piątek, 7 czerwca 2019

Anna Karpińska "Bezpieczny port"





Autor: Anna Karpińska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 456
Seria: Rodzinne roszady tom 2





"Bezpieczny port" Anny Karpińskiej jest kontynuacją powieści "Szukając przystani", którą czytało mi się bardzo przyjemnie, choć i emocji nie brakowało. Finał okazał się niezmiernie zaskakujący i wywołał u mnie... złość. Bo jak to tak zostawić czytelnika w zawieszeniu w chwili, gdy znika dziecko?!

Wanda Zarębska pojechała do Torunia, by pomóc córce Joasi przy chorych bliźniakach - Kajtku i Guciu, a trzyletnią wnuczkę Polę zostawiła pod opieką Wiktora - swojego wspólnika w restauracji. Nagle okazuje się, że Poli nie ma! Wiktor twierdzi, że wyszedł na dziesięć minut... Zrozpaczoną Wandę wspiera przyjaciółka Mirka, przyjeżdża też kuzynka Giga, informacje o zaginięciu dziecka pojawiają się w mediach...

Sprawa zniknięcia Poli - z perspektywy czytelnika, który ma wiele stron przed sobą - wyjaśnia się szybko. Jednak kolejne tragedie uderzają w bohaterów, zaś w ich wyniku Wiktor wyjeżdża, Wanda nie do końca rozumie swoje uczucia i jest rozdarta między Wiktorem a Witoldem. Próbuje poradzić sobie z zarabianiem, domem oraz wnuczętami a przecież z dziećmi, choć dorosłe, też ma wiele problemów. Niełatwo jej jest być również przyjaciółką, bowiem wciąż przechodzi kolejne próby obserwując partnera Mirki.

Swoją samotność, zwłaszcza wieczorami, wypełnia pisaniem listów oraz rozmyślaniem o decyzjach, które musi podjąć - ona sama oraz jej dzieci. Wie, że może je wspierać, martwić się, ale nie zrobi tego za nich. Jednocześnie musi zrozumieć, że czas gdy musiała dla rodziny, dzieci poświęcić karierę, marzenia i plany, minął a teraz jest ten moment, kiedy może zająć się sobą. Wielokrotnie byłam zła na decyzje Wandy, jej błędy, brak odwagi i niezdecydowanie mocno mnie denerwowały.

"...los czasami rekompensuje nasze porażki sukcesami następnego pokolenia." *

"Bezpieczny port" to książka ogromnie podkreślająca życie zwykłych ludzi, którzy muszą godzić się z tym, co niesie los. Smutki przeplatają się tutaj z radościami - porwanie, wypadek samochodowy, śmierć, narodziny, romans, zaręczyny, pogrzeby, śluby, niepełnosprawność, poszukiwanie ojca dziecka czy też ratowanie życia niewinnego niemowlęcia (przeszczep szpiku). Pomiędzy tym jest czas na podróżowanie do Toskanii czy nad polskie morze, robienie interesów a przede wszystkim miłość... Do kogo zapuka?

"Każdy na coś czeka, każdy czymś się martwi." **

Anna Karpińska potrafi uwieść czytelnika słowami, powieść jest napisana lekko, choć wielokrotnie żal, ból i łzy wygrywają... W ogóle nie odczuwa się tych setek stron, tylko płynie obserwując koleje losu bohaterów. Ogromną rolę odgrywają w książce przyjaźń i miłość, sukcesy i porażki, liczy się wsparcie, pomocna dłoń i symboliczne pożegnania. Na przykładzie bohaterów Karpińska pokazała jak bardzo rozpacz i strach zbliżają ludzi, choć czasami trzeba wejść dwa razy do tej samej rzeki, by stać się mądrzejszym. Po jednym nie zawsze działa.

Przyznaję, że przy tak skonstruowanych przygodach poszczególnych bohaterów, licznych petardach, nie miałam pojęcia jak autorka zakończy opowieść. Kogo połączy w pary a kto będzie rozpaczał w samotności. Patrząc globalnie - jestem zadowolona.

"...życie czasem cię nagrodzi czymś, co masz na wyciągnięcie ręki, ale nie możesz tego złapać. 
Jak we śnie." ***

Podsumowując - "Bezpieczny port" to historia o różnych spojrzeniach na życie, odmiennych priorytetach, ciężarach wskakujących nam na ramiona nieproszone, o odbieraniu nadziei, zawodach i rozterkach sercowych, problemach rodzinnych, raczkującym szczęściu oraz uszczęśliwianiu na siłę. Polecam!



* A. Karpińska, "Bezpieczny port", Prószyński i S-ka, Warszawa 2019, 68%
** Tamże, 52%
*** Tamże, 76%




"Szukając przystani"
"Bezpieczny port"




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki




Za e-booka dziękuję

7 Urodziny bloga - zadanie 11




Zadanie 11 dotyczyło podróży:

Wyobraź sobie, że wygrywasz na loterii zagraniczną wycieczkę - do jakiego kraju/miasta się wybierzesz i dlaczego właśnie tam?


W podróż zabrało mnie 8 osób:



Mirella
Meksyk - ponieważ  wprowadził na świat czekoladę. Na jego obszarze zamieszkiwali Majowie.
Majowie byli twórcami wysoko rozwiniętej cywilizacji, której początki sięgają okresu preklasycznego 
późnego (400 p.n.e.) Chciałabym na własne oczy zobaczyć ich spuściznę.



Agnieszka Miśkowiec
Gdybym wygrała zagraniczną wycieczkę poleciałabym na Florydę by pływać z delfinami. Już raz miałam taką możliwość na Ukrainie. Teraz pobyt tam nie jest możliwy więc z przyjemnością w towarzystwie jakiegoś opiekuna poleciałabym właśnie tam. A wszystko w jednym celu. Aby podarować sobie szansę na samodzielność. Delfiny mają wielką moc gdy tylko odpowiednio zostaną przygotowane i wiedzą, co mają robić, są w stanie skutecznie pomóc niepełnosprawnej osobie w odzyskaniu samodzielności. 


Marta Korycka
Lecę do Kenii! Od dawna o niej marzę. Dlaczego tam bym się wybrała? Od kilku lat na ścianie mam Afrykę z dekoracji welurowych – wioskę afrykańską i sawannę. Na Czarnym Lądzie w Kenii odnajdę to, co kocham. W dżungli osobiście przekonam się o człowieczeństwie małp człekokształtnych. Przy wodopoju na sawannie będę bacznie obserwować spragnione, dzikie zwierzęta w naturze – żyrafy, słonie, bawoły, antylopy i zebry, lwy, gepardy, a także pływające krokodyle i hipopotamy. Bliżej przyjrzę się moim kuzynkom żyrafom i niezwykle inteligentnym słoniom. W wodach Oceanu Indyjskiego zanurzę swe ciało, by w morskich falach pofiglować z delfinami, zaś wieczorem o zachodzie słońca szum fal ukoi me nerwy, a ja zjem romantyczną kolację na plaży. Obowiązkowo udam się do afrykańskiej wioski, by tam spotkać się z innymi wysokimi ludkami, czyli Masajami. Spojrzenie na świat z innej perspektywy będzie czymś niezwykłym, a największe marzenie w końcu się ziści. 


Ines
Niestety to tylko marzenie ale gdyby się tak stało to pojechałabym do Japonii. Od dawna, kultura, język i tradycje tego kraju są dla mnie czymś wyjątkowym. Nie za bardzo jestem w stanie to wyjaśnić ale kiedy czytam o Kraju Kwitnącej Wiśni to czuję gdzieś pod skórą że muszę tam kiedyś pojechać i zobaczyć to na własne oczy.


Renata B.
Gdybym wygrała zagraniczną wycieczkę i miała wpływ na jej program, to wybrałabym wersję objazdową łączącą dwa kraje - Włochy i Hiszpanię. We Włoszech oczywiście chciałabym zwiedzić Rzym i wypić kawę w kawiarni Diego Galdnino (znowu inspiracje literackie), Wenecję i Mediolan. Ale najbardziej chciałabym odwiedzić polski cmentarz na Monte Cassino. Marzę o tym od wielu lat. Z kolei w Hiszpanii bardzo chciałabym zobaczyć Park Güell, przejść się La Ramblą, wspiąć się na wzgórze Montjuïc. Myślę, że dużą inspiracją w tej części podróży byłyby dla mnie powieści Zafona, Anny B. Kann i Ewy Bauer :D   


Martyna Stachulec
Moje marzenie jest banalne, dla większości bardzo osiągalne. Dla nas nie. Chciałbym całym sercem pokazać mojemu synowi nasze polskie morze. Jeśli wygrałabym wycieczkę to własnie chciałabym, aby zobaczył Bałtyk, poczuł piach pod stopami i usłyszał krzyki mew. Tak po prostu....


Monika Wilczyńska
Od zawsze marzyłam o wycieczce na Cypr. Ta wyspa wydawała mi się wystarczająco egzotyczna i jednocześnie osiągalna. Chciałam też na własne oczy zobaczyć skalę Afrodyty. Pomimo, że ostatnimi czasy została zniszczona przez sztormy to nadal coś mnie przyciąga do tego właśnie miejsca. Chciałabym bardzo spełnić kiedyś to marzenie.


Bernadeta Rohda
Bardzo dobre pytanie. Jest wiele miejsc, które chciałabym zwiedzić na świecie. Lecz wybrałam jedno, które napewno każdemu ksiażkoholikowi przypadłoby szczególnie do gustu. To Waszyngton, ponieważ to właśnie tam znajduje się jedna z największych bibliotek świata. Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych. Chciałabym przejść się tymi długimi korytarzami między książkowymi regałami,podziwiać piękno architektoniczne budynku, oddychać powietrzem wypełnionym zapachem papieru i napewno zainteresowałoby mnie to czy w swoich zbiorach mają polską literaturę. Ot, takie niecodzienne marzenie:)





Niezwykłe... 8 podróży i każda w inne miejsce :)


Punktacja:

Mirella - 3,5 pkt
Agnieszka Miśkowiec - 4 pkt
Marta Korycka - 5,5pkt
Ines - 3,5 pkt
Renata B. - 4,5 pkt
Martyna Stachulec - 3,5 pkt
Monika Wilczyńska - 4 pkt
Bernadeta Rohda - 4 pkt

czwartek, 6 czerwca 2019

7 Urodziny bloga - zadanie 8




Zadanie nr 8 polegało na:

Gdybyś miał/-a otworzyć własny biznes to co by to było? Zakładając, że masz fundusze, lokal, ziemię itp., czyli wszystko co niezbędne




Swoje pomysły przedstawiło 6 osób:



Ines
A więc zakładając, że wszystko co było by mi potrzebne już mam to zbudowałabym budynek gdzie z jednej strony byłaby klinika dla zwierząt (bo kocham zwierzęta i lubię im pomagać) a z drugiej Zakład Usług Projektowania Architektonicznego, ponieważ to mnie bardzo interesuje


Renata B.
Gdybym miała otworzyć własny biznes, to oczywiście byłby on związany z książkami :) Marzy mi się połączenie księgarni z kawiarnią. To mógłby być rodzinny biznes (coś w stylu księgarni Jana Zagórskiego z trylogii "Jabłoniowy sad" Krystyny Mirek), bo siostra piecze pyszne ciasta. Druga siostra z kolei deklarowała, że poprowadzi mi księgowość. Chciałabym, aby w takiej księgarni znajdował się kącik zabaw dla dzieci (z animatorem), aby mamy mogły w spokoju wypić kawę, lub poczytać książkę.  


Magdalenardo
Nie wiem czy to dla Ciebie zaskoczenie, czy nie, ale kiedyś marzyła mi się własna herbaciarnia :)
Miałam już w głowie cały plan jakby to miało wyglądać.
Chciałabym żeby to było bardzo klimatyczne, przytulne i swojskie miejsce. Duże, widne pomieszczenie z wielkim, drewnianym blatem, za którym stałby stary, biały kredens, a na nim słoje z mieszankami wszelkich herbacianych mieszanek. Na blacie stałyby unikatowe, wyszukane filiżanki i kubeczki, które można by było kupić komuś na prezent. W lokalu byłoby 5-7 stoliczków. Część z dostawionymi drewnianymi krzesełkami, a przy części stałyby miękkie fotele z tapicerką w różane wzory. Dla klientów korzystających z herbaciarni na miejscu byłyby przeznaczone piękne filiżanki i kubeczki także w różane wzory. Na miejscu można by zamówić swojskie ciasto (serniczek, murzynek czy jabłecznik) i domowe jagodzianki (od czasu do czasu pojawiłyby się jakieś kulinarne wynalazki). Stoliki odgrodzone byłyby regałami z książkami, które jednocześnie dawałyby klientom prywatność i możliwość czytania (dzięki temu w mojej herbaciarni można by spędzać przerwy w pracy).
Byłoby cudownie! Praca w takim miejscu byłaby prawdziwą przyjemnością - wspaniałe zapachy, gwar rozmów, śmiech, a w przerwach między klientami czas na przerwę z książką :)


Martyna Stachulec
Jeżeli miałabym możliwość założenia własnego biznesu, choć słowo biznes mi tu nie pasuje, ale pozostańmy przy tym określeniu, to otworzyłabym taki klubik dla dzieci. W tym klubiku robilibyśmy wszystko, aby pokazać dzieciom świat z dala od elektroniki. Czytalibyśmy książki, obecnie na naszym rynku jest taki wachlarz pięknych książek dla dzieci, że aż mnie serce boli, gdyż nie mogę ich wszystkich mieć u siebie, a bardzo bym chciała. W klubiku natomiast byłyby wszystkie te cudowne pozycje, przecież miałabym na to pieniążki. Obecnie obserwuję wysoki stopień "przetrwania" u rodziców  w mojej miejscowości, nie mają oni czasu i chęci, aby wprowadzić dziecko w świat książek.  Klubik byłby świetnym rozwiązaniem według mojej osobistej oceny. Ja czytałabym dzieciom, opowiadała, grała z nimi w gry planszowe, robiła prace plastyczne, zbierała kamyki, patyki, liście, robiła ludziki, po prostu tworzyła coś z niczego. Chciałbym bardzo, aby w tym klubiku było takie miejsce tylko dla mam. Chwila z kawą, ciastkiem. Stałby też regał pełen nowości wydawniczych, szczególnie z literatury obyczajowej, która jest lekka i potrafi oddalić od problemów w świecie rzeczywistym. Rozmarzyłam się... byłoby to moje miejsce na ziemi.


Włodek Piasecki
Gdybym miał otworzyć swój biznes , byłaby to ksiegarnio- kafejka. Bardzo przytulne pomieszczenie podzielone na 2 części: w pierwszej księgarnia , w drugiej - kafejka . W tej drugiej części rządy sprawowalaby moja żona i ona serwowalaby pyszną kawę lub herbatę oraz kilka rodzajów ciast ( jabłecznik, sernik, drożdżowe , marchewkowe , brownie) . Byłyby stoliki i wygodne ekologiczne siedziska . Dzieciaki miałyby swój kącik do zabaw . Odwiedzający mogliby czytać książki i czasopisma , dyskutować w otoczeniu zieleni .
Księgarnią natomiast ja zajmowalbym się .... jestem oczytany i chętnie doradziłbym dobrą książkę.
Taka ksiegarnio- cafejka jest moim marzeniem 🍀
 


Agnieszka (Chaga) 
Gdybym nie musiała się martwić o pieniądze, otworzyłabym firmę projektującą wzory do haftu krzyżykowego. W ramach tej działalności wydawałabym też gotowe zestawy do haftu i swojego autorstwa książki poradnikowe z tej dziedziny z dodatkiem własnych wzorów.
Projektowanie wzorów nie jest mi obce, książka pozostanie pewnie niespełnionym marzeniem :)
Na razie projektuję dla własnej przyjemności i czasami w ramach zabaw blogowych wybrane osoby mogą je testować.





Tego zadania również nie wartościuję, bo przecież wszystkie marzenia są piękne i takie nasze, własne... Skupiłam się podczas oceny na opisie, na tym czy zobaczyłam oczami wyobraźni to, co chcieliście mi przekazać; jak bardzo skupiliście się na detalach tej wymarzonej działalności.

Marzenia książkoholików podobne :)




Punkty:

Ines - 4 pkt. 
Renata B. - 4,5 pkt
Magdalenardo - 5,5 pkt
Martyna Stachulec - 5,5 pkt
Włodek Piasecki - 4,5 pkt
Agnieszka (Chaga) - 4 pkt

7 Urodziny bloga - zadanie 7




Zadanie 7 to:
Co najbardziej szalonego/ekstremalnego zrobiłaś / -łeś w swoim życiu?

Swoimi szaleństwami podzieliło się 5 osób. 


 















Marta Korycka

W 2004 roku po raz pierwszy pojechałam za granicę na 2-tygodniowe wczasy. Padło na Grecję. Byłam zdumiona, jak mój wygląd działa na Greków, jak oni mnie komplementują, zwłaszcza moje nogi i wzrost, ot tak, bo byłam dla nich ładna. Cóż… byłam młoda, zgrabna i powabna, w dodatku zdrowa i w końcu na swoich wymarzonych wakacjach. W czasie przerwy w Mykenach na objazdówce zaczepił mnie jakiś młody Grek, który wyszedł z restauracji. Zaproponował mi spotkanie wieczorem. Powiedziałam, że nie wiem, ale numer telefonu wzięłam. Obiecałam sobie, że jak wygram jakąś nagrodę za zakupy w sklepie z pamiątkami, to się z nim spotkam. Czułam w autokarze, że wygram. Kupione kolczyki przyniosły mi „szczęście”. Wygrałam… posążek nagiego boga greckiego! Napisałam SMS-a do Greka, że będę czekała na niego o godz. 20.00 pod hotelem Posejdon. Wieczorem… szukaliśmy się. Okazało się, że mieszkałam w hotelu Posejdonion, a on był pod hotelem Posejdon. Dzięki Grekowi (nie pamiętam imienia) zobaczyłam miasto Loutraki nocą oraz widok na miasto, zatokę i okolicę ze wzgórza, na którym stała świątynia. Randka w ciemno z Grekiem, była w ciemno, a zarazem w świetle latarni i neonów kasyn, a mój kaleki angielski wcale nie okazał się taki kaleki. Szaleństwo!

 
Włodek Piasecki
Dałem się namówić żonie na przejażdżkę kołem widokowym w moim mieście- Gdańsku. Nic w tym dziwnego nie byłoby,lecz ja mam " lekki" lęk wysokości, a koło miało TYLKO 55 metrów wysokości.
Moja mina w wagoniku - bezcenna
 


Beata Kandzia
W moim życiu coś najbardziej szalonego/ekstremalnego, co zrobiłam, to była jazda kolejką linową na Szyndzielnię i z niej zjazd, a boję się wysokości i takich otwartych przestrzeni, czegoś co jest niepewne pod nogami, po prostu wejścia gdzieś wysoko, różnych zjazdów, bo coś co jest w powietrzu czy na wodzie, to jest nie dla mnie, gdyż wtedy kręci mi się w głowie i ogarnia mnie strach, a jednak wtedy się odważyłam i tego nie żałuję. Było to latem w 2013 roku, podczas wycieczki z naszej miejscowości, na którą wybrałam się razem z mamą. Odwiedzaliśmy pobliskie miejscowości i ciekawe miejsca, a tego punktu wycieczki z kolejką najbardziej się bałam jak to będzie. Gdy dojechaliśmy na miejsce, małe grupki osób wsiadały do kolejek i odjeżdżały, ja się jakoś ociągałam i odsuwałam moją kolej, ale w końcu też wsiadłam z mamą i kilkoma znajomymi, którzy już na wstępie mnie pocieszali, bo widzieli moje obawy. No i pojechaliśmy :). Trzymałam się mamy, mając w niej nadzieję, że jakoś to będzie i szczęśliwie dojedziemy, i tak unosiliśmy się ku górze i przy tym wyłaniały się nam piękne widoki, a ja się bałam, bo dziwne to było uczucie, ale jakoś też dojechałam :). Tam na górze mieliśmy trochę odpoczynku, pospacerowaliśmy, podziwialiśmy piękne widoki, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, wypiliśmy kawę i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zjeżdżałam z obawą, pocieszeniem mamy i z zaufaniem, że jakoś to będzie i korzystając z okazji też patrzyłam na ten piękny świat. Aż w pewnym momencie kolejka zaczęła się kiwać i stanęła... A ja w płacz. Przytuliłam się mocno do mamy i mówiłam jej, że teraz tu zostaniemy i wpadniemy w przepaść, że tak akurat na nas trafiło to, że się ona zepsuła i serce mi waliło ze strachu. A to okazało się, że było celowe i taka atrakcja tej jazdy, bo po pewnym momencie kolejka ruszyła dalej i jednak dobrze dojechaliśmy na ziemię, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech i byłam szczęśliwa :). Dziś mogę powiedzieć, że było to bardzo miłe i piękne przeżycie, i cieszę się, że przełamałam mój lęk, doświadczając czegoś nowego i ciekawego :). 



Bernadeta Rohda
Dla mnie najbardziej ekstremalnym przeżyciem było wejście pieszo na Kasprowy Wierch w 2012 roku. Mam lęk wysokości,a góry jeszcze bardziej go potęgują i ta przestrzeń, która jest dookoła. Bałam się każdego kroku,im wyżej się wchodziło tym bardziej stromo było. Bałam się nawet patrzeć w dół. Dla mnie był to nie lada wyczyn, ale wiedziałam, że widok na samym szczycie zrekompensuje mi wszystko. To wejście na szczyt może nie do końca zniwelowało mój lęk, ale dało poczucie, że w życiu warto spróbować przełamać bariery, które nas hamują i nie pozwalają nam iść do przodu.  



Agnieszka (Chaga)
Wyprawę na czynny wulkan Pacaya w Gwatemali mogę chyba zaliczyć jako przygodę dość ekstremalną. Wejście pod krater z gorącą płynącą lawą, było niezwykłym przeżyciem. Wędrówka po zaschniętej lawie, kamieniach i pyle do najlżejszych nie należała. Płynąca lawa po ciemku wyglądała spektakularnie.
Oczywiście teoretycznie wchodziłam w okresie bezpiecznym, ale to żywioł i mógł o tym nie wiedzieć. Całe szczęście mam tylko miłe wspomnienia.




Przyznaję, że niezłą mam zagwozdkę... Czynny wulkan? Randka w ciemno z Grekiem? Na Kasprowym to sobie przypomniałam, że byłam piechotą gdzieś chyba na studiach, kiedy jeszcze zdrowa byłam... 
I teraz tak - po przeczytaniu Waszych opowieści postanowiłam nie wartościować, co było bardziej lub mniej ekstremalne, byłoby to niesprawiedliwe... Strach każdemu zaglądał w oczy...
Dlatego punkty będą bardzo podobne, różnica polega na sposobie opisania, czy poczułam podczas czytania emocje.



Punktacja:

Marta Korycka - 5,5 pkt
Włodek Piasecki - 4,5 pkt
Beata Kandzia - 5 pkt
Bernadeta Rohda - 4,5 pkt
Agnieszka (Chaga) - 5,5 pkt

środa, 5 czerwca 2019

Podsumowanie mojego czytelnictwa - maj 2019


Za dużo długich weekendów, wolnych od szkoły dni, marudzące w deszczu dziecko albo wycieczki rowerowe w dni słoneczne...

Tak przedstawia się mój maj, zatem wynik czytelniczy jest imponujący :)







Liczba przeczytanych książek: 8
Liczba przeczytanych stron: 3 160

Co w przeliczeniu na dni daje 102  strony dziennie.
Liczba stron przeczytanych w 2019: 18 020
E-booki w 2019: 1


W ramach wyzwań:

Mini czelendż 4 - 0
Pod hasłem - 6
Wyzwanie LC - 2
Zatytułuj się 2 - 0
 
52 książki  - 8
Dla dzieci  - 0
E-booki - 0





Przeczytałam w tym miesiącu:    

"Szczęście na wyciągnięcie ręki" Agnieszka Krawczyk - przepiękna historia osadzona w wyjątkowej scenerii - ukrytej w zakolu Wisły dzielnicy Dębniki. Jest to opowieść o przygniatającym poczuciu winy, pojednaniu, mrocznym sekrecie, wyborach, poczuciu krzywdy, życiowych podsumowaniach oraz kamieniach, które spadając sprawiają, iż sumienia stają się lżejsze. Wsłuchajmy się w finałowe przesłanie autorki, iż trzeba się odważyć i sięgnąć po szczęście, które znajduje się na wyciągnięcie ręki... Nie marnujmy szans na lepszą przyszłość, dajmy się ponieść miłości. Jest to trzeci tom serii, oczyszczający i łagodzący obyczaje, który gorąco polecam Waszej uwadze.

"Śmierć w blasku fleszy" Alek Rogoziński - okraszona humorem opowieść o skonfliktowanym i plotkarskim świecie modelek i modeli, o których krążą opinie, iż "niektórzy z tych modeli mają IQ niższe niż wagę". * W doskonałym stylu autor przedstawił motywy zemsty, brak skrupułów, wykorzystywanie innych do swoich celów, ukrywanie emocji oraz żerowanie na słabościach rywali. Polecam na wieczorne rozluźnienie z książką

"Bądź ze mną zawsze" Agata Przybyłek - opowieść o losie, który czasami ludzi obdarza miłością a czasem mimo niej - rozdziela. To historia o dwóch zakochanych parach - teraźniejszej i z przeszłości. Która miała więcej szczęścia? Bo miłości nie będziemy porównywać. Książka o tęsknocie, rozterkach, trudnych wyborach, radości z drobiazgów oraz wzruszeniach, które i Ciebie drogi czytelniku, nie ominą.

"Cisza między dźwiękami" Karolina Wilczyńska - historia o ponoszeniu konsekwencji za własne wybory, woli walki, uporze, drodze do porozumienia oraz kobietach dążących do niezależności. Opowieść o tym, że dobro powraca, choć czasem trzeba na to chwilę poczekać; o nieszczęśliwej miłości, poczuciu winy, wyrzutach sumienia, walce o marzenia oraz odzyskiwaniu pewności siebie. Czyli o życiu... Jak pokierowali nim bohaterowie a jak pokierujemy my sami?

"Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan?" Monika Góra - rzadko czytuję reportaże, jednak obok tego nie mogłam przejść obojętnie... Dlaczego? Dowiecie się z mojej recenzji. Polecam Wam ten reportaż, gdyż to opowieść nie o odległym czasie wojny, zbrodniach Niemców czy Rosjan, ale o bardziej współczesnej dla nas historii, która oby się więcej nie powtórzyła. Ani tu, ani tam, ani nigdzie.

"Oszukana" Magda Stachula - opowieść o mydlanej bańce szczęścia, która w każdej chwili może pęknąć odbierając nam marzenia. Thriller trzymający w napięciu pełen niepokoju, strachu, kłamstw pokazujący, że czasami jeden niewłaściwy ruch wystarczy, by ruszyła spirala zła. Jest to książka o duszącej miłości matki, niestabilności emocjonalnej, mierzeniu się z nowym dniem, frustracji dziecka z powodu wymagań rodzica, różnych priorytetach, jakie nami kierują oraz sekretach ukrywanych przed światem. Polecam!

"Opiekunka" Sheryl Browne - historia pokazująca różne odcienie macierzyństwa oraz trwałość rodziny, relacje łączące małżonków i odporność ich miłości na problemy. Jak na thriller przystało, nie brakuje narastającego lęku i niepewności, przerażenia czy niedowierzania a dzięki naprzemiennej narracji bohaterów możemy wnikliwe poznać ich myśli, uczucia a także lęki. Nie chce się wierzyć, że opisane zdarzenia mogę zdarzyć się naprawdę. Polecam

"Chata nad jeziorem" Roma J. Fiszer - nostalgiczna, romantyczna, nieco łzawa oraz rodzinna powieść opowiadająca o marzeniach, pasjach, wspomnieniach, z dodatkiem malarstwa, rzeźby oraz muzyką Andrei Bocellego w tle. Cudowna historia o chacie ukrytej wśród kaszubskich wzgórz i jezior, w której dzieją się cuda, odpływają smutki, żyje się szczęśliwiej i nie chce się już wyjeżdżać. O tym, jak przypadki czy pomyłki mogą wyjść na dobre i przynieść radość czy sukces oraz jak życie może nabrać sensu w najzwyczajniejszych okolicznościach. Polecam





Opublikowałam recenzje książek przeczytanych w kwietniu:

"Zagadka królowej myszy" Marta Guzowska
"Jeszcze się kiedyś spotkamy" Magdalena Witkiewicz
"To nie jest amerykański film" Nadia Szagdaj
"Ogień, który ich spala" Brittainy C. Cherry




Opublikowałam również:

- wywiad z Angeliką Ślusarczyk
- 7 urodziny bloga - konkurs
- relacja ze spotkania autorskiego z Magdą Witkiewicz



Filmy:

Gra o tron - bieżące odcinki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...