Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja premierowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja premierowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 grudnia 2025

"Algorytm" Krzysztof Koziołek - recenzja premierowa - patronat



Autor: Krzysztof Koziołek 
Wydawnictwo: Manufaktura Słów 
Data wydania: 5.12.2025
Liczba stron:

  

 

 

"Algorytm” jest 28. książką w dorobku Krzysztofa Koziołka. Nie jest to kryminał ani nawet powieść obyczajowa traktująca o trudnych tematach. To historia science-fiction podejmująca temat sztucznej inteligencji. Jeśli kogoś dziwi, że jest to tematyka po jaką sięgnęłam a tym bardziej objęłam patronatem… Autor tworząc „Algorytm” użył nieco innych odcieni mentalnych i technicznych niż te, które znajdziecie w pozycjach tego na rynku wydawniczym.


Między Ziemią a Marsem kursuje frachtowiec transportowy Kepler. Lot trwa trzy lub cztery miesiące w zależności od układu planet. Do stacji orbitalnej na Czerwonej Planecie przywożone jest wyposażenie kopalń, ale najważniejszą aktualnie misją są...surogatki. Starannie wyselekcjonowane młode dziewczyny decydują się sprzedać swoje ciało kolonistom marsjańskim, by pomóc swoim rodzinom. Ich zadaniem jest urodzenie czwórki dzieci, by wzbogacić populację Marsa o swoje geny. Czy wszystkie dziewczyny wypełnią swoją rolę?

Wśród dziewcząt wyróżnia się Zoya Goulden, wygadana, pewna siebie, dumna i nie zawsze potulna. To właśnie ją wybrał Prezydent New Earth City… Czy to był dobry wybór? Czy mężczyzna będzie żałował swojej decyzji?
Żeby się o tym przekonać musicie sięgnąć po „Algorytm”. Ja nie zdradzam nic ponad opis książki, nie zamierzam psuć Wam zabawy, odbierać emocji. 

Muszę przyznać, że od kilku lat Autor zaskakuje mnie fabułą swoich książek, tak było również i tym razem… Ja, osoba unikająca science-fiction, dałam się porwać wydarzeniom. Z zainteresowaniem śledziłam zarówno castingi surogatek, ich zmagania z problemami zdrowotnymi, jak i lot transportowca, relacje między członkami załogi, jak i chwile już na Czerwonej Planecie. Kolejne badania, wybiegi, zachowanie hybryd, emocje surogatek… Nie miałam pojęcia jaki los czeka te dziewczyny… Czy Koziołek pokaże nam tylko wydarzenia dotyczące Zoyi, czy pozostałych Ziemianek również… Zaskoczenia gwarantowane.

Bardzo podobała mi się ta książka. Nie, nie zamierzam sięgać po inne tytuły z tego gatunku… Takie szczególne wyjątki są tym bardziej przeze mnie doceniane.
Jeśli lubicie tematykę kosmosu, akcję w przyszłości, wątek surogatek lub hybryd, science-fiction czy twórczość Krzysztofa Koziołka to jestem pewna, że to książka dla Was i docenicie nie tylko wydarzenia, poszczególne wątki, ale również finał. Polecam!

 

 

Za książkę dziękuję Autorowi

 

 

Reklama [barter] Autor


wtorek, 18 listopada 2025

"Chwila na miłość" Joanna Stovrag - dziś premiera trzeciego wydania! - patronat


 
Autor: Joanna Stovrag
Tytuł: Chwila na miłość
Data wydania: 18.11.2025
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 352
 
 
 
Dziś premiera - pozostawiam Was z moją recenzją pierwszego wydania tej książki - bowiem to właśnie moje pierwsze spotkanie z historią Joanny i Sejo wywołało największe emocje. Zmienię jedynie tytuł na aktualny.
 
 
"Chwila na miłość" to wyjątkowa książka. Bowiem nie jest to powieść obyczajowa z fikcyjnymi bohaterami, której akcja dzieje się w realnym miejscu z prawdziwym tłem historycznym. Nie! Tutaj właściwie mogę śmiało napisać, że to literatura faktu, że to autobiografia, że tu wszystko jest na serio. Prawdziwa krew, prawdziwi ludzie, prawdziwe ludzkie dramaty i w czasie lektury nie można siedzieć z obojętnym stosunkiem w fotelu z kubkiem herbaty...

Zanim zacznę swoją recenzję, chciałabym najpierw przybliżyć Wam nieco konflikt bałkański. Dlaczego? Wiadomo, że żadna wojna nie jest mile widziana, że żadna nie niesie nic dobrego. Każda niesie śmierć i cierpienie ludzi, jednak dla mnie ta na Bałkanach jest "inna niż inne". Zapewne myślicie dlaczego tak uważam... Ponieważ zupełnie nie rozumiem dlaczego (magiczne słowo "dlaczego" wciąż się pojawia w mojej wypowiedzi) wybuchła.

Jaki był sens i cel... Możecie szukać odpowiedzi w Wikipedii, w licznych opracowaniach historycznych z tego okresu, które prezentują czasami różniące się między sobą wersje. Inny pogląd na przyczyny wybuchu wojny mają bośniaccy Muzułmanie, inny bośniaccy Serbowie a jeszcze inny bośniaccy Chorwaci. Choć przecież wszyscy byli stronami tego konfliktu.

Autorka nie chce zajmować stanowiska w tej sprawie, nie zamierza oceniać czy analizować, ale kiedy poprosiłam ją o kilka słów wstępu, zacytowała słowa swojego sarajewskiego profesora:
"(...) wielu moich przyjaciół również nie spodziewało się, ani nawet nie przeczuwało zbliżającego się koszmaru. Nawet kiedy w 1991 r. wybuchła 10-dniowa wojna w Słowenii - na skutek odłączenia się tej republiki od Jugosławii, nawet kiedy straszne dni nastały również dla pragnącej niezależności Chorwacji i  został zrównany z ziemią chorwacki Vukovar, zniszczony Dubrownik..., w Sarajewie nikt nie przypuszczał, że wojna ogarnie również Republikę Bośni i Hercegowiny.

Bośniacy, w przeważającej części - z wyjątkiem bośniackich Serbów, chcieli dalej żyć w wielokulturowej, wieloreligijnej, ale niezależnej i suwerennej Bośni i Hercegowinie. Nie chcieli walczyć, wierzyli, że nic podobnego jak w Chorwacji u nich się nie zdarzy. Twierdzili, że aby prowadzić wojnę, potrzeba chętnego do walki, a oni nie chcieli rozlewu krwi.

A jednak wojna, wcześniej zaplanowana przez polityków-kryminalistów - jak nazywał ich mój sarajewski wykładowca, który doskonale znał historię i podkreślał, że marzeniem Serbów od dawien dawna było stworzenie Wielkiej Serbii, a Chorwatów - Wielkiej Chorwacji - wybuchła. Kiedy zabrakło Tity - dyktatora, który trzymał sztuczny twór, jakim była Jugosławia w całości, propagandowe media podporządkowane ówczesnym rządzących podsycały nacjonalizmy. I tak nieszczęście stało się faktem - wojna nie ominęła Bośni i Hercegowiny i jej mieszkańców, którzy tam od wieków żyli razem i nadal chcieli tak żyć... Nie chcieli, by Bośnia i Hercegowina zniknęła z mapy, chcieli, by była niepodległa i samodzielna, więc nieprzygotowani do walki, byli zmuszeni jej bronić".



Joanna jest studentką - młodą, piękną dziewczyną z marzeniami, by kiedyś w dorosłym życiu móc biegle posługiwać się językami bałkańskimi. W ramach stypendium naukowego wyjeżdża do Sarajewa, by na tamtejszym Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu zdobywać wiedzę. Jednak oprócz chwil spędzanych na zajęciach Joanna chłonie klimat miasta po swojemu - zwiedza, słucha muzyki, poznaje sarajewian i ich gościnność, szczerość odkrywając, że to bardzo wylewni ludzie... Kraj, w którym się znalazła i jego kultura, zaczął ją fascynować a nawet zaskakiwać, gdyż czymś normalnym były tam koce i erotyka, niedostępne wtedy w PRL-owskiej Polsce. Stała się wręcz entuzjastką Sarajewa, to miasto ją przenikało i rodziła się miłość... Najpierw do miejsca a potem do bośniackiego Muzułmanina - Seja. To uczucie zrodziło się w ułamku sekundy, choć jeszcze wtedy oboje tak do końca nie zdawali sobie z tego sprawy... Czuli, że jest między nimi coś pięknego, wyjątkowego, pewne porozumienie dusz i serc. Młodzi spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, jednak przyszedł czas, gdy Joanna musiała wrócić do Polski. Jej studencki czas w Sarajewie dobiegł końca.


Joanna i Sejo - Sarajewo - przed wojną


W wakacje 1992 roku Sejo miał przyjechać do Krakowa, by poznać rodzinę ukochanej dziewczyny. Jednak nie mieściło się w to planach LOSU. Ten miał inne, swoje własne i nie do końca radosne... Na Bałkanach wybuchła wojna. Sarajewo - a wraz z nim i Sejo oraz wielu innych znajomych młodej Polki - zostało odcięte od świata... Przestała działać poczta, telefony, w mieście brakowało prądu, wody i gazu, nie wspominając o żywności. Nikt nie mógł być pewny swego losu, gdyż trwały ostrzały a budynki rozsypywały się jak domki z kart... Nie wspomnę jak rozdzielano rodziny, jak śmiałkowie próbowali wydostać się z oblężonego miasta... To po prostu nieludzkie! Okropnie to przeżyłam... Piekło na ziemi rozdzieliło rodzącą się miłość. Sądzę, że wielu ludzi po prostu by sobie darowało, odpuściliby takie uczucie, jakże niepewne dnia jutrzejszego. Ale nie ONA, nie Joanna...

akredytacja z 1995 r.
Dziewczyna poruszyła niebo i ziemię, wydeptała ścieżki do osób, które mogły pomóc jej w jakimkolwiek kontakcie z Sejem. Dokonywała rzeczy niemożliwych tracąc ogromne kwoty pieniędzy, byle tylko móc przekazać mu list, paczkę czy usłyszeć jego głos... Jakże mało istotne były wtedy dla niej pieniądze, bowiem sercem rządziła miłość. Podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem determinacji Joanny, niejedna tak młoda kobieta dawno już by zmieniła obiekt zainteresowania... Jednak nasza bohaterka i zarazem autorka tej książki czerpała siłę z listów, które otrzymywała z Sarajewa. Martwiły ją opóźnienia w przekazywaniu poczty, dlatego znalazła sposoby na inny kontakt z ukochanym.


To nie jest powieść obyczajowa, dlatego śmiało mogę napisać, że obecnie Joanna i Sejo są małżeństwem. Jednak droga do chwil szczęścia, radości i posiadania rodziny, była długa i wyboista. Istotą tej książki jest miłość, która "góry przenosi", która nie boi się niczego i jest tak ogromną siłą napędową, że potrafi pokonać strach, ból, odległość, lęk o bliską osobę, śmiercionośne żniwo wojny... Lektura jest ogromnie poruszająca. Podczas czytania nie mogłam ukrywać wzruszenia i emocji towarzyszących podróży Joanny do ogarniętego wojną Sarajewa. To było szalone! Nieprawdopodobne, niezwykłe a zarazem piękne. Jeśli ktoś przeczyta "Chwilę na miłość" bez choćby jednej chwili wzruszenia, bez podniesionego ciśnienia to z pełną stanowczością stwierdzę, że ma kamienne serce. Bo nie da się przejść wobec tej historii obojętnie!

Nie przeszedł zresztą sam - nieżyjący już - Waldemar Milewicz - dziennikarz telewizyjny i korespondent wojenny, który o miłości tej pary na tle konfliktu w Sarajewie, nakręcił film "Zwykła historia". Na kartach książki pojawia się wiele informacji o dziennikarzu i kulisach kręcenia tego filmu. Mam ogromną ochotę, by go obejrzeć.


autorka w Mostarze (stolica Hercegowiny)
Autorka w swej książce nie skupiła się tylko i wyłącznie na sobie i swoich uczuciach do Seja. Poruszyła wiele ciekawych wątków - wielokulturowość mieszkańców Sarajewa, czasy studenckie, różnice między życiem w Bośni i w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, niesamowitą postawę swojej mamy. Wspomniała też o wielu ludziach o dobrych sercach, którzy bezinteresownie pomagali jej w dążeniu do celu, jaki sobie postawiła. A przecież nie był banalny... To był trudny czas pełen wyrzeczeń, walki, stresu i cierpienia... Przez co przeszła? Kto najbardziej jej pomógł? Co udało jej się uzyskać dla Seja? Jak wyglądała krok po kroku ich droga do szczęścia? O tym wszystkim dowiecie się już szczegółowo z lektury.




 
 
Ja ze swej strony gwarantuję Wam ogrom emocji, uczuć a nawet łzy wzruszenia czy wściekłości. Książka jest niezwykłym świadectwem miłości, która pokonuje wszelkie postawione jej na drodze przeszkody. Nawet wojnę! Pozostaje pozazdrościć takiego uczucia... Wiary i nadziei też...





Kilka słów o autorce - rodowita krakowianka, absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Część wykształcenia zdobywała na Uniwersytecie w Sarajewie, gdzie wyjechała na stypendium naukowe. Ukończyła podyplomowe studium dla lektorów języka polskiego jako obcego. Z zawodu i zamiłowania zajmuje się przekładem i nauczaniem języków południowosłowiańskich: chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Jest tłumaczem przysięgłym tychże języków na Liście Ministerstwa Sprawiedliwości.



Wszystkie fotografie dzięki uprzejmości autorki 

czwartek, 27 czerwca 2024

Krzysztof Koziołek "Jej ostatnia prośba" - recenzja premierowa - patronat

 
 
 
Autor: Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Data wydania: 27.06.2024
Liczba stron: 332
 
 
 
[materiał reklamowy] barter Autor
 
 
 
 
 
 
Krzysztof Koziołek jest autorem kryminałów retro, thrillerów oraz powieści sensacyjnych, jednak jego  najnowsza książka "Jej ostatnia prośba" odbiega od dotychczasowych gatunków. Jest to powieść obyczajowa dotycząca ważnego społecznego tematu - adopcji.
 
 
Kamila i Andrzej Trzeba to małżeństwo, którego los nie oszczędzał. Musieli zmierzyć się z utratą, bezowocnymi staraniami o dziecko oraz wzajemnymi pretensjami i obwinianiem. A kiedy już będąc u kresu sił podejmują decyzję o adoptowaniu dziecka nie wiedzą, że nie będą mogli cieszyć się nim tak, jak zaplanowali... 

W chwili, gdy Andrzej patrzył na morze kwiatów na świeżo usypanym grobie żony (informacja ta jest podana już w opisie, nie zdradzam żadnego istotnego wątku fabuły), jego telefon po raz kolejny informował o połączeniu od dyrektorki ośrodka adopcyjnego... To właśnie dziś mieli zabrać do domu sześcioletniego Januszka, a właściwie to nawet trzy dni temu, ale Andrzej zdołał przesunąć termin... 
Mężczyzna nie informuje nikogo o tym, co się wydarzyło i zabiera chłopca... Czy liczy się z konsekwencjami, gdy prawda wyjdzie na jaw? Bo że wyjdzie, to pewne. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce donieść...
Czy Andrzej poradzi sobie sam z małym chłopcem, który komunikuje się poprzez pluszowego misia? 
Czy będzie potrafił zapewnić mu wszystko to, co mieli zapewnić oboje z Kamilą? 
Czy uda się nawiązać nić porozumienia?
Czego dotyczyła tytułowa ostatnia prośba?
A przede wszystkim jak zakończy się ta historia?


Przepiękna i poruszająca powieść. Autor udowodnił, że kolejny gatunek nie stanowi dla niego problemu, odnalazł się świetnie i wielokrotnie przeżywałam niezwykłe emocje. Wzloty i upadki, łzy wzruszenia, niepewność oraz zasady działania bezdusznej machiny urzędniczej. Koziołek słynie z doskonałego researchu i przyznaję, że również i tym razem, doskonale przygotował się do opisywanego tematu.

"Jej ostatnia prośba" jest powieścią wciągającą czytelnika bez pamięci, bowiem na początku poznajemy tylko bieżącą tragedię bohaterów, codzienne zmagania Andrzeja z małym chłopcem, z którym kontakt wcale do łatwych nie należy. Jego strach o przyszłość oraz próby dotarcia do dziecka. Dopiero z czasem autor pozwala poznać historię zarówno Januszka jak i małżeństwa Trzebów. A nie są one usłane przysłowiowymi różami. 
 
Zabieg naprzemienności akcji sprawił, że nie tylko drżałam o losy dwóch męskich bohaterów - małego i dużego, ale również przeżywałam wydarzenia z przeszłości. Te dobre, i te złe. Poznałam ludzi z otoczenia głównych bohaterów, szukałam winnych donosu oraz drżałam z niepokoju jaką decyzję podejmie pracownica ośrodka adopcyjnego - Aldona Kowalska.

Temat adopcji nie jest łatwy. Osobiście nie znam nikogo, kto byłby rodzicem adopcyjnym, zatem moja wiedza jest czysto teoretyczna, ale dzięki niniejszej książce, znacznie poszerzona o detale procedury. Co mnie w niej fascynuje to fakt, że potrzebne są szkolenia czy warsztaty a do roli biologicznego rodzica nikt nie przygotowuje... 
Zimne i bezosobowe przepisy kontra ludzie, którzy pełni uczuć czekają na wymarzone rodzicielstwo. 
Decyzje dorosłych kontra dobro dzieci.
Do pracy w tej bezdusznej machinie potrzebni są ludzie z sercem, dostrzegający to dobro, a nie tylko przepisy i paragrafy.

Gorąco polecam Wam ten tytuł!
 
 
 
 Za książkę dziękuję 
Autorowi
 
 
 
 
 
Książka przeczytana w ramach kwietniowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki
 
 




środa, 22 maja 2024

Rafał Lewandowski "Sylwetka doskonała" - patronacka recenzja premierowa


 
 
 
Autor: Rafał Lewandowski
Data wydania: 22.05.2024
Liczba stron: 608
Cykl: Komisarz Urszula Czyż  tom 1 
 
 
[materiał reklamowy] barter Autor



Po kilku latach ciszy... powrócił i to w jakim stylu! Rafał Lewandowski ma na koncie kilka wydanych książek, część z nich czytałam i wspominam jako pozytywne w odbiorze historie. Co robił, gdy nie pisał? Ależ pisał, ale nie książki. Praca w wydawnictwie wyzwoliła chyba ponowną chęć do uzewnętrznienia pomysłów tkwiących w głowie, bowiem dziś na rynku wydawniczym pojawiła się "Sylwetka doskonała", oryginalny kryminał rozpoczynający nowy cykl. Cieszy mnie to po finale, jakim uraczył mnie autor. Ale od początku...
 
Jak wyglądają poranki w klubach fitness? Jedni od świtu dbają o formę, inni sprzątają sale po wieczornych treningach i wietrzą pozostałości po mieszaninie zapachów, być może znajdują zapomniane z szatni drobiazgi...
Jednak TEN poranek w ProFicie był zdecydowanie inny... Zostało bowiem znalezione ciało jednej z instruktorek. Nina Rudzka była młoda, piękna, zgrabna i lubiana przez wszystkich - pracowników, klientki... Jak się okazuje, ktoś jednak jej nie lubił i udusił gumą do ćwiczeń. Tylko czym zawiniła?
 
Sprawę prowadzi komisarz Urszula Czyż wraz z aspirantem Szymonem Kubikiem. Policjantów różni wszystko, nie tylko płeć, ale również wiek, podejście do życia, posiadanie rodziny (lub nie) czy znajomych. Pani komisarz jest niezwykle skuteczna w prowadzonych śledztwach, ma swoje sprawdzone metody, sama chce przesłuchiwać wszystkich świadków, by nie umknął jej żaden detal, żadna emocja. Sama zdaje sobie sprawę, że jej obecność w ProFicie jest chichotem losu, wie że to nie miejsce dla niej... Urszula nie jest zbyt miła czy empatyczna, jej relacje z ludźmi są dość osobliwe, jednak czytelnik z czasem otrzymuje odpowiedź, dlaczego tak jest... Żałuję, że ten wątek nie został bardziej rozbudowany.

Kto zabił Ninę Rudzką? Bardzo długo autor trzymał mnie w niepewności. Wraz z policjantami, technikami i informatykami próbowałam dotrzeć do prawdy. Liczne przesłuchania, nie tylko klientów klubu, ale też pracowników, właściciela, męża ofiary nie doprowadziły mnie choćby do właściwych poszlak... Nagrania z monitoringu, analiza wejść, badanie powiązań z ofiarą... Autor wnikliwie przeprowadza nas przez meandry policyjnej pracy pani komisarz, z blaskami i cieniami. Nieobecnymi świadkami, ich niepamięcią czy walką z własnymi traumami czy lękami. Wszystko na nic, kolejne dni nie przynoszą żadnych przełomowych informacji.

Ale spokojnie, czytelnik nie zostaje na lodzie. Wreszcie poznajemy prawdę... Wielkie oklaski dla Rafała Lewandowskiego, bowiem nie udało mi się odgadnąć kto zabił. A tym bardziej dlaczego... Zazdrość? Miłość? Odrzucenie? Pieniądze? Zemsta? Jak myślicie, jaki był motyw? 

Mnóstwo podejrzanych, a raczej potencjalnych sprawców co daje nam zakrojone na szeroką skalę działania.

"Sylwetka doskonała" to wybornie skonstruowany kryminał, niosący nie tylko oryginalną zbrodnię. Autor poza bieżącą akcją podsuwa czytelnikom wstawki z przeszłości - i to nawet wiele lat wstecz - niektórych bohaterów. Opowiada w nich o marzeniach, traumach, radościach, pasjach i załamaniach. Daje to niewątpliwie obraz tego, jak bardzo zróżnicowane postacie stworzył Lewandowski. 
A człowiek podczas lektury zastanawia się, na ile te historie mogą pomóc w odkryciu prawdy o osobie mordercy... Na ile zapamiętywać szczegóły z ich przeszłości... Na ile przeżywać ich emocje... Ja Wam tego nie zdradzę. 

Kiedy wspominam o plusach i minusach tej historii nie mogę zapomnieć o doskonałej umiejętności zwodzenia czytelnika. Zwroty akcji, które sprawiają, że długotrwale budowana teoria upada w mgnieniu oka. Do tego poruszonych wiele problemów społecznych, istotnych dla dzieci i dorosłych - prześladowanie, brak akceptacji czy motywacji, otyłość, kłopoty z komunikowaniem emocji. 
Czego żałuję? Że tak niewiele miejsca poświęcono relacji Mateusza i Poli. Na co czekam? Na drugi tom cyklu, w którym jak sądzę dowiemy się kto zabił panią Anielę... Zanim jednak zostanie wydany, gorąco polecam Wam "Sylwetkę doskonałą", przeczytajcie, oceńcie, mam nadzieję, że pozwolicie zaplątać się w świat fitnessu i spędzicie kilka godzin na lekturze tego kryminału. Polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za książkę dziękuję 
Autorowi

środa, 2 marca 2016

Agnieszka Krawczyk "Siostry" - recenzja premierowa



Autor: Agnieszka Krawczyk
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2 marca 2016 - dziś :)
Liczba stron: 510
Cykl: Czary codzienności tom 1











Książki Agnieszki Krawczyk miałam już przyjemność poznać czytając czterotomową serię "Magiczne miejsce". Każdy z tomów był utrzymany na wysokim poziomie a w klimacie i stylu pisarki można się było wręcz rozpłynąć. Kiedy usłyszałam o "Siostrach" wiedziałam, że muszę je przeczytać! Byłam ogromnie ciekawa czy autorka czymś mnie zaskoczy, jak pokieruje życiem bohaterów i gdzie umiejscowi akcję... Czy ponownie będzie to prowincja z jej pięknem natury? Zachęcam do zapoznania się z moją opinią o pierwszym tomie cyklu "Czary codzienności", który dziś - drugiego marca 2016 - ma swoją premierę.

Agata Niemirska ma dwadzieścia siedem lat i pracuje w jednej z krakowskich korporacji. Jednak tak naprawdę woli tenisówki niż szpilki, ma dosyć pracy w weekendy i boi się o swoją przyszłość, bo jako nie lubiąca się wyróżniać osoba, nie bierze udziału w wyścigu szczurów. A tacy ludzie, wiadomo, tracą...
Agata jest osobą pracowitą i dokładną, skrupulatną, ale tchórzliwą. Nie jest ani sentymentalna, ani romantyczna, ale za to szlachetna a chwilami naiwna i zbyt ufna. Często się wycofuje licząc, że problem rozwiąże się sam... Ale przecież nie zawsze tak jest. Przekonuje się o tym pewnego dnia po powrocie do domu. Na automatycznej sekretarce znajduje nagrany męski głos, który prosi o telefon informując jednocześnie, że zmarła jej matka - Adela (zwaną Adą). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Agata nie słyszała o niej od dwudziestu lat. Matka opuściła ją i ojca, kiedy bohaterka była niemowlęciem. Później ojciec poznał Teresę i urodziła się jej przyrodnia siostra Daniela. Jednak z matką kontaktu nie miała. Nigdy nie wiedziała i nie potrafiła zrozumieć - dlaczego. Dlaczego ją porzuciła? Gdzie jest? Czemu nigdy nie próbowała się z nią skontaktować? Czy naprawdę nie interesował ją los córki? Wkrótce okaże się, że ta sprawa nie jest wcale taka czarno-biała jak się wydawała przez tyle lat... Co Agata znajdzie porządkując rzeczy matki?

Na pogrzeb Ady Bielskiej Agata jedzie z Danielą. I już na cmentarzu muszą stawić czoła wyzwaniom - przede wszystkim małej społeczności Zmysłowa, miasteczka u podnóża gór, tuż obok Cieplic. A po drugie - i najważniejsze - dziewięcioletniej Tosi, która jest siostrą Agaty (o czym ta starsza nie miała pojęcia). Niemirska będzie powoli odkrywać tajemnice pozostawione jej przez matkę malarkę i poprzez tutejsze życie, w które teraz wnika, postara się ją poznać. Jej główne cele to zbliżenie się do Tosi, ogarnięcie spraw spadkowych i urzędowych, kiosku oraz odnalezienie ojca małej. Czy jej się to wszystko uda? Wszak póki co jest zbyt wiele znaków zapytania... A w Krakowie pozostawiona w próżni praca i chłopak Filip... Jak mężczyzna zareaguje na plany Agaty? Jak w nowej sytuacji odnajdzie się Tosia, która pomimo sytuacji jest bardzo pogodną dziewczynką?

Na szczęście u jej boku jest energiczna i uwielbiająca gotować Daniela, która wyśmienicie się czuje w Zmysłowie. Zawsze wspiera Agatę, zawsze stoi po jej stronie i tylko jedno pytanie pojawia się w głowie czytelnika - co się za tym kryje? Dlaczego doskonała pani tłumacz, która starała się o posadę przy Parlamencie Europejskim, zaszywa się nagle w dziurze takiej jak Zmysłów i nijak jej się nie spieszy, by opuścić to miejsce (pomijając wzgląd na siostry i urok okolicy)? Na wszystkie odpowiedzi przyjdzie czas... część poznamy jeszcze w tym tomie!

Widać, że miasteczko położone u stóp pasm górskich zauroczyły autorkę i stworzyła Zmysłów, u podnóża Lisiej Góry i w pobliżu szumiącej Bystrej. Typowa sielska, anielska, ale i senna mieścina z kocimi łbami na ryneczku i plotkami, które rozchodzą się lotem błyskawicy. Siostry będę musiały poznać mieszkańców i same ocenić, z kim warto się przyjaźnić, kto jest szczery, uczciwy i wart dobrego słowa. Ale są i tacy, których lepiej omijać szerokim łukiem, bowiem nie brakuje tu specyficznych ludzi, którzy myślą że pozjadali wszystkie rozumy i ich zdanie jest najważniejsze. Autorka zrobiła piękną analizę typów osobowości jakie można spotkać w naszym życiu (i nie tylko małej miejscowości). Pokazała też jak zachowują się ludzie w obliczu choroby albo niepełnosprawności. Jak przyjmują taki stan? Lekko i spokojnie czy może buntując się? Jaki stosunek mają ludzie do zwierząt albo do tych, którzy potrzebują pomocy?

Wydawać by się mogło, że z każdym kolejnym dniem pobytu sióstr na prowincji, ilość zagadek, które ma rozwiązać Agata maleje... Jednak nie jest tak do końca. Aż do ostatnich stron książki pojawiają się nowe znaki zapytania, nowe informacje, które tylko rodzą podejrzenia, lęk i kolejne sprawy na liście do wyjaśnienia. Na kogo będą mogły liczyć w trudnych chwilach? Co uda im się rozwiązać? Czy nie utracą swojej wiary w dobro ludzi?

Może ktoś stwierdzi, że to oklepany schemat, najpierw korporacja a potem sielskość wsi... może, ale nie to jest najważniejsze w tej lekturze (choć owszem, piękno i sielskość miasteczka są uwypuklone). Ona jest wręcz przepełniona życiem... emocjami, uczuciami, przemyśleniami i rozterkami. Pokazuje, że błędy popełnione przez nas nawet po wielu latach potrafią powrócić, jeśli nie do nas to naszych dzieci czy wnuków. Wraz z upływem czasu ktoś musi za nie zapłacić, ktoś musi nieść ich ciężar, opłakiwać stracone chwile czy utracone zdrowie. Ktoś będzie żałował, ktoś inny nie. Ale skutki błędów pozostaną i trzeba się z nimi rozprawić. Czy bohaterkom się uda odegnać demony przeszłości i żyć lepiej i szczęśliwiej tu i teraz? Jakie podejmą decyzje dotyczące przyszłości całej trójki? Czy przeniosą się do Krakowa czy pozostaną w Zmysłowie? Jeśli bowiem myślą o zamieszkaniu w Willi Julia tak to jak poradzą sobie z zamknięciem dotychczasowych spraw?

Powieść całkowicie spełniła moje oczekiwania. Jest dokładnie taka, jaką sobie wyobrażałam - świetna i wciągająca fabuła, która mimo końca kolejnych rozdziałów i przymusu odłożenia jej w celu wykonywania życiowych obowiązków, nie pozwalała o sobie zapomnieć. Akcja toczy się powolutku, ale akurat w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadzało, bowiem nad głowami bohaterek (a tym samym nad moją) wciąż wisiały niedomówienia, kłamstwa i tajemnice, które nie dawały o sobie zapomnieć. Przepiękne opisy, które dla mnie są już znakiem rozpoznawczym Agnieszki Krawczyk (od kiedy to ja lubię opisy?? Hmmm... od czasu "Doliny mgieł i róż" :)), przeniosły mnie wprost do Zmysłowa. Ubrane w słowa smaki, zapachy czy widoki aż stają się namacalne i odczuwalne, mimo że to "tylko" literatura. Mając za oknem wciąż padający deszcz z rozkoszą przenosiłam się na wakacyjną ukwieconą łąkę, do ogródka warzywnego z zieleniącymi się sałatą i szczypiorkiem czy na taras Willi Julia, gdzie popijałam PRL-owską oranżadę siedząc na nietypowych meblach (w zimne wieczory owijając się syrenim pledem). Ja to po prostu czułam, ja tam byłam!

Komu polecam książkę? Wielbicielkom wspomnianej serii "Magiczne miejsce", bo Zmysłów jest kolejnym pięknie opisanym zakątkiem z ciekawymi mieszkańcami. Zachwycone będą również czytelniczki lubujące się w polskich obyczajówkach, a także Ci którzy czują książkę podczas czytania wszystkimi zmysłami, którzy przenoszą się do życia bohaterów i wnikają w fabułę. Jeśli nie zawiedliście się na polecanych przeze mnie obyczajówkach i chcecie przenieść się do świata opisanego w piękny sposób, bo to cecha charakterystyczna autorki to serdecznie polecam "Siostry".

Na koniec jeszcze trochę prywaty - bowiem dla mnie dodatkowym plusem książki są trzy rzeczy: częściowe miejsce akcji to Kraków, w którym mieszkam. Zmysłów jest położony niedaleko Cieplic, w którym to miasteczku mam rodzinę i będąc małą dziewczynką bywałam zarówno w Cieplicach jak i pobliskich Piechowicach. A trzecia sprawa? W powieści zostało użyte panieńskie nazwisko mojej mamy :)
Już nie mogę się doczekać na drugi tom cyklu, który będzie nosił tytuł "Przyjaciele i rywale".


"Siostry"
"Przyjaciele i rywale"
"Słoneczna przystań"
"Magiczny wieczór"


Książka przeczytana w ramach lutowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze z


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...