środa, 3 kwietnia 2013

Sheila Roberts "Strajk na Boże Narodzenie" - recenzja gościnna



Tytuł oryginalny: On Strike for Christmas
Tłumaczenie: Joanna Szatkowska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 16 listopad 2011
Liczba stron: 352






Poznajcie Glena - Glen to naprawdę wspaniały facet. Kocha swoją rodzinę, ubóstwia swoją żonę i dzieciaki. Jest rodzinny, najchętniej codziennie miałby gości i spraszał do swojego domu wszystkich znajomych, przyjaciół i całą rodzinę...Brzmi jak ideał? No to poczekajcie z zachwytami. Bob to zdecydowane przeciwieństwo Glena. Świąteczny terminator, tudzież Grinch w ludzkiej odsłonie. Artystyczna dusza - autor kilku dobrych kryminałów. Typowy domator - najchętniej całe dnie spędzałby w domu, z żoną (czy też bez) - ważne, aby nie musiał chadzać na domowe, świąteczne obiadki, urodziny, tudzież inne okazje do spotkań rodzinnych. 

W książce poznamy także kilka ciekawych męskich charakterów, ale co ich tak naprawdę łączy? A no żony... A co łączy ich żony? A no fakt, że postanowiły w tym roku zastrajkować, a dokładnie zastrajkować w Boże Narodzenie. Bowiem Święta Bożego Narodzenia to nie jest wcale taki cudowny okres dla Nas - gospodyń domowego ogniska. Owszem - cieszymy się, że spotkamy bliskich, że przytulimy swoją mamę/córkę/wnuczkę/brata; ale prawda jest taka, że Święta to straszna harówka, w której tak naprawdę jesteśmy niestety same. No bo kto, jak nie my - ulepi 1000 pierogów, bigos nastawi i ulepi milion uszek? 

Laura, żona Glena - kocha swojego faceta i swoje życie nad życie. Jednak dość ma gotowania, sprzątania i usługiwania co roku dziesiątkom gości zaproszonym na Święta przez Glena. On zaprasza - ona haruje. On zbija bąki i pochwały, a ona zaharowuje się jak dziki osioł. Joy, żona Boba uwielbia Święta spędzone w swoim gronie. Niestety Bob, po godzinie świdruje ją wzrokiem i z miną umęczonego kota wymusza na niej szybkie wyjście z domowych imprez, które z kolei Joy uwielbia. Pewnego dnia kobiety mówią DOŚĆ. Żadnych Świąt, żadnego pieczenia ciasteczek, gotowania, sprzątania, marudzenia. Święta będą wyglądać tak, jak zamarzą sobie tylko ich mężczyźni. Gdy dołączy się do tej akcji lokalna gazeta - może być naprawdę zabawnie. I jest. 

Książka jest po prostu cudowna. Czytałam ją z ogromną radością, bananem na twarzy i wypiekach ze śmiechu. Jest czarująca, odprężająca i naprawdę zabawna. Dawno tak dobrze nie bawiłam się czytając książkę. Nie doszukujcie się tutaj przekazów, ambitnych tekstów i wielu przenośni. Książka ma bawić i bawi, jest doskonałym umilaczem czasu. Polecam każdemu, bez względu na wiek, płeć (choć solidarność jajników wysuwa się tutaj na prowadzenie ) i obecną porę roku - choć aura bardziej przypomina Nam dzisiaj Święta Bożego Narodzenia niż Święta Wielkanoce. 

A słodkości? Mamy je dosłownie wszędzie. Pyszne ciasteczka, ciasta są obecne niemal przez całą książkę, dodatkowo na końcu książki umieszczone są przepisy na większość słodkości, o których jest mowa w książce. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam !

Aneta Kęska


Książka przeczytana w ramach marcowego hasła do wyzwania Pod hasłem

12 komentarzy:

  1. Śnieg za oknem to czemu nie książka o Bożym Narodzeniu :) A tak poważnie to swego czasu bardzo chciałam ją przeczytać, lubię takie nastrajające pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pogoda jak najbardziej grudniowa, to i książka odpowiednia. Czytałam jedną powieść tej autorki i po tę też chętnie bym sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie Aneta też zachęciła, lubię takie książki z klimatem... a że za oknm mam mnóstwo śniegu to książka choćby dziś byłaby dobrą lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, oryginalna książka :D Może w końcu złapałbym bakcyla do pichcenia :-P

    OdpowiedzUsuń
  5. Cenie sobie komizmy w książkach, chetnie siegne po tą pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Za oknem śnieg, na blogu Boże Narodzenie... :P
    Co za wiosna! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. to tak zwane wpasowanie się w klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aneta dlaczego nie założysz własnego bloga?
    Nie musisz przecież pisać codziennie... ja będę do Ciebie zaglądać na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym. Nawet raz założyłam, na 15 minut. Mogłabym napisać, że to z braku czasu, czy z braku weny. Jednak prawda jest taka, że to z braku pewności siebie... Ale może kiedyś? :) Ale bardzo mi miło, naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko ja też mam w pracy dziewczynę, która dużo czyta, świetnie pisze, a ciągle odkłada założenie bloga. Nie rozumiem tego. Przecież to prawdziwa przyjemność!
      Nie zasłaniaj się braku pewności siebie. Moje pierwsze "recenzje" w niczym recenzji nie przypominały. Szczerze mówiąc nie miałam wtedy pojęcia, jak to jest z tym blogowaniem. A już na pewno nie wiedziałam, że odnajdę tu tylu wspaniałych ludzi, którzy podzielają moje zainteresowania, z którymi mogę porozmawiać i którzy nie zapomną o mnie nawet jeśli przez tydzień na blogu nie ukarze się żaden post.

      Spróbuj jeszcze raz! Nie musisz umieszczać na blogu swojego zdjęcia, w ten sposób pozostaniesz anonimowa i nie będziesz się musiała niczego obawiać.
      Jeśli brak czasu też jest powodem to publikuj tylko w soboty czy niedziele!

      Zastanów się! Warto tu być w tym blogowym świecie, bo jest niezwykły!

      Piszesz o braku pewności siebie.... myślę, że bez względu na wszystko długotrwałe prowadzenie bloga skutecznie podnosi poziom samooceny. Naprawdę!

      Usuń

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...