Strony

piątek, 29 kwietnia 2016

Gabriela Gargaś "Tylko Ty"




Autor: Gabriela Gargaś
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: luty 2016
Liczba stron: 376









Z twórczością autorki miałam okazję spotkać się tylko raz, przy okazji lektury "Pośród żółtych płatków róż", choć wiem że inne powieści są wielbione przez czytelniczki, nawet bardziej niż wspomniany tytuł. Ja oceniłam ją jako rewelacyjną, choć teraz - po przeczytaniu "Tylko Ty" widzę, że popełniłam błąd i zawyżyłam nieco ocenę. Dlaczego? Tak zachwyciła mnie niniejsza powieść.... Po prostu.

Autorka w "Tylko Ty" przeplata ze sobą losy dwóch kobiet, przyjaciółek jeszcze z czasów liceum. Które - z wyjątkiem jednego epizodu, który na jakiś czas je poróżnił - zawsze i o każdej porze mogą na siebie liczyć. Że zostaną wysłuchane, mają komu się wypłakać, wyrzucić smutek i żal nagromadzony w sercu i duszy. Że nie zawsze zostaną pogłaskane po główce, tylko usłyszą prawdę lub bolesną czasami radę.

Paulina kochała Radka, z wzajemnością. To była szkolna, ale szaleńcza i ogromna, prawdziwa i radosna miłość. Młodzi świata poza sobą nie widzieli. Jednak on marzył, by zostać lekarzem i planował wyjazd za ocean. W chwili gdy Paula żegnała go na lotnisku była w ciąży. Jednak postanowiła nic mu nie mówić, bo to zniszczyłoby jego karierę, jego marzenia. Paula zamierza po prostu czekać. Jak wyglądało jej samotne macierzyństwo? Czy nastoletnia mama poradziła sobie z maleńkim dzieckiem? Na kogo mogła liczyć? A może znalazła mężczyznę, z którym wychowuje córkę?
Mija dziewiętnaście lat... i pewnego dnia Paulina spotyka Radka w supermarkecie... Czy dawna miłość odżyje? A może to co było i minęło już nie ma szans na powrót? Czy to spotkanie będzie miało jakiś ciąg dalszy? Jakie będą ich relacje kiedy prawda wyjdzie na jaw? Wszak w tym czasie ich życie toczyło się innymi, jakże różnymi torami...

Ewa jako dwuletnia dziewczynka została adoptowana. Od małego rodzice adopcyjni tłumaczyli jej, że nie jest ich własną córką, by nie doznała szoku w wieku -nastu lat uświadomiona przez "życzliwych". Jednak Ewka, chyba jak większość przysposobionych dzieci, poszukuje prawdy o swoim pochodzeniu i odnajduje biologiczną matkę. Co wyniknie z tego spotkania?
Teraz Ewa boryka się z trudnościami zajścia w ciążę. To jej marzenie numer jeden, do którego dąży całą sobą i tylko na tym pragnieniu się skupia. Każde kolejne poronienie boli, mąż zaczyna się irytować... Czy Ewka pomyśli o adopcji? Czy wezmą pod uwagę takie rozwiązanie? to jednak duża odpowiedzialność, by zdecydować się kochać tak naprawdę dzieci z obcym DNA... Nigdy nie wiadomo co prawdziwi rodzice przekazali im w genach...


Co spodobało mi się w powieści? Już pomijając fakt, że obie przyjaciółki uwielbiają czytać a Paula kupuje po trzydzieści książek miesięcznie? :)

Narracja jest prowadzona naprzemiennie - raz z punktu widzenia Pauli, raz Ewki. Rzadko, ale narratorami są również Radek, Michał czy Małgorzata, co bardzo pozytywnie wpływa na odbiór całej historii.

Autorka duży nacisk położyła na relacje międzyludzkie: między małżonkami, rodzicami a dziećmi, dziećmi i dziadkami... Bardzo wnikliwie przedstawiła jaki wpływ mają na siebie kolejne pokolenia, czy potrafią sobie pomóc, wysłuchać, czy tylko krytykować. Wskazuje jak ważne jest mówienie prawdy, bowiem zatajanie jej może niszczyć życie całego kręgu ludzi. Najbardziej jednak została uwypuklona miłość macierzyńska. Nie została potraktowana powierzchownie, nie została wyniesiona na piedestał z adnotacją, że wszystko jest wtedy piękne a dziecko pachnie mlekiem i ma przesłodkie maleńkie stópki. Owszem, wspomniała o tym Ewka, ale w chwili gdy nie miała dzieci i pojęcia o tym, jak to wygląda w praktyce. Bo praktyka to coś zupełnie innego od teorii... Praktyka to nieprzespane noce, monotonność, brak kontaktu z ludźmi, niechęć do zrobienia czegokolwiek z sobą - wystarczy przecież naciągnięty dres, byle jak spięte włosy a na makijaż nie ma sił i motywacji. Każda matka kocha dziecko, ale przychodzi taki moment, że potrzebuje wytchnienia... Bo oczywiście można czytać sto razy tą samą bajkę, grać w tą samą grę czy śpiewać te same piosenki, tylko dlatego, że maluchowi sprawia to radość, nawet jeśli nie do końca mamy na to ochotę (prawda mamy?) a w podziękowaniu dostajemy rysunek ze swoją koślawą podobizną...


Ważnym tematem w "Tylko Ty" jest też adopcja, to jakby nie było również pewien aspekt macierzyństwa (książka pokazuje cały proces adopcyjny, jak wygląda i czego się można spodziewać, oprócz stresu...). Autorka zadaje szereg pytań, z którymi muszą się zmierzyć Ci, którzy zamierzają adoptować, już to zrobili lub myślą o takim rozwiązaniu. Czy rodzicem jest ten kto urodził czy ten kto wychował dziecko? Kiedy powiedzieć maluchowi prawdę? Czy pozwolić na spotkanie z biologicznymi rodzicami?

Nasze życiowe wybory są trudne. Chwilami nawet bardzo. Jednak podjęte decyzje sprawiają, że życie się zmienia. A zmiany powodują z kolei, że rzadko kiedy może być tak, jak było dawniej. Dlatego musimy uważać na to co mówimy lub czego nie mówimy. Musimy brać pod uwagę nie tylko dobro i uczucia swoje, ale i bliskich nam osób. Doskonałym przykładem jest tutaj Paulina, która decyzją podjętą w wieku osiemnastu lat tak bardzo namieszała. Którą skrzywdziła nie tylko siebie, którą odebrała szanse na normalność. Którą zdecydowała za innych.

Powieść mną wstrząsnęła. Mimo faktu, że bohaterki chwilami mnie irytowały, wciąż zapijały smutki i problemy alkoholem, że Ewa nie zwracała uwagi na bliskich ludzi, że Paula sama nie wiedziała czego chce w relacji z Radkiem, to historia mnie uwiodła. Uwiodła, wzruszyła i ... się skończyła. Jeśli ktoś na początku książki sądzi, że jest nudna proszony jest o cierpliwość, bowiem fabuła się rozwija, bohaterowie przedstawieni nie tylko w teraźniejszości, ale i cofnięci w czasie pokazują co wpływało na ich życie i decyzje. Lektura wycisnęła ze mnie łzy, ale i zmusiła do rozmyślań co ja zrobiłabym na ich miejscu. Jak bym postąpiła? Nie mogę zgadzać się z ich wyborami lub nie, bo klamka zapadła a to nie moja powieść, ale mogę powrócić do tej historii choćby za kilka dni, bowiem już same nazwy trzech kolejnych jej części - Wiara, Nadzieja i Miłość - niosą przesłanie.


Podsumowując, chcę raz jeszcze wskazać Wam tę książkę jako obowiązkową lekturę nadchodzących letnich, urlopowych miesięcy. Porusza bowiem wiele ważnych tematów i pokazuje, że decyzje raz podjęte rzutują na naszą przyszłość i to w ogromnym stopniu. Nie zawsze zresztą szczęśliwie. Miłość sprzed lat, stosunek ludzi do adopcji oraz miłość matki - najważniejsza ze wszystkich odcieni miłości - to właśnie znajdziecie w powieści. Gorąco polecam, bo przecież są takie chwile, które pozostają w naszych sercach i duszach na zawsze!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze z


czwartek, 28 kwietnia 2016

Brittainy C. Cherry "Art & Soul"





Tytuł oryginalny: Art & Soul
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 392










W styczniu nastąpiło wielkie BUM! To był dźwięk obwieszczający moje spotkanie z twórczością Brittainy C. Cherry i jej książką "Kochając pana Danielsa". Powieść mnie zauroczyła, rozkochała, uwiodła i ... wiedziałam, że "Art & Soul" to obowiązkowa pozycja na mojej liście czytelniczej. Czy i tym razem usłyszałam wielkie BUM?

Aria ma szesnaście lat i wraz z rodzicami i trójką rodzeństwa mieszka w Wisconsin. Jej ogromną pasją jest plastyka a tworzone abstrakcyjne obrazy wyrażają jej emocje. Najlepszym przyjacielem Arii jest chłopak z sąsiedztwa - Simon, do którego dziewczyna może pójść nawet w środku w środku nocy, gdy czuje potrzebę rozmowy. A jej sytuacja życiowa rzeczywiście tego wymaga... ponieważ nastolatka jest w ciąży. Potwierdziły to cztery testy co powoduje, że dziewczyna nie może spać w nocy, gdyż zdaje sobie sprawę co ją czeka, gdy o tym fakcie dowiedzą się rodzice i koledzy ze szkoły. Na dodatek Aria uparcie chroni ojca swojego dziecka i sama chce podejmować decyzje z nim związane. Czy zdecyduje się urodzić i zatrzymać maleństwo?

Levi przyjechał do Wisconsin z Alabamy. Ma siedemnaście lat i zamierza rozwikłać zagadkę dotyczącą swojego ojca, który przestał się z nim kontaktować w chwili, gdy chłopak miał jedenaście lat. Co zastanie w domu taty? Czy po tak długim okresie milczenia będą potrafili znaleźć wspólny język? Jak w tej sytuacji odnajdzie się mama Levi'ego, która została w Alabamie? A czy sam Levi zaaklimatyzuje się w nowej szkole? Pasją chłopaka jest muzyka, głównie gra na skrzypcach a znakiem rozpoznawczym niebieskie trampki oraz uwielbienie do piwa korzennego i oksymoronów. Słynie też z wymyślania matematycznych żarcików, które wywołują szczery śmiech Arii - towar jakże deficytowy.

Ciężarna dziewczyna i chłopak z rodziny po przejściach. Co i ich zatem łączy? Czy tylko karmienie jelenia o świcie? Powodem dla którego mieli okazję bliżej się poznać jest szkolny projekt "Art&Soul", lecz co będzie dalej...? Czy ta dwójka zostanie przyjaciółmi? Na ile będą potrafili wspierać się w obliczu narodzin i śmierci? W sytuacji, kiedy trzeba podejmować poważne, dorosłe decyzje a oni - jakby nie było - mają dopiero po -naście lat...

Brittainy C. Cherry postawiła naprzeciw siebie, zranionych i w pewien sposób oszukanych przez życie, los czy innych ludzi, uzdolnionych nastoletnich bohaterów. Aria jest postrzegana jako dziewczyna, która się nie uśmiecha a jeśli już to jej oczy nadal pozostają smutne. Dlaczego tak się dzieje? Czy jest coś, co może odwrócić ten proces zapadania w czeluście rozdrażnienia, złości i frustracji? Po drugiej zaś stronie jest Levi, chłopak który musi zmierzyć się z odrzuceniem, ale i losem stawiającym przed nim trudne zadanie - decyzję, któremu z rodziców ma pomóc... Nastolatek stara się też zbliżyć do Arii i wesprzeć ją w jakże nietypowych dla szesnastolatki okolicznościach. Zwłaszcza, że potrafi rozróżnić jej emocje po zachowaniu, wie co oznacza przygryzanie wargi, ale zdaje sobie też sprawę, iż dotyk jest niewskazany.

Gdybym nie widziała na okładce nazwiska autorki to już po samej konstrukcji powieści i pięknym stylu, byłabym w stanie bezbłędnie je wymienić. "Art&Soul" jest bowiem napisana w bardzo podobny sposób jak "Kochając pana Danielsa". Jest dwójka młodych bohaterów, z których jedno jest nowe w środowisku gdzie toczy się akcja, każde ma swoje pasje i pragnienia, ale i trudne wybory na życiowych drogach. Aria i Levi dzielą się naprzemiennie narracją, dzięki czemu znamy punkt widzenia obu stron, ich myśli, spostrzeżenia i marzenia, nawet te najskrytsze. 
Autorka już samym stylem mnie uwodzi, jej porównania czy określenia powodują ciarki na plecach i sprawiają, że unoszę się w poezji jej słów (przykład - "Wyglądał tak, jak brzmi szept" s. 47).

Najtrafniej określiłabym powieść jako zbiór kontr. Kontra dotyczy nie tylko bohaterów i ich decyzji, ale również rozsądku i serca. Którego głosu posłuchać? Którym się kierować? Uwierzcie, że nie zawsze będzie to takie oczywiste. W książce zostało poruszonych sporo spraw, które wymagają rozstrzygnięć. Aria, Levi, Simon, Abigail to czwórka młodych ludzi, których czekają najtrudniejsze życiowe sprawdziany. Czy zdadzą je z wynikiem samozadowalającym? Jedno jest pewne - nawet w tłumie ludzi można odczuwać samotność a oni tego nie chcą, chcą otworzyć się przed drugą osobą, chcą poczuć siłę przyjaźni (lub miłości) i nie musieć udawać.

Podsumowując rozważam czy jest sens przekonywania Was do czytania książki, która wzrusza, zaskakuje, dotyka najczulsze miejsca. Dlaczego? Kto czytał "Kochając pana Danielsa" w ogóle nie powinien się nad tym zastanawiać - to lektura obowiązkowa (choć jednak to Daniels bardziej mnie w sobie rozkochał). Kto uwielbia literaturę z gatunku New Adult też powinien wpisać twórczość autorki na listę. Aż wreszcie Wy - miłośnicy obyczajówek z głębią emocji, uczuć i wrażeń ukrytą w pięknych słowach - to jest naprawdę wisienka na szczycie czekoladowego tortu i ja polecam po nią sięgnąć.




P.S. Już poza recenzją - rozbawił mnie błędzik na stronie 358, gdzie napisano o 32 miesiącu ciąży Arii :)


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Oldze z


środa, 27 kwietnia 2016

Izabella Frączyk "Siostra mojej siostry"




Autor: Izabella Frączyk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2015
Liczba stron: 352










Mam ostatnio szczęście do książek z Prószyńskiego, których akcja częściowo toczy się w Bieszczadach. To w ramach przygotowań do wakacji chyba, choć w góry się nie wybieram. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Izabelli Frączyk - przekonajcie się jakie są moje wrażenia.

Czasami, czy to w życiu czy w literaturze bywa tak, że dopiero czyjaś śmierć powoduje wypłynięcie na światło dzienne tajemnic sprzed lat. Ktoś taki pozostawia wtedy nie tylko ból w sercach bliskich, ale i szkatułki czy listy z zagadkami przeszłości. Pragnie się oczyścić, choćby pośmiertnie, pragnie odkupić winy, naprawić wyrządzone zło. Tylko czy bez jego obecności to jest jeszcze możliwe? Czy Ci, którzy pozostali przy życiu dobrze wykorzystają daną im szansę na zacieśnianie więzów krwi? Czy potrafią wybaczyć? Albo choćby zrozumieć?

Hanka ma dwadzieścia siedem lat i mieszka w starym domu w bieszczadzkiej wiosce na końcu świata. Jest zwyczajną dziewczyną, która w poszukiwaniu źródeł utrzymania prowadzi aktualnie budkę z goframi. Jednak deszczowa aura powoduje, że Hanka przelicza jedynie straty jakie poniesie w tym sezonie. Podejmuje też decyzję, że powróci do malowania (talent odziedziczyła po matce, po ojcu nie wiadomo co, ponieważ jest owocem miłości matki z żonatym mężczyzną) i może na sprzedaży obrazków choć na życie zarobi.
I nagle któregoś dnia - niespodziewanie burząc tą spokojną i poukładaną codzienność - przed jej domkiem zjawia się znana telewizyjna prezenterka (choć Hanka o tym nie wie, ponieważ nie posiada wynalazków techniki)....

...Kaja. To kobieta tuż przed trzydziestką, znająca kilka języków obcych, przebojowa, elegancka, ale również podła i bezwzględna. Otoczona luksusem nie zauważa, że wokoło pełno jest zawiści i każdy kto tylko będzie miał okazję, wykorzysta ją by zniszczyć Kaję.
Jej matka wiele lat temu uciekła za granicę i dziewczynkę wychował ojciec. Jednak teraz zmarł pozostawiając Kai i swojej teściowej (która zawsze stała nie po stronie swojej córki a właśnie zięcia) list, w którym zdradza swoje grzeszki z przeszłości.
Jak Kaja zareaguje na te nowinki?
A jak ustosunkuje się do nich Hanka?
Co wyniknie ze spotkania dwóch młodych kobiet, które z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego, a które los postanowił połączyć w nierozerwalny sposób?
Jakie psikusy jeszcze im przygotował?
Czy przyrodnie siostry znajdą wspólny język? Czy może nie będą mogły lub chciały nadrobić straconych lat, wszak dzieli je życiowa przepaść....

"Siostra mojej siostry" to jedna z książek o Kopciuszku. Jest bogata siostra i biedna siostra. Bogata jest rozpieszczona, rozkapryszona, przekonana o swojej (jakże wysokiej) wartości. Jednak jak każdy skrywa wiele na dnie duszy... Zaś biedna siostra ma dobre serce dla ludzi i zwierząt, uwielbia czytać książki, ogromnie jest dla niej ważna przyjaźń z Agnieszką. W wyniku błędów innych, Hanka z prowincjonalnej dziewczyny z budki z goframi przeistoczy się w kobietę biznesu, obracającą się w świecie celebrytów, milionerów, drogich samochodów i wystawnych przyjęć, koło której kręcą się przystojni mężczyźni. Tylko czy to odpowiedni dla niej świat? Jak długo będzie w stanie się utrzymywać "na fali"? Czy prawidłowo odczyta panujące tam zasady, zwłaszcza te niepisane? Czy "szoł biznes" stolicy to jej plan na przyszłość? I w którym przystojniaku znajdzie miłość życia? A uwierzcie, że nie będzie to takie oczywiste!

Powieść Izabelli Frączyk to bardzo lekka, przyjemna, ale i - pomimo prostoty i braku górnolotności czy też kilku drobnych błędów - zaskakująca lektura. Autorka pokazała co może wyniknąć ze zderzenia dwóch jakże odległych a wręcz przeciwstawnych światów. Zwróciła naszą uwagę na to, co w życiu ważne a nie zawsze warto iść po trupach do celu, tyle że wyznawcy tej zasady nie zważają na późniejsze konsekwencje. W powieści nie wszystko jest tak poważne i sztywne, bowiem Frączyk zadbała też o odpowiednią do sytuacji dawkę humoru. Nieco bajkowa (jak wspomniałam wcześniej to trochę schemat historii Kopciuszka), ale wielbiciele typowych obyczajówek będą zadowoleni ze spędzonego w objęciach tej książki czasu. Każdy czytelnik może sam zdecydować, która z sióstr wzbudzi jego większą sympatię. To dobra powieść, w sam raz na taki deszczowy dzień jak dziś...





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki

wtorek, 26 kwietnia 2016

Grażyna Jeromin-Gałuszka "Długie lato w Magnolii"




Autor: Grażyna Jeromin-Gałuszka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2014
Liczba stron: 397
Cykl: Magnolia tom 2



Czytanie książki polecam po lekturze tomu 1 - "Magnolia"





Miesiąc temu miałam okazję przenieść się w Bieszczady, tak literacko, gdzie za sprawą powieści Grażyny Jeromin-Gałuszki "Magnolia" poznałam pensjonat o tej nazwie skupiający nietuzinkowe osoby. Teraz udałam się w podróż z sentymentem, by pozaglądać co w znanych już kątach słychać. Byłam też ciekawa jak potoczą się losy bohaterów, po jakże spektakularnym zakończeniu tomu pierwszego. Czy był to mile spędzony czas?

Maurycy Murawski jest autorem powieści kryminalnych, który pewnego dnia przypadkiem trafia do pensjonatu Magnolia, bowiem zamierza zjeść obiad a i nocleg mu potrzebny. W Bieszczady zaprowadziło go silne pragnienie odnalezienia miejsca, będącego inspiracją do dwóch pierwszych książek (które to zresztą były najlepszymi w jego dorobku). Miejsce to uwiecznił kilkanaście lat temu na fotografii, która stała się później okładką pierwszego kryminału "Twarz mordercy". Czy uda mu się odnaleźć utraconego natchnienie po tylu latach? Wszak sam dokładnie nie wie gdzie zrobił to zdjęcie...

Kobiety, które Maurycy zastał w Magnolii były dla niego po prostu rzeczywistością, w którą musiał (lub nie) się wpasować. Nie miał zamiaru ingerować w to co się tam działo... A kto zna tom pierwszy wie, że każda pojawiająca się w danej sytuacji osoba wnosi z chwilą pojawienia nową historię, skandal czy tajemnicę. Czesia, Doris, Marlena, Tuśka, Józefina, Olga a nawet Marek czy Zenek to znane nam już postacie, których losy autorka przypomina w ramach wprowadzenia w temat Maurycego. To głównie trzynastoletnia Tuśka, która jest zafascynowana tak bliskim kontaktem ze znanym pisarzem, pełni rolę gawędziarza i wprowadza go w przeszłość pozostałych osób, włącznie z historią Luizy i Rudolfa.

W pewnym momencie lektury okazuje się, że cała opowieść jest próbą wyjaśnienia pewnych wydarzeń na komisariacie policji, gdzie kilku mężczyzn spędza wiele godzin. Dopiero wtedy czytelnik zaczyna rozumieć, że to co miał okazję poznać dotychczas to jedynie fragmenty rozmów prowadzonych z komendantem Miśkiewiczem. Do jakich wniosków dojdą zatrzymani? Jak skończy się ten wątek? Powiem jedno - niespodziewanie!

Ciekawym elementem fabuły jest historia morderstwa sprzed kilkunastu lat, kiedy to na Wzgórzu Wilków zostaje zastrzelona młoda kobieta - Lenka Sikorówna a jej dwuletnia córeczka znika bez śladu. Policji do tej pory nie udało się ustalić co się wtedy wydarzyło... Czy dziewczynka żyje? Odkryjcie na kartach powieści tę tajemnicę... Przekonajcie się, że czasem jedno, z pozoru nic nie znaczące wydarzenie, nie mające związku z interesującą nas sprawą, może odmienić czyjś los, przesądzić o być lub nie być...

Moje pierwsze chwile z lekturą - przyznaję szczerze - były ogromnym rozczarowaniem. Początkowe sześćdziesiąt stron to był czas stracony, kiedy to - co rzadko mi się zdarza - po prostu zasypiałam w trakcie czytania i budził mnie... trzask zamykającej się książki. Z całą stanowczością uważam, że pierwsza setka mogłaby spokojnie być skompresowana, ponieważ ogromnie nudziło mnie powtarzanie historii bohaterów, które znałam już z tomu pierwszego. Dodatkowo nie działo się zupełnie nic, co zainteresowałoby mnie i wciągnęło w przeżywanie wydarzeń.

Ale przetrwałam początek, jakoś go przemęczyłam... Dlaczego? Liczyłam na rozkręcenie się akcji i fenomenalne zakończenie (jak w tomie pierwszym). Czy było warto?
Wielokrotnie pisałam, że są polskie autorki które mogłabym określić w krótki, ale charakterystyczny sposób: Witkiewicz to mistrzyni pozytywnych finałów Lingas-Łoniewska - dilerka emocji, Mirek jest od ciepłych historii. A jak określiłabym Jeromin-Gałuszkę? Maestro zaskakujących zakończeń.

Nie sądzę, by ktokolwiek mógł przypuszczać na początku czy nawet w środku powieści, co przygotowała nam autorka. 
Owszem, są kontynuowane losy bohaterów, pojawia się kilka zaskoczeń w sprawie Luizy i Rudolfa czy małżeństwa Marleny...
Owszem, ojciec obecnego komendanta wciąż drąży sprawę zaginionej córki Lenki, która zresztą mocno mnie wciągnęła, bo przejęłam się losem dwulatki. Tylko czy jestem usatysfakcjonowana jej rozwiązaniem...?
Jednak największy hit był nie do odgadnięcia! Nie zdradzę czego dotyczył, ani kogo... Pozostawię Was ze świadomością, że po prostu trzeba sięgnąć po "Magnolię" a potem po "Długie lato w Magnolii", by przekonać się o słuszności mojego określenia autorki mianem maestra zaskakujących zakończeń. Nie spodziewałam się, że ta historia do tego zmierza, bowiem nic tego nie zapowiadało. 
Dziś nie będzie podsumowania, wszystko już ujęłam powyżej. Polecam!



"Magnolia"
"Długie lato w Magnolii"
"Bardzo długie przebudzenie"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Cztery pory roku, 52 książki

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Adam Kozanecki "Gotowanie jest super!"



Autor: Adam Kozanecki
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 13 kwietnia 2016
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda










Bardzo lubię oglądać programy kulinarne, emitowane w polskiej telewizji. A jest przecież w czym wybierać. Choć ja nie wybieram, tylko oglądam ich kilka, mimo że sama nie mam takich zdolności. Nawet dzieciaki z MasterChef Junior mnie zaginają :) Dorosłą wersję tegoż programu oglądałam od pierwszej edycji (znam tylko polską produkcję). Dlatego mając w pamięci ostatni finał postanowiłam zapoznać się z książką Adama Kozaneckiego, który wprawdzie przegrał z Damianem Kordasem, ale zapisał się w świadomości telewidzów jako wielbiciel rodzinnego Uniejowa oraz uśmiechnięty i pozytywnie podchodzący do życia człowiek.

Autor miał w programie ksywkę "bażant" i to właśnie ten ptak jest drugim bohaterem tej książki, widzimy go w miniaturze na wklejce, widnieje przy numerach stron a tuż przed Przedmową dzieli fotografię z Adamem. Oprócz wspomnianej Przedmowy (z której dowiadujemy się o tradycjach kulinarnych w rodzinie autora, jego dzieciństwie oraz regionie i wyróżniający się członkach rodzony) możemy przeczytać bardzo ciepłe Podziękowania, by zaraz potem dać się uwieść zapachom płynącym z kolejnych sześciu części tej pozycji: "O poranku", "Zupy", "Przy stole", "Surówki, sałatki, dodatki", "Desery" oraz "Z domowej spiżarni".

Co Adam serwuje na śniadanie? Razowe grzanki z mozzarellą i szybką peperonatą, chleb z własnego wypieku, jajka w kilku odsłonach, koktajle warzywne oraz pasty. Moją uwagę zwróciła Świeżo zielona pasta drobiowa, z wykorzystaniem ugotowanego drobiu z zupy, jajek, jabłka i kaparów (i jeszcze kilku innych i tak naprawdę to nie znam z tego zestawu tylko kaparów, nie miałam okazji nigdy ich jeść ani używać).

Świeżo zielona pasta drobiowa


Jeśli udamy się do Kozaneckiego na obiad to możemy spodziewać się ogromnego wyboru zup a każda z nich pobudzała moje kubki smakowe już tylko na widok sfotografowanych dań. Najchętniej sięgnęłabym po Kapuśniaczek Basi na żeberkach wieprzowych, Krem z pieczonych papryk z pulpecikami z cielęciny czy Bulion uniejowski, ale Czarna polewka z galaretką z gruszek czy Kwaszonka też brzmią cudownie!

Kapuśniaczek Basi na żeberkach wieprzowych


Jeśli w tym momencie myślicie, że macie trudność z wyborem to jesteście w błędzie, ponieważ dopiero proponowane dania główne sprawiają, że nie wiem na co się zdecydować... Uwielbiane przeze mnie gołąbki (tu w pomidorach), Gęsia wątróbka z karmelizowaną gruszką i szałwią czy może Rolada z bażanta z sosem z czerwonej porzeczki? Ale przy tak dużym wyborze mój wzrok zawiesza się przy sakiewkach, roladach, rybach, grillowanym steku i leśnym gulaszu wołowym.... Chyba spróbuję kilku dań :)

Rolada z boczku nadziewana suszonymi wiśniami


W dziale "Surówki, sałatki, dodatki" znajdziemy dania, które moim zdaniem mogą pełnić funkcję zarówno dodatku do obiadu, sałatki na letnie popołudnie lub przystawki. Są to śledzie w różnych odsłonach oraz cały wachlarz warzyw od grillowanych i zapiekanych przez pieczone aż do żywych i świeżych w składzie sałatek.

Kto ma ochotę na deser? Nie zmieści się? Musi! Nasz finalista proponuje bowiem rarytasy z wykorzystaniem owoców: tarty, budyń lub kisiel według gustu, ciasteczka, babeczki oraz naleśniki i ciasta. Ale jeśli wolicie pączki lub racuchy to też będziecie zadowoleni. Choć pełnych nazw nie cytuję z uwagi na ochronę laptopów przed ślinotokiem :P

Muchomorki - kruche ciasteczka z malinową bitą śmietaną


Na koniec naszej uczty zaglądamy do spiżarni Adama, w której pysznią się nie tylko weki z zawartością na słodko, ale i na ostro: Konfitura z pomarańczy i grejpfrutów, Konfitura z owoców agrestowych czy Konfitura z czerwonej cebulki, Marynowane gruszki, Kwaszone pomidory czy Kiszeniaki. Jest też receptura na Smalec babuni.

"Gotowanie jest super!" to nie kuchnia świata z krewetkami czy innymi egzotycznymi potrawami. To nasza polska wizja smacznego posiłku. Autor nie tylko proponuje bardzo proste a zarazem przepyszne potrawy, które z odpowiednio dobraną dekoracją zdobią kolejne strony. W całej książce znalazłam zaledwie kilka składników, których nazw nie znam. Poza nimi wszystko jest w zasięgu ręki czy kieszeni zwykłych polskich kucharek i pań domu. Adam duży nacisk kładzie na smak poprzez użycie przypraw, ziół i charakterystycznego połączenia składników.

Przy każdej potrawie znajdziemy nie tylko potrzebne składniki, dokładny opis wykonania (wraz z czasem i temperaturą pieczenia w piekarniku oraz komentarzami autora), ale również czas przygotowania i liczbę porcji. Bardzo przydatnym drobiazgiem jest sznureczek pozwalający zaznaczyć przepis, do którego chcemy szybko powrócić.
Jak efektywnie podsumować opisywanie takiej lektury? Chyba najbardziej pasującym słowem będzie: Smacznego! :)



Wszystkie ilustracje pochodzą z książki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość poznania książki
dziękuję Pani Monice z


niedziela, 24 kwietnia 2016

Wyniki szybkiego konkursu!


Hmmm... taka fajna książeczka a tak mało chętnych... Szkoda...

Szkoda mi też, że nie mam trzech sztuk, bo mogłabym nagrodzić wszystkie uczestniczki.

Ale kogoś wybrać muszę i nagrodę zdobywa....

Agnesto

której pytania najbardziej przypadły mi do gustu. Poproszę o maila z adresikiem. Gratuluję!



Przypominam również o trwającym jeszcze konkursie wiosennym - TUTAJ
Zachęcam do udziału, gdyż jak niektórzy z Was pamiętają, zbliża się maj i urodziny bloga... Zastanawiam się czy jest sens robić mega konkurs? Czy będą chętni? Pokażcie mi, że warto :)

sobota, 23 kwietnia 2016

Zielono mi, czyli literatura dziecięca na wiosnę - Kasdepke, Tyszka, Olech

Za oknem wiosna w pełni, dlatego zapraszam Was do krainy dziecięcych okładek w kolorze zielonym :) Tak, to znów idea wyzwaniowa Gry w kolory za tym stoi, ale książeczki ciekawe i chciałabym Wam o nich opowiedzieć, choćby krótko.




Autor: Grzegorz Kasdepke
Ilustracje: Piotr Rychel
Wydawnictwo: Literatura
Data wydania: 2012
Liczba stron: 192
Oprawa: twarda
Seria: Pod parasolem
Wiek odbiorcy: 3+


Najpierw istniały sobie osobno: książeczka "Kacperiada" (23 teksty) oraz "Kacper z szuflady" (18 tekstów). Jednak wydania zbiorowe mają swoje plusy - dodatkowe opowiadania - tak też jest w tym przypadku - znajdziemy ich tutaj aż pięć.
A kim w ogóle jest Kacper i co chodzi z Kacperiadą? Kacper jest kilkuletnim chłopcem (W "Kacperiadzie" jest przedszkolakiem, zaś później chodzi już do szkoły) obdarzonym niezwykłą wręcz spostrzegawczością i wyobraźnią. Jest sympatyczny, uśmiechnięty, ale i ciekawy świata przez co opisane w opowiadaniach sytuacje chwilami stają się zabawne czy groteskowe (wiadomo jakie pytania potrafią zadawać takie dzieci:)), ale zawierają też morał. W większości poszczególne historie poznajemy dzięki relacjom na linii tata-syn, co pokazuje jakie powinny być wzorce męskiej części rodziny dla małego chłopca. W różnorodnych przygodach nie zabraknie też innych członków rodziny i mamy Kacpra oraz przyjaciół.

Całość jest pięknie zilustrowana (zabawne i kolorowe obrazy), w twardej oprawie, z językiem i czcionką dopasowaną do - nawet samodzielnego czytania przez - kilkulatków. Długość poszczególnych opowiadań jest z kolei przemyślana pod kątem skupienia uwagi przez dziecko, czy to w ciągu dnia czy przed snem.



wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki

# # # # #




Autor/ilustrator: Joanna Olech
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2014
Liczba stron: 48
Wiek odbiorcy:  3-7
Seria: Czytam sobie - poziom 2 - Składam zdania


Pies Tytus świętuje pierwszą rocznicę bycia detektywem. Okazja sprzyja świętowaniu, więc przygotował tort, zaprosił też Korka, ale ten - wprawdzie przyszedł punktualnie - to jednak wyglądał niewyraźnie... Okazało się, że uroczystość trzeba przełożyć, ponieważ zaginął Zorro, brat kotka Pazurka, wielki nicpoń. Rano dostał misję, by pójść do wujenki Łapki pożyczyć kubek cukru i nadal nie wrócił a wszyscy się martwią. Detektyw rusza na poszukiwania i z pozoru nieistotne elementy otoczenia poddają mu myśl, gdzie może być Zorro. Jakie niespodziewane zakończenie czeka na małego czytelnika?

"Tytus w cyrku" to kolejna już pozycja z drugiego poziomu nauki czytania od Egmontu, którą miałyśmy okazję poznać - idealnie dopasowana do aktualnych umiejętności mojego dziecka. Sugestywne ilustracje, sylabizowanie, duża czcionka - to cechy tej książeczki. Jedynie w tym przypadku muszę "przyczepić" się do samej treści, bowiem początek historii zaginięcia kotka jest dosyć zawiły i mało interesujący dla pięciolatki, ogromnie ją zniechęcał do czytania. Dopiero od chwili, gdy detektyw dociera do małpki opowieść zaczęła ją interesować i chciała wiedzieć jak się skończy. Czy Zorro się odnajdzie i co nabroił od chwili zniknięcia? Dla kogo był Asystentem do spraw Gier i Wygłupu?



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

# # # # #



Autor/ilustrator: Agnieszka Tyszka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2011
Liczba stron: 176
Wiek odbiorcy: 10-14
Seria: Ze sprężynką



Julianna ma piętnaście lat i konkretne marzenia: chce ratować ginące gatunki i zwiedzić Barcelonę. Dziewczynka bardzo nie lubi swojego imienia, choć nie zdaje sobie sprawy, że wiąże się ono z przeszłością jej rodziny, o której ani ona ani jej mama nie mają pojęcia. Jak każda nastolatka ma swoje pasje, ciekawe życie szkolne (zwłaszcza lekcje polskiego), "księżniczkowe" koleżanki w klasie i przyjaciółkę Balbinę. Jednak jak domek z kart jej rzeczywistość nagle runie weryfikując jej codzienność i plany, bowiem rodzice przygotowali niespodziankę - rozwód. Na dodatek mają już nowych partnerów...

Książka jest doskonałym materiałem dla nastolatek stojących w obliczu rozwodu rodziców. Autorka doskonale odzwierciedliła uczucia Julianny, jej stosunek do nowej sytuacji i pokazała czym ratuje się dziewczyna, by móc na spokojnie to sobie poukładać.
Od trudnego tematu skutecznie odciąga jej myśli babcia Balbiny - osiemdziesięcioletnia Henia i jej szalone pomysły oraz sny o dziewczynce w sukience ze ścinków.
Niewielkich rozmiarów lektura a dostarcza wielu mądrych rad, pokazuje różne aspekty miłości, sprawia że zaczynamy wierzyć w zbiegi okoliczności albo nutkę magii w naszym życiu. Niby książka dla nastolatek ale ja swojego czasu nie żałuję i polecam również dorosłym.



 wyzwania: Cztery pory roku, Gra w kolory II, 52 książki

piątek, 22 kwietnia 2016

Inka Vigh "Książka do bazgrania. Oko w oko z potworami" - przedpremierowo



Tytuł oryginalny: Das mutige Kritzelbuch
Tłumaczenie: Małgorzata Słabicka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: planowana na 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 144
Wiek odbiorcy: 6-10









Moja pięciolatka już na stałe wpisała się w mój rytm recenzencki i dzielnie zajmuje się "swoją działką" :) Jak tylko widzi duże koperty lub pudełka to już liczy na zawartość dla siebie, potem widać radość na buzi podczas pierwszego kontaktu, czyli oglądania a potem... Potem to sama mi mówi, żebym zrobiła zdjęcia danym dziełom i pyta czy już opisałam, bo chce zabrać książkę na swoją półeczkę.

Niniejsza książeczka zburzyła nieco jej dotychczasowy plan działania, ponieważ już na początku powitała ją strona z czarodziejskimi i magicznymi zaklęciami. To niezwykłe, gdy dziecku bije się brawo za samo otworzenie książki i to ją nieco zbiło z tropu... Zresztą zobaczcie sami:


Na czym polega magia odrysowanej dłoni? Otóż ma ona dodać dziecku odwagi podczas obcowania z potworami. Po odrysowaniu dłoni należy bowiem przyłożyć tam rękę, w drugiej trzymać pluszaka i wymówić zaklęcie! No które dziecko nie poczuje niesamowitego klimatu?? :) Zwłaszcza, że te czynności (przyłożenie dłoni, trzymanie pluszaka i wymówienie zaklęcia) należy powtarzać za każdym razem, gdy sięgamy po zadania. Moja córa dzielnie się trzyma tego rytuału :)

Ale przejdźmy dalej...
Książeczka jest czarno-biała. Nie znajdziemy w niej dosłownie żadnego koloru, poza tymi dwoma. Wzbogacenie jej kolorami należy do małego pogromcy potworów, który ma tworzyć tatuaże, łączyć w pary owady, szukać różnic, łączyć kropki, ale przede wszystkim rysować same potwory lub dorysowywać im niektóre elementy.

Przeganiamy chmurę burzową tęczą :)


dokończ potwora i nadaj mu imię (sądząc po pomyśle córy wnioskuję, że jest zza granicy)

dorysuj trzy głowy czterogłowemu smokowi

Więcej potworów nie fotografowałam... bałam się. Żartuję, nie chcę Wam psuć zabawy z samodzielnego odkrywania kolejnych stworów, gryzmolaków, błotomordków, paszczochłonów, zgryźlaków i innych paskudztw.
Zwłaszcza, że sami możecie stać się jednym z nich, jeśli przygotujecie sobie maskę na bal:


W ostatniej chwili zdążyłam zrobić zdjęcie, w tej chwili maska już została wycięta i jest w użyciu!


Niniejsza publikacja jest podzielona na cztery części. Trzy pierwsze części są zakończone informacją, że dziecko ukończyło kolejny poziom odwagi i zdobyło trofeum (wkleja się je w specjalnie przygotowanym miejscu), zaś po części czwartej na małego pogromcę czeka dyplom! A jak wiadomo, nagrody i dyplomy motywują.

Książeczka jest bardzo oryginalna, pomysłowa i wzbudza w dziecku nie tylko potrzebę bycia odważnym (choć ciekawa jestem jak to przełoży się na realne życie...), ale również uczy spostrzegawczości, kreatywności i rozwija sferę manualną, gdyż zawiera - oprócz zadań z rysowaniem czy też bazgraniem - pomysły na stworzenie potwora z makulatury lub skarpetki, wiszący nietoperz (którego wystarczy wyciąć) ma chronić i strzec a zabawa przedmiotami o różnych kształtach i gabarytach w pobliżu źródła światła ma udowodnić, że cień na ścianie to nie potwór.

Mimo swojej potworności, postacie z tej lektury nie przerażają - przynajmniej nie moją pięciolatkę - a mają przybliżyć świat wyobraźni. To twórcza książeczka, która niewątpliwie będzie świetną rozrywką w opozycji do standardowych kolorowanek czy łamigłówek. Najbardziej polecam ją dzieciakom powyżej lat pięciu, gdyż młodsze jednak mogą się przestraszyć.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki

Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość poznania książeczki 
dziękujemy Pani Dagmarze z


czwartek, 21 kwietnia 2016

Tydzień do końca konkursu!

Wczoraj ukazała się moja recenzja książki "Bez czci i bez wiary" Elżbiety Wardęszkiewicz.

Kto ma ochotę stać się posiadaczem tegoż tytułu a jeszcze się nie zgłosił do konkursu, ma szansę, bowiem czekam jeszcze do północy 28 kwietnia!!!

Aż 3 nagrody czekają!

Gdzie można się zgłosić? TUTAJ

Zachęcam! Nie trzeba znać treści książki "Klucz", by móc dobrze odebrać niniejszą powieść.

środa, 20 kwietnia 2016

Elżbieta Wardęszkiewicz "Bez czci i bez wiary"




Autor: Elżbieta Wardęszkiewicz
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 534




Choć jak zawsze polecam czytanie tomów w kolejności, czyli najpierw "Klucza", to tym razem można sięgnąć odrębnie, ponieważ autorka sporo faktów przypomina i czytelnik nie czuje się niedoinformowany





Ilu z nas, dorosłych, zadaje sobie pytanie odnośnie zależności między dzieciństwem, wychowaniem w młodych latach a tym jak nasze życie ułożyło się później? Na ile fakt, że Melania Molska była bita i poniżana od małego (możecie o tym przeczytać w recenzji "Klucza"), wpłynął na jej przyszłość? Nieudane związki, problemy zdrowotne oraz z wychowaniem córki Joli... Czy Mela upatruje tu wpływów ciężkiej ręki ojca i zahukanej matki? Sprawdziłam jak potoczyło się jej dalsze życie...

Życie dorosłej już - i po przejściach - Meli kręci się wokół trzech aspektów. Pierwszy to poszukiwanie takiej pracy, która będzie pozwalała jej na zarabianie z jednoczesną satysfakcją iż działa w dziedzinie medycyny. Wszak w wyniku choroby została pozbawiona szansy na pracę w swojej specjalizacji - onkologii. Jednak nie jest łatwo podjąć takie zatrudnienie, które będzie spełniało wszystkie konieczne kryteria, włącznie ze wspólną ideą z szefem... Wiele stron tej książki zostało poświęconych medycynie w szczegółach - kilka miejsc pracy, stykanie się z różnymi chorobami, metodami leczenia (akupunktura, ozonoterapia), traktowanie współpracowników i pacjentów, umowy, łapówki... Jednocześnie ciągną się sprawy sądowe Meli o odszkodowanie za utratę zdrowia - to dopiero jest niezły cyrk! Nie dziwne, że kobieta często musi być hospitalizowana... Czy wywalczy wszystkie należne jej przywileje osoby niepełnosprawnej?

Odskocznią Meli od roszczeń i problemów zdrowotnych są podróże (to drugi aspekt powieści). Jakże cudownie było odwiedzić (lub powspominać, bowiem w wielu z tych miejsc miałam okazję być) wraz z nią (lub z Jolą) Francję, Włochy, Izrael, Dominikanę, Szwecję czy Kanadę. Zwłaszcza, że autorka każde z tych miejsc opisuje oddając ich urok i klimat, wskazując co warto zwiedzić, co i gdzie zjeść, czego unikać. Wielokrotnie podróże te stały się okazją dla bohaterki, by poznać nowych, sympatycznych ludzi i zacieśnić z nimi więzy przyjaźni, które jakże przydają się w planowaniu przyszłych wojaży.

Szkoda tylko, że dla Melanii podróżowanie jest często ważniejsze, niż Jola. Zwłaszcza kiedy córka była mniejsza to relacje z nią powinny być dla Meli priorytetem. Nie były jednak, wolała wyjazdy, które czasami przeciągały się do miesiąca. Nie potrafię tego pojąć! Dlatego o ile denerwowało mnie wzajemne traktowanie się Meli i Joli to bardziej rozumiem tę drugą. Jej agresję, lekceważenie, obarczanie matki winami i niepowodzeniami. Czułam rozżalenie Joli, kiedy nie mogły znaleźć nici porozumienia podczas wspólnych chwil w domu czy w podróży. Ich wyjazdy zwykle kończyły się kłótniami, pretensjami a nawet niechęcią czy wrogością córki. Jola wielokrotnie zachowywała się jak chorągiewka na wietrze, miała sprzeczne oczekiwania w stosunku do matki - raz była słodka, miła i pomocna, by już za moment wszystko wybuchło z siłą wulkanicznej lawy. To chyba właśnie ten trzeci aspekt - rodzinny i matczyny, był dla mnie najbardziej emocjonującym w lekturze, jako że sama jestem matką. Może to dlatego większą uwagę zwracałam na postawę Meli, która wolała podróż zagraniczną niż ulepszanie relacji z córką.

Melania jest kobietą z pokiereszowaną psychiką. Sytuacja mająca miejsce w dzieciństwie mocno zmieniła jej poglądy na życie a na dodatek nic nie zmieniło się w tej kwestii - za wyjątkiem tego, że opuściła dom rodziców - bowiem ojciec wciąż źle traktuje matkę, nie pozwalając jej nawet na leczenie. Mela stara się nie tylko pomóc matce (choć jak dla mnie z marnym skutkiem), ale i ogarnąć swoje życie. Stara się poskładać rodzinę i mieć w niej oparcie. Chce być szczęśliwa z Marcinem, remontuje dom, dorabiają się samochodu a później nawet zwierzyńca. Bohaterka ma głowę na karku, daje się poznać jako pomysłowa, przedsiębiorcza, kreatywna, ale również potrzebująca wsparcia. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa (choć ich wspólne pożycie to nie sielanka), towarzyszy na komisjach, w sądach, ale miewa też swoje humorki... Oj, nudzić się z bohaterami nie można...

Powieść jest bardzo bogata w treść, dialogi i język bez zarzutu a naprzemienne skupianie się na kolejnych aspektach sprawia wrażenie, jakbyśmy czytali trzy odrębne historie (i jest to jak najbardziej plus!). Żaden z wątków nie jest przesadzony, nadpisany czy zbyt rozbudowany a autorka bardzo umiejętnie żongluje tematyką. Widać też ogrom wiedzy i przygotowania jakie musiała poczynić, by zarówno wątek medyczny jak i podróżniczy, były wiarygodne. Dlatego napotkamy tutaj liczne problemy w kraju i za jego granicami, głównie dlatego że Mela jest człowiekiem przyciągającym wręcz niecodzienne zdarzenia.

Nie mogę pominąć minusów książki, które mnie rozpraszały. Przede wszystkim niejasno rozpoczynane akapity, gdy matka coś mówi do córki (lub córka do matki), tylko tak naprawdę w powieści jest kilka takich relacji i dopiero po kilka zdaniach można wywnioskować o kogo tym razem chodzi. Podobnie jak w "Kluczu" tak i tutaj nie każdy wątek został przez autorkę zakończony, niektóre wydarzenia pozostały zawieszone w próżni, jak na przykład narkotyczne upojenie Joli, które zupełnie nie ma ciągu dalszego...(szpital? lekarz?samo przeszło?).
W fabułę zostały też wplecione wiersze i opowiadania Marcina, które z jednej strony wzbogacają lekturę, wprowadzają coś nowego, innego. Zaś z drugiej nie do końca zrozumiałam ich ideę, zwłaszcza opowiadania były dla mnie niezrozumiałe, bo wiersze pisał adekwatnie do różnych stanów emocjonalnych, w których się znalazł w związku z różnymi wydarzeniami. Ale ja po prostu nie lubię, gdy bohaterowie tworzą na kartach powieści swoje teksty, może jestem w tym odosobniona.

Podsumowując - "Bez czci i bez wiary" to książka o prawdziwym życiu, jego trudach i niejednokrotnie o potrzebie umiejętnego spadania na "cztery łapy". O radzeniu sobie z traumą przeszłości, która choćby podświadomie wpływa na nas tu i teraz a trzeba przeć do przodu, choćby pod wiatr, by odnaleźć siebie i swój własny sposób na szczęście. Znajdziemy tu również świat medycyny, piękno otaczającego świata i rzeczywistość pełną problemów, śmierci bliskich, niespieszności sądów, łapówkarstwa, zazdrości czy nawet zawiści. Ale nie pominięto tych najważniejszych i pozytywnych jak miłość, przyjaźń i wsparcie. A co Ty odnajdziesz w tej książce dla siebie?


3 egzemplarze powieści do wygrania TUTAJ



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dorocie z

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Ewa Bauer "Kurhanek Maryli"



Autor: Ewa Bauer
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2014
Liczba stron: 256











Z twórczością Ewy Bauer chciałam nawiązać bliższą relację od dawna, jednak zawsze coś innego bardziej zaprzątało moje myśli. "Kurhanek Maryli" zamieszkał ze mną od Targów Książki w Krakowie w 2014 roku, kiedy to nie tylko go kupiłam, ale i wzbogaciłam dedykacją autorki. Tytuł mnie intrygował, okładka fascynowała... A jak oceniam treść?

Los okrutnie zakpił z trzyletniej Martusi... Rodzice chcieli jej zrobić niespodziankę i kilka dni wcześniej odebrać od babci Rozalii, u której dziewczynka spędzała wakacje. Kupili wymarzony samochód i udali się prosto do Marcic, do córki. Nie dojechali... Jak na ironię dla kolejarza, którym był tata Marty, stracili życie na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. W świadomości trzylatki na zawsze zapisał się obraz pogrzebu rodziców. Wychowała ją babcia i choć z pozoru wiodła szczęśliwe życie, to jednak wciąż myślała o tym, by uciec z tej wsi na końcu świata... Uciekła kiedy miała siedemnaście lat. Jak się to bohaterce udało nie zdradzę, ale kiedy spotkała Piotra myślała, że złapała szczęście za nogi. Nie wiedziała tylko jakie czeka ją życie u boku znanego lekarza. Nie miała pojęcia ile przyjdzie jej znieść, ile cierpienia ją czeka, ile poniżeń, bólu, tęsknoty. Jak ułoży się relacja małżonków? Jak poradzą sobie w roli rodziców? Na kogo Marta będzie mogła liczyć?

Małżeństwo Marty było pasmem niekończących się udręk. Mąż okazał się bezdusznym manipulatorem, dbał tylko o pozory a w stosunku do żony pokazywał prawdziwe oblicze. Chciał ją kontrolować na każdym kroku - to on decydował czy Marta może studiować, pracować, z kim może się spotykać. Narzuca jej swoje zdanie, trzyma niemal pod kluczem, izoluje. Marta ma koncentrować się na jego potrzebach, jemu podporządkować swoje życie i co najważniejsze dla męża - nie sprzeciwiać się jego decyzjom (w przeciwnym razie jest szantażowana bardzo skutecznymi argumentami). Co jest swobodą dla tej stłamszonej, zaszczutej i poniżanej kobiety? Łaskawa zgoda pana i władcy na wyjście po zakupy! Sprowadzona do roli służącej, ograniczana i szantażowana emocjonalnie. Zdradzana i dręczona. Uwięziona w związku, z którego nie ma ucieczki. Odtrącona przez teściów i bez szans na kontakt ze starowinką - babcią. Piotr nastawia wszystkich przeciwko żonie, opowiada o jej problemach zdrowotnych i tak manipuluje, by to on był wybielonym ideałem. Czy postawa Piotra w stosunku do Marty ma związek z jej przeszłością? Czy ta młoda kobieta będzie miała szansę osiągnąć jeszcze szczęście? I jaką rolę odegra w jej życiu tytułowy kurhanek?

"Kurhanek Maryli" to świetna powieść psychologiczna. W świecie, w którym tylko z pozoru wszystkie małżeństwa są szczęśliwe, relacje rodzinne idealne a przyjaźnie szczere autorka "wrzuca" na rynek książkę, która rujnuje te nasze teorie i pokazuje prawdziwy świat. Brutalny i jakże okrutny. Udowadnia, że często to życie wykreowane na ideał, w rzeczywistości takie nie jest. Mąż na stanowisku, piękny dom z ogrodem, dwa samochody, luksusy, pieniądze - to tylko fasada, za którą kryje się smutna prawda o braku miłości. Ewa Bauer opowiedziała historię, która ogromnie mnie wchłonęła, pokazała że jest wiele kobiet żyjących w małżeństwach na niby; jak wiele jest fałszu, udawania, szantażowania, któremu chcąc nie chcąc poddaje się matka, by ochronić dziecko bo nie zawsze może po prostu uciec. Ta powieść ma dla mnie szczególny wymiar. Jestem pod ogromnym wrażeniem sposobu, w jaki Ewa Bauer posłużyła się życiem Marty, by podarować czytelnikowi cały wachlarz emocji, momentami jakże skrajnych. Na przykładzie tej naiwnej kobiety czytelnik ma szansę analizy własnego życia, ma możliwość, by przemyśleć dotychczasowe wybory i zastanowić się czy były słuszne. Bo za te niewłaściwe, będziemy płacić jeszcze długo...

Podsumowując muszę zaznaczyć, że książkę czyta się doskonale - szybko, lekko (pomimo "ciężkiej wagi" problemów, bo jest napisana pięknym językiem) i z ciekawością. Autorka nie potępia zachowań bohaterów dając tym samym szansę na wartościowanie czytelnikowi. Pokazuje jednocześnie, ile może znaczyć powrót do korzeni, do lat szczęśliwego dzieciństwa, kiedy byliśmy kimś lepszym, dzieckiem bez skazy. Jak w prawdziwym życiu, nie tylko tym literackim, mamy uczucia miłości, przyjaźni i nienawiści. Komu i co podaruje los? Polecam gorąco "Kurhanek Maryli", bowiem zwraca uwagę na ważne kwestie a i zaskoczeń w niej nie brakuje!



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Cztery pory roku, Mini czelendż, 52 książki

sobota, 16 kwietnia 2016

Szybki konkurs!

W marcu mieliście okazję poznać moje zdanie w kwestii publikacji Wydawnictwa Literackiego "Dlaczego hipopotam jest gruby?" -> TUTAJ

Dzisiaj mam dla Was egzemplarz tej książeczki! Konkurs trwa krótko, więc bardzo proszę się szybko się zgłaszać :)


BANER:


ZASADY:


  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - Ejotek a sponsorem książki Wydawnictwo Literackie
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodą w konkursie jest nowy egzemplarz
  4. Konkurs  kończy się 22.04.2016 r. o północy
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 3 dni.
  6. Jeśli zwycięzca w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników nie poda adresu do wysyłki nagrody, wybiorę kolejną osobę.
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • wpisz w komentarzu "zgłaszam się"
  • [nieobowiązkowo, ale byłoby mi miło] zaobserwuj mojego bloga, polub profil bloga na FB
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej) - napisz gdzie go znajdę (można też umieścić informację na FB czy w innym miejscu)
  • podaj swój e-mail 
  • zadanie konkursowe: Książeczka jest zbiorem pytań, dotyczących głównie świata zwierząt. Napisz jakie pytanie/-a nurtują Cię w życiu, na które wciąż szukasz odpowiedzi. [pytania nie muszą być związane z książką, liczę na kreatywność]. Każdy może zadać od 1 do 3 pytań. Autor pytania, które najbardziej mi się spodoba - wygra!
 
Wzór zgłoszenia:

zgłaszam się
obserwuję jako:
polubienia jako:
baner tutaj:
e-mail:
zadanie konkursowe:



A TUTAJ trwa jeszcze Wiosenny konkurs na moim blogu, zachęcam do zgłoszeń! 3 nagrody czekają!

czwartek, 14 kwietnia 2016

Magdalena Witkiewicz "Cześć, co słychać?" - przedpremierowo




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: planowana na 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 320










O Magdzie Witkiewicz polskim czytelniczkom chyba pisać nie trzeba [kto nie czytał żadnej książki, jest przeze mnie proszony o sięgnięcie i skosztowanie:)]. Przeczytana przedpremierowo kolejna powieść, doskonale wpasowuje się w kanon pisarski autorki. Dlaczego? Bo jest lekko i z humorem, ale zarazem daje mocno do myślenia i porusza trudny temat.

Zuzka jest zwyczajną kobietą w zwyczajnej polskiej rzeczywistości. Jak Ty czy ja. 
Ma męża, dzieci, pracę, dom, samochód. Ot, poukładane życie. Choć wiadomo, że idealnie nie jest, bo mąż stał się rutyniarzem, nie obchodzi go romantyzm, nawet w chwilach, gdy uda im się oddać dzieci do babci. A kiedyś przecież było tak pięknie i sielankowo... Było romantycznie, były motyle w brzuchu... Ale to był początek znajomości, kiedy zbliżył ich do siebie Śmierdziel błyszczący :)
A przecież po latach nawet jeśli jest nam źle, to pewne rzeczy stają się już przyzwyczajeniami. Zatracamy siebie i swoje pragnienia w codzienności, w kieracie i odpuszczamy swoje własne potrzeby, dla dobra innych, dla dobra rodziny.

Bohaterka zbliża się do magicznego progu lat czterdziestu i coraz częściej zaczyna się spotykać z przyjaciółkami z czasów szkolnych. Kobiety narzekają na wiek, mankamenty urody, wymieniają się opowieściami o tym, co zmieniło się w ich życiu, czy są szczęśliwe na drodze którą wybrał im los... ale przede wszystkim powracają wspomnieniami do młodych lat...

Wtedy właśnie w głowie Zuzki zapala się kontrolka, która uruchamia cały mechanizm otwierający "szufladkę" z zamkniętymi w niej zdarzeniami przeszłości... A w niej były facet, jej miłość z dawnych czasów, kochanek i utracone szanse, na - być może - inną teraźniejszość. Jakie podejmie kroki? Czy lubiąca spokój, bezpieczeństwo i stabilizację kobieta odważy się na pierwszy krok? Krok, ku otworzeniu tej szufladki... Czy przełamie się i podejmie ryzyko kontaktując się z byłą miłością? Czy wiedząc jak słowa "Cześć, co słychać?" mogą zmienić życie odważy się je zadać? Czy czytelnik zgodzi się z jej wyborami? Czy ma ochotę "trzepnąć ją w ucho", by stojąc na rozdrożu podjęła inne decyzje?

W dobie "naszej klasy", "fejsbuka", blogów, instagramów i innych internetowych wynalazków, jakże łatwo jest nawiązać kontakty ze znajomymi sprzed lat. Jakże łatwo jest przywrócić wspomnienia, poruszyć tym, co już leżało na dnie, zapomniane... Jakże łatwo można mieć pragnienie, by porzucić na kilka godzin poukładane dotąd życie, męża, dzieci i spotkać się z kimś, kto był dla nas bliski... To nic, że to było kiedyś... dawno... nieaktualne... zakończone... 
Może tak naprawdę, wcale nie jest takie nieważne i przeszłe? Może wystarczy słowo, gest, spotkanie, by wszystko na nowo odżyło? Tylko czy warto ryzykować? Czy warto położyć na szali to co jest teraz wraz z tym, co powrót do przeszłości może zniszczyć a nie wiadomo co z niego wyniknie? Choć wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej to może warto to przemyśleć?

Ileż to razy w naszym dorosłym życiu zdarza nam się powracać myślami do przeszłości i myśleć "co by było gdyby"... (zwłaszcza, kiedy jesteśmy niewyspani, zmęczeni, niezadowoleni, wszystko się wali a druga osoba zawodzi). Gdybym wtedy powiedziała coś innego? Gdybym wtedy zrobiła coś innego? Gdybym wtedy podjęła inną decyzję? Może byłabym szczęśliwsza? Może byłabym w innym miejscu świata, miała inne życie, inny dom, innego męża... Jedno mi tylko Magda Witkiewicz uświadamia - podobnie jak bohaterce - wiele mogłabym zmienić, ale wtedy nie miałabym córci (Zuzka - dwóch córek). Na szczęście ja nie mam wyrzutów sumienia dotyczących moich byłych związków. To ja je kończyłam i nie odczuwam zupełnie nic radosnego na myśl o tamtych czasach ani że to mogłoby się udać teraz raz jeszcze...


Jedynie trzy razy (albo trzynaście, tak na wszelki wypadek) zastanowię się, zanim napiszę czy powiem do kogokolwiek z przeszłości "Cześć, co słychać?"...


Magda Witkiewicz jak zawsze pokazała, że o czym by nie napisała, jakiego tematu by się nie podjęła to wywołuje w czytelniku szok. I niedowierzanie. Potrafi napisać o rzeczach zwykłych i niezwykłych. Potrafi wwiercić się głęboko do kory mózgowej i zmusić do naprawdę ogromnej pracy. Książkę trzeba na pewno przemyśleć. Ona nie pozwoli przejść nad sobą do porządku dziennego.
Zwłaszcza, że to nie jest po prostu obyczajówka (dlatego, jeśli chcesz odłożyć książkę w trakcie czytania tylko z tego powodu, że wydaje Ci się, że to schematyczne czytadełko - proszę, nie rób tego)! Nie! To obyczajówka z niespodzianką. Tak naprawdę to dopiero przy końcu lektury wychodzi na jaw prawdziwa idea tej powieści. Jaki to trudny i kontrowersyjny temat tym razem skusił autorkę? Tego nie zdradzę, ale uwierzcie... nie da się prędko zapomnieć o książce, zwłaszcza w chwili, gdy przez pryzmat niespodziewanego wątku spojrzymy na całą historię raz jeszcze, ale... inaczej.

"Cześć, co słychać?" zmienia w naszym myśleniu wiele i po prostu warto ją przeczytać!





Wszystkie powtórzenia słowne, które znalazły się w recenzji, są celowe. By zwrócić uwagę, by uwypuklić, by podkreślić.


Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

środa, 13 kwietnia 2016

Penny Jordan "W cieniu starych drzew"



Tytuł oryginalny: Second-Best Husband
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Data wydania: 2012
Liczba stron: 176
Seria: Satine








"W cieniu starych drzew" było dotychczas znane pod tytułem "Ukryty skarb", jednak nie znałam książki wtedy i postanowiłam to zmienić, gdyż skusiła mnie okładka. Nawet jeśli mam ustalony plan czytelniczy i ściśle się go trzymam, to czasami po emocjonujących lekturach lubię sięgnąć po - jak ja to nazywam - przerywnik. Czy powieść Penny Jordan spełniła swoje zadanie?

Sara przyjechała do Londynu z prowincji kiedy miała dziewiętnaście lat, ponieważ liczyła na lepszą pracę i płacę w stolicy. Wierzyła, że tu będzie mogła się rozwinąć. Na kursie komputerowym poznała dwudziestopięcioletniego Iana, który marzył o założeniu własnego biznesu a kiedy już mu się to udało, zatrudnił Sarę jako sekretarkę. Dziewczyna pracowała u niego przez dziesięć lat, skrycie się w szefie podkochując i nagle... spadła na nią wiadomość, że Ian planuje ślub z inną! Rzuciła pracę i za namową przyjaciółki wyjechała do rodziców. Nawet w snach nie mogła przypuszczać jak ten krok zmieni jej życie. Jak ten wyjazd zmieni skromną, nieśmiałą i dobrotliwą dziewczynę? Jak poradzi sobie z nowymi wyzwaniami skoro dotychczas nie nawykła do komplementów i nie ma doświadczenia w kontaktach z płcią przeciwną? Czy uda jej się szybko zapomnieć o egoistycznym Ianie i odrzuceniu oraz przykrych słowach jego narzeczonej? Jak zamierza rozburzyć mur, który zbudowała wokół niej obsesyjna miłość do szefa?

Cienka i niepozorna książka, którą najlepiej zdefiniuje określenie minipowieść idealnie nadaje się na lekturę jednego dnia. Nie ma tu wzniosłych miłości, ani spektakularnych upadków. Akcja jest, ale bez szału, przewidywalna i sztampowa. Mimo, że niektóre detale mogą zaskoczyć to całość już niekoniecznie. Widać, że autorka skupiła się na emocjach, uczuciach i przemyśleniach. Wprawdzie to dzięki temu czujemy się dobrze poinformowani co do stanu serca i umysłu bohaterów, ale chwilami zaczyna to być męczące, kiedy w trakcie ich rozmowy więcej jest myśli niż dialogu. Przecież nikt aż tak długo nie analizuje danej sytuacji!
A tak... powstała angielska bajka, ale niedopracowana. Piszę to z żalem, bo lubię czasem wziąć do rąk "czytadło". Tu jednak się rozczarowałam: minimum akcji, kiepskie dialogi i bohaterka, która wciąż powraca do rozczarowania miłosnego i z nerwów przygryza wargi [co skutkuje nawet krwawiącymi rankami].
Autorka nie przemyślała całości, chwilami miałam wrażenie, że przypadkowo usunęła fragmenty i przez to fabuła jest niekompletna. Plusy? Szczęśliwe zakończenie dające wiarę w prawdziwą miłość oraz boski i niezwykły Stuart.
Tym razem jednak sami zdecydujcie czy macie ochotę na spotkanie "W cieniu starych drzew".





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, 52 książki

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Dorota Gąsiorowska "Primabalerina"



Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami
Data wydania: luty 2016
Liczba stron:448











W 2015 roku miałam okazję dwukrotnie zapoznać się z twórczością autorki, dzięki lekturze "Obietnicy Łucji" oraz "Marzenia Łucji". Były to miło spędzone chwile, wciąż mam w pamięci tamtą historię i dlatego kiedy usłyszałam o nowej powieści Gąsiorowskiej wiedziałam, że zwyczajnie muszę ją poznać. A najciekawsze jest to, że nie przeczytałam ani słowa z opisu! Nie wiedziałam o książce nic. Jedyną wskazówką czego może dotyczyć był tytuł. Czy moja intuicja wciąż spełnia swoje zadanie i "wskazuje" mi warte uwagi lektury, czasem nawet w ciemno?

Nina jest cierpliwą, spokojną i nie wyróżniającą się z tłumu kobietą tuż po trzydziestce. Wychowały ją siostry Serafitki, ponieważ jako kilkudniowe maleństwo została im podrzucona, zawinięta w piękną haftowaną chustę z wyszytym imieniem. Pracuje jako księgowa w domu spokojnej starości w podkrakowskich Maciejowicach, choć tak naprawdę wykonuje o wiele więcej obowiązków (sprzątanie, kuchnia). Z jedną z pensjonariuszek - panią Irmą - połączyła Ninę prawdziwa przyjaźń. Chociaż obie zdają sobie sprawę z tej więzi to tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. Wystarcza im wspólna rozmowa na jakikolwiek temat o stałych codziennych porach. Starsza pani czuje jednak, że jej czas na ziemi dobiega końca i pragnie coś wyznać przyjaciółce. Jednak ich rozmowa nie zostaje dokończona a później...

Później w wyniku splotu niefortunnych zdarzeń losowych Nina przez kilka dni nie może pojawić się w ośrodku i spotkać z Irmą. W tym czasie tajemnicza staruszka umiera, pozostawiając mnóstwo niedopowiedzeń i nierozwikłanych zagadek. A w testamencie zapisuje Ninie kamienicę na Starówce we Lwowie. Dość niezwykły podarunek, prawda?
Początkowo Nina waha się czy powinna pojechać do pięknego miasta na Ukrainie, wszak nie zna języka, nigdy nie wyjeżdżała a i jakoś potrzeby specjalnie nie czuje... Pragnie, by wszystko odbywało się jak do tej pory, czyli przez pośredników i zarządców. Wprawdzie po dłuższych rozważaniach i namowach Igora (nietypowy facet, z którym połączyła ją szczególna relacja) dziewczyna zgadza się na spędzenie urlopu we Lwowie, ale... czy wiedząc co ją tam czeka podjęłaby taką samą decyzję? Jakie wrażenie zrobi na niej mieszkanie Irmy, miasto i zamieszkujący go ludzie? Czy na uroczych uliczkach poczuje się jak w domu? Czy przybliży ją to, choć mentalnie, do utraconej przyjaciółki? Czego uda jej się dowiedzieć o przeszłości Irmy? I jak ta historia wpłynie na jej przyszłość oddziałując mocno na teraźniejszość i wyłuskując z mroku nawet przeszłość, dotąd w nim ukrytą.


To przepiękna opowieść, która jest snuta w niespiesznym tempie, z właściwym sobie urokiem i wskazaniem tego co w życiu ważne - by każdy miał coś swojego, swoje hobby, pracę w której się spełnia, przyjaciół, na których można liczyć zawsze i wszędzie. Autorka tak poprowadziła fabułę, że każdy czytelnik odnajdzie tutaj coś tylko dla siebie: tajemnice i zagadki, zabytki magicznego Lwowa, trochę historii i kultury, urok Krymu, a także potęgę przyjaźni i miłości. Tutaj czas przeszły miesza się z teraźniejszością i wynik tego zespolenia możemy obserwować w przyszłości bohaterów. Bo to od ich decyzji będzie uzależniony dalszy bieg wydarzeń. Czy dotrzymają kroku demonom przeszłości? Czy rozwikłane rodzinne sekrety wpłyną na ich szczęście czy może zadziałają destrukcyjnie?

Autorka - w przypadku "Primabaleriny" - zrobiła coś, co jest niezmiernie trudną sztuką - tak wplotła w treść książki opisy, że nawet tak negatywnie do nich nastawiona osoba jak ja, poczuła się... dobrze! Opisy mnie uwiodły a nie nudziły. Z ogromną przyjemnością starałam się wyobrażać to o czym czytałam: wygląd mieszkania Irmy, galerii Teresy, zabytkowych uliczek Lwowa i chłonęłam później to piękno "słysząc" zza okna katarynkę Serge'a, czując  Indygo ocierającego się o łydkę prawej nogi.
Same zagadki i tajemnice ukryte na kartach książki wręcz same się namnażały. Jak tylko udało się zrobić krok w przód uzyskując odpowiedź, zaraz pojawiały się nowe pytania... I choć w znacznej części rozwiązałam niektóre wątki na długo przed bohaterami to nie zmniejszyło to mojej radości podczas czytania ani nie umniejszyło wartości lektury.
Jedyne co mi przeszkadzało to brak rozdziałów, które pomogłyby w chwilach, kiedy powieść jednak trzeba odłożyć, by wykonać codzienne obowiązki.

Powieść udowodniła, że czasem niespodziewany podarunek od losu może stać się kluczem do naszego życia. Że może wpłynąć na naszą przemianę, bo Nina z osoby przewidywalnej, niechętnej nowościom i opornej na zmiany staje się - pod wpływem nowych okoliczności - bardziej stanowcza, nieodgadniona i zaskakująca, ale również wiedząca czego chce i pragnie. Owszem, część zasług w tej kwestii można przypisać Igorowi, który nią potrząsnął i starał się uczyć prawdziwego życia. Kiedy trzeba - wspierał, innym razem pocieszał czy wycierał łzy, ale zawsze szanował jej decyzje. Jaką rolę w lwowskiej przygodzie Niny odegrają Michaił, Serge, Weronika, Teresa, Oksana oraz Tamara, do której należał jeden z pokoi w mieszkaniu Irmy? Kim była ta kobieta? Niebanalne znaczenie będą miały również przedmioty, które stanowczo aczkolwiek sugestywnie "przemawiają" do bohaterki: ryciny, figurki, katarynka czy fontanny Amfitryty i Posejdona.

Podsumowując, chcę zwrócić Waszą uwagę na piękno powieści, doskonały język, dopracowane dialogi, ciekawą historię, mnóstwo tajemnic do odkrycia oraz wiele mądrych przesłań. Autorka pokazała ile w życiu może się niespodziewanie zmienić, jak czasem czyjś gest potrafi nas zaskoczyć, bo przecież nie wszystko jest czarne i białe... Należy dostrzegać też to, co pomiędzy dając sobie tym samym szansę, na szczęście, którego nie znaliśmy a przecież z tego powodu nie jest ono w niczym gorsze i nie powinniśmy go odtrącać. Polecam serdecznie "Primabalerinę", ponieważ to wciągająca i urzekająca powieść, nie tylko o poszukiwaniu siebie i celu życia!





I jeszcze na koniec trochę prywaty (tak już zupełnie poza recenzją). W powieści znajduje się wątek krakowskich Serafitek (moja córa chodzi do przedszkola prowadzonego przez to właśnie zgromadzenie) oraz Cmentarz Łyczakowski czy budynek Teatru i Baletu we Lwowie. Choć akurat w przypadku tych zabytków, pewnie już kiedyś wspominałam, że miałam okazję być w tym mieście w styczniu 2006 roku. Na własne oczy widziałam nagrobki Zapolskiej czy Konopnickiej a w budynku Teatru i Opery oczy jaśniały mi od złoceń.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Małgosi z

sobota, 9 kwietnia 2016

Dobra wszelakie zewsząd płynące, czyli marcowe stosiki i nie tylko

Od wielu miesięcy mam mocne postanowienie, żeby kupować mniej a czytać więcej. Zapewne nie tylko ja, prawda? :)

Patrząc na stosiki ostatnich miesięcy i porównując je do ubiegłego roku stwierdzam, że dobrze  mi idzie. Nałóg kupowania udaje mi się trzymać na wodzy. Wszystko się zmienia w temacie książeczek dla córy... - zresztą możecie to zaobserwować w marcowym stosikowie. No ale kiedy pięciolatka chce czytać to dlaczego jej nie podsuwać coraz to nowych pomysłów i historii? :)

Zatem jak widać poniżej, oprócz prenumerat (które opłaca się hurtowo z góry lub w 2 ratach) kupiłam w marcu tylko książeczki dla córy!!! HURA!!! :)



Stosik nr 1

Od dołu:
  1. "Zagadka hien cmentarnych" - do recenzji od Wyd. Smak Słowa - recenzja
  2. "Zagadka dna morskiego" - jw. - recenzja
  3. "Tytus w cyrku" z serii "Czytam sobie" - zakup własny dla córy
  4. "Jesienna miłość" - prenumerata serii "Wszystkie kolory miłości"
  5. "Na zakręcie" - jw.
  6. "I wciąż ją kocham" - jw.
  7. "Pan Samochodzik i Uroczysko" - prenumerata Klubu Książki Przygodowej
  8. "Podróż za jeden uśmiech" - jw.
  9. "Primabalerina" - do recenzji od Znaku
  10. "Dlaczego hipopotam jest gruby?" - do recenzji od Wyd. Literackiego - recenzja



Stosik nr 2

Od dołu:
  1. "Od urodzenia" - do recenzji od Wyd. Kobiecego
  2. "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" - pożyczona od koleżanki
  3. "Kobiety z ulicy Grodzkiej. Wiktoria" - jw.
  4. "Huczmiranki. Rumianek i mięta" - do recenzji od Naszej Księgarni - recenzja
  5. "Granice" tom 1
  6. "Granice" tom 2 - prenumerata Czarnej Serii


Stosiki rozkładowe (nr 3) małej czytelniczki:


Zakup własny - książeczki z serii "Zaczynam czytać z Martynką" - świetna zabawa i nauka w jednym



Zakup własny - kolejne tytuły z serii "Czytam sobie" - wszystkie z poziomu 2
"Skarb Arubaby" - recenzja


A to już cuda i cudeńka od Naszej Księgarni - również dla córy, małej recenzentki:




recenzja









recenzja



recenzja













Stosik nr 4:

Od dołu:
  1. "Zdążę cię zabić" - od Wyd. HarperCollins Polska - recenzja
  2. "Raven" - od Business & Culture i Wyd. Akurat
  3. "Szepty dzieciństwa" - wymieniona za punkty na portalu granice.pl (od dawna marzyłam o niej)
  4. "Strażnik" - to część prezentu urodzinowego, szczegóły poniżej
  5. "Bez czci i bez wiary" - od Novae Res
  6. "Art & Soul" - od Filii
  7. "Wakacje z duchami" - prenumerata Książki Przygodowej
  8. "Stawiam na Tolka Banana" - jw.


A na deser koniecznie muszę się Wam pochwalić prezentami, które dostałam od dwóch bliskich mi kobietek na urodziny. Wszak do stosikowa też się zaliczają.

Na pierwszy ogień była paczka od bratniej duszy, nie tylko blogowej - Magdalenardo :) Madzia pamiętała nie tylko o urodzinowej niespodziance dla mnie, ale i mojej pięciolatce się dostało przy okazji coś dobrego :) To chyba za to, że sama na urodziny Magdy naklejała motylki na kartce :)

Takie cudności kryło niepozorne pudełko; duża torba dla mnie a mała dla Pati

Cudności dla mnie :)   [jak schudnąć przy tych słodkościach?:P]

Tematyczna herbatka :)

I piękna własnoręcznie robiona kartka, która mnie urzekła; zaś w środku.... to już moja tajemnica :)


Prezent od Ani przybył w również niepozornej dużej bąbelkowej kopercie.
Wszystko było dobrze zabezpieczone i ... opisane - te karteczki są "instrukcją obsługi".

Tak wygląda całość zaraz po wyjęciu z koperty

Real dla mnie; zaś Układ i Bez słów to pożyczka od Ani, bo stwierdziła, że MUSZĘ je przeczytać! Wy też tak uważacie?

Ciekawego kroju niby rękawiczki. Pierwszy raz widzę takie cudo, ale łapki mi jesienią nie zmarzną :) Prawie zaczęłam żałować, że wiosna się zrobiła :P

Ja będę piękna :P dzięki bransoletkom zaś moje książki - dzięki oryginalnym zakładkom (kotek też jest zakładką)

TA zakładka sprawiła mi największą radochę

Dziewczyny - dziękuję raz jeszcze :) [uwielbiam te nasze wzajemne paczki urodzinowe!]
Dałyście mi mnóstwo radości!