Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 sierpnia 2022

Joanna Tekieli "Schronisko w Podgórowie"

 
 
 
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2021
Liczba stron: 408
 
 
 
 
 
 
 
 
 "Schronisko w Podgórowie" jest moim dziewiątym spotkaniem z twórczością Joanny Tekieli, która rozkochała mnie serią o Pensjonacie Leśna Ostoja. Tak naprawdę to mam wrażenie, że nie czytam już opisów, wystarczy że w zapowiedziach widzę nazwisko krakowskiej pisarki. 



Przejdźmy jednak do rzeczy. Opowiem Wam o pewnej rodzinie.
Ewa jest tłumaczką. Mariusz pracuje w firmie kredytowej. Są małżeństwem już prawie dwadzieścia lat i mają trójkę dzieci. Kinga jest licealistką, Maja kończy piątą klasę, zaś Adaś to uroczy trzylatek.
Jak można się domyślać, ich życie kręci się wokół zarabiania pieniędzy, domu i potomstwa. Małżonkowie zatracili siebie, swoje potrzeby i bliskość, wpadli w rutynę. Na dodatek ich mieszkanie wymaga remontu, pomijając fakt, że jest dla nich zbyt małe.

Pewnego dnia Mariusz zrzucił na żonę istną bombę! Kupią budynek po schronisku w Podgórowie i założą tam agroturystykę. Ewa była gotowa na zmiany, ale ta zaproponowana przez męża wydaje jej się być ekstremalna. Zwłaszcza, że cena wydaje się podejrzanie niska... 

Wyobraźcie sobie teraz, że macie zamienić wygodne - choć dość ciasne - mieszkanie w bloku, wyposażone na miarę XXI wieku na... uwaga (!) - budynek położony na górce, która często spływa błotem, lub jest odcięta od świata z uwagi na grubą warstwę śniegu. Na dodatek nie ma tam bieżącej wody, ogrzewania, prądu a do wsi jest dwa kilometry!

Po rozmowach z bliskimi i przeanalizowaniu wad i zalet, Ewa zgadza się. Wszak euforia i zafascynowanie Mariusza zrobiły swoje, no i fakt, że wiele problemów przed nią ukrył. Spartańskie warunki przyćmiewa piękno przyrody i perełki odkrywane w schronisku, zmieniającym się powoli w przytulny dom. 
 
No dobrze, jest dość nudno... Gdzie emocje? 
To spokojna powieść, skupiająca się na rodzicach, dzieciach, ich zachwytami nad czystym powietrzem, zielenią, spokojem, aromatem lasu, ziół czy widokiem gór. Emocje pojawiają się, gdy dzieciaki muszą wkręcić się do lokalnej społeczności, gdy wciąż nie mogą doprosić się o podpięcie prądu i brakuje pieniędzy na fotowoltaikę... 
Ale największa niespodzianka dopiero czeka na czytelników. Zupełnie się tego nie spodziewałam... Myślałam, że będzie coraz piękniej i bardziej sielankowo a tam coraz bardziej "pod górkę".
 
Duży nacisk autorka położyła na pomoc międzyludzką. Wsparcie obcych stało się istotną podporą dla bohaterki. Rodzina również nie pozwoliła jej popaść w rozpacz. Konieczne było działanie.
Ta historia to galeria barwnych postaci, często wzruszających, czasem zmuszonych do szybszego dorośnięcia a mały Adaś wnosi swoimi dziecięcymi teoriami humor i radość.


Podsumowując - "Schronisko w Podgórowie" to nostalgiczna i pełna piękna natury powieść o walce z przeciwnościami losu na różnych polach. To zgrzyty i rozejmy z córkami, to wsparcie rodziców, utrata poczucia bezpieczeństwa, życzliwość sąsiadów, bezinteresowna wzajemna pomoc, niepewność, strach. 
Niektórzy zarzucają zbyt wiele czasu poświęconego remontom, ale i tak uważam tę powieść za przepiękną, idealną na wakacyjny (i nie tylko) wypoczynek. Na długo pozostanie w moich myślach - gorąco Wam polecam!
 
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (T), Pod hasłem, 52 książki

piątek, 10 czerwca 2022

Agnieszka Krawczyk "Uzdrowicielka"

 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 13 kwietnia 2022
Liczba stron: 472
Seria: Leśne Ustronie  tom 2  
 
 
 
 
 
W Gorcach minęło lato i do małej wioski Nieznajomka wracamy akurat na piękną jesień. To musi być uroczy widok! Mieniące się kolorami liście na drzewach, rozpięte nitki pajęczyn i mgły osiadające nisko o poranku... Do tego pagórki z kołyszącymi się na wietrze wysokimi trawami...


Śmierć zielarki Zazuliny przyniosła kilku osobom konieczność podjęcia trudnych decyzji.
Stary przyrodnik, Antoni Szeptyna, rozpoczął konkretne działania, by napisać i wydać drugą książkę, tym razem dotyczącą drzew. W swojej chatce nad strumykiem powstają kolejne rysunki i teksty do pozycji "Misteria drzew" i niespodziewanie w tej pracy nie zostanie sam...

Mariusz Kalinowski, prowadzący azyl dla chorych zwierząt, prosi Szeptynę, by przekonał Zośkę do przyjęcia spadku po zielarce, bowiem dziewczyna nie jest pewna czy tego chce, czy ma do tego prawo. Mariusz dba o innych a w jego własnym domu czeka trudna do rozwikłania sytuacja. Bowiem w finale pierwszego tomu serii wróciła Regina, jego była dziewczyna, która niespodziewanie wyjechała, bez słowa. Czy ich uczucie przetrwało? Czy będą w stanie się porozumieć i stworzyć szczęśliwy związek na nowo?

Obserwujemy też zmagania Zośki z własnymi słabościami. Podjęcie leczenia, przygotowanie domku Soni na sprzedaż, decyzja o przyjęciu spadku a później życie w strachu, bowiem jest straszona i nachodzona przez interesownych ludzi. Dziewczyna nadal prowadzi swój blog, spotyka się z Aleksym (bo nie potrafi podjąć ostatecznej decyzji bacząc na swe uczucia), ale pomaga też przy książce Antoniego. 

Nie mogę pominąć też wydarzeń w życiu Elwiry, która ma dosyć szarpaniny z mężem, zamierza odciąć się i wraz z córką Laurą zamieszkać u brata w "Leśnym ustroniu". Tutaj życie płynie spokojniej a przecież dzięki odległości, nie będzie musiała oglądać niewiernego i jego kochanki, która jak się okazuje niebawem ogłosi niespodziewaną nowinę.
Wiele ciekawych i stresujących wydarzeń oraz zaskakujący finał!


Autorka nie obniżyła poziomu w drugim tomie. Wręcz przeciwnie, rozwinęła skrzydła czarując opisami przyrody zmieniającej się od września do grudnia; rysunkami przyrodnika, których wprawdzie czytelnik nie ma okazji zobaczyć, ale oczyma wyobraźni owszem.
Również wydarzenia między bohaterami dostarczają emocji. Rozstania, powroty, próba wyjaśnienia i wybaczenia przeszłości, rozwiązywanie konfliktów, poszukiwanie siebie i spełnianie marzeń. Codzienne życie w małej, wiejskiej społeczności również może być ciekawe. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na kozę Skakankę :)

Agnieszka Krawczyk pokazuje, że uczucia pojawiają się czasem wbrew rozsądkowi oraz że każda prawda jest lepsza, niż kłamstwo. Każdego dnia człowiek zostawia coś za sobą, ale trzeba iść ku marzeniom, przełamując bariery i pokonując strach. Nie powinniśmy udawać, ale pamiętajmy, że z uczuciami i emocjami nie można iść na kompromis. Błędy zaś są bardzo ludzkie i trzeba po prostu chcieć je naprawić.


Podsumowując - "Uzdrowicielka" to przepiękna opowieść o przyjaźni, miłości i wsparciu. To dowód na to, że często obcy człowiek staje się nam bliższy niż rodzina. Że uczuć nie można oszukać a kłamstwa wyjdą na jaw. To historia o rozpadzie związków, poczuciu jedności, pretensjach, żalach i nieporozumieniach, ale również lojalności, odwadze i tchórzostwie. W książce nie brak problemów, poszukiwania dla siebie bezpiecznego azylu, życia nadzieją czy marzeniami, niepewnej przyszłości oraz dojrzewania do podjęcia samodzielnej decyzji. Piękna, poruszająca, ale i z humorem - polecam!




piątek, 8 kwietnia 2022

Joanna Szarańska "Alpaka czułości"

 
 
 
Autor: Joanna Szarańska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 9 marca 2022
Liczba stron: 384
Seria: Na tropie miłości  tom 3




Pamiętacie suczkę Terpentynę, którą w pierwszym tomie serii, czyli "Wyszczekanej miłości" ciotka zostawia Pedrowi wyjeżdżając do Ciechocinka? Lisia piękność nieźle wtedy namieszała w świecie uczuciowym ludzi a "skutki" jej zaginięcia czytelnicy mieli okazję poznawać w "Wymrrrruczanym szczęściu". Jednak Joanna Szarańska podarowała nam kolejną zabawną historię, która jakby nie było, jest ciągiem dalszym perypetii znanych nam już bohaterów, pojawiają się też nowi... Ale nie byłoby tych wydarzeń, gdyby nie Terpentyna!
Zapraszam Was do świata "Alpaki czułości"...

...gdzie w barze Kulawy Bocian trwa przyjęcie zaręczynowe Alicji i Pedra. Wbrew pragnieniom młodych, by było skromnie, Cioteczka z Kotem i babcia Trudzia zadbały o to, by lokal pękał w przysłowiowych szwach. 
 
Jak powszechnie wiadomo na imprezach bywa różnie, gdy leje alkohol to skutki na drugi dzień odczuwane są przez różnorako przez uczestników. Największym rykoszetem dostała tym razem Brenda, barmanka, której nocleg pod biurkiem szefa nie spodobał się jego aktualnej żonie Felicji. Nie wiadomo czy z powodu pawia puszczonego na buty szefowej czy może poznanego podczas imprezy weterynarza Kamila, który w obawie o jej bezpieczeństwo towarzyszył jej pod rzeczonym biurkiem...
 
W każdym razie szef postanowił, że do czasu uspokojenia się sytuacji, dziewczyna powinna... zniknąć. To znaczy wyjechać na urlop. Dzięki obecnej na zaręczynach - w celach biznesowych - Ludwice Wieczorek, Brenda nawet wie gdzie wyjedzie! Do malutkiego pensjonatu prowadzonego przez nią we wsi Lipówka - w okolicach Wadowic. Jednak na ten sam pomysł wpadł Kamil a w wyniku pomyłki muszą dzielić pokój!

Dla obojga miał być odpoczynek w ciszy, spacery po lesie i spokojny sen a niespodziewanie czeka ich walka o łóżko, częste poszukiwania zaginionych oraz pilnowanie bliźniąt! Bo musicie wiedzieć, że we wschodnim pokoju pensjonatu wypoczywa babcia z dwójką urwisów (ale przecież jak twierdzi autorka grzeczna dzieci to postacie z mitologii). Kto czytał poprzednie tomy ma szansę odgadnąć ich personalia. 


Podczas lektury nie można się nudzić! Lokalni zdobywcy "dyszki" na butelczynę, nadpobudliwe bliźnięta, a do tego towarzyska i kochająca kolorowe fatałaszki alpaka oraz Zojka z Zofią Łyczak! To zestaw wybuchowy, prawda? Jest też pewien znany z poprzednich tomów policjant, pisarz próbujący mimo kontuzji dokończyć książkę oraz szalejąca i wirująca w powietrzu miłość! Kto ją schwyta?

Bardzo długo czekałam na pojawienie się alpaki, bowiem zupełnie nie miałam pojęcia w jaki sposób pojawi się w fabule. Ale kiedy już pojawił się ten włochaty diabeł, zapragnęłam się do niego...przytulić! Zwierzę okazało się być niezmiernie sympatyczne i mądre (potrafi samo trafić do domu i bawić się w chowanego) a jego jedyną fantazją, która może przeszkadzać innym są wszelkie szmatki i ciuszki... :) Moją sympatię musiałam dzielić między Kosmę a Sabinkę i Sebastiana - dyskusje i pomysły bliźniaków to istne delicje! 
 
Piękna opowieść, która niewątpliwie odpręża, klimat psują jedynie niewychwycone przez korektę błędy jak kilkukrotne "popołudniu" oraz "bród za paznokciami" :(


Podsumowując - "Alpaka czułości" to zabawna i pełna przygód historia, której akcja w znacznej większości rozgrywa się pośród pól, lasów, nad rzeką i w trawie. Na głównym planie mamy wielbiącego fatałaszki zwierzaka, ciekawskie bliźnięta, zmęczonego weterynarza, barmankę na cenzurowanym, niesłownego przewodnika oraz starszą damę w stylowych rękawiczkach cierpiącą dla idei literackich.
Opowieść Asi Szarańskiej to zawiedzione nadzieje, dziecięce marzenia, sekrety z przeszłości, które nadal nie pozwalają uspokoić sumienia, potrzeba wybaczenia sobie i innym. Polecam!




"Alpaka czułości"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 

piątek, 3 grudnia 2021

Natasza Socha "Wigilia z nieznajomym"

 
 
 
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 27 października 2021
Liczba stron: 280
 
 
 
 
 
Jeszcze dobrze nie zaczął się grudzień a już można było obserwować ustrojone choinki czy posłuchać świątecznych melodii. Tylko czy każdy cieszy się z tej atmosfery? Czy odlicza dni do Wigilii? Aż wreszcie czy ten podobno wyjątkowy dzień jest gwarancją szczęścia dla osób zgromadzonym przy wspólnym stole? Może nie każdy marzy o świętach i najchętniej ratowałby się ucieczką...


Antonina ma pięćdziesiąt lat, dwie córki, męża i... brak ochoty na sztuczne święta. Kiedy dzieci były małe z zapałem piekła, gotowała, sprzątała i dekorowała. Według niej człowiek ma prawo do buntu, nie musi mieć ochoty na obowiązkową świąteczną radość. Przez dwadzieścia lat wszystko było idealne, ale teraz pękło... Dlatego nie zamierza odkładać znowu czegoś na jutro i w wigilijny poranek po prostu wychodzi z domu (!) z zamiarem spacerowania po ulicach Poznania.

Czy uda jej się przełamać schemat i spędzić Wigilię samotnie i po swojemu? Nic nie musieć, nie mieć obowiązków i nie piec nawet swojego idealnego makowca?

Chichot losu w przypadku bohaterki polega na tym, że zostaje niejako zmuszona, by przez cały dzień znosić towarzystwo męża, choć ich małżeństwo od dawna przeżywa kryzys. Związek jest już zaledwie letni, brakuje w nim rozmów a pełno jest pretensji czy ignorowania. Jednak czego nie robi się na prośbę dziecka...

Co takiego wydarzyło się w życiu Karoli, że rodzice grzecznie jej posłuchali? Jak bardzo jej wybory zaskoczyły ich tego dnia?

Zresztą los zaskoczył ich nie tylko w sprawie młodszej córki... To była najdziwniejsza Wigilia z jaką się spotkali. Marcel spełnia swoje drobne aczkolwiek szalone marzenia a Antonina chce nadrobić rzeczy, które zawsze miała zrobić "jutro"... I tak trafiają do Marianny... To wtedy worek z niespodziankami się rozwiązuje...


Genialna książka! To nie jest przesłodzona książka świąteczna, z cukrem, lukrem i pierniczkami. Ze stosem prezentów, ogromną rodziną przy wspólnym stole i radości ze wspólnego śpiewania kolęd... Rzekłabym, że to typowa powieść Nataszy Sochy, za którą należą jej się oklaski i to duże. Wreszcie lektura opowiadająca o kryzysach związanych z teoretycznie radosnymi świętami a nie wciąż "rzyganie choinkową tęczą z karpiami i wstążkami". Tutaj ludzie z krwi i kości pokazali nam swoje prawdziwe życie, rozterki, zadry z przeszłości i najzwyczajniejsze marzenia będące odskocznią od tego, co miało miejsce co roku.

Przyznaję szczerze, że choć teraz pewnie poleci na mnie hejt od wielbicieli Bożego Narodzenia to... i tak napiszę to co myślę. Mam dość. Tak jak główni - i nie tylko - bohaterowie, nie lubię świąt. Najchętniej wzięłabym przykład i po prostu wyszła z domu albo wyjechała. Jestem Grinchem? Może, ale przecież chyba nie każdy musi kochać to samo, prawda?

Bardzo podobały mi się perypetie jakie przygotowała autorka dla swoich bohaterów - wątek Marianny i Zygmunta, Broni i Kazika czy Antoniny i Łukasza a także niezbędny w wigilijnych przygotowaniach Batman. To wszystko sprawiło, że książka jest magiczna, choć inaczej niż można się tego spodziewać.


Podsumowując - "Wigilia z nieznajomym" to powieść skłaniająca do refleksji i przemyśleń nad swoim życiem. Historia o nierealnej, absurdalnej, chaotycznej a przede wszystkim trudnej i nieprzewidywalnej Wigilii, kiedy to wykreowane postacie często skupiają się na innych a nie na sobie, co tylko na dobre im wychodzi. Zaskakujące zwroty akcji, zmieniające się perspektywy, tajemnice z przeszłości i decyzje, które zaważą na przyszłości.
Ja jestem bardzo zadowolona z lektury, ale Wy musicie sami zdecydować czy inne postrzeganie Wigilii spełni Wasze oczekiwania. 
Gorąco polecam!

 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 

poniedziałek, 20 września 2021

Agnieszka Krawczyk "Warkocz spleciony z kwiatów"

 
 
 
 
 
Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 15 września 2021
Liczba stron: 448
Seria: Leśne Ustronie  tom 1
 
 
 
 
 
"Warkocz spleciony z kwiatów" nie jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Agnieszka Krawczyk wielokrotnie czarowała mnie swoimi książkami, które w sercu zapisały się miłymi wspomnieniami. Jednak po lekturze tej powieści mam wrażenie, że to zupełnie inna twarz pisarki i czuję się, jakby to był mój pierwszy raz z jej książką. Czy nowa seria 'Leśne Ustronie' to moja bajka?
 
Nieznajomka to malutkie osiedle oddalone od centrum wioski gdzieś w Gorcach. Pośród łąk, pól i lasów znajduje się zaledwie kilka domostw. Do domku letniskowego na Źródlanej Górze - dzięki uprzejmości koleżanki z pracy - przyjeżdża Zośka Wichocka, by leczyć rany na ciele i duszy. Po wypadku samochodowym została bez pracy, załamana brakiem pozytywnych wizji na przyszłość a do tego swoim wyglądem wywołująca w ludziach pogardę.

Z czasem Zośka poznaje swoich najbliższych sąsiadów. 
Mariusz Kalinowski prowadzi schronisko dla dzikich zwierząt potrzebujących pomocy, które po wyleczeniu oddaje naturze. Mężczyzna żyje tak jak chce w swoim nieidealnym domu, z często mu towarzyszącą przy karmieniu zwierząt, siostrzenicą Laurą. Dziewczynkę została "podrzucona" do wujka, by nie uczestniczyć w przepychankach między rodzicami.
I choć Mariusz jest niezmiernie sympatycznym sąsiadem, to znacznie oryginalniejszą więź Zośka stworzyła z Zazuliną - miejscową zielarką. Chociaż starsza kobieta jest dość specyficzna, ma dziwne teorie i zajmuje się szeroko pojmowaną magią, to właśnie ona ma największy wpływ na przemianę głównej bohaterki.

Zośka doceniła to co ją otacza i zaczęła korzystać z dóbr natury: coraz lepiej rozpoznaje rośliny, ich wygląd i zapach, oznaki przyrody zwiastujące burzę a wiele z pięknych kwiatów wplata we włosy. Dużo rozmyśla, spaceruje a swoje rozważania spisuje na blogu 'Moje źródło mocy'.
Czy uda jej się odnaleźć samą siebie? Jaką znajdzie receptę na przyszłość? Kim w jej życiu okaże się być Aleks? Czego nauczy się od Zazuliny i jakie jej tajemnice odkryje?


Agnieszka Krawczyk każdemu z bohaterów postawiła na drodze poważne wyzwania. Nie żałowała im tajemnic, zaskoczeń, ale i darów od losu. Wielokrotnie musieli wybierać, którą pójść drogą, czym się kierować, komu przyznać rację lub w czyją wersję uwierzyć.
Czytelnik towarzyszy tym mniej lub bardziej sympatycznym postaciom w codzienności, gdy pokonując małe przeszkody i dążą do postawionych sobie celów. Borykają się z różnym odbiorem przez innych i tylko od nich samych zależy na ile biorą to do swojego serca.

Autorka zagłębiła się w życie nie tylko bohaterów pierwszo-, ale również drugoplanowych. Dzięki temu poznajemy tajniki małżeństwa Elwiry, pasje babci Janka, tajemnice autora 'Alchemii łąki' oraz odpowiedź na pytanie, dlaczego Mariusz nie darzy sympatią mieszkańców "Gościnnych Progów".

Najpiękniejszą częścią fabuły jest jednak flora i fauna. Tak, naprawdę. Nawet dla osób, które z reguły nie przepadają za opisami, w tej powieści nie będą się nudzić. Krawczyk w tak cudowny sposób opowiada o zwierzętach Mariusza oraz roślinach, które zbiera Zazulina a potem również Zośka, że czułam wręcz ich zapach, widziałam kolor a pod palcami odczuwałam ich strukturę. Razem z bohaterami przeżywałam przyrodnicze medytacje, uczestniczyłam w czerpaniu energii z drzew czy Nocy Świętojańskiej. Magia!

Zaskakujący finał sprawia, że nie tylko poznajemy odpowiedzi na ukryte dotąd pytania, ale też wydarzenia sprawiają, że wyczekujemy na kolejny tom serii 'Leśne Ustronie'. Przynajmniej ja czekam!
 
 
Podsumowując - "Warkocz spleciony z kwiatów" to przepiękna powieść o tajemnicach, relacjach międzyludzkich, złych spojrzeniach, zdradzie, bezradności i rozpaczy. To opowieść o tym, że każdy przed czymś ucieka ale wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Boimy się reakcji innych, nie słuchamy siebie a blizny jakie nas naznaczyły mogą być nie tylko zewnętrzne, ale też wewnętrzne. Gorąco polecam Wam historię z ciekawymi bohaterami opartą na zbawiennej mocy roślin!

 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  
 
 


czwartek, 18 lutego 2021

Joanna Tekieli "Leśniczówka Wszebory"

 
 
 
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 360
 
 
 
 
"Leśniczówka Wszebory" to trzecia w ostatnim czasie przeczytana powieść Joanny Tekieli - maraton zakończony sukcesem i wielkim czytelniczym zadowoleniem. Niestety, czeka mnie przymusowa przerwa, bowiem wszystkie wydane powieści autorki przeczytałam. Zdążyłam się już przyzwyczaić, że każda książka przenosi czytelnika w piękne i zielone miejsca - gdzie tym razem powędrujemy? 
 
 
Przez jedenaście lat Ola pracowała jako copywriterka w firmie kolegi, jednak Bartek wyjechał a ona została z dnia na dzień bez pracy. Niby Kraków to duże miasto, ale znalezienie nowego, ale zarazem interesującego zajęcia wcale nie należy do łatwych. Oferty urzędu pracy pomińmy milczeniem... Załamana dziewczyna podejmuje się kilku krótkoterminowych zajęć, wciąż oczekując na wymarzoną pracę.
 
Niespodziewanie intrygującą ofertę Gminy Wszeborowo znajduje jej ojciec - poszukiwana jest redaktorka do opracowania tekstów do folderu reklamowego dla turystów. Ola postanawia spróbować a kiedy otrzymuje pozytywną odpowiedź wyjeżdża do oddalonego o 200 kilometrów od Krakowa - Wszeborowa. 
 
Zostaje zakwaterowana na poddaszu leśniczówki gburowatego i mrukliwego leśniczego Andrzeja, otoczona szumem rozległych lasów i odgłosami zwierząt. Z czasem Ola poznaje powód zachowania leśniczego oraz tajemnicę farmaceutki Kaśki, staje się też główną "atrakcją" miejscowych. W przerwach między opisywaniem kolejnych tras po Wszeborowskim Parku Narodowym, dziewczyna biega, spaceruje i poznaje oryginalnych mieszkańców - pięknie rysującego Rafałka czy staruszka straszącego ją Wszeborą. Wciąga się też w walkę o ocalenie drzew przed wycinką na rzecz hotelu. W puszczy przeraża ją jedynie zmrok, choć wszelakie pajęczyny i robale też nie wywołują uśmiechu.


Powieść jest równie zielona co jej okładka. Wzbogacają ją liczne spacery po Parku Narodowym, które autorka pięknie i plastycznie opisała. O tym, że robi to świetnie i niezmiernie realistycznie przekonałam się już w poprzednich powieściach. Każde drzewo czy ptak mają w niej swoje magiczne miejsce. Do tego pisarka dorzuciła jeszcze legendy słowiańskie, ale nie brakuje też tematu porzucenia dziecka, przemocy w rodzinie czy utraconej przed laty miłości. 
 
Pikanterii opisanej historii dodaje wątek morderstwa, którego echa zataczają coraz szersze kręgi a jego zakończenie można przewidzieć, choć jest dość odmienne od oczekiwanego. W ogóle finał całej powieści określiłabym jako zaskakujący i nieszablonowy. 

Książki Joanny Tekieli cenię sobie za liczne, ale nie przytłaczające opisy przyrody, których z reguły nie lubię, ona jednak potrafi mnie oczarować. Za historie oryginalne, bez schematów, sięganie po ciekawe wątki czy rozwiązania oraz charakternych i oryginalnych bohaterów. W powieściach pisarki zawsze znajdzie się coś, czego nawet gorliwy i uważny czytelnik nie przewidzi.


Podsumowując - "Leśniczówka Wszebory" to opowieść pełna tajemnic, zaskoczeń, ale i złych duchów, które rozgościły się w krainie pełnej lasów i legend. Środek puszczy kontra ludzkie działania, znieczulica kontra śmierć, układy, znajomości, intrygi i dwóch małych chłopców - jeden tęskniący za mamą a drugi walczący o marzenia. Zajrzyjcie do magicznego Wszeborowskiego Parku Narodowego i poznajcie o czym szumią drzewa... Polecam!

 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 

piątek, 12 lutego 2021

Joanna Tekieli "Szlak Srebrnych Mgieł"

 
 
 
Autor: Joanna Tekieli
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: październik 2020
Liczba stron:  288
 
 
 
 
 
 
 
Joanna Tekieli zauroczyła mnie swoją trylogią umiejscowioną w Drzewiu, gdzie poznałam kolejnych właścicieli pensjonatu Leśna Ostoja. Dlatego teraz chętnie sięgam po kolejne tytuły autorki. Koniec stycznia i początek lutego to dla mnie istny "maraton z Tekieli" - trzy przeczytane powieści w niecałe trzy tygodnie! 
 
Dziś opowiem Wam o książce "Szlak Srebrnych Mgieł" od Wydawnictwa Szara Godzina, która sporo się naczekała na półce... Cóż, druga część opisu z okładki nieco studziła moje zapały... Wam jednak nie radzę odkładać lektury na inny czas, warto ją przeczytać tu i teraz!


Beata wyrwała się ze wsi. Uciekła od biedy i licznego rodzeństwa do miasta. Wracała tam niechętnie a kiedy poznała swojego męża, odcięła się zupełnie od przeszłości, podejmując jednocześnie decyzję, że nie chce mieć dzieci. Oboje z Witkiem świadomie zrezygnowali z rodzicielstwa, pragnąc cieszyć się wyłącznie sobą. Niestety los brutalnie odbiera jej szczęście - mąż ginie w wypadku jeszcze przed dziesiątą rocznicą ślubu, którą chcieli wspólnie świętować w USA, na Szlaku Srebrnych Mgieł i wrzucić coś osobistego do Kruczego Wąwozu.

Szlak wciąż śni się otępiałej z bólu i rozpaczy Beacie, która wreszcie odnajduje nowy cel w życiu - przygotowanie się do wyjazdu i samodzielne przejście szlakiem, by uczcić pamięć po ukochanym. Jakie przeszkody los postawi na jej drodze? Czy uda jej się przejść szlakiem i wypełnić misję? A przede wszystkim czy zrobi to, co zaplanowała w głębi swojego serca? Kto będzie jej pomagał a kto przeszkadzał?


Bajeczna! Wyjątkowa! Zachwycająca! 
Tak się bałam, że opisy przyrody mnie zanudzą a przemyślenia i rozważania bohaterki nad sensem życia i tęsknotą za miłością mnie zdołują. Nie wiem dlaczego, ale zaufałam opisowi i się zniechęciłam od chwili, gdy książka do mnie przybyła w okolicach premiery. Nie róbcie proszę tego błędu. Asia Tekieli przepięknie przedstawiła życie dziewczyny pochodzącej z licznej wiejskiej rodziny, jej marzenia, plany, walkę o ich spełnienie. Później piękną miłość i tragiczną śmierć.Tym łatwiej zrozumieć jej poczucie osamotnienia, rozpacz i pustkę.

A później walkę. Z samą sobą, przeciwnościami przyrody, ludźmi, warunkami pogodowymi. Cudowna i jakże realistyczna wędrówka Szlakiem Srebrnych Mgieł, konieczność współpracy dwojga obcych, powoli rodząca się sympatia a wraz z nią wyrzuty sumienia. Wokoło zaś piękno przyrody - rośliny, zwierzęta, nagłe ulewy, bluszcz, motyle, kanion... Byłam wręcz oczarowana tym, co było udziałem Beaty na szlaku. Reakcją na to, co ją otacza, tym co dzieje się w jej sercu i umyśle. Jak ta wędrówka wpłynie na jej dalsze plany? Rozpoczynając lekturę nie miałam pojęcia, że taki będzie jej finał.
 
Czytając powieść po prostu płynie się jakby z nurtem rzeki, kibicując bohaterce, denerwując się niepewnym losem. Właściwie to w finale byłam rozczarowana, że... to już koniec.



Podsumowując - "Szlak Srebrnych Mgieł" to poruszająca i zmuszająca do refleksji opowieść o poszukiwaniu nowego celu w życiu, o pokonywaniu przeszkód, utracie sensu życia, cudach natury, spełnianiu marzeń i wierze we własne siły. Historia pełna emocji, bólu, radości, buntu, żalu czy rezygnacji a także dowodu na to, jak kontakt z naturą może wpłynąć na człowieka. Gorąco polecam!



 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję 
 

 

poniedziałek, 18 maja 2020

Astrid Lindgren "Ronja, córka zbójnika"






Tytuł oryginalny: Ronja Rövardotter
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Ilustracje: Katsuya Kondō
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: styczeń 2020
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 6-10




Astrid Lindgren już zawsze będzie mi się kojarzyła z "Dziećmi z Bullerbyn", którą to książeczkę uwielbiam od dzieciństwa. Jak się okazuje jej książki kochają czytelnicy na całym świecie, tylko czy mają świadomość, jak wiele tytułów jeszcze nie znają? Historia o córce zbójnika powstała, gdy ja byłam niemowlęciem - jak podobała mi się moja równolatka w nowoczesnym wydaniu?


Pewnej nocy nad Lasem Mattisa przetaczała się straszliwa burza. To właśnie wtedy piorun rozłupał zbójecki zamek na Górze Mattisa na dwie części (co będzie miało duże znaczenie w dalszej części opowieści) a dwóm zbójeckim hersztom - w konkurujących ze sobą bandach - narodziły się dzieci: Ronja u Mattisa oraz Birk, syn Borki. Dzieciaki poznały się nad Diabelską Czeluścią a z czasem narodziła się między nimi sympatia. Muszą się z nią ukrywać, bo ich ojcowie nie byliby z tej przyjaźni zadowoleni.

Kiedy Ronja była mała uważała zamek za cały świat, musiała sporo poczekać, by poznać piękno lasu, przyrodę, ale i spotkać niebezpieczeństwa, przed którymi przestrzegał ją ojciec. Bardzo długo nie rozumiała na czym polega bycie rozbójnikiem i skąd biorą się wszystkie te rzeczy, które Mattis z kumplami przywozi do zamku.

Każdy dzień przynosi jej nowe przygody i z czasem dziewczynka dowiaduje się kim są Szaruchy, Mgłowce, Wietrzydła czy Pupiszonki (najzabawniejsze ze stworzeń). W wyniku konfliktu między hersztami, dzieciaki przeprowadzają się do lasu, gdzie muszą przetrwać wśród różnych niebezpieczeństw.

"Maluśki, ślicny Pupisonek! Sypła mu ziemi do ocków, cemu una tak lobi?"*
[słowa Pupiszonka]


Autorka świetnie uwypukliła pory roku, są bardzo mocno różnorodne i pokazują jak ludzie żyjący w trudnych warunkach muszą się do nich dostosować i przygotować. Pokazała też konflikty między dorosłymi oraz bohaterstwo i odwagę dzieci. Ich wzajemną pomoc, radzenie sobie w ekstremalnych sytuacjach, zbratanie się z przyrodą, zwierzętami a także rozdarcie wewnętrzne, kiedy musiały podjąć ważne decyzje. To dzieci szybciej rozumiały rzeczywistość, zasady panujące w świecie ich ojców i pomagały sobie w tajemnicy. Martwiły się nieporozumieniami między dorosłymi i po swojemu chciały łagodzić spory.

Niewielki format, duża czcionka, kolorowe ilustracje a przede wszystkim bogata, ciekawa treść obfitująca w przygody, wielokrotnie trzymająca w napięciu i przekazująca wiele wartości.


Podsumowując - "Ronja, córka zbójnika" to świetna pozycja dla dzieci kończących przedszkole i będących w początkowych klasach szkoły podstawowej. Jest to piękna i wciągająca opowieść o świecie rozbójników i niepogodzonych z tym dzieci. Pełna samotności, smutku, wściekłości, uczciwości, bezradności oraz oszust dla dobra sprawy historia, która spodoba się i młodszym i starszym. Jestem pewna, że nie spodziewacie się, co przygotowała Astrid Lindgren dla swoich małych bohaterów. Polecam!


mała Ronja


Ronja i Birk nad Diabelską Czeluścią



Ronja i Birk

rodzina Ronji

Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki




* A. Lingren, "Ronja, córka zbójnika", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2020, s. 88





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki





Za książkę dziękuję


piątek, 18 października 2019

John Maxwell Coetzee "Hańba"





Tytuł oryginalny: Disgrace
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2003
Liczba stron: 256





Nie pamiętam kiedy ostatnio pożyczałam książkę z biblioteki, tak duży jest mój księgozbiór. Jednak w październiku musiałam skorzystać z tej formy czytelnictwa, by sprostać wyzwaniu zakładającym przeczytanie książki laureata Nagrody Nobla. Bibliotekarka poleciła mi "Hańbę" urodzonego w Kapsztadzie Johna Maxwella Coetzee.

David Lurie jest dwukrotnie rozwiedzionym wykładowcą literatury na Politechnice Kapsztadzkiej, którego uszczęśliwiają chwile z kobietami. Kiedy z jego życia znika Soraya, z którą odbywał czwartkowe seanse, musi zadowolić się przypadkowymi kobietami. Finalnie sięga po młody "owoc" jakim jest jedna z jego studentek - Melanie, tyle że ta relacja dziewczynie przeszkadza. Nie chce być kochanką profesora. Rodzina mocno ją wspiera i zostaje złożona skarga na wykładowcę.

Lurie jest jednak próżny i przed komisją dyscyplinarną teoretycznie przyznaje się do zarzucanych mu czynów (nie tylko do molestowania), jednocześnie nie poczuwając się do głębszych przemyśleń czy refleksji. Uważa, że to było wzbogacające przeżycie, zaś jego była żona twierdzi, że to haniebna historia. David nie zamierza zgodzić się na żaden kompromis, który proponuje komisja, woli wyjechać do córki.

Lucy mieszka na wsi i wyznacza ojcu liczne zadania, by się nie nudził. Z czasem mężczyzna wnika w tamtejszy system życia, aż do czasu gdy musi zrozumieć, iż w tej części świata każdy, kto coś posiada wystawia się na atak. Bolesna napaść w obojgu zgasiła radość życia. Jakie rany odnieśli? Czy się podniosą i będą w stanie normalnie trwać i patrzeć w przyszłość? Dlaczego Lucy nie mówi prawdy o tym, co się wtedy stało?

"Nie są głodni, ale jedzą. Jedzenie to rytuał, a dzięki rytuałom łatwiej jest wszystko znieść." *

Podczas pobytu u córki, w życiu Davida sporo się dzieje. Pomagając Bev Shaw ma okazję poznać hańbę umierania, a codzienność tamtego regionu i tłumaczenia Lucy uzmysławiają mu, co trzeba robić, by czuć się bezpiecznie oraz że nie każda wina skutkuje karą. Lurie próbuje walczyć z córką, by nie wystawiała się na niebezpieczeństwo, ale ona jest dorosła i chce sama podejmować decyzje. Jaki będzie finał tej historii?


Niezmiernie specyficzna książka, ambitna literatura, która początkowo mnie nużyła. Chyba dopiero od chwili, gdy profesor stanął przed komisją dyscyplinarną czułam się zainteresowana dalszymi kartami powieści. Miałam rację, że akcja przyspieszy, wydarzy się coś, co nie pozwoli odrywać się od stronic i podniesie ciśnienie. I faktycznie, było tego wiele...

Coetzee poruszył wiele smutnych, przykrych i tragicznych wątków - opisał nie tylko krzywdę ludzi a zwłaszcza afrykańskich kobiet, ale też zwierząt. Pokazał molestowanie seksualne, gwałty, rozboje, złych ludzi, którzy nudząc się znęcają się nad innymi czy też dokonują zemsty o bliżej nieokreślonym podłożu.


"Po to właśnie była Soraya i inne - żeby wyssały mu z krwi proteiny złożone, zostawiając go z jasnym umysłem, suchego - tak jak wysysa się jad żmii."**


Podsumowując - "Hańba" to powieść o życiowych wyborach, które muszą być podejmowane by móc budzić się przez kolejne dni i mieć coraz to nowe cele życiowe. Wnikliwie scharakteryzowani bohaterowie dostarczają nam, czytelnikom, liczne emocje; poznajemy gdy przemawia przez nich szczerość, zrezygnowanie, apatia, nienawiść czy skrucha. Historia o poważnych skutkach zapomnienia, wybaczeniu, samotności, utracie honoru, formach dokonanych (czyli czynnościach doprowadzonych do końca) czy wreszcie o tym, czego pragniemy od życia. Coetzee stworzył dzieło, które jest podróżą od hańby, przez ironię aż po groteskę.




* J. M. Coetzee, "Hańba", Znak, Kraków 2003, s. 129
** Tamże, s. 211




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki

poniedziałek, 7 października 2019

Renata Kosin "Bluszcz prowincjonalny"






Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2018
Liczba stron: 480






"Cisza bywa kojąca, ale tylko przez chwilę, bo nie jest w stanie zagłuszyć bólu i wściekłości."*

Pierwsze wydanie powieści Renaty Kosin "Bluszcz prowincjonalny" prześladowało mnie od 2012 roku. Wielokrotnie słyszałam doskonałe opinie, ale mimo tego, że bardzo lubię twórczość autorki... nie było mi po drodze z tym tytułem. Wreszcie się udało! Czy warto było umieścić tę powieść w grafiku września?

Anna Radecka nie może się otrząsnąć po odejściu męża. Na domiar złego zaniedbuje dwójkę swoich dzieci. Choć wspiera ją starsza siostra Magda, to widok pustej połowy łóżka i szafy tylko wznieca w niej żal i poczucie pustki. Za namową Magdaleny postanawia wyjechać na Podlasie, by u rodziców zregenerować siły i postarać się wrócić do normalnego życia.

Jednak w Bujanach wcale nie czeka na nią sielankowy czas, z błogim lenistwem pod jabłonką. Owszem, ukochana mama Maria zajmie się - jak zawsze - praniem, gotowaniem, wysłuchiwaniem trosk, ale nie jest w stanie zmienić myślenia Anki. Nie może zdecydować za nią, jaką drogę obrać na przyszłość. Na szczęście życie samo znajdzie jej zajęcia, by nie zadręczała się wciąż tymi samymi problemami. Los podrzuci jej przyjaźnie z młodości wraz z problemami przyjaciółek, dawne zauroczenie, odrzucone i skazane na samotność zwierzęta, wakacyjne zajęcia z dziećmi aż wreszcie troskę o zdrowie kilkuletniego wnuczka sąsiadów. Nie wspominając już o potrzebie poświęcenia uwagi własnym dzieciakom oraz odkryciu ważnych rodzinnych tajemnic. Co rodzice ukrywali przed Anką?

"Świat się zmienia, cały czas pędzi naprzód. 
I jeśli człowiek stanie w miejscu, to inni go rozdepczą." **
 
Autorka oczarowała mnie swoją historią o Annie, mam wrażenie iż nawet bardziej niż późniejszymi książkami. "Bluszcz prowincjonalny" dotyka wielu problemów, z którymi zmagamy się we współczesnym świecie: zdrada, alkoholizm, adopcja, choroba dziecka, romanse, depresje, problemy z laktacją, przemoc w rodzinie, samotność czy emigracje zarobkowe. Nie zabrakło również tematyki zwierząt, działalności charytatywnej, pasji młodych ludzi oraz dużego nacisku na zdrowie - trzeba o nie dbać pod każdym względem, w każdym wieku i niezależne od miejsca zamieszkania.

Renata Kosin w bardzo szczególny sposób pokazała czytelnikowi Podlasie, z jego tradycjami, potrawami, jajkami kupowanymi parami czy Świętem Bujan, charakteryzującym się obsypywaniem obejścia kwiatami. Na przykładzie rodzinnego domu Anki, zwraca również naszą uwagę na to, że przez długie lata nic się w nim nie zmienia, dlatego przy każdej wizycie zalewa nas fala wspomnień. Zwłaszcza, gdy otworzymy skrzynki z przedmiotami sprzed lat, które kryją różne drobiazgi czy zdjęcia. Wielokrotnie czuć ducha historii, unosi się nad bohaterami niosąc pomysły, wzruszenia, plany na kolejne dni.

Poruszająca, wielowątkowa, ponadczasowa, urokliwa i pełna tajemnic wymieszanych z niespodziankami - taka jest książka, która musiała tak długo na mnie czekać. Mój śmiech mieszał się ze łzami, pozytywne wspomnienia przeganiały te mroczne a bohaterowie zaskakiwali, szokowali i rozbawiali, choć zdarzało się, że musiałam za ich losy zaciskać kciuki.

"Pora wreszcie stanąć na własnych nogach, włożyć swoje buty, nawet jeśli na początku trzeba będzie je trochę rozchodzić, żeby nie uwierały." ***


Podsumowując - "Bluszcz prowincjonalny" jest powieścią, w której przeplatają się przeszłość, teraźniejszość oraz myśli o przyszłości. Jest to historia o potrzebie odwagi, nabieraniu dystansu, Europejskiej Wsi Bocianowej, scrapbookingu, wiejskich rozrywkach oraz psich i kocich rozbitkach. Każda strona jest naelektryzowana humorem, tragediami, traumami czy żalem po utracie bliskiej osoby lub w przypadku rozłąki rodzin. Dziecięcy bohaterowie zadbali o rozweselenie czytelnika po lekturze trudniejszych wątków, można też skorzystać z opisanych pomysłów na pozbycie się negatywnych emocji. Gorąco polecam, jeśli na Waszej półce stoi ta powieść, nie zwlekajcie z jej przeczytaniem.




* R. Kosin, "Bluszcz prowincjonalny", Filia, Poznań 2018, s. 9
* Tamże, s. 341
*** Tamże, s. 434




Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Pod hasłem, Mini czelendż, 52 książki





Za książkę dziękuję

wtorek, 17 września 2019

Françoise Bourdin "Ogród Lorenza" - przedpremierowo [patronat]




Tytuł oryginalny: Gran Paradiso
Tłumaczenie: Anna Tomoń
Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: planowana na 18.09.2019
Liczba stron: 320







Kiedy czyta się książki z zakresu dwóch czy trzech gatunków, trudno jest trafić na takie, które wyróżniałyby się czymś wyjątkowym. Zwykle są to powtarzalne schematy, z drobnymi zaskoczeniami, choć faktycznie zdarzają się wyjątki i można przeżyć szok. Rzadko kiedy fabuła jest tak ułożona, by całościowo sprawiać, iż czytelnik przeżyje naprawdę wyjątkową, bowiem oryginalną przygodę. To zadanie udało się francuskiej pisarce, której powieść miałam okazję czytać przedpremierowo.

Ojciec Lorenza Delmonte był Włochem i zginął w wypadku samochodowym, gdy synek był jeszcze mały. Gdy miał trzy lata, jego matka związała się z Xavierem. Z tego związku narodziły się Lorenzowi dwie siostry i brat, z którymi zawsze miał dobry kontakt. Ojczym nigdy nie zaakceptował pasierba, nawet teraz kiedy już dorósł, nie szczędzi mu słów krytyki, nie potrafi cieszyć się z sukcesów oraz odmawia wsparcia finansowego w realizacji marzenia jakim jest założenie parku dla dzikich zwierząt.

Szczęśliwym trafem włoski dziadek Lorenza, podarował wnukowi kilkadziesiąt hektarów ziemi i od czterech lat trzydziestoczteroletni Delmonte rozwija swój wymarzony park. Ogrom pracy wykonał sam, pracuje na kilka etatów, często nawet śpi nad swoim biurem na terenie parku. To bystry, wytrwały i wrażliwy człowiek, który wciąż dąży do wyznaczonych celów, dba o rozwój swojego królestwa co sprawia, że jest określany mianem perfekcyjnego do bólu pracoholika. Od kilku lat jest samotnym wilkiem, czyli od chwili, gdy rozstał się z Julią a teraz nie ma czasu na miłostki. Jednak przewrotny los stawia na jego drodze nową panią weterynarz w osobie... Julii. Tylko, że ona skieruje swe uczucia ku innemu. Czy Lorenzo zaakceptuje tą sytuację? Czy naprawdę zapomniał o uczuciu do Julii?

Akcję książki autorka osadziła w dwóch miejscach - Paryżu, gdzie mieszka Maude wraz z Xavierem oraz południowo-wschodniej Francji, niedaleko granicy ze Szwajcarią i Włochami. Pokazała poróżnionych ojczyma z pasierbem, uległą matkę, nastawione przeciwko przyrodniemu bratu rodzeństwo, które wcześniej niż ona stara się przeciwstawić ojcu i udowodnić, że Lorenzo jest wart rodzicielskiej miłości i wsparcia tak samo jak oni.

Poważnym problemem jaki poruszyła Françoise Bourdin jest ponowne znalezienie się w pobliżu dawnej miłości. W przypadku Lorenza skutkuje to wieloma momentami, w których jest zagubiony, uzależniony od decyzji Julii i wciąż powraca do przeszłości, bo patrząc na tę kobietę nie potrafi zapomnieć o tym, co ich łączyło. Moją uwagę zwróciła walka dzieci Maude o spełnianie marzeń, bowiem mają swoje pasje i kochają robić to, czego uczyli się dotychczas.

A wszystko to w tle wydarzeń rozgrywających się w parku Delmonte, gdzie na dużych wybiegach spacerują żyrafy, niedźwiedzie, słonie, lwy, tygrysy czy nosorożce. Dowiedziałam się sporo o kulisach funkcjonowania obiektu, w którym się znajdują a wraz z ich opiekunami przeżywałam ich choroby, narodziny i odejścia. Niezwykle oryginalny temat na powieść sprawił, że przeniosłam się w egzotyczny świat i niemal czułam na skórze muśnięcia ogonów wielkich, dzikich kotów czy drżącą pod nogami słoni ziemię.

Były momenty grozy, smutku i strachu. Poznajemy bohaterów, którzy nie zawsze mówią prawdę, bojąc się reakcji innych. Inni nie potrafią wyrazić zachwytu, przeprosić za złe postrzeganie, obstają twardo przy swoim zdaniu. Książka jest świetnym studium zachowań ludzi i zwierząt a autorka nie przedłuża opisów, potrafi zaciekawić i wciągnąć w zupełnie inny świat.


Podsumowując - "Ogród Lorenza" jest historią o miłości na odległość, zazdrości, niezależności, sensie życia oraz pasji i determinacji, by wszystko dla niej poświęcić. Poruszająca opowieść o radości, ale zarazem niepokoju podczas oczekiwania na dziecko, trudnych decyzjach, rozpamiętywaniu przeszłości, zaborczości oraz rodzinnych konfliktach. Intrygująca, interesująca i godna polecenia wielbicielom czegoś nowego w literaturze.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję




niedziela, 8 września 2019

C.S. Lewis "Lew, czarownica i stara szafa"




Tytuł oryginalny: The Lion, the Witch and the Wardrobe
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2005
Liczba stron: 184
Seria: Opowieści z Narnii tom 1





Przeczytałam w swoim życiu wszystkie lektury z kanonu obowiązującego w moich czasach szkolnych - podstawówki, liceum a potem na studiach humanistycznych. Poza nimi czytałam też wiele innych ciekawych tytułów, jednak nie wiem jak to się stało, że nie było między nimi serii C.S. Lewisa "Opowieści z Narnii". Dlatego, by to nadrobić a jednocześnie sprostać wyzwaniu portalu Lubimy czytać sięgnęłam po jej pierwszy tom "Lew, czarownica i stara szafa" i przeniosłam się do świata, po drugiej stronie szafy...

W czasie wojny czwórka rodzeństwa Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja została wysłana z Londynu na wieś. By zapewnić im bezpieczeństwo w tym trudnym okresie, mieli zamieszkać w starym domu u równie starego Profesora. Pierwszego dnia pobytu powitała ich deszczowa pogoda, więc żeby się nie nudzić, rozpoczęli zwiedzanie domu. W jednym z pokoi odkryli wiekową szafę, ale zainteresowała ona tylko najmłodszą Łucję, która gdy została sama, pokonała dwa rzędy futer oraz płaszczy i znalazła się w... lesie!

W magicznej krainie Narnii dziewczynka poznała miłego fauna Tumnusa, który opowiedział jej o Białej Czarownicy i panujących tam zwyczajach. Rodzeństwo nie uwierzyło w opowieść Łucji, jak to dzieci, musiały sprawdzić osobiście, co kryje się w krainie wiecznej zimy. Dzieciaki przekonały się, jak to jest gdy się komuś nie ufa, jak wygląda walka dobra ze złem oraz że ofiara poniesiona za kogoś przynosi pozytywne skutki.

Wraz z małymi bohaterami przemierzamy Narnię wzdłuż i wszerz, poznając kolejne postacie (zwłaszcza cudownego Aslana), uciekając przed złem, poszukując zdrajców, ratując pokrzywdzonych z opresji i ciesząc się z sukcesów w szczęśliwym finale. Wszak to książka dla najmłodszych. Również z tego powodu, autor nawiązał szczególną więź z czytelnikiem, zadając mu pytania czy zwracając się słowami 'wyobraź sobie...'

Podsumowując - cudownie było się przenieść w dziecięcą krainę szczęśliwości, która tym razem ukryła się w powieści "Lew, czarownica i stara szafa". Znajdziecie w niej wartości i rady, które pomogą w kształtowaniu światopoglądów najmłodszych. Poznają wartość miłości braterskiej, wagę kłamstwa, odwagi oraz wszelakie cuda. Są też chwile napięcia, stres, żal i smutek opisane na poziomie zrozumienia przez dzieci. To nic, że i jak bawiłam się świetnie, lepiej późno niż wcale, prawda?




"Lew, czarownica i stara szafa"
"Książę Kaspian"
"Podróż 'Wędrowca do świtu"
"Srebrne krzesło"
"Koń i jego chłopiec"
"Siostrzeniec czarodzieja"
"Ostatnia bitwa"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki

czwartek, 15 sierpnia 2019

Patrick Addai "Babcia przejmuje telewizję"




Tytuł oryginalny: Grossmutter übernimmt das Fernsehen
Tłumaczenie: Jacek Bartos
Ilustrator: Ania Jamróz
Wydawnictwo: BJ Service
Data wydania: 19 kwietnia 2019
Liczba stron: 40
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 6-9








Patrick Addai to pochodzący z Afryki autor książek dla dzieci, którego babcia mieszkająca w Ghanie opowiadała maluchom w wiosce bajki. Nie było tam prądu a co za tym idzie telewizji, zatem babcine historie stanowiły ogromną rozrywkę. Addai spisał kilka i podarował nam w tej właśnie książeczce.

"Wiejska telewizja" to pierwsza opowieść, mówiąca właśnie o babci i jej historiach, w których kryją się rady i wskazówki dotyczące życia i zachowania.

"Dlaczego pająk nie ma włosów" - we wspólnym gospodarstwie mieszkali pająk, lew, lis, antylopa oraz małpa. Sprytny pająk "przewidział", że niebawem zachoruje i umrze, pozostawił zatem swym przyjaciołom wskazówki co do swojego pochówku. Ogromnie zaskakujące to było miejsce oraz przedmioty, jakie kazał sobie włożyć do grobu. Co wydarzyło się później? Gwarantuję Wam, że nie spodziewaliście się takiego obrotu spraw...

"O myszy, która uratowała lwa" - mam wrażenie, że już o tej bajce słyszałam... Polujący na kozę lew, wpadł do głębokiego dołu i nikt nie chciał mu pomóc. Lew nie rozumiał, dlaczego tak się dzieje a zwierzęta po prostu bały się utraty życia. Znalazło się jednak takie, które mu pomogło... Kto to był i jak chciał mu się odwdzięczyć lew? Czeka na Was zaskakujący finał!

"Jak powstał wzór na żółwiej skorupie" - ptaki postanowiły zakpić z powolnego żółwia i zaprosiły go na świętowanie Bożego Narodzenia na drzewie. Wiedziały, że żółw nie będzie w stanie tam wejść. Tym bardziej zdziwiły się, kiedy przywitał się, złożył im życzenia i zaczął śpiewać... Jak znalazł się na drzewie? Jak z niego zszedł? A przede wszystkim - jak powstał wzór na skorupie? Polecam Wam tę ciekawą opowieść.

"Dlaczego orły polują na kurczęta" - orzeł, sęp i kura mały wspólnie budować bęben. Materiały do budowy, czyli skórę, drewno oraz sznur miała dostarczyć kura, jednak następnego ranka, gdy sęp z orłem pojawili się u kury, ta nagle twierdziła, że jest chora i wszystko wokół niej również... Ptaki poradziły sobie z budową, jednak zazdrosna kura pod ich nieobecność używała instrumentu. Kłamała, że to nie ona... W jaki sposób prawda wyjdzie na jaw?

"Jak pająk stał się czarny" - panująca susza sprawiła, że zwierzęta wiele oddałyby za pożywienie. Jedynie krab posiadał zapas ziemniaków, chętnie się nimi podzielił z pająkiem, ale pod pewnym warunkiem... Pająk wiedział, że nie może się na to zgodzić, dlatego chcąc jeść wysyłał do kraba inne zwierzęta a w zamian za informację, otrzymywał od nich część ich ziemniaków. Jaki był warunek kraba? I jak to się stało, że pająk stał się czarny? Sięgnijcie po książeczkę.


Podsumowując - Niezmiernie mądre, ale zarazem wesołe historie zapewnią dzieciom rozrywkę, zwłaszcza dzięki swojej odmienności od wszelakich księżniczek, smoków czy krasnoludków. Najciekawsze są intrygi, pomysły zwierzęcych bohaterów oraz wyjaśnienia dlaczego postąpiły w ten, czy inny sposób. Długość poszczególnych utworów jest odpowiednia akurat na jedno czytanie, nawet dla największego wiercipięty a duża czcionka sprzyja nauce lub ćwiczeniu czytania. Świetne! Sama bawiłam się wyśmienicie.



Patrycja (lat 8,5)
"Babcia przejmuje telewizję" to zbiór pięciu bajek, które opowiadają o zwierzętach. Były one opowiadane w Afryce, gdzie zbiegały się dzieci by posłuchać opowieści, które zastępowały im programy telewizyjne. Są to opowiadania z morałem, pouczające i pomagające radzić sobie z problemami. Autor chciał nam przekazać, żebyśmy sprzeciwiali się złowrogiej chciwości,
niewdzięczności i kłamstwu. Śliczne ilustracje Anny Jamróz idealnie odzwierciedlają zawartość bajek.
Najbardziej podobało mi się opowiadanie "Dlaczego pająk nie ma włosów na głowie". Ta bajka uczy nas, że nie wolno być samolubnym i przywłaszczać sobie wszystkiego, na co się zapracowało wspólnie.   






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki



Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książeczkę dziękujemy




wtorek, 16 lipca 2019

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska "Ogród Zuzanny. Warto walczyć o tę miłość"





Autor: Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 24 kwietnia 2019
Liczba stron: 368
Seria: Miłość zostaje na zawsze tom 3







Niezmiernie życiowa historia o mieszkańcach małej społeczności, w której nie brakuje problemów zwykłych i niezwykłych. Dzień toczy się za dniem niosąc smutek, radość, ale również sytuacje humorystyczne. Pora na trzeci, finałowy tom serii Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej "Ogród Zuzanny. Warto walczyć o tę miłość", w którym nie zabrakło wiktoriańskiego języka roślin - co przekazywał tym razem?

Uwaga czytelnika skupia się tym razem na Kazi Leszczyńskiej i jej małżeńskich problemach. Dotychczas jakoś sobie z Ludwikiem radzili - w domu, w pracy, z trzema córkami... Ale od jakiegoś czasu w każdym temacie zgrzyta... Zwłaszcza od kiedy w Starej Leśnej pojawiła się dawna narzeczona Ludwika - Katarzyna Niewiadomska. Jabłonki przed domem Leszczyńskich jakby utożsamiając się z właścicielami, rozchorowały się. Początkowo załamana Kazia znajduje jednak coś, co zmienia jej życie i pomoże spełnić marzenie.

U pozostałych przyjaciółek - Zuzanny i Wioli - również poważne problemy - jakby los nie chciał żadnej faworyzować... Zuza pogrążyła się w rozpaczy i nie dostrzegając cierpienia Adama wciąż układa nowe bukiety. Nikt nie potrafi do niej dotrzeć i przywrócić nadziei.Czy komuś uda się jej pomóc? Jak przyszłość wynagrodzi jej te chwile traumatycznych przeżyć?
W związku Wioli dochodzi do pewnych deklaracji, jednak dziewczyna musi podjąć decyzję czy jest w stanie zrezygnować dla Krzyśka ze swojego największego marzenia. Kroki jakie podjęli dla wspólnej przyszłości, poskutkują dość ciekawym finałem.

"Przecież nawet gdy moje ciało przeminie, będę przy tobie - na odległość myśli. Zawołasz mnie w sercu i już przy tobie będę. Daję ci na to najświętsze słowo honoru." *

W Starej Leśnej czeka na Was więcej ciekawych wydarzeń - zmiana właściciela 'Gwiazdeczki', poszukiwanie sukni ślubnej dla dojrzałej panny młodej, podejrzenie o zdradę, dyniowy zakład, narada sztabu kryzysowego, złamana noga jednego z bohaterów oraz próba zrobienia wariata z innego; jest też ciekawy wątek listów z przeszłości, magicznego domu oraz bezbłędnie umiejscowione w czasie przygotowanie się na śmierć.

Dużą rolę w tej opowieści odgrywają miłość (która mnoży się przez podział), przyjaźń oraz wsparcie bliskich. Naszą uwagę przyciąga nauka o tym, że należy umieć słuchać drugiej osoby i rozmawiać z nią a małżeństwo nie jest gwarancją uczucia. W tym tomie wreszcie wyjaśnia się, dlaczego panie Czaplicz biorąc pierwszy ślub nie zmieniały nazwiska.

Jeśli podobał Wam się wątek świni Ryjka, mieszkającej u Kozaków to mam dla Was dobrą wiadomość - fabuła wzbogaciła się o kolejnych zwierzęcych bohaterów, co sprawia że jest jeszcze weselej! Najbardziej podobała mi się papuga, która wciąż wpędzała Ludwika w kłopoty a finał problemów Leszczyńskich - świetny i zaskakujący!

Autorki Bednarek i Kaczanowska stanęły na wysokości zadania i sprawiły, że ten tom już od pierwszych stron wciągnął mnie w wir wydarzeń - o ile w przypadku poprzednich się zawsze na starcie się nudziłam, to teraz nie miałam kiedy. Wciąż coś się dzieje, bohaterowie mają ciekawe pomysły, muszą rozwiązywać nowe problemy, które jakoś nie chcą im odpuścić. Powieść pełna jest rozmaitych emocji - nie mogłam powstrzymać się zarówno od śmiechu jak i od łez. Wiele opisanych tutaj wydarzeń można określić mianem wyjątkowe, a kiedy dodać do tego barwnych bohaterów mamy lekturę, od której trudno się oderwać.

"Każdy ma prawo naprawić swoje życie (...) człowieka ocenia się na podstawie tego, jak wysoko wzlatuje, a nie, jak nisko umie upaść (...)" **


Podsumowując - "Ogród Zuzanny. Warto walczyć o tę miłość" to historia o empatii, nadziei, chowaniu uczuć, zrozumieniu oraz skorupie milczenia, w której zamykamy się po utracie bliskiej osoby czy nienarodzonego dziecka - pełni rozpaczy, żalu i smutku. Powieść nie przenosi nas w wymyślony świat, ale pokazuje, że inni mają kłopoty podobne do naszych i naprawdę można je rozwiązać. Jednak dla równowagi historia ta obfituje w chwile radosne, szczęśliwe, tłumacząc, że wszystko ma sens a życie pisze po prostu nieprzewidywalne i niezwykłe scenariusze. Polecam gorąco!


* J. Bednarek, J. Kaczanowska, "Ogród Zuzanny. Warto walczyć o tę miłość", W.A.B., Warszawa 2019, s. 242
** Tamże, s. 250



"Ogród Zuzanny. Miłość zostaje na zawsze"
"Ogród Zuzanny. Odważ się kochać"
"Ogród Zuzanny. Warto walczyć o tę miłość"





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję


niedziela, 14 kwietnia 2019

Massimo Vacchetta, Antonella Tomaselli "25 gramów szczęścia"






Tytuł oryginalny: 25 grammi di felicità
Tłumaczenie: Marta Koral
Wydawnictwo: Quello
Data wydania: 13 marca 2019
Liczba stron: 208




Najlepszym przyjacielem człowieka jest zwierzę, najczęściej pies. Oczywiście naszymi pieszczochami bywają koty, chomiki czy papużki, ale przyjaźń i niesamowita więź wywiązuje się również między nami a innymi gatunkami... We Włoszech zrodziła się dość kolczasta relacja, którą miałam okazję poznać na kartach książki "25 gramów szczęścia".

"Ninna obudziła we mnie pragnienie niesienia pomocy słabszym, tym, o których nikt nie pamięta. Właśnie dlatego, że wszyscy o nich zapominają. A przecież każde stworzenie, nawet najmniejsze, jest ważne. Jest przejawem życia, częścią całości, bez niego świat nie mógłby istnieć." *

Massimo Vacchetta to człowiek wrażliwy i podążający za marzeniami, który od dziecka pomagał zwierzętom. Jest weterynarzem a dokładniej ginekologiem położnikiem od bydła, jednak kiedy podjął pracę w klinice dla małych zwierząt poznał osieroconego, na oko trzydniowego jeżyka. Ważący dwadzieścia pięć gramów maluch skradł jego serce a Massimo sam wtedy nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo zmieni się jego życie za sprawą tego jeża. Mężczyzna musiał poświęcić się Ninnie - bo takie imię otrzymała samiczka - jak niemowlęciu - pilnował regularnych posiłków, nawet w nocy. Karmił, ogrzewał, masował i bardzo pragnął ją uratować.

Fascynowało go, jak bardzo to maleństwo pragnie żyć, dlatego robił wszystko, nie dosypiając i kombinując w pracy, by je ocalić. Szczęściem napełniało go to, że ratuje jeżykowi życie. Obserwował kolejne etapy zmian w życiu Ninny - porastanie futerkiem, pojawienie się kolców, pazurków. Żaden z pojawiających się później w jego domu jeży, nie wywołał w nim tyle emocji co Ninna. Z innymi potrafił się rozstać, po wyleczeniu znajdował dla nich raj, w którym będą szczęśliwie żyły... Ale każda myśl o wypuszczeniu Ninny powodowała ból w sercu.

Massimo pomógł wielu jeżom, które były do niego przywożone z bliska i daleka; o różnej wadze ciała, różnymi obrażeniami i z odmiennymi szansami na wyzdrowienie, na życie... Jego marzeniem było jednak założenie ośrodka pomocy jeżom, które udało mu się spełnić - powstał Ośrodek Rehabilitacji Jeży "La Ninna".

"Ninna natchnęła mnie do założenia ośrodka dla jeży, 
zaś Ninno pobudził moją wyobraźnię do stworzenia dla nich oazy." **

Ile jeżowych istnień udało mu się uratować? Ile jeżyków odeszło przedwcześnie? Relacja Massima z kilku lat swojego życia wywarła na mnie ogromne wrażenie. Z wypiekami na twarzy i niepokojem o los kolczastych stworzonek w sercu, czytałam kolejne strony tej książki. Kibicowałam tym maleństwom i działaniom Massima, ale również spełnieniu jego marzeń. Jestem zauroczona tą opowieścią i polecam ją serdecznie wszystkim miłośnikom zwierząt, małych i dużych. Kolczastych i futerkowych.

"Nie przeżyjesz w pełni każdego dnia, jeśli nie zrobisz czegoś dla kogoś, 
kto nigdy nie będzie mógł ci za to zapłacić." ***

Podsumowując - "25 gramów szczęścia" to przepiękna i wzruszająca opowieść o więzi łączącej człowieka z jeżem. O wielkim oddaniu, opiece nad słabszym i bezbronnym zwierzęciem, o przyjaźni, poświęceniu oraz zaangażowaniu. Przesycona realizmem historia o dostrzeganiu tego, co mamy w środku, o pięknie chwili, przemijalności oraz odróżnianiu rzeczy błahych od tych naprawdę istotnych. Książka uderza w emocje, czy potrzeba większej rekomendacji?





* M. Vacchetta, Antonella Tomaselli, "25 gramów szczęścia", Quello, Wieliczka 2019, s. 82
** Tamże, s. 106
*** Tamże, s. 117





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za książkę dziękuję

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...