środa, 27 czerwca 2012

Mamo, narysuj mi...

W różnym wieku dzieci różnie to zdanie wyrażają... uśmiechają się, pokazują, naśladują, mówią. Ale zawsze chodzi o to samo - o zabawę z maluchem, wspólne rysowanie, bo przecież nie od zawsze maleństwo umie samo trzymać kredkę a co dopiero stworzyć cały obrazek.
Pamiętam jak ja sama długo się martwiłam, że córa sama kredki nie trzyma... ale już trzyma, rysuje kreski, daje rączkę czy przedmioty do odrysowania.
Rozumie gdzie trzeba narysować słoneczko, chmurki czy kotka.

Problem pojawia się wtedy gdy stwierdzi, że mam jej coś narysować. A ja zdolności plastycznych nie mam... Pytam "Co narysować?" i widzę, że pokazuje paluszkami, że coś małego... Hmmm... I tak powstają "ptaki", mniejsze i większe (kiedy rączkami pokazuje, że ma to być coś dużego)


Najlepiej to wychodzi mi słoń :) piękny prawda? :P


Wielką miłością mojej córci są konie. Już tyle razy naśladowała konika, chcąc przekazać, żeby go narysować, że idzie mi coraz lepiej ... hihi To moje najlepsze do tej pory dzieło



A tak wyglądały początki... "Dodatkami" starałam się upiększyć całość...


Czasem udaje się zadowolić dziecię prostym obrazkiem


Albo jeszcze prostszym ale kolorowym


Dużym zainteresowaniem cieszą się zegary różnego kształtu, koloru i wielkości


Ale czasem trzeba się postarać... zwierzaki być muszą... wyglądają... ehhhh... ale wstyd... ciekawe czy ktoś zgadnie co to za osobniki :P



A co Wy najczęściej rysujecie dzieciakom?

sobota, 23 czerwca 2012

Gert Godeng "Lilie z Jeruzalem"

Z okładki: W zaparkowanym na ulicy Oslo samochodzie wybucha bomba. Sprawa trafia w ręce detektywa Skarphedina Olsena, który równolegle pracuje nad inną sprawą: z mieszkania na Starym Mieście zniknął starszy pan, na podłodze została kałuża krwi i kilka zeszytów z notatkami dotyczącymi alchemii. Olsen szuka pomocy u swojego siostrzeńca, Fredrica Drum...

Moja opinia: Oprócz historii z 14-letnim Ahradem to tak do 50 strony się nudziłam. Jak już się akcja rozkręciła to chwilami nie mogłam nadążyć za rozbieganymi oczami, byleby szybciej i szybciej, dalej i do końca... Średnia i tak wychodzi niezła :) Całą książkę moje myśli i tak były z Ahradem, strasznie mi było pogodzić się z tym, że do niego strzelano... Cała historia dość niezwykła, Fredric i Sharpedin nieźle kombinowali, bardzo mi się to dochodzenie podobało. A wyniki nieoczekiwane, wszystkie moje pomysły okazały się być nietrafne. Polecam!



Wyzwania: 52 książki, Z półki 

Zasłyszane... w tramwaju

To chyba tradycją się stanie. Serię zrobię :P Jako, że moim najczęstszym środkiem transportu miejskiego jest tramwaj (od kiedy mi "szybki tramwaj" zrobili) to i sporo ciekawostek się podczas podróży zauważa.
Wczoraj jechałam rano, zaraz po ósmej. Tuż za motorniczym stanął chłopiec, na oko lat 8-9. I wiecie co robił? Śpiewał. Już sam ten fakt był szokujący, zwłaszcza że ciut fałszował. Ale to nie o tym ta cała historyjka. Najważniejsze jest to CO śpiewał a mianowicie "Panie dobry jak chleb" - pieśń religijną.  Wszyscy którzy mieli okazję słyszeć treść byli w szoku. No ja trochę też. Rzadki przypadek.
Najczęściej to przecież dzieciaki albo z telefonami albo z mp3 czy mp4 się spotyka. Z muzyką bardziej - nazwijmy to - dyskotekową.

czwartek, 21 czerwca 2012

Żłobkolaczek

Znaliście takie określenie jak w temacie posta? Nie? Macie rację, bo chyba nie istnieje. Wymyśliłam je kiedy się okazało, że moja córcia dostała się do żłobka. I to samorządowego :)
Byłam dziś właśnie podpisać umowę. Najważniejsze że kierowniczka jest strasznie super, nie jak to była czasem w różnych miejscach, że są to nadęte baby. Grupa 2 będzie na piętrze, widziałam sale zabaw, jadalnię, szatnię i plac zabaw. Jest też wózkownia. Żłobek znajduje się po drugiej stronie ronda niż moja praca. Zaczynamy od września. Do tego czasu muszę małą nauczyć pić kakao (jeszcze nie piła), ale nie wiem jakie ... Bo widziałam jadłospis, generalnie to w większości problemów być nie powinno. Leżakowanie jest od ok. 12:30 więc też powinno się udać. Zaczynam mieć stresa.
Pozostaje więc dwie obawy: jak Patrysia się zaaklimatyzuje i druga: co będzie z moją pracą. Liczę w tych sprawach na kciuki.

Podejrzane w tramwaju

Wiem, że to mało kulturalne zaglądać ludziom przez ramię, ale... Zobaczyłam, że pani czyta książkę. A jak wiadomo ja dobrej książce nie przepuszczę. Przeczytałam dwa akapity i mi się spodobała, więc kiedy nadarzyła się okazja usiadłam tak, żeby tytuł zobaczyć... I zobaczyłam :) Zapamiętałam (czyli szare komórki działają jeszcze). Sprawdziłam na lubimy czytać co to za "Opowieść żony" i się okazuje, że zapowiada się naprawdę bardzo ciekawie. Autorka to Lori Lansens a o czym jest książka? O 43-letniej mężatce, ciut puszystej, która oddala się od męża. Nagle on znika zostawiając jej list i 25 tysięcy dolców. Ona rusza jego śladem, przechodzi po drodze metamorfozę i gubi kilogramy. Nie mogę się doczekać kiedy to przeczytam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...