją winę... Tylko czy słusznie? Czy faktycznie jej wybory były nie do końca właściwe i ma powody, by się obwiniać?

Strasznie pogmatwane to życie bohaterów i wiele w nim zakrętów losu... Czy uda im się wygrać i być razem? Autorka porzuca bohaterów na trzynaście lat, w trakcie których różnie układały się ich losy (choć to bardzo spłycone przeze mnie określenie, ponieważ nie mogę zepsuć Wam przeżywania lektury). Po tych nastu latach Katarzyna i Krzysztof znów wspólnie wciągają czytelnika w świat pełen problemów, mafii, zepsucia i tragicznych wydarzeń... jakby do tej pory było ich mało... Co wydarzyło się przez te trzynaście lat? Co zdarzy się teraz? Kim są nasi bohaterowie? Co ich łączy a co dzieli? Czy nadal akty miłości będą dla nich ucieczką od problemów, jak w czasach gdy byli nastolatkami? Bo nie tylko rozmowa czy przytulanie, ale i seks są dla nich metodą na odganianie ponurych myśli i czerpanie nowych sił do walki z otoczeniem.

Czym jest książka? Teoretycznie jest to połączenie literatury kobiecej z dramatem sensacyjnym, ale w praktyce nazwałabym to daniem z idealnymi proporcjami miłości, erotyki, sensacji, tragedii życiowych ze szczyptą marzeń i brutalnej rzeczywistości a wszystko to okraszone nałogami, które pociągają na dno i mafią, kontrolującą narkotykowy światek. Nie brakuje też świata przeciwstawnego, czyli prawników.

Jest to powieść o zwykłym życiu, najpierw nastolatków, później ludzi dorosłych, w którym nie brakuje wydarzeń mogących się przytrafić każdemu. Nie są wyssane z palca, nie są amerykańskie, ale nasze, polskie, które czyhają na nas "za rogiem". Od nas zależy jak pokierujemy swoim życiem i do czego dojdziemy. Czy osiągniemy szczęście, karierę... Czy nasze wybory nie pogrążą innych w totalnej beznadziei... Czy swoim postępowaniem nie przyczynimy się przypadkiem do czyjegoś upadku a może śmierci, bo później kamień leżący na sercu będzie nam bardzo ciążył tak jak i poczucie winy...

Czego w tej książce nie ma... mafia narkotykowa, szpital psychiatryczny, problemy rodzinne, sekrety i tajemnice, napady, zastraszanie, wybuchy i wiele cierpienia... To ta mroczniejsza strona lektury, która dodaje jej smaku i podnosi czytelnikowi ciśnienie.

Autorka po raz kolejny pokazała, że potrafi pisać. Jej świetne pióro nie zawodzi ani w obyczajówkach, ani w New Adult ani w dramatach! Agnieszka Lingas-Łoniewska pisze prosto, lekko i emocjonalnie. Dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie i z zapartym tchem. Ileż ja razy się denerwowałam... ile razy męczyłam w ręce zakładkę... ile łez wylałam... A to chyba o to chodzi w literaturze, by zmusiła czytelnika do przemyśleń, wzruszeń i licznych oraz zróżnicowanych emocji. Kibicowałam bohaterom, "ocierałam" im pot i krew z czoła, "trzymałam za rękę" w trudnych chwilach i zazdrościłam im miłości, którą autorka opisała w piękny, subtelny i delikatny sposób. Sceny uniesień miłosnych czy choćby samego całowania, są napisane z wyczuciem i smakiem, pięknym językiem i bez wulgarnego słownictwa.

Podsumowując stwierdzam, że jak najszybciej powinnam sięgnąć po kolejne tomy tej trylogii! I tyle...
A tak na serio... to nawet fakt, że zauważyłam jakieś maleńkie błędy, możliwe że wynikające z korekty, nie ma dla mnie znaczenia, bo zwyczajnie nie miałam czasu się nad nimi zastanawiać...Szkoda by mi było czasu, przy tak gnającej akcji i ciekawości co będzie dalej. To świetna i dynamiczna lektura, która na pewno na długo zostanie w mojej głowie. Serdecznie polecam wszystkim miłośnikom twórczości Lingas-Łoniewskiej oraz tym, którzy lubią gdy w książce miesza się pot i łzy, miłość i nienawiść, śmierć i seks. Dla mnie bomba!


"Zakręty losu"
"Zakręty losu. Braterstwo krwi"
"Zakręty losu. Historia Lukasa"
"Zakręty losu. Nowe pokolenie"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Mini czelendż, Pod hasłem, 52 książki


niedziela, 11 października 2015

Dorota Gąsiorowska "Marzenie Łucji"




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak
Data wydania: sierpień 2015
Liczba stron: 432












Czterdziestoletnią Łucję Wróblewską poznałam, kiedy przybyła do Różanego Gaju na Podkarpaciu, by leczyć swoje bóle, lęki i cierpienia z przeszłości. W tym cichym zakątku znalazła pracę, sympatycznych ludzi, przyjaciółkę Ewę a w rezultacie zyskała córkę, bowiem po śmierci Ewy zaopiekowała się jej córką Anią. Jednak najważniejsze, co Łucji udało się odnaleźć po wielu latach jest miłość do ojca dziewczynki - Tomasza. Tak w skrócie ujęłabym wydarzenia z poprzedniego tomu historii Łucji "Obietnica Łucji", który nie jest wymagany, by poznać losy bohaterów z tomu drugiego, gdyż autorka potrzebne w fabule wątki przypomniała na ile to było konieczne. Jednak polecam czytanie książek we właściwej kolejności.

Od wydarzeń z "Obietnicy Łucji" minął rok. Od trzech miesięcy Ania, Łucja i Tomasz mieszkali w pałacu Kreiwetsów, choć remont nie był jeszcze zakończony. Ojciec z córką często oddawali się ukochanemu zajęciu, czyli grze na fortepianie, zaś Łucja przechadzała się po pałacowym parku i przysiadała na ulubionej ławce otulonej listowiem jaśminu, by rozmyślać. Cała trójka żyje sobie szczęśliwie, uczą się wspólnej codzienności, swoich wzajemnych upodobań, rytuałów. Ślub Łucji i Tomasza został zaplanowany na dwudziestego ósmego sierpnia, choć przygotowania nie zajmują zbyt wiele czasu w ich życiu, ponieważ nie otoczka tego wydarzenia jest dla nich najważniejsza. Jednak tą uroczą sielankę czas przerwać, nie może być tak idealnie... Wszystko "cacy" i bezproblemowy ślub a potem "żyli długo i szczęśliwie". To nie ta bajka...

Tomasz otrzymuje bardzo ciekawą propozycję zawodową - miesięczny kontrakt we Włoszech. Jako muzyk światowej sławy, nie chce odmawiać, to dla niego szansa i spełnienie. Ukochany wyjeżdża, Łucja tęskni, Ania w trakcie gry poszukuje nici wiążącej ją z ojcem. Jednak jak się często zdarza w życiu, ktoś kto wyjeżdża z kraju nie ma czasu na kontakt z bliskimi. Również Tomasz coraz rzadziej dzwoni, nie odbiera telefonów, tłumaczy się koncertami i próbami. Jednak czy to na pewno cała prawda? Jaki wpływ na jego brak czasu ma Boska Chiara, z którą koncertuje? Czy powie Łucji, że to z powodu pięknej wiolonczelistki musi przedłużyć swój pobyt w Italii? Czy tych dwoje połączy coś więcej niż muzyka? A może temat ślubu z Wróblewską to już przeszłość? Tak przynajmniej myśli Łucja, kiedy pewnego wieczoru w słuchawce telefonu słyszy damski głos zamiast męski...

Powróćmy jednak do Różanego Gaju, w którym liczba mężczyzn musi się zgadzać i na miejsce koncertującego Tomasza zjawia się włoski przyjaciel Izabeli - Luca Venetti. Luca jest malarzem, który aktualnie przeżywa twórczy kryzys. Czy piękno tego miejsca obudzi w nim na nowo pasję tworzenia? Luca stara się być cichym i nie wchodzącym nikomu w drogę gościem w pałacu. Nie potrafi jednak ukryć swojej fascynacji pięknem Łucji, proponuje jej nawet pozowanie do portretu. Och, jaka z tego wyniknie afera! Ale tego już nie zdradzę. Jak myślicie czy dojdzie do ślubu głównych bohaterów? Wszak los wodzi ich na pokuszenie i każdemu z nich stawia na drodze wielbiciela. Czy powrót Tomasza przywróci Łucji spokój ducha?

Niniejsza powieść jest znacznie bogatsza w treść niż jej poprzedniczka. Dzieje się więcej i to jakże zaskakujących rzeczy. Jaką rolę w opowieści odegra ucieczka dwunastolatków? Jaka postać z przeszłości pojawi się w życiu bohaterów przy tej okazji? Dlaczego Eleonora chce, by Łucja zdjęła naszyjnik (swoją drogą historia wisiorka z ptakiem jest niezwykle wciągająca)? Dlaczego Łucja wyjedzie do Starego Kościoła i jaką naukę wyciągnie z pobytu w tym miejscu? A przede wszystkim czy los będzie łaskawy dla marzeń, miłości i walki o szczęście? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie już w lekturze.

Dorota Gąsiorowska napisała książkę, którą śmiało mogłaby podzielić jeszcze na dwa tomy. Czytelnik dostaje szwedzki stół, jeśli tak mogę przyrównać wydarzenia z powieści. Dzieje się naprawdę dużo (nawet nie o wszystkich najważniejszych wydarzeniach wspomniałam), fabuła mnie zaskoczyła, rozbawiła, wzruszyła, zadziwiła, rozgniewała, ale sprawiła też że poczułam odprężenie czy rozmarzenie. Nie lubię opisów przyrody, jednak w tej historii nadały one powieści wewnętrzne i wyjątkowe piękno, wprowadziły mnie doskonale w klimat mających nastąpić wydarzeń czy decyzji bohaterów. Kilka zagadek, które w poprzednim tomie zawisły nierozwiązane, teraz ujawniono, ale i nie brakuje niespodzianek. Bo czy ktoś zgadnie kim tak naprawdę jest Chiara? Autorka serwuje nam obyczajówkę, w której nie brak miłości, przyjaźni, romansów, tajemnic, ale i odrobinki magii. Sporo pisze o emocjach i przemyśleniach bohaterów, dzięki temu czytelnik nie musi się tego domyślać.

Czy spełni się największe marzenie Łucji? Nie dam Wam gotowej odpowiedzi, ale jedynie receptę, którą starała się kierować główna bohaterka: warto marzyć i dążyć do spełnienia naszych pragnień, snów i najskrytszych marzeń. Warto walczyć o miłość, prawdziwą, szczerą i rozgrzewającą serce. Zwłaszcza jeśli na nasze działania patrzy dziecko, które utraciło już kiedyś kogoś lub coś ważnego w swoim życiu i teraz próbuje na nowo pokochać, odnaleźć się w labiryntach uczuć i zdarzeń przynoszonych przez los. Książka jest przepełniona muzyką, posiłkami spożywanymi samotnie lub wspólnie, tymi szybkimi i celebrowanymi, ale i wieloma trudnymi sprawami, które jakże po ludzku bohaterowie muszą rozwiązać. Dla mnie była to przyjemna i relaksująca podczas rekonwalescencji lektura.




Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Grunt to okładka, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Małgosi z


niedziela, 30 sierpnia 2015

Magdalena Witkiewicz "Zamek z piasku"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2013
Liczba stron: 284











Dziecko. Tak wiele i niewiele zarazem (tylko proszę mnie źle nie zrozumieć i czytać dalej). "Niewiele" napisałam tylko dlatego, że wystarczy chwila namiętności czy zapomnienia w upojeniu alkoholowym i powstaje mały człowiek. Przecież tak wielu ludzi uprawia seks byle gdzie i z byle kim. Nie patrząc na konsekwencje. Nie zdając sobie sprawy, że w ułamku sekundy mogą począć dziecko, które jest ogromnym darem, niewyobrażalnym szczęściem i miłością. Ale czy na pewno dla nich? Potem myślą tacy o tabletkach poronnych, aborcjach, porzuceniach... A inni marzą, czekają i cierpią...
Moja niespełna pięcioletnia córka została poczęta w pierwszym, naprawdę zaplanowanym cyklu, jednak ileż par nie otrzymuje tak szybko swoich dwóch kresek na teście? O tym jak wygląda ich życie opisała Magda Witkiewicz w kolejnej powieści - "Zamek z piasku". Tytułem idealnie pasował mi do urlopu nad morzem i to właśnie tam poznałam historię pierwszej miłości Weroniki i Marka. Pamiętacie swoje pierwsze miłości? Czy okazały się być ostatnimi?


fot. mąż ejotka
Poznali się w liceum. Marek podrywał Weronikę linijką, wystukując jej utwory muzyczne na plecach. To była ich pierwsza miłość, wzajemne poznawanie się, swoich wad, zalet, ulubionych rzeczy, wymiana poglądów i smakowanie ciał. Ona ukończyła anglistykę, on prawo. Łączyła ich już silna przyjaźń, kiedy po sześciu latach postanowili zostać małżeństwem. Mieli mieszkanie, pracę i marzenia. Weronika pragnęła tłumaczyć książki, choć musiała się zadowolić posadą asystentki, tak "na razie". Jednak jej największym pragnieniem było posiadanie dziecka. Ot, naturalna - zdawałoby się - kolej rzeczy, kiedy dwoje ludzi kocha się nad życie, chce być ze sobą na zawsze i tak naprawdę niczego im więcej do tego szczęścia nie trzeba. Dla niektórych to nie problem mieć czterdzieści lat i trzynaścioro pociech - bo i takie przypadki znamy z życia. Ale w historii Weroniki i Marka temat ten miał na długi czas pozostać tematem drażliwym.

Kolejne próby tylko w określone dni a po wszystkim nogi w górze, kolejne miesiączki, brak upragnionych kresek na teście a wokoło kobiety w ciąży oraz spacerujące matki z niemowlętami. Diety, badania i coraz większa frustracja. Weronika była już tym zmęczona, ale z uporem maniaczki dążyła do celu, do macierzyństwa. Nie zwracała uwagi na środki, które miały ją do tego celu zaprowadzić. Nie brała pod uwagę faktu, że mąż stał się tylko reproduktorem a ich zażyłość, bliskość i zrozumienie... diabli biorą. Marek nie chciał poddać się badaniom uważając, że przecież wina nie może leżeć po stronie faceta. Ale czy na pewno mężczyźni mają w tej kwestii rację? Niezależnie od płci, w każdym żywym organizmie może być coś "popsute". Zbadajcie się, jeśli marzycie o dziecku a nie zwalajcie winy na drugą osobę.

fot. mąż ejotka
Jak nietrudno się domyślić małżeństwo tych dwojga przeżyło kryzys. Doszło
do rozłamu, zawalenia się solidnych fundamentów budowanych przez lata. Każde z nich próbuje na nowo odnaleźć się w życiu, każde szuka miejsc, czynności, które pozwolą na zapomnienie, przemyślenie, wyciszenie. Weronika w tym celu udaje się na plażę, gdzie na piasku spotyka Kubę. Motocyklista dobrodusznie pozwala jej się wypłakać i poużalać nad sobą, utraconymi nadziejami, zawiedzionym zaufaniem i rozdartym życiem. Muszę przyznać, że Kuba znacznie zmieni losy bohaterów książki, ale jak bardzo? Co takiego połączy go z Weroniką? Czy kobieta spełni swe marzenie? Tego nie zdradzę, ale wierzcie mi, że zakończenie powaliło mnie na kolana. Autorka zaskoczyła mnie, niczym Agatha Christie w finale swoich zmyślnych kryminałów. Choć nie mam tu na myśli morderstwa w "Zamku z piasku"...

Magdalena Witkiewicz niejednokrotnie udowodniła, że potrafi pisać. Ba, jej powieści wręcz pochłaniam. Nie ma czasu na nudę, niezależnie od tego czy fabuła opiera się na chorobach, poważnych problemach czy humorze. Autorka umiejętnie "ubiera" temat w zdania, dialogi, stwarza ciekawych bohaterów, którzy szukają miłości, przyjaźni, walczą z życiowymi przeszkodami i z pożądaniem. W powieści odnajdziemy też mądrość pokoleń, jaką jest odnajdywanie siebie, ale i szukanie rozwiązań czy kompromisów w  związkach. Nie obędzie się bez rozważań dotyczących zdrady, in vitro, adopcji i strachu o jutro.

Kto powinien przeczytać powieść "Zamek z piasku"? Kobiety, które lubią pióro Magdy, ale przede wszystkim te, którym nie obcy jest temat starań o dziecko, bowiem autorka z zegarmistrzowską precyzją opisała cały mechanizm tego procesu. Taki miły moment zbliżenia a potrafi tak bardzo zestresować, spłycić i odebrać przyjemność, gdy problem trwa miesiącami czy latami. Jednak uważam, że po książkę powinni też sięgnąć mężczyźni, choć wiem, że mało który lubi "babskie czytadła". Dlaczego? Żeby zrozumieć co czują obie strony dramatu i jakie znaczenie mają dokonywane wybory.






Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki

środa, 19 sierpnia 2015

Kasia Bulicz-Kasprzak "Nalewka zapomnienia czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek"




Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2013
Liczba stron: 288
Seria: Babie lato tom 12










Kasia Bulicz-Kasprzak napisała już kilka książek, ale ja wciąż odkładałam je na "kiedyś". Jest tak dużo świetnych powieści do czytania, nie tylko na polskim rynku wydawniczym, że nie wystarcza mi czasu na poznanie wszystkich, które bym chciała. Z opinii, które czytałam na zaprzyjaźnionych blogach wiedziałam, że to twórczość, która jest w moim guście i będę zadowolona, dlatego kompletując "wyprawkę" na urlop, twórczości Kasi nie mogło w niej zabraknąć - wybrałam "Nalewkę zapomnienia". Jak oceniam moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki?

Agnieszka Jaguszewska, choć woli być nazywana Jagą, jest kobietą po trzydziestce, która od dziesięciu lat pracuje w korporacji. Przez ten czas harowała jak wół, pięła się po szczeblach kariery i teraz ma świetne mieszkanie, terenowy samochód, konto w banku z niezłą sumką i własny gabinet z osobistą sekretarką. Czego chcieć więcej? Czy jest szczęśliwa? Otóż nie, ponieważ jej codzienność wypełnia tylko praca. Nie ma żadnego życia prywatnego. Jest rozwódką, jej matka nie żyje, z ojcem nie do końca jej się układa a przyrodni brat jej nie lubi.

Nagle w firmie zmienia się prezes. Jaga liczy na awans i by przypodobać się zwierzchnikowi udaje, że biega (tak jak on). Daje się też namówić na wzięcie udziału w sztafecie firmowej a gdy dobiega do mety, traci przytomność. Po licznych badaniach, które wydają się rutynowe, jej świat rozpada się jak domek z kart, jak rozbita szyba zmienia się w miliony maleńkich kawałeczków. Jaga ma glejaka, raka mózgu i zostało jej jakieś trzy miesiące życia. Ta okrutna diagnoza sprawia, że kobieta porzuca swoje dotychczasowe życie. Przez tydzień próbuje jeszcze wprawdzie żyć normalnie, ale zdaje sobie sprawę, że to się nie uda. Że nie może udawać, że nic się nie stało. Musi zrobić coś, co ją jeszcze uszczęśliwi, zanim jej czas dobiegnie końca.

I wtedy przypomina sobie o domku babci na Roztoczu, który podobno jest nawet jej własnością. Mieszkanie zostawia bratu, zabiera najpotrzebniejsze rzeczy i wyjeżdża do zapomnianego przez wszystkich domostwa. Widok jaki zastaje początkowo ją szokuje: dom, sad, obora, studnia i szopa - wszystko zaniedbane. Dom zarośnięty chwastami, brak bieżącej wody... Jednak Jaga nie zamierza odpuścić. Początkowo śpi w samochodzie, ale potem pojawiają się życzliwi sąsiedzi, którzy pomagają jej doprowadzić gospodarstwo do choć podstawowego porządku. Bohaterka chciała spędzić tutaj spokojne trzy miesiące i umrzeć w spokoju, ale los postanowił ją zaskoczyć. Najpierw pojawiają się gadające zwierzaki: pies, kot (mówiący archaizmami) i mysz (wygłaszająca boskie teorie o relacjach damsko-męskich) - potrafią rozbawić do łez. Jest też zjawa o imieniu Mona, niezwykła sąsiadka Śliwowa, przystojny weterynarz a nawet pojawia się były mąż. Niezły ambaras... i jak tu umierać w ciszy pól i jabłonek?

"Nalewka zapomnienia" to naprawdę bajka... Chwilami wzruszająca, chwilami humorystyczna a chwilami dająca nadzieję. Autorka na bazie swoich wspomnień z dzieciństwa świetnie oddała klimat roztoczańskiej wsi i niosących pomoc sąsiadów. To ciepła i lekka historia, która jest idealna na wakacyjny czas, na długie jesienno-zimowe wieczory, a także niezależnie od pory roku - dla wielbicielek polskich autorek.

Powieść czytało mi się bardzo szybko, miło i przyjemnie. Dzielnie kibicowałam bohaterce w jej odnajdywaniu siebie na spokojnej wsi - jakże częstym motywie w powieściach. Zakończenie mnie nie zaskoczyło, bowiem na takie właśnie czekałam, choć oczywiście nie byłam pewna jaki pomysł na finał miała autorka... Jedno jest pewne: napisała bardzo dobrą obyczajówkę i nie zamierzam poprzestać na tej jednej powieści Kasi Bulicz-Kasprzak w dziale książek przeczytanych.





Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki

niedziela, 9 sierpnia 2015

Krystyna Mirek "Polowanie na motyle"




Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
Data wydania: 2012
Liczba stron: 264
Cykl: Przyjaźń, miłość, związki tom 2










Strasznie długo zwlekałam z przeczytaniem książki opisującej dalsze losy bohaterów "Promu do Kopenhagi". Goniły mnie terminy recenzyjne, opóźniały problemy życiowe i dlatego kiedy kompletowałam książki na urlop postanowiłam dokończyć swoją przygodę z Weroniką, Konradem, Klaudią, Marcinem i Kasią. Ale jeśli Wy nie czytaliście debiutu autorki ("Prom...") to nie czytajcie mojej recenzji, bowiem popsujecie sobie dobrą zabawę.


Obudził się nagi. Na stojącym obok krześle zobaczył swoje poskładane ubranie i garnitur wiszący na oparciu. Ale przecież on nigdy nie miał w zwyczaju składania ubrań... Po chwili dotarło do niego, że spędził tę noc z kimś, bo przecież jest nagi a niczego nie pamięta. No tak, pił na weselu Weroniki i Konrada a teraz niewiele myślenie szwankuje a ciało domaga się wody... Kto był w jego łóżku? Czy Marcin Wilk to sobie przypomni?

Weronika straciła swój rodzinny dom, ponieważ tak zdecydował jej ojciec. Jednak obrotna dziewczyna w obliczu zbliżającego się ślubu uzyskuje zgodę, by choć sad mogła wykorzystać do swojej wymarzonej ceremonii i przyjęcia weselnego. Po tym pięknym dniu i pełnej wydarzeń nocy powraca szara rzeczywistość. Weronika pragnie szczęścia u boku męża - Konrada. Jednak już na początku okazuje się, że ich marzenia o przyszłości nieco się rozmijają. Ona pragnie domu, po którym będzie biegała gromadka dzieciaków i nawet wyszukała już idealne miejsce, gdzie dom miałby stanąć. Miejsce magiczne, które przemawia do jej serca i duszy. I nawet klucz Weronika już trzyma w dłoni. Jednak Konrad nie chce słyszeć o dzieciach. Dla niego to znacznie za wcześnie, bo przecież najpierw musi dokończyć budowę domu dla matki i swojego rodzeństwa a na dwa domy tak szybko nie zarobi. Na dodatek w Polsce... To jest teraz jego główny problem. Dlatego w chwili, gdy mężczyzna decyduje się na powrót do Niemiec, do pracy, żona postanawia ukryć przed nim swój stan i pojechać wraz z nim. Pracę u Schmidta załatwia jej nawet niespodziewanie Klaudia, zabójczo i nieszczęśliwie zakochana w Konradzie.

Klaudia nie zamierza wchodzić w drogę młodego małżeństwa, ale w ciszy własnego pokoiku roni łzy i wylewa wszelkie złości dotyczące swojej samotności. Jeszcze nie wie, że już niedługo los udowodni jej, iż bywa okrutny i lubi sobie kpić z dziewcząt często zmieniających męskie łóżka lub mężczyzn w swoim... To właśnie los sprawił, że noc poślubna Weroniki ma się okazać nocą szczególną, która zmieniła diametralnie plany na przyszłość wielu osób. Czy zawsze "in plus"? Czy osoby obdarowane szczególnymi darami będą mu wdzięczne? Jaka będzie ich reakcja? Kto się ucieszy, kto oszaleje ze złości, kto poczuje się oszukany, a kto będzie musiał przewartościować swoje życie?

Kasia wciąż pracuje w sklepie jubilerskim, jednak czekają ją ogromne zmiany. Zmienia się bowiem właściciel a ten nowy... hmmm... ma zupełnie inną wizję firmy, pracownic i w ogóle życia. Kasia wprawdzie awansuje, ale odbywa się to ogromnym kosztem i to nie tylko finansowym. Jednym słowem to, co wyprawia nowy szef określiłabym mianem mobbingu. Jak długo Kasia to wytrzyma? Czy rozmowa z przyjaciółką pomoże? Czy Weronice uda się przekonać pannę Jaworską do zmiany pracy? Ile czasu można wytrzymać pod presją i wydawać więcej niż się zarabia, tylko dlatego, że zauroczył nas człowiek żądający od nas więcej i więcej...

Trzy młode kobiety. Trzy różne spojrzenia na życie. Trzy różne problemy, które każda chce pokonać po swojemu. Trzy sposoby na poczucie motyli w brzuchu, choć nie zawsze droga do ich upolowania jest tak łatwa, przyjemna i ekspresowa niż byśmy chcieli. Każda z tych kobiet dostała od losu szansę na szczęście, tylko czy każda będzie potrafiła je wykorzystać? Jaką rolę w ich życiu, decyzjach i wyborach odegrają mężczyźni? Na ile poważne decyzje podejmą same? Czy osiągną upragnione szczęście? Czy uwierzą, że nie zawsze motyle idą w parze z właściwymi decyzjami sugerowanymi przez rozum?

Ciekawą osobą w powieści jest babcia Kasi - Wiktoria Jaworska, która udowadnia rodzinie, znajomym a przede wszystkim sobie, że po wychowaniu dzieci i wnuków coś się człowiekowi jeszcze od życia należy. Że nawet osoby starsze mogą poznać cuda techniki jakimi są telefony czy komputery a także udać się w podróż życia, podróż marzeń. Bo przecież nie warto czekać na śmierć. Nie można położyć się i czekać aż nadejdzie, trzeba chwytać każdy dzień i spełniać marzenia.

Krystyna Mirek stworzyła bardzo piękną powieść dla kobiet i o kobietach. Jest idealnym uwieńczeniem "Promu do Kopenhagi" i teraz wiem, że najlepiej jest je przeczytać od razu obie a nie czekać... Autorka opowiedziała kilka różnych historii, w których poruszyła mnóstwo ważnych, życiowych tematów: co może pomóc politykowi w pięciu się po szczeblach kariery, dwa przeciwne bieguny tego, jak rodzice traktują swoje dzieci, co pieniądze mogą zrobić z człowiekiem, co w życiu młodych ludzi zmienia wiadomość o ciąży, czy zawsze takie dziecko będą chcieli wychować czy może zechcą dokonać aborcji, jak bardzo w naszym życiu potrzebujemy wsparcia najbliższych a nie zawsze możemy na nie liczyć.

Autorka napisała książkę w typowy dla siebie sposób, dla mnie to już wręcz znak rozpoznawczy. Książka jest ciepłą historią, ciekawie napisaną, lubię ten styl (wciąż dopracowywany, co widać w później napisanych książkach), ten punkt widzenia pewnych spraw a zakończenie wywołało u mnie łzy wzruszenia i miłe wspomnienia sprzed kilku lat, choć u mnie nie było tych godzin oczekiwania, lecz poszło szybciej. Jedynie wynik był tak samo radosny. Polecam Wam oba tomy tego cyklu, od których rozpoczęła się przygoda autorki z pisaniem... i trwa do dziś.





Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Grunt to okładka, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki

wtorek, 4 sierpnia 2015

Renata Kosin "Mimo wszystko Wiktoria"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2012
Liczba stron: 328











Moja przygoda z twórczością Renaty Kosin rozpoczęła się w styczniu tego roku, kiedy to sięgnęłam po "Tajemnice Luizy Bein". Powieść wciągnęła mnie, zafascynowała i sprawiła, że kolejna polska pisarka dołączyła do grona moich ulubionych. Nie mogłam zatem nie poznać dalszych losów bohaterów i już w kwietniu przeczytałam "Kołysankę dla Rosalie" a teraz postanowiłam poznać historię od której wszystko się zaczęło, czyli debiutancką "Mimo wszystko Wiktoria". Jakie wywarła na mnie wrażenie? Oczywiście oprócz świetnej okładki z intrygującymi sukienkami w groszki...

Powieść skupia się przede wszystkim na pojęciu przyjaźni, bo któż nie marzy o takiej prawdziwej, bratniej duszy, która wraz z Tobą będzie się śmiała, płakała, wysłucha i pocieszy? Każdy chciałby mieć przyjaciela i choć nie zawsze jest on na wyciągnięcie ręki, bo mieszka daleko to dzisiejsze wynalazki znacznie ułatwiają kontakt, prawda? Dziękuję Ci, Przyjaciółko.

Poznajemy cztery przyjaciółki: Zuzannę, Michalinę, Gabrielę i Edytę. Autorka bardzo powoli zdradza nam szczegóły z ich życia. Delikatnie dozuje nam ich historie i odkrywa sekrety z przeszłości.
Zuzanna ma męża - Tadeusza, który intensywnie sprzeciwia się planowanemu przez żonę czterodniowemu wyjazdowi na obóz przetrwania w maju. Na co dzień Zuzka prowadzi sklepik z artykułami rękodzielniczymi oraz Dom Otwarty dla Pań, gdzie wielbicielki robótek ręcznych mogą spotykać się w babskim gronie i godzinami prowadzić dyskusje w miłym towarzystwie. Jakież zamieszanie wywoła pojawienie się w Domu Otwartym pana Filipa, który chce zapisać się na kurs frywolitkowy...
Pewne wydarzenia z przeszłości głównej bohaterki sprawiły, że nie może ona zostać matką (ale ma za to psa - Cynamona), co przyjęła do wiadomości, ale sprawia jej przykrość. Zuzkę wychowała pani Helenka, która nie jest jej prawdziwą matką a w domu spokojnej starości mieszka prawdziwa babcia Zuzanny. Co sprawiło takie zawirowania w jej życiu? I co chce jej wyznać kobieta, która pewnego dnia dzwoni z informacją, że jest dawną znajomą ojca Zuzy? Czy dojdzie do spotkania? Co wniesie ono do życia obu kobiet?

Michalina aktualnie pracuje w domu. Mąż, synowie i przyjaciółki trzymają ją pod kloszem, skaczą wokół niej i dbają jak tylko mogą o wszelakie jej potrzeby. Wciąż przywoływana jest przeszłość i coś, co sprawiło że Miśka nie pragnie dotyku męża, często źle się czuje i nikt nie chce, by zostawała sama w domu a tym bardziej z niego wychodziła. Co jest tego przyczyną? Jakie wydarzenia tak znacząco wpłynęły na życie Michaliny? Co się wydarzyło? Jaki udział w zachowaniu i samopoczuciu kobiety ma teściowa? By znaleźć odpowiedzi na te pytania, trzeba poczekać do samiutkiego końca. Tajemnica państwa Brunik jest najdłużej trzymaną w sekrecie przez autorkę. Ale warto czekać...

Gabryśka jest matką samotnie wychowującą nastoletnią córkę. Najpierw dowiedziałam się, że jest po rozwodzie, dopiero później, że Julka nie była jego dzieckiem. To osobna i całkiem ciekawa - z perspektywy czytelnika oczywiście - historia, czyli jak poczęła się Julia, gdzie, z kim i w jakich okolicznościach. Najciekawsze jest też podejście do całej sprawy przez prawdziwego ojca oraz relacje wciąż przyjacielsko łączące Gabrielę i Grzegorza (a nawet matkę jego córki z obecną rodziną). Teraz Gabi musi okiełznać jakoś swoje życie, pracę, zarezerwować czas dla przyjaciółek a i dorastająca córka potrafi nieźle namieszać matce w poukładanej codzienności (łącznie z kontaktami damsko-męskimi i brafitterką). Czy Gabriela znajdzie wreszcie mężczyznę, który da jej szczęście?

Edyta z kolei jest młodą matką, która została wyrzucona z pracy. Przyjaciółki radzą, by walczyła z pracodawcą, bo przecież obiecał zatrzymać stanowisko, młodych matek się nie wyrzuca i tak dalej... Ale to nie takie proste a i po takim czasie siedzenia w domu z dzieckiem nie jest łatwo znaleźć coś nowego. Los jednak stawia na drodze Edyty kogoś, kto nieświadomie najpierw ją skrzywdził a teraz pomoże. O kim mowa? Jaką rolę odegra ta osoba w życiu tej szalonej czwórki? Czy zagości na dłużej w sylwestrowych spotkaniach w Domu Otwartym?

Bogactwo bohaterów, różnorodność ich charakterów oraz życiowych zdarzeń powodują, że nie można się od książki oderwać. Bardzo chciałam dowiedzieć się czy Edyta znajdzie pracę, czy Gabryśka znajdzie miłość życia jednocześnie radząc sobie z początkiem "bycia kobietą" Julki. Co ukrywa Michalina i czy Zuzka pojedzie na survival... Jaką sprawę ma do Zuzanny tajemnicza kobieta z Wrocławia, kim są Emilka wspomniana u Bruników oraz mała dziewczynka z okładki i dlaczego Marianna woli mieszkać z dala od wnuczki?  Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie już w powieści. Ja dobrze bawiłam się oczekując na wyjaśnienie kolejnych tajemnic.

Przyznaję, że początkowo powieść mnie nużyła. Nie działo się zbyt wiele, nie mogłam się odnaleźć wśród bohaterek, kto jest kim, czyj mąż ma jak na imię. Sporo było tajemnic, niedopowiedzeń, urwanych wątków, zatajonych faktów z przeszłości - choć to wszystko miało swój cel - powolne odkrywanie kart, czyli smakowity deser z genialną końcówką - wręcz wisienką w likierze na tym literackim torcie. Jednak to właśnie te zabiegi sprawiły, że uważam książkę za świetną. Poruszyły mnie opisane tutaj problemy, tak zwyczajne jak nasze życie. Niby szalone bohaterki, mające zwariowane pomysły, ale jednocześnie kobiety twardo stąpające po ziemi, bowiem każda z nich boryka się ze swoimi problemami. Niejedna spośród nas, Ty, ja czy może ona ma takie same...

Powieść jest debiutem a wiadomo, że z czasem warsztat pisarza jest lepszy, bardziej dopracowany, wymuskany i dopieszczony. Owszem, moje wcześniejsze spotkania z twórczością Renaty Kosin były obfitsze w emocje i napięcie, ale to ze względu na charakter tych książek, bardziej przygodowy, sensacyjny nawet chwilami. "Mimo wszystko Wiktoria" jest typową obyczajówką, która ma pozwolić kobietom się odprężyć, przenieść do innego świata, zapomnieć o swoich problemach, by przeżyć historie innych osób i ich trudności dnia codziennego. Nie oceniam tej powieści gorzej ze względu na to, że jest debiutem. Uważam wręcz, że jest bardzo udanym wejściem pisarki na polski rynek wydawniczy. Właściwie to nie mam do czego się "przyczepić" (jedynym minusem jest dla mnie początek, ale o tym już pisałam), bowiem znalazłam tutaj humor, płynne przechodzenie pomiędzy poszczególnymi wątkami, które nie mieszają czytelnikowi w głowie, dobre dialogi, typowo babskie podejście do życia (choć i mężczyzn tu nie brak). Autorka poprzez wprowadzenie licznych smaków i zapachów uzyskała też ciekawy klimat powieści.



Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Grunt to okładka, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki

niedziela, 19 lipca 2015

Agnieszka Lingas-Łoniewska "W szpilkach od Manolo"




Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2013
Liczba stron: 236











Lato to piękny czas, gdy uczniowie nie chodzą do szkoły i nie czytają lektur, nauczyciele mają długie wakacje a pozostali dorośli choć mają krótkie urlopy, to jednak chcą wykorzystać ciepłe dni na lżejsze tematycznie książki. I z tego właśnie powodu, wykorzystując lipcowe wieczory oraz swoje wyzwanie Pod hasłem postanowiłam ulżyć w cierpieniu kolejnej książce kurzącej się na półce. Twórczość autorki znam (powiedziałabym nawet, że należy do mojego TOP10 polskich autorek), zatem nie powinnam być rozczarowana, prawda? Sięgnęłam po ten tytuł także ze względu na wiek głównej bohaterki, brzmi znajomo :P

Liliana ma trzydzieści pięć lat i trzy koty, że o ilości par szpilek w domu nie wspomnę. Lilka jest "korpoludkiem" (jak mawia mój mąż), czyli pracuje w korporacji. Wprawdzie nie lubi wyścigu szczurów, nie znosi swojej szefowej, zwanej "Lejdi", ale pracuje w zgranym zespole szalonych dziewczyn, z którymi łączy ją przyjaźń. A to przecież bardzo ważne w życiu, by mieć prawdziwych przyjaciół, prawda? Mama Lilki nie może doczekać się zięcia, wnucząt, ale Lilka jest po przejściach i nie bardzo pali się do nowego związku. Bo jak zakochać się znowu, kiedy to facet pod jej nieobecność sprowadzał sobie do JEJ apartamentu narzeczoną, że niby to do siebie. Nie ma to jak wiara w ludzi, ale od czego są pomocni sąsiedzi...

Teraz Liliana ma pracę, ukochane zestawienia w Excelu, koty do wypieszczenia i czas na spotkania z przyjaciółkami. I życie toczyło by się nudnym torem gdyby nie nowy dyrektor w "fabryce" - Michał Maliszewski, który już na wstępie zdenerwował bohaterkę zajmując jej miejsce parkingowe. Ale rozświetlająca oczy furia Lilki spowodowała jedynie, że Michał zauważył w niej obiekt godny westchnień. Tyle, że ten obiekt popsuje mu nieco plany zawodowe... Bo Michał jest nie tylko dyrektorem korporacji o czym Lilka dowie się w dosyć nietypowej sytuacji, która połączy tych dwoje. Ale że oboje skrywają tajemnice, on nie może zdradzić pewnych służbowych spraw, ona jest roztrzepana, wciąż coś gubi albo wkłada bezwiednie do torebki i ... katastrofa gotowa. Z tego powodu nie dowie się, że porwania kobiet, które mają ostatnio miejsce mogą dosięgnąć i ją...

Jak to w obyczajówce, czytelnik śledzi przygotowania do pewnego ślubu, dziwne zachowania kolegi z pracy, które w obliczu poznania przez Lilkę profesji Michała stają się podejrzane, jest też uwielbienie niedoszłej teściowej dla Maliszewskiego i szpilki, niekoniecznie od Manolo, które jak się okazuje mogą uratować kobiecie życie. O, tak książka jest nie tylko słodką powieścią o miłości, seksie czy chwilach zapomnienia wszelakiego napisaną z humorem. To nie tylko romans, to nie tylko komedia, ale również kryminał. Choć jak przyznaje sama autorka, nie zawsze to poważny kryminał to chwil grozy, zwłaszcza dla zakochanych bohaterów nie brakuje. Kiedy już bowiem dowiecie się kim jest Michał, człowiek ze złośliwym poczuciem humoru, to powoli zaczniecie wnikać w świat, gdzie nie do końca wszystko jest takie, jakim się wydaje. Nie wszystkiemu co widzimy powinniśmy wierzyć, ale zaufać. Liliana niestety tego nie zrobiła i wpakowała się w niezłe tarapaty. Ale kiedy już udaje się dojść do momentu, kiedy z reguły zaczyna się "żyli długo i szczęśliwie" to tak naprawdę otrzymujemy dawkę emocji i wyjaśnienie tajemnic.

Tak, mimo początkowego zwyczajnego życia kobiety po trzydziestce pracującej w korporacji, co tak naprawdę nie jest dość ekscytujące, pojawiają się wydarzenia, które sprawiają, że śmiało mogę zaliczyć książkę do lekkich powieści na letnie dni czy zimowe wieczory. Podobnie jak dotychczas poznane książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, tak i ta niesie w sobie odprężenie, którego tak często poszukuję w lekturach. Prosty i łatwo zapadający w pamięć język, świetne dialogi z humorem i ciętą ripostą oraz bardzo widoczne przeobrażenie się bohaterki to atuty tej powieści. Lekka i niezobowiązująca lektura, którą polecam pragnącym odpocząć po pracy, nie tylko w korporacji... Tylko może szpilki do czytania zdejmijcie :P







Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki

środa, 8 lipca 2015

Barbara Vujcic "Niebieski zeszyt" - przedpremierowo




Autor: Barbara Vujcic
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana w lipcu 2015
Liczba stron: 272











Sięgając po "Niebieski zeszyt" byłam przekonana, że jest to kolejny debiut, nie byłam pewna czy polski z powodu nazwiska autorki. Jednak treść skutecznie mnie przekonała, że książka jest całkowicie polska a akcja została osadzona częściowo na Podlasiu, gdyż tam urodziła się Barbara Vujcic. Powieść nie jest też debiutem. Była nim historia o polskich emigrantach w Wielkiej Brytanii  "W kraju róży", wydana w ubiegłym roku.

Czternastoletnia Ola, która jest narratorką powieści, mieszka z mamą w Krakowie. Z pozoru ich rodzina niewiele różni się od innych, mieszkających na tym samym osiedlu, w tej samej dzielnicy. Dziewczynka chodzi do prywatnej szkoły (na którą zarabia ojciec pracujący w Wielkiej Brytanii), uczęszcza na zajęcia dodatkowe, uwielbia kółko teatralne. Ola wchodzi właśnie w etap pierwszych zauroczeń chłopcami a swoimi sekretami dzieli się z najlepszą przyjaciółką Julką. Jednak tu właśnie to idealne życie przestaje takie być. Okazuje się bowiem, że ojciec miał wypadek, matka musi tam pojechać i zająć się mężem ze złamaną nogą. Aleksandra nie może przecież sama zostać w Krakowie, więc z dnia na dzień żegna się z dotychczasowym życiem i musi wyjechać do Bronek, podlaskiej wsi niedaleko Białegostoku, gdzie będzie mieszkała u dziadków i chodziła do tamtejszej szkoły.

Ola mimo buntu w stosunku do sytuacji, musi się podporządkować woli mamy. Jest za młoda, by o sobie decydować. Zwłaszcza, że ich krakowskie mieszkanie zostanie wynajęte. Wieś, w której mieszkają rodzice mamy jest fajna, ale na wakacje. A nie na stałe. Ola wie, że nie chce się tam z nikim zaprzyjaźnić, bo mocno wierzy w to, że kryzys szybko zostanie zażegnany i wróci do domu. Zresztą, kto będzie chciał polubić dziewczynę z trądzikiem.

Niestety prawda jest bolesna: rodzice wciąż się kłócą, mama musiała w Anglii podjąć pracę, tata wrócił do Krakowa i zamieszkał z inną kobietą. Tego wszystkiego Ola nie wie i długo jest to przed nią ukrywane. Odkrywa za to inne sekrety z życia rodziny, co jest miłą odmianą od szkolnego życia pełnego problemów, od utrudnionych kontaktów z rodzicami i zamartwianiem się o babcię w czasie, gdy dziadek "wylądował" w szpitalu. W tym czasie dziewczynka musiała zająć się starszą panią i jeszcze gospodarstwem. Na jej barki spadła też wizyta w szpitalu. Dobrze, że mogła liczyć na pomoc Bena, jedynej osoby w nowej szkole, która okazała sympatię "nowej".

Ale o sekretach chciałam pisać... Wszystko zaczęło się od porteru wiszącego w pokoju, który zajmowała Ola. Był to portret Amelii, siostry dziadka. Ale czy tylko? To jednak nie koniec tajemnic, które skrywa ten pokój. I życie tej rodziny. Co ukrywają dziadkowie? Czy powiedzą dziewczynce prawdę? Czy ona o nią zapyta? Czy mama Oli zna prawdziwą wersję wydarzeń? Co zrobi nastolatka? Zostawi sprawy własnemu biegowi czy podejmie próbę rozwiązania zagadki do końca, mimo że będzie to wymagało od niej pieniędzy i trzymania całej sprawy w sekrecie? Kogo Ola poprosi o pomoc?

Ta niepozorna książka o bardzo prostym tytule mnie zaskoczyła. Pozytywnie. Uwielbiam odkrywanie rodzinnych tajemnic, stare miłości, smutne rozstania, szalone romanse, przedmioty z przeszłości sprytnie ukryte przed światem. Jakże życiowe problemy poruszone w książce to praca za granicą, rozbijanie rodziny, próby połączenia choćby maleńką nitką sympatii członków rodziny obecnej i poprzedniej. Jest też nastoletnia miłość, antypatie szkolne i odrzucenie przez społeczność wioski z powodu plotki. Są łzy i radość, jest miłość i przyjaźń a także tytułowy niebieski zeszyt, w którym Ola pisze opowieść, bajkę właściwie (opowiedziałam ją już mojej córce, była ciekawa kolejnych części) o księżniczce Białej Koniczynce, która próbowała uratować ojca z zamku złej czarownicy. Przyznam, że i ja byłam ciekawa zakończenia tej historii.

Książkę czytało mi się dobrze, historia choć dotyczyła głównie młodzieży była wciągająca, intrygująca i z zaciekawieniem czekałam na kolejne, dość krótkie rozdziały. Autorka wprowadziła wielu ciekawych bohaterów, mocno utrudniała im życie, co doskonale odzwierciedla prawdziwe życie... Niestety kłody wciąż są nam rzucane pod nogi, prawda? Jest tylko jedna rzecz, do której mam zastrzeżenia a mianowicie dialogi i ich graficzne umieszczenie w tekście. Nie wiem czy to zabieg autorki czy wydawnictwa, ale lubię gdy dialogi są doskonale widoczne (od myślników w nowych linijkach) i wiadomo kto co mówi. Jednak tutaj niejednokrotnie musiałam wracać do początku wypowiedzi bohatera, by skupić się na tym, w którym miejscu akapitu jego wypowiedź się kończy a zaczyna kogoś innego, gdyż myślnik jest zaraz po jego wypowiedzi w ciągu danego wersu. Oby ten mój problem był spowodowany wersją recenzyjną książki.

Powieść nie nudzi, gdyż akcja przenosi się w miejscu i czasie oraz dodatkowo do opowieści Oli. Wciąż dzieje się coś nowego - a to święta, a to pies, a to szpital. Jest też podbite oko, przedstawienie teatralne, ale w chwili gdy Ola odwiedza starszą panią z domku, który do tej pory widziała ze swojego okna, gdzieś w oddali, akcja nabiera tempa. Ola kojarzy szczegóły, przedmioty i dostaje ważne dla siebie informacje. Dalsza część powieści to już istna magia, feeria cudów i niezwykłe szaleństwo, którego podjęła się czternastolatka. Czy było warto? Mnie zakończenie ogromnie się podobało! Polecam Wam "Niebieski zeszyt", nie tylko na urlop.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dorocie z


niedziela, 5 lipca 2015

Melissa Moretti "Kochanek z Malty. Włoski romans"




Tytuł oryginalny: A máltai szerető
Tłumaczenie: Weronika Sobolewska
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 18 czerwca 2015
Liczba stron: 280










Za oknem upał, żar dosłownie leje się z nieba... W południe lepiej nie wychodzić z domu... Zupełnie jak w połowie sierpnia we Włoszech, kiedy to następuje czas ogólnej sielanki. W Rzymie pozostają tylko Ci, którzy obsługują turystów a pozostali wyjeżdżają na urlopy, z dala od miasta. Czy zatem chwila, gdy ubrana jestem bardzo minimalistycznie, obłożona czereśniami, napojami i lodami nie sprzyja sięgnięciu po powieść z włoskim romansem już w tytule...? Dzięki pogodzie łatwiej mi sobie wyobrazić, że jestem nie w upalnym Krakowie, lecz w Rzymie... Spaceruję wzdłuż brzegu Tybru, piję herbatę w uroczej, maleńkiej kawiarence przy znanym placu a zewsząd słyszę gwar turystów w różnych językach... Dobra, zejdźmy na ziemię i zajmijmy się recenzją.

Dwudziestopięcioletnia Anna Tresa trzy lata temu opuściła rodziców i swój dom rodzinny w Szwajcarii i przyjechała do Rzymu podejmując pracę jako pokojówka w pałacu rodziny Agostini. Właściwie to do jej obowiązków należało opiekowanie się seniorką rodu - panią Lucianą, ale znosić humory musiała już całej rodzinki: pierworodnej córki Luciany - Roberty, zgorzkniałej rozwódki, która usilnie próbuje wskakiwać do łóżka co ciekawszym "partiom", nie dając tym dobrego przykładu swojej nastoletniej córce Mirelli czy młodszej siostrze Stelli (nota bene też poszukującej szczęścia w miłości). Nie można też zapomnieć o średnim synu Agostinich - Raffaele to adwokacina prowadzący interesy z podejrzanymi, wygolonymi typkami, który nie cieszy się sympatią otoczenia.

Pewnego dnia w rodowej siedzibie Agostinich zjawia się młody (dwudziestosześcioletni) i przystojny Paul Hamrun z Malty. Ma objąć wakat szofera u bogatej rodziny, jednak składając dokumenty na konkurs, nie wiedział na jakie znane nazwisko będzie mu dane trafić. Na dzień dobry Paul poznaje Annę, sympatyczną pokojówkę, która stara się z ciepłem i humorem prowadzić rozmowy, by ten początek pobytu był dla nowego pracownika przyjemny. Paul rozpoczynając pracę nie zdaje sobie sprawy jakie obowiązki czekają na niego w pałacu, poza tankowaniem i myciem pojazdów oraz wożeniem rodziny. Tak młody mężczyzna wywołał bowiem niezwykłe pospolite ruszenie wśród obu sióstr Agostini. Zarówno Roberta, jak i Stella postanowiły zaciągnąć Paula do swojej sypialni. Czy im się to uda? Którą z nich wybierze Paul? Której się oprze? A którą odrzuci? I jak potoczą się jego relacje z Raffaelem, który zrobi wszystko, by pozbyć się intruza z domu. Obaj nie mają do siebie zaufania, traktują się jak zło konieczne... A najlepsze jest to, że obaj mają rację, czują chyba co się wydarzy i jak potoczy się ich przyszłość...

Bardzo sympatyczny romansik w klimacie włoskiego lata, w którym poznajemy dwa bieguny życia: biedna i uzależniona od humorów pracodawców służba oraz bogata, rozpieszczona a niejednokrotnie znudzona "nicnierobieniem" śmietanka towarzyska. Ich bale, przyjęcia, imprezy charytatywne, które kończą się przypadkowymi przygodami, upojeniem alkoholowym, narkotykami a potem przed paparazzi ratują bogaczy szoferzy. Choć kiedy szofer ma w sobie zdolności pedagogiczne, których pokładów się nie spodziewał, może też uczyć nastolatki prowadzenia samochodu a nawet wyprowadzić w pole niejednego opryszka. Ale przeszłość robi swoje. A już na pewno jej wyciągnięcie na światło dzienne przez Raffaele nie przysporzy Paulowi chwały w oczach bogatego bufona.

Powieść chwilami staje się tajemnicza i sensacyjna wręcz. Oto z głów poszczególnych członków rodziny znikają włosy a nawet jedna szczoteczka do zębów. Kto i w jakim celu kolekcjonuje tak nietypowe rzeczy? Do czego mają posłużyć? I tu muszę stwierdzić, że tajemnica ciągnie się przez większość książki. Po drodze pojawia się wiele wydarzeń, niedopowiedzianych zdań, zagadkowych spojrzeń, jest też szwajcarski hotel na sprzedaż, niepokój Anny, chwile strachu dla Paula i dopiero na końcu wyjaśnia się powód, dla którego z taką radością Maltańczyk podjął pracę u Agostinich. Szczerze mówiąc to cząstka mnie odpowiadająca za cechy detektywistyczne domyśliła się bardzo szybko do czego zmierza Paul... Nawet niespodziankę, o której on sam dowiedział się studiując zawartość grubej koperty, odkryłam wcześniej niż członkowie rodziny, jednak i dla mnie autorka przygotowała totalne zaskoczenie na czas narady rodzinnej. Jakie? Nie zdradzę.

Książkę czyta się bardzo szybko i sympatycznie. Podobał mi się motyw z papugą, która potrafiła wróżyć za jeden euro. Bardzo pięknie Melissa Moretti opisała uczucie, które zaczęło zbliżać do siebie Annę i Paula. Zrobiła to w sposób dyskretny, delikatny, subtelny i poetycki, podobnie jak i sceny intymne tych dwojga. Czytało się naprawdę z przyjemnością. Do tego świetne dialogi, dobrze nakreślone postacie i klimat miasta, a także relacje pomiędzy członkami rodziny Agostini.
Jedyne co mi przeszkadzało w lekturze to momenty kiedy znienacka w kolejnym akapicie autorka całkowicie zmieniała bohaterów i akcję w stosunku do akapitu poprzedniego, zupełnie nie oddzielając tych wydarzeń graficznie. A było takich momentów kilka. Przeszkadzały mi one w odbiorze, ale nie tyle, bym nie mogła polecić Wam tej książki z czystym sumieniem jako świetnej powieści na lato!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice z 


wtorek, 9 czerwca 2015

Magdalena Witkiewicz "Moralność pani Piontek"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: maj 2015
Liczba stron: 296











Masz zły nastrój? Męczą Cię problemy? Nie możesz zasnąć z nadmiaru stresu? Jesteś smutasem i zgryźliwcem? Nie, to nie jest reklama leku antydepresyjnego. Znam coś znacznie lepszego! To najnowsza powieść Magdy Witkiewicz "Moralność pani Piontek", która jest doskonałym lekiem na powyższe przypadłości. Dlaczego? Zapraszam na moje wrażenia.

Gertruda Piontek przyszła na świat jako starsza z bliźniaczek i zawsze chciała być w życiu tą ważniejszą siostrą, robić wszystko lepiej i wcześniej. Nie zawsze jednak tak się udawało. Krystyna pierwsza wyszła za mąż (ale to Gertrudzie dostało się lepsze nazwisko) i pierwsza urodziła syna. Obie siostry, kiedy tylko nadarzyła się okazja, uciekły z rodzinnego domu na wsi i to w Gdańsku robiły karierę. Gertruda poszła na medycynę i tam poznała swojego przyszłego męża Romualda. Co jej się najbardziej spodobało w tym mężczyźnie? Nazwisko Poniatowski i to dla niego postanowiła wyjść za mąż. Romuald był potulnym małżonkiem, znosił humory swojej ekscentrycznej i nie znoszącej sprzeciwu żony. Pił i jadł tylko z firmowej z porcelany, nie mógł mieć psa i musiał trzymać lustro żonie, która zakładała strój i specjalne buty przeznaczone do trumny i robiła próbę generalną swojego wyglądu. Że o trzymaniu ubrań i butów w garderobie w porządku kolorystycznym nie wspomnę... Można oszaleć, prawda?

Najciekawsza akcja rozpoczyna się jednak w chwili, gdy ukochany syn państwa Poniatowskich Augustyn osiąga wiek trzydziestu pięciu lat i nie mogąc znieść już humorów mamusi postanawia się wyprowadzić. Podczas dyżuru w szpitalu znajduje pokój do wynajęcia u pani Halinki, która nie uprzedza w swojej łaskawości, że drugi pokój wynajęła młodej studentce - Anuli. Do czego doprowadzi wspólne mieszkanie tej dwójki? A może trójki, bowiem najlepszym przyjacielem Augustyna jest megapodrywacz Cyryl a chwilowo ma u siebie... remont.

O ile do tego momentu książka była świetna, to teraz stała się boska. A miałam okazję czytać ją również w miejscach publicznych i ludzie zerkali na mnie z ukosa, bowiem nie byłam w stanie powstrzymać uśmiechu a nawet parsknięć.

Powieść jest najzabawniejszą książką z dorobku autorki, którą miałam okazję czytać (jest to moje szóste spotkanie z twórczością M.W.). Magda Witkiewicz świetnie nakreśliła wszystkich bohaterów tej słodko-gorzkiej opowieści i każdy z nich wnosi powiew czegoś nowego. Upiorna żona i matka Gertruda Poniatowska de domo Piontek, potulny mąż Romuald, który wie, że jego zdanie się nie liczy. Dorosły syn-lekarz, zwany przez matkę Gutkiem, który próbuje zerwać się ze smyczy rodzicielskiej a przy tym rozwijać zawodowo i jeszcze poznać miłość życia. Jego przyjaciel Cyryl, podrywacz, zwany przez Gertrudę Cyrylem Przebrzydłym. Anula, dziewczyna mieszkająca w pokoju u pani Halinki, studentka na którą spadł właśnie problem porzucenia przez ukochanego. Jest też sąsiadka pożyczająca Romualdowi książki oraz salowa Anita mająca odegrać w tej historii bardzo ważną rolę. A jeśli dorzucę jeszcze dwójkę sympatycznych i zaradnych dzieciaków z sąsiedztwa Poniatowskich - Mariettę i Kornela a na koniec jeszcze Biszkopta (psa) to uśmiechu Wam nie zabraknie.

Czytelnik i tak jest w komfortowej sytuacji, bowiem domyśla się wielu wydarzeń i tego, jak historia może się potoczyć. Jednak bohaterowie są w gorszym położeniu, nie wiedzą tego co my, nie znają swoich wzajemnych myśli ani działań i dopiero w finale powieści doznają wielu zaskoczeń, niespodzianek i przeżyją szok (sprawa z psem sąsiadów, powaliła mnie na łopatki). Wtedy dopiero na jaw wyjdzie wiele spraw, które wcześniej wydają się podejrzane. Wyjaśni się sprawa urlopu na Malcie, kim jest pani Basia, dlaczego Gutek musiał wyjechać i do czego tak naprawdę przydaje się wosk. Ciekawym wątkiem jest ten z wybieraniem specjalizacji przez Augustyna oraz jego podchody przed wyjazdem (ech, prosto lecz romantycznie). A jajkiem w szklance to mnie autorka zaskoczyła, nie jadłam nigdy takiego...

Myślę, że to powieść nie tylko dla kobiet. Szczerze polecam ją mężczyznom, ponieważ kiedy poznają Gertrudę jako matkę czy żonę to podziękują losowi za to, że kobiety w ich rodzinach nie są takimi harpiami.

Książka jest dopieszczona, dopracowana, przemyślana a humor idealnie wpasował się w mój gust. "Moralność pani Piontek" to nie tylko powieść romantyczna, ale również komedia pomyłek w najlepszym wydaniu. Uwielbiam lekkie lektury, które nie wiadomo kiedy się kończą, tak szybko się je czyta. A szkoda, bo naprawdę można poczuć się odprężonym, zrelaksowanym i zapomnieć o swoich problemach dnia codziennego. Gorąco Wam polecam powieść, nie tylko na wakacyjny wypoczynek.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

sobota, 22 listopada 2014

Katarzyna Michalak "Przystań Julii"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 356
Seria: kwiatowa tom 3










Życiorysu autorki przybliżać Wam nie będę, gdyż w Internecie znajdziecie wiele informacji jej dotyczących. Kasia Michalak skradła moje serce kilka lat temu książką "Rok w Poziomce" i to od niej zaczęła się moja przygoda z twórczością tej polskiej pisarki. "Przystań Julii" jest moją piętnastą przeczytaną powieścią z licznej gromadki opublikowanej przez autorkę. Pani Kasia napisała już typowe babskie obyczajówki, powieści z tematami życiowo trudnymi, erotyki oraz fantastykę. Niniejsza książka jest trzecim i jednocześnie ostatnim tomem Serii Kwiatowej. To właśnie z tego powodu, nie sięgnęłam po książkę w chwili, gdy do mnie przybyła... Choć bardzo mnie do niej ciągnęło to bałam się... rozstania z Milanówkiem i bohaterkami z ulicy Leśnych Dzwonków. Nie chciałam, by przygoda w świecie Kamili się skończyła. Ale w końcu ciekawość zwyciężyła!
Jeśli nie czytaliście dwóch poprzednich tomów tej serii nie psujcie sobie dobrej zabawy i nie czytajcie dalszego ciągu tej recenzji. Ale decyzja jest Wasza.

Julia Stern, jak pamiętamy z poprzedniego tomu, zamieszkała w wilii należącej wcześniej do Janki. Jednak w wyniku rozwodu, odtrącenia przez córkę i wreszcie odebrania jej przez byłego męża nawet możliwości zajmowania tego domu, musiała szukać innego miejsca na Ziemi. Udała się więc na Podkarpacie, gdzie ciocia Dorota pozostawiła jej malutki domek we wsi otoczonej lasami. Julia jeszcze przed dotarciem do celu zdążyła poznać jednego ze swoich sąsiadów - Grzegorza Bogdańskiego. Pomógł jej dotrzeć do "Chatki Dorotki" - jak miejscowi nazywali domek jej cioci - rozpalić w piecu a nawet rozrysował plan jak dojechać do jego domu. Julia nie skorzystała z propozycji noclegu w pensjonacie Grzegorza, wolała pozostać ze swoją kotką Bezą u siebie. Bo przecież ten dom jest tylko jej i nikt nie ma prawa go jej odebrać! Aby mieć z czego żyć Julia rozmyśla nad wznowieniem działalności swojego internetowego sklepiku z rękodziełem. To chyba wynik pięknych widoków za oknem oraz rześkiego, czystego górskiego powietrza. Czy częste pobudki spowodowane podkładaniem do pieca nie odstraszą Julii i od tego miejsca? Czy znajdzie tutaj potrzebny spokój duszy? A może odnajdzie miłość, tak potrzebną jej do szczęścia? Kobieta przed czterdziestką też może jeszcze kochać! By nie zdradzać zbyt wielu szczegółów, napiszę tylko że w życiu Julii - zawodowym i osobistym - zajdą spore zmiany. Pojawi się kolejny - po Grześku - mężczyzna a swoje łapki maczała w tym Beza :) Co z tego wyniknie?

Jak przystało na tytułową bohaterkę, to Julia i jej historia wysuwa się w tym tomie na pierwszy plan. Jednak z zapartym tchem oczekiwałam nowych wieści dotyczących starych bohaterów: Kamili, Łukasza i Gosi. Jak będzie wyglądało ich życie po tak dotkliwej stracie jaką było odejście Jakuba? Zwłaszcza, że na jaw wychodzą niejasne przesłanki o tym, że to nie był zwykły wypadek. Łukasz przypuszcza, że to było morderstwo? Dlaczego tak uważa? Czy ma rację? Tajemnicza przesyłka otrzymana od fałszywego kuriera jeszcze bardziej utwierdza go w przekonaniu, że musi dociec prawdy a przede wszystkim zlokalizować HV475.
Dziwne zachowanie Łukasza, jego milczenie, znikanie i tajemnice bardzo źle wpływały na Kamilę, która pomna na wypadki z przeszłości podwójnie martwiła się o ukochanego. Łukasz milczeniem dbał o jej bezpieczeństwo czego ona nie była świadoma. Zajmowała się domem, ogrodem i ciężarną Gosią. Te dwie kobiety połączyła wspólna tragedia i razem starały się podtrzymywać na duchu. Czy lepiej by było, gdyby Łukasz uprzedził je o grożącym niebezpieczeństwie?
Łukasz próbował ogarnąć obowiązki we wszystkich polskich i zagranicznych firmach Kilińskiego, by nie zaprzepaścić wielu lat ciężkiej pracy przyjaciela. Do tego starał się odkrywać kolejne niespodzianki pozostawione mu i zaszyfrowane przez Jakuba. Czy uda mu się wyścig z czasem i z tymi, którzy przesłali anonimowy list? Jaką decyzję podejmie na końcu drogi? Czy je życie będzie dla niego ważniejsze - jednej osoby czy wielu milionów na całym świecie? Czy posłucha wskazówek pozostawionych przez Kilińskiego?

Powieść czytałam z ogromną ekscytacją. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam książki autorki. Po drugie - bo pokochałam bohaterów trylogii kwiatowej. Po trzecie, ponieważ Michalak z "Przystani Julii" uczyniła powieść nie tylko obyczajową, ale i sensacyjną wręcz. Są bowiem groźby nieznanych sprawców i zazdrosnych kobiet, karne występki bohaterów, areszt, podsłuchy i ekshumacje. A Łukasz chyba nie byłby sobą, gdyby nie dostarczył czytelniczkom emocji związanych ze swoim kolejnym pobytem w szpitalu. Co stało się tym razem? Musicie koniecznie sięgnąć po lekturę!

Żeby z mojej recenzji nie wynikało, że w książce dzieją się same złe rzeczy muszę wspomnieć o pozytywnych i szczęśliwych zdarzeniach. Autorka postawiła bowiem na uświadomienie nam, że miłość, przyjaźń i pomoc są obok nas. Wystarczy tylko poprosić, czasem przeprosić i wszystko może się jeszcze ułożyć. Wie o tym Kamila, która od wielu lat doświadczała kolejnych strat i nieszczęść, aż do czasu.... Teraz wydaje się, że jej świat wreszcie będzie spokojny i ustabilizowany. Wie również Gosia, którą los okrutnie potraktował odbierając rodziców, dziecko, a po latach samotnego egzystowania kolejną otrzymaną od losu miłość. Jednak i w jej przypadku los podeśle promyczek słonka. Zaś co do Julii - tak jak pisałam, gdyby nie nieoceniona pomoc kotki, mieszkałaby już zawsze sama w "Chatce Dorotki" i zajmowała szyciem do sklepiku "Przystań Julii", a tak....

Radość z czytania tej świetnej powieści dawkowałam sobie przez dwa wieczory. Śmiejąc się i płacząc na przemian. Trzymając kciuki za powodzenie misji Łukasza. Polubiłam tych bohaterów jakby byli moimi sąsiadami - szkoda, że nie są. Będzie mi ich brakowało, choć ostatnie słowa autorki dają maleńką nadzieję, że może gdzieś, kiedyś...
Nie będę Wam pisać o języku, humorze, adrenalinie i emocjach. To wszystko jest w odpowiedniej ilości i jakości oraz daje czytelnikowi chwile idealnego zagłębienia się w dobrą polską literaturę. Zatem jeśli lubicie książki autorki, czytaliście poprzednie tomy to koniecznie sięgnijcie po wisienkę na torcie, jaką jest ta powieść! Mnie pozostaje przeczytanie innych pozycji Kasi Michalak.





Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, Czytelnicze marzenia 2014, 52 książki

sobota, 20 września 2014

Katarzyna Michalak "Dla Ciebie wszystko"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 28 sierpnia 2014
Liczba stron: 304
Seria: owocowa tom 6











Każdy kto zna mój blog wie, że powieści Kasi Michalak lubię. Jedne bardziej, inne mniej, ale wszystkie przeniosły mnie w krainę dobrej literatury pozwalającej zapomnieć o "bożym świecie". Przy wielu z nich polały się łzy, czasami czułam się wzburzona, czasami zauroczona i podobnie było przy czternastej książce - "Dla Ciebie wszystko". Mnóstwo emocji a przede wszystkim zaspokojona ciekawość co do dalszych losów bohaterów poprzednich powieści autorki.

Pamiętacie "Wiśniowy Dworek" i losy Danusi, Danki i Daniela oraz zagubioną dziesięciolatkę Anię Kraskę z "W imię miłości"? Bardzo przyjemnie było znów spotkać się z bohaterami i wraz z nimi przeżywać nowe, fascynujące i sensacyjne chwile.
Od czasu ostatniego spotkania Ania urosła, ukończyła studia i została oficjalnie lekarzem, by spełnić obietnicę daną matce na łożu śmierci. Wakacje i ferie spędza na Jabłoniowym Wzgórzu wraz z dziadkiem i jego żoną, jednak już wkrótce zamierza wyjechać... Najpierw do chłopaka do Gdańska a potem do Stanów Zjednoczonych, gdzie czeka na nią współpraca ze znakomitym neurochirurgiem - profesorem Andermanem. Jednak życie ma dla Ani nowe niespodzianki i wiele z jej marzeń może nie dojść do realizacji. Niemal jak w brazylijskiej telenoweli podczas konnej przejażdżki dziewczyna znajduje rannego mężczyznę, który zabrania zawieźć się do szpitala, choć jego stan jest bardzo ciężki. Ania zabiera go do własnego domu, udziela pomocy lekarskiej i dba o to, by dziadek nie rozpoznał w młodym i przystojnym pacjencie poszukiwanego na całym świecie przestępcy - hakera Daniela van der Velta. Dlaczego przyjechał do Polski wiedząc, że może zostać schwytany? Czy Ani uda się ukryć przed światem jego tożsamość? Czy Daniel zdoła uciec w bezpieczne miejsce zanim ktokolwiek odkryje jego obecność w kraju?

W związku z pojawieniem się Daniela, spodziewałam się również pojawienia się jego sióstr. I nie pomyliłam się. Okazało się jednak, że Danka ma poważne problemy ze zdrowiem, spowodowane w zasadzie przez samego Daniela a związane z Arielem. Danusia wiedzie zaś - przynajmniej z pozoru, gdyż wciąż martwi się o pozostałą dwójkę - spokojne życie u boku męża i przysposobionych dzieci. I nagle w tej oazie miłości rodzinnej zjawia się Daniel, Ania i historia małego, zagubionego Piotrusia (którego matka zostawiła w szpitalu) zmieniają obyczajówkę w niezłą książkę sensacyjną. Miała wrócić następnego dnia, jednak.... Chłopczyk wciąż oczekuje na jej przyjście, zmaga się z niemiłym personelem, odparzeniami oraz znaczną utratą samodzielności - dlaczego? O tym musicie już przeczytać w książce. To właśnie jego losy rozpoczynają "Dla Ciebie wszystko" i nie wierzę, że jakaś kobieta, matka jest w stanie przebrnąć przez te strony bez wzruszenia czy łez. 

Autorka po raz kolejny dowiodła, że nie boi się trudnych tematów. Wyobrażam sobie ile sił musiało ją kosztować zebranie materiałów i dobranie odpowiednich słów do opisania historii Piotrusia. Przecież też jest matką. Powieść pokazuje czytelnikowi wiele innych ludzkich spraw, które choć z pozoru proste i banalne, nie zawsze kończą się szczęśliwie. Bohaterowie musieli poradzić sobie z chronieniem przestępcy, niespodziewanymi odejściami ukochanych osób, samotnością oraz zupełnym brakiem uczuć u osób, które powinny mieć ich ogromne pokłady. Książka pełna jest również działalności przestępczej (ciekawe skąd Kejt eM czerpała wiedzę w tych kwestiach :)), są bowiem pościgi, kradzieże, wyłudzenia, podrabianie dokumentów i podszywanie się pod inne osoby. Kto i w jakim celu to robi? Kto ma na tym zyskać? Jak połączyć w całość elementy układanki, którą opisałam, by powstała z tego niesamowita powieść obyczajowo-sensacyjna okraszona miłością? Ja tego dokonać nie potrafię, jednak odsyłam do "Dla Ciebie wszystko", gdyż ja spędziłam przy niej doskonałe pięć godzin, próbując odgadnąć zakończenie i ocierając ukradkiem łzy.

Powieść dała mi to czego po niej oczekiwałam: doskonale nakreślonych bohaterów, życiowe problemy, które niestety często są "zamiatane pod dywan" a nie rozwiązywane oraz dwie ważne puenty: prawdziwa miłość może pokonać wszystko a ludzie powinni być dla innych ludźmi a nie katami. Uważam, że jest to świetne połączenie losów spokojnej i zrównoważonej Ani z wieloletnim przestępcą Danielem. Dwa dotychczasowe tomy serii owocowej "Wiśniowy Dworek" i "W imię miłości" zwieńczyła bardzo oryginalna powieść, ze sporą dawką nieszczęść i sensacji, ale dzięki temu książka nie jest za bardzo cukierkowa. Można sięgnąć po nią nie znając poprzednich tomów, gdyż niezbędne informacje są czytelnikowi przytoczone, jednak polecam czytanie w odpowiedniej kolejności - dla lepszego odbioru lektury. Może dla niektórych będzie to po raz kolejny krytykowana autorka, która napisała krytykowaną powieść, ale czyż to już nie standard? Moje zdanie znacie. Jeśli lubicie polskie obyczajówki, jeśli potrzebujecie przeczyszczenia kanalików łzowych lub jeśli chcecie przenieść się w świat, który pozwoli Wam zapomnieć o własnych problemach i myśli zajmie walką bohaterów o ich szczęście, to sięgnijcie po "Dla Ciebie wszystko". Kilka godzin dobrej lektury - zapewnione.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytelnicze marzenia 2014, Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, Polacy nie gęsi II, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Ani 
z Wydawnictwa Literackiego


czwartek, 3 kwietnia 2014

Magdalena Kordel "Malownicze. Wymarzony dom"



Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 400
Seria: Malownicze tom 1













W życiu funkcjonuje przysłowie, że "co się odwlecze to nie uciecze" - tak przynajmniej mawiała moja matematyczka z liceum. Wiele razy tęsknym wzrokiem patrzyłam na półkę, gdzie stoi książka Magdy Kordel "Okno z widokiem", ale wciąż nie mogłam zacząć jej czytać. Jednak jej najnowsza książka stała się dla mnie ogromnym marzeniem, które udało mi się spełnić. Nie mogłam zatem dłużej się opierać...

Mówi się, że każdy mężczyzna powinien zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. No cóż, życie bywa brutalne i nie każdemu jest to pisane. A z kolei literatura ma na ten temat zgoła odmienne zdanie, bo przecież dom nie zawsze trzeba budować. Można go zdobyć na różne sposoby... Nie zawsze logiczne zresztą. Podobnie jest też z wyborem, bo niby to człowiek wybiera sobie dom, ale w praktyce czasami zdarzają się sytuacje odwrotne i dom nie tylko sobie właściciela "wybiera", ale też akceptuje.

Madeleine (zwana potocznie Magdą) jest tłumaczką języka francuskiego w firmie, której szefem i właścicielem jest Grzegorz, prywatnie również jej partner. Jednak kobieta nie jest z nim szczęśliwa i rozmyśla jak zakończyć ten dziwny i męczący związek. Bo ile można żyć niby razem, ale mieszkać osobno i nawet wieczory spędzać oddzielnie? A życzenia Grzegorza dotyczące domowych obiadków spełniać trzeba było, bo niby integrują związek... Kiedy Madeleine powzięła decyzję o rozstaniu, sytuacja rozgrywająca się w biurze szefa tylko jej pomogła w realizacji zamierzonego celu. By uczcić swoją wolność, kobieta udała się do swojej przyjaciółki Klary. Kiedy pojawiła się tam również pani Lilka - matka Klary - okazało się, że jest ich już dwie - kobiety, które poczyniły w swoim życiu poważne zmiany. Gdy podczas trzeciej butelki wina udało się wyciągnąć z Lilki jej problem okazało się, że jest nim dom w Malowniczem, u podnóża Sudetów. Posesję kupiła bowiem w tajemnicy przed mężem, uznając, iż jest to majątek po zaginionym przed wojną krewnym.
Następnego dnia rano na głowę Magdy posypały się wymówki Klary, gdyż pod wpływem emocji oraz alkoholu kobieta kupiła od Lilki tajemniczy dom. I to tak bez obejrzenia go... Czy da się w nim w ogóle przenocować, by ocenić jego wartość i przydatność do remontu?

Skoro Madeleine rzuciła pracę i faceta postanowiła spożytkować swój nadmiar wolnego czasu i udać się do Malowniczego na oględziny domu. Kupiła przecież "kota w worku". Będąc już w drodze spodziewała się ruiny i liczyła się z tym, iż będzie musiała szukać noclegu. Na miejscu czekała ją jednak niespodzianka - dom nadawał się do pozostania w nim na noc. Choć bez kilku problemów na samym początku się nie obyło, to po ciężkiej nocy w zacisznej miejscowości, ranek ukazał Magdzie piękno okolicy, a poznane osoby miały stać się jej bliskie. Nawet miejscowy pijaczyna, pan Miecio odmienił swoje życie pod wpływem uroku osobistego Madeleine - mniej pił, zaczął bardziej o siebie dbać a nawet kumpli od kieliszka zdołał namówić na kursy językowe.

Od samego początku pobytu Magdy w Malowniczem na jej drodze los stawiał ludzkie troski. Mała Marcysia jest sierotą a razem z czternastoletnią siostrą są wychowywane (choć bardziej "chowane" a nie wychowywane) przez dziadków nie stroniących od kieliszka i imprez. Dziewczynka pokochała Magdę od pierwszej chwili, gdy tylko ją poznała i kiedy tylko mogła spędzały razem czas. W domu Magdy swoje miejsce znalazła też Julka, której ojciec nawet nie zauważył, iż zdała maturę. Postanowił wyjechać z domu po kryjomu, pozostawiając dziewczynę samą sobie i tajemnicom upominających się o niego z przeszłości. Kiedy Julka znalazła niespodziewanie list od nieżyjącej już mamy do babci (która zresztą zmarła niedługo po mamie) a w nim wiele dziwnych informacji i prośbę o wyjaśnienie przeszłości, postanowiła udać się na południe kraju i odszukać Krysię. To ona podobno może pomóc w odkryciu demonów z przeszłości jej ojca - Kacpra. Dziewczyna nawet się nie domyśla jaka tajemnica została przed nią ukryta. A autorka trzyma czytelników w ogromnym napięciu, bowiem stopniowo dawkuje kolejne drobiazgowe informacje z tamtych zdarzeń, a finałowe rozwiązanie możemy poznać dopiero po koniec powieści.

W Malowniczem mieszkają na ogół sympatyczni ludzie, a wśród nich pani Leontyna, Łucja, Tymoteusz czy Marysia z Uroczyska. Marysia zajęła się remontem domu Magdy, Łucja pomagała wyjaśniać wiele problemowych spraw, pani Leontyna sprzedaje w magicznym sklepiku a Tymek.... A Tymek zawrócił w głowie Julce, z wzajemnością zresztą. Jednak młodzi nie zdają sobie sprawy jak tajemnice z przeszłości ich rodziców mogą wpłynąć na ich życie. W oczekiwaniu na powrót Krysi do miasteczka Julka z Tymkiem korzystają z uroków gór i poznają swoje wzajemne uczucia. Czy powrót Krysi zmieni ich relacje? Jak te rewelacje wpłyną na ich związek? Czy wizja remontu Marysi spodoba się Magdzie? Musicie przekonać się osobiście!

Książka Magdy Kordel wciągnęła mnie zupełnie. W drugiej połowie lektury zupełnie nie pamiętałam już Grzegorza, czyli szefa Magdy... Przecież tyle się działo. Wraz z bohaterką poznałam wielu mieszkańców Malowniczego, ich problemy, zaszłości i marzenia. Magda jak dobry duch pomagała wszystkim wokoło: proboszczowi, Julce, siostrom Marcysi i Ani, panu Mieciowi. Na domiar wszystkiego w Malowniczem pojawiła się też jej własna zbuntowana siostra Kaśka (a później przyjedzie jeszcze ich brat z kumplem), z kolczykami, tatuażem i dominującym czarnym kolorem w ubiorze i makijażu. Jej świetne przeciwieństwo stanowiła z kolei sąsiadka Magdy, którą dziewczyna zaprosiła do siebie. Pani Basia była jak babcia dla całej, zamieszkującej dom gromady. Czy w całym tym zamieszaniu Magda odnajdzie siebie? A może uda jej się odnaleźć w tej górskiej miejscowości miłość? Czy kupiony dom pokocha ją tak samo jak ona jego?

Powieść nie jest idealną lekturą, w której wszyscy są szczęśliwi i panuje istna sielanka. Owszem autorka podarowała nam humor, miłość, przyjaźń czy bezinteresowną pomoc innym ludziom, jednak sporo uwagi poświęciła problemom i ich rozwiązywaniu. Jak bowiem pomóc dzieciom zaniedbywanym przez dziadków, choć to przecież rodzina? Jak wesprzeć dziewczynę, która przez osiemnaście lat swojego życia była przekonana, że jej dziadkowie pochodzą z Mazur? W jaki sposób nakłonić zbuntowaną siostrę, że taki styl życia nie prowadzi do niczego dobrego? A przecież trzeba jeszcze zająć się swoimi bolączkami i żyć naprawdę szczęśliwie. Magda tak rozkwitła w nowym domu, pokochała okolicę, góry z ich widokami na rozległe przestrzenie, że rozbudziła w sobie właśnie taką pozytywną chęć pomocy sympatycznym mieszkańcom miasteczka. Magdy przeszła tutaj istną szkołę życia i przetrwała.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Kordel i z Malowniczem. Jednak na pewno nie ostatnie. Książka łączy bowiem w sobie wszystko to, co uwielbiam w literaturze, zwłaszcza polskiej. To idealna lektura na każdą porę roku, świetny poprawiacz humoru i genialna maszyna do przenosin w czasie i przestrzeni. Tylko uważajcie na nasz polski, zwykły i biegnący nieustępliwie czas! Na drugi dzień czekają obowiązki, a ta powieść potrafi wciągnąć...



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Polacy nie gęsi II, Czytelnicze marzenia 2014, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję serdecznie Pani Aleksandrze 
z Wydawnictwa Znak


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...