Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2022

Weronika Umińska "Tiary z Albanii" - patronat

 


 
Autor: Weronika Umińska
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: 19 września 2022
Liczba stron: 272
Cykl: Saga Rzymskich Jubilerów  tom 2 


[materiał reklamowy] barter z Wydawnictwem Lucky
 
 
 
 
Weronika Umińska zachwyciła mnie swoim debiutem, czyli "Klejnotem z Bizancjum", który przeniósł mnie do Włoch i na Sycylię wciągając w fascynujący świat jubilerów i tajemnic. Dokładnie rok później trzymam w dłoniach kontynuację - "Tiary z Albanii", której mam zaszczyt patronować. Chyba nie muszę pisać, że nie bez przyczyny...? :)

Ambra Azzurri, najmłodsza w rodzinie rzymskich jubilerów, wygrywa licytację w Nowym Jorku i staje się posiadaczką dwóch wspaniałych, platynowych tiar z diamentami. Wprawdzie firma Azzurrich używa tylko żółtego złota i nie używa diamentów, ale tiary tak zauroczyły dziewczynę, że musiała mieć je dla siebie... Dzięki informacjom Marca - dyrektora działu klejnotów oraz wspomnieniom swojej babci Svevy, Ambrze udaje się dotrzeć do pewnych informacji. Tiary pochodzą prawdopodobnie z Albanii i brakuje im najwyższego, centralnego klejnotu - hełmu Skanderbega - narodowego bohatera Albanii. Wizerunek kozy był klejnotem herbowym Zogów, czyli rodziny królewskiej.
Dlaczego tiary kupione przez młodą jubilerkę nie mają szczytowych klejnotów? I jak to możliwe, że są dodatkowe dwie, poza czterema o których wszyscy wiedzieli?

Ambra wraz z Piotrem i Giorgio (swoim kuzynem) udają się w podróż pełną niespodzianek. Zamierzają odkryć tajemnicę przepięknych tiar oraz ustalić, jaki los spotkał główki kozłów, które powinny je wieńczyć... 

Poprzez Sycylię i Wiedeń podążają do Albanii, bo to właśnie tam prowadzą tropy... Jednak Ambra z niepokojem odkrywa, że mężczyzna z którym wygrała licytację tiar, wciąż pojawia się tam, gdzie ona... Zaczyna ją to niepokoić... Kim on jest? Czemu ją śledzi? A może tak jej się tylko wydaje...?


Wspaniale było powrócić do śledzenia losów rodziny rzymskich jubilerów. Autorka ponownie zauroczyła mnie opisywaną historią. Odwiedziłam nie tylko nieznane mi miejsca, ale również poznałam ich historię. Zwłaszcza opowieść o Albanii, jej władcy Zogu, jego siostrach i podarowanych im tiarach a później wizja współczesna tego kraju zrobiły na mnie wrażenie... 
I jeszcze te chwile grozy w Albanii... Wyborna lektura!
 
Weronika Umińska zafundowała mi również intrygujące śledztwo, rodzinne spotkania, ciekawe opowieści oraz chwile grozy na albańskiej ziemi... Przepiękna powieść! Nie wiem tylko jak to się stało, bo tak szybko się skończyła... Tak, to jedyny minus tej książki, bo miałam ochotę na trzy razy tyle :) Mój apetyt rósł w miarę czytania i uważam, że zdecydowanie wychodzące spod pióra pisarki historie powinny być dłuższe.


Podsumowując - "Tiary z Albanii" to piękna i zagadkowa powieść obyczajowa, kryjąca tajemnice i sprytnie przemycająca informacje historyczne, kulturalne oraz te dotyczące tradycji w Europie. Autorka zabrała mnie w literacką podróż, pełną wątków i tematów, o których nie miałam pojęcia. Książka intryguje, smakuje (na końcu znajdziecie przepisy na potrawy, jakimi raczyli się bohaterowie), wciąga i pozostaje na długo. To historia o skomplikowanych losach ludzi i przedmiotów, którą gorąco Wam polecam! Jestem zauroczona




"Tiary z Albanii"




Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję 
 
 


czwartek, 25 sierpnia 2022

Riley Sager "Tylko przetrwaj noc"

 
Tytuł oryginalny: Survive the Night
Tłumaczenie: Ryszard Oślizło
Wydawnictwo: Mova
Data wydania: 10 sierpnia 2022
Liczba stron: 368
 
 
 
 
 
 
"Tylko przetrwaj noc" to moje pierwsze spotkanie z twórczością człowieka, który ukrywa się pod pseudonimem Riley Sager. Były dziennikarz wydał dotychczas już cztery książki. Czy po lekturze najnowszej będę chciała po nie sięgnąć? Jak myślicie?
 
 
 
rok 1991
Charlie uwielbia filmy, nawet kierunek studiów to potwierdza - teoria filmu. Jednak na dziesięć dni przed Świętem Dziękczynienia porzuca swojego chłopaka i ukochane studia, zamierzając wrócić do domu, do Baby Normy w Ohio.
Dlaczego? Nie jest w stanie poradzić sobie z tym, że jej przyjaciółka Maddy została zamordowana przez Kampusowego Zabójcę, była jego trzecią ofiarą a Charlie mogła temu zapobiec...
 
Dziewczyna wiesza na tablicy ogłoszenie licząc, że ktoś będzie jechał w tamtym kierunku... Że ją zabierze... 
Około godziny 21 wsiada do Grand Ama - samochodu Josha -  i wyrusza w najtrudniejszą podróż w swoim życiu. 
Ciemna noc.
Kilka godzin jazdy.
Nieznajomy mężczyzna.
A czasem Charlie zaczyna mieć wrażenie, że nie jest bezpieczna w tym samochodzie. Mając w pamięci szczegóły dotyczące śmierci przyjaciółki zaczyna odnosić wrażenie, że to ona będzie następną ofiarą, bo obok siedzi morderca z kampusu!

Z każdym kilometrem napięcie rośnie, strach Charlie jest coraz większy, bowiem przyłapała Josha na kłamstwach... Musi mieć się na baczności!
A wokół tylko autostrada... Bezkresne przestrzenie, czasy bez telefonów komórkowych... Niezły egzamin z życia! 
 
 
Świetna historia z dreszczykiem! Owszem, początek trzeba po prostu przetrwać, bo autor rozkręca akcję powoli, ale kiedy już mu się to udaje... Zresztą wyobraźcie to sobie... obcy ludzie nocą przemierzają setki kilometrów, bez komórkowej łączności ze światem a jedno z nich wydaje się być mordercą!
Charlie miewa dziwne filmowe projekcje co sprawia, że często nie widziałam co jest prawdą a co iluzją w jej głowie. Każde z nich chce być sprytniejsze od tego drugiego. Każde ma swój cel, tylko czy na pewno oboje ten sam?

Autor zaserwował czytelnikom kilka zwrotów akcji i możecie mi wierzyć, nie wszystkie można było przewidzieć. Po pierwszym i drugim zaskoczeniu moje myśli wskoczyły na inne tory i już wtedy nie pozwoliłam sobie na ślepe spoglądanie w miejsca, które wskazuje fabuła. Niemniej zakończenie jawi mi się nie do końca zrozumiale - co było realne a co zmienione? Za dużo tych gdybań, ale chyba najważniejsza jest dla mnie fabuła znacznej większość książki, która nie pozwalała tak po prostu jej odłożyć.



Podsumowując - "Tylko przetrwaj noc" to trzymający w napięciu thriller psychologiczny, który byłby idealnym materiałem na film. Bardzo kameralne miejsce akcji, ich dwoje i mnóstwo niedomówień, tajemnic i kłamstw. Wyborna historia pełna wyrzutów sumienia, niepokoju, poczucia winy, pragnienia ucieczki, strachu, ale i niesamowitej odwagi w tak trudnych warunkach. To odpowiedź na pytanie do czego jest zdolny człowiek w pod presją i w obliczu zagrożenia.
Przeczytałam jednym tchem i gorąco polecam! 
Który tytuł autora teraz? :)


 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 

poniedziałek, 28 marca 2022

Andrzej Maleszka "Magiczne drzewo. Olbrzym"

 
 
 
 
Autor: Andrzej Maleszka
Ilustracje: Andrzej Maleszka
Wydawnictwo: Znak emotikon
Data wydania: 2017
Liczba stron: 482
Seria: Magiczne drzewo tom 3
 
 
 
 
 
 Nad Doliną Warty w roku 2000 rozpętała się straszna burza, która trwała przez trzy dni i noce. Trzeciego dnia piorun uderzył w stary dąb, łamiąc go. Jednak było to Magiczne Drzewo i dlatego, gdy przerobiono go w tartaku na deski a finalnie na różne przedmioty, które rozjechały się po świecie, wszędzie dało się odczuć magiczną moc.
 
 
W klasie Kukiego pojawia się nowa dziewczynka - Gabi i to jemu przypada ten "zaszczyt" (ponieważ wcale mu się to nie podoba), by oprowadzić ją po szkole... Na sali gimnastycznej Gabi nie trafia do kosza, tylko wprost w konsolę Blubka! To najgorsze co mogło ich spotkać, bowiem to duży i silny chłopak, który bije innych... Kukiemu też się oberwało, ale...pomyjami!

Chcąc się zemścić zabiera do szkoły - oczywiście potajemnie - czerwone krzesło, ale niestety je gubi! I na dodatek jako pierwszy usiadł na nim Blubek. Rzucony przez niego czar będzie miał straszne skutki - wyczarowany potwór zniszczy szkołę i czerwone krzesło, rodzicom Kukiego będzie groziło więzienie a przecież żadnego magicznego przedmiotu dzieciaki już nie mają! Jedynym plusem sytuacji jest nadludzka siła Kukiego, tylko czy to wystarczy?! Pewnie że nie. 


Znaczna część fabuły tej książki to podróż dzieci do miejsca, w którym mają odnaleźć coś, co może odkręcić czar Blubka i ocalić szkołę i rodziców Kukiego. Skąd dzieciaki wiedzą dokąd mają się udać? Tego dowiecie się już z książki. Dodam tylko, że na wyprawę wraz z Kukim udaje się Gabi oraz Blubek - dość egzotyczne trio, które będzie musiało poradzić sobie z kolejnymi wcieleniami potwora, podróżując jednocześnie poprzez wody, lądy, wyspy i pustynie. Towarzyszy im Budyń, gadający pies, któremu zawdzięczają życie.

Ogromnie podobały mi się wcielenia potwora i lęk o dzieciaki - czy poradzą sobie z unieszkodliwianiem go. Jak uda im się przetrwać bez pożywienia i wody, jakie niespodzianki ma dla nich przyroda oraz źli ludzie. Niezmiernie pomysłowa, trzymająca w napięciu, przekazująca wiedzę. Jak zakończy się ten tom?
 

Gdybym miała wybrać najlepszy tom z dotychczas czytanych, czyli od pierwszego do trzeciego to ten ostatni byłby zdecydowanym faworytem. To właśnie w "Olbrzymie" było najwięcej ciekawych przygód dzieci, do tego podróż po wielu krajach, nauka wzajemnej pomocy i zaufania. A już siedem wcieleń wyczarowanej olbrzymiej zwierzomaszyny to nieustająca zagadka i moc emocji!
Pomimo, że to nierealna opowieść, całkowicie zmyślona to bardzo mnie wciągnęła - polecam!


 
"Olbrzym"
"Pojedynek"
"Gra"
"Cień smoka"
"Świat Ogromnych"
"Inwazja"
"Berło"
"Czas robotów"
"Pióro T-Rexa" 




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (M), Pod hasłem, 52 książki

czwartek, 30 grudnia 2021

M. Leighton "Jesteś moim zawsze"

 
 
 
Tytuł oryginalny: The Empty Jar
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2017
Liczba stron: 336




"- Dobranoc, księżycu. Gwiazdki, dobranoc - szepczę, dotykając palcami niewielkiego okienka.
- Dobranoc, świetliki, przylećcie znów rano."
 
 
"Jesteś moim zawsze" to nie bajka. To baśń o pięknej i prawdziwej miłości. Historia jednocześnie dostarczająca cudownych uczuć, ale i niewyobrażalnego bólu. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym jej w swoim życiu nie przeczytać.

Lenę bardzo martwi podróż, którą wspólnie z mężem mają odbyć do Europy. Nate zrezygnował z pracy, by móc spędzić z ukochaną trzy miesiące, licząc, że ona będzie w stanie je przetrwać... Kobieta nawet przyjaciółce wyznała tylko część prawdy... Powiedziała o podróży, ale nie wspomniała o diagnozie!
A że lekarze nie dają żadnej nadziei jednocześnie twierdząc, że leczenie będzie piekłem, podjęła decyzję, że nie chce piekła...

Tyle, że los ma dla nich niespodziankę. Istny cud w ogromie dramatu - w Rzymie Lena odkrywa, że towarzyszące jej gorsze samopoczucie to nie wynik choroby... Jest w ciąży. Do czasu konsultacji ze specjalistami nikomu nic nie mówi, jednak za wszelką cenę chce ukochanemu mężowi pozostawić cząstkę siebie.


Ta powieść ma na bank swoje plusy i minusy. Ktoś powie, że jest zbyt idealna, bo wszyscy są cudowni, kochani, empatyczni, nie mają wad i wręcz czytają sobie w myślach uprzedzając zamiary drugiej osoby. Też uważam, że to dziwne, ale może faktycznie gdzieś i kiedyś żyło tak wspaniałe małżeństwo, bo przecież to opowieść wzorowana na prawdziwej historii. Pozostaje im zazdrościć.
Jednak skupiłam się nie na wyłapywaniu nierealności a na przeżywaniu ich każdego dnia z trudnymi decyzjami. Walkę o każdy dzień, tydzień, miesiąc razem. Czy Lenie uda się zrealizować zamierzony cel? Czy dotrwa? Czy zdąży zobaczyć swój cud?

Trudno się czytało tę książkę - owszem, szybko i z zainteresowaniem, ale towarzyszące temu emocje często mnie przygniatały. Dawno nie czytałam czegoś tak poruszającego. Dawno nie płakałam przez większość lektury.
Choć wiem, że to nie jest lektura dla każdego. Wizja śmierci, powolne umieranie, cierpienie osoby chorej oraz tej drugiej - z bezradności - nie są to lekkie tematy. Ale musicie wiedzieć, że na drugiej szali znajduje się miłość. I to jaka!

W tej miłości są chwile magiczne przetykane złym samopoczuciem. 
Tak jak dobro i zło przeplatają się w życiu. 
Słodycz z goryczą. 
Biel z czernią.
Życie ze śmiercią.

 
Podsumowując - "Jesteś moim zawsze" to niezwykle poruszająca historia prawdziwej miłości, zmierzającej do kresu jednej z osób. Pokonują rozpacz, cierpienie, smutek;  zdeterminowani i pełni nadziei desperacko pragną spędzić ze sobą jak najwięcej czasu, bo nie wiedzą, kiedy się skończy. W takiej sytuacji nie brakuje zdenerwowania, goryczy czy wyrzutów sumienia, ale przecież są jeszcze marzenia czy pragnienie bliskości. Gorąco polecam!
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
 
 

sobota, 17 kwietnia 2021

Paulina Płatkowska "Lepsze czasy"

 
 
 
Autor: Paulina Płatkowska
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Silver
Data wydania: 17 marca 2021
Liczba stron: 364
Cykl: Bądź dobrej myśli tom 2 





Lubicie książki pełne nadziei, wiary w ludzi i z barwnymi postaciami? Jeśli tak, to mam dla Was świetną propozycję - najnowszą powieść Pauliny Płatkowskiej "Lepsze czasy". To kontynuacja losów bohaterów z "Bądź dobrej myśli" i już sam tytuł nastraja optymistycznie, prawda? Zwłaszcza w obecnej sytuacji epidemicznej te lepsze czasy są wyczekiwane przez wszystkie narody... Jakie znaczenie ten tytuł ma w powieści?


W pierwszym tomie cyklu życie naszych seniorek uległo zmianom. Jednak nikt nie powiedział, że to już koniec rewolucji...
Lonia uważa, że jej nowe życie z Leonardem jest cudowne; oboje chwytają każdą chwilę, jakby była ulotna jak motyl; zwiedzają, celebrują, ćwiczą jogę i medytują. Jednocześnie udowadniają, że to ludzie mają znaczenie a nie przedmioty. Zachwyciło mnie ich porozumiewanie się - on po włosku, ona po polsku - język miłości okazał się doskonałym translatorem?

Na narodziny wnuczki oczekują we Włoszech, ale gdy tylko Wisia dzwoni z problemem... natychmiast wyruszają do Polski, gdzie Lonia okazuje się być doskonałym psychologiem i motywatorem - opowiada o medytacjach, wytyka schematyczne myślenie, staje się plastrem na serca i dusze. Jest to niezmiernie ważne dla Wisławy, która podejrzewa Tadeusza o to, że ma babę! A dokładniej kochankę! 

Bo kto to widział, by nagle, po pięćdziesięciu latach małżeństwa dokonywać zmian! Oboje są po siedemdziesiątce i wydawałoby się, że nic i nikt nie może tak utrwalonemu związkowi zagrozić a tymczasem wystarczyła czerwona sukienka, rude włosy i francuskie "r", by zawrócić Tadkowi w głowie. Dotychczas podporządkowany kobietom w rodzinie (najpierw matce, teraz żonie), nagle poczuł wiatr wolności i... otarł się o granicę flirtu! Czy pójdzie o krok dalej?

Również u Haliny i Romka sporo się dzieje. Małżeństwo nadrabia lata, które przesiedzieli w domu - dzieci, wnuki, chora mama - i podróżuje po Polsce. Robią to, co zawsze chcieli i daje im to wiele szczęścia. A w Halince dodatkowo pobudził się zmysł do scrapbookingu.

Czy spotkania i spacery z przyjaciółkami oraz przegadanie problemu pomoże Wisi w jego rozwiązaniu? Jak potoczy się ten wątek? Jak zaradzić na spadek sił i brak motywacji? Kiedy nastaną tytułowe lepsze czasy? Co wydarzy w innych i u młodszych bohaterów? Zaglądnijcie do książki - tam znajdziecie odpowiedź.


Paulina Płatkowska napisała niezwykle pozytywną książkę o bohaterkach, które miałam okazję już poznać. Z chęcią zajrzałam nie tylko do Brzezin, ale też w zagraniczne progi Loni i Leonarda. Autorka pokazała, że nawet seniorzy mogą żyć aktywnie, nie skupiać się tylko na dogadzaniu dzieciom i wnukom, ale skoro odchowali pociechy to mogą wyruszyć tam, gdzie od dawna marzyli, spełniać swoje pragnienia i korzystać z uroków jesieni życia.
 
Bohaterowie są bardzo zróżnicowani, mają swoje zdanie, ale skłaniają się wzajemnie do rozmyślań i analiz; są dla siebie źródłem inspiracji, pokazują innym by nie zamykać się na nowości, wynalazki. A jeśli doliczyć zaskoczenia i niespodzianki jakie podarowały nam młodsze pokolenia, możemy uznać że w kolejnym tomie również nie zabraknie nam emocji.



Podsumowując - "Lepsze czasy" to historia o najtrwalszych uczuciach - miłości i przyjaźni, które nigdy nie zawodzą. Które wspierają, pokazują drogę, łagodzą napięcia i spory. Jest to pełna nadziei i humoru opowieść o tym, że każdy z nas popełnia błędy, ale trzeba umieć je naprawić, zrozumieć złe postępowanie i zawalczyć o bliskich. W fabule napotkamy też na syndrom opuszczonego gniazda, brak motywacji, zalety czytania wartościowych książek, wiarę w znaki oraz walkę serca z rozumem. 
Książka, przez którą się wręcz płynie i niezauważenie zdobywa drugi brzeg, czyli dociera do końca...




P.S. Tym razem na końcu książki znajdziemy fragment debiutu Edyty Kochlewskiej "Siedem ślubów mojej siostry", gdzie już w Prologu jesteśmy o krok od samobójstwa a potem poznajemy historię miłości Zośki i Łukasza...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki






Za książkę dziękuję



wtorek, 16 kwietnia 2019

Kasia Pisarska "Wiedziałam, że tak będzie"





Autor: Kasia Pisarska
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2015
Liczba stron: 272





Lubicie pozytywne książki o życiu, które jawią się jako bajka o Kopciuszku niosąc głęboko ukryte przesłanie? Szukacie historii, która was rozśmieszy, poruszy i zaskoczy intrygującymi pomysłami bohaterów? Chcecie wyruszyć na wirtualną podróż do Włoch, nie tylko utartymi szlakami? Jeśli odpowiedziałaś /-łeś twierdząco na moje pytania uważam, że jest to powieść dla Ciebie.

Laura i Weronika to czterdziestoletnie przyjaciółki - nauczycielka geografii w liceum oraz dziennikarka w piśmie modowym. Wera jest teoretycznie mężatką, ale w obliczu jego zdrad można uznać, że tylko szuka sposobu, jak się go oficjalnie pozbyć. Chcąc znaleźć dowody na niewierność, pojechała za nim nawet do Rzymu i dla zabawy zagrała wtedy w Enalotto...

...i teraz o godzinie 2:48 budzi Laurę, by podzielić się z nią radosną nowiną - wygrała ponad siedemnaście milionów Euro!!! Przyjaciółki wyruszają do Mediolanu, by odebrać wygraną. Przez kilka dni szukają super pomysłów na ulokowanie pieniędzy, którymi Wera ma podzielić się z Laurą. Do Mediolanu nie do końca im się spieszy, dlatego po drodze trochę zwiedzają i robią częste postoje - Austria, Venzone - lawendowe miasteczko we Włoszech, weekend nad jeziorem Garda i wiele innych... W wyniku niefortunnego wypadku z samochodem goszczą u rodziny sympatycznego adwokata Alessandro, zwiedzają też Wenecję... gdzie odkrywają, że termin odbioru nagrody mija za kilka godzin!!! Czy zdążą?

Banalna, ale sympatyczna fabuła, która kryje wiele niespodzianek i perełek rodem z Włoch. Bardzo miło spędziłam czas, przeżywając przygody roztrzepanych czterdziestolatek, które zaliczają wpadki w drodze do marzeń. "Gubią" kupon uprawniający do odbioru nagrody, nie pilnują terminu, ale jednocześnie pokazują uroki włoskich miasteczek. Najbardziej spodobały mi się historia i niezwykłość San Rocco di Sotto oraz San Rocco di Sopra oraz niezwykły plan Laury jak ożywić je turystycznie. Głowa pełna pomysłów, wsparcie pozytywnych ludzi, kiełkujące uczucia oraz pieniądze w wygranej - wszystko to sprawiło, że te dwie kobiety zaczynają rozkwitać. Jak poukładają się ich sprawy? Czy będą szczęśliwe? Czy powieść Kasi Pisarskiej może czymś zaskoczyć? Może, ale nie zdradzę Wam nic, bowiem zepsułabym Wam zabawę.

Osadzona w większości na włoskiej ziemi opowieść pokazuje, że w życiu liczy się pomysł na siebie i to, co chcemy robić, by osiągnąć szczęście. Niezależnie od tego czy będziemy mieszkać w dużym mieście czy na wsi; w zamku czy wiejskiej chacie. Zwłaszcza, że są takie chwile w życiu człowieka (na przykład Laury), że największym marzeniem jest domek na drzewie otoczony drutem kolczastym, pod napięciem.


Podsumowując - "Wiedziałam, że tak będzie" to pozytywnie zakręcona opowieść o tym, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Zwłaszcza że życie - choć przewrotne - mamy tylko jedno. O tym jak się dowartościować, o pokręconej kobiecej logice, graniu va banque, byciu happy a także miłości - przemijającej oraz tej rodzącej się. O szczęściu, którym jest tak naprawdę jest zwykłe życie ze zwykłymi sprawami. Niezwykle sympatyczna, lekka i humorystyczna lektura, przeplatana przyziemnymi sprawami.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Mini Czelendż, Pod hasłem, 52 książki


wtorek, 24 lipca 2018

Dorota Majkowska-Szajer "Bolek i Lolek na szlaku polskich kultur"






Autor: Dorota Majkowska-Szajer
Ilustrator: Sara Szewczyk
Wydawnictwo: Znak emotikon
Data wydania: 16 lipca 2018
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda







Lubicie przygody? Kochacie poznawać ciekawe zakątki naszego kraju? A historię, zwyczaje, przysmaki i niecodzienne wyroby? Jeśli będąc dzieckiem sympatyzowaliście z Bolkiem i Lolkiem macie teraz okazję wyruszyć wraz z nimi na wyprawę!


Dziadek zorganizował dla Bolka i Lolka niecodzienną przygodę. W szufladzie odkryli mapę wraz z adresem i numerem telefonu. Kiedy już odważyli się zadzwonić, po drugiej stronie przywitał ich młody, chłopięcy głos. Antek zapowiedział braciom, że mają się spakować i ruszać w drogę oraz że będą podróżować przez niemal rok. Brzmi intrygująco? To jeszcze nie koniec niespodzianek... bowiem Bolek i Lolek nie wiedzą jak będzie przebiegała trasa. Dopiero w miejscu, do którego dotrą otrzymają kartkę z nowym adresem... Czasami muszą dotrzeć do celu w ściśle określonym czasie...





Ta jakże oryginalna pozycja prowadzi czytelnika wraz z bajkowymi bohaterami poprzez różne zakątki naszego kraju, od morza po góry, od Wrocławia po Podlasie, od Przemyśla po Poznań. Każde dwie rozłożone na kolanach strony to jedna historia: krótki tekst będący opisem odwiedzonego miejsca, wraz z rozmową z jej bohaterem a także nawiązanie do kolejnego punktu podróży. A wszystko pięknie i kolorowo zobrazowane i przyprawione odrobiną humoru.

Aż żałuję, że tak mało wiadomości o różnych kulturach zostało zawartych w tej książeczce. O wielu potrawach, zwyczajach czy obrzędach chętnie dowiedziałabym się więcej. Choć zdaniem mojej (niemal) Ośmiolatki informacje są wystarczające, gdyż potem można odwiedzić opisane miejsca i na miejscu zdobyć szerszą wiedzę.

Co podobało nam się najbardziej? Łowickie sukienki w paski, koronki z Koniakowa, kurpiowskie wycinanki, malowane chaty z Zalipia (które znam bardzo dobrze, gdyż pochodzę z powiatu dąbrowskiego; polecam wizytę w muzeum, czyli Zagrodzie Felicji Curyłowej) oraz kwietne dywany ze Spycimierza (układane na Boże Ciało, zwyczaj jakże odmienny od tego, który znamy, bowiem my kwiatki sypiemy).

Czy Bolkowi i Lolkowi podobała się wyprawa w nieznane? Gwarantuję, że Wy będziecie zadowoleni! Ale to nie wszystko... Na końcu książki znajdziecie mały test: należy rozszyfrować obrazki oraz odpowiedzieć na pytania - dacie radę? Myślę, że każdy będzie świetnie się bawił wertując stronice, by odnaleźć odpowiedzi.


Podsumowując - "Bolek i Lolek na szlaku polskich kultur" to niezwykle ciekawa, oryginalna i intrygująca pozycja. W prosty i przejrzysty sposób pokazuje jak wiele jest zwyczajów czy potraw w naszym kraju, o których nie mamy pojęcia. A przecież są warte naszej uwagi. Świetna przygoda - gorąco polecam!






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękujemy

sobota, 16 września 2017

Magdalena Witkiewicz "Ósmy cud świata"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 336










Magdalena Witkiewicz to polska autorka, która trafia wprost do serc rodzimych czytelniczek swoimi życiowymi powieściami. Potrafi pisać z humorem oraz o poważnych sprawach, ale w lekkim i przystępnym stylu. Nie będę rozpisywać się o jej biografii, bowiem w internetowym świecie znajdziecie potrzebne informacje. Nie porównam również "Ósmego cudu świata" do "Czereśnie zawsze muszą być dwie", bo to zupełnie nie ten kaliber, wręcz inna bajka i trudno będzie "Czereśnie..." teraz zrzucić z mojego prywatnego piedestału, czy tam TOP1 Magdaleny, jak kto woli :)


Anna ukończyła marketing i zarządzanie, jednak jej największą pasją są podróże. Potrafi pojechać sama w nieznanym kierunku, bez konkretnego planu czy celu. Mając szansę na dobrą pierwszą po studiach pracę, rezygnuje z niej, gdyż musiałaby odwołać wyjazd do Norwegii. Życie Ani śledzimy przez kilka następnych lat - jej codzienność singielki, która jest pewna swej przyszłości, nie martwi się zbytnio jutrem, rozstania leczy podróżami i tylko słowa matki oraz przyjaciółek sprawiają, że marzenia zaczynają boleć... Podróże służbowe choć w minimalnym stopniu zaspokajają głód przemierzania przestrzeni, ale w życiu bohaterki następuje kryzys. Czuje, że łączenie pracy z życiem prywatnym zaczyna ją przytłaczać. Wplątała się z Jackiem w relację, która nie do końca daje jej spełnienie.


"By z kimś być, trzeba umieć się z nim również nudzić". *


On daje jej serce na wyciągniętej dłoni i pragnie wiele.
A ona?
Ona postanawia pojechać na urlop! Przemyśleć swoje decyzje, odzyskać wiarę w miłość i dowiedzieć się gdzieś w głębi siebie, czego tak naprawdę oczekuje od losu i swej przyszłości. Bo będąc z dala od domu łatwiej nam znaleźć właściwe rozwiązanie, ponieważ łapiemy dystans do tego co się wydarzyło.

Swoje kroki Anna kieruje do Wietnamu, gdzie spędza kilka dni z przypadkowo poznanym Tomaszem. Bajkowa sceneria sprawia, że stają się sobie bliżsi niż planowali... Wszak ona chciała być sama i myśleć a on... miał tu być z kimś innym. Dwoje ludzi z mocno poplątaną przeszłością w gorącym słońcu Azji poczuło wzajemną więź, którą zniszczyła jedna kartka papieru... Czy tą relację uda się jeszcze odbudować? A nie będzie to łatwe... Czy może Anka zrozumie, że jej przeznaczeniem jest Jacek? Co podpowie jej serce? Jeśli chcecie się przekonać jak zakończy się ta historia, którą dodatkowo pogmatwają maleńkie stópki, to koniecznie sięgnijcie po "Ósmy cud świata".


Skąd pomysł na Wietnam? W 2014 roku Magdalena Witkiewicz została zaproszona na Międzynarodowy Festiwal Literatury Europejskiej w Hanoi. To wtedy poczuła inspirację, by fabułę jednej ze swych powieści - choć częściowo - umieścić w tym kraju. Z ogromnym zainteresowaniem czytałam o wiecznie młodych Wietnamkach, ruchu ulicznym bez zasad, farmach pereł oraz smakach i zapachach charakterystycznych dla tego zakątka świata. Najbardziej podobały mi się legendy, które opowiadał Tomasz - o powstaniu Jeziora Zwróconego Miecza, o zbieraniu ryżu czy wyspach Ha Long.

Autorka użyła pięknego porównania naszego życia - musimy uważać na to co wybieramy, na co się decydujemy, co komuś mówimy, bowiem życie to nie książka i ma tylko jedno zakończenie. Powieść obfituje w całą gamę przemyśleń na różne tematy bliskie każdemu z  nas: przeszłość rzutująca na przyszłość, problemy damsko-męskie, marzenia lub przerażenie na myśl o macierzyństwie, odzyskiwanie wiary w ludzi, relacje rodziców i dzieci a także miłość przychodząca wtedy, gdy własne dzieci są już dorosłe. Nie zabrakło również przedkładania pracy ponad miłość, gonitwy za pieniądzem czy bólu samotności.


"...czasem życie i praktyka są dużo lepszymi nauczycielami niż teoria serwowana na zajęciach przez profesorów" **


"Ósmy cud świata" wspiera nas na wielu polach - pokazuje, że nie wystarczy marzyć... trzeba zrobić pierwszy krok zaś miłość jest czasem na wyciągnięcie ręki, tylko nie potrafimy tego dostrzec... Aby ją "dogonić" musimy przekroczyć niejedną granicę a wtedy koniecznie powinniśmy zdradzić temu, kogo kochamy, że jest obiektem naszych uczuć. Powieść traktuje również o tym, że pomimo trudności musimy żyć dalej uważając na zgubne "lepiej", "wyżej" czy "więcej". Czasem trzeba odpuścić parcie naprzód "po trupach do celu", bo ważniejsza jest codzienność i bliscy.

Powieść - z nota bene cudownie symboliczną okładką - składa się z trzech części: w pierwszej i trzeciej skupiamy się na życiu kobiety, w drugiej - mężczyzny. To oni są w nich bohaterami i narratorami. Dzięki temu możemy poznać, choć część historii z różnych perspektyw, co pozwala lepiej lokować sympatie i kierować zrozumienie dla decyzji. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie na początku każdego rozdziału powiedzenia wietnamskiego - są naprawdę dające do myślenia :)

Książkę pochłonęłam właściwie w jeden dzień. Popłynęłam z prądem wydarzeń, refleksji i odwiedziłam cudny Wietnam, który Witkiewicz opisała dość konkretnie - jak to w obyczajówce a nie przewodniku turystycznym. Byłam ogromnie ciekawa co wyniknie z obecności dwóch, jakże różnych mężczyzn w życiu głównej bohaterki - każdy miał bowiem wady i zalety. Chcesz odkryć wszystkie skrywane w powieści niespodzianki? Przeczytaj :)


Podsumowując - "Ósmy cud świata" to lektura obowiązkowa dla wielbicieli twórczości Witkiewicz, powieść traktująca o uczuciach, marzeniach, trudnych wyborach i szczęściu, które czai się u progu jak maleńkie ziarenko piasku, by móc stać się dla nas drogocenną perłą.

Wprawdzie wszystkich siedmiu cudów świata nie miałam okazji osobiście zobaczyć, ale swój ósmy cud świata znalazłam :) A Twój ósmy cud?



* M. Witkiewicz, "Ósmy cud świata", Wyd. Filia, Poznań 2017, s. 30
** Tamże, s. 189



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

poniedziałek, 24 października 2016

Lavinia Petti "Złodziej z mgły"




Tytuł oryginalny: Il ladro di nebbia
Tłumaczenie: Agnieszka Poczyńska-Arnoldi
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: maj 2016
Liczba stron: 472










Na jakiej podstawie wybieramy książki do czytania? Okładka, opis, porównanie do innych dzieł, polecenia... Dlaczego zdecydowałam się na debiutancką powieść Lavinii Petti? Okładka zwiastuje tajemniczą aurę w środku. Opis z tylnej okładki sugeruje, że dostanę bestsellerową opowieść o poszukiwaniu tożsamości i rozwiązania zagadki morderstwa. Są też informacje, które pozwalają oczekiwać atmosfery na poziomie Zafona i niezwykłej podróży dla wielbicieli Carrolla czy Gaimana. Cóż... Czytałam sześć książek Zafona i niestety w żadnym wypadku "Złodziej z mgły" nie zostanie przeze mnie do nich przyrównany. Dlaczego? O tym już za chwilę, najpierw słów kilka o fabule...

Antonio M. Fonte ma pięćdziesiąt lat i jest pisarzem mieszkającym w Neapolu. Jest bardzo dziwnym człowiekiem, który prowadzi nietypowy styl życia i ma niestandardowe hobby jak na przykład czytanie encyklopedii czy pisanie od prawej do lewej. Bywa roztargniony, ekscentryczny, niezdarny, buja w obłokach. Często gubi różne przedmioty, potyka się a nawet przewraca. Nie używa grzebienia, ale ma za to pamięć do twarzy. Nie lubi komputerów, od ludzi woli trzymać się z daleka a wszystkie ważne sprawy załatwia za niego menadżer.

Pewnego dnia - zupełnie przypadkowo - znajduje tajemniczy portret pewnej kobiety z osobliwym zapiskiem na odwrocie... A później wraz ze stosem listów od  wielbicieli - wszak jest znanym od piętnastu lat pisarzem - dostaje list, który sam napisał do tej właśnie kobiety... Ale piętnaście lat temu! Dlaczego otrzymał go z powrotem? Co było w środku? No właśnie - bardzo interesujące rzeczy! Antonio napisał tam o utraconych wspomnieniach i zamordowanym przez siebie człowieku. Tylko że on nic nie pamięta! Czy to możliwe, że zabiłby kogoś i teraz o tym nie pamiętał??

Do tego właśnie momentu książka rysowała się dla mnie w cudownych barwach! Zastanawiałam się czy bohater ma amnezję czy przytrafiło mu się coś innego... Dlaczego nie pamięta kobiety z portretu? A tym bardziej listu, który do niej napisał? Czy naprawdę zabił a teraz nie potrafi sobie tego przypomnieć? Liczyłam na niezwykłą opowieść, która dałaby mi odpowiedź na te pytania... No dobra prawdę poznałam, ale... No właśnie - to teraz opowiem Wam dlaczego dalsza część książki mocno mnie rozczarowała.

Powód jest banalny... okazało się bowiem, że to zwyczajnie coś, czego nie lubię, czyli fantastyka. Historia zmierza ku obszarom, które stały się całkowitym wytworem wyobraźni autorki. Antonio rozpoczyna poszukiwanie Tirnail - krainy, gdzie znajduje się wszystko to o czym zapomnieliśmy. To właśnie tam - podobno - znajdują się wspomnienia bohatera, dotyczące kobiety z portretu. Oddał je w zamian a teraz czuje, że musi je odzyskać i przypomnieć sobie co tak naprawdę Geneve znaczyła dla niego przed laty. Rozpoczyna podróż przez kolejne punkty tej krainy, spotyka osobliwych ludzi: hrabia Vladimir, Santiago, Edgar, król Jerzy - motyw ten ogromnie przypominał mi na przykład "Małego Księcia".

Podczas pobytu w Tirnail powoli trafiał na tropy swojej historii w bardzo irracjonalnych miejscach - między innymi w toalecie czy bagażniku samochodu. Stopniowo odzyskuje swoje wspomnienia a wydarzenia z przeszłości powracają na swoje miejsca w jego pamięci. Niektóre są dość szokujące, ale wiele mu wyjaśniają: co było ukryte za zamkniętymi drzwiami w gabinecie ojca? Jaką rolę w życiu jego rodziny odegrał kiedyś hrabia Vladimir? Dlaczego spotkał matkę, która nie żyje? Skąd tak naprawdę znał Geneve? Odpowiedzi na te pytania były dla mnie niespodziankami.

Jak to się stało, że nie jest pewny czy przed laty to miejsce odwiedził A. Fonte - ojciec czy syn? Jego ojciec czy on sam? Z jakiego powodu nagle stał się Antoine Tomojasprawa? Co sprawiło, że zdał sobie sprawę, że bez marzeń nie jesteśmy w stanie przetrwać?

Jakże mylny jest opis tej książki... liczyłam na obyczajowo-kryminalną lekturę a otrzymałam nieudolną podróbkę Zafona. Nie byłam tego świadoma kiedy na nią decydowałam, ale zanurzyłam się w świat wyobraźni i zapomnianych marzeń (choć przyznaję czasami opuszczałam spore partie tekstu, które nie wnosiły nic do wątków, które mnie intrygowały), tylko po to, by odkryć czy Antonio naprawdę kogoś zabił. I czy odnalazł kobietę ze zdjęcia. Na to ostatnie pytanie mogę Wam odpowiedzieć, gdyż czytelnik poznaje odpowiedź jeszcze przed setną stroną. Tak, Antonio ma szansę spotkać właścicielkę zielonych włosów. Tylko co z tego wyniknie??

Ja nigdy nie mogłabym trafić do Tirnail - dlaczego? Odpowiedź na stronie 371. Nawet nie chciałabym - to bajka zupełnie nie dla mnie... Jednak jeśli lubicie zagadkowe lektury, które przenoszą w wirtualny świat, nie końca zrozumiały i logiczny to rozważcie sami czy ta książka ma szansę na uznanie w Waszych oczach. Wtedy poznacie Wanezję, Nechnabel czy Mnemozję... Koniecznie podzielcie się wtedy wrażeniami, gdyż śmiem przypuszczać, że wielbicielom takich historii może ona przypaść do gustu.

Podsumowując - sam temat, który wybrała autorka jest ciekawy, czytelnik jest zaintrygowany kilkoma niewyjaśnionymi sprawami, jednak każdy powinien byś świadomy, że to nie końca realna lektura. A przecież nie każdy lubi fantastyczne opowieści. I pod żadnym pozorem nie jest to Zafon! Tak był cudny klimat, wręcz urocza uczta literacka...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze z


piątek, 5 sierpnia 2016

Richard Paul Evans "Dotknąć nieba"




Tytuł oryginalny: The Walk
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2012
Liczba stron: 272
Seria: Dzienniki pisane w drodze tom 1







Czasami trudne życiowe doświadczenia zbliżają ludzi. Jej matka odeszła, jego - zmarła. On miał dziewięć lat kiedy poznał swoją przyszłą żonę. Dla Alana McKale była całym światem. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, zbudowali domek na drzewie, w którym rozmawiali, grali, opowiadali sobie o wszystkim: lękach, marzeniach, tajemnicach, uczuciach. Przeszli przez trudny okres dojrzewania jako przyjaciele, zazdrość o innych się potęgowała aż zrozumieli, że są stworzeni dla siebie.
To on zajmował się zarabianiem na posiadane luksusy: dom, samochody, wyjazdy... Jego agencja reklamowa przynosiła zyski, choć czasami kampanie były kontrowersyjne.

Podczas podpisywania najważniejszego w jego życiu kontraktu, Alan dostał wiadomość, że jego ukochana żona miała wypadek, spadła z konia i nie wiadomo jakie będą jego skutki... Czy będzie sparaliżowana? Czy przeżyje? Jak bardzo jej hobby stanie się jej przekleństwem? Dla Alana cały świat przestaje istnieć, jest tylko McKale i towarzyszenie jej przy szpitalnym łóżku.

Czytając "Dotknąć nieba" zazdrościłam bohaterom tej miłości, bo tak wielka, prawdziwa a wręcz niesamowita nie zdarza się często. To uczucie aż parowało z książki jak mgiełka, która unosiła się nade mną...  W każdym słowie autora było czuć, że tych dwoje to wyjątkowy duet. Dlatego całą sobą czułam dojmującą stratę Alana, rozumiałam jego ból, żal i wszystkie trzy etapy reakcji na tragedię: zaprzeczenie, złość oraz negocjacje z Bogiem... Mężczyzna stracił firmę, dom, samochody. Miał długi, niezapłacone rachunki a "na głowie" wierzycieli. Zresztą nic wtedy nie miało dla Alana znaczenia... tylko jego strata i ból. Niczego nie potrzebował, nic nie robiło na nim wrażenia. Był obojętny na otoczenie i miał myśli samobójcze...Tylko ta obietnica...

Alan nie miał przyjaciół, do których mógłby się zwrócić, gdyż najlepszą przyjaciółką była dla niego żona i przez lata trwania ich małżeństwa nigdy nie odczuwali potrzeby posiadania innych przyjaciół - mieli siebie. Czy to był błąd? Czy w całej Kalifornii znajdzie się choć jedna osoba, która wyciągnie pomocną dłoń? Jak ze stratą ukochanej żony poradził sobie jego ojciec? Czy pomoże synowi i udzieli złotej rady?

W tym trudnym życiowym momencie Alan podjął decyzję, że wyruszy w podróż. Postanowił, że pieszo dotrze do Key West, na Florydzie. Był to cel na tyle daleki, by motywował go do marszu i kolejnych dni przynoszących zmęczenie, lecz zarazem na tyle bliski, by nie osłabiał jego - w tej chwili - silnej woli.
Spakował plecak i opuścił swoje życie mając jedynie dziewięć kilogramów na plecach. Jako towarzyszy zabrał ze sobą gorycz, smutek, rozpacz i tęsknotę. Nie potrafił poradzić sobie z myślą, że musi żyć bez niej, bez ukochanej żony. Musiały mu wystarczyć jedynie jej "odwiedziny" podczas snu.

Myślałam, że podróż Alana będzie nudna. Że nie dam rady przebrnąć przez jego zapiski i to co przeżył, ale doznałam miłego zaskoczenia. Powieść jedynie na początku każdego rozdziału zawiera zdanie lub dwa z jego dziennika a później jest to po prostu pierwszoosobowa narracja (ogromnie interesująca i intrygująca zresztą). W bardzo ciekawy sposób autor opisał wędrówkę Alana, który spotkał po drodze wielu ludzi. Wysłuchał ich historii życia, niektórym opowiedział swoją. Sam potwierdził, że wzbogacili jego dni, czasem pomogli fizycznie lub psychicznie, często okazywali dobre serce dla zupełnie obcego człowieka. Dzięki tym spotkaniom i rozmowom Alan wiele zrozumiał i przemyślał. Pojął, że jest panem swojego losu, że to od niego zależy czy dalsze życie będzie dobre i piękne czy też nie.

W czasie swojej wędrówki bohater przekonał się, że nie wszystko złe jest złe, że czasami tak tylko wydaje się "na pierwszy rzut oka", że z nieciekawej sytuacji można wyciągnąć ogromne korzyści dla siebie. Nie zawsze upadek jest oznaką całkowitego końca. Czy bohater dotrze do celu podróży? Co go spotka po drodze? Czy spotka tylko i wyłącznie dobrych ludzi? Na dwa ostatnie pytania znajdziecie odpowiedź w niniejszej lekturze, jednak odpowiedzi na pierwsze sama nie znam, bowiem dalsze losy Alana autor opisał w książce "Na rozstaju dróg" i zamierzam po nią sięgnąć, by się tego dowiedzieć.

"Dotknąć nieba" to przejmująca opowieść o ogromnej miłości i stracie. O tym jak ból można przezwyciężyć zajmując ciało i umysł wysiłkiem. Że mimo wszystko trzeba żyć stawiając jakiś cel. Historię Alan i McKale opisałam w inny niż dotychczas sposób, ale nie potrafię napisać typowej recenzji, kiedy odczuwam tak wiele emocji, które przelewają się przeze mnie nawet po zakończeniu czytania tej książki. Po prostu bardzo mi się podobało.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

środa, 20 kwietnia 2016

Elżbieta Wardęszkiewicz "Bez czci i bez wiary"




Autor: Elżbieta Wardęszkiewicz
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 534




Choć jak zawsze polecam czytanie tomów w kolejności, czyli najpierw "Klucza", to tym razem można sięgnąć odrębnie, ponieważ autorka sporo faktów przypomina i czytelnik nie czuje się niedoinformowany





Ilu z nas, dorosłych, zadaje sobie pytanie odnośnie zależności między dzieciństwem, wychowaniem w młodych latach a tym jak nasze życie ułożyło się później? Na ile fakt, że Melania Molska była bita i poniżana od małego (możecie o tym przeczytać w recenzji "Klucza"), wpłynął na jej przyszłość? Nieudane związki, problemy zdrowotne oraz z wychowaniem córki Joli... Czy Mela upatruje tu wpływów ciężkiej ręki ojca i zahukanej matki? Sprawdziłam jak potoczyło się jej dalsze życie...

Życie dorosłej już - i po przejściach - Meli kręci się wokół trzech aspektów. Pierwszy to poszukiwanie takiej pracy, która będzie pozwalała jej na zarabianie z jednoczesną satysfakcją iż działa w dziedzinie medycyny. Wszak w wyniku choroby została pozbawiona szansy na pracę w swojej specjalizacji - onkologii. Jednak nie jest łatwo podjąć takie zatrudnienie, które będzie spełniało wszystkie konieczne kryteria, włącznie ze wspólną ideą z szefem... Wiele stron tej książki zostało poświęconych medycynie w szczegółach - kilka miejsc pracy, stykanie się z różnymi chorobami, metodami leczenia (akupunktura, ozonoterapia), traktowanie współpracowników i pacjentów, umowy, łapówki... Jednocześnie ciągną się sprawy sądowe Meli o odszkodowanie za utratę zdrowia - to dopiero jest niezły cyrk! Nie dziwne, że kobieta często musi być hospitalizowana... Czy wywalczy wszystkie należne jej przywileje osoby niepełnosprawnej?

Odskocznią Meli od roszczeń i problemów zdrowotnych są podróże (to drugi aspekt powieści). Jakże cudownie było odwiedzić (lub powspominać, bowiem w wielu z tych miejsc miałam okazję być) wraz z nią (lub z Jolą) Francję, Włochy, Izrael, Dominikanę, Szwecję czy Kanadę. Zwłaszcza, że autorka każde z tych miejsc opisuje oddając ich urok i klimat, wskazując co warto zwiedzić, co i gdzie zjeść, czego unikać. Wielokrotnie podróże te stały się okazją dla bohaterki, by poznać nowych, sympatycznych ludzi i zacieśnić z nimi więzy przyjaźni, które jakże przydają się w planowaniu przyszłych wojaży.

Szkoda tylko, że dla Melanii podróżowanie jest często ważniejsze, niż Jola. Zwłaszcza kiedy córka była mniejsza to relacje z nią powinny być dla Meli priorytetem. Nie były jednak, wolała wyjazdy, które czasami przeciągały się do miesiąca. Nie potrafię tego pojąć! Dlatego o ile denerwowało mnie wzajemne traktowanie się Meli i Joli to bardziej rozumiem tę drugą. Jej agresję, lekceważenie, obarczanie matki winami i niepowodzeniami. Czułam rozżalenie Joli, kiedy nie mogły znaleźć nici porozumienia podczas wspólnych chwil w domu czy w podróży. Ich wyjazdy zwykle kończyły się kłótniami, pretensjami a nawet niechęcią czy wrogością córki. Jola wielokrotnie zachowywała się jak chorągiewka na wietrze, miała sprzeczne oczekiwania w stosunku do matki - raz była słodka, miła i pomocna, by już za moment wszystko wybuchło z siłą wulkanicznej lawy. To chyba właśnie ten trzeci aspekt - rodzinny i matczyny, był dla mnie najbardziej emocjonującym w lekturze, jako że sama jestem matką. Może to dlatego większą uwagę zwracałam na postawę Meli, która wolała podróż zagraniczną niż ulepszanie relacji z córką.

Melania jest kobietą z pokiereszowaną psychiką. Sytuacja mająca miejsce w dzieciństwie mocno zmieniła jej poglądy na życie a na dodatek nic nie zmieniło się w tej kwestii - za wyjątkiem tego, że opuściła dom rodziców - bowiem ojciec wciąż źle traktuje matkę, nie pozwalając jej nawet na leczenie. Mela stara się nie tylko pomóc matce (choć jak dla mnie z marnym skutkiem), ale i ogarnąć swoje życie. Stara się poskładać rodzinę i mieć w niej oparcie. Chce być szczęśliwa z Marcinem, remontuje dom, dorabiają się samochodu a później nawet zwierzyńca. Bohaterka ma głowę na karku, daje się poznać jako pomysłowa, przedsiębiorcza, kreatywna, ale również potrzebująca wsparcia. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa (choć ich wspólne pożycie to nie sielanka), towarzyszy na komisjach, w sądach, ale miewa też swoje humorki... Oj, nudzić się z bohaterami nie można...

Powieść jest bardzo bogata w treść, dialogi i język bez zarzutu a naprzemienne skupianie się na kolejnych aspektach sprawia wrażenie, jakbyśmy czytali trzy odrębne historie (i jest to jak najbardziej plus!). Żaden z wątków nie jest przesadzony, nadpisany czy zbyt rozbudowany a autorka bardzo umiejętnie żongluje tematyką. Widać też ogrom wiedzy i przygotowania jakie musiała poczynić, by zarówno wątek medyczny jak i podróżniczy, były wiarygodne. Dlatego napotkamy tutaj liczne problemy w kraju i za jego granicami, głównie dlatego że Mela jest człowiekiem przyciągającym wręcz niecodzienne zdarzenia.

Nie mogę pominąć minusów książki, które mnie rozpraszały. Przede wszystkim niejasno rozpoczynane akapity, gdy matka coś mówi do córki (lub córka do matki), tylko tak naprawdę w powieści jest kilka takich relacji i dopiero po kilka zdaniach można wywnioskować o kogo tym razem chodzi. Podobnie jak w "Kluczu" tak i tutaj nie każdy wątek został przez autorkę zakończony, niektóre wydarzenia pozostały zawieszone w próżni, jak na przykład narkotyczne upojenie Joli, które zupełnie nie ma ciągu dalszego...(szpital? lekarz?samo przeszło?).
W fabułę zostały też wplecione wiersze i opowiadania Marcina, które z jednej strony wzbogacają lekturę, wprowadzają coś nowego, innego. Zaś z drugiej nie do końca zrozumiałam ich ideę, zwłaszcza opowiadania były dla mnie niezrozumiałe, bo wiersze pisał adekwatnie do różnych stanów emocjonalnych, w których się znalazł w związku z różnymi wydarzeniami. Ale ja po prostu nie lubię, gdy bohaterowie tworzą na kartach powieści swoje teksty, może jestem w tym odosobniona.

Podsumowując - "Bez czci i bez wiary" to książka o prawdziwym życiu, jego trudach i niejednokrotnie o potrzebie umiejętnego spadania na "cztery łapy". O radzeniu sobie z traumą przeszłości, która choćby podświadomie wpływa na nas tu i teraz a trzeba przeć do przodu, choćby pod wiatr, by odnaleźć siebie i swój własny sposób na szczęście. Znajdziemy tu również świat medycyny, piękno otaczającego świata i rzeczywistość pełną problemów, śmierci bliskich, niespieszności sądów, łapówkarstwa, zazdrości czy nawet zawiści. Ale nie pominięto tych najważniejszych i pozytywnych jak miłość, przyjaźń i wsparcie. A co Ty odnajdziesz w tej książce dla siebie?


3 egzemplarze powieści do wygrania TUTAJ



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dorocie z

piątek, 14 sierpnia 2015

Rafał Lewandowski "Blok"




Autor: Rafał Lewandowski
Wydawnictwo: Coś Pięknego
Data wydania: 30 lipca 2015
Liczba stron: 240
Seria: Niema trylogia tom 2





Jeśli nie znasz tomu pierwszego trylogii nie czytaj pierwszego akapitu recenzji - spojler




W kwietniu tego roku miałam okazję poznać Rafaela Wellsa, młodego bohatera trylogii Rafała Lewandowskiego. Pierwszy tom nosił tytuł "Niemy", w którym to wraz z niemym chłopakiem podróżowaliśmy do Austrii i Niemiec w poszukiwaniu pradziadka. Rafaelowi towarzyszył wtedy najlepszy przyjaciel Wojtek Siciński oraz Weronika - dziewczyna Wojtka. Jak pamiętacie Weronice zależało wyłącznie na kasie i jak tylko wyczuła, że to Wells będzie miał jej więcej zmieniła obiekt zainteresowania. Skutek był taki, że Rafael prawie został zamordowany, ale już w przypadku Weroniki nie mogę użyć słowa "prawie", bowiem zginęła pod kołami jaguara prowadzonego przez Jagodę, tancerkę z tytułami. Od ponad trzech lat zresztą Jagodę Wells, żonę Rafaela...

Cztery miesiące przed rozpoczęciem akcji książki młode (bohaterowie są przed trzydziestką) małżeństwo wprowadza się do domu rodzinnego Wellsów, ponieważ budynek nieco opustoszał od czasu, gdy mieliśmy okazję śledzić "Niemego". Dziadkowie Rafaela już nie żyją, rodzeństwo (które jest w tej książce dość szczegółowo scharakteryzowane) rozpierzchło się po Polsce, ale i poza jej granicami, dlatego też Wellsowie zaproponowali taki układ mieszkaniowy.

Niespodziewanie w dawnej sypialni rodziców, która obecnie jest sypialnią Jagody i Rafaela, głównego bohatera zaczęły nawiedzać sny... Śniła mu się ciemność, z której wyłaniały się ogromne połacie spalonej ziemi oraz ... zaniedbany, ciemny i obskurny blok. Osobiście, gdyby to w jakiś sposób od niego zależało, Rafael nigdy by tam nie wszedł, ale we śnie nie miał zbyt wiele do powiedzenia - tajemnicza siła pchała go do przodu, aż wszedł do budynku, do windy i w niej utknął... I w tym momencie zawsze się budzi, bo nie ma w niej nawet alarmowego przycisku... Jednak od czego są kobiety w życiu mężczyzn...? Jagoda postanawia zakończyć męczarnie męża i podejmuje się odnalezienia bloku ze snu. Jej zdaniem, tylko wizyta w tym miejscu i odkrycie przyczyny wizji może "odczarować" sny Wellsa. Czy uda jej się odnaleźć tajemniczy blok?

Nie byłoby zapewne tej książki, gdyby się nie udało... Blok ze snów okazuje się być zaczątkiem niedoszłego kompleksu Bałtów, na Podlasiu. Osiedle rozpoczęto budować w 1990 roku, jednak stoi tam tylko ten jeden osmolony i opuszczony blok. Dlaczego? Najpierw zaginął kierownik budowy, ale robotnicy nie zaprzątali sobie tym głów i pracowali dalej. Jednak zbliżał się dzień wypłaty... Kiedy przeszukali okolicę i poszczególne piętra bez rezultatu, okazało się, że w piwnicy znaleźli już tylko jego zwłoki. Ktoś ich dotknął i tak rozprzestrzeniła się bakteria, która najpierw wywołała gorączkę a potem śmierć całego zespołu. Co ta historia ma wspólnego z młodym Wellsem? Cóż, on sam tego nie wie, bowiem nikt z jego rodziny nie pochodzi z Podlasia, nie pracował przy budowie bloku i cała ta sprawa jest tym bardziej zagadkowa. O co zatem chodzi?

Młodzi udają się na Podlasie i rozpoczynają swoją wędrówkę po kolejnych kondygnacjach, budzącego przerażenie Rafaela, bloku. Na każdym piętrze znajdują się tylko jedne drzwi (nie jak w normalnych blokach od dwóch do czterech czy nawet więcej), które chętnie otwierają swoje podwoje przed przybyszami. Co się za nimi kryje? Ogólnie rzecz mówiąc (bazując na słowach autora książki)  nielogiczna i chaotyczna czasoprzestrzeń. Bohaterowie nie mają pojęcia co spotka ich za drzwiami kolejnych pięter. Z kim będą mieli okazję się spotkać? Czy trafią do przyszłości czy przeszłości? Czy to co zobaczą i usłyszą będzie dla nich podnoszące na duchu czy dołujące? Czy będą dążyli do tego czy wręcz przeciwnie? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi... Nie zawsze bowiem wiedzą z kim mają porozmawiać, czego szukać, jak zdobyć potrzebną na tym etapie wędrówki wiedzę. Kolejne piętra bloku Wellsowie porównują do gry komputerowej, gdzie trzeba pokonywać kolejne levele i zdobywać informacje potrzebne na następnych. Wyjątkiem okazały się być drzwi na piętrze ósmym, które nie ustąpiły nawet pod naporem siły... Z jakiego powodu? Co znajduje się pod trzynastką? Przyznam, że mnie samą zaskoczyło to spotkanie... Choć oczywiście większość spotkań i miejsc wywoływała u mnie uczucie zaskoczenia oraz ogromne emocje. Byłam niezmiernie ciekawa co uda się odkryć bohaterom, do czego doprowadzi ich ta wędrówka. Niektóre wizyty były niezmiernie przyjemne (jedzenie ciasta babci Katarzyny, kawa "U Mariana"), jednak niektóre wywoływały szok, niedowierzanie, strach, bezsilność czy rozczarowanie.


"W tym bloku wszystko miało znaczenie, czasem głęboko ukryte, czasem dosłowne, ale jednak każdy, najmniejszy nawet drobiazg pojawiał się w konkretnym, ściśle określonym celu." *  


Książka ma zupełnie inny wymiar niż pierwszy tom trylogii. Wtedy Wells poszukiwał pradziadka i kolejne strony skupiały się na przyziemnych sprawach, rozmowach, spotkaniach. Choć z nutką sensacji to tamta historia bardziej do mnie przemawiała. Nie twierdzę oczywiście, że ta mi się nie podoba, bowiem widać ogrom pracy jaką autor włożył w stworzenie tej powieści. Każde piętro to odrębna historia - albo zupełnie nowa w życiu bohatera albo dotycząca innej płaszczyzny czegoś, co już się wydarzyło. Wells nie ma łatwego życia z powodu faktu, że nie mówi i czytelnik wreszcie ma okazję poznać nieco szczegółów dotyczących tej sprawy.
Mroczne sekrety z życia dziadków Rafaela poznałam w "Niemym" a teraz mogłam przekonać się jak to naprawdę było z jego rodzicami. Czy opowiadali dzieciom prawdę dotyczącą swojej młodości? A jaką wizję przyszłości ma przed sobą Wells i jego żona?

Każdy rozdział to odrębne piętro i odrębna przygoda. Zachęcam do przeczytania drugiego tomu trylogii, bowiem jest bardzo ciekawą i nietypową pozycją na rynku wydawniczym. Nie w każdej książce możemy poznać tak wiele z życia bohaterów w trzech płaszczyznach: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość na tak niewielkiej ilości stron. Książka szybko się czyta, jest zaskakująca, emocjonująca, chwilami znacznie podnosi poziom adrenaliny. Zdarzają się momenty humorystyczne, ale i wymagające od bohaterów przemyśleń nad własnym życiem i wyborami, których powinni dokonywać. A finałowa rozmowa małżeństwa z panią sprzątającą teren wokół bloku... genialna puenta. Jestem ogromnie ciekawa jak potoczą się losy Wellsów w trzecim tomie Niemej trylogii.





* R. Lewandowski, "Blok", Poznań, Wyd. Coś Pięknego, 2015, str. 166


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorowi


wtorek, 8 października 2013

Piotr Kołodziejczak "Klępy śpią"



Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2005
Liczba stron: 196
Seria: Życia w życiu tom 2











Mimo faktu, że w blogosferze pojawia się wiele niepochlebnych opinii o książkach autorstwa Piotra Kołodziejczaka a posty dotyczące jego książek są bojkotowane (mało osób komentuje) to postanowiłam, że przeczytam ostatnią dostępną na rynku - a nie czytaną jeszcze przeze mnie - "Klępy śpią" i wyrobić sobie własną opinię. Bo to przecież nie sztuka skrytykować. Sztuką jest wyłuskać z każdej książki pozytywy a negatywy ... no cóż, ja moje uwagi przekazałam autorowi.

Jeśli mam być szczera, to chyba pierwsza trylogia autora, czyli seria Życia w życiu, bardziej mi się podoba niż druga sekwencja trzech tytułów tworzących całość. Jednak polecam czytać książki w kolejności ukazywania się i zachęcam do zapoznania się z moimi opiniami o "Wschodach do nieba" oraz "Nie rób mi tego".

Są lata siedemdziesiąte. Świeżo upieczony absolwent liceum - Czarek - udaje się na wymarzone studia do Rostowa nad Donem - miejscowości na południu Rosji. Podróż pociągiem nie należy do największych przyjemności życia, ponieważ trzeba pokonać ponad dwa tysiące kilometrów. A na miejscu czekają na "żółtodzioba" liczne niespodzianki: pokój z kupką gruzu i brakiem umeblowania, karaluchy, szkolenie w gazowni czy mało przyjemne badania lekarskie. Jednak czego się nie robi dla zdobycia wykształcenia. Kiedy już chłopak zaaklimatyzuje się w akademiku poznamy trochę studenckiego życia codziennego i ekstremalnego. Wiadomo, że typowy student to nie tylko wykłady, ale i imprezy, dziewczyny, w końcu coś trzeba robić w dalekiej od domu Rosji. Czarek w dość nietypowy sposób wiąże się też z dziewczyną - Anetą, jednak na ich drodze staje... Stop! O tym już przeczytacie w niniejszej książce. Chyba że ktoś - jak ja - przeczytał już tom trzeci serii to niestety nie będzie już miał niespodzianki czytając o Anecie.

Naprzemiennie z losami Czarka autor opowiada nam drugą historię. Tym razem nie jest tajemnicą kim są jej bohaterowie: to Agnieszka i Major - nauczycielka matematyki i jej uczeń, których poznaliśmy we "Wschodach do nieba". Agnieszka odrzuciła miłość chłopaka i wyjechała wraz z córeczką do rodzinnego Radomia. Tam poznała Jarka, nauczyciela z tej samej szkoły, w której zaczęła nową pracę. Mężczyzna z dość nietypowym stylem bycia stał się kimś więcej niż tylko kolegą z pracy. Czy Marta zaakceptuje przyjaciela mamy? Czy Agnieszka będzie potrafiła zapomnieć o Majorze? Przecież to od jej wyboru ścieżki życiowej zależy również przyszłość córki. Jaką decyzję podejmie kobieta?

"Klępy śpią" to przede wszystkim intrygujący tytuł. Od chwili gdy o nim usłyszałam pomyślałam - a cóż to są te klępy? Nieznany termin wyjaśnia się podczas lektury i niezmiernie mnie zadziwiło jego znaczenie.
Muszę przyznać, że jest to książka idealna na jesienny wieczór. Ciekawa historia, a właściwie dwie, do tego sporo humoru i relacji międzynarodowych w akademiku w Rostowie. Czytając "Klępy..." często się uśmiechałam i nawet nie wiem kiedy dotarłam do ostatniej strony. O ile pierwszy tom serii Życia w życiu mnie nie powalił na kolana, tak muszę przyznać, że całość trylogii brzmi nieźle.

Piotr Kołodziejczak stworzył historię pełną niespodzianek. Choć nie zaskoczył mnie tym, co wspólnego mają Agnieszka i Czarek, to sam finał był aż nieprawdopodobny. Autor chciał nam przekazać tą lekturą, jak ważne są podejmowane przez nas decyzje. W jaki sposób mogą one zaważyć na naszym przyszłym życiu. I nie tylko naszym. Zawsze przecież miłością połączone zostają dwie osoby i jeśli jest ona prawdziwa, to choćby nie wiem jak oddalić się od tej drugiej osoby fizycznie to duchowo ona zawsze będzie obok. Bo przecież miłość to uczucie, które jeśli już zakiełkowało w sercu to niełatwo go stamtąd wyrwać jak niepotrzebnego nikomu chwasta. I żadne znajomości zawierane by zapomnieć, by stworzyć sobie namiastkę domu lub by mieć z kim porozmawiać wieczorem, nie mają sensu. Czy warto zatem świadomie porzucać prawdziwą miłość? Jak wyglądałoby nasze życie gdybyśmy tego nie zrobili?

"Klępy śpią" to niezbyt obszerna książka, która jest idealna na odprężające po ciężkim dniu chwile z lekturą. Świetnie nadaje się też na chandrę, bo zatapiając się w historii innych ludzi, którzy mają - odmienne od naszych lub podobne - problemy, możemy poczuć się lżej na sercu i duszy. A dzięki sporej dawce humoru możemy dostarczyć sobie dodatkowo endorfin. Jestem jak najbardziej na tak!



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,1 cm), Trójka e-pik, Wyzwanie miejskie, Polacy nie gęsi II, 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi
oraz Księgarni dopoduszki.pl

sobota, 9 czerwca 2012

Elizabeth Gilbert "Jedz, módl się, kochaj"

Z okładki: Elizabeth Gilbert przed trzydziestką miała wszystko, o czym powinna marzyć nowoczesna kobieta: męża, dom za miastem, dobrą pracę. Mimo to nie była ani szczęśliwa, ani spełniona. Przeżyła rozwód, ciężką depresję i nieszczęśliwą miłość. A potem zaczęła szukać siebie na nowo.

Moja opinia:  Bałam się tej książki, po opisie sądziłam że to zupełnie nie moja bajka... I generalnie całą przeczytałam... nie jest to faktycznie mój styl, czyli książka z typową akcją, gdzie czeka się na kulminację, wyjaśnienie, rozwikłanie....
Jest to książka o poszukiwaniu siebie, o poszukiwaniu szczęścia, o pożegnaniu przeszłości... Psychologiczno-przemyśleniowa książka w trzech różnych krajach, trzech różnych aspektach.





Wyzwania: 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...