Strony

czwartek, 30 maja 2013

Takiego stosiku jeszcze u mnie nie było :)

Kończy się maj. Czas zatem na podsumowanie miesięczne w temacie powiększenia się mojej biblioteczki. Tym razem pozwoliłam sobie na malutkie zakupy z okazji imienin oraz Dnia Matki. Każda okazja jest dobra :)

Stosik pierwszy:


 Od góry:
  1. Joe Alex "Gdzie przykazań brak dziesięciu" - kupiona na Allegro za 2,99zł
  2. "Córka kata" - wyróżnienie w konkursie na blogu Kuzynki Saszy
  3. , ,



A teraz zapowiadany w tytule posta stosik wyjątkowy. Takiego jeszcze u mnie nie było... jest to bowiem stosik recenzyjny :) Jestem z niego ogromnie dumna. A jaka szczęśliwa...



Od góry:
  1. Piotr Kołodziejczak "Kobieta niespodzianka" - od Wydawnictwa Borgis
  2. Piotr Kołodziejczak "Wschody do nieba" - jw. - recenzja
  3. Piotr Kołodziejczak "Nie rób mi tego" - jw.
  4. Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakład o miłość" - od Autorki
  5. Melissa Senate "Szczęśliwa przystań" - od Wydawnictwa Nasza Księgarnia
  6. Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich." - jw. - za sprawą samej Autorki :)
Za wszystkie książki serdecznie dziękuję. W nadchodzących tygodniach pozostałe recenzje, również książek, które są w drodze do mnie :) Ale to już niespodzianka.

Czy z tego stosiku coś Wam się spodobało? Co zainteresowało? Ależ jestem ciekawa Waszych opinii.

środa, 29 maja 2013

"Z życiowej szarzyzny wyłaniają się kolory" czyli wywiad z Piotrem Kołodziejczakiem - wywiad #2

źródło


Dziś zapraszam Was do przeczytania krótkiego wywiadu, który przeprowadziłam z pisarzem, Piotrem Kołodziejczakiem. Niedawno na moim blogu mieliście okazję przeczytać recenzje dwóch jego książek: "W kajdankach namiętności" oraz "Wschody do nieba". Autor zgodził się odpowiedzieć na kilka moich pytań.
Zapraszam


 
W maju miałam okazję przeczytać Pana najnowszą powieść „W kajdankach namiętności”, która miała premierę w marcu tego roku. Mimo, że nie do końca zgadzam się z określeniem jej mianem kryminału miłosnego, książka bardzo mi się podobała. Który wątek jest dla Pana, jako autora, ważniejszy? Kryminalny czy miłosny?
Nie rozpatrywałbym tego w kategorii ważności. W każdej z moich powieści temat miłości odgrywa bardzo ważną, jeśli nie zasadniczą rolę. I w tym czuję się najlepiej. Po prostu lubię pisać o uczuciach. Z drugiej strony wątek kryminalny jest dla mnie czyś nowym, pewnym wyzwaniem, odpowiedzią na pytanie, czy potrafię to robić i czy powinienem podobne książki pisać w przyszłości. W momencie powstawania mojej ostatniej powieści sam proces twórczy, polegający na tworzeniu historii kryminalnej, był niezmiernie ekscytujący. Teraz czytelnicy weryfikują, czy mi się udało, czy warto było... Określenie „kryminał miłosny” jest bardziej lub mniej udaną próbą zdefiniowania efektu końcowego moich wysiłków, i tylko tyle. Nie zależało mi na zachowaniu idealnych proporcji w podziale na kryminał i miłość.

A jak Pana najnowszą książkę odbierają czytelnicy?
Nie chciałbym odpowiadać w imieniu czytelników. Ale śledzę recenzje, opinie i komentarze. Wygląda na to, że powieść jest nieco kontrowersyjna. Ale czy to źle?

Ależ w żadnym wypadku kontrowersyjność nie jest wadą. A czy jest to najbardziej popularna z Pana powieści?
Przyznam szczerze, że jeszcze nie wiem, bo od premiery „W kajdankach namiętności” minęły zaledwie dwa miesiące, więc jest trochę za wcześnie, by robić jakieś podsumowanie. Jak dotąd chyba najbardziej popularną była powieść „Nie rób mi tego”, ale przecież to tylko kwestia gustu.

Lubi Pan spotkania autorskie, wywiady, autografy czy woli pozostawać bardziej anonimowym pisarzem skrywającym swoją twarz za twórczością?
Lubię być pochłonięty pracą twórczą, bo wtedy świat wydaje mi się piękniejszy, atrakcyjniejszy, zdecydowanie inny, niż potrafi być na co dzień. Z życiowej szarzyzny wyłaniają się kolory. Poza tym nie jestem typem celebryty, aczkolwiek bardzo sobie cenię kontakt z czytelnikami, niezmiernie mi miło, gdy zostaję poproszony o wywiad czy autograf.

Jak Pan, jako autor siedmiu książek, odbiera niezbyt pochlebne recenzje, jeśli takie się oczywiście pojawiają?
Wiele lat temu, jeszcze w okresie studiów, jedna z moich koleżanek powiedziała coś takiego, co zapamiętałem na całe życie: gdyby mój chłopak codziennie powtarzał mi, jak bardzo mnie kocha, to po pewnym czasie zaczęłabym podejrzewać, że mnie zdradza. No właśnie, mówienie tylko tego, co chcielibyśmy usłyszeć, może narobić szkód. Na szczęście w recenzjach moich powieści zawsze odnajduję coś, co uświadamia mi, że nie jestem idealny i że muszę jeszcze nad warsztatem pisarskim pracować. Dotychczas nie spotkałem się jednak z całkiem niepochlebnymi recenzjami, co wcale nie oznacza, że ich nie ma. Może po prostu o nich nie wiem. Szczere opinie bardzo sobie cenię, bo pomagają mi wyciągnąć wnioski na przyszłość. I nie ma się czego wstydzić, bowiem pisarz, jak każdy człowiek, nie potrafi obiektywnie ocenić tego, co zrobił. Od oceny jego pracy są czytelnicy. Jeśli bym tego nie zaakceptował, to oznaczałoby, że ich nie szanuję. Ale z drugiej strony bardzo nie lubię krytykanctwa. Uwagi, żeby je poważnie traktować, powinny mieć swoje logiczne uzasadnienie.

Kilka dni temu przeczytałam Pana debiut, czyli książkę „Wschody do nieba”. Bardzo potrzebowałam porównania początków Pana twórczości z najnowszym dziełem. Czy w zamierzeniu, grupą docelową debiutanckiej powieści była młodzież?
Wschody do nieba” to książka o młodości i o wielkiej miłości. Akcja toczy się w środowisku licealistów, więc powinienem wskazać młodzież jako grupę docelową. Pamiętajmy jednak o tym, że wszystko dzieje się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, w tak zwanej epoce gierkowskiej. Pisząc powieść, myślałem przede wszystkim o tych, którzy lubią powracać we wspomnieniach do najpiękniejszych lat swojego życia, do pierwszej miłości, do okresu młodości, którą nazwałem codziennym rozkwitaniem, w(schodami) do nieba.

źródło
Czy lubi Pan podróżować?
To zależy. Jeśli mówimy o podróżowaniu takim, jak w przypadku Martyny Wojciechowskiej czy Wojciecha Cejrowskiego, to nie wiem, bo nigdy nie prowadziłem takiego życia. A już na pewno nie wybrałbym się na Mount Everest, ani nie zapisałbym się na lot na Marsa. Natomiast chyba jak każdy lubię odwiedzać ciekawe miejsca, poznawać ich urok, a przede wszystkim historię. Na przykład za kilka dni jadę do Strasburga i Lozanny i bardzo się z tego cieszę. Najbardziej jednak lubię podróżować do miejsc, z którymi wiążą mnie wspomnienia. Rzecz jasna te przyjemne.

Które miejsce na świecie jest Pana ulubionym, do którego chętnie Pan powraca i nigdy się nie znudzi?
Odpowiadam bez wahania: Rostów nad Donem. Z tym miastem związane są najpiękniejsze chwile mojej młodości. 



Bardzo dziękują za interesujące odpowiedzi oraz poświęcony mi czas. Miło jest poznać autora nie tylko przez pryzmat jego książek. Życzę wielu literackich suksesów. 

poniedziałek, 27 maja 2013

Richard Aellen "Eksplozja"



Tytuł oryginału: Flash Point
Tłumaczenie: Aleksander Glondys
Wydawnictwo: Absolut & Aramis
Data wydania: 1993
Liczba stron: 310











Katherine Cahill piętnaście miesięcy temu przeżyła rozwód. Odkryła, że mąż zdradza ją z agentką z biura podróży i nie chciała nadal żyć w trójkącie. Jej radością była teraz trójka dzieci: Allison, Jeff oraz Joey. Na brak pieniędzy nie narzekała, jednak widziała ogromną lukę w składzie osobowym rodziny, głównie podczas różnych świąt i uroczystości. Z byłym mężem, Glenem, mieli ustalone kto i kiedy spędza wakacje z dziećmi. Jednak pewnego poranka Glen poinformował Katherine telefonicznie, że chcieliby z Marią zabrać dzieci na dwa tygodnie do Włoch w sierpniu. Mimo, że sytuacja komplikowała dotychczasowe plany urlopowe, zostały one przeorganizowane i cała piątka spędziła urlop na południu Europy.

Dwa tygodnie później stęskniona Katherine jechała w sporych korkach na Lotnisko Kennedy'ego, by ucałować swoje pociechy. Gdy dotarła na miejsce, okazało się, że lot Alitalli numer 67 z Włoch ma opóźnienie a wszyscy, którzy na niego oczekują proszeni są o zgłoszenie się do przedstawiciela linii. To co wszyscy zgromadzeni usłyszeli było szokiem... Samolot rozbił się. Nikt nie przeżył. Wcześniej doszło do eksplozji. Do mózgu Katherine docierały krótkie i tragiczne wiadomości, jednak ona wiedziała, że nie ma już nadziei. Już nigdy nie usłyszy śmiechu swoich dzieci i nie będzie ich mogła przytulić.

Wraz z matką wyruszyła do Sieny w Toskanii, by po raz ostatni zobaczyć dzieci i je zidentyfikować. Było to bardzo trudne przeżycie, serce pękało jej z bólu, ale jako matka musiała się z nimi pożegnać, musiała osobiście stwierdzić, że one odeszły...

Do zamachu na samolot Alitalii przyznał się Imad Tayib, założyciel ruchu Rih Asfar, czyli Żółty Wiatr. Kiedy dowiedział się, że w Górach Antylibańskich stoi opuszczony Zamek Raqba, założył tam swój sztab. Imad szkolił tam uczniów a zarazem zwolenników swojej idei do służby Allachowi.

Kiedy Katherine dowiedziała się, że to Imad Tayib stoi za katastrofą samolotu obiecała sobie, że skoro wszyscy na świecie są bezradni i nie potrafią schwytać tak złego człowieka, ona sama go zabije. Poczyniła w tym celu ogromne przygotowania, planowała, sprzedawała, zamawiała, pisała, zapraszała... Wszystko po to, by ulżyć sobie w cierpieniu po stracie dzieci.

Książka w miarę przewracania kolejnych stron staje się coraz bardziej intrygująca. Pojawia się wątek zamieszanego w wiele niejasnych spraw młodego człowieka - Mike'a Winna, są też agenci CIA, którzy planują zasadzkę, są porwania i pościgi, poniżanie kobiet w krajach arabskich oraz sporo trudnych tematów związanych z tamtym rejonem świata. A co dodaje książce dodatkowego smaku? Tajne nagrania, wybuchy, kryptonimy i wszechobecne tajemnice.

Czytając "Eksplozję" miałam zupełnie inną wizję tego, jak autor rozwinie akcję. To, co odkrywałam w tej historii na kolejnych jej stronach, było dla mnie zaskoczeniem. Oczywiście pozytywnym. Książka nie była przewidywalna w żadnym momencie a każdy kolejny, nowy wątek wzbudzał we mnie jeszcze większe zainteresowanie lekturą.

Malutkim minusem książki jest kilka literówek oraz błąd rzeczowy w opisie na okładce. Widnieje tam bowiem informacja, że samolot leciał "do Włoch" a prawdą jest, że jego trasa w chwili eksplozji była dokładnie odwrotna.

"Eksplozja" jest chyba bardzo mało znaną pozycją, ponieważ nawet na bardzo znanych portalach książkowych nie znalazłam recenzji tej książki, choćby najkrótszej. A szkoda, bo naprawdę jest warta przeczytania. Fascynująca i dobrze napisana sensacja!


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Od A do Z, Z literą w tle, Book z nami (1,5 cm), Z półki, 52 książki

niedziela, 26 maja 2013

Franciszka Arnsztajowa "Bajka o niedźwiedziach, niedźwiedziątku i o małym złotowłosym dziewczątku"


Autor: Franciszka Arnsztajowa
Ilustrator: Zbigniew Lengren
Wydawnictwo: Lubelskie
Data wydania: 1980
Liczba stron: 16
Według rosyjskiej bajki ludowej






Jeszcze miesiąc temu nazwisko polskiej poetki, Franciszki Arsztajowej, kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z książką "Malowany welon", którą napisał William Somerset Maugham, ponieważ to ona ją przetłumaczyła na język polski. Jednak kiedy wczytałam się w okładkę, kolejnej już książeczki z mojego dzieciństwa, nazwisko to ponownie pojawiło się w moich myślach.

Będąc dzieckiem uwielbiałam tę bajeczkę. Chyba ze względu na podobieństwo do złotowłosej bohaterki :) Wygląd książeczki a zwłaszcza okładki jest niestety niezbyt godny pochwalenia... Tak, jest mi wstyd, ale na swoje usprawiedliwie mam to, że małe dzieci nie zawsze rozumieją ideę "nie niszcz książki".

Autorka napisała historię o rodzinie niedźwiadków. Niedźwiedź-tata, Niedźwiedzica-mama i niedźwiedziątko-dzieciątko mieszkali w ogromnym lesie. Tata był bardzo duży, nosił kapelusz, chodził z laską i przynosił do domu miód. Mama zaś ubrana była w czepek, zapaskę i dbała to, by mogli zjeść owoce oraz chleb. W ich domku znajdowały się proporcjonalne do wzrostu trzy łóżka, trzy krzesła oraz stół. Każdy niedźwiedź miał też swoją miskę i łyżkę - też odpowiednio duże, średnie lub malutkie.
Niedaleko od niedźwiadków mieszkała Złotowłoska Pieszczotka, mała dziewczynka, która razu pewnego zabłądziła i trafiła do ich domku. Jakie spustoszenie i szkody poczyniła, grymasząc przy tym ogromnie i co się wydarzyło po powrocie niedźwiadków do domku? O tym przeczytacie w książeczce.

Ogromnie zachęcam do przeczytania jej dziecku. Historyjka napisana jest rymowanymi strofkami, zawiera sporą dawkę humoru oraz napięcie towarzyszące odkrywaniu przez niedźwiadki szkód wyrządzonych w ich domku przez dziewczynkę. Polecam!


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Odnajdź w sobie dziecko, Z literą w tle, Polacy nie gęsi..., 52 książki

czwartek, 23 maja 2013

Piotr Kołodziejczak "Wschody do nieba"


Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2004
Liczba stron: 160
Seria: Życia w życiu tom 1








W życiu każdego początkującego pisarza przychodzi taki moment, gdy podejmuje ważną decyzję - pora na debiut na rynku wydawniczym. Niektórzy wybierają wśród utworów, które pisali wcześniej "do szuflady" a inni po prostu szukają wydawnictwa dla swojego pierwszego napisanego dzieła. To właśnie w tej drugiej grupie znalazł się Piotr Kołodziejczak, który jak twierdzi w wywiadach, nie pisał wcześniej tylko po to, by przelać swoje myśli na papier. Kiedy napisał swoją debiutancką powieść "Wschody do nieba" z pomocą przyszło mu Wydawnictwo Borgis i w 2004 roku wydało jego pierwszą książkę.

Przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu ocen tej książki, muszę stwierdzić z całą pewnością, że poczułam się rozczarowana. Czy nikt nie czytał tego debiutu? Czy nikt, kto sięgnął po inne książki pisarza, nie był ciekaw jak wyglądało jego pierwsze wydane dzieło? Chyba nikt, ponieważ nie znalazłam żadnej konstruktywnej opinii czy recenzji.

Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie w epoce gierkowskiej, czyli w latach siedemdziesiątych. Narratorem jest chłopiec, który lada chwila rozpocznie naukę w liceum, którą to będziemy wraz z nim śledzić aż do matury. W kolejnych rozdziałach poznamy koleżanki i kolegów narratora: Inkę, Julę, "Suchego", "Majora", "Narcyza", a także pracowników renomowanego liceum: superwoźną Franusiową, wychowawczynię Pyrzyk czy wuefistę Winiaka, który cieszył się w szkole ogromnym autorytetem. Autor opowiada o tym, jak wyglądały lekcje w klasie głównego bohatera: przysposobienie obronne nauczane przez nauczyciela wychowania fizycznego, granie w karty na lekcjach historii czy kontrowersyjne "zaprawy przedmałżeńskie" na lekcjach wuefu.
O czym jeszcze przeczytamy? Jak przystało na tamte czasy, będzie Ochotniczy Hufiec Pracy z wieloma ciekawymi przygodami licealistów, świetna zabawa na prywatkach u Kostka, picie najlepszego wina marki "Wino" oraz opisy sytuacji, w których najlepszym miejscem na przemyślenia jest ławka w parku.

Moim zdaniem "Wschody do nieba" to powieść o młodzieży i dla młodzieży. Owszem, ktoś starszy może książkę przeczytać i powspominać siebie sprzed lat, ale nie nazwie jej raczej porywającą lekturą. Autor ukazuje nam ambitną i pomysłową grupę licealistów, dla których najważniejsza jest dobra zabawa. Jest tutaj sporo śmiesznych sytuacji, ale jest też trudna miłość. Bo nie można inaczej nazwać uczucia, które łączy młodego chłopca z dziesięć lat od niego starszą nauczycielką. Czy to miłość czy fascynacja? Czy takie uczucie ma szansę przetrwać? Dowiecie się tego z kart książki. Jeśli jednak szukacie wciągającej na całego, historii na kilka wieczorów, to wybierzcie inną książkę, bo ta jest zbyt krótka, by zawładnąć umysłem na dłużej.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Debiuty pisarskie, Book z nami (0,7 cm), Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Panu Dominikowi


środa, 22 maja 2013

Dziś są moje urodziny.... śpiewa sobie blog Ejotkowe postrzeganie świata

Dokładnie rok temu, 22 maja 2012 roku o godzinie 14:05 opublikowałam pierwszego posta na tym blogu. Strasznie szybko minął ten rok... W tym czasie przeczytałam sporą ilość książek, która to ilość mnie satysfakcjonuje, wzięłam udział w wielu ciekawych wyzwaniach czytelniczych, poznałam literacko mnóstwo nowych, świetnych pisarzy. Przez ten rok moja biblioteczka wzbogaciła się dość znacznie :) Udało mi się też nawiązać dwie współprace recenzenckie, z których jestem zadowolona... a i są szanse na kolejną :) Bardzo dziękuję za okazane mi zaufanie!

Mój blog nie dotrwałby do dzisiejszego dnia gdyby nie Wy! :) To dzięki temu, że nadal chcecie czytać moje posty, komentować je, brać udział w moim autorskim wyzwaniu "Pod hasłem" a licznik wyświetleń ma coraz szybsze obroty :D obserwatorów przybywa... Dziękuję, że jesteście :)

Z tej okazji ogłaszam losowanie! Zgodnie z tym co pisałam ostatnio, do rozdania mam dwie książki, które otrzymałam od Wydawnictwa.... o tym za chwilę :)

OTO ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jestem ja, Ejotek oraz Wydawnictwo Borgis, które przekazało mi dwie książki na potrzeby losowania (dziękuję :) )
  2. Losowanie rozpoczyna się 22.05.2013 r. a kończy 14.06.2013 r. o godz. 23:59
  3. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 dni.
  4. Losowania dokona moja 2,5-letnia córeczka.
  5. Jeśli któryś zwycięzca w ciągu 3 dni nie poda adresu do wysyłki nagrody, przeprowadzę losowanie ponownie.
  6. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski.
  7. Co zrobić by wylosować książkę? 
  • wpisz w komentarzu "zgłaszam się"
  • podaj adres e-mail
  • jeśli zechcesz obserwować bloga - będzie mi miło, ale nie jest to wymagane
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (znajduje się na górze tego posta) i napisz gdzie będzie się znajdował, będzie mi to łatwiej zweryfikować (tylko osoby posiadające bloga mogą wziąć udział)
  • podaj w komentarzu tytuł książki, którą chcesz otrzymać 
  • i już :)

A jakie książki można zdobyć? Jak widać na banerze, są to dwie ostatnie powieści Piotra Kołodziejczaka: "W kajdankach namiętności", o której pisałam TUTAJ oraz "Kobieta niespodzianka". Tej drugiej jeszcze nie zdążyłam przeczytać, ale TUTAJ znajdziecie krótki opis.


Zachęcam zatem do wzięcia udziału, ponieważ aż dwie osoby zostaną nagrodzone! Powodzenia!

poniedziałek, 20 maja 2013

Sarah Jio "Jeżynowa zima" - recenzja gościnna


Tytuł oryginału: The Blackberry Winter
Tłumaczenie: Dorota Malina
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 10 grudnia 2012
Liczba stron: 320







Może zanim zacznę recenzję, to napiszę (schodząc trochę tym samym z tematu), że kiedy kobieta zostaje matką jej życie ulega całkowitej przemianie. Banalne, prawda? Moje życie zmieniło się o 180 stopni, jednak to, co jest zadziwiające - zmienił się też mój gust powiedzmy: kulturowy; szerokim łukiem omijam horrory, filmy, w których ukazana jest krzywda dzieci. Nie oglądam "Uwagi" i tym podobnych programów, gdzie krzywda dziecka jest na porządku dziennym.
Inaczej też podchodzę do książek, w których śledzę losy matek - dosłownie w sekundę jestem w stanie wczuć się w rolę bohaterki-matki. Rozumiem jej niepokoje, rozterki, ból i razem z nią przechodzę wszystkie zawirowania, zakręty; wylewam łzy szczęścia i rozpaczy.
Nie ukrywam też tego, że czasami świadomie omijam książki typu "Nadzieja" Pani Michalak. Choć strasznie bym chciała ją przeczytać - na chwilę obecną po prostu nie potrafię. Kiedy więc przeczytałam wstęp "Jeżynowej zimy" wiedziałam, że książka chwyci mnie za serce.

"Moim synom - Carsonowi, Russellowi i Colby'emu - oraz ich ukochanym pluszakom:
obszarpanemu misiowi, trzem starym żyrafom i małemu prążkowanemu tygryskowi. Bycie Waszą matką jest największa radością mojego życia.
Matkom na całym świecie - zwłaszcza tym, które musiały pożegnać swoje dzieci
."

Dawno nie czytałam tak osobistej dedykacji, niesamowicie mnie wzruszyła.

Książka opisuje losy dwóch kobiet. Claire jest młodą dziennikarką, która skrywa w sobie niesamowicie bolesne wspomnienia wypadku, który odebrał jej kogoś bliskiego, zabrał poczucie własnej wartości i który spowodował olbrzymi dystans między nią i mężem.
Jest 2 maja 2010 roku. Claire dostaje nietypowe zlecenie od swojego szefa - ma napisać artykuł o zimie, która tak samo jak 80 lat temu niespodziewanie zagościła w Seattle. Szukając informacji o zimie sprzed 80 lat Claire natrafia na ślad zaginionego chłopca i poszukującej go matki.

Vera Ray, druga bohaterka książki jest młodą matką, która samotnie wychowuje Daniela. W czasach, kiedy panowała bieda ona należała do tych "szczęściar", że miała pracę. Za marne grosze, bez perspektyw, bez szacunku ze strony pracodawców, ale ją miała. Praca sprzątaczki w hotelu pozwalała jej na niezwykle skromne życie, które dzieliła w wynajmowanej ruderze wraz z ukochanym synkiem. Pewnego dnia Vera musi zostawić swojego trzyletniego syna w domu, by pójść na nocną zmianę. Całą noc myślała tylko o nim - że pewnie odkrył się i teraz jest mu zimno, że gdy obudzi się w środku nocy sam może się przestraszyć. Oczami wyobraźni widziała, jak maluch w objęciach ukochanego misia Maxa nie może usnąć i bardzo tęskni. Przeżywa okropne katorgi i odlicza godziny, minuty do spotkania z synem. Gdy tylko kończy pracę - biegnie, ile sił w nogach, w rozdartym swetrze i dziurawych butach, przedziera się przez zaspy, bu utulić swojego małego mężczyznę. Jednak kiedy dociera do domu, Daniela w nim nie ma...

W miarę jak Claire poznaje losy uprowadzonego chłopca udaje się jej zapomnieć o własnej tragedii. Próbuje za wszelką cenę rozwikłać niewyjaśnioną jak dotąd historię zaginięcia Daniela, a gdy z czasem ślady zaginionego chłopca zaczynają splatać się z losami jej własnej rodziny - Claire gotowa jest zrobić wszystko, by prawda ujrzała światło dzienne.

Książka jest niesamowicie poruszająca. Nawet teraz, pisząc tą recenzję mam łzy w oczach, choć od przeczytania jej minęło kilka dni. Postać Claire od razu przypadła mi do gustu, jednak to Vera zakradła moje serce. Byłam pod wielkim wrażeniem tego, ile była w stanie znieść, aby odzyskać syna - chodzić na mrozie tak długo aż odmarzły jej stopy i straciła czucie w palcach, upodlić się, wyzbyć resztek dumy. Do końca, póki starczy sił...

Kiedy szalała z rozpaczy - wierzcie mi, moje serce również cierpiało. Kiedy wychodziła z domu na nocną zmianę zostawiając malca samego w domu - ryczałam jak głupia, bo wiedziałam, że zamykając za sobą drzwi Verze z rozpaczy i bezradności zapewne pękło serce. Nie wiem, czy jestem ostatnio tak wrażliwa, czy po prostu Sarah Jio potrafi mnie tak wzruszyć... Zdecydowanie jest to powieść, której długo nie zapomnę.


Aneta Kęska


Ksiązka przeczytana w ramach majowego wyzwania Pod hasłem

niedziela, 19 maja 2013

Adam Bahdaj "Malowany ul"




Autor: Adam Bahdaj
Ilustrator: Zdzisław Witwicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1982
Liczba stron: 24
Seria: Poczytaj mi mamo








Książeczki z serii "Poczytaj mi mamo" towarzyszyły mi dzielnie w dzieciństwie. Czytali mi rodzice i babcia, do tego stopnia, że niektóre bajki znałam na pamięć... Szczerze mówiąc to fragmenty kilku z nich pamiętam do teraz...

Mój "Malowany ul" przekazałam teraz mojej córeczce a jego jakość pokazuje, że czytany był wielokrotnie.

Bohaterką bajki jest mała pszczółka Bze-Bze, która zamiast zbierać nektar, zbierała farby z palety malarza tworzącego na polanie obraz ukwieconej łąki.

Pszczółce tak spodobał się jego obraz, że postanowiła namalować podobny wewnątrz ula. Jej dzieło przedstawiało łąkę z różnobarwnymi kwiatami, motylem i ważką. Mimo zawiści i zdziwienia innych pszczół Bze-Bze broniła swojego malowidła. Musiała się tłumaczyć nawet przed Królową, ponieważ jedna z pszczół poskarżyła jej, że mała Bze-Bze nie zbiera nektaru. W rezultacie mała pszczółka otrzymałą surową karę i nie mogła dokończyć swojego obrazu. Jaka to kara i czy Królowa zmieni swoje podejście do malowania Bze-Bze? Dowiecie się z tej przesympatycznej bajeczki.

Historyjka stworzona przez Adama Bahdaja posiada oczywiście morał. Trzeba walczyć o swoje marzenia, by potem nie żałować, że się nawet nie próbowało ich spełniać. A że nie zawsze są one zgodne z wolą otoczenia to też nie przekreśla naszych szans.


Książeczkę przeczytałam w ramach wyzwań: Odnajdź w sobie dziecko, Z literą w tle, Polacy nie gęsi..., 52 książki

sobota, 18 maja 2013

Czy tylko ja widzę tu kwiatuszka? #4

Dzisiaj będzie inny niż zwykle kwiatuszek. Pierwszy powód "inności" to fakt, że nie ja go znalazłam w literaturze, tylko jedna z dzielnych podczytywaczek mojego bloga - Aneta K. Drugi powód - hmmm... nie jest to kwiatuszek w typie tych, które ja wyszukiwałam.
Strasznie jestem ciekawa czy znajdziecie.... przyznam, że ja miałam malutki problem...
I dlatego postanowiłam przesłać mały bonus tej osobie, która jako pierwsza odgadnie: prześlę mailem hasło czerwcowego wyzwania "Pod hasłem" już 29 maja, żeby zdążyła się w bibliotece zaopatrzyć w odpowiednie lektury :) bo potem długi weekend... Zmotywowani?




czwartek, 16 maja 2013

Margaret Dilloway "Sztuka uprawiania róż z kolcami"



Tytuł oryginału: The Care and Handling of Roses with Thorns
Tłumaczenie: Anna Jędrzejczyk
Wydawnictwo: M
Data wydania: 2013
Liczba stron: 440










Margaret Dilloway urodziła się w San Diego w Kalifornii. Pisanie wciągnęło ją od najmłodszych lat a po studiach została redaktorką dwóch tygodników. To zwykła amerykańska kobieta: matka i żona. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" to jej druga książka, a jej temat został zainspirowany chorobą szwagierki autorki - Deborah Dilloway.

Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Dobre pytanie. Kiedy dostałam ją w przesyłce od Wydawnictwa M odłożyłam na komodę wraz z pozostałymi książkami. Nie wybrałam jej do czytania, jako pierwszej ze stosu. Bałam się. Myślałam, że będzie to ponad czterysta stron opowieści o tym, jak uprawia się róże, a gdzieś pomiędzy nawozami, glebami i doniczkami autorka napisała kilka zdań o chorej kobiecie. Na szczęście mój strach był bezpodstawny.

Główną bohaterką powieści jest Galilee Garner, trzydziestopięcioletnia nauczycielka biologii w katolickiej szkole w Kalifornii. Gal, jak mówią do niej znajomi, urodziła się z refluksem i przeszła dwa przeszczepy nerek. Obecnie oczekuje na kolejny przeszczep a od ośmiu lat jest dializowana. Dializy są bardzo uciążliwe, gdyż odbywają się co drugi dzień i z tego powodu bardzo dezorganizują życie nauczycielki.

Wielką miłością samotnej kobiety są róże a szczególnie jeden ich gatunek - hultemie. Gal hoduje je, krzyżuje i marzy, by dzięki nim zdobyć nagrodę na różanej wystawie. A nie jest to łatwe, gdyż kwiaty muszą mieć oryginalny wygląd, odpowiednią ilość płatków oraz co najważniejsze - zapach, który najtrudniej jest uzyskać w przypadku krzyżówek. Jednym słowem muszą być wyjątkowo piękne. Czy Gal uda się kiedykolwiek zdobyć nagrodę?

źródło
Pewnego dnia w życiu Galilee zjawia się nieoczekiwanie jej siostrzenica - Riley. Gal nigdy nie miała zbyt dobrych relacji z jej matką, a swoją starszą siostrą - Becky. Jednak teraz, gdy Becky musiała wyjechać służbowo do Hongkongu to na Gal zrzucono obowiązek opieki nad piętnastoletnią dziewczyną. Obydwie muszą się siebie nawzajem nauczyć. Riley musi dostosować się do nowej szkoły, zdobyć znajomych a także znaleźć wspólny język z ciotką, która z powodu choroby i samotności nie jest ideałem opiekuna. Galilee stara się nauczyć Riley jak efektywnie robić zakupy, jak się ubierać w nowej szkole oraz jakie są jej obowiązki w czasie, gdy Gal jest na dializach. Czy nauczycielka poradzi sobie z kłamstwami, podrobionym podpisem oraz przygodą z alkoholem swojej siostrzenicy? Jak bardzo zżyje się z dziewczyną, która dostrzega w niej osobę lubiącą o wszystkim decydować, nie przepadającą za nowościami? Czy Gal już zawsze będzie kimś, kto nie znosi prosić innych o pomoc i chce być samowystarczalny? Jak ułożą się bardzo trudne na początku relacje ciocia-siostrzenica? O tym przeczytacie w "Sztuce uprawiania róż z kolcami".

Powieść zawiera w sobie niesamowitą ilość informacji na życiowe tematy, o których często nie myślimy tak szczegółowo, dopóki nas nie dotyczą osobiście. Autorka opisała codzienne i zarazem trudne zmagania Gal, która czeka na nową nerkę. Każdego dnia musi przestrzegać diety, pić określoną ilość płynów, nie może się przemęczać i denerwować. Ale jak uniknąć stresu w prawdziwym życiu? Z drugiej strony poznajemy piękne róże. Osobliwe kwiaty z dużymi wymaganiami w zakresie nawozów, pór podlewania, przesadzania czy ścinania. Tylko człowiek oddany im całym sercem będzie potrafił zadbać o nie tak, jak tego potrzebują. W "Sztuce uprawiania róż z kolcami" pojawiają się też zawiłe relacje między członkami rodziny, problemy nastolatków, a także wątki miłości i śmierci.

Margaret Dilloway stworzyła piękną historię, która jest napisana bardzo prostym w odbiorze językiem. Czytelnik nawet nie zauważa, kiedy mijają kolejne rozdziały. Śledząc napisaną przez autorkę opowieść można dostrzec przemianę wewnętrzną, jaka zaszła w głównej bohaterce. Jeśli potrzebujesz książki, która Cię wzruszy a zarazem dostarczy wielu emocji skłaniających do przemyśleń to koniecznie sięgnij po "Sztukę uprawiania róż z kolcami". Jest naprawdę świetna!



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Trójka e-pik, Book z nami (3 cm), W prezencie, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Pani Dorocie 

środa, 15 maja 2013

Cztery ważne dla mnie sprawy, więc myślę że i Was zaciekawią :)

Prawdę powiedziawszy to nie wiem od której wiadomości zacząć... Ale może zacznę od porządków.
Może ktoś z Was zdążył już zauważyć zmiany jakie mają miejsce w zakładce "Pod hasłem". Nie lubię nabijania pustych liczników, naciąganych statystyk itp. Dlatego wszystkie osoby, które od początku trwania wyzwania choć w jednym miesiącu wzięły udział, zaznaczyłam na pomarańczowo. Pozostałe osoby wyraziły jedynie chęć wzięcia udziału w wyzwaniu. Żeby nie robić sztucznego tłumu liczę, że Ci chętni wezmą czynny udział do końca czerwca.


* * * * * * *
Jeśli chodzi o liczniki... z okazji zbliżającej się pierwszej rocznicy istnienia bloga chciałabym przedstawić Wam dwa zrzuty ekranu:

najpierw...


potem...


Dziękuję Wam! :)

* * * * * * *
A propos pierwszych urodzin bloga, które już w przyszłą środę... Mam dla Was niespodziankę! Będzie konkurs urodzinowy, z nagrodami książkowymi oczywiście, tylko czekam na przesyłkę z wydawnictwa :) Ale jakie to wydawnictwo, jakie nagrody dowiecie się jak do mnie dotrą :) Nie przegapcie!  Już teraz Was zachęcam do wzięcia udziału.

* * * * * * *

I jeszcze się pochwalę. 
W czerwcu jest premiera "Bezdomnej" Katarzyny Michalak. Czekam na nią bardzo! Wzięłam udział w konkursie, który autorka organizowała u siebie na blogu i wprawdzie nie znalazłam się w TOP20, ale Osobiste TOP10 KejtM zawierało ksywkę "ejotek" :) Dziękuję :)
Nie mogę się doczekać!






I jeszcze przeprosiny, że nie było już dawno recenzji... ale czytam dłuuugą książkę i mimo, że ciekawa i strony szybko "lecą", to jednak czasu jakoś mniej mam w tych ostatnich dniach... ale już niewiele zostało :)

poniedziałek, 13 maja 2013

Czy tylko ja widzę tu kwiatuszka? #3

Dziś znów szukam Waszego potwierdzenia, że nie szukam igły w stogu siana. Moim skromnym zdaniem jest tu "byk".
Książka dziś znów dziecięca, pisałam już kiedyś o niej TUTAJ. "Kajtuś. Moi przyjaciele z przedszkola."

A teraz foto i proszę Was o opinie.


piątek, 10 maja 2013

Co blogera ucieszyć może - nie stosik

Ostatni post jaki u mnie przeczytaliście była to recenzja książki Piotra Kołodziejczaka "W kajdankach namiętności". I to od niej wszystko się zaczęło... Najpierw wygrałam książkę na blogu Miłośniczki Książek, potem dostałam mail od Wydawnictwa Borgis, które ją wydało, jeszcze później czytałam ten kryminał miłosny, by go zrecenzować i móc teraz Wam napisać, że dzięki tej wygranej....

Miło mi się pochwalić, że współpracuję z Wydawnictwem



środa, 8 maja 2013

Piotr Kołodziejczak "W kajdankach namiętności"




Autor: Piotr Kołodziejczak
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: 2013
Liczba stron: 232













Piotr Kołodziejczak ukończył studia filozoficzne a jego główną pasją była wtedy głównie muzyka: komponował, grał na gitarze i śpiewał. Po studiach rozpoczął pracę jako dziennikarz, tłumaczył teksty oraz należał do stowarzyszeń twórczych. Swoje życiowe marzenie zrealizował jednak dopiero w 2004 roku, kiedy to ukończył swoją pierwszą powieść "Wschody do nieba". W dorobku pisarza znajduje się w sumie siedem książek, do przeczytania których autor zachęca nas na swojej stronie internetowej.

Justyna i Karol to małżeństwo z kilkunastoletnim stażem, mające dorastającą córkę. Justyna pracuje w dużej firmie, w której spędza więcej czasu niż by chciała, a kiedy wraca do domu czuje się znudzona schematycznymi rozmowami z mężem. Każdego poranka padają te same słowa a potem praca, dom, by kolejnego dnia wszystko odbyło się dokładnie tak samo. Za sprawą swojej przełożonej, a zarazem przyjaciółki Ireny, Justyna poznaje samotnego i przystojnego pisarza. Pod pretekstem obejrzenia warsztatu pracy Bartka kobieta udaje się do jego mieszkania w dzielnicy Parkowej. Justyna czuje się wreszcie doceniona i kobieca, co sprawia, że znajomość z pisarzem przeradza się w namiętny romans. W jej głowie pojawia się wtedy myśl, że jest to zemsta: zdrada za zdradę. Kobieta odkryła bowiem, że stosunki jej męża z Blanką nie są już tylko zwykłą przyjaźnią. Niektórzy przecież prowadzą podwójne życie...
Jednak nie tylko Justyna z Bartkiem znajdą się w tytułowych "... kajdankach namiętności". Ale po szczegóły romansów odsyłam do książki.

Książkę ubarwia wątek kryminalny. Jest morderca, który w dzielnicy Parkowej atakuje starsze osoby młotkiem a jak przystało na dobry kryminał, pojawia się też osoba dociekliwego inspektora policji. Czy uda mu się rozwiązać sprawę? Czy tajemniczy zabójca zostanie schwytany i osądzony?

Autor zakwalifikował swoją powieść do gatunku kryminału miłosnego, co wskazywałoby, iż trzonem książki jest kryminał. Jednak powieść była dla mnie bardziej romansem czy obyczajówką niż kryminałem. Piotr Kołodziejczak świetnie opisał relacje damsko-męskie, skupił się głównie na historii głównych bohaterów: Justyny, Karola, Bartka oraz Ireny. W książce poznamy ich sprawy domowe, służbowe, będziemy przyglądać się temu co jedzą na lunch oraz jaki mają widok z balkonu. Wątek kryminalny stanowi tylko niewielką część książki, jednak jeśli ktoś czeka tylko i wyłącznie na rozwiązanie tej sprawy i na niej się skupi, będzie ona dla niego dominująca.

Powieść czyta się wyśmienicie, jest bowiem napisana lekkim piórem, a i strona techniczna sprzyja miłej lekturze: idealnie dopasowana czcionka, dające sporo światła marginesy, wysoka gramatura papieru. Autor okrasił swoje dzieło sporą dawką humoru, która sprawiła, że siedzący obok mnie mąż pytał o powód mojego śmiechu. Co mnie zaskoczyło? Doskonała znajomość kobiecych kosmetyków, kolorów szminki czy składu szczotki do włosów.
Książka nie zawiera gwałtownych zwrotów akcji, wyjątek stanowi jedynie zakończenie, które było bardzo nieoczekiwane i nie sądzę, by którykolwiek czytelnik był w stanie się go domyślić. 

Jest chyba tylko jedna rzecz, którą wpisałabym, w moim odczuciu, na poczet minusów powieści - wtrącenia w treść fragmentów innych książek autora. Czytając "W kajdankach namiętności" odebrałam ten zabieg jako autopromocję pisarza. Jednak przeczytałam wnikliwie wiele jego wypowiedzi i wywiadów, w których tłumaczy, że jego celem było wzbogacenie powieści dodatkowymi treściami. Teraz mogę więc stwierdzić jedno: przytoczone akapity innych dzieł Piotra Kołodziejczaka sprawiły, że mam ochotę przeczytać wszystko, co wyszło spod jego pióra.

Książkę polecam serdecznie tym, którzy poszukują dobrej lektury na odprężający wieczór. Nie jest to klasyk literatury światowej, ale powieść dla zwykłego, zapracowanego czytelnika, marzącego o oderwaniu się od swoich problemów. 



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,8 cm), Od A do Z, W prezencie, Trójka e-pik, Polacy nie gęsi..., 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

poniedziałek, 6 maja 2013

Zaproszenia

Dziś będą dwa zaproszenia. Jedno to moja prośba o wypełnianie ankiety, która od kilku dni widnieje w lewym bocznym pasku. Zaplanowałam bowiem do publikacji kilka postów "Czy tylko ja widzę tu kwiatuszka?" a tak naprawdę nie wiem czy macie na nie ochotę. Dlatego proszę głosujcie :)
Może ktoś zauważył - wcześniej była inna ankieta, z blogspota, ale faktycznie jest w niej jakiś feler i głosy znikają.

Drugie zaproszenie to zaproszenie do wyzwania czytelniczego:


Wyzwanie jest o tyle ciekawe, że pozwala nam poznać pierwsze książki pisane przez autorów... a nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że taki debiut czytamy. Autorka wyzwania narzeka na nudę :) więc czytając jakiś debiut podeślijcie jej przy okazji link :) --> TUTAJ
Mam nadzieję, że Skrzat się na mnie nie obrazi za tego posta :)

niedziela, 5 maja 2013

Joe Alex "Piekło jest we mnie"



Wydawnictwo: Elipsa
Data wydania: 2005
Liczba stron: 176
Seria: Joe Alex tom 7







Joe Alex to pisarz i detektyw, który w fascynujący sposób przeprowadza kolejne śledztwa z ramienia Scotland Yardu w serii książek wydanych przez Wydawnictwo Elipsa. Jest to również pseudonim literacki polskiego, bardzo znanego autora i tłumacza - Macieja Słomczyńskiego. Jego kryminały osiągnęły milionowe nakłady a ich popularność z biegiem lat wcale nie spada.

Młody pisarz, Joe Alex został zaproszony do Johannesburga przez Klub Południowoafrykańskich Miłośników Powieści Kryminalnej. Spędził w Afryce dwa tygodnie, podczas których wygłaszał odczyty, mówił o swoich książkach oraz planach, a przede wszystkim odebrał doroczną nagrodę od Klubu. Z radością jednak wszedł do hali odlotów lotniska Jan Smuts, by wrócić do Londynu.

Z typową dla siebie spostrzegawczością, mimo zmęczenia, studiował innych współoczekujących w hali lotniska i rejestrował szczegóły z ich wyglądu i zachowania. Jednak samolot pisarza, z powodu silnych burz na trasie przelotu, miał wystartować z godzinnym opóźnieniem, co wywołało niezadowolenie detektywa oraz jego rozważania dotyczące podróży statkiem. Sytuacja stała się zaś niezwykle sprzyjająca zawieraniu nowych znajomości, co uczynił Richard Knox, przedstawiciel handlowy jednej z kopalni diamentów. Mężczyzna nie usiadł wprawdzie przy tym samym stoliku co Joe, ale nawiązał rozmowę, która była pisarzowi bardzo nie na rękę. Marzył o odpoczynku po upalnym dniu oraz przyjęciu pożegnalnym a otaczała go atmosfera oczekiwania, poczekalnia lotniska oraz natarczywy grubas.

Na pokładzie samolotu, kiedy wreszcie pogoda pozwoliła na start, znalazło się w sumie osiem osób oraz czterech członków załogi. Były to bardzo zróżnicowane osoby: młoda dama w czerwonym stroju, bokser wraz ze swym trenerem, antropolog z czaszką w uścisku. W ostatniej chwili na pokład wszedł dziewiąty, spóźniony pasażer, który dwie godziny wcześniej opuścił zakład karny, a który wywołał w panu Knoxie trwogę. Niedługo po starcie pasażerowie zasnęli. Cztery godziny później okazuje się, że na pokładzie samolotu dokonano morderstwa. Wstępne oględziny zwłok przez Alexa definitywnie wykluczają samobójstwo.

O fakcie zostaje powiadomiony pierwszy pilot oraz drogą radiotelegrafu - lotnisko w Nairobi, gdzie miało odbyć się międzylądowanie. Joe Alex podejmuje, za zgodą kapitana, rozmowy ze wszystkimi podejrzanymi, bo w tym akurat przypadku nie ma przecież mowy, by morderca opuścił miejsce zbrodni. Czy samodzielne działania pisarza-detektywa dadzą pozytywny rezultat? Czy morderca zostanie wykryty w wyniku zadawanych pytań czy może przyzna się sam? Jaki był powód zbrodni? Kto był w oczach Alexa najbardziej podejrzany? Tego wszystkiego dowiecie się z lektury.

Książka jest początkowo dość nudna, nie ma specjalnej akcji, ale pojawiają się znaczące szczegóły, które potem, podczas wstępnego śledztwa detektywa, mają kolosalne znaczenie. Kiedy pojawia się ciało, akcja biegnie tak ekspresowo, że nie można przestać czytać, dynamika wydarzeń na to nie pozwala. Postacie od samego początku są przedstawione bardzo wyraziście a dedukcja Joe Alexa wprost zaskakuje dokładnością i pozwala czytelnikowi dotrzeć szybko do odkrycia prawdy. Zachęcam do przeczytania!



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, Trójka e-pik, W prezencie, Book z nami (1 cm), Z półki, Polacy nie gęsi..., 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB

sobota, 4 maja 2013

Czy tylko ja widzę tu kwiatuszka? #2

Dziś w serii kwiatuszki literackie - literatura dziecięca. "Pierwsza przygoda kotki Zuzi" autorzy: Ute Haderlein, Ray Cresswell, Monika Eisele.

Zawsze jak czytam coś córci to również staram się zwracać uwagę na błędy, by przede wszystkim dobrze przeczytać. Na tej stronie, kiedy czytałam po raz pierwszy, zawahałam się.... Czy Wy też uważacie że jest tu błąd?



piątek, 3 maja 2013

Cesarina Vighy "Ostatnie lato"



Tytuł oryginału: L'ultima estate
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Wydawnictwo: M
Data wydania: 2011
Liczba stron: 164












Cesarina Vighy urodziła się w 1936 roku w Wenecji. Ukończyła studia filozoficzne na Uniwersytecie w Padwie, lecz większość życia mieszkała w Rzymie. Była poetką, żoną i matką. Kiedy dowiedziała się, że jest chora na stwardnienie zanikowe boczne postanowiła napisać swoje "świadectwo pogodzenia z losem", swoją autobiografię. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką.

Kiedy zobaczyłam okładkę książki w ofercie Wydawnictwa M pomyślałam, że to zapewne jakaś lekka i przyjemna lektura. Obraz równo przystrzyżonego trawnika oraz kwiatów i altany w żaden sposób nie przygotowały mnie na to, co znajdę na kartach książki. Z reguły nie czytuję biografii, jednak dla dobrych autobiografii robię wyjatek. W przypadku "Ostatniego lata" nie żałuję.

Pani Amelia Z. jest chora. Kolejno odmawiają jej posłuszeństwa części ciała oraz zmysły. Zanim jednak choroba całkowicie odbierze jej ludzką godność postanawia rozliczyć się ze swoim życiem i spisuje to, co uważa w tych trudnych chwilach za ważne. Nie jest to rodzaj rachunku sumienia, nie jest to usprawiedliwienie się przed sobą, rodziną czy czytelnikiem. Autorka po prostu pokazuje nam, że czasem w życiu popełnia się błędy i dokonuje złych wyborów. Opowiada nam o despotycznym dziadku, swojej matce, która związała się z żonatym mężczyzną. Wspomina też ważne momenty swojego życia: stawanie się kobietą, szkołę katolicką, wojnę, romans z kobietą czy małżeństwo z młodszym mężczyzną. Są też opowieści o kotach, które kolejno znajdowały dom u Państwa Z. oraz o wędrówkach do kolejnych neurologów, którzy mieli postawić jej trafną diagnozę.

Autorka wszystkie opowiedziane wydarzenia okrasiła ironią i humorem w sposób wystarczający, by nie płakać czytając o jej trudnych życiowych sprawach czy chorobie, lecz by uśmiechać się widząc, że osoba pisząca ma do siebie dystans.

Jeśli ktoś szuka książki, w której osoba cierpiąca żyje tylko i wyłącznie strachem, że jej życie się zakończy, która użala się nad sobą i szuka pocieszenia to niech nie sięga po "Ostatnie lato". Jest to bowiem książka, w której znajdziemy kogoś, kto jest pogodzony z faktem, że jego kres jest bliski. Jest to powieść trudna, bowiem autorka korzysta z bogatego słownictwa, używa wielu porównań literackich a zdania są często wielokrotnie złożone.

Książka nawet w chwili zamknięcia końcowej okładki skłania do refleksji. Nie da się tak po prostu przejść obojętnie wobec problemu umierania. Każdy z nas chciałby mieć przecież lekką i szybką śmierć. Polecam wszystkim, którzy lubią czasem przeanalizować swoje życie.



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Book z nami (1,1 cm), Debiuty pisarskie, W prezencie, Pod hasłem, Trójka e-pik, 52 książki



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki 
dziękuję bardzo Pani Dorocie 



czwartek, 2 maja 2013

Nowe wyzwanie czytelnicze w blogosferze

Pod koniec kwietnia zakończyło się jedna z wyzwań "Pochłaniam strony bo kocham tomy", postanowiłam, więc dołączyć do kolejnego, które trwa niedługo a i wymagań nie ma zbyt wielkich :) bo przy ilości wyzwań, które się podjęłam już i tak jest ciężko je pogodzić: 14 wyzwań + z doskuku Book trotter (czyli jak się uda). To będzie następne.

Na czym polega? Pozwolę sobie skopiować ze stronki autorki jjon :

Zachęcona i zainspirowana akcją Zbieram na Książki (FB) postanowiłam dalej odkładać pieniądze na książki. Stawiam więc przed sobą i - mam nadzieję - przed innymi miłośnikami książek wyzwanie W prezencie

edycja pierwsza pod hasłem Czytaj - to się opłaca!

Zapraszam wszystkich chętnych, którzy chcą wzmocnić motywację, by odłożyć trochę kasy na książki :-) Będzie mi raźniej, jeśli się przyłączycie :-)


INFORMACJE OGÓLNE:

Nazwa wyzwania: W prezencie
Główna zasada: czytamy książki, których pierwsze litery tytułu utworzą hasło: CZYTAJ - TO się OPŁACA!
Cel: uzbieranie pieniędzy na książki
Terminy: od 1 maja 2013 do 1 grudnia 2013
Liczba książek do przeczytania ogółem: 17 (tyle, ile liter w haśle)
Liczba książek do przeczytania miesięcznie: dowolna
Kolejność: dowolna


INFORMACJE SZCZEGÓŁOWE:

1. Celem wyzwania jest uzbieranie pieniędzy na książkowy prezent pod choinkę. Czy będzie to prezent dla kogoś, czy dla nas - to zależy wyłącznie od czytającego :-)

2. Wyzwanie polega na przeczytaniu 17 książek, których pierwsze litery tytułu złożą się na hasło: CZYTAJ - to się OPŁACA! w terminie od 1 maja do 1 grudnia 2013.

3. Tytuły dobieramy w dowolnej kolejności.

4. Litery "Ą" i "Y" traktujemy jako dżokera - tytuł może się rozpoczynać na dowolną literę. 

5. Za przeczytanie każdej książki nagradzamy się kwotą zdefiniowaną na początku wyzwania, a gromadzone pieniądze pozostawiamy nietknięte do momentu zakończenia wyzwania. Oczywiście nie podajemy wysokości tej kwoty - to już sprawa indywidualna.

6. Do końca każdego miesiąca uczestnicy wyzwania podsyłają linki do opinii o książkach przeczytanych w ramach zabawy i umieszczają baner pod postami. Informacje przesyłamy tu: jjon@gazeta.pl lub zostawiamy komentarz pod wskazanym postem. 

7. Na początku każdego miesiąca przygotuję zestawienie i zaprezentuję, kto jest na jakim etapie czytania i ile liter z hasła zrealizował.

8. O liczbie książek czytanych w danym miesiącu decyduje uczestnik.

9. Książki można dopasować do innych wyzwań ;-)

10. Do zabawy można się przyłączyć w dowolnym momencie.

środa, 1 maja 2013

Podsumowanie kwietnia i hasło na maj - Pod hasłem

Witajcie w pierwszy dzień nowego miesiąca - maja. Pamiętacie pochody pierwszomajowe sprzed lat? Ja pamiętam jak maszerowałam z tatą w pochodzie machając dzielnie flagą czy gołąbkiem na patyczku :) A dziś nie ma pochodu, jest za to wolny od pracy dzień. Liczę, że pogoda będzie dziś w całym kraju i poza granicami, skąd mój blog też jest podczytywany, sprzyjała spacerom rodzinnym i czytaniu na łonie natury.

W tak zwanym międzyczasie zapraszam do zapoznania się z naszym czytelnictwem wyzwaniowym z kwietniu. Zapewne czekacie też na nowe hasło :)


Podsumowując kwiecień, kiedy to hasło brzmiało "Domy, chatki i zamczyska" stwierdzam, że:

Wyzwanie ukończyły 32 osoby. Przeczytaliśmy w sumie 43 książki. 

Statystycznie:
  • lit. polska - 17; lit. zagraniczna - 26
  • najliczniej występującym słowem-hasłem w tytule (wraz z odmianą) był DOM - 19 razy
  • największą popularnością cieszyła się w kwietniu seria "Cukierni Pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk - 6 przeczytanych książek

Oto nasze osiągnięcia czytelnicze kwietnia:

Katarzyna K
Chata za wsią Józef Ignacy Kraszewski

Joana
1. Dom z papieru Carlos Maria Dominguez
2. Dom przy Hope Street Danielle Steel

Kamila
1. Zaczęło się w Portofino, Willa w Prowansji Catherine Spencer, Christina Hollis
2. "Dom na Karaibach. Świąteczny tydzień" Sarah Morgan, Cathy Williams 

Jenah
1. Pokój Emma Donoghue
2. Dom z pyłu i snów Brenda Reid

matkakontrababka
Cukiernia Pod Amorem.Zajezierscy Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Zuzia
Michael Vey. Więzień celi 25 Richard Paul Evans

monotema
Duch starej kamienicy Anna Onichimowska

Melania
1. Samotny dom Agatha Christie
2. Sklepik z Niespodzianką. Bogusia Katarzyna Michalak

Futbolowa
Slash. Rockowy dom wariatów Paul Stenning

Nutinka
1. Cukiernia Pod Amorem.Zajezierscy Małgorzata Gutowska-Adamczyk - link do 3 tomów
2. Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie Małgorzata Gutowska-Adamczyk
3. Cukiernia Pod Amorem. Hryciowie Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Lina
Kobiety z domu Soni Sabina Czupryńska

sygin09
Whisper. Nawiedzony dom Isabel Abedi

magdalenardo
Dom z papieru Carlos Maria Dominguez

zorija
"Dom tysiąca latarni" Victoria Holt 

jjon
1. Hotel Paradise Martha Grimes
2. Cukiernia Pod Amorem. Zajezierscy Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Karriba
Dom na klifie Monika Szwaja

Aneta K
Dom na plaży Sarah Jio

Sylwuch
Pałac lodowy Tarjei Vesaas

Paulina
Pokój Naomi Jonathan Aycliffe

Jenny
"Pokój z widokiem" Edward Morgan Forster

Aine
1. Sekret ponurego zamku Wojciech Widłak, Diana Karpowicz
2. The House on Willow Street Cathy Kelly

anek7
Dom tysiąca nocy Maja Wolny

Wiki
Hotel Bertram Agatha Christie

Apetyt na książki
Dom duchów Isabel Allende

Silwercross
Dom duchów Isabel Allende

Obsesja Kasiulka
Wiśniowy Dworek Katarzyna Michalak

madmad
Dom sióstr Charlotte Link

Tetiisheri
Michael Vey. Więzień celi 25 Richard Paul Evans

Sophie
Michael Vey. Więzień celi 25 Richard Paul Evans

ania notuje
Dom z moich marzeń Laura Dave

Karmazynowa Królowa
Dom dzienny, dom nocny Olga Tokarczuk


Na moje lektury pasujące do wyzwania złożyły się:
1. Wiśniowy dworek Katarzyna Michalak
2. Cukiernia Pod Amorem. Cieślakowie Małgorzata Gutowska-Adamczyk
3. Dworek pod Lipami Anna J. Szepielak
4. Malowany dom John Grisham

Tradycyjnie jeśli znajdziecie braki lub błędy to piszcie w komentarzach :)
........

Kłaniam się pięknie dziękując za Wasze chęci uczestnictwa i czytanie w kwietniu. Witam nowych uczestników, zapraszam ponownie tych, którzy zaprzestali udziału. Zachęcam do udziału w maju. Proszę też o podmianę linku pod banerem na aktualny - kierujący do tego posta.


ZASADY WYZWANIA:
  • start wyzwania: 1 stycznia 2013r.; termin zakończenia: 31 grudnia 2013r.
  • w wyzwaniu może wziąć udział każda osoba, niekoniecznie posiadająca bloga
  • do wyzwania można przystąpić w dowolnym momencie
  • wyzwanie z każdym nowym HASŁEM trwa miesiąc kalendarzowy
  • wyzwanie polega na przeczytaniu przynajmniej JEDNEJ, dowolnej książki miesięcznie, która będzie zgodna z podanym przeze mnie HASŁEM
  • na swoim blogu zamieszczamy recenzję przeczytanej książki, lub chociaż krótką notatkę, a pod tym postem podajemy link do niej. Na dole recenzji proszę o umieszczenie informacji, że książka została przeczytana w ramach tego wyzwania. Można też zamieścić baner.
  • Osoby, które nie posiadają bloga, zostawiają w komentarzu informację co przeczytały lub przesłać do mnie recenzję to opublikuję na moim blogu wraz z podpisem autora (nie jest to konieczne, tylko gdyby ktoś miał ochotę)
  • Za miesiąc zamieszczę podsumowanie z Waszymi osiągnięciami czytelniczymi oraz podam nowe HASŁO.

Hasło na maj:
czas na ... PORY!


Wyjaśnienie:
Do wyzwania zaliczają się pory roku, pory dnia i nocy. Mogą to być konkretne pory np. lato czy poranek lub ogólnie słowo "pory", również w odmianie. Mogą to być też pory w innym rozumieniu (warzywo czy "spodnie inaczej"). Hasło MUSI znaleźć się w tytule.


Życzę zatem miłego czytania, PORA na przeszukiwanie półek :D Powodzenia!


EDIT: Ściągawka do majowego hasła - z wiki