Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotny ojciec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotny ojciec. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2022

Terri E. Laine "Słodki tatuś"

 
 
 
Tytuł oryginalny: Honey and Sugar Duet
Tłumaczenie: Katarzyna Matczuk
Wydawnictwo: Lekkie
Data wydania: kwiecień 2022
Liczba stron: 336






Książka autorki z listy bestsellerów "USA Today" wydana przez Wydawnictwo Lekkie - co powstało w wyniku tego połączenia? 


Jake wraca z wojska na rodzinne ranczo korzystając z Ubera. Kierowcą okazuje się być kobieta, która na dodatek wywołuje pożądanie w mężczyźnie. Kurs kończy się namiętnym seksem Jake'a z Honey a później nie mają z sobą kontaktu...

...przez pięć lat! Kiedy Honey staje na progu domu Jake'a jako kandydatka na pielęgniarkę dla jego ojca, chorego na Alzheimera. Szybko zostaje zatrudniona, ale nie zdaje sobie sprawy jak wiele niespodzianek na nią czeka. Ford będzie w gorszych chwilach nazywał ją imieniem zmarłej żony, Jake nadal będzie czuł w jej obecności pożądanie, ale dzięki temu, że Honey będzie gotowała, on ze spokojem wykorzysta ten czas, by pojechać do logopedy z córeczką!
No tak, nie napisałam Wam... Jake jest samotnym ojcem. Niespodziewanie podrzucono mu niemowlę, które obecnie ma już pięć lat. I wadę wymowy. Dziewczynce brakuje matki, więc szybko polubiła Honey. A Jake robi wszystko, by Jamie nie odczuła braku kobiety, która ją urodziła.
I kiedy już czwórka głównych bohaterów poukładała sobie codzienność, mimo licznych problemów, na ranczo przyjeżdża...
 
Musicie sprawdzić sami kto taki, gwarantuję jednak, że emocji nie zabraknie.
 
Zgodnie z założeniem Wydawnictwa Lekkiego, wydawane książki mają poprawiać humor, cieszyć lekkością  i być odskocznią od problemów. Książka Terri E. Laine doskonale wpasowała się w ten zamysł. Jest to bowiem historia słodkiego i przystojnego tatusia, który poświęca wszystko, by jego córeczka była szczęśliwa. Wrzucony na przysłowiową "głęboką wodę", bowiem całkowicie niespodziewanie dostał niemowlę i od początku musiał sobie radzić z jego wychowaniem oraz opieką nad rodzicami.
 
Nie zabrakło też "czarnych chmur" gromadzących się nad jego ranczem w postaci problemów finansowych oraz kobiet, które momentami dość licznie "kręcą" się wokół niego. 
Którą z nich wybierze Jake i czym będzie się kierował? Namiętną Honey, matkę jego córki Tarę czy może Jacque, która jest opcją ratunkową w sprawie rancza?
 
Minusem powieści są przekleństwa, nie do końca cenzuralne słownictwo oraz teksty w stylu "wyrzygać się na śmierć".


Podsumowując - "Słodki tatuś" to naprawdę przyjemna i lekka historia, z fabułą opartą na przystojniaku, który jest samotnym ojcem i czyhają na niego liczne pokusy. Usytuowana na amerykańskiej ziemi opowieść pokazuje, że życie potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Że praca przychodzi i odchodzi a miłość może być wieczna. Bohaterowie żałują swoich decyzji, mają wyrzuty sumienia, są rozdarci, grożą sobie wzajemnie, wzywają nawet policję. Na odprężenie - polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Abecadło z pieca spadło (L), 52 książki




Za książkę dziękuję
 

 

sobota, 4 czerwca 2022

Dorota Gąsiorowska "Dwór rusałek"

 
 
 
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2021
Liczba stron: 608
Cykl: Dni Mocy  tom 2
 
 
 
 
 
 
Trylogia 'Dni mocy' Doroty Gąsiorowskiej opiera się na ważnych wydarzeniach kalendarza słowiańskiego. Nie są one dominujące w powieści, ale spełniają istotną rolę w życiu bohaterów. 
 
 
Zapraszam Was do dworu na Jesionce, którego właścicielem jest Leszek Akszewski. Skryty między podlaskimi drzewami budynek pamięta kilka pokoleń i ich burzliwe dzieje. Jednak są takie tajemnice, które nadal nie zostały rozwiązane... A że zbliża się rusałczy tydzień to znad jeziora słychać magiczny śpiew... Czy niepełnosprawna córka Leszka - Lorena - jest bezpieczna? Dlaczego wymyka się z domu nad jezioro? I czyją podobiznę skrywa w pokoju?

Pamiętacie Nataszę z "Pamiętnika szeptuchy"? Dziewczyna pojawi się również teraz, jednak to jej siostra Olga jest tym razem główną bohaterką.
Mieszkająca od urodzenia w Wilnie Olga ma uporządkowane życie. Związek z Daliusem może nie jest pełen fajerwerków, ale nie mająca skąd czerpać kobiecych wzorców emocjonalnych dziewczyna (niedługo po urodzeniu przecież porzuciła ją matka), podchodzi do wszystkiego bardzo ostrożnie i radują ją zwykłe spotkania i rozmowy. Zawodowo spełnia się prowadząc urokliwą księgarnię na Starym Mieście. 
Jednak nagle wszystkie fundamenty zaczynają pękać. Dostaje miesięczne wypowiedzenie wynajmowanego lokalu i nie może znaleźć nowego w rozsądnej cenie. Liczy się z tym, że będzie musiała całkowicie zlikwidować księgarnię. Chłopaka zaś przyłapuje na oszustwie i nie potrafi mu już zaufać.
 
Podczas tych właśnie zawirować poznaje Leszka i jego córkę. Los sprawił, że spotkali się przypadkiem, jednak Olga tak bardzo przypadła do gustu Lorenie, że zostaje poproszona, by być jej opiekunką...
To właśnie od tego momentu akcja nabiera tempa (wcześniej było momentami nieco nudno), bowiem liczba kłopotów się mnoży. Dalius, księgarnia, Sonia i jeszcze przylot Wioletty, która ją obraża... Zaś na Jesionce teoretycznie spokojne dni z podopieczną zamieniają się w nieustanną walkę, by obie były bezpieczne.
Rusałczy śpiew bowiem przywołuje.
Hipnotyzuje.
A Olga odkrywa tajemnice dworu i jego mieszkańców. 
 
Dzięki dziennikom Rosalie, które autorka wplotła w fabułę, poznajemy wydarzenia sprzed ponad stu lat. Jak ta historia wpłynie na Olgę? Kto będzie w stanie wyjaśnić dlaczego dwór nie ucierpiał w czasie wojny i jak potoczyły się losy Rosie i Alicji?
 
 
Bardzo się cieszę, że mogłam ponownie zawitać na Podlasie. Nie tylko poznałam nowe postacie, ale też spotkałam znanych mi już z poprzedniego tomu bohaterów. Rodzinny klimat u Joachima, wyrzuty sumienia Elżbiety i próby kontaktu z córką, zabiegana Natasza i nadal zapatrzony w nią Aleks oraz ciepła jak babcia, której nie miała Olga - Sonia, jej wnuk Dalius oraz ich zawiłe sprawy rodzinne. 
 
Wprowadzając do tej serii Lorenę, Leszka i Liama autorka podarowała czytelnikowi wiele ciekawych wątków. Jest i poważna choroba, samotne ojcostwo, nieszczęśliwa miłość, zerwanie kontaktu z bliskimi, ale też próba stworzenia czegoś nowego oraz spełnianie marzeń. 
Wraz z bohaterami przeżywałam nie tylko problemy i rozterki, ale również pozytywne wydarzenia jak bezinteresowna pomoc innym, zakochanie czy przyjaźń. Była też próba naprawienia krzywd z przeszłości.

Niektóre zagrania czy decyzje mocno mnie bulwersowały. Olga często była introwertyczna i irytująca. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego zgodziła się na pewne rzeczy w stosunku do Daliusa! Często zachowywała się jak mała dziewczynka i na dodatek błądząca we mgle. Najbardziej to podobało mi się jej dążenie do prawdy po przeczytaniu dzienników Rosalie.
 
Jedynym minusem (poza irytującymi czasem bohaterami - co przecież się zdarza i dzięki temu jest różnorodność, bo nie mogą wszyscy być mili i układni) było dla mnie zbytnie rozwlekanie akcji, często nic się nie dzieje a pewne opisywane sekwencje niepotrzebnie się powtarzały.



Podsumowując - "Dwór rusałek" to opowieść łącząca teraźniejszość z przeszłością. Ludzi dojrzałych i młodych. Miłość i przyjaźń z rozstaniami. Prawdę z kłamstwami. Obietnice i tęsknoty z nadziejami i oczekiwaniami.
Autorka podarowała nam zbiegi okoliczności, metafizyczne wydarzenia, magiczne melodie oraz strych jak z filmów z kuframi pełnymi zagadek. Sięgając po książkę poznacie ciekawą legendę o złośliwych rusałkach dręczących mieszkańców dworu i klątwie jaką rzuciły. Czy Wam się spodoba ta opowieść? Liczę, że tak!
 
 
 
 
"Dwór rusałek"
"Zielone oczy driady"
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Abecadło z pieca spadło, Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
Za książkę dziękuję  


wtorek, 26 kwietnia 2022

Karolina Hejmanowska "Miłość w rytmie punk rocka" - przedpremierowo - patronat

 
 
 
Autor: Karolina Hejmanowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 11 maja 2022
Liczba stron: 874
 
 
 
 
 
 
 
Karolina Hejmanowska zadebiutowała powieścią "Adres w sercu", która była historią o młodzieży, miłości i subkulturach muzycznych. Dokładnie na tej samej półce można postawić "Miłość w rytmie punk rocka" gdzie już sam tytuł wskazuje, o czym chciała nam opowiedzieć młoda autorka. A do przekazania miała wiele, bowiem powieść ma ponad osiemset siedemdziesiąt stron.

 
Śląsk, lata 90.
W budynku katowickiej szkoły średniej mieści się zarówno liceum jak i szkoła zawodowa, gdzie na kierunku górnik kształcą się Adrian i Aleks - od przedszkola darzący się braterską miłością. Obaj jedynacy nie lubiący się uczyć, uwielbiający wagary, bowiem wybrali ten kierunek z braku lepszego pomysłu. Adrian jest członkiem zespołu muzycznego, z którym chciałby coś osiągnąć, zaś Aleks... to patologia. Kilka lat temu stracił matkę, o której śmierć obwinia go ojciec, obecnie alkoholik z ciężką ręką. Chłopak jest często głodny, pobity a niejednokrotnie również naćpany.
 
Swoje frustracje Aleks lubi wyładowywać na słabszych i bojących się go uczniach - niestety jego wybór padł na Julkę, córkę reżysera, która przeprowadziła się do Katowic z Warszawy. Ona również jest wychowywana tylko przez ojca, z tą różnicą, że on nie pije, ale liczą się dla niego pozycja, pieniądze i wygląd. Właściwie to trzyma córkę w złotej klatce i nie pozwala na rzeczy, których pragnie każda nastolatka. Dodatkowo sam chciałby znaleźć jej męża z wyższych sfer i bardzo długo nie będzie w stanie zrozumieć jakie tak naprawdę są jego wybory...

W trudnych chwilach Julia może liczyć na swoją przyjaciółkę Anitę, która ma umiejętność ratowania jej przed Aleksem... Tylko dlatego, że w dzieciństwie przyjaźniła się z Adrianem i Aleksem... Śmierć matki tego ostatniego wiele jednak zmieniła...

Jak można się domyślić zamożna, skromna, poukładana i wrażliwa córka reżysera ze swoją nieśmiałością i naiwnością idealnie pasuje na ofiarę dla zbuntowanego punkowca. Nie potrafi się mu postawić, nie jest w stanie bronić. Jak gorzkie pigułki przełyka słowa słyszane z ust tego wysokiego chłopaka... 
Wszystko zmienia się w chwili, gdy Aleks ratuje jej życie... Tamta chwila będzie bardzo mocno rzutowała na ich przyszłość, decyzje i wybory. Co wydarzy się w ich życiu? Czy ich relacja zmieni się na pozytywną? 


Możecie mi wierzyć, ale opisane przeze mnie wydarzenia to dopiero początek... Karolina Hejmanowska napisała powieść giganta, w której poznajemy naprawdę spory kawał historii życia bohaterów. Zostali oni nie tylko świetnie scharakteryzowani, ale i zmuszeni do odsłonięcia przed czytelnikiem swojej traumatycznej często przeszłości. Dzięki temu bardzo łatwo było poczuć sympatie i antypatie. O ile Julkę czy Anitę można szybko polubić (choć w przypadku Julii często denerwowało mnie jej wycofanie i strach o byle co), Adrian też w zasadzie jest bohaterem w większości nie sprawiający problemów, by można go potępiać za wybory, to już Aleks jest istnym kameleonem! Początkowo jest postacią typowo negatywną. Nie ma powodu, dla którego można go lubić, choć niewątpliwie fakt, że stracił matkę i jak traktował go ojciec może wywołać poczucie żalu. Jednak z czasem dostrzegamy jego dobre serce, ukryte głęboko przed światem i samym sobą. 
 
Życie jednak nie pozwoliło mu na bycie dobrym chłopcem. Powieść jest właściwie sinusoidą - grzeczny, ułożony, zakochany i tryskający dobrą energią kontra wściekły, nabuzowany, pijany i rozrabiający. 

Autorka nie pozwala na nudę, pomimo takiej objętości lektury - wciąż przeżywamy wzloty i upadki bohaterów, ich rozstania, powroty, tworzenie dystansu i ponowne ocieplenie relacji. Związki, zdrady, gwałt i próba samobójcza, pierwsze zbliżenia, bogaci kontra biedni oraz wiele traum, które nieoczekiwanie zmieniły całkowicie bieg tej opowieści, która nie jest słodką bajką dla lolitek ani piękną opowieścią o miłości bez granic... Często zaciskałam kciuki, zęby i pięści - ze złości, napięcia, stresu.
 
Jedynie chwilami miałam wrażenie, że Hejmanowska przesadziła z ilością wydarzeń, mogła odpuścić kilka wątków i podarować te pomysły innym postaciom, w kolejnej książce, bowiem "Miłość..." nic by na tym nie straciła a byłaby przystępniejszych rozmiarów :) Zwłaszcza, że przy takiej ilości zdarzeń, nie sposób na koniec pamiętać każdej sytuacji a jedynie zarys i wynikające z tego decyzje.

Przyznaję, że zarówno język, dialogi, jak i całokształt fabuły wypadają mocno na plus. Książka wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Pragnienie poznania dalszego ciągu jest ogromne, bowiem jak to w młodych głowach - wciąż pojawiają się nowe pomysły, które nie zawsze wychodzą na dobre... Wiele scen i wynikających z tego wydarzeń mnie zaskoczyło i zupełnie nie mogłam być pewna zakończenia... Ale tak, podobało mi się :)
 
 
 
Podsumowując - "Miłość w rytmie punk rocka" to pełna pasji, przyjaźni i miłości opowieść, która trzyma w napięciu i zaskakuje. To właśnie w tej historii znajdziecie pełen wachlarz uczuć - od pozytywnych poprzez obojętne aż do negatywnych. Strach, litość, odrzucenie, złość, zemsta i nienawiść, próba zrozumienia swoich błędów, zdrada, poronienia, potrzeba akceptacji, ojcowie nie potrafiący odnaleźć się w swojej roli, upokorzenie - to tylko kilka słów-haseł, jakimi mogę zachęcić Was do lektury tej książki. Jednak nie sposób opisać ją w tak krótkiej recenzji, by nie zdradzić Wam zbyt wiele psując tym samym niespodzianki autorki. Polecam!



 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 
 
 
 
Za książkę dziękuję
 

 

środa, 17 marca 2021

Krystyna Mirek "Gdzie jest happy end?"

 
 
 
 
Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 10 lutego 2021
Liczba stron: 320
 
 
 
 
Interesujecie się przeszłością swoich przodków? Wiecie kim byli, skąd pochodzili? A czy posiadacie wiedzę gdzie poznali się Wasi rodzice? Moi poznali się w szkole, w której oboje pracowali. Dlaczego o to pytam? Za chwilę wszystko się wyjaśni...
 
 
Liwia jest księgową w korporacji i za kilka dni skończy czterdzieści lat. Z tej okazji jej matka przygotowuje skromną kolację, jest bowiem mistrzynią oszczędzania. Ale pomysł w żaden sposób nie spełnia oczekiwań Liwii. Bohaterka jest samotną matką, razem z pełnoletnią już Anią mieszkają u rodziców, jednak w sferze marzeń pozostaje własny kąt a najlepiej dom z widokiem na góry. Z wdzięczności do matki, że przyjęła ją w ciąży pod swój dach Liwia zgodziła się na wiele ustępstw, podporządkowała zasadom i by nie narażać się awersji Janiny do książek, swoje zakupy chowa w szafie (i nie tylko). 

Rodzina Brackich żyje spokojnie i według utartych rytuałów i schematów, jednak pewnego poranka dzwonek do drzwi wprowadza zaskakujący zamęt. Kurier przynosi bowiem tajemniczą przesyłkę - kosz z jagodami (a jest marzec) i od tamtej chwili już nic nie będzie takie jak dawniej. Matka znika w swoim pokoju, ojciec staje się mrukliwy a Ania z Liwią by odkryć prawdę o osobie nadawcy zaczynają bawić się w detektywów, gdyż wyczuwają skrywaną latami tajemnicę rodzinną. 
 
Dopiero wtedy Liwia zdaje sobie sprawę, że rodzice rzadko okazywali sobie uczucia a ona nie zna historii ich miłości. Co kryją kolejne przesyłki od tajemniczego nadawcy? Czy Janina wyzna wreszcie prawdę i powie kim on jest i dlaczego mąci ich spokój? Co na to wszystko ojciec Liwii - Ignacy? Jak potoczą się losy tej rodziny?


Krystyna Mirek pokazała tą historią, że maleńki kamyczek wywołuje lawinę - rodzina Brackich żyła sobie spokojnie, oszczędnie i w miarę szczęśliwie, do chwili, gdy pojawił się kosz z jagodami. Wywołał on w ich życiu istną lawinę, która wymusiła na bohaterach przyznanie się do ukrywanych wydarzeń z przeszłości. Z pozoru zgodne małżeństwo Janiny i Ignacego okazało się nie do końca tym, czym być miało. Liwia dowiedziała się, że przez niemal czterdzieści lat była okłamywana w kwestii swojego biologicznego ojca. Kto nim jest? Dlaczego nie był dla niej wsparciem od urodzenia? Czy zmienią się jej relacje z Ignacym?

Jednocześnie z poszukiwaniem swoich korzeni bohaterka przeżywa również miłosne uniesienia, które w jej sytuacji są dość nowymi doświadczeniami. Chciałaby zawalczyć o swoje szczęście, ale jednocześnie nieco się boi. Czy uda jej się znaleźć miłość?


Autorka pozwoliła czytelnikowi domyślić się nieco wcześniej pewnych rozwiązań podsuwając Prolog, do którego idealnie pasuje Epilog - pięknie zamyka fabułę. Gorąco polecam Wam zapoznanie się historią Liwii. Jestem pewna, że rozwiązanie niektórych wątków Was zaskoczy, zwłaszcza że nie dla każdego to będzie happy end...
 
Wielu było takich momentów, że irytowało mnie zachowanie Liwii, kobieta prawie czterdziestoletnia a wciąż żyjąca pod dyktando matki... Ja rozumiem, że ją przygarnęła w potrzebie, że wychowała wnuczkę, że pomagała pod każdym względem... Ale żeby ukrywać przed nią marzenia, nie mieć swojego zdania i nie próbować żyć pod swojemu? Dlatego bardzo cieszyła mnie przemiana bohaterki. Księgowa z osoby żyjącej z dnia na dzień zmienia się w kogoś, kto pragnie sam kształtować swoją przyszłość. Przestała odkładać spełnianie marzeń na bliżej nieokreślone jutro, tylko konkretnie podeszła do tematu, choć przypłaciła to zmęczeniem.
 

 
Podsumowując - "Gdzie jest happy end?" to powieść lekka, przyjemna w odbiorze, momentami zaskakująca a przede wszystkim dająca nadzieję, że każdy może znaleźć swoje szczęście. Historia rodziny Brackich pokazuje, że ukrywanie tajemnic z przeszłości nie wychodzi na dobre, bowiem przeznaczenie robi swoje. Jest to opowieść o rosnącej pewności siebie, planach, nadziejach na zmiany, samotnym rodzicielstwie, walce o miłość, dawaniu szans, zazdrości i złamanych sercach. Bardzo polecam Wam ten tytuł


 
 
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
 
 
 

środa, 20 maja 2020

Agnieszka Olejnik "Tyle nowych dróg"






Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Silver
Data wydania: 11 maja 2020
Liczba stron: 376







Agnieszka Olejnik jest jedną z moich ulubionych polskich pisarek. Pisze lekko, przyjemnie, z odrobiną humoru, ale jednocześnie wkłada w każdą historię życiową mądrość. "Tyle nowych dróg" to pierwsza powieść autorki wydana przez Oficynę Wydawniczą Silver stawiającą na książki, w których bohaterki pokazują, że w każdym wieku można liczyć na szczęście i cieszyć się życiem.


"Trzeba kochać właśnie codzienność, bo to ona jest naszym życiem!" *
 

Maria jest kobietą dojrzałą, która przez lata nie dostrzega, że żyje w toksycznym małżeństwie. Tak naprawdę nie jest kobietą na prawach żony, tylko kucharką, sprzątaczką, praczką i spełnia każde życzenie bądź żądanie męża. W jego obecności czuje się skrępowana, niespokojna; nie może wyjść do kina, na zakupy czy spacer. Ubiera się w szarości, nie może założyć sukienki a pieniądze na zakupy Rafał jej wydziela i kontroluje czy nic się w domu nie marnuje.

Życie Marii zmienia się z chwilą, gdy do Polski przylatuje jej starsza siostra Anna. Sama właśnie podjęła kilka ważnych decyzji, w których utwierdziła ją pewna tajemnica. To dzięki siostrze Marysia podejmuje swoje i przekonuje się czy w jej wieku możliwe są drastyczne zmiany. Jakie kroki podjęła, by docenić lata, które jej zostały? Dotychczas uwięziona jak ptak w klatce - czy będzie potrafiła rozprostować skrzydła i odlecieć?

Poznajemy również trzydziestolatkę Laurę, która po rozwodzie stała się nijaka a życie ją nudzi. Sama ze sobą również się nudzi. Za radą przyjaciółki udaje się do terapeuty, który zaleca jej kąpiele leśne, dokarmianie dobrych bakterii zieleniną oraz zapisywanie mantr.

Ścieżki Laury, Marii oraz pewnej małej dziewczynki krzyżują się w Cudach Wiankach - czy ich historie zakończą się szczęśliwie? 


"...kluczem do odnalezienia sensu życia jest bycie potrzebnym."**


Autorka wyśmienicie wpisała się w założenie Silvera, by stworzyć opowieść o bohaterkach, które pragną dla siebie lepszego jutra. Maria małymi krokami próbuje oddalić się od dotychczasowego życia a na swojej drodze spotyka wielu cudownych ludzi. Zdobyte doświadczenia, rady innych, otaczająca ją sympatia i wsparcie, a do tego cudowny klimat domu przy Lipowej i herbaciarni oraz gromadka kociaków - wszystko to sprawia, że w życiu emerytki pojawiają się radośnie igrające promienie słońca. Jesienne słońce w jesieni życia...

Agnieszka Olejnik całkowicie wciągnęła mnie w fabułę i z niecierpliwością przewracałam kolejne strony. Teoretycznie już na początku powieści dowiadujemy się co zrobiła Maria, ale dopiero z czasem odkrywamy co nawarstwiało się latami i doprowadziło ją do tego kroku. Później poznajemy historie innych bohaterek, próby pokonania traum z przeszłości, naprawienia błędów, odkupienia win, wzajemne motywowanie się oraz ciekawe spędzanie czasu.

Bardzo emocjonalna książka, niosąca i smutek i radość. Pokazująca różne oblicza ludzkie, inspirująca do zmian, napisana lekkim stylem, z ciepłem właściwym Agnieszce Olejnik, która potrafi czytelnika zaczarować językiem, historią, problemami, jednocześnie dając nadzieję. 


"Bo wiesz, nie chodzi o to, ile będzie lat w tym życiu, tylko raczej - 
ile będzie życia w tych latach."***


Podsumowując - "Tyle nowych dróg" to powieść o prozie życia, ucieczce, odwadze, cennych doświadczeniach, tęsknocie za dzieciństwem oraz życiowych wyborach. Piękna, głęboka i mądra historia o zdradzie, samotnym tacierzyństwie, różnych odcieniach samotności, goryczy gromadzonej latami, poczuciu winy, depresji oraz szukaniu zagubionego sensu życia.
Książka jest dowodem na to, że marzenia same się nie spełniają, trzeba je spełniać; zrobić ten pierwszy krok i szukać swego szczęścia, samo nas nie znajdzie. Świetna! Polecam





* A. Olejnik, "Tyle nowych dróg", Silver, Warszawa 2020, s. 16
** Tamże, s. 226
*** Tamże, s. 166




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Wyzwanie LC, 52 książki




Za książkę dziękuję


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...