Rubie ma 11 lat i właśnie skończyła piątą klasę. Przed nią coś, na co bardzo czekała – wakacyjny obóz, na który miała pojechać razem z najlepszą przyjaciółką Riley. Miesiąc poza domem, mnóstwo atrakcji, nowe doświadczenia i przede wszystkim wspólne wakacje z kimś, kto jest jej naprawdę bliski. Plany są gotowe. Wszystko wydaje się idealne. Aż do dnia przed wyjazdem, kiedy Riley postanawia założyć szpilki swojej mamy i… łamie kostkę.
Riley nie pojedzie. A Rubie nagle zostaje sama z perspektywą miesiąca na obozie, którego właściwie już nie chce. Początkowo próbuje znaleźć sposób, żeby również zostać w domu. Bo jak można dobrze bawić się bez najlepszej przyjaciółki? I czy wyjazd bez niej nie będzie trochę nie w porządku? W końcu jednak Rubie jedzie – i właśnie wtedy zaczyna się historia, która pokazuje, że przyjaźń nie zawsze wygląda tak, jak sobie wcześniej wyobrażaliśmy.
Na obozie Rubie poznaje nowych ludzi, bierze udział w różnych atrakcjach, przeżywa przygody i stopniowo zaczyna odnajdywać się w zupełnie nowym środowisku. Pojawiają się nowe znajomości, a nawet przyjaźń. I wtedy pojawia się coś, co dla dorosłego może wydawać się drobnym problemem, ale dla jedenastolatki potrafi być naprawdę ważne: czy można zaprzyjaźnić się z kimś nowym, kiedy ma się już najlepszą przyjaciółkę? Czy Riley nie poczuje się odsunięta? Czy Rubie nie złamie w ten sposób danej jej obietnicy?
Maddie Frost bardzo dobrze wykorzystuje codzienne, bliskie dzieciom sytuacje. Nie potrzebuje wielkiego dramatu, żeby pokazać emocje. Jest zazdrość, są nieporozumienia, są obietnice, których trzeba dotrzymać, jest przekonywanie się do nowych rzeczy i jest też pierwsze zauroczenie. Wszystko to dzieje się w świecie jedenastolatki, dla której sprawy związane z przyjaciółkami, sympatiami i tym, co wydarzyło się danego dnia, naprawdę mają ogromne znaczenie.
I chyba właśnie to jest największą zaletą „Po prostu Rubie” – ta historia nie próbuje na siłę robić z dziecięcych problemów wielkich tragedii. Pokazuje je takimi, jakie są. Czasami zabawnymi, czasami trochę niezręcznymi, czasami trudnymi. Pokazuje też, że dorastanie nie zaczyna się w dniu trzynastych urodzin. Pewne rzeczy zmieniają się dużo wcześniej: pojawia się potrzeba samodzielności, własne zdanie, nowe zainteresowania, pierwsze zauroczenia, bardziej skomplikowane relacje z rówieśnikami.
Ważne jest również to, że życie Rubie nie jest idealnie poukładane. Jej rodzice są rozwiedzeni, ale książka nie buduje wokół tego ciężkiej, smutnej historii. To po prostu jeden z elementów jej codzienności. Tak samo jak obóz, szkoła, przyjaciółka, nowe znajomości czy rodzinne relacje.
„Po prostu Rubie” to książka dla dzieci, które są właśnie gdzieś pomiędzy. Jeszcze zdecydowanie dziećmi, ale już z własnym światem, własnymi problemami i emocjami, których dorośli czasami nie doceniają. Myślę, że szczególnie dobrze odnajdą się w niej dziewczynki około 9–12 roku życia, które lubią historie o przyjaźni, codziennych przygodach, relacjach i bohaterkach trochę podobnych do nich samych.
A rodzicom poleciłabym ją również z jednego prostego powodu: to może być książka, o której naprawdę chce się z dzieckiem porozmawiać. O tym, czy można mieć więcej niż jedną przyjaciółkę. O zazdrości. O obietnicach. O tym, że czasami warto spróbować czegoś nowego, nawet jeśli na początku bardzo się tego nie chce. Bo Rubie jedzie na obóz właściwie wbrew sobie. A potem odkrywa, że świat, którego tak bardzo się obawiała, może mieć dla niej całkiem sporo niespodzianek.
Książka zachwyca również formą - luźny, komiksowo-pamiętnikowy sposób prowadzenia narracji powoduje, że czytanie staje się przyjemniejsze.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.