sobota, 3 sierpnia 2013

Zbigniew Rzońca "Plac czarownic"

Recenzja bierze udział w wakacyjnym konkursie dla syndykalistów




Autor: Zbigniew Rzońca
Wydawnictwo: Poligrafia AD REM
Data wydania: 2012
Liczba stron: 140













Zbigniew Rzońca to autor mało znany w naszym kraju. Dlaczego? Jest on bowiem lokalnym, jeleniogórskim dziennikarzem publikującym głównie w "Nowinach Jeleniogórskich". Jego artykuły możemy jednak znaleźć również w "Polityce" oraz "Wprost". Rzońca został nagrodzony za rzetelność w konkursie zorganizowanym w 2010 roku przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. "Plac czarownic" jest jego debiutem prozatorskim. Czy udanym? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.

W klasztornej piwnicy należącej do ojców pijarów dochodzi do włamania. Sprawcy zbeszcześcili trumny stojące w krypcie odrywając wieka, zrywając metalowe okucia i niszcząc inskrypcje. Ksiądz Marek, który odkrył włamanie, doznał olbrzymiego szoku na widok zniszczeń i nie potrafił zrozumieć kto i w jakim celu ich dokonał. Po chwili rozważań czy należy w tej sytuacji zawiadomić policję czy nie, ksiądz wystukał "997". Trumny okazały się być cennym zabytkiem, nawet z XVIII wieku i zagadka zaginionej tabliczki z jednej z nich stała się jeszcze bardziej intrygująca. Kto i dlaczego ją ukradł? I czego szukał w historycznych trumnach?
Kiedy rzeczniczka prasowa komendanta jeleniogórskiej policji wysłała do prasy komunikat dotyczący włamania, wywołał on falę nieprawdopodobnych zdarzeń... I to nie tylko na terenie Polski, gdyż okazało się ono mieć ogromne znaczenie również dla obywateli Niemiec i Rosji. Autor wspomina nawet samego Putina...

A zaczęło się od pewnego młodego i - pod wieloma względami - doskonałego Niemca, który w 1945 roku otrzymał zadanie - najważniejsze w swoim życiu. Martin Franz jako niezaprzeczalny as hitlerowskiego lotnictwa miał dostarczyć z Turcji niedużą skrzynkę. Mężczyzna nie wiedział co jest jego zawartością, jednak usłyszał że jest to tajna broń, która może być ostatnią nadzieją Hitlera. O ile początkowo lot przebiegał bardzo spokojnie, to kiedy Franz znalazł się gdzieś w okolicach Karkonoszy jego samolot został uszkodzony przez działka przeciwlotnicze. Świetnemu pilotowi udało się wydostać bez szwanku z samolotu i nawet wynieść skrzynkę. Ukrywał się w Jeleniej Górze pod nazwiskiem Stefan Hanc a tajemniczą przesyłkę ukrył. Co się z nim stało? Czy udało mu się przeżyć trudne historycznie czasy? Co się stało ze skrzynką?

Wracając do czasów współczesnych poznajemy człowieka, który przybywa do Jeleniej Góry w poszukiwaniu zawartości skrzynki, którą przewoził Martin Franz. Wysoki, pięćdziesięcioletni Eugen Stier zatrzymuje się w hotelu "Neptune" i rozpoczyna swoje śledztwo. Pomocy szuka między innymi u księży, w archiwum oraz u nauczycielki historii Magdy, z którą zresztą połączą go nie tylko poszukiwania. Eugen jeździ BMW, kaleczy język polski i pozwala myśleć o sobie jako o inwestorze. Czy przyczyni się to do odniesienia sukcesu? Na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi w "Placu czarownic".

Książka jest klasycznym kryminałem, w którym znajdziemy i "trupa" i liczne poszukiwania, zagmatwane powiązania, tajemnice i zwroty akcji. Jest też facet szukający skarbów pod ziemią. Autor zwrócił nam uwagę na wiele podstawowych życiowych i codziennych problemów, na przykład brak koszy na śmieci czy miejsc do parkowania, a wszystko to okraszone ciekawym humorem i punktem widzenia cudzoziemca. Dzięki jego wędrówkom i przejażdżkom poznajemy miasto Jelenia Góra i jej okolice.
W "Placu czarownic" znajdziemy też sporo znanych i współcześnie żyjących osób, które mimo iż mają zmienione nazwiska od razu kojarzą się z pierwowzorami. Nawet nazwy partii politycznych można łatwo sobie przetłumaczyć na polską rzeczywistość. Ale nie martwcie się, polityki tu bowiem nie ma zbyt wiele.
Co mnie zaintrygowało? Czemu Rzońca nadał bohaterom wiele prostych nazwisk: Hokej, Lampa, Bułeczka czy Zimny.

Zakończenie, mimo iż spodziewałam się pewnych zawirowań podczas poszukiwań skrzynki Franza, było dla mnie totalnym zaskoczeniem. Chyba czekałam na oczywiste rozwiązanie tej tajemnicy... Książkę czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. Można się pośmiać z polskiej rzeczywistości, poznać zależności w świecie polityki w kraju i na świecie. Uważam debiut autora za udany. Chętnie przeczytałabym kolejną jego książkę.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (0,6 cm), Debiuty pisarskie, Pod hasłem, Polacy nie gęsi..., 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Magdalenie z Wydawnictwa "AD REM"


4 komentarze:

  1. Niestety tak wielu dobrych autorów pozostaje znanych tylko w małych ojczyznach. A książka interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle akcji i tak mało stron? ;O

    OdpowiedzUsuń
  3. uwieliam debiutantów! Koniecznie musze przeczytac :)

    OdpowiedzUsuń
  4. rodzimych autorów, nigdy za wiele... A recenzja zachęca do przeczytania :) dziękuję

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...