niedziela, 21 czerwca 2015

Detektyw ejotek na tropie ... Rafała Lewandowskiego (nie mylić z Robertem) - wywiad #7

Dzisiaj zapraszam Was na siódmy już wywiad na moim blogu. Tym razem starałam się odkryć nieco tajemnic Rafała Lewandowskiego, młodego autora, którego książki są warte przyciągnięcia uwagi. Może dzięki temu skusicie się na ich przeczytanie. Ja polecam, czytałam dwie i na tym nie poprzestanę.
Wywiad zawiera też pytania od Was - dziękuję za wszystkie! Zapraszam do lektury, bowiem autor odpowiedział naprawdę ciekawie.


Ejotek: Rafale, masz 25 lat a wydałeś już sześć książek. Kiedy poczułeś, że chcesz zostać pisarzem?

Dawno, nawet bardzo dawno. Myślę, że taka myśl pojawiła się już wtedy, gdy dopiero co nauczyłem się czytać, ale wtedy oczywiście nie przypuszczałem, że w przyszłości rzeczywiście będę się tym zajmował. To uczucie co jakiś czas dochodziło do głosu, podejmowałem pierwsze, może nawet nieco nieporadne literackie próby, które kończyły się zazwyczaj na paru stronach, po których porzucałem dany pomysł. Jednak tak na poważnie zrozumiałem, że chcę się tym zajmować dopiero w okresie licealnym. Wówczas uświadomiłem sobie, że naprawdę tego chcę i co więcej, że stać mnie na to, by pisać powieści. Dobre powieści. Co prawda później wielokrotnie w to wątpiłem, jednak to właśnie wtedy obrałem ten kierunek, którego przez ostatnie lata się trzymałem.

Ejotek: Opowiesz jak to się stało, że wydałeś pierwszą książkę? Kto Ci pomógł? Kto przeczytał ją jako pierwszy?

Skoro już ją napisałem, to oczywiście chciałem też wydać, prosta sprawa. Starałem się o to we własnym zakresie, nikt mi w tym nie pomagał, gdyż wtedy praktycznie jeszcze nikt nie wiedział o tym, że piszę, ukrywałem to zarówno przed rodziną jak i znajomymi. Po pierwsze, chciałem ich zaskoczyć. Po drugie, nie chciałem się zdradzać z tym, że coś tam sobie piszę, bo wtedy jeszcze nie wiedziałem, czy cokolwiek z tego będzie, czy po prostu się nie ośmieszę. Nie wiem, kto przeczytał ją w całości jako pierwszy, pewnie ktoś z wydawnictwa. Wiem natomiast, kto czytał jej nieliczne fragmenty jeszcze przed publikacją. Był to mój najlepszy przyjaciel, którego jako jedynego dopuściłem do swojej tajemnicy na tak wczesnym etapie powstawania mojego debiutu.

Ejotek: „Efekt motyla” (czyli Twój debiut) skojarzył mi się z filmem, czy i Ciebie zainspirował film
czy to zupełnie przypadkowy dobór tytułu?

Inspiracją nie był film, aczkolwiek dobór tego tytułu nie był przypadkowy. Wziął się on stąd, że motto tej książki pochodziło z piosenki o tym samym tytule. Jednak widzę, że większość ludzi kojarzy ten film niż twórczość wrocławskiego zespołu Pepe Skuad. Swego czasu nawet żałowałem, że właśnie tak zatytułowałem swój debiut, bowiem pytanie o to, czy inspirowałem się tym właśnie filmem było chyba najczęściej zadawanym pytaniem w kontekście tej powieści. Chociaż już dawno na nie nie odpowiadałem, myślałem nawet, że ten etap jest już za mną.

Ejotek: Jak widać „Efekt motyla” powrócił :) A czy trudno było wydać debiutancką książkę?

Wydanie debiutanckiej powieści to trudna sprawa, ale wbrew pozorom później też wcale nie jest łatwiej. Chyba, że już na początku drogi trafiło się do dużego i znanego wydawnictwa, ale w przypadku zdecydowanej większości debiutantów to mało prawdopodobne. Chociaż taka Olga Rudnicka dostała szansę od wydawnictwa Prószyński i S-ka, gdy miała chyba ze dwadzieścia lat. W sumie też bym tak chciał. Debiutantom, zwłaszcza bardzo młodym, jest o tyle trudniej, że po prostu nie znają realiów rynku książki, zazwyczaj się w tym nie orientują, czego naturalną konsekwencją są popełniane przez nich błędy. Sam w przypadku „Efektu motyla” skupiałem się na tym, by go w ogóle napisać, doprowadzić opisywaną historię do końca. Wtedy jeszcze nie zastanawiałem się nad kwestiami wydawniczymi. Gdy powieść była już gotowa, wydrukowałem ją na domowej drukarce po czym… schowałem do szuflady. Dopiero po pewnym czasie zdecydowałem się wysłać ją do wydawnictw. Naiwnie myślałem, że dalej to już będzie z górki. Jednak okazało się, że to dopiero początek drogi. O tym, że nie była ona łatwa najlepiej świadczy fakt, że napisałem tę książkę w wieku osiemnastu lat, chodząc jeszcze do liceum, a wydałem ją dopiero dwa lata później, będąc już studentem.

Ejotek: Jakie były opinie kiedy już była dostępna dla czytelników? Czy to oni zdopingowali Cię do dalszego pisania?

Opinie były dość pozytywne, chociaż nie spłynęło ich do mnie zbyt wiele. Wbrew moim wcześniejszym obawom nie spotkałem się wówczas z jakąś ostrą krytyką, chociaż pojawiały się też inne, mniej entuzjastyczne głosy. Jednak wcale mi to nie przeszkadzało, sam zdawałem sobie sprawę, że jeszcze sporo pracy przede mną, że muszę się dużo nauczyć, jeżeli chcę cokolwiek ugrać w tej branży. A chciałem. Bardzo. Może nawet za bardzo. Opinie na temat debiutu ani mnie nie zdopingowały do dalszego pisania, ani nie zdemotywowały. Były praktycznie bez znaczenia, no może z małymi wyjątkami. Po prostu czułem wtedy głód pisania, chciałem dalej się tym zajmować, bez względu na wszystko.

Ejotek: Jak długo piszesz każdą kolejną książkę? Krócej, ponieważ masz już doświadczenie? Czy może nie ma to znaczenia?

To jak długo pisałem każdą z moich książek mogą sobie sprawdzić wszyscy czytelnicy. Zawsze na końcu swych powieści podaję miejsce i przedział czasowy, w jakim je pisałem. Nadmienię jednak, że jest to czas „pisania właściwego”, nie uwzględnia on całego procesu koncepcyjnego, ani późniejszych drobnych poprawek. Oczywiście zdobyte przez te lata doświadczenie ma ogromne znaczenie. Nie określiłbym jednak, że dzięki niemu pisanie idzie mi krócej, użyłbym raczej określenia sprawniej. Poza tym każda książka to nieco inna historia, do każdej z nich należy podchodzić indywidualnie. Ogólnie można jednak powiedzieć, że im dłuższa powieść, tym więcej czasu potrzeba na jej napisanie. Może brzmi to mało odkrywczo, ale tak po prostu jest. W ramach przykładu porównam dwie moje książki: „Bonus” i „Zbrodnię w BTW”. Na napisanie 160 – stronicowego „Bonusu” potrzebowałem niecałego miesiąca, a na 60 stron „Zbrodni w BTW” zaledwie tygodnia. Podkreślam, że to czas „pisania właściwego”, gdy wszystko mam już dokładnie przemyślane, opracowane w postaci bardzo szczegółowego planu wydarzeń. Wtedy tylko siadam i całymi dniami piszę, skupiając się głównie na tym, co mam do napisania.

Ejotek: Czy akcje wszystkich książek umieściłeś w swoim rodzinnym mieście – Bełchatowie?

Nie. W Bełchatowie umieściłem tylko akcję „Zbrodni w BTW”. To jednorazowy zamysł, nie zamierzam ponownie wykorzystywać tego miasta jako tła do opisywanych przeze mnie historii.

Ejotek: Główny bohater „Niemego” poszukuje swoich przodków i jest osobą niemą. Czy Ty w swoim prywatnym życiu fascynujesz się genealogią i jesteś lub masz styczność z osobą niemą? Jeśli nie, to skąd pomysł na takiego bohatera?

Trzy razy nie. Nie fascynuję się specjalnie genealogią. Nie jestem niemy, co najwyżej małomówny. Nie mam też styczności z ludźmi niemymi. Chciałem stworzyć charakterystycznego bohatera, wyróżniającego się czymś. Uznałem, że musi się to wiązać z jakąś ułomnością, niedoskonałością. Po wielu przemyśleniach ostatecznie padło na brak mowy, chociaż długo zastanawiałem się, czy napisanie trylogii, w której główny bohater nie mówi ani słowa, jest w ogóle możliwe. Okazało się, że jednak da się to zrobić. Ogólnie najpierw stworzyłem Rafaela Wellsa, obdarzyłem go pewnymi cechami, a dopiero później zająłem się wymyślaniem przygód, w jakie zostanie uwikłany. To wyjątek, bo w przypadku poprzednich książek zawsze zaczynałem od historii, a dopiero potem kreowałem bohaterów, którzy mieli wziąć w niej udział.

Ejotek: Czytałam „Niemego” i wyczekuję na kolejny tom trylogii, czy znasz już datę premiery?

Nie znam dokładnej daty premiery, ale myślę, że drugi tom „Niemej Trylogii” ukaże się w lipcu tego roku. Być może nawet w pierwszej połowie lipca, aczkolwiek nie chcę niczego obiecywać.

Ejotek: Jakie tym razem przygody przygotowałeś dla bohatera? Zdradzisz choć ułamek fabuły?

Trochę mogę zdradzić. Drugi tom pt. „Blok” będzie obfitował w wiele niespodzianek. Zarówno dla głównego bohatera, jak i dla czytelników. Akcja tej części „Niemej Trylogii” rozgrywa się w cztery lata po wydarzeniach opisanych w „Niemym”. Rafael Wells będzie już nieco dojrzalszy, całkiem niedawno rozpoczął nowy etap swojego życia. Tym razem niemy bohater pozna kilka tajemnic z przeszłości swoich rodziców. Znowu wyruszy w kolejną podróż życia, w trakcie której dowie się także wiele o samym sobie.

Ejotek: Najpierw dziadkowie a teraz rodzice... dlaczego na to nie wpadłam...? Która z Twoich książek jest Twoją ulubioną? A którą najbardziej uwielbiają czytelnicy?

Nie potrafię wybrać ulubionej, muszę podać dwa tytuły: „Bonus” i „Niemy”. Z obu tych pozycji jestem bardzo zadowolony, cieszę się, że je napisałem. Natomiast nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, którą książkę uwielbiają czytelnicy. To raczej oni powinni się wypowiedzieć na ten temat. Może warto by było zrobić jakąś ankietę, zwłaszcza że z wykształcenia jestem socjologiem. Między innymi, bo parę tych szkół skończyłem. Zazwyczaj jednak większość osób kojarzy mnie z „Efektem motyla”, aczkolwiek wcale nie jestem przekonany, czy aby na pewno go czytali.

Ejotek: W takim razie dopinguję do stworzenia ankiety. Sama jestem ciekawa jej wyniku. Czy pisanie to tylko Twoja pasja a zarabiasz zupełnie inaczej? Czy może pisanie stało się już zawodem?

Pisanie to niestety tylko moja pasja. Kiedyś rzeczywiście chciałem na tym zarabiać. Właściwie dzisiaj nadal bym tego chciał, ale zdaję sobie sprawę, że to już nierealne. Skoro przez tyle lat zajmowania się tym, nie udało mi się przekuć tego hobby na pracę przynoszącą sensowne dochody, to już raczej nie ma na to większych szans. Stałem się realistą, wydałem kilka książek, już nie jestem tym naiwnym nastolatkiem, który pisząc w zeszycie swój debiut liczył, że zdobędzie w ten sposób sławę i wielkie pieniądze. Podsumowując ten wywód: pisanie nie stało się moim zawodem i już nigdy się nim nie stanie.

Ejotek: A gdzie lubisz pisać? W domu, na łonie natury, na kartce czy w komputerze?

Zdecydowanie w domu. Początkowo pisałem też na nudnych lekcjach, czy później na jeszcze nudniejszych wykładach, ale efekty takiego tworzenia przy świadkach nie były zachwycające. Po prostu ciężko mi się było wtedy skupić na pisaniu. Wszystkie moje powieści powstawały najpierw w zeszycie, dopiero później przepisuję je na komputerze. Niektórym wydaje się to pewnie stratą czasu, że praktycznie muszę pisać ten sam tekst dwa razy, ale tak po prostu wolę. Poza tym czytałem gdzieś, że odręczne pisanie pobudza inne obszary mózgu (te odpowiedzialne za kreatywność) niż stukanie w klawiaturę i być może rzeczywiście coś w tym jest.

Ejotek: Skąd czerpiesz pomysły? Siadasz i wymyślasz książkę od początku do końca czy może tworzy się ona w trakcie pisania? A może są to historie zasłyszane?

Zawsze mam problem z udzieleniem odpowiedzi na pytanie, skąd czerpię pomysły. Trudno powiedzieć, one po prostu same przychodzą. Czasem takim katalizatorem, który pobudza wyobraźnię do działania, jest jakiś urywek właśnie oglądanego filmu, czy wers ze słuchanej piosenki. Nazwałbym to takim błyskiem, punktem wyjścia, po którym szkicuję sobie w myślach zarys całej powieści. Zanim usiądę do pisania staram się wszystko przemyśleć jak najdokładniej. Przed napisaniem pierwszego zdania mniej więcej wiem jak potoczy się dana historia i jakie będzie jej zakończenie. Jednak już w trakcie samego pisania dochodzą nowe pomysły, najczęściej na jakieś poboczne wątki, dodatkowe smaczki, które nie zaburzają pierwotnie opracowanej konstrukcji, a tylko wzbogacając konkretną opowieść. Czasem myślę nawet, że to właśnie one decydują o większej atrakcyjności książki, że bez nich byłaby ona znacznie słabsza.

Ejotek: Słuchasz muzyki pisząc czy potrzebujesz ciszy?

Zarówno do pisania jak i do czytania potrzebuję ciszy. Najlepiej absolutnej, nie znoszę, gdy ktoś przeszkadza mi w wykonywaniu obu tych czynności. Dlatego też podczas pisania nie słucham muzyki, robię to przed pisaniem lub w trakcie przerw od pisania.

Ejotek: Czy jesteś rozpoznawalny w swoim mieście? Ktoś kojarzy młodego autora?

Wydaje mi się, że nie. Myślę, że gdyby ktoś pokusił się o przeprowadzenie krótkiej sondy ulicznej na temat: Czy wiesz, kim jest Rafał Lewandowski?, to dziewięciu na dziesięciu mieszkańców Bełchatowa odpowiedziałoby pewnie, że nie wie. A dialog z tą jedną pozostałą osobą zapewne wyglądałby tak:
– Czy wiesz, kim jest Rafał Lewandowski?
– Oczywiście, że wiem kim jest Robert Lewandowski.
– Nie Robert. Rafał Lewandowski.
– Rafał? A nie, to jednak nie znam.
Może trochę przesadzam, może ktoś tam mnie kojarzy, ale z pewnością nie jestem znaną postacią w swoim mieście. Może gdybym zajmował się inną dziedziną sztuki byłoby inaczej, bo np. na koncert jakiegoś lokalnego rapera to kilkadziesiąt osób przyjdzie, ale żeby zaraz czytać książkę? Mam wrażenie, że niektórych to przerasta, przeraża wręcz, nawet w przypadku tak niewielkich pod względem objętości powieści jak moje.

Ejotek: Rozbawiłeś mnie tą odpowiedzią, zwłaszcza dialogiem :) A o czym marzysz, tak prywatnie i tak zawodowo, tuż przed wydaniem siódmej książki?

Przed wydaniem kolejnej książki marzę o tym, by wszyscy, którzy czytali pierwszy tom „Niemej Trylogii”, sięgnęli także po drugi, a potem oczywiście po trzeci. Jeżeli chodzi o inne marzenia związane z moimi literackimi poczynaniami to są one raczej nierealne, ale pomarzyć zawsze można. Marzy mi się np. ekranizacja którejś z moich powieści, najlepiej „Bonusu”. Myślę, że na podstawie tej książki mógłby powstać całkiem niezły, trzymający w napięciu thriller. Jeśli czyta to jakiś reżyser szukający pomysłu na nowy film to może śmiało do mnie napisać. Nie mam nic przeciwko temu, każda taka propozycja zostanie przeze mnie rozpatrzona. Ciekawe, ilu żartownisiów napisze teraz do mnie mejla w tej sprawie?

Ejotek: Mogę odpowiedzieć za siebie: zamierzam sięgnąć po drugi tom. Życząc spełnienia wszystkich marzeń – z ekranizacją włącznie - dziękuję Ci za poświęcony czas i chęć udzielenia odpowiedzi na moje – i nie tylko - pytania.

Dziękuję za wywiad, zwłaszcza że chyba po raz pierwszy przepytywał mnie ktoś, kto naprawdę porządnie przygotował się do rozmowy, a przede wszystkim czytał moje książki.

Wiem, że miałem wybrać jeszcze pięć pytań od czytelników, ale były one na tyle ciekawe, że postanowiłem odpowiedzieć na nieco więcej, bo chyba aż na trzynaście.



Pani Lecter
Okładka ''Niemego'' zaskakuje tym, że niewiele wspólnego ma z tytułem i nie można dokładnie przed zakupem wyobrazić sobie na co się porywamy. Jak duży wpływ miał Pan na wygląd graficzny powieści?

Zawsze mam duży wpływ na projekty okładek, które zdobią moje książki. Zazwyczaj sam wybieram grafików i przedstawiam im swoje pomysły. Czasem dorzucają oni coś od siebie, ale nie zawsze jest to zgodne z moją pierwotną wizją. Zdarza się też jednak, że ich pomysły są jeszcze ciekawsze od moich. Na przykład bardzo cenię sobie efekty inwencji twórczej Jakuba Brzozowskiego, który jest odpowiedzialny za okładki „Bonusu” i „Zbrodni w BTW”. Ma on naprawdę doskonałe wyczucie smaku, samym doborem kolorów potrafi idealnie oddać klimat danej powieści. Jednak projektem graficznym „Niemego” zajmował się już ktoś inny. Ogólnie miałem kilka pomysłów na okładkę „Niemego”. Ostatecznie padło na ten, czy był to najlepszy możliwy wybór trudno mi powiedzieć. Zresztą ten projekt zbiera skrajne opinie, niektórzy się nim zachwycają, inni wręcz przeciwnie. Ja jestem z niego zadowolony. Oprawą graficzną kolejnych tomów „Niemej Trylogii” także zajmie się ten sam grafik – Łukasz Buchała. Szata graficzna całej trylogii będzie utrzymana w podobnym stylu, po prostu chciałem, żeby patrząc na same okładki było widać, że są to części jednego cyklu. Front „Niemego” może i rzeczywiście nie zdradza zbyt wiele, ale myślę, że dzisiaj jednak większość czytelników przy wyborze książki dla siebie kieruje się raczej jej tytułem i opisem niż samą grafiką, chociaż oczywiście zdarzają się też i tacy.


Agnesto
Co czyta młody autor w wolnych chwilach, po jakich pisarzy sięga chętnie, a jakiej literatury unika?

W wolnych chwilach sięgam po różne książki, ale w większości jest to beletrystyka, nie interesują mnie biografie, poradniki, poezja, itp. Zdecydowanie unikam książek pisanych lub współtworzonych przez różnego rodzaju celebrytów, kompletnie nie mam ochoty tracić swego czasu na czytanie czegoś takiego. Najczęściej sięgam po powieści kryminalne i thrillery. Ciężko jest mi wybrać jednego ulubionego autora, dlatego wymienię kilku, których twórczość szczególnie sobie cenię. Do tego grona z pewnością należy zaliczyć pisarzy takich jak: Jo Nesbø, Harlan Coben, Michael Connelly, Håkan Nesser, Peter James, Dean Koontz czy Camila Läckberg. Lubię też lżejsze klimaty, takie humorystyczne powieści, jak te napisane przez Olgę Rudnicką, Joannę Fabicką czy Maję Kotarską. Zdarza mi się też sięgać po powieści obyczajowe Katarzyny Leżeńskiej, Izabeli Sowy, a z zagranicznych autorek – Jodi Picoult. Oczywiście mógłbym tak wymieniać niemal bez końca, bo na świecie jest naprawdę mnóstwo świetnych pisarzy, z których twórczością warto się zapoznać.


Lustro Rzeczywistosci
Ma Pan jakieś zdanie na temat polskiej blogosfery? Śledzi pan blogi?

Tak, od kilku lat dość uważnie śledzę książkową blogosferę. W związku z tym zdążyłem już sobie wyrobić pewne opinie na jej temat. Nie można tu generalizować, są blogi prowadzone lepiej i gorzej. Przyznaję, że czasem irytują mnie blogerki (bo jednak przeważnie zajmują się tym kobiety) zachwycające się absolutnie każdą książką. Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii na temat poszczególnych tytułów, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że kilkadziesiąt ostatnio przeczytanych przez daną blogerkę książek naprawdę zasługuje na oceny 5/6 czy 6/6. Dlatego takich blogów nie traktuję poważnie, zwłaszcza przy planowaniu książkowych zakupów. Na szczęście są także blogerzy, którzy prowadzą swoje strony bardzo rzetelnie i można opierać się na ich opiniach. Do tych rzetelnie prowadzonych blogów, które często, może nawet codziennie odwiedzam, należą: Myśli i słowa wiatrem niesione (Ann RK), Literaturomania (Wiki), Ejotkowe postrzeganie świata (Ejotek) oraz Kryminalna Piła (Leszek Koźmiński). Poza takimi typowo recenzenckimi blogami często zaglądam także na stronę Pawła Pollaka, pomimo iż nie zgadzam się z częścią jego poglądów (zwłaszcza z tym wrzucaniem wszystkich self-publisherów do jednego wora), natomiast bardzo cenię sobie jego styl pisania i poczucie humoru.


Pana książki nie są zbyt obszerne, jednak krótkie formy są czasem bardziej wymowne niż 800-stronicowa cegła i potrafią doskonale zawładnąć umysłem czytelnika. Planuje Pan pełnowymiarową powieść, czy jednak pozostanie Pan przy maksimum treści na minimalnej ilości stron?

Wszystkie swoje książki poza „Zbrodnią w BTW” traktuję jako pełnowymiarowe powieści. Dla tych, którym tych stron było trochę za mało, mam dobrą wiadomość. Moja kolejna powieść „Blok” będzie miała około 240 stron i myślę, że to powinno w zupełności wystarczyć. Poza tym zawsze wychodziłem z założenia, że lepiej pisać krótko i w miarę interesująco niż długo i nudno. Zwłaszcza, że sam jako czytelnik czasem nudzę się przy książce rozwleczonej na kilkaset stron. Nawet w przypadku naprawdę świetnych autorów takie rozciągnięcie historii nie wychodzi ich książkom na dobre. Na przykład taki recenzowany przez chyba połowę książkowej blogosfery „Pochłaniacz” mógłby być o te kilkadziesiąt stron krótszy, według mnie zdecydowanie poprawiłoby to dynamikę całej powieści. Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym mógł ciągnąć jakąś historię przez 800 stron. To znaczy może i dałbym radę tyle napisać, ale zapewne przynudzałbym wtedy niemiłosiernie.


martucha180
Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pana wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Panu talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Akurat z języka polskiego zawsze byłem niezły. Jeśli chodzi o szkolne wypracowania dostawałem piątki, czasem zdarzała się jakaś czwórka. Jednak w szkole teksty oceniane są głównie przez pryzmat stopnia zrealizowania danego tematu, a nie styl w jakim się to zrobiło. Myślę, że poziom moich prac nie wzbudzał żadnych większych zastrzeżeń, natomiast koszmarem polonistek (i chyba wszystkich innych nauczycieli) był mój charakter pisma. Tutaj słowo dla czytelników moich książek: cieszcie się, że nie musicie czytać rękopisów tych powieści, to byłaby męczarnia. Polonistki być może widziały we mnie jakiś zalążek literackiego talentu, aczkolwiek nikt o tym głośno nie mówił. Większość nauczycieli zajmuje się realizowaniem podstawy programowej, nie ma czasu na wychwalanie poszczególnych uczniów. Wydaje mi się jednak, że nawet jeśli dostrzegali we mnie jakiś potencjał, to chyba nigdy nie przyszło im do głów, że rzeczywiście zacznę pisać książki.


Epilog - zaczytana Joana
Nie znam jeszcze Pana twórczości ale poczytałam kilka recenzji które bardzo mnie zachęciły do lektury i dlatego mam pytanie o Pana plany wydawnicze. Czy jest już u Pana na warsztacie jakiś nowy pomysł?

Jeśli chodzi o moje plany wydawnicze to wyglądają one następująco. Na lipiec tego roku przewiduję premierę drugiego tomu „Niemej Trylogii” pt. „Blok”. Poza tym pod koniec lipca, dokładnie w pięć lat po premierze mojego debiutu, ukaże się on wreszcie także jako e-book. To wydanie „Efektu motyla” będzie dostępne za symboliczną złotówkę. Do sprzedaży trafi dokładnie taka sama wersja tekstu, jaka została wydrukowana w 2010 roku, bez żadnych poprawek. Dzięki temu wszyscy zainteresowani będę mogli zobaczyć jak zaczynałem swą literacką przygodę, będą sobie mogli porównać, jakie od tego czasu zrobiłem postępy i czy w ogóle je zrobiłem. To tyle jeśli chodzi o okres wakacyjny, natomiast najprawdopodobniej późną jesienią zostanie wydany ostatni tom „Niemej Trylogii”. Na tej pozycji moje wydawnicze plany się kończą.


Pani_Wu
Umieścił Pan akcję "Zbrodni w BTW" w Bełchatowie. Podobnie pan Marek Krajewski opisał Wrocław, pan Zygmunt Miłoszewski Sandomierz, pan Marcin Wroński Lublin, pan Ćwirlej Poznań. Czy miał Pan na celu promowanie "swojego" miasta czy po prostu zna Pan realia i stąd wybór miejsca akcji?

Wybrałem Bełchatów na miejsce akcji rozumując właśnie w ten sam sposób. Że skoro Krajewski może pisać o swoim Wrocławiu, Wroński o Lublinie, to równie dobrze ja mogę o Bełchatowie. Promowanie miasta raczej nie było moim celem, aczkolwiek umieszczając w nim akcję powieści, niejako siłą rzeczy je promuję. Można powiedzieć, że w ten sposób miasto samo się promuje, bez względu na założenia autora. Jednak ci, którzy czytali już „Zbrodnię w BTW” wiedzą, że pokazuję ten Bełchatów z różnych perspektyw, raczej nie jako cudowne miejsce do spędzenia całego życia, tylko miejsce przymusowego pobytu, przystanku na drodze do lepszego świata. Z tym, że dla niektórych to tymczasowe pomieszkiwanie zamienia się w pozostanie tam na zawsze. Oczywiście przedstawiam też jaśniejszą stronę miasta, ale ogólnie pokazany przeze mnie obraz Bełchatowa nie jest jakoś szczególnie zachęcający. Z tego powodu może niektórzy czytelnicy, którzy sięgną po „Zbrodnię w BTW” stwierdzą, że to nie promocja tego miasta, tylko wręcz przeciwnie. Oczywiście znajomość realiów też miała znaczenie w przypadku wyboru takiego miejsca akcji. Wszystkie budynki, ulice, osiedla i inne szczegóły topograficzne, a także te nieliczne związane z historią miasta detale stanowią wierne odwzorowanie stanu faktycznego.


Michalina Miśka
Nie miałam jeszcze okazji czytać Pana książek, ale z tego co wiem, akcja "Zbrodni w BTW" toczy się w Bełchatowie i teraz moje nietypowe pytanie, czy jest Pan fanem Skry Bełchatów? :)

Powiedzmy. Nie jestem typem człowieka, który jeździ na mecze czy nie przepuszcza transmisji z żadnego spotkania. Często jednak oglądam poczynania Skry, zwłaszcza jej potyczki w Lidze Mistrzów, czy mecze fazy play-off i decydujące spotkania w Pucharze Polski. Zresztą, od urodzenia mieszkam w Bełchatowie, więc niejako automatycznie nieco interesuję się losami tej drużyny. Poza tym grają świetnie, czasem aż miło popatrzeć, gdy dochodzą do fazy Final Four Ligi Mistrzów, pokonując po drodze inne potęgi europejskiej siatkówki.


Co powiedziałby Pan osobie, która nie czyta książek, by zachęcić ją do ich czytania?

Może odpowiedź będzie trochę zaskakująca, ale nic bym nie powiedział. Po prostu myślę, że nie ma potrzeby nikogo zachęcać. Jeśli ktoś nie czyta, jest to jego wybór i należy to uszanować. Sam lubię ludzi z pasją, ale nie znoszę, gdy na siłę chcą zarażać swą pasją innych, których w ogóle to nie interesuje. Dlatego też niezbyt wierzę w skuteczność wszelkich kampanii społecznych, także tych mających na celu propagowanie czytelnictwa.


Naila
Jaki był Twój pierwszy pomysł na książkę?

Jak zobaczyłem to pytanie to pierwsza odpowiedź, jaka przyszła mi na myśl to: słaby. Tak na poważnie to zależy, czy chodzi o pierwszy zrealizowany pomysł, czy w ogóle o pierwszy, jaki przyszedł mi do głowy. W przypadku pierwszego w pełni zrealizowanego pomysłu nie ma się co za bardzo rozpisywać, najlepiej po prostu przeczytać powieść, która powstała na jego podstawie. Wszystkich zainteresowanych odsyłam więc do „Efektu motyla”. Natomiast jeśli chodzi o pierwszy pomysł w ogóle, to chciałem napisać kryminał, wynikało to zapewne z ówczesnej fascynacji twórczością Agathy Christie. Nie pamiętam już dokładnie tej planowanej intrygi, ale coś kojarzę, że zbyt odkrywcza to ona nie była. Zresztą, nigdy tego kryminału nie skończyłem, więc ciężko określić, jak by to wyglądało jako całość.


Czy masz jakieś przyzwyczajenie w stylu specjalne miejsce do pisania, ulubiony kubek, muzykę, które pomaga w wymyślaniu akcji książki?

Tak, oczywiście mam pewne przyzwyczajenia, ale pomagają mi one raczej w samym pisaniu, a nie w wymyślaniu od podstaw. Ulubione miejsce do pisania to moje biurko, przy którym powstały prawie wszystkie moje powieści. Do tego potrzebuję jeszcze kawy (obojętnie w jakim kubku czy szklance, liczy się zawartość), ciszy i spokoju. Wtedy, gdy na poważnie przysiadam do pisania praktycznie nie oglądam telewizji i nie korzystam z internetu (a przynajmniej staram się to ograniczać), żeby się nie rozpraszać i nie marnować czasu. Wbrew pozorom przy pisaniu powieści sporo też chodzę, w tę i z powrotem, zastanawiając się nad detalami poszczególnych rozwiązań fabularnych czy przegadując sam ze sobą niektóre dialogi, żeby sprawdzić, czy wypowiedziane na głos nie brzmią zbyt sztucznie.


Gab riela
Panie Rafale, czy mógłby pan dać jakieś konkretne wskazówki początkującym pisarzom?

Może bym i mógł, ale wolałbym tego nie robić. Myślę, że jest na to po prostu jeszcze za wcześnie. W tej branży jest naprawdę wielu świetnych pisarzy i początkujący autorzy to raczej ich powinni pytać o ewentualne wskazówki. Ze swojej strony mogę tylko wspomnieć, że jeśli chce się dobrze pisać to najpierw trzeba jednak sporo poczytać. W ten sposób naprawdę można się wiele nauczyć, zaobserwować pewne techniczne aspekty związane z budowaniem poszczególnych części utworu. Oczywiście sama taka obserwacja bez praktycznych ćwiczeń nie uczyni z nikogo dobrego pisarza, aczkolwiek myślę, że stanowi to dobry punkt wyjścia do rozpoczęcia pracy nad pisaniem własnych tekstów.


pasjonatka książek
Dlaczego Pana książek nie można kupić w księgarniach?

Moich książek nie ma w księgarniach ze względów czysto ekonomicznych. W przypadku powieści wydawanych w małych nakładach jest to po prostu nieopłacalne, a te największe sieci księgarskie nie są w ogóle zainteresowane współpracą z niezależnymi autorami. Kiedyś zależało mi na tym, żeby moje książki były dostępne w księgarniach, nawet częściowo udało mi się to osiągnąć, ale wiązało się z tym zbyt dużo zachodu, a efekty takiej współpracy zdecydowanie nie spełniały moich oczekiwań. Moje książki można zamawiać bezpośrednio ode mnie, piszą wiadomość na adres lewandowski1331@gmail.com. Natomiast wszystkie informacje na temat moich powieści można znaleźć na moim blogu: www.rafal-lewandowski.blogspot.com. Zachęcam do zamawiania i czytania.


Dziękuję za wszystkie przysłane pytania, także za te, na które nie udzieliłem odpowiedzi. Ograniczyłem ilość pytań, gdyż po prostu nie chciałem, żeby ten wywiad zamienił się w artykuł zbyt długi, by wiele osób zechciało przeczytać go od początku do końca. I tak trochę się rozpisałem, pewnie zaraz pojawi się komentarz, że wywiad ze mną jest dłuższy niż książki mojego autorstwa. Co jednak wcale nie jest prawdą, moje powieści są nieco bardziej rozbudowane. Uwierzcie mi na słowo. Albo nie, przekonajcie się o tym sami, najlepiej sięgając po którąś z moich książek :)

Teraz jeszcze pozostało mi ogłosić wyniki zorganizowanego przy okazji wywiadu konkursu.
Lista zwycięzców i przyznanych im nagród prezentuje się następująco:
1. Lustro Rzeczywistości – „Niemy”
2. Michalina Miśka – „Nieodwzajemnione Uczucie”
3. Naila – „Nieodwzajemnione Uczucie”
4. Pani_Wu – „Nieodwzajemnione Uczucie”
5. Martucha180 – „Nieodwzajemnione Uczucie”


Gratuluję wszystkim zwycięzcom. Wiem od Ejotka, że adresy całej piątki ma z konkursu urodzinowego, zatem po Waszym potwierdzeniu po prostu mi je prześle.

Pozdrawiam
Rafał Lewandowski

22 komentarze:

  1. Przyznam, że nie spodziewałam się, iż moje pytania zostaną nagrodzone :) Bardzo serdecznie dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już decyzja autora :) Gratuluję szczęścia w moich konkursach

      Usuń
    2. P.S. Adres już przesłałam autorowi

      Usuń
  2. Interesujący młody człowiek.....ciekawy wywiad Wam wspólnie wyszedł....

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemnie czyta się tak wyczerpujący wywiad. Zawsze ciekawił mnie temat okładek, bo gdy rozmawiałam z panią Anną Sakowską, to twierdziła, że autor nigdy nie może się zdecydować, dlatego dostaje 2-3 propozycje okładek i ma na nie niewielki wpływ.
    Gratuluję serdecznie zwycięzcom! :)
    Nie chcę być niemiła, bo zaraz pewnie większość napisze, że jestem zazdrosna, bo moje pytania nie zostały nagrodzone blablabla, ale jeśli mogę, to ode mnie taka mała uwaga. nie traktuj tego jak złośliwość, Ejotku (ejotko? nie wiem w ogóle czy powinnam odmieniać Twoją nazwę), ale w regulaminie konkursowym zaznaczyłaś, że można zadać max. 3 pytania. Chyba wiesz o co mi chodzi. Naprawdę nie chodzi mi teraz o wzbudzanie poruszenia i zwracania na siebie uwagi, ale to trochę nie sprawiedliwe/nieodpowiednie, nie wiem jakiego użyć słowa, żeby nikogo nie urazić, bo skoro 3 pytania, to 3, nie 5 czy 4.
    Niemniej i tak gratuluję szczęściarzom jeszcze raz, miłego czytania, a panu Rafałowi jeszcze więcej książek, po tym wywiadzie sama zakupię jakąś pozycję z Pana dorobku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmiana "Ejotku" - jest ok :)

      Tak, masz rację. Regulamin jest po to by go przestrzegać.
      Masz rację, że były 2 przypadki zadania większej ilości pytań.
      Ale dlaczego nie zareagowałam? Już odpowiadam.
      Ten punkt regulaminu nie miał na celu wyeliminowania kogoś za zbyt dużą ilość pytań (w poprzednim wywiadzie tak nie było zresztą), chodziło mi wyłącznie o to, by nie zasypać autora zbyt dużą ilością.
      Poza tym 4 osoby ( w tym Ty) zadały mniej niż 3 pytania, dlatego był to kolejny powód, dla którego uznałam, że wszystkie pytania pozostawię do wyboru autora.

      Usuń
    2. Okey, chciałam tylko o tym wspomnieć i dziękuję za miłą odpowiedź. :) Dobrej nocy. :)

      Usuń
  4. Jestem zaskoczona tak miłym i ciepłym wywiadem i naprawdę ciekawa jestem książek.. Bardzo dziękuję za wybór moich pytań i odpowiedzi. Życzę spełnienia w tej pasji, którą jest pisanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nailo, jako osoba, która poznała dwie mogę śmiało polecić :) Bardzo przyjemnie się czyta. Adres już wysłany

      Usuń
  5. O proszę, a to niespodzianka. Dziękuję za możliwość poznania młodego autora oraz za wyróżnienie. A co do Lewandowskich, to jest ich trochę. W ogólniaku miałam dwóch nauczycieli Lewandowskich i nie byli rodziną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam styczności z tym nazwiskiem... Gratuluję kolejnej wygranej u mnie :)

      Usuń
  6. Jestem już po lekturze "Niemego" autora i niebawem zamieszczę swoją recenzję. Ciekawy wywiad, widać, że autor ma sporo do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, miło się czyta. Ciekawa jestem Twoich wrażeń :)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawa postać (-: Książka napisana w wieku 18 lat - podziwiam (-:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak pięknie pisze, nie tylko w książkach :)

      Usuń
  8. Życzę wielu sukcesów autorowi! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam takie obszerne wywiady :) Nie mogę się doczekać lektury Niemego, by osobiście sprawdzić, czy nie przynudza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają swój plus, że można dowiedzieć się wiele na różnorodne tematy :)
      Jak sprawdzisz to wpadnę poczytać :)

      Usuń
  10. Wczoraj autor wysłał nagrody! :)

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałaś/-łeś to co napisałam, napisz co o tym myślisz, będzie mi miło :)

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...