sobota, 31 grudnia 2016

Wyzwaniowy słup ogłoszeniowy


Wczorajsza recenzja miała być ostatnim postem roku, ale jak wiecie moja głowa jest pełna pomysłów :)


Kiełkują przy takich pysznych herbatkach.


A oto mój pomysł:

W związku z wieloma czynnikami, w 2017 roku ponownie ograniczam wyzwania czytelnicze, w których będę brać udział. Mimo, że jest mnóstwo naprawdę ciekawych... Z żalem, ale taką podjęłam decyzję. Dlatego bardzo proszę o zrozumienie i nie zapraszanie mnie do kolejnych.

Ale żeby jednak Wam pokazać, że to nie na złość, że nie dla kaprysu postanowiłam uczynić coś w stylu słupa ogłoszeniowego.

W komentarzach pod tym postem możecie zgłaszać swoje linki do wyzwań, które
prowadzicie i pragniecie zaprosić nowe osoby albo w których bierzecie udział a są ciekawe i warte polecenia.

Ja mogę zaprosić Was do dwóch moich wyzwań:
Pod hasłem
Mini Czelendż

To jedyna taka okazja - linkujcie, ale tylko wyzwania :)


Udanego Sylwestra!
Ja siedzę w domu, będę kończyć podsumowanie Pod hasłem :) - jeśli ma się pojawić rano to proszę o linki dzisiaj do 22/23 :) 

piątek, 30 grudnia 2016

Katarzyna Misiołek "Dziewczyna, która przepadła"






Autor: Katarzyna Misiołek
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 464









W październiku ubiegłego roku miałam okazję czytać książkę "Ostatni dzień roku" Katarzyny Misiołek, która mimo denerwujących detali zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Opisane tam wydarzenia dotyczyły zaginięcia Moniki - siostry, córki, żony... Młoda kobieta wyszła w sylwestrowe popołudnie z domu i nie wróciła...
Dlatego tuż przed Sylwestrem postanowiłam sprawdzić zawartość kontynuacji - jeśli nie czytaliście "Ostatniego dnia roku" nie sięgajcie po "Dziewczynę, która przepadła"! Nie czytajcie też mojej recenzji - zepsujecie sobie całkowicie lekturę. 
Jeśli czytaliście poprzednią powieść - recenzja nie zepsuje Wam czytania, nie zdradzam zbyt wiele.
Dla wszystkich - napiszę jedno - obie powieści serdecznie polecam!


"Ostatni dzień roku" pokazał, że żaden człowiek nie zna dnia ani godziny.. W każdej chwili można stracić wolność przez szaleńca... Końcówka książki przyniosła nam dobrą wiadomość - Monika się odnalazła. Ale gdzie była? Co się z nią działo? Jak to się w ogóle stało, że szła szosą na Warszawę? W jaki sposób udało jej się odzyskać upragnioną wolność? Jak będzie wyglądał jej powrót do normalnego życia? Czy w ogóle ma do czego wracać?
"Dziewczyna, która przepadła" odpowiada na te pytania. Jednak postanowiłam, że moja ostatnia recenzja w tym roku będzie inna - nie zdradzę Wam nic z fabuły. Każda strona będzie dzięki temu dla Was niespodzianką. Będzie szokiem, niedowierzaniem, smutkiem, żalem i wzruszeniem. Ja przeżyłam właśnie taki kalejdoskop emocji i odczuć. To było niewiarygodne, móc poznać historię zniknięcia Moniki z jej perspektywy. Zaskoczył mnie powód, dla którego wyszła z domu w Sylwestra. Zdenerwował mnie sposób w jaki dała się podejść Józefowi - swojemu oprawcy, którego nazywała kierownikiem Hotelu Obłęd, czubem, oszołomem czy imbecylem. Trzęsłam się czytając o tym, jak ją traktował, jak poniżał, znęcał się fizycznie i psychicznie. Miał spokojny głos, był oczytany, ale nijak się to miało do jego szaleństwa i robaczywych myśli. Jak to się stało, że przetrwała niemal osiem lat niewoli? Wielokrotnie nienawidziła się za tchórzostwo i uległość, żałowała niewykorzystanych szans... Nawet nie wiecie jak mocno zaciskałam kciuki w chwilach, kiedy miała choć cień szansy... Tak jakby moje pragnienia mogły zmienić jej losy...

Jej relacja to swoiste odliczanie, kiedy opowiada co działo się rok,
                                                                                                                     dwa,
                                                                                                                             sześć...
                                                                                                                                          później.
I ten świat zewnętrzny, który był jednocześnie tak blisko, ale daleko...

Obdarta z godności, pozbawiona wolności, odizolowana, odcięta od nowinek technicznych, wiadomości o rodzinie czy ze świata.

Teraz musi wrócić do życia - podwójnie. Na nowo nauczyć się żyć na wolności, cieszyć każdym drobiazgiem, ale uzmysławiając sobie ile i kogo straciła.

Liczyła, że ten powrót będzie euforią, radością, wybuchem szczęścia wręcz... a czym był? Głównie strachem...

Monika wielokrotnie w tej książce mnie zaskakiwała, aż do ostatnich stron. Oczywiście nie obyło się bez moich wzruszeń... Tylko czy wszystkim jej decyzjom przyklasnęłam?

Katarzyna Misiołek wysoko postawiła poprzeczkę w "Ostatnim dniu roku". Czytając tę powieść nie sądziłam, że w ogóle będzie ciąg dalszy, choć nie ukrywam, że to bardzo dobry pomysł, iż pojawiła się historia Moniki. Często się zdarza, że drugie tomy nie dorównują pierwszym - tutaj jednak drugi jest naprawdę taki, że czapki z głów! Autorka wspaniale opisała ludzi - reakcje na różne bodźce, zachowania. Wzięła pod lupę tych złych i lepszych. Udowodniła, że wszyscy pragniemy tego, czego mieć nie możemy. Zawsze to co niedostępne fascynuje nas najbardziej. Przekazała nam, że porwania czy przetrzymywania mają miejsce wszędzie i mogą dotyczyć każdego a finał może być różny. Osobistą i jakże trudną decyzją ofiary jest czy o tym mówić na przykład w programach telewizyjnych, czy to nagłaśniać...

Naprawdę warto sięgnąć po obie książki autorki. Nie tylko w okresie sylwestrowym.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



środa, 28 grudnia 2016

Natalia Sońska "Obudź się, Kopciuszku"




Autor: Natalia Sońska
Wydawnictwo: IV Strona
Data wydania: 9 listopada 2016
Liczba stron: 320









Natalia Sońska już rok temu skusiła mnie niesamowicie piękną okładką i przeczytałam "Garść pierników, szczypta miłości", czyli debiut autorki skrywający piękną zimową historię o przyjaźni i miłości, ale i problemach. Później sięgnęłam po kontynuację losów bohaterek w "Mniej złości, więcej miłości" a teraz.... Teraz nie mogłam powiedzieć "nie" trzeciej już powieści Sońskiej - "Obudź się Kopciuszku", która znów porwała mnie okładką i klimatem świąt i zimy.

Alicja jest lekarzem-pracoholikiem w jednym z krakowskich szpitali. Chętnie bierze za kolegów po fachu świąteczno-noworoczne dyżury, ponieważ woli spędzać ten czas w szpitalu, wśród obcych ludzi potrzebujących jej pomocy. Lepsze to niż samotne siedzenie w mieszkaniu i rozpamiętywanie przeszłości. Alicja ma żal do ojca, jest smutna z powodu matki, a jej życie osobiste nie istnieje. Jednak ma prawdziwych przyjaciół, takich na dobre i na złe... Poznali się jeszcze w liceum i pomimo różnych kolei losu, przetrwali wspierając się wzajemnie. Przyjaciele Alicji są teraz ogromnie z siebie dumni - udało im się niemożliwe! Namówili panią doktor na trzy dni urlopu, który mają spędzić w Zakopanem a główną atrakcją ma być sylwestrowa noc.

To właśnie tam, pośród gór, śniegu i rześkiego mroźnego powietrza na drodze Ali staje przypadkowo Michał, ratownik z TOPR-u. Mężczyzna przystojny, wytrzymały, silny, ale i zwracający na siebie uwagę kobiet. Jakim cudem akurat on staje się tym człowiekiem, który ofiaruje zagubionej Alicji ciepło, bezpieczeństwo i zrozumienie? Jak to zrobił, że ona zaczyna się otwierać, czuć, odnajdywać chęć do czegoś więcej niż tylko leczenie ludzi? Zapragnęła żyć, być szczęśliwa i kochana. Tylko czy zdają sobie sprawę, że przed nimi piętrzą się Himalaje problemów? Bo Tatry to dla Michała codzienność... Jak potoczą się ich losy? Którą drogą pójdą i czym zakończą się ich dylematy?

Natalia Sońska należy już niewątpliwie do grona moich ulubionych polskich pisarek. A jako przedstawicielka młodszego pokolenia daje nadzieję, na coraz to wyższy poziom zakochania :) Autorka stworzyła piękną opowieść o miłości, zabarwioną klimatem Bożego Narodzenia. Sposób w jaki opisała górskie krajobrazy zapiera dech i śmiało można "przenieść się w czasie i przestrzeni", kiedy oczami wyobraźni widzimy to co bohaterowie: widok na Giewont z apartamentu, który zajmowała Alicja, okolice Morskiego Oka, trasę na Kasprowy Wierch... Kto miał okazję odwiedzić te miejsca osobiście poczuje się jak podczas oglądania fotografii z przeszłości a kto jeszcze nie był - koniecznie powinien to nadrobić! Dodatkowym atutem jest Zakopane przedstawione zimą, kiedy to turyści myślą o nartach, grzańcach i kuligach.

Nie dziwię się zatem, że Alicja czuła się w tej przepięknej krainie jak w domu, po raz pierwszy od dawna. Dotychczas uciekała przed każdym, kto chciał się dowiedzieć czegoś o niej, o jej przeszłości a tu czuje, że powinna wyrzucić to z siebie i przewartościować życie. Tylko niestety trudne decyzje, które trzeba podejmować nadal ją przerastają i kiedy tylko zaczyna być cudownie... ucieka. Dokładnie tak, jak Kopciuszek.

Poczułam się trochę jak mała dziewczynka, która czyta bajkę. Bardzo lubię historie o dziewczynie, która na jedną noc stała się kimś innym, pięknym, szczęśliwym, ale by czar nie prysnął musiała uciekać, gubiąc bucik... Bardzo podobnie jest z Alicją, tylko w wersji dla nieco starszych dziewczynek. Ale motyw zgubionych butów też jest :) W ogóle nasza bohaterka jest bardzo realną postacią, z normalnymi problemami. Nie jest w żadnym wypadku wyidealizowana, przerysowana, księżniczkowata. Powiedziałabym nawet, że początkowo nie mogłam jej tak do końca polubić, współczuć i zrozumieć dlaczego ucieka w pracę... Dopiero fragmenty, które zostały wydrukowane kursywą rozjaśniły mi w głowie i wtedy spojrzałam na jej osobę raz jeszcze. I zaczęłam kibicować jej miłości, choć przyznaję - wielokrotnie byłam zła, kiedy wciąż uciekała...


Piękny i jakże naturalny język, sympatyczni bohaterowie, górskie widoki, smaki i tradycje oraz pełne ciepła starsze kobiety. Autorka nie bała się poruszyć wielu trudnych, ale jednocześnie często funkcjonujących w naszym społeczeństwie problemów. Jestem poruszona tą książką... Tak zwyczajna, ale niesamowita... Poczułam tą historię całą sobą i wzruszałam się przez pół powieści, lejąc też łzy... Droga Autorko - czekam na kolejną tak cudowną opowieść!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Panu Piotrowi

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Ostatni post z książeczkami dla dzieci... w tym roku

Na prezenty pod choinkę już za późno - a przynajmniej w tym roku - ale chciałabym podzielić się Wami pięcioma propozycjami dla dzieciaków. Niektóre są starsze, inne nowsze, ale każda bardzo nam się podobała - córce i matce. Przecież interesujące książeczki dla dzieci kupujemy lub pożyczamy cały rok :)






Tytuł: Chciwy bogacz. Białoruska bajka ludowa
Autor: nieznany
Artysta malarz: M. Sielaszczuk
Tłumaczenie: B. Oszerowa
Wydawnictwo: Junactwa
Data wydania: 1988
Miejsce wydania: Mińsk
Liczba stron: 16



Bardzo życiowa bajka, która na podstawie głównych bohaterów - dwóch braci - pokazuje jak żyją obok siebie biedni i bogaci.
Bogaty brat wyprawiał wesele dla syna, ale nie zaprosił brata a wręcz wygonił do, gdy ten przyszedł, by z dobroci serca życzyć młodym wszystkiego co najlepsze. Zwyczajnie nie pasowałby do gości... Biedak poszedł łowić ryby w jeziorze, gdyż z tego się utrzymywał. Aż do zachodu słońca udawało mu się złowić jedynie drobne rybki. Ale przy ostatniej próbie złowił ogromną, mieniącą się srebrem rybę, która na dodatek mówiła ludzkim głosem. Jak bardzo bajka ta jest podobna do znanej nam o złotej rybce? Czy biedny brat wybaczył bogatemu zniewagę?

Bajka pochodząca z Białorusi uczy, że biednym trzeba pomagać a bogatym nie zazdrościć. Jaka może być kara za chciwość? Jaki morał płynie z tej opowieści? Sprawdźcie!
Książeczka zawiera ogromną ilość całostronicowych ilustracji, które są bogate w detale i cieszą oko a jednocześnie świetnie oddają treść tej opowieści. Czcionka jest dość duża i dlatego doskonale nadaje się do samodzielnego czytania już przez sześcioletnie dzieci.




wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki


# # # # #





Tytuł:Legendy Starego Krakowa
Autor: Jan Adamczewski
Wydawnictwo:Krajowa Agencja Wydawnicza
Data wydania: 1985
Miejsce wydania: Kraków
Liczba stron: 48



Zanim rozpoczniemy naukę historii w szkole, to już od najmłodszych lat poznajemy legendy, baśnie i mity. Dzięki wizycie jednego z pisarzy w przedszkolu mojej córy, dzieci miały możliwość dowiedzenia się jaka jest różnica między legendą a historią.

Niniejsza książeczka zawiera dwadzieścia znanych nam, lub nie znanych, legend między innymi o Smoku Wawelskim, Kopcu Kraka, Wandzie, hejnale mariackim, Lajkoniku, Stańczyku czy Twardowskim. Przyznam szczerze, że nie znam wszystkich zawartych tu opowieści. Niektóre sobie przypomniałam, odkryłam nowe szczegóły, które uleciały z pamięci... Inne zaś dopiero poznałam. Bo czy słyszeliście kiedykolwiek legendę "O dziewczynie, która chciała być żakiem" lub "O gołębiach - rycerzach księcia Probusa". Ja dotychczas nie!

Mojej sześciolatce najbardziej podobały się teksty dotyczące: budowy wież kościoła Mariackiego, Czarnej Damy, urwanego hejnału mariackiego oraz o Wandzie, dzielnym szewczyku i Panu Twardowskim.

Legendy są idealnej długości, by przeczytać je dziecku przed snem, choć przyznam że ich przydługie wstępy wielokrotnie nudziły moją córkę. Czcionka nie jest szczególnie duża, dlatego zupełnie nie miała chęci czytać samodzielnie. Kolorowe ilustracje zwracają uwagę, oddają treść, jednak widać że pochodzą sprzed wielu lat... Plusem jest niewątpliwie możliwość przybliżenia dziecku świata legend o pięknym mieście Krakowie, które przecież znają nie tylko Krakusy.




wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki

# # # # #



Autorzy: J. Kowal, L. Nosyriew
Wydawnictwo: Wszechzwiązkowe Biuro Propagandy Sztuki Filmowej
Data wydania: 1986

Książeczkę opracowano na podstawie filmu rysunkowego wytwórni "Sojuzmultifilm"



Nie mam pojęcia, gdzie znajduje się tajga usuryjska, ale tam właśnie mieszkał tygrysek. Malucha bardzo intrygowało pochrapywanie z wierzchołka cydru. Żeby zaspokoić swoją ciekawość - jak na malucha poznającego świat przystało - wdrapał się po pniu i w dziupli odnalazł odpowiedź na dręczące pytanie.

Jednak ciekawym elementem tej bajki - choć nieco fantastycznym - jest słonecznik, który pośród tajgi wyrósł i wyniósł niedźwiadka do nieba. Jak to się stało? Przeczytajcie a poznacie wyjaśnienie burunduka (słyszeliście o takim zwierzątku?).

Piękna opowieść o cudownej krainie, w której mały tygrysek o dobrym sercu otrzymał od losu czy też natury, dar. To idealne przesłanie dla dziecka, że o każdy okruch, o każde ziarenko trzeba dbać. Że każdy najmniejszy współistniejący na tym świecie przedmiot czy istota żywa powinny być traktowane z szacunkiem.

Książeczka jest bardzo dobrze przygotowana do odbioru przez małe dzieci - większość stron zajmują ilustracje - proste, bez nieistotnych szczegółów, by uwaga malucha skupiała się na tym co najważniejsze. Jednak treść raczej będzie odczytywana przez dorosłego, gdyż nawet moja sześciolatka odmówiła czytania małego druku. Choć tak naprawdę dałaby radę, bo wersów jest naprawdę niewiele.




wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


# # # # #




Tytuł oryginalny: Judy Moody
Autor:Megan McDonald
Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska-Biała
Ilustracje: Peter H. Reynolds
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 2015
Liczba stron: 160
Wiek odbiorcy: 6+
Seria: Hania Humorek tom 1


O książeczkach z Hanią Humorek amerykańskiej pisarki słyszałam wielokrotnie, jednak że lektur nam nie brakuje - nie kupowałam ich. Jednak rówieśnica mojej sześciolatki mieszka na tym samym piętrze.... i jak się słusznie domyślacie, ma na imię Hania :) Posiada też kilka tomów tej serii, postanowiłyśmy zatem sprawdzić zawartość.

Hania Humorek mieszka w Wirginii i miewa zwykle zły humorek oraz kiepską minę. Tego poranka ma tym gorszą, że czeka ją pierwszy dzień szkoły po wakacjach. A przecież ona nie lubi się czesać ani uczyć ortografii. Denerwuje ją myśl, że ma spotkać kolegów, których nie lubi. Na domiar złego będą paradować w koszulkach z nadrukami z wakacyjnych wojaży... Dziewczynka nigdzie w wakacje nie była (bo przecież babcia się tutaj nie liczy), dlatego zamierza sama zrobić sobie wystrzałową koszulkę. Jaka była reakcja dzieci?

Jednym z głównych wątków książeczki jest tworzenie przez klasę Hani wyklejanki. Każdy ma zrobić swoją na dowolny temat. Co wybierze nasza bohaterka? Jak sobie poradzi z tym trudnym zadaniem? Czy skorzysta z zaproszenia Franka Perełki (klasowego pożeracza kleju) i pójdzie na jego urodziny? Mali czytelnicy będą zasłuchani w historie z udziałem Hani i jej brata Smrodka, ich wyprawie do "Chin". Ciekawe pomysły dzieciaków wywołują śmiech, choć czasami bywają absurdalne czy typowo amerykańskie. Z zainteresowaniem śledziłyśmy rozważania Hani na temat zakupu nowego ulubionego zwierzątka - co wybrała? Będziecie zaskoczeni!

Klub SR, chora lalka, a także rozdziały dotyczące najgorszej i najśmieszniejszej przygody oraz wyklejankowy finał - to wszystko czeka na Waszą obecność w pierwszym tomie Hani Humorek.
Czarno-białe grafiki dopełniają tekst a dokładniej pokazują w formie graficznej ciekawsze jego momenty. Czcionka jest na tyle duża, że sześciolatka doskonale radziła sobie z samodzielnym czytaniem. Duże interlinie i marginesy pomagają w tym zadaniu. Książeczka jest małych rozmiarów a rozdziały są idealnej długości, by nie znudzić a zainteresować dziecko. Książeczka wielokrotnie wywoływała śmiech, zdziwienie, oburzenie i rodziła wiele pytań - czyli moim zdaniem spełniła swoją funkcję - nauka czytania oraz dobra zabawa z ciekawą i radosną fabułą.






wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki 


# # # # #

 


Tytuł: Matylda i czekoladowe ciastko
Autor: Liliana Fabisińska
Ilustracje: Anna Simeone
Wydawnictwo: Publicat
Data wydania: kwiecień 2015
Liczba stron: 32
Seria: Pierwsze czytanki 



Nie wiem jak to się stało, że nie słyszałam jeszcze o tej serii... A nie jest przecież nowością grudniową, bo wydano ją w kwietniu. Na szczęście córa dostała ją w prezencie urodzinowym :) Bardzo szybko przystąpiłyśmy do czytania, zwłaszcza kiedy Pati odkryła nazwisko Liliany Fabisińskiej na okładce.
Dodatkowo, bohaterką jest Matylda, a to zaś imię bliskiej koleżanki z osiedla :) Matylda - ta książkowa - siedzi w szkolnej ławce z Hanią - czy zdziwi Was, że to imię koleżanki tym razem z piętra? Nie mogłyśmy nie polubić tej książeczki :)

Matylda jest bardzo sympatyczną i radosną dziewczynką. Lubi szkołę, panią, koleżanki oraz wiewiórki skaczące po drzewie za szkolnym oknem. Jednak największą sympatią bohaterki cieszy się cukiernia mijana w drodze do szkoły. Kiedy Matyldę odbiera babcia, zawsze jest kuszona, by wstąpić na pyszne ciastko. Jednak starsza pani jest nieustępliwa... Nici ze słodyczy, bowiem w domu czeka obiad a jako niejadek, Matylda nie może poprzedzać tego posiłku deserem. Żaden, nawet najpyszniejszy obiad zrobiony przez babcię specjalnie dla wnuczki nie jest w stanie zająć uwagi dziewczynki. Wciąż myśli o czekoladowym ciastku z wisienką, co skutkuje nawet tym, że śni jej się ogromna babeczka...

Jak rozwiązać problem niebotycznej ochoty na czekoladowe ciastko? Jak poradzi sobie sprytna bohaterka? I dlaczego święto gruszki tak wiele odmieni w jej życiu? Sama z niecierpliwością oczekiwałam finału...




Niewielka ilość tekstu, duża czcionka, proste wyrazy, ciekawa fabuła, humor i kilkuletnia bohaterka - same plusy sprawiające, że moja sześciolatka z zapałem samodzielnie zagłębiała się w historię. Ilustracje przyciągają dziecięcą uwagę - są zabawne i trafnie ukazują poszczególne sceny. Jedyną rzeczą, która mnie osobiście bardzo rozbawiła to fryzury bohaterów :D

Książeczka pokazuje spryt kilkuletnich dzieci, przekonuje do jedzenia, tłumaczy iż słodyczy nie jadamy przed obiadem i udowadnia, że przygotowywanie posiłków (kanapki) czy pomoc dorosłemu w pieczeniu, może być niezwykłą zabawą. Polecam!



wyzwania: Gra w kolory II, 52 książki

piątek, 23 grudnia 2016

S. K. Tremayne "Bliźnięta z lodu"




Tytuł oryginalny: The Ice Twins
Tłumaczenie: Robert Kędzierski
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2015
Liczba stron: 336









Wielokrotnie w recenzjach wspominałam, że fascynują mnie bliźnięta i ich wzajemne relacje. Dlatego od dawna kusiła mnie książka "Bliźnięta z lodu", z dziewczynkami w czerwonych sukienkach na okładce. Tylko czy spodziewałam się tak poprowadzonej fabuły?

Sarah i Angus Moorcroft mają po trzydzieści kilka lat i mieszkają w Londynie. To była szybka, nagła i olśniewająca miłość, której owocem stały się bliźniaczki - Lydia i Kirstie. Jednak rok temu, sielankowe życie tej rodziny zostało zniszczone - doszło do tragedii, w której życie straciła Lydia [ale czy na pewno?]. Rodzina długo nie mogła dojść do siebie. Przecież to okropne! Stracić własne dziecko i to kilkuletnie, kiedy całe życie było jeszcze przed nim! Czy kiedyś przestaną czuć żal i smutek? Czy uda im się przebrnąć przez trudny czas? Czy postarają się stworzyć normalny dom dla Kirstie?

Chcąc zmienić otoczenie i mieć szansę na podniesienie się ze smutku Moorcroft'owie przyjmują spadek po babci Angusa - maleńką wysepkę w Szkocji - Wyspę Pioruna. Zamierzają odciąć się od Londynu i wspomnień, przeprowadzka ma dać im zapomnienie i szczęście w pięknych okolicznościach przyrody: świeże powietrze, fiordy, góry, delfiny i foki.
Jednak jeszcze tego samego dnia, kiedy podpisali dokumenty u adwokata, Kirstie obwieszcza matce, że tak naprawdę to ona jest Lydią... Czy siedmiolatka ma rację? Dlaczego mówi to dopiero po roku? Czy rodzice mogli aż tak się pomylić? Wprawdzie dziewczynki były jednakowe, ale mimo to....?

Czy wyspa Torran będzie w stanie dać spokój i ukojenie tej rodzinie w obliczu wyznania pozostałej przy życiu bliźniaczki? Kiedy wyjdzie na jaw to, że każde z rodziców coś ukrywa przed drugim? Zresztą nie tylko oni... Ile kłamstw i tajemnic ujrzy światło dzienne? Jak wpłyną na ich życie i czy tak naprawdę mają przed sobą cudowną i radosną przyszłość? Jeśli zdołają sobie wybaczyć... Nałogi, przeszłość, błędy...

To będzie naprawdę trudne... Również życie w małym domku do łatwych nie należy - Sarah ma poczucie izolacji. Jest uzależniona od łodzi albo przypływów, wciąż odczuwa przejmujące zimno. Na muszli klozetowej musi leżeć kamień, by nie przychodziła norka a jedzenie wisi w kuchni pod sufitem w drucianych koszach, żeby nie zjadły go szczury. Żeby uzyskać połączenie z Internetem lub w ogóle w komórce, próżno szukać go na wyspie...


Ależ to pokręcona historia. Zanim dotarłam do jej końca miałam jakieś siedem rozwiązań i trzy zakończenia. Co okazało się być prawdą, co kłamstwem a co ułudą? Jaką rolę w tragedii rodziny odegrały lustra? Kto był winny tragedii w Devon? Która bliźniaczka tak naprawdę przeżyła? Czy Moorcroft'owie będą w stanie dociec prawdy? I czy droga do niej nie będzie przypadkiem ścieżką zrozpaczonych ludzi ku kolejnej tragedii?

Śmierć zawsze jest traumatycznym wydarzeniem. Przynosi smutek, rozpacz, rozgoryczenie. Czasem jest przyczyną obwiniania bliskich i rozpadu rodziny. Innym razem wzmacnia więzi jej żyjących członków. Jak będzie w przypadku rodziny Moorcroft? Czy wyjazd na samotną wyspę w Szkocji przywróci im radość życia? Autorka doskonale pokazała wpływ tragicznej śmierci bliźniaczki na jej mamę, tatę i siostrę. Co czują, myślą, ukrywają i o czym starają się zapomnieć...

"Bliźnięta z lodu" to thriller psychologiczny, który zwodzi, prowadzi w ślepe zaułki, podsuwa mnóstwo rozwiązań... To nieprawdopodobnie zaplątana opowieść. Niesie ogrom bólu, cierpienia i poczucia winy a nawet kłamstw. Pełno tu niedomówień, oskarżeń i złych myśli.

Byłam ogromnie ciekawa jaki będzie finał - jak brzmią odpowiedzi na fundamentalne pytania. Choć to jedna z tych "cięższych" książek - czytałam ją aż tydzień. A to dla mnie naprawdę bardzo długo. Nie przemówiła do mnie narracja Sary - męczył mnie styl, zdania chwilami oderwane od siebie i prowadzonego wątku. Ale mimo to, uważam że to ciekawa pozycja w obrębie gatunku i jeszcze długo fabuła będzie o sobie przypominać z "szufladek pamięci". Choćby z uwagi na to, że jestem matką...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


środa, 21 grudnia 2016

Krystyna Mirek "Spełnione marzenia"



Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 376
Seria: Jabłoniowy sad tom 3





Tomy tej sagi należy czytać we właściwej kolejności. Jeśli nie chcecie popsuć sobie niespodzianki, nie czytajcie trzeciego akapitu mojej recenzji.




Przeczytałam już wiele książek autorstwa Krystyny Mirek. Każda z nich była piękna i mądra. Każda, niosła ciepło, radość i nadzieję. Jednak dotarłam do finału najnowszej trylogii autorki "Jabłoniowy sad" i muszę przyznać, że to właśnie ta saga rodzinna zasługuje na miano najcudowniejszej w jej dorobku. 

"Szczęśliwy dom" rozkochał mnie w rodzinie Zagórskich, ich życiu codziennym, marzeniach, pokazał jakie mają problemy i co dzieje się w ich w sercach. W "Rodzinnych sekretach" autorka jeszcze bardziej podsyciła tlącą się iskrę, dorzucając szczapek-tajemnic i polan-zawiłości losu. A teraz? Co zaserwowała w ostatnim tomie trylogii "Spełnione marzenia"? Czy wszystkim te marzenia się spełnią tak, jak tego pragnęli? Czy będzie happy end na każdej płaszczyźnie?

Ogromny dom Zagórskich w podkrakowskiej miejscowości już nie tętni życiem... Córki Heleny i Jana rozeszły się do swojego życia, do swoich zajęć. Anielka wyjechała do stolicy, by tam spróbować szczęścia jeszcze raz, z ojcem swojej córeczki. Czy im się uda? Julia marzy o miłości, ale żaden z jej dotychczasowych związków nie przetrwał. Teraz na dodatek grozi jej jeszcze upadek firmy. Czy pani weterynarz uwierzy, że miłość w stosunku do jej osoby nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa? Gabrysia nadal pragnie dziecka, ale już nie za wszelką cenę. Podjęła pracę w szpitalu, ale wciąż los pokrzywdzonych dzieci mocno ją porusza. Czy wie jak bardzo mała Zuzia zmieni jej życie? Zaś najstarsza Maryla, wprawdzie remontuje poddasze u rodziców, by podjąć jeszcze jedną próbę ze swoim byłym mężem, ale wciąż żyje w biegu dzieląc czas między rozwożenie synów, pracę i prace w ogrodzie. Natomiast Jan jest zachwycony tym, że księgarnia dobrze prosperuje w galerii i wciąż nie ma go w domu...

Zabiegana codzienność, kumulujące się problemy, brak czasu i odkładanie na później tego, co najważniejsze... Dlatego nie zauważyli cienia, który po cichu wkradł się do rodziny i wciąż czeka przyczajony... Prawie nikt z Zagórskich nie zdaje sobie sprawy, że już wkrótce wszystko się zatrzyma. Świat przestanie gnać i wirować a w uszach zadźwięczy złowrogi sygnał karetek pogotowia. Jak szybko wieść o wydarzeniach dotrze do wszystkich? A może właśnie nie do każdego powinien dotrzeć... Z napięciem oczekiwałam na wyjaśnienie tych wątków, zaciskałam mocno kciuki i... szybko czytałam książkę :)

Oprócz rodziny Zagórskich Krystyna Mirek podarowała nam dwie bohaterki i jednego bohatera drugiego planu - Angelę oraz Paulinę i Bartosza. Bardzo wyraziste, walczące o swoje szczęście kobiety. Rola Pauliny w tym tomie.... nie zdradzę co takiego wymyśliła, ale możecie być pewni, że nie powoli Wam spokojnie odłożyć powieści na półkę, dopóki nie poznacie wyjaśnienia. Zaś Angela, to nowa postać, którą bardzo szybko ludzie ocenili. Ocenili po pozorach, nie znając jej prawdziwej historii. A jaka ona jest? Tego już musicie dowiedzieć się sami i wyrobić swoje własne zdanie. Zaś Bartosz - by za wiele nie zdradzać, napiszę tylko, że uwielbiam jego humor!

"Spełnione marzenia" to prawie czterysta stron, tylko... ja nie do końca wiem kiedy je przeczytałam... Zdecydowanie zbyt szybko musiałam żegnać się z bohaterami! To były cudowne chwile spędzone z rodziną i przyjaciółmi, ze zwierzętami, sadami, ogrodami. 
Bardzo duży nacisk w tym tomie położyła autorka na nestorkę rodu - Helenę. Uwypukliła jej rolę jako centrum świata tej rodziny. Zagórska działa jak środek znieczulający problemy swoich córek, niezależnie od pory dnia i nocy. Jest filarem, który zawsze podtrzyma, pomoże, zapobiegnie. Bo matka nie może rozpaczać, nie może się załamać, bo pociągnie za sobą dzieci.

Krystyna Mirek doskonale przedstawiła problemy współczesnego świata - praca ponad wszystko lub za granicą, by zapewnić rodzinie byt, zdrady, matactwa, niekończące się starania o dziecko czy zagrożone ciąże, konkurencja, która nie przebierając w środkach wykańcza innych. Ale na pierwszym miejscu jest rodzina, jej siła i ludzie, którzy ją tworzą. Jedni mają instynkt do wicia własnego gniazda, inni boją się przywiązania, które może sprawić im ból... Ale przecież uczucia czasami przychodzą nieoczekiwanie i w stosunku do najmniej spodziewanych osób. Ot, życie...

Podsumowując (choć mogłabym tak jeszcze długo...) - ostatni tom sagi rodzinnej Krystyny Mirek jest cudownie ciepłą i dającą nadzieję na szczęście powieścią. Autorka podarowała bohaterom problemy, z którymi my, zwykli ludzie zmagamy się na co dzień. Jednak nie możemy się poddawać, zawsze jest szansa na lepsze jutro. Tak, wiem że czasem nasza codzienność - Twoja, moja - może mówić coś innego i czasem w to nie wierzymy... ale oderwijmy się od tego chociaż na czas czytania takich powieści jak ta - warto!


"Jabłoniowy sad jest wieczny, ta opowieść nigdy się nie skończy, jest bowiem historią o miłości. A ta jest niewyczerpana". *




* Krystyna Mirek, "Spełnione marzenia", Wyd. Filia, Poznań 2016, s. 371



Jabłoniowy sad:
"Szczęśliwy dom"
"Rodzinne sekrety"
"Spełnione marzenia"



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję


wtorek, 20 grudnia 2016

Elżbieta Pałasz "Szkoła dla początkujących"



Autor: Elżbieta Pałasz
Ilustrator: Katarzyna Jerzyk
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 80
Seria: Tornister pełen przygód
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 6+








Pamiętacie swoje emocje z dnia poprzedzającego pierwszy dzień w szkole? Ja ani trochę... Nie pamiętam zupełnie nic... Zresztą z lat nauczania początkowego nic nie pamiętam - ani z kim siedziałam w ławce, ani gdzie była moja sala...Od września moja sześciolatka pójdzie do szkoły i bardzo potrzebowałam książki, którą mogłabym jej podsunąć do czytania przed tym ważnym wrześniowym dniem. I znalazłam - to pozycja wydawnictwa Adamada - "Szkoła dla początkujących". Po raz kolejny mogę śmiało stwierdzić, że sama podczas lektury doskonale się bawiłam.

Łucja nie może zasnąć z nadmiaru wrażeń. Przeżywa jednocześnie radość, ale i strach przed jutrzejszym rozpoczęciem roku szkolnego. To będzie jej pierwszy dzień w nowym środowisku - nowi nauczyciele, nowi koledzy, nowe obowiązki. Odświętny strój już czeka na dziewczynkę, bo potem to już tylko zwykłe ubranie i ciężki plecak...

Łukasz też się przewraca z boku na bok i przeżywa to, co ma nastąpić jutro. Ogromnie mu nie na rękę, że nie można jutro zabrać ze sobą plecaka... Bo przecież tyle fascynujących skarbów tam się znajduje.

Łucja i Łukasz jeszcze nie wiedzą o swoim istnieniu. Każde w swoim mieszkaniu i po swojemu odczuwa jutrzejszy wielki dzień. Ale już jutro spotkają się w tej samej klasie (połączy ich humorystyczna przygoda z "Łu..."), poznają panią dyrektor podczas przemówienia, potem wychowawczynię Danusię oraz swoich nowych kolegów. Wprawdzie początkowo nie mają pojęcia na czym ta szkoła tak naprawdę polega, nie rozumieją brata Łucji, który narzeka na zadania domowe... Bo oni nie mają jeszcze nic zadane a bardzo by chcieli!



Autorka dość dokładnie opisała początki "pierwszaków" w szkole - swoją naukę rozpoczynają od zwiedzania budynku, później następuje pierwszy kontakt z podręcznikami, dzieci odczuwają też tęsknotę za rodzicami. Muszą być przygotowane na "szkołę przetrwania", gdyż czasami trzeba bronić się przed atakami innych, czasem starszych i silniejszych. Dzieciaki powinny nauczyć się nie tylko pisać czy czytać, ale również współczuć i pomagać. Nawiązują się nowe sympatie i antypatie, przyjaźnie... Tak jak naszych głównych bohaterów - Łucję i Łukasza - połączyła wyjątkowa więź czegoś więcej niż zwykłe koleżeństwo.

Szkoła nałożyła na dzieci obowiązek nowego trybu życia. Muszą przestawić się nowe tory, zepchnąć na bok zabawę i pasje wypełniające wolny czas. Teraz najważniejsze jest to, by odrobić zadanie domowe i nie odkładać go na ostatnią chwilę, bo wieczorem to już nam się nie chce... To naprawdę świetny rozdział!

Elżbieta Pałasz dzięki kolejnym rozdziałom pozwoliła nam uczestniczyć w kolejnych ważnych uroczystościach i okazjach, które następują po sobie w ciągu roku. Przeżywamy Dzień Nauczyciela, Mikołajki, bal karnawałowy, urodziny Łucji, ferie oraz Majówkę. Z opisu każdego święta wynikają pewne nauki, morały, rady czy sugestie jak takie dni powinny wyglądać, czego powinno się unikać, na co uważać. Dzięki temu, że możemy towarzyszyć Łucji i Łukaszowi w ich codziennych perypetiach dowiemy się jakie problemy można napotkać podczas przygotowywania stroju na bal przebierańców, że podczas urodzin niezbędna jest babcia i jej pomysły, zaś zimą należy bawić się tak, by było to bezpieczne.

Nasi przemili bohaterowie pokażą nam jak ważne jest znalezienie przyjaciela - osoby bliskiej, by wraz z nią kroczyć przez świat. Przeżywać wzloty i upadki, śmiać się i płakać, spóźniać i żartować. Udowodnią również, że istnieje przyjaźń między płciami przeciwnymi.


Podsumowując - "Szkoła dla początkujących" to doskonała lektura, zwłaszcza dla tych, których czeka pierwsza klasa, gdyż pokazuje że nie ma się czego bać. Krótkie rozdziały z większą czcionką zostały wzbogacone kolorowymi ilustracjami i dzięki temu już sześciolatki mogą czytać książkę samodzielnie. Chronologiczność wydarzeń, intrygujące przygody bohaterów oraz humor sprawiają, że dziecko będzie zachwycone.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Ewie

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Tarryn Fisher "Mimo naszych kłamstw" - zapowiedź


Już 11 stycznia 2017 roku nakładem wydawnictwa Otwarte ukaże się trzeci tom trylogii Tarryn Fisher - w powieści "Mimo naszych kłamstw" poznamy perspektywę Caleba.


Ja już mogę spać spokojnie... Jestem szczęściarą i miałam już okazję przeczytać książkę. Ale nic nie powiem :P


Zapraszam na moją recenzję, która ukaże się w drugim tygodniu stycznia :)


Kto czeka na wyjaśnienie tych pogmatwanych relacji między trójką ludzi? Jak myślicie - jaki będzie finał?

Czy ten przystojniak zwiąże się ostatecznie z Olivią lub Leah?



UWAGA! Ważny komunikat

Jakiś czas temu mojego bloga zaatakowała SPAMERKA - Natalie Ball - i mimo komentarza na goggle + (nie tylko ode mnie) wciąż spamuje. Znudziło mnie już usuwanie po kilka jej wpisów dziennie i dlatego zdecydowałam się na moderację komentarzy. To tylko na pewien czas - dlatego proszę - komentujcie nadal :)
Przepraszam Was za to utrudnienie.

niedziela, 18 grudnia 2016

Jakie książeczki kupić sześciolatce pod choinkę?

Posiadając na domowym stanie samodzielnie czytającą sześciolatkę mogę śmiało stwierdzić jakiego rodzaju lektury przypadają jej do gustu. A kierując się jej zainteresowaniami wiem, z jakich prezentów najbardziej się cieszy - książki obowiązkowo :) Choć Twister, Monopoly z kucykami pony czy książka zwyciężczyni Masterchef junior, które jako jedne z wielu dostała z okazji mikołajkowo-urodzinowych też były super.

Może więc pomogę Wam tym postem i podpowiem tym samym co kupić w ramach prezentu. Choć oczywiście sporo u mnie takich podpowiedzi dla czytelników w każdym wieku :)

Dziś przedstawię książeczki z dwóch serii - Zaczynam czytać z Martynką oraz Czytam sobie.





Moja córa uwielbia książeczki z Martynką w roli głównej. Kiedy była młodsza czytałyśmy je w innym wydaniu, innej formie i to ja byłam stroną czytającą. Tekst był ciekawy, przygody kilkuletniej dziewczynki bardzo intrygowały, ilustracje prześliczne... Czego chcieć więcej? Otóż można postawić kolejny krok i sięgnąć po serię, która sprzyja nauce czytania, ma bowiem zdecydowanie większą czcionkę - Zaczynam czytać z Martynką. Od autorki polskiego tekstu - Liliany Fabisińskiej - wiem, że tekst taki musi być o odpowiednim stopniu trudności, wyrazy muszą być łatwe w wymowie w tej grupie wiekowej a zarazem cała historia musi wciągać. Jest idealnie, gdyż córa gładko radzi sobie z kolejnymi stronami.




Twórcy oryginału: Marcel Marlier & Gilbert Delahaye
Tytuł oryginalny: Petit rat de l`opéra
Tekst polski: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Papilon
Data wydania: 2014
Liczba stron: 38
Seria: Zaczynam czytać z Martynką



Już w przedszkolu dziewczynki marzą o tym, by uczyć się tańca, a już słowo balet wywołuje w nich ekscytację. Martynka, czyli główna bohaterka niniejszej publikacji, uczęszcza właśnie na takie lekcje. Z precyzją i cierpliwością wykonuje polecenia instruktorki. Musi poznać bardzo szczegółowo każdy ruch i układ, bo w balecie to ważne. Istotny jest układ nóg, łokci czy palców a także tempo wykonywania poszczególnych kombinacji. Trzeba być dokładnym, zwinnym i lekkim. Jednocześnie Martynka przyswaja też inne słowa powiązane z tą dziedziną - primabalerina czy trykot.

Ale najważniejsze są marzenia - o tym, by stanąć na scenie w świetle reflektorów i zobaczyć zachwyt na twarzach widzów, usłyszeć owację na stojąco... Ech... Martynka musi pamiętać, że najpierw trzeba odrobić lekcje a dopiero potem można oddać się marzeniom i ciężkiej pracy podczas treningów.




Twórcy oryginału: Marcel Marlier & Gilbert Delahaye
Tytuł oryginalny: Un trésor de poney
Tekst polski: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Papilon
Data wydania: 2015
Liczba stron: 38
Seria: Zaczynam czytać z Martynką




Czasami fakt, że ktoś pochodzi ze wsi staje się tematem żartów czy nawet wyśmiewania. Ale kiedy dzieci są małe to nie ma nic piękniejszego niż wakacje u babci na wsi. Pośród łąk i pól, zwierząt gospodarskich mają szansę na zupełnie inne życie, na zdrową żywność a przede wszystkim czyste powietrze. Już o odpoczynku od rodziców nie wspomnę.

Dlatego zupełnie nie dziwi mnie fakt, iż uwielbiana przez kilkuletnie dziewczynki bohaterka otrzymała szansę wakacyjnego pobytu u babci. Wraz z nią pojechali bracia - Janek i mały Alanek. Miastowe dzieciaki mogą odkrywać uroki wsi: dookoła zielono, kwiaty, owady, konie... nie tylko polne :) Można się nimi gonić po łące, ale i dosiąść. Później zaś czeka lekcja dotycząca czyszczenia i trudne słowa do wymówienia przez Alanka: uzda, lonża, siodło, derka. Nasza trójka ma szansę zobaczyć jak wygląda lekcja jazdy konnej a wujek zabiera dzieciaki na konną wyprawę oraz wieczór pod gwiazdami z gitarą. Niespodzianką będzie nocowanie w namiocie!

Książeczka, w której dużo się dzieje - dzieci są pełne emocji kiedy po raz pierwszy mogą dosiąść konia czy spać w namiocie. A przecież nie każdy ma szansę na taki wypoczynek. Za jazdę konną trzeba płacić grube pieniądze.



Duża czcionka, proste wyrazy, barwne i pięknie wykonane ilustracje - to cecha charakterystyczna książeczek z tej serii. Na każdej stronie jest maksymalnie dziesięć wersów tekstu, który jest bardzo interesujący. Moja sześciolatka w kilka minut (łącznie z wpatrywaniem się w ilustracje) potrafi dotrzeć do końca opowieści.
Jeśli zaś dziecko jest dopiero na początku swej drogi w nauce czytania, będzie czyniło naprawdę duże postępy. Przynajmniej takie jest moje zdanie, gdyż trudność nie jest wysoka a wtedy lepiej się czyta i samoocena rośnie.




# # # # #

Drugą serią, która doskonale nadaje się do nauki czytania, bądź doskonalenia tej umiejętności jest Czytam sobie - książeczki mają trzy stopnie trudności, dzięki czemu można je świetnie dopasować do naszego dziecka.
Najlepszym rozwiązaniem na tą chwilę dla mojej sześciolatki jest poziom drugi, gdzie ilość tekstu jest idealnie dopasowana - nie za mało, by nie nudziło i nie za dużo, by nie przytłaczało. W sam raz do przeczytania za jednym "posiedzeniem".




Autor: Joanna Jagiełło
Ilustrator: Daniel de Latour
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 2015
Liczba stron: 48
Seria: Czytam Sobie. Poziom 2: Składam Zdania


W starej wilii "Nad Modrym Stawem" pewna rodzina wynajmowała pokoje. Z finansami było jednak kiepsko i tata Oli, Franka i Mikołaja wyjechał do pracy za granicę. Mama zajmowała się dziećmi a Ola chodziła na dworzec autobusowy, gdzie z własnoręcznie zrobioną reklamą na kartonie zachęcała do wynajęcia kwatery właśnie u nich. I udało się! Starsza pani z ogromną ilością różnych bambetli i nietypowym słownictwem zgodziła się na zakwaterowanie nad Modrym stawem. W praktyce okazało się, że również zachowanie starowinka (która przedstawiła się jako Babula Babalunga) ma niezwykłe - pływa niezależnie od pogody (zresztą olimpijskim kraulem), łowi ryby, łapie kijanki - dzieci są nią zachwycone.

Jednak co noc, mali bohaterowie są wyrywani ze snu przez hałasy. Czy to wiatr? A może Wodne Monstrum? To sprawa niemal kryminalna i dzieciaki którejś nocy wyruszają na przeszpiegi z aparatem! Co odkryją? Sama byłam zdziwiona :)

Ciekawa opowieść z intrygującym odkryciem źródła tajemniczego stukania. Dziecko z zainteresowaniem śledzi losy Oli i Franka, by wraz z nimi rozwiązać zagadkę. Przy okazji finału pojawia się doskonały temat do dyskusji z dzieckiem, bowiem nie każde będzie rozumiało dlaczego miały miejsce takie wydarzenia.
Został również poruszony temat emigracji w celach zarobkowych, kiedy to trzeba pozostawić rodzinę i wyjechać, by zapewnić jej lepszy byt. Jest problem "dzielenia się mamą" z młodszym rodzeństwem oraz pomocy innym.

To wartościowa i zaskakująca lektura, która sprawi małym czytelnikom dużo radości. Choć myślę, że i emocji czy elementu strachu (stukanie nocne) nie zabraknie.







Autor: Rafał Witek
Ilustrator: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 2013
Liczba stron: 48
Seria: Czytam Sobie. Poziom 2: Składam Zdania


Każdy, czy to dorosły czy dziecko, wie że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Bohaterka tej książeczki - Daria - również. Ma już dosyć mokrego świata. Co to za wiosna kiedy zamiast szukać zakwitających kwiatów ona musi wysłuchiwać kropli deszczu stukających o parapet. Umila sobie czas pisaniem maili z Oliwką. Aż tu nagle dziwne dźwięki zza okna zwracają uwagę dziewczynki. Szybciutko założyła kurtkę i buty, chwyciła parasol i wybiegła... Z przejeżdżającego pojazdu na ulicę niespodziewanie wypadła walizka. To od niej zaczęły się niezwykłe wydarzenia, w których mała bohaterka miała okazję brać udział tego popołudnia. Było bardzo magicznie, gdyż znalezisko zawierało skrypty z czarodziejskimi sztuczkami pana Hanumana - magika z cyrku :)

Książeczka nawet mnie zaskoczyła - przede wszystkim myślałam, że Daria uda się na przedstawienie do namiotu cyrkowego - nic z tego. Bo już wydarzenia z jej pokoju... - to istna niespodzianka - Daria musiała na pomoc wzywać Oliwkę oraz Adriana. A do galerii postaci nietypowych i niezwykłych należy zaliczyć pana kuriera - dlaczego? Przeczytajcie koniecznie - sami będziecie mieć banana na twarzy podczas czytania tej książeczki. Mojej sześciolatce podobało się ogromnie!

Do treści tej pozycji mam - z perspektywy rodzica  - jedną uwagę. Otóż Daria wybiegła z domu na ulicę przez nikogo nie zaczepiana, nie zauważona... Tak jakby mieszkała sama i miała prawo do robienia wszystkiego tego, na co ma ochotę...Nie jest to dobry wzorzec dla dziecka.






Autor: Ewa Nowak
Ilustrator: Mikołaj Kamler, Zuzanna Orlińska
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 2015
Liczba stron: 64
Seria: Czytam Sobie. Poziom 3: Połykam Strony


Książeczka składa się z dwunastu rozdziałów. Każdy z nich jest przypisany do jednego z miesięcy, co jak łatwo obliczyć składa się na tytułowy "rok".

Zuzia chodzi do szkoły a po lekcjach szybko biegnie do domu, do swojej pupilki - kotki Izabeli. Uwielbia się z nią bawić wydmuszką czy drapać za uszkiem. Jednak z nadejściem wiosny kotka zaczyna się dziwnie zachowywać a któregoś dnia ucieka przez okno. Zuzia jest smutna i martwi się, że jej ulubienica już nie wróci. Jak ogromna jest jej radość kiedy Izabela wraca... Wprawdzie jest brudna i zabiedzona, ale mama pociesza, że niebawem dojdzie do siebie. Z czasem okazuje się, że kotka skrywa pewną tajemnicę... Uwierzcie, wyniknie z tego wiele pożytku, ale i radości.

Publikacja Ewy Nowak uczy dzieci odpowiedzialności. Pokazuje, że nie wystarczy zachwycić się zwierzakiem a potem rzucić w kąt jak zabawkę! Tak się nie robi! To żywe stworzenie i trzeba się nim opiekować, zwłaszcza że w niektórych przypadkach może przybyć jeszcze kilka pyszczków do wykarmienia :) Tak, bo Izabela urodziła kociaki - urocze stworzonka wprowadziły nieco zamętu w życiu rodziny Zuzi, ale nauczyły ją dbania o zwierzęta a wakacje w domu uczyniły bardziej atrakcyjne. To bardzo wartościowa lektura.



Książeczki z drugiego poziomu Czytam sobie są idealnie dopasowane do małych czytelników. Dzięki zróżnicowaniu stopnia trudności oraz tematyki poszczególnych tytułów, każdy rodzic może dobrać coś odpowiedniego dla swojej pociechy. Jej niewątpliwymi plusami są duża czcionka, niewielka ilość tekstu na stronie a zabawne ilustracje doskonale oddają treść dzięki czemu wyobraźnia dziecka otrzymuje pewien konkretny bodziec i pozwala tworzyć kolejne obrazy już w pamięci. Niektóre wyrazy zostały rozpisane na sylaby w specjalnych ramkach, by ćwiczyć głoskowanie,  zaś po lekturze czekają na malucha pytania, by sprawdzić rozumienie tekstu. W nagrodę można stworzyć Dyplom sukcesu oraz wykorzystać naklejki.

Poziom trzeci tej serii jest bogatszy w tekst, bowiem zawiera już nie 800-900 wyrazów (jak drugi), lecz 2500-2800. Użyto również wszystkich głosek, zdania są dłuższe i bardziej złożone a na końcu lektury znajduje się słowniczek trudniejszych słów, które w tekście oznaczono gwiazdką. Ilustracje już nie dominują i są tylko delikatną odskocznią, bowiem są czarno-białe. Dzięki temu książeczka podnosi samoocenę dziecka, gdyż bardziej przypomina lekturę dla dorosłych. A która pociecha nie chce już być dorosła?? Trzeci poziom jak najbardziej nadaje się dla dzieci w wieku 5-7 lat, ale pod warunkiem, że potrafią czytać bez problemu poziom drugi. Jeśli zaś chodzi o długość całej pozycji - na jeden raz moja sześciolatka nie ma cierpliwości, by ją przeczytać, ale dawkujemy sobie przyjemność i czytamy po dwa rozdziały. Książeczki z tej serii są pożytecznymi i przydatnymi pomocami naukowymi - polecam.






Wszystkie książeczki przeczytane w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

sobota, 17 grudnia 2016

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #29

Mam jeszcze kilku chętnych w zanadrzu, zatem by ich uszczęśliwić - dziś kolejne zaproszenie do zabawy.
Ciekawa jestem, czy dotychczas wyzwani poradzą sobie z lekturami i czy dzisiejsza osoba dołączy do tego grona....

Zobaczymy...




Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: Paulina Sarnecka
Cel: przeczytać 1 książkę Krystyny Mirek
Termin: 7 kwietnia 2017 roku

Rozliczenie: w związku z tym, że nie prowadzisz bloga, proszę o komentarz dotyczący książki lub recenzję (sam o tym wspominałaś :P) - albo do mojej wiadomości albo opublikuję ją jako post gościnny - Twój wybór

Powodzenia!

piątek, 16 grudnia 2016

Magdalena Kordel "Sezon na cuda" - przedpremierowo wydanie 2




Autor: Magdalena Kordel
Wydawnictwo: Znak
Data wydania (wyd. 2): planowana na 9 stycznia 2016 
Liczba stron: 400
Seria: Uroczysko tom 2







Kiedy i od czego zaczęła się moja miłość do twórczości Magdaleny Kordel? Od "Wymarzonego domu" z serii Malownicze i to stosunkowo niedawno (kwiecień 2014)... Ale kiedy już się zatopiłam w pierwszej powieści... wpadłam po uszy. To kolejna polska autorka, której książki mnie uszczęśliwiają.
Dlatego z ogromną niecierpliwością czekałam na wznowienie drugiej serii autorki, czyli Uroczysko. Magda napisała ją jako lek na całe zło, jako odskocznię, odtrutkę na problemy, które przytłaczały ją wtedy w życiu. Powieść miała być tylko i wyłącznie dla niej, jako zaklęcie, które przemieni jej rzeczywistość... A tymczasem zmienia świat wielu czytelników...

Cudownie było znów powrócić do Malowniczego, gdzie panuje małomiasteczkowa atmosfera, pachnie górami, panuje względny spokój przetykany mniejszymi lub większymi aferami. Z radością śledziłam dalsze losy bohaterów poznanych w "Uroczysku".
Leontyna nadal prowadzi swój sklepik z humorzastymi przedmiotami, jednocześnie wyjaśniając jak się tworzy horoskopy, ma mnóstwo pomysłów i nie lubi być bierna. W wolnych chwilach tworzy "zimowe konflikty pokoleń".
Majka narzeka na brak wypoczywających w pensjonacie i tłumaczy to sobie brakiem śnieżnej zimy. Nadal wyczuwalne są jej spięcia z panią dyrektor a już wszystkie gładkie kłamstwa jakimi uraczyła swoją przełożoną darzę ogromnym uwielbieniem. Wątkiem, który wprowadził niezłe zawirowania jest ten z szopką w roli głównej. Wymyślili i wykonali ją uczniowie Majki - jaki był z tego ambaras?! Nie ma wyjścia - musicie przekonać się osobiście.
Oprócz konfliktu z dyrektorką właścicielka Uroczyska musi poradzić sobie również z konfliktem z córką. Łatwo nie będzie, ale pan Krawiec dołoży swoje trzy grosze i będzie jeszcze ciekawiej :) Jak zachowa się w tej sytuacji "matczyny hormon tolerancji" jak go nazwała Jagoda?

Jakie przygody potrafi nam przynieść życie kiedy próbujemy komuś pomóc? Przekonały się o tym matka i córka, kiedy odwiedziły Ewę - Marysia tak zakochała się w antykach i starych fotografiach, że rozpoczęła niezwykłą akcję - postanowiła nabyć swoje dziedzictwo rodowe! Bo jak się nie ma nic od poprzednich pokoleń to należy dorobić się nowych przodków, prawda? Bardzo zabawny wątek.
To jednak jeszcze nie koniec pomagania - Majka bowiem chce wszystkich uszczęśliwiać, czasem nawet na siłę. Historia Kaśki tak ją poruszyła, że podjęła się przebrnięcia przez zaspy, byle nieść pomoc. Najprawdopodobniej najlepszą z możliwych. Jednocześnie zastanawia się, dlaczego tak długo nikt z miejscowych nie pomyślał o tym, czym ona nie bała się zaryzykować. Może w tej walce o dobro i szczęście innych ktoś jej pomoże?

Fabuła powieści skupia się na jeszcze jednym wątku - przygotowaniach do Wigilii. Śnieg stworzył już odpowiedni nastrój a Leontyna pragnie, by ten czas był dla wielu Malowniczan wyjątkowy... Jak będą wyglądały spotkania dyskusyjne? Kto włączy się do organizacji a kto będzie wywoływał spory? Czy puste miejsce przy stole doczeka się niespodziewanego gościa? I jak atmosfera tych świąt wpłynie na uczestników tego jakże nietypowego spotkania?

Oprócz magii przedświątecznej autorka podarowała czytelnikowi również magię pierwszych pocałunków, "inteligentne" panie z elektrowni, akwarelowe pszczółki z podtekstem, casting dla Kasandry oraz anioła w kraciastej czapce. Magdalena Kordel nie przebiera w słowach ani środkach kiedy chce poprawić odbiorcom nastrój - zaserwowała również psa na haju, gniewanie się do rana w ściśle określonym celu czy wersję oficjalną i nieoficjalną miejsca pobytu Marysi.

Jednym słowem przy książce można doskonale wypocząć, odstresować się. Doskonałym atutem powieści jest humor - określiłabym go wszędobylskim, jest humor sytuacyjny oraz w dialogach. Bohaterowie są barwni, charakterni i nie powalają się nudzić. Majka zaś chwilami potrafi podrażnić delikatne receptory czytelnika, gdyż jej podejście do przyziemnych spraw bywa niejednokrotnie zbyt lekkie. Chciałaby mieć gości w pensjonacie, ale nie odbiera poczty... Nie orientuje się w prostych tematach, choć oczywiście nie wymagam od niej znajomości pieca grzewczego czy umiejętności naprawy sieci elektrycznej :)

"Sezon na cuda" jest lekiem na ciężkie czasy i dni wypełnione problemami. Lekkość, humor oraz zatargi czy swary, które trzeba wyjaśniać, mieszają się na kartach powieści. Nie zawsze jest dobrze i wesoło, bywa też płaczliwie i kłótliwie - jak w życiu. Jednak dzięki temu lektura powodowała u mnie śmiech (spojrzenia współpasażerów w komunikacji miejskiej - bezcenne) oraz łzy. Doskonale się bawiłam i już marzę o kolejnym tomie tej serii - "Wino z Malwiną". Bowiem Magdalena Kordel pisze dla takich ludzi jak ja - szukających odskoczni, mogących się bezkarnie pośmiać i przeżywać radości i dramaty innych - udała jej się terapia! Książka jest antidotum nie tylko dla autora, ale i czytelników. Autorce dziękuję a Wam polecam gorąco.














"Uroczysko"
"Sezon na cuda"
"Wino z Malwiną"





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Kasi

Ejotek na SOFie z Aniołem



Kto czytał kiedykolwiek dwumiesięcznik literacki SOFA?
A kto nie czytał to teraz ma okazję - tym bardziej, że znajdziecie tam moją recenzję :) Idealnie dopasowana tuż przed Świętami, choć znacie ją już z bloga  :)

DO PRZEGLĄDANIA: https://issuu.com/almari_/docs/sofa_15__grudzie___2016_full

DO ŚCIĄGNIĘCIA:  http://www.beezar.pl/ksiazki/sofa-15-grudzien-2016


Zapraszam na strony 34-35, a jednym okiem jeszcze można zerknąć do Galerii autorów.



P.S. Dzisiejsza recenzja będzie nieco później niż zwykle, ale już teraz zapraszam na 19:30  :)

czwartek, 15 grudnia 2016

Zagłosujmy na książkę i dajmy dzieciakom szansę

Witajcie w nietypowym poście.
Dziś chciałabym Was poprosić o głosy - chodzi o grupę licealistów i ich książkę "9 prawd". Córka jednej z czytelniczek mojego bloga tworzyła okładkę i ilustracje.
Do książki można zajrzeć i obejrzeć kilkanaście stron klikając w okładkę.

By jury przeczytało ich książkę muszą znaleźć się w pierwszej 50-stce.

Głosowanie trwa do 15 stycznia. Zagłosować można tylko raz w trakcie jego trwania, z jednego adresu e-mail (na maila przychodzi link aktywacyjny nasz głos, tylko uważajcie, bo lubi wpadać do spamu).
To nic nie kosztuje a możemy im pomóc :)

Tutaj jest link do głosowania - LINK

Będę Wam wdzięczna za głosy i rozpowszechnienie tej informacji.


środa, 14 grudnia 2016

O niezwykłości przypadków w losowo czytanych powieściach

źródło
Dziś będzie post, który narodził się we mnie dość spontanicznie a wynika z przypadku.

Owszem, po książki sięgamy w jakiejś kolejności - znaczenie mają nasze zachcianki, terminy egzemplarzy recenzyjnych czy zwrotów do biblioteki. Ale przecież tak naprawdę czasami możemy coś przesunąć w kolejce, bo mamy większą ochotę na książkę B niż w A, w tym akurat dniu...

Poniżej przedstawiam tytuły książek, po które sięgnęłam w końcówce listopada i na początku grudnia. Kolejność dyktowała mi ochota :)
Przy każdym tytule wypisałam imiona występujących bohaterek lub miejsca akcji (oczywiście to tylko te dane, które są mi potrzebne do eksperymentu). Widzicie coś niezwykłego? :)


"Pracownia Dobrych Myśli" Magdaleny Witkiewicz - miejsce akcji: Miasteczko

"Przepis na zbrodnię" Iwony Mejzy - miejsce akcji: Miasteczko

"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" Lucyny Olejniczak - bohaterka: Wiktoria

"Dzika jabłoń" Anny Łaciny - bohaterka: Wiktoria

"Biuro Przesyłek Niedoręczonych" Nataszy Sochy - miejsce akcji: Miasteczko



Spotkaliście się kiedyś z takimi niezwykłymi splotami okoliczności? Czekam na Wasze ciekawostki :)

wtorek, 13 grudnia 2016

Natasza Socha "Biuro Przesyłek Niedoręczonych"



Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 304











Wprawdzie nie jestem czytelnikiem, który zna wszystkie powieści Nataszy Sochy (ale zamierzam to nadrobić), ale jeśli już czytał to jest zachwycony :) I styl, i szyk, i język, które do mnie przemawiają idealnie. Dlatego z ogromną przyjemnością przyjęłam pod swoje strzechy Sochę w świątecznym wydaniu, czyli pod postacią "Biura Przesyłek Niedoręczonych". Bo któż z nas nie miał w swoim życiu przygody z niedostarczoną przesyłką? Kto na własnej skórze nie odczuł rozczarowania, gdy oczekiwana paczka nie dotarła?

Miasteczko to bardzo senne miejsce, gdzie nikt się nie spieszy. To tutaj swojego miejsca na ziemi poszukuje dwudziestotrzyletnia Zuzanna. Wyjechała z rodzinnego miasta z powodu listu, którego nie wysłała na czas. Stchórzyła. A potem... Potem już było za późno...

Zuza dostaje pracę w Biurze Przesyłek Niedoręczonych, gdzie w związku ze zbliżającym się Bożym Narodzeniem, jest ogrom pracy. To tu trafiają te paczki i listy, które z uwagi na błędne czy niekompletne adresy nie dotarły do miejsca przeznaczenia. Co w nich można znaleźć? Jaki los czeka ich niezwykłą zawartość? Odpowiedzi czekają na Was w książce.

Uwagę Zuzanny zwracają dwa listy, które dotarły do Biura w połowie grudnia. Mają charakterystyczne koperty - błękitną z miniaturowymi gwiazdkami i seledynową z odciśniętym liściem paproci. Nie dają jej spokoju. Dziewczyna czuje, że zawierają coś bardzo wyjątkowego, ale przecież istnieje zapis w regulaminie, że nie wolno im otwierać listów...  Do tego, że złamanie zasad może czasem przynieść ludziom uśmiech przekonuje Zuzkę Mila - starsza pani z sąsiedniego biura, która hoduje zioła i nagina regulamin. Ale to dzięki niej jest szansa, że pewien mały chłopiec bardziej optymistycznie spojrzy w swoją przyszłość tuż przed operacją...
Dlatego właścicielka lotołapanki karłowatej (tak, bohaterka nie ma psa, kota czy chomika - autorka obdarowała ją bardziej oryginalnym zwierzątkiem) podejmuje decyzję i otwiera listy. Okazuje się, że dwoje zakochanym od pierwszego wejrzenia ludzi przez trzydzieści osiem lat - z bardzo błahego powodu zresztą - nie mogą się spotkać. A wysyłane listy nie mają szansy dotrzeć do adresata, gdyż nie znają swych dokładnych danych. Minęło tak wiele lat, ogromnie dużo wydarzyło się w ich życiu, ale uczucie nadal trwa. Czy istnieje siła, która może go jeszcze zniszczyć? Zuzka postanawia zająć się tą sprawą osobiście i doprowadzić do spotkania. Czy cel zostanie osiągnięty? Jakie przeszkody napotka po drodze?

Natasza Socha poruszyła w powieści nie tylko kwestię zaginionych uczuć i przesyłek. Nieco miejsca poświęciła przysłowiom i farmacji - a dokładniej poradom dotyczącym specyfików z zawartością chrzanu czy pigwy oraz mieszankom ziołowym na cerę. Ale i dobrego grzańca, który wraz z ciepłym kocem oraz aromatyczną kąpielą rozproszy śnieg i wiatr za oknem :)
Bardzo intrygującym wątkiem okazał się ten dotyczący pisarza, choć powinnam napisać chyba, że osobą wymagającą bez dwóch zdań, by tu o niej wspomnieć jest irytujący i cyniczny sąsiad Zuzy - niepełnosprawny Stanisław.

Cudowna opowieść o magii świąt oraz o ponadczasowej miłości, której zazdroszczę Tekli i Gasparowi. Święta to nie tylko pierniki, porządki czy "Last Christmas" Whamu (co jest zresztą dowodem na ich medialność), ale przede wszystkim dobre uczynki, którymi możemy sprawić komuś prawdziwą radość na ten czas. Doskonałym przykładem jest tutaj zarówno działalność Zuzanny w kwestii spotkania dwójki zakochanych, jak i bajka "Chłopiec i bursztynowa łza", którą pisarz stworzył specjalnie dla chorego Michasia. Jest przepiękna!

Przepełniona magią, humorem, radością i pięknymi uczuciami - taka jest powieść Nataszy Sochy "Biuro Przesyłek Niedoręczonych". Książka udowadnia, że dzieciństwo jest najlepszym okresem życia człowieka a prawdziwe uczucia, które do kogoś żywimy powinny zbliżać ludzi a nie oddalać. Doskonały styl, urzekająca fabuła i finał, który określiłabym podwójnie, ale dość sprzecznie - z jednej strony bowiem, był przewidywalny, z drugiej zaś (inny wątek) - zaskakujący. Jedno jest pewne - autorka pisze tak, jak ja uwielbiam czytać i zajmuje należne sobie miejsce w moim TOP ulubionych polskich pisarek.

Klimat Bożego Narodzenia wraz z dobrymi uczynkami i szczęściem bliźnich gwarantowany - zatem książka w dłoń! Polecam z całego serca :)





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, Łów słów, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz


poniedziałek, 12 grudnia 2016

Anna Łacina "Dzika jabłoń"




Autor: Anna Łacina
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: kwiecień 2015
Liczba stron: 288
Seria: Z kropką









Z twórczością Anny Łaciny miałam już styczność przy okazji książki "Niebo nad pustynią", która przeniosła mnie do ciepłego i pełnego wspomnień Egiptu. Lektura bardzo mi się podobała, dlatego pełna zapału postanowiłam poznawanie kolejnych powieści rozpocząć od "Dzikiej jabłoni".

Wiktoria ma prawie osiemnaście lat i nie może doczekać się Sylwestra. Nie dość, że wybiera się wtedy na imprezę ze swoim chłopakiem Kacprem, to właśnie tego dnia przypada ich trzecia rocznica! Jednak cudowny nastrój dziewczyny pryska jak bańka mydlana, kiedy okazuje się że Kacper zniknął. Jakby zapadł się pod ziemię, bowiem w domu głucho i cicho, jego konto na FB nie istnieje a w telefonie zgłasza się tylko poczta głosowa. Wiki jest zaniepokojona, ale tłumaczy sobie, że może to jakaś niespodzianka i chłopak pojawi się dopiero na imprezie.... Może o północy... Samotna i zła wraca do domu a kiedy odkryje prawdę, jej świat legnie w gruzach...

Po przeczytaniu opisu książki oraz jej początku, byłam przekonana że autorka skupi się na rozstaniu Wiktorii i Kacpra. Że powieść będzie traktowała o utraconej miłości, przyjaźni, zawiedzionych nadziejach osób u progu dorosłości.
Sądziłam, że kulminacyjnym momentem będzie pojawienie się informacji o wyjeździe i intrygująca treść listu:

"Muszę wyjechać na jakiś czas. Wszystko w porządku. Nie szukajcie mnie. Nikt mnie nie porwał, nie uciekłam z domu, nie jestem w ciąży.
Zawahała się, zanim dodała:

Wrócę." *



Myliłam się. Autorka miała inne plany i ogromnie mnie zaskoczyła. Pozytywnie, bowiem poszła w kierunku, który bardzo lubię - tajemnic z przeszłości. Dodatkowo zabrała czytelnika w dość rzadko opisywany w powieściach zakątek Polski - w okolice Kamiennej Góry - pokazując zabytki, urokliwe miejsca, wspominając nieco o religii i historii. To właśnie w tamtych stronach okazało się, że rodzina Wiktorii skrywa niejedną tajemnicę. Wiktoria i jej starsza siostra Marta dowiadują się, że rodzice przez wiele lat ukrywali przed nimi bardzo istotne informacje. Jak na ich życie wpłynie ucieczka Wiktorii, która zupełnym przypadkiem zmusiła ich do wyjawienia prawdy?

Muszę też wspomnieć słów kilka o dwudziestosześcioletniej Marcie - starszej siostrze Wiki, która przeżywa właśnie kryzys swojego sześcioletniego związku z Marcinem. Facet jest centusiem i człowiekiem uzależnionym od świata gier. Zaskoczył ją (dość negatywnie) prezentem na Nowy Rok, w ogóle nie okazuje jej zainteresowania, nie potrafi zrozumieć jej pragnień dotyczących legalizacji związku. Dlatego Marta nie jest pewna czy chce z nim spędzić życie, jej pragnienia i nadzieje przegrywają w starciu z podejściem Marcina. A kiedy na scenę wkracza stres - Marta zasypia... Jak na hiperslipnika przystało. Dodatkowo, każde z nich skrzętnie ukrywa przed drugim pewną tajemnicę - dlaczego nie chcą, by to wyszło na jaw?

Wprawdzie powieść zalicza się do literatury młodzieżowej, ale bardzo dobrze odnalazłam się w wykreowanym świecie. Bo przecież nie brakuje tu dorosłych bohaterów i ich problemów. Jest wiele mądrych przesłań dotyczących uczuć - miłości i przyjaźni, są zawiedzione nadzieje, morały płynące z popełnionych błędów, jest przeszłość, która nieodłącznie towarzyszy bohaterom i pokazuje, że nigdy nie jest za późno na wyjaśnienia i zgodę. Styl autorki jest bardzo przyjemny w odbiorze, wydarzenia intrygują, tajemnice i zagadki podnoszą ciśnienie a to co udaje nam się odkryć robi wrażenie. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw! Sądziłam, że bohaterką będzie Wiktoria, no dobra... niech będzie, że jeszcze Marta, ale do głowy mi nie przyszło, że pozory tak mnie zmylą i nie skupimy się na utraconej miłości nastolatki czy rutynie i przeszkodach w związku niespełna trzydziestoletnich ludzi.

Zabierając czytelnika do Kamiennej Góry autorka wprowadziła go w świat zupełnie inny niż ten, w którym dotychczas żyli. Zaprowadziła nas do niezwykle klimatycznej księgarni, przedstawiła nam ciekawych chłopców. Tylko czy udało jej się udowodnienie nam, że wyjazd z miejsca, gdzie rodzą się problemy jest właściwym krokiem? Czy w ucieczce z dala od Gniezna i Poznania siostry odnajdą sens życia i wskazówki potrzebne do podjęcia ważnych decyzji?

Prosta, ale jakże trafiająca w sedno. Piękna i zmuszająca do refleksji. Pokazująca czym jest rodzina i jak niedomówienia czy waśnie mogą doprowadzić do ukrycia w kokonie milczenia pewnych wydarzeń. To najkrótszy możliwy opis tej powieści, którą polecam wielbicielom obyczajówek pełnych tajemnic - w każdym wieku.





* Anna Łacina, "Dzika jabłoń", Nasza Księgarnia, Warszawa 2015, s. 72



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze

niedziela, 11 grudnia 2016

WYNIKI konkursu przedświątecznego



Już i tak trochę kazałam Wam czekać na ten post, dlatego teraz - bez zbędnych wstępów - oddam głos jurorkom. Wspomnę tylko w ramach wyjaśnienia, iż Autorki nie wybierały osób, które wygrają ich własne książki - zrobiły to naprzemiennie :)



Fragment wypowiedzi Anny J. Szepielak:

Zgodnie z regulaminem konkursu, moim zadaniem było wybrać osobę, która otrzyma "Anioła do wynajęcia" autorstwa pani M.Kordel. Nie było to łatwe.
Zaciekawiła mnie zupa z karpia pani Jagody G., zainteresowały gołąbki z grzybami blogerki Czarne Espresso, zaintrygowały ciekawe makówki pani Beaty Kandzi, a kompotu z suszu pani Moniki Wilczyńskiej jako podstawa kolacji wigilijnej mnie mocno zaskoczył - żadne z tych dań nie pojawia się na moim stole, a szkoda.
Rozbawiły mnie ogromnie uszka XXL pani Martuchy180 - u mnie też się takie trafiają (najpierw małe i zgrabne, ale pod koniec pierwszej setki już są to ucha, a potem uszyska).
Nagrodę chciałabym jednak przyznać za wzruszającą i szczerą wypowiedź pani Katarzynie Różalskiej - Oblicza Róży. Na moim stole makaron z miodem i makiem gości tylko, gdy przyjeżdża jeden z Wujków na Wigilię. Za to wspomnienia z dzieciństwa dotyczące nerwowego biegania z odkurzaczem mamy z panią Kasią podobne :)


Całość przemyśleń dotyczących konkursu znajdziecie niebawem na blogu autorki - TUTAJ




A teraz kilka słów od drugiej jurorki - Magdaleny Kordel:


Dziewczyny,
 
Czytałam Wasze opowieści świąteczno - kulinarne i oczami wyobraźni widziałam te wypełnione zapachami kuchnie, twarze nachylone nad garnkami, umączone palce lepiące pierogi. Wyczuwałam ogromne pokłady miłości, nostalgię i szczyptę magii unoszące się w powietrzu niczym najlepszy afrodyzjaki. Dziękuję Wam za to, że przez moment mogłam uczestniczyć w Waszych wspomnieniach i przygotowaniach świątecznych. I życzę Wam by ta magia bijąca z Waszych opowieści była wśród Was obecna w tym roku, w przyszłym i w każdym kolejnym, który nadejdzie. 
 
Pozdrawiam Was serdecznie i korzystając z okazji życzę ciepłych, pełnych cudów, rodzinnych świąt.
Magdalena Kordel


[blog autorski TUTAJ]

Nagrody powędrują do:
"Francuskie zlecenie" - Agnes C.
"Znów nadejdzie świt" - Beata Kandzia





Zwycięzcom ogromnie gratuluję! Poproszę o Wasze adresy na mojego maila. A później życzę udanej lektury :)

Zaś Autorkom serdecznie dziękuję za współpracę przy organizacji tego konkursu, zwłaszcza za dokonywanie jakże trudnych wyborów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...