sobota, 25 marca 2017

Spotkanie autorskie z Joanną Stovrag! - już niebawem



Krakowian - i nie tylko - zapraszam na spotkanie z bardzo sympatyczną autorką cudownej historii o miłości!






Wybieracie się? Ja bardzo mocno postaram się być! :)

piątek, 24 marca 2017

Astrid Lindgren "Przygody dzieci z ulicy Awanturników"



Tytuł oryginalny: Barnen på Bråkmakargatan, Lotta på Bråkmakargatan
Tłumaczenie: Anna Węgleńska
Ilustracje: Ilon Wikland
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Seria: Lotta z ulicy Awanturników tomy 1 i 2






Patrząc na dokonania Astrid Lindgren w dziedzinie tworzenia książek dla młodych czytelników, należę do grona tych, którzy znają dość wąski zakres dzieł autorki. Hitowe "Dzieci z Bullerbyn" czytałam jako podlotek i byłam zachwycona klimatem, przygodami młodych bohaterów. Wciąż żałowałam, że dom rodziców nie stał na tyle blisko innych, by móc rozciągnąć sznurek i przesyłać wiadomości do dzieci sąsiadów...
Co się stało, że nie poznałam innych tytułów Lindgren nie wiem, ale teraz kiedy córa jest w wieku pozwalającym na poznanie książek szwedzkiej pisarki, wszystko jest możliwe. Obie po raz pierwszy spotkałyśmy się z małą Lottą - jak nam się podobało?


Z pozoru spokojna ulica Garncarzy, ulica jakich wiele... Domki, rodziny z dziećmi... No właśnie, dziećmi! Tata Lotty, Jonasa i Mii Marii uważa, że najwłaściwszą nazwą dla ich ulicy byłaby ulica Awanturników. Trójka dzieciaków potrafi się grzecznie bawić, ale jak wiadomo tylko krok dzieli ich od kłótni czy nadmiernego rozrabiania. Wyobraźnia podpowiada im niezwykłe i często trudne do zrealizowania pomysły, ale przecież wtedy jest najfajniej, gdy przeszkody piętrzą się a rodzice czegoś zabraniają (konkurs z wychylaniem z okna). Bystre dzieciaki na złość i na przekór spróbują właśnie tego, co zakazane. Z pozoru normalna zabawa w piratów, anioły czy szpital wywołuje spory. Wystarczy, że czteroletnia Lotta nie chce słuchać starszego rodzeństwa... A kim tak naprawdę jest jej Nisiek - przytulanka? Nigdy nie zgadniecie jaka to "rasa" :)

Nie ukrywam, że sama nie wpadłabym na stworzenie drzewa naleśnikowego czy wymyślenie różnych rodzajów ciemności. Raczej nie skusiłabym się na skosztowanie lemoniady z piaskiem autorstwa Lotty :) Czy nie macie wrażenia, że Wasze życie bez tej trójki jest nudne? Na pewno uważa tak ciocia Berg, sąsiadka Nymanów, która usłyszała nadzwyczajne pytanie dotyczące swojej lalki Róży.



Książka składa się z dwóch części: "Dzieci z ulicy Awanturników" oraz "Lotta z ulicy Awanturników" (w drugiej dziewczynka podejmuje ważną życiową decyzję). Oczywiście polecam czytanie po kolei, ale kiedy moja sześciolatka czyta samodzielnie, robi to wyrywkowo i skupia się na konkretnych przygodach trójki rodzeństwa a nie na ujęciu całościowym. Jedynie rozdziały są dla niej jeszcze zbyt długie - i mimo, że strony często zawierają więcej ilustracji niż tekstu, to wiercipięta nie jest w stanie tyle czasu grzecznie czytać lub słuchać...

Czcionka jest idealnej wielkości do samodzielnego czytania, zaś ilustracje charakteryzują się żywymi kolorami i adekwatnością do tekstu. Kilkulatek może śmiało utożsamiać się z bohaterami i ich pomysłami a humor zawarty w tej pozycji będzie działał jeszcze bardziej zachęcająco. Sześciolatce bardzo spodobała się piosenka, którą śpiewa Lotta i obie już ją nucimy :)
Zdecydowane plusy? Prosty język, solidna porcja śmiechu, łatwe do zrozumienia dialogi a także mocna strona techniczna książki (twarda oprawa i szycie (a nie klejenie) powodują, że powinna przetrwać choć jedno pokolenie :))

Jedyne do czego nie jestem przekonana to czy nasze dzieci nie wezmą przykładów z czegoś, z czego nie powinny...Ale to już zdarza się w każdej książce, prawda?







Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z



czwartek, 23 marca 2017

"Cela 7" Kerry Drewery - zapowiedź

29 marca swoją premierę będzie miała nietypowa książka wydana przez Wydawnictwo Sonia Draga. O życiu bohaterki mają zdecydować sms-y!

Oto opis książki:

Zamordowano uwielbianego przez tłumy celebrytę. Zatrzymana na miejscu zbrodni szesnastoletnia Martha Honeydew przyznała się do winy i zajęła miejsce w celi śmierci.
Przyszła pora, aby sprawiedliwości stało się zadość.

O losie dziewczyny decydują widzowie reality TV, którzy mają siedem dni na rozstrzygnięcie, czy oskarżona ma żyć, czy umrzeć. Nie ma już sędziów – jest publiczność z telefonami w ręku. Sprawa budzi ogromne emocje, bo po raz pierwszy w historii programu w celi śmierci znalazła się nastolatka.

Martha uparcie twierdzi, że jest winna, ale czy to ona pociągnęła za spust?
A może rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż obrazy, którymi karmią nas media?





Wystartowała strona Celi 7, znajdziecie ją --> TUTAJ Znajdziecie tam informacje o książce oraz jej fragment - skuście się! Może Was zaciekawi :)
A wielbiciele FB mogą zajrzeć tu --> https://www.facebook.com/BookMlody/
Kto z Was ma książkę za sobą? Ja niebawem będę poznawać tajniki tej lektury? Czy ktoś czuje się zaintrygowany?

środa, 22 marca 2017

"Pokaż mi swoje Różany" - KONKURS inspirowany powieściami Bogny Ziembickiej

Uwielbiam sprawiać Wam radość. Fajnymi hasłami, ciekawymi recenzjami a przede wszystkim konkursami.
Jeden dopiero się zakończył, pora więc na następny :)



Prośba - reklamujcie, udostępniajcie - niech o konkursie dowie się jak najwięcej osób :)




BANER:



za baner dziękuję Joli  :)




NAGRODA:

1 pakiet Różan, składający się z dwóch tomów a w środku pięć powieści: Droga do Różan, Wiosna w Różanach , Tylko dzięki miłości, Bądź przy mnie i Na zawsze Różany


ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsoruje Wydawnictwo Jak - dziękuję :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodą w konkursie jest pakiet Różan B. Ziembickiej
  4. Konkurs rozpoczyna się 22.03.2017 r. a kończy 31.03.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB -  Wyd. Jak oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • pytanie konkursowe: Gdzie leżą Twoje "Różany" i co magicznego w sobie mają?
           [Odpowiedź wcale nie musi bazować na powieści. Liczę jedynie na Waszą kreatywność! A to oznacza, że można odpowiedzieć w różnych formach, również mailem. Zwycięska praca zostanie opublikowana wraz z wynikami]

Powodzenia!


wtorek, 21 marca 2017

Wyniki konkursu z Kaszubowską

Zakończył się konkurs, w którym do wygrania były dwa egzemplarze książki widocznej na banerze obok.

Zadanie konkursowe nie było trudne dlatego jestem zdziwiona, że tak mało chętnych się zgłosiło. Ale wierzę, że są to osoby naprawdę pragnące poznać powieść.


Był konkurs.
Był wstęp.
Pora na wyniki.


Nowiutkie egzemplarze "Brakującego ogniwa" Marty Wiktorii Kaszubowskiej wygrywają:


Paulina Hołda
Sylwia Waligóra


wszystkie odpowiedzi konkursowe dostępne TUTAJ

Gratuluję! Życzę miłej lektury :)

Proszę o Wasze adresy na mojego maila (znajdziecie w zakładce Współpraca) - w tytule maila wpiszcie "Konkurs z Kaszubowską" - adres
Przesyłki zostaną wysłane z wydawnictwa, któremu raz jeszcze dziękuję za nagrody!

niedziela, 19 marca 2017

Byliście już w Różanach Bogny Ziembickiej? 5 książek w 2 tomach! - zapowiedź

Czytaliście sagę Bogny Ziembickiej Różany?

Ja, przyznaję szczerze, nie. Seria długo należała do moich wyrzutów sumienia... 



Pierwszy tom sagi - Droga do Różan - ukazał się w 2012 roku i został bardzo dobrze przyjęty przez czytelników. W kolejnych latach pojawiały się następne tomy: Wiosna w Różanach , Tylko dzięki miłości, Bądź przy mnie i Na zawsze Różany.

Jeśli dobrze udało mi się przeanalizować to dwa pierwsze tomy doczekały się powtórnych wydań.

W grudniu 2016 roku Wydawnictwo Jak wydało kompletną sagę Bogny Ziembickiej – pięć tomów w dwóch książkach - okładki prezentują się bardzo poważnie i dostojnie.
Jak podoba Wam się to wydanie?


Pierwszy tom sagi „Droga do Różan” opowiada o Zosi Boruckiej, która razem z ojcem i nianią prowadzi gospodarstwo ogrodnicze i pensjonat w podkrakowskich Różanach. Po sąsiedzku mieszka jej przyjaciółka Marianna, nadużywająca whisky, nieco cyniczna 40-latka, i zakochany w Zosi malarz Eryk. Pewnego dnia do Różan przyjeżdża Krzysztof, wielka miłość Zosi, jednak nie po to, by jej się oświadczyć (na co domownicy mają nadzieję), lecz po odbiór starego długu. Ponieważ rodzina Zosi nie ma pieniędzy, dom zostaje sprzedany, a Zosia z ojcem i nianią przenosi się do Krakowa. Próbuje ułożyć sobie życie na nowo: szuka pracy i stara się – mimo wszystko – odzyskać Krzysztofa. Jednocześnie z historią Zosi poznajemy historię jej niani – od dzieciństwa spędzonego w Krakowie i nauki na pensji w angielskim klasztorze do dramatycznej wędrówki i walki o życie we wrześniu 1939 roku. [z materiałów wyd. Jak]

Czujecie się zaintrygowani? :) Ja bardzo i już niebawem rozpocznę lekturę. Streszczeń pozostałych tomów nawet nie czytam, nie lubię psuć sobie zabawy.

Chętnie poznam Wasze wrażenia, jeśli już czytaliście oraz deklaracje, że chcielibyście przeczytać. Zwłaszcza, że już niebawem zaproszę Was do konkursu :)


sobota, 18 marca 2017

Jutro kończy się konkurs!



Jutro o północy kończy się konkurs z Kaszubowską!

TUTAJ znajdziecie wszystkie szczegóły. Zachęcam do wzięcia udziału - mam tylko dwa zgłoszenia!

piątek, 17 marca 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"





Autor: Joanna Stovrag
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 14 lutego 2017
Liczba stron: 368




O moich wrażeniach dotyczących historii niezwykłej miłości Joanny mieliście już okazję czytać TUTAJ.

Nie, nie będę tu czynić żadnych porównań. To nie będzie też typowa recenzja. Ale nie mogę nie napisać o wydaniu drugim, wzbogaconym. Miałam przyjemność objąć patronatem i rekomendować książkę. Mój egzemplarz jest dodatkowo cenny - uzyskałam osobisty wpis autorki! Piękna dedykacja, oryginalna pieczątka - dziękuję :)

Ale postanowiłam Wam napisać kilka słów na ten temat drugiego spotkania z tą opowieścią. Co się zmieniło? Jak odebrałam fakty, które już znałam?
Szczerze mówiąc to nie potrafię Wam napisać szczegółowo, które konkretnie fragmenty zmieniła p. Joanna. Co wykasowała, co dopisała, co edytowała. Na pewno - jak każdy - lekturę rozpoczęłam od końca, czyli od zdjęć :) Jest ich sporo - duży plus :)
Lecz poza tym... Nie wiem. Dlaczego? Historia wciągnęła mnie tak bardzo, że zwyczajnie nie wiem... Może coś wydało mi się nieznane, ale przecież za każdym razem, gdy czytamy coś ponownie (lub oglądamy) naszą uwagę zwracają inne detale...

Rzadko czytuję książkę drugi raz. Tym razem ponownie zagłębiałam się w świat zafascynowania bohaterki - Joanny - Bałkanami, z wypiekami na twarzy. Znów udałam się z młodą dziewczyną do Sarajewa, by tam podczas stypendium naukowego poznać historię, zwyczaje i język. Wraz z nią zwiedzałam miasto, spotykałam ludzi. Przeżywałam też chwilę, gdy pojawił się błysk - miłość, która jeszcze wtedy nie przypuszczała, co ją czeka... Wraz z Joanną drżałam o życie Seja, próbowałam każdej możliwej ścieżki kontaktu z nim. Szukałam różnych znajomości, form pomocy, pakowałam kolejne paczki, starałam się z mozołem uzyskać połączenie z oblężonym miastem. Znów cierpiałam, denerwowałam się, kibicowałam. Ileż sił ją to kosztowało...

Każdy ślub autorki (było ich przecież więcej niż jeden :)),
każda tragiczna wiadomość o czyjejś śmierci,
każdy ślad po kuli,
każda wzmianka o tym co ludzie jedli, jak żyli, jak starali się to przetrwać,
każdy ocalały...
Wszystko to wywoływało we mnie emocje. Chwilami skrajne, bo od uśmiechu aż po łzy. Choć zapewne dziwicie się teraz, gdzie w tej wojennej zawierusze miejsce na śmiech...

Jakie to szczęście, że znam finał. Że wiem jak potoczyły się losy bohaterów. Nie musiałam obgryzać paznokci, pić hektolitrów kawy, której nie lubię przecież... Z pozornym tylko spokojem zmierzałam do końca, nie drżąc co się wydarzy.
Z każdej kartki płyną słowa, które już na spokojnie, po śmierci Waldemara Milewicza (który nakręcił film o tej bałkańskiej miłości), spisała Joanna.
Jest w nich miłość,
                                  emocje,
                                               strach,
                                                           złość,
                                                                     żal,
                                                                           radość
                                                                                      i euforia.
Więcej się już nie da zawrzeć w "Chwili na miłość"!  Serio!


Wzruszenie, nerwy i podziw - to chyba trzy słowa, którymi mogę opisać swoje wrażenia po ponownym przeczytaniu książki. Choć prawda jest taka, że trudno jest opisać to, co czułam. Najlepiej zwyczajnie sami sięgnijcie i poznajcie historię miłości, której ja mogę tylko pozazdrościć.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki




Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Autorce i


środa, 15 marca 2017

Ejotkowe postrzeganie świata w nowym miejscu w sieci

Z powodu zmiany pompy insulinowej córy ja również musiałam pójść krok do przodu i byłam zmuszona kupić nowy model telefonu - potrzebna była aplikacja, która wyświetla cukier...

A skoro już posiadam telefon robiący niezłe zdjęcia i ma internet...
To...
Ejotkowe postrzeganie świata działa od kilku dni na Instagramie - choć nie do końca jestem w tym biegła to coś się tam u mnie dzieje... Wyszukać mnie można jako ejotkowe albo ejotkowe_postrzeganie_swiata.
Zachęcam do podpatrywania, bo wrzucam tam fotki, których nigdzie indziej nie znajdziecie :)
Do zobaczenia

wtorek, 14 marca 2017

Wspólnie czytamy - dzieci wspieramy -- akcja KOPD i Adamady



Jak rozmawiać z dziećmi o ważnych i trudnych sprawach? Jak stworzyć sprzyjającą temu atmosferę? Czy książki mogą w tym być pomocne?

Czytanie dziecku i z dzieckiem zacieśnia więź emocjonalną między nim a bliskimi, wspiera jego rozwój psychiczny i pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości. Motywuje do samodzielnego myślenia, rozwija etycznie, budzi wrażliwość estetyczną, poprawia koncentrację, ćwiczy pamięć, wzbogaca słownictwo oraz poszerza wiedzę o otaczającym świecie.

Komitet Ochrony Praw DzieckaWydawnictwo ADAMADA zapraszają dzieci i dorosłych na cykl wydarzeń Wspólnie czytamy – dzieci wspieramy, które wiosną odbywać się będą w Gdańsku i Warszawie. Pierwszą taką akcję organizujemy już 19 marca w Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności. W programie są spotkania z psychologami i autorami książek dla dzieci, warsztaty i animacje dla dzieci prowadzone przez znanych aktorów, konkursy i zabawy.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny! Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc prosimy o wcześniejszą rejestrację. 



poniedziałek, 13 marca 2017

Karolina Wilczyńska "Właśnie dziś, właśnie teraz"




Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 328









A miało być Jagodno... Od dawna "Stacja Jagodno. Zaplątana miłość" patrzyła na mnie z półki z wyrzutem i obiecywałam sobie, że przygodę z twórczością Karoliny Wilczyńskiej rozpocznę właśnie od tej serii. Ale jak to w życiu bywa, los zdecydował inaczej... Mój pierwszy raz z powieściami autorki odbyłam z "Właśnie dziś, właśnie teraz". Czy Wilczyńska dołączyła do grona moich polskich TOP już teraz?


Pierwszy rozdział powieści (boski i niebanalny) spowodował, że musiałam - po raz nie wiem który w życiu - obejrzeć skecz kabaretu Ani Mru-Mru "Supermarket" - uwielbiam go! A mój młodszy brat społeczną strukturę czekających na otwarcie drzwi klientów potrafi przedstawić koncertowo :) Skecz i rozdział pasują do siebie idealnie! Może autorka podczas pisania też go oglądała? :)

Wróćmy jednak do powieści...
Zbliża się Dzień Dziecka i z tej okazji specjaliści od marketingu i promocji wymyślili, że w ostatnią sobotę maja drzwi hipermarketu zaproszą kupujących tuż przed północą, kusząc napisem "-50%" na zabawkach. Jak można się było spodziewać był tłum, kłótnie, przepychanki, nerwy, pot i łzy. Można doskonale zaobserwować zachowanie klientów oraz personelu niższego i wyższego szczebla. Walkę o najnowsze modele lalek Barbie, samochodów czy klocków Lego przerywa jednak tragedia... Niespodziewanie dochodzi do wypadku, który odmieni losy wielu osób. Życie części z obecnych w markecie - zakończy. Jak poradzą sobie Ci, którzy cudem się uratowali? Czy ta sytuacja wywoła u nich pożądane przemyślenia?

W szpitalnej sali spotkały się poszkodowane w wypadku kobiety: Sabina, Bronisława i Sonia. Trzy pozornie różne, ale jakże wiele mające wspólnego ze sobą historie. Ich losy połączył wypadek i jak się okazuje, wyszło im to na dobre... Pomimo wszystko.

Sabina Barańska trzeźwo i realistycznie patrzy na życie. Mimo, że ma za sobą pięćdziesiąt lat życia to nie potrafi się nim cieszyć. Denerwują ją dzwoniące telefony, ciągłe pobudki nocne, szybkie zakupy i monotonia dnia codziennego. Sabina wie, że łzy nic nie zmienią, ale najchętniej wypłakałaby z siebie żal i złość. Zwłaszcza, że nie ma na kogo liczyć... Jej jedyną rodziną jest dziewięćdziesięcioletni ojciec, którym musi się opiekować, ale nie usłyszy miłego słowa. Ciągła krytyka, poniżanie, krzyki, zgryźliwość oraz wrogość - tylko to od niego otrzymuje... Żadnego podziękowania za swoją dobroć, opiekę i troskę. A przecież poświęciła siebie i swoje marzenia, by zająć się ojcem. Czy naprawdę nic w jej życiu się nie zmieni?


Bronisława Cedro jest siedemdziesięcioletnią wdową. To dobra, pracowita i chętna do pomocy innym kobieta - ot, złote serce. Zwłaszcza w odniesieniu do syna - Jerzyka. Bronisława wciąż go tłumaczy, wybacza, wierzy w jego zapewnienia o tym, że tak naprawdę to nie on jest winny, tylko koledzy. To przez nich miał kolegium, to przez nich wraca do domu pijany. I tylko pracy znaleźć nie może... Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt, ileż to Jerzyk ma lat... Cóż... Ale miłość matki jest wyjątkowa, prawda?


Sonia Adamczyk jest najmłodsza z trójki bohaterek. Żona eleganckiego i dobrze zarabiającego męża oraz matka nastoletniej córki. Jak się okazało później, to ją wypadek w markecie doświadczył najbardziej, ale boi się wyznać prawdę mężowi. Czy była w stanie przewidzieć, jakie konsekwencje będzie miała dla niej tamta noc zakupów? Sonia przez ostatnie lata była kurą domową - miała zajmować się domem i wychowywaniem Oleńki. Tyle, że córka zeszła na dalszy plan... Na pierwszym było czekanie na Krzysztofa, gdy wracał nawet późną nocą i dogadzanie mu. Tak długo pracował? Co musiało się wydarzyć, by kobieta przejrzała na oczy?


Spotkałam się z opiniami, że książka jest smutna. Ale moim zdaniem, jest po prostu prawdziwa i nieco dramatyczna. Widocznie, Ci którzy tak ocenili powieść mają w życiu dobrze. Nie mają poważnych problemów i zachowanie bohaterek nie mieści się w ich normach.
Ale to przecież same kobiety zgotowały sobie taki los... Przyzwyczaiły mężczyzn, z którymi żyją pod jednym dachem, do takiej codzienności. Same stały się od nich zależne, uwięzione, bez swojego zdania. Sabina poświęciła wszystko ojcu. Bronisława wciąż usprawiedliwia syna a Soni czas poświęcony mężowi przysłonił miłość do córki. Owszem, ich zachowanie często irytowało, ale przecież nie w każdej książce jest cukierkowo i nie każdy bohater jest idealny - przecież wtedy byłoby nudno!

Autorka pokazała w powieści co znaczy samotność, alkoholizm, brak pieniędzy. Ale z drugiej strony poruszyła ważne tematy - chora miłość, samotność, uzależnienie od mężczyzny, przyjaźń nie do końca prawdziwa (nie wytrzymuje sprawdzianu jakim są problemy) oraz jak nieszczęście może zbliżyć obcych sobie ludzi, odmienić życie i jak wiele można mu zawdzięczać. Ale to nie wszystko, tylko nie mogę zdradzić Wam pewnych niespodzianek...

Przez całą lekturą rozmyślałam, jaki pomysł na finał ma Wilczyńska i .... przyznaję uczciwie - zaskoczyła mnie. Nie spodziewałam, że powieść właśnie tak się zakończy - i to na kilku płaszczyznach. Miałam wzrok zdziwionego czytelnika. "Właśnie dziś, właśnie teraz" czytało mi się bardzo przyjemnie i dość szybko z uwagi na język, styl i lekkość wypowiedzi autorki. Jedynie do korekty miałabym pewne uwagi, bo literówki wstrzymywały mój czytelniczy rozpęd.

Powieść skłania do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Porusza i potrząsa. Czy przypadkiem nie przesadzamy z nadopiekuńczością? Czy będziemy mieć wsparcie i pomoc w naprawdę trudnej sytuacji? A może nasze dobre uczynki nie zostaną docenione? Gorąco polecam





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Piotrowi

sobota, 11 marca 2017

Naoki Inaba "Plac tajemnic 2. Japońskie łamigłówki"




Tytuł: Plac tajemnic 2. Japońskie łamigłówki - część 1
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 32
Wiek odbiorcy: 7+









Jeszcze dwa lata temu myślałam, że w dziedzinie książeczek z łamigłówkami wymyślono już wszystko - wykreślanki, rebusy, krzyżówki różnego rodzaju, labirynty czy też połącz kropki. Ale wydawnictwa mnie zaskoczyły tworząc istne arcydzieła w tej dziedzinie.
Jednym z przykładów jest Adamada i seria Plac tajemnic, o którym pisałam już kilkakrotnie. Razem z córą miałyśmy okazję zapoznać się też z książeczkami Naoki Inaby (TUTAJ recenzja), który pokazał jak ruszać głową po japońsku :)

Prezentowana część pierwsza drugiego cyklu Japońskich łamigłówek jest przeznaczona - według informacji z okładki - dla dzieci siedmioletnich. Kolejne części były zbyt trudne dla mojej córy i tym razem odsyłam Was na stronę wydawnictwa, gdzie możecie o nich poczytać. Ja skupię się na "dziesiątkowych diagramach", jak je roboczo nazwałam :)


Na czym polega zabawa w myślenie?



Każdy przedstawiony w książeczce diagram należy podzielić w taki sposób na mniejsze pola, by cyfry znajdujące się w każdym z nich miały sumę 10. Świetna sprawa w ćwiczeniu dodawania i to przecież z zakresu większego niż 10, bo kiedy dziecko sprawdza różne możliwości to często dodaje do siebie 6+5, 9+5 czy też na przykład 7+6, by przekonać się, że cyfry te nie mogą być w tym samym polu, bo ich suma jest większa niż 10. Doskonale się bawiłyśmy! Bo książeczka nie zawiera takich diagramów jak te w powyższej instrukcji! To znaczy zawiera, ale jest ich tylko kilka tak małych i łatwych... Potem zaczynają się schody...

Przykłady? Proszę bardzo:

Diagram na powitanie był łatwy :)





Kolejne diagramy są podobne do poniższych. Stopień trudności akurat dla mojej sześciolatki, ja wskazywałam tylko od której cyfry najlepiej zacząć całość. Większy diagram robiłyśmy już nie długopisem, ale ołówkiem - gumka czasami była konieczna :) 




A to wyjątkowa strona - udało się "mieć zapał" do zrobienia całej, czyli wszystkich trzech przykładów, choć im niżej, tym trudniej i trzeba było pokonać opory przed startem sześciolatki... Ale po ukończeniu zadań okazało się, że nie takie to straszne, jak się wydaje na początku, kiedy wszystkie diagramy są puste.
 


Poniżej przedstawiam przykłady zadań, do których sześciolatka na chwilę obecną namówić się nie dała. Szczerze mówiąc to sama bałabym się kompromitacji, gdybym miała próbować je robić. Wbrew pozorom, nawet jak człowiek umie liczyć (dodawać) do 10 to może się wyłożyć na tych łamigłówkach. A najgorzej jest zacząć...


 I jak? Dalibyście radę? :)


Na koniec pokażę Wam jeszcze diagram, który bardzo się spodobał się mojej małej recenzentce - kiedy zobaczyła same 10 i 2, to powiedziała że to będzie łatwe... I zaczęła od zakreślania 10.... Dopiero potem okazało się, że to wcale nie jest takie proste i na tym to zadanie się zakończyło.



 Jednak z czasem książeczka będzie się na pewno zapełniać. Zawsze po jakimś czasie wracamy do serii Plac tajemnic, uzupełniając to, czego jeszcze kilka tygodni czy miesięcy wcześniej się nie dało. Przecież dziecko się rozwija, nabywa nowych umiejętności, rozumie więcej a i kombinować potrafi.

"Japońskie łamigłówki" doskonale sprawdzają się nie tylko na nudę, ale przede wszystkim do rozwijania myślenia u dziecka - jakie kroki dalej podjąć, jaki wynik dodawania będzie z różnych kombinacji cyfr.... Trzeba też być cierpliwym, kiedy coś się nie udaje oraz nie przerażać się trudniejszymi przykładami, tylko małymi kroczkami zmierzać do finału! Doskonała publikacja :) Polecam w 1000%






Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek



Za możliwość ćwiczenia umysłu
dziękujemy Pani Ewie


piątek, 10 marca 2017

Ejotek znów na SOFie - tym razem ze śląskimi klimatami


Już w lutym ukazał się w sieci nowy - 16 już numer - SOFY. Bardzo ubolewam, że na chwilę obecną dwumiesięcznik jest dostępny tylko w wersji elektronicznej...

Jak wiecie mam opóźnienia ze wszystkim... Dlatego dopiero dziś polecam zajrzenie na jego karty. Lepiej późno niż wcale, prawda?

W środku znajdziecie wiele ciekawych tekstów, nie tylko recenzji.


DO PRZEGLĄDANIA:
https://issuu.com/almari_/docs/sofa_16__-_luty_2017

DO ŚCIĄGNIĘCIA:  http://www.beezar.pl/ksiazki/sofa-16-luty-2017

Osobiście zależy mi na skierowaniu Waszych oczu na tekst na stronie 46-47 :)

czwartek, 9 marca 2017

Mary Kubica "Kobieta znikąd"




Tytuł oryginalny: Don't you cry
Tłumaczenie: Jan Kabat
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 336








Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? Z twórczością amerykańskiej pisarki - Mary Kubica - nie miałam dotychczas nic wspólnego, czytywałam jedynie recenzje jej poprzednich książek. Dlatego gdy zapoznałam się z intrygującym opisem najnowszego thrillera psychologicznego "Kobieta znikąd", postanowiłam uczynić pierwszy krok. Czy jestem zadowolona z czasu poświęconego książce?


Chicago
Jest niedzielny listopadowy poranek. Quinn odkrywa, że w mieszkaniu nie ma jej współlokatorki Esther. Wprawdzie słyszała w nocy jakieś hałasy, ale wróciła z imprezy i nie do końca chciało jej się to sprawdzać. Jednak godziny mijają a Esther nie wraca... Quinn zaczyna się martwić a chcąc domyślić się co mogło się wydarzyć zaczyna poszukiwanie śladów w pokoju należącym do zaginionej. Im dłużej nie ma Esther, tym więcej niepokojących rzeczy udaje jej się odkryć - listy do Najdroższej Osoby (czy pisała je Esther?), pozostawiony telefon, tajemnicze wnioski i wiele innych, których nie zdradzę Wam, by nie popsuć niespodzianki.
Czy powinna dzwonić na policję? Quinn naprawdę starannie przyłożyła się do rozważenia za i przeciw - choć była w dużym szoku. Jakie podjęła kroki? Czy wskazówki znalezione w drugiej dobie po zaginięciu Esther pomogą jej w podjęciu decyzji? Zwłaszcza, że na jaw wychodzi coraz mroczniejsza strona współlokatorki... Jaka była naprawdę? Gdzie jest teraz?


w okolicy jeziora Michigan
Poznajcie osiemnastoletniego Alexa. Chłopak od trzynastu lat mieszka tylko z ojcem, ponieważ jego matka odeszła... Teraz Alex musi zarabiać na nich dwóch pracując w restauracji, ponieważ ojciec jest alkoholikiem. Z tego powodu chłopak nie wyjechał na studia, jak jego rówieśnicy. Każdy dzień wygląda tak samo. Aż tu nagle w jego rutynę wkrada się ONA - nieznana nikomu dziewczyna, która milcząc wpatruje się w okno a kiedy nikt nie widzi odbywa kąpiele w lodowatej wodzie. Alex chcąc jakoś ją określać, nazywa nieznajomą Perła a jego zachowanie staje się wręcz obsesyjne. Stara się wytropić, gdzie dziewczyna się zatrzymała a kiedy nawiązuje kontakt - próbuje ustalić kim jest, skąd się wzięła i czy przyjechała tu na dłużej. Ale żadnych konkretnych odpowiedzi nie udaje się uzyskać. Tematy, które poruszają nie są zbyt interesujące, poza jednym - opowieści o duchu pięcioletniej Genevieve, który "zamieszkuje" ruderę, gdzie nocuje Perła.
Kim jest piękna nieznajoma? Jakie ukrywa tajemnice? Czy to zaginiona w Chicago Esther?


I co ja mam Wam teraz napisać Drodzy Czytelnicy? Niewątpliwie prawdę - książka jest Nudna! I to przez duże "n". Przez pierwsze dwieście stron męczyłam się bardzo, dopiero potem akcja nabrała tempa, pikantnych szczegółów, przestało być nijako. Dowód? "Czytałam" książkę tydzień.... Tak, te 336 stron... To właściwie po co ją czytałam? Tylko i wyłącznie z ciekawości co stało się z Esther. I przyznaję, że dla końcówki warto było dotrwać (dotrwać, nie mylić z sięgać czy czytać). Ale litości - można to było napisać inaczej!
Czy zadziałał mój wewnętrzny detektyw i odkryłam prawdę o Perle i Esther? Przyznaję, że udało mi się tylko z częścią zagadki - z resztą tajemnic autorce udało się mnie zaskoczyć.

Może spodziewałam się zbyt wiele po tym thrillerze psychologicznym (z definicji otrzymałam taki dopiero w drugiej połowie książki), którego akcja ma miejsce tylko w pięć dni? Jak bardzo można zszokować, zaintrygować i wciągnąć czytelnika tak krótkim czasem akcji?? Jednak tutaj nie zadziałało to na korzyść...
Ale prawda jest taka, że otrzymałam beznadziejnych bohaterów, którzy są mocno irytujący i ciężko jest ich polubić. Dialogi są prostackie (poziom przedszkolaków - wiem, wszak jestem mamą sześciolatki) i często zbędne, nic nie wnoszące do fabuły. Opisy nużące, zaś w części Alexa denerwujące krótkie zdania, czasami niezbyt zrozumiałe logicznie i stylistycznie. Wielokrotnie w książce wspominane są te same wydarzenia i to nie na zasadzie sygnału czy nawiązania, ale powtarzania zbyt wielu informacji na ten temat.

Wystarczy.

Podsumowując - czy polecam sięgnięcie po "Kobietę znikąd"? Ja osobiście straciłam na nią zbyt wiele czasu i mimo świetnych końcowych rozwiązań, nie mogę polecić jej z czystym sumieniem. Ale nie stawiam na niej krzyżyka i nie odradzam... Bo przecież ktoś z innym gustem czytelniczym może być zachwycony. Sami musicie podjąć decyzję.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję 


środa, 8 marca 2017

Nie ma to jak KONKURS na przykład na Dzień Kobiet

Goździk był?
Rajstopy były?
Nie??
Mam jednak nadzieję, że w jakiś skromny choć sposób Dzień Kobiet został uczczony? :)


Jeśli nie to zapraszam do udziału w konkursie!
Niezależnie od okazji czytamy książki - a ja mam do rozdania 2 egzemplarze książki "Brakujące ogniwo" - moją recenzję znajdziecie TUTAJ



Prośba - reklamujcie, udostępniajcie - niech o konkursie dowie się jak najwięcej osób :)




BANER:


za baner tradycyjnie dziękuję Joli  :)




NAGRODY:

dwa nowe egzemplarze "Brakującego ogniwa" M. W. Kaszubowskiej



ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsoruje Wydawnictwo Novae Res - dziękuję :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodami w konkursie są dwa nowe egzemplarze "Brakującego ogniwa" M. W. Kaszubowskiej
  4. Konkurs rozpoczyna się 08.03.2017 r. a kończy 19.03.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - autorki,  Wyd. Novae Res oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • pytanie konkursowe: 
W powieści został poruszony wątek zaginięcia jednego z bohaterów. Możliwych opcji jest kilka: zabójstwo, dobrowolne opuszczenie dotychczasowego życia lub porwanie. 

Skupmy się - na potrzeby konkursu - na wersji samodzielnie podjętej decyzji o zmianie otoczenia - po jakimś czasie rodzinie udaje się odnaleźć zaginioną osobę. Czy Twoim zdaniem powinno się pogodzić z jej decyzją i pozwolić żyć "po nowemu" czy też wielokrotnie i różnymi sposobami nakłaniać do powrotu? Odpowiedź uzasadnij w max 5 zdaniach


Powodzenia!


wtorek, 7 marca 2017

Paulina Sarnecka o książce Krystyny Mirek "Miłość z jasnego nieba" - recenzja gościnna

Kilka dni temu dostałam mailem bardzo miłą wiadomość :)

Otóż sukcesem zakończyła się kolejna edycja Indywidualnego wyzwania! Paulina przeczytała książkę, ale również napisała recenzję - doceniając jednocześnie nasz blogerski trud i czas poświęcany pisaniu recenzji :)



Gratuluję Ci wykonania zadania! Cieszy mnie to, że jesteś kolejną osobą, w której zaszczepiłam sympatię do nowego autora :)







To był grudzień, gdy zostałam wytypowana (raczej sama się zgłosiłam) do twojego Indywidualnego Wyzwania Czytelniczego. Wybrałaś dla mnie pozycję Pani Krystyny Mirek. Ze względu na konieczne ograniczenia finansowe, dość długo szukałam jakiejś używanej książki na aukcjach. W taki sposób nabyłam „Miłość z jasnego nieba” za jedyne 6 zł dopiero pod koniec lutego. Złożyło się to akurat z chorobą moich dzieci, więc gdy spały ja pochłaniałam kolejne strony bardzo przyjemnej w odbiorze książki.

Angelika Niemirska przylatuje z Monachium do Krakowa. Szef zlecił jej podpisanie kontraktu z firmą informatyczną na niekorzystnych dla partnera warunkach. Kobieta będzie próbowała użyć wszystkich możliwych metod, aby doszło do podpisania umowy: uroda, wdzięk, intelekt, wkupienie się w łaski pracownic Daniela a nawet łącka śliwowica. Zdaje sobie sprawę, że ten kontrakt to dla niej jedyna szansa na całkowitą niezależność i poczucie bezpieczeństwa. Ale to jej największy problem, gdyż boi się, że już zawsze będzie musiała kłamać i manipulować innymi ludźmi.
Angela miała trudne dzieciństwo, musiała wychowywać swoje młodsze rodzeństwo Piotrka i Małgosię. Jej matka zakochiwała się co chwilę, zmieniała partnerów a to odbijało się na losach małoletnich. Dzieci nie miały co jeść ani zapewnionej odpowiedniej opieki i bezpieczeństwa, a w najbliższym otoczeniu nie mogły szukać pomocy. Za jednymi drzwiami znajdowała się melina, a za drugimi dom publiczny.
W szkole ogłoszono stypendium i wyjazd na studia do Monachium dla najlepszego ucznia z trudną sytuacją finansową. 19-letnia Angelika złożyła dokumenty i udało jej się wydostać z Krakowa. Wyjechała na 12 lat. Tęskniła za siostrą i bratem, posyłała im pieniądze, lecz nie miała pewności czy je dostaną. Zanim zaczęła wspinać się po szczeblach kariery i pracować w firmie Weltblitz opiekowała się starszymi ludźmi, szorowała w knajpach stoliki i gary.

Daniel Jakubowski to nowoczesny i wykształcony właściciel firmy informatycznej, który doskonale znał się na kobietach, dlatego zmieniał je często. Każdą dziewczynę obdarowywał na zakończenie znajomości biżuterią z bursztynem. Był pewny, że uda mu się przekonać rudowłosą panienkę z Monachium do zmian w kontrakcie.
Zależało mu na spłaceniu kredytu hipotecznego, który wziął w niekorzystnej walucie. A ta umowa dawała szanse na duże pieniądze dla jego firmy.

Mateusz Borzęcki najlepszy przyjaciel Daniela i zarazem wspólnik w firmie. To właśnie on siał postrach wśród personelu. Dzięki dobrym układom z szefem ma umowę z najniższą pensją krajową na stanowisku wiceprezesa, a resztę pieniędzy dostaje pod stołem. Mateusz żyje dostatnio, ubiera się u najlepszych projektantów, kupuje najnowsze sprzęty RTV oraz samochód. A swojej byłej żonie na ich dwójkę dzieci płaci najniższe alimenty. Chłopiec w walentynki ma akurat trzecie urodziny. Daniel zmusza przyjaciela do zakupu samochodu dla syna i lalki dla córki. Przedstawia mu argumenty, że to najwyższy czas poznać własne dziecko.

Jak potoczą się losy Angeliki i Daniela?
Czyj stopień nietrzeźwości będzie zadowalający i na czyich warunkach zostanie podpisana umowa?
Kto wysiaduje na krakowskim Rynku i obserwuje Daniela?
Czy Piotrek i Małgosia wybaczą siostrze to, że ich opuściła bez słowa?

Jedyna minus, to że są w książce aż trzy Anny. Wolę gdy każdy bohater ma inne imię.


Muszę podziękować za wybranie dla mnie książki Krystyny Mirek. Lektura dostarczyła mi moc wrażeń. Były łzy nad relacjami między dziećmi a rodzicami. Poruszył mnie wątek Mateusza i jego byłej żony. Ściskałam za niego kciuki, aby przejrzał na oczy.

Recenzję napisać jest to wielka sztuka – podziwiam trud i wkład jaki wykonujesz. Czytanie jest o wiele przyjemniejsze.





Paulina Sarnecka

poniedziałek, 6 marca 2017

Anna Mentlewicz "Pewna pani z telewizji"





Autor: Anna Mentlewicz
Wydawnictwo: Melanż
Data wydania: 18 listopada 2016
Liczba stron: 400









Tytuł i okładka nie do końca mówią o czym będzie książka... Nie przekonują całkowicie do swojej zawartości "w ciemno" jak to czasami ma miejsce... Ale zaintrygował mnie opis i obietnica zanurzenia się w świat polskich mediów, gdzie wciąż trwa walka o posady, o lepszą ścieżkę kariery, o zamożność i lepszy czas transmisji własnego programu. Jako studentka dziennikarstwa miałam praktyki w mediach i można powiedzieć, że nie jest to dla mnie obcy temat. W jaki sposób "ugryzła" to autorka? Czy powieść mi się spodobała?


Stella Lerska była wychowywana przez matkę. Ojciec odszedł od nich i słuch po nim zaginął. Ten trudniejszy życiowy start nie załamał jej, ale wręcz zmotywował - dawała sobie radę, osiągała kolejne cele a kiedy czegoś nie wiedziała lub nie umiała to jeszcze bardziej czuła, że musi do tego sama dojść. Po studiach dziennikarskich była reporterką, zaś aktualnie prowadzi znany talk show. Nie liczy się dla niej bycie gwiazdą i prowadzenie imprez czy happeningów - Lerska całą uwagę poświęca przygotowaniu swoich programów, włącznie z obecnością podczas montażu.
Ale nie myślcie, że jej życie jest usłane różami...
Wciąż musi zmagać się czyjąś śmiercią. Po tym jak ZAMORDOWANO jej matkę, jedyną rodziną i oparciem stała się ciotka Wanda, która obecnie ma problemy zdrowotne i przebywa w szpitalu. Opiekuje się nią Jacek Miliński, który w bardzo sprytny sposób omotał starszą panią miłymi słówkami, jednocześnie próbując wyciągnąć od niej jak najwięcej informacji o Stelli. Po co mu ta wiedza? Do czego ją wykorzysta? W czym tkwi tajemnica??

Podczas odwiedzin u ciotki Stella zostaje rozpoznana i poproszona o autograf. Ta przypadkowa prośba i dołączone do niej pytanie wywołuje w niej atak paniki. Kobieta martwi się, że SEKRET wyjdzie na jaw... A bardzo by tego nie chciała...

Lerska od wielu miesięcy zmaga się z depresją i nerwicą lękową po tragicznej śmierci swojego kochanka - jednocześnie ówczesnego producenta talk show, które prowadzi. Jest po opieką lekarzy, bierze leki, ale nagle jej samopoczucie uległo znacznemu pogorszeniu...  Dlaczego?? Otóż zaczęła dostawać ANONIMY, które początkowo bagatelizuje... Bo która telewizyjna twarz ich nie dostaje?! Jednak, gdy stają się coraz częstsze i natarczywe postanawia dowiedzieć się, kto jest autorem. Czy jej się to uda w porę?
I tu muszę wtrącić dygresję - bardzo szybko wytypowałam bohatera, który wysyła Stelli anonimy. Mimo zmyłek autorki trwałam w swym przekonaniu i miałam rację!


Bardzo polubiłam wykreowaną przez Mentlewicz postać głównej bohaterki. Nie jest telewizyjną hieną, która tylko patrzy, by żerować na innych. Pomaga wielu ludziom, czasem wprost a czasem potajemnie, nie pragnie szumu wokół swojej osoby i potrafi zdobyć się na ludzkie odruchy. Walczy z tabloidami, które szukają sensacji i mogłabym jej zarzucić jedynie większą dbałość o program niż własne zdrowie. Do czasu...

Autorka poruszyła w książce wiele ciekawych problemów. Jest tu nie tylko telewizja, choć fragmenty o przygotowywaniu programów "od kuchni", walce z uczestnikami, materiałem, rezygnacjami były bardzo ciekawe. Również tematyka talk show Stelli "Rozmowy o niewidzialnym" zwróciła moją uwagę a kiedy dodać do tego zamiłowanie prezenterki do muzyki poważnej i liczne przemyślenia na ten temat to powieść zyskała tylko w moich oczach.

Wiele miejsca Mentlewicz poświęciła też relacjom - Stelli z ciotką, z szefem i współpracownikami, z przyjacielem zmarłego kochanka, z lekarzem ciotki oraz z pewnymi blogerami. Podejście kobiety do wielbicieli czy do przyjaciółki, ale przede wszystkim do samej siebie to studium natury ludzkiej. Mogę tylko przyklasnąć autorce, że tak dobrze potrafiła oddać fakt, jak zmieniamy swoje podejście do ludzi i spraw. Plusem jest niewątpliwie to, że osobę Stelli poznajemy stopniowo, w kolejnych rozdziałach odkrywamy jej charakter i układamy z niego puzzle.

Powieść świetnie oddaje klimat pracy w telewizji - rola reżysera, realizatora wizji, kierownika produkcji, dziennikarzy oraz praca całego zespołu - to wszystko składa się na sukces. Jednak trzeba się liczyć z brakiem czasu na prywatne życie, ze stresem, zabieganiem i zmęczeniem, bo przecież wielokrotnie zmiana planów wymusza nowe działania - takie "na wczoraj".

"Pewna pani z telewizji" to również dowód na to, że niepełnosprawność nie jest końcem świata (chociaż my, niepełnosprawni często tak myślimy). Że można z nią żyć, pracować, odnosić sukcesy i robić coś pięknego. Choć nie ukrywam, że często jest potrzebna pomoc innych i to bardzo różnorodna. Temat ten nie dotyczy bezpośrednio Stelli, jest pełnosprawna, ale sami już musicie się przekonać, dlaczego o tym wspominam.

Anna Mentlewicz bardzo szybko wciągnęła mnie do świata bohaterów. Jej dbałość o szczegóły w opisach osób, sytuacji, pomieszczeń czy ubiorów nie nużyły ani nie przytłaczały, ale idealnie pozwoliły wczuć się w klimat poszczególnych rozdziałów świetnie wprowadzając w daną sytuację. Ogromna płynność wypowiedzi, lekkość stylu, czyhające na kolejnych stronicach niespodzianki i wyzierające z przeszłości demony - to główne atuty tej powieści. Autorka potrafi zaczarować słowem, wprowadzić w ciekawy świat bohaterów, umiejętnie kieruje ich losami, ale też znakomicie daje ognia w końcówce, kiedy to czekają na nas sceny mrożące krew w żyłach a na deser dostaniemy jeszcze wyznanie Wandy...

Jednym słowem książka bardzo mi się podobała, była lekka i odprężająca. Nie mogę doczekać się na wydanie dalszych losów Stelli Lerskiej, bo przecież nie wszystko się wyjaśniło! Dobrze, że perspektywa oczekiwania jest krótka :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

źródło

niedziela, 5 marca 2017

„Niech zafascynują Was moje Bałkany”, czyli wywiad z Joanną Stovrag – autorką „Chwili na miłość” - wywiad #11



A czas, choćbyśmy tego nie chcieli, nie jest tu na ziemi nieograniczony, tylko leci, przebiega, przecieka przez palce. Nie można się z nim nie liczyć, tak jak on nie liczy się z nami

Joanna Stovrag "Chwila na miłość"












Ufff... bardzo na ostatnią chwilę, ale jak wiecie mam ostatnio trochę odmiennych od bloga priorytetów, które zabierały mi masę czasu....

Serdecznie zapraszam Was do lektury wywiadu, który przeprowadziłam z Autorką książki "Chwila na miłość" - Joanną Stovrag





ejotek: Pani Joanno, jest Pani absolwentką slawistyki i tłumaczką języków chorwackiego, bośniackiego i serbskiego. Młodzi ludzie często przez wiele lat nie wiedzą, jak będzie wyglądała ich przyszłość… Kiedy Pani poczuła, że to jest to, co najbardziej Panią interesuje?

Joanna Stovrag: Jestem tłumaczem z zawodu i z pasji, ale nie od razu wiedziałam, że właśnie tym będę się w życiu zajmować. Studia na UJ rozpoczęłam na słowacystyce, jednak po roku zmieniłam kierunek na serbokroatystykę ze specjalnością literaturoznawstwo. Dodatkowo uczyłam się macedońskiego. Częste wyjazdy w rejon kolorowych Bałkanów, praktyki, stypendia naukowe wyzwoliły we mnie zainteresowania językowe do tego stopnia, że zostałam tłumaczem przysięgłym. I bynajmniej tego nie żałuję!


ejotek: I to jest najważniejsze – wybrać zawód, który jednocześnie jest też pasją. Prawdą jest, że przyszłość wtedy wybrana, nieświadomie i niespodziewanie przyniosła Pani miłość… Czy jadąc po raz pierwszy do Sarajewa spodziewała się Pani takiego porywu serca?

JS: Absolutnie nie! Chociaż koleżanki-slawistki prorokowały, że jeśli dłużej pobędę na południu, to miłość znajdzie mnie sama, bo na Bałkanach zawsze jest czas na miłość! I moja historia to potwierdza.


odbudowana Vijećnica - źródło
ejotek: Jakie miejsca urzekły Panią najbardziej podczas pierwszych wyjazdów na Bałkany?

JS: Szczerze powiedziawszy, zachwyciło mnie całe Sarajewo, leżące na styku kultur, tradycji oraz historii Wschodu i Zachodu, z charakterystycznym przemieszaniem narodowości, wyznań, obyczajów, ale też różnorodnych zabytków! Mieszanka stylów architektonicznych powodowała, że w jednym miejscu tej metropolii wydawało mi się, że jestem w Stambule, w innym, że chodzę po Budapeszcie czy Wiedniu, a w jeszcze innym, że to nasza… Warszawa.
Uwielbiałam uczyć się w Bibliotece Narodowej i Uniwersyteckiej, czyli Vijećnicy, która mieściła się w pięknym budynku dawnego ratusza w stylu pseudomauretańskim z elementami budowli osmańskich, o ozdobnej fasadzie i kolumnach. W środku podziwiałam bogate malowidła ścienne, witraże oraz szklaną kopułę – kiedy podniosło się wzrok, było się w niebie :)


zniszczona biblioteka - źródło
ejotek: Czy biblioteka Vijećnica przetrwała wojnę?

JS: Niestety, Vijećnica została doszczętnie spalona w nocy z 25 na 26 sierpnia 1992 roku. W pożarze spłonęły ponad dwa miliony książek, czasopism i dokumentów − skarby literatury wszystkich narodów byłej Jugosławii. Odbudowano ją dopiero w 2014 r.


ejotek: Jako miłośniczka literatury i literek w każdej formie – odczułam wiadomość o tym pożarze jakby to była moja osobista strata… W czasie wojny w Bośni i Hercegowinie Pani kontakt z narzeczonym, który pozostał w oblężonym Sarajewie był utrudniony… Co było wtedy dla Pani najtrudniejsze? Niepewność, brak informacji, chęć bycia wraz z ukochanym, a może jeszcze coś innego?

JS: To był dla mnie najtrudniejszy okres w życiu. Wszystko było za trudne i za ciężkie. Piszę o tym w „Chwili na miłość”…


ejotek: Z własnego doświadczenia wiem, jak odczuwa się tęsknotę za kimś bliskim przebywającym daleko, jednak dla Pani odczucia były spotęgowane przez działania wojenne. Kto najbardziej pomagał w trudnych chwilach? Komu mogła się Pani wypłakać z bezsilności?

JS: W tym niełatwym czasie, kiedy wiedziałam, że mój narzeczony może każdego dnia zginąć, byli obok mnie bliscy, rodzina, ale też otrzymałam wiele wsparcia i pomocy od osób wcześniej mi nieznanych. „Chwila na miłość”, której bohaterem zbiorowym są ludzie uwikłani w wojnę, ludzie niosący pomoc oblężonemu miastu oraz mojemu mężowi i mnie jest swoistym podziękowaniem, które do nich kieruję. Pamiętam o ich wielkich sercach i dobroci. Pyta Pani, czy płakałam. Tak, płakałam. W pewnym momencie nawet nie byłam w stanie udźwignąć tak wielkiego stresu… Tymi trudnymi przeżyciami i emocjami dzielę się w książce. Jako że przetrwałam, moja bałkańska opowieść może być pokrzepieniem dla osób, które aktualnie borykają się z trudami życia.


ejotek: W jakich okolicznościach zaczęła Pani spisywanie swojej historii? Kiedy to było?

JS: Nagła tragiczna śmierć Waldemara Milewicza w 2004 r., któremu towarzyszyłam jako tłumacz w wyjazdach ekipy TVP do ogarniętej wojną Bośni była bodźcem do opisania mojego bałkańskiego świata. Ludzie tak szybko odchodzą… Kiedy „Chwila na miłość” była już w drukarni, dotarła do mnie kolejna smutna wiadomość. Nasz przyjaciel z Sarajewa, Nešo, dzięki któremu poznałam swojego przyszłego męża, właśnie zmarł, dożywszy raptem 51 lat, a ja planowałam zawieźć mu książkę. Niestety, już nie weźmie jej do ręki.


wnętrze biblioteki po odbudowaniu - źródło
ejotek: Przykro mi… Dla mnie niewątpliwie książka jest dowodem ogromnej miłości, która przetrwa wszystko, nie straszna jej nawet wojna. Jak reagowali Pani bliscy i znajomi, kiedy zdecydowała się Pani pojechać w rejon objęty wojną, bez gwarancji na powrót?

JS: Rzeczywiście to było wielkie ryzyko – pojechać do oblężonego Sarajewa, w którym trwała regularna wojna. Rodzina i bliscy rozumieli mnie i wspierali, ale na pewno bardzo się martwili. Jednak człowiek podejmuje w życiu różne decyzje…


ejotek: Osobiście rzadko sięgam po literaturę faktu, ale na szczęście robię wyjątki, bo opowieść o Pani bałkańskiej miłości zrobiła na mnie ogromne wrażenie – czy łatwo się ją pisało? Prowadziła Pani na bieżąco notatki?

JS: Pisząc książkę, wybrałam ze swoich przeżyć i doświadczeń te, którymi postanowiłam podzielić się z szerszym kręgiem czytelników. Ten bałkański świat jest we mnie cały czas. Być może dramatyczność historii spowodowała, że pamiętam go i wręcz słyszę, więc nie potrzebowałam notatek. Wystarczyło, że usiadłam i zaczęłam pisać.


ejotek: Wiem, że lubi Pani powracać do Europy południowej na przykład podczas urlopu. Jakie kraje i jakie miejsca Pani wtedy odwiedza?

JS: O Bałkanach mogę powiedzieć „Moje Bałkany”. Chętnie z rodziną jeździmy oczywiście do Sarajewa, Mostaru, kochamy całą Bośnię i Hercegowinę, ale też odwiedzamy Chorwację, Słowenię oraz inne kraje, które kiedyś tworzyły Jugosławię. Na Bałkanach bowiem jest wszystko, co kocham. Mam cichą nadzieję, że osoby, które przeczytają „Chwilę na miłość” zaplanują podróż na południe.
[ejotek: Piękne zdjęcia z różnych zakątków możecie zobaczyć na FB autorki - zapraszam]


Studnia Seblij - źródło
ejotek: Przyznaję, że sama jeszcze nie miałam okazji, ale chętnie kiedyś się tam wybiorę :) Słyszałam od krakowskich gołębi, że pisze Pani kolejną książkę – tym razem powieść fikcyjną. Zdradzi Pani coś więcej?

JS: Ach te krakowskie gołębie… :) W Sarajewie w starej orientalnej dzielnicy handlowej, czyli na Baščaršiji, gdzie gołębie zbierają się wokół studni Seblij, też o tym już ćwierkają. Tak, to prawda, że piszę coś nowego. Jednak na razie nie uchylę rąbka tajemnicy, jaka będzie fabuła, czas i miejsce akcji, ale wszystko już zaplanowane i w toku…


ejotek: Mam wrażenie, że będąc obok tej studni czułabym się jak na krakowskim rynku :)
Bardzo dziękuję za poświęcony czas, dokumentację zdjęciową oraz za bycie jurorką w konkursie.

JS: Ja również serdecznie dziękuję, Pani Ewelino. Dziękuję też wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Wasze zainteresowanie moją bałkańską opowieścią jest dla mnie bardzo cenne. Mam przy okazji prośbę, jeśli zdecydujecie się przeczytać, napiszcie proszę potem do mnie choćby parę słów opinii. Dla autora każda opinia jest cenna, a dla autora, który dzieli się między wierszami swoim życiem, jest bezcenna! Z góry dziękuję!



ejotek: Przejdźmy zatem do odpowiedzi na wybrane przez Panią pytania od czytelników mojego bloga.


Pytanie od Jaro Cromaniak:
Jak wg Pani uczyć młodych ludzi tolerancji, aby nie powtórzyła się w Europie tragedia bałkańska?

JS: To bardzo trudne pytanie. Myślę, że tolerancji należy uczyć przede wszystkim w domu rodzinnym, na własnym przykładzie. Jeśli my będziemy tolerancyjni, nasze dziecko ma szansę też kierować się tym w życiu. Kiedy następował rozpad Jugosławii media, które działały na usługach rządzących podsycały nacjonalizmy, prowadziły propagandę strachu i nienawiści, przygotowując do wojny narody, które wcześniej żyły razem i wcale wojny nie chciały… Jeśli młodego człowieka nauczymy samodzielności w myśleniu, to mam nadzieję, że będzie on potrafił analizować docierające do niego informacje z mediów, które często fałszują rzeczywisty obraz.


Pytanie od Darii Ch.:
Czy zawsze podąża Pani za głosem serca?

JS: Zapewne Panią zaskoczę, ale absolutnie nie. Często kieruję się rozumem. I to również odnosi się do miłości, bynajmniej nie do stanu zakochania :) W czasie wojny przeżyłam wiele, widziałam wiele – widziałam małżeństwa, w których jedno z małżonków zostawało kaleką w bardzo młodym wieku, wtedy serce tego drugiego było w szamotaninie uczuć. Zostać? Czy odejść? Współodczuwałam wtedy i to są właśnie sytuacje, kiedy rozum musi podjąć decyzję. Niech to zobrazują też słowa, które są mi bliskie: „Nie to jest miłością co czujesz, ale to co postanawiasz”.


baner Wydawcy



JS: A na koniec zwycięzcy. I tu pojawi się niespodzianka, bowiem zamiast dwóch nagród mamy TRZY! :) [dziękujemy Wyd. Replika] Po egzemplarzu „Chwili na miłość” otrzymują:

1. magdalenardo - Prawdziwa miłość jest: szczera, trwała, ponadczasowa.
2. Daria Ch. - Czekałam na wznowienie książki Pani Joanny, stąd moje pytania do autorki: Jakie emocje towarzyszyły Pani przy pisaniu książki? Czy zawsze podąża Pani za głosem serca?
3. Beata Kandzia - Odpowiedź: 1. wierność, 2. szczerość, 3. zaufanie




ejotek: Serdecznie Wam gratuluję! Tradycyjnie już proszę o adresy na mojego maila (w zakładce Współpraca), w tytule wpiszcie Bałkański konkurs – adres.
Jeśli wyrazicie zgodę, że nagrody mogą wyjść do Was z małym opóźnieniem to obiecuję niespodziankę, ale potrzebuję na nią kilka dni :) Ale o szczegółach napiszę w mailach...


baner z moją rekomendacją znajdującą się na skrzydełku Chwili - autor Jola
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...