poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Natasza Socha "Dziecko last minute"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: wrzesień 2016
Liczba stron: 352
Seria: Matki, czyli córki tom 2



Dla wyśmienitych wrażeń z lektury polecam czytanie serii we właściwej kolejności (Kto nie czytał "Hormonii" lepiej niech nie czyta akapitów od 2-4 niniejszej recenzji)




Po lekturze "Hormonii" liczyłam, że uda mi się przeczytać całą serię od razu, jednak życie przygotowało mi wiele niespodzianek, które sprawiły, że "Dziecko lat minute" zostało na tamtą chwilę odłożone... Próbowałam, ale nie potrafiłam cieszyć się z humoru mając na głowie to i owo. Dlatego została podjęta decyzja o odłożeniu czytania w czasie. Czy była ona słuszna? Co przygotowała Natasza Socha - mistrzyni ciętej riposty i humoru - w drugim tomie serii Matki, czyli córki?

Kalina ma czterdzieści sześć lat i życie przewrócone do góry nogami, na własne życzenie zresztą... Podczas wakacji przemieniła się z potulnej córki i matki w kobietę pragnącą dla siebie szczęścia. Bo dotychczas to ona szczęśliwa nie była! Wyruszyła z dopiero co poznanym Kosmą do Amsterdamu, realizując jednocześnie listę marzeń. Jej wyprawa zakończyła się jednak dość niespodziewanie i to pod dwoma względami... Zaszła w ciążę i odnalazła ojca, który podobno nie żył! Na tym zakończyły się losy bohaterki w "Hormonii". Co było dalej? Dalej to już istny cyrk :)

Kalina próbuje domyślić się dlaczego Konstancja uśmierciła ojca i córkę, zaś sama Konstancja jest ogromnie obrażona, że w jej życiu ponownie pojawił się Józef, Kira (dorosła córka Kaliny) cieszy się z odzyskanego nagle dziadka, ale już postępowania matki nie rozumie... Ciężarna bohaterka rozpoczyna też jazdę na karuzeli zwanej ciążą - miewa huśtawki nastrojów, wpada w panikę i przerażenie, że jest stara. Zdaje sobie sprawę, że to dziecko będzie niezłą szkołą życia tuż przed pięćdziesiątką... A myślała, że dopadła ją już menopauza...

Do jej układanego na nowo życia wkraczają Marietta oraz Adam (byli albo prawie byli małżonkowie) i robi się jeszcze bardziej śmiesznie, gdyż rosnący brzuch Kaliny działa na nich jak płachta na byka! Istne poplątanie z pomieszaniem. Na dokładkę w tej historii mamy też tajemnicę! Sekretne listy skierowane do Luizy, które Kalina znalazła ukryte w starym sekretarzyku, stają się przyczyną "spowiedzi" Józefa. Tyle tylko, że to nie jest cała prawda! I kiedy już myślałam, że na wyjaśnienie będę musiała poczekać do trzeciego tomu...  Natasza Socha uraczyła mnie w finale "zabójczym strzałem"! Długo nie mogłam pozbierać szczęki z podłogi po wyznaniu Konstancji... Tego się nie spodziewałam!


Doskonały wachlarz bohaterów, którzy zostali stworzeni przez wyjątkowego twórcę. Takiego, który potrafił przypisać każdej swej postaci totalnie różne cechy, co sprawia że powieść staje się barwniejsza i intrygująca. Każdy z bohaterów wnosi coś nowego i swojego. Przerażoną i nieco naiwną Kalinę, obolałą na duszy Konstancję wielbiącą swego kota, żonglującą uczuciami płci przeciwnej Kirę, niezwykle wspierającego partnera Kosmę, wspaniale gotującego i spokojnego Józefa skrywającego mroczną tajemnicę oraz dwójkę postaci drugiego planu - Mariettę i Adama, którzy mają niespotykaną ochotę, by stać się ważniejsi, oczywiście na swój  pokrętny sposób.


Natasza Socha podarowała mi prawdziwą petardę, głównie za sprawą humoru! Wyziera z każdego kątka, każdej sceny, rozmowy, przemyśleń bohaterów i ich zachowań. Gdybym miała określić książkę w trzech słowach brzmiałyby one: "humor, humor, humor" :) Co oznacza, że to doskonały "odstresowacz", idealny odpoczynek po ciężkim dniu, choć nie sprawdził się u mnie w życiu przepełnionym problemami... Było ich zbyt wiele i postrzeganie wszystkiego przez pryzmat humoru mi nie pomogło.
Kiedy któregoś dnia czytałam powieść w tramwaju, nasunął mi się taki wniosek - jeśli nie chcecie być posądzeni o chorobę psychiczną w stylu "śmiechozy giganta" to nie czytajcie tej książki w miejscach publicznych, bowiem nie sposób się powstrzymywać od parskania śmiechem :) To reakcje naturalne i częste, które nie są groźne, ale wiecie jak to jest...

A tak na poważnie, poza humorem, autorka położyła duży nacisk na plusy i minusy późnego macierzyństwa. Opisała - dzięki postaci ginekolożki Anny- szczegóły dotyczące ciąży, badań genetycznych i cukrzycy ciążowej. Nie zabrakło również meandrów psychiki kobiet i mężczyzn czy labiryntów myślowych tych drugich. Trzypokoleniowa rodzina głównej bohaterki stanowi doskonałe studium do rozważań na temat relacji, traktowania czy tajemnic. Kto kogo ogranicza? Czy bierność Kaliny względem Kiry wyjdzie dziewczynie na dobre? Kto najbardziej wspiera przyszłą matkę? A kto postanowi najbardziej namieszać w jej nowym życiu? Czy uda jej się nadać dziecku imię na inną literę niż tradycyjne w rodzinie "K"? Kim jest zagadkowa Luiza?

Książkę czyta się niezwykle przyjemnie, szybko i bezstresowo. Styl autorki jest fenomenalnie uroczy, bajkowo prosty i urokliwie wesoły. Nawet w chwilach powagi czy grozy zawsze któryś z bohaterów weźmie na siebie odpowiedzialność i swą wypowiedzią nie pozwoli czytelnikowi na smutek, "łapanie doła" czy też ponuractwo.


Podsumowując - "Dziecko last minute" jest powieścią wielobarwną, intrygującą i humorystyczną, ale traktującą o poważnych sprawach życia zwykłej, szarej kobiety, jaką jest Kalina - przedstawicielka żeńskiej populacji. To opowieść stworzona na serio, ale z przymrużeniem oka i traktuje o ciąży z konkubentem, teoretycznym mężu, ojcu, który nie żył, ale nagle pojawił się jako człowiek o gołębim sercu; obrażonej na cały świat matce, szukającej taniej rozrywki córce oraz ciężarnej i mocno tym przejętej głównej bohaterce. A nad tą niezwykłą gromadką unosi się duch Luizy... Bombowa lektura!




"Hormonia"
"Dziecko last minute"
"Kobiety ciężkich obyczajów"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

18 komentarzy:

  1. Czekałam na twoją recenzję. Mnie również bardzo się książka podobała. Na swoją kolej czeka jeszcze pierwsza i trzecia część, ale nie wiem kiedy przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest świetna! :) Śmiałam się okropnie. Ja czytałam serię tak, jak lubię najbardziej, czyli we właściwej kolejności :) Wszystkie już za mną - naprawdę mega świetna seria - ciekawa jestem Twoich wrażeń po całości

      Usuń
  2. Podchodzę bardzo ostrożnie do książek, które przedstawiają ważne i trudne tematy w sposób humorystyczny. Zazwyczaj nie jest to udane spotkanie. Powyższy tytuł nie interesuje mnie jakoś specjalnie bardzo, ale przyznam, że w wolnej chwili chętnie się z nim zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to ważne, by ważne i trudne przedstawić w humorystycznym wyważeniu, by nie było za bardzo - książka naprawdę mi się podobała :)

      Usuń
  3. Znów jestem do tyłu (; Jeszcze nie przeczytałam I tomu );

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Myślałam, że to Ty masz już całość za sobą... Zatem koniecznie dopasuj gdzieś i czytaj serię :)

      Usuń
  4. Fajne, ciekawe i zachęcające. Chętnie przeczytałabym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, oczywiście najlepiej we właściwej kolejność, niby można inaczej, ale wtedy ma inny urok :)

      Usuń
  5. To jedna z nielicznych serii, gdzie każdy kolejny tom jest coraz lepszy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystkie świetne i różnorodne :)

      Usuń
  6. Sam tytuł i piękna okładka mnie zachęcają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka inspiruje i rozczula :) Stąd moja córcia stworzyła wraz ze mną taką aranżację :)

      Usuń
  7. Przeczytałam wszystkie trzy. Są świetne. Przy ostatniej żałowałam że to już koniec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne, różnorodne, piękne w stylu i ciekawej fabule. Może kiedyś będzie ciąg dalszy... :)

      Usuń
  8. Recenzja sprawia, że mam ochotę sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam, ale najlepiej we właściwej kolejności tomów :)

      Usuń

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...