poniedziałek, 30 stycznia 2023
Ewa Formella seria 'Szkatułka wspomnień' "Listy do Duszki" / "Muzyka dla Ilse" / "Kołysanka dla Łani"
wtorek, 17 maja 2022
Agnieszka Zakrzewska "Gwiazdy nigdy nie gasną"
niedziela, 3 października 2021
Joanna Tekieli "Szepty pienińskich ścieżek"
środa, 23 czerwca 2021
Magdalena Kordel "Zanim wyznasz mi miłość" - przedpremierowo
poniedziałek, 14 grudnia 2020
Magdalena Kordel "Bo nadal cię kocham"
poniedziałek, 7 września 2020
Iwona Sobolewska "Bądź ze mną szczęśliwa" - patronat
Autor: Iwona Sobolewska
Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: czerwiec 2020
Liczba stron: 304
Lubię sięgać po debiuty, po twórczość nowych dla mnie autorów a także po książki skierowane do czytelników młodych (New Adult) czy "srebrnych" (dojrzałych). W przypadku powieści "Bądź ze mną szczęśliwa" jest to nie tylko pierwsze spotkanie z piórem Iwony Sobolewskiej, ale także literaturą młodzieżową. Jednak nie odcinajcie się niej, nawet jeśli macie więcej lat niż bohaterowie, bowiem to wartościowa opowieść dla czytelników w każdym wieku.
Anka miała szczęśliwe dzieciństwo. Wraz z mamą florystką układała kompozycje kwiatowe, z przyjaciółką Malwiną próbowała eksperymentalnych wypieków, które Malwa uwielbiała tworzyć a do dziesiątego roku życia miała też przyjaciela. Byli nierozłączni aż do chwili, gdy jego rodzice się rozwiedli i musiał wyjechać z miasta.
Teraz jednak jej życie to zupełnie inny świat. Anka próbuje pozbierać się po śmierci starszego brata Antka, o którą się obwinia. Byli sobie bardzo bliscy, rozmawiali o wszystkim. Dziewczyna wciąż nie potrafi odstawić leków, boi się dotyku, nie chce wychodzić sama z domu. Już nie potrafi płakać, chodzi na boks, którego podstaw nauczył ją brat i tylko, gdy skupia się na ciosach, może nie myśleć o przeszłości.
W szkole wszyscy wiedzą co przeżyła i trzymają się na dystans. Jednak pewnego dnia zjawia się 'nowy' i szybko przekonuje się, że można oberwać za dotknięcie tej dziewczyny z zaskoczenia. Igor już tutaj kiedyś mieszkał, wrócił, bo musiał, ale boi się że spotka przyjaciółkę sprzed lat a to będzie oznaczało bolesne zderzenie z przeszłością.
Początkowo nie rozpoznaje Anki, ale ich więź - czasami wbrew dziewczynie - się odradza i Igor poznaje powody przemiany przyjaciółki. Wkracza w jej życie 'z butami' i przejmuje część bólu na siebie, długo utrzymując w tajemnicy własne problemy, traumy i pragnienia. Chłopak chce jej pomóc pokonać strach i lęk przed dotykiem, małymi krokami zamierza wydobyć ją ze skorupy, w której się zamknęła. Ona czuje się przy nim bezpiecznie, więc może się uda? Tylko czy wybaczy mu nieobecność w chwilach, gdy najbardziej go potrzebowała? A przede wszystkim jak zareaguje na prawdę, którą Igor ukrywał wraz z Antkiem?
Mimo początkowego wrażenia, że to będzie historia naiwnej nastoletniej miłości, ze wlotami i upadkami, mogę Wam zagwarantować, że wcale nie jest tak banalnie i landrynkowo. Bohaterka bardzo szybko musiała dojrzeć, musiała pozbierać się po utracie ukochanego brata i znaleźć w sobie siły do dalszego życia. Nawiedzające ją wspomnienia z tamtego wieczoru wciąż popychają ją ku ciemniejszej stronie; dlatego w notesie zapisuje swoje myśli i uczucia kierując je do Antka - opowieści o codzienności przybliżają ją do brata, ułatwiając wyrzucenie z siebie tęsknoty, żalu i poczucia winy. Dziewczyna ma szczęście, ponieważ ma na kogo liczyć, choć zostawił ją chłopak to wokół niej są inni, wspierający i serdeczni. Kiedy ta poturbowana psychicznie dziewczyna będzie gotowa na poznanie problemów Igora? Bo chociaż on sam potrzebuje pomocy, to najpierw chce zapewnić bezpieczeństwo jej.
Autorka kupiła mnie tą opowieścią o żałobie, próbie powracania do normalności oraz przełamywaniu barier. Lekkim i przyjemnym w odbiorze stylem sprawiła, że powieść czytałam szybko i z zaciekawieniem. Nie brakuje w niej chwil trudnych, jak i radosnych; z każdej strony wyziera strach, ból, lęk i pragnienie lepszego jutra. Młodzi bohaterowie otrzymali tyle życiowych trudności, że śmiało można nimi obdarować kilka innych postaci. Autorka nie zostawiła czytelnika w chwili, gdy główni bohaterowie wszystko sobie wyjaśnili - na koniec podarowała nam kilka niespodzianek, powiedziałabym nawet, że zaskoczeń.
Denerwowało mnie chyba tylko jedno - powtarzające się wielokrotnie "uch", od którego to wyrażenia często rozpoczynały się wypowiedzi bohaterów.
Podsumowując - "Bądź ze mną szczęśliwa" to historia o poczuciu straty i winy; o żałobie, traumie, tajemnicach i prawdzie. O gniewie, nadziei, rozczarowaniu oraz strachu przed odrzuceniem; o tym, że czasami potrzebne jest morze cierpliwości i zrozumienia, by pomóc drugiej osobie. W powieści nie brakuje miłości, która musi przedrzeć się przez poskręcane cierniowe pędy, by móc napełnić serca i umacniać we wspólnych postanowieniach. Polecam Wam tę poruszającą, choć zarazem smutną i pełną trudnych chwil powieść.
Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: 52 książki
środa, 19 sierpnia 2020
Don i Susie Van Ryn, Newell, Colleen i Whitney Cerak, Mark Tabb "Pomylona tożsamość"
Tytuł oryginalny: Mistaken Identity
Tłumaczenie: Patryk Dobrowolski
Wydawnictwo: Hachette Polska
Data wydania: 2011
Liczba stron: 304
Seria: Niesamowite historie
Rzadko sięgam po biografie czy autobiografie, ale czasami robię wyjątek, gdy książka mnie zaintryguje. "Pomylona tożsamość" od dawna stała na mojej półce i choć opis kusił, to niestety zdradził to, co powinno być w tej historii do końca tajemnicą - trochę mnie to rozczarowało. Jednak chciałam przeczytać książkę, by poznać szczegóły. Jak ją odebrałam?
Dwudziestego szóstego kwietnia 2006 roku studenci i ich opiekunowie wracali na Uniwersytet Taylora po przygotowaniu bankietu w Fort Wayne. Jeden z vanów którym podróżowali, zderzył się z ciężarówką a w wyniku wypadku pięcioro z dziewięciorga pasażerów poniosło śmierć. Do szpitala trafiła w bardzo ciężkim stanie jedna ze studentek, którą zidentyfikowano jako Laurę Van Ryn.
Książka jest świadectwem rzeczywistych przeżyć dwóch rodzin i to z ich perspektywy poznajemy wydarzenia. Tamtego dnia u Van Rynów oraz Ceraków rozdzwoniły się telefony, między rodzicami i rodzeństwem Laury oraz Whitney zapanowała stresująca atmosfera. Kiedy uzyskali konkretne informacje jedni cieszyli się nadzieją, drudzy rozpoczęli planowanie pogrzebu. Fabuła bardzo dokładnie opisuje nam tamte chwile, ze szczegółami poznajemy rozkład dnia obu rodzin oraz niezliczone modlitwy jakie odmawiali - za zdrowie lub spokój wieczny. Laura i Whitney uczęszczały na uczelnię katolicką, Cerakowie i Van Rynowie to bardzo religijni ludzie, dlatego powieść jest przepełniona modlitwami, chwilami zadumy czy fragmentami pisma świętego - jak dla mnie to nieco tego za dużo, na potrzeby wydania książki śmiało można było to odrobinę zmienić.
Przez bardzo długi czas Laura pozostawała w śpiączce, bez kontaktu z otoczeniem. Odwiedzała ją nie tylko najbliższa rodzina, ale również znajomi, przyjaciele, studenci. Rozumiem, że na początku identyfikacja była utrudniona, bowiem na opuchniętej twarzy znajdowały się sińce, zadrapania, bandaże. Jednak z czasem, gdy rany zaczęły się goić a dziewczyna zaczęła dochodzić do siebie, ktoś powinien się zorientować, że to nie Laura! Ponadto, jak mogło dojść do tak rażącego błędu podczas identyfikacji w dniu wypadku?! Kto jej dokonywał?!
Mam wrażenie, iż Van Rynowie po prostu chcieli w niej widzieć Laurę. Odsuwali myśli, że to może nie być ich córka; nie chcieli takiej informacji do siebie dopuścić. Zwłaszcza że wielokrotnie pojawiały się sygnały czy jej słowa, świadczące o tym, kim jest! Dlaczego nikt nie zainteresował się drobiazgami jak buty, które nie były jej a miała je na nogach, ślad po kolczyku... Dlaczego nikt nie posłuchał głosów tych odwiedzających, którzy od lat znali Laurę i po wizycie w jej pokoju mieli wątpliwości? Dlaczego trwało to aż pięć tygodni?
Tak, dopiero po pięciu tygodniach prawda wyszła na jaw. Kiedy już Cerakowie ułożyli sobie życie po stracie córki i próbowali żyć bez niej otrzymali telefon od koronera - to właśnie tą sceną rozpoczyna się książka. Jeden telefon o drugiej nad ranem wprowadza w ich codzienność tak szokującą wiadomość, że Whitney prawdopodobnie żyje.
Tematyka książki jest dość oryginalna, chwilami szokująca. I nie mam tu na myśli dość szokującej zamiany (choć częstsze są sytuacje z zamianami niemowląt w szpitalu po urodzeniu), niecodzienna jest też religijność rodzin i dziękowanie Bogu nawet w chwili, gdy traci się dziecko. Zabrakło mi jednak prawdziwych emocji, są one zbyt ukryte za modlitwami. Może to właśnie z tego powodu momentami czułam, jakby słowa które czytałam nie były prawdziwe a nieco wyolbrzymione. Reakcje nie do końca odebrałam jako realne.
Fabułę ubarwiają teksty z bloga, treści listów czy wpisów z dzienników, do tego naprzemienna narracja każdej z rodzin.
Jestem pewna, że książkę warto przeczytać - ale trzeba do niej podejść z dużą dozą segregowania czytanych słów.
Podsumowując - "Pomylona tożsamość" to prawdziwa historia o utracie nadziei, jej niespodziewanym odzyskaniu, żalu, uczuciu nierealności gdy rodzic musi pożegnać swoje dziecko; o pokonywaniu zakrętów oraz cudów, które czasami się przecież zdarzają. Jest to niecodzienna opowieść o życiu, śmierci, miłości oraz wierze. Warto ją poznać
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
wtorek, 31 marca 2020
Christina Baker Kline "Sieroce pociągi"
Tytuł oryginalny: Orphan Train
Tłumaczenie: Berenika Janczarska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2014
Liczba stron: 370
Seria: Szmaragdowa seria
W latach 1854-1929 ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych w specjalnych pociągach na Środkowy Zachód, wyruszyło ponad dwieście tysięcy dzieci. Były to sieroty, którym Children's Aid Society szukało domów. Funkcjonowało wtedy określenie 'sieroce pociągi', które nie zawsze wiozły dzieciaki do domów pełnych miłości.
Spruce Harbor, Maine 2011
Molly Ayer nie lubi być wciąż od kogoś zależna, nie może doczekać się tego, że za kilka miesięcy będzie pełnoletnia i będzie mogła sama o sobie decydować. Przez dziewięć lat była w kilkunastu rodzinach zastępczych a w obecnej wciąż dochodzi do starć. Została złapana podczas próby kradzieży książki z miejskiej biblioteki i teraz musi odrobić pięćdziesiąt godzin prac społecznych, jeśli nie chce trafić do poprawczaka.
Dzięki swojemu chłopakowi dostaje szansę, by w ramach tego zadania posprzątać strych pewnej staruszki. Mająca dziewięćdziesiąt jeden lat Vivian zgromadziła tam gazety, ubrania, książki, bibeloty i mnóstwo innych rzeczy w pudłach. Molly narzeka, że wciąż nie widać efektów jej pracy, ale z czasem zaczyna rozumieć, że nie chodziło o wyrzucenie tych rzeczy, ale o to, by Vivian mogła powspominać. Kolejne dni wspólnej pracy i wspomnień snutych przez staruszkę pokazały, że kobieta pragnęła po prostu wziąć je do ręki i przypomnieć sobie ich historie. Jaka będzie więź, która zrodzi się między Molly i Vivian?
Minnesota, 1929
Po kilku dniach podróży pociąg wiozący grupkę sierot, zatrzymuje się w Milwaukee a potem na kolejnych stacjach, gdzie ustawione w rzędzie jak zwierzęta, są pokazywane potencjalnym 'rodzicom'. Główną bohaterką w tej części jest dziewięcioletnia Niamh, dziewczynka która przybyła do USA z Irlandii wraz z rodzicami i rodzeństwem. Teraz jednak los przygotował dla niej kilka domów, w których na próżno będzie szukała ciepła, miłości, posiłku czy ubrania. Trafiła w miejsce, gdzie oczekiwano od niej pracy, oferując tylko wychodek, siennik w korytarzu i kłódkę na lodówce. W kolejnym domu było tylko gorzej - brud, wszy, zimno, smutne i zaniedbane maleńkie dzieci, obowiązki ponad miarę dla małej dziewczynki i jeszcze niewłaściwe zachowanie pana domu.
Kilkukrotnie zmieniała imię, dom, oczekiwania i liczyła na lepszą przyszłość. Wracała myślami do wczesnego, szczęśliwego dzieciństwa i nie mogła uwierzyć, że życie tak bardzo się na nią uwzięło. Zdana na łaskę i niełaskę dorosłych, skazana na kłamstwa dorosłych zaczyna rozumieć, że oni troszczą się o innych tylko wtedy, gdy czegoś od nich oczekują. Tego właśnie doświadczyła. Jak potoczyło się jej życie? Czy znalazła upragnioną miłość, prawdziwy dom i rodzinę?
"Sieroce pociągi" to niezmiernie poruszająca książka. Nie wiem czy znajdzie się osoba, która podczas lektury nie uroni ani jednej łzy. Jest to historia, która pokazuje losy dwóch bohaterek - młodej Molly oraz staruszki Vivian. Początkowo wydaje się, że między nimi nie ma szans narodzić się nić porozumienia, bowiem dzieli je wszystko. Jednak z czasem okazuje się, że pozory mylą a te dwie kobiety mimo różnicy pokoleń łączy naprawdę dużo. Okazuje się, że mają wspólne przeżycia, podobną przeszłość, traumatyczne losy i dlatego tak świetnie im się rozmawia. Jestem zaskoczona, jak bardzo zbliżyły się do siebie i do jakich działań to doprowadziło.
Christina Baker Kline pisząc powieść korzystała z wielu źródeł, rozmawiała ze staruszkami, którzy podróżowali tamtymi pociągami. Dlatego tym bardziej wiarygodna jest ta lektura. Pokazuje wiele prawd, krzywd, tęsknoty, bólu, strachu i kres sił tych dzieciaków, gdy byli zmuszani do ciężkiej pracy, nie mając zabezpieczonych podstawowych potrzeb człowieka. Chcieli być wdzięczni, chcieli darzyć szacunkiem i miłością. Ale nie było im to dane. Czasami nigdy.
Tym razem nie będzie podsumowania. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać. Jest trudna, ale niezmiernie wartościowa. Gorąco Wam ją polecam i zostawiam z dwoma cytatami.
"Czasem łatwiej jest spróbować zapomnieć." *
"Pod skórą staruszki odkryła dziewczynkę, która bardzo chce opowiedzieć swoją historię."**
* Ch. Baker Kline, "Sieroce pociągi", Czarna Owca, Warszawa 2014, s. 224
** Tamże, s. 232
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło, 52 książki
Za pożyczenie książki dziękuję Magdalenardo :)
sobota, 30 listopada 2019
Daria Skiba "Nasze jutro"
Autor: Daria Skiba
Wydawnictwo: Vectra
Data wydania: wrzesień 2018
Liczba stron: 360
Seria: Uwolnij mnie tom 2
Kto nie czytał powieści "Uwolnij mnie" niech nie czyta 3 pierwszych akapitów mojej recenzji
Daria Skiba to niepozorna długowłosa blondynka, która przygodę z pisaniem rozpoczęła od bloga a aktualnie zabawia się uczuciami czytelników, mrożąc im krew w żyłach swoimi powieściami. To już moja trzecia książka młodej pisarki, koniecznie musiałam poznać dalsze losy Diany i Alana z debiutu Darii, czyli książki "Uwolnij mnie".
Osiemnastoletnia Majka wyjechała z rodzicami do Gdańska, by spotkać się na warsztatach kuglarskich z młodymi ludźmi z grupy Lumos. Od dziecka jest zafascynowana pokazami ogniowymi i marzy, by dołączyć do wrocławskiej Enigmy, dlatego na gdańskich warsztatach zamierza podszkolić swoje umiejętności. Poznani tam Kornelia i Szymon jeszcze pojawią się w jej życiu... Zwłaszcza on - tajemniczy chłopak z trudną i bolesną przeszłością, który na myśl o Majce zaczął się uśmiechać. Co zrodzi się między nimi?
Rodzice Majki mają do spełnienia w Gdańsku inną misję - zamierzają skoczyć razem na bungee z 90-metrowego żurawia. Czy Dianie uda się pokonać lęki Alana? Tak, to właśnie oni są rodzicami Majki. Minęło wiele lat od koszmaru jaki stał się udziałem Diany, od traumy jaką zafundował jej Patryk. Do równowagi dochodziła przez długi czas a mąż dzielnie ją wspierał w domu i na terapiach, jednak od czasu pobytu w Gdańsku koszmar powraca... Diana wciąż widzi Patryka i zaczyna panikować w miejscach publicznych a co za tym idzie, martwi się o bezpieczeństwo córki.
Moją uwagę zwróciła niesamowita relacja Diany z córką, świetny kontakt, przyjaźń i zaufanie.
Jednak dobra książka nie byłaby dobrą książką, gdyby wszystko układało się cudownie, pozytywnie i z uśmiechem bohaterów na twarzach. Chociaż początkowo myślałam, że właściwie to nic nadzwyczajnego się nie dzieje... Ale od czego są zaskoczenia?! I ironia losu...
Daria Skiba spokojne życie rodziny zmienia w coraz większy koszmar, choć nie funduje nam takich przeżyć jak w przypadku pierwszej części tej historii opisanej w debiucie.
Temat choroby bliskiej osoby i świadomość, że odwiedzam ją by się właściwie już tylko pożegnać, jest mi doskonale znany i wciąż dla mnie trudny, dlatego ten wątek bardzo mocno mnie poruszył. Trudna przeszłość Szymona nie była łatwą dla osoby wrażliwej a od momentu, gdy rodzice Majki zobaczyli jej chłopaka... zaczęła się karuzela zdarzeń, która wirowała coraz szybciej. Owszem część pomysłów autorki można było przewidzieć, ale czy wszystkie? Przekonajcie się sami, obowiązkowo sięgając najpierw po "Uwolnij mnie" a dopiero później po niniejszą powieść "Nasze jutro". Gwarantuję, że emocji Wam nie braknie.
Daria Skiba opowiedziała historię, w której przekonujemy się jak to jest, gdy czujemy się winnymi czyjejś śmierci, gdy tragedie z przeszłości znaczą naszą teraźniejszość oraz przyszłość i mimo wsparcia wcale nie jest łatwo się od nich uwolnić. Czasami kilka minut potrafi zaważyć na naszym życiu, odmienić go całkowicie a potem ponosimy konsekwencje podjętych wtedy decyzji.
Na przykładzie Diany autorka pokazała nam, że przechowujemy zdjęcia dotyczące nie tylko dobrych czy miłych chwil, ale tak naprawdę wyrzucenie ich nic nie da, bowiem znajdują się w naszych sercach i umysłach. W książce pada bardzo ważne pytanie - czy można zrezygnować z miłości, tylko dlatego, że ktoś tego od nas oczekuje. Jakie jest Wasze zdanie?
Podsumowując - "Nasze jutro" to opowieść o pragnieniu bycia lepszym dla drugiej osoby, kształtowaniu własnej drogi, strachu, zagubieniu i zakopanym uczuciu. O ludzkich słabościach, poranionej duszy, konieczności przezwyciężenia własnych traum dla szczęścia dziecka, poczuciu winy, walce z demonami, ale przede wszystkim o różnych odcieniach miłości - młodzieńczej w przypadku nastolatków, dojrzałej, trwałej, wieloletniej i dodającej sił w przypadku życiowego partnera oraz nierozerwalnej więzi matki z dzieckiem. Serdecznie polecam!
* D. Skiba, "Nasze jutro", Vectra, Czerwionka-Leszczyny 2018, s. 146
** Tamże, s. 35
*** Tamże, s. 219
**** Tamże, s. 284
"Uwolnij mnie"
"Nasze jutro"
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
środa, 13 listopada 2019
Magdalena Majcher "Znany szum morza"
Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 18 września 2019
Liczba stron: 400
Seria: Saga nadmorska tom 3
Magdalena Majcher wkroczyła w moje życie nagle, ale dzięki lekturze dziewięciu książek wiem, że pozostanie w moich planach czytelniczych na dłużej. Z tego właśnie powodu, sięgnęłam po trzeci tom urzekającej Sagi nadmorskiej. Jaka okazała się moja dziesiąta powieść autorki, czyli "Znany szum morza"?
Przywędrowali z Kresów do Ustronia Morskiego, uciekali przed Rosjanami, szli tropem wracających do siebie Niemców i nad morzem szukali dla siebie lepszej przyszłości. Mowa oczywiście o głównych bohaterach sagi - rodzinie Zielczyńskich, w której wydarzyło się wiele tragedii a na domiar złego, kolejne pokolenia przekazują sobie w genach nieszczęście.
Najmłodsza latorośl - córka Gabrieli - Jagoda uważa nawet, że kobiety z tej rodziny są nieszczęśliwe, samotne i wisi nad nimi coś na kształt fatum. Dziewczyna zamierza jednak odwrócić bieg zdarzeń i wraz z ukochanym Tomkiem założyć prawdziwie kochającą się rodzinę. Tymczasowo rozdzielają ich studia chłopaka, który postanowił zdobywać wiedzę w Szczecinie, zaś Jagoda musi zdać maturę w Ustroniu. Tomek jest przekonany, że dziewczyna dołączy do niego w dużym mieście, gdyż on nie zamierza wracać do mieściny, z której pochodzi, ale Jagoda nie wyobraża sobie życia w innym miejscu. Czy są w stanie jakoś porozumieć się w tej kwestii?
Przywiązanie Cymerówny do Ustronia jest ogromne, tutaj ma mamę i babcię Marcjannę, której opowieści o dawnych czasach skrzętnie spisuje. Wspomnienia z Kresów, trudna droga w poszukiwaniu nowego domu, utrata bliskich, rodzinne tajemnice, a także życie na Ziemiach Obiecanych niezwykle pasjonują młodą dziewczynę. Ku czemu zmierza jej pasja? Czy uda jej się zrozumieć decyzje przodków i odwrócić kłamstwa nawarstwione latami?
Na przestrzeni lat, kobiety z tej rodziny radziły sobie same. Teraz Jagoda czuje się jak one, ponieważ jej związek z Tomkiem to istna huśtawka - raz ze sobą są, raz nie... A potem okazuje się, że los zamierza złożyć na jej barki jeszcze więcej... Dziecko na które czeka będzie niepełnosprawne... Jagoda ma żal do losu, ale jej miłość do synka nie maleje. Dzielna młoda matka zamierza przemienić kolejny rodzinny dramat w coś pozytywnego - odkryjcie sami jej pomysły.
Magdalena Majcher przedstawiła w tej powieści cały wachlarz życiowych zdarzeń - pozytywnych i negatywnych. Nie pominęła odejścia bliskich, rozstań, lęku, bezsilności czy frustracji bohaterów. Podkreśliła jak często miewamy problem z kontrolowaniem emocji, kiedy złość, gniew i rozczarowanie się kumulują. Ale powinniśmy również pamiętać, że nasze potrzeby są tak samo ważne, jak innych i nie należy odkładać własnych na 'kiedyś'. Bo życie jest tylko jedno, a potem można tylko żałować.
Książka jest dowodem na to, że mężczyźni boją się silnych kobiet, które niezależnie od zadawanych sobie pytań, dlaczego to akurat ich dziecko jest niepełnosprawne, każdego dnia walczą o lepsze jutro. Nie akceptują tej sytuacji, żyją z nią, radzą sobie, ale nic ponadto. To zbyt trudne. Zbyt dużo kosztuje - nie tylko złotówek, ale też zdrowia, energii, nieprzespanych nocy i zabieganych dni.
Bardzo przypadła mi do gustu ta saga, zżyłam się z bohaterkami i czytając o narzekającej na nieudaną starość Marcjannie, miałam wciąż świeżo w pamięci jej obraz z czasów, gdy mieszkała na Kresach. Trudno mi było uwierzyć, że bohaterki tak szybko przemijają, odchodzą, a kolejne pokolenia, mimo że też nie miały nudnego życia, już chyba mnie tak do siebie nie przekonały. Powieść kilkukrotnie sprawiła, że oczy mi się 'pociły', chwile wzruszeń mieszają się ze złością na pewne decyzje. W książce problemy teraźniejszości przeplatają się z klimatem przeszłości.
Podsumowanie - "Znany szum morza" to niezwykle udane zwieńczenie trzytomowej Sagi nadmorskiej. To przepełniona ogromem emocji, bólu i rozczarowania historia, jaka może spotkać każdego człowieka. Opowieść o zawiedzionym zaufaniu, ulatującej duszy, podeptanych marzeniach, toksycznych związkach oraz próbach podniesienia się po upadku. O szukaniu szczęścia w małych rzeczach, związkach na odległość, piętnie wojny i samozaparciu. A najbardziej o posyłaniu w świat dobra i chwilach, gdy czujemy, że na plecach wyrastają nam skrzydła. Gorąco polecam Wam ten tytuł!
* M. Majcher, "Znany szum morza", Pascal, Bielsko-Biała 2019, s. 76
** Tamże, s. 50
*** Tamże, s. 159
**** Tamże, s. 10
Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
piątek, 13 września 2019
Celine Piotrowska "15 lat w zamknięciu"

Autor: Celine Piotrowska
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: sierpień 2019
Liczba stron: 234
Oprawa: twarda
Jak wiele potrafi znieść człowiek, zanim wyrwie się z sytuacji pełnej bólu i cierpienia? O ile będzie miał na tyle sił, by to zrobić... Na ile poniżeń zgodzi się matka, by chronić swoje dzieci? Jak długo może trwać gehenna i czy w sytuacji kryzysowej znajdzie się pomocna dłoń, która wyciągnięta w kierunku obcokrajowca przyniesie mu ukojenie? Opowiem Wam dziś o książce, przy której osoby wrażliwe będą potrzebowały dużo chusteczek... Oto historia z życia wzięta - "15 lat w zamknięciu".
Siedemnastoletnia dziewczyna poznaje miłość swojego życia: Erik uczy się w szkole muzycznej, jeździ czerwonym fordem, pochodzi z bogatej rodziny i jawi się jej jako książę z bajki. Dba o swoją dziewczynę, adoruje, spełnia wszystkie jej marzenia i zachcianki; jest zazdrosny o innych, ale w zamian obsypuje ją prezentami. Jako dziewiętnastolatka została - na życzenie Erika i jego ojca - właścicielką fabryki! To jak cukierkowa opowieść wręcz ociekająca lukrem i posypana mnóstwem czekoladowych wiórków. Najczęściej powtarzanym przez narratorkę zdaniem było to, że stąpała kilka centymetrów nad ziemią. Mnie osobiście bohaterka jawiła się jako bezwolna lalka, która przyjmowała wszystko to, co dawali jej inni. Nadrabiała biedę, w której wyrosła.
Jak to się stało, że spadła z tak wysokiego i luksusowego konia?
Już w pierwszym rozdziale autorka wspomina o swoim uwięzieniu a opisując związek z Erikiem porównuje tamto boskie życie z tym, jakie czekało na nią później, z potworem. Gdyby nie to, byłabym przekonana, że dalsza część tej książki dotyczy zupełnie innej osoby.
Omamił ją na początku pięknymi słówkami i kulturalnym zachowaniem a później, gdy dała się złapać w pułapkę, pokazał swoje prawdziwe oblicze. Pochodził z Włoch, (dzieje jego rodziny mnie poraziły!) zaś osiedlił się w Niemczech i to tam zgotował śmierdzącej Polce (jak ją nazywał) okrutny los. Nie pracował, liczył jedynie na pieniądze od państwa i rodziców Celine; jak zdobywał je w Niemczech dowiecie się w swoim czasie.
Wychodząc z domu zamykał Celine na klucz od zewnątrz, groził jej śmiercią. Mając czterdzieści pięć lat miała dwójkę dzieci i była po siedmiu poronieniach! Kobieta rzadko kiedy mogła wyjść, nawet gdy dzieci błagały o plac zabaw, ojciec był nieugięty. Odebrał maluchom dzieciństwo i wolność; uczył synka wielu strasznych rzeczy, sprawiał mu ból.
Wierzcie mi, to tylko ułamek tego co kobieta opisała w książce. Czytałam ją jednocześnie z wypiekami i łzami spływającymi po policzkach. Było trudno. Nie mogłam przeczytać jej jednego dnia. Celine poznała w swoim życiu ludzi o dobrych sercach, ale również tych złych. Których było więcej? Czy ktoś jej pomógł? Jak skończyła się ta historia?
Opowieść trudna, pokazująca po raz kolejny, jaki los potrafi zgotować człowiek człowiekowi. Ile cierpienia musiała znieść ta kobieta, która nie wymagała wiele... Chciała po prostu zwyczajnie żyć, robić zakupy, pracować, wychodzić z dziećmi na plac zabaw... Jednak mąż nie pozwalał jej na to, dyktując chore warunki, wyciągając pieniądze od kogo się da i żyjąc wedle swoich urojeń.
Ciężko pisać tutaj o poprawności stylu czy języka autorki, bowiem spisanie takich wspomnień musiało być niezmiernie trudne. Poza okrucieństwem ukrytym w każdej literze, książkę czyta się dobrze, choć z morzem emocji.
Podsumowując - "15 lat w zamknięciu" to przerażająca historia kobiety, która straciła wiele: godność, wolność, prawo do normalnego funkcjonowania oraz kontaktów z rodziną. Jej niemiecką codzienność przepełniały łzy, ból, strach, bru, głód oraz poniżenie. Musiała walczyć nie tylko o siebie, ale też o swoich bliskich, co było zresztą najtrudniejsze. Była bita, gwałcona, głodzona, śledzona i zamykana. Wytrzymała piętnaście lat. Ile Ty dałabyś radę?
Poruszająca i dramatyczna opowieść, którą polecam.
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
środa, 24 lipca 2019
Zbigniew Białas "Rutka"
Autor: Zbigniew Białas
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2018
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda
Są takie gatunki, po które sięgam od wielkiego dzwonu. Wyzwanie portalu Lubimy czytać w lipcu wymagało sięgnięcia po książkę z gatunku, którego zwykle nie czytuję i choć początkowo nie wiedziałam, czy uda mi się coś pasującego przeczytać, pomyślałam, że wspomnienia jestem w stanie przeczytać i wybrałam "Rutkę".
Rutka Laskier to nastoletnia Żydówka, która wraz z rodzicami, babcią i małym braciszkiem mieszka w Będzinie. Dzięki temu, że przed wojną zakupiła na Starym Rynku zeszyt i prowadziła w nim dziennik zapewniła sobie miejsce w historii a my poznajemy świat jej oczami - w przededniu wojny oraz jej początki: naloty, pożary, strzelanie do uciekających, wskazywanie osób do wywózki, przymusowa przeprowadzka Żydów do getta oraz ciągłe zakazy.
Jakby to było normalne życie Żydzi się zakochują, pracują, ale ten czas różni się od tego sprzed wojny, dlatego do codziennych obowiązków należy dodać konspirację oraz rozmyślania o tym, co po nich zostanie... Żydzi zdają sobie sprawę z tego, że w tak trudnym czasie nie mogą powiedzieć, iż zostaną po nich dzieci czy wnuki... Czy w ogóle oni sami przeżyją?
A potem przychodzi rozkaz likwidacji getta... Nie muszę Wam chyba uświadamiać, gdzie kierowały się pociągi z Żydami... Jaki los spotkał Rutkę? Strasznie trudno się o tym czytało... Choćbym czytała piętnastą, czterdziestą czy setną książkę z motywem wojny, jest mi jednakowo ciężko.
"Rutka" to powieść kameralna, jak nazywa ją sam autor. Zresztą nie są to typowe wspomnienia, bowiem Białas nie cytuje w całości dziennika Rutki, znalezionego sześćdziesiąt lat po wojnie a jedynie dwa krótkie momenty. Zrekonstruowane losy nastoletniej Żydówki są niejako hołdem dla niej a autor przekazuje nam je w zbeletryzowanej formie.
Moją uwagę zwrócił pewien fragment dotyczący 1941 roku, zwróćcie uwagę na ostatnie zdanie...
"Jeszcze nikt tego nie dostrzegał, że Niemcy przenieśli do Będzina Żydów z Oświęcimia i okolic po to, żeby sobie tam przygotować przestrzeń do innych zadań. I jeśli nawet Żydom z Oświęcimia żal było wyjeżdżać z miasta, jeśli im się wcale nie chciało przenosić do Zagłębia, to byli to z pewnością ostatni Żydzi, którzy żałowali, że opuszczali Oświęcim i jego okolice." *
W przypadku tej książki podsumowanie chyba nie jest konieczne...
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC 2019, 52 książki
P.S. Znalazłam w książce fragment, który mocno mnie pocieszył, bo moim zdaniem niezbyt ładnie wychodzę na zdjęciach... Choć wiadomo, poza operacjami plastycznymi nie mam na to wpływu jak wyglądam na portretówkach. Oto cytat, który mi to wyjaśnił :
"Jest regułą ogólnie znaną, że mądre dziewczęta nie są szczególnie fotogeniczne. Na zdjęciach najlepiej wychodzi głupota." **
* Z. Białas, "Rutka", Wyd. MG, Warszawa 2018, s. 24
** Tamże, s. 71
środa, 15 maja 2019
Agata Przybyłek "Bądź przy mnie zawsze"
Autor: Agata Przybyłek
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2017
Liczba stron: 448
Seria: Bądź przy mnie zawsze tom 1
W ostatnim czasie mam ogromne szczęście do powieści, które zawierają wspomnienia z wojny. W każdej ten trudny temat jest ujęty inaczej, z innej perspektywy, w innych okolicznościach, w innej lokalizacji geograficznej. Jednak strach, ból i cierpienie zawsze są tak samo przejmujące. Agata Przybyłek postawiła w powieści "Bądź przy mnie zawsze" na przeciwieństwa oraz ideę dokonywania wyborów.
Laura jest absolwentką psychologii, która po wakacjach planuje wyjechać do Kanady, by zrobić doktorat. Jednak świętując z przyjaciółkami tytuł magistra poznaje Alka - gitarzystę pasjonata, prowadzącego gospodarstwo rolne. Świetnie im się rozmawia, Laurze udaje się nawet posłuchać próby jego zespołu. Finalnie dziewczyna z miasta zaczyna coraz częściej bywać na wsi Alka, gdzie piękno łąk, lasu oraz zabytków lokalnej architektury ją urzeka. Dodatkowo koją rozmowy z gospodarzem, który wprawdzie zakończył edukację na liceum a los nie obszedł się z nim łaskawie, ale jest doskonałym kompanem w codziennym życiu. Od chwili, gdy w samotnym życiu chłopaka pojawiła się Laura, jego życie nabrało kolorów, smaków i uczuć.
Alberta to zgorzkniała i nie budząca zaufania kobieta, która cieszy właśnie z pieniędzy uzyskanych za wynajęcie pokoju. Z Sydney przyleciała prawie dziewięćdziesięcioletnia Róża Darska, która pragnęła przed śmiercią pożegnać się ze stronami, z których pochodzi oraz z mężczyzną uwiecznionym na czarno-białej fotografii. Mocno polubiła syna właścicieli - czternastoletniego Konrada i stała się dla niego inspiracją do napisania książki. Chłopak ucieka przed bijącymi go rodzicami do pracy u Alka a później cieszy się ciszą na leżaku przed leśniczówką.
Czworo głównych bohaterów, których losy splatają się w sielskim klimacie wsi. Laura z Alkiem przeżywają wzajemną fascynację, dziewczyna poznaje losy mieszkających tu wcześniej ludzi, historię budowy leśniczówki oraz okoliczności pożaru kościoła podczas wojny. Dowiaduje się o magii pewnej kapliczki, a jednocześnie bije się z myślami czy nie odwołać wyjazdu do Kanady. Dobrze jej tutaj, z nim.
Opowieść, jaką Róża przekazuje Konradowi dotyczy wojennych czasów i pewnej żydowskiej dziewczynki, Mindzi, która miała tylko dwanaście lat, gdy do wsi weszli Niemcy. Dla swojego dobra została oddana obcym ludziom, choć rodziców przepełniał żal. Z jakim brzemieniem i wspomnieniami musiała się mierzyć? Czy odnalazła miłość wśród śmierci i strzałów? Czy przeżyła wojnę?
Miasto kontra wieś. Wykształcenie kontra jego brak. Starość kontra młodość. Powolne żegnanie się z ukochanymi miejscami kontra walka o lepszą przyszłość. Co wyniknie z tych kontrastów? Jakie decyzje będą podejmowali bohaterowie? Czy zawsze właściwe?
Historia Róży pomogła Konradowi powalczyć o marzenia a Laurze zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze, czym jest prawdziwa miłość i że trzeba o nią walczyć.
Agata Przybyłek stworzyła powieść, w której wiele płaszczyzn i tematów się przeplata, jednocześnie kontrastując. Wielokrotnie uderzało we mnie wojenne cierpienie, tragiczne wydarzenia, śmierć i strach. Przed oczami jako żywi stali Ci, którzy szli na rzeź, tęskniące za walczącymi żony, przestraszone dzieci oraz ukrywający się partyzanci.
Teraźniejszość porusza wprawdzie inne problemy, lżejsze, bo nie obciążone śmiercią od kul czy w płomieniach, ale wcale nie łatwiejsze do rozwiązania. Jest przemoc wobec dzieci, kłamstwa dotyczące najbliższych, zdrady i niepewność, a także cudownie uratowane życie.
Lekkość stylu, poprawność języka, intrygująca fabuła oraz barwni bohaterowie to niewątpliwe plusy tej powieści, którą czyta się szybko i z przyjemnością.
Podsumowując - "Bądź przy mnie zawsze" to opowieść o losie, który czasami ludzi obdarza miłością a czasem mimo niej - rozdziela. To historia o dwóch zakochanych parach - teraźniejszej i z przeszłości. Która miała więcej szczęścia? Bo miłości nie będziemy porównywać. Książka o tęsknocie, rozterkach, trudnych wyborach, radości z drobiazgów oraz wzruszeniach, które i Ciebie drogi czytelniku, nie ominą.
*A. Przybyłek, "Bądź przy mnie zawsze", IV Strona, Poznań 2017, s. 200
** Tamże, s. 98
"Bądź przy mnie zawsze"
"W promieniach szczęścia"
"Dlatego od Ciebie odeszłam"
"Najlepsze, co mnie spotkało"
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
niedziela, 5 listopada 2017
Renata Kosin "Aleja Siódmego Anioła"
Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 25 października 2017
Liczba stron: 384
"Aleja Siódmego Anioła" przywołuje do siebie wyjątkową okładką oraz intrygującym tytułem. Znam twórczość Renaty Kosin i byłam ogromnie ciekawa jak podeszła do tematyki typowo zimowej, bowiem dotychczasowe książki skupiały się na tajemnicach, zagadkach i nie były tak ukierunkowane na porę roku.
Główną bohaterką powieści jest Julia, młoda kobieta na życiowym zakręcie. Uciekła od dotychczasowej codzienności i schroniła się w małym i ascetycznym mieszkanku na jedenastym piętrze, które jest obecnie jej jedyną, bezpieczną ostoją. W obcym mieście cieszy ją anonimowość, samotność i bycie bezimienną. Nie chce zostać rozpoznana - ani z zawodu ani jako bohaterka gazet sprzed dwóch lat... Tamte wydarzenia skutecznie odseparowały ją od ludzi, z którymi powinna spędzać ten przedświąteczny czas... Jednak nadal nie jest gotowa. Cierpi i nie potrafi sobie wybaczyć. Jej rozgoryczenie i ból podsycają tajemnicze koperty, które odbiera z pocztowej skrytki na początku każdego miesiąca... Kto i co jej wysyła? Co wydarzyło się dwa lata temu? Czy naprawdę nie może żyć jak dawniej? Może nie tylko ona cierpi a separowanie się od przeszłości nie ma sensu?
Kiedy z jedną walizką zjawiła się w obcym mieście zamierzała podjąć jakąś tymczasową choćby pracę, jednak los sprawił że zajęła się kreowaniem przestrzeni handlowej. Wbrew sobie udała się w miejsce, skąd zadzwonił ostatni potencjalny klient i odkryła park z aniołami. Magiczne alejki, postumenty goszczące anielskie postacie, zaginiony siódmy anioł oraz sekretarzyk kryjący tajemnicę sprzed lat... To właśnie elementy nowego życia, które niespodziewanie wdzierając się do umysłu Julii będą próbowały zmienić jej myślenie. Czy im się uda? Czy tajemniczy list małego chłopca, którego tropem uda się bohaterka ma szansę odmienić kilka ludzkich losów?
Julia bardzo długo jest skrytą i zagadkową postacią. Trzeba ogromnej cierpliwości, by zbierając jedynie okruchy dotyczące jej przeszłości stworzyć obraz przypuszczalnych zdarzeń. Co mogła zrobić ta kobieta, że teraz odmawia sobie marzeń, twierdząc że na nie nie zasługuje? Za co chce ponieść karę? Dlaczego odcięła się od tego kim była i uważa, że wspomnienia mają być pokutą?
Przyznaję, że w pewnym stopniu miałam rację próbując odgadnąć prawdę... Jednak nie udało mi się to całkowicie... Intuicja i drobniutkie elementy puzzli wskazały mi drogę, jednak trzeba cierpliwie poczekać na ogromnie wzruszające i przejmujące wyznanie Julii... Nie ukrywam, że nie jest łatwo je czytać...
Renata Kosin podobnie jak w swoich wcześniejszych powieściach poszła tropem zagadek i tajemnic, jednak tym razem w odmiennej oprawie. Dużo uwagi poświęciła uczuciom, przemianom wewnętrznym i przemyśleniom. Na przykładzie bohaterów pokazała, że w życiu najważniejsze jest to, by mieć cel, do którego dążymy i który wytycza nam drogę. Trzeba walczyć, by do niego dotrzeć, ale już samo dążenie pozwala nam lepiej żyć.
Każdy z nas popełnia w życiu błędy, jednak nie należy przesadnie ich rozpamiętywać. Trzeba odcierpieć, odpokutować a potem zebrać się w sobie, zadośćuczynić i próbować żyć na nowo. Bo przecież możliwe, że są jeszcze ludzie, którzy nas potrzebują. A wbrew pozorom - my ich również. Wyjątkowe znaczenie w tej powieści mają anioły, które dają namiastkę pamiętnika czy też konfesjonału - każdy może zwierzyć im się ze swoich trosk, bo przecież kiedy zrzucimy je z naszych ramion, jest nam lżej...
Autorka śnieżną bielą okrywającą ulice, soplami, mroźnym powietrzem i przepychającymi się w karmnikach ptakami dopełniła swą powieść o rozsypujących się rodzinach, zaszłościach rzutujących na kolejne pokolenia i wyrzutach sumienia, które nie pozwalają wrócić do zwyczajnych poranków czy wieczorów. Najnowsza książka Kosin skłania przede wszystkim do przemyśleń o życiu, naszej przeszłości oraz przyszłości i pokazuje, że zawsze jest szansa, by osiągnąć szczęście... Trzeba tylko zrobić pierwszy krok...
Podsumowując - "Aleja Siódmego Anioła" to nostalgiczna, refleksyjna i typowo zimowa opowieść o cierpieniu, odkupieniu i wybaczeniu. To nie jest - jak wydaje się w pierwszej chwili - powieść świąteczna. Nie znajdziecie w niej śpiewania kolęd czy pieczenia pierniczków. Jest za to niezwykły list do Świętego Mikołaja, który wywołuje łzy a gardło zawiązuje w supeł. To opowieść wzruszająca i przejmująca... zimnem, bólem i tęsknotą, która przywołuje wspomnienia ale i podnosi na duchu. Udowadnia również, jak wielkie znaczenie ma dziecięce marzenie...
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
środa, 7 czerwca 2017
Bogna Ziembicka "Tylko dzięki miłości"
Autor: Bogna Ziembicka
Wydawnictwo: JAK
Data wydania: 2017
Liczba stron: 298 z całości woluminu
Seria: Różany (tom 3). Wydanie kompletne. tom II
Z seriami czytelniczymi problem jest ogromny a może nawet kilka... Najpierw człowiek nie zaczyna, bo czeka na pozostałe tomy, żeby poznać historię w całości. Później brakuje mu czasu, bo jednak czytania jest dużo... Ale jak już zacznie to historia przyzywa, nawołuje i nęci kolejnymi losami bohaterów... Nie sposób zapomnieć o tym co było równocześnie nie zastanawiając się co czeka naszych ulubieńców na kolejnych stronach. Czy po lekturze
"Drogi do Różan" i "Wiosny w Różanach" również trzeci tom - "Tylko dzięki miłości" - spełnił moje czytelnicze marzenia?
Kto czytał drugi tom ten zacnej krakowskiej sagi wie, w jak ekscytującym momencie życia Zosi pozostawiła nas autorka. Zatem przypuszczam, iż nie jestem jedyną osobą która z niedowierzaniem odkryła co czeka na mnie w niniejszym tomie! A wiedzieć musicie, że nie miałam o tym pojęcia wcześniej, nie czytałam bowiem żadnej recenzji czy opisu... No tak, musiałam obejść się smakiem i zagłębić w ofiarowany kawałek tej opowieści.
lata 1935-1945
Trzeci tom serii Różany to naprzemienne wspomnienia dwóch osób - Zuzanny, którą poznajemy dzięki dziennikom pisanym przez kolejne lata począwszy od piętnastego roku życia oraz Joachima - prowadzącego faktorię w Tanganice.
Zuzannie jest ciężko otrząsnąć się po tragedii jaka ją spotkała. Utrata rodziców i siostry to ogromny cios i musi się z nim zmierzyć u boku babci Jadwigi, która przeniosła wnuczkę do krakowskiej szkoły i stara się wszelkimi sposobami załagodzić ból. Organizuje Zuzannie czas dając tym samym szansę na bywanie wśród ludzi i poznawanie świata. Wraz z bohaterką możemy zwiedzić Zakopane, Egipt, południe Europy oraz Prusy. Każde z tych miejsc dało jej radość, w każdym towarzyszyły miłe jej osoby, jednak myślami Zuza wciąż trwa przy Piotrze i swojej beznadziejnej oraz młodzieńczej miłości do niego. W każdej wolnej chwili wyjeżdża do Różan a będąc za granicą i tak porównuje wszystko do podkrakowskiego dworu, który otoczony zielenią i bezapelacyjnym pięknem wciąż na nią czeka...
Joachim jest Niemcem, który pochodzi z Prus Wschodnich. Nieco starszy od Zuzy młodzieniec pracuje z dala od rodzinnego domu, bo dzięki protekcji ojca uniknął munduru i prowadzi faktorię we wschodniej Afryce. Nie zna panny Hulewicz osobiście, ale zakochał się w jej wizerunku ze zdjęcia... Czy to możliwe? Nie wiem, ale siostra Joachima - Renate, chodziła w Penzance do szkoły wraz z Zuzanną - stąd wspólna fotografia. Joachim opisuje w swym dzienniku trudny czas podczas wdrażania w pracę i całkowicie inny świat, niż ten w którym żył dotychczas. Zależność od pory deszczowej, jakże inna tradycja świąt, nabór pracowników a przede wszystkim casting na praczkę! W Afryce noc i dzień mają po dwanaście godzin a poligamia jest zjawiskiem równie częstym jak wysokie temperatury, o ile kogoś na to stać... Czy Joachim będzie miał szanse na zdobycie serca Zuzanny?
Kiedy zaczęłam czytać "Tylko dzięki miłości" przeżyłam szok. Nie spodziewałam się, że całość będzie jedynie fragmentami pamiętników, konstrukcją zgrabnie przeplatanych zapisków chronologicznych bohaterów. Liczyłam na kontynuację losów Zosi! Początkowo zupełnie nie mogłam się wdrożyć, ale potem - jak w każdej powieści obyczajowej - z niepokojem wyczekiwałam na kolejne stronice niosące informacje o losach ulubionych postaci.
To czego brakowało mi w dwóch poprzednich tomach, czyli rozbudowanej historii życia niani - otrzymałam teraz. Ze szczegółami poznawałam jej ból po stracie bliskich, trudne początki w krakowskiej szkole z nowymi koleżankami, które nie były jej zbyt przychylne. Dlatego Zuza często powraca we wspomnieniach do Penzanki i miłej atmosfery angielskiej szkoły. Bardzo dużo miejsca w życiu bohaterki zajmuje muzyka oraz kino. Bogna Ziembicka doskonale wprowadza czytelnika w ówczesny świat kultury i sztuki.
Jak wiele zmieniło się u Zuzanny i jej babci wraz z wybuchem wojny? Czy wyjazd najlepszej przyjaciółki - Wiery - nie osłabi jej woli walki o lepsze jutro? Jak potężne jest jej uczucie do mężczyzny, którego już nie ma?
Koniecznie sprawdźcie osobiście jakie przeszkody stawiało życie na drodze tej sympatycznej dziewczyny z warkoczami. Jakie targały nią uczucia i emocje względem sytuacji w kraju i w sercu. Z radością będziecie towarzyszyć jej w chwilach radości i smutku a zwiedzanie urokliwych miejsc oderwie na chwilę Wasze myśli o pragnieniu poznania dalszych wydarzeń z powieści "Wiosna w Różanach" :)
"Tylko dzięki miłości" to niezwykła historia Polki i Niemca, których łączy cieniutka nić porozumienia, ale nadchodzące nad Europę widmo wojny może ją przedwcześnie zerwać. Bo przecież we wrześniu 1939 roku nie będą już podlotkami z marzeniami o wolności, szczęściu czy miłości tylko dwójką wystraszonych i doświadczonych przez wojenny czas ludzi, stojących po przeciwnych stronach barykady. To na tym skupiła się Ziembicka - na uczuciach, które mają ogromne znaczenie w naszym życiu, ale bledną w obliczu tak mocnych wydarzeń historycznych. Ciekawym zabiegiem jest uzupełnienie dzienników bohaterów wycinkami z gazet, które bardziej szczegółowo opisują, wspomniane przez młodych jedynie symbolicznie, wydarzenia.
Zaskakująca i nietypowa. Nostalgiczna i emocjonalna. Taka jest trzecia powieść z serii Różany, którą serdecznie polecam!
Poprzednie wydanie:
"Droga do Różan"
"Wiosna w Różanach"
"Tylko dzięki miłości"
"Bądź przy mnie"
"Na zawsze Różany"
Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



























