środa, 30 kwietnia 2014

Kwietniowe nabytki nieco przystopowały - stosik


Witajcie ostatniego dnia kwietnia. Czas biegnie jak szalony, dopiero pokazywałam książki z marca a tu już pora na kwietniowe nabytki. W tym miesiącu przystopowałam zwłaszcza z książkami recenzyjnymi, ponieważ półka do czytania już nie chciała pomieścić nowych. Owszem, kilku egzemplarzy, z których zrezygnowałam żałuję ogromnie, ale cóż... życie.
Na szczęście po kryzysie czytelniczym w lutym coraz lepiej idzie mi odrabianie zaległości.
Może kiedyś będę na bieżąco? :D

A oto stosik:



Od dołu:
  1. "Biała Masajka" - zakup własny w Biedronce za 9,99zł
  2. "Zamek z piasku, który runął" - kolejne tomy z prenumeraty Czarnej Serii
  3. jw.
  4. "Morderstwo w zaułku" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Dolnośląskiego, dzięki temu, że współtworzę blog "Na tropie Agathy" - dziękuję :)
  5. "Brudny świat" - zakup własny w Lidlu za 24,99zł
  6. "Rówieśnik komputera" - egzemplarz recenzencki od Autora - dziękuję
I to tyle... Tylko dwa egzemplarze do recenzji oznaczają, że w maju powinnam być w miarę na bieżąco :) Tradycyjnie pytam Was co kusi, co odstrasza, na które tytuły macie ochotę i polecacie a które odradzacie.

Jakie macie plany na weekend majowy? Wyjeżdżacie? Zostajecie w domu? Co będziecie czytać?

*  *  *  *  *  * 

Chyba nie trzeba przypominać, że jutro pierwszy dzień miesiąca? Niektórzy już niecierpliwie dreptają nogami :P
Zapraszam na nowe hasło w "Pod hasłem" :) Sami wybraliście trzyliterowe hasło i rano odkryję je przed Wami :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Sarah Jio "Marcowe fiołki"



Tytuł oryginału: The Violets of March
Tłumaczenie: Julia Gryszczuk-Wicijowska
Wydawnictwo: Znak / Między słowami
Data wydania:  2014
Liczba stron: 304







O książkach Sarah Jio słyszałam i czytałam niejednokrotnie, zawsze były to pozytywne opinie zachęcające do czytania. Jednak do tej pory nie dane mi było poznać choćby jedną jej powieść... Aż do teraz. Spodziewałam się dobrej lektury, książka już z daleka pachniała "chwilą błogiego odprężenia", ale to co zastałam między jej okładkami sprawiło, że na długo pozostanie w mojej pamięci.

Emily Wilson mieszka w Nowym Jorku, jest mężatką (choć już niedługo) oraz autorkę bestsellerowej książki sprzed dziesięciu lat. Aktualnie jej życie to pasmo niepowodzeń. Joel odbiera z ich mieszkania ostatni karton ze swoimi rzeczami i odchodzi do innej kobiety a jego związek z Emily jest już tylko formalnie małżeństwem - do chwili orzeczenia ich rozwodu. Kobieta była rozbita wewnętrznie po wiadomości, że mąż ją opuszcza, jednak nie potrafiła zapłakać nad rozpadem ich małżeństwa. Podczas spotkania ze swoją przyjaciółką Annabelle, Emily podejmuje decyzję o wyjeździe w miejsce, gdzie będzie mogła na nowo poukładać swoje życie, pomyśleć nad przyszłością, przeboleć stratę a może i uronić łzę, by móc wreszcie napisać kolejną książkę. Ostatnio nie miała zupełnie weny twórczej.

Jej wybór oazy spokoju pada na małą wyspę Bainbridge w pobliżu Seattle, gdzie mała Em spędzała wakacje u ciotecznej babki Bee. Szczególny klimat wyspy, sympatyczni mieszkańcy, wspomnienia z beztroskiego dzieciństwa oraz urokliwe miejsca dające spokój i wyciszenie były dla kobiety obietnicą lepszego jutra. Postanowiła spędzić na wyspie miesiąc, jednak jak to często w życiu bywa jej plany nie do końca się powiodły... Jak wiele może zdarzyć się w tak krótkim czasie? Emily zatrzymała się oczywiście u stęsknionej Bee i dostała pokój noszący w sobie wielką tajemnicę. Zresztą sama ciocia od wielu lat skrywała takich tajemnic całe mnóstwo. Już w pierwszych dniach pobytu Emily spotkała kilkoro mieszkańców wyspy: starszego pana Henry'ego, młodego Jack'a, Grega czyli swoją miłość z licealnych lat oraz przyjaciółkę Bee - Evelyn.

Jednak największą tajemnicą a zarazem niespodzianką był pamiętnik, który
źródło
Emily znalazła w pokoju, który zajmowała u Bee. Był to notatnik w aksamitnej, czerwonej oprawie zawierający historię pewnej kobiety z 1943 roku. Swoje losy spisuje na jego kartach Esther, której życie nie rozpieszczało. Miała poznać co to miłość, ale i samotność. Miała poznać uczucia, które są dla matki najtrudniejsze. Pod wpływem czego Esther postanowiła spisać swoje życie? Kto mógł sądzić, że kiedyś jej słowa okażą się ważne? Co ma wspólnego życie Esther z życiem Emily?
Z każdą kolejną czytaną stroną Em jest coraz bardziej zafascynowana bohaterami opowieści i miłością Esther do Elliota. Dziennik w dość niezrozumiały sposób przypomina kobiecie jej własne życie a mieszkańcy wyspy wciąż coś przed ukrywają... Tajemnicze pojawienie się dziennika w szufladzie szafki nocnej, nagłe zniknięcie zdjęcia z półki w domu Henry'ego, skrywane spotkania Jack'a aż wreszcie słowa Evelyn, by przeczytała cały pamiętnik Esther, by dotrzeć do prawdy... By poznać ją wreszcie całą. Ale jaką prawdę? Czego ma ona dotyczyć? Jak się dowiedzieć wszystkiego kiedy ciocia Bee milczy i na żadne pytanie nie chce udzielić odpowiedzi? Jak bardzo ta tajemnica z przeszłości dotyczy Emily i jej rodziny? I jaką rolę odegrali w niej mieszkańcy Bainbridge?

Autorka pisząc "Marcowe fiołki" stworzyła tak naprawdę dwie opowieści: jedną o życiu Emily a drugą - Esther. Dopiero kiedy na samym końcu powieści czytelnik wraz z bohaterką odkrywa, co tak naprawdę wiąże te dwie kobiety i ich historie, możemy mówić o jednolitej akcji. Sama nie wiem co bardziej ciągnęło mnie do lektury... Czy chęć poznania dalszych losów Esther, odkrycia jej tajemnic i dotarcia do prawdy o jej śmierci; czy też może ciekawość dotycząca Emily i faktu kto stanie się obiektem jej nowej, prawdziwej miłości i jak zareaguje na odkryte rodzinne rewelacje.

"Marcowe fiołki" to teoretycznie historia skupiająca się na tytułowym marcu, akcja toczy się w tym jednym miesiącu i tylko w momentach dotyczących Esther cofamy się w przeszłość. Uwielbiam takie książki, które prócz bieżących problemów bohaterów przenoszą mnie do życia wcześniejszych pokoleń. Z jednej strony mogę bowiem poznać inne obyczaje, zachowania i inny sposób postrzegania świata. Z drugiej zaś, fascynują mnie powracające nagle problemy z przeszłości. Z mocnym biciem serca próbuję, wraz z bohaterami, odkryć tajemnice, wyjaśnić je i sprawić, by aktualnie żyjący mogli czerpać dobre nauki z życia poprzednich pokoleń. Któż nie lubi bawić się w detektywa i samodzielnie rozwikłać zagadki przeszłości?

Kiedy trafiam na świetną książkę, o której wiedziałam że jest warta przeczytania, biję się w pierś i pytam sama siebie - dlaczego tak długo zwlekałam. Przecież "Marcowe fiołki" to nie nowość! Niestety, żeby móc przeczytać wszystkie wymarzone książki musiałabym być bezrobotną singielką, która na dodatek otrzymała ogromny spadek. Ot, pomarzyć można... Życie jest jednak bardziej brutalne i mimo iż mam ogromną ochotę na poznanie innych powieści Sarah Jio, nie potrafię obiecać, że niedługo będę mogła Wam o nich napisać. A przede wszystkim życie to nie książka... A wracając do powieści: jeśli szukacie doskonałej powieści, z genialną fabułą, trzymającą w napięciu akcją, z odrobiną thrillera, łyżką miłości oraz szklanką tajemnic to koniecznie przeczytajcie "Marcowe fiołki". Autorka pięknie uwypukliła każdego z bohaterów, opisała piękno tej maleńkiej wyspy, a całość ubarwiła mnóstwem uczuć i emocji, które obowiązkowo pojawiają się w ludzkim życiu sprawiając, że bohaterowie stają nam się jeszcze bardziej bliscy.

"Marcowe fiołki" są debiutancką powieścią autorki, która została uhonorowana przez "Library Journal" najlepszą książką 2011 roku. Nie dziwi mnie to zupełnie. A jeśli dodam, że prawa do publikacji powieści Sarah Jio zostały już sprzedane do 22 krajów, nie powinno Was już być przed monitorami! Pędźcie gdzie tylko możecie, by zdobyć tą książkę - to pięć wciągających bez reszty godzin z fascynującą lekturą.




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Z literą w tle, 52 książki



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję serdecznie Pani Małgorzacie
z Wydawnictwa Znak/ Między słowami

niedziela, 27 kwietnia 2014

Kanonizacja Jana Pawła II - konkurs papieski

Przeżycie tych chwil, jakże podniosłych dla Polaków, kiedy to nasz polski papież zostaje świętym pozostawiam już zaciszom Waszych domów i serc.

Jednak w związku z tym podniosłym wydarzeniem chciałabym zaproponować Wam udział w Konkursie Papieskim. Można wygrać książkę dotyczącą Papieża-Polaka. Chcecie? Nagrody sponsoruje Wydawnictwo M.


ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jestem ja - Ejotek oraz Wydawnictwo M, które przekazało mi książki na potrzeby konkursu - dziękuję :)
  2. Nagrodami w konkursie są nowe egzemplarze książek widocznych na banerze konkursowym (powyżej)
  3. Konkurs rozpoczyna się 27.04.2014 r. a kończy 16.05.2014 r. o godz. 23:59
  4. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 dni.
  5. Jeśli zwycięzca w ciągu 2 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników nie poda adresu do wysyłki nagrody, wybiorę kolejną osobę.
  6. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski.
  7. Co zrobić by wygrać jedną z dwóch książek? 
  • wpisz w komentarzu "zgłaszam się"
  • jeśli zechcesz obserwować bloga - będzie mi miło, ale nie jest to wymagane
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner - napisz gdzie go znajdę
  • podaj swój e-mail 
  • napisz tytuł książki, którą chcesz otrzymać
  • Napisz w komentarzu o swoim wspomnieniu dotyczącym Jana Pawła II (max 10 zdań) np. Twoje spotkanie, urzekająca homilia, jakieś słowo czy gest, które kojarzą Ci się z Karolem Wojtyłą 

Powodzenia!

środa, 23 kwietnia 2014

Post tajemniczy, ale też ważny

Witajcie w dniu imienin Wojciecha, między innymi jednym z nich jest mój brat... :) Najlepszego!

W Poniedziałek Wielkanocny przeczytałam świetną książkę, ale jakoś nie potrafię napisać recenzji... Wciąż rozmyślam. Gwarantuję, że książka warta uwagi, znana i lubiana.

Do tego czasu mam dla Was zadanie. Mam coś w rodzaju małej ankiety. Na hasło w maju mam dwa pomysły - zagłosujcie w komentarzach, którą wersję wolicie, to wezmę to pod uwagę :D Taka promocja :)

1. Hasło trzyliterowe, związane z tytułem
2. Hasło sześcioliterowe, również dotyczy tytułu, ale w nieco inny sposób niż to powyżej

Wiem, oczekiwaliście gotowych haseł, ale byłoby zbyt łatwo i bez niespodzianki 1 maja.... :D Zapraszam do wypowiedzi.


I mam jeszcze informację dotyczącą wygrywania. Nie, nic nie wygrałam, ale miałam na myśli Was. Ktoś pamięta, że niedługo będzie rocznica bloga...? Ja tak i mam pewnien plan.... Jak się coś wyklaruje to powiadomię Was koniecznie :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Esther García Llovet "Surowe"



Tytuł oryginału: Las crudas
Tłumaczenie: Aleksandra Bielaczyc
Wydawnictwo: Poniekąd
Data wydania: 15 lipca 2013
Liczba stron: 156











Esther García Llovet jest hiszpańską autorką, w której dorobku znajdują się trzy powieści oraz liczne opowiadania. Z wykształcenia jest reżyserem filmowym i psychologiem klinicznym, których połączenie uwydatnia się w jej twórczości. "Surowe" to debiut Llovet na polskim rynku wydawniczym.

Książka, z racji swojej niewielkiej liczby stron (156), jest z pozoru "pestką" dla osób, które czytają dużo, często i jest to dla nich czynność przyjemna. Jednak nie jest tak w przypadku tej lektury. "Surowe" to - jak wskazuje sam tytuł - bardzo surowa treść, uboga w opisy, okrojona w akcję. Autorka wprawdzie jako odnośnik do tytułu wskazuje w książce kogo miała na myśli pisząc "surowe", jednak jak dla mnie, dość surowo Pani Llovet potraktowała tutaj swoich bohaterów, a co za tym idzie - czytelników.

Romo Esmiz, czyli główny bohater jako jedyny odnajduje w sobie siłę, by oddać ostatnie pożegnanie Gabrielle - żonie swojego kolegi Włocha. To właśnie pogrzebem rozpoczyna się bowiem akcja książki. Czytelnik poznaje wtedy sylwetkę Włocha, który pracuje w telewizji a teraz traci żonę co odbiera jego dalszemu życiu sens. Od tej chwili nieustannie będzie miewał różne wypadki, które ewidentnie będą działały na szkodę jego zdrowia i życia. Ale znajomość z nim daje Esmizowi szczególne poczucie bycia potrzebnym, a także możliwość nagłośnienia problemu Bico (o którym za chwilę) na szerszą skalę. To właśnie na pogrzebie Gabrielle Esmiz poznał Panią Major, która zafascynowała go do tego stopnia, iż zaangażował nawet Włocha do ustalenia jej tożsamości, adresu - czegokolwiek, by móc dowiedzieć się o niej jak najwięcej.

Panią Major okazuje się być Perika, matka Bico, nielegalna imigrantka z Salwadoru, kobieta często zmieniająca miejsca zamieszkania. Z nie do końca jasnych powodów staje się ona chorą miłością Esmiza. Mężczyzna stara się jej pomóc: organizuje im dokumenty, zbiórkę pieniędzy na leczenie Bico, który miewa bardzo dziwne ataki chorobowe. Co jest ich przyczyną?

Esmiz jest właścicielem restauracji, która wprawdzie nieźle prosperuje, ale Esmiz nie płaci dostawcom. Wciąż musi się przed nimi ukrywać, gdyż godzinami wyczekują go przed drzwiami. O samej restauracji autorka niestety pisze niewiele, jak gdyby lokal nie był tu najważniejszy - ot, miejsce zarobkowania.
Autorka w życie powyższych bohaterów wplata również wątek byłej teściowej Esmiza - Poppy Starszej, z którą nieustannie - z reguły przypadkiem - się spotyka i rozprawia o swoim byłym małżeństwie. Nie do końca rozumiem potrzebę jej pojawiania się w jego historii. Kolejnym z wątków jest też temat porwania Małej C., której siostra pojawia się programie telewizyjnym Włocha a później zostaje jeszcze kilkakrotnie w książce wymieniona a opis jej wyglądu stanowi dość ważną część historii i jest bardzo szczegółowy. Historia porwania bardzo przypomina mi prawdziwe zaginięcie Madeleine McCann w Portugalii, gdzie wypoczywała z rodzicami.

Powieść zakończona jest pogrzebem, która to uroczystość jest idealnym, klamrowym objęciem wydarzeń z początku lektury. Czyja to tym razem śmierć?

Już od wielu miesięcy mam to szczęście, że książki starannie dobierane do czytania, stają się lekturami, które mnie fascynują, interesują i na długo zostają w moim sercu czy umyśle. Czytając ciekawą lekturę nie mogę się od niej oderwać a kolejne rozdziały wręcz płyną ku końcowej okładce. Niestety, "Surowe" nie zaliczają się - przynajmniej dla mnie - do tej kategorii książek. Autorka nie dała mi tego, czego najbardziej oczekuję - fabuły. Wydarzenia mające tutaj miejsce są chwilami oderwane jedne od drugich, w jednym zdaniu autorka potrafi o dwóch kobietach napisać "ona" i trzeba dobrze się  wczytywać, by zrozumieć co i kogo dotyczy. Zmęczyła mnie ta powieść, choć i powieścią ciężko mi ją nazwać, biorąc pod uwagę liczbę stron. "Surowe" poleciłabym tym, którzy uwielbiają jedynie zarys książki, gdzie emocje, akcję, przemyślenia i opisy postaci lubią wyobrażać sobie sami. Mnie opis i zapowiedź książki skusiły, ale muszę przyznać - pomyliłam się - to lektura dla osób lubiących nietypowe i eksperymentalne książki.




Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo 
Pani Natalii z 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...