czwartek, 29 marca 2018

Wiosenny konkurs patronacki z ARIOLEM

5 kwietnia swoją premierę ma czwarty tom przygód Ariola a Wy już teraz stajecie przed szansą wygrania egzemplarza dla siebie!

Jako blog patronacki tej książeczki zapraszam Was na konkurs - liczba egzemplarzy będzie zależna od liczby przesłanych odpowiedzi konkursowych - szczegóły w regulaminie.




BANER:



ZASADY:


  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody ufundowało Wydawnictwo Adamada :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodą w konkursie są dwa nowe egzemplarze 4 tomu Ariola - "P jak Petula" a w przypadku, gdy otrzymam minimum 10 zgłoszeń - będą to nie dwa a trzy egzemplarze!
  4. Konkurs rozpoczyna się 29.03.2018 r. a kończy 15.04.2018 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - Wyd. Adamada oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • zadanie konkursowe:  Opisz zabawną przygodę z - niekoniecznie własnym - pupilem. Może to być również śmieszna sytuacja związana ze zwierzęciem innym niż czworonożne


Powodzenia!

8 komentarzy:

  1. Zgłaszam się :)
    chaga5@o2.pl
    Zabawnych sytuacji ze zwierzakami przypomina mi się sporo, bo całe moje dzieciństwo były w domu koty. Jedna kotka zapisała się w mojej pamięci szczególnie, bo była bardzo mądra. Tak więc historyjka z jej udziałem, która utkwiła mi w pamięci.
    Po przeciwnej stronie ulicy sąsiad miał ogromnego wilczura, który strasznie ujadał jak widział koty. Pewnego dnia jakoś się uwolnił i podbiegł pod nasz płot na którym siedziała kotka, spokojnie się myjąc. Wściekłe ujadanie nie zrobiło na niej zbytniego wrażenia i dalej wykonywała toaletę. Zwabieni hałasem, ja z
    rodzeństwem podeszliśmy do płotu. Dopiero wtedy, widać zaniepokojona o nasze bezpieczeństwo kotka przerwała i nagle skoczyła na głowę psa, wbijając się pazurami. Pies zaskoczony i pewnie przerażony zrobił kilka kółek, a kotka ponownie wskoczyła na płot i spokojnie się przyglądała otoczeniu. Sytuacja wglądała komicznie, choć pewnie pies myślał inaczej, bo nigdy więcej nie zaczepiał już nas a kotki unikał jak ognia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgłaszam się.
    edyta.cha@wp.pl
    Obserwuję blog i lubię na fb jako: Edyta Chmura
    Udostępniłam baner na fb: https://www.facebook.com/edyta.chmura.12/posts/788551471343059
    Odpowiedź:
    Miałam w dzieciństwie wyjątkowego kota. Mówiłyśmy, że to jedyny kot, który nie chodzi swoimi ścieżkami, tylko tymi wydeptanymi przez nas ;) Pewnej niedzieli zabawę z nim przerwała nam Mama, każąc szykować się do kościoła. Nikt nie zauważył, że utrzymując pewien dystans, cichutko podąża za nami nasz pupil. Musiał rozglądać się jakiś czas po okolicy, bo wkroczył majestatycznie do świątyni w momencie, gdy ksiądz z patosem głosił kazanie. Kotek nic sobie nie robił z gróźb wiecznego potępienia za grzechy i szedł sobie przez środek, a gdy nas odszukał zaczął łasić się do nóg. Niestety ksiądz nie pomyślał o nim jako o istocie Boskiej, szukającej drogi do wieczności, lecz ryknął do mikrofonu wielce zbulwersowany: "Zabierzcie stąd to ZWIERZĘ!". A może się go bał?
    Z trudem powstrzymałam się od śmiechu. Może i było to niewłaściwe, ale dlaczego nie obśmiać całej nietypowej sytuacji? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgłaszam się
    e-mail: magda-17_17@o2.pl
    Udostępniłam: https://www.facebook.com/magdalena.zajac.1610/posts/10204292328065836
    Obserwują jako Magda Zając

    Mój kociak lubi zaczepiać mojego psa. Szczególnie wieczorem. I tak, pewnego wieczoru ja oglądałam serial wygodnie leżąc w łóżku, psiak leżał koło mnie, a kot właśnie przyszedł do pokoju. Na początku po prostu ułożył się na mnie i trochę pospał. Ale po pewnym czasie to mu się znudziło, więc zaczął drażnić psa, który nie miał na to ochoty. Więc się zdenerwowałam i grożąc mu palcem powiedziałam, by przestał. A ten zaczął mi grozić swoją łapką, pokazując, że jeden to on jest panem tego domu i to jego trzeba się słuchać a nie mnie, po czym po prostu wrócił do spania. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgłaszam się!
    E-mail: gosia.s012@gmail.com
    Obserwuję bloga jako Gosia
    Udostępniłam: https://plus.google.com/u/0/109277626498952917545

    Polną drogą razem z moim tatą wybraliśmy się do babci. Zawsze zabieraliśmy ze sobą naszego psa, Bogera. Miał możliwość pobiegać po polach i się wyszaleć. A ponieważ mieszkaliśmy w bloku, to był to dla niego istny raj.
    Tym razem Boger też wybrał się z nami. Szliśmy wiosną i podziwialiśmy jak natura budzi się do życia. W pewnym momencie Boger się zerwał i dostrzegliśmy, że zaczął gonić za zającem. Przestraszyliśmy się, że może będzie chciał udusić biednego zajączka, ale okazało się, zając był silniejszy, bo to on powalił naszego psa na ziemię, po czym zaczął odkicywać w stronę lasu :)
    To wydarzenie miało miejsce ponad 20 lat temu, Bogera już dawno z nami nie ma, ale my nadal wspominamy tą sytuację z uśmiechem na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgłaszam się, agnes.dowolnik@gmail.com
    Dzieciństwo spędziłam na wsi, zaznajomiona więc jestem z obowiązkami gospodarskimi. Mniej zaznajomiony był kuzyn z miasta, który do nas przyjechał na jakiś czas, zapału za to miał co niemiara.
    Razu pewnego prosiaki nam uciekły z ogrodzenia, poprosiliśmy więc kuzyna, żeby się tym zajął - w domyśle, żeby zagnał je z powrotem. On zaś podszedł do sprawy w typowo łowiecki sposób. Podkradł się, rzucił szczupakiem i złapał prosiaka w objęcia. Dźwignął z wysiłkiem i sapiąc (prosiaczek były tłuściutki) zaniósł do ogrodzenia. Zwierzątko było tak zdziwione, że nawet nie kwiczało za bardzo, my zaś kwiczeliśmy z uciechy, bo taki sposób zaganiania nierogacizny bardzo nas ubawił :))) Kolejne prosiaki już zagnaliśmy wspólnie :)

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...