piątek, 31 marca 2017

Alex Kava "Epidemia"




Tytuł oryginalny: Reckless Creed
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 15 marca 2017
Liczba stron: 320
Seria: Ryder Creed tom 3 









Z twórczością Alex Kavy miałam już do czynienia kilkukrotnie. Jej thrillery zawsze trzymały w napięciu, śledztwa były intrygujące a agentka Maggie O'Dell czarująca, ale zarazem twarda i odważna. Dlatego po kolejne tytuły sięgam w ciemno. "Epidemia" nie stanowi wyjątku i zaraz podzielę się z Wami wrażeniami.

Chicago
Tony Briggs to młody mężczyzna, który walczył kiedyś w Afganistanie. Po co przyjechał do Chicago? Nie zdradził tego nawet swojej rodzinie ani przyjacielowi. Zamieszkał w luksusowym hotelu, którym nie nacieszył się zbyt długo... Jego ciało znaleziono osiemnaście pięter poniżej jego pokoju...


Alabama, Park Narodowy Conecuh
Ryder Creed wraz z Grace mają za zadanie odnaleźć zaginioną dziewiętnastoletnią Izzy Donner. Dlaczego była narkomanka przedzierała się przez wilgotny las (i to poza szlakiem), w którym momentami było ciemno z uwagi na gęste pnącza zasłaniające słoneczne światło? Czego tu szukała? Agentowi federalnemu bardzo zależało, by psu udało się odnaleźć dziewczynę... Nawet jeśli finalnie jej ciało obciążone kamieniami unosi się (dzięki napowietrzonej kurtce) na rzece... Zaś Ryder z Grace znajdują jeszcze inne ciała... Czy mają coś wspólnego z nieżyjącą Izzy?


Nowy Jork
Christina Lomax mieszka w apartamencie w Grand Hyatt, pod drzwi którego są jej wsuwane wskazówki dotyczące jej działań w kolejne dni. No tak, dała się wkręcić i teraz nie dość że musi wykonywać ich polecenia to coraz gorzej się czuje... Na dodatek wciąż ktoś ją obserwuje! Christinie udaje się dotrzeć do pewnych informacji i w głowie tworzy się plan... Jaki i czy się powiedzie?


Floryda
Na teren firmy K9 CrimeScents prowadzonej od siedmiu lat przez dyplomowanego tresera i przewodnika psów Rydera Creed'a oraz Hannę Washington wjechało pięć czarnych SUV-ów. W oficjalnych słowach agenta Tabora słychać ton rozkazujący i nie znoszący sprzeciwu - ludzi trzeba poddać kwarantannie a psy... niestety zlikwidować... Czy Creed w jednej chwili straci cały swój świat i ukochane czworonogi?


Wspomniane miejsca rozrzucone są po całych Stanach Zjednoczonych, ale łączy je jedno - śmiercionośny wirus nowego szczepu ptasiej grypy, którym mogą zarazić się też ludzie. Najgorsze jest jednak to, że nie jest wymagany osobisty kontakt z chorym! A nosicieli przybywa. Są pilnowani przez obserwatorów, by nie zdradzili ważnych tajemnic, ale czy wszystkich uda się upilnować? Czy Stanom - a w dalszej perspektywie i światu - grozi mega epidemia?

Do zadania zostaje przydzielona agentka Maggie O'Dell, która jak zawsze przemierzy kraj wzdłuż i wszerz, spotka się z różnymi ludźmi, odbędzie narady i konsultacje, wpakuje się w tarapaty, by stanąć na granicy życia i śmierci, aby odkryć prawdę. Kto jej zdaniem jest odpowiedzialny za wirusa? Czy uda jej się ująć sprawcę? Jak będzie się układała jej współpraca z dwoma mężczyznami, w obecności których czuje przyspieszone bicie serca?

Działania O'Dell będą zataczały coraz szersze kręgi a jej wiedza będzie przybliżała ją do wyjaśnienia zagadki, jednak nieocenionym wsparciem okażą się psy Creed'a. Żadnych szczegółów Wam nie zdradzę, bo radość z czytania książki zostałaby Wam tym samym odebrana. Będzie się jednak działo, bowiem zagrożenie ze strony choroby czyha z każdej strony a walka z niewidzialnym wirusem jest znacznie trudniejsza niż z namacalnym mordercą.

W książce spotykamy bohaterów, których mieliśmy już okazję poznać, ale pojawiają się też nowe twarze. Co wyniknie z tego układu? Na pewno trochę stresu, tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk. Choć czy tak naprawdę wszystko do końca pozostanie zagadką? Sprawdźcie.

Alex Kava ma szczególny dar do pisania thrillerów, bowiem jej styl i język pozwalają na szybkie przeczytanie każdego tytułu. Nie ma tam zbędnych fragmentów, niepotrzebnych opisów, bezcelowych dialogów. 

Jednak patrząc obiektywnie na książki jej autorstwa, które miałam okazję czytać, to "Epidemia" wypada słabiej. Dlaczego? Owszem, są emocje kiedy bohaterowie odkrywają kolejne ciała, mroczne sekrety i możliwe zagrożenie oraz dążą do ujęcia osoby odpowiedzialnej za wypuszczenie w świat tego wirusa. Jest stres podczas czytania fragmentów pisanych z perspektywy osoby zarażonej, połączony z elementami bycia kibicem - uda się jej uratować czy też nie... 
Ale zabrakło mi epidemii w "Epidemii", bowiem po takim tytule spodziewałam się jednak większego zasięgu rozprzestrzeniania choroby. Liczyłam na bardziej przemyślaną ze strony władz i służby zdrowia akcję mającą na celu ewakuację miejsc publicznych, informowanie o zagrożeniu, izolowanie zarażonych. Tymczasem fabuła skupiła się na naszych bohaterach, akcji na lotnisku i tylko gdzieś w tle pojawiły się informacje, że faktycznie część populacji uległa zarażeniu, było kilka zgonów... Ale jakoś ten finał został jak dla mnie spłycony...

Mam nadzieję, że "Epidemia" to wynik gorszego dnia autorki i jeszcze przeczytam bardziej porywające thrillery wychodzące spod jej pióra. Ale to wcale nie oznacza, że książka mi się nie podobała i jest kiepska... Jest po prostu za spokojna jak na thriller Kavy! Ale i tak warto przeczytać, choćby dla niezwykłych piesków :)







Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

czwartek, 30 marca 2017

Konkurs z serią Różany - coraz mniej czasu

Nie wierzę, że nie chcecie wygrać tego wydania serii Różany Bogny Ziembickiej...

Jest bardzo mało zgłoszeń a konkurs kończy się jutro o północy!

Szczegóły znajdziecie TUTAJ

Zapraszam :)

środa, 29 marca 2017

Natasza Socha "Hormonia"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016
Liczba stron: 336
Seria: Matki, czyli córki tom 1









W życiu każdego człowieka - kobiety lub mężczyzny - przychodzi taki czas, kiedy odcina "pępowinę" łączącą z rodzicami i rozpoczyna nowe, samodzielne życie. Patrząc na społeczeństwo, można zauważyć trend dość długiego trzymania się "spódnicy mamusi" - choć oczywiście czasami wynika to z trudności finansowych i całe pokolenia mieszkają pod jednym dachem. Ale przecież nawet wtedy powinna być widoczna odrębność i indywidualna decyzyjność. Zwłaszcza u ludzi, którzy wkraczają w dorosłość a tym bardziej, jeśli zaczynają już przekwitać, prawda?

Niestety, czasami jest też tak, że to rodzice stają się stroną dominującą i przez całe życie swoich dzieci trzymają je na toksycznej "smyczy". W takim właśnie układzie żyje prawie czterdziestosześcioletnia Kalina. Przez wiele lat próbowała wyrwać się spod skrzydeł matki, ale Konstancja zawsze znalazła sposób idealny, by ją ściągnąć pod swój dach i poddać swojej woli. Kalina nie potrafi rozmawiać z matką, która wszystko odbiera jako atak i nie pozwala na własne zdanie. Zresztą to przez Konstancję rozpadło się jej małżeństwo i teraz wraz z córką Kirą mieszkają w domu rodzinnym... Znowu!

Kalina czuje się jak w klatce, z której nie ma ucieczki. Brakuje jej swobody, jak gdyby była nastolatką z zaostrzonym rygorem powrotów do domu. Dlatego niejako z zaskoczenia i z zupełnie niezrozumiałych powodów odpowiada na dziwne ogłoszenie w gazecie. Skutkuje to spotkaniem a później silną potrzebą wyrwania się na urlop w wymarzone miejsce... do krainy tulipanów (a co na to Konstancja???). Kalina tworzy również listę dziesięciu rzeczy, których chciałaby doświadczyć w życiu - dotychczas było to niemożliwe z uwagi na strofowanie przez matkę. Czy kobieta spełni swe marzenia w chwili, gdy znienawidzone słowo "menopauza" depta jej po piętach? Jaką rolę w realizacji punktów odegra Kosma, człowiek posiadający rozległą wiedzę na różne tematy a jednocześnie podnoszący - znacząco (!) - poziom pewności siebie Kaliny? A przecież nie bez znaczenia okażą się spotykane w trasie osoby. Ale o tym za chwilę.

Zanim Kalina uda się w kierunku Amsterdamu, spędzi nieco czasu nad polskim morzem. Ustka, Pobierowo, Kamień Pomorski - byłam w każdych z tych miejsc i powróciły do mnie wspomnienia... A bohaterka w każdym z nich odkrywa kawałek siebie - kobiety zaginionej w zakamarkach własnego skomplikowanego życia ukrytego przed oczami rodzicielki. Kroku dotrzymuje jej nietuzinkowy Kosma, którego filozoficzne wypowiedzi i analiza bohaterów literackich wyśmienicie rozluźniają atmosferę. Bohaterowie mają przyjemność z atlasem osobowości podczas swojej wyprawy: właściciel pensjonatu (wraz z żoną :P), barman-barista, Holender z barki oraz dwie autostopowiczki Marianna i Szarlota. Każda z nich wniosła do tej historii nowy powiew, inne spojrzenie na świat czy ludzi i własne problemy. Czy wspólna podróż i wymiana opinii pomoże im w dokonaniu właściwych wyborów oraz zrobieniu rachunku sumienia? Może dzięki rozmowom zrozumieją, że zawsze chcemy czegoś innego niż mamy a wystarczy docenić i przewartościować nasze życie, by to dostrzec... Ot, taka metamorfoza :)

"Hormonia" traktuje o sprawach, o których pisze się rzadko a szkoda, bo są prawdziwe - o menopauzie oraz "rodzicielskiej klatce". Toksyczna relacja między matką a córką wpływa również na wnuczkę a kto wie, może i na przyszłe pokolenia... Jakże często zdarzają się takie sytuacje, że rodzic "przywiązuje" do siebie dziecko i nie tylko nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł, ale nawet normalnie żyć...

Jednak nie myślcie, że powieść aż kipi od problemów, smutków, mądrości i jest ciężka... Nic bardziej mylnego! To bardzo szybko czytająca się lektura, bowiem Natasza Socha potrafi o problemach pisać z lekkością, humorem i autoironią. Tego w książce nie brakuje a bohaterowie współzawodniczą w zadowalaniu czytelnika. Już choćby niemowlęta-przemytnicy, kawał cmentarny, kutasiki czy realizacja listy Kaliny i jej przemyślenia na temat "zrobić czy nie zrobić" powodują, że się uśmiechamy i wyczekujemy finału. 

A propos finału to jest istną wisienką na torcie! Wprawdzie uważny czytelnik już wcześniej domyśli się co autorka zaplanowała na koniec, ale sam fakt dwukrotnych omdleń zaskakuje. A wszystko przez próbę wyjaśnienia zagadki pewnego weterynarza... Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy bohaterów w powieści "Dziecko last minute".


Podsumowując - "Hormonia" zabiera czytelnika w podróż poprzez zawiłości natury człowieka oraz kawałek Europy. Poznajemy galerię bohaterów z irytującą matką na czele. Różnorodność problemów sprawia, że dla każdego odbiorcy inny bohater stanie się bliższy sercu czy choćby ulubiony. Ja chylę czoła za poruszenie problemu reumatoidalnego zapalenia stawów i to w bardziej obszernym zakresie niż tylko wzmianka :)
Powieść udowodni nam, że na menopauzie życie się nie kończy a kłamstwa potrafią być czasami duuużego kalibru. Gorąco polecam!






"Hormonia"
"Dziecko last minute"
"Kobiety ciężkich obyczajów"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki

poniedziałek, 27 marca 2017

Renata Adwent "Nigdy nie jesteś sama"



Autor: Renata Adwent
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 15 marca 2017
Liczba stron: 416











Wielokrotnie w życiu miewamy trudne chwile - tracimy bliskich, zdrowie, pracę... Na głowę zwalają nam się całe tony problemów i potrzebujemy wtedy wsparcia rodziny. Najbliższe nam osoby pocieszają, przytulają, dbają i roztaczają lepsze wizje jutra. Jednak nie zawsze tak jest, prawda?

I właśnie to "nie zawsze" postanowiłam sprawdzić czytając powieść Renaty Adwent "Nigdy nie jesteś sama". Historia Anieli udowodniła, że w życiu wszystko jest możliwe.

Aniela bardzo szybko straciła ojca, ale ma trzy kochające siostry (w tym bliźniaczkę Różę) oraz mamę, która stara się jak może, by jej córki nie odczuły jej samotnego macierzyństwa. Jednak coraz bardziej staje się widoczne, że dziewczyna a potem młoda kobieta, odstaje od swoich sióstr. Agata, Milka i Róża starają się dotrzeć do Anielki, ale ona zamyka się w sobie i otacza murem obojętności, jak jeż swoimi kolcami odgradza się od towarzystwa i normalności. Z czasem już nie tylko rodzina, ale i obcy ludzie zauważają jej wrogość, wycofanie oraz dystans do otaczającego ją świata i wydarzeń.

Bliźniacza więź, która powinna być dla niej ratunkiem, tylko bardziej ją pogrążała i pobudzała niezdrowe zachowania. Nigdy się nie lubiły z Różą. Wyglądały identycznie, ale ich osobowość była skrajnie różna. Wszystko robiły odwrotnie i lubiły inaczej. Kiedy Róża odnosiła sukcesy i rozwijała się artystycznie, Aniela również się rozwijała... ale destrukcyjnie. Wciąż była samotna, na uboczu życia społecznego i rodzinnego. Pomimo rozlicznych starań ze strony sióstr i mamy, nikt nie znał magicznego leku na przywrócenie Anieli do normalnego funkcjonowania. Bo jak to zrobić, kiedy ona wciąż uważa, że inni mają lepiej i zazdrości im ich życia. Jakże zdziwiło mnie podejście Anieli do zmian w życiu Milki - jedynej siostry, z którą czuła prawdziwą więź...

Aniela pragnęła zmienić coś, coś ważnego. W pracy nie czuła satysfakcji, mieszkała u mamy, życia prywatnego nie miała, ludziom była obojętna a wyjazd za granicę nie wypalił... Chyba każdy w tej sytuacji czułby się źle. Ale Aniela wpadła na pomysł! Oddała mu się całkowicie i szczegółowo dopracowała każdy element. Nie spała dwie noce, nie jadła, za to z szaleństwem w oczach i nieładem na głowie wymyśliła coś, co zjeżyło mi włoski na karku. Tylko co na to Róża? Czy to może się udać? Przecież to szaleństwo! Jak skończy się ta farsa?
Co poczułam kiedy zrozumiałam, co w odczuciu Anieli oznacza tytuł książki? Szok!


Sądząc po opisie książki oraz jej początku, myślałam że autorka skupi się jedynie na życiu Anieli, jako wątki poboczne wtrącając tylko wiadomości dotyczące jej sióstr. Jednak zostałam pozytywnie zaskoczona! By móc w pełni przekazać nam podłoże zachowania Anieli autorka widziała konieczność opowiedzenia nam historii jej rodziców :) Uwielbiam, kiedy w książce można poznać miłość kilku pokoleń a ta łącząca Wiktorię i Daniela była niezwykła. Późniejsze części i rozdziały zostały poświęcone kolejnym siostrom i ich rozterkom czy przygodom. Najbardziej podobała mi się historia Milki - ogromnie jej kibicowałam i nieco żałowałam, że epizod z pracą w zamku nie był obszerniejszy, bo otoczenie i jego klimat zapowiadały się niezwykle intrygująco.

Główną rolę w "spektaklu" Renaty Adwent grają kobiety. Kochająca i spokojna Wiktoria, która chciała swoje dzieci chronić i rozumieć a na problemy serwowała "rodzinę i rosół" :)  Zdolna, rozważna oraz samodzielna Agata; towarzyska, ale naiwna Milka; kreatywna, dobra i uśmiechnięta Róża oraz złośliwa, niegrzeczna i zdystansowana donosicielka Aniela. Wszyscy myśleli, że ona nikogo nie lubi... Prawda okazała się zaskakująca.
Autorka scharakteryzowała je bardzo szczegółowo o czytelnik może wyrobić sobie własną opinię na ich temat. Którą bohaterkę polubi a którą nie. Której będzie życzył dobrze, której zaś przypadnie rola "czarnej owcy".


Powieść pokazuje nam wiele sytuacji, jakie spotykają nas w życiu - zawiedzione miłości, nieoczekiwane ciąże, utrata pracy, konieczność zmian wymuszona przez śmierć ukochanej osoby. Ogromną siłę i hart ducha Renata Adwent pokazała nam na przykładzie Wiktorii, która utraciła swoją miłość idealną. Była krótka i za szybko odebrana, potem ogromny żal i złość, ale przyszła też refleksja, że smutek hartuje a przecież żyć trzeba dalej - dla dzieci. Wielokrotnie później obserwujemy zachowanie Wiktorii w stosunku do problemów córek. Jak każda matka przeżywa ich sukcesy i porażki a najbardziej swoją bezradność w odniesieniu do najmłodszej i najbardziej zamkniętej w sobie bliźniaczki. Dużym przeżyciem dla całej rodziny jest prawda o Anieli - o jej stanie psychicznym i konieczności leczenia szpitalnego. Czy tak trudne chwile przetrwają razem i będą oczekiwały na szczęśliwy finał czy też może odpuszczą i odepchną ten niepasujący element?
Czy Aniela będzie w stanie oczyścić swój umysł z demonów przeszłości i żyć normalnie? Co okaże się dla niej wybawieniem? Czy uda jej się zamknąć sprawy sprzed lat i ułożyć sobie życie?

"Nigdy nie jesteś sama" to bardzo nietypowa książka. Jest napisana o zwykłych ludziach, o niewydumanych problemach i prozaicznych wpadkach. To może zdarzyć się każdemu z nas, tu i teraz albo za rok czy dwa. Jedni myślą o spokojnym życiu a inni marzą o chwili sławy, choć droga do niej będzie bolesna, również w dosłownym tego słowa znaczeniu. Powieść zawiera wiele historii, wiele mądrych rozwiązań i prawd życiowych. Ale emanuje z niej siła i wsparcie pomimo trudności i kłopotów jakie na nas spadają każdego dnia. To od nas samych zależy jak pokierujemy swoim losem i kiedy podejmiemy właściwą decyzję. 
Czy dobrze mi się czytało? Na pewno było ciekawie i byłam ciekawa jak potoczą się losy bohaterek. Ale z czytaniem trafiłam na moment choroby mojej córki i z uwagi na małą ilość czasu jaką mogłam poświęcić na czytanie, liczba wieczorów poświęconych książce nie jest adekwatna do jej intrygującej treści.
Jedyne co mi przeszkadzało to zmienność narracji i to w obrębie kolejnych zdań (trzyosobowa a już za chwilę pierwszoosobowa), co było bardzo mylące. Literówki już pomijam, choć brak liter "z" była chwilami denerwująca.

Chciałabym wspomnieć Wam jeszcze o czymś cudownym - powieść zawiera treść bajki, którą Daniel opowiadał swoim córkom - o Bogu, który malował ptakom pióra. Warto przekazać ją naszym pociechom. Jest początkowo niepozorna, ale naprawdę piękna.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice 


sobota, 25 marca 2017

Spotkanie autorskie z Joanną Stovrag! - już niebawem



Krakowian - i nie tylko - zapraszam na spotkanie z bardzo sympatyczną autorką cudownej historii o miłości!






Wybieracie się? Ja bardzo mocno postaram się być! :)

piątek, 24 marca 2017

Astrid Lindgren "Przygody dzieci z ulicy Awanturników"



Tytuł oryginalny: Barnen på Bråkmakargatan, Lotta på Bråkmakargatan
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Ilustracje: Ilon Wikland
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Seria: Lotta z ulicy Awanturników tomy 1 i 2






Patrząc na dokonania Astrid Lindgren w dziedzinie tworzenia książek dla młodych czytelników, należę do grona tych, którzy znają dość wąski zakres dzieł autorki. Hitowe "Dzieci z Bullerbyn" czytałam jako podlotek i byłam zachwycona klimatem, przygodami młodych bohaterów. Wciąż żałowałam, że dom rodziców nie stał na tyle blisko innych, by móc rozciągnąć sznurek i przesyłać wiadomości do dzieci sąsiadów...
Co się stało, że nie poznałam innych tytułów Lindgren nie wiem, ale teraz kiedy córa jest w wieku pozwalającym na poznanie książek szwedzkiej pisarki, wszystko jest możliwe. Obie po raz pierwszy spotkałyśmy się z małą Lottą - jak nam się podobało?


Z pozoru spokojna ulica Garncarzy, ulica jakich wiele... Domki, rodziny z dziećmi... No właśnie, dziećmi! Tata Lotty, Jonasa i Mii Marii uważa, że najwłaściwszą nazwą dla ich ulicy byłaby ulica Awanturników. Trójka dzieciaków potrafi się grzecznie bawić, ale jak wiadomo tylko krok dzieli ich od kłótni czy nadmiernego rozrabiania. Wyobraźnia podpowiada im niezwykłe i często trudne do zrealizowania pomysły, ale przecież wtedy jest najfajniej, gdy przeszkody piętrzą się a rodzice czegoś zabraniają (konkurs z wychylaniem z okna). Bystre dzieciaki na złość i na przekór spróbują właśnie tego, co zakazane. Z pozoru normalna zabawa w piratów, anioły czy szpital wywołuje spory. Wystarczy, że czteroletnia Lotta nie chce słuchać starszego rodzeństwa... A kim tak naprawdę jest jej Nisiek - przytulanka? Nigdy nie zgadniecie jaka to "rasa" :)

Nie ukrywam, że sama nie wpadłabym na stworzenie drzewa naleśnikowego czy wymyślenie różnych rodzajów ciemności. Raczej nie skusiłabym się na skosztowanie lemoniady z piaskiem autorstwa Lotty :) Czy nie macie wrażenia, że Wasze życie bez tej trójki jest nudne? Na pewno uważa tak ciocia Berg, sąsiadka Nymanów, która usłyszała nadzwyczajne pytanie dotyczące swojej lalki Róży.



Książka składa się z dwóch części: "Dzieci z ulicy Awanturników" oraz "Lotta z ulicy Awanturników" (w drugiej dziewczynka podejmuje ważną życiową decyzję). Oczywiście polecam czytanie po kolei, ale kiedy moja sześciolatka czyta samodzielnie, robi to wyrywkowo i skupia się na konkretnych przygodach trójki rodzeństwa a nie na ujęciu całościowym. Jedynie rozdziały są dla niej jeszcze zbyt długie - i mimo, że strony często zawierają więcej ilustracji niż tekstu, to wiercipięta nie jest w stanie tyle czasu grzecznie czytać lub słuchać...

Czcionka jest idealnej wielkości do samodzielnego czytania, zaś ilustracje charakteryzują się żywymi kolorami i adekwatnością do tekstu. Kilkulatek może śmiało utożsamiać się z bohaterami i ich pomysłami a humor zawarty w tej pozycji będzie działał jeszcze bardziej zachęcająco. Sześciolatce bardzo spodobała się piosenka, którą śpiewa Lotta i obie już ją nucimy :)
Zdecydowane plusy? Prosty język, solidna porcja śmiechu, łatwe do zrozumienia dialogi a także mocna strona techniczna książki (twarda oprawa i szycie (a nie klejenie) powodują, że powinna przetrwać choć jedno pokolenie :))

Jedyne do czego nie jestem przekonana to czy nasze dzieci nie wezmą przykładów z czegoś, z czego nie powinny...Ale to już zdarza się w każdej książce, prawda?







Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z



czwartek, 23 marca 2017

"Cela 7" Kerry Drewery - zapowiedź

29 marca swoją premierę będzie miała nietypowa książka wydana przez Wydawnictwo Sonia Draga. O życiu bohaterki mają zdecydować sms-y!

Oto opis książki:

Zamordowano uwielbianego przez tłumy celebrytę. Zatrzymana na miejscu zbrodni szesnastoletnia Martha Honeydew przyznała się do winy i zajęła miejsce w celi śmierci.
Przyszła pora, aby sprawiedliwości stało się zadość.

O losie dziewczyny decydują widzowie reality TV, którzy mają siedem dni na rozstrzygnięcie, czy oskarżona ma żyć, czy umrzeć. Nie ma już sędziów – jest publiczność z telefonami w ręku. Sprawa budzi ogromne emocje, bo po raz pierwszy w historii programu w celi śmierci znalazła się nastolatka.

Martha uparcie twierdzi, że jest winna, ale czy to ona pociągnęła za spust?
A może rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż obrazy, którymi karmią nas media?





Wystartowała strona Celi 7, znajdziecie ją --> TUTAJ Znajdziecie tam informacje o książce oraz jej fragment - skuście się! Może Was zaciekawi :)
A wielbiciele FB mogą zajrzeć tu --> https://www.facebook.com/BookMlody/
Kto z Was ma książkę za sobą? Ja niebawem będę poznawać tajniki tej lektury? Czy ktoś czuje się zaintrygowany?

środa, 22 marca 2017

"Pokaż mi swoje Różany" - KONKURS inspirowany powieściami Bogny Ziembickiej

Uwielbiam sprawiać Wam radość. Fajnymi hasłami, ciekawymi recenzjami a przede wszystkim konkursami.
Jeden dopiero się zakończył, pora więc na następny :)



Prośba - reklamujcie, udostępniajcie - niech o konkursie dowie się jak najwięcej osób :)




BANER:



za baner dziękuję Joli  :)




NAGRODA:

1 pakiet Różan, składający się z dwóch tomów a w środku pięć powieści: Droga do Różan, Wiosna w Różanach , Tylko dzięki miłości, Bądź przy mnie i Na zawsze Różany


ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsoruje Wydawnictwo Jak - dziękuję :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodą w konkursie jest pakiet Różan B. Ziembickiej
  4. Konkurs rozpoczyna się 22.03.2017 r. a kończy 31.03.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB -  Wyd. Jak oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • pytanie konkursowe: Gdzie leżą Twoje "Różany" i co magicznego w sobie mają?
           [Odpowiedź wcale nie musi bazować na powieści. Liczę jedynie na Waszą kreatywność! A to oznacza, że można odpowiedzieć w różnych formach, również mailem. Zwycięska praca zostanie opublikowana wraz z wynikami]

Powodzenia!


wtorek, 21 marca 2017

Wyniki konkursu z Kaszubowską

Zakończył się konkurs, w którym do wygrania były dwa egzemplarze książki widocznej na banerze obok.

Zadanie konkursowe nie było trudne dlatego jestem zdziwiona, że tak mało chętnych się zgłosiło. Ale wierzę, że są to osoby naprawdę pragnące poznać powieść.


Był konkurs.
Był wstęp.
Pora na wyniki.


Nowiutkie egzemplarze "Brakującego ogniwa" Marty Wiktorii Kaszubowskiej wygrywają:


Paulina Hołda
Sylwia Waligóra


wszystkie odpowiedzi konkursowe dostępne TUTAJ

Gratuluję! Życzę miłej lektury :)

Proszę o Wasze adresy na mojego maila (znajdziecie w zakładce Współpraca) - w tytule maila wpiszcie "Konkurs z Kaszubowską" - adres
Przesyłki zostaną wysłane z wydawnictwa, któremu raz jeszcze dziękuję za nagrody!

niedziela, 19 marca 2017

Byliście już w Różanach Bogny Ziembickiej? 5 książek w 2 tomach! - zapowiedź

Czytaliście sagę Bogny Ziembickiej Różany?

Ja, przyznaję szczerze, nie. Seria długo należała do moich wyrzutów sumienia... 



Pierwszy tom sagi - Droga do Różan - ukazał się w 2012 roku i został bardzo dobrze przyjęty przez czytelników. W kolejnych latach pojawiały się następne tomy: Wiosna w Różanach , Tylko dzięki miłości, Bądź przy mnie i Na zawsze Różany.

Jeśli dobrze udało mi się przeanalizować to dwa pierwsze tomy doczekały się powtórnych wydań.

W grudniu 2016 roku Wydawnictwo Jak wydało kompletną sagę Bogny Ziembickiej – pięć tomów w dwóch książkach - okładki prezentują się bardzo poważnie i dostojnie.
Jak podoba Wam się to wydanie?


Pierwszy tom sagi „Droga do Różan” opowiada o Zosi Boruckiej, która razem z ojcem i nianią prowadzi gospodarstwo ogrodnicze i pensjonat w podkrakowskich Różanach. Po sąsiedzku mieszka jej przyjaciółka Marianna, nadużywająca whisky, nieco cyniczna 40-latka, i zakochany w Zosi malarz Eryk. Pewnego dnia do Różan przyjeżdża Krzysztof, wielka miłość Zosi, jednak nie po to, by jej się oświadczyć (na co domownicy mają nadzieję), lecz po odbiór starego długu. Ponieważ rodzina Zosi nie ma pieniędzy, dom zostaje sprzedany, a Zosia z ojcem i nianią przenosi się do Krakowa. Próbuje ułożyć sobie życie na nowo: szuka pracy i stara się – mimo wszystko – odzyskać Krzysztofa. Jednocześnie z historią Zosi poznajemy historię jej niani – od dzieciństwa spędzonego w Krakowie i nauki na pensji w angielskim klasztorze do dramatycznej wędrówki i walki o życie we wrześniu 1939 roku. [z materiałów wyd. Jak]

Czujecie się zaintrygowani? :) Ja bardzo i już niebawem rozpocznę lekturę. Streszczeń pozostałych tomów nawet nie czytam, nie lubię psuć sobie zabawy.

Chętnie poznam Wasze wrażenia, jeśli już czytaliście oraz deklaracje, że chcielibyście przeczytać. Zwłaszcza, że już niebawem zaproszę Was do konkursu :)


sobota, 18 marca 2017

Jutro kończy się konkurs!



Jutro o północy kończy się konkurs z Kaszubowską!

TUTAJ znajdziecie wszystkie szczegóły. Zachęcam do wzięcia udziału - mam tylko dwa zgłoszenia!

piątek, 17 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"





Autor: Joanna Stovrag
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 14 lutego 2017
Liczba stron: 368




O moich wrażeniach dotyczących historii niezwykłej miłości Joanny mieliście już okazję czytać TUTAJ.

Nie, nie będę tu czynić żadnych porównań. To nie będzie też typowa recenzja. Ale nie mogę nie napisać o wydaniu drugim, wzbogaconym. Miałam przyjemność objąć patronatem i rekomendować książkę. Mój egzemplarz jest dodatkowo cenny - uzyskałam osobisty wpis autorki! Piękna dedykacja, oryginalna pieczątka - dziękuję :)

Ale postanowiłam Wam napisać kilka słów na ten temat drugiego spotkania z tą opowieścią. Co się zmieniło? Jak odebrałam fakty, które już znałam?
Szczerze mówiąc to nie potrafię Wam napisać szczegółowo, które konkretnie fragmenty zmieniła p. Joanna. Co wykasowała, co dopisała, co edytowała. Na pewno - jak każdy - lekturę rozpoczęłam od końca, czyli od zdjęć :) Jest ich sporo - duży plus :)
Lecz poza tym... Nie wiem. Dlaczego? Historia wciągnęła mnie tak bardzo, że zwyczajnie nie wiem... Może coś wydało mi się nieznane, ale przecież za każdym razem, gdy czytamy coś ponownie (lub oglądamy) naszą uwagę zwracają inne detale...

Rzadko czytuję książkę drugi raz. Tym razem ponownie zagłębiałam się w świat zafascynowania bohaterki - Joanny - Bałkanami, z wypiekami na twarzy. Znów udałam się z młodą dziewczyną do Sarajewa, by tam podczas stypendium naukowego poznać historię, zwyczaje i język. Wraz z nią zwiedzałam miasto, spotykałam ludzi. Przeżywałam też chwilę, gdy pojawił się błysk - miłość, która jeszcze wtedy nie przypuszczała, co ją czeka... Wraz z Joanną drżałam o życie Seja, próbowałam każdej możliwej ścieżki kontaktu z nim. Szukałam różnych znajomości, form pomocy, pakowałam kolejne paczki, starałam się z mozołem uzyskać połączenie z oblężonym miastem. Znów cierpiałam, denerwowałam się, kibicowałam. Ileż sił ją to kosztowało...

Każdy ślub autorki (było ich przecież więcej niż jeden :)),
każda tragiczna wiadomość o czyjejś śmierci,
każdy ślad po kuli,
każda wzmianka o tym co ludzie jedli, jak żyli, jak starali się to przetrwać,
każdy ocalały...
Wszystko to wywoływało we mnie emocje. Chwilami skrajne, bo od uśmiechu aż po łzy. Choć zapewne dziwicie się teraz, gdzie w tej wojennej zawierusze miejsce na śmiech...

Jakie to szczęście, że znam finał. Że wiem jak potoczyły się losy bohaterów. Nie musiałam obgryzać paznokci, pić hektolitrów kawy, której nie lubię przecież... Z pozornym tylko spokojem zmierzałam do końca, nie drżąc co się wydarzy.
Z każdej kartki płyną słowa, które już na spokojnie, po śmierci Waldemara Milewicza (który nakręcił film o tej bałkańskiej miłości), spisała Joanna.
Jest w nich miłość,
                                  emocje,
                                               strach,
                                                           złość,
                                                                     żal,
                                                                           radość
                                                                                      i euforia.
Więcej się już nie da zawrzeć w "Chwili na miłość"!  Serio!


Wzruszenie, nerwy i podziw - to chyba trzy słowa, którymi mogę opisać swoje wrażenia po ponownym przeczytaniu książki. Choć prawda jest taka, że trudno jest opisać to, co czułam. Najlepiej zwyczajnie sami sięgnijcie i poznajcie historię miłości, której ja mogę tylko pozazdrościć.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce i


środa, 15 marca 2017

Ejotkowe postrzeganie świata w nowym miejscu w sieci

Z powodu zmiany pompy insulinowej córy ja również musiałam pójść krok do przodu i byłam zmuszona kupić nowy model telefonu - potrzebna była aplikacja, która wyświetla cukier...

A skoro już posiadam telefon robiący niezłe zdjęcia i ma internet...
To...
Ejotkowe postrzeganie świata działa od kilku dni na Instagramie - choć nie do końca jestem w tym biegła to coś się tam u mnie dzieje... Wyszukać mnie można jako ejotkowe albo ejotkowe_postrzeganie_swiata.
Zachęcam do podpatrywania, bo wrzucam tam fotki, których nigdzie indziej nie znajdziecie :)
Do zobaczenia

wtorek, 14 marca 2017

Wspólnie czytamy - dzieci wspieramy -- akcja KOPD i Adamady



Jak rozmawiać z dziećmi o ważnych i trudnych sprawach? Jak stworzyć sprzyjającą temu atmosferę? Czy książki mogą w tym być pomocne?

Czytanie dziecku i z dzieckiem zacieśnia więź emocjonalną między nim a bliskimi, wspiera jego rozwój psychiczny i pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości. Motywuje do samodzielnego myślenia, rozwija etycznie, budzi wrażliwość estetyczną, poprawia koncentrację, ćwiczy pamięć, wzbogaca słownictwo oraz poszerza wiedzę o otaczającym świecie.

Komitet Ochrony Praw DzieckaWydawnictwo ADAMADA zapraszają dzieci i dorosłych na cykl wydarzeń Wspólnie czytamy – dzieci wspieramy, które wiosną odbywać się będą w Gdańsku i Warszawie. Pierwszą taką akcję organizujemy już 19 marca w Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności. W programie są spotkania z psychologami i autorami książek dla dzieci, warsztaty i animacje dla dzieci prowadzone przez znanych aktorów, konkursy i zabawy.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny! Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc prosimy o wcześniejszą rejestrację. 



poniedziałek, 13 marca 2017

Karolina Wilczyńska "Właśnie dziś, właśnie teraz"




Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 328









A miało być Jagodno... Od dawna "Stacja Jagodno. Zaplątana miłość" patrzyła na mnie z półki z wyrzutem i obiecywałam sobie, że przygodę z twórczością Karoliny Wilczyńskiej rozpocznę właśnie od tej serii. Ale jak to w życiu bywa, los zdecydował inaczej... Mój pierwszy raz z powieściami autorki odbyłam z "Właśnie dziś, właśnie teraz". Czy Wilczyńska dołączyła do grona moich polskich TOP już teraz?


Pierwszy rozdział powieści (boski i niebanalny) spowodował, że musiałam - po raz nie wiem który w życiu - obejrzeć skecz kabaretu Ani Mru-Mru "Supermarket" - uwielbiam go! A mój młodszy brat społeczną strukturę czekających na otwarcie drzwi klientów potrafi przedstawić koncertowo :) Skecz i rozdział pasują do siebie idealnie! Może autorka podczas pisania też go oglądała? :)

Wróćmy jednak do powieści...
Zbliża się Dzień Dziecka i z tej okazji specjaliści od marketingu i promocji wymyślili, że w ostatnią sobotę maja drzwi hipermarketu zaproszą kupujących tuż przed północą, kusząc napisem "-50%" na zabawkach. Jak można się było spodziewać był tłum, kłótnie, przepychanki, nerwy, pot i łzy. Można doskonale zaobserwować zachowanie klientów oraz personelu niższego i wyższego szczebla. Walkę o najnowsze modele lalek Barbie, samochodów czy klocków Lego przerywa jednak tragedia... Niespodziewanie dochodzi do wypadku, który odmieni losy wielu osób. Życie części z obecnych w markecie - zakończy. Jak poradzą sobie Ci, którzy cudem się uratowali? Czy ta sytuacja wywoła u nich pożądane przemyślenia?

W szpitalnej sali spotkały się poszkodowane w wypadku kobiety: Sabina, Bronisława i Sonia. Trzy pozornie różne, ale jakże wiele mające wspólnego ze sobą historie. Ich losy połączył wypadek i jak się okazuje, wyszło im to na dobre... Pomimo wszystko.

Sabina Barańska trzeźwo i realistycznie patrzy na życie. Mimo, że ma za sobą pięćdziesiąt lat życia to nie potrafi się nim cieszyć. Denerwują ją dzwoniące telefony, ciągłe pobudki nocne, szybkie zakupy i monotonia dnia codziennego. Sabina wie, że łzy nic nie zmienią, ale najchętniej wypłakałaby z siebie żal i złość. Zwłaszcza, że nie ma na kogo liczyć... Jej jedyną rodziną jest dziewięćdziesięcioletni ojciec, którym musi się opiekować, ale nie usłyszy miłego słowa. Ciągła krytyka, poniżanie, krzyki, zgryźliwość oraz wrogość - tylko to od niego otrzymuje... Żadnego podziękowania za swoją dobroć, opiekę i troskę. A przecież poświęciła siebie i swoje marzenia, by zająć się ojcem. Czy naprawdę nic w jej życiu się nie zmieni?


Bronisława Cedro jest siedemdziesięcioletnią wdową. To dobra, pracowita i chętna do pomocy innym kobieta - ot, złote serce. Zwłaszcza w odniesieniu do syna - Jerzyka. Bronisława wciąż go tłumaczy, wybacza, wierzy w jego zapewnienia o tym, że tak naprawdę to nie on jest winny, tylko koledzy. To przez nich miał kolegium, to przez nich wraca do domu pijany. I tylko pracy znaleźć nie może... Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt, ileż to Jerzyk ma lat... Cóż... Ale miłość matki jest wyjątkowa, prawda?


Sonia Adamczyk jest najmłodsza z trójki bohaterek. Żona eleganckiego i dobrze zarabiającego męża oraz matka nastoletniej córki. Jak się okazało później, to ją wypadek w markecie doświadczył najbardziej, ale boi się wyznać prawdę mężowi. Czy była w stanie przewidzieć, jakie konsekwencje będzie miała dla niej tamta noc zakupów? Sonia przez ostatnie lata była kurą domową - miała zajmować się domem i wychowywaniem Oleńki. Tyle, że córka zeszła na dalszy plan... Na pierwszym było czekanie na Krzysztofa, gdy wracał nawet późną nocą i dogadzanie mu. Tak długo pracował? Co musiało się wydarzyć, by kobieta przejrzała na oczy?


Spotkałam się z opiniami, że książka jest smutna. Ale moim zdaniem, jest po prostu prawdziwa i nieco dramatyczna. Widocznie, Ci którzy tak ocenili powieść mają w życiu dobrze. Nie mają poważnych problemów i zachowanie bohaterek nie mieści się w ich normach.
Ale to przecież same kobiety zgotowały sobie taki los... Przyzwyczaiły mężczyzn, z którymi żyją pod jednym dachem, do takiej codzienności. Same stały się od nich zależne, uwięzione, bez swojego zdania. Sabina poświęciła wszystko ojcu. Bronisława wciąż usprawiedliwia syna a Soni czas poświęcony mężowi przysłonił miłość do córki. Owszem, ich zachowanie często irytowało, ale przecież nie w każdej książce jest cukierkowo i nie każdy bohater jest idealny - przecież wtedy byłoby nudno!

Autorka pokazała w powieści co znaczy samotność, alkoholizm, brak pieniędzy. Ale z drugiej strony poruszyła ważne tematy - chora miłość, samotność, uzależnienie od mężczyzny, przyjaźń nie do końca prawdziwa (nie wytrzymuje sprawdzianu jakim są problemy) oraz jak nieszczęście może zbliżyć obcych sobie ludzi, odmienić życie i jak wiele można mu zawdzięczać. Ale to nie wszystko, tylko nie mogę zdradzić Wam pewnych niespodzianek...

Przez całą lekturą rozmyślałam, jaki pomysł na finał ma Wilczyńska i .... przyznaję uczciwie - zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam, że powieść właśnie tak się zakończy - i to na kilku płaszczyznach. Miałam wzrok zdziwionego czytelnika. "Właśnie dziś, właśnie teraz" czytało mi się bardzo przyjemnie i dość szybko z uwagi na język, styl i lekkość wypowiedzi autorki. Jedynie do korekty miałabym pewne uwagi, bo literówki wstrzymywały mój czytelniczy rozpęd.

Powieść skłania do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Porusza i potrząsa. Czy przypadkiem nie przesadzamy z nadopiekuńczością? Czy będziemy mieć wsparcie i pomoc w naprawdę trudnej sytuacji? A może nasze dobre uczynki nie zostaną docenione? Gorąco polecam





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Piotrowi

sobota, 11 marca 2017

Naoki Inaba "Plac tajemnic 2. Japońskie łamigłówki"




Tytuł: Plac tajemnic 2. Japońskie łamigłówki - część 1
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 32
Wiek odbiorcy: 7+









Jeszcze dwa lata temu myślałam, że w dziedzinie książeczek z łamigłówkami wymyślono już wszystko - wykreślanki, rebusy, krzyżówki różnego rodzaju, labirynty czy też połącz kropki. Ale wydawnictwa mnie zaskoczyły tworząc istne arcydzieła w tej dziedzinie.
Jednym z przykładów jest Adamada i seria Plac tajemnic, o którym pisałam już kilkakrotnie. Razem z córą miałyśmy okazję zapoznać się też z książeczkami Naoki Inaby (TUTAJ recenzja), który pokazał jak ruszać głową po japońsku :)

Prezentowana część pierwsza drugiego cyklu Japońskich łamigłówek jest przeznaczona - według informacji z okładki - dla dzieci siedmioletnich. Kolejne części były zbyt trudne dla mojej córy i tym razem odsyłam Was na stronę wydawnictwa, gdzie możecie o nich poczytać. Ja skupię się na "dziesiątkowych diagramach", jak je roboczo nazwałam :)


Na czym polega zabawa w myślenie?



Każdy przedstawiony w książeczce diagram należy podzielić w taki sposób na mniejsze pola, by cyfry znajdujące się w każdym z nich miały sumę 10. Świetna sprawa w ćwiczeniu dodawania i to przecież z zakresu większego niż 10, bo kiedy dziecko sprawdza różne możliwości to często dodaje do siebie 6+5, 9+5 czy też na przykład 7+6, by przekonać się, że cyfry te nie mogą być w tym samym polu, bo ich suma jest większa niż 10. Doskonale się bawiłyśmy! Bo książeczka nie zawiera takich diagramów jak te w powyższej instrukcji! To znaczy zawiera, ale jest ich tylko kilka tak małych i łatwych... Potem zaczynają się schody...

Przykłady? Proszę bardzo:

Diagram na powitanie był łatwy :)





Kolejne diagramy są podobne do poniższych. Stopień trudności akurat dla mojej sześciolatki, ja wskazywałam tylko od której cyfry najlepiej zacząć całość. Większy diagram robiłyśmy już nie długopisem, ale ołówkiem - gumka czasami była konieczna :) 




A to wyjątkowa strona - udało się "mieć zapał" do zrobienia całej, czyli wszystkich trzech przykładów, choć im niżej, tym trudniej i trzeba było pokonać opory przed startem sześciolatki... Ale po ukończeniu zadań okazało się, że nie takie to straszne, jak się wydaje na początku, kiedy wszystkie diagramy są puste.
 


Poniżej przedstawiam przykłady zadań, do których sześciolatka na chwilę obecną namówić się nie dała. Szczerze mówiąc to sama bałabym się kompromitacji, gdybym miała próbować je robić. Wbrew pozorom, nawet jak człowiek umie liczyć (dodawać) do 10 to może się wyłożyć na tych łamigłówkach. A najgorzej jest zacząć...


 I jak? Dalibyście radę? :)


Na koniec pokażę Wam jeszcze diagram, który bardzo się spodobał się mojej małej recenzentce - kiedy zobaczyła same 10 i 2, to powiedziała że to będzie łatwe... I zaczęła od zakreślania 10.... Dopiero potem okazało się, że to wcale nie jest takie proste i na tym to zadanie się zakończyło.



 Jednak z czasem książeczka będzie się na pewno zapełniać. Zawsze po jakimś czasie wracamy do serii Plac tajemnic, uzupełniając to, czego jeszcze kilka tygodni czy miesięcy wcześniej się nie dało. Przecież dziecko się rozwija, nabywa nowych umiejętności, rozumie więcej a i kombinować potrafi.

"Japońskie łamigłówki" doskonale sprawdzają się nie tylko na nudę, ale przede wszystkim do rozwijania myślenia u dziecka - jakie kroki dalej podjąć, jaki wynik dodawania będzie z różnych kombinacji cyfr.... Trzeba też być cierpliwym, kiedy coś się nie udaje oraz nie przerażać się trudniejszymi przykładami, tylko małymi kroczkami zmierzać do finału! Doskonała publikacja :) Polecam w 1000%






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek



Za możliwość ćwiczenia umysłu
dziękujemy Pani Ewie


piątek, 10 marca 2017

Ejotek znów na SOFie - tym razem ze śląskimi klimatami


Już w lutym ukazał się w sieci nowy - 16 już numer - SOFY. Bardzo ubolewam, że na chwilę obecną dwumiesięcznik jest dostępny tylko w wersji elektronicznej...

Jak wiecie mam opóźnienia ze wszystkim... Dlatego dopiero dziś polecam zajrzenie na jego karty. Lepiej późno niż wcale, prawda?

W środku znajdziecie wiele ciekawych tekstów, nie tylko recenzji.


DO PRZEGLĄDANIA:
https://issuu.com/almari_/docs/sofa_16__-_luty_2017

DO ŚCIĄGNIĘCIA:  http://www.beezar.pl/ksiazki/sofa-16-luty-2017

Osobiście zależy mi na skierowaniu Waszych oczu na tekst na stronie 46-47 :)

czwartek, 9 marca 2017

Mary Kubica "Kobieta znikąd"




Tytuł oryginalny: Don't you cry
Tłumaczenie: Jan Kabat
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 336








Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? Z twórczością amerykańskiej pisarki - Mary Kubica - nie miałam dotychczas nic wspólnego, czytywałam jedynie recenzje jej poprzednich książek. Dlatego gdy zapoznałam się z intrygującym opisem najnowszego thrillera psychologicznego "Kobieta znikąd", postanowiłam uczynić pierwszy krok. Czy jestem zadowolona z czasu poświęconego książce?


Chicago
Jest niedzielny listopadowy poranek. Quinn odkrywa, że w mieszkaniu nie ma jej współlokatorki Esther. Wprawdzie słyszała w nocy jakieś hałasy, ale wróciła z imprezy i nie do końca chciało jej się to sprawdzać. Jednak godziny mijają a Esther nie wraca... Quinn zaczyna się martwić a chcąc domyślić się co mogło się wydarzyć zaczyna poszukiwanie śladów w pokoju należącym do zaginionej. Im dłużej nie ma Esther, tym więcej niepokojących rzeczy udaje jej się odkryć - listy do Najdroższej Osoby (czy pisała je Esther?), pozostawiony telefon, tajemnicze wnioski i wiele innych, których nie zdradzę Wam, by nie popsuć niespodzianki.
Czy powinna dzwonić na policję? Quinn naprawdę starannie przyłożyła się do rozważenia za i przeciw - choć była w dużym szoku. Jakie podjęła kroki? Czy wskazówki znalezione w drugiej dobie po zaginięciu Esther pomogą jej w podjęciu decyzji? Zwłaszcza, że na jaw wychodzi coraz mroczniejsza strona współlokatorki... Jaka była naprawdę? Gdzie jest teraz?


w okolicy jeziora Michigan
Poznajcie osiemnastoletniego Alexa. Chłopak od trzynastu lat mieszka tylko z ojcem, ponieważ jego matka odeszła... Teraz Alex musi zarabiać na nich dwóch pracując w restauracji, ponieważ ojciec jest alkoholikiem. Z tego powodu chłopak nie wyjechał na studia, jak jego rówieśnicy. Każdy dzień wygląda tak samo. Aż tu nagle w jego rutynę wkrada się ONA - nieznana nikomu dziewczyna, która milcząc wpatruje się w okno a kiedy nikt nie widzi odbywa kąpiele w lodowatej wodzie. Alex chcąc jakoś ją określać, nazywa nieznajomą Perła a jego zachowanie staje się wręcz obsesyjne. Stara się wytropić, gdzie dziewczyna się zatrzymała a kiedy nawiązuje kontakt - próbuje ustalić kim jest, skąd się wzięła i czy przyjechała tu na dłużej. Ale żadnych konkretnych odpowiedzi nie udaje się uzyskać. Tematy, które poruszają nie są zbyt interesujące, poza jednym - opowieści o duchu pięcioletniej Genevieve, który "zamieszkuje" ruderę, gdzie nocuje Perła.
Kim jest piękna nieznajoma? Jakie ukrywa tajemnice? Czy to zaginiona w Chicago Esther?


I co ja mam Wam teraz napisać Drodzy Czytelnicy? Niewątpliwie prawdę - książka jest Nudna! I to przez duże "n". Przez pierwsze dwieście stron męczyłam się bardzo, dopiero potem akcja nabrała tempa, pikantnych szczegółów, przestało być nijako. Dowód? "Czytałam" książkę tydzień.... Tak, te 336 stron... To właściwie po co ją czytałam? Tylko i wyłącznie z ciekawości co stało się z Esther. I przyznaję, że dla końcówki warto było dotrwać (dotrwać, nie mylić z sięgać czy czytać). Ale litości - można to było napisać inaczej!
Czy zadziałał mój wewnętrzny detektyw i odkryłam prawdę o Perle i Esther? Przyznaję, że udało mi się tylko z częścią zagadki - z resztą tajemnic autorce udało się mnie zaskoczyć.

Może spodziewałam się zbyt wiele po tym thrillerze psychologicznym (z definicji otrzymałam taki dopiero w drugiej połowie książki), którego akcja ma miejsce tylko w pięć dni? Jak bardzo można zszokować, zaintrygować i wciągnąć czytelnika tak krótkim czasem akcji?? Jednak tutaj nie zadziałało to na korzyść...
Ale prawda jest taka, że otrzymałam beznadziejnych bohaterów, którzy są mocno irytujący i ciężko jest ich polubić. Dialogi są prostackie (poziom przedszkolaków - wiem, wszak jestem mamą sześciolatki) i często zbędne, nic nie wnoszące do fabuły. Opisy nużące, zaś w części Alexa denerwujące krótkie zdania, czasami niezbyt zrozumiałe logicznie i stylistycznie. Wielokrotnie w książce wspominane są te same wydarzenia i to nie na zasadzie sygnału czy nawiązania, ale powtarzania zbyt wielu informacji na ten temat.

Wystarczy.

Podsumowując - czy polecam sięgnięcie po "Kobietę znikąd"? Ja osobiście straciłam na nią zbyt wiele czasu i mimo świetnych końcowych rozwiązań, nie mogę polecić jej z czystym sumieniem. Ale nie stawiam na niej krzyżyka i nie odradzam... Bo przecież ktoś z innym gustem czytelniczym może być zachwycony. Sami musicie podjąć decyzję.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję 


środa, 8 marca 2017

Nie ma to jak KONKURS na przykład na Dzień Kobiet

Goździk był?
Rajstopy były?
Nie??
Mam jednak nadzieję, że w jakiś skromny choć sposób Dzień Kobiet został uczczony? :)


Jeśli nie to zapraszam do udziału w konkursie!
Niezależnie od okazji czytamy książki - a ja mam do rozdania 2 egzemplarze książki "Brakujące ogniwo" - moją recenzję znajdziecie TUTAJ



Prośba - reklamujcie, udostępniajcie - niech o konkursie dowie się jak najwięcej osób :)




BANER:


za baner tradycyjnie dziękuję Joli  :)




NAGRODY:

dwa nowe egzemplarze "Brakującego ogniwa" M. W. Kaszubowskiej



ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsoruje Wydawnictwo Novae Res - dziękuję :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodami w konkursie są dwa nowe egzemplarze "Brakującego ogniwa" M. W. Kaszubowskiej
  4. Konkurs rozpoczyna się 08.03.2017 r. a kończy 19.03.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - autorki,  Wyd. Novae Res oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • pytanie konkursowe: 
W powieści został poruszony wątek zaginięcia jednego z bohaterów. Możliwych opcji jest kilka: zabójstwo, dobrowolne opuszczenie dotychczasowego życia lub porwanie. 

Skupmy się - na potrzeby konkursu - na wersji samodzielnie podjętej decyzji o zmianie otoczenia - po jakimś czasie rodzinie udaje się odnaleźć zaginioną osobę. Czy Twoim zdaniem powinno się pogodzić z jej decyzją i pozwolić żyć "po nowemu" czy też wielokrotnie i różnymi sposobami nakłaniać do powrotu? Odpowiedź uzasadnij w max 5 zdaniach


Powodzenia!


wtorek, 7 marca 2017

Paulina Sarnecka o książce Krystyny Mirek "Miłość z jasnego nieba" - recenzja gościnna

Kilka dni temu dostałam mailem bardzo miłą wiadomość :)

Otóż sukcesem zakończyła się kolejna edycja Indywidualnego wyzwania! Paulina przeczytała książkę, ale również napisała recenzję - doceniając jednocześnie nasz blogerski trud i czas poświęcany pisaniu recenzji :)



Gratuluję Ci wykonania zadania! Cieszy mnie to, że jesteś kolejną osobą, w której zaszczepiłam sympatię do nowego autora :)







To był grudzień, gdy zostałam wytypowana (raczej sama się zgłosiłam) do twojego Indywidualnego Wyzwania Czytelniczego. Wybrałaś dla mnie pozycję Pani Krystyny Mirek. Ze względu na konieczne ograniczenia finansowe, dość długo szukałam jakiejś używanej książki na aukcjach. W taki sposób nabyłam „Miłość z jasnego nieba” za jedyne 6 zł dopiero pod koniec lutego. Złożyło się to akurat z chorobą moich dzieci, więc gdy spały ja pochłaniałam kolejne strony bardzo przyjemnej w odbiorze książki.

Angelika Niemirska przylatuje z Monachium do Krakowa. Szef zlecił jej podpisanie kontraktu z firmą informatyczną na niekorzystnych dla partnera warunkach. Kobieta będzie próbowała użyć wszystkich możliwych metod, aby doszło do podpisania umowy: uroda, wdzięk, intelekt, wkupienie się w łaski pracownic Daniela a nawet łącka śliwowica. Zdaje sobie sprawę, że ten kontrakt to dla niej jedyna szansa na całkowitą niezależność i poczucie bezpieczeństwa. Ale to jej największy problem, gdyż boi się, że już zawsze będzie musiała kłamać i manipulować innymi ludźmi.
Angela miała trudne dzieciństwo, musiała wychowywać swoje młodsze rodzeństwo Piotrka i Małgosię. Jej matka zakochiwała się co chwilę, zmieniała partnerów a to odbijało się na losach małoletnich. Dzieci nie miały co jeść ani zapewnionej odpowiedniej opieki i bezpieczeństwa, a w najbliższym otoczeniu nie mogły szukać pomocy. Za jednymi drzwiami znajdowała się melina, a za drugimi dom publiczny.
W szkole ogłoszono stypendium i wyjazd na studia do Monachium dla najlepszego ucznia z trudną sytuacją finansową. 19-letnia Angelika złożyła dokumenty i udało jej się wydostać z Krakowa. Wyjechała na 12 lat. Tęskniła za siostrą i bratem, posyłała im pieniądze, lecz nie miała pewności czy je dostaną. Zanim zaczęła wspinać się po szczeblach kariery i pracować w firmie Weltblitz opiekowała się starszymi ludźmi, szorowała w knajpach stoliki i gary.

Daniel Jakubowski to nowoczesny i wykształcony właściciel firmy informatycznej, który doskonale znał się na kobietach, dlatego zmieniał je często. Każdą dziewczynę obdarowywał na zakończenie znajomości biżuterią z bursztynem. Był pewny, że uda mu się przekonać rudowłosą panienkę z Monachium do zmian w kontrakcie.
Zależało mu na spłaceniu kredytu hipotecznego, który wziął w niekorzystnej walucie. A ta umowa dawała szanse na duże pieniądze dla jego firmy.

Mateusz Borzęcki najlepszy przyjaciel Daniela i zarazem wspólnik w firmie. To właśnie on siał postrach wśród personelu. Dzięki dobrym układom z szefem ma umowę z najniższą pensją krajową na stanowisku wiceprezesa, a resztę pieniędzy dostaje pod stołem. Mateusz żyje dostatnio, ubiera się u najlepszych projektantów, kupuje najnowsze sprzęty RTV oraz samochód. A swojej byłej żonie na ich dwójkę dzieci płaci najniższe alimenty. Chłopiec w walentynki ma akurat trzecie urodziny. Daniel zmusza przyjaciela do zakupu samochodu dla syna i lalki dla córki. Przedstawia mu argumenty, że to najwyższy czas poznać własne dziecko.

Jak potoczą się losy Angeliki i Daniela?
Czyj stopień nietrzeźwości będzie zadowalający i na czyich warunkach zostanie podpisana umowa?
Kto wysiaduje na krakowskim Rynku i obserwuje Daniela?
Czy Piotrek i Małgosia wybaczą siostrze to, że ich opuściła bez słowa?

Jedyna minus, to że są w książce aż trzy Anny. Wolę gdy każdy bohater ma inne imię.


Muszę podziękować za wybranie dla mnie książki Krystyny Mirek. Lektura dostarczyła mi moc wrażeń. Były łzy nad relacjami między dziećmi a rodzicami. Poruszył mnie wątek Mateusza i jego byłej żony. Ściskałam za niego kciuki, aby przejrzał na oczy.

Recenzję napisać jest to wielka sztuka – podziwiam trud i wkład jaki wykonujesz. Czytanie jest o wiele przyjemniejsze.





Paulina Sarnecka

poniedziałek, 6 marca 2017

Anna Mentlewicz "Pewna pani z telewizji"





Autor: Anna Mentlewicz
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 18 listopada 2016
Liczba stron: 400









Tytuł i okładka nie do końca mówią o czym będzie książka... Nie przekonują całkowicie do swojej zawartości "w ciemno" jak to czasami ma miejsce... Ale zaintrygował mnie opis i obietnica zanurzenia się w świat polskich mediów, gdzie wciąż trwa walka o posady, o lepszą ścieżkę kariery, o zamożność i lepszy czas transmisji własnego programu. Jako studentka dziennikarstwa miałam praktyki w mediach i można powiedzieć, że nie jest to dla mnie obcy temat. W jaki sposób "ugryzła" to autorka? Czy powieść mi się spodobała?


Stella Lerska była wychowywana przez matkę. Ojciec odszedł od nich i słuch po nim zaginął. Ten trudniejszy życiowy start nie załamał jej, ale wręcz zmotywował - dawała sobie radę, osiągała kolejne cele a kiedy czegoś nie wiedziała lub nie umiała to jeszcze bardziej czuła, że musi do tego sama dojść. Po studiach dziennikarskich była reporterką, zaś aktualnie prowadzi znany talk show. Nie liczy się dla niej bycie gwiazdą i prowadzenie imprez czy happeningów - Lerska całą uwagę poświęca przygotowaniu swoich programów, włącznie z obecnością podczas montażu.
Ale nie myślcie, że jej życie jest usłane różami...
Wciąż musi zmagać się czyjąś śmiercią. Po tym jak ZAMORDOWANO jej matkę, jedyną rodziną i oparciem stała się ciotka Wanda, która obecnie ma problemy zdrowotne i przebywa w szpitalu. Opiekuje się nią Jacek Miliński, który w bardzo sprytny sposób omotał starszą panią miłymi słówkami, jednocześnie próbując wyciągnąć od niej jak najwięcej informacji o Stelli. Po co mu ta wiedza? Do czego ją wykorzysta? W czym tkwi tajemnica??

Podczas odwiedzin u ciotki Stella zostaje rozpoznana i poproszona o autograf. Ta przypadkowa prośba i dołączone do niej pytanie wywołuje w niej atak paniki. Kobieta martwi się, że SEKRET wyjdzie na jaw... A bardzo by tego nie chciała...

Lerska od wielu miesięcy zmaga się z depresją i nerwicą lękową po tragicznej śmierci swojego kochanka - jednocześnie ówczesnego producenta talk show, które prowadzi. Jest po opieką lekarzy, bierze leki, ale nagle jej samopoczucie uległo znacznemu pogorszeniu...  Dlaczego?? Otóż zaczęła dostawać ANONIMY, które początkowo bagatelizuje... Bo która telewizyjna twarz ich nie dostaje?! Jednak, gdy stają się coraz częstsze i natarczywe postanawia dowiedzieć się, kto jest autorem. Czy jej się to uda w porę?
I tu muszę wtrącić dygresję - bardzo szybko wytypowałam bohatera, który wysyła Stelli anonimy. Mimo zmyłek autorki trwałam w swym przekonaniu i miałam rację!


Bardzo polubiłam wykreowaną przez Mentlewicz postać głównej bohaterki. Nie jest telewizyjną hieną, która tylko patrzy, by żerować na innych. Pomaga wielu ludziom, czasem wprost a czasem potajemnie, nie pragnie szumu wokół swojej osoby i potrafi zdobyć się na ludzkie odruchy. Walczy z tabloidami, które szukają sensacji i mogłabym jej zarzucić jedynie większą dbałość o program niż własne zdrowie. Do czasu...

Autorka poruszyła w książce wiele ciekawych problemów. Jest tu nie tylko telewizja, choć fragmenty o przygotowywaniu programów "od kuchni", walce z uczestnikami, materiałem, rezygnacjami były bardzo ciekawe. Również tematyka talk show Stelli "Rozmowy o niewidzialnym" zwróciła moją uwagę a kiedy dodać do tego zamiłowanie prezenterki do muzyki poważnej i liczne przemyślenia na ten temat to powieść zyskała tylko w moich oczach.

Wiele miejsca Mentlewicz poświęciła też relacjom - Stelli z ciotką, z szefem i współpracownikami, z przyjacielem zmarłego kochanka, z lekarzem ciotki oraz z pewnymi blogerami. Podejście kobiety do wielbicieli czy do przyjaciółki, ale przede wszystkim do samej siebie to studium natury ludzkiej. Mogę tylko przyklasnąć autorce, że tak dobrze potrafiła oddać fakt, jak zmieniamy swoje podejście do ludzi i spraw. Plusem jest niewątpliwie to, że osobę Stelli poznajemy stopniowo, w kolejnych rozdziałach odkrywamy jej charakter i układamy z niego puzzle.

Powieść świetnie oddaje klimat pracy w telewizji - rola reżysera, realizatora wizji, kierownika produkcji, dziennikarzy oraz praca całego zespołu - to wszystko składa się na sukces. Jednak trzeba się liczyć z brakiem czasu na prywatne życie, ze stresem, zabieganiem i zmęczeniem, bo przecież wielokrotnie zmiana planów wymusza nowe działania - takie "na wczoraj".

"Pewna pani z telewizji" to również dowód na to, że niepełnosprawność nie jest końcem świata (chociaż my, niepełnosprawni często tak myślimy). Że można z nią żyć, pracować, odnosić sukcesy i robić coś pięknego. Choć nie ukrywam, że często jest potrzebna pomoc innych i to bardzo różnorodna. Temat ten nie dotyczy bezpośrednio Stelli, jest pełnosprawna, ale sami już musicie się przekonać, dlaczego o tym wspominam.

Anna Mentlewicz bardzo szybko wciągnęła mnie do świata bohaterów. Jej dbałość o szczegóły w opisach osób, sytuacji, pomieszczeń czy ubiorów nie nużyły ani nie przytłaczały, ale idealnie pozwoliły wczuć się w klimat poszczególnych rozdziałów świetnie wprowadzając w daną sytuację. Ogromna płynność wypowiedzi, lekkość stylu, czyhające na kolejnych stronicach niespodzianki i wyzierające z przeszłości demony - to główne atuty tej powieści. Autorka potrafi zaczarować słowem, wprowadzić w ciekawy świat bohaterów, umiejętnie kieruje ich losami, ale też znakomicie daje ognia w końcówce, kiedy to czekają na nas sceny mrożące krew w żyłach a na deser dostaniemy jeszcze wyznanie Wandy...

Jednym słowem książka bardzo mi się podobała, była lekka i odprężająca. Nie mogę doczekać się na wydanie dalszych losów Stelli Lerskiej, bo przecież nie wszystko się wyjaśniło! Dobrze, że perspektywa oczekiwania jest krótka :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

źródło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...