środa, 30 listopada 2016

Iwona Mejza "Przepis na zbrodnię"




Autor: Iwona Mejza
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 256










Problem mrugającego kursora zna każdy z nas, blogerów. Znają go też pisarze, dziennikarze, studenci. To najtrudniejszy moment dla wszystkich, którzy muszą coś napisać. Albo nawet nie muszą, ale chcą. A przecież najgorzej jest ZACZĄĆ. Kiedy już uda nam się wybrnąć z kłopotliwego patrzenia na pustą stronę edytora tekstowego i jakoś ruszyć z tekstem, powinno już właściwie "samo się pisać". Znacie to uczucie?

Powyższy problem jest bardzo bliski Marlenie Zawilskiej, autorce kryminałów z Miasteczka, która właśnie przeżywa kryzys twórczy. A deadline najnowszej książki zbliża się wielkimi krokami... Pisarka mieszka w domku przy ulicy Brzegowej z mamą i Panem Kotem, ale chwilowo jedynym jej towarzyszem jest zwierzak, gdyż rodzicielka wyjechała do swojej siostry - cioci Lukrecji.
Czy na autorkę spłynie natchnienie i napisze książkę? Owszem, rozpocznie pisanie, ale zaskoczy ją fakt, że bohaterowie sami zdecydują o własnych losach. Akcja zupełnie nie potoczy się tak, jak zostało to zaplanowane w konspekcie... Co na to wydawca? Co zrobi Marlena? Czy pozwoli bohaterom działać na własną rękę?

Ale nie napisałam Wam jeszcze najważniejszego - bo to, że Marlena pisze i fragmenty jej książki to jakby temat drugoplanowy. Pierwszoplanowym wydarzeniem powieści staje się śmierć sąsiada Marleny - dziadka Trackiego. Mężczyzna mieszkał sam a ciało odkrył kurier, który miał dostarczyć przesyłkę. Kto zabił Trackiego? Policja dość nieudolnie prowadzi śledztwo a trop wiedzie w przeszłość pisarki, kiedy to miało miejsce inne zabójstwo a sprawcy nie udało się schwytać. Kolejne tragiczne wydarzenia sprawiają, że w działaniach policyjnych czynny udział biorą kobiety, które wyciągają od podkomisarza nowe informacje. Czy Marlena wraz mamą, ciocią oraz sąsiadką - zwaną Serwerownią - rozwikłają sprawę przed organami ścigania? I o co tak naprawdę w niej chodzi? Prawdziwa idea winnych jest dość zagmatwana... Zresztą sami winowajcy nie są tak oczywistymi podejrzanymi...

Ta lektura to tak naprawdę dwie opowieści w jednym woluminie - jedna to wydarzenia z Miasteczka dotyczące wydarzeń bieżących a drugą jest treść kryminału Zawilskiej, którego akcja przenosi się chwilami do Barcelony. Iwona Mejza poprzez osobę głównej bohaterki otwiera przed czytelnikiem świat pisarza. Uzmysławia nam, że nie każda książka powstaje w kilka dni, pokazuje jak wygląda praca w terenie a także, że czasem bohaterowie potrafią wodzić autora "za nos" kierując po swojemu własnymi losami. A pisarz musi z tego wybrnąć w finale...

Oprócz dwóch historii mamy też dwa śledztwa - jedno ma na celu wyjaśnić śmierć Trackiego (i nie tylko jego), który wcale nie był niewinnym staruszkiem i miał niejedno na sumieniu. Zaś drugie prowadzi emerytowany policjant a dotyczy ono śmierci szkolnej kucharki sprzed trzydziestu pięciu lat (można uznać, że wydarzenia sprzed ponad trzech dekad są trzecią historią w tej książce). W toku działań policyjnych wychodzi na jaw wiele niespodziewanych spraw... hmmm... właściwie to powinnam napisać "ciemnych spraw". Swój niemały wkład ma zespół kobiet z Miasteczka, które wiedzą, że do rozwiązania problemów wszelakich niezbędne jest dobre ciasto :)

Iwona Mejza zaserwowała nam opowieść z całym wachlarzem postaci - w każdym wieku, o różnym statusie społecznym czy stanie cywilnym. Każdy człowiek ma inne cele, inne problemy i jakże inne oczekiwania wobec życia. Jakże to realistyczny przekrój społeczeństwa. Powieść obfituje w sceny zarówno humorystyczne jak i "z dreszczykiem" co sprawia, że staje się bardzo przyjemną lekturą. Czytelnik ma szansę uczestniczyć w śledztwie jednocześnie dobrze się bawiąc podczas dyskusji zabarwionych humorem i ironią. Autorka podarowała nam również fragmenty, które napisane są z perspektywy Pana Kota i pokazują jego myśli oraz punkt widzenia pewnych wydarzeń. 


Podsumowując - "Przepis na zbrodnię" to bogactwo charakterów ludzkich, świat tajemnic, wyjaśnianie zbrodni oraz warsztat pisarza "od kuchni". Ważnym przesłaniem książki jest fakt, że lepiej nie mówić, lecz działać. Ciekawa jestem czy odgadniecie rozwiązanie tej historii...





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

niedziela, 27 listopada 2016

Wynik ankiet i decyzje w sprawie wyzwań

Kochani,
25 listopada zakończyły się dwie ankiety, w których mogliście głosować - ważyły się losy dwóch wyzwań autorskich ejotka: Mini czelendż oraz Pod hasłem.

Oto wyniki:


Wynika z nich jednoznacznie, że chcecie kontynuowania zabawy. Baaaardzo mnie to cieszy! I zarazem motywuje do dalszej pracy i przedstawiania Wam nowych pomysłów - nie wiem co ja takiego jem, że tyle się ich rodzi :)

Zatem, moja decyzja nie może być inna, skoro kieruję się Waszym zdaniem - obydwa wyzwania będą kontynuowane.

Pod hasłem
W tym roku normalnie ruszy edycja grudniowa, którą podsumuję w Nowym Roku - nie wiem kiedy, ale na pewno to zrobię. Dowiecie się wtedy kto czytał w każdym miesiącu i kto otrzyma książkę.
Zaś już 1 stycznia ruszy nowa edycja - piąta!!!  :) Szczerze, to nie wierzę :) Kiedy wymyślałam to wyzwanie to w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że tak długo będziecie chcieli się bawić w wyszukiwanie pasujących lektur. Dziękuję :)
Ale do rzeczy - wyzwanie ruszy, ale UWAGA - będzie kilka zmian w regulaminie, żebyśmy się nie znudzili. Myślę, że innowacje w większości będą dla Was in plus.


Mini czelendż
Do 31 grudnia czekam na Wasze zgłoszenia linków do lektur jeszcze z obecnej - pierwszej - edycji. Podsumowanie będzie po Nowym Roku - jak tylko je zrobię :) Wtedy też ogłoszę kto otrzyma nagrodę książkową.

Post rozpoczynający edycję drugą, wraz z nowymi kategoriami zostanie opublikowany już za kilka dni - na początku grudnia. Zgłoszenia będą przyjmowane do 20 stycznia (potem zgłaszanie się będzie niemożliwe).
Wtedy też zmianie ulegnie zakładka wyzwania, gdzie będę dopisywała rok 2017 :)  2016 zostawię na dole, najwyżej usunę komentarze.


Liczę na Wasz liczny udział w obu wyzwaniach - a póki co serdecznie zapraszam do udziału w przedświątecznym konkursie! :)
Bardzo proszę o rozreklamowanie konkursu i wyzwań, wszak im Was więcej tym lepsza motywacja organizatora :D  Dziękuję!

sobota, 26 listopada 2016

Magdalena Witkiewicz "Pracownia Dobrych Myśli"




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 312













Przyszła jesień przynosząc nam coraz bardziej ponure, słotne i pochmurne dni... Najchętniej w ogóle nie wyściubialibyśmy nosa za drzwi. Jest tyle przyjemniejszych zajęć, które w ciepłym i przytulnym wnętrzu można robić. Na przykład czytać :) Ale jeśli potrzebujecie lektury, która zajmie Wam co najmniej połowę tygodnia to nie sięgajcie po książkę Magdaleny Witkiewicz! Powód jest prozaiczny - czyta się ją ekspresowo :)
Przygodę z książkami autorki rozpoczęłam dawno temu i "w ciemno" sięgam po kolejne tytuły - również ten. Czy niniejsza powieść jest typową w twórczości Magdy, która niesie nadzieję i mnóstwo pozytywnej energii?


Pracownia Dobrych Myśli
Taki szyld wisiał nad drzwiami lokalu użytkowego w kamienicy przy ulicy Przytulnej 26 w Miasteczku. Pani Pelagia w swoim zakładzie krawieckim szyła ludziom szczęście pod postacią na przykład sukni ślubnych. Jednak po jej śmierci - i rzekomo rzuconej klątwie - żaden interes założony w tym miejscu nie funkcjonuje długo a mieszkańcy żyją z dala od siebie. A to przecież tacy sympatyczni ludzie! Ewa ze swoją ośmioletnią córeczką, które muszą nauczyć się żyć na nowo po odejściu ojca dziewczynki; Giga to młoda dziewczyna, która przybyła tu z Bydgoszczy, by spełniać marzenia o pracy w telewizji; Wiesia i Zbyszek to staruszkowie, którzy od "zawsze" mieszkają w kamienicy i pomagają wzajemnie; jest też Grażyna-artystka oraz jej syn Florek, który zamierza ożywić lokal po babci i otworzyć kwiaciarnię. Czy odczaruje tym los i szczęście uśmiechnie się do mieszkańców Przytulnej 26?

Cudowna powieść! Magdalena Witkiewicz pokazała całą siebie w pełnej krasie. Oddała nam, czytelnikom, całe serce przekazując historię pełną pozytywnych fluidów, dobra, radości i nadziei. Podczas lektury nie można się nie uśmiechać. To wręcz odruch bezwarunkowy! Autorka doskonale potrafi rozproszyć chmury, odpędzić deszcz i rozświetlić życie choćby na czas czytania powieści. Potem zapewne problemy wrócą, ale może będą mniej bolały? Może znajdziemy w nich choć okruszek, który skłoni nas do uśmiechu? Może nie wszystko będzie znów czarno-białe? Może wepniemy kwiat we włosy, zjemy kostkę czekolady i napijemy się nalewki "dla zdrowotności"?

Może, może, może...

Może zwyczajnie sięgnijcie po "Pracownię Dobrych Myśli" i przekonajcie się, że mam rację. Chociaż myślę, że wśród osób, które znają twórczość autorki nie będzie niedowiarków. Każdy kto już będzie po lekturze potwierdzi moje słowa, że powieść wlewa w serca miłość i radość a życzliwość i nadzieja krążą wokół i wzmacniają ich moc.


Mieszkańcy Przytulnej są niezwykłymi postaciami. Każdy wnosi do kamienicy swoją historię, pełną tajemnic oraz uczuć - spełnionych i niespełnionych. Autorka odkrywa je powoli, choć można spokojnie domyślić się ich wcześniej (co wcale nie zepsuło mi smakowania kolejnych stron). Ale czy wszystkich? Czy każdy kawałeczek ich życia, który został porównany do fragmentu patchworku, można ze sobą połączyć, zeszyć nicią codzienności i otrzymać piękny wzór?
Wprawdzie wszyscy bohaterowie są ogromnie sympatyczni, ale jedna osoba szczególnie skradła moje serce - pani Wiesia. Staruszka, która ogląda telewizję, czyta gazety i dzięki temu dużo wie! :) Zamierza też nauczyć się obsługi tabletu. Jest najlepiej we wszystkim zorientowana, ponieważ dużo czasu spędza z poduszką w oknie a sąsiadom pomaga w problemach swoją malinową nalewką o każdej porze dnia i nocy. A dobranoc mówi tajemniczemu ukochanemu. Uwielbiam starowinkę! :)

Magdalena Witkiewicz jest boskim posłańcem dobrych wiadomości i dlatego ta powieść kończy się łzami wzruszenia. Jakże pokręcone losy bohaterów znajdują swój piękny finał i udowadniają, że każdą dziurę da się zacerować, każdy smutek odpędzić i wystarczy dobra wola, pomoc innych. Życie układa się przeróżnie. Czasami sobie jesteśmy sobie winni tego, że nie przyniosło nam tego, czego oczekiwaliśmy. Czasem to najbliżsi wywierają na nas presję niszcząc to co piękne. Jednak NIGDY nie jest za późno, by odwrócić zły los.


"Pracownia Dobrych Myśli" to lekka i zabawna historia, która pozwala nam wierzyć, że jutro będzie lepiej. Pod uniwersalną nazwą miejscowości - Miasteczko - autorka ukryła z pozoru sielankowe życie bohaterów, którymi może być każdy z nas. Owszem, ich problemy są nieco nadpisane, przesadzone i nie do końca poważne, ale przecież książka ma być lekiem na całe zło, na nasze smutki i doskonale spełnia swoją rolę! Gdybym miała określić, które powieści Magdaleny Witkiewicz bardziej do mnie przemawiają to nie potrafiłabym jednoznacznie odpowiedzieć. Te, traktujące o poważnych problemach mają zupełnie inną misję, choć nie ukrywam, że wyciskają ze mnie wiele emocji. Natomiast niniejsza powieść należy do podzbioru tych, które niosą radość, dają kopa do działania i wlewają w serca nadzieję. Dziękuję za te chwile pełne uśmiechu :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki dziękuję


piątek, 25 listopada 2016

Konkurs przedświąteczny!

Niedawno były u mnie trzy konkursy, ale że uwielbiam rozdawać książki zatem.... zapraszam do konkursu! :)

Tym razem nagród będzie trzy, każda inna. Taki prezent dla Was na święta :) A jeśli pokażecie mi licznym udziałem (zgłoszonych minimum 40 osób), że macie ochotę na jeszcze to może i noworoczny konkurs będzie :)



BANER:


Po raz kolejny za baner dziękuję Joli  :)


NAGRODY:

1 egzemplarz - moja recenzja
1 egzemplarz - moja recenzja
1 egzemplarz - moja recenzja


ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsorują: Wydawnictwo Nasza Księgarnia oraz Wydawnictwo Znak - dziękuję :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu a ponoszę koszty wysyłki nagród
  3. Nagrodami w konkursie są trzy nowe egzemplarze pokazanych w tym poście książek
  4. Konkurs rozpoczyna się 25.11.2016 r. a kończy 04.12.2016 r. o godz. 23:59 
  5. W jury konkursu zasiądą autorki powyższych powieści - Magdalena Kordel oraz Anna J. Szepielak 
  6. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  7. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  8. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub polskim adresem korespondencyjnym).
  9. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - autorów, wydawnictw oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację, podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • napisz, którą powieść chcesz wygrać (można wypisać wszystkie, ale kierując się właściwą "chciejkową" kolejnością)
  • pytanie konkursowe: Które danie wigilijne lubisz najbardziej? Odpowiedź uzasadnij - max w 5 zdaniach


Powodzenia!

czwartek, 24 listopada 2016

Elżbieta Pałasz "Zosia, Ernest i ktoś jeszcze"




Autor: Elżbieta Pałasz
Ilustrator: Zuzanna Dominiak
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2015
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
Seria: Małe dzieci, duże sprawy
Wiek odbiorcy: 3+





"Zosia, Ernest i ktoś jeszcze"... no właśnie - kto jeszcze i dlaczego taki tytuł? To były pierwsze pytania jakie moja córa zadała już w chwili wzięcia książki do rąk. Na szczęście ilustracja u dołu wiele wyjaśnia i ja - biedny rodzic - jeszcze przed zapoznaniem się z treścią mogłam udzielić przypuszczającej odpowiedzi (celowo zresztą), że może chodzić o młodsze rodzeństwo.

Poznajemy czteroosobową rodzinę - mamę, tatę, córkę Zosię i syna Ernesta. Dzieciaki chodzą do przedszkola, ale wciąż uzmysławia się czytelnikowi, że Zosia jest starsza o dwa lata i pójdzie teraz do zerówki! Ech... zerówka wielka rzecz i Ernest jest o to bardzo zazdrosny... Bo często musi godzić się z myślą, że siostra jest starsza, lepiej rysuje, ma ciekawsze pomysły i będzie miała plecak wraz z cudowną zawartością a on nie... Rodzeństwo potrafi się dobrze bawić, ale przecież nie zawsze jest tak kolorowo! Jak w każdych relacjach między bratem i siostrą tak i w tym przypadku wybuchają kłótnie. Mama mówi wtedy, że dobrze iż jest ich tylko dwoje... Jak te słowa odbiorą dzieci w chwili, gdy dowiedzą się, że będą mieli jeszcze braciszka lub siostrzyczkę? To nigdy nie jest łatwe zadanie, by przekazać milusińskim taką wiadomość, bo przecież teraz uwaga mamy będzie skupiona na nowym członku rodziny...


Elżbieta Pałasz w przystępny sposób przybliżyła małym czytelnikom sytuację, w której w rodzinie pojawia się nowy członek. A sama wiem o tym dość sporo, ponieważ mam młodszego o pięć lat brata. W osobie Zosi i Ernesta autorka pokazuje, że noworodek to i owszem konieczność poświęcenia mu czasu i uwagi, przez co starsze rodzeństwo będzie zazdrosne, zwłaszcza o mamę, którą teraz jeszcze bardziej muszą się dzielić. Ale z drugiej strony przecież dzieci też mogą włączyć się w opiekę nad maluchem, pomagać przy przewijaniu, pchać wózek na spacerach czy zabawiać. Przytoczone w książeczce pomysły dzieci czasem przerażają, ale wystarczy mieć je na "oku", by nic złego się nie stało a by mogły czuć się potrzebne.



Książeczka jest bardzo ciekawą pozycją na rynku wydawniczym. Przyda się w każdej rodzinie, gdzie ma przyjść na świat młodsze rodzeństwo. Dzieciom pomoże zrozumieć nową sytuację a rodzicom uzmysłowi jakie jest spojrzenie maluchów, dzięki czemu będą mogli lepiej ich przygotować. A może i siebie też? Tutaj każdy rozdział jest po coś, każdy pokazuje że to nie koniec świata kiedy w domu pojawia się małe, płaczące zawiniątko. Bo przecież ona rośnie i może się wspólnie z nami bawić i według naszych pomysłów, bo jesteśmy starsi! :)


Idealnie pasujące do treści ilustracje, kolorowe i zabawne. Krótkie rozdziały, większa czcionka a przede wszystkim treść, która zainteresowała moją sześciolatkę. Jest humor, zabawa, psoty, ale i wiele morałów i mądrości. Ja gorąco polecam!





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek


Książeczki przeczytane w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki




Za możliwość przeczytania książeczki
dziękujemy Pani Ewie

środa, 23 listopada 2016

Katarzyna Majgier "Niedokończony eliksir nieśmiertelności"




Autor: Katarzyna Majgier
Ilustrator: Anita Graboś
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 240
Wiek odbiorcy: 10-14 lat









Istnieje wiele opowieści czy bajek, które opowiadają o poszukiwaniu skarbów - złota czy diamentów, ale również dóbr w innym wymiarze jak na przykład wielka moc, nadprzyrodzona siła czy nieśmiertelność. Wielu bohaterów na przestrzeni lat wyciągało rękę po niezwykłe dary, jednak z jakim skutkiem...?

Powieść Katarzyny Majgier opowiada o pewnym alchemiku, który schronił się w stojącym przy drodze starym domu za miastem. Był zmęczony podróżą a gospodarze chętnie udzielili mu gościny i nakarmili. Jednak wędrowcowi nie było dane spokojnie odjechać... bowiem do bram domostwa zapukali żołnierze. Zanim alchemik pozwolił się pojmać musiał zadbać, by coś nad czym pracował latami było bezpieczne. Mała buteleczka zawierająca niedokończony eliksir nieśmiertelności została w rękach małego synka gospodarzy - przecież nikt go nie będzie podejrzewał :) Buteleczka ogromnie zmieniła jego życie, ale czy spodziewał się takiego obrotu spraw? Nie śmiał nawet przypuszczać, jak bardzo jego ciekawość zmieni życie całej rodziny sto lat później.

Magiczna mikstura - nie do końca działająca zgodnie z zamierzeniami, gdyż była niedokończona - kusiła swą zawartością również kolejnych mieszkańców domu. Wprawdzie została dobrze ukryta, jednak mały Artur podczas gry w kulki znalazł skrytkę i nieświadomy co zawiera buteleczka, spróbował kropelkę i ... stał się przezroczysty. Nie musiał jeść, spać, myć się ani jeść... Odczuł czym jest wolność, zwłaszcza że mógł przenikać przez ściany a upadki nie kończyły się bólem i siniakami. A nie był ani pierwszym ani ostatnim stworzeniem, które skosztowało eliksiru. Kto oprócz niego był niby duchem? Czy przezroczystość zostaje na zawsze? A może istnieje jakieś antidotum? To już musicie sprawdzić sami - zajrzyjcie co dzieje się w tym dziwnym domu.

Książeczki przeznaczone dla nieco starszych czytelników niż sześciolatki, sprawdzam sama zanim podsunę lub przeczytam córce. Zatem z czystym sumieniem mogę napisać, że osobiście bardzo mi ta powieść przypadła do gustu. Jest napisana prostym i lekkim językiem, sporo w niej humoru, ale i prawd życiowych... Na przykładzie małżeństwa, które ponad wszystko ceni sobie zdanie innych i karierę autorka pokazała, że dziecko dla takich ludzi jest często tylko po to, by pokazywać zdjęcia i chwalić się nim na portalach społecznościowych. Że zdecydowanie wyżej w hierarchii (niż dziecko) znajduje się ekspres do kawy czy meble i posiadanie domu, kina domowego czy kart modnych klubów czyni ich bardziej spełnionymi. Ważniejsze są kariery, awanse i spotkania towarzyskie a dziecko?? Można przecież zatrudnić nianię i nie widywać go miesiącami.... Doznałam szoku w wielu momentach książki, kiedy wątek dotyczył właśnie córeczki tych państwa, o której zwyczajnie potrafili zapomnieć!

Powieść niewątpliwie będzie się podobać nie tylko grupie docelowej powyżej dziesiątego roku życia. Urzeknie również młodszych i starszych odbiorców. Nie brakuje w niej ironii czy irracjonalnych zachowań - nazwałabym ją krzywym zwierciadłem, które pokazuje jak zachowują się dorośli i dlaczego nie zauważają swoich wad. Autorka rozłożyła mnie na łopatki dowodem, iż często się kłócimy bez powodu, choć zaczynamy od deski do krojenia i kwestią sporną jest to, gdzie powinna leżeć...
Sporo miejsca Majgier poświęciła relacjom międzyludzkim oraz naszym zachowaniom w odniesieniu do zwierząt (zresztą punkt widzenia kota też jest). Zwróciła uwagę na to, jak odczuwa otaczający świat małe dziecko i jak postrzega ludzi. Niewątpliwie najważniejsze jest dla niego to jakie podejście mają poszczególni dorośli, bo dziecięca niewinność i łatwowierność pozwala na zupełnie inny odbiór naszych dorosłych zachowań.

Jedynym minusem jest dla mnie nie do końca zrozumiały początek - dziecko może mieć kłopot ze zrozumieniem, które wydarzenia następowały po sobie. Sama nie przywiązałam do tego dużej wagi, gdyż nieco zagubiłam się w czasie... Kiedy był jeździec-alchemik, kiedy chłopiec z koszmarami a kiedy kolejni mali chłopcy mieszkający w tym domu...


Nieco mroczna, tajemnicza, z czarno-białymi szkicami na początku każdego rozdziału, które wprowadzają nas w jeszcze bardziej intrygujący nastrój. Katarzyna Majgier napisała wyśmienitą i ciekawą powieść dla młodego czytelnika, która wciąga, śmieszy, uczy i udowadnia, że każdy z nas ma wpływ na swoje życie. Wszystko co się wydarzy to nasza osobista zasługa lub porażka... Każdy jest kowalem własnego losu.

"Niedokończony eliksir nieśmiertelności" otrzymał I nagrodę w IV Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży w kategorii 6-10 lat.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Łów słów, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze



poniedziałek, 21 listopada 2016

Natalia Sońska "Mniej złości, więcej miłości"



Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 324




Jeśli nie czytaliście "Garść pierników, szczypta miłości" to polecam zacząć czytanie od niej, bo niniejsza powieść opowiada niejako dalsze losy bohaterów






Debiutancka powieść Natalii Sońskiej "Garść pierników, szczypta miłości" oczarowała mnie swoim ciepłem, lekkością a dodatkowo zimowym i nastrojowym klimatem Bożego Narodzenia. Byłam pozytywnie zaskoczona twórczością młodej pisarki i liczyłam, że kolejne jej powieści mnie nie zawiodą. Czy Sońska poradziła sobie z tym zadaniem? Sprawdźcie w mojej recenzji.

Większość bohaterów tej powieści znamy już z poprzedniej książki autorki - wtedy jednak fabuła skupiona była wokół Hani. Obecnie młoda kobieta ma nową pracę, żyje w bardzo rodzinnej atmosferze i brakuje jej jedynie najbliższej przyjaciółki Kingi, z którą to nieco się... poróżniły. Ale życie Hani zostało w tej książce opisane niejako przy okazji a z drugiego planu awansowała Kinga i to jej historia dominuje na kartach "Mniej złości, więcej miłości".

Kinga nadal pracuje w redakcji pisma modowego "Pearl" i zmaga się z humorami ciężarnej szefowej - Marty. Puste biurko po Hani wywołuje w niej nostalgię i wyrzuty sumienia a przede wszystkim podwójne uczucie pustki. Wielką niewiadomą jest dla niej to, kto zostanie jej przydzielony jako współpracownik. Zaś w życiu prywatnym kwitnie miłość między redaktorką a zdolnym fotografem Danielem. Tylko czy wyrwane szczęściu wspólne chwile poprzedzone tęsknotą będą wieczne? Byłoby zbyt pięknie, prawda? Niestety, nad ich związkiem zbierają się ciemne chmury a potem to już kaskadowo będą wylewały deszcz i grad a w międzyczasie ciskały błyskawicami.

By uchronić się nieco przed skutkami życiowej burzy Kinga wyjeżdża do rodzinnego Szczecina, by pod skrzydłami mamy i babci rozstrzygnąć swe wewnętrzne spory. Ma naprawdę wiele do przemyślenia i nawet najbliższym nie od razu wyznaje całą prawdę. Jednak los (lub tarot babci) czuwa i podsuwa jej do rozwikłania jeszcze jedną zagadkę - w starej walizce Kinga znajduje zdjęcie tajemniczej dziewczynki a w woreczku z lawendą - mały kluczyk. Sprawa ta staje się jej odskocznią od własnych problemów... a może to niejako wskazówka? Kinga koniecznie chce odkryć historię z przeszłości oraz dowiedzieć się co otwiera zaśniedziały kluczyk. Jakie rozwiązanie na nią czeka i co wniesie do jej życia ta wiedza?

Fantastyczna książka! Patrząc na śliczną okładkę spodziewałam się lekkiej i bajecznej historii o miłości i przyjaźni a dostałam bukiet nie kwiatów a emocji i wrażeń rodem z sensacyjnego filmu. Wszystko to za sprawą nowej postaci - Mirki, która wplątuje się w mafijne klimaty i wyszukuje coraz to bardziej nielegalne sposoby, by coś komuś udowodnić. To właśnie dzięki tej sprawie czytelnik otrzymuje sporą dawkę adrenaliny. Swoje "trzy grosze" doda wplątana przypadkowo w działania Mirki Kinga i już możemy nie kłaść się spać. Bo mimo, że Mirka potrafi irytować a jej pomysły są momentami absurdalne to mamy szansę obserwować wewnętrzne zmagania obu bohaterek, gdyż nie do końca są świadome skutków swoich działań. Może wątek poświęcony Mirce nie do końca jest realny, ale doskonale bawiłam się podczas lektury.
Jest też wisienka na torcie! Jeśli podobnie jak ja uwielbiacie zagadki z przeszłości to z zapartym tchem będziecie śledzić rozdziały dotyczące rodziny Brzezińskich, których tropem podąża Kinga.

Autorka nie tylko postaciom z pierwszego planu potrafi urozmaicić życie, również pozostali bohaterowie i dotyczące ich wątki dostarczą nam nie lada rozrywki - "aparatka" babcia, która stawia tarota a we właściwych momentach dostaje duszności; jest też miłość, na którą zasługujemy nawet po sześćdziesiątce; udowodniona zostaje teza, że ludzie naprawdę się zmieniają a czasami to co widzimy na zewnątrz jest tylko fasadą a najbardziej zachowanie może być kwestią przymusu.
Ale najważniejsza i tak jest miłość. Powinniśmy przeprogramować nasze życie, by więcej w nim było miłości a mniej złości.


"Mniej złości, więcej miłości" to pięknie napisana powieść. Taka, którą można się delektować, udzielać sobie po kęsku i smakować... Ale w praktyce to się nie udaje! I lektura szybko zostaje uznana za przeczytaną. Tylko i wyłącznie z uwagi na naszą wrodzoną ciekawość i tajemnice niesamowicie ją rozbudzające. Bo przecież każdy z nas ma w oczach pragnienie wyjaśnienia zagadek czy raczej śledztw - policyjnego i historycznego. A to co autorka przygotowała dla bohaterów - no cóż... nie istnieje chyba czytelnik, któremu udałoby się odgadnąć jej zamierzenia. Ale to dobrze, że nie wszystko jest przewidywalne a zakończenie szokuje. Zresztą... kilkakrotnie zbierałam "szczękę z podłogi".
Styl autorki jest idealny, dzięki czemu powieść czyta się dobrze i szybko i tylko jeden minus jest dla mnie wart wspomnienia - czcionka, która mogłaby być nieco większa :)


Podsumowując - "Mniej złości, więcej miłości" to pozycja obowiązkowa dla wielbicieli polskich obyczajówek, dla fanów twórczości Natalii Sońskiej oraz dla tych, którzy uwielbiają powieści, w których dużo się dzieje. Nietuzinkowi bohaterowie, tajemnice, zbiegi okoliczności, rodzące się uczucia oraz już trwające a wystawione na próbę, nie zabraknie również pościgów ulicami Warszawy. I chyba dlatego skłaniam się ku stwierdzeniu, że nie jest to zwykła obyczajówka, gdyż doprawiono ją wątkiem sensacyjno-kryminalnym a na deser podano elementy sagi rodzinnej. Ja jestem całkowicie na tak i już nie mogę się doczekać nowych wrażeń podczas lektury kolejnej książki Natalii Sońskiej.



"Garść pierników, szczypta miłości"
"Mniej złości, więcej miłości"
"Kropla zazdrości, morze miłości"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Łów słów, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Panu Piotrowi


piątek, 18 listopada 2016

Placek z jabłkami babci Heleny - najprostszy na świecie


Skończyły się śliwki i borówki, które były bohaterami prostych ciast w poprzednich kulinarnych postach.
Dlatego dziś będzie o placku z jabłkami z przepisu babci Heleny, czyli mojej mamy :) To chyba najprostsze ciasto z jabłkami, o którym słyszałam... Choć niestety moje nie wyrasta tak wysoko jak w oryginale...




Składniki:

1 kg jabłek
2,5 szklanki mąki
6 jajek
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
kilka kropel olejku cytrynowego lub pomarańczowego

Przypominam iż, w tym przepisie kiedy mowa o szklankach, są to nutellówki


Formę wysmarować masłem i posypać bułką tartą - u mnie w wersji z papierem do pieczenia., który dla ułatwienia sobie pracy przypięłyśmy z córą do formy :) Obrane i pokrojone w "plasterki" jabłka powrzucać do formy - nie układać!



Całe jajka utrzeć z cukrem (ja robię to mikserem) na jasną puszystą masę.
Dodać olejek, mąkę, proszek do pieczenia i lekko wymieszać łyżką.
Wylać na jabłka. Piec w temperaturze 180 stopni około 40-45 minut.

Po wyjęciu oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!


Informacja dla diabetyków - należy zważyć 4 WW ciasta a policzyć jak 3,5 WW



czwartek, 17 listopada 2016

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #28

Sylwia była impulsem, potem chętni pojawili się sami a że czytać nie bardzo miałam jak (w związku z tym też o czym pisać recenzji) zatem pojawiła się cała seria nowych Indywidualnych :) Może będzie szczęśliwa? :)
W każdym razie ja na to liczę, bowiem staram się wybierać Wam takie misje, by przyjemność z wykonania zadania była potrójna.

Dlatego odpowiadając na pytanie Moniki z pewnego komentarza - tak, jest kolejna ofiara :)




Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: Jolanta Flower
Cel: przeczytać 1 książkę Carli Montero
Termin: 7 marca 2017 roku

Rozliczenie: pochwal się linkiem do swoich wrażeń - powodzenia!

poniedziałek, 14 listopada 2016

Jenny Han, Siobhan Vivian "Ogień za ogień"




Tytuł oryginalny: Fire with Fire
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 27 października 2016
Liczba stron: 488
Seria: Ból za ból tom 2


Książkę koniecznie należy czytać PO tomie 1





Pierwszy tom trylogii duetu Han i Vivian  był nietypową lekturą, w której trzy młode i zdeterminowane dziewczyny planują poszczególne punkty planu swej zemsty. Ci, którzy wyrządzili im w życiu krzywdę mają odpowiedzieć za swoje czyny czy słowa i mają odczuć takie samo cierpienie jak główne bohaterki. O szczegółach wszystkich etapów zemsty możecie przeczytać w powieści "Ból za ból". Na drugi tom nie mogłam się doczekać, gdyż bardzo chciałam poznać wynik dziwnych zdarzeń podczas balu... Wszak autorki pozostawiły nam niezłą końcówkę w pierwszej części... A jak poprowadziły historię w "Ogień za ogień"?

Nie będę tym razem wnikać w wydarzenia krok po kroku opisując co słychać u poszczególnych osób, bowiem totalnie zepsułabym całą zabawę tym, którzy lekturę mają dopiero w planach. Akcja tej części została umiejscowiona tuż po finale poprzedniczki, zatem z opowieści naprzemiennej Lillii, Mary i Kat dowiadujemy się, że ostatni plan zemsty nie powiódł się tak idealnie jak przewidziały. Skutki będą odczuwalne jeszcze bardzo długo a prawda w każdej chwili może wyjść na jaw. Czy dziewczyny są na to przygotowane? Czy zamierzają wtedy się wypierać czy może przyznają się do winy? Czy dotychczasowe etapy zemsty usatysfakcjonowały je czy może wciąż nie czują jakoby ich oprawcy dostali nauczkę?

Życie w liceum płynie swoim trybem, zwłaszcza w klasach maturalnych, które przygotowują się do wyfrunięcia spod skrzydeł rodziców i walczą o przyjęcie na studia - uczą się pisania podań na specjalnych warsztatach. Dodatkowo wciąż piszą testy kompetencyjne - zdziwiło mnie to ogromnie, gdyż to zupełnie przeciwieństwo naszej matury, którą zdaje się raz a oni po kilka razy podchodzili do testów, aż wynik ich zadowolił. Każdy ma swoje marzenia co do przyszłości, ale niestety muszą one ulec zderzeniu z twardą rzeczywistością i oczekiwaniami rodziców. Czy pójść za marzeniami czy postawić na to, co będzie praktyczne?

Autorki pokazały czytelnikowi świat amerykańskich licealistów - szkolne sympatie i antypatie, imprezy, relacje między młodzieżą, które zmieniają się czasami o 360 stopni. Wszak jeszcze przed pójściem do pierwszej klasy liceum Rennie, Kat i Lillia były przyjaciółkami a teraz, po wielu perturbacjach, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Czy dawne winy zostaną zapomniane i wybaczone? Przeszłość nadal je dręczy, nienawiść nie odchodzi w zapomnienie a dochodzi do niej zazdrość, kiedy tworzą się nowe pary sympatyzujące ze sobą. A przecież czasem jest tak, że kilka osób wzdycha do jednego "obiektu"... i jak się czują pozostali, nie wybrani do pocałunków??

Bardzo wyraźną cechą młodych bohaterów opisaną w tej serii jest status. Jenny i Siobhan w doskonały sposób pokazały co mogą pieniądze - przydają się by szpanować lepszym samochodem, strojami czy biżuterią oraz by dostać się na studia. Ta powieść to klasyczny przykład różnic między młodzieżą biedną i bogatą, jak żyją na co dzień i jak muszą dostosować swoje marzenia o przyszłości do stanu posiadania.

W tomie pierwszym miałam jasno sprecyzowane sympatie w kierunku bohaterów. Odczuwałam wyraźną granicę między tym kto jest winien, kto jest ofiarą i komu potrzebne jest wsparcie. Jednak niniejsza powieść zachwiała nieco tym postrzeganiem młodych ludzi. Dlaczego? Dziewczyny zaczęły pogrywać coraz bardziej, nie zważając na konsekwencje. Nie zadowoliło ich to, co wyrządziły dotychczas innym. Posuwają się do coraz bardziej bolesnych kroków, grają na uczuciach i nie przebierają w środkach, byle dotrzeć do celu. Oczywiście swojego.

Książka ma oczywiście swoje plusy i minusy. Bardzo denerwowało mnie, kiedy Lillia zwracała się do Aleksa "Aleksiu" (a jeszcze bardziej to, jak go traktowała), ale na szczęście akcja pędząca do przodu i skrywająca tajemnice skutecznie odciągała moją uwagę od takich drobnostek.

W powieści ogromnie dużo się dzieje a dzięki temu, że Mary, Kat i Lillia są na zmianę narratorkami to poznajemy wydarzenia z różnego punktu widzenia i możemy uczestniczyć w ich życiu. Jednak nie sądzę, by ktokolwiek domyślił się tego co autorki przygotowały dla nas na koniec! To zupełnie nieprawdopodobne jakiego doznałam szoku! Finał dotyczący dwóch bohaterek zwalił mnie z nóg... Dobrze, że czytałam na siedząco a nie na przykład na tramwajowym przystanku... Ale jak to? Jak to się stało? Jak doszło do tego zdarzenia? Czy było to działanie celowe czy totalny przypadek?? A ta druga sprawa... Wcale nie mniej szokująca?! Nadal nie mogę zrozumieć o co chodzi... Wiele czasu poświęcono jej niezwykłym zdolnościom, ale... dlaczego matka i ciotka tak się dziwnie zachowały? Zupełnie nie mogłam tego zrozumieć... Przecież to niemożliwe, wszak koleżanki z nią rozmawiały!  

To bardzo mocne zakończenie tej części i nie do końca można je wyjaśnić... Przynajmniej ja mam pewne braki w tej historii i już odliczam dni do premiery trzeciego tomu, by wreszcie to się wyjaśniło!


Podsumowując - "Ogień za ogień" opisałabym jako niezbadane losy relacji między młodzieżą licealną. To odpowiedź na pytanie czy stare rany się zabliźnią a tragiczne wydarzenia mogą połączyć ofiarę i oprawcę? Powieść napisana przystępnym i łatwym w odbiorze językiem, szybko się ją czyta a wydarzenia wciągają czytelnika w świat mieszkańców wyspy Jar.



"Ból za ból"
"Ogień za ogień"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice z

sobota, 12 listopada 2016

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #27

Była posucha...
Teraz posypał się worek z Indywidualnym wyzwaniem... Dlaczego? Powody są dwa - jeden to moje biedne oczy... nie czytam, nie piszę a coś robić muszę, bo inaczej oszaleję :D A drugi powód to Wasza chęć i zgłoszenia - nie będę Wam odmawiać takiej przyjemności :)

Cieszę się ogromnie i zapraszam do zabawy kolejną osobę :)






Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: Epilog - zaczytana Joana
Cel: przeczytać 1 książkę Agnieszki Krawczyk (najlepiej oczywiście 1 tom serii a nie środkowy :))
Termin: 2 marca 2017 roku

Rozliczenie: pochwal się linkiem do swoich wrażeń - powodzenia!

czwartek, 10 listopada 2016

Bjorn van den Eynde "Skarb Czarnej Mumii" oraz "Romeo z Rupieciarni"



Tytuł oryginalny: De Schat van de Zwarte Mummie / Het Rommelspook
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Ilustracje: Het Geel Punt
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 130 / 130
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 10+
Seria: Zwariowana czwórka na tropie




Od dziecka uwielbiałam historie z tajemnicami, zagadkami, poszukiwaniem skarbów (zresztą to mi zostało...). Przeczytałam wszystkie książki z serii o Panu Samochodziku, które posiadali rodzice. Lekturą idealną były dla mnie te pozycje, w których można było wraz z bohaterami podążać tropem kogoś lub według pozostawianych bądź ukrytych wskazówek. To dlatego obejrzałam wszystkie części Indiany Jonesa i prawie wszystkie z Jack'iem Hunterem.
Dlatego... tak, muszę się przyznać... te dwie książeczki przygarnęłam z myślą najpierw o sobie, nie do końca będąc pewna czy moja córa będzie chciała czytać o poszukiwaniu skarbów... Wiedziałam, że ja będę zachwycona. Czy tak jest? Wszak to książeczki dla dzieci powyżej dziesiątego roku życia...


W Kukułkowie mieszka czwórka przyjaciół: Kacper, Baśka, Rafael i Karolina, czyli członkowie tajnej grupy superbohaterów o nazwie Ka-Ba-Ra-Ka. Narrator Kacper twierdzi, że są fajtłapami, ale jak się okazje w praktyce ich "ułomności" można też uznać za super moce, które ratują ich z opresji. Kiedy Kacper kichnie - tworzy się hałda ziemi. Rafael puszcza śmierdzące bąki, Karolina wywołuje pożary z Baśka płaczem tworzy powodzie. Niezła ekipa...
Jedyną osobą, która zna tajemnicę naszej czwórki jest ich nauczyciel, który urzęduje w pokoiku szkolnej wieży - Wilferdus Nostradamius (kojarzycie podobieństwo?), czyli Profesor Poczt-Gołębiewski, jak nazywają go dzieciaki.




W "Skarbie Czarnej Mumii" superbohaterowie udają się Egiptu, gdzie muszą ruszyć tropem znanej archeolożki Indiany Joanny. Podczas poszukiwania obdarzonego nieziemską mocą skarbu Czarnego Lądu, czyli niezwykłego Pucharu Czarnej Mumii, Joanna przepada bez wieści. Nikt nie wie gdzie ona jest. Czy dzielnej czwórce uda się odnaleźć Indianę? Czy Skarb Czarnej Mumii istnieje?
Szczerze mówiąc to finał tej opowieści mnie zaskoczył. Ale jest to świetna detektywistyczna historia, trzymająca w napięciu, podnosząca ciśnienie i intrygująca, bowiem autor zadbał o zwroty akcji. Wskazówki, tropy, niebezpieczeństwa, sekretne wiadomości i tajne przejścia, czyli cechy charakterystyczne dla dobrej powieści przygodowej. Udowodnił też, że czasami trzy minuty mogą trwać całą wieczność a czkawka - mimo że jej nie lubimy - może być pożyteczna.

środek transportu

elementy komiksu

zróżnicowanie czcionki



"Romeo z Rupieciarni" zabiera nas w inną podróż - tym razem wraz z superbohaterami udajemy się do Włoch. A wszystko to za sprawą niecodziennego zdarzenia - oto duch z lampy (czyli Romeo) nie zamierza spełnić trzech życzeń tego, kto go uwolnił a wręcz sam ma prośbę - by odnaleźć jego Julię, której nie widział czterysta lat. Nasi bohaterowie podążają "ścieżką miłości" i próbują odszukać lampę z uwięzionym duchem Julii. Czy im się uda zdążyć przed zachodem słońca, by Baśkę ominęła klątwa? A może ich plany się nie powiodą z uwagi na podążających ich śladem dwóch tajemniczych mężczyzn, którzy chcą im przeszkodzić za wszelką cenę? Dlaczego dla nich to takie ważne?
Tajemnicze zniknięcie Baśki, człowiek w prochowcu śledzący dzieciaki, klątwa, tajne schowki, obniżające się płyty, walka dobra ze złem - oj, dzieje się! A na dodatek poznajemy pewną prawdę - w życiu są ważniejsze rzeczy od pieniędzy :)

komiks

największa możliwa ilość tekstu na rozkładówce - ubarwienia!

tajemnicze płyty

Obie książeczki są wręcz wyśmienite i wcale nie ograniczałabym odbiorców wiekiem. Dzieciom młodszym niż dziesięć lat historie i dzielnej czwórce przyjaciół też mogę się podobać - i to bardzo. Że już nie wspomnę o sobie :D Bowiem sama jestem zachwycona i z niecierpliwością czekamy teraz na kolejne tomy tej serii.

Przyznaję, że zadbano nie tylko o samą treść, ale również o walory techniczne tych pozycji - twarda oprawa, poręczny format, kolorowe i ciekawe a jednocześnie humorystyczne ilustracje. Czcionka jest bardzo dobrze dopasowana do młodego odbiorcy i jego samodzielnych prób czytania tych opowieści. Doskonałym urozmaiceniem lektury jest zróżnicowanie wielkości, rodzaju i kolorystyki czcionki, co zachęca dziecko do sięgnięcia po książeczki. Niektóre fragmenty każdej historii zostały zamieszczone w formie komiksu, co jest kolejną atrakcją dla dzieciaków. Rozdziały są krótkie a tekst - jeśli nawet zajmuje obie strony, to dzięki różnym zabiegom artystycznym - nie przeraża ilością.

Pisałam już, że jestem zachwycona? Tak? Zatem napiszę to inaczej - książeczki z serii Zwariowana czwórka na tropie to doskonałe przedstawicielki literatury przygodowej dla najmłodszych... i nie tylko :) Polecam bez dwóch zdań!




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek


Książeczki przeczytane w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książeczek
dziękujemy Pani Ewie

wtorek, 8 listopada 2016

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #26

Impuls sprawił, że wskrzesiłam wyzwanie po długim czasie. Teraz zaś sami mnie kusicie... Zatem dziś kolejna edycja z zadaniem - jakże przyjemnym - dla jednej z blogerek.
Fajnie, że są chętni, ale wiecie że potrzebuję czasu na szpiegowanie :D






Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: Lustro Rzeczywistości
Cel: przeczytać 1 książkę Magdaleny Kordel
Termin: 26 lutego 2017 roku

Rozliczenie: pochwal się linkiem do swoich wrażeń - powodzenia!

poniedziałek, 7 listopada 2016

Stosiczątko październikowe

Dzisiejsze stosikowo będzie wyjątkowo króciutkie...

Dlaczego?
Jak wiecie od wielu miesięcy kupowałam naprawdę niewiele z uwagi na zbliżające się Targi Książki w Krakowie.

Ale dlaczego mimo to pościk będzie krótki? Bowiem to tylko zdobycze pozatargowe. Wszystko co przyniosłam z Targów znajdziecie w relacjach TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.


Przed Targami dotarły do mnie:


Od dołu:
  1. "Szumowiny" - wygrana na Portalu Kryminalnym
  2. "Nakarmię cię miłością" - od Zysku i Autorki :) - recenzja
  3. "Pan Przypadek i mediaktorzy" - od Autora
  4. "Ogień za ogień" - od Feerii
  5. "Leśna Polana" - od Znak literanova - w tle,  jeszcze w wersji mocno recenzenckiej - recenzja
  6. "Anioł do wynajęcia" - od Znaku - recenzja



Serdecznie za wszystkie książki dziękuję :)

Które z tych tytułów macie w planie czytelniczym? A może już coś czytaliście? Podzielcie się wrażeniami! :)

niedziela, 6 listopada 2016

20. Międzynarodowe Targi Książki - Kraków 2016 # 3 - niedziela










Nadszedł czas, by oprowadzić Was po targowych halach w niedzielę - 30 października :) Tradycyjnie byłam na miejscu jeszcze przed 10-tą i sobie chwalę ten patent, bo spokojnie i bez kolejki weszłam do środka.

Udało mi się zrobić kilka fotek bez tłumnie wędrującej ludności cywilnej :)





Nie znam autorki, ale tłum nie zasłaniał, więc zrobiłam foteczkę  :)



Jako wielbicielka niektórych seriali i programu Agent - Gwiazdy bardzo chciałam zamienić słówko z Joanną Jabłczyńską... W sobotę kolejka mnie przerosła, wolałam w tym czasie być w innym miejscu, ale w niedzielę musiałam się tu pojawić i zadać kilka pytań :)





Zadanie bojowe od córy wykonane, czyli podpis w "Elementarzu" zdobyty :)




Z Natalią Sońską, której pierwsza powieść mnie urzekła :) Następne dwie - dzięki wielbiącemu swą pracę p. Piotrowi (dzięki! :)) - mam już podpisane przez autorkę i czekają na czytanie :)



Z Lucyną Olejniczak, autorką serii o Kobietach z ulicy Grodzkiej, którą to serię pożyczyłam, ale jeszcze nie przeczytałam...





Olga Rudnicka, którą zaskoczyłam swoim bardzo bezpośrednim stwierdzeniem - na szczęście "in plus" :) Muszę w końcu zabrać się za jej twórczość...




A to kolejna młoda autorka - Magda Knedler i dowód na to, że z autorami się nie tylko pozuje, ale i rozmawia (tylko fotki nie zawsze tak pięknie wyglądają - Gosiu Bibiliofilko dziękuję :)







Miałam szczęście do łapania autorów prywatnie :)
Janusz L. Wiśniewski oraz Mariusz Szczygieł





Joanna Opiat-Bojarska, kolejny mój wyrzut sumienia...



W tym miejscu była przerwa na "kawę" i plotki, podczas której poznałam niespodziewanie kolejną autorkę - oto Katarzyna Szewioła-Nagel:



Książek do Agnieszki Walczak-Chojeckiej nie dźwigałam, ale przywitać się musiałam :) I wypytać o nową książkę :)



Twórczości Moniki Sawickiej nie znam, ale miło było poznać i porozmawiać z sympatyczną autorką na koniec targowego dnia :) Tak, to było moje ostatnie spotkanie podczas tych targów...





Potem spotkałam takiego gościa:



Zrobiłam z ukrycia fotkę Małgorzacie Wardzie




I elementowi, który bardzo chciał wystąpić w relacji, żeby nie zanudziły Was książki :P



Do domu przyniosłam znacznie mniej ciężarów niż w sobotę, ale kupiłam dla córy:


z gratisowym autografem



Oprócz tej książeczki wyjęłam z plecaka i torby



taki stos (wraz z dodatkami widocznymi obok torby, oprócz otrzymanych w prezencie są też skacząca plastelina i długopis z wieloma kolorami, które kupiłam dla córy; na fotce brak też słodkości od Anetki):

Od dołu:
  1. "Mniej złości, więcej Miłości" - do recenzji od IV Strony
  2. "Obudź się, Kopciuszku" - jw.
  3. "Bliźnięta z lodu" - do recenzji od Czarnej Owcy
  4. "Klamki i dzwonki" - książkę kupiłam w sobotę, ale byłam po niedzielny autograf
  5. "Natalii 5" - zabrana z domu po wpis
  6. "Gdzie jesteś, Leno?" - jw.
  7. "Wybacz mi" - zakupiona w Filii
  8. "Kiedy pada deszcz" - jw.
  9. "Pracownia dobrych myśli" - do recenzji od Filii
  10. "Spełnione marzenia" - jw.


Czy ktoś pokusił się o policzenie ile książek kupiłam na targach? :P Ja nie liczyłam, ale uważam że nie wydałam całej wypłaty, nawet połowy :)


Mimo tego, że te targi były najbardziej tłoczne to były dla mnie najbardziej udane. Spotkałam wiele znanych twarzy - autorów, blogerów, czytelników, wydawców. Poznałam nowych - również autorów, blogerów, czytelników i wydawców. Przeprowadziłam bardzo dużo sympatycznych i miłych rozmów ze znajomkami i nieznajomymi a poznanymi w kolejkach w tym roku, ale również z tymi, których spotykam rokrocznie. Sporo osób spotykałam regularnie, niektórzy mignęli mi gdzieś w oddali... Byli też tacy, że nawet nie wiedziałam, że to blogerzy...
Wybaczcie Kochani blogerzy i czytelnicy, ale nie będę wymieniać Was z imienia czy nazwy, gdyż wiem, że na pewno coś mi umknęło a nie chciałabym kogoś skrzywdzić pomijając... Po prostu dziękuję Wam wszystkim za spotkania, rozmowy, fotki :)
To niesamowite jak bardzo okazałam się być rozpoznawalną osobą, jak wiele osób kojarzy mojego bloga - dziękuję! To ogromnie uskrzydla i daje siły, do prowadzenia tego miejsca :) Wielokrotnie padały  "ochy" i "achy".
Nawiązałam też nowe współprace, za które bardzo dziękuję.

Nałapałam kilka worków niesamowitej energii, która musi wystarczyć mi na rok! Raz jeszcze wszystkim dziękuję! 


Od chwili, gdy byłam na Targach krakowskich po raz pierwszy, jeszcze zanim pojawiły się na ul. Centralnej (było to gdzieś w Bronowicach) wiele się zmieniło. Teraz autorzy często stosują pieczątki, blogerzy noszą identyfikatory i rozdają wizytówki... Sama rozdałam ich sporo podczas tych trzech dni - mój znak rozpoznawczy - oczywiście dzięki pomocy Klaudyny Maciąg (znanej jako Kreatywa, która podpowiedziała gdzie i od czego zacząć), Joli (która niezawodnie tworzy mi grafikę) i Drukarni Chroma (drukarnia on-line).


Jak Wam się podobają? :)


P.S. Obecnie zmagam się z zapaleniem spojówek... Nie wiem jak będzie szło czytanie... Leczenie wdrożone!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...