środa, 31 sierpnia 2016

Trailer do "Nakarmię cię miłością" Anny Dąbrowskiej - zapowiedź #4

Już 26 września poznacie książkę, którą autorka opisuje jako "New Adult inne od innych..."
Gwarantuję Wam emocje...
Może nawet łzy (u mnie tak było)...

Dalej jesteście głodni?
Zatem dajcie "Nakarmić się miłością" :)
Na chwilę obecną musi wystarczyć Wam trailer... choć tak naprawdę tylko rozbudza chęci...



wtorek, 30 sierpnia 2016

Małgorzata J. Kursa "Nieboszczyk wędrowny"



Autor: Małgorzata J. Kursa
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 240
Seria: Babie lato









Co lubimy czytać w wakacyjne miesiące? Zapewne każdy sięga po te gatunki, które sprawiają że wypoczywa, odrywa się od obowiązków i choćby na chwilę, na dwa tygodnie wyłącza umysł ze służbowych czynności. Dlatego właśnie ja postanowiłam poznać wreszcie twórczość Małgorzaty Kursy, gdyż najnowsza powieść skusiła mnie tytułem, zapowiedzią czarnego humoru oraz boskim kotem na okładce. Czy moje pierwsze spotkanie było udane? Słyszałam bowiem opinię, że książka jest powiązana z innymi powieściami autorki i można się pogubić..., ale dowiedziałam się tego już po lekturze.

Marylka i Sławek są młodym małżeństwem farmaceutów. Mieszkają w Lublinie i pracują na różne zmiany w aptekach na dwóch różnych krańcach miasta. Chyba nie muszę dodawać jak wygląda ich życie ani o czym marzą... Dlatego ogromną radość wywołuje w nich wiadomość, że oto stali się posiadaczami domu i apteki w Kraśniku. Jakże motywująca jest praca w swoim własnym biznesie, dlatego w tempie ekspresowym przeprowadzają się i rozpoczynają akcję sprzątania domu i miejsca pracy. Dlaczego spadek przypadł Marylce a nie synowi denatki? Czemu notariusz musiał czekać dwa miesiące po jej śmierci, by przekazać spadek? Co zawiera tajemniczy list Teresy zdeponowany u notariusza? Czy dojdzie do jego odczytania?

Wracając jeszcze do faktu, że Lipscy wracali do domu bardzo zmęczeni po całodziennym porządkowaniu leków w aptece... Jakież było ich zdziwienie, gdy pewnego dnia po powrocie zastali w jednym z pokoi... nieboszczyka. I tu rozpoczyna się ta część książki, którą określono mianem czarnego humoru, bowiem z jednej strony jest to - jak słusznie zauważyli niektórzy z bohaterów - bezczeszczenie zwłok, jednak z drugiej wędrujący nieboszczyk ma swoje prawa, przygody i jakże urozmaicone - jakby to ująć - "życie". Przemieszcza się między posesjami w iście ekspresowym tempie a każdy z właścicieli ma swoje bardzo ważne powody, by się go pozbyć. Zresztą przyczyny dlaczego znalazł się właśnie u niego też są bardzo zróżnicowane. Co na to policja? Kiedy i gdzie odkryje ciało? Jakie wrażenie wywrze na stróżach prawa jego historia? To nieprawdopodobna opowieść!

Jakby mało było wędrującego nieboszczyka to jest jeszcze kot. A może powinnam napisać, że przede wszystkim jest kot... Nietypowy, niezwykły z imieniem adekwatnym do charakteru - Belzebub. Czarny pupil Lipskich potrafił ich sobie doskonale wytresować, chodzą koło niego jakby był księciem. Świetnie radzi sobie ze zdobywaniem rozrywek i pożywienia w pustym domu (kiedy właściciele w pracy) i nikt nie pomyślałby, że to zwierzak ze schroniska... Na dodatek jest bardzo waleczny i broni ich własności przed intruzem. Do czego jest zdolny? Dlaczego to on odegrał bardzo kluczową rolę w całej historii? I co go za to spotka - kara czy nagroda?

"Nieboszczyk wędrowny" to doskonała powieść na odprężenie, bowiem oprócz ciekawej historii pełnej zagadek i tajemnic jest w niej ogrom humoru, choć czasem również czarnego. Autorka przekonała mnie do siebie już na okładce pisząc, że jest "wzrostu nizinnego" :) To tak jak ja. A kiedy przeczytałam książkę stwierdziłam, że podoba mi się jej styl, pomysły na fabułę, bowiem nawet nie wiem kiedy pochłonęłam lekturę. Skoro zaś czyta się szybko to oznacza, że wręcz "biegnie" się poprzez kolejne strony poznając perypetie bohaterów, których mamy tutaj ogromne zróżnicowanie. Oprócz Lipskich i ich charakternego kota są sąsiedzi - Szczęśni oraz bliźniaczki Waleria i Leokadia (staruszki zresztą nieźle dają czadu swoimi rozmowami) a i czarnych charakterów nie brakuje.

Moim zdaniem, by doskonale bawić się podczas czytania tej powieści, wcale nie jest wymagana znajomość innych dzieł autorki. Niniejsza przedstawicielka prozy kobiecej ubogacona humorem jest naprawdę uroczą odskocznią na wieczór czy dwa. Trudno jest przewidzieć jaki będzie jej finał oraz jak duże będzie nasze zaskoczenie, kiedy na jaw wyjdą skrywane tajemnice. Ja na pewno nie zakończę przygody z twórczością Małgorzaty Kursy, a Wy już ją rozpoczęliście?




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Przemysław Wechterowicz "A właśnie, że dzień / A właśnie, że noc!"


Autor: Przemysław Wechterowicz
Ilustrator: Bogna Sroka-Mucha
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2016
Liczba stron: 48
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 5+











Książeczka, która od pierwszych chwil zaskakuje... Czym? Choćby okładką, bowiem biorąc do ręki stronę niebieską mamy "A właśnie, że dzień!", jednak możemy trafić inaczej...

... wystarczy, że była w inne pozycji włożona do paczki i już naszym oczom zamiast błękitu ukazuje się czerń...










Jeśli zaczniemy czytanie od strony niebieskiej, to o zaletach dnia i funkcjonowania w  świetle słońca opowiedzą muchy, lew, ślimak i wielbłądy.  Swoje zdanie dorzuci też rzeka, czapla czy niedźwiedzie polarne. Każdy z bohaterów jasnej części wyraża opinię w zaledwie jednym zdaniu (zapisanym dużą czcionką), co ułatwia dotarcie do dzieci, które już samodzielnie czytają. Jednak większą uwagę zwracają jednak ilustracje, zajmujące niemal całą powierzchnię stronic.

prześliczne te wielbłądy a słoneczko moja córa zrobiła samodzielnie

A wiecie kto będzie zachwalał noc? Korniki, sowa, kot, kałamarnica oraz kret, ale swoje "trzy grosze" dorzucą też latarnia, ognisko czy neon. W poprzedniej części królowały barwy jasne - głównie biel i żółty, zaś tutaj znajdziemy przede wszystkim czerń, przetykaną białymi obrazami czy ilustracjami.

księżyc samodzielnie wykonany przez Pati

Kto ma rację? Co jest ważniejsze? Wszak w dzień pracujemy, uczymy się, wykonujemy domowe obowiązki, wygrzewamy się w promieniach słońca pływając, wędrując czy po prostu leżąc. Nocą głównie odpoczywamy czy śpimy, ale przecież niektórzy z nas pracują a wiele zwierząt prowadzi właśnie wtedy ożywione działania.

Ile dyskutantów tyle opinii i myślę, że i każdy z Was ma swoją... Dla mnie dzień jest ważny, ale jednak najbardziej lubię kiedy zapada zmrok, bo wtedy czeka na mnie odprężenie, cisza i chwila dla siebie. Od zawsze wolałam dłużej posiedzieć wieczorem o ile możliwe jest, że na drugi dzień pośpię do południa... Ale jak wiadomo przy kilkuletnim dziecku to mało możliwe...

Książeczka skłania do dyskusji z dzieckiem, do zadawania pytań, próby wspólnego poszukiwania odpowiedzi. Jest to możliwe głównie dlatego, że w lekturze nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi co jest istotniejsze w życiu - naszym czy zwierząt. Autor sprytnie zawarł tutaj jedynie plusy tych części doby i czytelnicy sami muszą zdecydować... Albo i nie muszą :) W każdym razie temat można omawiać i analizować na wiele sposobów choćby namalować swoją wizję dnia i nocy i tego co się wtedy odbywa. Dajmy się więc porwać tej niecodziennej pozycji, która inspiruje, zaskakuje i skłania do rozmów, ale również jest czymś na miarę wstępu do poznania świata sztuki przez dziecko - to już mój odbiór zawartych tu ilustracji.




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie 


niedziela, 28 sierpnia 2016

Akcja "Mój Empik", czyli kultura w dwie minuty

W ostatnich dniach sierpnia w sondzie ulicznej zapytano Polaków o kulturę – o ich preferencje i zainteresowania. Nikt nie podejrzewał, co może zdarzyć się w ciągu dwóch minut. W ekspresowym tempie w centrum miasta wyrastały spersonalizowane oazy relaksu spełniające kulturalne marzenia. W ten sposób promowano nowy program lojalnościowy – Mój Empik (to nowy program, który zajął miejsce starego zbierania punktów).
 
 


Jedna dziennikarka, dwie lokalizacje, kilkudziesięciu szczęśliwców i kilkaset książek, filmów i płyt. Liczyły się tempo, intuicja i koordynacja. W jednej chwili Justyna Dżbik-Kluge zagadywała nieświadomego spacerowicza i pytała o kulturalne preferencje, a w kolejnej, za jego plecami ekipa techniczna aranżowała niezwykłą kulturalną przestrzeń. Na ruchliwym chodniku nagle pojawiał się regał zapełniony ulubionymi książkami, płytami i filmami danej osoby. Obok niego stawał domowy fotel i stolik. Z przenośnego odtwarzacza zaczynała płynąć muzyka ukochanych wykonawców. 

 
Ekipa ukryta w busie dzięki przekazowi na żywo był w stanie w ciągu dwóch minut wybrać spośród kilkuset kulturalnych produktów wskazywane przez przechodniów jako ich ulubione. Następnie w ciągu kilkunastu sekund musiał je niepostrzeżenie umieścić za ich plecami. Ukrytym kamerom pozostawało rejestrować zaskoczenie i radość „ankietowanych”. 



Oto filmik z akcji

 
Akcja obrazuje sposób działania programu Mój Empik największej sieci dystrybuującej dobra kulturalne w Polsce. To nie tylko specjalne promocje i rabaty dostępne dla wszystkich posiadaczy karty, ale przede wszystkim spersonalizowana oferta – nowo uruchomiony program będzie zapamiętywać kulturalne preferencje i dostarczy „uszyte na miarę” promocje, zaproszenia i informacje. Jeśli na przykład ktoś często sięga po reportaże, to jako pierwszy dowie się o premierach tej kategorii, dostanie rabat na książki tego gatunku i zaproszenia na spotkania z ulubionymi autorami. Nie ma konieczności noszenia przy sobie karty plastikowej, ponieważ program jest kompatybilny z aplikacją mobilną i przy kasie można okazać kod widoczny na ekranie smartfona. Skończy się też problem gromadzenia paragonów – zwrotu bądź wymiany produktów będzie można dokonać na podstawie historii zakupów zarejestrowanej na karcie. Co ważne, jeśli przystępując do programu pokażemy kasjerowi kartę z poprzedniego systemu lojalnościowego, zakupy zachowają ciągłość i szybciej zostaną dopasowane do nas osobiste propozycje. W ciągu pierwszych 4 dni w nowym programie lojalnościowym Empiku zarejestrowało się już 60 tysięcy osób.



A Ty masz już swoją kartę?

sobota, 27 sierpnia 2016

Hanna Cygler "Grecka mozaika"




Autor: Hanna Cygler
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2014
Liczba stron: 352










Dotychczas miałam okazję poznać jedną książkę, która wyszła spod pióra Hanny Cygler - "Kolor bursztynu". Powieść mi się podobała, jednak jest tyle świetnych pozycji na rynku wydawniczym, że nie wystarcza mi dla wszystkich czasu (by móc wcześniej poznać inne tytuły) a szkoda, bo warto sięgać po kolejne powieści autorki. Dlaczego? Odpowiedź już za chwilę.

Zabieram Was w podróż w czasie i przestrzeni... Zaczniemy od Korfu, górzystej greckiej wyspy w roku 2010. To właśnie wtedy na wyspie pojawia się trzydziestoczteroletnia Nina i rozpoczyna pracę w hotelu. Jej matka zmarła dwadzieścia lat temu a ciotka w ubiegłym roku zdradziła, że pewien Grek może być jej ojcem. Dlatego swój strach i niepewność młoda kobieta chce pokonać u źródła, chce poznać tego mężczyznę i przekonać się czy ciotka miała rację. To nie będzie łatwa misja, ale Nina wie, że po prostu musi to zrobić... Musi zaryzykować. Ojca nigdy nie miała i nawet jeśli nie znajdzie to przecież żadna strata.
Jannis Kassalis żył sobie spokojnie w ekskluzywnej rezydencji, utrzymywał kontakt z dziećmi i miał dbać o zdrowie... Aż tu nagle jego ciszę i monotonię burzy młoda Polka, która twierdzi, że jest jego córką. Czy tak będzie w rzeczywistości?

Kolejne dni i spotkania tej dwójki sprawiają, że tworzy się między nimi szczególna więź. Nieufność i zagubienie odchodzą w niepamięć a Jannis rozpoczyna opowieść swojego życia. To właśnie będą kolejne etapy naszej podróży - odwiedzimy Grecję, Kraków, Gdańsk, Bieszczady a także Londyn i Nowy Jork. Będą lata pięćdziesiąte, siedemdziesiąte oraz współczesność. Jannis sięgnie w swej historii jeszcze do czasów kiedy jego matka była młodą dziewczyną z głową pełną marzeń a serce drgało w miłosnym uniesieniu. Opowie o Ismenie, Ralphie, Jorgosie - co ich łączyło, co dzieliło, jak los i wojna w Grecji pokierowały ich życiem. Poznamy wrogość Jorgosa względem syna - Nastka - i inne jego tajemnice, które stopniowo będą wychodziły na jaw. Cieszę się, że choć fragmentarycznie udało mi odgadnąć powód tej niechęci ojca do syna. Jakie wydarzenia miały największy wpływ na życie Ismeny? Dlaczego podejmowała takie a nie inne decyzje? Kilkanaście lat później wcale nie łatwiejsze przeszkody czekały na ścieżce Jannisa... Jak wiele ten chłopak przeszedł, ile stracił, z czego musiał zrezygnować dobrowolnie a z czego pod przymusem...?

Powieść ta to naprawdę ogromne bogactwo wrażeń literackich. Wydarzenia, bohaterowie, decyzje, uczucia, wybory, wojny i ustroje polityczne - wszystko to składa się na wyśmienitą ocenę tej książki. Jak w każdej dobrej lekturze są tutaj postacie dobre i "czarne charaktery"; są wzloty i upadki, jest miłość, ale też zazdrość i nienawiść; jest też nowe życie i śmierć. Niektórych bohaterów bardzo polubiłam i poznając ich kolejne losy mocno trzymałam kciuki... Inni zaś sprawiali, że złościłam się, iż wszystko psują... 

Autorka doskonale poradziła sobie w tych wędrówkach w czasoprzestrzeni, przenosząc nas pomiędzy Grecją (w czasie wojny i już po niej) a Polską (komunistyczną i nie tylko), opisując losy kolejnych pokoleń rodziny Kassalisów. Idealnie połączyła świat prawdziwych wydarzeń z fikcją literacką a liczne tajemnice tylko podnoszą wartość lektury, bo przecież każdy czytelnik chce jak najszybciej je wyjaśnić i poznać wyjaśnienie.

Podsumowując, "Grecka mozaika" jest mieszanką dramatycznych zdarzeń, powiązań rodzinnych oraz utraconych chwil szczęścia, czyli dokładnie jak mówi tytuł to mozaika, którą Grek urodzony w Polsce systematyzuje w swojej opowieści. Bo niezależnie od wyniku badań DNA Nina i Jannis zyskali coś ważnego. Co to takiego? Tego już musicie poszukać sami w tej powieści. Ja polecam z całego serca i to nie tylko z powodu cudownej okładki!





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki

piątek, 26 sierpnia 2016

Okładka dla Pana Przypadka - tom 5

Jako Członek Szacownego Jury, które zajmuje się sprawą Jacka Getnera i bohatera jego książek Pana Przypadka zapraszam serdecznie na głosowanie. Niemal każdy bloger może zasiąść za stołem prezydialnym wraz ze mną i podjąć decyzję, która okładka powinna zdobić kolejny tom przygód sympatycznego detektywa.

Zasady głosowania znajdują się TUTAJ

Wszystkie 5 finałowych projektów możecie zobaczyć TUTAJ


A oto moje głosy:

PROJEKT NR 1 - 1 punkt







PROJEKT NR 4 - 3 punkty


PROJEKT NR 5 - 2 punkty



Zanim poznamy zwycięzcę (a później samą książkę) zapraszam Was do zapoznania się z moją recenzją dotychczas wydanych czterech tomów TUTAJ

czwartek, 25 sierpnia 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu. Nowe pokolenie" - zapowiedź + okładka #1

Kochani czytelnicy,
przybywam dziś do Was z radosną nowiną! Wczoraj do druku wyruszyła najnowsza część Zakrętów losu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej!

Autorka na swoim FB pokazała okładkę, zatem chciałabym "podać dalej", zwłaszcza że kiedy wpatrzycie się bliżej... po prawej to dojrzycie moją rekomendację :)
Dziękuję, to dla mnie zaszczyt :)















Uwielbiam braci Borowskich a emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury Nowego pokolenia, zwłaszcza po stronie dwusetnej... nie liczyły się żadne moje potrzeby, tylko by poznać koniec :D

To cudowna historia, którą będziecie mogli poznać w październiku, bo wtedy przewidziana jest premiera. Moja recenzja ukaże się we wrześniu a tymczasem zachęcam do zapoznania się z ejotkowymi recenzjami trylogii:
"Zakręty losu"
"Zakręty losu. Braterstwo krwi"
"Zakręty losu. Historia Lukasa"


Kto czeka z niecierpliwością na Nowe pokolenie? :)
Wszyscy, którzy uwielbiają klimaty sensacyjne, mafijne ale i miłość pokonującą przeszkody powinni koniecznie poznać Zakręty losu, zwłaszcza że zdążą poznać trylogię do października...

wtorek, 23 sierpnia 2016

Natasza Socha "Rosół z kury domowej"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2015
Liczba stron: 304










Twórczość autorki, jakże zachwalana, była mi znana do tej pory jedynie z "Awarii małżeńskiej", którą napisała wspólnie z Magdaleną Witkiewicz. Długo mi zajęło zanim sięgnęłam po coś, co stworzyła sama. I do jakich doszłam wniosków? O tym już za chwil parę...

Wiktoria ma dwadzieścia siedem lat i jest żoną Tymona. Spędzili razem już kilkanaście lat a ona została - mimo świetnego wykształcenia - sprowadzona do roli służącej. Ma dbać o męża, dom i ogród i nic ponadto. Ach, przepraszam zapomniałam o nowinkach, w które zostaje zaopatrzony dom, by jej się lepiej dogadzało mężowi - samogotujące garnki, ściereczki i inne wynalazki. Tak naprawdę to bohaterka sama nie wie czy jest szczęśliwa mając takie życie, ale nie ma czasu na zastanawianie się nad tym... Dopiero wiadomość, która spada na nią jak tajfun wywołuje otrzeźwienie - Tymon ma inną!

O szczegółach technicznych tego co było potem nie będę pisać... Po pewnym czasie Wiktoria wyjeżdża do Niemiec, do ciotki i tam spotyka trzy inne kobiety, stłamszone, poniżone, poniewierane i wyzyskiwane przez mężów. Każdą z nich poznała w inny sposób, każda ma inne problemy, inną historię, ale każda z nich jest nieszczęśliwą kurą domową.

"Ukurzenie to proces przemiany normalnej kobiety w domowe ptactwo. Proces celowy, ale na szczęście odwracalny." *

Mara, Judith, Lea - trzy istnienia, których jedynym celem są obowiązki domowe - dom, dzieci, mężowie, pranie, sprzątanie i zakupy. A Wiktoria zdaje sobie sprawę, że dla zdrowia psychicznego konieczne jest posiadanie również własnego hobby i chwil tylko dla siebie, choćby od czasu do czasu. Zaczyna to uzmysławiać nowym przyjaciółkom i chce przekonać je do swojego pomysłu - będą gotować topless, jedynie w weneckich maskach a swoje poczynania nagrają i filmiki umieszczą w Internecie... Jak na ten pomysł zareagują Niemki? Czy się odważą i przełamią strach? Jak pójdą im pierwsze próby z gotowaniem tytułowego rosołu? Czy będzie ciąg dalszy? Czy akcja ta pozwoli im na wyjście z "cienia mężów"? Czy odzyskają wiarę w siebie i swoją atrakcyjność? Wszak do realizacji tego pomysłu potrzeba akceptacji swojego ciała i zrozumienia faktu, że nie musimy być doskonałe.

Jeśli ktoś ma potrzebę przeczytania książki na poprawę humoru lub na podniesienie swojej wartości to jest to książka idealna. Już sama okładka z autorką w weneckiej masce i kurą w ramionach przyciąga wzrok a treść... jest niebanalna (choć początkowo wydaje się być typowa) i niezwykła. Opisuje jakże częsty problem kobiet - nie tylko przecież polskich - czyli całkowite podporządkowanie życia mężowi, który stwierdzi, iż żona nic przecież nie robi, tylko siedzi w domu! Bardzo podobał mi się krok Lei, to co zrobiła udowodniło, że wszystko wokół ma lśnić a mąż i tak nie zwróci uwagi na sprawczynię, na żonę... Z czasem staje się ona meblem, elementem wyposażenia... Zresztą to chyba najbardziej wyrazista postać pośród przyjaciółek. Dyskusje Lei o organach czy wycena obowiązków domowych były dla mnie szokujące, ale i pokazały jak bardzo można być nieszczęśliwym. To właśnie w jej życiu zaszły najbardziej widoczne zmiany spowodowane gotowaniem na ekranie, choćby odrzucenie seksu "podkołdernego"..
Nasze równouprawnienie jest tylko teorią drogie panie i jeśli same nic z tym nie zrobimy to będziemy tkwić w związkach takich, jak małżeństwa bohaterek "Rosołu...".

Kaliber ważnych spraw Natasza Socha ubarwiła humorem, który sprawiał że wciąż chichotałam... Nadal mam w głowie życzenia, jakie ciotka Klara składała na Boże Narodzenie swojej siostrze, matce Wiktorii; czy też teksty o urodzeniu kozy lub wymiksowaniu koguta. Dawka dobrego humoru jest w książce ogromna i sprawia, że czytelnik odpływa w krainę radości i wolności, patrzy na problemy w nieco łagodniejszy sposób, przestaje umniejszać swoją osobę i swoje zasługi. Dzięki tej lekturze mamy szansę spojrzeć inaczej na swoje życie, może jest nam potrzebna lekcja jaką przeszła Wiktoria w saunie?

Powieść pokazuje nie tylko problemy domowe kobiet, ich frustracje łóżkowe, małżeńskie gwałty, wszelkie aspekty podcięcia im skrzydeł... Jest też stawanie na nogi, podnoszenie się po upadku i walka o swoje "ja", o marzenia, o spełnianie się i o szeroko pojęte szczęście. Jest i namiętność, afrodyzjaki i wywabianie plam :P
Jak wyglądała droga bohaterek, ich przemiana? Czy było łatwo? Której z nich się udało osiągnąć zamierzony cel? Koniecznie przeczytajcie powieść Sochy i nie bądźcie takimi typowymi kurami!

Podsumowując, "Rosół z kury domowej" to lektura lekka, przyjemna i odprężająca. Można ją zareklamować jako "lek" z dużą zawartością procentową humoru, ale i morałów. Socha dała nam kilka różnych przepisów na szczęście i starała się podnieść na duchu uzmysławiając naszą kobiecą wartość. Czy skorzystamy zależy już tylko od nas, ale warto choć spróbować, prawda?






* N. Socha, "Rosół z kury domowej", Wyd. Pascal, Bielsko Biała 2015, s. 95



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Łów słów, 52 książki

niedziela, 21 sierpnia 2016

Nicholas Sparks "Pamiętnik"



Tytuł oryginalny: The notebook
Tłumaczenie: Anna Maria Nowak
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2015
Liczba stron: 256
Seria: Wszystkie kolory miłości tom 1








Kiedy w 2012 roku opisywałam swoje wrażenia dotyczące "Listu w butelce" Sparksa napisałam tak:
Bardzo podoba mi się jego styl pisarski, te książki po prostu się „połyka”. Czytając, chciałabym już dotrzeć do ostatniej strony opisywanej historii, ale jednocześnie, z każdą kolejną przerzuconą kartką odczuwam żal, że to już tak blisko do końca fantastycznej opowieści.


Nicholas Sparks jest uważany za mistrza w opisywaniu miłości, potrafi tak ująć to co łączy bohaterów, że nawet jeśli jest to ckliwe czy wyświechtane to potrafi wzruszyć czytelnika.  Czy po lekturze kolejnej jego książki (choć w tamtej recenzji napisałam, że "List..." był drugi to nijak nie pamiętam co było pierwsze...) nadal uważam autora za świetnego pisarza? Najpierw krótko o fabule...

Pewien osiemdziesięcioletni mężczyzna w domu opieki codziennie wędruje do pokoju kobiety chorej na Alzheimera i czyta jej pamiętnik. Jest w nim zawarta historia miłości dwójki nastolatków, którzy poznali się podczas wakacji. Jednak Allie pochodziła z bogatej rodziny i zakazano jej spotkań z biednym Noahem. Rodzice zmusili ją do wyjazdu, bo jakże to wypada, by wiązać się z kimś o dużo niższym statusie społecznym?! Teraz Allie stoi u progu nowego życia, bowiem za trzy tygodnie ma wyjść za mąż, jednak wewnętrznie czuje potrzebę odwiedzenia tamtych stron i Noaha. Minęło czternaście lat i ona nie wie co z tego wyniknie, nie wie dlaczego tego pragnie, nie wie nawet czy to słuszna decyzja tuż przed ślubem, ale tak podszeptuje jej serce i dusza a rozum musi się podporządkować. Co ta młoda kobieta odkryje u celu? Czy znajdzie odpowiedzi na dręczące ją pytania? Czy jej dawne uczucia powrócą? Jaką podejmie decyzję w sprawie swojej przyszłości? Który mężczyzna zostanie jej mężem? Aż wreszcie kim są staruszkowie w domu opieki?

Ta opowieść została tak skonstruowana, że czytelnik nie dostaje odpowiedzi na te pytania w chwili, gdy najbardziej ich pragnie. Autor wymaga od nas cierpliwości, ale zostaje ona nagrodzona w sposób niezwykły. "Pamiętnik" jest bowiem przykładem na to, że mężczyźni też potrafią w sposób piękny opowiadać o miłości. Miłości romantycznej, niezwykłej, połączonej z tragedią, ale i pokazującą, że cuda się zdarzają. Powieść niejednokrotnie wywołała we mnie wzruszenie, zmusiła do przemyśleń i ... - no nie mogę tego nie napisać - wzbudziła zazdrość, że można TAK kochać. Chciałabym doświadczyć w życiu takiej właśnie miłości... Czy to jeszcze możliwe?

"Pamiętnik" jest niesamowity tylko niestety strasznie krótki... Pocieszenie stanowi dla mnie fakt, że istnieje kontynuacja! To książka o tytule "Ślub", tylko proszę nie czytajcie jej opisów, gdyż zepsujecie sobie całą niespodziankę, którą kryje "Pamiętnik".

Czy powieść ma jakieś minusy? Nie wiem, ponieważ tak wciągnęła mnie historia, iż zupełnie nie zagłębiałam się w inne jej aspekty. Nie zwróciłam nawet uwagi czy wystąpiły jakieś literówki...

Podsumowując serdecznie zachęcam Was do zapoznania się z tą lekturą, gdyż jest pięknym przykładem na bezinteresowną miłość do "grobowej deski". A list, który przy końcu powieści wyjaśnia ideę "Pamiętnika" zawiera właśnie niewyobrażalne wyznanie tego uczucia. Dech zapiera!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

środa, 17 sierpnia 2016

Faye Kellerman "Zabawy z bronią"




Tytuł oryginalny: Gun Games
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 6 lipca 2016
Liczba stron: 432









Polskie czy amerykańskie... Niezależnie od tego na szkolnictwo którego kraju spojrzymy, okaże się, że sporo nastolatków popełnia samobójstwo. Jakże wiele przypadków w naszym kraju miałam okazję poznać za pośrednictwem telewizji, kiedy to z różnych powodów - nauczyciel, rówieśnicy, oceny, nieodwzajemniona miłość - młodzi ludzi targnęli się na swoje życie. Nie widzieli już żadnych szans na poprawę swojej codzienności, woleli odejść z tego świata... Tylko czy na pewno to jedyne wyjście?

To właśnie tego problemu - w głównej mierze - dotyczy książka Kellermana "Zabawy z bronią", bo wprawdzie nie znam poprzedniej pod tytułem 'Pętla", ale postanowiłam rozpatrywać ją oddzielnie. Zapraszam zatem do Los Angeles...

Detektyw Peter Decker prowadzi śledztwo w sprawie samobójstwa ucznia z elitarnej szkoły - Gregory'ego Hesse'a. Matka chłopca nie wierzy, że jej syn mógł odebrać sobie życie, nie miał ku temu żadnych powodów (nie lubił przemocy i broni, miał przyjaciół i dobrze się uczył) i dlatego prosi policjantów, by nie zamykali śledztwa. Pani Hesse chce bowiem poznać prawdę dotyczącą wydarzeń tamtego dnia... Czy matczyne serce ma rację? Skąd nastolatek miał broń? W toku dochodzenia na jaw wychodzi, że pistolet był kradziony... Kilkutygodniowe prace policji nie przynoszą jednak jednoznacznych odpowiedzi, bowiem nie ma konkretów, punktów zaczepienia, świadków... Giną nawet laptop i kamera ofiary... Dochodzi też do drugiego samobójstwa - tym razem to dziewczyna, choć uczennica tej samej szkoły co Gregory... Czy te dwa zdarzenia mają coś wspólnego? Czy śmierć nastolatków ma to samo podłoże? Czy się znali?

Niejako drugim ważnym wątkiem książki - poza śledztwem policji w sprawie samobójstw - jest historia samotnego piętnastoletniego pianisty - Gabriela, chłopca którego wychowaniem zajmuje się obecnie detektyw Decker. Dlaczego nie rodzice? Gdzie są i czy utrzymują kontakt z synem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce (choć ktoś kto zna "Pętlę" zdradził mi, że tam jest dużo o tej sprawie). W tej historii poznajemy nie tylko marzenia Gabriela dotyczące ścieżki kariery, jego ćwiczenia, przesłuchania i rozważania dotyczące przyszłości w branży, ale również poznajemy jego uczucia... Bo jak może czuć się nastolatek, którego rodzice nie chcą się już nim zajmować? A to przecież okres kiedy dają o sobie znać hormony, pojawia się pierwsza miłość, ale również sukcesami muzycznymi chciałby się pochwalić... Musi liczyć na obcych ludzi... Na szczęście - choć nie do końca dla wszystkich to objaw szczęścia - poznaje czternastoletnią Yasmine, z którą połączy go młodzieńcze uczucie oraz uwielbienie dla muzyki. Jednak nastolatki nie zdają sobie sprawy jak wiele przeszkód stanie im na drodze... I nie mam tu na myśli jedynie rodziców dziewczyny. A powody? Poznajcie sami.

Jeśli ktoś obawia się, że nieznajomość "Pętli" wpłynie negatywnie na odbiór tej książki to jest w błędzie. Nie odczułam braku wiedzy, którą posiadałabym zapewne po lekturze poprzedniego tomu. Uważam, że wszystkie potrzebne do zrozumienia tej historii fakty autorka przytoczyła na tyle, na ile było to konieczne. Bardziej przeszkadzały mi inne elementy jak na przykład częste opisywanie kolorów ubrań policjantów, bo o ile w obyczajówkach rozumiem taki zabieg, o tyle w kryminale uważam to za denerwujące i zbyteczne. Zdumiewa mnie również opieszałość stróżów prawa w kwestii śmierci Gregory'ego, bowiem przez kilka tygodni nie udało im się dotrzeć do żadnych konkretnych wniosków.

Poza tymi minusami książka jest ciekawa, choć chwilami nużąca. Niektóre fragmenty podczas czytania uważałam za niepotrzebne, osoba detektywa Deckera została przedstawiona zbyt idealnie (a może po prostu zbyt mało go scharakteryzowano) a pomysły młodych ludzi przerażały, ale o tym ostatnim przekonałam się dopiero przy końcu lektury, gdy wszystko zaczęło się wyjaśniać. Jedno jest pewne - nikt nie powinien brać przykładu z tych, którzy byli tu "czarnymi charakterami". Nie mogę nie wspomnieć o finale - to najbardziej zaskakujący element tej lektury.

Autorka poruszyła wiele ważnych spraw, które zdarzają się w realnym świecie - rozstanie rodziców, stosunek do przyrodniego rodzeństwa, dbanie o rozwijanie talentu, młodzieńcza miłość i fascynacja płcią przeciwną, homoseksualizm, narkotyki, dostępność broni, znęcanie się nad słabszymi w szkole co czasami może prowadzić do samobójstwa... Książkę czyta się z zainteresowaniem a kolejno ujawniane informacje sprawiają, że czytelnik sam próbuje dotrzeć do prawdy. I choć momentami już już wydaje mu się, że jest o krok od rozwiązania, to nagle.... autorka wyciąga "asa z rękawa", czyli nowe intrygi, szokujące informacje i już cały tok myślenia trzeba skierować w innym kierunku. Zresztą podobnie jak historia miłości Gabriela - początkowo zupełnie nie rozumiałam po co autorka umieściła ten wątek w książce... Co on ma wspólnego ze śmiercią nastolatków... Otóż wątek jest bardzo potrzebny i wszystko wyjaśni się w swoim czasie...
Bohaterowie książki są bardzo zróżnicowani - wywołują w czytelniku przeróżne emocje - niektórych lubimy, innych nie... ale dzięki temu obserwacja walki dobra ze złem ma lepszy smak.

"Zabawy z bronią" nie są wyjątkowym przykładem książki z gatunku kryminału. To lektura dobra, ale nie przekonała mnie na tyle, by sięgnąć po kolejny wolumin twórczości Faye Kellerman. Chyba zbyt bardzo chciałam, by była to seria na miarę czytanych niedawno "NYPD Red" Pattersona... Choć nie odradzam Wam sięgania po ten tytuł, ponieważ jest śmierć, są problemy nastolatków, miłość z przeszkodami, niespodzianki i niesamowity finał. O tak, dla akcji w parku z nastolatkami w rolach głównych oraz tego właśnie finału warto sięgnąć po książkę. Bo początkowa akcja, która jest dość monotonna nabiera - właśnie od chwili porwania - niesamowitego tempa.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Niebieski kolor okładek w literaturze dziecięcej raz jeszcze - Chylińska, Długoleński

Nie wiem jak to się stało, że w moim ulubionym kolorze (na okładkach) mamy tyle książeczek dla młodszego czytelnika... Dlatego zapraszam na ponowne spotkanie z tym, co czytujemy razem z córą.






Autor: Agnieszka Chylińska
Tytuł: "Zezia, Giler i Oczak"
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2013
Liczba stron: 144


Nie miałam okazji czytać pierwszej części przygód rezolutnej Zezi Zezik, czyli "Zezia i Giler". Dlaczego więc skusiła mnie druga? Pozytywne opinie, chęć poznania innego rodzaju twórczości autorki niż sfera muzyczna a do tego cena, bowiem za tą książeczkę zapłaciłam niecałe dziewięć złotych.

Fabuła opowiada o dalszych losach dziewięcioletniej już Zezi, która jest już nie tylko starszą siostrą, ale również przyszłą starszą siostrą, gdyż mama spodziewa się kolejnego dziecka. Dziewczynka - jako narratorka - opowiada o problemach lokalowych (za małe mieszkanie już dla ich czwórki), sytuacji w pracy mamy (ciągłe choroby dzieci), reakcji najbliższych na wieść o nowym członku rodziny (nie wszyscy są zachwyceni). Przynajmniej na problem ciasnoty w mieszkaniu rodzice mogą coś poradzić, kupili zatem domek... Ale daleko od Warszawy i dzieci będą musiały potrójnie przyzwyczajać się do zmian w życiu - nie tylko z uwagi na dziecko, ale i przeprowadzkę oraz nową szkołę. Jak Zezia i Giler się tam odnajdą? Czy spotkają prawdziwych przyjaciół?

Autorka poruszyła wiele ważnych tematów, które widziane oczami dziecka i opowiedziane z jego perspektywy mogą pomóc młodym czytelnikom w rozumieniu otaczającej rzeczywistości. Dzieci bowiem znacznie bardziej przeżywają to, co dzieje się w ich życiu, zwłaszcza że pewne sprawy są dla nich trudne. Książeczka na przykładzie rodziny Zezików stara się przybliżyć temat przeprowadzki a co za tym idzie utraty przyjaciół a później zdobywanie nowych w innym miejscu, są też problemy w pracy, przeżywanie Komunii Świętej, autyzm, oczekiwanie na nowego członka rodziny... Krótkie rozdziały, duża czcionka, czarno-białe grafiki i ciekawa fabuła - wszystko to sprawia, że "Zezia, Giler i Oczak" jest doskonałą lekturą dla dziecka przed snem lub do samodzielnej nauki czytania. Chętnie poznam tomy z tej serii, których nie miałam okazji czytać.



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

# # # # #




Autor: Jakub Długoleński
Ilustrator: Włodzimierz Kulkow
Tłumaczenie: Barbara Górna
Wydawnictwo: Raduga   [Moskwa]
Data wydania: 1985
Liczba stron: 26


Cieniutka, broszurowa wręcz książeczka zawiera dziesięć rozdziałów, które przenoszą czytelnika w świat czasu i odmierzających go zegarów.

Rozpoczynamy od zagadek, poznajemy sposoby określania czasu, nazwy okresów (godzina, minuta, sekunda), budowę zegarka a wtedy możemy już przejść do nauki odczytywania godzin. Autor "krok po kroku" opisuje jak przestawiać wskazówki, by otrzymywać kolejne pełne godziny. Potem przechodzimy do trudniejszego zadania, czy przesuwania małej wskazówki, choć początkowo to tylko "połówki" godzin. Moja córa doskonale już sobie z tym radzi, więc było to dla niej jedynie utrwalenie wiedzy.

Kolejne rozdziały wyjaśniają dlaczego ilustrator pomiędzy zegarami narysował koguta i samowar (wiecie?), jest też mowa o zegarach pokojowych, ratuszowych, kieszonkowych aż wreszcie tych, które nosimy na przegubie dłoni. Są też budziki, które nie zawsze zostają zaszczycone naszym przyjaznym spojrzeniem... Nie pominięto nawet chronometru.

Niektóre zegarkowe historie zostały rozbudowane do opowieści o zegarmistrzach, szczupakach, Hiszpanii czy Norwegii. Jednak myślę, że to książeczka przeznaczona dla dzieci starszych niż 5-6 latki. Bowiem moja córa tylko niektórymi fragmentami i wiadomościami była zainteresowana. Tematyka jest ciekawa, pouczająca, napisana w sposób przystępny, ale trudne i fachowe słownictwo oraz typowy, wąski świat zegarów musi trafić na starszego czytelnika, by przynieść mu korzyści.



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

sobota, 13 sierpnia 2016

Jayne Ann Krentz "Przygoda na Karaibach"




Tytuł oryginalny: Fabulous Beast (wydana jako Stephanie James)
Tłumaczenie: Julita Mirska
Wydawnictwo: Harlequin
Data wydania: 2012
Liczba stron: 208
Seria: Harlequin Satine
Cykl: Colter Novels tom 1









Lipcowo-sierpniowy czas sprzyja sięganiu po wakacyjne lektury, zarówno pod względem tytułu, okładki czy też treści. Dlatego patrząc na powyższą fotografię nie macie chyba wątpliwości co skusiło mnie najbardziej do przeczytania romansu :) Karaiby i ten widok....mhmmm....

Tabitha Graham ma dwadzieścia dziewięć lat i prowadzi księgarnię w małym, rybackim miasteczku. Jest miła, sympatyczna, nie lubi być w centrum uwagi, nie znosi plotkowania i brakuje jej pewności siebie. Fascynują ją bestiaria, o których uwielbia opowiadać, gdy nie czuje się pewnie, ten temat jest niejako "zasłoną dymną". By nieco ożywić swoje nudne życie kobieta wybiera się w rejs po Morzu Karaibskim, w czasie którego ratuje życie pewnemu przystojnemu czterdziestolatkowi. Gdyby nie jej interwencja, Devlin Colter mógł nie mieć szansy na opuszczenie wyspy St. Regis. Co takiego wydarzyło się w zaułku? Co połączy tych dwoje? Kim tak naprawdę jest ten szarmancki i męski człowiek poruszający się przy pomocy hebanowej laski? Czy utykanie jest prawdziwe? W jakim celu wyruszył w egzotyczną podróż?

Devlin dał się poznać Tabi jako nieśmiały i wrażliwy mężczyzna, który zgadza się z nią, akceptuje jej propozycje co dla niej jest ogromnym zaskoczeniem, bo zwykle płeć przeciwna zachowuje się inaczej. Ten zaś jest wręcz wymarzonym "egzemplarzem", który byłby idealnym materiałem na męża. Tylko czy po rozwodzie Tabitha ma znów ochotę wiązać się z kimś? Ale kiedy Colter zaczął w niej wzbudzać emocje i pożądanie... no cóż, wiele się wtedy zmieniło w planie rejsu. Devlin leczy rany, Tabitha próbuje go uwieść, prowadzą długie rozmowy, jadają wspólnie posiłki, grają w karty... Co zrobi bohaterka kiedy dowie się co naprawdę robił Colter w zaułku St. Regis?

Książka jest idealnym romansem na lato - Karaiby, rejs, zwiedzanie małych i urokliwych wysepek a do tego rozkwitający romans. Żeby nie było nudno, autorka podarowała nam też "czarne charaktery", które zadbają o podniesienie adrenaliny i zasieją ziarno niepewności co do losów bohaterów. Bo tam gdzie leje się krew i ktoś wymachuje bronią (a nie jest to literatura sensacyjna) może być ciekawie.

"Przygoda na Karaibach" to lekka i niezobowiązująca powiastka a właściwie połączenie romansu z elementami kryminału. Choć tego drugiego jest tu zdecydowanie mniej i można poczuć odrobinę rozczarowania. Jednak w moim odczuciu książka idealnie spełniła swoje zadanie, czyli zapełniła mi jeden dzień historią, która nie wymaga myślenia, zapamiętywania szczegółów, powiązań rodzinnych czy też odkrywania tajemnic. Może i postacie są zbyt mało zarysowane, może wątek "ciemnych sprawek" nie został wystarczająco rozwinięty, ale to nie bestseller na najwyższym poziomie, to nie powieść wysokich lotów, lecz dobra historia na odprężające chwile na działce, na leżaku czy w czasie podróży komunikacją miejską. Bo czasem nawet przewidywalna lektura może doskonale zrelaksować. Niczego więcej od niej nie oczekiwałam.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki

czwartek, 11 sierpnia 2016

Literatura dziecięca w błękicie - Witek, Fabisińska (jako tłumaczenie), Stanecka

Zapraszam dziś do zapoznania się z moimi opiniami o trzech książeczkach, które są ogromnie przydatne podczas nauki czytania dla dzieci w wieku 5-7 lat.






Autor: Rafał Witek
Tytuł: Maja na tropie jaja
Ilustrator: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2012
Liczba stron: 48
Seria: Czytam sobie poziom 2 - Składam zdania


To już kolejne spotkanie z serią "Czytam sobie" i książeczką z poziomu drugiego, który charakteryzuje się tym, że dana opowieść zawiera 800-900 słów, zdania są dłuższe i mogą występować dialogi. To idealna pomoc naukowa w rozwijaniu umiejętności czytania u dzieci w wieku 5-7 lat.

Tym razem obie z córą postanowiłyśmy wraz z kilkuletnią Mają przeżyć wakacyjną przygodę... A wszystko za sprawą papugi, która wdarła się na ganek domu dziewczynki. A nie była to zwykła papuga, lecz złota! Gadatliwe ptaszysko obwieściło, że jest spragnione i głodne a kiedy już zaspokoiło swoje potrzeby opowiedziało o pewnej straszliwej nocy, kiedy to uciekło jej.... jajo. Teraz Maja i papuga muszą spakować plecak i wyruszyć na wyprawę poszukiwawczą. Przeżyją wiele przygód, bowiem jajo wciąż się przemieszcza a finał.... no cóż - zdradzę tylko, że jest podwójnie zaskakujący :)

To świetna książeczka! Moja kilkulatka uwielbia do niej wracać a niektóre fragmenty zna na pamięć (i jak tu się uczyć czytać :). Jak zawsze duża czcionka, kolorowe ilustracje przyciągają młodego czytelnika, ale w tym przypadku główną zaletą jest sama historia - zabawna i emocjonująca. Humor zawarty w tej opowieści powodował wielokrotny śmiech córy, ale pojawiło się też zamartwianie o losy jaja... Czy uda się je dogonić?

Jest śmiesznie, pouczająco, wzruszająco i zaskakująco - to chyba przepis na doskonałą książeczkę, prawda? Polecam!



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki


# # # # #


Tytuł oryginalny: Je commence a lire avec... Martine. Apprend a nager
Tłumaczenie: Liliana Fabisińska
Na podstawie książek Gilberta Delahaye'a i Marcela Marliera
Tytuł: Na kursie pływania
Wydawnictwo: Papilon
Data wydania: 2015
Liczba stron: 37
Seria: Zaczynam czytać z Martynką



O tej serii nie miałam okazji jeszcze pisać, ale uznałam to wręcz za konieczność :) Dlaczego? Już wyjaśniam... Czcionka jest tu znacznie większa niż choćby w serii "Czytam sobie", zatem kolejne strony są przewracane przez dziecko szybko, opowieść nie nudzi a objętość lektury nie przeraża. Tematy przedstawione w książeczkach z Martynką są ciekawe a sama postać bohaterki jest znana młodym czytelnikom. Która dziewczynka nie zna i nie lubi Martynki oraz jej przygód? Jeśli jest taka, to koniecznie powinna poznać kilkuletnią bohaterkę, która poprowadzi w ciekawy świat swojej rodziny i przyjaciół. Moja córa uwielbia Martynkę i czytanie o niej. Mamy co prawda dopiero trzy tytuły z tej serii, ale zamierzam zakupić inne - naprawdę warto!

To może jeszcze słów kilka o samej fabule. Martynka od dawna marzyła, by nauczyć się pływać. Teraz została przez rodziców zapisana na basen i rozpoczyna kurs. Instruktor cierpliwie wyjaśnia kolejne kroki, od zimnego prysznica poprzez ułożenie ramion, dłoni i stóp aż do problemów z zalewaniem nosa, uszy czy oczu... Mijają jednak kolejne lekcje i mimo trudności Martynka radzi sobie coraz lepiej. A i pochwały od instruktora działają motywująco. Jak zakończy się przygoda z pływaniem? Czy mała bohaterka ukończy kurs?

Książeczka pokazuje, że ciężką pracą, systematycznością oraz cierpliwością można wiele osiągnąć. Krótka, ale pouczająca lektura, którą ogromnie polecam!



wyzwania: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki


# # # # # 



Autor: Zofia Stanecka
Tytuł: Historia pewnego statku
Ilustrator: Joanna Rusinek
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2014
Liczba stron: 48
Seria: Czytam sobie poziom 2 - Składam zdania



Tym razem książeczka z serii "Czytam sobie" odwołuje się do prawdziwych zdarzeń - rejsu i zatonięcia Titanica. Autorka przybliża małemu czytelnikowi historię wielkiego transatlantyku, który skonstruowano w Irlandii w 1911 roku. Ewa Hart wraz z rodzicami jest pasażerką tego ogromnego statku, który ma ich zawieźć do Ameryki, gdzie czeka ich lepsza przyszłość. Podczas rejsu dziewczynka rysuje scenę powitania w kraju za oceanem a także opowiada o tym, co znajduje się na kolejnych pokładach, czym zajmują się kolejne osoby. Jednak Ewa nie wie, że spotkanie z pewną górą lodową całkowicie odmieni losy pasażerów...

Dorośli doskonale znają historię Titanica, jednak dziecko wsłuchujące się w opowieść nie zna jej zakończenia. Moja córa była zaskoczona końcówką i zadawała mnóstwo pytań. Jednak z jej punktu widzenia książeczka jest zbyt nudna dla 5,5 -letniego odbiorcy. Za dużo w niej faktów, dat, trudnych nazw i niezrozumiałych pojęć. Nawet imiona bohaterów - poza Ewą - są niezbyt przyjazne dla szybkiego przyswojenia dla dziecka.

Myślę, że dziecko na przykład siedmioletnie lepiej odbierze tę opowieść. Albo chociaż takie które interesuje się statkami... może to bardziej lektura dla chłopca... Jedno jest pewne patrząc na kolejne spotkania mojej córy z książeczkami tej serii - są one nierówne i każdy musi znaleźć odpowiednie historie dla swojego dziecka.



wyzwania: Cztery pory roku, Gra w kolory II, 52 książki

wtorek, 9 sierpnia 2016

50 faktów o mnie....

Już dobre kilka miesięcy temu na blogu Moniki, znanej w blogosferze jako monweg pojawiła się zabawa "50 faktów o mnie...", która najpierw sprawiła, że nie wiedziałam co mogłabym o sobie napisać (by nie ujawniać czegoś, czego nie chcę), ale jednak coś Wam opowiedzieć... Później zaczęłam się nad tym zastanawiać aż wreszcie przygotowałam sobie 3 małe kwadratowe karteczki, na których zapisywałam pomysły. I tak powstało ich... nie wiem ile, po czym któregoś dnia postanowiłam je usystematyzować przepisując do bloggera... Oto co powstało:


  1. Jestem upartym, lubiącym działać i pełnym polotu zodiakalnym Baranem.
  2. Od 12 lat choruję na RZS, co z kolei spowodowało, że posiadam 2 grupę niepełnosprawności
  3. Mam młodszego brata i aktualnie w związku z tym bratową i dwie bratanice :)
  4. Jako przedszkolak marzyłam, by zostać sprzątaczką.... potem mi się zmieniło na ekspedientkę i nauczycielkę
  5.  Jako trzylatek byłam w przedszkolu tylko pierwszego dnia, drugiego już wiedziałam o co chodzi i nie pozwoliłam tacie się tam zostawić... jako ówczesny nauczyciel musiał zdążyć na 8 do pracy i zabrał mnie do domu... do przedszkola wróciłam dopiero mając 5 lat :D
  6. W czasach szkoły podstawowej rywalizowałam z kuzynem w długości włosów i kolekcjonowaniu puszek
  7. W tamtych czasach pałałam uwielbieniem do Kelly Family; miałam nawet zeszyty formatu A4 do których wklejałam artykuły, oczywiście płyty CD też miałam...
  8. W podstawówce pełniłam rolę skarbnika, przede wszystkim z racji tego, że z okien domu widziałam szkołę, ale i tak ciekawie wyglądała moja "obstawa" kiedy chłopcy szli ze mną do domu, kiedy miałam większą sumę :)
  9. Jestem ciepłolubna
  10. Sypiam w piżamie (nie lubię wszelkich koszul czy koszulek) a w zimie zasypiam w skarpetkach
  11. Niezbędna porcja snu dla mnie to 7 godzin
  12. Nigdy nie mieszkałam w akademiku
  13. Nienawidzę kawy i 1 kwietnia!
  14. Nie lubię surówki z marchewki
  15. Kokosowych rzeczy też nie lubię - wyjątek stanowi Raffaello
  16. Najlepsze śniadanie dla mnie - na słodko, najlepiej się czuję gdy mam kanapki z dżemem, miodem czy nutellą (choć najczęściej jest to dżem, smaki często zmieniam)
  17. Nie znoszę salcesonu, ale już wątróbkę czy żołądki zjem chętnie
  18. Nienawidzę kiedy ktoś grzebie w moich rzeczach; dotyczy to wszystkich bez wyjątku
  19. Nie mam w domu dywanów ani zasłon
  20. Oprócz czytania bardzo lubię gry, zwłaszcza w kulki wszelakie lub inne z planszami, gdzie elementy trzeba unieszkodliwiać (od jakiegoś czasu na topie jest gra na tablet "Frozen")
  21. Uwielbiam herbatki owocowe, najchętniej ekspresowe; unikam czarnych aromatyzowanych! 
  22. Uwielbiam pomidory, ale nie zjem pomidora bez soli! I musi być bez skórki.
  23. Kolekcjonuję kubki (oprócz książek i zakładek), choć ostatnio nieco mniej, bo mi kuchni zaczęło brakować... - na zdjęciu tylko te najbardziej reprezentatywne
  24. Nie oglądam ekranizacji książek (na palcach jednej ręki chyba mogę policzyć te które obejrzałam), bo nie lubię burzyć mojej wizji, która wytworzyła się podczas czytania
  25. Kocham barszcz czerwony, najlepiej z uszkami, mogę go jeść codziennie
  26. Podobnie mam z grzybami; oczywiście muszą być z pewnego źródła, ale zjem w każdej postaci (duszone, smażone, jako farsz, marynowane)
  27. Wiele lat temu miałam ochotę dać córce na imię Jagoda, trwało to bardzo długo, aż urodziła się ... Patrycja :)
  28. Nie posiadam prawa jazdy
  29. Słabo znoszę pobieranie krwi, często muszą mnie kłuć na leżąco zapobiegawczo, bym nie zemdlała... miało przejść przy ciąży... nie przeszło :D
  30. Jestem bardzo naelektryzowaną osobą; kiedy wieczorem zdejmuję bluzkę przez głowę to lecą iskry
  31. Boję się panicznie pająków i innego robactwa
  32. Z uwagi na chorobę czuję się dyskryminowana biorąc do ręki butelkę z napojem czy buteleczkę z kosmetykiem, które są po pierwsze tak zakręcone, że mam problem odkręcić (proszę obcych ludzi o pomoc) lub używać.... - kosmetyku w twardym opakowaniu nie jestem w stanie wycisnąć
  33. Nie lubię wody mineralnej, nawet po operacji czy cesarce piłam tylko tyle, by przeżyć
  34. Nie lubię się spóźniać, wolę poczekać niż żeby to ktoś czekał na mnie
  35. Nigdy nie miałam tipsów, żeli czy innych cudów na paznokciach, nawet na własny ślub!
  36. Nie lubię składać życzeń i pocieszać... Tak, ja wygadana istota wtedy zupełnie nie wiem co powiedzieć...
  37. Mam lęk wysokości
  38. Dużych ilości wody boję się bardzo, dlatego nie potrafię pływać
  39. Mogę nosić tylko złoto, inna biżuteria mnie uczula
  40. Moją wielką pasją jest korekta tekstów; moje oczy same wyłapują błędy wszędzie gdzie tylko jest skrawek tekstu, nawet w podpisach w tv
  41. Na swojej studniówce jeździłam na rolkach! Serio, moja klasa robiła program artystyczny :)
  42. Uwielbiam mieć kaca czytelniczego, kiedy książka mnie zauroczyła i długo nie chce wyjść z głowy
  43. Kąpię się we wrzątku, kabina i łazienka muszą zaparować a ja mam miejscami czerwoną skórę, inaczej nie czerpię przyjemności z kąpieli, wiem że to dziwne...
  44. Spełniłam swoje największe marzenia jeśli chodzi o odwiedzenie pewnych miejsc na świecie - byłam na szczycie Eiffli, widziałam Wersal i Luwr, dotykałam piramid w Egipcie, widziałam Sfinksa i jechałam na wielbłądzie
  45. Z uwagi na kierunek studiów na pierwszym roku czytałam masę klasyki polskiej i zagranicznej (miałam zajęcia ze znanym Janem Tomkowskim), w kolejnych latach obowiązkowo oglądałam reklamy, czytałam Newsweeka, potrafiłam stworzyć graficznie szpalty gazety czy nagrać na ulicy wypowiedzi ludzi i zmontować z nich program radiowy
  46. Najlepiej mi się śpi pod pościelą z kory i na frottowym prześcieradle
  47. Nie lubię ogrodów na balkonach i zabudowywania ich, niby w ramach powiększenia mieszkania, wolę kiedy tam wieje i leje, bo to jednak skrawek świata zewnętrznego
  48. Najchętniej zaczynam czytanie nowej książki wieczorem; obowiązkowo jest to minimum 30 stron; czuję się wtedy wciągnięta i następnego dnia łatwiej mi się po nią sięga
  49. Nie prasuję, jedynie ubrania które obowiązkowo tego wymagają
  50. Ile mam książek? nie pytajcie, bo nie wiem... dużo :)
  51. Gdy byłam mała ogromnie przejmowałam się losem bohaterów książek, najbardziej odczułam bajkę o Lessie, podczas czytania mama zmieniła zakończenie a jak oglądałam film to przy końcu tata specjalnie wyłączył korki w domu, że niby prądu nie ma, żebym nie płakała... Jaki był mój szok kiedy kilka lat później sama poznałam zakończenie...
  52. Przeżywam aktualnie drugie dzieciństwo, czytając książeczki córce
  53. Uwielbiam czasem chwilę wyciszenia z całkowitą ciszą i ciemnością, ewentualnie świeczką
  54. Zawsze używam kilku różnych zapachów perfum jednocześnie. W sensie nie jednego dnia, ale w zależności od nastroju wybieram 1 z około 7 posiadanych zapachów - nie ma dla mnie znaczenia marka, choć te na zdjęciu są głównie prezentami
  55. Nie lubię tworzyć rankingów TOP3 czy TOP5, bo mam wrażenie, że krzywdzę pozostałe "naj", dlatego robię zwykle więcej pozycji 
  56. Jestem gadułą, co widać po tym że przekroczyłam już 50 i mogłabym dalej "nawijać" :)

Mamy coś wspólnego? Czym się różnimy?
A co Ty mógłabyś/mógłbyś napisać o sobie? :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Myśli moje swobodne"



Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2015
Liczba stron: 136












Takimi właśnie słowami przywitała Agnieszka Lingas-Łoniewska czytelników specjalnej książki i jakże nietypowej... Ale o tym za chwilę...
A dlaczego jest tam mowa o świętach?  "Myśli moje swobodne" zostały bowiem wydane w listopadzie 2015 roku, zresztą swój egzemplarz otrzymałam od autorki właśnie na okoliczność świąteczną jako niespodziankę do recenzowanego wtedy innego tytułu.



Agnieszka Lingas-Łoniewska była dla mnie początkowo autorką obyczajówek ("Zakład o miłość", trylogia lawendowa), jednak obdarza tak wielką dawką emocji w swoich późniejszych książkach z gatunku New Adult ("Piętno Midasa", "Jesteś moja dzikusko", "Skazani na ból"), że sięgnęłam również po jej wcześniejszą serię - "Zakręty losu". I widoczne gołym okiem jest to, że autorka lepiej odnajduje się w mocniejszych klimatach.

Tomik "Myśli moje swobodne" to niespodzianka dla fanów jej twórczości. W pierwszej części znajdziemy wiersze i to nie takie pisane "pod publikę", lecz czuć w nich osobiste przeżycia pisarki na różne okoliczności.
Później dostajemy dziesięć opowiadań, jakże zróżnicowanych... Bohaterami i narratorami są zarówno ludzi jak i zwierzęta. Każda z tych krótkich form zaskakuje, każda niesie coś nowego, przekazuje inne treści, niesie inne wartości, wywołuje inne reakcje... Autorka pisze o pasjach, podejmowaniu ryzyka i trudnych decyzji, braku zaufania, miłości i wiążących się z nią trudności; jest też temat choroby, chemioterapii, nadwagi... Poruszony też został problem rodzin, w których niepodzielną władzę trzyma mężczyzna - czy jest to nieodwołalne? Jak zaspokoić demona siedzącego w nas? Do czego można się posunąć, by udowodnić bliskim swoją wartość choć czasem można zapłacić wysoką cenę? Są też dwa teksty dotyczące życia zwierząt, ich przywiązania do człowieka, świat i ludzie widziani oczami futrzaków... Największym zaskoczeniem było dla mnie kryminalne opowiadanie (nagrodzone zresztą w jednym z konkursów) "Czyste piękno" i to nie tylko z uwagi na osobę mordercy, ale zakończenie.
Na koniec kilka czytelniczek przytoczyło swoje najulubieńsze cytaty z różnych książek autorki.

Książka nie jest tradycyjnym produktem Lingas-Łoniewskiej, jest inna i trzeba lubić taki formy. Choć nawet jeśli ktoś nie pała sympatią do poezji to pozostaje mu dziesięć różnorodnych historii w formie opowiadań a wielokrotnie przecież mamy czas na coś krótkiego, albo wręcz ochotę na odpoczynek dla mózgu po długiej i pasjonującej powieści. Sami musicie zdecydować czy ta książka jest dla Was... Mnie się podobało, zwłaszcza zanurzanie się w kolejnych opowiadaniach.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Łów słów, 52 książki


Za książkę dziękuję Autorce

piątek, 5 sierpnia 2016

Richard Paul Evans "Dotknąć nieba"




Tytuł oryginalny: The Walk
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: 2012
Liczba stron: 272
Seria: Dzienniki pisane w drodze tom 1







Czasami trudne życiowe doświadczenia zbliżają ludzi. Jej matka odeszła, jego - zmarła. On miał dziewięć lat kiedy poznał swoją przyszłą żonę. Dla Alana McKale była całym światem. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, zbudowali domek na drzewie, w którym rozmawiali, grali, opowiadali sobie o wszystkim: lękach, marzeniach, tajemnicach, uczuciach. Przeszli przez trudny okres dojrzewania jako przyjaciele, zazdrość o innych się potęgowała aż zrozumieli, że są stworzeni dla siebie.
To on zajmował się zarabianiem na posiadane luksusy: dom, samochody, wyjazdy... Jego agencja reklamowa przynosiła zyski, choć czasami kampanie były kontrowersyjne.

Podczas podpisywania najważniejszego w jego życiu kontraktu, Alan dostał wiadomość, że jego ukochana żona miała wypadek, spadła z konia i nie wiadomo jakie będą jego skutki... Czy będzie sparaliżowana? Czy przeżyje? Jak bardzo jej hobby stanie się jej przekleństwem? Dla Alana cały świat przestaje istnieć, jest tylko McKale i towarzyszenie jej przy szpitalnym łóżku.

Czytając "Dotknąć nieba" zazdrościłam bohaterom tej miłości, bo tak wielka, prawdziwa a wręcz niesamowita nie zdarza się często. To uczucie aż parowało z książki jak mgiełka, która unosiła się nade mną...  W każdym słowie autora było czuć, że tych dwoje to wyjątkowy duet. Dlatego całą sobą czułam dojmującą stratę Alana, rozumiałam jego ból, żal i wszystkie trzy etapy reakcji na tragedię: zaprzeczenie, złość oraz negocjacje z Bogiem... Mężczyzna stracił firmę, dom, samochody. Miał długi, niezapłacone rachunki a "na głowie" wierzycieli. Zresztą nic wtedy nie miało dla Alana znaczenia... tylko jego strata i ból. Niczego nie potrzebował, nic nie robiło na nim wrażenia. Był obojętny na otoczenie i miał myśli samobójcze...Tylko ta obietnica...

Alan nie miał przyjaciół, do których mógłby się zwrócić, gdyż najlepszą przyjaciółką była dla niego żona i przez lata trwania ich małżeństwa nigdy nie odczuwali potrzeby posiadania innych przyjaciół - mieli siebie. Czy to był błąd? Czy w całej Kalifornii znajdzie się choć jedna osoba, która wyciągnie pomocną dłoń? Jak ze stratą ukochanej żony poradził sobie jego ojciec? Czy pomoże synowi i udzieli złotej rady?

W tym trudnym życiowym momencie Alan podjął decyzję, że wyruszy w podróż. Postanowił, że pieszo dotrze do Key West, na Florydzie. Był to cel na tyle daleki, by motywował go do marszu i kolejnych dni przynoszących zmęczenie, lecz zarazem na tyle bliski, by nie osłabiał jego - w tej chwili - silnej woli.
Spakował plecak i opuścił swoje życie mając jedynie dziewięć kilogramów na plecach. Jako towarzyszy zabrał ze sobą gorycz, smutek, rozpacz i tęsknotę. Nie potrafił poradzić sobie z myślą, że musi żyć bez niej, bez ukochanej żony. Musiały mu wystarczyć jedynie jej "odwiedziny" podczas snu.

Myślałam, że podróż Alana będzie nudna. Że nie dam rady przebrnąć przez jego zapiski i to co przeżył, ale doznałam miłego zaskoczenia. Powieść jedynie na początku każdego rozdziału zawiera zdanie lub dwa z jego dziennika a później jest to po prostu pierwszoosobowa narracja (ogromnie interesująca i intrygująca zresztą). W bardzo ciekawy sposób autor opisał wędrówkę Alana, który spotkał po drodze wielu ludzi. Wysłuchał ich historii życia, niektórym opowiedział swoją. Sam potwierdził, że wzbogacili jego dni, czasem pomogli fizycznie lub psychicznie, często okazywali dobre serce dla zupełnie obcego człowieka. Dzięki tym spotkaniom i rozmowom Alan wiele zrozumiał i przemyślał. Pojął, że jest panem swojego losu, że to od niego zależy czy dalsze życie będzie dobre i piękne czy też nie.

W czasie swojej wędrówki bohater przekonał się, że nie wszystko złe jest złe, że czasami tak tylko wydaje się "na pierwszy rzut oka", że z nieciekawej sytuacji można wyciągnąć ogromne korzyści dla siebie. Nie zawsze upadek jest oznaką całkowitego końca. Czy bohater dotrze do celu podróży? Co go spotka po drodze? Czy spotka tylko i wyłącznie dobrych ludzi? Na dwa ostatnie pytania znajdziecie odpowiedź w niniejszej lekturze, jednak odpowiedzi na pierwsze sama nie znam, bowiem dalsze losy Alana autor opisał w książce "Na rozstaju dróg" i zamierzam po nią sięgnąć, by się tego dowiedzieć.

"Dotknąć nieba" to przejmująca opowieść o ogromnej miłości i stracie. O tym jak ból można przezwyciężyć zajmując ciało i umysł wysiłkiem. Że mimo wszystko trzeba żyć stawiając jakiś cel. Historię Alan i McKale opisałam w inny niż dotychczas sposób, ale nie potrafię napisać typowej recenzji, kiedy odczuwam tak wiele emocji, które przelewają się przeze mnie nawet po zakończeniu czytania tej książki. Po prostu bardzo mi się podobało.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

środa, 3 sierpnia 2016

Bogactwo na wszystkich frontach - stosikowo

W lipcu moje postanowienie o niekupowaniu pojechało na urlop! :) Ale po tak długim okresie posuchy troszkę sobie pozwoliłam.

Oto wynik napływu książek do mojej biblioteczki





Stosik nr 1

Od dołu:
  1. "Ugly love" - prezent imieninowy od Ani
  2. "Stinger. Żądło namiętności" - jw. - Ania uznała, że muszę je przeczytać :) Dziękuję :)
  3. "Zakręty losu. Nowe pokolenie" - do recenzji od Autorki i Novae Res - recenzja pewnie dopiero na ok. miesiąc przed premierą, ale jeśli nie czytaliście wcześniejszych tomów, to akurat macie czas to nadrobić - świetna sensacja :)
  4. "Wszystkie kolory nieba" - do recenzji od Znaku - recenzja
  5. "Powietrze, którym oddycha" - do recenzji od Filii

Nie mogę nie pokazać Wam przesyłki od Znaku w szczegółach, bowiem w pudełku zastałam nie tylko książkę... były też m.in. ciasteczka z wróżbą... na fotce poniżej widać pierwsze, które otworzyłam...





Stosik nr 2 - w całości zakupiony w promocji Znaku - każda z książek nabyta za mniej niż 10zł :) Nie rozpisuję na tytuły, bo je widać :)



Stosik nr 3

 Od dołu:
  1. "Po północy" - skusiłam się na 1 tom serii z D. Palmer, nie oparłam się pokusie cenowej
  2. "Bliźniaczka" - od autorki - to lektura do przeczytania we wrześniu
  3. "Jeszcze żyję..." - również od autorki i też na wrzesień
  4. "A między nami wspomnienia" - do recenzji od Filii
  5. "Zabawy z bronią" - do recenzji od HarperCollins


Stosik nr 4 - właśnie tych tytułów brakowało Pati do całości kolekcji "Zaczynam czytać z Martynką" - po odebraniu paczki, rozpakowała już na przystanku i zaczęła czytać :D



Stosik nr 5 - wynik promocji w Biedronce, książki po 7,99zł - kupiłam sobie jedną


A córa zdobyła aż 4 - teraz do całości serii, brakuje nam już tylko żółtej książeczki... ale nie było...



A jakie książki wzbogaciły Wasze biblioteczki? Czy lipiec był bogaty? Którymi propozycjami Was skusiłam? Na co czekacie?






wtorek, 2 sierpnia 2016

Podsumowanie mojego czytelnictwa - lipiec 2016


Wakacji ciąg dalszy, czyli u ejotka biednie z czytaniem... Bowiem rzadko kiedy w ciągu dnia znajduję pół godzinki na lekturę.

Ale w sierpniu ma być nieco lepiej z czasem (podobno) a tym bardziej we wrześniu, który niestety coraz bliżej.... "niestety" bo znów będzie zimno oraz wilgotno i stawy będą mi o tym boleśnie przypominać... Ale nie myślmy o tym, bo za oknem skwary po 30 stopni...



Liczba przeczytanych książek8   +1 łamigłówki
Liczba przeczytanych stron:   2 644
Co w przeliczeniu na dni daje 85 stron dziennie.

W ramach wyzwań:
Cztery pory roku - 1
Czytelnicze marzenia Ejotka - 0
Gra w kolory II - 1
Grunt to okładka - 6
Mini czelendż - 0
Na tropie Agathy - 0
Pod hasłem  - 1
52 książki  - 9 (7+łamigłówki)
Dla dzieci  - 2
Ebooki - 0


Przeczytałam w tym miesiącu:  

"Zanim umrę" Jenny Downham - opowieść o 16-letniej Tessie, która umiera na białaczkę. Zostało jej niewiele czasu i tworzy listę rzeczy, które chciałaby jeszcze zrobić... Książka trudna i smutna, ale nie poruszyła mnie tak, jak tego oczekiwałam

"Łamigłówki. Szukaj różnic" - kolejny tytuł z łamigłówkowej serii, znalezienie 7 różnic wcale nie jest łatwe, nawet dla dorosłych!

"Bigos z Mamutka" Małgorzata Strękowska-Zaremba - to seria "Czytam sobie", poziom 2, ale nie podobała się mojej 5,5latce...

"Sanatorium pod Zegarem" Liliana Fabisińska - doskonała intryga kryminalna, tajemnice, mądraliński pies, niecierpiące się współlokatorki w sanatoryjnym pokoju, humor i niespodzianki - niezwykła lektura!

"Zakręty losu. Braterstwo krwi" Agnieszka Lingas-Łoniewska - drugi tom serii, w którym nie brak wrażeń, emocji i wydarzeń, podobnie jak miało to miejsce w tomie 1. Bo jeśli myślicie, że mafia dała spokój Borowskim to się mylicie!

"Niepokorne. Judyta" Agnieszka Wojdowicz - zwieńczenie trylogii o trzech zbuntowanych i żyjących po swojemu młodych kobietach. Nie byłam zaskoczona finałem, który przygotowała dla Klary czy Elizy autorka, ale zaskoczyły mnie wybory Judyty... Nie brak stresujących momentów...

"Wszystkie kolory nieba" Krystyna Mirek - drugie spotkanie z bohaterami "Większego kawałka nieba". Tym razem autorka rozszerzyła scenę z głównymi bohaterami o postacie Janka i Amelii. Jak toczy się życie w krakowskiej restauracji? Co czują i myślą bohaterowie?

"Zakręty losu. Historia Lukasa" Agnieszka Lingas-Łoniewska - zupełnie inaczej napisana z dotychczasowych tomów serii, tym razem poznajemy wydarzenia z ubiegłych lat z perspektywy Łukasza. Ten tom to jego spowiedź...

 "Zakręty losu. Nowe pokolenie" Agnieszka Lingas-Łoniewska - recenzja ukaże się prawdopodobnie we wrześniu, zalecenia odgórne



Opublikowałam recenzję, której nie zdążyłam napisać w czerwcu:

"Nie czas na miłość" Agnieszka Walczak-Chojecka



piekłam też ciasto z borówkami :)
Co jeszcze wydarzyło się w lipcu?

Ogłosiłam akcję Dublowanie - szczegóły TUTAJ - zapraszam do udziału - akcja trwa rok i będzie nagroda!

Wymyśliłam również Projekt Wielotomówka - po szczegóły odsyłam TUTAJ

Zaprosiłam też do głosowania w 2 ankietach - w lewym pasku bloga - zapraszam do oddawania głosów! :)


Filmy:

"Salt" (2010) - 5,5/6

"Księga ocalenia" (2010) - 2,5/6

"Wysłannik przyszłości" (2007) - 4,5/6


Jak Wam minął lipiec? Czytelniczo, filmowo, wypoczynkowo?
Dla mnie zdecydowanymi hitami lipca są: w kategorii obyczajówka - "Sanatorium pod Zegarem" a w sensacji - seria "Zakręty losu". Zapewne we wrześniu będę mogła podzielić się z Wami wrażeniami z tomu 4 :)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Podsumowanie lipca i hasło na sierpień 2016 - Pod hasłem




Podsumowania brak
Hasła brak

NIESPODZIANKA!!! :)

W sierpniu obowiązuje hasło z lipca :)

Miłego czytania i przyjemnych chwil odpoczynku! :)

P.S. Zagłosujcie w dwóch ankietach, które pojawiły się po lewej stronie - ułatwią mi funkcjonowanie w blogosferze :) Dzięki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...