środa, 29 czerwca 2016

Danielle Steel "Powrót do domu"




Tytuł oryginalny: Going home
Tłumaczenie: Ludmiła Melchior-Yahil
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2011
Liczba stron: 256









Danielle Steel napisała kilkadziesiąt powieści, które w wielu krajach robią wrażenie na czytelniczkach. Miałam okazję poznać również prywatne życie pisarki za sprawą książki "Światło moich oczu". Jej powieści są lekkimi opowieściami o miłości, przyjaźni, utraconych nadziejach i marzeniach o lepszym jutrze. "Powrót do domu" zwrócił moją uwagę jakiś czas temu, gdyż obiecywano, że to płaczliwa i piękna historia, dlatego chętnie pożyczyłam ją od Magdalenardo. Jak mi się podobało?

Gillian Forrester jest stylistką, dekoratorką i scenografką bardzo chwaloną w środowisku. Ma dwadzieścia osiem lat, pięcioletnią córkę i za sobą rozwód. Dlatego podejmuje decyzję o wynajęciu mieszkania w Nowym Jorku i wyjeździe do San Francisco. Ośmiomiesięczny pobyt w tym mieście daje bohaterce i jej córce szczęście. Kobieta ma pracę, sporo czasu spędza z Samanthą a pewnego dnia - w dość nietypowy i zupełnie bajkowy sposób - w jej życiu pojawia się również miłość. Jednak los nie przewidział dla niej spokoju i stabilizacji, bowiem jest to trudna i wymagająca miłość.

Zupełnie nie mogłam zrozumieć dlaczego Gill godzi się na takie traktowanie, dlaczego pozwala swojemu facetowi tak sobą poniewierać, dlaczego zgadza się na to, by u niego mieszkała młoda dziewczyna, dlaczego on znika kiedy ma na to ochotę a potem pojawia się zadowolony z siebie i twierdzi, że ją kocha. Nie pozwala jej na podejmowanie decyzji, chce by wszystko było tak, jak on chce. Sielankowy "wspólny" wypoczynek w Bolinas burzy scena zdrady... Jednak i wtedy następuje - ponownie zaskakująca dla mnie - scena wybaczenia. A kiedy po pewnym czasie okazuje się, że Gill jest w ciąży dostaje właściwie nakaz powrotu do Nowego Jorku. I ona potulna owieczka się na to zgadza. Niszczy szczęśliwe życie swoje i córeczki, które udało im się stworzyć na Zachodnim Wybrzeżu, pakuje walizki i wraca do Nowego Jorku, z którego nie tak dawno uciekała pełna złych wspomnień. Musi pokonać demony przeszłości, znaleźć pracę i zacząć żyć po nowemu. Kiedyś czuła się tu źle, była jak szara myszka, jednak teraz zamierza podbić to miasto. Czy jej się uda?

Jeśli mierzyć jakość książki poziomem irytacji czytelnika to jest ona genialna. Bohaterowie bowiem ogromnie działali mi na nerwy! Niezależnie od okoliczności nieodpowiedzialny i niechętny ograniczeniom Chris wciąż nakazujący swoją wolę kobiecie, którą rzekomo kochał. A już sytuacja kiedy wymusił na ciężarnej Gill, by umyła mu plecy a potem jeszcze klatkę piersiową a na dodatek by przyniosła mu szklankę mleka! Znienawidziłam tego gościa! Niech sobie służącą zatrudni...

To teraz krytyka Gillian. Tyle się mówi o fakcie, by będąc w ciąży nie pić alkoholu... jednak bohaterka zupełnie nie zwraca na to uwagi (choć to pewnie zarzut do autorki) - do pokoju hotelowego zamawia szampana, podczas lunchów czy kolacji pije wino, dosłownie przy każdej możliwej okazji pije coś z procentami. Do tego jest totalnie nieodpowiedzialna jako matka. Jej bystra pięciolatka zwraca uwagę na to, że mieszkają w hotelu a nie u siebie (wprawdzie czekają na wyprowadzkę najemców, ale nie musiały wybierać tak drogiego hotelu), kiedy mama ma nową sukienkę i że zamawiają pizzę do hotelu czy idą jeść do drogiego lokalu. A przecież Gill jest w ciąży, ma córkę i jest bez pracy! Wcześniej też nie zarabiała kokosów, by miała teraz mega oszczędności... Do tego zamiast poświęcić czas dziecku, zostawia je wciąż z opiekunką i często wychodzi na imprezy, randki... Spotyka się z różnymi mężczyznami, pojawia na okładkach prasy a córeczka zostaje odstawiona na boczny tor... A sama doskonale wiem jak wiele chwil z mamą potrzebuje takie dziecko...

Jak widać powieść wywołała we mnie całą gamę emocji. Nie twierdzę, że mi się nie podobała, oczywiście byłam bardzo ciekawa jak zakończy się historia Gillian (przyznaję, że nie spodziewałam się tego, co autorka dla niej zaplanowała), ale bohaterowie nadzwyczajnie podnosili mi poziom adrenaliny. Jednakże to, że czułam tak wielką irytację w stosunku do bohaterów, że w trakcie poszczególnych zdarzeń działali na mnie jak płachta na byka, skończyło się tym, że kiedy nadeszły prawdziwe chwile normalnie budzące we mnie wzruszenie, żal i współczucie, to tym razem odczułam jedynie smutek i ... nic więcej. Miałam przy niej płakać, jednak nie uroniłam ani jednej łzy...

Autorka poruszyła w książce dużo ważnych tematów: rozwód, samotne macierzyństwo, nieplanowana ciąża, choroba, śmierć, trudna miłość, problem ze znalezieniem pracy i wiele innych, ale nie będę wymieniać, by nie psuć Wam potencjalnej lektury (tajemniczo wspomniałam o tym również w poprzednim akapicie). Myślę, że jest to ważna książka, w pewien sposób wartościowa i pokazująca jak nie należy traktować bliskich osób, jak nie postępować w ciąży, jak walczyć o swoje i nie poddawać się. Ale ostrzegam przed wykreowanymi głównymi bohaterami, ta dwójka to świetny zamiennik kawy - idealnie podnosi ciśnienie.

Co jeszcze jest warte wspomnienia - godna pozazdroszczenia przyjaźń Gill i Peg. Na przyjaciółkę zawsze i wszędzie można liczyć, w każdej sytuacji wesprze a kiedy jest naprawdę ciężko, przemierzy cały kontynent, by przytulić i wysłuchać. Albo pomilczeć. I jeszcze jedno - czasami tragedia jednej osoby staje się początkiem szczęścia innej i trzeba sobie z tym poradzić...





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Cztery pory roku, Grunt to okładka, Gra w kolory II, 52 książki

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Jenny Han, Siobhan Vivian "Ból za ból"




Tytuł oryginalny: Burn for Burn
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 15 czerwca 2016
Liczba stron: 352
Seria: Ból za ból tom 1







Nie spotkałam się jeszcze z tak bardzo rozbudowanym wątkiem zemsty w literaturze. Owszem czytałam wiele książek, w których jest to główny temat, ale nigdy nie dotyczył on tak młodych i zdeterminowanych osób. Jenny Han i Siobhan Vivian stworzyły świetny duet a ich debiutancki pierwszy tom trylogii jest ogromnie wciągający.

Wyspa Jar jest z pozoru normalną wyspą, na której życie mieszkańców przeplata się z życiem napływających tu każdego lata turystów. Jednak wraz z nastaniem września miejsce to pustoszeje, pozostawiając codzienne losy młodych ludzi, którzy rozpoczynają nowy rok szkolny. Poznajemy kilkoro nastolatków - dziewcząt i chłopców - których łączą więzi przyjaźni: Rennie, Lillia, Ashlin, Alex, Reeve, PJ... Drużyna cheerleaderek kontra drużyna futbolu amerykańskiego. Zaś poza tym kim są... ? Określiłabym ich krótko - zadufani w sobie, bogaci młodzi ludzie z przydomowymi basenami, saunami i własnymi samochodami. Myślą wciąż o imprezach, alkoholu, narkotykach, seksie oraz stawianiu siebie i swoich potrzeb na pierwszym miejscu.

Jednak tak naprawdę to tylko jedna spośród wyżej wymienionych osób - Lillia - staje się członkinią tajnego "paktu trzech". Wraz z Kat i Mary spotykają się nocami i spiskują przeciw trójce jej przyjaciół. Każda z nich ma swoje ogromnie ważne powody, każda została w pewien sposób skrzywdzona, pośrednio lub bezpośrednio. Każda czuje się na tyle odrzucona i poniżona, by stanąć do walki. Ma to być walka zorganizowana w ciszy, w tajemnicy. Nikt nie może się dowiedzieć, że to one są autorkami kolejnych aktów skierowanych przeciw tym, którzy "zaszli im za skórę". Do czego posuną się dziewczyny? Początkowo będą to dość delikatne akty zemsty, jednak z czasem się rozkręcą, nabiorą wprawy, może zacznie ich to bardziej bawić... Ale ich działania będą przeprowadzane z coraz większym rozmachem, na większą skalę... Czy do końca legalnie i bezpiecznie?

To właśnie te trzy dziewczyny: Lilia, Kat i Mary stały się narratorkami kolejnych rozdziałów, co sprawia, że czytelnik może poznać je bliżej, ich myśli, emocje, uczucia a przede wszystkim wydarzenia z przeszłości, które skłoniły ich do podjęcia się aktów zemsty. Trzy jakże inne bohaterki, jakże z różnych środowisk się wywodzące, jakże różne problemy ich dotknęły... Ale wszystkie poczuły się dotknięte tak bardzo, że nie cofną się przed niczym.... No właśnie - czy na pewno pójdą na całość? Czy wezmą pod uwagę ryzyko jakie podejmują? Czy zdają sobie sprawę jakie mogą być skutki ich działań? Czy wszystko przewidziały? Już teraz mogę Wam odpowiedzieć - nie!

Jakie pomysły miały dziewczyny? Kogo wzięły na cel? Czy ich zemsta była skuteczna? A za co tak naprawdę chciały krzywdy innych? Nie zdradzę, zachęcę Was za to do przeczytania "Ból za ból". To idealna lektura dla tych, którzy lubią gatunek New Adult, problemy ludzi młodych a w tym przypadku jeszcze bogatych i nie zawsze grzecznych czy ułożonych, którzy czasem dają się lubić, by już za chwilę wzbudzić w nas całą gamę zupełnie odmiennych odczuć. Czasami im współczujemy, by w kolejnym rozdziale - kiedy poznamy co zrobili - znienawidzić.

Autorki znakomicie oddały atmosferę amerykańskich szkół średnich - jakie panują relacje między uczniami, nauczycielami, przyjaźnie i antypatie. Nie bały się poruszyć ważnych dla młodych ludzi tematów: próba samobójcza, znęcanie się nad słabszymi, wyśmiewanie z nadwagi, granie na uczuciach, poniżanie i manipulowanie. Niejeden z tych problemów pojawia się też w wielu polskich szkołach....

Powieść jest napisana z pomysłem, ale i lekkością. Duet autorski stworzył książkę, która nie przeraża ciężarem i mocą głównego wątku jakim jest zemsta. Doskonale oddały klimat małej miejscowości, w którym umiejscowiły świetnie scharakteryzowanych bohaterów. Smaku dodają zagadki i tajemnice z przeszłości oraz niewyjaśnione zdarzenia z dni bieżących, które wyjaśniać się będą wraz z upływem liczby stron po prawej stronie. Początkowo akcja snuje się powoli, wprowadza czytelnika w odpowiedni nastrój, przedstawia bohaterów, jednak kiedy już nabierze tempa możecie być pewni, że trudno będzie się oderwać od lektury... Przecież każdy jest ciekawy pomysłów na zemstę a muszę przyznać, że są dość oryginalne, co sprawia że nie brakuje w lekturze elementów grozy, napięcia i ... otwartego zakończenia, które oczywiście nastąpiło w najciekawszym momencie...

"Ból za ból" to książka traktująca o tym, jak cierpienie i poniżenie może wywołać w człowieku chęć zemsty, wszelkimi dostępnymi środkami i sposobami. Nie zważając na skutki... To powieść o tym, że ból, rozgoryczenie, zdrada czy odrzucenie mogą połączyć losy z pozoru różnych osób. Może dzielić je przepaść społeczna, kulturowa, mogą mieć inaczej ułożone życie, być biedne czy bogate, piękne lub... mniej piękne, ale kiedy dzieje im się krzywda stają murem i pragną zemsty. Jeśli chcecie przeczytać bardzo wciągającą, intrygującą i kryjącą wiele tajemnic książkę to serdecznie polecam "Ból za ból" a sama już wyczekuję na drugi tom, gdzie jak mniemam, dowiem się co z Reeve'em oraz jak potoczą się losy tych, którzy się mścili i tych, przeciw których akty zemsty były skierowane.



"Ból za ból"
"Ogień za ogień"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Monice z


niedziela, 26 czerwca 2016

Thomas Pavitte "1000 x Połącz kropki. Arcydzieła"




Autor: Thomas Pavitte
Ilustracje: arkusze z kropkami
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron:48









Autor pomysłu z łączeniem kropek dla dorosłych i to w wersji bogatej, bo naszym wyzwaniem jest tysiąc punktów jest nowozelandzkim artystą grafikiem. Mogłabym śmiało nazwać go cudotwórcą, bo nie jest łatwym zadaniem połączyć stworzone przez niego kropki, by powstały obrazy a co dopiero je stworzyć. Jednak przyznaję, że pomysł jest wart wielu godzin pracy, by potem każdy z nas mógł poświęcić swoje cenne minuty i zostać mistrzem. Tak, mistrzem. Przynajmniej ja tak się czuję podczas tworzenia "1000xPołącz kropki. Arcydzieła". Jakie są moje wrażenia po spotkaniu z innym tytułem tej serii "Pejzaże miast" możecie przeczytać TUTAJ

Wiecie co jest najważniejsze zanim przystąpimy do łączenia? Żeby się nie bać tego tysiąca punktów, bo każda setka jest oznaczona innym kolorem co naprawdę ogromnie ułatwia pracę. A kiedy już zaczniemy łączyć, kiedy cienkopis zacznie pozostawiać swój ślad na dość grubych kartach... przepadłam! :) Bowiem obraz, który zaczyna się wyłaniać daje satysfakcję, frajdę i radość jak u dziecka, które dostało lizaka. Perforowane karty pozwalają na łatwe wyrwanie obrazu z książki, można go pokolorować, oprawić... Jeśli ktoś czuje się dobrze w dziedzinach artystycznych może stworzyć niesamowite dzieło. Ja pozostałam jedynie przy łączeniu... Jestem kompletnie pozbawiona zdolności plastycznych.

A co znajdziemy w środku tej pozycji? Przede wszystkim portrety i autoportrety takich twórców jak Leonardo da Vinci, Frida Kahlo, Pablo Picasso, William Blake, ale również słynne "Słoneczniki" Vincenta van Gogh'a.

Na które dzieła zdecydowałam się w pierwszej kolejności? Na życzenie mojej córy zaczęłam od czterech piesków, które przedstawiam Wam na kolejnych etapach tworzenia - zdjęcia robiłam co 200 kropek.







"Przyjaciel w potrzebie" C.M. Coolidge; 1093

Później skusiły mnie:


"Słoneczniki" Vincent van Gogh; 1888-1889

"Dziewczyna z perłą" Johannes Vermeer; ok. 1665-1667

"Portret Battisty Sforzy" Piero Della Francesca; ok. 1465-1472

I wciąż mi się nie znudziło... :)  A wręcz przeciwnie, podczas meczu polskiej reprezentacji na Euro2016 można się świetnie odstresować...

Serdecznie polecam Wam tę rozrywkę, która jest doskonałą odskocznią, zajmuje nasz czas, ale pozwala umysłowi na odpoczynek, nie wymaga bowiem tak wielkiego skupienia jak podczas czytania (i zapamiętywania szczegółów)

Kogo przekonałam do bycia Picassem? :)




Za możliwość kreatywnej rozrywki
dziękuję Pani Iwonie z


piątek, 24 czerwca 2016

Kończy się drugi kwartał Mini czelendż - podsumowanie półrocza

W najbliższy czwartek kończy się czerwiec. A to oznacza, że miniemy półmetek w wyzwaniu, które wymyśliłam pod koniec ubiegłego roku.


Pamiętacie o czytaniu i zgłaszaniu linków? Jak Wasze osiągnięcia? Zmieniło się coś od czasu mojego posta podsumowującego pierwszy kwartał?

Mój aktualny wynik to 3/5, czyli jestem za połową :) Powinno się udać...

W zakładce wyzwania TUTAJ znajduje się lista naszych książek wraz z linkami i każdy może tam zajrzeć, jednak chciałabym wspomnieć i zarazem wyróżnić:
Gosia B. zakończyła już czytanie książek ze swojego stosu i tym samym na pewno weźmie udział w losowaniu nagrody. Dodatkowo podała swój stos numer 2. Wprawdzie tego nie planowałam, ale uznałam że skoro wyzwanie mocno kogoś motywuje to czemu mam nie pomóc w tej kwestii :)
Marta Pyznar również ukończyła swój stos! Jest drugim pewniakiem w losowaniu :)
Są też osoby, którym do ukończenia brakuje po jednej książce: Czarne Espresso i Magia słowa

Z przykrością stwierdzam, że bardzo dużo osób nie podesłało mi żadnego linka.... Kochani - jeszcze zostało pół roku - dacie radę!


A wszystkim, którzy oficjalnie rozpoczynają dziś wakacje (zazdroszczę, że mają taki czas) życzę dużo odpoczynku! :)

czwartek, 23 czerwca 2016

Holly Webb "Animal Magic. Czarująca Sonia"




Tytuł oryginału: Animal Magic: Dogmagic
Tłumaczenie: Dorota Gruszka
Wydawnictwo: Znak emotikon
Data wydania: 2013
Liczba stron: 160
Seria: Lotka tom 2
Wiek dziecka: 5-11 lat



Twórczość angielskiej autorki Holly Webb jest znana szerokiemu gronu dzieciaków oraz dorosłych i nie słyszałam jeszcze żadnej złej opinii na jej temat. Książeczki są niezwykle ciekawe, bajkowe i niosące wiele mądrości życiowych. Miałam już okazję poznać - oczywiście wraz z córą - dwa tytuły z serii o Lotce: "Teodor rusza z pomocą" oraz "Dzielny Fryderyk". Jakie przygody będzie miała tym razem nasza nastoletnia bohaterka?

Lotka od sześciu tygodni mieszka u wujka Jacka, który prowadzi sklep zoologiczny. Na szczęście sklep okazał się wyjątkowy! Nie był zwyczajnym miejscem gdzie sprzedawano zwierzęta - TE zwierzęta mówiły ludzkim głosem i dziewczynka je rozumiała. Dlatego pobyt w Netherbridge okazał się nie taki straszny, jak wydawał się jej na początku... Ale wtedy liczyła, że mama wróci z Francji a ona po wakacjach będzie chodziła do swojej szkoły... Jednak mama dostała pracę na stałe a Lotka właśnie przygotowuje się, by rozpocząć rok szkolny w nowym miejscu. Ma mnóstwo wątpliwości a pierwsze z nich dotyczą stroju... Na szczęście tuż obok jest jej ukochana jamniczka Sonia, z którą dwa tygodnie wcześniej odkryły, że łączy je magiczna więź.

W szkole niestety czekają Lotkę kłopoty ze strony Sary, która polubiła znęcanie się nad nową uczennicą. Jednak gnębicielka nie wie, że Lotka uczy się czarów od narzeczonej wujka - Adriany. Czy będzie potrafiła rozgraniczyć dobre czary od tych złych, tak żeby nie wyrządzić nikomu krzywdy?

Autorka pokazała nie tylko świat magiczny, który spotykamy tylko w bajkach, bo w życiu niestety nie rozmawiamy ze zwierzętami ani nie czarujemy, ale również przedstawiła prozę szkolnego życia. Jakże często słyszymy bowiem o tym, że niektórzy uczniowie czują się lepsi niż inni. Czasem jest to powodem ogromnych problemów a nawet samobójstw. Jak radzić sobie z silniejszymi i znęcającymi się nad nami ludźmi?

Książeczka, podobnie jak inne z tej serii,  pełna jest przygód Lotki, jej magicznych przyjaciół, stawia na podejmowanie dobrych decyzji, uczy ale i bawi (tak, jest też humor). Czcionka jest nieco większych rozmiarów niż standardowo a rozdziały krótkie co sprawia, że kilkulatek może sam czytać sobie opowieść po jednym rozdziale, zaś nastolatek bez problemu już całość. Jedyne czego mi tu brakuje to ilustracje - nie ma ani jednej... :(
A jak potoczą się losy Lotki? Pozostaje sięgać po kolejne tomy z tej serii.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Pod hasłem, 52 książki

środa, 22 czerwca 2016

Thomas Pavitte "1000 x Połącz kropki. Pejzaże miast"




Autor: Thomas Pavitte
Ilustracje: arkusze z kropkami
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 50










Nie wiem jak inni i czy mogę uogólniać, ale ja będąc dzieckiem uwielbiałam wszelkiego rodzaju łamigłówki - wykreślanki, krzyżówki, rebusy i łączenie kropek. Podobnie ma teraz moja 5,5-letnia córka. Jednak łączenie kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu kropek to rozrywka zupełnie nie dla dorosłych, prawda? Zbyt łatwe... Ale wydawnictwa wychodzą naprzeciw pragnieniom pełnoletnich odbiorców, wręcz dojrzałych i wymyślają różne odstresowacze na przykład kolorowanki.

Jednak artysta grafik z Nowej Zelandii - Thomas Pavitte - zajął się tworzeniem bardzo oryginalnej rozrywki - jego projekty to arcydzieła (największe liczyło ponad sześć tysięcy kropek), które możemy teraz tworzyć my, zwykli ludzie. Wystarczy, że połączymy kropki! Dokładniej to tysiąc kropek, które w dzisiejszej recenzji będą się układały w pejzaże miast: Londyn, Paryż, Kair, Sydney czy Barcelona. To najnowszy z trzech tytułów tej kropkowej serii (były też zwierzęta i arcydzieła) proponowany przez wydawnictwo Insignis.

Jeśli mieliście ciężki dzień w pracy, problemy domowe, kłopoty ze zdrowiem, potrzebę wyciszenia, zajęcie czasu czymś innym niż prasowanie, gotowanie, odkurzanie czy nawet marzycie o wyleczeniu kaca czytelniczego to serdecznie polecam ten rodzaj rozrywki. Łączenie kropek wycisza, uspokaja, relaksuje. Niepotrzebne do tego zdolności plastyczne (ja ich nie mam), pewna ręka czy dusza artysty. Nawet ktoś taki jak ja, z chorymi stawami może stworzyć niezwykłe dzieła... To nic, że czasem kreska wyjdzie nie do końca tak równa jak w zamierzeniu... Nic nie szkodzi, bo przecież nikt nie będzie wpatrywał się w obrazek z lupą... Nawet zaleca się oglądanie gotowych dzieł z pewnej odległości, bo właśnie wtedy widać ich głębię, cienie i piękno.

By ułatwić nam łączenie, kropki (wraz z cyframi) zostały podzielone na segmenty kolorystyczne - każda setka to inna barwa - nie potrafię sobie wyobrazić, jak ciężka i mozolna byłaby to praca, gdyby całość była jednolita. Nie miałabym wtedy ani cierpliwości ani przyjemności... Ważnym technicznym elementem jest to, że konieczne jest łączenie we właściwej kolejności, gdyż często linie przechodzą przez wcześniej napotkane cyfry, które stają się niewidoczne.

No dobrze, tyle słów napisałam a przydałoby się przedstawić jakieś wyniki mojej nowej "przyjaźni" :) Które spośród dwudziestu miast postanowiłam poznać od strony architektonicznych detali?  Ciekawa jestem czy zgadniecie...
Dwa pierwsze zestawy zdjęć to poszczególne etapy mojego łączenia - uwieczniałam obraz co dwieście kropek.






Moskwa










Londyn



I efekty finalne:


Sydney

Paryż

To niesamowite jak z niczego nagle wyłania się tak szczegółowy i dopracowany obraz zabytków znanych wszystkim miast. Do tego strony dużego formatu (25x35cm) z perforacją, co pozwala na łatwe wyrwanie i oprawienie dzieła! Myślę, że nikt z odwiedzających nas osób nie zgadnie, że to wynik łączenia kropek.
Ja bawiłam się świetnie a jeszcze nie wszystko połączyłam. Zatem pozostaje mi polecić Wam ten rodzaj rozrywki, który będzie doskonały nie tylko na deszczowe, ale i wakacyjne czy zwyczajne, ale stresujące dni.





Za możliwość kreatywnej rozrywki
dziękuję Pani Iwonie z


wtorek, 21 czerwca 2016

Cecelia Ahern "Miłość i kłamstwa"




Tytuł oryginalny: The Marble Collector
Tłumaczenie: Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: maj 2016
Liczba stron: 416









Każdy człowiek ma jakieś hobby, jakąś pasję, której poświęca czas (a jak nie ma to koniecznie powinien się o to postarać, dla zdrowia psychicznego!)... Jedni czytają książki, inni zagłębiają się w genealogię rodziny, jeszcze inni nabijają kilometry biegając, jeżdżąc czy pływając... Można coś zbierać lub podróżować. Możliwości jest ogrom i każdy z nas w tej jednej szczególnej dziedzinie czuje się spełniony, hobby daje nam radość i "minutkę" zapomnienia o realnym życiu i jego problemach. Zdarzają się jednak sytuacje - jak dla mnie dziwne i niezrozumiałe - kiedy najbliższe nam osoby ukrywają przed nami swoje pasje... Kryją się z marzeniami, pragnieniami, prowadzą podwójne życie... Wstydzą się?

Przedstawiam Wam Fergusa Boggsa, człowieka przed sześćdziesiątką, który z powodu skutków przebytego udaru (niedowład prawej strony) przebywa w domu opieki. Mężczyzna stracił częściowo pamięć - doskonale przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, ale zupełnie nie potrafi określić co działo się w ostatnich dwóch latach przed udarem. Nie pamięta też swojej największej pasji, choć zaczęła się gdy miał pięć lat. Dlaczego? Czyżby z jakiegoś powodu wyparł ją z podświadomości? A może to ciemny pokój i ojciec Murphy, czyli niejako przyczyna tego hobby, są jednak zbyt negatywnym wspomnieniem...

Sabrina jest córką Fergusa. Ma męża i troje dzieci, pracuje jako ratowniczka na basenie. W dniu zaćmienia Słońca ma dzień wolny - od pracy i od rodziny, bo Aiden zabrał chłopców na wycieczkę. I co powinna zrobić kobieta, która otrzymała od losu tak rzadki prezent? Fryzjer, kosmetyczka, długa kąpiel i nieograniczony sen? Otóż nie, bowiem Sabrina zostaje wezwana do szpitala ojca, gdzie zostały dostarczone pudła z jego rzeczami. Mieszkanie Fergusa zostało sprzedane, rodzice rozwiedli się gdy miała piętnaście lat, więc teraz kobieta musi zająć się dobytkiem ojca.

Bohaterka nie zdaje sobie sprawy, że gdy otworzy pudło to tak jakby otworzyła Puszkę Pandory.... Nie wie, że zwyczajna z pozoru czynność może odmienić jej życie całkowicie. A już na pewno ogromnie je zagmatwać... W części pudeł Sabrina odkrywa bowiem marmurki - w puszkach, woreczkach, pudełeczkach... Gliniane, plastikowe, porcelanowe, stalowe lub szklane... W pierwszym momencie nie wie nawet z czego są zrobione, bo tak duża jest kolekcja... Jednak jej wzrok przykuwa skoroszyt ze spisem i wyceną zbiorów a co najważniejsze - w pudłach brakuje dwóch najcenniejszych zestawów. Kobieta czuje się w obowiązku odkrycia prawdy - co stało się z zaginionymi kulkami? Czy ktoś je ukradł? Dlaczego pudła przez długi czas przechowywał prawnik ojca? Dlaczego matka kłamała w sprawie relacji ojca z jego braćmi? A przede wszystkim dlaczego tata przez całe życie okłamywał żonę i córkę? Dlaczego nie powiedział im o swojej pasji jaką jest gra w kulki? Dlaczego nie wyjawił prawdy o tym, że uwielbia grać i zbierać te maleńkie i piękne marmurki?

Ta książka to milion pytań i próba znalezienia odpowiedzi na nie. Przed Sabriną trudne zadanie, wiele tajemnic do odkrycia a jej początkowy cel jakim jest odnalezienie kulek zmienia się w poszukiwanie prawdy o ojcu a nawet o sobie. Bo przecież Fergusowi nie było łatwo, pasja a raczej jej ukrywanie, zmusiła go do prowadzenia podwójnego życia i szczęście jakie kiedyś dawały mu kulki, zamieniło się w ucieczkę od problemów. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść, tylko wtedy jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy i nie czuł na siłach, by nagle, po latach, wyznać to co skrywał przed światem - swoje drugie ja. To właśnie wtedy najukochańsze hobby stało się dla Fergusa pułapką. Do czego był zdolny, by nikt nie odkrył jego wielkiej miłości?

Autorka przeplata w powieści teraźniejszość z przeszłością. Poznajemy dzień z życia Sabriny i kolejne etapy jej poszukiwań naprzemiennie z opowieściami z dzieciństwa i młodości Fergusa. Dzięki temu bieżące wydarzenia rozumiemy lepiej i możemy oceniać decyzje podejmowane przez bohaterów. Ahern całą teraźniejszość fabuły zawarła w 24 godzinach. Jakże bogate w wydarzenia są te godziny, ile tajemnic wyszło na jaw, ile udało się odkryć, niektóre pytania zrodziły kolejne pytania, ileż osób znanych i nieznanych mogło wyjawić fakty z życia Fergusa, które czasem jak grom z jasnego nieba spadały na Sabrinę... Jak zakończy się batalia o zaginione kulki? Czego dowie się bohaterka i jak wykorzysta swoją wiedzę?

"Miłość i kłamstwa" to moje trzecie spotkanie z twórczością autorki - po genialnej "Love, Rosie" czytałam jeszcze "Kiedy cię poznałam", ale to była już tylko dobra lektura. Jak oceniam niniejszy tytuł? Niewątpliwie recenzowana dziś powieść jest bardziej zbliżona do drugiej z wymienionych książek, choć tutaj więcej się dzieje (odkrywanie spraw z przeszłości jest ciekawsze) a i temat marmurków jest bardzo oryginalny. Akcja jest równie niespieszna a wystarczyłoby nadać fabule chwilami żywszy bieg. Choć wiem, że celem było skupienie się na relacji ojca z córką, co wymaga zagłębienia się w uczucia, emocje i "zrzucanie skorupy". Czytając "Miłość i kłamstwa" miałam wrażenie, że po raz drugi autorka jest kimś innym niż podczas pisania "Love, Rosie". To zupełnie był inny styl...

Jednak książka o grze w kulki jest dla mnie w pewnie sposób szczególna - bowiem podczas śniadania blogerek z Cecelią Ahern, które miało miejsce w maju 2015 roku w Warszawie a w którym miałam okazję uczestniczyć - autorka zdradziła, że właśnie taka książka ukaże się niebawem :) Że będzie dotyczyła relacji między córką i ojcem oraz "marble", czyli kulek... Po prostu musiałam się przekonać jak ten pomysł został wykorzystany w powieści. Książki o takiej tematyce wcześniej nie znałam, to bardzo oryginalny temat!






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



czwartek, 16 czerwca 2016

Zmęczenie materiału, ale jest coś na pocieszenie dla Was

Wiem, że ostatnio mało mnie tutaj...
Czuję się z tym źle, ale córa się rozchorowała, ja również... W związku z tym od ubiegłego piątku wszystko idzie pod górkę...
Nie mam kiedy czytać a co za tym idzie nie ma recenzji...
Czuję się zmęczona, przemęczona nawet i już teraz wiem, że czerwiec będzie bardzo kiepski pod względem czytelniczym.
A do tego wiszące nad głową terminy recenzyjne... Z kilkoma książkami już mam spory poślizg... Bardzo za to przepraszam.

Jednak jeśli ktoś tu zaglądał - mimo że nic się nie dzieje - to zauważył po lewej w pasku bocznym nowy baner - zgodnie z obietnicą po przekroczeniu 200 polubień ogłosiłam konkurs na fanpage'u bloga. Oczywiście kreatywny :)
Konkurs obowiązuje TYLKO na FB! Zachęcam do udziału - do wygrania tym razem jedna książka a wybór spośród dwóch widocznych na banerze.
Żeby doszło do rozstrzygnięcia muszę otrzymać minimum 25 zgłoszeń.


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Tarryn Fisher "Mimo moich win"




Tytuł oryginalny: The Opportunist
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 320
Seria: Mimo moich win tom 1








Romanse to zwykle słodkie historie o perypetiach dwójki ludzi - każdy po przejściach, z trudną przeszłością, czasem po nieudanych związkach. Poznajemy ich, zaczynamy lubić, kibicujemy ich miłości, wspólnie spędzanym chwilom i tak aż do ślubu...
No cóż... nie zawsze tak jest a przynajmniej nie w tym przypadku, bowiem Tarryn Fisher postanowiła wkroczyć na rynek wydawniczy z bardzo oryginalnym pomysłem. Nie jest ani słodko, ani tradycyjnie. Wprawdzie jest wielka miłość, ale zanika pod warstwami kłamstw, niedomówień, oszustw i innych niegodziwości...Właściwie brakowało mi tylko walki wręcz z wyrywaniem włosów...


"Kiedyś"
Olivia jest zwyczajną dziewczyną, która mieszka w akademiku. Aż do czasu, gdy gwiazda drużyny koszykówki - Caleb Drake, w którym podkochują się wszystkie dziewczyny, zwraca uwagę właśnie na nią. Robi coś, na co niewielu byłoby stać. Czy ona to doceni? Już sama jego obecność ją odurza, ciało reaguje a Olivia... zakochuje się. Jednak strach przed odrzuceniem i możliwością bycia zranionym zwierzęciem zwycięża i dziewczyna wyrzuca go z serca... Ale czy na zawsze?? Czy jest w stanie całkiem o nim zapomnieć, nie czuć zazdrości, gdy on jest z inną? Wszak serce można komuś oddać tylko raz... Więc czy przestała go kochać? Nie działa już na nią jak narkotyk?

"Teraz"
Wszystko wyjaśnia się trzy lata później, gdy Olivia przypadkiem spotyka Caleba w sklepie muzycznym i okazuje się, że mężczyzna ma amnezję! Nie pamięta jej, nie wie kim dla niego była, co mu zrobiła, jak go zraniła, dlaczego i w jaki sposób wykorzystała. Teraz on jest niezapisaną kartą a ona... postanowi zrobić z tego użytek. Nie przejmie się tym, że Caleb ma dziewczynę - ruda Leah nigdy nie wzbudzała sympatii Olivii. I widocznie nadszedł czas, kiedy może niezależnie od obecności rywalki zawalczyć o swoje szczęście, które nadal tkwi w jej sercu i dotyczy Caleba.


Olivia jest osobą inteligentną, ale cyniczną, wyrachowaną i nie tylko wywierającą silny wpływ na innych, ale i doskonale manipulującą nimi. Uwielbia kłamać, kluczyć, szpiegować, wtrącać się w życie innych a sama jest zimna i nie potrafi wyrażać uczuć. Jej codzienność to kłamstwa i mataczenie, pewnie dlatego idealnie czuje się w zawodzie adwokata. Bohaterkę można polubić, ale tylko w momencie kiedy dokładnie przeanalizujemy jej przeszłość, pobudki jakimi się kierowała w ponownej walce o miłość swojego życia , bo na pierwszy rzut oka i patrząc pobieżnie na jej zachowanie... no cóż, mocno działała mi na nerwy. Jednakże autorka przewidziała taki odbiór tej bohaterki i przeprowadziła doskonałą analizę jej psychiki oraz działań, by czytelnik nie tylko ją krytykował i potępiał, ale i starał się zrozumieć.

Olivia i Caleb są od lat dla siebie stworzeni, jednak wciąż się ranią i krzywdzą. Nie potrafią całkowicie sobie zaufać i postawić miłości ponad wszystko. A teraz jeszcze w grę wchodzą uczucia Leah, bo kiedy dziewczyna zorientuje się co dzieje tuż przed jej nosem pomiędzy jej własnym facetem a jego byłą dziewczyną, przystąpi do ostrej walki. A jak to między kobietami bywa, nie cofną się przed niczym i szczerze mówiąc to niektóre ich zagrania mocno mnie zaskoczyły. Zresztą Caleb też ma niejedno "za uszami", nie jest bez winy a sumienie na wiele mu pozwoli. Czy nie czuł wyrzutów? Co wydarzy się po kolejnej ucieczce Olivii? Jak długo jeszcze Olivia i Caleb będą działać na siebie jak bumerangi i wciąż od siebie uciekać i a potem wracać?

Czy książka mi się podobała? Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Dlaczego? Jest to na pewno powieść oryginalna, nie jest żadnym z typowych przedstawicieli jakiegokolwiek gatunku. Jest totalnie inna od dotychczasowych książek z jakimi miałam przyjemność się zapoznać. Tarryn Fisher poszła na całość pisząc coś, co jest bardzo kontrowersyjne, co wywołuje tak dużą liczbę skrajnych i różnorodnych emocji. Są bowiem chwile, gdy bohaterów lubimy, ale są i takie, gdy czujemy nienawiść... Wielokrotnie czułam niechęć do tego jak postąpili bohaterowie... Na pewno nie jest to słodka powieść, obfitująca w czułe słówka, romantyczne chwile i dobrze postępujących bohaterów. To zupełnie nie ta bajka! W tym przypadku bowiem trudno jest odbierać bohaterów jednoznacznie, nikt z tej trójki nie jest całkiem dobry ani całkiem zły. Choć tych negatywnych zachowań jest więcej niż w innych książkach, co dodaje tej powieści pikanterii. Autorka nijak nie pomaga nam w odbiorze, bo wciąż snuje fabułę jednocześnie ukrywając przed czytelnikiem sporo faktów i zdarzeń z przeszłości, co uniemożliwia ocenę idealną. Dlatego aktualnie jest to dla mnie powieść na pograniczu dobra/bardzo dobra z perspektywami podniesienia oceny podczas poznawania kolejnych tomów.

Po zakończeniu pierwszego tomu tego cyklu stwierdzam, że "Mimo moich win" spowodowało, iż odczuwam niedosyt (nie wspominając już o totalnym zaskoczeniu końcową sceną). Powieść jest historią ukazaną z punktu widzenia Olivii, to ona jest główną bohaterką i zarazem narratorką. Jestem ogromnie ciekawa jak będą wyglądały te wydarzenia z punktu widzenia pozostałej dwójki, czyli Leah i Caleba. I jakie nowe informacje wniesie autorka do ich narracji... Które tajemnice się wyjaśnią? Co tak naprawdę myśli i czuje Caleb? Co było prawdziwym powodem jego rozstania z Olivią? Czy to co dziewczyna zobaczyła w jego biurze?

Podsumowując - "Mimo moich win" to intrygująca, zaskakująca i jakże inna opowieść o miłosnym trójkącie. Autorka przenosi czytelnika w czasie pomiędzy "kiedyś" i "teraz" co jeszcze bardziej podnosi napięcie i powoduje, że nie można się oderwać od lektury. Książce nie brak dziur fabularnych, ale to jak mniemam chwyt marketingowy, mający nas trzymać w niepewności aż do kolejnego tomu. Ja już nie mogę się doczekać! "Mimo twoich łez" już w październiku...









"Mimo moich win"
"Mimo Twoich łez"
"Mimo naszych kłamstw"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję

sobota, 11 czerwca 2016

"Dorysowanki. Rozwijaj wyobraźnię" praca zbiorowa




Autor/ilustrator: praca zbiorowa
Tłumaczenie: Iwona Jańczy
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2016
Liczba stron: 48
Wiek odbiorcy: 6/7+
Seria: Dorysowanki







"Dorysowanki. Rozwijaj wyobraźnię" to kolejna ciekawa i nietypowa propozycja dla kilkulatków. Oprócz standardowych kolorowanek czy książeczek z zadaniami rynek wydawniczy stara się, by urozmaicić najmłodszym czas wolny. Niniejsza książeczka została stworzona w dwóch wersjach kolorystycznych: różowa dla dziewczynek i zielona dla chłopców. Ja z racji posiadania "na stanie" małej księżniczki zaprezentuję jedynie wersję różową.

Co w niej znajdziemy? Obrazki do kolorowania, ilustracje które wymagają od dziecka dokończenia rysunku i dopiero jego pokolorowania (naszyjnik, pluszak czy sukienka) są też instrukcje jak narysować kota, lusterko czy torebkę (pokazane krok po kroku). Sporo miejsca zajmują pytania, na które należy wpisać odpowiedź w wykropkowanych polach a dotyczą zwyczajnego życia dziecka - poczynając od imienia, koloru włosów czy oczu, poprzez przyjaciółkę, miejsce zamieszkania (łącznie z kolorem drzwi :), członków rodziny a na ulubionych momentach życia czy urodzinach i wakacjach skończywszy. Nie zabrakło również ramek, w których dziecko ma szansę udowodnić całkowicie swoją kreatywność, bowiem ma narysować autoportret, swój dom, rodzinę czy instrument.



Ilustracje w prezentowanych Dorysowankach są przedstawione z humorem i z uwzględnieniem tego, czym zachwycają się małe dziewczynki. Całe mnóstwo różnorodnych zadań sprawia, że dziecko się nie nudzi i jest wciąż zaintrygowane tym, co spotka po przewróceniu strony.
Mam tylko jedną uwagę co do faktu, kto najlepiej będzie się bawił podczas pracy z książeczką - na pewno polecam ją dzieciom starszym niż moja 5,5-latka, bowiem sporo część zadań była dla niej zbyt trudna (najchętniej kolorowała i wpisywała odpowiedzi na pytania). A jak wiadomo kiedy takiemu dziecku coś nie wychodzi to tylko powoduje złość i frustrację. Dlatego uważam, że to raczej propozycja dla dzieci 7-letnich.







Za możliwość poznania nietypowych kolorowanek
dziękujemy Pani Ewie z


czwartek, 9 czerwca 2016

Grażyna Jeromin-Gałuszka "Bardzo długie przebudzenie"




Autor: Grażyna Jeromin-Gałuszka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2 czerwca 2016
Liczba stron: 424
Seria: Magnolia tom 3









Bardzo lubię czytać wielotomowe powieści, gdyż nie muszę wtedy zbyt szybko rozstawać się z bohaterami, tak jak dzieje się to w przypadku jednotomówek. Jednak sytuacja kiedy muszę oczekiwać na wydanie kolejnych części serii jest okrutnie stresująca i niestety czasami skutkuje tym, iż można zapomnieć niektóre wątki czy znaczące dla fabuły zależności między bohaterami. Dlatego poznanie cyklu o pensjonacie Magnolia ("Magnolia", "Długie lato w Magnolii" oraz niniejszy tom) było dla mnie niezwykle komfortowe, gdyż całą trylogię poznałam w ciągu kwartału. Co wydarzyło się w tej maleńkiej bieszczadzkiej miejscowości od czasu kiedy tam "byłam" ostatnio?


Bardzo niecodziennym miejscem akcji Grażyna Jeromin-Gałuszka rozpoczęła niniejszą powieść. Otóż zabrała czytelnika do szpitala psychiatrycznego! Jest to ekskluzywna klinika doktora Bargiela (choć jej drugie dno i ciemne sprawki nie świadczą o wysokim poziomie), który w znacznym oddaleniu od świata zewnętrznego stara się pomagać ludziom z różnorodnymi problemami. W ramach ćwiczeń terapeutycznych na parkowej ławce trójka pacjentów prowadzi ożywione dyskusje. Aurelia jest pisarką i przeżywa uśmiercenie bohatera serii swoich powieści. Rajmund to detektyw, który nie dokończył rozwiązywania sprawy śmierci w wannie młodej dziennikarki, gdyż w jego życiu pojawiła się Mela Kwiatkowska... Najmłodszą pacjentką szpitala jest nastoletnia Inez, która przybywa tutaj dopiero od dwóch tygodni, jednak to właśnie ona snuje główną nitkę opowieści tej książki.

To właśnie dzięki opowiadanej przez dziewczynę historii mamy szansę powrócenia do Magnolii i dowiadujemy się co wydarzyło się od chwili, gdy pożegnaliśmy się z nią w "Długim lecie w Magnolii". Co słychać u znanych nam już osób: Doris, Olgi, Marleny, Czesi, Zenka, Tuśki czy Józefiny? Nie zdradzę, bowiem tu każde zdanie może spowodować, że zepsuję Wam radość z odkrywania kolejnych tajemnic i wytrzeszczanie oczu na szokujące zdarzenia. Ale żeby czytelnik się nie nudził, autorka zaprosiła do powieści nowych bohaterów: Lucynę - matkę trzech córek, oskarżaną o to, że zabiła męża; weterynarza Andrzeja, który stał się obiektem westchnień Misi a co za tym idzie skierował na siebie gniew jej ojca i braci; jest też nietuzinkowa Bela Marko, która w wynajętej chacie o świcie odśpiewuje arie operowe budząc przy tym pół wsi.
Jednak na głównego bohatera tego tomu wysuwa się Daniel, który porzucił pracę w firmie ojca i przyjechał na przysłowiowy koniec świata, by poczekać na zaginioną narzeczoną Beatę. Dziewczyna zniknęła tuż przed zaręczynową kolacją, pojawiła się w Magnolii, zostawiła w pokoju walizkę, zabrała sweterek by wyjść na spacer i ... ślad po niej zaginął... Odnaleziono tylko jej telefon na moście nad Osławą. Jak rozwiąże się ta sprawa? Gdzie jest Beata? Czy Daniel doczeka się na ukochaną? Czy to dla niej pozostał tak długo w pensjonacie? Bo przecież minął miesiąc, dwa, pięć a nawet rok...

Powieść nawet bez nazwiska autorki na okładce potrafiłabym jej bezbłędnie przypisać. Dlaczego? Widać tu bowiem charakterystyczny humor: pacjenci szpitala piją colę z dwoma mrugnięciami, prawie stuletnia Hortensja korzysta z Fejsa czy hit tego tomu - równoczesny poród żony oraz krowy Pierwszego i związane z tym okoliczności. Jeszcze długo bawiła mnie ta sytuacja.

Kolejny element typowy dla magnoliowych powieści to początkowa nuda - podobnie jak w dwóch poprzednich częściach, tak i tutaj pierwsza połowa książki, gdzie niewiele się dzieje (przypominane są ponownie historie Luizy i Rudolfa, Lenki Sikorówny i jej zaginionej córeczki, życiorysy Olgi i Doris) jest zwyczajnie powodem do przysypiania... Niestety.
Dopiero później akcja nabiera tempa, tajemnice zaczynają się wyjaśniać, zagadki odkrywają przed nami, że nie każdy jest tym za kogo się podawał, że nie wszyscy są w szpitalu psychiatrycznym bo muszą, że niektórzy udawali kogoś innego - najczęściej dla dobra innych albo, by ukryć prawdziwe "ja" dla lepszego samopoczucia. Bohaterowie szukają odpowiedzi na wydarzenia z przeszłości, dowiadują się nie zawsze pozytywnych informacji, rozważają jak pokierować swoim życiem, by osiągnąć szczęście... I czasami to przypadek sprawia, że podejmujemy takie a nie inne decyzje. Czy zawsze słuszne?

Natomiast finał.... znów jest typowy dla Jeromin-Gałuszki w magnoliowym cyklu - śmiało przyznaję mu złoty medal! Szokujące rozwiązania, nietypowe wyjaśnienia wcześniejszych zdarzeń, odkrycie prawdziwych tożsamości niektórych bohaterów, całkowita zmiana myślenia o tym kto jest dobry a kto zły...

Ech...ta Magnolia.... miejsce, gdzie jest zdarzają się cuda... Gdzie mają miejsce nietypowe zbiegi okoliczności, których nikt nie potrafi wyjaśnić, ale wszyscy upatrują ich przyczyny właśnie w tym pensjonacie. To tutaj spotkamy się z nieszczęśliwym lokowaniem uczuć, odrzuceniem przez rodziców czy niesamowitymi relacjami między ludźmi i zwierzętami, bowiem to "pokićkane" - jak mówią o nim sami bohaterowie - miejsce może poszczycić się również miłością między psem i kotem! W Magnolii wszystko się może zdarzyć...

Na koniec chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, którą uwypukliła w powieści autorka - na marzenia i odczuwanie satysfakcji z tego, co robimy. Nie powinniśmy w życiu robić nic na siłę, pod przymusem, bo tak chcą inni, bo trzeba się podporządkować zdaniu otoczenia, rodziny, tradycjom rodziny. Każdy powinien pracować tam, gdzie poczuje się dobrze, spełniony i szczęśliwy. Lepiej bowiem zmienić swoje życie diametralnie i zrobić wszystko, by marzenia miały szansę się spełnić, niż trwać w beznadziei.

Mimo trudnego początku, zachęcam do sięgnięcia po kolejny tom o Magnolii, położonej w pięknym otoczeniu, z oryginalnymi bohaterami i licznymi tajemnicami, które niejednokrotnie wywołają na twarzy czytelnika zaskoczenie.





"Magnolia"
"Długie lato w Magnolii"
"Bardzo długie przebudzenie"


Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Agnieszce z


środa, 8 czerwca 2016

Elżbieta Pałasz "Kolorowanka. Maluję i opowiadam. Wesołe miasteczko"



Autor: Elżbieta Pałasz
Ilustrator: Grażyna Rigall
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2016
Seria: Kolorowanka. Maluję i opowiadam
Wiek odbiorcy: 5+













Wprawdzie Dzień Dziecka już za nami, ale ciekawe zajęcia dla naszych pociech są niezbędne przez cały rok. Okoliczności, w których dziecko się nudzi albo chciałoby zrobić coś nowego jest wiele. Przytaczać ich nie będę tylko po prostu przedstawię Wam 118 centymetrów frajdy! A coś o tym wiem, bo były dni litości nad mamą i otrzymałam zgodę na wspólne kolorowanie. Tak, bo ponad metr wspomnianej frajdy to po pierwsze tak długa kolorowanka jak moja pięciolatka (mierzyła się leżąc na podłodze) a po drugie kolejna propozycja z tej serii od Adamady o jakże radosnym i sympatycznym tytule "Wesołe miasteczko".



Na czym polega kolorowanie pisać nie trzeba, prawda? :) Tak wiele centymetrów to jednak spory kawałek papieru, na którym znalazło się sporo atrakcji wesołego miasteczka: karuzele, zjeżdżalnie, Sala Strachu, klowny czy diabelski młyn. Są też całe rodziny doskonale się bawiące od maleńkich dzieci, poprzez śmiałych kilkulatków, mniej odważnych rodziców aż do spokojnych dziadków uwieczniających te chwile aparatem.


Dzięki tak ogromnemu zróżnicowaniu dziecko w zależności od nastroju i ochoty może wybrać jaki detal, postać czy element lunaparku chce pokolorować. Pomyślicie, że przy tak wielkim formacie jest to dość trudne i można to robić jedynie na podłodze czy dużym stole... Nic bardziej mylnego! To najbardziej poręczna malowanka na świecie, bowiem można ją składać osiągając mniejsze formaty, zresztą oryginalnie jest zapakowana w tekturową kopertę, która z kolei świetnie sprawuje się w podróży samochodem jako stolik :)



Ponad metrowa kolorowanka pomaga dziecku ćwiczyć rączkę podczas ubarwiania rzeczywistości, wyzwala w nim kreatywność, cierpliwość, ale również rozwija umysł, bowiem na odwrocie znajdują się niespodzianki! Na początek opowiadanie o wesołym miasteczku, następnie sprawdzenie czy dziecko uważnie słuchało, czyli ćwiczenia - pytania dotyczące wysłuchanego opowiadania oraz polecenia, by odszukać elementy na ilustracji. Dzięki tym ćwiczeniom dziecko może potrenować pamięć, spostrzegawczość, ale i wyobraźnię.





Za możliwość frajdy z kolorowaniem
dziękujemy Pani Ewie z 

wtorek, 7 czerwca 2016

Mia Sheridan "Bez słów"



Tytuł oryginalny: Archer's Voice
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 383










Kolejna książka z gatunku New Adult, o której w ostatnim czasie było głośno, choć jej tytuł jest bardzo cichutki "Bez słów"... Choć fajnie brzmi również oryginalny - "Archer's voice", ponieważ bardziej oddaje treść powieści. Jest to utwór, który niesie za sobą ogromną dawkę emocji, czasami skrajnych, ale mocno uderzających w czytelnika. Może ktoś jeszcze zechce poznać moje wrażenia...

Bree Prescott podjęła szybką decyzję. Żadnemu z przyjaciół nie zdradziła ani słowa, tylko po prostu spakowała najważniejsze rzeczy do samochodu i opuściła Cincinnati w stanie Ohio. Uciekła do Karoliny Południowej, do maleńkiego Pelion, gdzie wynajęła mały domek na bliżej nieokreślony czas, zamierzając odnaleźć w nim spokój. Przez wiele stron odczuwałam silne emocje Bree, niechęć do gotowania, poranne halucynacje podczas zwykłego mycia, gdyż woda lejąca się z kranu przypomina jej deszcz... Co takiego się wydarzyło, że tak zwykłe czynności wywołują w niej panikę i stany lękowe? Dziewczyna wciąż przeżywa śmierć taty sprzed pół roku, jednak jakie okoliczności jej towarzyszyły, że tak bardzo ucierpiała na tym jej psychika?

Najgorszy jest jednak fakt, że Bree nigdy i nikomu nie opowiedziała wszystkiego, co dotyczy tamtej nocy. Nie wyrzuciła z siebie negatywnych emocji, nie pozbyła się bólu, nie zmierzyła ze strachem przez co nie może uwolnić się od cierpienia, które dotyka jej teraz każdego dnia. Czasami przecież trzeba komuś zaufać, komuś się wyżalić, dać się przytulić i wypłakać łzy udręczonej duszy. A przede wszystkim przestać obwiniać się, że nic nie zrobiła... Teraz ma szansę na oderwanie się od tamtych przeżyć, na osiągnięcie względnego spokoju w nowym otoczeniu, wśród nowych ludzi. Bree zamierza podjąć pracę i cieszyć się najmniejszymi rzeczami, jak choćby spacery z psem czy wypady nad jezioro. Czy odnajdzie się w nowej społeczności? Kogo obdarzy zaufaniem? Jak zostanie przyjęta przez przedstawicieli różnych pokoleń miasteczka?

Archer Hale nie wie ile tak naprawdę ma lat, bo jego szczęśliwe skończyło się dawno temu. Pod długimi włosami, obfitym zarostem i zachowaniem rannego zwierzęcia ukrywa prawdziwego siebie. Umięśnione ciało, dobre serce a przede wszystkim wrażliwą duszę. Jest mężczyzną  po przejściach, który żyje z dala od problemów innych zajmując się domem i otoczeniem wokół niego (to stąd jego piękne ciało bez konieczności chodzenia na siłownię). Kiedy miał siedem lat zawalił mu się dotychczasowy świat. Mimo, że nie był idealny, bo tata wciąż był pijany i bił mamę, która zaś była smutna, jedyną zaś pociechą były odwiedziny wujka Connora, to jednak znany małemu dziecku. A potem wszystko runęło... Wypadek sprawił, że Archer został pozbawiony normalności. Od lat mieszkańcy miasteczka postrzegają go jako głuchoniemego i omijają z daleka. Zresztą on też kiedy nie musi, nie opuszcza bezpiecznego schronienia jakim jest jego dom.

Przypadek sprawił, że ta dwójka poranionych ludzi się spotkała... Bree i Archer. Młodzi ludzie, ale za to z jakim bagażem doświadczeń, z jakim ciężarem w sercach, z jakim bólem, tęsknotą, pragnieniem normalności. Sami nie do końca to rozumieją, ale coś ciągnie ich do siebie, jakaś siła sprawia, że oboje zaczynają sobie ufać, metodą małych kroczków zbliżają się do siebie i starają pomóc zrozumieć tej drugiej osobie jej trudną przeszłość. Na myśl o tym drugim człowieku budzą się w nich nieznane dotąd emocje, czują ciepło w sercu, gonitwę myśli i dają sobie nadzieję na lepsze jutro, na szczęście, które przecież każdemu się należy, niezależnie od tego co przeżył. Liczy się jutro a nie wczoraj.

"Bez słów" to książka, o której powinno się pisać się recenzję bez słów... ale tak się nie da... To autorka pokazała jak wiele może się w życiu wydarzyć bez użycia słów, jak bardzo mogą na siebie oddziaływać ludzie nie mówiąc ani jednego wyrazu, jak mocno mogą do siebie lgnąć mimo, że ich usta pozostaną zamknięte... Ile można uczynić dobrego w całkowitej ciszy przerywanej jedynie oddechem, biciem serca i mruganiem powiek.

Ta powieść to kolejna przedstawicielka gatunku, która wywołuje gęsią skórkę, która sprawia że myśli galopują, że kolejne odsłaniane tajemnice wprawiają w konsternację i niedowierzanie, która każe nieustannie myśleć o tym, co przydarzyło się bohaterom i jak potoczą się ich losy. Oprócz ludzi dobrych, ciepłych i podnoszących na duchu, w powieści nie brakuje również "czarnych charakterów", których zachowanie wprawiło mnie w stan zadziwienia i zaczęłam się zastanawiać dlaczego niektórzy stawiają tylko na władzę, pieniądze i nie martwią się o innych, choćby o rodzinę...

Autorka pokazała cały wachlarz zachowań ludzi - zazdrość, nienawiść, miłość, przyjaźń a także uczucia i emocje, które towarzyszą nam w codziennym życiu. Jej powieść to diamencik, który w moim rankingu dołączy do innych przedstawicieli New Adult, które skradły moje serce. "Bez słów" to książka poruszająca do głębi, która wryje się w pamięć i będzie powracać jeszcze przez długi czas do świadomości - sytuacjami, bohaterami, uczuciami. Mia Sheridan doskonale opisała bohaterów, umiejscowiła ich w czasie i przestrzeni jakże dla nich idealnych, każdemu włożyła do "plecaka" potężny ciężar, który muszą nosić na swoich barkach czekając, aż ktoś uczynny go zdejmie, wysłucha, sprawi, że nie będzie ich już przygniatał do ziemi.

Jednak książka to nie tylko problemy i smutek. Nie brakuje tu chwil radosnych, przyjemnych ani humoru - na łopatki rozłożył mnie "bukiecik" z batoników! Koniecznie muszę też zwrócić Waszą uwagę na "momenty", czyli erotyczną część powieści, która jest wprost fenomenalna! Opisy są tak delikatne, eteryczne, wysublimowane wręcz, bije z tych scen taka czułość, radość i chęć sprawienia przyjemności drugiemu, że miałam ciarki na rękach (i chyba nie tylko) podczas czytania. To było niezwykłe przeżycie, bo dawno już nie spotkałam się z tak cudownie napisanymi scenami zbliżeń. Może to zasługa boskiego Archera...?



Podsumowując serdecznie polecam tym, którzy książki jeszcze nie czytali. Ja czuję się zszokowana, wzruszona (choć łez tym razem nie wylałam), uwiedziona i lekko poturbowana emocjonalnie. I zaskoczona, że wreszcie w powieści prym w relacjach może wieść kobieta :) Fascynująca i pełna wrażeń lektura, w której nie wszystko jest przewidywalne i nie każdy jest aniołem... a nawet początkowo przydzielone bohaterom role potrafią się diametralnie odwrócić.






Książka przeczytana w ramach majowych wyzwań: Pod hasłem, 52 książki

niedziela, 5 czerwca 2016

Podsumowanie trzeciego etapu Urodzinowego konkursu





















To już ostatni raz kiedy ten piękny (tak, wiem nie jestem zbyt skromna :) ale wyjątkowo ogromnie podoba mi się ten wytwór graficzny, bo nie jestem dobra w "te klocki") baner pojawia się na moim blogu...
A to oznacza, że 4 urodziny bloga za nami. Że idzie 5 roczek i że Wielki urodzinowy konkurs dobiegł końca.

Przyszła pora na ocenę Waszych muzycznych propozycji, które tak jak przypuszczałam, musiałam podzielić na grupy.
Zanim jednak do nich przejdę - parę słów - cieszę się, że po pierwszych etapach połowa z Was nie zrezygnowała z dalszej walki! Choć kilka osób wykruszyło się w trakcie trwania konkursu. Zdarzyło się również tak, że niektórzy się zgłosili, ale nie wzięli udziału w żadnym etapie. Są też takie przypadki, gdy ktoś przegapił 1 etap, ale później walczył albo przesłał pracę, lecz się nie zgłosił...
Wszystkim Wam dziękuję i ogromnie gratuluję! Zwłaszcza kreatywności!

Żaden z etapów nie był łatwy, bo nie wiedzieliście co może mi się spodobać. A nawet osoby odwiedzające mojego bloga regularnie (nawet te bliższe) już zupełnie nie znały mnie pod kątem muzycznym :) Było to chyba najtrudniejsze zadanie!  Dziękuję Wam za linki, które znacznie przyspieszyły mi proces odsłuchiwania :)



Miłosne / emocjonalne (tęsknota za kimś/czymś/rozdarcie)

Czarne Espresso - https://www.youtube.com/watch?v=YDsMpOM4uAU
- 2,5 pkt   

Kosiek Kinga - https://www.youtube.com/watch?v=ZpGC7zKq7lI
- 5,5 pkt

Chaga - https://www.youtube.com/watch?v=jLnAmhsGfWE
- 6 pkt

Jagła Magdalena - http://youtu.be/nSDgHBxUbVQ 
- 3 pkt  

Unda - https://www.youtube.com/watch?v=ny2LlpE3g_Y
- 1,5 pkt


Na chandrę i rozładowanie napięcia

Klaudia S-ka -  https://www.youtube.com/watch?v=nbcCG7PkI18
- 6 pkt

Sylwia - https://www.youtube.com/watch?v=MMAYga2uWEs
- 3,5 pkt

Wiktoria Guziewicz - https://www.youtube.com/watch?v=kRt2sRyup6A
- 3,5 pkt

Kandzia Beata - https://www.youtube.com/watch?v=ZaK4qJZvfXA
- 4,5 pkt


Relaks / ukojenie

Wyszomirska Iza - https://www.youtube.com/watch?v=Tg269eL2roE
 - 3 pkt

monweg - https://youtu.be/KehwyWmXr3U
- 2 pkt

Michalik Urszula - https://www.youtube.com/watch?v=XsTjI75uEUQ
- 5 pkt



Podnosi na duchu / pociesza / kiedy wali się świat / daje wiarę

Melania - https://www.youtube.com/watch?v=T6wbugWrfLU
- 5 pkt

Gosche - https://www.youtube.com/watch?v=xtk8ro_eJZE
- 3,5 pkt

Agnesto - https://www.youtube.com/watch?v=rM213vh295M
- 3,5

pasjonatka książek - https://www.youtube.com/watch?v=0MB5Rkq7IR0
- 4,5 pkt

Naila - https://www.youtube.com/watch?v=YvY8n59y89c
- 6 pkt

Chmura Edyta - https://www.youtube.com/watch?v=17xwitIAB98
- 1 pkt

martucha - https://www.youtube.com/watch?v=j6cCHuc3aOA 
- 4 pkt

Ciepichał Agnieszka - https://www.youtube.com/watch?v=3nAyvE7z2ec 
- 6 pkt

Ola Ł. - https://www.youtube.com/watch?v=vaAVByGaON0
- 5 pkt



Pozytywnie nastraja / energiczna

Kulawiak Anna - https://www.youtube.com/watch?v=nMol0ZypWrs
- 5,5 pkt

Płachecka Paulina - https://www.youtube.com/watch?v=0uuYicF9eUg
- 7 pkt

magdalenardo - https://www.youtube.com/watch?v=Otk25-vWK7Q
- 5 pkt


"Dobra na wszystko"

Kałcz Anna - https://www.youtube.com/watch?v=3pTH8lb8Rc0
- 1,5 pkt

Monika - https://www.youtube.com/watch?v=UhyeywiEzKo
- 2,5 pkt


"Inna"
Akierman Piotr - https://www.youtube.com/watch?v=8Kt3_N7SUzs.
- 0 pkt


Niektóre piosenki znałam, inne nie. Z tym podobaniem się było różnie... niektóre piosenki nie do końca wpasowały się w mój gust, niektóre polubiłam, inne słucham już wiele razy od chwili gdy oceniałam... Były takie, które znam od lat i przywołały wspomnienia. Jedna zaś piosenka spośród zgłoszonych (tak, ta oceniona na 7pkt) była dla mnie bardzo ważna na pewnym etapie życia.

To tyle o piosenkach.

Pora na jeszcze ważniejsze rozstrzygnięcia, bowiem postanowiłam, że wszystko umieszczę w jednym poście.

Na początek punkty wszystkich uczestników zdobyte w całym konkursie (alfabetycznie):

Aine - 10
Akierman Piotr - 3,5
Chaga - 13
Chmura Edyta - 10
Ciepichał Agnieszka (Agnes C.) - 14
Czarne Espresso - 11,5
Dominika - 5
Gosche - 7,5
Grabowska Agnieszka (Agnesto) - 11,5
Guziewicz Wiktoria - 3,5
Iwańczak Katarzyna - 2,5
Jagieła Joanna - 4
Jagła Magdalena - 8
Kałcz Anna - 8
Kandzia Beata - 13
Klaudia S-ka - 12
Klekowska Karolina - 2,5
Kolano Agnieszka - 6
Korycka Marta -  7
Kosiek Kinga - 14
Kulawiak Anna -  12,5
Limonette - 1
magdalenardo - 16,5
Melania - 14,5
Michalik Urszula - 8,5
Monika - 9
monweg - 6,5
Naila - 15,5
Ola Ł. - 15,5
pasjonatka książek - 9
Płachecka Paulina (Sarnecka) - 13
Sylwia - 12,5
Unda - 8,5
Wyszomirska Iza - 7,5


Sponsorom serdecznie dziękuję za nagrody!











 



A teraz to na co najbardziej czekaliście, czyli kto otrzyma jaką nagrodę. Niestety nagród nie wystarczy dla wszystkich biorących udział w konkursie... Jednak dzięki Waszym polubieniom na FB bloga "stuknęło" 200 i już niebawem TYLKO na FB odbędzie się konkurs - już teraz zapraszam.




Chaga













Kandzia Beata


Grabowska Agnieszka (Agnesto)

Sylwia

Czarne Espresso oraz Aine

Guziewicz Wiktoria

Kolano Agnieszka

Melania oraz magdalenardo
Kosiek Kinga, Płachecka/Sarnecka Paulina oraz Monika

Naila

Ola Ł.


Unda

Kolano Agnieszka

Kulawiak Anna
Ciepichał Agnieszka (Agnes C.), Klaudia S-ka oraz Gosche

Wszystkim serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie na mojego maila adresów do wysyłki nagród - w tytule proszę wpisać "4 urodziny - adres".
Tak jak informowałam w regulaminie - część nagród wysyłam osobiście, część idzie prosto z wydawnictw.

Raz jeszcze dziękuję Wam za udział. Kolejny tak wielki konkurs za rok, ale mniejsze na pewno będą - zachęcam do udziału! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...