wtorek, 31 stycznia 2017

Agata Strzałka "Jeszcze nie zwariowałam {chyba}"




Autor: Agata Strzałka
Wydawnictwo: Borgis
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 230









Wiele polskich rodzin żyje korespondencyjnie - jedno z rodziców za pracą i lepszymi warunkami dla dzieci wyjeżdża za granicę. A przecież nie zawsze trafią do dobrej pracy, nie zawsze znają język na tyle, by dobrze zrozumieć pracodawcę. Nie zawsze jest dobrze.... a dochodzi tęsknota za bliskimi i samotne wieczory. Na szczęście w obecnych czasach mamy sporo ułatwień w kontaktowaniu się, tylko czy to nas satysfakcjonuje?

Edyta jest pięćdziesięciolatką, bez męża ale z odchowanymi dziećmi. Dlatego podejmuje decyzję, że na chleb zarobi jako opiekunka seniorów w Niemczech. Jednak problemy pojawiają się już na starcie, bowiem język zna naprawdę w wersji bardzo podstawowej, minimalnej wręcz. A do celu musi dotrzeć sama, kupując po drodze bilet na pociąg w automacie. Zagubiona na wielkim dworcu nie mogła poradzić sobie ze znalezieniem tego magicznego urządzenia a co dopiero go obsłużyć! Nawet o pomoc trudno poprosić, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że raczej nie zostanie zrozumiany... Ale udało się! Po perypetiach dotarła do celu - miała opiekować się dializowaną i sparaliżowaną od pasa w dół Ewą. Zmienniczka okazała się być niezbyt pomocna a do tego okropnie zapuściła dom. Ewa cierpliwie uczyła Edytę języka a nietypowy kot dbał o dodatkową rozrywkę :) Wyzwaniem okazała się wyprawa opiekunki do Hanoweru, gdzie zabrano Ewę na operację. Polka nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ona bardziej przejmuje się losem starszej ani niż jej własny syn mieszkający po sąsiedzku. Istna znieczulica!

Każdy niemal kontrakt trwa dwa lub trzy miesiące. Po tym czasie następuje zmiana opiekunek, które mogą spędzić trochę czasu w kraju (i naprawić walizkę :))  Po Ewie, Edyta opiekowała się jeszcze Mariją, Rut, Bertą oraz Petą i jej mężem Peterem. U każdej rodziny czekały na nią inne warunki, inne obowiązki oraz przeróżne przygody: koszmarne warunki kąpieli, znieczulica rodziny, paradowanie na golasa po mieszkaniu, niezwykłe żywienie i ciekawe przepisy. 

Ten rok to była istna szkoła przetrwania! I nie chodzi tu nawet o obrzydzenie do wykonywania wielu czynności przy chorych, leżących ludziach. To miała Edyta opanowane perfekcyjnie. Często musiała spać czuwając, zamykać się w pokoju czy uciekać się do forteli. Niewiele ją już dziwiło, ale wciąż była zaskakiwana przez podopiecznych. Bohaterka stała się bardziej pewna siebie a z perspektywy czasu cieszyła się że wybrała właśnie taką pracę. Miała też możliwość zwiedzenia kilku niemieckich miast i miasteczek. Najtrudniejsze były dla niej wieczory, kiedy podopieczni już spali - samotność, izolacja. Dlatego poszukiwała różnych rozrywek - od robienia na drutach, poprzez oglądanie filmów aż do gry w Wiejskie Życie!

"Jeszcze nie zwariowałam {chyba}" to debiut Agaty Strzałki, która spisała przygody Edyty na podstawie własnych przeżyć podczas wyjazdów do Niemiec. Nie wiem na ile jest to powieść autobiograficzna, oparta na faktach, na ile fikcja, ale powiem jedno - bawiłam się doskonale! Tak, wiem że wiele sytuacji było naprawdę trudnych, nieciekawych i pełnych emocji i może nie powinnam pisać o dobrej zabawie, ale... Ale nie potrafię. Autorka bowiem jest doskonała w rozbawianiu czytelnika. Napisała powieść z ogromną wręcz dawką humoru oraz ironii. Bohaterka, która wciąż ma jakieś problemy (zwłaszcza z niemieckimi automatami i walizką) nieustannie zaskakuje kolejnymi zabawnymi sytuacjami - kupowanie worków na śmieci - niby taka prosta sprawa! nic bardziej mylnego. Wyjazd z mapą do Hanoweru - nie można się zgubić, prawda? Ależ można! W tej książce bawi prawie każdy dialog, każda niemal sytuacja jest przykładem satyry - świetny materiał do kabaretu!

Jednak nie jest to tylko i wyłącznie komedia pomyłek. Agata Strzałka doskonale wyważyła sytuacje zabawne z prozą życia. Pokazała z czym muszą zmierzyć się osoby szukające pracy za granicą - trudności językowe, odizolowanie od rodziny i próby spotkań z rodakami pracującymi w pobliżu. A do tego codzienność opiekunki, która musi stawić czoła chorobom i dziwactwom osób starszych, którymi ma się zajmować. Wielokrotnie odczuła smutek, żal i strach o życie podopiecznych oraz pustkę po ich śmierci. Cierpienie, bezradność i starość wciąż obecne w życiu Edyty na obczyźnie wiele zmieniły w jej myśleniu i przewartościowały pewne sprawy.

Macie ochotę na wyśmienitą odskocznię od poważnych książek? Debiut Strzałki będzie "strzałem w dziesiątkę". Samokrytyczna i wpadająca wciąż w kłopoty bohaterka, która podchodzi do życia z dobrym sercem, ale i dystansem pozwoli na chwilę relaksu. Książkę czyta się bardzo szybko, gdyż ma ciekawą i wciągającą fabułę, prosty język oraz krótkie podrozdziały. Tutaj poważne problemy zostały przedstawione z nutką humoru, dzięki czemu relaks murowany. Podobno wielbiciele Grocholi czy Chmielewskiej (jak twierdzi wydawca w opisie książki) będą zachwyceni. Ja tamtych autorek nie czytuję, więc nie porównam, ale jestem z lektury zadowolona. Bardzo!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Joanna Stovrag "Chwila na miłość" - PATRONAT - zapowiedź

Pamiętacie moją recenzję książki "Jeszcze żyję" Joanny Stovrag? Opowieści o miłości, która musiała pokonać wiele.... również wojnę. Ogromnie mnie poruszyła!

Wznowieniem tej książki zajęło się Wydawnictwo Replika a Ejotkowe postrzeganie świata objęło patronatem medialnym. Moją rekomendację znajdziecie na okładce (skrzydełku).

Cudowna, niesamowita i niepowtarzalna historia o miłości - nie mogła mieć lepszej daty premiery niż 14 lutego! 

















Opis z okładki:


Porywająca historia niezwykłej miłości pomiędzy Polką i Bośniakiem, która została wystawiona na najtrudniejszą próbę. Narodziła się w wielokulturowym Sarajewie, mieście tolerancji, dialogu i otwartości, tętniącym orientalną muzyką i pachnącym aromatem mocnej kawy.

To wyjątkowo wzruszająca, przepełniona emocjami opowieść o miłości, rozłące, nadziei i wojnie. Tragizm konfliktu na Bałkanach został przedstawiony z perspektywy osób, które brały bezpośredni udział w tych wydarzeniach, ludzi, którzy stracili swoje rodziny, domy, poczucie tożsamości narodowej i przynależności do ojczyzny. Jest to także świadectwo walki o wielkie uczucie, historia o próbach nawiązania kontaktu z ukochanym przebywającym w oblężonym Sarajewie oraz o bezinteresownej pomocy i wsparciu od nieraz całkiem obcych osób.

Losy Joanny Stovrag i jej męża zainteresowały kiedyś Waldemara Milewicza − legendę polskiego dziennikarstwa − który nakręcił o nich film.




Już teraz serdecznie Was zapraszam na wywiad z autorką oraz konkurs. Zaglądajcie w lutym!

niedziela, 29 stycznia 2017

Marta Galewska-Kustra, Elżbieta i Witold Szwajkowscy "Wierszyki ćwiczące języki, czyli rymowanki logopedyczne dla dzieci"



Autorzy: Marta Galewska-Kustra, Elżbieta i Witold Szwajkowscy
Ilustrator: Joanna Kłos
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2014
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 0-6 lat






Język polski do łatwych nie należy. Przekonują się o tym cudzoziemcy, którzy muszą nauczyć się naszej rodzimej mowy oraz małe dzieci - dopiero poznające ją od podstaw. Trudności mogą być większe jeśli maluch ma problemy z wymową. Nasza Księgarnia wydała kilka książeczek, które mogą pomóc nam w domowych ćwiczeniach prawidłowej wymowy. Dzięki temu możemy podjąć decyzję o konsultacji logopedycznej.

Niniejsza książeczka jest zbiorem zabawnych wierszyków, dzięki którym nie tylko nasze dzieci, ale i my sami, nie będziemy się nudzić.
Ja dostrzegam tu same plusy:
  • duża czcionka sprzyjająca samodzielnemu czytaniu, 
  • rymowane wierszyki,
  • ciekawa tematyka - o czekoladzie, dżemie, zwierzętach, myciu czy braku obuwia, która często śmieszy i jest bardzo bliska dziecku,
  • kolorowe i humorystyczne ilustracje odzwierciedlające tekst,
  • uwagi dla rodziców zamieszczone przy każdym wierszyku, sugerują na co należy zwrócić uwagę podczas wymawiania danych głosek przez malucha,
  • książeczka doskonała dla dzieci z trudnościami w wymowie, ale również dla poprawnie mówiących jako nauka czytania


Publikacja jest podzielona na części:


Wierszyki są tutaj łatwiejsze, dostosowane do umiejętności wymowy dzieci w tym wieku. Jak widać na poniższych fotografiach, rymowanki zawierają powtarzane sylaby, dzięki którym dziecko łatwiej wymówi następujący po nich wyraz (z tą właśnie sylabą) a dodatkowo przy wielokrotnym powtórzeniu sylab może wyjść niezły "wyraz" ku radości malucha.








Potem robi się coraz trudniej, ponieważ wkraczamy do



Dziecko mówi już lepiej, wymawia trudniejsze wyrazy, "r"... dlatego tylko w kilku początkowych rymowankach jest powtarzanie sylab. Im dalej tym trudniej - nie ma ćwiczeń z sylabami, pojawiają się za to głoski "rz/ż", "cz", "dż", "sz". Świetne łamańce językowe :)








Kiedy już uda nam się przebrnąć przez obie części zostajemy zaskoczeni przez niespodziankę!


Wierszyki są w tej części jeszcze trudniejsze i nieco dłuższe. We wstępie napisano, że przystąpienie do ich czytania wymaga odwagi! Dotychczas rymowanki były poświęcone jednej czy dwóm głoskom, tutaj w każdym tekście jest istne poplątanie... To prawdziwe wyzwanie! Przykład? Proszę bardzo:


Prezentowany tekst bardzo przypadł do gustu mojej sześciolatce, bowiem jest aktualnie na etapie uwielbienia dla doktor Dosi i wciąż biega ze swoim zestawem lekarskim... Bieda temu kto się poskarży, że coś go boli :)


"Wierszyki ćwiczące języki..." to naprawdę wyjątkowa i pomocna publikacja. Wspiera rozwój mowy, naukę samodzielnego czytania, podpowiada rodzicom z czym mają problemy ich pociechy i radzi czy konieczna jest porada logopedy. A oprócz walorów czysto naukowych, pozwala doskonale spędzić czas z dzieckiem podczas pozwania kolejnych rymowanek z zabawnymi ilustracjami. Wyśmienicie się bawiłyśmy!





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękujemy Pani Dagmarze


piątek, 27 stycznia 2017

Duuuży KONKURS z cudami!

Kochani,
serdecznie zapraszam Was do udziału w pierwszym konkursie 2017 roku!

Do wygrania kilka książek naszej polskiej, wyśmienitej autorki - Magdaleny Kordel. Dla mnie jej twórczość jest terapeutyczna, odganiająca stres i umilająca czas - dlatego chcę Wam dać możliwość przeżycia tego samego :)

"Sezon na cuda" jest - jak sam tytuł wskazuje - powieścią pełną cudów. A cuda zdarzają się w naszych życiu codziennie, tylko nie zawsze je dostrzegamy... O tym właśnie jest ten konkurs :)

Prośba ogromna - reklamujcie, udostępniajcie - niech o konkursie dowie się jak najwięcej osób :)




BANER:


za baner dziękuję Joli  :)




NAGRODY:

7 (słownie: siedem) egzemplarzy nowiutkiego "Sezonu na cuda" Magdaleny Kordel!




ZASADY:

  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - ejotek a nagrody sponsoruje Wydawnictwo Znak - dziękuję :)
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu a ponoszę koszty wysyłki nagród
  3. Nagrodami w konkursie jest siedem nowych egzemplarzy "Sezonu na cuda" M. Kordel
  4. Konkurs rozpoczyna się 27.01.2017 r. a kończy 08.02.2017 r. o godz. 23:59  
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 7 dni.
  6. Jeśli zwycięzcy w ciągu 3 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników (i otrzymania maila ode mnie) nie podadzą adresu do wysyłki nagrody, nastąpi ponowne rozstrzygnięcie
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub z polskim adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać ? 
  • zgłoś się
  • obserwuj bloga - nieobowiązkowe, ale będzie mi miło
  • można również polubić profile na FB - M. Kordel, Znaku oraz mój - również będzie nam miło
  • umieść na swoim blogu podlinkowany do tej notki baner (powyżej), można też umieścić informację na FB, google + czy w innym miejscu
  • w przypadku osób chętnych do udziału a nie posiadających bloga, FB czy innych kanałów proszę o takową informację oraz podpisanie się przynajmniej imieniem 
  • podaj swój e-mail - nieobowiązkowe, ale wtedy musicie śledzić post z wynikami, gdyż nie będę miała jak poinformować o wygranej
  • pytanie konkursowe: Jaki cud miał miejsce ostatnio w Twoim życiu? Odpowiedź w dowolnej formie - można zamieścić w komentarzu lub wysłać na mojego maila (w zakładce Współpraca; wtedy w mailu podaj wymagane dane) z dopiskiem "Konkurs z cudami"
  • zdaję sobie sprawę, że odpowiedzi mogą dotyczyć bardzo różnych dziedzin, dlatego zastrzegam sobie prawo do podzielenia ich na kategorie tematyczne i w ich ramach wyłonienia zwycięzców


Powodzenia!


środa, 25 stycznia 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Gdy zakwitną poziomki"



Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2014
Liczba stron: 400











Często myślimy - za jakie grzechy jestem chora? Za jakie grzechy mam chore dziecko? Za jakie grzechy nie mogę być matką?
Inni często pytają - kiedy ślub? Kiedy dzieci? Jak długo zamierzacie czekać z byciem rodzicami?

Jakże wielokrotnie nie zdają sobie sprawy, że to bolesne... Bo może zapytani zwyczajnie się starają, leczą, mają problemy...? Spróbuj wczuć się w ich życie, uczucia, pragnienia a przede wszystkim w rozczarowania.

Poznajcie Karolinę - jest graficzką w jednej z warszawskich firm. Ma trzydzieści osiem lat i ogromne marzenie - chce zostać matką. Kiedyś miała do tych spraw inne podejście. Kiedyś nie pragnęła dzieci a będą nastolatką wręcz bała się ciąży pomna szesnastoletniej koleżanki, która została matką. Kiedyś....
Ale teraz nastała wiosna 2012 roku i nasza bohaterka marzy... Tak bardzo chciałaby głaskać meszek na głowie maleństwa, przytulać go do piersi, tulić, kołysać i kochać. Ale znowu się nie udało... W szóstym tygodniu - poroniła.
Czy instynkt, który poczuła będąc w związku z Filipem, nie doczeka się spełnienia? Dlaczego wspólne sześć lat starań nie przynosi owocu miłości a jedynie ból, żal i rozczarowanie?

Mijają miesiące z kolejnymi nieudanymi próbami, negatywnymi testami ciążowymi i trudnymi decyzjami. Karolina i Filip postanawiają spróbować innych metod niż tradycyjna prokreacja. Muszą przejść przez szereg badań, codzienne USG, prolaktyna, udają się nawet do wietnamskiego "maga", by sprawdzić skuteczność jego ziółek. Odwiedzają różnych specjalistów, przechodzą nowe badania i poznają od podszewki działanie systemu płatnej służby zdrowia. Żeby pomimo wszystko nie było im zbyt łatwo okazuje się, że ich dziecko może być obciążone poważną chorobą genetyczną. Czy w obliczu takiej wiadomości zdecydują się na dalsze kroki?

Wtedy na światło dzienne wychodzą tajemnice od lat skrywane w rodzinie Karoliny. Dlaczego przez tyle lat żyła w nieświadomości? Czemu nikt nie raczył jej powiedzieć prawdy? Co bohaterka zrobi z tą wiedzą i jak wpłynie to na jej życie?

Jakby tego było mało, do życia Karoli wkracza miłość sprzed lat - Milan - pół-Serb, pół-Chorwat, który namiesza w jej głowie i sercu. Wycieczki w jego towarzystwie są dla Karoliny jakby ucieczką z własnego życia. Czy pojawienie się przystojnego południowca zmieni coś w podjętych wraz z Filipem decyzjach? Jak kobieta zareaguje na skrywane przez niego sekrety?


"Gdy zakwitną poziomki" to powieść bardzo życiowa. Dotyka spraw, które mogą przydarzyć się zwykłym ludziom: rodzinne tajemnice z przeszłości, pragnienie dziecka, rozsypujące się małżeństwa, zwolnienia z pracy oraz konieczność wyboru między rodziną a karierą. Autorka zabiera nas również w podróż do Chorwacji, którą odbywamy wraz z Karoliną. Dzięki temu możemy poczuć smaki i zapachy oraz muzykę charakterystyczną dla tamtej części Europy a bohaterka zasypie nas wspomnieniami - była tam wiele lat temu z przyjaciółką - Zuzą. Czy w Dubrovniku Karola odnajdzie spokój duszy? A może lepiej będzie jej się myślało u matki w Kazimierzu Dolnym?

Mogę chyba napisać, że autorka skupiła się na dwóch głównych wątkach. Pierwszym jest niewątpliwie posiadanie dziecka i dzięki Karolinie oraz Filipowi możemy uczestniczyć w całym ciągu zdarzeń, który dotyczy realizacji tego pragnienia. Co i jak długo będą w stanie znieść, by zostać rodzicami? Ile bólu dostrzeżemy w oczach bohaterki, kiedy zaciskając zęby będzie marzyła o upragnionym celu? Poznamy ich myśli, rozważymy różne rozwiązania serca, umysłu i duszy... Czy fora internetowe bogate we wpisy ludzi o podobnych problemach są pomocne czy może tylko dołują? Wszak niektóre kobiety czują się wybrakowane, inne po pewnym czasie odpuszczają a jeszcze inne rozstają się z mężami... Gdzie dla każdej z nich jest ta granica?

Cóż... Bóg różnie rozdziela bycie matką, nie jesteśmy w stanie odgadnąć jakie są jego zamysły. Są kobiety, których nie obdarzył maleństwem a mimo to starają się żyć szczęśliwie. Swego spełnienia szukają na innych płaszczyznach... Jakich? To już zapytajcie sąsiadki, koleżanki z pracy czy kuzynki.


Równie ważnym wątkiem są rodzinne tajemnice, które ukrywane przez lata teraz wybuchają ze zdwojoną siłą i sprawiają, że życie bohaterów nieco się pokomplikuje. Nie można zapomnieć również o wątkach dodatkowych, które ubarwiają powieść i ponoszą ciśnienie - podejrzenie o zdradę, nowi członkowie rodziny, stara miłość, która przecież nie rdzewieje...

Bardzo lubię powieści autorki, ponieważ są lekkie, przyjemne i pozwalają na odstresowanie. To nic, że rozwiązania kilku tajemnic domyśliłam się  bardzo szybko. Książka była naprawdę doskonałą lekturą, bogatą nie tylko w wydarzenia, ale również myśli i uczucia bohaterów. Ciekawym elementem były rozmowy "Rozsądnego" z "Czarnym", zresztą nie tylko tutaj wkradał się motyw humorystyczny, sama Karolina była chwilami dość ironiczna.

Tak naprawdę są tylko dwie rzeczy, które nie przypadły mi do gustu - sytuacja kiedy nie byłam w stanie odgadnąć czy bohaterka była w Chorwacji czy w Kazimierzu oraz zakończenie. Uwielbiam kiedy finał opowieści jest zamknięty - obojętnie czy dobry czy zły, ale wolę, gdy wprost zostanie napisane jak ułożyło się życie bohaterów. Tutaj niestety zostało nieco zawieszone w próżni niepewności... Można snuć jedynie domysły, jak to było naprawdę... I jak ja mam teraz spokojnie zasnąć? :)


Trudne wybory, poświęcenie, miłość i wybaczenie tak w czterech punktach określiłabym "Gdy zakwitną poziomki". I z czystym sumieniem mogę książkę polecić fanom twórczości Agnieszki Walczak-Chojeckiej oraz wielbicielom obyczajówek z tajemnicami w tle.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 12 u Wiedźmy, Grunt to okładka, Mini czelendż, Pod hasłem, 52 książki

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Mia Sheridan "Bez szans" - przedpremierowo




Tytuł oryginalny: Kyland
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: planowana na 1 lutego 2017
Liczba stron: 320








Swoją przygodę z książkami Mii Sheridan rozpoczęłam pół roku temu lekturą powieści "Bez słów", która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Drugim krokiem poznawania twórczości autorki jest dla mnie "Bez szans", bowiem nie miałam okazji przeczytania innych tytułów. Jak oceniam najnowszą powieść?

Zajrzyjmy do małej amerykańskiej wioski, położonej u stóp Appalachów, w stanie Kentucky. Dennville jest obecnie skupiskiem biedoty, ludzie ze wzgórza mieszkają w zrujnowanych domkach albo przyczepach. Głównym źródłem zarobkowania była kiedyś kopalnia, w której pracowali mężowie, ojcowie, synowie, bracia... Ale doszło do wybuchu, w którym zginęło sześćdziesięciu dwóch mężczyzn... Wiele rodzin straciło wtedy jedyny dochód.

To właśnie w takich warunkach żyje Tenleigh Falyn. Wokół roztaczają się urokliwe widoki, przyroda przyzywa, by spędzić chwile na świeżym, górskim powietrzu a na ziemię sprowadza dziewczynę przyczepa, w której mieszka z mamą i siostrą. Siedemnastolatka nie ma łatwego życia, gdyż obie z Marlo muszą zadbać nie tylko o porządek, pożywienie i ubranie, ale przede wszystkim o lekarstwa dla mamy. Dlatego Tenleigh dorabia po szkole, choć jej priorytetem jest zdobycie stypendium pozwalającego na wyjazd do dowolnego miasta, by ukończyć college. Uwielbia czytać książki i tak naprawdę nie narzeka na swoje życie, ale ma też marzenia. Dotyczą przede wszystkim lepszej przyszłości dla siebie i najbliższych.

Pewnego popołudnia, podczas pracy w sklepie, Tenleigh bierze udział w zaskakującym wydarzeniu. W tamtej chwili nie zdaje sobie sprawy, że ten moment i ta decyzja zaważą na jej życiu. Czy zdajecie sobie sprawę, że ten ułamek sekundy odmienił całkowicie jej przyszłość? Choć wielokrotnie wylewała łzy, kiedy los nie chciał spełnić jej pragnień...

Kyland Barrett chodzi do tego samego liceum co Tenleigh, mieszkają dość blisko siebie i egzystują w podobnych, biednych warunkach. Chłopak mieszka tylko z niepełnosprawną mamą, gdyż podczas tragedii w kopalni stracił ojca i brata. Z czego zatem żyją? Co jedzą, zwłaszcza w ostatnim tygodniu każdego miesiąca? Również jego marzeniem jest wyrwanie się z Dennville za sprawą stypendium. Ale dostanie je tylko jedna osoba...
Będzie ona miała wybór, co zrobić ze swoim życiem, jak nim pokierować, gdzie pojechać. Stypendium da tej osobie wolność, głównie od biedy. Kto będzie tym szczęśliwcem? Ciekawa jestem czy zgadniecie.... :)

W biedzie, głodzie i chłodzie rodzi się miłość... Bo ona nie patrzy na takie "trudności". Po prostu uderza z ogromną siłą w dwoje ludzi i sprawia, że mimo rywalizacji o stypendium i kategorycznych planów o wyjeździe jednego z nich - zbliżają się do siebie. To niezwykłe uczucie, pierwsze i prawdziwe, które rozwija się powoli, badając na ile może sobie pozwolić. Bohaterowie wyczuwają wzajemnie swoje potrzeby, dając sobie ciepło, zrozumienie, dotyk. Dzielą się tym, co mają... choć mają niewiele. Łączy ich miłość, data urodzenia oraz to, że oboje kiedyś zostali porzuceni. Jak zakończy się historia tej miłości, skoro jedno z nich wyjedzie? I jakie znaczenie odegra tu kłamstwo?


Postawa Tenleigh była dla mnie godna podziwu - utrzymywała porządek wokół zrujnowanej przyczepy, by choć "obejście" wyglądało na zadbane a z tyłu urządziła wraz z Marlo mały warzywniak. By zarobić parę groszy, chodziła pieszo dziesięć kilometrów do sklepu Rusty'ego, żeby zamiatać i układać towar. Uczucie, które w nią uderzyło sprawiło, że czuła się podekscytowana, ale i zdezorientowana. Nie do końca była pewna czy to jest to, na co tak długo czekała, po różnych przygodach w przeszłości. Bała się bólu, cierpienia, odrzucenia. Ale obietnica, którą niosła miłość, działała na nią jak magnes. Zwłaszcza, że chwile we dwoje niosą im radość, spokój, nadzieję i ukojenie.


"Należało w życiu doceniać małe rzeczy, jeśli te duże powodowały, że miało się ochotę zwinąć w kącie w pozycji embrionalnej i dać sobie ze wszystkim spokój" *


Kyland to męski bohater tej powieści. Tenleigh go olśniła, sprawiła że w szarym i trudnym życiu zaświeciło dla niego światełko, pojawił się promień słońca. Uwielbiał ją rozśmieszać i pragnął dla niej szczęścia, tuż obok przetrwania ciężkich czasów. Bliskość, czułość i dotyk Tenleigh sprawiały, że wszystkie problemy blakły, nic nie było ważniejsze od chwil spędzanych razem. Kim dla siebie są? Czy uzgodniony przyjacielski status relacji ich zadowoli? Dlaczego podjęli taką właśnie decyzję?


Autorka stworzyła fabułę na bazie biedy, co nie jest częstym zjawiskiem. Pokazała miejscowość, w której ludzie ledwie wiążą koniec z końcem i potrafią otwarcie przyznać, że są głodni. Chodzą w dziurawych butach a w zimie ogrzanie domu jest równie ważne, jak zdobycie jedzenia, żeby nie zamarznąć... W Dennville nie ma perspektyw dla młodych. Do wyboru mają tylko pracę w kopalni, sklepie czy barze. Niewielu wychodzi ponad ten poziom i jest w stanie stworzyć lepsze życie czy własną firmę. Niejednokrotnie brakuje im pieniędzy na potencjalny start. Bieda trzyma ich w łapach czasami nawet przez całe pokolenia.

Sheridan doskonale opisała siłę miłości - i to nie tylko w przypadku głównych bohaterów. Ci z drugiego planu też zostali wyśmienicie scharakteryzowani (nie brakuje też "czarnych charakterów" powieści), niejedna chwila z nimi wywoływała skrajne emocje (choćby sytuacja z mamą Tenleigh, która wkroczyła do szkoły podczas przedstawienia). Urzekły mnie również liściki wymieniane przez Tenleigh oraz Kylanda, z szybko bijącym sercem oczekiwałam kolejnych, zwłaszcza że wymieniali je w dość  nietypowym miejscu.

Obok miłości, ważne miejsce w powieści zajmują też przyjaźń, motyw rodziny oraz porzucenia. Wszystkie razem i każde z osobna miały ogromne znaczenie w życiu bohaterów. Autorka pokazała również problem homoseksualizmu, depresji, utraty bliskich. W ciekawą "sukienkę" Sheridan ubrała zagadnienie marzeń - bo czasami ich spełnienie może przypominać koszmar... Dlaczego? Na to i inne moje pytania musicie znaleźć odpowiedź już sami - w książce.


"Bez szans" to powieść niosąca ogromną dawkę emocji. Uczucia wręcz zalewają czytelnika podczas lektury - współczujemy, kibicujemy, śmiejemy się i płaczemy wraz z nimi. Decyzje bohaterów uzmysławiają, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale należy walczyć. Tajemnice Tenleigh i Kylanda z przeszłości oraz ich aktualne wybory tworzą niezwykłą historię, której finał nie jest do końca przewidywalny. Gwarantuję Wam niejedno zaskoczenie!





* M. Sheridan, "Bez szans", Otwarte, Kraków 2017, s. 44


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


niedziela, 22 stycznia 2017

Aleksandra Golecka-Mazur "Plac tajemnic 2. Krzyżówki obrazkowe"



















Tytuł: Plac tajemnic 2. Krzyżówki obrazkowe - część 1/2/3
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 32/32/32
Wiek odbiorcy: 6-9 lat


O znakomitej serii Plac tajemnic pisałam już przy okazji jego pierwszej edycji, wydanej w sierpniu 2016 roku. Wtedy opisałam trzy pierwsze książeczki dotyczące Krzyżówek obrazkowych. Jednak wydawnictwo Adamada "posłuchało" głosu mojej sześciolatki, która wnioskowała o dalszy ciąg z trudniejszymi zadaniami :) W listopadzie pojawiły się książeczki z edycji drugiej - czy faktycznie trudniejsze? Zapraszam na kilka słów.



W skład drugiej edycji Krzyżówek wchodzą tradycyjnie trzy książeczki, które patrząc globalnie są faktycznie trudniejsze niż te z pierwszej edycji. Dziecko musi znacznie lepiej znać pisownię poszczególnych wyrazów a także doskonale znać otaczający je świat. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta - obrazki zamieszczone obok diagramów, których znaczenie należy odgadnąć i wpisać w kratki, są nie tylko z przeróżnych dziedzin, ale również potrafią wizją ilustratora zmylić nawet rodzica a co dopiero kilkulatka.
Mowa tu oczywiście o pierwszej części każdej książeczki, w której należy odgadnąć jaki obrazek mamy przed sobą i według umieszczonej obok niego liczby wpisać jego znaczenie do diagramu. Część ta jest zróżnicowana pod względem stopnia trudności - są tu zadania łatwiejsze i trudniejsze. Są diagramy z mniejszą lub większą liczbą wyrazów do odgadnięcia.










Diagramy z ośmioma czy też dziewięcioma hasłami już przy pierwszym, wzrokowym kontakcie nieco przerażają, ale sześciolatce się wydaje, że jeśli jest więcej kratek to jest trudniej :P





















A teraz ogromna niespodzianka - jakież było nasze zdziwienie, radość i zaskoczenie kiedy dotarłyśmy do takiej oto strony:


























Bardzo nietypowa już pod względem graficznym, intryguje kolorami, grafiką i cyferkami. W pierwszej chwili sześciolatka nie wiedziała zupełnie co trzeba tutaj zrobić... Dopiero kiedy skupiła się na zamieszczonych już w diagramie literach - eureka! - odkryła, że to... łatwe :)



Druga część książeczek jest niezmiennie tą ulubioną dla sześciolatki - chyba najfajniej jest rozwiązywać krzyżówki, gdy osiąga się cel, czyli hasło. Zresztą dorośli chyba też to lubią :) Dlatego wypełnianie Krzyżówek idzie nam znacznie sprawniej, szybciej i przyjemniej. Oczywiście ogromne ma tutaj tematyka. Co najchętniej wybiera moja córa? Od czego zaczęła?



A to był zdecydowany numer jeden:  :)




Rozwijają myślenie, kreatywność, poznawanie świata i wielu jego dziedzin. Ćwiczą pisownię, gramatykę, ortografię i wzbogacają słownictwo. Naprawdę ogromny potencjał, który rozwija nasze dzieci.

Już niebawem zapraszam na recenzje pozostałych tytułów z drugiej edycji Placu tajemnic a dwa słowa podsumowania Krzyżówek obrazkowych - serdecznie polecam!




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczek



Za możliwość ćwiczenia umysłu
dziękujemy Pani Ewie

sobota, 21 stycznia 2017

Nowe "Połącz kropki"!

Pamiętacie, kiedy pisałam o innej rozrywce niż czytanie? TUTAJ możecie sobie przypomnieć :)


Już wkrótce superbohaterowie Marvela i Spider-Man w kreatywnej zabawie „Połącz kropki”
Zachwycająca seria „Połącz kropki” nowozelandzkiego grafika Thomasa Pavitte’a już 1 lutego wzbogaci się o kolejne tytuły – tym razem artysta zaprasza do stworzenia rysunków na podstawie dzieł najwybitniejszych twórców komiksów Marvela.
Kapitan Ameryka, Dr. Strange, Iron Man, Wolverine i wielu, wielu innych – oto superbohaterowie, którzy zapewnią wiele godzin znakomitej rozrywki. Wystarczy ołówek, aby za pomocą pojedynczej linii wydobyć z gąszczu kropek znane i lubiane postaci. Gotowe dzieło w wyjątkowo dużym formacie można pokolorować, wyrwać dzięki perforowanym brzegom, oprawić i powiesić na ścianie. „Niesamowite 1000x połącz kropki” to niezastąpiony sposób na wyzwolenie w sobie kreatywności i świetną rozrywkę w każdym wieku.
Pavitte zaprasza również do zabawy ze Spider-Manem i jego przyjaciółmi, sojusznikami oraz najstraszliwszymi wrogami. Wśród nich: Spider-Woman, Doctor Octopus, Czarna Kotka i wielu innych. Na deser prawdziwe wyzwanie – słynna scena walki Spider-Man kontra Doctor Octopus, stworzona z ponad 1500 kropek. Perforowane strony można wyrwać, by podzielić się nimi z przyjaciółmi, albo zachować dla siebie. Nagrodą za cierpliwe łączenie kropek stanie się prawdziwe dzieło gotowe do powieszenia na ścianie.


Informacje dzięki AiM Media


Macie ochotę?

Wyniki badań wykazały, że książki są najlepszymi prezentami dla babć i dziadków

Dziś Dzień Babci,  jutro Dzień Dziadka!!!


Niedawno przeprowadzone badania potwierdzają, że książka to najlepszy prezent. Prawie połowa ankietowanych babć i dziadków odpowiedziała, że już otrzymuje lub chciałaby otrzymywać literackie upominki. Aż 94% z nich przyznaje, że książka to zawsze trafiony podarunek. Ale niektórzy marzą o locie balonem...

W badaniu zleconym przez Empik wzięło udział kilkaset osób powyżej 55. roku życia posiadających wnuki. Okazuje się, że aż 1/3 z nich w wolnym czasie czyta, a 47% już otrzymuje lub chciałoby otrzymywać książki. Niektórzy ankietowani tłumaczyli, że kiedyś czytali dużo, a teraz wzrok nie pozwala im na długie wieczory z lekturą. Dlatego poza tradycyjną papierową formą, przy zakupie prezentu, warto wziąć pod uwagę także audiobooki, które czyta lektor i ebooki, w których można powiększyć czcionkę.

Większość badanych babć i dziadków wskazała, że najbardziej lubi czytać książki historyczne, kryminały, biografie i romanse. Przy wyborze konkretnego tytułu najlepiej kierować się zainteresowaniami dziadków. Choć czasem trudno je określić, to lepiej postawić na sprawdzone lektury, niż pójść na łatwiznę, kupując słodycze czy alkohol, bo co dziesiąty ankietowany jest niezadowolony z takiego upominku. Najnowsza książka Grocholi, Bondy czy Twardocha albo komentowana przez wszystkich blogerów książka kucharska sprawią większą radość niż litr witamin w płynie. Warto też rozważyć bilety do teatru lub kina, ponieważ aż 1/4 babć i dziadków chętnie skorzystałaby z takiego prezentu – najlepiej w towarzystwie wnuka.



Materiały dzięki uprzejmości Business & Culture
Wyniki na podstawie badania ARC Rynek i Opinia Sp. z o.o. na zlecienie Empiku, przeprowadzone w dn. 6-12.12.2016 r.

piątek, 20 stycznia 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Boys from Hell" - przedpremierowo




Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: planowana na 2 lutego 2017
Liczba stron: 272










Sylwetki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie trzeba zapewne polskim czytelnikom przedstawiać, bowiem kto lubi książki, z których wprost wyzierają emocje, ten zna "dilerkę emocji". Tak właśnie autorka ponad dwudziestu książek została nazwana i ja całkowicie się z tym zgadzam. Czytałam już pozycje skupiające się na romansie, na sensacji oraz na relacjach między młodymi ludźmi. Mam swoich ulubieńców wśród tytułów oraz bohaterów. Jedne książki są dla mnie bezapelacyjnymi hitami, inne podobają mi się nieco mniej, ale wszystkie dały mi to, czego oczekiwałam - wiele wrażeń podczas czytania i zapartego tchu podczas przewracania kolejnych stron... Jak odebrałam najnowszą przedstawicielkę New Adult - "Boys from Hell"?

Anna Scott jest osiemnastolatką i po latach nauki w szkołach z internatem, wróciła do rodzinnego Freeport, by tutaj dokończyć edukację w ostatniej klasie liceum. Przez cały ten czas, kiedy była poza domem udawała szczęście, w skrytości cierpiąc i tęskniąc... Za matką, która wcale nie walczyła z ojcem-burmistrzem o pozostanie kilkuletniej córeczki w domu. Za rodzinnymi stronami i własnym pokojem... Dlaczego teraz nagle mogła wrócić? Jaki był prawdziwy cel jej powrotu?
Anna uwielbia czytać, zwłaszcza "Anię z Zielonego Wzgórza", która nigdy się jej nie nudzi i pozwala na marzenia o miłości takiej, jaką był Gilbert dla bohaterki. Podczas lektury nie śmie nawet przypuszczać jakiego "Gilberta" przygotował dla niej los...

Wracając z zajęć dodatkowych zostaje otoczona przez pięciu motocyklistów, którzy mają kamizelki z wyszytym na plecach napisem Boys from Hell. Dziewczyna była przerażona... Zresztą, kto by nie był... Ale miała szczęście - usłyszała głęboki głos, który sprawił, że serce zabiło jej mocniej a otaczający ją mężczyźni dostali wyraźny znak, że mają się od niej trzymać z daleka. Wybawcą okazał się dwudziestopięcioletni Jackson Cunnam, pseudonim Jax. Facet z bolesną przeszłością, tajemniczą teraźniejszością oraz pracą, której nie zaakceptuje potencjalny teść. Ale serce nie sługa i Anna z każdym dniem będzie przekonywała się coraz bardziej, że to ktoś, na kogo czekała całe życie. Tylko co na to burmistrz?

Agnieszka Lingas-Łoniewska doskonale nakreśliła dwójkę głównych bohaterów, którzy mimo że tak naprawdę żyją na różnym poziomie to ich życie jest do siebie bardzo podobne. Jax wcześnie stracił matkę, Anna niby ją miała, ale i tak nie mogła na nią liczyć. Oboje nigdy nie mieli łatwo, sami musieli o siebie dbać. Dzieciństwo wiele ich nauczyło a samotność sprawiła, że w swoim towarzystwie czują się bezpiecznie i spokojnie. Ich związek przez długi czas musi być utrzymywany w tajemnicy, ale pokazują że warto walczyć. Często boimy się iść do przodu, uciekamy przed marzeniami. A Anna i Jax zagłębili się w miłość wbrew wszystkiemu - wbrew rodzicom, wbrew światu, wbrew zazdrosnym spojrzeniom. Tylko czy mimo, że to uczucie jest silne i mocne jest w stanie przetrwać? Wszak ludzie zrobią wiele, by dziewczyna nie mogła być z harleyowcem... Jaki będzie finał tej historii? Nie powiem - ale przyznaję, że Lingas-Łoniewska mnie zaskoczyła... Sądziłam, że zakończenie będzie inne... Choć wcale nie twierdzę, że jest złe...


Autorka uwielbia w swoich książkach obsadzać w głównych męskich rolach niegrzecznych chłopców - tak jest również i tym razem. Jax nie jest bowiem przykładnym facetem... Ma wiele "za uszami", jednak widać ogromny wpływ Anny na jego zachowanie. Staje się czuły, ułożony, słodki... Momentami za słodki... Czasami te jego czułości, poddańcze zachowanie wobec dziewczyny mi do niego nie pasowały. Gdzie się wtedy podziewał jego styl macho?? Powinien choć troszkę pokazać swój charakter szefa gangu motocyklistów.
Uważam też, że ta miłość zakwitła zbyt szybko... Ja nie kwestionuję tu miłości od pierwszego wejrzenia, ale iskra między tym dwojgiem była troszkę naciągana.
Również w przypadku Anny, która jest grzeczna i spokojna są cechy, które momentami mocno mnie denerwowały - mimo, że rozwinięta ponad swój wiek (co spowodował wieloletni pobyt poza domem) to była zbyt łatwowierna, dająca się wkręcić w każde słowo innych oraz znajdująca urojone problemy.

W "Boys from Hell" nie brakuje również ciekawych bohaterów drugiego planu, włącznie z "czarnymi charakterami". Dzięki temu książka nie daje czytelnikowi pewności, jakie będzie jej zakończenie. Wszak, wszystko się może zdarzyć, gdy rozpoczyna się knucie, intrygi, kłamstwa oraz szantaże. Autorka nie zapomniała też o ważnych tematach jakimi są samotne macierzyństwo, różnice społeczne rzutujące na uczucia, zazdrość w małej społeczności, a także narastające między dwojgiem pożądanie.


"Boys from Hell" jest powieścią idealnie pasującą do modnego ostatnio nurtu New Adult, w którym Agnieszka Lingas-Łoniewska odnajduje się doskonale. 

Stworzyła fabułę opartą na uczuciu rodzącym się między dwojgiem ludzi z różnych warstw społecznych. ONA - dziewczyna z dobrego domu, z wykształceniem i marzeniami. ON - twardo stąpający po ziemi facet, który żyje z dnia na dzień i rozwija swój biznes. Co wyniknie ze zderzenia dwóch światów? Zarozumiały harleyowiec Jax i marząca o swoim "Gilbercie" Anna mimo różnic, dają się ponieść porywającemu uczuciu i narastającemu pożądaniu. Tylko czy los (i burmistrz) pozwoli im być razem? Czy ich trudna sytuacja pozwoli pokonać przeszkody w byciu razem, pomimo wszystko?

Powieść sprawi, że się wzruszycie, wkurzycie a Wasze zmysły zapłoną. Przekonacie się również jak wygląda współczesna wersja bajki o miłości rzemieślnika do księżniczki - gorąco polecam!



Na skrzydełku książki znajduje się moja rekomendacja :)


Książka przeczytana w ramach listopadowych wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

czwartek, 19 stycznia 2017

Magdalena Woźniak "Gniazdo żmij. Rzecz o laborantach z Karkonoszy"




Autor: Magdalena Woźniak
Wydawnictwo: Ad Rem
Data wydania: grudzień 2016
Liczba stron: 118
Seria: Z Biblioteki Ducha Gór



Książka nagrodzona w I edycji Konkursu Literackiego "Z Biblioteki Ducha Gór"


Jak świat światem zawsze dochodziło do zatargów, zazdrości i knucia. Nie inaczej jest wśród karkonoskich zielarzy (czyli laborantów), lekarzy i aptekarzy. Wciąż się konfliktują uważając, że ich rzemiosło jest ważniejsze. W Wigilię Świętego Jana co odważniejsi zielarze udawali się na Białą Łąkę, do ogrodu Ducha Gór, po cenne zioła do wyrobu leków. Jednak nie każdy, nawet najzdolniejszy laborant, mógł wstąpić do cechu - nie dość, że kandydaci musieli przejść trudny egzamin to koncesji wydawano tylko trzydzieści. A wszystkiemu winna tamtejsza władza.

W ten oto świat skonfliktowanych mężczyzn chce wkroczyć Agnes, córka doskonałego zielarza. Ubolewa, że jest kobietą a przecież bardzo by chciała zajmować się ziołami i pomagać ludziom... Tworzyć nalewki, maści, napary... Dziewczyna ma jednak ważniejszy dylemat - sercowy - dwóch młodych, buńczucznych mężczyzn zaczyna się nią interesować, jednak nie z każdym może się związać. Dlaczego?

Ta książeczka to bardzo nietypowa pozycja - łączy w sobie historię, trochę legend z rejonu Karkonoszy, miłość, rywalizację a i wątek kryminalny się pojawia. Jest zaklinacz węży, niepełnosprawny chłopiec, jarmark świętojański oraz tajemnicze specyfiki zielarzy i medyków. Na deser wspomnę, że kluczową rolę odgrywa tu diabeł ryfejski, który nieźle zamiesza czytelnikom w głowach. Ale jaka jest prawda o nim? Dowiecie się już z lektury.

Opowieść autorstwa Magdaleny Woźniak (znanej nam blogerki Pani_Wu) jest niewielkich rozmiarów a zawiera w sobie wiele cennych rad, porad i historii prosto z życia. Uwielbiam książki z tajemnicami w tle - a tu ich nie brakuje :)
Jednak nie mogę zdradzić zbyt wiele, byście sami mogli odkryć jak to z tym diabłem naprawdę było...

W zamian, mam dla Was coś innego - zadałam Magdzie 5 pytań, dzięki czemu wyszedł mi taki wywiadzik:



1. To bardzo nietypowa pozycja - połączenie fascynacji regionem, historią i .... no właśnie, jakbyś określiła trzeci trzon "Gniazda żmij"?

Zielarstwo. Wiedza o tradycjach ziołolecznictwa w Karkonoszach pochodzi ze źródeł archiwalnych, spisanych w języku niemieckim. Zupełnie hobbystycznie, społecznie i ku ogólnemu pożytkowi, transkrypcją tekstów zajmuje się pan Ulrich Junker, Niemiec, który co jakiś czas przyjeżdża do Jeleniej Góry, przeszukuje archiwa i ślęczy nad dokumentami. Rozszyfrowuje odręczne pismo i przy pomocy komputera zapisuje treść po niemiecku. Wtedy może się za tekst zabrać tłumacz, którego dokument interesuje.

W taki sposób ogólnie dostępne stały się informacje na temat zielarstwa w Karkonoszach, które przybrało rozmach na niesłychaną skalę. Ten fenomen, którego rozkwit przypadł na XVII i XVIII wiek nie ma sobie równych na całym świecie. Ponieważ zielarstwo było domeną prostych ludzi, oczywiste jest, że obrastało w ceremonie i wierzenia, adaptowało lokalne legendy dla celów ziołolecznictwa oraz zielarstwo wplatano do legend, choćby nazywając Ducha Gór korzennikiem.
Informacje o karkonoskich zielarzach, których nazywano laborantami, pochodzą między innymi z zapisków ludzi podróżujących w rejon Karkonoszy (w XVIII wieku pojawiła się moda na pamiętniki), dokumentów cechowych, wyciągów z ksiąg zmarłych, papierów dotyczących gruntów, budynków oraz koncesji, czyli pozwoleń na wykonywanie zawodu, a także przepisów na leki.
Zależało mi, żeby zawartą w noweli historię umieścić w czasach, kiedy działalność laborantów była w pełni rozkwitu, a ich wyroby znano na dworach całej Europy. Pomyślałam, że przy okazji rozrywki, jaką niesie kryminalny wątek, czytelnik dowie się trochę nowych i ciekawych rzeczy o naszym regionie, jednak nie będzie to suchy artykuł w periodyku naukowym.

Kto zna treść artykułów, napisanych przez dr historii Przemysława Wiatera, na podstawie jego własnych tłumaczeń jeleniogórskich archiwaliów oraz artykułów Henryka Wańka ten wie, że postać Jacoba Grossmanna stworzyłam opierając się na opisie Melchiora Grossmanna, sporządzonym przez anonimowego autora, w wydanej w Lipsku w roku 1703 książce pt. "Śnieżka pełna cudów opisana przez znanego Ślązaka" ("Wundervollen Schneekoppe von einem Bekannten Schlesier").
A kto nie zna i nie wie, poznaje tę barwną postać na kartach książki i zastanawia się, czy był w ogóle ktoś taki? Mogę więc powiedzieć, że tak, to postać w pewnym stopniu prawdziwa. Oczywiście książkowy Jacob wyszedł mocno poza ramy pamiętnikarskiego opisu. To, czego nie zanotował kronikarz, dopowiedziałam sama.


2. A skąd pomysł na taką akurat opowieść?

Fenomen laborantów tak bardzo mnie zafascynował, że zaczął żyć własnym życiem w mojej głowie. Szperałam w poszukiwaniu informacji i zastanawiałam się, jak mogło wyglądać wtedy życie tych ludzi. Omotali mnie całkowicie i zdawało się, że szeptali do ucha: „Napisz o nas, napisz”.
A kysz!” – wołałam. – „Ja nie mam czasu, pracuję, mam stosy klasówek do sprawdzania.” Nie odpuszczali. Mówili: „Pamiętasz opowieści o pradziadku Kazimierzu?”. No i tu mnie mieli, bo jakże mogłabym zapomnieć opowieści mojej śp. Babci o jej teściu, a dziadku mojej śp. Mamy, który w wioseczce na Kresach Wschodnich leczył ludzi ziołami. A tak potrafił to robić, że powiadano, iż niemal dokonywał cudów. Jego przepisy na mieszanki ziołowe zachowała moja Babcia, ale niestety rozdała potrzebującym, zamiast przepisać i udostępnić kopię. Kiedy pytałyśmy o to Babcię odpowiadała: „To żaden problem, ja wszystko pamiętam!”. U babci w domu zawsze były zioła na różne dolegliwości, moja mama też najpierw parzyła zioła, a dopiero potem rozważała wizytę u lekarza.
Pomyślałam wtedy, że coś w tym jest, w tym życiu w zgodzie z naturą, w szukaniu leków na własnym polu, w ogrodzie, w lesie. Uznałam, że laborancka profesja, zapewne przez niesienie ulgi w cierpieniu, w jakiś sposób łączy wszystkich ludowych zielarzy, na całym świecie.
W wyniku II Wojny Światowej i decyzji, które zapadły po jej zakończeniu, moja rodzina, jak i wiele podobnych, została przesiedlona z Kresów na Dolny Śląsk. Pradziadek zmarł przed końcem wojny i został pochowany w Kobryniu. A tu, wszystko było nowe, inne, ale tutaj także rosły i rosną zioła, które przynoszą ulgę w cierpieniu.


3. Opowiesz jak wyglądał Twój warsztat pracy?

A to nie jest nic specjalnego – biurko, komputer, dysk pełen informacji między innymi o ziołach, budynkach, ubraniach, przedmiotach codziennego użytku na Dolnym Śląsku w minionych wiekach i dużo, dużo więcej, bo i zdjęcia obrazów malarzy, którzy uwieczniali dolnośląskie pejzaże czy żyjących tu ludzi, zdjęcia z Karkonoszy dla pobudzenia wyobraźni, ponadto półki z potrzebnymi książkami o ziołach i o regionie, a także internet dla konsultacji. Tyle. Kilka lat temu z okna pokoju, w którym piszę, widziałam Śnieżkę, ale teraz już zasłoniły ją nowo wybudowane domy.

4. Długo pisałaś swoją pierwszą samodzielną książkę?

Netto czy brutto? ;)
Od chwili, kiedy pojawił się pomysł, do stanu ukończenia realizacji i wysłania tekstu na konkurs minęło kilka lat, ale ja nie zajmowałam się książką cały czas. Pracuję zawodowo, mam różne obowiązki, bywały tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie zaglądałam nawet do tekstu. Potem wracałam i wywracałam go na lewą stronę, zaczynałam od początku, ale inaczej.
Pierwsze koty za płoty, prawda? :)
Nie umiem określić ile było samego pisania, nie liczyłam. No i pytanie, z poszukiwaniem informacji, czy bez? :) Tropienie skrawków informacji jest bardzo czasochłonne, nawet dysponując takim narzędziem jak internet. Poświęciłam temu bardzo, bardzo dużo czasu.

5. Wydanie książki, wygrana w konkursie to chyba rozbudziło Twój twórczy apetyt. Myślisz nad drugim "literackim dzieckiem"?

Tak, myślę nad kontynuacją. Niektórych wątków w opowieści nie domknęłam, celowo zresztą. Początkowo miałam przygotowany projekt na dużo większą rzecz, ale wymogi konkursu zmusiły mnie do pominięcia wielu wydarzeń, powiązań i pomysłów. Zamierzam opowiedzieć o nich w następnej części, która będzie dalszym ciągiem przygód bohaterów „Gniazda żmij”.

Zatem trzymam kciuki za wenę i życzę powodzenia! Dziękuję też za minuty poświęcone na ten wywiadzik :)




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 12 u Wiedźmy, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce

wtorek, 17 stycznia 2017

Mini czelendż 2017 - ostatnia szansa, by się zapisać!



Każdy kto ma ochotę zapisać się do mojego mini wyzwania ma jeszcze możliwość. Na Wasze zgłoszenia czekam do 20 stycznia w TEJ zakładce.

Pamiętajcie - to tylko 5 książek na rok! Będzie losowanie nagród książkowych spośród tych, którzy ukończą z sukcesem :)

Jest nas już zgłoszonych 18 osób i spływają pierwsze linki :D

Zapraszam :)

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Mój udział w wyzwaniach czytelniczych w 2016 roku, plany wyzwaniowe na 2017 oraz trochę cyfr blogowych - Podsumujmy 2016 #5

Moje piąte podsumowanie roku dotyczy wyzwań czytelniczych, w których brałam udział.
Od razu pojawią się też moje plany wyzwaniowe na 2017 rok.

Jednak zanim przejdę do rachunku sumienia, kilka cyfr, czyli jak w ciągu roku zmieniły się liczniki bloga :)






2016 czytelniczo:
  • przeczytałam 162  książki (w 2015 - 141, 2014 - 68, 2013 - 94), czyli 42 726 stron
  • najwięcej stron przeczytałam w kwietniu - 5 635
  • najmniej stron w czerwcu - 2 328
  • liczba przeczytanych e-booków:  10    (w 2015 - 6)
  • ile książek mi przybyło?? hmmm... nie zliczam nabytków ze stosików, ujmę to jednym słowem - dużo :)

2016 blogowo:
  • opublikowane posty - 290 (2015 - 262)
  • pozostawione komentarze - od początku bloga  21 552  (rok temu -15 655)
  • najczęściej komentująca osoba - Sylwia - dokonała tego dwukrotnie, bowiem najpierw zajmowała pierwsze miejsce jako Sylwuch a po zmianie nicka wywindowała na to miejsce ponownie - dlatego Sylwię postanowiłam nagrodzić książką :)   [wybierz coś z zakładki Targowisko, potem czekam na maila :)]
  • licznik bloga wskazuje -  430 tysięcy wyświetleń (2015 rok podsumowałam z licznikiem 260 tysięcy)
  • obserwatorzy bloga - 254 osoby (w ubiegłorocznym podsumowaniu - 214)
  • polubienia na FB -  290  osób (rok temu - 140)

Wszystkie te cyferki to Wasza zasługa! Dziękuję i ... proszę o jeszcze :)


No to teraz szczegółowy rachunek sumienia dotyczący wyzwań:



Pod hasłem - autorskie

Założenie: przeczytać choć jedną książkę miesięcznie
Przeczytanych: 75
Miesięcznie: Każdy miesiąc zaliczony

 



Czytelnicze marzenia ejotka - autorskie
Założenie: przeczytać jak najwięcej wymarzonych tytułów
Przeczytanych:  8
Od stycznia 2017 wyzwania nie będzie w zakładce z Wyzwaniami 2017. Pozostanie w swojej własnej i tam też, po niewielkich modyfikacjach, będę odznaczała przeczytane w jego ramach książki. Nie będę ich również oznaczała etykietą tego wyzwania - wolę czas na te czynności przeznaczyć na samo czytanie marzeń :)





Mini czelendż 2016 - autorskie
Założenie: przeczytać 5 książek (wybranych w grudniu 2015) w ciągu roku
Przeczytanych: 3
Nie ma sukcesu z 5 książkami, ale i tak jestem z siebie dumna - zawsze to 3 zalegające pozycje do przodu :) Widać te 2 tytuły nie chcą się poddać nawet tak szczególnemu wyzwaniu






Grunt to okładka
Założenie: przeczytać choć jedną książkę miesięcznie
Przeczytanych: 66-68   (wg organizatorki 66 a w 2 różnych moich zestawieniach wyszło mi 67 albo 68, ale nie mam ciśnienia, by liczyć to raz jeszcze, gdzie jest błąd...) 
[co dało mi - nie licząc organizatorki - pierwsze miejsce w całym roku :)]
Miesięcznie: Każdy miesiąc zaliczony






Gra w kolory II - wyzwanie, które rozpoczęło się we wrześniu 2015

Założenie: przeczytać choć jedną książkę miesięcznie
Przeczytanych: 92  (tylko w tym roku)

Miesięcznie: Każdy miesiąc zaliczony


A globalnie:
autor - magdalenardo


autor - magdalenardo





Cztery pory roku

Założenie: Przeczytać choć jedną książkę w kwartale
Przeczytanych: 23
Kwartalnie: nie zaliczyłam jesieni
Jak na wyzwanie, do którego nie czytałam nic specjalnie to jest bardzo dobrze





Łów słów
Założenie: przeczytać choć jedną książkę miesięcznie (przystąpiłam w lipcu)
Przeczytałam: 8
Miesięcznie: Każdy miesiąc zaliczony






Na tropie Agathy 

Założenie: przeczytać jedną książkę na pół roku
Przeczytanych: 0
Nie udało się zrealizować założenia, źle się z tym czuję, ale zupełnie nie miałam ochoty na Agatkę... Dlatego w 2017 to wyzwanie też odpuszczam, wolę coś po prostu przeczytać...





Założenie: przeczytać 52 książki w roku
Przeczytanych: 162
SUKCES :)

W tym dla dzieci: 54







W związku z pewnymi czynnikami, jestem zmuszona ograniczyć wyzwania na 2017 rok - dlatego moje plany w tym zakresie przedstawiają się następująco:





Pod hasłem - autorskie - edycja 5

Czas trwania: [2013-]2017 rok
Cel: Przeczytać w danym miesiącu co najmniej jedną książkę, która pasuje do podanego HASŁA [lub koła ratunkowego]
Szczegóły TUTAJ






# # # # #




Mini czelendż II - autorskie - edycja 2
Czas trwania: 2017
Cel: przeczytać w 2017 roku 5 książek wybranych w grudniu 2016
Szczegóły TUTAJ
Tym razem MUSI się udać :)





# # # # #


Grunt to okładka 
Czas trwania: [2014-]2017
Cel: Przeczytać minimum jedną książkę w przedziale 2 miesięcy, której motyw pasuje do podanego hasła
Szczegóły TUTAJ
Biorę udział tylko dzięki zmianom zasad, że wyzwanie będzie rozliczane w przedziale dwumiesięcznym




# # # # #


Wyzwanie czytelnicze 2017 - będę je tagować jako "12 u Wiedźmy"
Czas trwania: 2017
Cel: przeczytać w ciągu roku 12 książek, które pasują do podanych kategorii
Szczegóły: TUTAJ 
Biorę udział, ponieważ zaliczenie książek do tych kategorii jest całkowicie dowolne

 

# # # # #



52 książki
Czas trwania: 2017
Cel: przeczytać 52 książki w roku
Tu chyba nie ma wątpliwości, że się uda, ale dzięki temu mam wszystkie lektury spisane w jednym miejscu :)




A ile wyzwań Wy podejmujecie? Motywują Was one czy przytłaczają? Pamiętacie o zgłaszaniu linków?

Serdecznie zapraszam Was do udziału w prowadzonych przeze mnie wyzwaniach albo choiaż proszę o reklamę :)
Przypominam również, że TUTAJ znajduje się post, gdzie możecie zareklamować swoje wyzwanie, albo skusić się do reklamowanych przez innych.

Życzę Wam udanego czytelniczo roku 2017 - niech każdy po swojemu i w miarę swoich możliwości będzie z niego zadowolony :)

niedziela, 15 stycznia 2017

Rozczarowania książkowe roku 2016 wg ejotka - Podsumujmy 2016 #4

Po najlepszych pozycjach roku 2016 przyszedł czas na te książki, które mnie rozczarowały.

Książki, po które sięgam naprawdę mocno i porządnie weryfikuję. Wiem co lubię, wiem czego nie czytuję. Ale jak wiadomo czasem opis książki potrafi zmylić a gdy chodzi o egzemplarze recenzyjne bardzo często nie ma możliwości sięgnąć po opinie innych. Dlatego czasem zdarza się, że lektura zmusza mnie do niskich ocen. Są też przypadki, gdy opis jest ciekawy ale zawartość mimo to - z jakiegoś powodu - nie da się przetrawić. Cóż, różne są kryteria wyborów, najgorzej kiedy treść rozczarowuje.

W 2016 lista będzie znacznie krótsza niż rok temu. To był naprawdę rok dobrych książek :)

Przedstawiam listę książek, które na LC oceniłam na 3 i mniej gwiazdek:

TOP 5

  1. "Kto żyje w morzu" Światosław Sacharnow
  2. "Historia pewnego statku" Zofia Stanecka 
  3. "Złodziej z mgły" Lavinia Petti  

Znacie te tytuły?
A jakie były Wasze rozczarowania w 2016 roku? Dużo ich było?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...