Strony

środa, 30 sierpnia 2017

Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 384
Seria: Matki, czyli córki tom 3









"Kobiety ciężkich obyczajów" to kontynuacja "Hormonii" oraz "Dziecka last minute". Każdy z tych tomów jest bardzo indywidualny (ale fabuła jest spójna), ma inny charakter i skupia się na innej tematyce. Po zapoznaniu się z całą serią, mogę już określić co podobało mi się bardziej, co mniej i kto skradł moją sympatię.

Akcja powieści to dwie płaszczyzny czasowe. Autorka prowadzi nas poprzez życie wielu pokoleń kobiet - Kunegunda, Kwiryna, Konstancja, Kalina, Kira oraz.... Helena :)

Warszawa, lata 30.
Nastoletnia Kwiryna opuszcza matkę i rodzinną wieś. Przyjeżdża do Warszawy, by osiągnąć coś, zarobić, mieć większe szansę na lepszą przyszłość niż ta czekająca na prowincji. Jednak nie dociera w miejsce docelowe - zatrzymuje się u Lucyny a los połączy je w dość okrutny sposób na wiele następnych lat. Traumatyczne wydarzenia stają się impulsem do "narodzin" ekskluzywnej damy do towarzystwa, która będąc przeciwieństwem żon, uwodzi znanych, bogatych i zajętych mężczyzn. Erotyczna władza nad "śmietanką", pieniądze, kosztowności nie są gwarancją bezpieczeństwa w obliczu nadchodzącej wojny... Jak potoczą się losy Kwiryny? Czym zakończy się sprawa z niefortunnym listem? I kim właściwie jest tajemnicza, kusząca i idealna Luiza? Jaką rolę w powojennych odwiedzinach Kwiryny w Warszawie odegrał Józef?


Teraźniejszość
Maleńka Helena i wątki z nią związane były dla mnie ogromnie poruszające oraz magiczne, głównie za sprawą Kosmy, który rzeczowo i na temat snuł swoje bardzo oryginalne teorie o wychowywaniu dzieci. Dziewczynka skupiła na sobie uwagę całej rodziny. "Kupiła" ich a dorośli patrzący dotychczas na siebie "wilkiem", czasem wręcz z wrogością, kierują swe kroki do mieszkania Kaliny, by pobyć w pobliżu tej słodkiej istotki i zapomnieć o troskach.

Jednak współczesna część historii skupia się na Kirze, kleptomance miłości, modliszce i złodziejce erotycznych chwil - obiektem są oczywiście zajęci mężczyźni. Kojarzycie ten schemat? Tak, podobnie działała jej prababka. Obie piękne, szczupłe, mogące poszczycić się dwukolorowymi tęczówkami. Postawiły na związki nie do końca legalne i uczciwe, choć pobudki nimi kierujące były nieco różne. Jedna musiała z czegoś żyć i utrzymać rodzinę, druga robiła to dla własnej satysfakcji i podniesienia poziomu własnej wartości oraz dla zabawy... Czy Kira powieli życie prababki? A może zrozumie błędne myślenie (choćby podczas "oczyszczania" na basenie) i jeszcze znajdzie prawdziwe szczęście? Czy doczeka się poważnej rozmowy i kilku mądrych słów od matki?


"Hormonia" była opowieścią o podróży - nie tylko do Amsterdamu, ale też w głąb siebie. Poznaliśmy kilka kobiet po czterdziestce, każdą z innymi problemami, ale i szansą na lepsze jutro. "Dziecko last minute" to humorystyczna historia ciężarnej i jej partnera, którzy muszą stawić czoła nowej sytuacji, jednocześnie borykając się z nierozwiązaną do końca przeszłością. Zaś w "Kobietach ciężkich obyczajów" poznajemy przeszłość, która do tej pory jawiła nam się dość mgliście... Teraz wreszcie wiemy skąd wynika zachowanie Kiry, powód wrogiego stosunku Konstancji do matki oraz prawdziwości - lub nie - winy Józefa.

Każdy z trzech tomów niósł inne przesłania, przekazywał inne mądrości i wartości. W żadnym wypadku nie mogę napisać, że poszczególne części serii są jak trojaczki a wręcz przeciwnie - różnią się ogromnie! Styl autorki jest zawsze przystępny, wydarzenia wciągające a postaci dobrze nakreślone, ale z uwagi na główny nurt fabuły i mniejszej lub większej dawki humoru to zupełnie inne książki. Wszystkie bardzo mi się podobały, wciąż wyczekiwałam na wyjaśnienie wątków czy tajemnic, ale chyba najlepiej bawiłam się podczas lektury zabawnego "Dziecka last minute" :)

W niniejszej powieści był jeden moment, który rozbawił mnie do łez - kiedy bohaterki cieszą się, iż nikt nie rozpozna ich charakteru pisma, bowiem napisały go na maszynie... do szycia :D Taki "kwiatek", ale jakże radosny.

Ukłon dla Nataszy Sochy za wnikliwe opisanie Warszawy z lat trzydziestych ze szczególnym uwzględnieniem stylu życia, strojów Polaków oraz roli dam do towarzystwa. To jakże specyficzne środowisko autorka doskonale scharakteryzowała i to nie tylko na jednym przykładzie... Wszak kobiet lekkich, bądź ciężkich obyczajów, było wiele...

W pierwszym tomie miałam mieszane uczucia w stosunku do Kosmy - facet z problemami, dość trudną chorobą stawów (coś o niej wiem niestety...), nieciekawą przeszłością... Ale w kolejnych książkach pokazywał się od innej strony. Pomijając sytuację z byłą żoną, kiedy to dał jej się całkowicie wkręcić to już w "Kobietach..." zapałałam do niego miłością :) Zwłaszcza, gdy mówił coś mądrego, oto przykład:

"... człowiek natrafia w swoim życiu na trzy przeszkody - na własne błędy, cudzy egoizm i złośliwe przypadki" *




Podsumowując - powieść jako odrębna lektura, ale również cała seria Matki, czyli córki to saga opowiadająca o trudnych relacjach między kobietami, które przeplatają się z niespodziankami jakie niesie im życie, ale również wymaga od nich zmierzenia się z tajemnicami czy błędami przeszłości. Opowieść o miłości, macierzyństwie, kontrowersyjnych wyborach oraz pretensjach ukrytych na dnie serca, które wychodzą na światło dzienne w najmniej odpowiednich momentach. To cudowna seria! Polecam









"Hormonia"
"Dziecko last minute"
"Kobiety ciężkich obyczajów"



* N. Socha, "Kobiety ciężkich obyczajów", Wyd. Pascal, Bielsko-Biała 2017, s. 284



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Natasza Socha "Dziecko last minute"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: wrzesień 2016
Liczba stron: 352
Seria: Matki, czyli córki tom 2



Dla wyśmienitych wrażeń z lektury polecam czytanie serii we właściwej kolejności (Kto nie czytał "Hormonii" lepiej niech nie czyta akapitów od 2-4 niniejszej recenzji)




Po lekturze "Hormonii" liczyłam, że uda mi się przeczytać całą serię od razu, jednak życie przygotowało mi wiele niespodzianek, które sprawiły, że "Dziecko lat minute" zostało na tamtą chwilę odłożone... Próbowałam, ale nie potrafiłam cieszyć się z humoru mając na głowie to i owo. Dlatego została podjęta decyzja o odłożeniu czytania w czasie. Czy była ona słuszna? Co przygotowała Natasza Socha - mistrzyni ciętej riposty i humoru - w drugim tomie serii Matki, czyli córki?

Kalina ma czterdzieści sześć lat i życie przewrócone do góry nogami, na własne życzenie zresztą... Podczas wakacji przemieniła się z potulnej córki i matki w kobietę pragnącą dla siebie szczęścia. Bo dotychczas to ona szczęśliwa nie była! Wyruszyła z dopiero co poznanym Kosmą do Amsterdamu, realizując jednocześnie listę marzeń. Jej wyprawa zakończyła się jednak dość niespodziewanie i to pod dwoma względami... Zaszła w ciążę i odnalazła ojca, który podobno nie żył! Na tym zakończyły się losy bohaterki w "Hormonii". Co było dalej? Dalej to już istny cyrk :)

Kalina próbuje domyślić się dlaczego Konstancja uśmierciła ojca i córkę, zaś sama Konstancja jest ogromnie obrażona, że w jej życiu ponownie pojawił się Józef, Kira (dorosła córka Kaliny) cieszy się z odzyskanego nagle dziadka, ale już postępowania matki nie rozumie... Ciężarna bohaterka rozpoczyna też jazdę na karuzeli zwanej ciążą - miewa huśtawki nastrojów, wpada w panikę i przerażenie, że jest stara. Zdaje sobie sprawę, że to dziecko będzie niezłą szkołą życia tuż przed pięćdziesiątką... A myślała, że dopadła ją już menopauza...

Do jej układanego na nowo życia wkraczają Marietta oraz Adam (byli albo prawie byli małżonkowie) i robi się jeszcze bardziej śmiesznie, gdyż rosnący brzuch Kaliny działa na nich jak płachta na byka! Istne poplątanie z pomieszaniem. Na dokładkę w tej historii mamy też tajemnicę! Sekretne listy skierowane do Luizy, które Kalina znalazła ukryte w starym sekretarzyku, stają się przyczyną "spowiedzi" Józefa. Tyle tylko, że to nie jest cała prawda! I kiedy już myślałam, że na wyjaśnienie będę musiała poczekać do trzeciego tomu...  Natasza Socha uraczyła mnie w finale "zabójczym strzałem"! Długo nie mogłam pozbierać szczęki z podłogi po wyznaniu Konstancji... Tego się nie spodziewałam!


Doskonały wachlarz bohaterów, którzy zostali stworzeni przez wyjątkowego twórcę. Takiego, który potrafił przypisać każdej swej postaci totalnie różne cechy, co sprawia że powieść staje się barwniejsza i intrygująca. Każdy z bohaterów wnosi coś nowego i swojego. Przerażoną i nieco naiwną Kalinę, obolałą na duszy Konstancję wielbiącą swego kota, żonglującą uczuciami płci przeciwnej Kirę, niezwykle wspierającego partnera Kosmę, wspaniale gotującego i spokojnego Józefa skrywającego mroczną tajemnicę oraz dwójkę postaci drugiego planu - Mariettę i Adama, którzy mają niespotykaną ochotę, by stać się ważniejsi, oczywiście na swój  pokrętny sposób.


Natasza Socha podarowała mi prawdziwą petardę, głównie za sprawą humoru! Wyziera z każdego kątka, każdej sceny, rozmowy, przemyśleń bohaterów i ich zachowań. Gdybym miała określić książkę w trzech słowach brzmiałyby one: "humor, humor, humor" :) Co oznacza, że to doskonały "odstresowacz", idealny odpoczynek po ciężkim dniu, choć nie sprawdził się u mnie w życiu przepełnionym problemami... Było ich zbyt wiele i postrzeganie wszystkiego przez pryzmat humoru mi nie pomogło.
Kiedy któregoś dnia czytałam powieść w tramwaju, nasunął mi się taki wniosek - jeśli nie chcecie być posądzeni o chorobę psychiczną w stylu "śmiechozy giganta" to nie czytajcie tej książki w miejscach publicznych, bowiem nie sposób się powstrzymywać od parskania śmiechem :) To reakcje naturalne i częste, które nie są groźne, ale wiecie jak to jest...

A tak na poważnie, poza humorem, autorka położyła duży nacisk na plusy i minusy późnego macierzyństwa. Opisała - dzięki postaci ginekolożki Anny- szczegóły dotyczące ciąży, badań genetycznych i cukrzycy ciążowej. Nie zabrakło również meandrów psychiki kobiet i mężczyzn czy labiryntów myślowych tych drugich. Trzypokoleniowa rodzina głównej bohaterki stanowi doskonałe studium do rozważań na temat relacji, traktowania czy tajemnic. Kto kogo ogranicza? Czy bierność Kaliny względem Kiry wyjdzie dziewczynie na dobre? Kto najbardziej wspiera przyszłą matkę? A kto postanowi najbardziej namieszać w jej nowym życiu? Czy uda jej się nadać dziecku imię na inną literę niż tradycyjne w rodzinie "K"? Kim jest zagadkowa Luiza?

Książkę czyta się niezwykle przyjemnie, szybko i bezstresowo. Styl autorki jest fenomenalnie uroczy, bajkowo prosty i urokliwie wesoły. Nawet w chwilach powagi czy grozy zawsze któryś z bohaterów weźmie na siebie odpowiedzialność i swą wypowiedzią nie pozwoli czytelnikowi na smutek, "łapanie doła" czy też ponuractwo.


Podsumowując - "Dziecko last minute" jest powieścią wielobarwną, intrygującą i humorystyczną, ale traktującą o poważnych sprawach życia zwykłej, szarej kobiety, jaką jest Kalina - przedstawicielka żeńskiej populacji. To opowieść stworzona na serio, ale z przymrużeniem oka i traktuje o ciąży z konkubentem, teoretycznym mężu, ojcu, który nie żył, ale nagle pojawił się jako człowiek o gołębim sercu; obrażonej na cały świat matce, szukającej taniej rozrywki córce oraz ciężarnej i mocno tym przejętej głównej bohaterce. A nad tą niezwykłą gromadką unosi się duch Luizy... Bombowa lektura!




"Hormonia"
"Dziecko last minute"
"Kobiety ciężkich obyczajów"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki

niedziela, 27 sierpnia 2017

Kolejne pozytywne wieści z frontu Indywidualnego wyzwania - brawa dla Magdy!

Dopiero informowałam o sukcesie Czarnego Espresso a tu już dostaję kolejne pozytywne wieści...
Magdalenardo też wykonała zadanie :)




Magda miała dokończyć rozpoczętą serię - okazało się, że czeka ją finałowy tom serii kwiatowej Katarzyny Michalak - "Przystań Julii"

Gratuluję! :) Zmieściłaś się z dużym zapasem w czasie a drugi plus - nie masz rozpoczętych serii :)

Trzymamy kciuki za pozostałych! :)

sobota, 26 sierpnia 2017

Dorota Gąsiorowska "Antykwariat spełnionych marzeń"




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak literanova
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 416









Dwie pierwsze powieści Doroty Gąsiorowskiej ("Obietnica Łucji", "Marzenie Łucji") mnie wciągnęły, magiczna "Primabalerina" rozkochała w stylu pisarki, dlatego z niepokojem duszy i pragnieniem serca sięgnęłam po "Antykwariat spełnionych marzeń". Liczyłam na doskonałą w treści, środkach wyrazu oraz pełną niespodzianek historię. Czy taką dostałam?

W okrytym jesienią Krakowie na rowerze jedzie młoda dziewczyna. Przecina Planty, by oprzeć swój pojazd o kamienicę na ulicy Siennej. To cel jej podróży - ukochana praca w antykwariacie pana Franciszka, który należy do jego rodziny od pokoleń. Zgodnie z codziennym rytuałem Emilia parzy kawę a później rozkoszują się nie tylko smakiem napoju, ale również zapachem starych książek oraz zwyczajną rozmową. Mimo, iż mają różne poglądy na niektóre sprawy to starszy pan darzy dwudziestosześcioletnią Emilkę ogromną sympatią - jego zmarła żona - Zosia - była oficjalnie jej nianią, ale w praktyce kimś znacznie ważniejszym.

Przewrotny los postanowił nieco namieszać w życiu Emilii, stawiając na jej drodze dwóch przystojnych mężczyzn - Mikołaja oraz Szymona. Znajomość z jednym jej ciąży, zaś sprawy z drugim znacznie się komplikują. Serce wprawdzie nie sługa, ale rozum uwielbia podpowiadać coś zupełnie innego. Zwłaszcza, że na jaw zaczynają wychodzić tajemnice sprzed lat i to nich skupi się nasza bohaterka. Nie będzie jej łatwo, bowiem zagadki dotyczą najbliższych jej osób... Niektóre wątki szybko doczekają się wyjaśnienia, na inne trzeba długo czekać, co tylko podnosi poziom zainteresowania i adrenalinę.

Rysa na idealnym związku ojca Emilki i jego drugiej żony - Róży trzyma chyba w najdłuższej niepewności, gdyż Gąsiorowska skupia się bardziej na sprawach rozgrywających się w Krakowie a nie na Kaszubach. Jedynie Emilia jest rozdarta między tym co tutaj, na miejscu a problemami narastającymi nad morzem i sporo czasu spędza w pociągach relacji Kraków-Gdańsk. A co tak istotnego wydarzyło się w grodzie Kraka? Do Polski przylatuje Sara, przyjaciółka Zosi z dzieciństwa. Starsza pani planując podróż nie spodziewała się, jakie niespodzianki zastanie na miejscu... Nie śmiała przypuszczać, że wspomnienia będą napływały do niej tak silnym strumieniem, że będzie czuła się chwilami zagubiona i zdezorientowana. Wszak wiele spraw z mrocznej przeszłości pragnęła zakopać, zapomnieć,  schować głęboko na dnie serca i duszy. Zresztą sama twierdzi, że wspomnienia o pewnych wydarzeniach czy osobach powinny pozostać zamknięte... na zawsze.

Jakie znaczenie w historii jej życia będzie miało zdjęcie z pewnej wystawy? Czy Emilia pozna prawdę o Sarze i Zosi? A czy Franciszek wyzna jej swoją tajemnicę? Jest przecież jeszcze magiczna książka... Nie zapominajmy o Róży i jej chęci do salwowania się ucieczką... Czy Emilia lub jej ojciec będą potrafili jej pomóc? Jak potoczą się losy Lili i jej próby samodzielnego życia? Jest też sprawa powieści napisanej przez Emilię i nie do końca uczciwej przyjaciółki - Igi...
Tak, wiem... Mnóstwo pytań bez odpowiedzi... Ale liczę, że skusiłam Was nimi do sięgnięcia po "Antykwariat spełnionych marzeń". Tam znajdziecie wyjaśnienia...
Jest to powieść, która wyzwala w człowieku wiele emocji, niespotykane pokłady wrażliwości oraz żyłkę detektywistyczną. Każdy pragnie odkryć drzemiące na kartach książki zagadki jako pierwszy, jeszcze przed ich wyjaśnieniem... Mnie udało się odgadnąć jeden wątek i to nie do samego końca...

Autorka maluje słowami, zwłaszcza kiedy opisuje miejsca oraz ludzi - wszystko jest pięknie i plastycznie opowiedziane. Tak, by nie nudzić a pozwolić czytelnikowi odczuć poprzez wydrukowaną czcionkę rzeczywisty obraz tego, o czym myślała Gąsiorowska podczas pisania. Doskonale oddała klimat Krakowa oraz Modrzewiowej wraz ze stojącą tam latarnią.

Każdy kolejny rozdział czymś zaskakuje, niesie nowe pytania i zamiast wyjaśniać, wciąż znajdujemy tajemnice. Jeszcze nim dotrzemy do sześćdziesiątej strony wiemy, że czeka na nas pierwsza "bomba" - to już wtedy Róża przeżywa gorsze chwile i twierdzi, że skutki decyzji które kiedyś podjęła, odczuwa do dziś... Wyczekujemy na prawdę, którą tak wielu bohaterów skrywa. Podążamy tropem zdjęcia oraz książki a los wciąż płata figle...

Gąsiorowska zwraca uwagę czytelnika na kilka ważnych spraw, które stają się wybojami na drodze życia - utrata zaufania do bliskiej osoby, tajemnice latami ukrywane na dnie szafy lub serca, pragnienie rozmowy przytłamszone strachem przed szczerością oraz przyjaźń, która wybacza drobne przewinienia. Nie zabrakło również miłości, zwłaszcza matki do dziecka - która jest gotowa na wszystko, wybacza wszystko i jest siłą, darem i czymś najcenniejszym co może nas spotkać w życiu.

Powieść posiada moim zdaniem dwa minusy. Pierwszy to propagowanie czegoś, co jest dosyć niebezpieczne a mimo to stosowane przez rowerzystów - słuchawki w uszach. Drugi to miłość między dwojgiem ludzi, którą sobie wyznają, choć niewiele o sobie wiedzą, nie posiadają nawet swoich numerów telefonów!


Podsumowując - "Antykwariat spełnionych marzeń" opowiada nie tylko o tytułowych marzeniach. Macie szansę poznać magiczne odczuwanie bratniej duszy oraz miejsce, które ludzie kochają i często powracają - zapełnione półkami z zakurzonymi woluminami. Przeczytacie też o aspektach przyjaźni, również między skrajnie od siebie różnymi osobami. Kto chce poczuć jak pachną wspomnienia, poznać jakie tajemnice skrywają ludzkie serca oraz przekonać się jak ważne jest przebaczenie to serdecznie polecam powieść Doroty Gąsiorowskiej.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, Zatytułuj się, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

czwartek, 24 sierpnia 2017

Czarne Espresso pokonało przeszkodę w postaci Indywidualnego wyzwania!

Pierwsza osoba z hurtowej tury Indywidualnego wyzwania osiągnęła sukces!

Ogromnie mnie to cieszy :)
Gratulacje dla... Czarne Espresso, która przeczytała jedną z książek Magdy Witkiewicz!


Na pierwsze spotkanie z twórczością autorki została wybrana książka "Ballada o ciotce Matyldzie". Asia jest zadowolona z lektury i planuje poznawać inne tytuły - to cieszy mnie najbardziej :)
Tutaj znajdziecie wrażenia z lektury Czarnego Espresso: link


Raz jeszcze gratuluję i trzymam kciuki za kolejnych wyzwanych :)

środa, 23 sierpnia 2017

Anna Dąbrowska "Jutro będziemy szczęśliwi" - przedpremierowo




Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: planowana na 04.09.2017
Liczba stron: 304










Po debiucie napisanym pod pseudonimem (Laven Rose "Stalowe serce") Anna Dąbrowska - wydając już pod swoim nazwiskiem - szturmem wdziera się na polski rynek kolejną książką. Śmiem twierdzić - i jest to totalnie moja osobista, zapewne dość subiektywna ocena - że każda kolejna jest lepsza. Dlatego po świetnych "Nakarmię cię miłością" oraz "W rytmie passady" po prostu musiałam przeczytać "Jutro będziemy szczęśliwi". Czy moja miłość do książek autorki przetrwała tą próbę? Czy pragnę poznać kolejną? Zachęcam do zapoznania się z moją opinią.

Zapraszam Was do małego miasteczka, położonego w okolicy Szczecina, które mieszkańcy określają nieoficjalnie mianem - Urokliwe. Państwo Majewscy prowadzą dwa sklepy, Janiccy prowadzili kiedyś cukiernię, Gubilewicz - warsztat samochodowy a Patrycja Michalska każdego roku wyczekuje na odwiedziny córki.
Niby sielanka, nic się nie dzieje nadzwyczajnego i dość niewielkie lokalne społeczeństwo żyje w hermetycznym świecie, gdzie wszyscy wiedzą o sobie nawzajem wszystko... Tylko czy na pewno? Może każdy skrywa jakiś sekret, tajemnicę, ból czy tęsknotę i nie chce ujawniać jej innym?


Trzy lata temu Zuza wpadła w depresję - najpierw wyjechał Adam, uwielbiany chłopak, miłość jawiąca się wtedy na wieczną... Bez słów, bez wyjaśnień... Ot, po prostu zniknął z jej życia, z Urokliwego i przez te lata nie odezwał się choćby słowem. Zuzanna tęskniła, płakała, było jej naprawdę ciężko, gdy na dodatek zmarła ukochana babcia... By zająć czymś myśli poświęciła się pomaganiu bliskim, gdyż cieszy ją uśmiech i szczęście innych. Wolne chwile spędzała z Marcinem, którego traktowała jak przyjaciela. Czy ból po utracie Adama przysłonił jej prawdziwe intencje Marcina? A może to miłość lecząca rany po tym starym uczuciu?

Przez długi czas Zuza nie może podjąć zdecydowanych kroków, by opuścić Urokliwe - wciąż liczy, że to sen a nagłe przebudzenie sprawi, że przy jej boku stanie Adam. Kiedy chłopak naprawdę zjawia się w miasteczku, Zuza wyjeżdża do Szczecina. Czy Janicki będzie miał szansę, by wytłumaczyć jej dlaczego milczał przez trzy długie lata? Czy w ogóle będzie chciał i czy w jego sercu jest jeszcze miłość? Po co wrócił? Czy winien jest okrutny los, że tych dwoje żyło z dala od siebie, tęskniąc i bez szans na zrozumienie? Jaka jest prawda o wydarzeniach sprzed lat?


Sentymentalna Zuza i nieprzewidywalny Adam to dwójka młodych bohaterów, których przyszłości ogromnie kibicowałam. Bardzo długo stałam po stronie dziewczyny i wraz z nią starałam się żyć każdym kolejnym dniem - budzić się, ubierać, wykonywać mniej lub bardziej prozaiczne czynności... Jednak dzięki temu, iż autorka pokazała również perspektywę Adama, moje myślenie nieco się zmieniło. Już nie uważałam, że to zimny drań, który ratował się szczeniacką ucieczką, bo coś mu było nie w smak... Zaczęłam rozumieć jego powody, dla których się izolował a teraz postanowił zawalczyć o uczucie Zuzy. Tylko czy po trzech latach ona na niego czeka? Na to nie ma gwarancji... Oczywiście Janicki nie jest ideałem - nie pomyślał, że miłość potrafi pokonać wiele. Że miłość jest silniejsza niż prześladująca go litość...

Anna Dąbrowska doskonale scharakteryzowała bohaterów - nie tylko z planu pierwszego  (Zuza, Adam), ale również pozostałych, co pozwala się z nimi utożsamiać, współczuć czy odczuwać złość na ich zachowanie i złe decyzje. Udowodniła również, że wciąż pracuje nas rozwojem swojego warsztatu pisarskiego - z książki na książkę zdania są piękniejsze i bardziej trafiające do serca, gdyż każde jest dopracowane i dopieszczone.

Zazdrość, przyjaźń, miłość i tęsknota przeplatają się z bólem, żalem i chęcią pomocy innym. Bardzo ważnym elementem jest układanki tworzącej powieść są rodzice i ich bezinteresowne wsparcie dzieci w najtrudniejszych chwilach. Nie brakuje też sytuacji zabawnych czy trzymających w napięciu a prawda, która obnaża rzeczywiste motywy działania niektórych postaci - poraża i wbija w fotel. Mnie bynajmniej wbiła, jednocześnie dzieląc się ze mną istotnymi przesłaniami Ani Dąbrowskiej. Młoda pisarka zagłębiła się bardzo mocno w temat złamanych serc, próbując dociec czy można je ponownie posklejać. Pokazała też, że życie polega na wybraniu właściwej drogi postępowania i to od nas zależy czy będziemy nią kroczyć z dumą czy może zaczniemy potykać się na wybojach. 
Sporo miejsca w tej urokliwej opowieści poświęcone zostało najważniejszemu uczuciu - miłości...



"... i miłości, choć ta ma specyficzny zapach. Kiedy jest się niemowlakiem, to pachnie jak skóra mamy. Kiedy stajesz się nastolatkiem pachnie wanilią tak słodką jak słodko smakują pierwsze młodzieńcze pocałunki. (...) A kiedy człowiek staje się stary, miłość pachnie wspomnieniami" *

Uwielbiam ten cytat! Są to słowa Patrycji Michalskiej skierowane do Zuzy. A to przecież tylko jeden fragment, który niesie życiową mądrość. Dąbrowska uzmysławia nam również, że marzenia nie spełnią się same - musimy im w tym pomóc, zawalczyć o swoje szczęście, zrobić wszystko, by przynajmniej spróbować. I potem nie żałować... Nie możemy też oceniać ludzi po wyglądzie, bo skrzywdzić bezpodstawnie jest łatwo a słowo "przepraszam" trudno jest wymówić...

"Czasami lepiej zniknąć z życia drugiej osoby, niż budować z nią złudne szczęście." **



Powieść ma właściwie tylko jeden minus i określiłabym go jako faux pas wydawnictwa - chodzi mi o datę premiery! Akcja książki toczy się w okresie przed Bożym Narodzeniem - losy bohaterów śledzimy od trzydziestego listopada, przez miesiąc (z maleńkim wyjątkiem "pół roku później") obfitujący w śnieg i mróz. To idealna "wigilijna opowieść", gdyby została nieco później wydana :) Oczywiście można ją czytać o każdej porze roku z jednakową radością podczas lektury, ale czy taki zimowy klimat nie przypadłby nam bardziej do gustu w innych okolicznościach przyrody?

Bardzo mocno spodobał mi się ostatni akapit lektury, kiedy autorka zwraca się bezpośrednio do Czytelnika - ogromnie wzruszające!
Kiedy czytałam "Jutro będziemy szczęśliwi" , miałam nieodpartą chęć porównania książki do twórczości Mii Sheridan - z uwagi na konstrukcję, losy bohaterów, styl pisarski i płynność kolejnych scen, które obdarowują czytelnika ogromem emocji, odczuć i różnorodnych wrażeń. Brawo!


Podsumowując - jeśli macie ochotę na ciepłą i pełną płatków śniegu powieść, która pachnie herbatką z miodem, cytryną i gwiazdką anyżu, to koniecznie sięgnijcie po "Jutro będziemy szczęśliwi". Niezależnie od pory roku przeniesiecie się w świat utraconego zaufania, zawiedzionych nadziei i przykurzonej miłości, która wciąż przeplata się z nienawiścią. To historia o murze granicznym, który możemy - a wręcz musimy pokonać - zburzyć, przeskoczyć, podkopać czy obejść, by odnaleźć sens życia. Gorąco polecam!





* A. Dąbrowska, "Jutro będziemy szczęśliwi", Wyd. Zysk i s-ka, Poznań 2017, s. 19% (czytnik)
** Tamże, 52%



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Smaczny KONKURS z feedersami

Uwielbiam organizować konkursy i czytać Wasze wypowiedzi konkursowe a potem maile pełne szczęśliwości, gdy wygrywacie! :)

Wraz z Julitą Strzebecką, która zadebiutowała książką "Nakarm mnie", mam przyjemność zaprosić Was do KONKURSU! :)

TUTAJ znajdziecie moją recenzję niniejszej powieści


BANER:




ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsoruje Autorka - Julita Strzebecka :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodą w konkursie jest sześć nowych egzemplarzy "Nakarm mnie" wraz z dedykacją autorki! :)
  4. Konkurs rozpoczyna się 21.08.2017 r. a kończy 08.09.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - AutorkiWyd. Replika oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • zadanie konkursowe:  Uwielbiasz słodycze, jednak masz skłonności do podjadania między posiłkami a nawet przejadania się - co widać potem w lustrze :( Jesteś już syta po uroczystym rodzinnym obiedzie, ale na stole pojawiają się desery. Wiesz, że nie powinnaś, ale... Jaki deser jest w stanie złamać Twoją silną wolę?  [oprócz nazwy deseru chętnie przeczytamy wraz z Autorką bardziej kreatywne odpowiedzi na temat słodkości]
  • Poza konkursem możecie zadawać pytania Julicie Strzebeckiej - pytania, które zostaną wybrane umieszczę wraz z odpowiedziami w wywiadzie
        
Powodzenia!

sobota, 19 sierpnia 2017

Anna J. Szepielak "Francuski klejnot"





Autor: Anna J. Szepielak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 414












Po lekturze "Francuskiego zlecenia" wiedziałam, że autorka powróci do tej historii i ku zadowoleniu czytelników zostanie wydana kontynuacja losów Ewy. To nie mogło się tak skończyć... Tak wiele zagadek pozostało niewyjaśnionych... Musiałam poznać ciąg dalszy opowieści o potomkach Flory, magicznej galerii przodków oraz tajemnicach kryjących się w pierścieniach, obrazach, pamiętnikach czy listach.

Od chwili, gdy Ewa powróciła z francuskiej przygody i otrzymała list miłosny od Gerarda minęło dwadzieścia lat. Co w tym czasie wydarzyło się w jej życiu uczuciowym? Jeśli liczyliście, że dowiecie się tego właśnie z mojej recenzji to... się mylicie! Nie napiszę o tym ani słowa :) Nie chcę byście sięgali po książkę z gotową wiedzą - ja miałam niezwykłą niespodziankę, gdyż nie przeczytałam wcześniej żadnych recenzji czy opisów...


Lato 2015, Prowansja
Ewa ponownie udaje się do miejsca, które wspomina z sentymentem - do rezydencji rodziny Elizy. Tym razem jest to niestety smutna okoliczność - śmierć jednego członka rodziny. Nie dość, że wszyscy są pogrążeni w żałobie i otula ich smutek to po odczytaniu testamentu czują wręcz złość! Nie chcą przyjąć do wiadomości, że to właśnie Ewa otrzymała w spadku coś, co według nich nie powinno opuszczać tego miejsca, tego kraju, tej rodziny... Nie wiedzą jednak jakie problemy czekają czterdziestolatkę z tym przedmiotem - nie jest to bowiem taka zwyczajna rzecz... Kryje liczne tajemnice, stanowi pokusę, ale ma też urok i "charakterek" :)

Po powrocie do kraju Ewa zamierza pomóc swojej chrześnicy - Kalinie. Dwudziestopięcioletnia dziewczyna prowadzi pensjonat w górach, jednak nie przynosi on dochodów a uparta siostrzenica nie wyobraża sobie, by mogła zrezygnować i robić to co kocha najbardziej, czyli projektować biżuterię. W jaki sposób Ewa pomoże w ratowaniu pensjonatu i pracujących w nim ludzi? W jej głowie narodził się plan, by "na jednym ogniu upiec dwie pieczenie", czyli pomóc dwójce młodych ludzi w ich problemach, bo choć są one odmienne to trudna sytuacja i znajomość z dzieciństwa może sprawić, że staną na nogi. Czy plan się powiedzie? Jakie niespodzianki czekają na bohaterów podczas pobytu Ewy z synkiem Jaśkiem u Kaliny? A wreszcie kto jest tajemniczym gościem z Francji, który ma pomóc w tajnej misji? Na wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź już w powieści.


Autorka zaintrygowała mnie już Prologiem zabierając w "podróż" do roku 1800, kiedy to mowa jest o losach bliźniaczek i ich ojca, znanego nam z "uciekającego ze ściany" portretu. Kolejne strony odkrywały przede mną zawiłe losy obu rodzin - Elizy i Ewy. Cała opowieść w bardzo zgrabny i bez zbędnych wtrąceń sposób wartko płynie niosąc z prądem liczne zagadki, tajemnice i ukryte przekazy. Nie sposób odgadnąć co czeka czytelnika już za chwilę... Wciąż coś się dzieje a "sprawców" rozrywkowych zdarzeń jest wielu - Kalina, Francuzi, policja, Bestia a nawet duch :) 

Bohaterów bardzo polubiłam, choć nie zawsze popierałam wszystkie działania i decyzje. Nie zabrakło "czarnych charakterów", krwi oraz wołania o pomoc. Moją największą sympatią cieszyła się jedna z młodszych postaci - syn Ewy, Jasiek. Uroczy chłopczyk, który momentami posiadał rozległą wiedzę na tematy niedostępne i niezrozumiałe przez dorosłych.

Na kartach powieści znajdują się treści listów czy też pamiętników, które pozwalają uczestniczyć w odkrywaniu przeszłości rodzin. Bardzo mnie ucieszyło, że wysnute już podczas lektury "Francuskiego zlecenia" teorie mają potwierdzenie w fabule niniejszej części. Żałuję tylko, że w samym finale Ewa podjęła właśnie "taką" decyzję... Liczyłam, że Anna Szepielak pójdzie w nieco innym kierunku...

Autorka ubarwiła swą opowieść licznymi szczegółami, które dodały jej smaku i uroku - potrawy pani Jadwigi, gra na harfie pięknej dziewczyny, stolik na telefony tuż przy łazience nazywany "miejscem mocy" czy teoria dotycząca mężczyzn, iż zawsze chcą wszystko robić odwrotnie niż im się mówi. Wśród plusów muszę wymienić również gwarę Jadwigi, kaleczony polski Sophie czy wypowiedzi Jaśka, co nieustannie wywoływało u mnie uśmiech.

Ale "Francuski klejnot" to nie tylko humor... Nie zabrakło w niej też poważnych tematów - honorowi krwiodawcy, dawcy komórek macierzystych, istota rodowych pamiątek oraz przemiana "czarnych charakterów". Szepielak pociągając za sznurki swych postaci udowodniła, że czasami trzeba wymienić nieco zawartość swojego "plecaka", by było nam lżej w dalszym życiu; trzeba pozbyć się tego co zbyteczne, co dotyczy spraw nieistotnych, przeszłych... Z niektórymi powinniśmy się pożegnać i zapomnieć o nich. Choć jak wiadomo czasami łatwiej jest problem zignorować niż stawić mu czoła.


Podsumowując - "Francuski klejnot" to piękna, życiowa i bliska sercu opowieść o symbolicznych pożegnaniach, nowych początkach, wyciąganiu ręki na zgodę oraz o losie odmieniającym życie. A wszystko to okraszone humorem i ironią Kaliny pod czujnym okiem łagodnej Bestii. Serdecznie polecam!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki





Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze

czwartek, 17 sierpnia 2017

Uwaga uczestnicy konkursu z "Zemstą na ekranie" - niespodzianka od Anny Mentlewicz!

Oddaję głos Annie Mentlewicz:



Przeczytałam w komentarzach pod wywiadem ze mną, że ktoś był rozczarowany, iż nie odpowiedziałam na jego pytanie. Po nagrodzeniu dwóch, moim zdaniem najoryginalniejszych, pytań odpowiadam na wszystkie, które się pojawiły, żeby zaspokoić ciekawość :)


Cytrulina
1. Z czego jest Pani najbardziej dumna jeśli chodzi o życie zawodowe?
Najbardziej mnie cieszy, że mimo różnych trudności udaje mi się stale rozwijać i iść do przodu. Poza tym cieszy mnie, że każdy program, przy którym pracowałam albo który nadzorowałam był ważny dla widzów i większość z tych pozycji antenowych funkcjonuje w historii telewizji :)
2. Proszę, by przypomniała sobie Pani samą siebie w wieku lat 20. Co chciałaby Pani przekazać samej sobie w tym wieku - jakie 3 ważne zdania napisałaby Pani samej sobie?
Pamiętam siebie z tamtych czasów i wierna jestem jednej zasadzie, którą wtedy usłyszałam i zaakceptowałam – tak długo jesteś młoda jak długo masz poczucie, że Ty jesteś sprawcą swojego życia. Co dodałabym z dzisiejszej perspektywy? Wierz, że urodziłaś się pod szczęśliwą gwiazdą i wcześniej lub poźniej dopniesz swego. Nie bój się zmian. Pamiętaj, że ze złego zawsze wyniknie coś dobrego – najtrudniejszy jest czas oczekiwania na przekonanie się o tym :)



Gosia
1. Jakie jest Pani największe marzenie literackie?
Mieć szerokie grono odbiorców, którzy czekają na moje książki, a potem chętnie się dzielą w różnych miejscach opiniami o nich oraz zachęcają innych do poznawania mojej twórczości.


2. Czy chciałaby Pani zobaczyć ekranizację swojej powieści? A może nawet ma już Pani typy, kogo chętnie widziałaby Pani w rolach głównych bohaterów?
Chętnie bym zobaczyła ekranizację swojej powieści, ale nie mam żadnych typów, kogo bym widziała w jakiej roli. Nie znam się na tym i wolałabym, żeby taką decyzję podjął reżyser. Jestem fanką wyspecjalizowanego świata czyli takiego, w którym każdy z nas robi to co potrafi najlepiej i zabiera głos, kiedy ma coś istotnego do powiedzenia, nie próbując nikogo “wdeptać w ziemię”.


3. Pisząc książkę miała Pani ułożoną historię i była ona systematycznie przelewana na papier, czy raczej losy bohaterów zmieniały się z minuty na minutę? :)
Miałam zarys historii czyli wiedziałam skąd ruszy i dokąd dojdzie moja bohaterka oraz kto jej będzie towarzyszył w tej podróży oraz jaką będzie odgrywał rolę. Dobrze zbudowani bohaterowie mają taką cechę, że w pewnym momencie “wycinają autorowi numery”, nie godząc się na pewne rzeczy. Ze Stellą też tak się zdarzało i czasami jej ustępowałam. Generalnie jestem zwolennikiem pracy nad planem, ale jednocześnie życzliwie traktuję momenty, kiedy bohaterowie podpowiadają mi lepsze rozwiązania.



Agnesto
1.Czy ma ma Pani jeszcze inne pasje oprócz telewizji( nie wątpię, że praca w tv była też pasją) i pisania książek?
Uwielbiam spotkanie z ludźmi i podróże. Codziennie pływam, chodzę na jogę i uwielbiam swoje lekcje angielskiego i hiszpańskiego przez skypa (mój nauczyciel mieszka za granicą). Poza tym kocham czytać książki, oglądać dobre kino, być na bieżąco z tym, co najlepsze w teatrze. No i muzyka. Bez niej mnie nie ma (każda byle dobra). Żyję intensywnie, ale bez gonitwy, bo zadyszka mi szkodzi :)


2. Doskonale pamiętam programy "Luz", "Rower Błażeja", "5-10-15" i inne młodzieżowe, obecnie - o ile się nie mylę - nie ma w telewizji programów dla nastolatków. Dlaczego ich brak i czy istnieje cień szansy, bo takowe powstawały?
Bardzo trudno zrobić dobry program dla nastolatków. Były różne próby i ich autorzy przegrali. Od kilkunastu lat zajmuję się publicystyką społeczną dla dorosłych i nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy jest szansa na pojawienie się programu na miarę Luzu czy Roweru Błażeja.


3. Czy planuje Pani kolejne powieści i czy też będą tematycznie związane z telewizją?
Zaplanowałam, że moja debiutancka, trzytomowa powieść będzie związana z telewizją. Kolejne już nie, ale nie mogę wykluczyć, że świat mediów będzie w nich obecny.



Naila
1. Co jest trudniejsze do stworzenia: słuchowisko radiowe, scenariusz czy powieść?
Wszystko jest tak samo trudne. Wymaga dobrego pomysłu, który trzeba bardzo starannie zamienić na ciekawą strukturę dramaturgiczną. To twórcza praca, ale wymagająca bardzo precyzyjnego myślenia.


2. Czy ma Pani ulubioną książkę taką, do której Pani co jakiś czas wraca?
Tak, lubię wracać do twórczości Edwarda Stachury, bo zawsze kojarzy mi się z początkiem mojego związku z moim mężem. Na półce koło łóżka mam Czarodziejską górę oraz Wołanie z końca świata, po które sięgam często.


3. Mamy lato, urlopy i wakacje, a odpoczynek to ważna część życia, w jaki sposób Pani odpoczywa?
Lubię podróżować, poznawać nowe miejsca, a przede wszystkim ludzi.



martucha
2) Jakie cechy trzeba posiadać, aby być dobrym reportażystą (nie reporterem)?
Ktoś kto chce się zajmować reportażem musi przede wszystkim lubić rozmawiać z ludźmi. Musi mieć w sobie siłę, żeby bez względu na konsekwencje docierać do prawdy. Poza tym powinien być człowiekiem, który nie boi się wysiłku, bo bycie reporterem równa się pracy przez wiele dni i godzin, często w bardzo trudnych, a nawet niebezpiecznych warunkach.


3) Jakich tematów do reportaży telewizyjnych nie podjęłaby się Pani i dlaczego?
Nie ma złych tematów do reportażu. Problem jest w tym jak je zrealizować. Nie mogę w tym momencie czegoś wykluczyć.



Chaga
1. Czy w dotychczasowych książkach wykorzystała Pani wątki ze swojego życia zawodowego?
W swoich książkach nie opisuję niczego jeden do jednego, ale na pewno inspirowałam się tym, co przeżyłam, czy obserwowałam. Nie ma w moich powieściach żadnego klucza. To jest fantazja budowana na podstawie świata, który obserwuję z bliska od wielu lat.


2. Czy w środowisku dziennikarskim funkcjonują jakieś przesądy związane z pracą?
Tak, jak upadnie scenariusz programu, trzeba go przydepnąć, żeby wszystko się udało; więc przydeptuję wszystko, co mi upada (np. kluczyki od samochodu), żeby szczęściu pomóc.


3. Czy planuje Pani kolejną powieść także z akcją osadzoną w telewizji?
Nie, książki z tak mocno osadzoną w telewizji fabułą już nie planuję, ale ludzie mediów będą się chyba pojawiać. :)



Magia słowa
1. Gdyby dostała Pani złotą rybkę, która jest w stanie zrobić wszystko o co się poprosi, to jakie trzy życzenia by Pani wypowiedziała?
Pierwsze życzenie to byłaby prośba o zdrowie i pomyślność dla mnie i mojej rodziny. Druga dotyczyłaby mojego pisania, żeby znalazło bardzo, bardzo, bardzo szerokie grono odbiorców, a trzecie to prośba, żeby mi sypnęła gorszem, abym mogła podróżować, znajdując inspiracje do mojego pisania



Edyta Chmura
1. Wreszcie coś oryginalnego! Zwykle jako zwierzęcy bohater mamy kota lub psa, a ja tu widzę papugę :) Czy często ma Pani takie niesztampowe pomysły - w pracy, podczas pisania książek, w życiu...?
Podstawowa zasada przy tworzeniu dobrych programów w telewizji to pomysł. To samo dotyczy pisania. Staram się wymyślać oryginalne rozwiązania czy bohaterów. A moje życie? Ono jest jedną wielką, niesztampową historią, którą na bieżąco podkręcam.


2. Gdyby ktoś Panią zdradził, parszywie oszukał lub wykorzystał Pani rewelacyjny pomysł na reportaż...zemściłaby się Pani? Zemsta przynosi ulgę czy jeszcze bardziej "dołuje"?
Zemsta zabiera dobrą energię, powoduje, że skupiamy się na złym celu i gubimy po drodze piękno. Złodziej cudzych pomysłów czy podły człowiek wcześniej czy później potknie się o własne nogi. Nie warto swojego życia poświęcać na przyśpieszanie tego. Warto robić swoje, ale nie należy pomagać tym, którzy nas boleśnie zranili. Obojętność to dobre rozwiązanie wobec tych, którzy nam dopiekli.


3. Jaką książkę poleciłaby mi Pani na wakacje? :)
Ostatnio polecałam komuś Zabić drozda i był zadowolony. Jeśli Pani nie zna – polecam.



Małgosia
1. Jak wiele byłaby Pani w stanie poświęcić dla rozwijania swoich pasji: czas spędzony z najbliższymi, wspomnienia, miłość życia? Może jeszcze coś innego?
W życiu liczy się równowaga. Warto o to dbać i nie przeginać. Wszystko powinno mieć swój czas. Staram się o tym pamiętać. Poza tym są wokół mnie ludzie, którzy rozumieją, że ja chodzę własnymi drogami i czasami muszę się koncentrować na tym, co jest dla mnie ważne, bo potem się okazuje, że to jest dla Nas ważne.


2. Jakim mottem kieruje się Pani w życiu?
Robić swoje najlepiej jak można w danym momencie.


3. Gdyby na jeden dzień mogła wcielić się Pani w dowolną/dowolnego bohaterkę/bohatera literackiego, kogo by Pani wybrała? Dlaczego?
Chciałbym być bohaterem książki Pierre la Mure “Miłość niejedno ma imię” czyli Feliksem Mendelssohnem, którego życie się kompiluje, kiedy znajduje partytury Jana Sebastiana Bacha i zaczyna walczyć powrót wielkiego kompozytora na salony muzyczne. Dlaczego? Bo fajnie byłoby być przez chwilę facetem i to tak niezwykłym jak Mendelssohn.



AniaB31
Jak Pani myśli dlaczego dzisiaj brakuje takich programów dla młodzieży jak np Rower Błażeja? Oglądałam go z przyjemnością...
Rynek medialny bardzo się zmienił i trudno dzisiaj robić program dla młodzieży, który ci młodzi ludzie chcieliby oglądać. Od lat nie zajmuję się taką problematyką, więc nie chcę się wymądrzać. Dlatego proszę wybaczyć, że nie rozwinę tej odpowiedzi.
2. Czy są jakieś tematy, zagadnienia, których NIE podjęłaby się Pani do realizacji?
Nie ma złych tematów. Jest tylko problem, jak je zrobić. Teoretycznie podjęłabym się wszystkiego, ale nie mogę wykluczyć, że z czegoś bym się wycofała po wnikliwej analizie. Nie każda sprawa, podobnie jak nie każda osoba może być przedmiotem reportażu. To powinna być historia niezwykła, podobnie jak nieprzeciętni (w różnych wymiarach) powinni być bohaterowie. Reportaż to artystyczna opowieść o życiu, a w nim wszystko jest możliwe:)



Pani Anno, bardzo dziękuję za tak ciekawą niespodziankę dla czytelników mojego bloga - dziękuję za poświęcony czas i liczę, iż teraz ciekawość wszystkich została zaspokojona :) Moja na pewno. 

wtorek, 15 sierpnia 2017

Joanna Marat "Madonny z ulicy Polanki"




Autor: Joanna Marat
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2016
Liczba stron: 480










Stara kamienica w Gdańsku-Oliwie, dająca schronienie kobietom nie potrafiącym się odnaleźć w życiu, które określone już w tytule mianem "madonny" stanowią filar powieści nieznanej mi dotąd pisarki - Joanny Marat. A to już czwarta jej książka... Czy niezbyt kusząca okładka oraz opis sugerujący babskie czytadło o poplątanych losach pokoleń mnie uwiodły? Zapraszam na moje wrażenia z lektury

Anna Formela to kobieta, która wciąż ucieka. Najpierw zostawiła w Polsce męża a teraz po cichu opuściła starszego od siebie partnera, z którym mieszkała w Szwecji. Miała jednak dosyć samotności oraz chłodu i powściągliwości Svena. Nie lubi przywiązywać się do ludzi i rzeczy - z wyjątkiem swojej walizki w kwiatki - dlatego postanawia zamieszkać na ulicy Polanki, z dala od ludzi którzy nie chcą jej pomóc. Musi podratować swoje zdrowie i zawalczyć o przyszłość. Czy jej się to uda? Czy podejmowane przez nią decyzje będą słuszne, choć sprzeczne z radami lekarzy?

Maciej Zagrobny jest onkologiem, który od lat wzdycha do jednej do swych pacjentek, wbrew woli matki - Moniki, z którą mieszka. Na nic jej utyskiwania, że zakochiwać się w chorej na raka kobiecie to nie jest szczyt marzeń dla jej syneczka. Ale serce nie sługa i doktor Maciek stara się zbliżyć - na ile to możliwe - do obiektu swej radości, czyli do Anny, zwłaszcza że zamieszkała w jego mieszkaniu na Polanki. Czy spełnią się jego sny?

Weronika również mieszka w starej kamienicy i poza przyjaciółką Madzią (którą nota bene zdradza mąż) nie ma do kogo ust otworzyć. Jest wdową, która dorabia sobie praniem i prasowaniem koszul jednego z sąsiadów, którego nazwała Latającym Holendrem. Później relacja przeradza się w coś więcej... Wciąż obawia się powrotu syna, przeczuwa bowiem że to spotkanie nie będzie należało do radosnych. Dlaczego? Co ukrywa kobieta? Kim jest jej syn a kim tajemniczy sąsiad?

W powieści pojawia się też Małgorzata Herbst, dziennikarka lokalnego brukowca, która nie potrafiła ułożyć sobie życia... Wszystko się sypie - córka ma problemy, jej partner zaczyna żałować że zdradzał żonę a ona... Cóż, postanawia skusić się na podkomisarza! Jakby tego było mało jest jeszcze przecież Sven, który naprzemiennie chce i nie chce odnaleźć Anię oraz jej mąż ze swoją nową kobietą. Nie mogę zapomnieć również o matce i siostrze Anki - te dwie kobiety również sporo wniosły do tej historii. Choć nie tylko one, bowiem autorka wprowadziła kilku bohaterów z przeszłości, czyjaś matka, babka czy ojciec i już pojawiły się zawiłości i tajemnice rodzinne a na deser jeszcze sprawy kryminalne!


Powieść prawie do mnie trafiła. Dlaczego prawie? Otóż zniechęcił mnie początek... a dokładniej - trzysta stron. Zupełnie nie mogłam się wciągnąć w opowieść o losach postaci - teraźniejszych oraz tych z przeszłości. Kiedy zaczynały się rozdziały lub podrozdziały nie było jednoznacznie wskazane o kim jest mowa, co skutkowało tym, że nie wiedziałam do kogo odnieść to, co przeczytałam. Mam wrażenie, że ciekawa fabuła i mnogość intrygujących postaci została przytłoczona niepotrzebnymi lub przydługimi przemyśleniami oraz rozwleczonymi wypowiedziami. Zbyt wiele pojawia się monologów a za mało dialogów. Rzadkie rozmowy bohaterów połączone z niełatwym językiem autorki sprawiły, że nie potrafiłam się zaaklimatyzować w gdańskiej kamienicy.

Na pierwszy rzut oka podczas lektury tych stronic niewiele się też dzieje. Niby akcja jest, ale czytelnik (mam tutaj na myśli siebie) nie pragnie jak najszybciej zakończyć domowych czynności, bo dać się porwać historii... A zawiłe powiązania rodzinne i historie bohaterów drugoplanowych nieco mieszają w głowie.
Nie polubiłam bohaterów, z żadnym nie potrafiłam się utożsamić, nikt też nie wzbudził we mnie sympatii i chyba jedynie losy Anki wywołała u mnie szybsze bicie serca i zaciskanie kciuków.

Na szczęście moją ocenę ratuje to, co zdarzyło się potem. Szkielet, śmierć, siniaki, krew, szpitale oraz pożar - wtedy dopiero "Madonny z ulicy Polanki" sprawiły, że chciałam szybko dotrzeć do końca, by poznać finał. Na dodatek brawa dla autorki za jakże sprytne i zgrabne połączenie poszczególnych postaci ze sobą! Z reguły udaje mi się domyślić takich rzeczy, ale tym razem odnotowałam tylko maleńkie sukcesy.

Joanna Marat zawarła w swej powieści mnóstwo poważnych problemów - dylematy matek, patologie, zmaganie się z chorobą i samotnością, romanse, życie pod pantoflem matki lub żony, homoseksualizm oraz relacje przyrodniego rodzeństwa. Pokazała również jak ważne jest życie w zgodzie z własnych sumieniem oraz odpuszczenie win przodkom, którzy nieco skomplikowali los potomnych, nie mając nawet takiej świadomości.

Podsumowując - "Madonny z ulicy Polanki" to gorzka i przepełniona bólem opowieść o życiu polskich, zwyczajnych kobiet kryjących się w ponurych kamienicach przed światem i jego radościami. W pełni realistyczne oddanie trudności z jakimi trzeba zmagać się każdego dnia licząc na małe radości i odrobinę spokoju czy uwagi innych. Nie jest to łatwa powieść, ale niesie niejedno przesłanie oraz dowód na to, że warto zastanowić się nad tym czy można zmienić coś w swej codzienności, by innym oraz nam samym żyło się lepiej.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Znacie Bestsellery na obcasach?

Od 27 lipca w kioskach dostępna jest nowa seria - Bestsellery na obcasach. Pięknie wydana, aż chciałoby się mieć... Ale tak się składa, że posiadam WSZYSTKIE tytuły tej serii a nie czytałam tylko jednego! Niesamowite, prawda? :)

Ale może Wy kupujecie? Które tytuły zagościły/zagoszczą w Waszych domach?

Fotografia oraz informacje pochodzą z tej strony 
Tam znajdziecie wszystkie dane dotyczące możliwości prenumeraty

Wyjątkowa kolekcja współczesnych powieści obyczajowych napisanych przez uznane polskie autorki - Magdalenę Witkiewicz, Agnieszkę Krawczyk i Krystynę Mirek . Książki opisują kwestie bliskie pokoleniu dzisiejszych 30- i 40-latek. Mówią o miłości, zdradach, rozwodach, romansach, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, samotności, rutynie życia codziennego i problemach w pracy. Choć dotykają spraw poważnych, są napisane w lekkim stylu. Cechuje je wartka akcja, cięty język, humor i pogoda ducha.

Oto plan ukazywania się całej serii:

Magdalena Witkiewicz

Tom 1. Szkoła żon 27 lipca 2017
Tom 2. Pensjonat marzeń 10 sierpnia 2017
Tom 3.   Cześć, co słychać? 24 sierpnia 2017
Tom 4.   Moralność Pani Piontek 7 września 2017
Tom 5.   Po prostu bądź 21 września 2017
Tom 6.   Ballada o ciotce Matyldzie 5 października 2017
 Tom 7.   Pierwsza na liście 19 października 2017
Tom 8.   Pracownia dobrych myśli 2 listopada 2017
Tom 9.   Zamek z piasku 16 listopada 2017
Tom 10. Opowieść niewiernej 30 listopada 2017
Tom 11. Milaczek 14 grudnia 2017
Tom 12. Panny roztropne 28 grudnia 2017
Tom 13. Szczęście pachnące wanilią 11 stycznia 2018

      Agnieszka Krawczyk
Tom 14.  Magiczne miejsce 25 stycznia 2018
Tom 15.  Dolina mgieł i róż 8 lutego 2018
Tom 16.  Ogród księżycowy 22 lutego 2018
Tom 17.  Jezioro szczęścia 8 marca 2018
Tom 18.  Siostry 22 marca 2018
Tom 19.  Przyjaciele i rywale 5 kwietnia 2018
 Tom 20.  Słoneczna przystań 19 kwietnia 2018

      Krystyna Mirek
Tom 21.  Szczęśliwy dom 27 kwietnia 2018
Tom 22.  Rodzinne sekrety 17 maja 2018
Tom 23.  Spełnione marzenia 30 maja 2018
Tom 24.  Szczęście all inclusive 14 czerwca 2018
Tom 25.  Francuska opowieść 28 czerwca 2018
Tom 26.  Podarunek 12 lipca 2018

niedziela, 13 sierpnia 2017

Misja specjalna z nagrodą - "Zatytułuj się" - jeszcze zdążysz się zapisać!

1 lipca wystartowała nowa, roczna akcja czytelnicza, która zakiełkowała w mojej głowie i urodziła jakże ciekawy owoc :)

Kto jeszcze się nie zapisał - to ostatni dzwonek - we wtorek zamykam listę uczestników!
Jeśli ktoś ma ochotę się dopisać - TUTAJ znajdzie wszystkie szczegóły.
Zaliczę Wam wtedy książki zrecenzowane od 1 lipca a pasujące do wytycznych.

Gwarantowana przede wszystkim fajna zabawa  :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Karolina Wilczyńska "Zaplątana miłość"




Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 2015
Liczba stron: 344
Seria: Stacja Jagodno tom 1









Od dawna miała być... I wreszcie jest! Podczas urlopu rozpoczęłam przygodę ze Stacją Jagodno Karoliny Wilczyńskiej, której pierwszy tom od wielu miesięcy (żeby nie napisać lat) stał smutno na półce. Twórczość autorki nie jest mi obca, gdyż miałam przyjemność czytać "Właśnie dziś, właśnie teraz", która bardzo mi się podobała. A czy Jagodno skradło moje serce? Czy to seria idealna czy może nie moja bajka? Przeczytajcie moją recenzję.

Tamara Sokołowska od dwóch lat pracuje w agencji reklamowej "Marex" w Kielcach. Aktualnie prowadzi kampanię wyborczą na wójta Kacpra Kamińskiego w gminie Jagodno. Konkurenci Kamińskiego zarzucają jej zaniedbywanie rodziny, którą kobieta posiada rzekomo w Borowej. Jednak matka Tamary zaprzecza jakoby stara Marciszowa była dla nich bliską osobą. Jaka jest prawda? Ja od początku wyczuwałam w tym temacie tajemnicę... Miałam rację, gdyż Ewa Dobrosz (matka Tamary) wypowiadała się na temat zupełnie bez emocji, starała się zachować pokerową twarz... W zbliżeniu córki i starszej pani widzi zagrożenie dla siebie i swoich tajemnic... O co tak naprawdę chodzi? Dlaczego w krytycznej chwili pędzi na spotkanie? Na wyjaśnienie trzeba będzie poczekać, bowiem autorka kończy pierwszy tom bez udzielenia jakiejkolwiek wskazówki.

To jednak nie koniec fabuły a właściwie tylko jeden z jej wątków. Drugim głównym tematem powieści jest problem wychowawczy samotnej matki jaką jest Tamara, która boryka się z hormonami nastoletniej Marysi. Dziewczyna jest w klasie międzynarodową maturą, jednak czuje że poprzeczka jest zbyt wysoko i nie da sobie rady. Czy to było jej marzenie czy bardziej matki? Komu nastolatka zwierzy się ze swoich problemów w szkole i z koleżankami? Otóż znajomemu z internetu. Tylko czy jest tym za kogo się podaje? Nieszczęśliwa i odrzucona przez rówieśników nastolatka poznaje na swojej drodze Oskara i liczy, że chłopak wypełni w jej życiu pustkę jaką pozostawił ojciec. Jednakże zaślepiona i oderwana od codzienności, szkoły, domu i obowiązków nie zauważa rzeczy oczywistych... Co nie skończy się dla niej zbyt dobrze... Choć w rezultacie poprowadzi do pozytywnych zdarzeń :)

Karolina Wilczyńska trafiła tą powieścią wprost do mojego serca! To cudowna i jakże zwyczajna w swej niezwyczajności obyczajówka. To nie tylko opowieść o losach bohaterów rozgrywających się w dowolnie wybranym miejscu, ale problemy współczesnych ludzi na tle ciekawego otoczenia. Pojawiają się trudne relacje łączące babcię, matkę i córkę; przeszkody stojące na drodze do szczęścia samotnej kobiety czy błędy młodości. Autorka opisała jakże częste zjawisko jakim jest internetowa znajomość czy wagary i narkotyki.

Bardzo dziękuję, że znów mogłam - choćby wirtualnie - pójść śladami bohaterów na Kadzielnię oraz "Sienkiewką", którą przemierzyłam miliony razy podczas studiów w Kielcach. Dlatego podczas lektury zadziwiła mnie informacja o klubie "Ultrafiolet" zlokalizowanym na ostatnim piętrze Domu Towarowego "Puchatek" - ciekawe czy to tylko fikcja literacka.

"Zaplątana miłość" to kilku konkretnych i bardzo mocno zarysowanych bohaterów: wycofana, surowa wobec najbliższych i skrywająca tajemnice z przeszłości  Ewa Dobrosz, nie do końca szczęśliwa Tamara oraz Marysia - zbuntowana, zagubiona, nie wierząca w siebie i w ostateczności ukarana przez los. Jest też ciepła, dobra, pogodna i prawiąca liczne mądrości babcia Róża, której ogromnie zazdroszczę bohaterkom....


"Młode musi samo próbować, żeby się nauczyć unikać niebezpieczeństwa, żeby uwierzyć we własne siły."* 


"...rezygnować z czegoś, co lubimy, tylko dlatego, żeby komuś zrobić na złość, wiele kosztuje."**

Oczywiście w książce nie brakuje męskich postaci, ale kobiety wybijają się jednak na czoło.  Po męskiej stronie stoi niedojrzały ojciec Marysi; Dominik, który potrafi wywołać uśmiech na twarzy Tamary oraz Łukasz, pomagający Róży człowiek z uzależnieniem. Jest też dwójka skrajnie różnych młodych ludzi - Kamil oraz Oskar. Co oni wnieśli do tej historii musicie już sprawdzić sami :)

Uroku lekturze dodaje nie tylko wędrówka po Kielcach, które nie są miastem często umieszczanym w powieściach, ale przede wszystkim po Borowej, gdzie znajduje się las, zalew i przede wszystkim mały, biały domek. A jak wiadomo łono natury wycisza i zmusza do refleksji nad życiem.


Podsumowując - "Zaplątana miłość" to pierwszy tom serii, która zapowiada się bardzo interesująco, zwłaszcza że Karolina Wilczyńska zostawiła czytelnika z wieloma znakami zapytania... Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest to słodko-gorzka opowieść o życiu, dorastaniu, miłości, tajemnicach i prawdziwej więzi łączącej ludzi z pozoru sobie obcych. Piękny i lekki język, brak scen nieistotnych czy męczących, zagadki i liczne problemy, z którymi radzą sobie bohaterowie. Nie ukrywam, że to książka idealna dla mnie - wpadłam po uszy i już staram się wygospodarować czas w napiętym grafiku na kolejny tom :) Serdecznie polecam!
Kto wysiada wraz ze mną na Stacji Jagodno i ma ochotę na konfiturę z fiołków? :)


„Każdy popełnia błędy. A największe popełniamy z miłości”.***




* Karolina Wilczyńska, "Zaplątana miłość", Wyd. IV Strona, Poznań 2015, s. 109
**Tamże, s. 171
*** Tamże, s. 260




"Zaplątana miłość"
"Marzenia szyte na miarę"
"Po nitce do szczęścia"
"Serce z bibuły"
"Życie jak malowane"
"Dom pełen słońca"




Książka przeczytana w ramach lipcowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki

czwartek, 10 sierpnia 2017

Anna Mentlewicz opowiada o swojej pracy w telewizji - wyniki konkursu - wywiad #14

jak będzie wyglądała okładka trzeciego tomu?



Kochani,
zakończył się konkurs. Pora przepytać autorkę oraz poznać wyniki - kto wygra "Zemstę na ekranie"?









Anna Mentlewicz to dziennikarka telewizyjna, scenarzystka, autorka słuchowisk radiowych emitowanych w Teatrze Polskiego Radia.
W TVP była autorką i prezenterką programu "Luz"; współtwórczynią programu "Rower Błażeja"; redaktorką nadzorującą "Sprawę dla reportera" i "Świat się kręci". Zrealizowała wiele reportaży telewizyjnych.
W 2016 wydała powieść "Pewna pani z telewizji" a później kontynuację - „Zemsta na ekranie”.



Ejotek: Kim chciała zostać mała Ania, mając pięć, dziesięć i piętnaście lat?
Anna Mentlewicz: Hmm. Najpierw chyba pianistką. Nie miałam sześciu lat, kiedy zaczęłam grać na fortepianie i chodzić do szkoły muzycznej. Rzuciłam karierę pianistki na rok przed maturą.



ejotek: Kiedy i w jakich okolicznościach narodziła się myśl, żeby pracować w telewizji?
AM: Długo szukałam swojej drogi. Skończyłam matematykę na UW, a wcześniej zostałam szefem największego radia studenckiego i zaczęłam myśleć o dziennikarstwie. Nawet rozważałam rzucenie matematyki, ale moja śp. Mama zmusiła mnie, żebym tego nie robiła. Dlatego po matematyce poszłam na Podyplomowe Studia Dziennikarskie i wybrałam pracownię telewizyjną, bo o tym jak wygląda praca w gazecie i radiu miałam pojęcie. No i telewizja wydała mi się medium najbardziej interesującym.



ejotek: Pamięta Pani swój pierwszy dzień w pracy?
AM: Tak, to było Polskie Radio w Bydgoszczy, redakcja reportażu. Otrzymałam etat stażowy na pół roku i przez sześć miesięcy miałam udowodnić, że moje kierowanie radiem i współpraca z Radiową Trójką czegoś mnie nauczyły. Byłam stremowana, bo mieszkałam w Toruniu, a pracę miałam w Bydgoszczy. Nigdy w żadnym z tych miast nie mieszkałam, a znalazłam się na Pomorzu, bo odziedziczyłam stary dom po dziadkach i ze względu na podatki musiałam tam odmieszkać 5 lat. Nie znałam nikogo, bo do dziadków przyjeżdżałam na wakacje, kiedy chodziłam do szkoły. Byłam sama z rocznym dzieckiem, bo mojego męża, też dziennikarza, wzięli na rok do wojska. To była ciężka szkoła życia, ale bardzo chciałam być dziennikarką – to wiedziałam na pewno. Niestety wtedy nie było jeszcze redakcji telewizyjnej w Toruniu, więc musiałam rozpocząć pracę w radiu w Bydgoszczy.



ejotek: Co było najtrudniejsze w telewizyjnej codzienności?
AM: Jako korespondent telewizyjny zaczęłam pracować po odbyciu półrocznego stażu w radiu. Cudownym zbiegiem okoliczności powstała redakcja, a właściwie punkt korespondencki telewizji w Toruniu. Wtedy wszystko było trudne, bo musiałam realizować informacje na różne tematy. Dużo jeździłam po terenie województwa toruńskiego i włocławskiego. Jednocześnie bardzo mnie pchało w kierunku reportażu społecznego i robiłam wszystko, żeby te marzenia realizować. Na montaż reportaży musiałam dojeżdżać do OTV w Gdańsku. Moi szefowie nie byli zachwyceni, że dostaję zlecenia na robienie reportaży z Warszawy. Oni chcieli, żebym była korespondentką, a nie reportażystką. Poza tym czasami narażałam się lokalnym władzom, bo podejmowałam trudne tematy. Nie było łatwo, ale nigdy nie przeżyłam w pracy czasu, kiedy „szło mi jak z płatka”. Co nie znaczy, że narzekam. Wręcz przeciwnie. To mnie mobilizowało do walki o moje zawodowe Himalaje.



ejotek: A co daje Pani największą satysfakcję?
AM: Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Może fakt, że coś wspólnie tworzę z innymi, bo telewizja to gra zespołowa. Każda osoba przyczynia się do końcowego sukcesu programu. Lubię moment, kiedy widzowie doceniają to, co robimy. Tak, zadowolenie bohaterów programu i dobre emocje u widzów, to mi daje największą satysfakcję.



ejotek: Jakie elementy sprawiają, że nie czuje Pani znudzenia tą pracą po tak wielu latach?
AM: Ta praca daje szansę spotykania niezwykłych ludzi. Wcale nie myślę o osobach znanych z tego, ze są znani. Chodzi mi o tych, którzy robią ciekawe rzeczy, mają nietuzinkowe poglądy albo po prostu żyją po swojemu. Żaden inny zawód nie daje możliwości obcowania z prawdziwie pięknymi i mądrymi ludźmi. Poza tym mogę oglądać z bliska kanalie. To też daje dużo do myślenia, prowokując do… do pisania :)



ejotek: Czy podczas pracy na wizji miały miejsce jakieś zabawne sytuacje, wpadki?
AM: Było wiele takich sytuacji. Zapomniałam czyjegoś nazwiska w programie na żywo i musiałam dać sobie szansę na przypomnienie, więc wydłużałam wstęp, długo zapowiadając kim jest bohater rozmowy. W końcu jego imię i nazwisko samo wskoczyło mi na język. Po programie wszyscy mi gratulowali zapowiedzi gościa.



ejotek: Czy pomysły pojawiały się pod wpływem „burzy mózgów”, w chwili gdy musiały czy może bardziej spontanicznie i zostały wtedy zapisane?
AM: Pomysły powstawały podczas „burzy mózgów”, ale i niespodziewanie, kiedy pływałam czy gotowałam obiad dla rodziny. Często je zapisywałam i nadal to robię.



ejotek: Który program lub jaką tematykę było najtrudniej przygotować i dlaczego?
AM: Każdy program jest trudny, bo wymaga starannego przygotowania. Tematyka nie ma znaczenia chociaż robienie programu o czyimś dramacie jest wyczerpujące. Tylko w takich sytuacjach dodaje ci sił fakt, że w ogóle coś robisz i nie pozostajesz obojętna. To jest mój wkład w pomoc komuś. Lubię przezywać takie chwile mimo, że dłużej niż po innych programach dochodzę do siebie.



ejotek: W takich chwilach kieruje się Pani emocjami czy może ukrywa je na dnie serca i podchodzi do spraw służbowych w pełni profesjonalnie i z „pokerową twarzą”?
AM: Człowiek w każdej sytuacji potrzebuje od drugiego życzliwości. Tak podchodzę do bohaterów reportaży czy programów. Z drugiej strony muszę czyjąś historię poznać od różnych stron, bo tego wymaga ode mnie profesjonalizm. Raczej nie płaczę z ludźmi , którym mam udzielić pomocy, ale jeśli te łzy się pojawią, nie wstydzę się ich. Jednak muszę pamiętać, że doświadczeni przez los ludzie nie potrzebują mojego wzruszenia, ale konkretnego działania.


ejotek: Wkłada Pani całą siebie w pracę, jednak każdemu zdarzają się gorsze dni. Czy były takie momenty, kiedy chciała Pani rzucić telewizję?
AM: Od lat leczę się na depresję. To jest cena, którą płacę za pracę w telewizji. Były takie momenty, kiedy próbowano mnie przekonać, żebym to rzuciła dla własnego dobra. Tylko, że ja lubię to, co robię i ciągle widzę sens w swoim działaniu. Poza tym mam jeszcze inne życie niż to telewizyjne. Nie mam powodów do narzekań chociaż bywa ciężko.


ejotek: A gdyby miała Pani pracować w innym zawodzie – co by to było?
AM: Nie wiem. Jakoś trudno mi sobie siebie wyobrazić w innym miejscu chociaż teraz dużo więcej twórczej aktywności poświęcam pisaniu niż tworzeniu programów. Czy to już nowy etap w życiu? Czas pokaże.


ejotek: Jest Pani autorką tak wielu scenariuszy, tekstów słuchowisk – jak to się stało, iż narodziła się myśl, by napisać powieść? Czy proces twórczy przebiega podobnie?
AM: Moje pisanie wynika z pracy w telewizji. Kiedy mi zdjęto z anteny LUZ, zaczęłam mieć dużo więcej czasu i ogromną potrzebę twórczej pracy. Trafiłam do studium scenariopisarstwa i rozpoczęłam kolejny etap swojego kształcenia. Potem jedno drugie napędzało. Pisząc scenariusze, chodząc na różne warsztaty rozwijałam się jako osoba opowiadająca historie, a pracując w telewizji spotykałam ludzi, którzy mieli niezwykłe losy. To trwa do dzisiaj.


ejotek: Jak długo pisały się dwa pierwsze tomy powieści o Stelli?
AM: Pierwszy tom dwa lata, drugi siedem miesięcy.


ejotek: A dlaczego akurat tematyka telewizyjna? Czyżby z uwagi na motywy czy wątki autobiograficzne?
AM: Moja debiutancka powieść jest osadzona w telewizji, bo to środowisko najlepiej znam. Kiedy trafiłam na warsztat pisarski do Jakuba Winiarskiego i przedstawiałam pomysł na swoją debiutancką książkę, nie chciałam, żeby działa się w telewizji. Pierwotny pomysł to było to, że kobieta spotyka dorosłego syna swojego nieżyjącego kochanka i rozpoczyna się gra pomiędzy nimi. Członkowie grupy namówili mnie, żebym to osadziła w środowisku show biznesu i mediów. Długo się przed tym broniłam, ale na szczęście moja głowa zawsze była i jest otwarta na rozsądne argumenty. Nie żałuję, ze posłuchałam innych, ale od razu dodaję, że moja powieść nie ma klucza ani tym bardziej nie jest dla mnie sposobem na odreagowanie wszystkiego złego, co mnie spotkało w telewizji. Każda z postaci to konglomerat osób, które poznałam. Stella ma pewne moje cechy, ale przyrzekam, że bardzo się różnimy. Nie chciałam pisać swojej autobiografii, bo kogo by to interesowało, a poza tym dla mnie to nie byłoby twórcze wyzwanie.


ejotek: Rozpoczynając pracę nad spisaniem losów dziennikarki Lerskiej wiedziała Pani szczegółowo co ją spotka i jaki będzie finał czy może bohaterka „pomagała” w tworzeniu swej historii i namieszała w trakcie?
AM: Wiedziałam skąd wyrusza Stella i dokąd ma dojść, ale w pewnym momencie ona stała się mocną postacią jak i inni bohaterowie mojej książki, więc trochę mi się stawiali . Bardzo ciekawe doświadczenie, dzięki któremu polubiłam ich mocniej.


ejotek: Mogłabym długo tak jeszcze pytać, bo jest Pani ogromnie intrygującą i ciekawą osobą, ale ograniczę się do 3 pytań, które mnie najbardziej intrygują. Kiedy możemy spodziewać się trzeciego tomu?
AM: Postaram się, żeby był najszybciej jak to będzie możliwe. Boję się jednak mówić o konkretach, bo tak mam, że jak o czymś powiem głośno (lub napiszę), to potem się to nie udaje.



ejotek: Czy pojawi się w nim moja ulubienica – papuga? :)
AM: Żakuszka jest już od pierwszego rozdziału trzeciego tomu.



ejotek: A jakie ma Pani marzenia?
AM: Pracować do śmierci :) a poważnie znaleźć swoje miejsce w gronie ludzi piszących książki i scenariusze do seriali czy filmów. Chciałabym mieć duże grono życzliwych odbiorców, którzy chętnie dzielą się ze mną swoimi opiniami o moim pisaniu. Mam w głowie mnóstwo pomysłów i wierzę, że Los dla mi możliwość ich realizacji.


ejotek: Życzę zatem spełnienia wszystkich marzeń jednocześnie ogromnie dziękuję za poświęcenie mi czasu i odpowiedź na tak wiele pytań.
Teraz czas na odpowiedzi na pytania uczestników konkursu, na które zdecydowała się Pani odpowiedzieć. Są to jednocześnie osoby, które wygrywają "Zemstę na ekranie"! :)


Monika
Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju?
AM: Jeśli trafiłabym do Raju, to byłabym szczęśliwa z samego faktu i nic już bym nie musiała słyszeć. Gdyby miały dotrzeć do mnie jakieś dźwięki to niech to będzie Oda do wolności.


Martucha
Czym dla Pani jest SŁOWO?
AM: Słowo jest skarbem, który dostalismy od Losu. Od nas zależy jak ten skarb wykorzystamy. Dlatego nie rańmy się słowami, a raczej używajmy ich tak, by dawały innym ukojenie, a czasami szczęście.


AM: Bardzo dziękuję za WSZYSTKIE pytania. Proszę pozostańmy w kontakcie. Podzielcie się ze mną swoimi opiniami o moich książkach, pisząc je pod adresem wydawnictwo@melanż.com.pl (w temacie dla Anny Mentlewicz) lub na stronę lubimyczytać.pl Nie ma twórczości bez odbiorców, dlatego każda z Was jest dla mnie ważna i wyjątkowa. Mam nadzieję, że ten konkurs to początek czegoś niezwykłego między nami. Kłaniam się nisko Anna Mentlewicz



ejotek: Raz jeszcze dziękuję Pani Annie za podzielenie się wiedzą i doświadczeniem oraz nowinkami ze świata telewizji.
Monika, Marta - Wam dziewczyny gratuluję! Proszę Was o potwierdzenie czy adresy się nie zmieniły :)