Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gąsiorowska Dorota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gąsiorowska Dorota. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 grudnia 2023

Dorota Gąsiorowska "Opowieść błękitnego jeziora"

 

 
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 22.11.2023
Liczba stron: 512
 
 
[materiał reklamowy] Znak literanova
 
 
 
Wierzysz w legendy? Lubisz je czytać lub o nich słuchać? 
W swojej najnowszej powieści Dorota Gąsiorowska przekazuje swoim czytelnikom legendę o Złotym Sercu. Jeśli lubisz przepięknie snujące się opowieści, które w niespiesznym rytmie pozwalają na delektowanie się każdym słowem, czarują śnieżną zimą i pachną czekoladowymi wyrobami to niewątpliwie jest to historia dla Ciebie.  

Bukowa Góra leży niedaleko Krakowa. To właśnie tam przetną się drogi teraźniejszości ze współczesnością - uwielbiam takie połączenie i nie każcie mi proszę wybierać, która płaszczyzna czasowa pasjonuje mnie bardziej.

Sonia przyjeżdża do Bukowej Góry tak naprawdę w ramach urlopu. Tylko co dziennikarka z Łodzi będzie robiła w "takiej dziurze" na końcu świata? I to w listopadzie, kiedy wszyscy cieszą się powolnymi przygotowaniami do świąt? 

Młoda kobieta nie lubi tego czasu, zamieszania, podekscytowania innych, dlatego to właśnie wtedy postanowiła wyjechać. Zamierza napisać artykuł o rodzinnej manufakturze czekolady połączonej z kawiarnią o pięknie brzmiącej nazwie "Złote Serce", prowadzonej przez małżeństwo Rozalię i Gabriela Witkowskich. Bardzo intryguje ją tajemnica dotycząca historii tego miejsca a właściciele zgodzili się ją opowiedzieć.

Czytelnik ma przyjemność towarzyszyć Soni każdego dnia, gdy pisze, gdy spaceruje, gdy słucha naprzemiennych opowieści Rozalii i Gabriela, gdy smakuje czekoladowych wyrobów, a nawet gdy nawiązuje bliskie znajomości z mieszkańcami Bukowej Góry. Poza wspaniałą historią manufaktury Sonia poznaje również przejmujące losy Laury, Hani, Maurycego... Historie dwóch wymienionych kobiet, którym los rzucił pod nogi potężne kłody pokazują, że udowodniły iż zawsze może wyjść słońce, że mimo wszystko mogą być jeszcze szczęśliwe. Czy Sonia zaczerpnie od nich nieco pozytywnych myśli w chwili, gdy odbierze telefon od kogoś, kto wiele lat temu wybrał kogoś innego, nie ją, co spowodowało, że musiała szybciej wydorośleć i radzić sobie sama...?

Zastanawiacie się zapewne czego dotyczy wspomniana legenda... Nie zdradzę wiele, ale tyle, by Was zaintrygować. Nad Jezioro Marana leżące niedaleko Bukowej Góry dociera Marcin, który wydostał się z rosyjskiej niewoli i kiedy już myśli, że skona... pojawia się ktoś, kto daje mu nadzieję i tajemniczy przedmiot. Poznajemy również Sabinę, młodą dziewczynę, która uratowała komuś życie, ale gubi się w uczuciach... Mocno poplątane losy młodych ludzi, mądrości staruszek, które widzą więcej niż młodzi by chcieli oraz niewłaściwie ulokowane uczucia...


Autorka poruszyła w tej powieści wiele ważnych kwestii, jak samotne rodzicielstwo, zespół Downa, odrzucenie, nowa miłość, oszustwo, młodzieńczy bunt... Ale są też pozytywne aspekty i wiele tajemnic, które Sonia zamierza poznać... Czy wszystkie skończą się happy endami?

Skąd wiedzieć, że podejmując daną decyzję nie popełniamy błędu? Jak naprawić to, co już zepsuliśmy? Czy Sonie wywęszy wszystkie sensacje w Bukowej Górze? Jak zareaguje na finał opowieści Rozalii i Gabriela? A czy Wam się spodoba?
Gorąco polecam otuloną śniegiem "Opowieść błękitnego jeziora".

 
 
 
Książka przeczytana w ramach listopadowych wyzwań: 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 
 

piątek, 18 sierpnia 2023

Dorota Gąsiorowska "Córka ziemi"

 
 
 
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 26.07.2023
Liczba stron: 524
Cykl: Córki żywiołów  tom 1
 
 
 
[materiał reklamowy] barter Wyd. Znak Literanova
 
 
 
 
 
 
"Córka ziemi" otwiera nowy cykl Doroty Gąsiorowskiej o kobietach, które są w wyjątkowy sposób związane z naturą a ich intuicja pozwala dostrzec więcej, niż innym ludziom.
 

Weronika mieszka w domu po babci w pobliżu Ojcowskiego Parku Narodowego. Utrzymuje kontakt właściwie tylko z jedną osobą - swoją przyjaciółką Aśką. Pozostały jej czas to głównie pełna pasji praca nad powstającymi w kamieniu rzeźbami. Efekt finalny Weronika widzi zawsze jeszcze przed rozpoczęciem pracy a każda kobieta z kamienia w odpowiednim czasie trafia zawsze do odpowiedniej osoby. 
Tym razem jednak Aśka proponuje jej zrobienie rzeźby na zlecenie, bowiem zajmuje się odrestaurowaniem dworu we Wrzosnówku. XIX-wieczny pałac Maks remontuje dla swojej babci Felicji, która wyjechała stąd jako mała dziewczynka a teraz marzy, by w magicznym zakątku stanęła rzeźba nordyckiej bogini Frei.

Historia Weroniki, to nie tylko praca nad kamieniem, ale również spotkania z Felicją i poznawanie tajemnic dworu oraz jej rodziny a także spędzanie czasu z Zuzią (dziewczynką, która ucieka z rodzinnego domu, w którym czekają na nią tylko obowiązki przy młodszym rodzeństwie). W tej części opowieści nie brakuje tajemnic, niespodzianek, ale też i chwil grozy. 


Autorka zabiera nas również w przeszłość (uwielbiam takie naprzemienne czasy akcji) i przedstawia dziewczynkę o imieniu Freya, która mieszka wraz z matką w sercu lasu. Jest dzieckiem ceniącym sobie wolność, naturę, jej przyjaciółmi są zwierzęta - sokolica i dzik. Wychowywana z daleka od ludzi, pomaga mamie zbierać zioła, choć nie potrafi przyrządzać magicznych maści czy syropów. 

Po latach beztroskiego życia los zakpił z Frei i postawił na jej drodze kilka przeszkód. Codzienność dziewczynki zmieniła się diametralnie! Ogromnie mnie to zaskoczyło i próbowałam odgadnąć prawdę. Kim jest? Dlaczego ktoś podjął właśnie takie decyzje co do jej losu? Co wydarzyło się przed jej narodzinami a co czeka ją w niedługiej przyszłości? 


"Córka ziemi" to przepiękna, cudowna i wciągająca opowieść, która wielokrotnie mnie zaskoczyła! Odkrywanie tajemnic obu głównych bohaterek było tak fascynujące, że trudno było odłożyć książkę, bo Freya i Weronika nieustannie mi o sobie przypominały. Wciąż zastanawiałam się nad ich losami, martwiłam o tę pierwszą w  obliczu tego, co ją spotkało. Trzymałam kciuki, by poznała prawdę o swoim istnieniu, bym i ja mogła ją poznać. Martwiłam się jej karą, relacjami z rówieśnikami, pierwszym zauroczeniem... Wraz z Weroniką szukałam odpowiedzi na pytania dotyczące Zuzi, dziwnego zachowania Felicji, sekretów starej studni oraz nieuczciwego Tymona.

Muszę przyznać, że początek powieści był trudny, nie mogłam wciągnąć się w historię, polubić bohaterów, zainteresować się ich życiem. Na szczęście kiedy już akcja zaczęła iść w kierunku, którego się nie spodziewałam... przepadłam z kretesem! Zakochałam się w tej opowieści i żałowałam, że się skończyła. 
 
"Córka ziemi" to plejada bohaterów pozytywnych i negatywnych oraz takich, którzy ukrywają swoje prawdziwe oblicze. To historia, w której prym wiodą kobiety, którym nie zawsze żyło się dobrze. Czasem los dał im przysłowiowego pstryczka w nos, śmiał się w oczy i niezależnie od wieku, musiały poradzić sobie z problemami. Gorąco polecam Wam tę powieść i czekam na kolejny tom cyklu 'Córki żywiołów'.
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 

niedziela, 13 listopada 2022

Dorota Gąsiorowska "Opowieść starego lustra"

 
 
 
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 9 listopada 2022
Liczba stron: 496


[materiał reklamowy] barter z Wydawnictwo Znak




Czy są tutaj sympatycy książki Lewisa Carrolla "Alicja z Krainy Czarów"? Pewnie Wam się narażę, ale nie lubiłam tej historii. Od zawsze była dla mnie zbyt fantastyczna a postacie, które dziewczynka spotkała w czarodziejskiej krainie mnie przerażały! Tej baśni mówiłam stanowcze nie. 
 
A dlaczego o tym piszę? Otóż wyobraźcie sobie, że sięgając po pierwszą świąteczną powieść Doroty Gąsiorowskiej "Opowieść starego lustra" dostałam nie tylko lustro, ale i ... Alicję! Na szczęście nie ma w niej Królowej Kier czy Kapelusznika.

Alicja jest historykiem sztuki i pochodzi z Kielc. Jednak to krakowski klimat ją zauroczył a praca w sklepiku ze starociami "Faun" u pana Teodora przynosi satysfakcję i radość każdego dnia. Uwielbia swoją pracę, kocha każdy z przedmiotów, a zwłaszcza ich oryginalne historie...

Jednak na drodze codziennych, spokojnych dni z poukładanym planem godzinowym staje Alicji... lustro! Kryształowe cudo w mosiężnej ramie z delikatnymi rzeźbieniami jest prezentem od Teodora, który nieświadomie powoduje złe samopoczucie u dziewczyny (prezent, nie Teodor)...  Lustro przyciąga Alicję a gdy już w niego spojrzy...
...przenosi się na drugą stronę! Nagle pojawia się w dziewiętnastowiecznym dworku, wśród obcych ludzi. Musi stać się doskonałą aktorką i to szybko! Trzeba przecież wcielić się w postać, którą nagle się stała. A jednocześnie myśleć o tym, jak wrócić do domu...

Alicja czuje się jak w Matriksie, zastanawia się czy kilkukrotne podróże w czasie do alternatywnej rzeczywistości są fikcją, prawdą czy może snem? Snem chyba nie, bo przecież znalazła się w krakowskim mieszkanku w sukience z XIX wieku... Sny raczej nie przenoszą przedmiotów...
Dlaczego to właśnie ona przenosi się do dworku rodziny Wilkanowskich? Czy to rodzaj misji? Ma wykonać jakieś zadanie? Wpłynąć na wydarzenia? I kim są mężczyźni, którzy nagle pojawiają się w jej życiu?

By odkryć te tajemnice musicie sięgnąć po "Opowieść starego lustra".


Dorota Gąsiorowska to dla mnie symbol pisarki, która swoimi historiami... czaruje. Piękne i barwne opowieści snuje z taką lekkością, jakby słowa same spływały z końcówki pióra. Plastyczne opisy, ciekawe dialogi, postacie pełne charakteru i uroku - psotne bliźniaczki, tajemnicza Zafira, zadumany i samotny Teodor, szukająca pociechy u guwernantki hrabina i tajemnica lustra oraz pożółkłej koperty...

Z każdym rozdziałem zastanawiałam się jakie prawdy ukrywa autorka w pełnej śniegu opowieści snutej w krakowskich okolicach. Jaką rolę przypisała dwudziestoośmioletniej Alicji w historii na pograniczu jawy i snu, w rzeczywistościach, które dzielą dwie setki lat.

Wspaniale było się zanurzyć w opowieść, która kryje tak wiele tajemnic i zagadek powoli wyłaniających się z mgły niewiedzy. Wielokrotnie nie kryłam zaskoczenia tym, jak potoczyły się poszczególne wątki.


Podsumowując - "Opowieść starego lustra" to przepiękna książka o dwóch epokach, dwóch wymiarach, która na szczęście nie przypomina mi "Alicji z Krainy Czarów". Pełna radości, ale i lęku, zachwytu, ale i niepokoju, szczęścia odnajdywanego w najdrobniejszych przedmiotach i rodzącego się uczucia. To historia o przyjaźni, miłości, rodzinie, marzeniach i o tym, że czasem rodzina to nie więzy krwi. Opowieść pełna magii i ciepła otulającego jak koc w zimowy wieczór. Opowieść pełna dobra, sympatii i dobrych duchów. Kubek gorącej herbaty, lektura tej powieści i już można odczuć klimat sklepiku ze starociami Teodora czy antykwariatu Sary i Franciszka... Polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję 
 
 


sobota, 4 czerwca 2022

Dorota Gąsiorowska "Dwór rusałek"

 
 
 
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2021
Liczba stron: 608
Cykl: Dni Mocy  tom 2
 
 
 
 
 
 
Trylogia 'Dni mocy' Doroty Gąsiorowskiej opiera się na ważnych wydarzeniach kalendarza słowiańskiego. Nie są one dominujące w powieści, ale spełniają istotną rolę w życiu bohaterów. 
 
 
Zapraszam Was do dworu na Jesionce, którego właścicielem jest Leszek Akszewski. Skryty między podlaskimi drzewami budynek pamięta kilka pokoleń i ich burzliwe dzieje. Jednak są takie tajemnice, które nadal nie zostały rozwiązane... A że zbliża się rusałczy tydzień to znad jeziora słychać magiczny śpiew... Czy niepełnosprawna córka Leszka - Lorena - jest bezpieczna? Dlaczego wymyka się z domu nad jezioro? I czyją podobiznę skrywa w pokoju?

Pamiętacie Nataszę z "Pamiętnika szeptuchy"? Dziewczyna pojawi się również teraz, jednak to jej siostra Olga jest tym razem główną bohaterką.
Mieszkająca od urodzenia w Wilnie Olga ma uporządkowane życie. Związek z Daliusem może nie jest pełen fajerwerków, ale nie mająca skąd czerpać kobiecych wzorców emocjonalnych dziewczyna (niedługo po urodzeniu przecież porzuciła ją matka), podchodzi do wszystkiego bardzo ostrożnie i radują ją zwykłe spotkania i rozmowy. Zawodowo spełnia się prowadząc urokliwą księgarnię na Starym Mieście. 
Jednak nagle wszystkie fundamenty zaczynają pękać. Dostaje miesięczne wypowiedzenie wynajmowanego lokalu i nie może znaleźć nowego w rozsądnej cenie. Liczy się z tym, że będzie musiała całkowicie zlikwidować księgarnię. Chłopaka zaś przyłapuje na oszustwie i nie potrafi mu już zaufać.
 
Podczas tych właśnie zawirować poznaje Leszka i jego córkę. Los sprawił, że spotkali się przypadkiem, jednak Olga tak bardzo przypadła do gustu Lorenie, że zostaje poproszona, by być jej opiekunką...
To właśnie od tego momentu akcja nabiera tempa (wcześniej było momentami nieco nudno), bowiem liczba kłopotów się mnoży. Dalius, księgarnia, Sonia i jeszcze przylot Wioletty, która ją obraża... Zaś na Jesionce teoretycznie spokojne dni z podopieczną zamieniają się w nieustanną walkę, by obie były bezpieczne.
Rusałczy śpiew bowiem przywołuje.
Hipnotyzuje.
A Olga odkrywa tajemnice dworu i jego mieszkańców. 
 
Dzięki dziennikom Rosalie, które autorka wplotła w fabułę, poznajemy wydarzenia sprzed ponad stu lat. Jak ta historia wpłynie na Olgę? Kto będzie w stanie wyjaśnić dlaczego dwór nie ucierpiał w czasie wojny i jak potoczyły się losy Rosie i Alicji?
 
 
Bardzo się cieszę, że mogłam ponownie zawitać na Podlasie. Nie tylko poznałam nowe postacie, ale też spotkałam znanych mi już z poprzedniego tomu bohaterów. Rodzinny klimat u Joachima, wyrzuty sumienia Elżbiety i próby kontaktu z córką, zabiegana Natasza i nadal zapatrzony w nią Aleks oraz ciepła jak babcia, której nie miała Olga - Sonia, jej wnuk Dalius oraz ich zawiłe sprawy rodzinne. 
 
Wprowadzając do tej serii Lorenę, Leszka i Liama autorka podarowała czytelnikowi wiele ciekawych wątków. Jest i poważna choroba, samotne ojcostwo, nieszczęśliwa miłość, zerwanie kontaktu z bliskimi, ale też próba stworzenia czegoś nowego oraz spełnianie marzeń. 
Wraz z bohaterami przeżywałam nie tylko problemy i rozterki, ale również pozytywne wydarzenia jak bezinteresowna pomoc innym, zakochanie czy przyjaźń. Była też próba naprawienia krzywd z przeszłości.

Niektóre zagrania czy decyzje mocno mnie bulwersowały. Olga często była introwertyczna i irytująca. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego zgodziła się na pewne rzeczy w stosunku do Daliusa! Często zachowywała się jak mała dziewczynka i na dodatek błądząca we mgle. Najbardziej to podobało mi się jej dążenie do prawdy po przeczytaniu dzienników Rosalie.
 
Jedynym minusem (poza irytującymi czasem bohaterami - co przecież się zdarza i dzięki temu jest różnorodność, bo nie mogą wszyscy być mili i układni) było dla mnie zbytnie rozwlekanie akcji, często nic się nie dzieje a pewne opisywane sekwencje niepotrzebnie się powtarzały.



Podsumowując - "Dwór rusałek" to opowieść łącząca teraźniejszość z przeszłością. Ludzi dojrzałych i młodych. Miłość i przyjaźń z rozstaniami. Prawdę z kłamstwami. Obietnice i tęsknoty z nadziejami i oczekiwaniami.
Autorka podarowała nam zbiegi okoliczności, metafizyczne wydarzenia, magiczne melodie oraz strych jak z filmów z kuframi pełnymi zagadek. Sięgając po książkę poznacie ciekawą legendę o złośliwych rusałkach dręczących mieszkańców dworu i klątwie jaką rzuciły. Czy Wam się spodoba ta opowieść? Liczę, że tak!
 
 
 
 
"Dwór rusałek"
"Zielone oczy driady"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  


czwartek, 30 lipca 2020

Dorota Gąsiorowska "Pamiętnik Szeptuchy"





Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 16 czerwca 2020
Liczba stron: 608
Seria: Dni Mocy




Z twórczością Doroty Gąsiorowskiej jestem od początku na bieżąco, poznaję każdą wydaną książkę i wciąż zachwycam się, że została napisana lepiej. Autorka wykorzystuje coraz ciekawsze pomysły na fabułę, tworzy barwniejszych bohaterów, zachwyca stylem. Gdzie w moim rankingu znalazła się najnowsza książka Gąsiorowskiej - "Pamiętnik Szeptuchy"?


"Podłożem każdego lęku jest niewiara, że możesz czegoś dokonać. A możesz. Wystarczy tylko uwierzyć i zacząć działać." * 


Życiem dwudziestoczteroletniej Nataszy rządzi matka - oschła i nieczuła Elżbieta. Od czternastego roku życia dziewczynki wytyczała jej ścieżkę kariery, która wiodła poprzez wybiegi, filmy czy sesje zdjęciowe. Nadal dba o dietę córki i jej udział w castingach, decyduje też o tym, co ma na siebie włożyć. Natasza nie zna normalnego życia, ma tylko jedną przyjaciółkę - Weronikę, wciąż podróżuje między różnymi krajami. Ma samochód, mieszkanie i pieniądze na każdą zachciankę, ale czuje się jak kukiełka. Nie chce, by jej życie tak wyglądało.

Dlatego pewnego dnia, pod wpływem chwili, zamiast na spotkanie z rodzicielką i znanym reżyserem, dziewczyna wyrusza w nieznane... Kieruje się na Podlasie, gdzie w Zielonej mieszka Weronika, jednak po zmroku zabłądziła, gubiąc zasięg. Z opresji ratuje ją staruszka z lampą naftową, która zaprasza dziewczynę do swojej chaty. Okazuje się, że to Salma - miejscowa szeptucha, która twierdzi, że Natasza miała tam trafić. Dziwny styl bycia znachorki początkowo przeraża Nataszę (mnie przypomniał o pannie Zuzannie ze Stacji Jagodno), jednak z czasem zaczyna łączyć je specyficzna więź. Po kilku dniach oderwania się od codzienności, dziewczyna musi wrócić do Warszawy a na odchodnym dostaje od Salmy zielnik oraz pamiętnik niejakiej Mildy - staruszka twierdzi, że kiedy przeczyta to jeszcze tutaj wróci. Jakie tajemnice kryje pamiętnik? Pojawienie się Nataszy w starej chacie, było dla szeptuchy niezwykle naturalne, jakby wiedziała co stanie się udziałem modelki. Co ukrywa starsza kobieta? I dlaczego Natasza wciąż śni te same, tajemnicze sny?

Tak oto zwykłe życie Nataszy, z chwilą pojawienia się w nim Salmy, stało się magiczne. Wiele w jej myśleniu zmieniła również lektura pamiętnika młodziutkiej Mildy, z którą Natasza często się utożsamiała. A od kiedy coraz częściej zaczęła zrywać się matce "ze smyczy", udało jej się poznać i zjednać wiele ludzi. Obcy stali się przyjaciółmi i wpłynęli na decyzję Nataszy o potrzebie życiowych zmian. Odwiedziła też pełne klimatu miejsca, które wciąż ją do siebie przyciągały. Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak wiele ma z nimi wspólnego. A potem na jaw zaczęły wychodzić kłamstwa i tajemnice matki... Tylko czy wszystkim jej wyjaśnieniom można wierzyć? Na ile Elżbieta chce podzielić się z córką prawdą a na ile raczy ją półprawdami? Dlaczego nawet ciocia Greta nie chce wyjawić prawdy? Co strasznego mogła zrobić matka? Jak bardzo ucierpią na tym ich wzajemne relacje?


"Życie jest łatwe dla tych, którzy przyjmują je prosto, nie zagłębiając się zbytnio w uczucia. Lecz gdy chcesz je przeżywać świadomie, trzeba liczyć się z tym, że może się okazać bardzo skomplikowane." **


"Pamiętnik szeptuchy" to nie tylko wątek Nataszy i jej problemów z matką. Każda nowa postać, która wzbogaca swoją osobą tę historię, przynosi swój bagaż doświadczeń, traum, trudnej przeszłości, wnosi żałobę po kimś bliskim oraz marzenia. A z każdą kolejną stroną ich rola staje się coraz ważniejsza, los coraz mocniej splata ich codzienność z Nataszą: Joachim, Aleks, Olga, Sonia czy Dalius.

To sześciuset stronicowa historia, która mogłaby się nie skończyć, bowiem z każdą kolejną kartką, pochłania czytelnika bardziej. Nie pozwala się oderwać a wręcz "zmusza" do zagłębienia się w świat malarstwa, zielarstwa, modelingu, książek a przede wszystkim zagadek. Poszczególne macki wydarzeń przywołują czytelnika do lektury, by poznał kolejne intrygi, kradzieże, skutki zemsty czy narodziny miłości. Bo nie byłoby powieści obyczajowej, do której nie wkroczyłyby przyjaźń i miłość. Choć w tym przypadku zostaną wystawione wręcz na "próbę ognia", przetrwają tylko najsilniejsze uczucia.

Powieść jest pierwszym tomem serii Dni Mocy, której każdy tom będzie dotyczył wydarzenia zajmującego ważne miejsce w kalendarzu słowiańskim - tym razem jest to dzień letniego przesilenia, czyli Noc Kupały. Autorka opowiedziała o zwyczajach i tradycjach, jakie kultywują mieszkańcy Podlasia tej magicznej nocy.

Ta książka rozkochała mnie w sobie, sprawiła że przeniosłam się do innego świata i byłam ogromnie niezadowolona, gdy dotarłam do końca i musiałam go opuścić. Wyśmienita powieść, dla której zabraknie mi skali ocen (na LC), bowiem znalazłam w niej wszystko, co cenię w dobrej oraz odprężającej lekturze... Chociaż tak jak wspominałam, liczba tajemnic, zagadek i spraw do rozwikłania było dość sporo, co sprawiało że podnosiła mi się adrenalina.

Gąsiorowska wielokrotnie próbuje "wpuścić czytelnika w maliny", mnie udało się nie wpaść we wszystkie pułapki a gdy podczas sceny ze znaleziskiem w szufladzie, zanotowałam w notesie moją wersję wydarzeń, to w finale okazało się, że byłam naprawdę blisko prawdy! :) Bardzo podobały mi się zbiegi okoliczności, bowiem dotyczyły głównie pozytywnych rzeczy a kroki bohaterów wielokrotnie kierowały się ku przeszłości, szukając rozwiązań nawet w Wilnie. Jaka część układanki czeka tam na Nataszę?

Dorota Gąsiorowska przeskoczyła tą powieścią dwa poziomy wyżej w stosunku do choćby dwóch poprzednich książek ("Szeptu syberyjskiego wiatru" oraz "Niedokończonej baśni", które przecież też mnie zachwyciły) i "Pamiętnik szeptuchy" bezapelacyjnie zostaje dla mnie numerem jeden! To zasługa nie tylko oryginalnej i intrygującej fabuły, barwnych bohaterów, ale również pięknemu i plastycznemu językowi, dzięki któremu każde miejsce czy osoba została wymalowana słowem tak, iż wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, przekuwając słowa w obrazy.


"Zbyt często rzucamy się zachłannie, żeby poznać wiedzę innych, podczas gdy sami skrywamy w sobie skarby." ***


Podsumowując - "Pamiętnik Szeptuchy" to powieść wielowątkowa i pełna tajemnic, zagadek i splotów zdarzeń. Historia o porządkach w życiu i trudnych decyzjach, niezwykłych więziach, przeczuciach, pasjach i niedomówieniach, a także o bólu, strachu, porzuceniu, potrzebie akceptacji przez matkę, niepewności czy wyrzutach sumienia. Nie wyobrażam sobie, że wielbiciele polskiej literatury obyczajowej a tym bardziej twórczości autorki, mogliby jej nie poznać. Przepełniona emocjami gorąco polecam - cudowna powieść!





* D. Gąsiorowska, "Pamiętnik szeptuchy", Znak literanova, Kraków 2020, s. 293
** Tamże, s. 374
*** Tamże, s. 512




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, Wyzwanie LC, 52 książki




Za książkę dziękuję


środa, 9 października 2019

Dorota Gąsiorowska "Niedokończona baśń" - przedpremierowo






Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak / Między słowami
Data wydania: planowana na 16 października 2019
Liczba stron: 512







Dorota Gąsiorowska swoimi powieściami sprawia, że przenosimy się w wielobarwny i doskonale wykreowany świat. Często wraz z bohaterami wyruszamy poza granice Polski i dotykamy sfer, niedostępnych w zwykłe dni. Ci, którzy nie znają twórczości autorki, mogą czuć przerażenie widząc ponad pięćset stron lektury, jednak wierni czytelnicy twierdzą, że i tak zbyt szybko docieramy do finału.

"... kłopoty , tak jak i radości, są częścią ludzkiego życia. 
Dzięki tym pierwszym potrafimy docenić drugie"*

Julia Biernacka od miesiąca mieszka w Poznaniu i zamierza starać się o pracę marzeń. Chce być asystentką i tłumaczką ulubionej pisarki Suzanne Benoit. Wcześniej Julka mieszkała w Krakowie, ale musiała odciąć się od tamtego życia, zbyt wiele wspomnień atakowało ją każdego dnia. Zwłaszcza od chwili, gdy pięć lat temu w jej życiu zabrakło jednej ukochanej osoby a pojawiła się inna...

Współpraca z osiemdziesięcioletnią pisarką nie jest zbyt łatwa, Julka musi zmierzyć się z jej humorami a gdy sprawy rodzinne wzywają Suzanne do drugiej ojczyzny, staje pod znakiem zapytania. Wszak Julka jest samotną matką i z kim na tak długi czas zostawi Basię? Finalnie wszystkie szczegóły udaje się ustalić i kobiety ruszają do Francji. Julia liczy, że dzięki tej wyprawie pozna lepiej swoją pracodawczynię, jednak okazuje się że liczba tajemnic i zagadek tylko się zwiększa. 

"Każda chwila jest odpowiednia, żeby zdać sobie sprawę z popełnianych błędów i zauważyć, 
że zmierzamy donikąd." **

Francuskie miasta i miasteczka, zaniedbane ogrody, zawiłe historie akwitańskich zamków i gustownie urządzone goszczące je domostwa a także niedokończona baśń zapisana w starej księdze sprawiają, że Julia nie ma czasu na tęsknotę za mężczyzną, w którym się zakochała. Stara się rozwikłać zagadki z przeszłości, które zaważyły na wzajemnych relacjach członków rodziny Suzanne, odnaleźć wejście do wieży, brakujące strony dzieła Valentina de Troyes oraz odkryć dlaczego kamienie z emblematami zamków znajdują się w dziwnych miejscach.
Zaś mała Basia swą dziecięcą szczerością, radością, trafnymi spostrzeżeniami i ciekawością świata kradnie serca wszystkich wokół. Dziewczynka ma dar rozweselania duszy, o czym przekonacie się sami podczas lektury. Francja zachwyciła Julkę i Basię różnorodnością, odmienną kulturą i zwyczajami zaś one odwdzięczyły się rodzinie pisarki tym, co wniosły swą obecnością w ich życiu.

Gąsiorowska znów zaczarowała mnie na czas lektury, podsunęła życie ciekawych ludzi i to ich problemy wysunęły się na pierwszy plan. Bardzo podobało mi się szukanie odpowiedzi na liczne pytania, których w rodzinie Suzanne i Marie-Lise nie brakowało. Czego Suzanne nie zdążyła jej powiedzieć? Czy spełni obietnicę daną przyjaciółce?

Autorka porusza nas kilkoma historiami nie zawsze spełnionych miłości, udowadnia że związek to partnerstwo a nie dominacja, ukazuje niezbyt zdrową relację matki z córką, ale i przemiany, które stają się udziałem bohaterów. Nie brakuje szczerych wyznań, szokujących informacji, nawiązywania przyjaźni, niekonsekwencji i sprzecznych poleceń. Powieść pokazuje, że gdy ugrzęźniemy we własnym życiu, z idącymi za tym obowiązkami i powtarzającymi się czynnościami nie będziemy tak naprawdę szczęśliwi. Nie bądźmy tchórzami, walczmy o to szczęście, nawet jeśli czasem będzie to wymagało trzaśnięcia drzwiami.


"Nigdy nie stawiaj miłości do mężczyzny ponad miłość do dziecka, bo skończysz tak jak ja. Samotna, zgorzkniała i zapomniana przez świat staruszka, której jedynym celem jest teraz odliczanie godzin do śmierci i rozrachunek z przeszłością." ***


Podsumowując - "Niedokończona baśń" jest urokliwą historią o błędnych decyzjach, krzywdach, zdradach, samotnym macierzyństwie, wielkiej miłości oraz chybionych życiowych wyborach. O tym, że serca nie da się oszukać i że nie wszystko zdołamy naprawić, zanim odejdą z tego świata Ci, których skrzywdziliśmy. Opowieść o porządkowaniu bałaganu w szufladach życia, nadopiekuńczości, truflobraniu oraz kłamstwach, które ciągną się latami... Niezwykle prawdziwa, wzruszająca i intrygująca książka, w której kroczymy śladami średniowiecznego pisarza i jego baśni, poznając po drodze nie rozwiązane latami zagadki. Gąsiorowska znów stanęła na wysokości zadania - polecam Wam tę poznańsko-francuską opowieść!





* D. Gąsiorowska, "Niedokończona baśń", Między słowami, Kraków 2019, s. 112
** Tamże, s. 118
*** Tamże, s. 433






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki






Za książkę dziękuję


czwartek, 28 marca 2019

Dorota Gąsiorowska "Szept syberyjskiego wiatru" - przedpremierowo





Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami
Data wydania: planowana na 3 kwietnia 2019
Liczba stron: 480











Dorota Gąsiorowska to pisarka, która z roku na rok wywołuje we mnie stan coraz większego oczekiwania na kolejną powieść, bowiem potrafi w wyborny sposób stworzyć wielowątkową fabułę i zachwycić nietuzinkowymi perypetiami bohaterów. Porównując debiutancką historię Łucji z późniejszymi książkami, warsztat i pióro zdecydowanie na plus. Czy "Szept syberyjskiego wiatru" mnie zachwycił?

Kalina Fiodorow z przyczyn finansowych została zmuszona, by po dwudziestu latach wrócić do Polski. Jako kilkuletnia dziewczynka wyjechała do Szkocji wraz z ciotką Moniką, zaraz po pogrzebie rodziców. Jednak chcąc spłacić długi, musiała poddać się prośbom babki Leonii, która proponowała jej pracę w swojej fabryce porcelany w Nowym Sączu. 

Kiedy Kalina dotarła do Tropia, gdzie mieszkała babka, jej stres przed spotkaniem ze staruszką ogromnie wzrósł. Wszak widziała ją tylko na pogrzebie rodziców i jawiła jej się jako ponura, zimna i oschła kobieta, na dodatek nie dość ładna. Jak przebiegnie ich spotkanie? Dystans między paniami Fiodorow łagodzi Katia, opiekunka babci, niezwykle ciepła, serdeczna i bezpośrednia Rosjanka. Jeśli Kalina myślała, że poza oschłością Leonii już nic gorszego nie mogło jej spotkać.... myliła się! Jej zmorą został Sergiusz Ostrowski, prawa ręka babki... Mężczyzna przystojny, roztaczający wokół swój urok, ale jednocześnie cierpki, apodyktyczny i szorstki tyran. A może bardziej kameleon dostosowujący się do sytuacji.

"... nie ma przypadkowych spotkań. Właściwi ludzie pojawiają się obok nas po coś 
i zwykle są naszym odbiciem." *

Choć jak powszechnie wiadomo 'kto się czubi ten się lubi', zatem do przewidzenia były sprzeczne sytuacje między tym dwojgiem. Oboje nie do końca wiedzieli czego chcą i oczekują względem siebie. Z jednej strony się przyciągali, z innej odpychali. Jednocześni czuli chemię i irytację. Co wyniknie ze wspólnej pracy tej pary? Czy misja w Petersburgu, którą zleci im Leonia sprawi, że zbliżą się do siebie czy może obrażą na zawsze?

Kalina opuszczając Szkocję otrzymała możliwość wielokrotnego olśnienia - najpierw pięknymi widokami z Dunajcem w tle, później oczarował ją Petersburg oraz tereny nad jeziorem Bajkał, gdzie zaprowadziła ją prośba babki związana z jej trudną przeszłością. 
I mimo tych urokliwych zakątków, w głowie młodej kobiety wciąż tkwił cierń, przypominający jej o posłuchanej rozmowie Leonii z Katią, kiedy wspominały o tajemnicy skrywanej przez dziewięćdziesięcioletnią kobietę... Szkoda, że nie odważyła się o to zapytać, bowiem nie zdawała sobie sprawy, że tak naprawdę nie jest świadoma dwóch tajemnic - babki i Sergiusza. Co się wydarzy, gdy je pozna? Jak bardzo odmieni to jej życie i podejmowane decyzje? Jak zareagujesz Ty czytelniku, gdy poznasz prawdę o tym, co łączy Leonię z Siergiejem?

"...właśnie tak bywa w życiu, że to, przed czym uciekasz i czego się boisz, 
może okazać się twoim szczęściem." **

W Nowym Sączu bohaterka poznała nie tylko tajniki porcelanowego świata, ale również sympatycznych przyjaciół, którzy zmagają się ze swoimi demonami. W przeszłości każdego z nich - Renaty, Joanny i Bartka zdarzyło się coś, co sprawia że powieść jest życiowa, bo z problemami mogącymi dosięgnąć każdego zwykłego człowieka.

"Szept syberyjskiego wiatru" opowiada również o udawaniu kogoś innego, igraniu z uczuciami, odsłanianiu sekretów - nie tylko - duszy oraz o tym, że nierozwiązane sprawy zawsze się upomną o czas dla siebie.

Spotkałam się już z częściowym osadzeniem fabuły u wschodnich sąsiadów w książce autorki, która po "Primabalerinie" znów postanowiła w tamtym kierunku poprowadzić czytelnika. I bardzo mi się to podoba, bowiem Rosja u Gąsiorowskiej jest niezmiernie namacalna, choć tylko literacko - czuć smak potraw, zapach wiatru, zimne krople Bajkału na dłoni a w sercu smutek i żal w odniesieniu do losów bohaterów.

"...dumanie nad przeszłością już nic nie zmieni, ale na to, 
co wydarzy się jutro, wciąż masz wpływ." ***



Podsumowując - "Szept syberyjskiego wiatru" to pełna zwrotów akcji i ludzkich nieszczęść opowieść, która tropem rodzinnych tajemnic prowadzi nas w takt walca Szostakowicza z małej fabryczki porcelany do Petersburga a nawet na Syberię. Autorka wprowadziła nas do świata, w którym nie brak traumatycznych wydarzeń, wypadków, rozstań, niepełnosprawności, śmierci czy zdrad. Ale pośród nich są również pozytywne rzeczy jak satysfakcja z pracy, odnajdywanie siebie, oddawanie się pasjom czy pomoc przyjaciołom. To historia o tym, co można znaleźć po drugiej stronie tęczy oraz że właściwą drogą jest słuchanie serca. Gorąco polecam



* D. Gąsiorowska, "Szept syberyjskiego wiatru", Między słowami, Kraków 2019, s. 304
** Tamże, s. 330
*** Tamże, s. 439




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki





Za książkę dziękuję



wtorek, 25 września 2018

Dorota Gąsiorowska "Karminowe serce" - przedpremierowo





Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak
Data wydania: planowana na 3 października 2018
Liczba stron: 448











W jednej z ostatnich recenzji pisałam Wam o tym, iż niewiele jest autorek, których drogę śledzę we właściwej kolejności od debiutu. Drugą członkinią tego grona jest Dorota Gąsiorowska, której najnowszą powieść miałam właśnie okazję czytać przed premierą. Dotychczas twierdziłam, że każda kolejna książka jest coraz lepsza, piękniejsza, ciekawsza, intrygująca. Jak będzie z "Karminowym sercem"?

Nadeszła przełomowa jesień w życiu Laury Adamowicz, która po dziesięciu latach opuszcza kawalerkę w stolicy, żegna się z przyjaciółką Agatą i wyrusza do Bukowej Góry w Małopolsce. To tam dobiegł końca roczny remont stuletniego domu, który młoda kobieta zakupiła, by zmieniając otoczenie wyleczyć rany serca i duszy. Dzięki temu, że jest graficzką, może pracować wszędzie, nawet w małej wiosce pośród wrzosowisk. Tylko czy demony przeszłości tam jej nie znajdą? Czy ukoi wreszcie swe cierpienie, ból i tęsknotę? Czy przestanie się bać tego, który ją skrzywdził i oszukał? Jakie niespodzianki mają dla niej mieszkańcy Bukowej Góry?

Już pierwszego dnia uwagę Laury przyciągnął około dziewięcioletni chłopiec z zespołem Downa, który spacerował obok jej domu. A to przecież spory kawałek od centrum, dlatego postanowiła odprowadzić Michałka do cukierni "Złote serce" prowadzonej przez jego mamę i dziadków. Rodzina Witkowskich bardzo szybko zjednuje sobie Laurę ciepłem, dobrocią a także pyszną czekoladą i pralinkami. Kobieta czuje się u nich jak w domu, mama Michałka - Hania staje się bliska jej sercu, ale czy to wszystko nie jest tylko fasadą? Ukrywaniem się z problemami za uśmiechem? Wszak Hania jest z jakiegoś powodu samotną matką a i jej rodzice skrywają pewną historię...

W życiu bohaterki pojawia się cały wachlarz mniej lub bardziej sympatycznych postaci. Mama, która od początku sprawiała wrażenie, iż coś ukrywa przed córką. Kilku mężczyzn zakochanych w Laurze, ale z ciemnymi plamami na przeszłości a nawet zazdrosne dziewczyny czy matki-swatki. Czy serce Adamowicz, choć złamane może jeszcze kogoś pokochać? A właściwie co wydarzyło się w jej życiu, że bez żalu uciekła na koniec świata szukać ukojenia? Co zawierają teczki, które wywołują w niej ból? Co kryje tajemnicza fotografia? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w powieści.

"...każdy nowy dzień daje szansę na zmiany..." *

Dorota Gąsiorowska to w moim odczuciu mistrzyni pięknych opisów, która tym razem mocno ograniczyła się w swym czarowaniu słowem... Widać to już na pierwszy rzut oka, gdyż książka liczy niewiele ponad czterysta stron. Trochę żałuję, choć będąc w szkole opisy raczej nudziły, gdyż autorka potrafiła mnie nimi naprawdę oczarować. W swej książce Gąsiorowska zawarła ogrom przeżyć, tajemnic i tragedii, które ukryła za zasłonką i trzeba cierpliwie poczekać, by otrzymać odpowiedzi na cisnące się pytania. Owszem, pewnych wydarzeń można się domyślić, ale nie wszystkich a już na pewno nie kalibru okrucieństwa niektórych bohaterów czy finałowych zdarzeń. 

Powieść jest obrazem namalowanym ku czci matek. Zawiera wiele barw macierzyństwa, blaski, cienie, lęk, strach, pragnienie szczęścia a nade wszystko ogromną miłość. Pokazuje z jak trudnymi wyborami musimy się zmagać, wielokrotnie z czegoś rezygnując a czasem upadając...

"Karminowe serce" to również zbuntowana młodość, błędy, samotność, intrygi miłosne oraz magia przyjaźni. Autorka opisała życie, tak jak ono wygląda, bez ubarwiania, wprost. Z brudami z przeszłości, które nas dopadają w najmniej spodziewanym momencie. Z tęsknotami i marzeniami. Z samorealizacją i walką o rodzinę.

Ta książka jest inna. Mam wrażenie, że miała być inna. Coś mi mówi, że ta historia - lub choćby jej zarys - 'siedziała' w głowie autorki i tylko czekała, by się napisać. Nie zawiera tak mocno rozbudowanej fabuły czy zawiłych i licznych tajemnic jak poprzednie cztery powieści. Moje detektywistyczne serce rwie się ku tamtym opowieściom, zaś dusza romantyczki szepce, iż tu było jej lepiej... Hmmm... Sami musicie sprawdzić, co jest lepszą literacką ucztą dla Was.


"Miłości do dziecka nie zastąpi żadna inna miłość." **

Podsumowując - "Karminowe serce" to powieść o tym, jak blisko jest od miłości do nienawiści. O miłości matki do dziecka, która choć musi pokonać wiele, jest ponadczasowa. O samotnym macierzyństwie naznaczonym trudnymi decyzjami i walką o radosną przyszłość potomka. Przepełniona poturbowanymi przez los bohaterami opowieść, która pomimo krwawiących ran w sercu daje nadzieję a jezioro, wrzosowiska oraz fabryczka czekolady Rozalii i Gabriela dopełniają tę otoczkę specjalną magią.



* D. Gąsiorowska, "Karminowe serce", Wyd. Między słowami, Kraków 2018, s. 247
** Tamże, s. 409



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



czwartek, 22 marca 2018

Dorota Gąsiorowska "Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami" - przedpremierowo






Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak / Między słowami
Data wydania: planowana na 4 kwietnia 2018
Liczba stron: 528










Twórczość Doroty Gąsiorowskiej zauroczyła mnie, choć kiedy czytałam dwie pierwsze powieści, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie znacznie lepiej... Niezmiernie miło jest sięgać po książki autora-pewniaka, kiedy się wie, że opisywana historia nie zawiedzie, będą niespodzianki i tajemnice a język będzie rozpieszczał czytelnika.

Kamelia ma dwadzieścia cztery lata i wraz z babcią Lidią prowadzi atelier z kapeluszami tuż obok krakowskiego Rynku Dębnickiego. Matka Kamy - Daniela - woli swoje pasje - fotografowanie oraz podróżowanie, dlatego podrzuciła kilkuletnią córeczkę matce i tylko wpada w odwiedziny. Babcia z wnuczką radzą sobie doskonale w salonie z kapeluszami, gdyż doskonale trafiają w gusta klientek. Świetnie się dogadują, mają swoje rytuały a każdemu wspólnemu posiłkowi przypatruje się z portretu wuj Robert, ojciec Brygidy. Jednak ostatnio Lidia zachowuje się dziwnie - wychodzi na wieczorne spacery, jest apatyczna i milcząca. Tylko czy jest to jedynie wynik żałoby po śmierci ciotki Brygidy, która wychowała Lidię?

Z uwagi na zbliżającą się setną rocznicę atelier, Kama z Lidią udzielają wywiadu sympatycznemu dziennikarzowi - Arturowi - wraz z jego pojawieniem się w życiu bohaterek, czas jakby przyspieszył a wydarzenia nabierają tempa niosąc ze sobą nowych bohaterów i mnóstwo zagadek.

Lidia wcześnie straciła rodziców a o dzieciństwie w ogóle nie chce wspominać. Mimo licznych pytań wnuczki zawsze ucinała rozmowy na ten temat. W dniu urodzin Kamy babcia podarowała jej piękną broszkę z inskrypcją, która wniosła zamęt w życie młodej dziewczyny. Co oznacza tajemniczy grawer? Czy Kamelia podąży jego tropem? Kto jej w tym pomoże a przede wszystkim co uda się jej dowiedzieć? Zwłaszcza, że ciasteczko z wróżbą od sąsiadki - pani Melanii - twierdzi, iż "Tajemnice są po to, żebyśmy mogli je odkrywać." *

To jednak nie wszystko... Porządkowanie przeszłości dotyczy również pozostawionych w mieszkaniu i na poddaszu pamiątek po Brygidzie oraz Felicji, matce Brygidy. Jakie skarby i niespodzianki czekają na Kamelię? Jak dziewczyna poradzi sobie z problemami przeszłości babci, teraźniejszymi rozterkami własnego serca oraz kłopotami najlepszej przyjaciółki - Magdy?

Dorota Gąsiorowska stworzyła istny majstersztyk! Szczegółowo i ciekawie wykreowani bohaterowie, którzy szybko zdobywają serce czytelnika, choć bywały chwile, że miałam ochotę przyprzeć ich do muru i zmusić do mówienia. Liczne rozterki, nierozwiązane problemy, od których natłoku ratują się ucieczką w pracę. Niedopowiedzenia, kłamstwa i bolesne sekrety wciąż wychodzą na jaw w cudownej scenerii Krakowa i okolic. Nie dajcie się omamić chmurze cytrynków czy zapachowi werbeny - bądźcie czujni! Może będziecie mieli szczęście i między wierszami odczytacie to, co bohaterowie świadomie ukryli?


"Fajnie jest żyć na najwyższych obrotach, robić to, co się lubi, właściwie wypełniać każdą minutę, ale dobrze jest też niekiedy usiąść i spędzić kilka chwil tylko ze sobą, 
po prostu nic nie robiąc..."**


Powieść jest utrzymana w klimacie typowym dla pisarki - napisana pięknym, ale przystępnym językiem, przepełniona magią tajemnic, które wyjaśniają się powoli, podkręcając napięcie. Tej książki nie można spokojnie odłożyć, gdyż wciąż tkwi w głowie, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Gąsiorowska zwróciła naszą uwagę na niezmiernie ważne wartości i problemy - przyjaźń, dwojaka odmiana miłości: do utraty tchu oraz ta zaborcza, dbałość o własne zdrowie, radzenie sobie z biedą czy mówienie prawdy. Jakże prostsze byłoby nasze życie, gdybyśmy nie ukrywali przed nami samymi oraz przed kolejnymi pokoleniami istotnych kwestii. Bo prawda zawsze wyjdzie na jaw, choćby była bardzo bolesna.

Tylko jak dotrzeć do tej prawdy, kiedy jedyny łącznik między przeszłością a teraźniejszością, czyli babcia Lidia, milczy? Czyja 'spowiedź' okaże się radością dla czytelników?



Podsumowując - "Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami" to cudowna historia opleciona wokół zagadek sprzed lat. Iście detektywistyczna opowieść o miłości, przyjaźni, tęsknocie, samotności, wybaczeniu, zawiedzionym zaufaniu oraz traumatycznych przeżyciach dziecka. Jeśli macie ochotę kroczyć tropem tajemniczych skrzynek i pudełek a wraz z Kamelią odkrywać skrywane przez sześćdziesiąt lat informacje o przodkach to gorąco zachęcam Was do przeczytania tej fantastycznej, dopieszczonej i intrygującej lektury. Gwarantuję szybsze bicie serca, wielokrotne zbieranie szczęki z podłogi a kiedy pomyślicie, że właściwie już wszystko jasne i gdzie te fajerwerki... to przypomnijcie sobie moje słowa - to jeszcze nie jest koniec :) Cierpliwości...



* D. Gąsiorowska, "Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami", Wyd. Znak / Między słowami, Kraków 2018, s. 59
** Tamże, s. 205




Inne książki autorki:



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

czwartek, 26 października 2017

Dorota Gąsiorowska "Melodia zapomnianych miłości"




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 464











Swoją przygodę z twórczością Doroty Gąsiorowskiej rozpoczęłam w lutym 2015 roku lekturą powieści "Obietnica Łucji". Z każdą kolejną książką, warsztat autorki był coraz lepszy a tajemnice ciekawsze i bardziej zaskakujące. Zaś opisywane różnorodne historie wciągały mnie bardziej i bardziej... Dlatego nie mogłam odmówić sobie "Melodii zapomnianych miłości", które otwierają drzwi do świata muzyki i stosunków międzyludzkich.


Cztery lata temu świat trzydziestoletniej Bianki i jej ojca Zygmunta się zawalił... Pomimo rozlicznych prób walki o zdrowie Marianny, zaciągnięte kredyty nie uratowały najbliższej im osoby... Matki i żony. Z pensji pracownika filharmonii i nauczycielki nie są w stanie podnieść się z długów. Dlatego nie słuchając rad ojca, Bianka przyjmuje propozycję Klary i postanawia wyjechać do Kazimierza Dolnego, by pomóc jej niewidomemu synowi. Nigdy nie zależało jej na pieniądzach, ale tym razem nie zwraca uwagi na coś niepokojącego, co dostrzegła w oczach wyniosłej kobiety i pomimo złych przeczuć zamierza uratować domowy budżet. Umowa, którą podpisała musi jednak pozostać tajemnicą wobec domowników rezydencji w Kazimierzu... Czy młoda kobieta poradzi sobie z zadaniem które otrzymała? I czego tak naprawdę oczekuje od niej Klara? Nie jest to do końca oczywiste...

Tuż przed wyjazdem, ojciec podarował Biance skrzypce po babce Walentynie, które dotychczas spoczywały w szafie i od wielu lat nie były używane przez nikogo. Nawet przez samą właścicielkę... Jaka tajemnica się z tym wiąże? Dlaczego cudowny instrument w pięknym, wiśniowym futerale został zapomniany? Jaką zagadkę kryje? Co odnajdzie w nim Bianka?


Jako mała dziewczynka miałam okazję być w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą i do tej pory wciąż marzę, by pojawić się tam znowu, bowiem to bardzo urokliwe miasteczko. Niezwykle ucieszyła mnie ta literacka wycieczka, dzięki której wraz z Bianką 'odwiedziłam' ponownie śliczny ryneczek, zakole Wisły, ruiny zamku... Dzięki opowieści Gąsiorowskiej poznałam wielu ciekawych bohaterów a także winnicę na Fiołkowym Wzgórzu i liczne tajemnice, które skryły się w tym zakątku kraju.

Bianka to bohaterka bardzo pozytywna - lubiana, wrażliwa i oszczędna, choć chwilami ogromnie bojaźliwa i nie do końca wiedząca czego chce. Wrzucona na 'głęboką wodę', czyli do mrocznego i zimnego domu, w którym podaje się tylko cierpką herbatę, odprawia przesadne modły przed posiłkiem a zniszczone meble potęgują zapach strachu. Jedynym jasnym punktem pobytu okazuje się żywiołowa gospodyni Marta, która szybko staje się bratnią duszą Bianki.
Moją sympatię zdobyli Małgosia (ach, ta jej tajemnica!) oraz dobroduszny pan Rysio a jego babcia - Serafina stała się orędowniczką kręcącego się po obejściu licha i skarbnicą wiedzy o mrocznej przeszłości. W żadnym wypadku nie mogę zapomnieć o siejących zamęt w fabule Samuelu oraz Olafie czy 'cieniu' Klary - Vincencie. To bardzo specyficzne i doskonale scharakteryzowane postacie.

Rozpoczynając lekturę pamiętajcie, że każdy skrywa tajemnicę, ale nie wszyscy mają ochotę, by ujrzała światło dzienne. Z zapartym tchem śledziłam historię ludzi, którzy nie zawsze sięgają po to, o czym marzą najbardziej. Niektórzy zadręczają się przeszłością, obwiniają innych o własne niepowodzenia, nie potrafią cieszyć się przyjaciółmi czy prawdziwie kochać. Niszczą jedynie to, co mogłoby stać się odskocznią, radością i balsamem na udręczoną duszę.

Z każdą kolejną stroną powieści na jaw wychodzą nowe tajemnice, które Bianka próbuje rozwikłać, gdyż niespodziewanie okazuje się, że... los nieprzypadkowo wysłał ją do Kazimierza! Odkrywa bowiem, że to miejsce ma coś wspólnego z jej przodkami. 

Dorota Gąsiorowska wpisała w fabułę również historię i legendy dotyczące Kazimierza Dolnego oraz miłość króla do Estery, w której pomagały tajne korytarze. Niewątpliwym plusem jest dbałość autorki o szczegóły, jak kolor nieba czy wzór na filiżance, które zupełnie nie nudzą a dodają magii i uroku kolejnym zdaniom powieści. Jedynym minusem jest dla mnie brak podziału na rozdziały, które ułatwiałyby odnalezienie się w wątkach po przerwie w lekturze.



Podsumowując - "Melodia zapomnianych miłości" to pełna tajemnic opowieść o cierpieniu, pasji oraz prawdziwej miłości, która potrafi przetrwać wiele będąc jednocześnie zdolną do wszystkiego. Przepełniona uczuciami i przeszłością historia, której główny wątek rozgrywa się w przepięknym Kazimierzu Dolnym, w domu mistrzyni intryg. Gąsiorowska stworzyła historię o relacjach braterskich, straconych szansach, wybaczeniu po latach, chowaniu głowy w piasek oraz wypalonym płomieniu miłości. Jednym z przesłań jest to, iż nie powinniśmy oglądać się za siebie, tylko walczyć o przyszłość i w tym kierunku patrzeć.
A wszystko to okraszone dźwiękami skrzypiec... Koniecznie musicie ją przeczytać!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wspomnienia z wakacji, 52 książki



Inne książki autorki:



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



sobota, 26 sierpnia 2017

Dorota Gąsiorowska "Antykwariat spełnionych marzeń"




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak literanova
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 416









Dwie pierwsze powieści Doroty Gąsiorowskiej ("Obietnica Łucji", "Marzenie Łucji") mnie wciągnęły, magiczna "Primabalerina" rozkochała w stylu pisarki, dlatego z niepokojem duszy i pragnieniem serca sięgnęłam po "Antykwariat spełnionych marzeń". Liczyłam na doskonałą w treści, środkach wyrazu oraz pełną niespodzianek historię. Czy taką dostałam?

W okrytym jesienią Krakowie na rowerze jedzie młoda dziewczyna. Przecina Planty, by oprzeć swój pojazd o kamienicę na ulicy Siennej. To cel jej podróży - ukochana praca w antykwariacie pana Franciszka, który należy do jego rodziny od pokoleń. Zgodnie z codziennym rytuałem Emilia parzy kawę a później rozkoszują się nie tylko smakiem napoju, ale również zapachem starych książek oraz zwyczajną rozmową. Mimo, iż mają różne poglądy na niektóre sprawy to starszy pan darzy dwudziestosześcioletnią Emilkę ogromną sympatią - jego zmarła żona - Zosia - była oficjalnie jej nianią, ale w praktyce kimś znacznie ważniejszym.

Przewrotny los postanowił nieco namieszać w życiu Emilii, stawiając na jej drodze dwóch przystojnych mężczyzn - Mikołaja oraz Szymona. Znajomość z jednym jej ciąży, zaś sprawy z drugim znacznie się komplikują. Serce wprawdzie nie sługa, ale rozum uwielbia podpowiadać coś zupełnie innego. Zwłaszcza, że na jaw zaczynają wychodzić tajemnice sprzed lat i to nich skupi się nasza bohaterka. Nie będzie jej łatwo, bowiem zagadki dotyczą najbliższych jej osób... Niektóre wątki szybko doczekają się wyjaśnienia, na inne trzeba długo czekać, co tylko podnosi poziom zainteresowania i adrenalinę.

Rysa na idealnym związku ojca Emilki i jego drugiej żony - Róży trzyma chyba w najdłuższej niepewności, gdyż Gąsiorowska skupia się bardziej na sprawach rozgrywających się w Krakowie a nie na Kaszubach. Jedynie Emilia jest rozdarta między tym co tutaj, na miejscu a problemami narastającymi nad morzem i sporo czasu spędza w pociągach relacji Kraków-Gdańsk. A co tak istotnego wydarzyło się w grodzie Kraka? Do Polski przylatuje Sara, przyjaciółka Zosi z dzieciństwa. Starsza pani planując podróż nie spodziewała się, jakie niespodzianki zastanie na miejscu... Nie śmiała przypuszczać, że wspomnienia będą napływały do niej tak silnym strumieniem, że będzie czuła się chwilami zagubiona i zdezorientowana. Wszak wiele spraw z mrocznej przeszłości pragnęła zakopać, zapomnieć,  schować głęboko na dnie serca i duszy. Zresztą sama twierdzi, że wspomnienia o pewnych wydarzeniach czy osobach powinny pozostać zamknięte... na zawsze.

Jakie znaczenie w historii jej życia będzie miało zdjęcie z pewnej wystawy? Czy Emilia pozna prawdę o Sarze i Zosi? A czy Franciszek wyzna jej swoją tajemnicę? Jest przecież jeszcze magiczna książka... Nie zapominajmy o Róży i jej chęci do salwowania się ucieczką... Czy Emilia lub jej ojciec będą potrafili jej pomóc? Jak potoczą się losy Lili i jej próby samodzielnego życia? Jest też sprawa powieści napisanej przez Emilię i nie do końca uczciwej przyjaciółki - Igi...
Tak, wiem... Mnóstwo pytań bez odpowiedzi... Ale liczę, że skusiłam Was nimi do sięgnięcia po "Antykwariat spełnionych marzeń". Tam znajdziecie wyjaśnienia...
Jest to powieść, która wyzwala w człowieku wiele emocji, niespotykane pokłady wrażliwości oraz żyłkę detektywistyczną. Każdy pragnie odkryć drzemiące na kartach książki zagadki jako pierwszy, jeszcze przed ich wyjaśnieniem... Mnie udało się odgadnąć jeden wątek i to nie do samego końca...

Autorka maluje słowami, zwłaszcza kiedy opisuje miejsca oraz ludzi - wszystko jest pięknie i plastycznie opowiedziane. Tak, by nie nudzić a pozwolić czytelnikowi odczuć poprzez wydrukowaną czcionkę rzeczywisty obraz tego, o czym myślała Gąsiorowska podczas pisania. Doskonale oddała klimat Krakowa oraz Modrzewiowej wraz ze stojącą tam latarnią.

Każdy kolejny rozdział czymś zaskakuje, niesie nowe pytania i zamiast wyjaśniać, wciąż znajdujemy tajemnice. Jeszcze nim dotrzemy do sześćdziesiątej strony wiemy, że czeka na nas pierwsza "bomba" - to już wtedy Róża przeżywa gorsze chwile i twierdzi, że skutki decyzji które kiedyś podjęła, odczuwa do dziś... Wyczekujemy na prawdę, którą tak wielu bohaterów skrywa. Podążamy tropem zdjęcia oraz książki a los wciąż płata figle...

Gąsiorowska zwraca uwagę czytelnika na kilka ważnych spraw, które stają się wybojami na drodze życia - utrata zaufania do bliskiej osoby, tajemnice latami ukrywane na dnie szafy lub serca, pragnienie rozmowy przytłamszone strachem przed szczerością oraz przyjaźń, która wybacza drobne przewinienia. Nie zabrakło również miłości, zwłaszcza matki do dziecka - która jest gotowa na wszystko, wybacza wszystko i jest siłą, darem i czymś najcenniejszym co może nas spotkać w życiu.

Powieść posiada moim zdaniem dwa minusy. Pierwszy to propagowanie czegoś, co jest dosyć niebezpieczne a mimo to stosowane przez rowerzystów - słuchawki w uszach. Drugi to miłość między dwojgiem ludzi, którą sobie wyznają, choć niewiele o sobie wiedzą, nie posiadają nawet swoich numerów telefonów!


Podsumowując - "Antykwariat spełnionych marzeń" opowiada nie tylko o tytułowych marzeniach. Macie szansę poznać magiczne odczuwanie bratniej duszy oraz miejsce, które ludzie kochają i często powracają - zapełnione półkami z zakurzonymi woluminami. Przeczytacie też o aspektach przyjaźni, również między skrajnie od siebie różnymi osobami. Kto chce poczuć jak pachną wspomnienia, poznać jakie tajemnice skrywają ludzkie serca oraz przekonać się jak ważne jest przebaczenie to serdecznie polecam powieść Doroty Gąsiorowskiej.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Dorota Gąsiorowska "Primabalerina"



Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami
Data wydania: luty 2016
Liczba stron:448











W 2015 roku miałam okazję dwukrotnie zapoznać się z twórczością autorki, dzięki lekturze "Obietnicy Łucji" oraz "Marzenia Łucji". Były to miło spędzone chwile, wciąż mam w pamięci tamtą historię i dlatego kiedy usłyszałam o nowej powieści Gąsiorowskiej wiedziałam, że zwyczajnie muszę ją poznać. A najciekawsze jest to, że nie przeczytałam ani słowa z opisu! Nie wiedziałam o książce nic. Jedyną wskazówką czego może dotyczyć był tytuł. Czy moja intuicja wciąż spełnia swoje zadanie i "wskazuje" mi warte uwagi lektury, czasem nawet w ciemno?

Nina jest cierpliwą, spokojną i nie wyróżniającą się z tłumu kobietą tuż po trzydziestce. Wychowały ją siostry Serafitki, ponieważ jako kilkudniowe maleństwo została im podrzucona, zawinięta w piękną haftowaną chustę z wyszytym imieniem. Pracuje jako księgowa w domu spokojnej starości w podkrakowskich Maciejowicach, choć tak naprawdę wykonuje o wiele więcej obowiązków (sprzątanie, kuchnia). Z jedną z pensjonariuszek - panią Irmą - połączyła Ninę prawdziwa przyjaźń. Chociaż obie zdają sobie sprawę z tej więzi to tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. Wystarcza im wspólna rozmowa na jakikolwiek temat o stałych codziennych porach. Starsza pani czuje jednak, że jej czas na ziemi dobiega końca i pragnie coś wyznać przyjaciółce. Jednak ich rozmowa nie zostaje dokończona a później...

Później w wyniku splotu niefortunnych zdarzeń losowych Nina przez kilka dni nie może pojawić się w ośrodku i spotkać z Irmą. W tym czasie tajemnicza staruszka umiera, pozostawiając mnóstwo niedopowiedzeń i nierozwikłanych zagadek. A w testamencie zapisuje Ninie kamienicę na Starówce we Lwowie. Dość niezwykły podarunek, prawda?
Początkowo Nina waha się czy powinna pojechać do pięknego miasta na Ukrainie, wszak nie zna języka, nigdy nie wyjeżdżała a i jakoś potrzeby specjalnie nie czuje... Pragnie, by wszystko odbywało się jak do tej pory, czyli przez pośredników i zarządców. Wprawdzie po dłuższych rozważaniach i namowach Igora (nietypowy facet, z którym połączyła ją szczególna relacja) dziewczyna zgadza się na spędzenie urlopu we Lwowie, ale... czy wiedząc co ją tam czeka podjęłaby taką samą decyzję? Jakie wrażenie zrobi na niej mieszkanie Irmy, miasto i zamieszkujący go ludzie? Czy na uroczych uliczkach poczuje się jak w domu? Czy przybliży ją to, choć mentalnie, do utraconej przyjaciółki? Czego uda jej się dowiedzieć o przeszłości Irmy? I jak ta historia wpłynie na jej przyszłość oddziałując mocno na teraźniejszość i wyłuskując z mroku nawet przeszłość, dotąd w nim ukrytą.


To przepiękna opowieść, która jest snuta w niespiesznym tempie, z właściwym sobie urokiem i wskazaniem tego co w życiu ważne - by każdy miał coś swojego, swoje hobby, pracę w której się spełnia, przyjaciół, na których można liczyć zawsze i wszędzie. Autorka tak poprowadziła fabułę, że każdy czytelnik odnajdzie tutaj coś tylko dla siebie: tajemnice i zagadki, zabytki magicznego Lwowa, trochę historii i kultury, urok Krymu, a także potęgę przyjaźni i miłości. Tutaj czas przeszły miesza się z teraźniejszością i wynik tego zespolenia możemy obserwować w przyszłości bohaterów. Bo to od ich decyzji będzie uzależniony dalszy bieg wydarzeń. Czy dotrzymają kroku demonom przeszłości? Czy rozwikłane rodzinne sekrety wpłyną na ich szczęście czy może zadziałają destrukcyjnie?

Autorka - w przypadku "Primabaleriny" - zrobiła coś, co jest niezmiernie trudną sztuką - tak wplotła w treść książki opisy, że nawet tak negatywnie do nich nastawiona osoba jak ja, poczuła się... dobrze! Opisy mnie uwiodły a nie nudziły. Z ogromną przyjemnością starałam się wyobrażać to o czym czytałam: wygląd mieszkania Irmy, galerii Teresy, zabytkowych uliczek Lwowa i chłonęłam później to piękno "słysząc" zza okna katarynkę Serge'a, czując  Indygo ocierającego się o łydkę prawej nogi.
Same zagadki i tajemnice ukryte na kartach książki wręcz same się namnażały. Jak tylko udało się zrobić krok w przód uzyskując odpowiedź, zaraz pojawiały się nowe pytania... I choć w znacznej części rozwiązałam niektóre wątki na długo przed bohaterami to nie zmniejszyło to mojej radości podczas czytania ani nie umniejszyło wartości lektury.
Jedyne co mi przeszkadzało to brak rozdziałów, które pomogłyby w chwilach, kiedy powieść jednak trzeba odłożyć, by wykonać codzienne obowiązki.

Powieść udowodniła, że czasem niespodziewany podarunek od losu może stać się kluczem do naszego życia. Że może wpłynąć na naszą przemianę, bo Nina z osoby przewidywalnej, niechętnej nowościom i opornej na zmiany staje się - pod wpływem nowych okoliczności - bardziej stanowcza, nieodgadniona i zaskakująca, ale również wiedząca czego chce i pragnie. Owszem, część zasług w tej kwestii można przypisać Igorowi, który nią potrząsnął i starał się uczyć prawdziwego życia. Kiedy trzeba - wspierał, innym razem pocieszał czy wycierał łzy, ale zawsze szanował jej decyzje. Jaką rolę w lwowskiej przygodzie Niny odegrają Michaił, Serge, Weronika, Teresa, Oksana oraz Tamara, do której należał jeden z pokoi w mieszkaniu Irmy? Kim była ta kobieta? Niebanalne znaczenie będą miały również przedmioty, które stanowczo aczkolwiek sugestywnie "przemawiają" do bohaterki: ryciny, figurki, katarynka czy fontanny Amfitryty i Posejdona.

Podsumowując, chcę zwrócić Waszą uwagę na piękno powieści, doskonały język, dopracowane dialogi, ciekawą historię, mnóstwo tajemnic do odkrycia oraz wiele mądrych przesłań. Autorka pokazała ile w życiu może się niespodziewanie zmienić, jak czasem czyjś gest potrafi nas zaskoczyć, bo przecież nie wszystko jest czarne i białe... Należy dostrzegać też to, co pomiędzy dając sobie tym samym szansę, na szczęście, którego nie znaliśmy a przecież z tego powodu nie jest ono w niczym gorsze i nie powinniśmy go odtrącać. Polecam serdecznie "Primabalerinę", ponieważ to wciągająca i urzekająca powieść, nie tylko o poszukiwaniu siebie i celu życia!





I jeszcze na koniec trochę prywaty (tak już zupełnie poza recenzją). W powieści znajduje się wątek krakowskich Serafitek (moja córa chodzi do przedszkola prowadzonego przez to właśnie zgromadzenie) oraz Cmentarz Łyczakowski czy budynek Teatru i Baletu we Lwowie. Choć akurat w przypadku tych zabytków, pewnie już kiedyś wspominałam, że miałam okazję być w tym mieście w styczniu 2006 roku. Na własne oczy widziałam nagrobki Zapolskiej czy Konopnickiej a w budynku Teatru i Opery oczy jaśniały mi od złoceń.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Małgosi z

niedziela, 11 października 2015

Dorota Gąsiorowska "Marzenie Łucji"




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak
Data wydania: sierpień 2015
Liczba stron: 432












Czterdziestoletnią Łucję Wróblewską poznałam, kiedy przybyła do Różanego Gaju na Podkarpaciu, by leczyć swoje bóle, lęki i cierpienia z przeszłości. W tym cichym zakątku znalazła pracę, sympatycznych ludzi, przyjaciółkę Ewę a w rezultacie zyskała córkę, bowiem po śmierci Ewy zaopiekowała się jej córką Anią. Jednak najważniejsze, co Łucji udało się odnaleźć po wielu latach jest miłość do ojca dziewczynki - Tomasza. Tak w skrócie ujęłabym wydarzenia z poprzedniego tomu historii Łucji "Obietnica Łucji", który nie jest wymagany, by poznać losy bohaterów z tomu drugiego, gdyż autorka potrzebne w fabule wątki przypomniała na ile to było konieczne. Jednak polecam czytanie książek we właściwej kolejności.

Od wydarzeń z "Obietnicy Łucji" minął rok. Od trzech miesięcy Ania, Łucja i Tomasz mieszkali w pałacu Kreiwetsów, choć remont nie był jeszcze zakończony. Ojciec z córką często oddawali się ukochanemu zajęciu, czyli grze na fortepianie, zaś Łucja przechadzała się po pałacowym parku i przysiadała na ulubionej ławce otulonej listowiem jaśminu, by rozmyślać. Cała trójka żyje sobie szczęśliwie, uczą się wspólnej codzienności, swoich wzajemnych upodobań, rytuałów. Ślub Łucji i Tomasza został zaplanowany na dwudziestego ósmego sierpnia, choć przygotowania nie zajmują zbyt wiele czasu w ich życiu, ponieważ nie otoczka tego wydarzenia jest dla nich najważniejsza. Jednak tą uroczą sielankę czas przerwać, nie może być tak idealnie... Wszystko "cacy" i bezproblemowy ślub a potem "żyli długo i szczęśliwie". To nie ta bajka...

Tomasz otrzymuje bardzo ciekawą propozycję zawodową - miesięczny kontrakt we Włoszech. Jako muzyk światowej sławy, nie chce odmawiać, to dla niego szansa i spełnienie. Ukochany wyjeżdża, Łucja tęskni, Ania w trakcie gry poszukuje nici wiążącej ją z ojcem. Jednak jak się często zdarza w życiu, ktoś kto wyjeżdża z kraju nie ma czasu na kontakt z bliskimi. Również Tomasz coraz rzadziej dzwoni, nie odbiera telefonów, tłumaczy się koncertami i próbami. Jednak czy to na pewno cała prawda? Jaki wpływ na jego brak czasu ma Boska Chiara, z którą koncertuje? Czy powie Łucji, że to z powodu pięknej wiolonczelistki musi przedłużyć swój pobyt w Italii? Czy tych dwoje połączy coś więcej niż muzyka? A może temat ślubu z Wróblewską to już przeszłość? Tak przynajmniej myśli Łucja, kiedy pewnego wieczoru w słuchawce telefonu słyszy damski głos zamiast męski...

Powróćmy jednak do Różanego Gaju, w którym liczba mężczyzn musi się zgadzać i na miejsce koncertującego Tomasza zjawia się włoski przyjaciel Izabeli - Luca Venetti. Luca jest malarzem, który aktualnie przeżywa twórczy kryzys. Czy piękno tego miejsca obudzi w nim na nowo pasję tworzenia? Luca stara się być cichym i nie wchodzącym nikomu w drogę gościem w pałacu. Nie potrafi jednak ukryć swojej fascynacji pięknem Łucji, proponuje jej nawet pozowanie do portretu. Och, jaka z tego wyniknie afera! Ale tego już nie zdradzę. Jak myślicie czy dojdzie do ślubu głównych bohaterów? Wszak los wodzi ich na pokuszenie i każdemu z nich stawia na drodze wielbiciela. Czy powrót Tomasza przywróci Łucji spokój ducha?

Niniejsza powieść jest znacznie bogatsza w treść niż jej poprzedniczka. Dzieje się więcej i to jakże zaskakujących rzeczy. Jaką rolę w opowieści odegra ucieczka dwunastolatków? Jaka postać z przeszłości pojawi się w życiu bohaterów przy tej okazji? Dlaczego Eleonora chce, by Łucja zdjęła naszyjnik (swoją drogą historia wisiorka z ptakiem jest niezwykle wciągająca)? Dlaczego Łucja wyjedzie do Starego Kościoła i jaką naukę wyciągnie z pobytu w tym miejscu? A przede wszystkim czy los będzie łaskawy dla marzeń, miłości i walki o szczęście? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie już w lekturze.

Dorota Gąsiorowska napisała książkę, którą śmiało mogłaby podzielić jeszcze na dwa tomy. Czytelnik dostaje szwedzki stół, jeśli tak mogę przyrównać wydarzenia z powieści. Dzieje się naprawdę dużo (nawet nie o wszystkich najważniejszych wydarzeniach wspomniałam), fabuła mnie zaskoczyła, rozbawiła, wzruszyła, zadziwiła, rozgniewała, ale sprawiła też że poczułam odprężenie czy rozmarzenie. Nie lubię opisów przyrody, jednak w tej historii nadały one powieści wewnętrzne i wyjątkowe piękno, wprowadziły mnie doskonale w klimat mających nastąpić wydarzeń czy decyzji bohaterów. Kilka zagadek, które w poprzednim tomie zawisły nierozwiązane, teraz ujawniono, ale i nie brakuje niespodzianek. Bo czy ktoś zgadnie kim tak naprawdę jest Chiara? Autorka serwuje nam obyczajówkę, w której nie brak miłości, przyjaźni, romansów, tajemnic, ale i odrobinki magii. Sporo pisze o emocjach i przemyśleniach bohaterów, dzięki temu czytelnik nie musi się tego domyślać.

Czy spełni się największe marzenie Łucji? Nie dam Wam gotowej odpowiedzi, ale jedynie receptę, którą starała się kierować główna bohaterka: warto marzyć i dążyć do spełnienia naszych pragnień, snów i najskrytszych marzeń. Warto walczyć o miłość, prawdziwą, szczerą i rozgrzewającą serce. Zwłaszcza jeśli na nasze działania patrzy dziecko, które utraciło już kiedyś kogoś lub coś ważnego w swoim życiu i teraz próbuje na nowo pokochać, odnaleźć się w labiryntach uczuć i zdarzeń przynoszonych przez los. Książka jest przepełniona muzyką, posiłkami spożywanymi samotnie lub wspólnie, tymi szybkimi i celebrowanymi, ale i wieloma trudnymi sprawami, które jakże po ludzku bohaterowie muszą rozwiązać. Dla mnie była to przyjemna i relaksująca podczas rekonwalescencji lektura.




Książka przeczytana w ramach wrześniowych wyzwań: Grunt to okładka, Czytelnicze marzenia Ejotka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Małgosi z


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...