niedziela, 31 stycznia 2016

Ostatni dzwonek dla chętnych - wyzwanie Mini czelendż 2016

Zapisy miały być do końca grudnia, potem przedłużyłam ten termin o kilka dni... ale wciąż byli chętni i termin znów wydłużyłam.

Ale to już ostatni dzwonek, na chętnych do wzięcia udziału w wyzwaniu czekam tylko do północy. Później żadnych zgłoszeń już nie przyjmuję.

Czekać już tylko będę na linki od osób, które się zgłosiły. W styczniu zgłoszonych zostało kilka linków - dzięki :)

Szczegóły wyzwania znajdziecie TUTAJ
Zapraszam

sobota, 30 stycznia 2016

Marta Obuch "Szajba na peronie 5"




Autor: Marta Obuch
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 268












Wielokrotnie czytałam w blogosferze o twórczości Marty Obuch i były to w większości głosy pozytywne, chwalące książki i styl autorki. Postanowiłam więc zweryfikować te opinie i na własnej skórze przetestować "obuchomanię". O jej rezultatach przeczytacie poniżej.

Zofia Haba jest rozsądną, stateczną i inteligentną czterdziestoletnią panią doktor na wydziale literatury współczesnej. Wyszła za mąż za egoistę i lenia Oskara a ich uczucie przygniotły pieluchy. Oskar znikał, ona zajmowała się domem i studiami co spowodowało, że pojawił się stres i problemy z tarczycą, co z kolei poskutkowało znacznym przyrostem wagi. Teraz Zosia jest rok po rozwodzie, ale czuje się stara, gruba, zraniona, rozczarowana i na dodatek samotna... bo przecież każdy potrzebuje miłości, czułości i bliskości drugiego człowieka... nawet jeśli waży ciut więcej, prawda? Niestety Zośka nie dostrzega maślanych oczu swojego asystenta Mirka Mędrzyckiego... A może dostrzega, tylko celowo nie dopuszcza tego do siebie i maskuje chłodem i ciętymi ripostami. Kobieta marzy o tym, by znów być młodą, piękną a przede wszystkim szczupłą... Nawet nie przypuszcza, że wystarczy wino z rocznika 1929 (muszę takiego koniecznie poszukać :P), uporek na peronie piątym katowickiego dworca (który nieodmiennie skojarzył mi się z Harrym Potterem, był równie wyjątkowy i miał swoje prawa) i wypowiedziane życzenie, by wraz z Danką (młodszą siostrą) i Mirkiem przenieść się w czasie...

Tym oto sposobem cała trójka pokaże nam życie Katowic lat dwudziestych XX wieku. Okaże się, że nasza szanowana pani doktor jest Czarną Zośką - szefową szajki rabusiów, która najpierw typuje i uwodzi a później okrada, głównie Niemców. Jak bohaterowie odnajdą się w nowej rzeczywistości? Czy odczują brak wynalazków techniki, które zostawili w starym życiu? Czy Zośka i Danka będą zadowolone ze swoich odmienionych ciał? Jakie przygody czekają ich w przeszłości?

Swoją rozległą wiedzą dotyczącą historii rodziny oraz Katowic doskonale popisała się Danka, której notatki miały im pomóc w kolejnym "skoku" bandy Czarnej Zośki. Tym razem wzięły za cel złoto Diebla - ich prapraprastryj jako burmistrz miasta okradł miejską kasę a potem uciekł za ocean. Siostry zamierzają rozwikłać rodzinne tajemnice a przy okazji odnaleźć skarb. Jednak nie będzie to takie proste, ponieważ sprawy lubią się komplikować, gdy pojawia się wiele ciekawych osobistości: Edyta i Oskar, pani Adela a także Grześ - wielbiciel Danki, ciężarna świnia i jork o wdzięcznym imieniu Goliat. Co łączy te jakże różne postacie? Czy bohaterom uda się rozwiązać zagadkę sprzed lat? Jakie znaczenie miała słoma w bucie a cegła w majtkach? Jak zareagowali ludzie z dwudziestolecia na tekst Zosi wypowiedziany do Mirka, by "pokazał ptaszka"? Do czego pani Adela użyła tampon? Dlaczego telefon komórkowy służy do odczyniania czarów?

Podziemne korytarze pod miastem, remonty kamienic, zniknięcie portiera, ukryte w listach wskazówki, szkatułka z niezwykłą zawartością, ślady stóp czy mikstury usypiające - to wszystko składa się w większym lub mniejszym stopniu na fabułę książki. Ta komedia kryminalna miała bawić, śmieszyć i odprężać. Autorka postarała się o ciekawą historię, którą ubarwiła boskimi humorystycznymi tekstami, ciętymi ripostami a niekiedy niezwykłymi radami (kilka cytatów na końcu recenzji, co jak wiecie rzadko się u mnie zdarza, bo nie lubię ich w recenzjach). W moim odczuciu książka jest dobra, ale bez fajerwerków, bo mimo że uśmiechałam się przy gagach. Nie poczułam uwielbienia dla lektury, a wręcz zdarzyło mi się przy niej zasnąć (i nie było to późną nocą ale w godzinach popołudniowych), chwilami była nudna a zbitek zdań czy połączenia akapitów zupełnie przypadkowe. Niektóre wątki uważam wręcz za zbędne z uwagi na brak ich kontynuacji czy jakiegokolwiek zakończenia. A finał całej historii? Ja czuję niedosyt, uważam że sporo mu brakuje, bym mogła go nazwać idealnym i już nie chodzi mi o fakt, że niejako zawisł w próżni... Jakoś tak za szybko i za mało... zbyt płytko został potraktowany. Sprawa złota, szkatułki, byłych małżonków... Niestety ta książka nie zapadnie mi na długo w pamięć a szkoda, bo potencjał ma ogromny a i humorem powala... Ale widać nie każdy autor nadaje na podobnych falach do moich... Może jeszcze kiedyś dam autorce szansę...



W związku z tym, że czytałam książkę w formie elektronicznej nie podam stron z których pochodzą cytaty, ale wszystkie są z niniejszej pozycji:

"Naukowcy źle znoszą światło dzienne"
"Bez miłości zawsze żyje się tylko prawie"
"Czasem najlepsze wyjście to wyjście na kawę"
"Mężczyźni słuchają najczęściej tylko przez pierwszą i drugą minutę kobiecego gadania"
"...ustawić się jak Britney Spears do foto: biust do góry, warga w dół a rozum do kosza"
"Zdolnością adaptacji do trudnych warunków Danka Haba przerastała nawet bakterie beztlenowe"
"... jeśli chodzi o operacje plastyczne, z twojej pensji stać cię tylko na wenflon..."



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

piątek, 29 stycznia 2016

Antoine de Saint-Exupéry "Mały Książę"




Tytuł oryginalny: Le petit prince
Tłumaczenie: Jan Szwykowski
Ilustracje: Antoine de Saint-Exupéry
Wydawnictwo: PAX
Data wydania: 1992
Liczba stron: 84
Wydanie: XVI








Na powyższym zdjęciu widzicie mój osobisty egzemplarz tej znanej wszystkim książki, który został wydany w 1992 roku. Widać wystające na górze karteczki, którymi zaznaczałam ważne i mądre fragmenty. W tekście wciąż są widoczne wykrzykniki i klamry zrobione ołówkiem... To było dawno... Pamiętam, że ogromnie nie lubiłam tej pozycji. Wciąż nie rozumiem o co tyle szumu... Zanim zaczniecie mnie linczować: ja wiem, że to bardzo piękna opowieść o poszukiwaniu przyjaźni, uniwersalna, z morałem i przesłaniami, ale ogromną miłością jej nie darzę... Chyba nie każdy musi, prawda?


Mały Książę mieszkał na asteroidzie B-612, która była bardzo mała, nie większa od zwykłego domu mieszkalnego. Pewnego poranka pojawiła się piękna róża przepraszając, że jest nie uczesana. Mały bohater dbał o kwiat jak potrafił najlepiej, ale sam przyznał, że nie potrafił jej do końca zrozumieć ani kochać. Dlatego udał się w podróż, by poznać coś innego niż jego maleńka planeta, znaleźć sobie inne zajęcie niż czyszczenie wulkanów i nauczyć się czegoś nowego. By poszukać w sobie zdolności do przeżywania i wyrażania uczuć... Kogo odwiedzi? Gdzie się uda? Czego nauczy na siedmiu planetach? Do jakich wniosków dojdzie?



Wzruszająca, pouczająca, mądra, uniwersalna, ponadczasowa, o poszukiwaniu wartości, przyjaźni... to są najczęstsze słowa jakimi jest określana ta książka. Większość ludzi ją uwielbia. Zdarzają się pojedyncze przypadki osób, na których klasyk ten nie wywarł tak ogromnego wrażenia jak powinien. Gdzie ja się znajduję? No nie mogę napisać, że w grupie wielbicieli. Dlaczego? To wynika chyba z przymusu... W szkole byłam zmuszona przeczytać coś, co nie do końca rozumiałam. Już sam początek z wężem mnie odstraszył. Ja chyba lubię konkretne książki a nie takie z szerokim wachlarzem domysłów, symboliki i interpretacji.
Rozmowy o barankach, baobabach czy słoniach nie przemawiają do mnie chyba w sposób, jaki był zamierzeniem autora.
Nawet jeśli teraz ktoś mnie "znielubi" tylko dlatego, że "Mały książę" nie jest moją ulubioną książką... trudno. Nie będę pisać nieprawdziwych recenzji... i dotyczy to totalnie wszystkich pozycji w literaturze.

Jest to książka bardzo specyficzna i ogromnie symboliczna. Każdy rozumie ją inaczej, po swojemu. W zależności od wieku postrzegamy jej idee w inny sposób. Bohater podczas podróży poznaje różnych ludzi, ich zachowania, cechy charakterystyczne co skłania go do przemyśleń o sobie i o tym, czym powinien się kierować w codziennym życiu. Co jest najważniejsze? W którym momencie zrozumie, że wartości trzeba pielęgnować? Że miłość i przyjaźń stanowią o naszej egzystencji? Że ten komu brakuje ich w życiu może czuć się pusty, smutny, opuszczony...


Zwracające uwagę cytaty z mojego egzemplarza:

"Dorośli są bardzo dziwni" *
"Dorośli są naprawdę bardzo, bardzo śmieszni" **
"Dorośli są jednak nadzwyczajni" ***
"...dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"**** - sekret lisa znany na całym świecie




 * s. 36
** s. 39
*** s. 43
**** s. 65


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

czwartek, 28 stycznia 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu"




Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2012
Liczba stron: 352
Seria: Zakręty losu tom 1










Przeczytałam już osiem książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i po ich lekturze myślałam, że nic już mnie bardziej w fotel wbić nie może... Zwłaszcza po "Skazanych na ból" i "Jesteś moja, dzikusko", które były świetne (poprzednie książki też ogromnie mi się podobały, ale były zupełnie innego kalibru). Myliłam się, może! Wprawdzie przeczytałam dopiero pierwszy tom trylogii "Zakręty losu", ale tyle co ja przeżyłam... Zresztą zapraszam na kilka słów o książce.

Osiemnastoletnia Kaśka musi dostosować się do nowej rzeczywistości, bowiem jej ojciec po ośmiu miesiącach romansu ponownie się ożenił. Dziewczynę to zbytnio nie dziwi, ponieważ jej mama zmarła, gdy miała zaledwie trzy latka i jej zdaniem tata ma prawo ułożyć sobie jeszcze życie. Jednak nie przypuszcza, że życie w nowym domu z Anką (macochą) i jej córką Gośką (również osiemnastoletnią), będzie takie trudne i tak bardzo zmieni jej plany na przyszłość. O ile z Anką ma poprawne relacje to z Gośką...niestety od początku jej nie układa a ma być tylko gorzej. Na dodatek Kaśka musi przystosować się do nowej społeczności szkolnej, bowiem w związku z przeprowadzką zmieniła szkołę a jest w klasie maturalnej.

Trenuje też koszykówkę i musi być w dobrej kondycji. Kiedy pierwszego dnia po przeprowadzce udaje się do pobliskiego parku, by pobiegać nieoczekiwanie spotyka chłopaka jeżdżącego na rowerze. Już wtedy oboje zaczynają czuć wzajemne iskrzenie. Wkrótce spotykają się ponownie na imprezie i Kaśka odkrywa, że chłopakiem z parku jest Krzysiek - chłopak Gośki (choć tak naprawdę nie był to związek tylko bardziej układ - na czym polegał? Czy Krzysiek opowie o tym Kaśce?). A przyciąganie działa... i staje się przyczyną mających nadejść wielu tragedii... Ale młodzi jeszcze o tym nie wiedzą i będą próbowali być razem, wbrew wszystkim i wszystkiemu.
W wyniku odrzucenia przez Krzyśka, Gośka wpada ponownie w świat narkotyków i kontakty z Łukaszem. Kim jest Łukasz? Co łączy go z rodziną Borowskich i Filipiaków? Jak potoczą się losy młodych ludzi: Kaśki, Gośki, Krzyśka, Łukasza i znajomych ze szkoły? Z jakim skutkiem pokonają wspólnie zakręt losu, który mają przed sobą?

Jak wiadomo, dramaty dzieją się same, za naszymi plecami lub tuż przed oczyma. A w tym czasie Kaśka i Krzysiek poznawali się, spędzali razem coraz więcej czasu, dawali sobie coraz więcej miłości, czułości i dążyli do większych chwil uniesienia niż namiętne pocałunki. Choć dla niej temat erotyki był do tej pory nieznany, to teraz małymi krokami pokonuje kolejne stopnie wtajemniczenia i z ufnością oddaje się rękom i ustom ukochanego. Spełniają też jego scenariusze fantazji erotycznych.
Chłopak był zdziwiony tym, że przy Katce, jak ją nazywał, czuje się szczęśliwy, że bez skrępowania może jej o wszystkim powiedzieć i być sobą, że nie musi udawać.

Krzysiek jest niemal ideałem faceta, którego pragną kobiety. Nie dość, że przystojny, inteligentny to jeszcze czuły i wspierający. Kiedy trzeba ociera łzy, słucha łkania i nazywa swoją kobietę "moja śliczna" (choć chwilami przesadzał z ilością "ślicznych" i "Katek"). Kaśka zaś jest bardzo wrażliwą dziewczyną, której dobro innych leży głęboko w sercu. Chciałaby, by inni byli tak samo szczęśliwi jak ona. Każde złe wydarzenie, każdą tragedię poczytuje sobie za swoją winę... Tylko czy słusznie? Czy faktycznie jej wybory były nie do końca właściwe i ma powody, by się obwiniać?

Strasznie pogmatwane to życie bohaterów i wiele w nim zakrętów losu... Czy uda im się wygrać i być razem? Autorka porzuca bohaterów na trzynaście lat, w trakcie których różnie układały się ich losy (choć to bardzo spłycone przeze mnie określenie, ponieważ nie mogę zepsuć Wam przeżywania lektury). Po tych nastu latach Katarzyna i Krzysztof znów wspólnie wciągają czytelnika w świat pełen problemów, mafii, zepsucia i tragicznych wydarzeń... jakby do tej pory było ich mało... Co wydarzyło się przez te trzynaście lat? Co zdarzy się teraz? Kim są nasi bohaterowie? Co ich łączy a co dzieli? Czy nadal akty miłości będą dla nich ucieczką od problemów, jak w czasach gdy byli nastolatkami? Bo nie tylko rozmowa czy przytulanie, ale i seks są dla nich metodą na odganianie ponurych myśli i czerpanie nowych sił do walki z otoczeniem.

Czym jest książka? Teoretycznie jest to połączenie literatury kobiecej z dramatem sensacyjnym, ale w praktyce nazwałabym to daniem z idealnymi proporcjami miłości, erotyki, sensacji, tragedii życiowych ze szczyptą marzeń i brutalnej rzeczywistości a wszystko to okraszone nałogami, które pociągają na dno i mafią, kontrolującą narkotykowy światek. Nie brakuje też świata przeciwstawnego, czyli prawników.

Jest to powieść o zwykłym życiu, najpierw nastolatków, później ludzi dorosłych, w którym nie brakuje wydarzeń mogących się przytrafić każdemu. Nie są wyssane z palca, nie są amerykańskie, ale nasze, polskie, które czyhają na nas "za rogiem". Od nas zależy jak pokierujemy swoim życiem i do czego dojdziemy. Czy osiągniemy szczęście, karierę... Czy nasze wybory nie pogrążą innych w totalnej beznadziei... Czy swoim postępowaniem nie przyczynimy się przypadkiem do czyjegoś upadku a może śmierci, bo później kamień leżący na sercu będzie nam bardzo ciążył tak jak i poczucie winy...

Czego w tej książce nie ma... mafia narkotykowa, szpital psychiatryczny, problemy rodzinne, sekrety i tajemnice, napady, zastraszanie, wybuchy i wiele cierpienia... To ta mroczniejsza strona lektury, która dodaje jej smaku i podnosi czytelnikowi ciśnienie.

Autorka po raz kolejny pokazała, że potrafi pisać. Jej świetne pióro nie zawodzi ani w obyczajówkach, ani w New Adult ani w dramatach! Agnieszka Lingas-Łoniewska pisze prosto, lekko i emocjonalnie. Dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie i z zapartym tchem. Ileż ja razy się denerwowałam... ile razy męczyłam w ręce zakładkę... ile łez wylałam... A to chyba o to chodzi w literaturze, by zmusiła czytelnika do przemyśleń, wzruszeń i licznych oraz zróżnicowanych emocji. Kibicowałam bohaterom, "ocierałam" im pot i krew z czoła, "trzymałam za rękę" w trudnych chwilach i zazdrościłam im miłości, którą autorka opisała w piękny, subtelny i delikatny sposób. Sceny uniesień miłosnych czy choćby samego całowania, są napisane z wyczuciem i smakiem, pięknym językiem i bez wulgarnego słownictwa.

Podsumowując stwierdzam, że jak najszybciej powinnam sięgnąć po kolejne tomy tej trylogii! I tyle...
A tak na serio... to nawet fakt, że zauważyłam jakieś maleńkie błędy, możliwe że wynikające z korekty, nie ma dla mnie znaczenia, bo zwyczajnie nie miałam czasu się nad nimi zastanawiać...Szkoda by mi było czasu, przy tak gnającej akcji i ciekawości co będzie dalej. To świetna i dynamiczna lektura, która na pewno na długo zostanie w mojej głowie. Serdecznie polecam wszystkim miłośnikom twórczości Lingas-Łoniewskiej oraz tym, którzy lubią gdy w książce miesza się pot i łzy, miłość i nienawiść, śmierć i seks. Dla mnie bomba!


"Zakręty losu"
"Zakręty losu. Braterstwo krwi"
"Zakręty losu. Historia Lukasa"
"Zakręty losu. Nowe pokolenie"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Mini czelendż, Pod hasłem, 52 książki


środa, 27 stycznia 2016

"Łamigłówki. Podstaw liczbę"




Tytuł oryginału: Activity fun. Rekenroosters. Grilles de calcul
Wydawnictwo: Adamada
Liczba kart: 40
Data wydania: 2015
Wiek odbiorcy: 8+
Seria: Łamigłówki








Do zapoznania się z serią Łamigłówki Wydawnictwa Adamada zachęcałam na moim blogu już czterokrotnie. Dzisiejsze, piąte już spotkanie będzie dotyczyło najtrudniejszego (zdaniem mojej córci i moim) tytułu - "Podstaw liczbę".

Na czym polega zadanie? Każdy diagram składa się z szesnastu, dwudziestu pięciu lub trzydziestu sześciu obrazków. Każdy obrazek zastępuje pewną liczbę. Liczby te, dodane do siebie, dają sumy zapisane na końcu rzędów i kolumn. Naszym zadaniem jest policzenie, ile są warte poszczególne obrazki.

Zadania są w różnym stopniu trudności - diagram zawiera od trzech do sześciu rodzajów obrazków, choć tak naprawdę tych z trzema czy czterema rodzajami jest tylko - odpowiednio - jeden i trzy diagramy.

Pozostałe należą do naprawdę trudnych, ponieważ nie dość, że trzeba sobie poradzić z pięcioma czy sześcioma obrazkami to jeszcze ich sumy sięgają wysokich liczb dwucyfrowych a nawet trzycyfrowych (do 280), z którymi moja pięciolatka sobie nie poradziła. Dlatego uważam, że tym razem określenie książeczki mianem 8+ jest właściwe. Pięciolatka rozwiązała zadanie z trzema rodzajami rybek, podobało jej się, ale obie zgodnie uznałyśmy, że wrócimy do tych zadań za jakiś czas, gdy wejdziemy na wyższy stopień w dodawaniu i odejmowaniu, by podołać zadaniom z czterema rodzajami obrazków.

Sam pomysł jest wyśmienity! Sama chętnie podkradłabym książeczkę dla siebie i rozwiązywała. Jest to oryginalna propozycja dla dzieciaków w początkowych klasach szkoły podstawowej, by mogły poćwiczyć niełatwą sztukę logicznego myślenia, przewidywania oraz działania matematyczne. To nie tylko ćwiczenia dla umysłu, ale również świetna zabawa i na dodatek wspólnie z rodzicem.

Zróżnicowane i w pastelowych kolorach obrazki sprawiają, że dziecko czuje zainteresowanie kolejnymi stronami książeczki. Serdecznie polecam jako nietypowy rodzaj naukowo-rozrywkowego spędzania czasu.





Książka poznana w ramach wyzwań: 52 książki 


Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki



Za możliwość poznania książeczki
dziękuję Pani Ewie

wtorek, 26 stycznia 2016

Richard Paul Evans "Obietnica pod jemiołą"




Tytuł oryginalny: The mistletoe promise
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 248










Czy można po dwóch przeczytanych tytułach danego autora stwierdzić, że uwielbia się jego twórczość? Jeśli tak, to ja niniejszym stwierdzam, że Richard Paul Evans pisze świetnie i wpasowuje się w mój gust. Miałam już kiedyś przyjemność czytać "Stokrotki w śniegu" i teraz żałuję, że tak długo czekałam na kolejną klimatyczną opowieść.

Macie czasami tak, że chcielibyście zmienić swoje decyzje z przeszłości? Że mimo upływu czasu wciąż o tym myślicie i w głowie kołacze pytanie "dlaczego takie było moje postępowanie?", "czemu nie zrobiłam inaczej?", "jak wyglądałoby moje życie gdybym wtedy...?" Mnie często dopadają takie refleksje, zwłaszcza w ostatnim czasie a lektura niektórych książek tylko mnie w tym napędza. Czasami chodzi o drobnostki, jednak często zmiana decyzji dotyczyłaby czegoś znacznie bardziej poważnego...

I to właśnie duży kaliber sprawy z przeszłości dotyczy głównej bohaterki niniejszej powieści. Jeden telefon z pracy sprawił, że Elise Dutton zniszczyła życie, nie tylko sobie... spotkało ją coś, czego nie da się zapomnieć, czego nie można łatwo wybaczyć, czego będzie żałowała do końca swoich dni. Nie zapomni, nie przeboleje, nie przestanie cierpieć. Gdyby tylko mogła to najchętniej wymazałaby ten dzień ze swojego życia, jednak to niemożliwe... Musi sobie z tym jakoś radzić i nawet nie przypuszcza, że tamte chwile wpłyną na jej przyszłość w tak odmienny sposób, niż ten którego oczekiwała...

Elise jest koordynatorką w średniej wielkości biurze podróży w Salt Lake City, które organizuje wycieczki edukacyjne dla uczniów szkół średnich. Na szóstym piętrze tego samego biurowca znajdują się kancelarie adwokackie i współudziałowcem jednej z nich jest Nicholas Derr. Widzieli się wiele razy w windzie czy podczas lunchu w sali restauracyjnej. Ich wzrok wielokrotnie się spotykał. Pewnego dnia jednak wszystko ma się zmienić, bowiem Nick podchodzi do Elise, przysiada się i po wstępnej pogawędce stwierdza, iż ma dosyć samotności w czasie świąt. Jednocześnie proponuje zaskoczonej kobiecie pewien układ: przez nadchodzące osiem tygodni będą parą. Będą chodzili razem na przyjęcia, firmowe kolacje, mają się dobrze traktować i świetnie bawić. Układ ma być platoniczny i zupełnie fikcyjny, on ma jej wysyłać prezenty i pokrywać wszelkie koszty. Elise ma czas do namysłu i ... szóstego listopada podpisują Umowę Obietnicę pod jemiołą (bo "umowa" brzmi zbyt formalnie). Jak będą wyglądały najbliższe tygodnie tej dwójki? Czy ich układ będzie wedle zapisów umowy tylko platoniczny? Jak bardzo koleżanki z pracy Elise będą jej zazdrościły chłopaka i prezentów od niego? Dlaczego na początku grudnia Nick nagle zniknie bez słowa, ale w ponurym nastroju?

Jak się okazuje, nasi bohaterowi skrywają tajemnice. Każdy ma swoją. Każdy równie smutną i tragiczną. Czy to dlatego coraz lepiej się rozumieją i nawet osoby z ich otoczenia widzą szczęście w ich oczach? Czy oni sami je dostrzegą? Czy będą potrafili sobie wybaczyć popełnione błędy? Kto pierwszy otworzy się przed drugą osobą i zdradzi sekret przeszłości? Czy to zniszczy ich relacje? Elise jest na to przygotowana, że kiedy powie Nickowi prawdę o sobie, będzie ich łączyła tylko przyjaźń... Czy ma rację? Wszak nie wie tak wielu rzeczy o człowieku, który rozpalił małą ciepłą iskierkę w jej sercu...

"Obietnica pod jemiołą" to nie tylko książka ze świątecznym klimatem w tle (który potęguje wizyta w Nowym Jorku uznawanym w Stanach za kultowy w tej wyjątkowej atmosferze), ale również - a może przede wszystkim - o błędach przeszłości. Jak przeżywamy te chwile, których zmienić nie możemy... Jak bardzo ich żałujemy, ale czasu cofnąć się nie da... Nie da się tego wymazać. Książka pokazuje, że każdy w jakiś sposób pokutuje za to co zrobił... Jestem wrażliwym człowiekiem, kobietą, matką, żoną i szczerze mówiąc nie potrafię ocenić, które z nich - Elise czy Nick - popełniło straszniejszy błąd... Które z nich bardziej cierpi... Które już sobie wybaczyło...

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że w powieści nie ma zaskoczeń ani zwrotów akcji a zakończenie jest przewidywalne i pragnę się do tego odnieść. Nie jest to lektura sensacyjna, w które zwroty czy finał są totalną niespodzianką. To lekka i przyjemna obyczajówka, która opowiada o miłości, przyjaźni, ale i o wybaczeniu czy bliskości. W tego typu książkach zakończenia nawet jeśli są przewidywalne to najlepszą zabawą jest przecież poznawanie perypetii bohaterów, czyż nie? (Podobnie jak w tej zabawie z gonieniem króliczka) Przeżywanie wraz z nimi wzlotów i upadków. A zaskoczenia? Oczywiście, że były! Ani tytuł, ani okładka, ani początek książki nie zdradzają przecież co takiego mają na sumieniu Elise i Nick. Kiedy więc dowiedziałam się co takiego "zmajstrowali", byłam zaskoczona! I to bardzo, bo nie spodziewałam się, że ich przewiny będą aż takiego kalibru. Na dodatek czułam się mocno wciągnięta w historię, zafascynowana mężczyzną, który obsypywał Elise podarunkami i zabierał w ciekawe miejsca.

To książka prosta i ciepła, ale z ważnymi przesłaniami, w której nie brakuje - obok spraw trudnych - również humoru. Bawiłam się wybornie, tęskniłam, śmiałam się, uroniłam łzę, trzymałam kciuki, współczułam i zazdrościłam - i o to chyba chodzi, by czytana lektura wywoływała całą gamę emocji, prawda? Ta właśnie taka jest i dlatego serdecznie ją polecam, nie tylko przed Bożym Narodzeniem.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Małgosi z


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Natalia Sońska "Garść pierników, szczypta miłości"




Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 364











Urzekła mnie prześliczna okładka, zapowiedź pachnących świąt oraz charakternej bohaterki, która podobnie jak ja najpierw mówi a potem myśli i ma niewyparzony język. Postanowiłam się przekonać czy debiutancka powieść Natalii Sońskiej przekona mnie o słuszności sięgania po książki głównie na podstawie okładki? Sprawdźmy.

Hanna Bielska jest kobietą niezależną i atrakcyjną. Lubi zieloną herbatę i planowanie, nie lubi zaś sobót i nudy. Jest singielką z wyboru, po pierwsze dlatego że kiedyś była szczęśliwa w związku z Markiem (ale on obecnie jest mężem jej szefowej - oschłej i ponurej Marty) a po drugie, ponieważ nikt ją nie ogranicza, o nikogo nie musi się martwić czy przywiązywać. Nie musi być nikomu wierna i może żyć według własnych zasad. To bardzo wygodne życie, prawda? Ale każdy kij ma dwa końce i w tym przypadku tym drugim końcem jest samotność i brak czyjejś troski, które Hani mocno doskwierają. Bielska ceni sobie więzi rodzinne z rodzicami i rodzeństwem, ale nie chce mieć swojej rodziny. Ale chyba do czasu... widocznie nie spotkała właściwego mężczyzny... Teraz z kolei ma ich na pęczki... Ale powoli...

Bielska jest redaktorką i korektorką w wydawnictwie (z tego powodu czułam z nią szczególną więź), którego współwłaścicielami są - wspomniani wcześniej - Marek i Marta. Chciałaby robić coś więcej niż poprawianie tekstów innych, wytykanie błędów i przeprowadzanie czy autoryzowanie wywiadów. Jednak chce samodzielnie zapracować na swój sukces, lepiej powoli, ale bez niczyjej protekcji. Pewnego dnia wraz ze swoją przyjaciółką Kingą wpadają na pomysł, by zamienić się pracą, w wyniku czego ma być ciekawiej i nie wiać nudą... W rezultacie Hania ma stworzyć artykuł do świątecznego numeru i umawia się na dwie rozmowy: z fotografem Danielem oraz biznesmenem Wiktorem. Nie zdaje sobie sprawy jak ta zamiana z przyjaciółką wpłynie na jej życie... Daniel, Wiktor i Marek to w najbliższych dniach będą trzy duchy zbliżających się świąt... Z każdym z nim będzie ją łączyła nić sympatii i do chwili, gdy sama nie podejmie poważnych kroków i nie wyrazi dobitnie swojego zdania (chwilami aż za bardzo), będą krążyli wokół niej... jak satelici. Czy to przyjaźń czy to kochanie?

Kiedy w końcu Bielska odkryje, że mimo iż początkowo ją irytował i gasił ripostami, to cieplejszym uczuciem darzy Wiktora. Czy to dlatego, że całował ją w rękę? Przecież stwierdziła, że jest snobem i arogantem i ona zapomina przy nim języka w gębie... Tyle że jej świat i wyobrażenia runą w momencie, gdy zobaczy w jego domu piękną Eweliną i dwójkę małych dzieci... Na dodatek bardzo do niego podobnych... Czy pozwoli sobie wyjaśnić czy sama dopisze sobie własną historię? Jak zakończy się ta powieść? Czy w klimat świąteczny wejdzie szczęśliwa Hanna?



Hania jest bardzo ciekawą bohaterką. Nie można się przy niej nudzić, bowiem funduje czytelnikom istny kalejdoskop wydarzeń i zmian w fabule. Kiedy już czytelnik liczy na pewne wydarzenia czy kroki bohaterów to Hanna jednym wybuchem wszystko stawia pod znakiem zapytania. Bielska zyskała mój podziw w chwili, gdy przeczytałam iż w jej biblioteczce nie było książki, której by nie przeczytała choćby raz... Ech... gdzież mi do niej... :)

Oprócz charakternej bohaterki i jej przyjaciółki oraz wściekle podchodzącej do innych ludzi Marty, w powieści znajduje się cały wachlarz przedstawicieli męskiego gatunku. I jak tu szybko się zdecydować gdzie ulokować uczucia? Każdy z mężczyzn ma bowiem swoje wady i zalety...

Cudowny świąteczny klimat, rodzinne spotkania, dużo miłości, ale i problem straty, zdrady, wypadki samochodowe - autorka nie pozwala na zbyt nostalgiczny nastrój. Powieść czytało mi się ekspresowo (wspominany przez wiele osób problem małej czcionki mnie nie dotyczył, ponieważ czytałam e-booka) i chociaż chwilami była przewidywalna to droga do finału była dość kręta i wyboista. Przyznaję, że oprócz euforii, śmiechu i radości, przeżyłam też momenty, w których nieźle się denerwowałam. Ale nie zdradzę co to było, by nie psuć Wam zabawy.

Powieść polecam szczególnie w okresie Bożego Narodzenia, ale że sama czytałam ją w styczniu i zupełnie nie popsuło mi to doskonałego odbioru lektury to śmiało można ją czytać przez cały rok. I nawet wtedy poczuć magię miłości i szczęścia unoszące się w powietrzu wraz z zapachem sernika i pierniczków.
To bardzo udany lekki i przyjemny debiut.



"Garść pierników, szczypta miłości"
"Mniej złości, więcej miłości"
"Kropla zazdrości, morze miłości"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

niedziela, 24 stycznia 2016

Christian Signol "Zimowa róża"




Tytuł oryginalny: Une année de neige
Tłumaczenie: Andrzej Sobol-Jurczykowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2007
Liczba stron: 190










Choroba i cierpienie dzieci zawsze będą mnie poruszać. Nie ważne, że chodzi o obce dziecko... na mnie jako na kobietę i matkę działa to podwójnie - sama mam chore dziecko. W piątek usłyszałam szokującą informację w przedszkolu mojej córy - w rodzinie jednej z pracujących tam pań jest trzyletni chłopiec, u którego wykryto guza. Został wycięty, ale już wiadomo, że dla malucha nie ma ratunku... :(

"Zimowa róża" to książka opowiadająca o dziesięcioletnim Sebastienie, który usłyszał straszną diagnozę - ostra białaczka z anemią. Chłopca wychowuje tylko matka, która jego zdaniem nie ma tyle energii, by poradzić sobie z chorobą syna i tym bardziej go wspierać. Nie spodziewając się zbytniej pomocy z jej strony, chłopiec prosi ją o opuszczenie Paryża, ponieważ chce ten czas spędzić na wsi, u dziadków. Uważa, że tylko tych dwoje ludzi na świecie jest w stanie pomóc mu pokonać lodowy mur, który oddziela go od osób żyjących. Liczy, że oni są w stanie go wyleczyć. Pomimo, że dziadkowie mają ponad sześćdziesiąt lat przygarniają wnuczka i starają się wlać w jego serce nadzieję o wyzdrowieniu. W ich domu nie rozmawia się o chorobach czy cierpieniach i to chyba dodatkowy powód, dlaczego chłopiec czuje się u nich jak w innym świecie.

Dziadkowie starają się zajmować chłopcem najlepiej jak potrafią korzystając z rad przybywającego co jakiś czas lekarza i przygotowując się na dłuższe pobyty w szpitalu w Tuluzie, gdzie Sebastien ma być poddany transfuzjom. Jak cała trójka poradzi sobie z tymi trudnymi chwilami? Jak dziesięciolatek zniesie pobyty w szpitalu, wymioty, bóle głowy i tajemnice, które dorośli przed nim mają? Jaką rolę w jego rekonwalescencji będzie miała silna babcia a jaką - w moim odczuciu - lekkoduch dziadek?
Babcia spędza z nim sporo czasu w szpitalu, zaś dziadek zabiera na spacery, uczy łowić ryby i raki, zbierać zioła, którymi można leczyć. Pewnego dnia dziadek wlewa w serce wnuka dodatkową nadzieję opowiadając mu o ciemierniku, który jest rzadki, ale może go wyleczyć...
W czasie pobytu na wsi chłopiec odkryte też niejedną rodzinną tajemnicę...

Sebastien chciałby żyć beztrosko i normalnie, robić to co jego rówieśnicy, zazdrości im, jednak musi podporządkować się chorobie i wskazanemu przez lekarzy rytmowi dni i miesięcy. Czuje się jak więzień i często zadaje najbliższym pytania "dlaczego ja?" oraz "czy umrę?". I jak dorośli powinni odpowiadać na takie pytania?
Chłopiec zawiera na prowincji przyjaźnie, staje się też obiektem zakochania! Czy mają one szanse na przyszłość? Jak zakończy się historia Sebastiana? Tego nie zdradzę, ale powiem tylko, że autor podarował czytelnikom epilog, nie trzymając czytelników w niepewności.

Malutka i niezbyt gruba książeczka a jakże przepełniona miłością, przyjaźnią, wsparciem, tęsknotą, strachem czy cierpieniem. Mnóstwo w niej niepewności i wypatrywania kłamstw... bo jakże czułby się w takiej sytuacji dorosły?! A co dopiero dziesięcioletnie dziecko! Książki nie da się ocenić tak jak to standardowo robię... język, dialogi, akcja... To po prostu lektura, którą albo chce się przeżyć albo nie ma się dość siły... Przeczytałam, ale ile emocji odczułam...ogrom!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

sobota, 23 stycznia 2016

"Wielka kolekcja bajek o Annie i Elsie" praca zbiorowa




Autor: praca zbiorowa
Ilustracje: Disney Storybook Art Team
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2015
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda
Seria: Kraina Lodu









Świat oszalał na punkcie Krainy Lodu... gry, lalki, kolorowanki, filmy, bajki, Disney on Ice, czapki, sukienki, opaski z warkoczem... wszędzie spotykamy królową Elsę i jej siostrę - księżniczkę Annę. Nawet na torcie urodzinowym mojej córki w grudniu byli bohaterowie z Krainy Lodu. Oglądałam bajkę razem z małą i przyznaję, że mnie samej bardzo się podobało, nawet piosenki Mam tę moc obie się nauczyłyśmy :)

Stąd kiedy zobaczyłam niniejszą książeczkę w przystępnej cenie, chętnie podsunęłam ją Pati, by wraz z nią udać się ponownie do śnieżnej krainy i poznać nowe przygody sióstr. Zapraszam zatem na wyprawę do pięciu bajek...

Święto końca zimy - księżniczka Anna proponuje zorganizowanie takiego święta, bowiem na ten czas przypadał dzień urodzin ich mamy. Siostry dyskutują jakie przygotować atrakcje i dania, bowiem uroczystość ma potrwać cały tydzień. Pod Ciupagami dziewczęta robią zakupy w towarzystwie Olafa i małego reniferka. Ale znajdują również czas na rzucanie się śnieżkami... Jakie niespodzianki czekają mieszkańców Arendelle?


Niesforne trollątka - Anna obiecała Kristoffowi, że uda się z nim do Doliny Żywej Skały, by popilnować trollowych maluchów, ponieważ ich rodzice mieli udać się na kongres magii i proroctw. Chyba nie zdawała sobie sprawy jak trudne to zadanie... przewijanie, karmienie i usypianie... a maluchów spora gromadka... Jak Anna, Kristoff i Sven poradzą sobie z okiełznaniem trollątek? Kto ruszy im na pomoc?


Nowy przyjaciel - bal, zbieranie krokusów, zakupy u Oakena, ratowanie reniferka... wszystko super, tylko... Moja pięciolatka przy tej opowieści odkryła jej ogromna podobieństwo do pierwszej historyjki, nie dość że podobna fabuła to jeszcze dokładnie te same ilustracje, ewentualnie z nieco innej perspektywy.... :( To spory minus. Jedynie finał tej bajki ogromnie nam się podobał!


Zamorskie podróże - Anna i Elsa udają się w zaplanowaną od dawna podróż statkiem do kilku sąsiednich królestw. Brak wiatru i zbyt spokojne fale nie przeszkodziły im w dotarciu na czas do celu a emocji podczas rejsu nie brakowało. Najpierw odwiedziły królestwo zwane Zarią, później Chatho i w każdym z nich próbowano wyprosić u Elsy, by pokazała swoje magiczne moce. Na końcu siostry odwiedziły królestwo Weselton i czekała tu na nie niezbyt miła niespodzianka... Jaka?


Idealny letni dzień Olafa - W Arendelle nastał najgorętszy dzień roku i o ile mieszkańcy poszukiwali ochłody (choćby wkładając głowę do lodówki) to Olaf wręcz przeciwnie. Niezwykły bałwanek nie marzy o górze lodu, ale o takim dniu! Już planuje co będzie robił, wraz z siostrami rzecz jasna. Jesteście ciekawi? Zachęcam do sięgnięcia po książeczkę.



Zanim czytelnik wniknie w powyższe historie ma okazję przyjrzeć się bliżej charakterystyce bohaterów: Elsy, Anny, Kristoffa oraz Olafa. Jest również Quiz "Mroźna prawda o Tobie", w którym czeka osiem pytań.

Same opowieści są napisane językiem idealnym dla kilkuletniego dziecka, pięciolatka nie miała żadnego problemu ze zrozumieniem głównych idei czy dialogów. Poszczególne strony to głównie ilustracje: piękne, barwne, jakby kadry z telewizyjnej bajki, wprost kuszą by je dotknąć, pogłaskać, pogładzić i przenieść się do ich świata. Tekstu jest niewiele na stronie, więc dziecko jest w stanie się na nim skupić.

Jedynym wyjątkiem, który rzutuje na całość to minusy opisane powyżej (w historii Nowy przyjaciel). Poza tym nie mam książeczce nic do zarzucenia, ponieważ moja córa uwielbia Elsę i ogląda ten egzemplarz nawet wtedy, gdy nie czytamy... dla samego nacieszenia wzroku widokiem pięknych bohaterek... a przy okazji zadaje rozmaite pytania. Dla pięcioletnich księżniczek to prezent idealny :)




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

piątek, 22 stycznia 2016

Magdalena Kołosowska "Trawa bardziej zielona"




Autor: Magdalena Kołosowska
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 14 stycznia 2016
Liczba stron: 312











Bo trawa to jest zwykle bardziej zielona u sąsiada, prawda? Zwykle to co mają inni wydaje nam się lepsze, piękniejsze, szczęśliwsze niż to, co mamy na swoim podwórku czy życiu. Widzimy to "bardziej" u innych a przecież wystarczy jeden czy dwa kroki i .... nie, nie będziemy na zieleńszym trawniku sąsiada, w dwóch krokach możemy zmienić nasze życie. Dokonać takich zmian, by to nasza trawa była BARDZIEJ zielona.


Maja wyszła za Jacka jeszcze podczas studiów. Oświadczył się jej podczas oblewania sesji a w rezultacie ich ślub stał się przedmiotem zakładu. W tydzień nie zdążyli, ale udało się załatwić szybką uroczystość w USC. Skończyła ochronę środowiska i to ona utrzymywała męża, bo ten z często zmienianych dorywczych prac nie był w stanie zapewnić mini rodzinie bytu. Maja (a właściwie to Maria, tylko wszyscy do niej Majka mówią) też nie może znaleźć swojego miejsca i najpierw stawia pierwsze kroki w spedycji (praca jej do gustu nie przypadła, ale poznała tam Monikę i do dziś są najlepszymi przyjaciółkami), zaś w drugim miejscu zatrudnienia odkrywa, że nie lubi bezpośredniego kontaktu z klientem (czego zrozumieć nie mogę, bo ja lubię). Jednak wielkim marzeniem Majki jest napisanie książki, a nawet książek. Pisała od zawsze, jednak okoliczności ślubu a później poglądy Jacka kazały jej odłożyć spełnienie marzeń do szuflady. Teraz Jacek wyjeżdża do Szwecji a ona zostaje z głową pełną zmartwień - jak ta rozłąka wpłynie na ich małżeństwo? By nie rozpamiętywała wyjazdu męża, przyjaciółka proponuje jej tygodniowy wyjazd na Mazury...

Monika jest jedyną i najlepszą przyjaciółką Mai. Poznały się w firmie spedycyjnej i choć to nie była praca dla Majki to mimo jej odejścia kontakty wciąż są częste i zażyłe. Monia uwielbia swoją pracę, jednak nie ma szczęścia w miłości. Wpatrzona w Piratów z Karaibów wzdycha do Johnny'ego Deppa i liczy, że tak przystojny i na zabój zakochany facet trafi jej się w rzeczywistości. Monia martwi się o tykający zegar biologiczny i marzy o wsparciu, czułości i bliskości (a któż nie marzy...).
Uważa, że obie z Mają potrzebują zmiany klimatu i dlatego wpada na pomysł z Mazurami. Jeszcze nie wie, jak bardzo ten wyjazd zmieni ich życie... Bowiem w pensjonacie pani Irenki dziewczyny poznają Kubę i Pawła, którzy motocyklami jeżdżą po kraju a w Harszu zatrzymali się na trzy dni. I jakby czuwał nad nimi mały Amorek, bowiem bez zbędnych przepychanek a z wzorową zgodnością odkryli, że między Moniką a Pawłem oraz Majką i Kubą iskrzy...

Niestety los bywa okrutny i przewrotny. Po jednym pięknym dniu szczęścia i czułości, dziewczyny odkrywają, że panowie wyjechali w nocy, bez słowa wyjaśnienia... Czyżby to była dla nich tylko chwila zapomnienia? Uspokojenie rozszalałych hormonów? Nie wiedzą skąd przyjechali, nie znają swoich nazwisk... Czy uda im się odnaleźć? Czy w ogóle będą mieli ochotę? Czy pani Irenka pomoże?

Dwa lata później (i wcale nie jest to epilog a zwykła część książki) okazuje się, że Jacek wcale nie zamierza wracać ze Szwecji, to znaczy wraca na dwa tygodnie, ale rewelacje jakie ma dla Majki skutecznie rozwieją jej wątpliwości dotyczące przyszłości.
Monika związała się z Danielem rok temu, wybierają się właśnie na wspólne zagraniczne wakacje, jednak dziewczyna wciąż unika poznania jego rodziny. Dlaczego? Bo po długim okresie spotkała kogoś, o kim przez dwa lata zapomnieć nie potrafiła... Czemu nie zakończy związku, w którym nie do końca jest szczęśliwa? Na co liczy? O kim myśli? Dlaczego podejmuje się trwania w chorych układach, które na dodatek sama wymyśliła?

A co przez ten dwa lata działo się w życiu Pawła i Kuby? Czy próbowali znaleźć Maję i Monikę? Czy ich myśli choć z rzadka wędrowały do wspólnie spędzonych chwil uniesienia na Mazurach? Czy dwaj kumple będą potrafili szczerze porozmawiać o uczuciach, kobietach i przyszłości? Jak w tej sytuacji odnajdzie się Paula? Przyznaję, że w książce jest wiele humoru, autoironii i tekstów Mai, które mnie bawiły ("mężowi przyszłość kończyła się w chwili, gdy szedł spać" czy "facet nie chwast, na polu nie rośnie"*), jednak najbardziej się śmiałam, kiedy czytałam o wyczynach Pauli.


Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale przyznaję że bardzo udane, ponieważ lektura jest utrzymana w duchu lekkości, pozytywnego myślenia (mimo wszystko), ciepła i chęci zmian na lepsze. Powieść czytało mi się bardzo dobrze, ponieważ fabuła jest ciekawa, doskonale nakreśleni bohaterowie a problemy, które się pojawiają... to takie prawdziwe życie. Nie są to sytuacje naciągane na siłę, byle wpasowały się w ramy założone dla książki, ale brutalne i pełne zbiegów okoliczności czy rozczarowań życie. Z każdą kolejną kartką byłam coraz bardziej ciekawa jak rozwiną się wątki przyjaźni i miłości, bo również na tych płaszczyznach Kołosowska pokazała, że nie jest idealnie. Że nawet przyjaciele czasem zawodzą i nie mówią sobie wszystkiego obawiając się o wyśmianie, krytykę czy odrzucenie. Że Ci, którzy darzą się uczuciem, powinni o tym koniecznie porozmawiać, by wiedzieć na czym stoją a nie stwarzać barier, który wywołują tylko i wyłącznie cierpienie.

Były dwie rzeczy, które nieco mnie drażniły w książce. Przede wszystkim Maja, która często zbaczała z głównego tematu w swoich wypowiedziach a fakt, że w mailu właściciel wydawnictwa napisał "Szanowna Pani" wywołał u niej, niepotrzebny moim zdaniem stan euforyczny, który objawił się rozwodzeniem na cały akapit.
Druga rzecz to nieco pomieszane wydarzenia, trochę czasu minęło zanim odnalazłam się w chronologii: co było przed Mazurami a co dwa lata później a kiedy wracałam do czasów młodości bohaterów.

Bardzo fajnym zabiegiem, który zastosowała autorka jest napisanie tej książki z perspektywy całej czwórki głównych bohaterów co zostało oznaczone ich imieniem i to każde z nich we właściwym momencie staje się zarazem narratorem. Dzięki temu czytelnik ma doskonałą szansę na poznanie nie tylko ich młodości, ale również myśli, uczuć i rozważań dotyczących gnębiących ich aktualnie tematów. Kto skrywa jakie tajemnice? Jakie decyzje podejmą ostatecznie bohaterowie? Czy los będzie dla nich łaskawy i osiągną wymarzone szczęście? Czym ono jest dla każdego z tej czwórki?

Głównym celem powieści, przesłaniem wręcz, jest uzmysłowienie nam, że powinniśmy odrzucić utarte od wieków schematy, zerwać niepotrzebne więzi, uwolnić się od tego co nas ogranicza i z wolnym ciałem i duszą wyruszyć na poszukiwanie siebie, by spełniać swoje najskrytsze marzenia. Każdy z nas ma jakąś pasję, która jest dla niego całym życiem i nie powinniśmy z tego rezygnować, za żadne skarby! Mimo, że nie jest to takie łatwe... może jednak to nasza trawa będzie bardziej zielona...




* Kołosowska M., "Trawa bardziej zielona", Feeria 2015, s. 19 i 27


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II (pomost skąpany słońcem wygląda jak biały), Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Mai z


czwartek, 21 stycznia 2016

"Łamigłówki. Przejdź labirynt"




Tytuł oryginału: Activity fun. Doolhoven Labyrinthes
Wydawnictwo: Adamada
Liczba kart: 40
Data wydania: 2015
Wiek odbiorcy: 8+
Seria: Łamigłówki








Moja pięciolatka od bardzo dawna uwielbia wszelkie zadania logiczne, które wymagają myślenia, również przyszłościowego (czyli przewidywania).

Szczególnie jest to widoczne w przypadku labiryntów, gdzie brak tych umiejętności kończy się zabrnięciem w ślepy zaułek. Zresztą labirynty były jednymi z pierwszych zadań, którymi zainteresowało się moje dziecko. Wprawdzie, gdy się nie udawało było małe zdenerwowanie czy zniecierpliwienie, ale w chwili obecnej udało się dojść do etapu, żeby rozwiązywała ołówkiem (a nie kolorowymi pisakami) z gumką w pobliżu i by na każdym skrzyżowaniu myślała co dalej.

Tak naprawdę reguł tego typu zadań tłumaczyć nikomu chyba nie muszę, dlatego skupię się na książeczce, w której wprawdzie znajdują się tylko labirynty, jednak dziecko nie odczuwa znudzenia, bowiem są one bardzo zróżnicowane: kwadratowe, koliste lub podobne do plastrów miodu. Dla utrudnienia w niektórych zadaniach znajduje się więcej niż jedna strzałka oznaczająca wejście czy wyjście z labiryntu. Czasami większa liczba strzałek jest niezbędna, gdy labirynt ma przejść kilka postaci.
Każda karta działa na brak nudy również kolorami, ponieważ nie tylko linie labiryntu są różnobarwne, ale również tło wokół niego.

"Przejdź labirynt" podobnie jak inne łamigłówkowe książeczki z Adamady, mają na końcu rozwiązania, jednak pięcioletnie dziecko radzi sobie z nimi doskonale i nawet rodzic, nie musi wspomagać się tym rodzajem pomocy. To świetne rozwiązanie dla najmłodszych, chcących zapełnić swój czas nie tylko zabawą klockami czy lalkami, ale również rozwijaniem umysłu. Książeczka z uwagi na niewielkie rozmiary zmieści się w torebce mamy czy małym plecaku dziecka i może być idealnym zajęciem podczas podróży czy w kolejce do lekarza. Polecam!







Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki



Książka poznana w ramach wyzwań: 52 książki 





Za możliwość poznania książeczki
dziękuję Pani Ewie z

Czesław Janczarski "Miś Uszatek"




Autor: Czesław Janczarski
Ilustracje: Zbigniew Rychlicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2014
Liczba stron: 160
Wiek odbiorcy: 0-6












Na dobranoc - dobry wieczór
miś pluszowy śpiewa Wam.
Mówią o mnie Miś Uszatek,
bo klapnięte uszko mam.

Jestem sobie mały miś, gruby miś,
znam się z dziećmi nie od dziś.
Jestem sobie mały miś, śmieszny miś,
znam się z dziećmi nie od dziś! *


Kto pamięta powyższe słowa, które wieczorami padały z pyszczka pluszowego misia? Moja córa aktualnie nie ogląda bajek z tym sympatycznym bohaterem, ale na urodziny dostała książeczkę z jego przygodami, zatem miałam szansę przypomnieć sobie jak to się stało, że uszko oklapło - szczerze mówiąc to zupełnie tego nie pamiętałam, mimo że wieczorynkę z Uszatkiem uwielbiałam, ale to były inne czasy... Czasy bajek prostych i powolnych, które aktualnym maluchom wydają się nudne. Choć "Zaczarowany ołówek", "Bolek i Lolek", "Reksio" czy "Krecik" cieszyły się powodzeniem u mojej córy i wciąż od czasu do czasu dopomina się o włączenie. Nie ma to jak powrót do przeszłości :)

Wszystko zaczęło się w sklepie z zabawkami, gdzie na półce z misiami, stał wciśnięty w kącik TEN Miś. Inne pluszaki uśmiechnięte opuszczały sklep z radosnymi dziećmi a on wciąż czekał. Czekał i się martwił... I to właśnie od tego zmartwienia oklapło mu uszko... Jednak miś nie zamierzał spędzić długich lat na tej półce, złapał czerwony parasol i ... zeskoczył na podłogę a później wyszedł ze sklepu. Na ulicy spotkał Zosię i Jacka, z którymi udał się do domu a tam rozpoczęło się dla niego prawdziwe życie. Znalazł tam prawdziwych przyjaciół pieska Kruczka, Kogucika, Zajączka, Pajacyka a lalki Zosi - Róża i Lala - opiekowały się nim jakby był ich dzieckiem.

Uszatek szukał Echa w lesie, był w cyrku, jechał pociągiem, zdobył choinkę, odwiedził sklep z zabawkami, bawił się na zabawie karnawałowej i na karuzeli. Spotkało go wiele przyjemnych rzeczy, poznał sporą część otaczającego świata a młody czytelnik wraz z nim. Patrząc globalnie stwierdzam, że przygody misia są bardzo zróżnicowane, ciekawe i skupiają uwagę dziecka, które całym sobą wczuwa się w daną historię i jedynie zadawane pytania utwierdzają rodzica w przekonaniu, że dziecko wciąż siedzi obok.


Książeczka została podzielona na cztery części: Przygody i wędrówki Misia Uszatka, Nowi przyjaciele Misia Uszatka, Gromadka Misia Uszatka oraz Bajki Misia Uszatka. Każda z nich rozpoczyna się piosenką misia i zawiera od 10 do 34 krótkich (świetne przed snem, choć u nas jedna nie wystarcza) historyjek z przygodami Uszatka. Są opatrzone barwnymi i prostymi ilustracjami, które idealnie pasują do tekstu i gustu kilkulatka. Serdecznie polecam dzieciom, ale i rodzicom!








* autor tekstu: Janusz Galewicz


Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki

Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Cztery pory roku, Pod hasłem, 52 książki

środa, 20 stycznia 2016

Katarzyna Michalak "Spełnienia marzeń" - przedpremierowo




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: planowana na 4 lutego 2016
Liczba stron: 315
Seria: owocowa










Każdy z nas ma marzenia, prawda? Nie wierzę, że jest ktoś kto ich nie ma... Jedni marzą o psie, super ciuchach, wypasionych gadżetach elektronicznych czy podróżach a drudzy o ciepłych butach, kromce chleba, świętym spokoju, zdrowiu czy bezpieczeństwie. Jakże różne i skrajne te marzenia... A ich spełnienie będzie dla marzących istnym cudem czy magią. Podobnie jest z dniem osiemnastych urodzin... Wielu młodych ludzi planuje co będą robić, gdy osiągną ten wiek, wchodząc w tą dojrzalszą część życia prywatkami. Jednak zaraz opowiem Wam historię, która nie wygląda tak bajkowo i prozaicznie.

Klaudia w dniu swoich osiemnastych urodzin została odwieziona - jak zawsze - do szkoły, jednak nie zostanie już z niej odebrana. Mimo, że uwielbia się uczyć, chłonąć wiedzę i czytać, rzuciła szkołę z dnia na dzień i z jedną podręczna torbą udała się do małego domku, który na Białołęce odziedziczyła po przyjaciółce matki. W kieszeni miała zaledwie sto złotych, jednak pragnienie wolności, spokoju i bezpieczeństwa, bez strachu, bicia i dotyku "Tamtego" było ogromne. Dlatego słabo urządzony i zapuszczony domek jest w jej wyobrażeniach luksusem, a przede wszystkim oznaką bezpieczeństwa. Teraz tylko musi pomyśleć o zdobyciu pracy...  Później będzie się martwiła o dokończenie nauki i zdanie matury.

Na szczęście na tablicy ogłoszeń obok sklepu znajduje ogłoszenie o poszukiwanej osobie do opieki nad niepełnosprawnym. Klaudia nie ma dużego wyboru, postanawia zgłosić się pod wskazany adres i ... tak poznaje niewidomego dwudziestolatka Kamila. Chłopakiem opiekuje się ciotka Matylda, jednak nie może być tutaj na stałe a jedynie popołudniami i w weekendy. Czy Klaudia pokona swój lęk i podejmie się opieki nad Kamilem? Czy fakt, że chłopak jest złośliwy, arogancki a także dumny i nie do końca chce, by mu pomagano pomoże jej w podjęciu decyzji? W sumie nie trudno mu się dziwić... Dawniej był wręcz uwodzicielem, miał dziewczyn na pęczki a teraz ten młody, przystojny i wrażliwy chłopak zachowuje się jak zgorzkniały starzec... Wszystko to w wyniku "wypadku", w którym rok temu stracił wzrok. A obecnie jest zdany na łaskę innych a bardzo tego nie chce. Zwłaszcza litości.

Oboje z Klaudią nie chcą litości. On najpierw stracił rodziców a potem kumpla i wzrok. Ona przeżyła nagłe zniknięcie mamy a potem siedem lat życia z "Tamtym". Każde z nich przeżyło wiele a teraz muszą sami rozpoznać kto jest ich wrogiem a kto sprzymierzeńcem, na kogo mogą liczyć a kto stanie po drugiej stronie barykady (bowiem powieść pełna jest "czarnych charakterów"). To dzięki Klaudii Kamil zrozumiał, że ma potrzebę kochania. Że zabija go bezczynność i powinien się zająć czymś pożytecznym... przecież potrafi tańczyć i komponować! Czy chłopak przestanie trwać z dnia na dzień w oczekiwaniu na cud i weźmie się za prawdziwe życie? Jak Ci młodzi ludzie zareagują na rodzące się między nimi uczucie? Czy mu się poddadzą czy będą z nim walczyć? Wszak to trudne, bo oboje los mocno doświadczył... i wcale nie zamierza przestać... Wciąż rzuca im pod nogi przeszkody, zwłaszcza ludzi o nieczystych intencjach. Czy Kamil ma szansę na odzyskanie wzroku? Gdzie zdobyć pieniądze? Klaudia ma pewien plan, ale czy to się uda? Dziewczyna nie przypuszcza, ile będzie musiała przeżyć i wycierpieć, by uratować wzrok Kamila. I wreszcie czy ona sama uwolni się kiedyś od demonów przeszłości? Czy te siedem lat, które chciałaby wymazać z pamięci, wzmocniły w niej chęć do walki o siebie i swoją przyszłość? Czy Klaudia odkryje prawdę o swojej mamie? Czy Kamil uniknie zemsty oprawców sprzed roku?

"Spełnienia marzeń" to najnowsza książka Katarzyny Michalak... Naprawdę? Tak, sama w to wierzę tylko dlatego, że zerkam co jakiś czas na okładkę. Przeczytałam do tej pory bodajże siedemnaście książek autorki i przyznaję, że ta jest inna. Okładka zapowiadała kolejną piękną i bajkową historię pasującą do serii owocowej, a otrzymałam szokującą opowieść o dwójce młodych ludzi. Nikomu nie życzę takiego życia, jakie przytrafiło się im. Książka ta, to nie tylko mały domek, rodzące się uczucie, ale i utrata wzroku, molestowanie (nie tylko zwykły szary człowiek może być potworem! ludzie na wysokich stanowiskach też!), zdobywanie celu "po trupach" czy świat czerwonych dywanów i limuzyn, czyli szeroko pojętego "szołbiznesu". Poznajemy też ludzi, którzy z różnych pobudek zmieniają swoje stanowisko, pragną zemsty, pieniędzy albo zabawy czyimś kosztem a prawdziwej pomocy pragną udzielić zupełnie obce osoby.

Bardzo podobały mi się wprowadzone do powieści zwierzęta: suczka Aza (pokrzywdzona przez ludzi i pełna strachu podobnie jak Klaudia) oraz dwie klacze: Epoka i Pasja. Robaki pełzające po ścianach już mniej...

Powieść czytałam bardzo szybko i z przejęciem. Byłam ogromnie ciekawa kto pierwszy wyjawi swoją tajemnicę. Kto pierwszy opowie o swojej przeszłości. A kiedy już poznałam historie obojga to łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego ludzie ludziom potrafią zgotować taki los? Na kolejnych stronach przeżywałam wzloty i upadki Klaudii i Kamila i choć dzielnie im kibicowałam, to miałam silne wrażenie, że jedyne co może ich łączyć to przyjaźń. Wszak pewne urazy nie pozwalają na trwałe związki. Czy miałam rację? Czy marzenia, nawet po największych burzach życiowych, mają prawo się spełniać? Czy to wszystko co zaplanowała dla bohaterów autorka ich połączy czy rozdzieli? Chcecie wiedzieć jaki jest finał? Zakończenie jest ... niespodziewane :) Ale cieszę się, że takie a nie inne.

Podsumowując - "Spełnienia marzeń" to nie tylko powieść obyczajowa, z czystym sumieniem określiłabym ją jako lekturę z odrobiną sensacji; akcja wciąż nabiera tempa, a zwroty jakie następują w fabule wciąż nie gwarantują jakie będzie zakończenie. Doskonale nakreśleni bohaterowie - nie tylko Ci pozytywni, ale i negatywni - z ogromnym bagażem doświadczeń. Liczne emocje ze strachem na czele oraz walką... walką o siebie i swoje marzenia. Bowiem one same się nie spełnią a trzeba im pomóc...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Ani z


Światosław Sacharnow "Kto żyje w morzu"



Tłumaczenie: Maria Dolińska
Ilustracje: T. Kapustina
Wydawnictwo: "Małysz" Moskwa
Data wydania: 1980
Liczba stron: 12
Wiek odbiorcy: 3+










Jaki jest najprostszy i najtańszy sposób, by pokazać dziecku jak wygląda życie w morzu? Kupić niedrogą książeczkę :)

Niniejsza pozycja jest podzielona na trzy części:
"Wśród fal" jest przewodnikiem po świecie, tuż pod taflą wody. Poznajemy walenie, żółwie morskie, delfiny i rekina. O każdym z wymienionych napisano od sześciu do jedenastu wersów. Jednak nie są to informacje typowo wiedzowe. To miało być coś w rodzaju historyjki, ale moim zdaniem nie wyszło... Ale o tym później. Co można przyswoić z tych tekstów? Fakt, że waleń jest ssakiem a nie rybą; żółwie składają w piasku jaja; delfin potrafi bawić się piłką jak człowiek a rekin ma to szczęście, że gdy straci zęby odrosną mu nowe.

"W głębinie" poznajemy kałamarnice, okonia morskiego oraz wargacza-sanitariusza. Kałamarnice ożywiają się na widok ławicy ryb, wciągają wtedy w siebie wodę i potrafią wystrzelić do przodu jak strzała... byle osiągnąć cel. Pasiasty wargacz podpłynął do cierpiącego na łuszczenie się skóry okonia i jak prawdziwy sanitariusz zajął się chorym. Wargacz "wydziobał" martwą skórę.

"Na dnie" spotykamy ośmiornicę, jazgacza morskiego, rozgwiazdę, małże, muszle oraz mątwę. Ośmiornica potrafi sobie zbudować konstrukcję z kamieni, którą nazywa domem i kiedy siedem macek śpi, jedna czuwa. Kolczasty jazgacz jest tak podobny do kamieni, że nawet rekin nie odróżnił ich od siebie; zaś rozgwiazda jest zwierzęciem, mimo że wygląda jak kwiat a mackami łowi rybki na swoje posiłki. Na dnie znajdziemy mnóstwo różnorodnych muszli oraz pełzających małż, ale ich domki to pałace w porównaniu z tymi ślimaczymi... Zaś mątwa radzi sobie z prześladowcami chlustając na nich czarną cieczą, którą ma w swoim wnętrzu.

Mnie osobiście książeczka się nie podobała. Moja pięciolatka też nie była zainteresowana a wręcz zniecierpliwiona i zniechęcona. Pomysł świetny, by pokazać morski świat, jednak realizacja zupełnie nietrafiona. Teksty są nudne, trudne i niewiele mówiące o omawianym bohaterze. Zaledwie kilka szczegółów zawartych na tych wszystkich stronicach, jest wartych uwagi i po ich wyłowieniu z tekstu i wyjaśnieniu dziecku, można uznać, że są one przydatne i ciekawe. Kolorystyka jest bardzo smutna, szara i bura. Także osobiście nie polecam tej książeczki jako służącej do poznawania życia morskiego.





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

wtorek, 19 stycznia 2016

Maria Konopnicka "Jak to ze lnem było"



Autor: Maria Konopnicka
Ilustracje: Bogdan Zieleniec
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1959
Liczba stron: 24
Wiek odbiorców: 5+







Lubicie bajki? Jeśli tak, to zapraszam dziś na bajkę, a właściwie legendę o królu, który ma wielkie i piękne królestwo, gdzie nikomu niczego nie brakuje, bo lasy pełne zwierząt, sady - owoców a przy tym i kwiatów i wojska pełno. Jednak królowi czegoś brakuje... Nie jest w pełni usatysfakcjonowany zasobami swojego królestwa... Wciąż twierdzi, że brak mu złota... Musi je zdobywać w sąsiednich krainach, wymieniając za swoje towary. A przecież chciałby tylko, by jego lud był bogaty... A to jest możliwe tylko wtedy, gdy będzie mógł na swoich ziemiach wydobywać złoto.
Trochę mi się żal króla zrobiło, bo z jego słów wynikało, że nie chce złota dla siebie a dla biednych, którzy nie mają co jeść, nie mają nawet ubrań i marzną...


Życzenie króla i marzenie zarazem, zaofiarował się spełnić siwiuteńki staruszek, który miał w mieszku nasiona i obiecał, że kiedy się je na wiosnę do ziemi włoży, obrodzą złotem... Król sam ziarno do zamku zaniósł i siał go sam... A tego dnia cała z tego uroczystość powstała, zbiegli się ludzie, był baldachim i trębacze. A potem władca czekał aż złoto wyrośnie. Mijały dni, tygodnie a pola nijak złote zrobić się nie chciały. W żaden sposób król złotego koloru nie widział a jedynie zielone a potem niebieskie rośliny... Czego oczekiwał? Co rosło na polu? Dlaczego nie mógł pojąć czym obdarował go staruszek? Dlaczego czuł się oszukany?

Z wściekłości kazał pozbyć się zielska i poszukiwać staruszka, by ukarać go za poniżenie władcy i zrobienie z niego pośmiewiska. Jaki był finał tej opowieści? Co stało się ze staruszkiem? Jak skończyła się historia z niedoszłym złotem? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Legenda jest bardzo dynamiczna, zaskakująca i przypomina mi trochę jedną z bajek dla najmłodszych o Kreciku, który marzył o posiadaniu spodni z kieszeniami. Jednak wtedy zwierzęcy bohater szukał pomocy i rady u kolejnych leśnych przyjaciół dążąc do celu a tutaj... No cóż, król okazał się nieco niecierpliwy a pewne rzeczy trzeba robić z miłością a nie w gniewie. Zamiast poszukać pomocy, dowiedzieć się najpierw o co chodziło staruszkowi, to król postąpił jak typowy władca. Wydawał rozkazy, mimo że nie zawsze były właściwe... Dobrze chociaż, że nie kazał staruszka zgładzić.

Sam przekaz tej historii, czyli opowieść o tym co to jest len i do czego służy jest bardzo ciekawy. Jednak jak pokazała praktyka, czyli próba przekazania historii pięciolatce, tak jak w zamyśle książeczki, okazało się, że sposób w jaki legenda została napisana jest bardziej przeznaczona dla dorosłych. Pięciolatka skupiała się na zadawaniu pytań o znaczenie trudnych słów (najpierwsi, onym, frasować) a nie całości historii. Zresztą się jej nie dziwię, bo mnie samą rozpraszały długie zdania i niedzisiejsze słowa. Dlatego uważam, że utwór Marii Konopnickiej zdecydowanie nie jest przeznaczony dla kilkuletnich dzieci, zwłaszcza że tekst będzie dla dziecka istnym labiryntem a kiedy się już przez niego przedrze, to sens historii odbierze zupełnie inaczej niż dorosły czytelnik.

Jedynie w kwestii czcionki czy ilustracji nie mam uwag, ponieważ kolorowe obrazy zajmują sporą część stronic książeczki, dzięki czemu zajmują uwagę dziecka. A czcionka i tak jest dostosowana wielkością dla starszych czytelników - nastolatków lub rodziców.

Podsumowując, mam mieszane uczucia. Z jednej strony historia lnu jest interesująca z uwagi na tematykę, ciekawą opowieść o traktowaniu "zielska", lecz z drugiej strony - musisz samodzielnie czytelniku ocenić - na ile poziom trudności tekstu odpowiada Twoim oczekiwaniom.




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II (biały przybrudzony starością), Grunt to okładka, 52 książki

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Brittainy C. Cherry "Kochając pana Danielsa"




Tytuł oryginalny: Loving Mr. Daniels
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2015
Liczba stron: 432











Miłość i śmierć to dwa zjawiska, dwa momenty, które nadchodzą niespodziewanie i nie pytają nikogo o zgodę. Miłość nie zawsze jest łatwa i prosta a śmierć... zawsze niesie za sobą smutek, rozpacz i nieutulony żal bliskich. To właśnie miłość i śmierć są głównymi bohaterkami powieści amerykańskiej pisarki Brittainy C. Cherry, którą polecało mi wiele osób. Czy miały rację, że to świetna lektura? Bo okładka, tytuł i klasyfikacja do romansu sugerują, że będzie to słodziutka historyjka o miłosnych uniesieniach młodych ludzi...

Kiedy Ashlyn była kilkuletnią dziewczynką dużo chorowała. Od czwartego do szóstego roku mnóstwo czasu spędziła w szpitalu i przeszła operację serca. Teraz ma lat dziewiętnaście i myśli, że jej matka żałuje, iż to nie ona - Ashlyn - wtedy umarła... Bo teraz... Teraz zmarła jej siostra bliźniaczka - Gabrielle (Gabby). Ale przecież to nieprawda, że śmierć w wyniku choroby, jest w stanie przygotować rodzinę na tą stratę. Że jest łatwiej przyswajalna niż ta niespodziewana na przykład w wypadku samochodowym. Strata to strata, zwłaszcza tak młodej osoby, zwłaszcza córki i siostry, a już na pewno bliźniaczki.

Jednak Ashlyn musi poradzić sobie nie tylko ze stratą siostry, którą tak bardzo kochała i z którą łączyła je niesamowita więź. Musi poradzić sobie jeszcze z faktem, że mama jej nie chce. Że odsyła ją z Chicago do Wisconsin, do ojca, który dawno temu je zostawił a teraz ma nową rodzinę - żonę i jej nastoletnie dzieci. Jak Ashlyn odnajdzie się w nowym miejscu, nowej szkole, w nowym domu z zupełnie obcymi mieszkańcami? I czy znajdzie odpowiedź na często pojawiające się w jej głowie pytanie "dlaczego?". Czy Ashlyn wybaczy matce kiedy dowie się prawdy? Czy nadal będzie próbowała spełnić swoje marzenie o byciu pisarką? Czy wraz z odejściem siostry jej marzenie też odeszło na dalszy plan?

W pociągu wiozącym ją do Wisconsin Ashlyn spotyka przystojnego i z niezwykłą aurą chłopaka. Okazuje się, że to Daniel, dwudziestodwulatek jest muzykiem i zaprasza ją na koncert. Dość szybko okazuje się, że inteligentny, wrażliwy, uroczy i ujmujący chłopak jest w stanie pocieszyć ból Ashlyn. Potrafi ją wysłuchać i zrozumieć, bo sam przeżył niedawno tragedię i stracił kogoś bliskiego. Dodatkową nicią porozumienia między tym dwojgiem jest uwielbienie dzieł Szekspira. Dokąd ich to zaprowadzi? Może gdyby los nie był tak okrutny, to rodzące się uczucie miałoby szansę... ale wraz z początkiem roku okazuje się, że czeka ich pokonywanie dodatkowej przeszkody - relacji uczennica-nauczyciel. A jak wiadomo taka miłość jest zakazana, nie ma przyszłości. Obojgu mogą grozić poważne konsekwencje. Muszą trzymać się na dystans, tylko czy miłość to potrafi? Kto pierwszy będzie miał dosyć potajemnych spotkań i braku możliwości okazywania uczuć - przystojny nauczyciel czy atakowana przez kolegów i wyszydzana z uwagi na biust uczennica? Jak zakończy się ta historia? Czy to co połączyło Ashlyn i Daniela to miłość? A może to tylko trudna przeszłość, strata kogoś bliskiego, Szekspir i muzyka?


Przyznaję się bez bicia - ta książka wielokrotnie wywoływała u mnie łzy. Miłość, która rodziła się między młodymi ludźmi sprawiała, że miałam ciarki na plecach, czułam szybsze bicie serca a wszystkie stające im na drodze do szczęścia tragedie powodowały podniesienie ciśnienia. Historia powaliła mnie na kolana i już teraz mogę śmiało napisać, że książka znajdzie się wśród najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Nie lubię cytatów w recenzjach, więc nie będę żadnych przytaczać - zresztą musiałabym przepisać sporą część powieści - ale znalazłam wiele genialnych i łapiących za serce mądrych myśli.

Brittainy C. Cherry stworzyła piękną, niesamowicie emocjonalną i wielowątkową historię o miłości, którą czytelnik ma szansę poznać zarówno ze strony Ashlyn, jak i Daniela, ponieważ rozdziały z ich narracjami się przeplatają. Dzięki temu poznajemy nie tylko wydarzenia, ale również myśli, uczucia i pobudki jakimi kierowali się bohaterowie na różnych etapach opowieści, która mimo że uwodziła mnie kolejnymi zdarzeniami (wywołując i śmiech i łzy), to muszę przyznać - nie mogłam doczekać się zakończenia. Ogromnie się go bałam, nie wiedziałam czego się spodziewać, czy mają szansę być razem czy też będę opłakiwać ich rozstanie. Jaki był finał? Nie zdradzę, ale byłam zaskoczona.


Jednak powieść to nie tylko miłość między kobietą i mężczyzną, bowiem autorka duży nacisk położyła na uczucia w ogóle. Pokazała również miłość rodziców do dzieci, rodzeństwa między sobą oraz szeroko pojętą przyjaźń. A kiedy już poznacie fabułę sami stwierdzicie, że to jeszcze nie wszystkie aspekty miłości tu wymieniłam...

Bardzo ciekawymi relacjami z Ashlyn zaskoczyli mnie Hailey i Ryan, którzy wprawdzie mieszkają z jej ojcem pod jednym dachem, ale nie są jego dziećmi. Czyli tak naprawdę to obcy ludzie w stosunku do Ashlyn a to jak bardzo się zżyli było godne pozazdroszczenia. Zwłaszcza w obliczu tajemnic jakie mieli przed swoją matką... Dlaczego bardziej ufają Ashlyn i jej zwierzają się z sekretów? Dlaczego o dziewictwie, buddyzmie czy zdradach chłopaka dziewczyna nie porozmawia z matką? Czemu Ryan nie chce zwierzyć się jej ze swojej tajemnicy? Czy tylko przez wzgląd na nieżyjącego ojca? Szczerze mówiąc to postać Ryana tak mi się spodobała, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, który z bohaterów bardziej mnie fascynuje i "kręci" - Ryan czy Daniel...?

Niezmiernie ciekawym zabiegiem była mistyczna obecność Gabby - nieżyjącej bliźniaczki, która pojawiała się w powieści niejako z zaświatów w postaci listów, które jak skarb w szkatułce przechowuje Ashlyn. Gabby przed śmiercią stworzyła dla swojej młodszej o piętnaście minut siostrzyczki listę zadań do wykonania. Oprócz niej przygotowała listy, jednak Ashlyn nie może ich przeczytać ot tak. Możliwość przeczytania listu otrzymuje w chwili, gdy "odhaczy" któryś z punktów magicznej listy... Co się na niej znalazło? Zachęcam do lektury.

Autorka zafundowała czytelnikom prawdziwą ucztę literacką, podarowała pełną paletę emocji, uczuć i problemów. Śmiem twierdzić, że poruszyła struny najtwardszych i nie lubiących wzruszeń. Postanowiła pokazać co jest w życiu ważniejsze, co trzeba pokonać, z czym walczyć a czemu się poddać: śmierć, miłość, przeszłość, narkotyki, więzienie, orientacja, dziewictwo, nałogi, obelgi, niezrozumienie, brak oparcia. Wszystko to okrasiła twórczością Szekspira, którą uwielbiają główni bohaterowie oraz muzyką zespołu Daniela - Misja Romea.


Podsumowując, uważam że "Kochając pana Danielsa" to niesamowicie ujmująca i emocjonalna książka nurtu New Adult! Każdy, kto wielokrotnie skusił się na polecane przeze mnie książki i się nie zawiódł, powinien przeczytać powieść. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla Ciebie, jeśli Twój gust odpowiada mojemu - gwarantuję że Twój czas nie będzie stracony!
Historia rozgrywająca się głównie w Wisconsin trafia w najczulsze punkty, wywołuje skrajne emocje od śmiechu do łez, trzyma w napięciu swoją sinusoidalną akcją między bohaterami i zaskakuje finałem. A do tego opowiada o wielu tragediach, których tu nawet nie wspomniałam. Polecam gorąco





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze



niedziela, 17 stycznia 2016

Nina Banaszwili "Dziewczynka i Gąsior" - bajka filmowa




Ilustracje: Dmitrij  Babiczenko
Wydawnictwo: Związek Filmowców ZSRR
Data wydania: 1984
Liczba stron: 16
Książeczkę opracowano na podstawie filmu rysunkowego wytwórni "Gruzja-film"
Wiek odbiorcy: 3+




Kiedy byłam mała to oprócz literatury polskiej, sporą część dostępnych bajek dla dzieci stanowiły te rosyjskie. W chwili obecnej nie wnikając co było wolno a co nie, który kraj był samodzielny lub nie i co było ocenzurowane postanowiłam w zasobach antykwarycznych zakupić kilka takich właśnie książeczek dla mojej córy, ponieważ niosą one w sobie wiedzę i morały.

Na pierwszy ogień poszła książeczka o dziewczynce o imieniu Mzija, która była bardzo tchórzliwa i pielęgnując swój ogródek bała się nawet maleńkiej Mrówki. Że już o Gąsiorze nie wspomnę, bo jego to bała się najbardziej na świecie.  Kiedy pewnego dnia ją przestraszył, zaczęła się zmniejszać a talerzyk z fasolkami, który trzymała w rękach upadł a ptaszysko zaczęło zjadać fasolki. Jednak jedna z nich wołała do Mziji o ratunek o pobiegła za nią :) A za nimi Gąsior... Dziewczynka chcąc pomóc fasolce straciła równowagę i upadła w przepaść... na szczęście sama pomagając, mogła liczyć na to samo od innych. Wiele żywych stworzeń rzuciło się do ratowania dziewczynki! Jak zakończyła się ta przygoda?

Książeczka świetnie pokazuje uczucie strachu oraz siłę przyjaźni. Mzija mimo, że jest człowiekiem - i choć małą dziewczynką to jednak większą od swego prześladowcy - to nie potrafi opanować strachu. Boi się, gdy tylko Gąsior pojawia się w okolicy. Jedyną szansę na ratunek upatruje w ucieczce pomagając przy tym ocalałej fasolce. Jednak szczęście jej nie sprzyja i gdyby nie pomoc kilku przedstawicieli świata zwierząt to mogłaby nawet pożegnać się z życiem... Jednak dobro podobno powraca i uratowana przez przyjaciół może teraz wraz z nimi u boku stawić czoło Gąsiorowi. Dzięki tej sile wróciła do swoich dawnych rozmiarów i przestała być tchórzem.

Spersonifikowane zwierzęta, proste acz wymowne ilustracje, prosty przekaz - to idealna lektura dla kilkuletniego dziecka, któremu podczas opowieści można wpoić jakże ważne informacje przydatne w życiu. A kiedy skończymy czytanie możemy liczyć na masę zadanych pytań :)






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

sobota, 16 stycznia 2016

"Łamigłówki. Grupuj piątki"



Tytuł oryginału: Activity fun. Groepen van vijf. Groupes de cinq
Wydawnictwo: Adamada
Liczba kart: 40
Data wydania: 2015
Wiek odbiorcy: 8+
Seria: Łamigłówki









Opisywałam już dwie książeczki z łamigłówkowej serii Adamady, które wciąż cieszą się u mojej córy zainteresowaniem. Tytułów jest jednak jeszcze cztery i dzisiaj pierwszy z nich - "Grupuj piątki".

Każda karta książeczki to diagram, który ma dwadzieścia pięć pól z kolorowymi i różnorodnymi obrazkami, jednak w pięciu rodzajach. Zadaniem dziecka jest tak poprowadzić linie między obrazkami, by zostały podzielone na pięć grup po pięć obrazków a każdy z nich będzie inny.
Linie prowadzimy w pionie lub poziomie i najlepiej jest robić je najpierw ołówkiem a dopiero później poprawić lepiej widocznym pisakiem czy kredką, ponieważ grupowanie wcale nie jest takie łatwe...

Założeniem książeczki jest jej przeznaczenie dla dzieci minimum ośmioletnich. Moja pięciolatka poradziła sobie doskonale z kilkoma diagramami, jednak pod moim czujnym okiem, dlatego postanowiłam co jakiś czas zachęcać do kolejnych prób, bo przecież z wiekiem będzie szło jeszcze lepiej. Zauważyłam, że o ile samo stwierdzenie, gdzie będzie kolejna grupa obrazków było bezproblemowe, to już rysowanie linii dostarczało czasem maleńkich problemów, zwłaszcza gdy nie były one liniami prostymi i należało ominąć jakiś element.

Podsumowując muszę przyznać, że to kolejna pozycja z serii Łamigłówki, którą ogromnie polecam rodzicom kilkulatków. Jest to niesamowita pomoc w rozwoju umysłowym dziecka. Uczy nie tylko myślenia co trzeba zrobić teraz, ale i przewidywania co powinno być kolejnym krokiem. Że nie wspomnę o cierpliwości....
Do tego zróżnicowane obrazki sprawiają, że dziecko jest ciekawe co też go spotka na następnej karcie: cyfry, owoce, warzywa, ludzie, roboty, czy może zwierzęta. Ja polecam, bo sama świetnie się przy tym bawię!




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książka poznana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość poznania książeczki
dziękuję Pani Ewie

piątek, 15 stycznia 2016

Meredith Webber "Lekarz z prowincji"





Tytuł oryginału: Christmas Where She Belongs
Tłumaczenie: Iza Kwiatkowska
Wydawnictwo: Harlequin
Data wydania: 2013
Liczba stron: 160
Seria: Harlequin Medical











Od października lub listopada "chodziło" za mną pragnienie totalnego odmóżdżenia czytelniczego, czyli przeczytania mega lekkiej i nie wymagającej zupełnie myślenia lektury. W zamierzchłej dla mnie przeszłości - czyli pewnie kiedy byłam nastolatką - miałam okazję czytać popularne "harlekiny" w dużej ilości i teraz mój wybór padł właśnie na jeden z tytułów z tego wydawnictwa. Liczyłam na to, co zwykle w przypadku tych książek: przystojny on, piękna ona, urocza miłość, przesłodzone sceny miłosne i szczęśliwe zakończenie a wszystko to w cudownej scenerii, tym razem Australii. Czy to właśnie dostałam?

Clancy wychowywała się bez ojca w hipisowskiej komunie. Jest uporządkowana, rozsądna, ambitna i opanowana, jej życie jest z góry zaplanowane. Wykłada pielęgniarstwo w szkole medycznej i mieszka kilka minut spacerkiem od miejsca pracy. Pewnego dnia w jej "życie od linijki" wkracza przystojny lekarz i prawnik zarazem (skrywający jeszcze wiele tajemnic) - Mac. Mężczyzna informuje ją, iż odziedziczyła stary dom na australijskiej prowincji, jednak z lokatorem i psem (pies wabi się Mike i potrafi się uśmiechać). Clancy postanawia udać się na miejsce i wtedy podjąć decyzję czy przyjmie ten spadek.

Spokojne dotychczas życie Clancy zmienia się w gonitwę wydarzeń. Choć oboje wyraźnie mają się ku sobie i łatwo im się rozmawia to bronią się przed uczuciem, potrzebują samotności i czasu, by poukładać sobie na nowo niespodziewane okoliczności. Zwłaszcza, że nie mają możliwości, by się dobrze poznać przy kominku czy kieliszku wina. W ich życiu pojawiają się bowiem niecierpiące zwłoki stworzenia: koza, pacjenci szpitala, dzieci Helen oraz wymagające naprawy schody. Czy będący pod urokiem Clancy Mac będzie w stanie zebrać myśli, skupić się, nie gadać głupot a przejść po męsku do adorowania kobiety? Czy Clancy spodoba się w domu, który odziedziczyła? Czy będą w stanie zapomnieć o swojej trudnej przeszłości - małżeństwach i związkach - i żyć teraźniejszością?

Książeczka, bo z tą ilością stron trudno ją nazwać powieścią, nie jest typową przesłodzoną opowieścią o wielkiej i namiętnej miłości. Także mogłabym w sumie napisać, że mnie rozczarowała... Wszystko dlatego, że to seria Medical i kładzie nacisk na sprawy medyczne a nie erotyczne. Mimo wszystko lektura spełniła swoją rolę i w szybkim tempie przeniosła mnie na australijską prowincję i z powrotem dając chwilę wytchnienia od bardziej wymagających książek. Ot, takie sobie czytadełko.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

czwartek, 14 stycznia 2016

Danielle Steel "Pierwszy bal"




Tytuł oryginału: Coming out
Tłumaczenie: Katarzyna Marzec
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2014
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda










Jestem ogromnie ciekawa jakie podejście do imprez w stylu eleganckim mają czytające to kobiety czy dziewczęta... Czy kiedykolwiek marzyłyście o założeniu białej sukienki i zaprezentowaniu się na balu debiutantek? Tradycja tych balów sięga dziewiętnastego wieku, kiedy to były organizowane głównie przez angielską arystokrację i miały wprowadzać w dorosłe życie młode panny. Debiutantkami były dziewczęta z wyższych sfer a ich udział w tym wydarzeniu wielkim wyróżnieniem.


To właśnie zaproszenie na nowojorski bal debiutantek dla osiemnastoletnich bliźniaczek Veroniki i Virginii stało się przyczyną wielkiej awantury w ich rodzinie. Dlaczego?
Dla ich mamy - Olympii Rubinstein - udział w balu debiutantek bardzo wiele znaczył, ponieważ na jeden dzień stała się kimś ważnym i wyjątkowym. Mogła poczuć się piękna. Zwłaszcza, że później życie dosadnie jej pokazało, że nie jest usłane różami. W czasie studiów straciła rodziców a jej pierwszy mąż - Chauncey - ojciec ich trójki dzieci, okazał się niewartym swojej rodziny. Wyjechał, założył nową rodzinę a była żona i dzieci stanowiły już tylko niezbyt przyjemną konieczność w utrzymywaniu niezbędnych kontaktów. Na dodatek uwielbiał ich denerwować, kiedy tylko coś nie działo się po jego myśli.

Teraz Olympia jest szczęśliwą kobietą, bowiem ukończyła studia prawnicze, ma świetną pracę oraz... miłość, zrozumienie i wsparcie a wszystko w osobie drugiego męża - Harry'ego (mają pięcioletniego synka), który jest Żydem. To dla niego kobieta zmieniła swoją religię i przeszła na judaizm, dzięki czemu zyskała w oczach teściowej (zresztą bardzo sympatycznej Friedy), lecz naraziła się tym samym na ostre słowa ze strony byłego męża.

Wróćmy jednak do głównego wątku książki, którym jest zaproszenie na bal... Staje się ono kością niezgody pomiędzy członkami tej nietypowej rodziny. Olympia uważa bowiem, że bliźniaczki powinny zaprezentować się na balu a ona i Harry powinni im towarzyszyć. Jednak tylko jedna z bliźniaczek ma ogromną ochotę na kupno białej sukienki i bycie debiutantką, podtrzymując rodzinne tradycje po mamie, babci i prababci. Jednak Veronica stanowczo odmawia udziału, Harry bierze jej stronę twierdząc, że to impreza dyskryminująca zbyt wielu ludzi i dlatego on nie pójdzie, Chauncey posuwa się do szantażu, by zmusić córki do uczestnictwa i jedynie pięcioletni Max stwierdza mądrze, że z nie wyniknie z tego nic dobrego, bo wszyscy się kłócą...

Olympia na przekór wszystkim postanawia zaprosić na bal debiutantek swoją teściową (Żydówkę) oraz przyjaciółkę Margaret (Afroamerykankę)... Jak zareaguje jej były mąż? Kto w rezultacie pojawi się na balu? Czy ospa lub złamana noga mogą pokrzyżować im plany? A jaką reakcję Olympii wywołają działania i wyznania dzieci? Czy pogodzi się z mężem?

Oj, będzie się działo, bo choć nie jest to powieść wysokich lotów, którą bym nagrodziła czy chociaż oceniła na wiele gwiazdek, to jednak spędziłam z lekturą przyjemne chwile odprężenia zastanawiając się jednocześnie ile tajemnic kryje się w jednej rodzinie i jak ich ujawnianie będzie wpływało na wzajemne relacje. A warto zwrócić uwagę na fakt, że choćby same bliźniaczki to osoby podobne do siebie jedynie zewnętrznie, bowiem tak naprawdę mające zupełnie różne charaktery i upodobania, a tak skrajnie odmienne osoby połączone więzią bliźniaczą.... mieszanka wybuchowa. Książka jest krótka, ale czyta się ją szybko. Działa rozluźniająco, odprężająco choć nie brak jej chwil podnoszących czytelnikowi ciśnienie. Ponadto porusza kilka ważnych kwestii, z którymi może spotkać się każdego dnia niejedna czy niejeden z nas. I mimo, że zakończenie okazało się totalnie zgodne z tym, co przewidziałam to ... miło się ją czytało.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...