Autor: Andrzej H. Wojaczek
Wydawnictwo: Szara Godzina
Trylogia: Żniwo Ognia
Tom 1 "Ciernie i osty"
Data wydania: 15.10.2025
Liczba stron: 344
„Ciernie i osty” Andrzeja H. Wojaczka – wojna, która zaczyna się wtedy, gdy kończy się świat
Czy można jeszcze raz spotkać bohatera, którego losy znamy z poprzedniej trylogii, a jednocześnie zobaczyć go zupełnie innym? [znajomość poprzedniej trylogii nie wpływa na odbiór tej]
Andrzej H. Wojaczek zrobił coś, co bardzo lubię w historiach rozgrywających się na tle wielkich wydarzeń. Nie opowiedział po prostu kolejnej historii o wojnie. W centrum postawił człowieka – dojrzałego, doświadczonego przez życie, mającego żonę, własne przyzwyczajenia i marzenia, który nagle zostaje wrzucony w rzeczywistość, w której niczego nie można być pewnym. Tym człowiekiem jest Teofil Kłosek, bohater znany już czytelnikom „Wrzeciona Boga”. Tym razem spotykamy go w roku 1939, kiedy historia po raz kolejny postanawia brutalnie wkroczyć w jego życie.
„Ciernie i osty” rozpoczynają nowy etap tej historii. Teofil ma trzydzieści siedem lat i jest żołnierzem kampanii wrześniowej. Trafia w sam środek wojennego chaosu, a kiedy jego oddział zostaje rozbity, zostaje właściwie sam. Nie ma już bezpiecznej przestrzeni, jasnych rozkazów ani poczucia, że ktoś wskaże mu właściwą drogę. Zaczyna się wędrówka przez kraj, w którym wojna bardzo szybko odbiera ludziom poczucie normalności. Teofil przemierza kolejne miejsca, ukrywa się, spotyka ludzi, którym czasem można zaufać, a czasem zdecydowanie nie powinno się tego robić. Trafia również w okolice Pszczyny, jest świadkiem okrucieństwa wojny i wydarzeń związanych z ukraińskimi mordami, aż w końcu dociera do Lwowa.
I właśnie ta wędrówka zrobiła na mnie największe wrażenie. Bo Teofil nie jest tutaj niepokonanym bohaterem, który przedziera się przez wojenną zawieruchę i zawsze wie, co należy zrobić. Wręcz przeciwnie. Wojna wystawia go na próbę również od wewnątrz. Pojawia się strach, zmęczenie, samotność, niepewność i pytania, na które nie ma dobrych odpowiedzi.
W „Cierniach i ostach” bardzo mocno wybrzmiewa pytanie o nadzieję. O to, ile człowiek jest w stanie znieść, kiedy wszystko, co było dla niego ważne, nagle zostaje podważone. Czy można nadal wierzyć, kiedy wokół dzieją się rzeczy, których nie sposób zrozumieć? Czy można zachować człowieczeństwo wtedy, gdy rzeczywistość zmusza do walki o przetrwanie? I wreszcie – jak długo można uciekać przed własnym strachem?
To właśnie dlatego tytuł pierwszego tomu jest dla mnie bardzo trafny. „Ciernie i osty” nie są wyłącznie elementem wojennego krajobrazu. Stają się również symbolem tego wszystkiego, co rani człowieka od środka. Tego, czego nie da się po prostu ominąć i czego nie można z siebie łatwo wyrzucić. Chodzi tutaj o symboliczną warstwę tytułu i o wewnętrzną przemianę Teofila – rzeczywiście jest to jeden z ciekawszych aspektów tej historii.
Podobało mi się również to, że autor nie potraktował wojny wyłącznie jako tła dla przygód bohatera. Historia jest tu obecna bardzo mocno, momentami boleśnie. Są Niemcy, Sowieci, są ludzie próbujący przetrwać, są ci, którzy pomagają, ale są też tacy, dla których wojna staje się okazją do pokazania najgorszej strony własnej natury. Wojna zmienia relacje między ludźmi i sprawia, że rzeczy wcześniej oczywiste nagle przestają takie być.
Jednocześnie „Ciernie i osty” nie są książką pozbawioną refleksji. Autor zostawia miejsce na pytania dotyczące wiary, sensu, śmierci i ludzkiej natury. Nie wszystko jest tutaj czarno-białe, a Teofil nie dostaje prostych odpowiedzi. Być może właśnie dlatego jego wędrówka jest tak angażująca – bo nie obserwujemy jedynie tego, dokąd idzie, ale przede wszystkim tego, co dzieje się z nim po drodze.
I warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy: „Ciernie i osty” można czytać bez znajomości „Wrzeciona Boga”. To oczywiście kontynuacja historii Teofila, więc osoby znające poprzednią trylogię będą miały dodatkową perspektywę i możliwość obserwowania, jak zmienił się bohater. Ale jeśli ktoś dopiero teraz poznaje Andrzeja H. Wojaczka, nie będzie czuł się zagubiony. Ja nie jestem a nie znam poprzedniej trylogii.
A przede mną jeszcze dwa tomy. I tym razem bardzo pilnuję się, żeby nie zaglądać za daleko. Wiem tylko tyle, ile trzeba wiedzieć, żeby mieć ochotę iść za Teofilem dalej. Skoro „Żniwo Ognia” jest już w całości wydane – „Ciernie i osty”, „Ostrze sierpa” i „Kantyk słowika” – mogę od razu poznać dalszy ciąg jego historii.
Po pierwszym tomie mam jednak poczucie, że to nie będzie zwykła podróż przez wojenną historię. To będzie przede wszystkim podróż za człowiekiem, który próbuje znaleźć dla siebie miejsce w świecie, który właśnie się rozpada.
I chyba właśnie dlatego jestem ciekawa, dokąd jeszcze poniosą Teofila nogi.
Książka przeczytana w ramach sierpniowych wyzwań: 52 książki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.