Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosin Renata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosin Renata. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2020

Renata Kosin "Słowiański amulet" - przedpremierowo






Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: planowana na 29 stycznia 2020
Liczba stron: 400
Seria: Siostry Jutrzenki tom 2





Renata Kosin to pisarka, która przenosi czytelnika na Podlasie, w świat tajemnic z przeszłości, rodzinnych sekretów a wszystko to okrasi odrobiną magii. W serii Siostry Jutrzenki poznajemy losy rodu Śmiałowskich - naprzemiennie w latach dwudziestych oraz dziewięćdziesiątych XX wieku.

Przytulisko / Boguduchy, lata dwudzieste
Witold i Arachna już ponad czterdzieści lat są razem. Mąż doskonale wie, kiedy jego ukochana się martwi, gdyż spogląda tęsknie za okno i jak w amoku pilnuje, by nić tworzona na kołowrotku się nie przerwała. Za każdym razem niepokoi ją los rodziny i stara się jak może, by zapobiec śmierci, pożarowi, wypadkowi czy innym nieszczęściom. Ale nie zawsze jej się udaje... Bratowej Witolda - Heleny - nie można było uratować - zmarła, będąc u córki Marcjanny w Petersburgu. Arachna jednak nadal walczy - by ochronić Michała, pragnącego bronić ojczyzny; by ocalał ktoś z pożaru w Boguduchach... Podczas obrony Łomży, jedna z nici się zerwała... Kto wtedy cierpiał najbardziej?

Kolejne lata przynoszą Śmiałowskim nowe niespodzianki - powroty na łono rodziny, tęsknotę za nieobecnymi, tajemnicze zachowania bohaterów (co ukrywają?), miłość w każdym wieku, śmierć najbliższych czy aresztowania a w tle wydarzenia polityczno-społeczne z zamachem na prezydenta Gabriela Narutowicza włącznie.



Bujany, lata dziewięćdziesiąte
Minął już niemal rok od śmierci dziadka Michaliny - Antoniego. Dziewczyna nadal bardzo przeżywa, że ukochany człowiek, już nie wyjaśni jej żadnych zagadek rodzinnych a ona ma tyle pytań! Na szczęście niektórych odpowiedzi udzielił młodej badaczce przeszłości wujek Witold, choć tajemnica, którą jej wyznał rodzi nowe pytania... 

Wprawdzie Antoni już dawno wszystko podzielił między członków rodziny, ale gdy babcia Aniela odczytała po jego śmierci list, wśród zebranych wywołał on szok. Dwie dekady temu, ktoś zostawił Antoniemu coś cennego a on to ukrył. Gdzie? Odpowiedź zna podobno tylko osoba, która miała wtedy zaledwie dziewięć lat. Jak rozwinie i zakończy się ten wątek?

Michalina odkrywa jak trudne jest wybieranie przyszłości dla siebie, nie czuje się gotowa na dorosłość, przyjemność sprawiają jej dalsze eksploracje genealogii rodziny. Wciąż stara się dowiedzieć tego, co nie zostało zapisane, odkrywa kolejnych potomków członków rodziny rozsianej po świecie a prywatnie rozmyśla nad sensem swojego związku z Łukaszem.


Gdyby na okładce tej powieści nie znajdowało się nazwisko autorki, odgadłabym je bez problemu - i to pomijając fakt, że znam bohaterów z poprzedniego tomu. Renata Kosin pisze bardzo charakterystycznie - poza naprzemiennym miejscem i czasem akcji, podarowała nam Arachnę, która wierzy w nieco inne moce, niż chociażby jej mąż pokładający wiarę w Bogu. Ufa ona Siostrom Jutrzenki oraz swojej przędzy ściskając w dłoni wisior. Autorka doskonale opisała czasy, w których przyszło żyć jej bohaterom: zamach na Narutowicza, przewrót majowy, zmiany kursów walut czy pojawiające się na wsiach i ulicach miast coraz lepsze marki samochodów.

Kosin jak zawsze namalowała piękny obraz polskiej wsi na Podlasiu, pokazała nam tradycje, radości, smutki czy idee. Jej język jak zawsze charakteryzuje się prostotą, lekkością, skupia naszą uwagę na wydarzeniach i decyzjach bohaterów, pomijając zbędne opisy. Powieść dostarcza wielu emocji, zmusza wręcz do kibicowania, niesie niespodzianki i tajemnice, bo choć teoretycznie przed czytelnikiem odsłaniane są prawdy, to w ich miejsce pojawiają się nowe. Autorka zaskakuje tym, co rzetelnie przygotowała, by każda strona była dla czytelników istną ucztą. Podczas lektury dostrzegamy nie tylko samą zawartość, ale również ogrom pracy włożony przez pisarkę w jej przygotowanie.

Uwielbiam takie historie, gdy mogę równolegle z bohaterami odkrywać to, co zostało ukryte przez przodków a właściwie autorkę. Pojawiające się w fabule listy, pamiętniki, nieznani członkowie rodziny, niespodziewane wieści i dochodzenie do zaskakujących wniosków - gorąco polecam Wam tę książkę.


Podsumowując - "Słowiański amulet" to powieść o tajemnicach, ukrytych na kolejnych kartach dziejów rodziny, które młoda dziewczyna stara się odkryć. Nie brakuje w niej demonów przeszłości, nierozstrzygniętych sporów, związków na odległość, tęsknoty, rozpaczy, strachu i bólu. Bardzo intrygująca i zaskakująca historia o wybaczeniu, przemijaniu, wyrastaniu z dziecięcej beztroski, wyrzutach sumienia czy wadach narodowych. Jeśli jesteście fanami tego typu książek, gwarantuję Wam wybornie spędzony czas. Szkoda, że ta historia już za mną...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję




poniedziałek, 7 października 2019

Renata Kosin "Bluszcz prowincjonalny"






Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2018
Liczba stron: 480






"Cisza bywa kojąca, ale tylko przez chwilę, bo nie jest w stanie zagłuszyć bólu i wściekłości."*

Pierwsze wydanie powieści Renaty Kosin "Bluszcz prowincjonalny" prześladowało mnie od 2012 roku. Wielokrotnie słyszałam doskonałe opinie, ale mimo tego, że bardzo lubię twórczość autorki... nie było mi po drodze z tym tytułem. Wreszcie się udało! Czy warto było umieścić tę powieść w grafiku września?

Anna Radecka nie może się otrząsnąć po odejściu męża. Na domiar złego zaniedbuje dwójkę swoich dzieci. Choć wspiera ją starsza siostra Magda, to widok pustej połowy łóżka i szafy tylko wznieca w niej żal i poczucie pustki. Za namową Magdaleny postanawia wyjechać na Podlasie, by u rodziców zregenerować siły i postarać się wrócić do normalnego życia.

Jednak w Bujanach wcale nie czeka na nią sielankowy czas, z błogim lenistwem pod jabłonką. Owszem, ukochana mama Maria zajmie się - jak zawsze - praniem, gotowaniem, wysłuchiwaniem trosk, ale nie jest w stanie zmienić myślenia Anki. Nie może zdecydować za nią, jaką drogę obrać na przyszłość. Na szczęście życie samo znajdzie jej zajęcia, by nie zadręczała się wciąż tymi samymi problemami. Los podrzuci jej przyjaźnie z młodości wraz z problemami przyjaciółek, dawne zauroczenie, odrzucone i skazane na samotność zwierzęta, wakacyjne zajęcia z dziećmi aż wreszcie troskę o zdrowie kilkuletniego wnuczka sąsiadów. Nie wspominając już o potrzebie poświęcenia uwagi własnym dzieciakom oraz odkryciu ważnych rodzinnych tajemnic. Co rodzice ukrywali przed Anką?

"Świat się zmienia, cały czas pędzi naprzód. 
I jeśli człowiek stanie w miejscu, to inni go rozdepczą." **
 
Autorka oczarowała mnie swoją historią o Annie, mam wrażenie iż nawet bardziej niż późniejszymi książkami. "Bluszcz prowincjonalny" dotyka wielu problemów, z którymi zmagamy się we współczesnym świecie: zdrada, alkoholizm, adopcja, choroba dziecka, romanse, depresje, problemy z laktacją, przemoc w rodzinie, samotność czy emigracje zarobkowe. Nie zabrakło również tematyki zwierząt, działalności charytatywnej, pasji młodych ludzi oraz dużego nacisku na zdrowie - trzeba o nie dbać pod każdym względem, w każdym wieku i niezależne od miejsca zamieszkania.

Renata Kosin w bardzo szczególny sposób pokazała czytelnikowi Podlasie, z jego tradycjami, potrawami, jajkami kupowanymi parami czy Świętem Bujan, charakteryzującym się obsypywaniem obejścia kwiatami. Na przykładzie rodzinnego domu Anki, zwraca również naszą uwagę na to, że przez długie lata nic się w nim nie zmienia, dlatego przy każdej wizycie zalewa nas fala wspomnień. Zwłaszcza, gdy otworzymy skrzynki z przedmiotami sprzed lat, które kryją różne drobiazgi czy zdjęcia. Wielokrotnie czuć ducha historii, unosi się nad bohaterami niosąc pomysły, wzruszenia, plany na kolejne dni.

Poruszająca, wielowątkowa, ponadczasowa, urokliwa i pełna tajemnic wymieszanych z niespodziankami - taka jest książka, która musiała tak długo na mnie czekać. Mój śmiech mieszał się ze łzami, pozytywne wspomnienia przeganiały te mroczne a bohaterowie zaskakiwali, szokowali i rozbawiali, choć zdarzało się, że musiałam za ich losy zaciskać kciuki.

"Pora wreszcie stanąć na własnych nogach, włożyć swoje buty, nawet jeśli na początku trzeba będzie je trochę rozchodzić, żeby nie uwierały." ***


Podsumowując - "Bluszcz prowincjonalny" jest powieścią, w której przeplatają się przeszłość, teraźniejszość oraz myśli o przyszłości. Jest to historia o potrzebie odwagi, nabieraniu dystansu, Europejskiej Wsi Bocianowej, scrapbookingu, wiejskich rozrywkach oraz psich i kocich rozbitkach. Każda strona jest naelektryzowana humorem, tragediami, traumami czy żalem po utracie bliskiej osoby lub w przypadku rozłąki rodzin. Dziecięcy bohaterowie zadbali o rozweselenie czytelnika po lekturze trudniejszych wątków, można też skorzystać z opisanych pomysłów na pozbycie się negatywnych emocji. Gorąco polecam, jeśli na Waszej półce stoi ta powieść, nie zwlekajcie z jej przeczytaniem.




* R. Kosin, "Bluszcz prowincjonalny", Filia, Poznań 2018, s. 9
* Tamże, s. 341
*** Tamże, s. 434




Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Pod hasłem, Mini czelendż, 52 książki





Za książkę dziękuję

niedziela, 15 września 2019

Renata Kosin "Nić Arachny"





Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 4 września 2019
Liczba stron: 544
Seria: Siostry Jutrzenki tom 1




Renata Kosin jest autorką kilku znanych książek, w których zaprasza nas na Podlasie i częstuje opowieściami z historią w tle. Podczas jednej lektury mamy zapewnioną podróż w czasie, wątek genealogiczny oraz tajemnice rodzinne. Czy najnowsza powieść "Nić Arachny" mnie oczarowała?

"...nie wszystkie wspomnienia i pamiątki należy pielęgnować. Niektóre powinien przykryć kurz, i to jak najgrubiej." *

Przytulisko, wieś na Podlasiu
Siedmioletnia Michalina często bywa u dziadków i uwielbia myszkować po strychu, gdzie wciąż znajduje nowe skarby: orzechy, zboża, zioła czy wyszczerbione naczynia. Niezmiernie fascynuje ją kołowrotek, jednak wie że babcia nie pozwala go dotykać. Pięć lat później, próbując uratować spod podłogi na poddaszu kocięta, Miśka znajduje brulion dziadka Antoniego, ukryty podczas stanu wojennego.
Poznając jego treść, dziewczynka całkowicie wnika w przeszłość swojej rodziny i stara się rozwiązać zagadki, na które nikt do tej pory nie poznał odpowiedzi. Pomagają jej w tym opowieści członków rodziny, jednak do pewnych wydarzeń nie potrafią dodać nic ponad to, co Antoni zapisał w dzienniku. To co we współczesnej Miśce historii jest dla bohaterów i czytelników niewiadomą, wyjaśniają rozdziały z akcją w przeszłości.


Boguduchy, Przytulisko, Bujany
Naprzemiennie z losami Michaliny poznajemy narrację osadzoną około sto lat wcześniej, kiedy to w podlaskich dworach rządy sprawowali ich przodkowie. Poznajemy konfliktowego Witolda, który nie chce pogodzić się z wybraną mu przez brata - Jędrzeja - narzeczoną, zwłaszcza gdy podczas upadku w lesie poznaje istnego anioła. Los jednak płata mu figle i jego droga do miłości nie będzie prosta ani równa. Mężczyzna nie wie nawet, że jego wybranka ma na imię Arachna.
Wypowiedzi prządki, jej zachowanie oraz przeszłość stanowią ogromną zagadkę, zmuszają do wysiłku, bo odgadnąć skąd pochodzi i jaką misję ma do spełnienia. Witold nie poddaje się jednak w walce o swoje szczęście, podobnie jak Jędrzej, ale w próbach zeswatania brata z upatrzoną wcześniej wybranką. Tylko jaka będzie cena bycia upartym?

"Miłość prawie zawsze przychodzi bez zapowiedzi. I często zauważa się ją, dopiero gdy rozgości się w sercu na dobre i nie da się z niego wyrzucić." **

Fabuła częstuje nas próbami samobójczymi, tajemniczymi amuletami, młodymi gniewnymi, próbującymi przeciwstawić się woli rodziców na różnych polach, są rytuały zaplecin, problemy sercowe, porównania kobiet miastowych z wiejskimi oraz społeczne trudności podczas stanu wojennego i późniejszych lat osiemdziesiątych do 1989 roku.

Renata Kosin jest pisarką specyficznych książek. Usytuowane na Podlasiu opowieści to wyjątkowe połączenie współczesności i przeszłości, przepełnione symbolami, magią, zielarstwem, przeczuciami i pewną nieuchwytną nitką, która łączy czytelnika z każdą stroną. "Nić Arachny" hipnotyzuje, wciąga, ponagla by poznawać kolejne rozdziały. Zadziwiający był dla mnie sposób na stworzenie właściwej dla rodziców płci dziecka a zachwycająca historia pierścienia ze szmaragdem.

"...gdy człowiek nie widzi dla siebie innego ratunku, jest w stanie uwierzyć we wszystko. Nawet w czarodziejską moc pierścionka lub innego przedmiotu." ***

Autorka stworzyła niesamowitą historię, pełną wydarzeń, całego wachlarzu bohaterów skrywających sekrety, zakochujących się, walczących, cierpiących. Powieść pokazuje jak ważna jest tradycja, zwraca uwagę na niewypowiedziane żale, pokazuje brak zrozumienia, żal, złość i bój o bliskich. Nie zabrakło honoru, zaciętości, mocy nastoletniej wyobraźni oraz szlacheckiej dumy. Emocji nie brakuje i dlatego stwierdzam, że to bardzo udana książka.

Powieść ma w moim odczuciu tylko jeden minus - czcionkę nieco mniejszą niż zwykle w tym wydawnictwie, co podczas wieczornego czytania szybciej męczy wzrok. Ale liczy się zawartość, zatem nie mogę się już doczekać drugiego tomu. Czy będzie to opowieść o linii Walerego? Zobaczymy.


Podsumowując - "Nić Arachny" to saga szlacheckiego rodu Śmiałowskich, w której wątki poszczególnych pokoleń splatają się. Udowadniają jednocześnie, że każdy powinien znać swoje korzenie, bowiem niektóre wydarzenia lubią przytrafiać się ponownie i można dzięki temu uniknąć błędów. Historia wielowątkowa, intrygująca, z tajemnicami i skandalami, przeplatana narodzinami, pogrzebami oraz ślubami. Gorąco polecam!



* R. Kosin, "Nić Arachny", Wyd. Filia, Poznań 2019, s. 28
** Tamże, s. 250
*** Tamże, s. 276




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za książkę dziękuję


piątek, 29 marca 2019

Renata Kosin "Dziecko z mgły"





Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 27 lutego 2019
Liczba stron: 388










"Dziecko z mgły" to moje siódme spotkanie z twórczością Renaty Kosin, autorki historii niesztampowych i tajemniczych. Choć nie przeczytałam jeszcze wszystkich jej książek to wiem, że nazwisko Kosin na okładce gwarantuje opowieść pełną zagadek. Czym autorka zaskoczyła mnie tym razem? Czy mi się podobało?

Wyobrażam sobie, że Wasze życie jest w miarę poukładane. Codziennie funkcjonujecie według ustalonych schematów, szkoła, praca, dom, zajęcia pozalekcyjne, zakupy i tak dalej, i tak dalej. Czasami wkradnie się spotkanie ze znajomymi czy też wyjście do kina, konieczność wyjścia do lekarza lub wyjazd służbowy.

Podobnie żyła Alicja, bohaterka "Dziecka z mgły", terapeutka integracji sensorycznej i pedagog specjalny. W jej spokojną codzienność wkradł się tajemniczy telefon zza granicy od niejakiej Emmy Parker, której głos nakazał Alicji, by zjawiła się na lotnisku żeby odebrać sześcioletnią Mię. Urodzona w Singapurze dziewczynka ma notarialne potwierdzenie faktu, że matka upoważnia do opieki Alicję, podobno krewną dziecka. Dziewczyna jest w szoku, ale panna Parker nie przyjmuje ani sprzeciwu, ani tym bardziej odmowy. Tylko jak poradzić sobie z obcym dzieckiem, o którym nic się nie wie?

Dziewczynka jest zamknięta w sobie, nic nie mówi, ale z ufnością trzyma za rękę nową opiekunkę. Zszokowana Alicja początkowo trzyma w tajemnicy pojawienie się dziecka, ale z czasem musi poprosić o pomoc, bowiem na jaw zaczynają wychodzić niezwykłe szczegóły z życia Mii a później również jej samej. Gdy Ala miała siedem lat, w wypadku samochodowym zginęli jej rodzice a opiekę przejęła dalsza krewna - ciotka Aniela, jednak nie wszystko było tak, jak się wydawało... Tajemnice z przeszłości i teraźniejszości odkrywa również Bartłomiej, przyjaciel Ali z dzieciństwa. Dzięki niemu kobiecie łatwiej jest zrozumieć co wydarzyło się przed laty i co spotkało Mię. We trójkę dbają o bezpieczeństwo dziewczynki, jednocześnie dociekając prawdy. Co uda im się dowiedzieć, zwłaszcza w sytuacji, gdy w życiu Alicji pojawia się jej były chłopak i uczucia odżywają?

Tropy prowadzą bohaterów w wiele miejsc - krążą między Polską, Stanami Zjednoczonymi oraz Singapurem a Alicja dowiaduje się prawdy o sobie i swojej przeszłości. Zdaje sobie sprawę, że nie pamięta rodziców... Nie do końca jest w stanie zrozumieć co się z nią działo przez te lata, kiedy zajmowała się nią ciotka i dlaczego Bartek otrzymał zakaz wspominania przy niej o dzieciństwie... A teraz były policjant odkrywa wciąż nowe, intrygujące fakty, które coraz bardziej szokują, zarówno bohaterów jak i czytelnika. 
Zagadka goni zagadkę... 
Pojawia się coraz więcej wątpliwości i niedopowiedzeń. 
Coraz mniej konkretów a tylko mnóstwo domysłów.
Na dodatek pojawiają się dowody na to, że aby zrozumieć to, co dzieje się obecnie, trzeba pogodzić się z tym, że przeszłość również jest ważna.

Tajemnicze przelewy bankowe, wstydliwe znamię na ramieniu Mii, niezwykłe zdolności dziewczynki, totalny brak informacji a do tego poczucie czyhającego niebezpieczeństwa oraz porwanie - tak mogłabym streścić fabułę tej powieści.

Renata Kosin sięgnęła po temat, z którym nie miałam jeszcze okazji spotkać się w literaturze a mianowicie z dziećmi nad wyraz inteligentnymi, o nieprzeciętnych zdolnościach, które nazywano dziećmi indygo lub kryształowymi. Wszystkie jak mantrę powtarzają, że dzieci z mgły często się gubią... Czy to dlatego zostały naznaczone? By łatwiej je było odnaleźć?

Historia stworzona przez autorkę wywołuje ogrom emocji, podnosi napięcie, wydarzenia nie pozwalają odsapnąć potęgując uczucie strachu i niesprawiedliwości. Książka kryje wiele niespodzianek, jednak tak naprawdę nie zdradziłam Wam niczego ponad to, co tajemnicą powinno pozostać do chwili, gdy sami otworzycie "Dziecko z mgły".


Podsumowując - "Dziecko z mgły" to piękna i zaskakująca powieść o oddawaniu życiowego długu, rodzinnych sekretach, błądzeniu, niepewności co do przyszłości, oswajaniu koszmarów, zdradzonych uczuciach oraz niecnym planie pewnej fundacji. Pełna tajemnic historia, która za sprawą krzywdy dzieci chwyta za serca a pikantne detale tylko podgrzewają atmosferę i nie pozwalają odłożyć książki przed jej skończeniem. Zwłaszcza, że lektura uświadamia nam, że przecież nie musi się wydarzyć nic złego, byśmy docenili to, co mamy. Świetna historia, polecam!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


poniedziałek, 12 lutego 2018

Renata Kosin "Jedwabne rękawiczki"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 440













Zawsze marzyłam, by w czeluściach toaletki, sekretarzyka czy starej szafy odnaleźć skarby z przeszłości… Listy, pamiętnik, zdjęcia czy choćby chusteczkę z haftowanym inicjałem. Nawet na rodzinnym strychu nigdy nie udało mi się odnaleźć nic, co kryłoby w sobie sekrety przodków. Tylko czy zawsze takie znalezisko niesie ze sobą radość, zrozumienie i spokój? Z braku własnych znalezisk, odpowiedzi na to pytanie szukam w powieściach z takim motywem. Dziś podzielę się z Wami moimi wrażeniami z lektury najnowszej powieści Renaty Kosin „Jedwabne rękawiczki”. To tytuł mający tak naprawdę podwójne znaczenie…

Laura znowu uciekła… To miał być miły czas spędzony z mężem i ośmioletnimi bliźniaczkami u rodziców w Stanach Zjednoczonych, ale z uwagi na ich napięte stosunki, kobieta nie wytrzymała i podjęła spontaniczną decyzję o powrocie do Polski. Jej rodzina ma wrócić za kilka tygodni a Laura zamierza w tym czasie dopełnić ostatnich formalności w sprawie sprzedaży domu rodziców w Jedwabnem. Gdyby mogła tego uniknąć… Wszak z tym miejscem wiążą się jej najgorsze i bardzo bolesne wspomnienia. Dlaczego? Co się tam stało małej dziewczynce, jaką wtedy była?

Jednak nowy właściciel – Henryk Lichota – wysyłał rodzicom dziwne dokumenty znalezione rzekomo w trakcie remontu pod podłogą. Okazało się również, że korytarz na parterze jest krótszy niż znajdujące się obok pokoje. Co zajmuje tą brakującą przestrzeń? Jak to wszystko wyjaśnić? Czy Laura zdaje sobie sprawę, że z pozoru błahe przedmioty będą orężem w walce o życie?

Po wizycie w domu swojego dzieciństwa Laura zgodnie z planem udaje się do Bujan, do ciotki Heleny, staruszki będącej tak naprawdę kuzynką matki Laury – Ireny. Tylko czy spokój jaki zawsze odnajdywała na poddaszu domu ciotki i tym razem jest jej przeznaczony? Za sprawą przedmiotów odzyskanych w Jedwabnem Laura zaczyna przenosić się do innego świata. Jej wspomnienia, uzyskiwane od Lichoty informacje, strzępy wydarzeń a przede wszystkim dziwne zachowanie ciotki, która jakby nie chciała by coś wyszło na jaw… Jakby próbowała coś ukryć… Wszystko to jak elementy układanki, jak rozsypane po świecie puzzle pragnie poskładać Laura. Trop prowadzi do rodziny Berthier z Francji, która wiele lat wcześniej podjęła próbę listownego kontaktu z Kossackimi (rodzice Laury). Zaintrygowana tajemniczymi słowami Amelie, zachowaniem ciotki oraz znaleziskami Laura ma nadzieję, że na francuskiej ziemi uda jej się przynajmniej zrozumieć zagadki z przeszłości. Jakie rewelacje czekają na kobietę, ukryte od pokoleń w sercach i umysłach francuskich kobiet? Jak wyjaśni się sprawa jednej jedwabnej rękawiczki? Czy wszystkim może ufać? Ile kłamstw odkryje dzięki opowieściom Amelie oraz Josephine?

Tajemnice mnożą się jak grzyby po deszczu i nawet przy końcu powieści można odnieść wrażenie, że nie wszystko zostało wyjaśnione. Choć tak naprawdę to w połowie książki wydawać by się mogło, że wszystko już wiemy i właściwie po co ta reszta…? Jakże się myliłam… Renata Kosin stworzyła powieść iście sensacyjną! Nieprzewidywalną i intrygującą. To obyczajówka z prądem. Historia z elementami grozy. Czytelnikiem targają liczne emocje a w oczy zagląda strach, wcale nie mniejszy niż u bohaterów. Początkowo zupełnie nie miałam pojęcia w jakim kierunku z wyjaśnieniami pójdzie autorka. Z niepokojem i w stanie wzburzenia czekałam na fakty czy choćby elementy mogące pomóc w dojściu do prawdy. Nie sądziłam, że Kosin skieruje się ku tak nieznanym – dla wielu ludzi – tematom. Osobiście wolałabym bardziej przyziemne i namacalne rozwiązania zagadek, gdyż w tych nie czułam się zbyt obeznana. Nie mogę jednak powiedzieć z tego powodu złego słowa – widać ogromne przygotowanie autorki, liczne poznane źródła i szeroki zakres poruszonych kwestii.

Przyznaję, że postać Laury działała mi chwilami na nerwy – niby chciała wyjaśnień, ale w najciekawszych momentach wciskała sobie guzik ‘stop’ i blokowała napływające do umysłu informacje. Nie przeczę, że wszędzie napotykała na mur milczenia albo dziwne wyjaśnienia, które w żaden sposób nie stawały się kluczem do sukcesu. A może to przeszłość – relacje z matką i babką były przyczyną tej blokady? Czy Laurze uda się dowiedzieć dlaczego jedwabne rękawiczki zostały rozdzielone i co się za tym kryje? Co wspólnego z dziejami jej rodziny ma pogrom Żydów w Jedwabnem? Jaką rolę w tej historii odegrają panie Berthier oraz kilka tajemniczych postaci?

Podsumowując - „Jedwabne rękawiczki” to powieść obyczajowa opowiadająca historię wielkiej fascynacji, wzbogacona nutką sensacyjnych zdarzeń, przepełniona tajemnicami, które przez lata były zamiatane pod rodzinny dywan. Opowieść o życiu jednocześnie w dwóch światach, rozpaczy matki w trakcie choroby czy też po śmierci dziecka. Stworzona przez Renatę Kosin fabuła jest relacją z samotności, zatajonych prawd i tajemnych mocy, które poprzez rozliczne nauki i symbole dokonają przemiany w… motyla :) Polecam, gdyż jestem pewna, iż nie spodziewacie się, co kryje przepiękna okładka.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję
http://virtualo.pl/
E-book „Jedwabne rękawiczki” znajdziecie na Virtualo.pl

niedziela, 5 listopada 2017

Renata Kosin "Aleja Siódmego Anioła"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 25 października 2017
Liczba stron: 384











"Aleja Siódmego Anioła" przywołuje do siebie wyjątkową okładką oraz intrygującym tytułem. Znam twórczość Renaty Kosin i byłam ogromnie ciekawa jak podeszła do tematyki typowo zimowej, bowiem dotychczasowe książki skupiały się na tajemnicach, zagadkach i nie były tak ukierunkowane na porę roku.

Główną bohaterką powieści jest Julia, młoda kobieta na życiowym zakręcie. Uciekła od dotychczasowej codzienności i schroniła się w małym i ascetycznym mieszkanku na jedenastym piętrze, które jest obecnie jej jedyną, bezpieczną ostoją. W obcym mieście cieszy ją anonimowość, samotność i bycie bezimienną. Nie chce zostać rozpoznana - ani z zawodu ani jako bohaterka gazet sprzed dwóch lat... Tamte wydarzenia skutecznie odseparowały ją od ludzi, z którymi powinna spędzać ten przedświąteczny czas... Jednak nadal nie jest gotowa. Cierpi i nie potrafi sobie wybaczyć. Jej rozgoryczenie i ból podsycają tajemnicze koperty, które odbiera z pocztowej skrytki na początku każdego miesiąca... Kto i co jej wysyła? Co wydarzyło się dwa lata temu? Czy naprawdę nie może żyć jak dawniej? Może nie tylko ona cierpi a separowanie się od przeszłości nie ma sensu?

Kiedy z jedną walizką zjawiła się w obcym mieście zamierzała podjąć jakąś tymczasową choćby pracę, jednak los sprawił że zajęła się kreowaniem przestrzeni handlowej. Wbrew sobie udała się w miejsce, skąd zadzwonił ostatni potencjalny klient i odkryła park z aniołami. Magiczne alejki, postumenty goszczące anielskie postacie, zaginiony siódmy anioł oraz sekretarzyk kryjący tajemnicę sprzed lat... To właśnie elementy nowego życia, które niespodziewanie wdzierając się do umysłu Julii będą próbowały zmienić jej myślenie. Czy im się uda? Czy tajemniczy list małego chłopca, którego tropem uda się bohaterka ma szansę odmienić kilka ludzkich losów?

Julia bardzo długo jest skrytą i zagadkową postacią. Trzeba ogromnej cierpliwości, by zbierając jedynie okruchy dotyczące jej przeszłości stworzyć obraz przypuszczalnych zdarzeń. Co mogła zrobić ta kobieta, że teraz odmawia sobie marzeń, twierdząc że na nie nie zasługuje? Za co chce ponieść karę? Dlaczego odcięła się od tego kim była i uważa, że wspomnienia mają być pokutą?

Przyznaję, że w pewnym stopniu miałam rację próbując odgadnąć prawdę... Jednak nie udało mi się to całkowicie... Intuicja i drobniutkie elementy puzzli wskazały mi drogę, jednak trzeba cierpliwie poczekać na ogromnie wzruszające i przejmujące wyznanie Julii... Nie ukrywam, że nie jest łatwo je czytać...


Renata Kosin podobnie jak w swoich wcześniejszych powieściach poszła tropem zagadek i tajemnic, jednak tym razem w odmiennej oprawie. Dużo uwagi poświęciła uczuciom, przemianom wewnętrznym i przemyśleniom. Na przykładzie bohaterów pokazała, że w życiu najważniejsze jest to, by mieć cel, do którego dążymy i który wytycza nam drogę. Trzeba walczyć, by do niego dotrzeć, ale już samo dążenie pozwala nam lepiej żyć.

Każdy z nas popełnia w życiu błędy, jednak nie należy przesadnie ich rozpamiętywać. Trzeba odcierpieć, odpokutować a potem zebrać się w sobie, zadośćuczynić i próbować żyć na nowo. Bo przecież możliwe, że są jeszcze ludzie, którzy nas potrzebują. A wbrew pozorom - my ich również. Wyjątkowe znaczenie w tej powieści mają anioły, które dają namiastkę pamiętnika czy też konfesjonału - każdy może zwierzyć im się ze swoich trosk, bo przecież kiedy zrzucimy je z naszych ramion, jest nam lżej...

Autorka śnieżną bielą okrywającą ulice, soplami, mroźnym powietrzem i przepychającymi się w karmnikach ptakami dopełniła swą powieść o rozsypujących się rodzinach, zaszłościach rzutujących na kolejne pokolenia i wyrzutach sumienia, które nie pozwalają wrócić do zwyczajnych poranków czy wieczorów. Najnowsza książka Kosin skłania przede wszystkim do przemyśleń o życiu, naszej przeszłości oraz przyszłości i pokazuje, że zawsze jest szansa, by osiągnąć szczęście... Trzeba tylko zrobić pierwszy krok...


Podsumowując - "Aleja Siódmego Anioła" to nostalgiczna, refleksyjna i typowo zimowa opowieść o cierpieniu, odkupieniu i wybaczeniu. To nie jest - jak wydaje się w pierwszej chwili - powieść świąteczna. Nie znajdziecie w niej śpiewania kolęd czy pieczenia pierniczków. Jest za to niezwykły list do Świętego Mikołaja, który wywołuje łzy a gardło zawiązuje w supeł. To opowieść wzruszająca i przejmująca... zimnem, bólem i tęsknotą, która przywołuje wspomnienia ale i podnosi na duchu. Udowadnia również, jak wielkie znaczenie ma dziecięce marzenie...



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki   


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


czwartek, 25 lutego 2016

Renata Kosin "Sekret zegarmistrza"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 3 lutego 2016
Liczba stron: 416









Kiedy byłam w końcowych klasach szkoły podstawowej rodzice przerobili część strychu w naszym domu na pokoje mieszkalne. Wcześniej straszyły tam myszy i hulał wiatr... Wieszaliśmy pranie w zimie, leżały resztki słomy, orzechy włoskie i mnóstwo innych rzeczy. Był to istny skarbiec różności. Zawsze marzyłam, że znajdę tam coś tajemniczego, niesamowitego co pozwoli odkryć tajemnice i zagadki z przeszłości... Jednak zawiodłam się, bo dom budowany był w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku i starsze rzeczy nie zostały w nim ukryte... Pozostaje mi odkrywanie zaszłości z bohaterami książek...


Lena (choć właściwie Helena, ale nie lubi pełnej wersji swojego imienia) mieszka w dworku po dziadkach w Bujanach na Podlasiu. Teoretycznie mieszka z mężem Adamem i córką Ksenią, ale w praktyce większość jej dni upływa w ciszy, bowiem Adam pracuje w Białymstoku i częściej sypia w ich tamtejszym mieszkaniu, podobnie jak studiująca Ksenia. Lena zajmuje się domem, ogrodem a przede wszystkim tworzy i sprzedaje biżuterię, łącząc motywy zegarków z różnymi materiałami. Inspiracją w tej egzotycznej pasji był dla niej dziadek zegarmistrz i pudełko po francuskich czekoladkach zapełnione nie odebranymi przez klientów zegarkami. Już samo pudełko w rękach Leny zdaje się "przemawiać" i szeptać swoją tajemnicę pochodzenia... A kiedy dodamy do tego zegarek z inicjałami "JB", o którym dziadek mówił, że lepiej żeby nie został odebrany... Bohaterka często rozmyśla nad sprawami dotyczącymi przeszłości rodziny, bowiem z opowieści wie, choćby o konflikcie i rozłamie dotyczącym Śmiałowskich (babcia Stefania była z panny Śmiałowska).

Liczba tajemnic rodzinnych do wyjaśnienia powiększa się w chwili, gdy robotnicy burzą jeden z pieców (od wielu lat nie działał i był brzydki) we dworze a w jego środku znajdują nadpalony dziennik oraz starą szmatę (choć może nie tak do końca zwykłą i bez znaczenia, przynajmniej ja miałam takie wrażenie, gdy po raz pierwszy o tym wspomniano. Czy miałam rację?). Ksenia i Lena są ogromnie zaintrygowane do kogo należał, w jakim języku jest napisany, czy w jakiś sposób łączy się z ich rodziną i dlaczego ktoś chciał go spalić... ? Kiedy udaje im się odczytać nazwisko wytłoczone na memuarze (czyli dzienniku) - Emilie de Fleury - rozpoczynają wnikliwe śledztwo. Zamierzają dowiedzieć się jak najwięcej, bowiem to co z trudem odczytały ogromnie je intryguje. Udają się nawet w podróż do Francji, gdyż tam prowadzi trop. Co zastaną na miejscu? Kim tak naprawdę jest właścicielka butiku? Jaką rolę w życiu małego francuskiego miasteczka odegrała kiedyś Emilie? I dlaczego po powrocie z Polski wpadła w depresję? Co się wydarzyło?

Autorka w "Sekrecie zegarmistrza" oprowadziła czytelnika poprzez dwie piękne krainy - Podlasie i południową Francję. Opowiedziała wiele ciekawych historii dotyczących tych miejsc, które sprytnie wplecione w fabułę nie nudzą a jedynie intrygują i fascynują. Bo któż przypuszczał, że napotka w powieści takie nazwiska jak Picasso czy Maria Skłodowska (jeszcze nie Curie)? Pod przykrywką snutej opowieści, dowiedziałam się co nieco o powstańcach i ich niepochlebnym zachowaniu wobec mieszkańców Podlasia.

Sporo pracy włożyła Renata Kosin w przygotowanie tej książki... I to nie tylko pod względem historycznym, ale i kulinarnym. Opisała eksperymentalną kuchnię Stefanii i Honoraty, które uwielbiały piec i gotować często korzystając z darów ziemi, nawet kwiatów (konfitura z fiołków...mhmm...). Pojawia się też temat kuchni tatarskiej. Choć tutaj akurat chętnie dowiedziałabym się co kryje się pod poszczególnymi, jakże nieznanymi nazwami. Ta chyba pierwszy z minusów książki - używanie trudnych słów, bez przybliżenia czytelnikowi ich znaczenia. Przydałyby się przypisy lub choćby słowniczek na końcu lektury (byłyby bardzo pomocne czytelnikowi), bo słowa memuar, kordzik czy kaboszony - oraz właśnie tatarskie dania - nie są wyrazami, których znaczenie znamy, bo nie używamy ich codziennie.
Co mnie jeszcze denerwowało? Postać Nadii, która zachowywała się niezwykle dziwnie i z daleka dało się wyczuć, że coś ukrywa (czy plotki krążące o niej po wsi okażą się prawdziwe?). Niemal każda jej rozmowa z Leną kończyła się szybkim odwrotem i ucieczką, niezależnie od faktu czy rozmowa została skończona a sama Lena... to zbyt szybkie nazwanie Nadii przyjaciółką, trochę mnie do niej zniechęciło. Potraficie nazwać kogoś przyjacielem pod dwóch dniach ucinania sobie pogawędek? Nawet jeśli takie było jej życzenie i tak nazywała sąsiadkę w myślach to jest to bardzo na wyrost.
I jeszcze kwestia wydarzeń we Francji, które moim zdaniem autorka zbyt bardzo ubarwiła, chciała stworzyć coś na kształt sensacji, ale ja poczułam zawód. Zwłaszcza kiedy okazało się, kto został "wynajęty" dużo wcześniej, by nieco zamieszać w bujaneckim dworku a później w Vallauris (Francja).

Ale dość już o minusach, wróćmy do pozytywnych stron książki, bo przecież i tak jest ona bardzo dobrą lekturą, choć po cichutku spodziewałam się takiego "wow" jak przy "Tajemnicach Luizy Bein".
Renata Kosin poruszyła w powieści również ciekawe wątki dotyczące grzechów z przeszłości, chorób, odrzucenia przez społeczeństwo. Jest też próba odkupienia win, udawanie (które nazwałabym również zwodzeniem), kradzieże czy fascynacja regionalizmami. Do zbioru tajemnic i zagadek, jakimi niewątpliwie są dziennik czy pudełko po czekoladkach należy dodać kamień z inskrypcją, karty tarota oraz wisior z aleksandrytem. Jak wszystkie te elementy sprytnie połączą się w piękną opowieść? Co ma tu największe znaczenie? Na czym Lena i Ksenia powinny się skupić? Czy uda im się rozwiązać wszystkie zagadki? Łącznie z genezą mozaiki na tarasie? :)

Powieść początkowo mnie nudziła, uważam że pierwsze sto - sto pięćdziesiąt stron spokojnie można skrócić a i tak da się uchwycić ideę tej historii. Właściwie to czytałam i wciąż czekałam na konkretne wydarzenia. Czekałam aż fabuła się rozkręci i coś zacznie się dziać. Zupełnie nie mogłam złapać tego haczyka, który jest jakże potrzebny, by nawet po odłożeniu lektury wciąż myśleć o bohaterach i ich przygodach. Kiedy już akcja nabrała tempa "Sekret zegarmistrza" czytał się szybko a napięcie wzrastało. Nad zakończeniem rozmyślam do tej pory, nawet kilka dni po zakończeniu przygody z zegarkami... Część zagadek bowiem udaje się bohaterkom rozwikłać, jednak niektóre nadal pozostają zawieszone w próżni... Na szczęście autorka wyjaśnia to później w specjalnym tekście do czytelnika. Napisała tam również, skąd czerpała pomysły i wiecie co? Strasznie mi się ta "zapalnikowa" część podobała... Szkoda, że w moim życiu nie ma czegoś tak intrygującego...

Podsumowując - najnowsza powieść Renaty Kosin intryguje, uczy i pokazuje, że często w starszych pokoleniach należy upatrywać źródła obecnych relacji międzyludzkich. Czytelnik zostaje wciągnięty w poszukiwanie tajemniczej Emilie oraz - odgrywającej niemałą rolę w wydarzeniach - Janki (która była ciotką dziadka Nadii). Komu i czego udaje się dowiedzieć? To już musicie odkryć sami, bowiem powieść z każdą stroną pokazuje nowe wskazówki... Choć nie wszystkie stają się od razu pomocne...  Zabaw się w detektywa!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Kasi z


wtorek, 4 sierpnia 2015

Renata Kosin "Mimo wszystko Wiktoria"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2012
Liczba stron: 328











Moja przygoda z twórczością Renaty Kosin rozpoczęła się w styczniu tego roku, kiedy to sięgnęłam po "Tajemnice Luizy Bein". Powieść wciągnęła mnie, zafascynowała i sprawiła, że kolejna polska pisarka dołączyła do grona moich ulubionych. Nie mogłam zatem nie poznać dalszych losów bohaterów i już w kwietniu przeczytałam "Kołysankę dla Rosalie" a teraz postanowiłam poznać historię od której wszystko się zaczęło, czyli debiutancką "Mimo wszystko Wiktoria". Jakie wywarła na mnie wrażenie? Oczywiście oprócz świetnej okładki z intrygującymi sukienkami w groszki...

Powieść skupia się przede wszystkim na pojęciu przyjaźni, bo któż nie marzy o takiej prawdziwej, bratniej duszy, która wraz z Tobą będzie się śmiała, płakała, wysłucha i pocieszy? Każdy chciałby mieć przyjaciela i choć nie zawsze jest on na wyciągnięcie ręki, bo mieszka daleko to dzisiejsze wynalazki znacznie ułatwiają kontakt, prawda? Dziękuję Ci, Przyjaciółko.

Poznajemy cztery przyjaciółki: Zuzannę, Michalinę, Gabrielę i Edytę. Autorka bardzo powoli zdradza nam szczegóły z ich życia. Delikatnie dozuje nam ich historie i odkrywa sekrety z przeszłości.
Zuzanna ma męża - Tadeusza, który intensywnie sprzeciwia się planowanemu przez żonę czterodniowemu wyjazdowi na obóz przetrwania w maju. Na co dzień Zuzka prowadzi sklepik z artykułami rękodzielniczymi oraz Dom Otwarty dla Pań, gdzie wielbicielki robótek ręcznych mogą spotykać się w babskim gronie i godzinami prowadzić dyskusje w miłym towarzystwie. Jakież zamieszanie wywoła pojawienie się w Domu Otwartym pana Filipa, który chce zapisać się na kurs frywolitkowy...
Pewne wydarzenia z przeszłości głównej bohaterki sprawiły, że nie może ona zostać matką (ale ma za to psa - Cynamona), co przyjęła do wiadomości, ale sprawia jej przykrość. Zuzkę wychowała pani Helenka, która nie jest jej prawdziwą matką a w domu spokojnej starości mieszka prawdziwa babcia Zuzanny. Co sprawiło takie zawirowania w jej życiu? I co chce jej wyznać kobieta, która pewnego dnia dzwoni z informacją, że jest dawną znajomą ojca Zuzy? Czy dojdzie do spotkania? Co wniesie ono do życia obu kobiet?

Michalina aktualnie pracuje w domu. Mąż, synowie i przyjaciółki trzymają ją pod kloszem, skaczą wokół niej i dbają jak tylko mogą o wszelakie jej potrzeby. Wciąż przywoływana jest przeszłość i coś, co sprawiło że Miśka nie pragnie dotyku męża, często źle się czuje i nikt nie chce, by zostawała sama w domu a tym bardziej z niego wychodziła. Co jest tego przyczyną? Jakie wydarzenia tak znacząco wpłynęły na życie Michaliny? Co się wydarzyło? Jaki udział w zachowaniu i samopoczuciu kobiety ma teściowa? By znaleźć odpowiedzi na te pytania, trzeba poczekać do samiutkiego końca. Tajemnica państwa Brunik jest najdłużej trzymaną w sekrecie przez autorkę. Ale warto czekać...

Gabryśka jest matką samotnie wychowującą nastoletnią córkę. Najpierw dowiedziałam się, że jest po rozwodzie, dopiero później, że Julka nie była jego dzieckiem. To osobna i całkiem ciekawa - z perspektywy czytelnika oczywiście - historia, czyli jak poczęła się Julia, gdzie, z kim i w jakich okolicznościach. Najciekawsze jest też podejście do całej sprawy przez prawdziwego ojca oraz relacje wciąż przyjacielsko łączące Gabrielę i Grzegorza (a nawet matkę jego córki z obecną rodziną). Teraz Gabi musi okiełznać jakoś swoje życie, pracę, zarezerwować czas dla przyjaciółek a i dorastająca córka potrafi nieźle namieszać matce w poukładanej codzienności (łącznie z kontaktami damsko-męskimi i brafitterką). Czy Gabriela znajdzie wreszcie mężczyznę, który da jej szczęście?

Edyta z kolei jest młodą matką, która została wyrzucona z pracy. Przyjaciółki radzą, by walczyła z pracodawcą, bo przecież obiecał zatrzymać stanowisko, młodych matek się nie wyrzuca i tak dalej... Ale to nie takie proste a i po takim czasie siedzenia w domu z dzieckiem nie jest łatwo znaleźć coś nowego. Los jednak stawia na drodze Edyty kogoś, kto nieświadomie najpierw ją skrzywdził a teraz pomoże. O kim mowa? Jaką rolę odegra ta osoba w życiu tej szalonej czwórki? Czy zagości na dłużej w sylwestrowych spotkaniach w Domu Otwartym?

Bogactwo bohaterów, różnorodność ich charakterów oraz życiowych zdarzeń powodują, że nie można się od książki oderwać. Bardzo chciałam dowiedzieć się czy Edyta znajdzie pracę, czy Gabryśka znajdzie miłość życia jednocześnie radząc sobie z początkiem "bycia kobietą" Julki. Co ukrywa Michalina i czy Zuzka pojedzie na survival... Jaką sprawę ma do Zuzanny tajemnicza kobieta z Wrocławia, kim są Emilka wspomniana u Bruników oraz mała dziewczynka z okładki i dlaczego Marianna woli mieszkać z dala od wnuczki?  Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie już w powieści. Ja dobrze bawiłam się oczekując na wyjaśnienie kolejnych tajemnic.

Przyznaję, że początkowo powieść mnie nużyła. Nie działo się zbyt wiele, nie mogłam się odnaleźć wśród bohaterek, kto jest kim, czyj mąż ma jak na imię. Sporo było tajemnic, niedopowiedzeń, urwanych wątków, zatajonych faktów z przeszłości - choć to wszystko miało swój cel - powolne odkrywanie kart, czyli smakowity deser z genialną końcówką - wręcz wisienką w likierze na tym literackim torcie. Jednak to właśnie te zabiegi sprawiły, że uważam książkę za świetną. Poruszyły mnie opisane tutaj problemy, tak zwyczajne jak nasze życie. Niby szalone bohaterki, mające zwariowane pomysły, ale jednocześnie kobiety twardo stąpające po ziemi, bowiem każda z nich boryka się ze swoimi problemami. Niejedna spośród nas, Ty, ja czy może ona ma takie same...

Powieść jest debiutem a wiadomo, że z czasem warsztat pisarza jest lepszy, bardziej dopracowany, wymuskany i dopieszczony. Owszem, moje wcześniejsze spotkania z twórczością Renaty Kosin były obfitsze w emocje i napięcie, ale to ze względu na charakter tych książek, bardziej przygodowy, sensacyjny nawet chwilami. "Mimo wszystko Wiktoria" jest typową obyczajówką, która ma pozwolić kobietom się odprężyć, przenieść do innego świata, zapomnieć o swoich problemach, by przeżyć historie innych osób i ich trudności dnia codziennego. Nie oceniam tej powieści gorzej ze względu na to, że jest debiutem. Uważam wręcz, że jest bardzo udanym wejściem pisarki na polski rynek wydawniczy. Właściwie to nie mam do czego się "przyczepić" (jedynym minusem jest dla mnie początek, ale o tym już pisałam), bowiem znalazłam tutaj humor, płynne przechodzenie pomiędzy poszczególnymi wątkami, które nie mieszają czytelnikowi w głowie, dobre dialogi, typowo babskie podejście do życia (choć i mężczyzn tu nie brak). Autorka poprzez wprowadzenie licznych smaków i zapachów uzyskała też ciekawy klimat powieści.



Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Grunt to okładka, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Renata Kosin "Kołysanka dla Rosalie" - przedpremierowo




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 15 kwietnia 2015
Liczba stron: 464
Seria: Tajemnice Luizy Bein tom 2











Miałam kiedyś taki etap w życiu, że chciałam być detektywem. Oglądałam sporo filmów i seriali, gdzie bohaterami byli właśnie ludzie tropiący różne skandale i rozwiązujący zagadki, nie tylko kryminalne. Gdyby nie moja choroba, to kto wie, może teraz zamiast czytać książki w dużych ilościach analizowałabym dowody, śledziła podejrzanych czy odkrywała tajemnice z przeszłości. Cóż, życie rządzi się swoimi prawami, jest jak jest i pozostają mi jedynie zagadki na kartach książek. A takich na szczęście nie brakuje na polskim rynku wydawniczym.
W styczniu tego roku sięgnęłam po raz pierwszy po twórczość Renaty Kosin i przeczytałam "Tajemnice Luizy Bein". Powieść trafiła idealnie w mój czytelniczo-detektywistyczny gust. Z tego właśnie powodu nie mogłam doczekać się połowy kwietnia, czyli chwili wydania kontynuacji tamtej powieści. Dziś jestem już szczęśliwie zaspokojona lekturą i mogę podzielić się wrażeniami. Tym, którzy nie czytali "Tajemnic Luizy Bein", radzę nie czytać środkowej części recenzji dotyczącej fabuły.

Akcja książki rozgrywa się siedem lat później od momentu, kiedy Klara Figiel wraz z Alexem Beinem rozwiązywali zagadkę szkieletu Luizy pochowanego wraz z dziecięcym szkieletem. A przecież jej syn dożył wieku dojrzałego... Każdy kto chce poznać wynik ich dociekań musi przeczytać poprzednią część, zresztą do zrozumienia "Kołysanki..." dobrze jest ją znać.

Klara wraz z Jakubem i przy ogromnym udziale Anny - przybranej siostry Alexa - kończą przygotowania wartemborskiego pałacu na przyjęcie pierwszych gości. Prac przy przekształceniu go w hotel było dużo, jednak miejsce wreszcie zaczyna odzyskiwać dawną świetność: odsłonięty drewniany parkiet, sztukaterie, kominek z cennego marmuru oraz posiłki przygotowywane przez panią Kazię już wkrótce zostaną ocenione przez gości. Dziewiątka jakże różnych osobowości w jednym miejscu, może spowodować niejeden konflikt. A kto jest wśród przybyłych? Znany pisarz Dębski interesujący się czasami drugiej wojny światowej i izolujący się w swoim pokoju, by napisać książkę; architekt na emeryturze von Egloff; roztrzepana, młoda kobieta Matylda; państwo Róża i Stefan Pastewni, od początku konfliktowi i wzbudzający irytację Klary;  para wędkarzy, którzy nie jadają ryb oraz starsze niemieckie małżeństwo Rita i Feliks Schmidt. Kto spośród nich stoi za tajemniczymi wydarzeniami w pałacu? Czy to zbieg okoliczności, że na pierwszy turnus zjawiły się akurat te a nie inne osoby? Czy każdy jest tym, za kogo się podaje? Jaki tak naprawdę jest cel ich pobytu w tych stronach?

Do wartemborskiego pałacu przyjeżdżają również państwo Beinowie - Sara i Alex wraz z dziećmi: siedmioletnią Rosalie i trzyletnim Albertem (zwanym Busiem). Żeby odciążyć rodziców, dziećmi ma zająć się niania, sąsiadka pani Kazi - Liska. Kobieta śpiewa Rosie kołysanki, opowiada maluchom nietypowe opowieści a dość niezwykłe ich znaczenie dorośli odkryją nieco później.

W tej powieści bohaterowie próbują rozwikłać zagadkę z przeszłości Anny a dotyczącej jej niemieckich dziadków Grety i Lennarta Staedtke (byli kiedyś właścicielami pałacu) oraz matki - Johanny. Klara z Kubą odkryją w księgach parafialnych niespodziewane fakty dotyczące Johanny Staedtke. Czy powiedzą o tym Annie? Jak zareaguje na nie Alex? Co uda im się dowiedzieć od Urszuli Zygmuntowicz, której ojciec i jego pierwsza żona pracowali w pałacu w czasie, gdy właścicielami byli Niemcy? W sprawie pojawiają się nowe pytania i nie na wszystkie łatwo jest odnaleźć odpowiedzi.
 
Klara nie do końca cieszy się z tego, że hotel zaczyna przynosić zyski, ponieważ ktoś uparcie wytrąca ją z równowagi. Kuba jej nie wierzy, myśli, że to przywidzenia, ukrywa przed nią swoje rozmowy z pisarzem i architektem, nie chcąc dodatkowo jej denerwować. Dziewczyna bowiem coraz częściej źle się czuje, mdleje i ma mdłości. Ale kto by nie miał widząc mnóstwo zgniłych płatków różanych w sypialnianym łożu lub truchło psa na tarasie...?! A gdyby tego było mało, nagle ktoś porywa małą Rosie wraz z nianią! Komu mogłoby zależeć na uprowadzeniu dziecka? W spokojnym miasteczku, z hotelu w samym środku dnia a wręcz z kuchni, w której porwane siedziały wraz z Busiem. Czy chłopiec coś zauważył? Kto i dlaczego to zrobił? Sara i Alex odchodzą od zmysłów a Klara z Kubą próbują dotrzeć do prawdy, która wcale nie jest tak oczywista. Bowiem trop prowadzi do Bractwa Różokrzyżowców, wolnomularstwa i tajemniczych przepowiedni. Mało brakowało a Klara i Kuba wplątaliby się w sterowane przez Bractwo poczęcie dziecka...  Tylko po co Różokrzyżowcy mieliby porywać małą dziewczynkę? Czy Liska jest ich wspólniczką czy chroni Rosie? Kto z mieszkańców jest zamieszany w to porwanie? A kto tak naprawdę udzieli rodzinie porwanej dziewczynki pomocy? Czy uda się odnaleźć pierworodną Alexa?

Bardzo ciekawie napisana powieść, z nietypową tematyką Różokrzyżowców i masonów w tle. Oprócz zagmatwanych historii rodzinnych Beinów, czytelnik poznaje również nieco magiczne wierzenia Bractwa z wszędobylskimi różami. Jaką rolę odegrały w tych wydarzeniach nieżyjące już Luiza, Stella i Annette von Viereck? Wszak i one były częścią przepowiedni zawartej w manuskrypcie, który czytali Klara z Kubą. Czy Rosie jest kolejnym elementem tej układanki? Jakie znaczenie ma kołysanka Liski i pozytywka, której melodia budzi w nocy Klarę?

"Kołysanka dla Rosalie" jest książką, którą powinno się przeczytać w ciągu jednego dnia. Dlaczego? Bowiem to lektura z serii "jeszcze jeden rozdział i kończę czytanie a tak naprawdę kończymy widząc końcową okładkę". Wciąż utrzymujące się napięcie, coraz to nowe fakty, niesamowite wydarzenia, nietypowi ludzie tak mogę scharakteryzować powieść. Jest też nutka humoru, ale i grozy, uroku fabule dodają dzieci oraz pies a klimat mistyczno-tajemniczy podziemne korytarze, które zazwyczaj wzbudzają w czytelniku dodatkowe emocje. Sprzeczki wśród pałacowych gości, zastraszanie właścicielki, rozbite słoiki w piwnicy oraz zdjęcie małych dziewczynek w sukienkach w kwiaty - wszystko to niby drobne szczegóły niemające znaczenia. Ale uwierzcie, kiedy połączy się je w historię tak zgrabnie jak zrobiła to autorka, można przepaść bez echa w krainie wyobraźni i fikcji literackiej.

Autorka na swoim blogu zwróciła kiedyś uwagę, że niniejsza powieść ma coś wspólnego z Harrym Potterem. Serię o małym czarodzieju czytałam i stwierdzam, że jedyną wspólną postacią łączącą te dwie publikacje jest jednorożec. Ale uprzedzam pytania - "Kołysanka..." nie jest powieścią fantastyczną. Motyw jednorożca jest subtelny a poza nim nie stwierdzam więcej podobieństw. Bowiem magia i mistycyzm, który tutaj ma miejsce jest czymś zupełnie innym niż magia z Hogwartu.

Podsumowując te moje - już chyba zbyt długie - wrażenia, stwierdzam, że powieść Renaty Kosin jest wciągającą i pasjonującą lekturą. Radość będą z niej czerpać miłośnicy odkrywania tajemnic rodzinnych, ale również Ci, którzy szukają w literaturze tematów nieoklepanych, czyli na przykład o Bractwie Różokrzyżowców. Książka, mimo trudnych wątków, nie nuży a jedynie intryguje tym, co nieznane a prosty język ułatwia przeżywanie kolejnych wydarzeń. Autorka udowodniła tą książką, że w przesycie, nawet tak pięknego kwiatu jakim jest róża, można mieć dosyć...






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Czytelnicze marzenia 2015, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję bardzo Autorce oraz Pani Dagmarze



czwartek, 29 stycznia 2015

Renata Kosin "Tajemnice Luizy Bein"




Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2014
Liczba stron: 528












Chyba przestanę czytać książki... Poważnie! A wiecie dlaczego? Bo z emocji kiedyś zejdę z tego świata, nie poznawszy wszystkich powieści, które poznać chciałabym. Z tym zaprzestaniem czytania to oczywiście żartuję, ale z tymi emocjami to już nie. Styczeń obfituje w moim życiu w naprawdę świetne książki. Jak ja to robię, że tak dobrze trafiam? Ot, zwyczajnie. Ze szwajcarską lub zegarmistrzowską precyzją dobieram lektury. Pewnie, że zdarzają mi się wątpliwości, zwłaszcza w przypadku autorów, z których twórczością nie miałam jeszcze okazji się zapoznać. Ale w takich przypadkach korzystam z poleceń osób, które kierują się podobnym gustem czytelniczym do mojego.
Tak oto udało mi się - nareszcie! - sięgnąć po najnowszą książkę Renaty Kosin "Tajemnice Luizy Bein", bo choć na półce mam jeszcze "Bluszcz prowincjonalny", to wciąż odsuwałam je od siebie z myślą "innym razem". Jednak przyznaję - to błąd. Zatem poznałam twórczość kolejnej autorki, której wcześniej nie znałam i ... się zakochałam.

Wartembork jest warmińskim miasteczkiem, na którego starówce prowadzone są wykopaliska archeologiczne. Na cmentarzu mnichów zostaje odnaleziony szkielet kobiety w wianku ze srebrnych róż i ze szkieletem dziecięcym w objęciach. Wszystko wskazuje na to, że są to szczątki Luizy Bein, dziedziczki dworu, o której miejscu pochówku nikt nic nie wiedział. Zagadkę stanowi jednak szkielet dziecka, bowiem Luiza miała tylko jednego syna - Fryderyka, który zmarł w sędziwym wieku i miał rodzinę. Zagadkę postanawia rozwiązać młoda dziewczyna - Klara Figiel - studentka dziennikarstwa. Udaje się w tym celu do Szwajcarii, do Alexandra Beina, potomka Luizy i wraz z nim rozpoczyna przygodę swojego życia. Alex nie jest wprawdzie tak chętny do poszukiwań odpowiedzi na pytanie "kim jest dziecko?", ale zostaje niejako zmuszony do działania. Po części przez Klarę, która wciąż nie wyznała mu całej prawdy o sobie i powodach, dla których chce poznać prawdę. Drugim powodem są nieznani sprawcy, którzy najpierw włamują się do domu Alexa i kradną coś, co jest niezbędne w poszukiwaniach. Później dokonują włamania również do mieszkania Klary, kradną jej też torebkę. Młodzi nigdzie nie mogą czuć się bezpieczni, nie wiedzą komu mogą ufać a informacje, które zdobywają niby przybliżają ich do wyjaśnienia zagadki, ale pojawia się coraz więcej pytań i tajemnic z przeszłości. Jak bowiem zareagują na fakt, że osoby które miały im pomóc nagle zostają zamordowane tuż przed ich przybyciem? A jak się poczują, gdy odkryją, że kilka lat temu spotkali się ich ojcowie?

W całej sytuacji "oliwy do ognia" dolewa matka Klary, która wyjechała z Polski i unika kontaktu z córką. Koleżanka dziewczyny - Iwonka - zostaje wzięta za nią samą (nie zdradzę jak się to skończyło) a chciwość i kłamstwa tylko utrudniają zadanie. Co młodzi znaleźli na rycinach? Jak poradzą sobie bez skradzionych przedmiotów? Czy ustalą tożsamość dziecka? Jakie niespodzianki czekają ich po drodze? Co łączy tych dwoje? Miłość, więzy krwi czy po prostu przyjaźń? Koniecznie musicie poznać odpowiedzi na powyższe pytania - oczywiście w powieści.

Autorka jest humanistką i mieszkanką Warmii, stąd zapewne miejsce akcji powieści oraz pięknie napisana historia. Książka czyta się wprost sama, przewracanie stron to tracenie cennego czasu a kolejne rozdziały sprawiają, że czytelnik zapomina o przyziemnych sprawach jakimi są jedzenie, picie czy spanie. Lektura zajęła mi dwa dni a dokładniej dwa wieczory aż do północy i jedno popołudnie. I właśnie w tym czasie mogłam pomarzyć o tym, że jestem detektywem (to było kiedyś moje ogromne marzenie) i wraz z bohaterami próbuję rozwikłać rodzinne zagadki i tajemnice. To niesamowite jakie tempo nabiera akcja książki od chwili, gdy pojawiają się w niej pościgi, śledzenie, próby kradzieży i kradzieże, włamania, czyhanie na życie ludzi i zwierząt, morderstwa. Czyż to nie ekscytujące móc odkrywać nowe elementy układanki, odnajdywać schowki, skrytki, odczytywać szyfry i małymi krokami, ale zbliżać się do celu mimo walki z czasem i przeciwnościami losu? Kto nie chciałby nagle odnaleźć nowych członków swojej rodziny albo ukrytych pamiątek? Nazwałabym książkę nie tylko zwykłą powieścią obyczajową. Dla mnie to wręcz powieść sensacyjno-detektywistyczna.

Nie mogę nie wspomnieć o tym, że powieść to istny kunszt literacki, uczta wręcz. Pani Renata zadbała o miliony szczegółów, dzięki którym ta powieść jest perełką a czytelnik wie, że historia mimo swojej fikcyjności, nosi cechy realizmu. Mogła zdarzyć się naprawdę, bo nie znajdziemy tutaj żadnych przesadnych wydarzeń, opisów czy postaci. Jest kilka znanych każdemu odnośników do świata rzeczywistego na przykład postacie Narutowicza czy Nowowiejskiego, a także miejsca w Polsce i Szwajcarii, które istnieją naprawdę (Barczewo czyli Wartembork, Interlaken, jezioro Lugano). Autorka sporo się napracowała przed stworzeniem powieści, by poznać wiele dziedzin, o których chciała napisać a jednocześnie zrobić to dobrze. Musiała działać z umiarem, by czytelnika nie znudzić nadmiernymi wiadomościami, ale jednocześnie dać mu możliwość odczucia klimatu lektury.

Czytając powieść miałam bardzo wyraźne skojarzenie z pewną polską trylogią ("Cukiernia pod Amorem"), w której również mają miejsce wykopaliska i odnalezienie szkieletu kobiety z pierścieniem. Tutaj szczątki kobiety zostają odkryte w wianku i z dzieckiem. Niby podobne, ale jakże inaczej autorki poprowadziły późniejszą akcję. 

Przez ponad dwa i pół roku prowadzenia bloga nauczyłam się, że najtrudniej jest mi pisać o tych świetnych książkach. I tak jest w tym przypadku. Słowa nie oddadzą tej niesamowitej aury powieści. Jeśli choć przez chwilę chcecie poczuć się jak detektywi, chcecie wplątać się w coś, co znacznie podnosi poziom adrenaliny to koniecznie przeczytajcie "Tajemnice Luizy Bein". Ja się zatraciłam totalnie i odliczam tygodnie do kwietniowej premiery następnej książki autorki "Kołysanka dla Rosalie", która ma być kontynuacją niniejszego tytułu. Po takim zakończeniu opowieści o Luizie nie mogło być inaczej. Kto czeka wraz ze mną?





Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, Pod hasłem, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...