sobota, 28 listopada 2015

Anna Grzyb "Życie z drugiej ręki"




Autor: Anna Grzyb
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 192











Zanim zaczęłam prowadzić bloga czytałam więcej literatury zagranicznej niż polskiej i rzadko sięgałam po debiuty. Od pewnego czasu to się zmieniło i chyba literatura rodzima zwycięża na moich półkach czy rozłożona w dłoniach w trakcie czytania. Również sięganie po debiuty polskich autorów mnie wciągnęło. I to nie tylko w przypadku tych nazwisk, które widnieją już na kilku późniejszych wydanych pozycjach, ale też całkiem nowych na rynku wydawniczym. Wiecie jaka to radość, gdy nikt o autorze nie słyszał a ja mam szansę przekazywać radosną nowinę, że dana książka jest świetna i warto ją poznać?! Dlaczego sięgnęłam po "Życie z drugiej ręki"? Powody były trzy: cudowna okładka, kolejny polski debiut oraz szeroko zakrojona akcja reklamowa w internecie chwaląca powieść. Jakie są moje wrażenia?

Główną bohaterką książki jest trzydziestoletnia Anita, która zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dwóch córek: dziewięcioletniej Martyny i dwuletniej Michaliny. Wraz z Tym Mężem (tak męża bohaterki określa autorka) i dziećmi mieszka w niewielkim domku trzytysięcznego miasteczka, choć właściwie mieszkają tam we trzy, bo mąż pracuje na drugim końcu Polski i wraca jedynie na weekendy. Zresztą jak już jest to czas dzieli między piwo i obsługę pilota telewizyjnego, nie mając czasu na rozmowy z żoną czy zabawę z córkami. Anita zaś każdego kolejnego dnia musi skupić się na kolejno wykonywanych czynnościach, by ze wszystkim zdążyć: kupić rano bułki (choć jak dla mnie mogłaby kupić je dzień wcześniej i tym samym zaoszczędziłaby czas o poranku), wyprawić Martynkę do szkoły, zająć się Misią, obiadem, sprzątaniem i praniem... Nie wiem jak ona to robi, że nie potrafi wyrobić się z obowiązkami? Staje się za to kobietą coraz bardziej zgorzkniałą, zmęczoną, nieszczęśliwą i niezadowoloną z życia. Co niestety odbija się na kontaktach z najbliższymi, bo przecież jeśli mama jest smutna to i dzieci to czują.

By nie zwariować Anita znajduje sobie hobby - czytanie książek. Podczas kolejnej wizyty w bibliotece poznaje Joannę, z którą toczy zażarty bój o najnowszą książkę ulubionej pisarki. W tak niecodzienny sposób bohaterka otrzymuje nie tylko fascynującą powieść, ale również dobrą znajomą. A jak się później okaże, również szansę na wyściubienie nosa z domu, rozmowy i kontakt z ludźmi, którego jej tak brakowało oraz podniesienia własnej samooceny - jest komuś potrzebna, robi coś pożytecznego. Co takiego stworzą wspólnie Joanna z Anitą?

A może w życiu bohaterki zbyt mocno ciąży jej przeszłość? Była wychowywana twardą ręką przez oschłą babcię, bowiem ojciec pracował a matka... zniknęła z jej świata gdy była mała. Tata zmarł jeszcze kiedy chodziła do szkoły średniej, ale tematu mamy nie poruszał. Był to w ich domu wręcz temat tabu. Z babcią Anita nie utrzymuje kontaktu, aż do czasu, gdy staruszka znajdzie się w szpitalu. Czy wtedy wyjdzie na jaw skrywana tajemnica?

Książka Anny Grzyb jest napisana prostym, choć może nazbyt potocznym językiem. Autorka jest osobą oczytaną o czym świadczą liczne odniesienia do książek ogólnie lub do konkretnych autorów (Christie, Carroll). Bardzo dobrze opisała małomiasteczkowy klimat, gdzie każdy każdego zna, wszyscy wszystko wiedzą o sąsiadach a chwilami to można powiedzieć, że wiedzą więcej o nas niż my sami. Historia Anity jest zwyczajna, ot taki los może spotkać Ciebie czy mnie... Najpierw jest wielka miłość, zafascynowanie, chęć wspólnego pokonywania licznych życiowych przeszkód, ale później małżeństwo przeżywa kryzys, bo nie ma czasu, bo nie ma sensu, bo nie ma siły... Każdy robi to co musi, by mieć z czego żyć i ludzie zapominają o tym co było, co ich łączyło... Czy to małżeństwo ma jeszcze szansę na wzlot? Czy Anita zdobędzie się na wysiłek i przestanie być tak bardzo marudna, bezbarwna, czy przestanie wciąż narzekać i zrobi coś, by poczuć się spełnioną? Czy weźmie się w garść i podejmie strategiczne decyzje?

Bardzo denerwowała mnie taka koncepcja bohaterki. Sama jestem kobietą, która ma na głowie wiele obowiązków i nie mogłam zrozumieć jak ona może nie wyrabiać się z własnymi?? Co takiego robi, że czas ucieka jej bezpowrotnie?
Anita jest bardzo niekonkretną postacią, niby chce rozwijać swoją znajomość z Asią, chce by były przyjaciółkami, ale nie chce się jej zwierzyć z problemów, bo boi się wyśmiania, oceniania i odrzucenia. Nawet jeśli zaczyna dostrzegać coś pozytywnego w swoim nieszczęśliwym życiu to za chwilę możemy oczekiwać na przytłoczenie tego negatywami - ot ciągła pesymistka. W wielu przypadkach Anita sama nie wie czego chce, miota się i nie potrafi skupić na jednej rzeczy czy jednej opowiadanej historii. Takie właśnie mam odczucie w stosunku do autorki, że nie do końca wiedziała co chciała napisać, ponieważ powieść jest tak naprawdę o niczym. Z wyjątkiem kilku konkretów jak założenie biznesu, śmierć dziecka Moniki, tajemnica zniknięcia matki Anity oraz utracona miłość Joanny to kolejne akapity książki traktują naprzemiennie o tym samym: histeria Misi, problemy z dziećmi i mężem, który rani i poniża. Dorzucę jeszcze irytujące nazywanie go Ten Mąż... Bardzo mi się to nie podobało.

Postacie niestety nie są dopracowane i poruszają się wciąż wokół tych samych tematów. Nie odczułam żadnej więzi emocjonalnej z bohaterami, ponieważ zbyt mało o nich wiem. Dialogi są powierzchowne i banalne a opisywane sytuacje płytkie. Książce brakuje iskry, akcji, czegoś co wciągnęłoby czytelnika i sprawiło, że czytałby z zapartym tchem aż do ostatniej strony. Niektóre akapity są jakby z zupełnie innej powieści, bowiem nie pasują do tego, co wcześniej czy później napisała autorka, są odrębne, nie powiązane, jakby dopisywane później. Pojawiają się zdania, które coś zwiastują, coś zapowiadają, jednak później wyczekujący rozwinięcia wątku czytelnik czuje rozczarowanie, ponieważ autorka nie wróciła do tego więcej (na przykład temat fundacji czy weekendu w Krakowie). Podobnie jest ze sprzecznościami, kiedy najpierw czytam o tym, że bohaterki ostatnio się zbliżyły a już w następnym zdaniu, że jedna się od drugiej odsuwa...

Tak jak wspomniałam na wstępie - czytałam wiele debiutów - mam zatem porównanie, jak może wyglądać twórczość debiutanta. Każdy kiedyś zaczynał, każdy szkoli warsztat, pisze coraz lepiej. Życzę autorce rozwoju i by kolejne książki były bardziej dopracowane. Ten debiut niestety nie zapadnie mi w pamięci jako godny polecenia. Choć z tylnej okładki powieści zerkają na mnie słowa polecenia znanych autorek, to ja czuję się... oszukana. I nie dlatego, że powieść jest o życiu i bez upiększeń (bo te argumenty pojawią się najczęściej), ale dlatego, że zwyczajnie książka jest głównie dołująca, z negatywnie do wszystkiego nastawioną bohaterką i brakiem jakiejkolwiek akcji... Czytane powieści powinny coś wnosić w nasze życie, powinny coś uświadamiać, podnosić na duchu a ja czułam się przyciśnięta do podłogi gruzami walącej się ściany i walcząca o oddech, który zabierały mi nawet teksty wierszy i piosenek, które zostały wplecione w powieść, jakby autorka nie do końca była pewna czy chce zadebiutować prozą czy poezją...




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki

piątek, 27 listopada 2015

Aleix Cabrera "Księżniczka Lena i jej chomik"


Tytuł oryginalny: El hamster de la princesa Criseta
Ilustrator: Rocio Bonilla
Tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2015
Liczba stron: 36
Seria: Księżniczki kochają zwierzęta tom 1
Wiek odbiorcy: 5+



W starych zamczyskach, gdzie mieszkają księżniczki, jest z reguły ciemno, hula wiatr, wszystko gwiżdże, świszczy, skrzypi i trzaska. Czy to duchy czy tylko wyobraźnia?

W Pałacu Wiatru mieszka księżniczka Lena. Dziewczynka ma problem z zaśnięciem, bo przecież kiedy zapada zmrok hałasy stają się wyraźniejsze. Wszyscy naśmiewają się z jej problemu, oprócz jednego wiejskiego chłopca. Jego rodzice dostarczali do pałacu różne towary i to jedno spotkanie w tygodniu musiało wystarczyć dzieciom na wspólne spacery. To właśnie ten chłopiec przywoził księżniczce zwierzątka, które miały dotrzymać jej towarzystwa. Jednak Lena nie była zadowolona... Dlaczego?

Księżniczka nierozważnie namawia chłopca na podarowanie jej większej liczby chomików niż jeden, bo przecież jeden będzie się nudził... Jakimi przygodami zakończy się ta historia?Jak małe gryzonie zmienią życie księżniczki a nawet całego królestwa? Teraz role się odwróciły i nie Lena uważa, że pałac jest nawiedzony tylko pozostali jego mieszkańcy... Jeśli jesteście ciekawi co się wydarzyło to koniecznie sięgnijcie po książeczkę.



Książeczka porusza bardzo istotny dla małych dzieci temat: strach przed ciemnością i samotnym zasypianiem pośród nocnych hałasów. Niejednokrotnie dziecko potrzebuje, by podczas zasypiania rodzic siedział obok, by lampka była zaświecona lub jakiś sympatyczny pluszak wciskał się w zagłębienie szyi. Zawsze wtedy jest raźniej niż w pojedynkę walczyć z nocnymi lękami. Podobnie jest w tej książeczce, tylko pomocą dla Leny są tutaj zwierzaki. Dziewczynka dzięki nim poznaje co oznacza odpowiedzialność za swoje decyzje, dlaczego czasami - nawet księżniczki - muszą posłuchać kogoś kto daje dobre rady, bo później efekty swojej bezmyślności mogą być różne...

Tradycyjnie już w tej serii na końcu lektury znajduje się "Praktyczny poradnik opieki nad chomikiem" (w każdej książeczce jest to inne zwierzątko). Poznajemy cechy wyglądu i charakteru tego małego gryzonia, uczymy się odmian i miejsc na świecie, w których one występują. Najciekawsze jednak są porady jak postępować z tym stworzonkiem mając go w domu, czyli co mu wolno, czego trzeba zakazywać, gdzie powinien mieć swój kącik a co najchętniej zje.

Tematem przewodnim tego tomu serii jest trudne dla kilkulatka słowo "umiarkowanie", które sprawia dziecku problem nie tylko w teoretycznym zrozumieniu go, ale również z czystej dziecięcej ochoty, by posiadać jak najwięcej zabawek, książeczek czy zwierzątek (księżniczka Lena). Taki maluch chciałby przecież wydać wszystkie oszczędności w jednej chwili, zjeść wszystkie smakołyki w chwili ich otrzymania - mały człowiek nie zajmuje się tak skomplikowanymi kwestiami jak powiedzenie słowa "dość".

Barwne i humorystyczne ilustracje ukazujące lęk dorosłych względem maleńkich chomiczków czy zabawy gryzoni, były źródłem uśmiechu mojej córy. Byłyśmy bardzo ciekawe jak zakończy się historia nie znającej umiaru Leny. Czy księżniczka znajdzie sposób na zasypianie bez strachu?





Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie

czwartek, 26 listopada 2015

Konkurs - jeszcze do północy czekam na zgłoszenia


Chętnych do zdobycia Niemej trylogii zachęcam do wzięcia udziału w konkursie. Macie czas jeszcze do północy!

Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ

Zapraszam!!!

środa, 25 listopada 2015

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #22

Michalina już dawno temu zgłaszała się (tak, sama dobrowolnie!) do tego wyzwania. Może jej wniosku nie rozpatrzyłam w trybie pilnym, ale mam nadzieję, że wyzwana ma wciąż ochotę na zabawę :)





Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: Michalina Miśka
Cel: przeczytać dowolną książkę Gabrieli Gargaś
Termin: 10 lutego 2016 roku  

Rozliczenie: pochwal się wrażeniami z lektury - powodzenia!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Jacek Getner "Pan Przypadek i ..." - hurtowo o tomach czterech




Autor: Jacek Getner
Wydawnictwo: Zakładka
Data wydania: 2013, 2013, 2014, 2015
Liczba stron: 202, 234, 234, 248
Seria: Detektyw Jacek Przypadek tomy 1-4









Uwielbiam kryminały! Dzięki temu moje niespełnione marzenie o byciu detektywem, może choć w maleńkim stopniu może się spełniać, gdy wraz z bohaterami rozwiązuję zagadki i tropię winnych. Niewielu jest autorów, którzy piszą świetne pozycje w tym gatunku, zwłaszcza autorzy polscy. Książki Jacka Getnera kusiły mnie od dawna, a jak już skusiły to przeczytałam wszystkie tomy tej serii dostępne obecnie na rynku wydawniczym. Jakie są moje wrażenia? Zapraszam do hurtowej recenzji a właściwie "przypadkowego" ciągu myślowego.

Jacek Przypadek jest niespełna trzydziestoletnim właścicielem mieszkania pod numerem dwunastym na ulicy Koneckiej 40 na Starym Mokotowie. Zresztą posiada też inne lokale, które wynajmuje, bo z czegoś żyć trzeba a bohater rzucił prawnicze studia, czym zresztą ogromnie zirytował swojego ojca. Fryderyk Przypadek liczył, że będą razem pracowali we wspólnej kancelarii, gdzie aplikantką jest Marzena, Jacka narzeczona "na niby". Bohater w każdej możliwej sytuacji pokazuje się w stroju do biegania, nawet na spotkaniach z ważnymi personami rozciąga mięśnie, bo przygotowuje się do maratonu. A dlaczego w kolejnych tomach on wciąż tylko czyni przygotowania? Bowiem zamierza w nim wystartować tylko raz i musi być przekonany o swojej pełnej gotowości. Jego stosunek do kobiet jest iście niezwykły - chce się z nimi jedynie zaprzyjaźniać, bo w jego sercu, duszy i umyśle wciąż pozostaje tajemnicza Basia. Kobiety muszą się nawet robić zakłady, której uda się go usidlić na stałe... Czy dziennikarka śledcza Anna Sobania wygra zakład?

Jaki jest Jacek?  Pewny siebie i oryginalny, choć czasami wkurzający; romantyczny, cyniczny, bystry, elokwentny, ale straszny bałaganiarz (wyobraźcie sobie lustro w łazience codziennie spryskane pastą do zębów, porozrzucane po całym mieszkaniu ubrania). Bywa złośliwy, jednak przyćmiewają to trafne pytania, celne riposty i świetna analiza sytuacji oraz zachowań ludzi. Jacek dostrzega niewielkie szczegóły, które innym wydają się z pozoru nieistotne a dla niego stanowią klucz do sukcesu. Miewa niestandardowe pomysły, nie interesują go żadne trendy ani opinie innych, podąża przez życie po wytyczonych przez siebie ścieżkach. Do wszystkiego co odkryje stara się jednak podchodzić ostrożnie, bo można przecież dotrzeć do czegoś niepotrzebnego. Nie wspominając o tym, że napytanie sobie biedy i narobienie wrogów to już stałe elementy jego pracy. Z każdą kolejną prowadzoną przez niego sprawą było ich coraz więcej...(tych wrogów rzecz jasna).
Uwielbiam określenie Fryderyka, że Jacek ma ironiczno-dobrotliwie-pobłażliwy wyraz twarzy. Ulubionym powiedzonkiem Przypadka-juniora jest stwierdzenie, że ludzie są banalnie przewidywalni... Ale do czasu... Zdarzy się bowiem coś, co sprawi, że Jacek będzie ostrożniej podchodził do tej teorii.

Każdy z tomów to trzy rozdziały, czyli trzy sprawy dla Przypadka, które idealnie wpasowują się w tytuł każdej książki. A jak to się wszystko zaczęło? Jak to się stało, że niedoszły prawnik stał się detektywem?
W pierwszym tomie "Pan Przypadek i trzynastka" Irmina Bamber, czyli sąsiadka Jacka z Koneckiej, poprosiła go o pomoc w ujęciu złodzieja jej obrazów. Kto i dlaczego je ukradł? Wnuk, antykwariusz Gelberg czy może lichwiarz Klempuch? Sprawa zakończyła się sukcesem, Jacek wskazał policji winowajcę i ... od tej chwili sympatyczna, starsza i zadowolona z obrotu sprawy sąsiadka zaczęła podsyłać Jackowi swoich znajomych, by również im pomagał w trudnych a czasem beznadziejnych kłopotach. Tak narodziła się profesja młodego Przypadka, który w trzynastkowych sprawach podjął się jeszcze rozwikłania tajemnicy sprzedaży domów z ukrytym skarbem oraz wyjaśnienia sprawy przywłaszczenia sztuki przez znanego dramaturga.

"Pan Przypadek i celebryci" przenosi nas razem z bohaterem w świat jupiterów, kamer i problemów ludzi z pierwszych stron gazet. Tym razem przed Jackiem nieco trudniejsza łamigłówka, bowiem dotyczy morderstwa. Na planie telenoweli nagrywana jest scena pogrzebu i nagle okazuje się, że mężczyzna leżący w trumnie faktycznie nie żyje. Komu zależało na tej śmierci? Zleceniodawcą drugiej sprawy jest znany prezenter programu talk-show - Szołtysik, któremu zaginął "Manifest Komunistyczny" a odręczne notatki czynione na marginesie mogą go pogrążyć. Czy aby na pewno może być gorzej? Jaką cenę będzie musiał zapłacić w jednym z kolejnym tomów, by wrócić do telewizji? Pozostając w klimacie poszukiwania zaginionych Jacek musi odnaleźć Mikele, znanego narzeczonego znanej uczestniczki licznych programów reality show - Kasiyi. Ona uważa, że tylko "kolo" Przypadek może go odszukać, tylko czy akcję można oprzeć o ten idealny związek?

Akcja "Pana Przypadka i korpoludków" rozgrywa się w świecie pracowników korporacji, czasami nawet międzynarodowych, choć nie zawsze stricte w budynku firm. Pierwsza ze spraw, do których sedna dotrzeć ma Jacek, jako miejsce głównych i jakże nietypowych zdarzeń obrała sobie WC modnej knajpki z sushi w centrum miasta. Tam bowiem znaleziono zamordowanego pałeczką od sushi  mężczyznę, zaś główny podejrzany zaklinował się w okienku podczas próby ucieczki. To niesamowite do jakich wniosków doszedł detektyw w stosunku do wszystkich zgromadzonych tego dnia w Orient Espresso. Na drugi ogień idzie sprawa potencjalnego sabotażu, bowiem jedna z pracownic firmy zostaje przyłapana w palarni z paczką papierosów konkurencji - a to niedopuszczalne! Rozbawiły mnie słowa jednej z bohaterek, że Zo zachowywała się dziwnie, bowiem nie przychodziła do pracy w niedziele a przecież przynajmniej dwa razy w miesiącu tak wypada. Na koniec tej sprawy Przypadek wygłosił przemówienie, które śmiało mogę porównać do Herculesa Poirota (brawo Jacek!). Ostatnią korporacyjną sprawą jest kradzież pomysłu na kampanię chrupek a przy okazji świetna zabawa z młodym Julskim i jego znajomością jedynie języka angielskiego.

Autor zaskoczył mnie ogromnie czwartym tomem, który nosi tytuł "Pan Przypadek i fioletowoskórzy". Czym zapytacie? Definicją fioletowoskórych :) Dlatego w taki sposób opiszę trzy sprawy z tej części, by i Wam nie zepsuć tej niespodzianki. U Jacka zjawia się Winetu, kolega ze szkolnych lat i prosi o odnalezienie swojej squaw - Old Spejs, która zostawiła list, by jej nie szukać i zniknęła bez śladu. Tropy są dość zawiłe i ciężko o jakichkolwiek świadków. Czy Jacek pomoże przyjacielowi? Powinien sobie poradzić, zwłaszcza że kolejna sprawa będzie od niego wymagała ogromnej pracy umysłowej, gdyż do kradzieży pozornie niepotrzebnych przedmiotów przyzna się ponad pięćdziesiąt osób! W finale detektyw zajmie się ekologią i przepychankami między deweloperem a "zielonymi" w kwestii podfruwajki brązowonosej. Kto wygra ten spór?

Ufff.... poznałam dwanaście spraw, które rozwiązywał Jacek Przypadek i cóż mogę napisać. Starałam się dotrzymywać mu kroku... No może nie podczas biegania po mieście w ramach treningu, ale umysłowo. Wraz z nim główkowałam i czuję się jak po lekturze kryminałów Agathy Christie (to komplement dla autora), bowiem rozwiązania poszczególnych zagadek, tajemnic czy spraw zwykle wywoływały u mnie zaskoczenie, niedowierzanie i pacnięcie w czoło, bo nijak nie mogłam uprzedzić faktów. Jeśli nawet udało mi się dobrze obstawić winnego to już motywy czy pobudki nim kierujące były dla mnie zbyt trudne do odgadnięcia. Wielki szacun!

Równocześnie z zagadkami, które przed Jackiem stawia życie czytelnik ma możliwość poznania prywatnego i zawodowego życia nie tylko Przypadka-juniora, ale i pozostałych bohaterów. Bo u Getnera nawet drugoplanowcy mają swoje ważne role w całości fabuły, a kolejne tomy to kontynuacja ich losów (dlatego wszystkich ich perypetii tutaj nie zdradzę). Poznajemy Fryderyka Przypadka i jego żonę Felicję. On uwielbia wykorzystywać swój urok osobisty, co rodzi podejrzenia u syna, że zdradza on żonę - poetkę, po nieudanych próbach wejścia na rynek wydawniczy. Znajomym Fryderyka z czasów studenckich jest Jędrzej Sakowicz, który wraz z synem Błażejem prowadzi kancelarię adwokacką Sakowicz & Sakowicz. Jędrzej nijak nie śmiałby sprzeciwić się żonie (co rozbawiło mnie w kwestii kwiatków w kancelarii), zaś Błażej - przyjaciel Jacka - nazywany jest Młodym Bogiem Seksu. Czy słusznie? Czy strzała Amora ma szansę go dosięgnąć między kolejnymi podbojami? Sakowicz-junior często pomaga Jackowi w rozwiązywaniu kolejnych spraw a i dziennikarki śledcze "Nowego Życia" Malwina i Anna, nie odmawiają pomocy. Tylko czy aby na pewno jest ona bezinteresowna?
Pani Irmina Bamber jest osobą, która piecze świetne słodkości, podczas konsumpcji których Jacek opowiada jej o postępach w śledztwach. A tych z kolei przybywa, bo Bamberowa nagania klientów a i dzięki temu, że zna prawie każdego w mieście, udziela Przypadkowi wsparcia załatwiając to i owo. Marzy o wyswataniu sąsiada i bawi się w dekoratorkę wnętrz urządzając mu biuro z prawdziwego zdarzenia.
Bardzo podobają mi się kreacje dwóch policjantów: podkomisarza Łosia z charakterystycznym wąsem i starszego aspiranta Smańko, który musi znosić humory przełożonego. Obaj zaś starają się sprostać jednoczesnej pracy w charakterze władzy, śledzeniem Jacka i niedopuszczaniem, by narażał się kolejnym ważnym osobistościom. Łoś przestał już marzyć o awansie, ma Przypadka po uszy a bokiem wychodzi mu zdanie detektywa, że policjant znów pomógł mu rozwiązać sprawę...

Postacie są dobrze nakreślone, każdy ma inny, choć niezwykle ciekawy charakter. Autor udowodnił tym samym dobrą znajomość różnych warstw społecznych i grup zawodowych. Poprzez młodego detektywa pokazał, że w każdym problemie powinniśmy szukać drugiego dna i analizując to co znajdziemy, odkryjemy prawdę lub rozwiążemy zagadkę. Należy przy tym uważać, by jak Jacek, nie wpaść po uszy w kłopoty, bo przecież każdy może mieć w rodzinie czy wśród znajomych kogoś wysoko postawionego. A wtedy każdy nasz krok będzie uważnie śledzony, skrzywdzeni ludzie mogą pragnąć zemsty i zawsze znajdzie się ktoś, kto powoli będzie dążył do ataku na cel. Kto to będzie w naszej opowieści?

Jacek Getner pisze w bardzo przystępny sposób - luźny język nie skrępowany żadnymi normami czy wytycznymi. Używa słów potocznych jak "duperele", "zagaił", "pierdoła" czy "paplanie", ale również trudniejszych, których nie spotykamy codziennie "konstatacja" lub "cecha immamentna". Książki zostały napisane z ironią i humorem, jak do zwykłego człowieka, jak Ty czy ja. Czyta się je przyjemnie, ale czy szybko? Dla mnie nie były to zbyt szybkie lektury, ponieważ zbyt wnikliwie wczytywałam się w treść, zapamiętując szczegóły. Chciałam być panią detektyw i móc rozwiązywać zagadki a tylko dzięki tak uważnej lekturze mogłam się zmierzyć z myślą autora.

Przypadkowe przygody są mocno realistyczne, bowiem mogą się zdarzyć każdego dnia w naszym kraju. Dotyczą kradzieży pomysłów czy dzieł sztuki, narkotyków, zatrudniania na czarno, lewych rachunków, seksu z nieletnimi, homoseksualizmu, bezdomności, przepychanek ekologów, morderstw czy porwań. Nic nadzwyczajnego, prawda? Autor nie zapomniał też o uczuciach: miłości, przyjaźni, zazdrości, ale i pojawia się wątek zdrady, rozwodu czy nieszczęśliwego ulokowania uczuć.

Książki z serii o detektywie Przypadku to naprawdę wyśmienita uczta literacka z gatunku polskiego kryminału. Ja już nie mogę się doczekać na piąty tom, a Wy?






Książki zostały przeczytane w ramach wyzwań: Gra w kolory II (tom 1), 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książek 
dziękuję Autorowi

sobota, 21 listopada 2015

Siergiej Michałkow "Nie płacz koziołku"




Tytuł oryginalny: Kak pticy spasli kozoczku
Tłumaczenie: Maria Górska
Ilustracje: Antoni Boratyński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1987
Liczba stron: 22









Od najmłodszych lat rodzice wpajają dzieciom, że należy ich słuchać, że bardzo ważni są przyjaciele a niebezpieczeństw ustrzec się nie da, trzeba tylko uważać żeby nie doznać krzywdy. Doskonałym sposobem na wyjaśnienie tego maluchowi są odpowiednie pomoce naukowe, czyli bajeczki. Tym razem sięgnęłam do książeczki autorstwa rosyjskiego twórcy Siergieja Michałkowa, którego "Nie płacz, koziołku" było kiedyś w mojej dziecięcej biblioteczce. Choć jak zerknę na stronę z informacjami redakcyjnymi to okazuje się, że mogła być moją lekturą w klasie drugiej.

Koziołek wraz z mamą żyje sobie jak inne kozły, gdzieś w gospodarstwie w bliżej nieokreślonym miejscu. Rodzicielka przestrzega go przed oddalaniem się z domu, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się burzy, jednak mały uparciuszek chce samodzielności. Udał się na wyprawę do lasu, ale nie umknął burzy. Pioruny, ulewny deszcz, straszliwe dźwięki to wszystko tak go przeraziło, że szybciutko biegł przed siebie, na łąkę. Jakież było jego zdziwienie, gdy odkrył, że wprawdzie deszcz przestał padać, jednak on został uwięziony na maleńkiej wysepce pośrodku ogromnego jeziora, utworzonego z deszczowej wody. Koziołek prosił o pomoc świnkę, która przepływała tuż obok łódką, jednak odmówiła. Za to z wielką ochotą do malucha chciały popłynąć wilki - wszak mięso z młodej kózki będzie idealnym posiłkiem.

Koziołek zdążył się już przeziębić, było mi zimno, głodno i tęsknił za mamą. Dopiero teraz pomyślał, jak bardzo miała rację. Nie umiał pływać ani latać i nijak nie widział szans na opuszczenie wysepki. Na szczęście tuż nad jego głową pojawiła się kaczka, która wieść o nieszczęściu Koziołka rozniosła po najbliższej okolicy. Mieszkańcy lasu, pól i bagien postanowili wspólnie wymyślić sposób na uratowanie nieposłusznego malca.

Na przykładzie tej historii autor z pełną świadomością podkreślił najważniejsze wartości: miłość rodziców i przyjaźń otoczenia. Opowieść nie byłaby realistyczna gdyby nie żarłoczne wilki, które dodają emocji i dziecko zamartwia się o los uwięzionego malca. Kto dotrze do niego pierwszy? Wilki czy pozostałe zwierzęta? Jak poradzą sobie z wilkami? Jak uratują Koziołka? Ilustracje są bardzo dobrze dopasowane do opowieści, choć to lata osiemdziesiąte i są dość mroczne, proste i mało barwne. Choć córa nie zgłaszała z tego powodu pretensji. Do celów naukowych - i to nie tylko we wspomnianych wcześniej kwestiach - książeczkę polecam już dzieciakom kilkuletnim.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki



Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki

piątek, 20 listopada 2015

Aleix Cabrera "Księżniczka Julka i jej kucyk"



Tytuł oryginalny: El poni de la princesa Suque
Ilustrator: Rocio Bonilla
Tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 1 października 2015
Liczba stron: 36
Seria: Księżniczki kochają zwierzęta tom 4
Wiek odbiorcy: 5+




Jak zwykle żyją księżniczki? Normalnie to wygląda tak, że małe dziewczynki z królewskiego rodu mieszkają w pałacu czy też zamku wraz z mamą-królową i tatą-królem. Mają nianię, guwernantkę, piękne stroje i często nudne życie... Bo nie wolno się pobrudzić, nie można robić tego co zwykłe dzieci i trzeba trzymać się dworskiej etykiety. Jednak jest Julka, księżniczka inna niż wszystkie.

Julka mieszka w archipelagu wysp Królestwa Wody i marzy o podróżowaniu. By mogła wyruszyć w świat potrzebny jej jest wierzchowiec. Cała rodzina - bliska i ta dalsza - rozproszona na poszczególnych wysepkach przygotowuje to, co jest potrzebne, by móc dosiąść kucyka (siodło, uzda, strzemiona, strój jeździecki), ponieważ Julka ma go dostać na dziesiąte urodziny. Tyle że w małej główce na tydzień przed tym wydarzeniem zaświtał nowy pomysł. Zupełnie sprzeczny z dotychczasowym... Julka już nie chce kucyka, tylko ... most a dokładniej mosty...
Dlaczego dziewczynka zmieniła zdanie? Czy nie marzy już o podróżowaniu? Zrezygnowała z wyśnionego kucyka? Julka po prostu rozszerzyła swój plan na przyszłość, jednocześnie prosząc każdego członka rodziny o prezent zamienny, który na pozór nie miał nic wspólnego z pierwotnym, czyli konikiem. Dlaczego to zrobiła?

I tu docieramy do sedna całej historii o małej i dość nietypowej księżniczce. Julka wiedziała, że nie może skazać kucyka na uwięzienie w pałacowej stajni czy też na wyspie. Doskonale i odpowiedzialnie przygotowała się do roli właścicielki zwierzątka, uzmysławiając jednocześnie innym czym jest wolność. Nikomu z nas, czy to dorosłym czy dzieciom, nie podobają się przejawy jakiejkolwiek próby ograniczenia wolności. Chcemy mieć wolność słowa, poglądów czy choćby możliwości dowolnego dobierania sobie ubioru. Zwierzęta nie mają takiej możliwości i to my - ludzie - jesteśmy odpowiedzialni za to, by czuły się dobrze żyjąc obok nas, nieograniczone żadnymi barierami, które będą godziły w ich normalną egzystencję.




Książeczka zawiera również Praktyczny poradnik opieki nad kucykiem, w którym każde dziecko (zwłaszcza takie jak moja córa - wielbicielka koników) znajdzie przydatne informacje dotyczące tych zwierzątek: od podstawowych danych z zakresu wymiarów, cech wyglądu poprzez charakter czy gatunki na szczegółach zachowania się w różnych sytuacjach skończywszy (kiedy konik jest spokojny a kiedy zdenerwowany). Jakże rozbudzona już wtedy wyobraźnia dziecka, nie myśli już o niczym innym jak tylko: "ja też chcę mieć kucyka". Dlatego książeczka przewidując taką sytuację informuje jak i gdzie można go kupić, ale również uzmysławia jakie obowiązki ciążą na właścicielu: zapewnienie odpowiedniego schronienia, pożywienia, pielęgnacji, świeżego powietrza i ruchu. Czy pięciolatek jest w stanie zadbać samodzielnie o konika? Czy zrozumie czym dla niego jest wolność i obowiązek a co wolność oznacza dla czworonożnego pupila?

To kolejna pozycja z oferty wydawnictwa Adamada, która nie dość że opowiada ciekawą historię, uczy o ważnych wartościach to jeszcze zachwyca barwnymi i rzeczywistymi ilustracjami z domieszką humoru. Nam się podobało, a Wam? Nie możemy doczekać się pozostałych książeczek z tej serii.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki



Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie

czwartek, 19 listopada 2015

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #21

Dawno nie motywowałam nikogo tym wyzwaniem do czytania, ale jakoś mi się nie składało czasowo, by prowadzić śledztwa.
Ale nie zapomniałam o Was i Waszych czytelniczych marzeniach :)

Kto jeszcze nie przesłał linka do przeczytanych lektur - zachęcam do podzielenie się wrażeniami, termin zawsze mogę trochę wydłużyć - to zabawa.

Na pierwszy ogień po przerwie pójdzie...




Na czym polega wyzwanie?

Wyzwany: Leger
Cel: przeczytać dowolną książkę Jo Nesbo
Termin: 31 stycznia 2016 roku  

Rozliczenie: pochwal się wrażeniami z lektury - powodzenia!

środa, 18 listopada 2015

Peter Carnavas "O chłopcu, który wpadł do książki"




Tytuł oryginalny: The boy on the page
Tłumaczenie: Magda Szpyrko-Ankiewicz
Ilustracje: Peter Carnavas
Wydawnictwo: Adamada
Data wydania: 2015
Liczba stron: 32
Oprawa: twarda
Wiek odbiorcy: 4+







Pamiętacie historię stworzenia świata? Jak nagle z niczego zaczęło wyłaniać się coś? To właśnie podobieństwo do tamtej opowieści skojarzyło mi się podczas lektury książeczki australijskiego pisarza i rysownika - Petera Carnavas'a.

Mały chłopiec wpada nagle do pustej jeszcze książki. Upadek na pupę nie jest chyba bolesny, bo bohater się podnosi i brzdąkając kciukami po szelkach rozgląda się po świecie literackim, który powstaje wokoło. Chłopiec rozpoczyna wędrówkę po miejscu, którego nie zna zadając sobie pytanie: dlaczego się tu znalazł. No właśnie - dlaczego?



Tak to już bywa, czy to z książkami dla dzieci czy dla dorosłych, że nagle pewna Pani czy pewien Pan wymyśla sobie bohatera lub bohaterkę i tworzy dla niego jego własną rzeczywistość, wymyśla mu przygody, styl życia, cechy charakterystyczne a to wszystko składa się na pewną opowieść. Tak jest również w tym przypadku - mały chłopiec otrzymał od Petera Carnavasa swój charakterystyczny wygląd i ciekawość świata, który autor pozwala mu teraz poznawać. Bohater dorasta, doświadcza różnych emocji, żyje jak Ty czy ja, wykonuje zwykłe czynności albo takie zupełnie niezwykłe. Wzrusza się, przeżywa sukcesy, czuje, tworzy, uczy się nowych rzeczy, robi dobre uczynki, czuje się szczęśliwy... Później się starzeje, jednak wciąż poszukuje sensu bycia bohaterem książeczki, w której tak znienacka się znalazł. Czy uda mu się odnaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania? Czy odnajdzie siebie? A może to niewiedza popchnie go do niespodziewanych zachowań? Jak zakończy się historia chłopca? Tego nie zdradzę, bo sama - mimo że jestem starsza niż 4+ - z zainteresowaniem czekałam na finał opowieści. Poczułam zaskoczenie :)

Bardzo piękne i wesołe ilustracje - pisarza i rysownika w jednym - pokazują, jak bardzo autor wczuł się w tok myślenia kilkuletniego dziecka. Moja pięciolatka z zainteresowaniem i wnikliwością oglądała każdą ilustrację, analizowała szczegóły, zadawała pytania i ... szukała świnki :) Ilustracje nie są całkowicie na poważnie, lecz zawierają humor i przewrotność, dzięki czemu szybko zjednują sobie młodych czytelników. A jeśli do ilustracji dodamy mądry i niezwykły tekst, który choć metaforyczny, zostanie na dłużej w umyśle dziecka.



Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, 52 książki



Za możliwość przeczytania książeczki
dziękuję Pani Ewie


wtorek, 17 listopada 2015

Wystartowało głosowanie - całkowicie bezpłatne! Kto zagłosuje na opowiadanie ejotka?

fot z bloga M. Kordel
Już od jakiegoś czasu mogliście przeczytać na moim blogu o tym, że napisałam drugie opowiadanie do 6 edycji tomiku wydawanego przez Magdę Kordel.

Teraz ruszyło głosowanie i jeśli choć trochę podoba Wam się "Tajemnicze zniknięcie" to proszę o Wasze głosy :) Nie trzeba wysyłać smsów, maili - szczegóły za chwilkę.

Moje opowiadanie można przeczytać u mnie (zakładka "Moje opowiadania") lub w zakładce na blogu M. Kordel, gdzie znajdziecie wszystkie konkursowe prace TUTAJ. 

Pod postem z opowiadaniami głosujemy do 23 listopada, czyli TUTAJ.

Szczegóły dotyczące głosowania w TYM poście.

I uwaga - każdy ma do przyznania 20 punktów, jednak trzeba podzielić je (w dowolny sposób) między 5 opowiadań. Anonimowi głosujący nie są brani pod uwagę.

Będę ogromnie wdzięczna za każdy punkcik :) Już teraz dziękuję :)

poniedziałek, 16 listopada 2015

EDIT - Dziś premiera "Dziedzica" R. Lewandowskiego - konkurs

Swoją premierę ma dzisiaj trzeci tom Niemej trylogii Rafała Lewandowskiego - "Dziedzic". Młody autor powoli zbliża się do liczby 10 w dziedzinie wydanych książek. Kto nie miał jeszcze styczności z twórczością Rafała to polecam sięgnąć, bo są ciekawie napisane, z niebanalnymi pomysłami a i forma czy grubość nie odstrasza.

Bohater trylogii to Rafael Wells, który poszukuje przodków oraz ich tajemnic. Jego telefon to sposób komunikowania się ze światem, który nie zawsze jest dla niego łaskawy. Nie zawsze jego życie wygląda idealnie, czasem zaskakuje go pozytywnie, czasem negatywnie. Miłość, przyjaźń, szczerość i zaufanie nie zawsze są tym, na co wyglądają. Każdy tom trylogii opisuje inny etap jego życia, inne perypetie, które dostarczają czytelnikowi wielu emocji. Nie są to kryminały, ale dreszczyk czułam.




Moją recenzję "Dziedzica" możecie przeczytać TUTAJ
Recenzje innych książek autora oraz wywiad znajdziecie TUTAJ



A dziś chciałabym zaprosić Was do udziału w wielopaszczyznowym konkursie.

Do wygrania jest cała Niema trylogia a zwycięzcę wybierze sam autor!

foto z FB autora


A co trzeba zrobić, by wygrać trylogię?

Pomyśleć :) Konkurs jest wielopłaszczyznowy, czyli wykazać się mogą osoby, które mają zdolności w różnych dziedzinach.

Forma jaką chcecie przekonać autora do Waszego pomysłu jest dowolna:
- zadać pytanie do wywiadu (proszę o niepowielanie pytań z innych wywiadów czy konkursów)
- wymyślić hasło reklamowe lub baner dla trylogii (nic nie zostanie wykorzystane bez zgody pomysłodawcy)
- przeczytać recenzje książek autora (moje lub innych osób) i zaproponować o czym autor mógłby teraz napisać np. miejsce akcji, gatunek, temat przewodni...
- napisać rymowankę, wiersz z użyciem tytułów książek autora
- podać wyjaśnienie dlaczego bohater urodził się niemy albo na przekór bezsilnej medycynie podać sposób na wyleczenie (nie trzeba znać książek - jest to czysto hipotetyczne pytanie)
- użyć innych argumentów twórczych


Bardzo proszę o umieszczenie informacji o konkursie na Waszych blogach, profilach FB.


Na prace czekam do 26 listopada, do północy. Wierzę w to, że autor będzie miał dylemat w kwestii wyboru zwycięzcy :)

Powodzenia!


EDIT 17.11.2015

Dziś dotarła do mnie przesyłka z papierową wersją "Dziedzica" oraz ... "kubraczkiem" na całą trylogię. Autorowi dziękuję i gratuluję pomysłu.

Prezentuje się to tak:





Ale mam jeszcze wisienkę na torcie - na "kubraczku" znajduje się fragment mojej recenzji







Są chętni na trylogię w swojej biblioteczce? :)


niedziela, 15 listopada 2015

Agnieszka Walczak-Chojecka "Dziewczyna z Ajutthai"




Autor: Agnieszka Walczak-Chojecka
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 336











Wkrótce po ukończeniu dwudziestego roku życia stworzyłam sobie listę miejsc, które chciałabym odwiedzić. Nie ograniczałam się jedynie do Polski czy Europy, ale brałam pod uwagę cały świat. Marzyłam żeby zobaczyć poznańskie koziołki (udało się), egipskie piramidy i Sfinksa (udało się!), budapesztański parlament czy paryską Eifflę (też się udało). Jednak wiele miejsc wciąż pozostaje jedynie skrytymi pragnieniami: chiński mur, opera w Sydney, rzymskie Collosseum czy ... No właśnie - Tajlandia. To kraj, który tak naprawdę nie wiem dlaczego, ale nie kusi mnie jakimś konkretnym zabytkiem, ale całym swoim pięknem. Chciałabym spędzić tam dowolną ilość czasu i smakować, chłonąć i poznawać do woli... A dlaczego o tym piszę? Przeczytajcie moją recenzję debiutanckiej książki Agnieszki Walczak-Chojeckiej, która doczekała się właśnie drugiego wydania a otrzymacie odpowiedź.

Bohaterka jakich wiele, jakże typowa, zwyczajna i z życiem podobnym do tysiąca innych kobiet. Joanna ma trzydzieści cztery lata, pracuje na dobrze płatnym stanowisku w korporacji z branży farmaceutycznej, jeździ dobrym samochodem, mieszka w luksusowym apartamencie. Jednak pragnienie robienia kariery sprawiło, że "nie zdążyła" założyć rodziny ani stworzyć paczki bliskich znajomych. Konto w banku ze sporą ilością zer nie da jej przecież pełni szczęścia. A jak ma się niebawem przekonać, szczęście bywa bardziej ulotne... Wezwana na dywanik do szefa zostaje zwolniona z firmy i na dodatek posądzona o zdradzanie tajemnic konkurencyjnym koncernom. Aśka z dnia na dzień zostaje sama - bez pracy, bez choćby służbowego obowiązku spotykania się z ludźmi, bez mężczyzny, któremu mogłaby się wyżalić. Do tej pory interesowały ją tylko przelotne romanse, a Mateusz z którym wiązała większe nadzieje jest niestety żonaty i dzieciaty. Jak młoda kobieta poradzi sobie z byciem bezrobotną i to jeszcze z brzemieniem zdrady? Gdzie znajdzie siłę, by wstać z łóżka i produktywnie spędzić dzień?

Izabela od dziecka trenowała gimnastykę sportową, do chwili gdy kontuzja nie przerwała tej przygody. Podczas kursu windsurfingowego na Rodos poznała bohaterskiego Tomasza, który został jej mężem. Wyśniony i wymarzony. Jednak wszystko do czasu, bowiem teraz Iza jest rozżaloną mężatką, bo Tomasz chce perfekcyjnej pani domu, którą ona być nie chce. Nie chce wciąż wysłuchiwać co robi źle, jednocześnie widząc, że mąż nie stara się zupełnie o ich szczęście. A przecież mają dwie córeczki... Przecież Iza ma pracę... Jak wiele musi się zdarzyć, by kobieta otworzyła oczy i podjęła jakąś decyzję w sprawie sypiącego się związku? Czy wizyta znajomych Tomka z Gdańska ułatwi jej zadanie?

Joanna szuka ukojenia u rodziców w Zakopanem, Iza musi odnaleźć się w nowej, rodzinnej sytuacji. Czy ich odnowiona znajomość przerodzi się przyjaźń? Czy rzucą się wir prawdziwego życia i wszystkich jego pokus zgadzając się na propozycję Roberta?

Robert jest znajomym Joasi i zamierza wyjechać do Tajlandii, by tam stworzyć materiał "Perły Tajlandii" do magazynu "Podróżnik". Joanna miałaby opisywać bogactwo tego kraju, którego piękno udokumentuje na fotografiach Robert. Kto w rezultacie wybierze się w podróż pełną niespodzianek, tajemnic i przygód? Jak potoczą się losy bohaterek tej powieści? Choć właściwie nie mogę zapominać również o bohaterach: Robercie, Sebastianie, Mateuszu i Krzysztofie. Każdy z nich jest bowiem postacią barwną, z ciekawą osobowością, z innymi planami na przyszłość i z innym charakterem. Jak Ci mężczyźni pojmują szczęście? Do czego dążą i czego pragną? Czy będą potrafili dostrzec swoją szansę? Czy tylko kobiety mają gonić króliczka?

Pani Agnieszko ogromnie dziękuję za możliwość zwiedzenia Tajlandii, choć była to podróż jedynie literacka, to tak pięknie, obrazowo i klimatycznie opisana, że czułam jakbym była jedną z uczestniczek wyprawy. Tajlandia to nie tylko stolica i kilka jej zabytków. Polscy podróżnicy odwiedzili między innymi liczne świątynie, pałace, bazary, wyspę Phi Phi (gdzie usłyszeli o tragicznych skutkach ponad sześciometrowej fali w 2004 roku), Bangkok i Ajutthaję. Pływali po Rzece Królów, relaksowali się podczas tajskiego masażu, podziwiali posągi Buddy, imprezowali i uprawiali trekking. Jeden z członków wyprawy miał wyjątkowego pecha i wciąż doznawał uszczerbku na zdrowiu, inny - zamartwiał się sytuacją rodzinną pozostawioną w kraju a Joanna... Hmmm... Joanna zamiast pisać artykuł do "Podróżnika" wzbijała się na wyżyny twórczości, ale tworząc historię dziewczyny z Ajutthai. To co zobaczyła podczas zwiedzania dawnej stolicy, wryło się w jej pamięć tak bardzo, że nie potrafiła skupić się na niczym innym. Jej podręczny notatnik zapełniał się kolejnymi akapitami opowieści o ... O czym dokładnie to już nie zdradzę, podobnie jak nie powiem kim jest tytułowa dziewczyna. Sama nie miałam żadnego pomysłu w tej kwestii i dobrze, że nie zaprzątałam sobie tym głowy, bo i tak nie byłabym w stanie odgadnąć. To jest bardzo intrygujący temat. Cieszę się, że autorka w drugim wydaniu uzupełniła treść o teksty Aśki. Może w przyszłości powstanie z tego osobna powieść?

Powieść czyta się bardzo szybko, ponieważ jest napisana pięknym, choć zarazem prostym językiem i z ogromną lekkością oraz humorem (między innymi korespondencja Joanny z bratem). Naturalistyczne i żywiołowe dialogi, życiowe problemy, temat homoseksualizmu, choroby bliskich, utraty pracy czy drugiej połówki to taka idealna powieść dla kobiet. Autorka nie skupia się tylko na pracoholikach czy irracjonalnych naiwniaczkach, ale zwraca uwagę na różne problemy, poglądy, pragnienia i Wszystko co zostało opisane w książce może przytrafić się każdej z nas lub nawet już się przytrafiło... Chociaż może tą Tajlandię zaliczyłabym do cudów, bo nie każdemu i nie codziennie spada z nieba taka propozycja. Po przeczytaniu "Dziewczyny z Ajutthai" zrozumiałam dedykację o króliczku otrzymaną od autorki oraz nabrałam jeszcze większej ochoty na podróż do tego kraju i ujrzenie na własne oczy tego, co podczas lektury widziałam oczyma wyobraźni na fotografiach Roberta, słyszałam w zachwytach podróżników lub czytałam w opisach autorki.

To świetna powieść z klimatem, tajemnicami, egzotycznymi miejscami oraz króliczkiem... wraz z którym gonimy nasze szczęście. Oby zawsze skutecznie! A książkę polecam.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytelnicze marzenia ejotka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorce oraz


sobota, 14 listopada 2015

UWAGA! Funkcjonowanie bloga ejotka - ważne kwestie

O problemach blogosfery było już nieraz. Teraz nie będę pisać żadnego wstępu, bo nie przeprowadzam panelu dyskusyjnego a chcę Wam "kogoś przedstawić" i dla przykładu upublicznić pewne komentarze, które od jakiegoś czasu pojawiają się na moim blogu.

Oto zrzuty ekranu wspomnianych tekstów a poniżej moje jedyne do nich odniesienie. Nie zamierzam prowadzić dyskusji na tak niskim poziomie:




Niech Wiesław pisze takie teksty na swoim blogu.
Niech Wiesław pisze książki, opowiadania, kryminalne erotyki i na co jeszcze ma ochotę.
Ale niech Wiesław nie próbuje być punktem zapalnym do konfliktów na moim blogu, bo to i tak niczego nie zmieni.

Nie mam czasu i ochoty brać udziału w żadnych nagonkach, przepychankach słownych i dyskusjach tego typu. Jest to poniżej mojej godności.
Życzę dalszej owocnej twórczości i radosnego pisania, ale na innym podwórku.


Przypominam też o moich słowach, które widnieją pod polem komentarza:

Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy anonimowych, obraźliwych i spamu.



Wszystkich moich czytelników bardzo proszę o cierpliwość, ponieważ w zaistniałej sytuacji włączam moderację komentarzy.

14 listopada - Światowy Dzień Cukrzycy


Jak uratować życie osobie z cukrzycą?
Wystartowała kolejna odsłona kampanii Accu-Chek, której celem jest pokazanie społeczeństwu, jak uratować życie osobom z cukrzycą.
14 listopada na całym świecie będzie obchodzony Światowy Dzień Cukrzycy, ustanowiony w 1991 r. przez Międzynarodową Federację ds. Cukrzycy (IDF) oraz Światową Organizację Zdrowia (WHO) w rocznicę urodzin odkrywcy insuliny - Fredericka Bantinga. Głównym celem obchodów Światowego Dnia Cukrzycy jest zwiększenie świadomości społecznej i wiedzy na temat objawów tej choroby i zapobiegania późnym jej powikłaniom.
Z tej okazji firma Roche Diabetes Care Polska rozpoczęła wideo kampanię edukującą społeczeństwo, jak pomóc osobie z cukrzycą, która straciła przytomność z powodu bardzo niskiego poziomu cukru we krwi (hipoglikemii). Hipoglikemia jest groźnym powikłaniem cukrzycy leczonej (zwłaszcza insuliną), będącym stanem zagrożenia życia.
Kampania jest przeprowadzana w serwisach Facebook oraz Youtube. Zachęcamy również wszystkie osoby do udostępniania linku do filmu na swoich blogach oraz w różnych serwisach społecznościowych.



  1. Link do filmu edukacyjnego: http://www.youtube.com/watch?v=f7T-HDbMjX4
  2. Kod do bezpośredniego wstawienia reportażu z YouTube na stronę internetową:
<iframe width="420" height="315" src="//www.youtube.com/embed/f7T-HDbMjX4?rel=0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>


* * * * * *

Podstawowe informacje o cukrzycy

Cukrzyca uznana jest za jedną z chorób cywilizacyjnych XXI wieku. Objawia się przede wszystkim podwyższonym poziomem glukozy we krwi. Wyróżniamy dwa typy cukrzycy. Cukrzyca typu 1 charakteryzuje się tym, że trzustka wytwarza bardzo niewielkie ilości insuliny lub nie wytwarza jej wcale. Pojawia się najczęściej u dzieci i osób młodych. Cukrzyca typu 2 występuje, gdy trzustka nie produkuje wystarczającej ilości insuliny lub organizm nie jest w stanie właściwie wykorzystać wyprodukowanej insuliny. Przewlekła hiperglikemia (bardzo wysoki poziom cukru we krwi) może być dla człowieka bardzo niebezpieczna, powodować uszkodzenia lub zaburzenia czynności różnych narządów, np. kończyn dolnych, nerek, oczu, nerwów czy serca. 

Cukrzyca wymaga zmian w życiu, jest ciężką i nieuleczalną chorobą, ale można z nią żyć normalnie, spełniając swoje marzenia, na co dowodem są wszystkie historie o niesamowitych pasjach realizowanych przez osoby z cukrzycą skupione na profilu www.facebook.com/mampasje, oraz sukcesy Michała Jelińskiego – złotego medalisty na Olimpiadzie w Pekinie. 

 
Szacuje się, że w Polsce żyje ok. 3 miliony osób z cukrzycą, z czego 1 milion osób nie wie o swojej chorobie.






piątek, 13 listopada 2015

Rafał Lewandowski "Dziedzic" - przedpremierowo




Autor: Rafał Lewandowski
Wydawnictwo: Artystyczny Bełchatów
Data wydania: planowana na 16 listopada 2015
Liczba stron: 218
Seria: Niema trylogia tom 3

Książka objęta patronatem medialnym Ejotkowego postrzegania świata


Książkę można czytać jako odrębną całość, jednak polecam czytanie w kolejności.

Pierwszy akapit recenzji jest spojlerem



Niema trylogia Rafała Lewandowskiego prowadziła nas przez życie Rafaela Wellsa, niemego młodego chłopaka, później mężczyznę, by dotrzeć do wieku dojrzałego. "Niemy" był pięknym wstępem o poszukiwaniu przodków i odkrywaniu tajemnic dziadków; "Blok" przenosił w nieco fantastyczną podróż w czasie, by poznać sekrety rodziców; co czytelnik otrzymuje w "Dziedzicu"? Główny bohater skończył wczoraj pięćdziesiąt lat co świętował z żoną Jagodą, dwójką dzieci Moniką i Konradem oraz rodzeństwem, które zjawiło się w komplecie. Jednak okaże się, że to cisza przed burzą, ponieważ nikt nie spodziewa się co szykuje dla Wellsów los.

Rafael dobrze przeżył dany mu czas a przynajmniej tak mu się wydaje. Spisał swoje życie dla potomnych a zeszyty z tytułami wypisanymi na okładkach (dokładnie takie jak tomy niniejszej trylogii) trzyma w szufladzie biurka swojego gabinetu. Fakt, że jest niemy zdołał już całkowicie zaakceptować i nawet nie określa tego mianem choroby, lecz niedoskonałości. Dwa lata wcześniej zmarł mu ojciec, jednak by liczba członków rodziny się zrównoważyła jedno z dzieci Rafaela już wkrótce obdaruje go wnukiem lub wnuczką.

Zastanawiacie się zapewne co ciekawego jest w tej książce, bo tej pory tylko nudna proza życia?! Najciekawsze dopiero przed nami! W prologu autor przybliża nam postać Zuzanny Dębień, najmłodszej siostry Rafaela, opowiada o jej życiu i karierze gwiazdy a teraz o byciu matką i żoną, zaskakując czytelnika niespodziewaną wizytą w jej domu - bliżej w tym momencie niekreślonych - kobiety i mężczyzny... Na tym kończy się wstęp. Jak się później okazuje Zuzanna po prostu zniknęła. Nikt nie wie gdzie ona jest, czy wyszła z domu sama czy została porwana, ale nie ma żądań okupu. Mijają dni a kobieta wciąż się nie odnalazła. Działania policji są - zdaniem Wellsa - niewystarczające, więc rozpoczyna prywatne śledztwo, które popycha go do niezwykłych czynów odkrywając przy tym wiele tajemnic. Czy Zuzanna się odnajdzie? Dlaczego zniknęła zostawiając swoją nastoletnią córkę i męża bez słowa? Czy miała jakiś wpływ na wydarzenia?

Jednak zniknięcie Zuzy, mimo iż jest głównym wątkiem książki, nie jest jedyną tajemniczą i zagadkową sprawą w życiu Rafaela. Bowiem w jego biurku spoczywa pewna koperta a w niej... odkrywające prawdę o wydarzeniach sprzed lat - a dotyczące działań Jagody - dane. Co kobieta powie mężowi? Jak wytłumaczy się z tego, co on ma "czarno na białym"? Jak jej szokujące wyznanie wpłynie na dalsze relacje małżonków? Czy jej słowa będą prawdziwe? Może ktoś je zweryfikuje?

Wells nigdy by nie przypuszczał, że los po tylu latach i wyrządzonych krzywdach, skieruje jego kroki do Wojtka Sicińskiego. Czy spodziewa się jak naprawdę żyje dawny przyjaciel? Co robił przez te wszystkie lata? Jaką rolę odgrywa w obecnych zawirowaniach u Wellsów? A kim jest nowa postać w tej historii - Sebastian? Dlaczego akurat jego Rafael bierze na cel? Która sprawa okaże się dla bohatera ważniejsza - Jagoda i jej przeszłość czy może teraźniejszość i chęć odnalezienia siostry? Jaki pomysł na zakończenie trylogii miał autor? Czy czytelnik będzie czuł zadowolenie? Jak bardzo historia zatoczy koło a sny się sprawdzą?

Książka zaskakuje kolejnymi tajemnicami, zagadkami i zwrotami akcji. Kiedy czytelnik jest tuż tuż upragnionego rozwiązania, autor nagle dorzuca jakąś informację, wskazówkę czy wręcz zaprzecza naszym domysłom i musimy kombinować na nowo. Ta świetna lektura sensacyjna, nie brakuje w niej bowiem tematu gwałtu, romansu, porwania, śmierci, ale i akcji z bronią w ręku - nie tylko jako działań policji. Sam fakt, że nasz niemy bohater stawia czoło wielu niebezpiecznym akcjom - bez możliwości swobodnego porozumiewania się głosem - jest godny podziwu, zwłaszcza że nie jest już młodzieniaszkiem. Jednak w sytuacji kiedy niemal każdy z jego otoczenia ukrywa coś ważnego, co w dużym stopniu rzutuje lub rzutowało na jego życie, to trudno jest móc komuś ufać i oczekiwać na pomoc. A przecież ON MUSI działać, musi przeć do przodu, niezależnie od tego, z której strony wieje mu w oczy niesprzyjający wiatr. Musi kombinować, główkować i liczyć na to, że nie zginie bezsensownie chcąc wyjąć z kieszeni jedynie telefon, by móc coś "powiedzieć"...

Rafał Lewandowski posługuje się bardzo prostym i łatwym do zrozumienia językiem, który staje się doskonalszy z książki na książkę. Bardzo szybko się czyta kolejne zdania i strony, które - dodając do tego trzymające w napięciu wydarzenia - nie wiadomo kiedy się kończą. Płynność wypowiedzi, ciekawe dialogi, element zaskoczenia oraz niespodziewany finał - to wszystko składa się na świetnie spędzony czas z "Dziedzicem". Choć przyznam szczerze, że zanim wyjaśniła się sprawa Zuzanny to udało mi się odkryć wcześniej, kim była kobieta, która odwiedziła panią Dębień w jej domu (prolog). Ciekawa jestem czy i Wy odgadniecie...

Tak jak wspomniałam, książkę można czytać zupełnie odrębnie, ponieważ autor przypomina kluczowe wydarzenia z poprzednich tomów, by czytelnik nie czuł się zagubiony w razie luk w pamięci. Jednak jest to trylogia i polecam czytać ją we właściwej kolejności, bowiem wydarzenia w których mieliśmy okazję pośrednio (bo jedynie przez karty książek) uczestniczyć, odwołują się do "Niemego" i "Bloku". Zresztą dzięki właściwej kolejności czytania czytelnik odczuwa na końcu coś w rodzaju domknięcia się koła wydarzeń, kiedy poszczególne elementy historii życia Rafaela Wellsa idealnie do siebie pasują. Książkę polecam na długie jesienne wieczory, podróże lub letnie bujanie w hamaku. Emocje gwarantowane.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Autorowi

czwartek, 12 listopada 2015

Marcin Brykczyński "Opowiem Ci, mamo, skąd się bierze miód"




Autor: Marcin Brykczyński
Ilustracje: Katarzyna Bajerowicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 28
Seria: Opowiem Ci, mamo
Wiek odbiorcy: 2-6 lat
Oprawa: twarda







Co zrobić, by dziecko pozwoliło rodzicowi obejrzeć emocjonujący film w niedzielne popołudnie ["Labirynt" chciałam obejrzeć od dawna...]? Zwłaszcza kiedy jest weekend, dziecko się "nudzi" bo nie ma rówieśników, chce by skupiać na nim całą uwagę? Należy podsunąć maluchowi ciekawe zajęcie. Ja miałam przygotowaną książeczkę o życiu pszczół, która nie służyła nam tylko do czytania, bowiem na końcu zawiera nietypowe, ale twórcze inspiracje. Film obejrzałam, córa dzielnie walczyła z robótkami ręcznymi i jedynie pamiętajcie, żeby przed pokazaniem maluchowi takiego zadania upewnić się, że macie w domu potrzebne składniki.


Autor postanowił pokazać młodemu czytelnikowi jak wygląda życie pszczół widziane od środka, nie z perspektywy człowieka, który tylko macha rękami, by odgonić się od natręta. Jednak ile można pisać o tych owadach? Zbierają nektar i pyłek, robią miód, rozmnażają się... Okazuje się, że można całkiem sporo wiedzy przekazać kilkulatkowi, tym bardziej że Marcin Brykczyński pokazuje zadania pszczół w każdej z czterech pór roku. Poczynając od wiosny, kiedy opuszczają zaciszny ul i rozpoczynają ciężką pracę, dziecko poznaje ich zwyczaje, a także proces zapylania drzew owocowych - krok po kroku - jak tworzy się owoc. Kim jest pszczela Matka? Jaki jest podział ról w ulu? Czego muszą się nauczyć młode pszczółki? Kim są trutnie? Na te pytania autor cierpliwie udziela wyjaśnień, jednocześnie tłumacząc co owady robią latem.

samba
Moją córę bardzo rozbawiło stwierdzenie, że pszczoły tańczą sambę. Dlaczego? Sprawdźcie w książeczce :) Dowiecie się z niej również o tworzeniu miodu rzepakowego, spadziowego, lipowego czy mniszkowego. Który lubicie najbardziej? Tego autor nie wie, ale pochwalił się za to wiedzą dotyczącą odpowiedzi na pytanie jak zbudowana jest pszczoła [przedstawiono to nawet graficznie] i jak dokładnie robi się ten miód zanim trafi do słoika. Co robią pszczoły zimą? Śpią czy pracują? Czy będzie miał je kto dokarmić? Jesteście ciekawi? Zapraszam do lektury.


A teraz czas na odkrycie tajemnicy, czyli co dziecko może z tej książki wykorzystać do prac ręcznych. Otóż wystarczy trochę chęci, prostych przyborów i materiałów i można wyczarować pszczoły, plastry z miodem oraz ogród. Wykonanie jest bardzo łatwe, moja pięciolatka wymagała jedynie niewielkiej pomocy. Gdyby jeszcze potrafiła skupić się na tej czynności dłużej, byłoby prześlicznie.





Dodatkowym atutem tej pozycji są sztywne karty, które nawet przy wielokrotnym przeglądaniu nie ulegną uszkodzeniu. Barwne i ciekawe ilustracje, wręcz zachęcają do tego kartkowania! Muszę przyznać, że ilustratorka każdy element i każdy szczegół dopracowała idealnie. A jeśli obraz i treść stanowią zgraną całość - tak jak w tym przypadku - wzbogaconą przykładami do samodzielnego wykonania to czego jeszcze brakuje? Zagadek! Są i one - wszędzie tam, gdzie autor opisuje życie pszczół w ulu lub ich pracy na łące - znajdują się małe ramki a w nich krótkie rymowanki. Ich celem jest liczenie, taniec oraz wnikliwe poszukiwanie wskazanego w wierszyku elementu na ilustracji. Przyznaję, że sama ogromnie się wciągnęłam zarówno w opowieść o tych małych owadach jak i rymowane zagadki. To świetna pozycja dla młodych czytelników, która nie tylko uczy biologii, ale również myślenia, ciekawości świata i spostrzegawczości.







Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Książeczka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Pani Dagmarze z


środa, 11 listopada 2015

Moje pomysły, moja twórczość

Dziś będzie luźniejszy post, zupełnie nie związany z recenzjami. Jedynie odrobinę z książkami i w dużej mierze z literami.
Chciałabym Wam bowiem dziś napisać, co robi ejotek jak nie czyta i nie gra w gry... Otóż - jak już niektórzy z Was wiedzą - pisze. Jak byłam młodsza pisałam pamiętnik i wiersze, teraz prowadzę bloga, ale czasem mój organizm potrzebuje czegoś innego, dlatego czasem w konkursach blogowych tworzę wierszyki jako odpowiedzi.

źródło: internet
Zresztą w mojej głowie często kłębią się niestworzone historie i pomysły, który tylko czają się przy futrynie drzwi, by móc skorzystać z okazji i się wymknąć... Skutki oglądacie Wy np. jako hasła w Pod hasłem :)


W niedawno zakończonym konkursie na blogu Na tropie Agathy, wzięłam udział pisząc rymowany wierszyk (należało w nim zawrzeć minimum 3 tytuły książek Christie). Chcecie przeczytać?

Oto i rymowanka:

Samotny Dom miał przygarnąć ich pod swój dach,
Młodzi byli, o szczęściu marzyli, ach!
On, to Mężczyzna w brązowym garniturze
oświadczył się jej rok temu w niezwykłej fryzurze
pomimo cenzurze
na przekór kulturze.
Lecz po Niedzieli na wsi spędzonej
duszy samotnością – z dala od narzeczonej - udręczonej
Nie uradował go widok
Tajemniczego przeciwnika wjeżdżającego z tłumanem kurzu... jak obłok
Czy czekają go Zerwane zaręczyny?
Czy nie ujrzy już swej dziewczyny?
Czas wyłożyć Karty na stół!
Kurę oskubać na rosół,
choć może lepszy będzie wół?
A gdy Godzina zero wybije
W ruch pójdą kije samobije
Lecz zanim do tego dojdzie
spędzi Noc w bibliotece i pomyśli o tym afroncie
Jak zakończy się ta historia?
Będzie porażka czy może gloria...?



Jednak najbardziej jestem dumna z dwóch opowiadań jakie popełniłam w tym roku. Obydwa są skutkiem moich marzeń, bowiem chciałabym kiedyś napisać i wydać książkę. Zresztą do łatwych to nie należy...
Dlatego zaczęłam od opowiadań, najpierw był tekst o miłości w scenerii zimowej (zresztą bardzo osobiste i melancholijne mi wyszło) do 5 edycji tomiku wydawanego przez Magdalenę Kordel. Teraz zaś końcowi dobiega przesyłanie opowiadań do edycji 6 (o czym wspomniałam w podsumowaniu czytelnictwa październikowego) - napisałam opowiadanie, dłuższe i bardziej sensacyjne z tematem gór w tle. Obydwa są dostępne na blogu Magdy, ale jeśli ktoś miałby ochotę przeczytać to tak się zastanawiam czy nie stworzyć zakładki z opowiadaniami ...tymi moimi... u mnie? Co myślicie?

Zresztą niedługo nadejdzie czas głosowania i podobnie jak w przypadku poprzedniej edycji będę Was prosiła o punkty. Zagłosujecie jeśli Wam się spodoba?


Mam też jeszcze jedną sprawę - skoro jestem na linii :P - dotyczącą tych moich pomysłów. Otóż po pierwsze będę organizowała konkurs świąteczny na blogu. Są chętni?
A po drugie - mam ciekawy [moim zdaniem] pomysł na 2016 rok - ale to muszę dopracować i ogłoszę pewnie w grudniu. Ogromnie mnie intryguje jak zareagujecie na tą ideę...

wtorek, 10 listopada 2015

Alex Kava "Ściśle tajne"




Tytuł oryginalny: Silent Creed
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 21 października 2015
Liczba stron: 336
Seria: Ryder Creed tom 2









Twórczość amerykańskiej autorki nie jest dla mnie nowością, bowiem miałam już przyjemność czytać "Płomienie śmierci" oraz "Mroczny trop", dlatego kiedy pojawiła się szansa na poznanie kolejnego tytułu, nie wahałam się. Zwłaszcza, że "Ściśle tajne" jest drugim tomem serii o Ryderze Creedzie, którego poznałam właśnie w "Mrocznym tropie". Jego postać otoczona wianuszkiem sympatycznych i mądrych... psów, bardzo mi się spodobała. Choć gdybym musiała wybierać wolałabym jednak pieski, które ratują ludzi, szukają narkotyków i nie tylko... Jakie zadanie tym razem będzie miała dla nich autorka? Jak będzie przebiegała współpraca Creed'a i agentki Maggie O'Dell?

Tym razem trener i jego podopieczni nie szukają narkotyków ani nie walczą ze skorpionami. Departament Obrony zlecił im akcję poszukiwawczą w Karolinie Północnej, gdzie ulewne deszcze spowodowały, iż ogromne błotne lawiny zmiotły wszystko co miały na swojej drodze. Obszar klęski żywiołowej nie jest terenem łatwym do pracy, ponieważ nie dość, że w każdej chwili mogą osunąć się kolejne partie błota to na dodatek chodzenie po śliskim podłożu jest niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo też co zostało przyniesione z innych terenów: szkło, paliwa, butle z gazem, samochody czy inne substancje. Zwłaszcza, że gdzieś pod warstwami błota znajduje się tajne wojskowe laboratorium, albo raczej to, co z niego zostało. Placówka ta zajmowała się przeprowadzaniem testów na ludziach, jednak nikt nie jest do końca pewien, jakie śmiercionośne substancje czy wirusy mogły się tam znajdować...

Ryder Creed wraz z psem o imieniu Bolo rozpoczyna poszukiwania żywych lub umarłych na wskazanym i przygotowanym już do tego obszarze. Nie tylko pracownicy tajnej bazy są uznawani za zaginionych, ale również mieszkańcy okolicznych domostw. Czy uda mu się odnaleźć jakąś żywą istotę? Tego nie zdradzę, ale Ryder na pewno natrafi na ciało. Tyle tylko, że człowiek ten nie zginął w wyniku osunięcia się ziemi. Wyraźnie widać, że został zamordowany jeszcze przed katastrofą. Czy fakt ten będzie miał wpływ na działania Rydera? Wszak ma nie tylko prowadzić akcję poszukiwawczą jednocześnie "płacąc" za przysługę sprzed lat, ale również ukryć przed światem wojskowe tajemnice, które odkryje w tym amerykańskim stanie. Jaki będzie wynik pracy Bola? Czy doskonałe wytrenowanie psa i jego relacje z trenerem okażą się wystarczające i przyniosą pozytywne rezultaty?

Sprawa górskiego wojskowego laboratorium prowadzącego tajne badania nie może zostać nagłośniona, jednak potrzebny jest ktoś zaufany, kto uda się na miejsce i "po cichu" postara się sprawę morderstw rozwiązać. Tą osobą z ramienia FBI ma być Maggie O'Dell, którą miałam okazję już poznać a jej metody pracy - polubić. Byłam ogromnie ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie Maggie i Rydera, ponieważ to nie jest pierwsza wspólna akcja bohaterów a i nie są sobie całkowicie obojętni. Iskrzy...

W tym samym czasie, gdy w Karolinie Północnej trwają gorączkowe poszukiwania, w których biorą udział nie tylko nasi bohaterowie, ale również ratownicy i wolontariusze, w Waszyngtonie prowadzone są przesłuchania w Kongresie. Dotyczą one serii testów z bronią chemiczną i biologiczną (określanych mianem Projekt 112 i Projekt SHAD) przeprowadzanych przez Departament Obrony w latach 1962-1974. Senator Ellie Delanore, która ubiega się o reelekcję w Senacie, chce pokazać, że los weteranów wojennych nie jest jej obojętny. Jednak wertowanie starych akt przynosi nieoczekiwane rezultaty - Ellie odnajduje tajemniczą kopertę... Czy znalezione w niej informacje pomogą jej w udowodnieniu, że Departament Obrony rozpylał szkodliwe substancje nie tylko wśród żołnierzy ale i cywilów, bez ich zgody, wywołując liczne schorzenia? Kogo rozpozna pani senator na fotografiach i czy jak zareaguje na ujawnioną prawdę?

Alex Kava pisze naprawdę dobre thrillery. Może akurat ten nie jest numerem jeden z dotychczas przeze mnie czytanych, ale jest to kawał dobrej przygody, z ciekawą fabułą, która dostarczyła mi ogromu emocji. Książka trzyma w napięciu, bowiem na miejscu osunięcia się ziemi ktoś niszczy dowody, podrzuca fałszywe tropy i przeszkadza w dotarciu do prawdy. Kiedy koparki odkrywają kolejne makabryczne zbrodnie pod warstwami błota, to czytelnik nie ma wyjścia, będzie z zapartym tchem oczekiwał na finał. A muszę przyznać, że zakończenie mnie zaskoczyło, bo choć miałam jakieś przypuszczenia to nie pokryły się one z wizją autorki. Ale to liczę tylko na plus jej pomysłowości.

Sporą rolę w lekturze odgrywają polityczne przepychanki, knucie czy przekupstwa, ale i tak cała historia przedstawia się bardzo realistycznie. Któż nie słyszał o skandalach tego typu...

Maggie w tym tomie odegrała rolę wybawicielki zaś Ryder był istnym Jamesem Bondem, bo niezależnie od tego co mu się przytrafiało, nie poddawał się. Jednak bez żadnej dyskusji moje serce skradły... psy Creed'a. Bolo i Grace pokazały, że czasem zwierzęta potrafią być mądrzejsze od ludzi a kiedy jeszcze są dobrze wyszkolone stają się cichymi bohaterami. Ich prawdziwa radość, smutek, zaniepokojenie czy próba przekazania ważnej informacji opiekunowi wywarły na mnie ogromne wrażenie. Genialnie ujęta relacja na linii człowiek-pies sprawiła, że z niecierpliwością czekałam na kolejne akcje czworonogów.

"Ściśle tajne" to książka warta uwagi, ponieważ jest połączeniem tajemnic z klęską żywiołową i politycznymi rozgrywkami, w których stawką są ludzie. A jeśli doprawimy to sporą dawką niebezpieczeństwa, a wręcz grozy i strachu to w połączeniu z krótkimi rozdziałami potęgującymi tylko nasze zainteresowanie ciągiem dalszym, lektura staje się bardzo intrygująca i przyjemna. Zwłaszcza, że tak naprawdę akcja thrillera rozgrywa się jedynie przez cztery dni...



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania książki dziękuję 


niedziela, 8 listopada 2015

"Łamigłówki. Idź do celu"




Tytuł oryginału: Activity fun. Logische reeksen. Séries logiques
Wydawnictwo: Adamada
Liczba kart: 40
Data wydania: 2015
Wiek odbiorcy: teoretycznie 8+, ale w praktyce śmiało 5+
Seria: Łamigłówki







Jak powszechnie wiadomo, kilkuletnie dzieci często chorują... A to katar, brzuszek, zapalenie oskrzeli czy wysypka. Wejście z maluchem na kontrolę do lekarza zwykle wiąże się niestety z czekaniem... I co wtedy robić? Czytać bajki, pozwolić grać na smartfonach, tabletach czy innych elektronicznych zabawkach? Owszem to też są dobre sposoby, ale niedawne zapalenie ucha u mojej córki pokazało, jak świetnym pomysłem jest seria Łamigłówki z bardzo młodziutkiego na rynku, gdańskiego wydawnictwa Adamada. Niedawno opisywałam "Łamigłówki. Znajdź taki sam obrazek" zaś do kolejkowego oczekiwania lepszym pomysłem okazał się tytuł "Łamigłówki. Idź do celu". Dlaczego?

Specyfiką miejsca był ciągły ruch innych pacjentów, nie tylko dzieci i córa strasznie się rozpraszała próbując znaleźć różnice. Na szczęście wzięłam też książeczkę, w której zadaniem dziecka jest pokonanie konkretnej trasy, noszącej cechy labiryntu. Każda karta to inny zestaw trzech obrazków, niezwykle kolorowych (choć zdarzają się strony z jedynie czarnymi barwami), które umieszczone na górze są swoistym wzorem. To według kolejności tych ilustracji dziecko musi poruszać się po planszy umieszczonej poniżej: w prawo, lewo, górę lub dół (po skosie nie powinno się poruszać). Byle dotrzeć do wymarzonej strzałki oznaczającej koniec zadania a tym samym tego ciekawego labiryntu.




Jak poszło mojej córce? Jak na pięciolatkę (książeczka ma oznaczenie 8+) to wyśmienicie. Wiele kart zrobiła bezbłędnie, z kilku wybrnęła po drobnych zagubieniach się "na trasie" a kilka zostawiła sobie na inny czas. Bardzo szybko zrozumiała idę zadania i widać było u niej naprawdę ogromny zapał i chęć do odkrywania kolejnych kart, które kryły niespodzianki w postaci nowych obrazków oraz zmieniającego się kierunku strzałek. Zadania nie są zbyt trudne, nie zniechęcają - nawet jeśli coś się nie udało, zagubiło, pomyliło, skręciło zupełnie nie w stronę wyjścia - do dalszej wędrówki, do próbowania, naprawiania, szukania nowych, poprawnych tras.

Łamigłówkowa seria wydawnictwa liczy w sumie sześć tytułów. Poznałyśmy z córą już dwa z nich i mogę śmiało powiedzieć, że się zakochałyśmy. Patrycja sama sięga na półkę i zabiera się za rozwiązywanie kolejnych zadań. Nawet ołówek czy długopis ma na stałe włożony między strony. Zwykle nie prosiła mnie o pomoc podczas pokonywania kolejnych zakrętów labiryntu, jedynie na początku chciała, żeby jej pokazać przykład, gdyż z tego typu łamigłówką spotkała się pierwszy raz. Na szczęście na końcu książeczki rodzice mogą znaleźć - ratujące honor - gotowe rozwiązania :)

"Łamigłówki. Idź do celu" to bardzo oryginalna i ciekawa rozrywka umysłowa dla kilkulatka. Przyda się nie tylko w domu ale i w innych życiowych sytuacjach, zwłaszcza że swoim rozmiarem idealnie pasuje do damskiej torebki. Zaś kolory i różnorodność obrazków z kolejnych kart nie znudzą dziecka za szybko. Polecam!




Wszystkie ilustracje pochodzą z książeczki


Za możliwość poznania książeczki
dziękuję Pani Ewie

czwartek, 5 listopada 2015

Targi w wersji mini, ale książek i tak sporo przybyło... - stosiki października

Biorąc pod uwagę, że październik to miesiąc krakowskich targów to kupiłam mało...bo gdyby nie fizyczne ograniczenia to strach się bać. Co nie kupiłam na targach to albo już uzupełniłam e-bookowo, ale kupię kiedyś :)

Przeważają jednak recenzyjne i to w ich czytaniu utonę w listopadzie!

Zapraszam do krainy stosów ejotka.



Stos nr 1:


Od dołu:
  1. "Dom i dalekie ścieżki" - do recenzji od MUZY i Business & Culture
  2. "Ostatni dzień roku" - jw. - recenzja
  3. "Życie z drugiej ręki" - źródło pozostanie tajemnicą :D
  4. "Ogród cieni" - zakup własny na Allegro w ramach skompletowania tej serii, by móc przeczytać
  5. "Kwiaty na poddaszu" - jw. - zakup własny na OLX
  6. "Warkocze" - do recenzji od Między słowami - recenzja
  7. "Pan Przypadek i fioletowoskórzy" - do recenzji od Autora :)
  8. "Pan Przypadek i korpoludki" - jw.
  9.  "Pan Przypadek i celebryci" - jw.
  10. "Pan Przypadek i trzynastka" - jw.
  11. "Mroczny Zakątek" - do recenzji od Znaku
  12. "Anna May" - do recenzji od Novae Res
  13. "Pan Samochodzik i Fantomas" - prenumerata Klubu Książki Przygodowej
  14. "Pan Samochodzik i Kapitan Nemo" - jw.
  15. "Dziewczyna z Ajutthai" - do recenzji od Autorki i Filii



Stos nr 2 to stos przydźwigany z targów. Nie będę pokazywać raz jeszcze - odsyłam do relacji TUTAJ



Stos nr 3:


Od dołu:
  1. "Pierwsze, drugie...zapnij mi obuwie" - wygrana na blogu Na tropie Agathy
  2. "Ściśle tajne" - do recenzji od HarperCollins Polska
  3. "Zamachowiec" tom 1 - prenumerata Czarnej Serii
  4. jw. tom 2


Wirtualny stos nr 4:





"Kasacja", "Zaginięcie" (te dwie to sprawka Aine :P), "Zabić drozda" (Wasze polecenie do Reading Challenge), "Dziewica" (impuls na koniec miesiąca, który się przyda do Gry w kolory) - zakupy na Virtualo
"Dziedzic" to e-book od autora, książce tej Ejotkowe postrzeganie świata patronuje.


 



Znak zapytania to e-book, którego tytułu ujawniać na chwilę obecną nie będę, ale już go przeczytałam w listopadzie - to książka, która dopiero została napisana i jest drugą częścią czegoś co recenzowałam :)



Tradycyjnie zapytuję Was, jakie są Wasze marzenia, co chcielibyście mieć, co polecacie, co odradzacie, o których tytułach pierwszy raz słyszycie? A może na coś Was skusiłam?

Życzę miłego czytania w listopadzie!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...