sobota, 28 lutego 2015

Konkurs "Bez okazji, bez banera"

Dawno nie organizowałam żadnego konkursu. Dzięki pewnej sympatycznej osóbce ze Znaku (dzięki :)) otrzymałam finalny egzemplarz książki Sarah Jio "Dom na jeziorze" i postanowiłam podarować komuś egzemplarz recenzyjny (czyli z paskiem, który o tym informuje, na okładce).
Wybaczcie, ale nie mam teraz jak wstawić fotki tegoż właśnie egzemplarza i wrzucam końcową wersję.

Moją recenzję książki możecie przeczytać TUTAJ




Konkurs jest szybki, nie ma banera, nie trzeba go reklamować nigdzie, przynajmniej nie jest to obowiązkiem. Ale żeby nie było, regulamin jest:


ZASADY:


  1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Ejotkowe postrzeganie świata, czyli ja - Ejotek a książka pochodzi z mojej biblioteczki 
  2. Oświadczam, że nie odnoszę żadnych korzyści materialnych wynikających z organizacji konkursu
  3. Nagrodą w konkursie jest egzemplarz recenzyjny książki Sarah Jio widocznej powyżej
  4. Konkurs rozpoczyna się w chwili publikacji posta a kończy 8 marca 2015 roku o północy 
  5. Wyniki ogłoszę w ciągu 5 dni.
  6. Jeśli zwycięzca w ciągu 2 dni od dnia publikacji posta z ogłoszeniem wyników nie poda adresu do wysyłki nagrody, wybiorę kolejną osobę.
  7. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby zamieszkałe na terenie Polski (lub adresem korespondencyjnym).
  8. Co zrobić by wygrać książkę? 
 
Warunki dobrowolne:
  • napisz o konkursie na swoim blogu, FB lub w innym miejscu
  • jeśli zechcesz obserwować bloga - będzie mi miło

Warunki konieczne:

  • wpisz w komentarzu "zgłaszam się"
  • podaj swój e-mail
  • Napisz, które tytuły książek autorki posiadasz i/lub przeczytałaś/-łeś.
  • zadanie konkursowe: Odpowiedz na pytanie: Czy chciałabyś/-chciałbyś mieszkać na barce na jakimś akwenie wodnym? [Liczę na większą kreatywność a nie tylko odpowiedzi "tak" lub "nie"]

Powodzenia! :)

czwartek, 26 lutego 2015

Marta Wiktoria Kaszubowska "Zapach tytoniu" - przedpremierowo




Autor: Marta Wiktoria Kaszubowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 12 marca 2015
Liczba stron: 304











Marta Wiktoria Kaszubowska urodziła się w 1987 roku, zapewne w Szczecinie (sądząc po miejscu akcji powieści). Czytając kilka słów o autorce czułam jakbym raz jeszcze czytała o głównej bohaterce książki "Zapach tytoniu", gdyż sporo tu podobieństw. Kaszubowska jest bowiem doktorantką filozofii indyjskiej na Uniwersytecie Szczecińskim i interesują ją kultury Dalekiego Wschodu, zwłaszcza status kobiet. Uwielbia pisać i dlatego realizuje się w zawodzie dziennikarza. Zwróćcie uwagę na te informacje a znajdziecie ich odzwierciedlenie w lekturze. Niniejsza powieść jest debiutem autorki. Czy udanym? Zapraszam na recenzję.

Wiem, że wiele osób ocenia książkę po okładce. Biorąc to pod uwagę, śmiem twierdzić, że bardzo wąskie grono osób sięgnęłoby po "Zapach tytoniu". Co mnie podkusiło, by to zrobić? Okładka może nie należy do najbardziej wyszukanych, ale zaintrygowała mnie. Jak się okazało po poznaniu fabuły, idealnie pasuje do tego co kryje w sobie, jest jakby symbolem treści. Drugą rzeczą, której impuls odebrała moja intuicja czytelnicza, był tytuł. Zastanawiałam się, co może być na tyle niesamowitego w papierosach, dymie i jego zapachu, że ktoś stworzył o nich książkę... Szalę przeważył fakt, że to polski debiut a jak wiadomo lubię takie odkrywać. Czy było warto?

Autorka - źródło: okładka książki
Temat tytoniu jest ujęty dość subtelnie, nie jest główną ideą powieści. Ale po kolei...
Zuza mając dziesięć lat spadła ze schodów i w dość skomplikowany sposób połamała kości nóg. Przeszła kilka operacji, spędziła pół roku w szpitalu, zaciskała zęby podczas rehabilitacji a dodatkowo się uczyła. Wierzyła w to, że będzie chodzić. Jednak z powodu tego wydarzenia straciła ufność i otwartość, zamknęła się w sobie i nie miała wspólnych tematów rozmów z koleżankami.
Podczas studiów filozoficznych poznała Filipa, który wkrótce po swoich narodzinach stracił matkę. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie, spędzali razem dużo czasu, często i dużo rozmawiali. Jednak ze strony Zuzy nie była to niestety miłość... Bardziej przywiązanie, zrozumienie, przyjaźń. Tylko czy Filipowi to wystarczy? Taki sympatyczny chłopak a było mi go żal, że jest tak oszukiwany. On pragnął bliskości a Zuza nieustannie odmawiała, mimo swoich dwudziestu pięciu lat wciąż była dziewicą. Jej serce wciąż czekało na prawdziwą miłość... Czy odnajdzie ją w bibliotece, w której pracuje? A może na uczelni, gdzie postanawia wrócić i zrobić doktorat?

Oprócz doktoratu Zuza pisze (między innymi teksty na pewną stronę internetową, wiersze), choć problemy sprawiają, że wena twórcza gdzieś się ulatnia. Jej pasją jest też czytanie książek (lubi tę samą autorkę co ja) i poznawanie tajników kultury indyjskiej.


Ale gdzie bohaterka znalazła tą miłość? Otóż Zuza nie mogła już bardziej skomplikować sobie - i innym - życia. Kiedy Filip zaprosił ją pewnego dnia do swojego mieszkania, dziewczyna poznała jego ojca - Igora. Mężczyzna został ojcem jako siedemnastolatek i kiedy mały Filip miał dwa miesiące, zginęła jego matka. Cały trud wychowania spadł na Igora. Dał radę tylko dzięki pomocy dziadków. Syn był dla niego najważniejszy. Aż do teraz. Teraz bowiem pojawił się w życiu Igora ktoś jeszcze, dziewczyna jego syna, do której poczuł coś więcej niż zwykłą sympatię. Z wzajemnością zresztą. Ale jak rozwinąć uczucie, które będzie krzywdziło kogoś tak bliskiego, jak syn czy chłopak? Zuza odpychała od siebie uczucie do Igora, ponieważ nie chciała zranić Filipa. Była z nim już dwa lata i był dla niej bardzo ważny, mimo że go nie kochała. Igor z kolei wiedział, że to on jest starszy, mądrzejszy i nie może zbliżyć się do dziewczyny syna, bo krzywda jaką mu wyrządzi może być ogromna. Jednak czy prawdziwą miłość da się zamknąć głęboko w sercu i nie pozwalać jej na ujrzenie światła dziennego? Czy można unikać spotkań z ukochaną osobą? Jak przejść obojętnie obok jego obecności przy jednym stole? Czy miłość Zuzy i Igora ma szansę się rozwinąć? Musicie to już sprawdzić sami, w powieści.

Książka porusza nietypowy rodzaj miłości a dokładniej niecodzienny obiekt miłości, czyli uczucie do ojca swojego chłopaka. Nie spotkałam się jeszcze z takim tematem w literaturze i dlatego powieść była dla mnie zajmującą lekturą. Zresztą miłość ta, nie jest jedynym aspektem uczuciowym w "Zapachu tytoniu". Autorka opisuje też miłość (czy też może zauroczenie) studenta do wykładowcy, fanki do muzyka oraz uczucie sprzed lat, które Zuza poznaje z pamiętnika swojej matki. A że miłość kobiety nie wygasła przez wiele lat, teraz postanawia naprawdę być szczęśliwa i odchodzi od męża. Czy na zawsze? Całkowicie porzuci obecne życie i wyjedzie? Kim jest mężczyzna jej życia? I jak ułożą się relacje kobiety i jej nowego towarzysza w stosunku do Zuzy i jej ojca?

Uważam, że Marta Kaszubowska napisała świetną powieść. Czytałam wiele polskich obyczajówek, nie tylko debiutanckich i książka równie dobrze potrafiła wciągnąć mnie w swój świat. Z zainteresowaniem przewracałam kartki czekając na to, co wydarzy się za chwilę. Jakie decyzja podejmą Zuza i Igor. Czy między nimi będzie miała szansę nawiązać się nić porozumienia, miłość i namiętność? Czy Filip pogodzi się ze zdradą najbliższych mu osób? W żaden sposób nie byłam w stanie przewidzieć tego co zaplanowała autorka.

Książka uzmysławia nam, co jest w życiu najważniejsze. Która miłość wiedzie prym. Z której jesteśmy w stanie zrezygnować wtedy, gdy musimy wybierać. Bo nie zawsze da się pogodzić dwa odmienne poglądy, dwa odmienne stanowiska i dwie odmiennie myślące osoby. Nie zawsze żyjemy w pełni szczęśliwi, ale czasami trzeba wybrać "mniejsze zło"...
Jak zakończy się ta historia? Na szczęście nie trzeba się domyślać. Autorka zrobiła czytelnikom prezent i napisała to "czarno na białym" - w Epilogu. Powieść polecam wszystkim, którzy lubią polskie debiuty, obyczajówki oraz tym, którzy nie są pewni swoich związków i prawdziwości swojego uczucia.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Dorocie 
z Wydawnictwa Novae Res

wtorek, 24 lutego 2015

Dorota Gąsiorowska "Obietnica Łucji" - przedpremierowo




Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak
Data wydania: 5 marca 2015
Liczba stron: 400











Po czym poznać, że przeżywam daną historię czy to w książce czy w filmie? Otóż komentuję głośno zachowanie bohaterów: kibicuję im, złoszczę się kiedy robią coś nie po mojej myśli albo wypowiadam sławne słowa "a nie mówiłam" czy "wiedziałam, że tak będzie". Również podczas lektury "Obietnicy Łucji" nie udało mi się czytać w ciszy. Bohaterowie są bardzo "charakterni" i mocno wpływali na moje emocje. Dobrze, że choć krajobraz sprzyjał przemyśleniom i wprowadzał delikatniejsze momenty.


Czterdziestoletnią Łucję Wróblewską  gonią demony przeszłości. W zakamarkach serca kobieta ukrywa nieszczęśliwe dzieciństwo: utratę kilkumiesięcznego braciszka, odejście ojca, chorobę matki. Była samotną i opuszczoną dziewczynką, której los odebrał miłość dawaną jej przez bliskich. Czuła się odrzucona przez rówieśników, była smutna i musiała radzić sobie sama, równocześnie dbając o matkę.

Po wielu latach Łucja wychodzi za mąż za Karola i zostaje właścicielką biura podróży. Jednak ich małżeństwo po szesnastu latach kończy się rozwodem a kobieta opuszcza Wrocław i wyjeżdża w miejsce, którego nie ma na mapach - do maleńkiej wioski na Podkarpaciu - do Różanego Gaju. Chce tam odnaleźć siebie oraz ukojenie dla serca i duszy. Zamieszka u Pani Matyldy i rozpocznie nauczanie historii w miejscowej szkole. Jedną z jej uczennic będzie Ania, dziewczynka która przypomina Łucji ją samą sprzed lat. Nauczycielka będzie częstym gościem w domu Ani i jej umierającej na białaczkę matki - Ewy. Kobiety zaprzyjaźnią się a Ewa poprosi Łucję o dość niecodzienną rzecz: o odnalezienie ojca Ani. Czy Łucja podejmie się tego wyzwania? Czy uda się uratować Ewę? Jak w tak trudnej sytuacji radzi sobie uczennica piątej klasy - Ania?

Łucja w Różanym Gaju musi również zmierzyć się z niechcianym adoratorem, dźwiganiem tajemnicy Ewy, zachowaniem nieznośnej Adeli, ale również z oszałamiającą muzyką i zrabowanym pałacem Kreiwetsów, który już od pierwszych chwil ją zafascynował. Czy bohaterka zdaje sobie sprawę, jak wielki bój będzie musiała stoczyć o ten budynek i jego niesamowitą historię? Czy podda się magii tego miejsca? Czy choć przez ułamek sekundy przypuszcza jak potoczy się jej życie w tym cichym i spokojnym miejscu? Czy znajdzie sposób, by pozbyć się demonów z przeszłości? Nadzieja na lepsze jutro tylko czeka, by wejść w jej progi...


Nawet jeśli dana fabuła jest przewidywalna (bądź ja jestem dobrym detektywem obyczajówek) to książka i tak może mi się podobać. Dlaczego? Jest dobrze napisana, lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Zawiera dialogi, które poruszają czułe struny oraz liczne tajemnice, które stopniowo się wyjaśniają wprawiając czytelnika w radość czy złość. Jak w każdej historii, tak i w "Obietnicy Łucji", znalazłam "czarne charaktery", które mącą, kręcą, przeszkadzają w szczęściu innych i psują atmosferę. Ale czymże byłaby opowieść bez takich osób? Nudą! Wszędzie wokoło byłaby tylko miłość, radość i szczęście... A tak.... dzieje się, oj dzieje. Chociaż w temacie poszukiwań ojca Ani, jak dla mnie poszło zbyt łatwo, liczyłam na bardziej skomplikowany proces, na poszukiwania na większą skalę.

I tak jest właśnie z debiutancką powieścią Doroty Gąsiorowskiej. Mimo, że większość tajemnic i wyjaśnień poszczególnych wątków odgadłam na długo przed kartami powieści to i tak lektura nie była stratą czasu a wręcz jego umilaczem. Bo nie sztuka napisać samymi zagadkami, tak trudnymi, by czytelnik do końca nie wiedział kto, co, po co i dlaczego (choć i takie książki lubię). Sztuką jest tak opisać wydarzenia i relacje międzyludzkie, by czytelnika zainteresować, zaintrygować i sprawić, by przeżywał to co czyta. Uważam, że jest to debiut udany i chętnie przeczytam kolejną powieść autorki.

Gąsiorowska w bardzo ciekawy sposób opisała uczucia i emocje, które targały bohaterami podczas podejmowania ważnych życiowych decyzji. Charakter tych ludzi nakreśliła z zegarmistrzowską precyzją, czytając o Łucji, Ani czy Antosi czułam, że znam je osobiście. Że potrafię odgadnąć co powiedzą czy zrobią w danej sytuacji. W tej powieści żaden bohater nie może poczuć się niedopieszczony, niedopracowany. 

Gdybym miała jednym słowem scharakteryzować powieść albo wybrać słowo kluczowe to byłoby to słowo - moje ulubione ostatnio - tajemnica. Choć właściwie powinnam użyć liczby mnogiej, ponieważ jest tutaj tajemnica Ewy, Eleonory, Lukrecji, Adeli oraz samej Łucji. Jednak w przypadku tej ostatniej bardziej powinnam użyć innego słowa "ucieczka". Przed czym ucieka główna bohaterka? Przed prawdą? Przecież przed nią nie da się uciekać! A może przed przeznaczeniem? Los i serce mają dla niej inne plany, niż ona sama.
Czy tylko ona chowa głowę w piasek zamiast stawić czoło rzeczywistości i odnajdując swój życiowy cel, zdążać do przodu i nie oglądać się za siebie?

O książce mogłabym jeszcze długo pisać, jednak przecież nie chcę Wam zepsuć tej lektury i przyjemności przebywania w Różanym Gaju... Od teraz już zawsze róże będą mi się kojarzyły z powieścią "Obietnica Łucji". A sama książka z sielską wioską na Podkarpaciu pośród łąk, pól i zasp śniegu w zimie. A gdzieś w oddali zamajaczy cień pałacu czekającego na odkrycie jego tajemnic.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Małgosi
z Wydawnictwa Znak


Nie podoba się? Wymień!

Debiutancka powieść Doroty Gąsiorowskiej "Obietnica Łucji" ma premierę już 5 marca!

Mam to szczęście, że miałam już możliwość ją przeczytać :) Skończyłam wczoraj, także jeszcze w lutym ukaże się recenzja!

A dlaczego piszę o tym dzisiaj?

Otóż Wydawnictwo Znak ma dla czytelników ciekawą niespodziankę:
akcję, w której gwarantują, że jeśli książka kogoś nie zachwyci, wymienią ją na inną.
Więcej informacji o akcji oraz regulamin znajduje się na: http://www.znak.com.pl/obietnicalucji


Ale o czym jest książka? W skrócie:

Uciekając przed swoją przeszłością Łucja przypadkowo trafia do Różanego Gaju – uroczego miasteczka ze starym, zniszczonym dworkiem.

Przypadek sprawia, że zaprzyjaźnia się z młodą umierającą kobietą i składa jej niezwykłą obietnicę: ma odnaleźć ojca jej córeczki.

Kiedy więc w zaskakujących okolicznościach poznaje genialnego muzyka i jego zimną i bezduszną partnerkę Adelę, zaczyna dostrzegać, że przypadki odgrywają w jej życiu coraz ważniejszą rolę.

A może to nie zbiegi okoliczności tylko przeznaczenie? 
 


Świetna jest! Naprawdę

poniedziałek, 23 lutego 2015

Zbieracie już złotówki na Targi Książki w Krakowie 2015? :)

Od ubiegłorocznych targów nie minęło jeszcze pół roku a ja już nie mogę doczekać się na kolejne... Wy też? :)

Ale myślę przyszłościowo i już zbieram fundusze. Wszak łatwiej wrzucać do skarbonki mniejsze kwoty regularnie niż w październiku obudzić się z myślą, że portfel pusty, konto też a tu targi niebawem...

Dlatego piszę dzisiejszego posta. Motywująco-przypominającego.
W mojej okolicznościowej skarbonce w kształcie bucika złotówek przybywa.
Założyłam sobie, że codziennie wrzucam złotówkę. To niewiele a na targi uzbiera się ponad 300zł! Na ostatnich tak dużo nie wydałam, więc powinno wystarczyć, prawda? :P

Zatem licząc stan na koniec lutego to powinnam mieć 125 złotych (licząc, że odkładanie zaczęłam od pierwszego dnia po zakończeniu targów 2014).

Można odkładać tygodniowo lub miesięcznie. Można odkładać po 50 groszy dziennie... albo po 2 złote :P  Jak to woli.

A czy Wy już przygotowujecie się finansowo na targi? Opowiecie mi o Waszym sposobie?


niedziela, 22 lutego 2015

Emanuel Herz "Seksparty" - przedpremierowo

Nieostateczna wersja okładki



Autor: Emanuel Herz
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 16 marca 2015
Liczba stron: 280?












Rzadko czytuję literaturę erotyczną. Bardzo chciałabym mieć możliwość porównania poszczególnych tytułów, ich wyuzdania czy brutalności to na chwilę obecną nie jestem w tym ekspertem.
Książka jest niewątpliwie przeznaczona dla dorosłych, nie polecam jej zbyt młodym odbiorcom. Choć wiadomo, każdy jest kowalem własnego losu.

Zastanawialiście się jak żyją rozwiąźli seksualnie ludzie? Czy to są normalnie zachowania czy pragnienia? Już pomijając kwestię wiary i religii to nieco ... dziwne i osobliwe. Marzenia to co innego, ale wprowadzanie ich w życie i to jeszcze w celach finansowych to dość niekonwencjonalne. Oczywiście nie żyję w ciemnej piwnicy i zdaję sobie sprawę, że każdy postępuje tak jak ma ochotę, każdy decyduje za siebie i może tuż obok mnie istnieje taki Borys... A kim jest ten z powieści?

Borys jest typowym trzydziestolatkiem. Ma żonę, dzieci, mieszkanie na kredyt w Gliwicach, pracę i nietypowe pragnienia seksualne. Wszystko zaczyna się w zasadzie przez przypadek, kiedy to mężczyzna postanawia się odprężyć na basenie i w saunie. Na sąsiednich leżakach dostrzega zmysłową kobietę z rozchylonym szlafroczkiem, która pieści najbardziej czuły punkt swojego mężczyzny. Borys czuje się zafascynowany sceną i coraz śmielszymi poczynaniami kobiety. W rezultacie włącza się do igraszek wraz z partnerem kobiety. Kolejnym bodźcem do przyszłych planów trzydziestolatka jest wizyta we francuskim przybytku za masywnymi drzwiami - "Sauna Privee". Jedynie przez chwilę może obserwować miłosne igraszki pewnej pary, ponieważ nie ma ze sobą wystarczającej ilości pieniędzy, by wziąć w niej udział.
Jednak pewien pomysł kiełkuje w jego zapracowanej głowie. Jego pożycie seksualne z żoną Julią - jest udane, ale nudne i pozbawione emocji. A on pragnie zobaczyć żonę wyuzdaną, której pragnie ktoś inny. Rejestruje ich oboje na portalu dla swingersów a później odnajduje nawet miejsce w Polsce, gdzie można osobiście spotkać swingersów i uprawiać seks w większym gronie. Do decyzji, by powiedzieć o tym żonie dojrzewa pół roku. Jak reaguje Julia? Czy zgodzi się na spełnienie marzenia męża? Wszak dla miłości można wiele a ona go kocha. Czy spodoba jej się pierwsze obcowanie ze swingersami? Jak ono wpłynie na postrzeganie samej siebie i na ich wzajemną miłość? Czy Borys poczuje, że jest szczęśliwy? Że to właśnie TO?

Muszę przyznać, że nie potrafiłabym zrobić ze swojego życia wręcz firmy z usługami seksualnymi. Lektura znacznie przewyższa pomysłami pracę w najstarszym zawodzie na świecie. To zupełnie coś innego, kiedy kobiety zarabiają ciałem na ulicy a co innego, gdy to mąż "sprzedaje" ich ciało innemu mężczyźnie i sam czerpie przyjemność z oglądania. Nawet jeśli nie dochodzi do samego stosunku to jest to nie do pojęcia.

Julia z Borysem brną w swój interes seksualny coraz dalej, spotykają się w coraz szerszym gronie, decydują się na coraz odważniejsze igraszki, chwilami odrażające - jak dla mnie. Czy będą w stanie przestać? Czy wizja dużej ilości pieniędzy zarobionych łatwo i to w tak krótkim czasie, będzie w stanie pokryć ich nowe zapotrzebowania, ale również długi, które przecież wciągnęły Borysa w tak szaleńczą grę? Czy nadal będą mieli do siebie zaufanie nawet jeśli każde z nich pójdzie na spotkanie samo? Jak zakończy się ta historia? Czy bohaterowie wciąż będą się darzyć miłością, szacunkiem? Czy będą mieli ochotę kochać się ze sobą a nie traktować swoich ciał przedmiotowo i sprzedajnie?

Jak dla mnie to wstrząsająca książka. Patrząc przez pryzmat nie tylko seksu, ale i powodów, dla których ludzie decydują się na takie życie. Sam aspekt erotyczny jest w książce dość mocny, jest wiele scen seksu, momentami dość wulgarnego. Przeszkadzało mi czasami słownictwo, nie mówię, że powinny być używane słowa ze słownika dla dzieci, ale myślę, że autor mógł trochę delikatniej. Choć to przecież erotyk... Cóż, kwestia upodobań. Ogólnie oceniam lekturę dobrze, fabuła sama w sobie jest ciekawa, czytelnik odczuwa zaciekawienie i intrygują go dalsze kroki podejmowane w seks-biznesie przez małżeństwo Julii i Borysa. Kilka zdarzeń i tak zwanych momentów mnie zniesmaczyło, kilka zaintrygowało, inne rozśmieszyły. A przecież nie mam piętnaście lat... Człowiek uczy się całe życie... Jedno jest pewne, trzeba uważać z kim się umawiać. Ale to już problem swingersów.





Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, 52 książki



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Dorocie 
z Wydawnictwa Novae Res

piątek, 20 lutego 2015

Koniecznie musisz tu zajrzeć :)

Znowu będę prosić o głosy - ale tym razem bezpłatnie! Nie trzeba ponosić kosztów, smsów itd.
Obiecuję też sobie oraz Wam, że za rok nie startuję do Bloga Roku.

Ale dziś będę prosić, błagać i dziękować.

O co mi chodzi?

Pamiętacie jak pisałam Wam o opowiadaniu, które napisałam? Otóż na blogu Magdy Kordel rozpoczęło się głosowanie. Nie wygram milionów, ale mogę wygrać 2 egzemplarze tomiku, w którym będzie wydrukowane to moje pierwsze opowiadanie.

Głosowanie trwa do 3 marca!!!
Głosujemy TUTAJ

Bardzo proszę o dokładne przeczytanie sposobu głosowania, ponieważ do dyspozycji jest 20 punktów i trzeba je rozdzielić między opowiadania. Nie można wszystkich oddać na moje. [Wiersze mają osobne 20 punktów do rozdzielenia]
Nie można też głosować anonimowo.

Opowiadanie moje i inne też, znajdują się w zakładkach na tym blogu: Miłość niejedno ma imię i Miłość niejedno ma imię II.

Moje opowiadanie nosi tytuł: W głębi serca i znajdziecie go TUTAJ

Takie głosowanie nic nie kosztuję, jedynie trochę czasu a ja ... będę się cieszyć jak dziecko z każdego punkciku :)

Mogę liczyć choć na kilka? :)

czwartek, 19 lutego 2015

Sarah Jio "Dom na jeziorze" - prawie przedpremierowo, gdyby nie zmiany odgórne :D




Tytuł oryginalny: Morning Glory
Tłumaczenie: Lucyna Wierzbowska
Wydawnictwo: Między słowami / Znak
Data wydania: 18 lutego 2015
Liczba stron: 304











Powieści Sarah Jio pokochałam w kwietniu ubiegłego roku, kiedy to sięgnęłam po pierwszą z nim... i przepadłam. Choćbym miała całe stosy książek do przeczytania "na wczoraj" to i tak twórczość autorki ma pierwszeństwo, choć czytam je tak szybko jak "mgnienie oka". Sarah Jio przyzwyczaiła mnie do lekkości stylu a zarazem intrygującej fabuły, która dotyczy dwóch bohaterek - z przeszłości i teraźniejszości. Czy i tym razem zostałam porwana przez powieść?
Zanim zaproszę Was do literackiej uczty dotyczącej fabuły, muszę wspomnieć o pewnym fakcie. Dotychczas czytane przeze mnie powieści autorki były wznowieniami, jednak "Dom na jeziorze" jest nowością na polskim rynku!

Ada Santorini jest zastępcą redaktora naczelnego w magazynie "Sunrise" w Nowym Jorku. Pisze o miejscach, w których warto spędzić rodzinne wakacje. Jednak dla tej młodej kobiety nic już nie jest ważne. Straciła radość życia. Potrzebuje zmiany otoczenia, oddechu, dystansu. Rzuciła więc pracę, odsunęła się od rodziców i wynajęła barkę przy Boat Street w Seattle. Dlaczego? Otóż przewrotny los sprawił, że jeden telefon od naczelnej podczas zlecenia wykonywanego na Wschodnim Wybrzeżu i życie zmienia się w strzępek... Dwa lata przed ucieczką do Seattle, Ada straciła córkę i męża. Do tej pory wciąż czuje się winna a przez jej głowę przepływają zdania zaczynające się od "gdyby". Pogrążona w smutku kobieta próbuje żyć na nowo, chce jeszcze być szczęśliwa u boku poznanego na jednej z barek mężczyzny, ale nadal nosi w sercu męża. Potrzebny jej znak z nieba, że to co robi nie jest zdradą. Że może ponownie obdarzyć kogoś miłością. Czy go dostanie?

Ada oprócz nowych znajomości, sympatii mężczyzny i wycieczek otrzymuje od losu w Seattle jeszcze coś - w saloniku wynajmowanej barki odnajduje tajemniczą skrzynię. A gdy udaje jej się odnaleźć również klucz, przepada w czeluściach przedmiotu i przeszłości, którą kryje. Bohaterka natrafia na historię młodej dziewczyny - Penny, która była właścicielką skrzyni i żoną artysty malarza. Jednak jej małżeństwo nie do końca było idealne, co poskutkowało uczuciem do kogoś innego. Jakie sekrety Penny odkryje Ada? Co stało się z zaginioną pięćdziesiąt lat wcześniej mieszkanką jej barki? Na Boat Street panuje zmowa milczenia, nikt nie chce pomóc Adzie w odkryciu prawdy. Dlaczego? Co wydarzyło się w pewną lipcową noc? Czy Penny żyje? Uciekła czy została porwana? Tak wiele domysłów, ale na odpowiedź czytelnik musi długo poczekać...  Zresztą podobnie jak na opowieść Ady dotyczącej straty bliskich, gdyż pojawia się ona dopiero po dwusetnej stronie.

Najnowsza powieść Sarah Jio jest nietypowa ze względu na osadzenie fabuły na wodzie. Autorka podczas pisania tak bardzo chciała odczuwać to co bohaterowie, że również zamieszkała na barce. Ciekawa jestem czy nawet podczas postoju w pirsie można mieć chorobę morską... Jeśli nie to może kiedyś spróbuję, ponieważ poczułam się zaintrygowana tym nietypowym miejscem zamieszkania. Jak to jest kiedy fale kołyszą do snu?

"Dom na jeziorze" jest typową twórczością autorki - liczne tajemnice (moje
źródło: strona www autorki
ulubione słowo ostatnio), niespodzianki jakie czekają na czytelnika dotyczące powiązań między bohaterami i ich przeszłości a także dwutorowa akcja. Losy Ady i Penny poznajemy naprzemiennie, żałując że los tak je potraktował, że nie dał im pełni szczęścia, na które zasługiwały. Albo dał, by niedługo potem zabrać. A przecież każdy chce być kochany, przytulany, obdarzany pieszczotami, miłością i... maleńkim człowiekiem. Jednak istnieją ludzie, którzy zazdroszczą innym szczęścia, chcą go odebrać, chcą dzielić to czego nie powinni, wkraczają w życie innych i je niszczą. Tak jest i tutaj. Niby czytana powieść jest fikcją literacką, ale uwierzcie - autorka zawarła w niej tyle prawdy o ludziach, nie zawsze tej pozytywnej, że ściskało mi serce. Odrzucona żona, niechętny jej mąż, tajemnicze kobiety i mężczyźni w garniturach, smutny chłopiec Jimmy, który nie czuje miłości matki, a nawet elementy wojny. Więcej szczegółów i imion bohaterów nie zdradzę, lektura będzie bardziej smakowita.

Książka jest świetna, odprężająca - pomimo emocji z nią związanych - idealnie wpasował się w mój gust. Żałuję jednego, że tak szybko się skończyła. Chciałabym dłużej delektować się tą historią i wraz z Adą poszukiwać prawdy. Tylko czy moje nerwy, by to wytrzymały. Jeśli lubicie takie powieści, jeśli uwielbiacie twórczość autorki to jest to lektura dla Was. A kto czytał "Marcowe fiołki" będzie miał dodatkową niespodziankę - Sarah Jio wplotła w fabułę wątek znany właśnie z tamtej książki.
Nie napisałam jeszcze najważniejszego. Zakończenie mnie powaliło! Nie spodziewałam się takiego uwieńczenia powieści, tak pokręconego jak finał u Agaty Christie. Genialne!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Małgosi
z Wydawnictwa Znak / Między słowami

Wyzywam Cię na pojedynek #2 - tym razem ja rzucam rękawicę

Jak wiecie wygrałam pierwszy pojedynek z magdalenardo czytając "Upalne lato Marianny", dlatego dziś to ja rzucam komuś wyzwanie.

Poniższy baner i regulamin pochodzą oczywiście ze strony pomysłodawczyni.

Tło baneru pochodzi z tej strony.
Wyzywam Cię na pojedynek... 
to nietypowe wyzwanie, bo wyzwanie, 
w którym w każdej odsłonie biorą udział dwie osoby 
(pozywająca na pojedynek i pozwana).


ZASADY WYZWANIA (wraz ze zmianami z 18.02.2015):
1. Wyzwanie polega na wyzwaniu wybranego (dowolnego) blogera (lub kilku) do przeczytania jakiejś konkretnej książki, którą my także mamy nieczytaną na półce, ale... możemy ją wyprzedzić i sami jako pierwsi przeczytamy tę książkę.
Pozwaną osobę/osoby musimy poinformować, pisząc o tym w komentarzach na jej blogu lub drogą mailową. Pozwana osoba może odmówić udziału w danym pojedynku (nie trzeba podawać przyczyn), jeśli to pojedynek 1 na 1 to pozywająca osoba wyznacza nowy pojedynek, jeśli pozwanych osób było więcej i choć jedna z pozwanych "przyjęła rękawicę" to pojedynek trwa.
2. Na kolejny pojedynek czytelniczy może wyzwać tylko osoba, która w poprzednim pojedynku wygrała (równocześnie mogą odbywać się dwa różne pojedynki, jednak nie mogą w nich brać udziału te same osoby).
3. Potwierdzeniem wypełnienia zadania jest publikacja recenzji danej książki na swoim blogu i zgłoszenie tego faktu osobie, która nas wyzywa.

Np. Ja wyzywam Ejotka do przeczytania pewnej książki. Tak się składa, że jej uda się to zrobić szybciej i przesyła mi link do recenzji. Wtedy wygrywa pojedynek i na swoim blogu pisze posta (udostępniając baner i regulamin), w którym pozywa kolejną osobę. I wyzwanie trwa nadal, działając na zasadzie łańcuszka.
4. Czas na wykonanie zadania jest w zasadzie nieograniczony. Po prostu kto pierwszy ten lepszy :)
5. Chętni do udziału w wyzwaniu zgłaszają się w tej zakładce.
6. W zgłoszeniu podajemy swój nick, adres bloga i listę maksymalnie 10 5 - 15 tytułów (wraz z autorami), które deklarujemy w wyzwaniu. (Uwaga, jeśli w międzyczasie ktoś przeczyta zgłoszony tytuł to proszę o informację, w zamian można podać inny tytuł). Listę tytułów można w każdej chwili zmodyfikować.
7. Wybierając osobę do pojedynku nie musimy kierować się tylko i wyłącznie zgłoszeniami, bo może się tak zdarzyć, że pozwany nie wie o istnieniu wyzwania, a w luźnej rozmowie czy to w komentarzach, czy mailu dał Wam znać, że nie może przełamać się do sięgnięcia po dany tytuł. Należy się tylko upewnić, czy w razie wygranej będzie kontynuował zabawę.
8. W wyzwaniu można wziąć udział wielokrotnie, to pozywający decyduje kogo wybierze do pojedynku (musi być to osoba, która wymieniła taką samą nieczytaną książkę, jak ta, którą sami posiadamy).
9. Uczestników proszę o zamieszczenie gdzieś na blogu podlinkowanego banera wyzwania "Wyzywam Cię na pojedynek..."
10. Proszę o informowanie mnie o kolejnych pojedynkach i ich finałach. W zakładce wyzwania zamieszczę listę uczestników i ich wyniki :)
11. Po zakończonym pojedynku osoby przegrane same decydują, czy daną książkę czytają/doczytują do końca, czy rezygnują.



II pojedynek
Ejotek kontra Ktrya
Tytuł: 
"Morderstwo na mokradłach" Sasza Hady
Start pojedynku: 19.02.2015
 

P.S. Kasiu, żeby było sprawiedliwie to do weekendu nie dotknę książki.

środa, 18 lutego 2015

Podyskutujemy? #1

Dziś będzie coś, czego jeszcze na moim blogu nie było - propozycja dyskusji. Pojawiają się na wielu blogach i dotyczą głównie blogów i książek. Ale ja mam wiele tematów również pozaksiążkowych, które chciałabym Wam zaprezentować. Choć i te dotyczące naszej największej pasji będą się pojawiać. Mogę na Was liczyć? Podyskutujemy? Macie ochotę na więcej takich postów dyskusyjnych?


Dzisiejszy temat: Marzenia zawodowe z dzieciństwa

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem, takim kilkuletnim. Jedni 10 lat temu inni 30, ale nadal przecież mamy coś z dziecka, prawda? Może pamiętacie kim chcieliście zostać kiedy mieliście 3, 4 czy 5 lat? Pewnie bardziej znamy z opowiadań. Jestem ogromnie ciekawa jakie zawody kusiły Was wtedy i na ile się spełniły / sprawdziły. Czy marzenia dziecka pozostają w nas na dłużej czy wraz z wiekiem się zmieniają?

Wypada bym jako pomysłodawczyni też się wypowiedziała, prawda? Z opowiadania mamy wiem, że kiedy byłam kilkulatkiem wiele razy zmieniały mi się wizje zawodu przyszłości. Najpierw chciałam być ... uwaga! sprzątaczką. Potem ekspedientką, przedszkolanką, nauczycielką i bibliotekarką (te dwa ostatnie, tak jak mama). Na ile to się sprawdziło? Po maturze, w wakacje pracowałam w sklepie spożywczym, wtedy jeszcze nawet kasy fiskalnej nie było... Także marzenie zaliczone choć troszkę. Natomiast bibliotekarką prawie zostałam - miałam praktyki w bibliotece i część kierunku studiów to było właśnie bibliotekarstwo, tuż obok dziennikarstwa.

Czekam na Wasze marzenia... :)

poniedziałek, 16 lutego 2015

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Upalne lato Marianny"



Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2012
Liczba stron: 256
Seria: Upalne lato tom 1











Katarzyna Zyskowska-Ignaciak jest niemalże moją równolatką, dlatego ilekroć widzimy się na krakowskich Targach Książki, z radością zajmuję miejsce obok i zamieniam choćby kilka zdań. Aż wstyd się przyznać - choć autorka o tym wie - ale nie przeczytałam dotąd żadnej jej książki. Aż wreszcie nadeszła ta chwila i sięgnęłam po "Upalne lato Marianny", chociaż lata nie mamy, lecz zimę... (chyba). Ale dobór lektury tym razem, mogę śmiało zrzucić na magdalenardo, która to wyzwała mnie do pojedynku. Nie poddałam się łatwo i zaczęłam czytać...

Osiemnastolatkę, Mariannę Borucką poznałam w chwili, gdy cieszyła się ze swojego nazwiska na liście osób przyjętych na prawo, jednej z warszawskich uczelni. To wszak niełatwe zadanie dla mieszkanki mazowieckiej wsi, która tak naprawdę była zniechęcana do dalszej edukacji. Dziewczyna straciła matkę mając dziesięć lat a ojciec i niania Gabrysia, nie uważają studiów za coś niezbędnego w jej życiu. Zwłaszcza, że wszędzie dają się słyszeć głosy o nadchodzącej wojnie. Jest przecież rok 1939.

To właśnie tego dnia, kiedy Marianna idąc ulicą Warszawy, cieszy się, że będzie studentką... gubi sweter. Podnosi go młody mężczyzna a serce dziewczyny odczuwa coś niesamowitego. Jakież zdumienie ją ogarnia, kiedy okazuje się, że Zygmunt (ratujący sweter)  jest kolegą Zenona - siostrzeńca księdza i obaj panowie spędzają lato na wsi. Marianna wraz ze swoją przyjaciółką Krysią szukają okazji, by móc choć przez chwilę z nimi porozmawiać. Krysia podkochuje się bowiem w Zenonie a Marianna wzdycha do Zygmunta.

Marianna jest bardzo oczytaną i rewolucyjną młodą damą. Nie uznaje wiary, do kościoła chodzi z innych powodów, niż pozostali uczestnicy mszy. Tradycje i nakazy mówiące o tym, jak powinna zachowywać się niezamężna panienka też nie do końca ją obchodzą. Jest bardziej wyzwolona i pewna swoich wdzięków niż inne dziewczęta w jej wieku, ale czy wszystkie? Marianna ma przecież oczy szeroko otwarte i widzi wiele rzeczy, które zdaniem dorosłych, nie powinny ją interesować. O których nie powinna jeszcze wiedzieć. Marie jest mądra ale chwilami bardzo naiwna. Wierzy, że miłość fizyczna może zaistnieć tylko między dwojgiem ludzi, którzy się kochają. Czy dziewczyna odkryje co czuje do Zygmunta? Czy to ten mężczyzna jej pisany? A może warto jednak rozejrzeć się za inną miłością? Czy jej ciało jest gotowe do tej pierwszej miłości, pierwszego poważnego zauroczenia? Czy jej wyjazd na studia się ziści i nie sprawdzą się czarne wizje z wojną w roli głównej?

Autorka napisała powieść na postawie wspomnień swoich dziadków, co w moim mniemaniu jest doskonałym hołdem dla nich. Dla czasów w jakich było im dane żyć. Sama raczej nie chciałabym się przenieść w tamten czas... Żyć wciąż w strachu czy wybuchnie wojna, nie móc realizować swoich marzeń o studiach. Nie potrafiłabym mieć ograniczonego dostępu do informacji i żyć w wiejskiej społeczności, gdzie żadna ciemna sprawka, żadne przewinienie nie umyka uwadze innych? Zapewne gdybym musiała, to żyłabym. Ale nie muszę.

Kasia Zyskowska-Ignaciak pokazała w powieści swój kunszt literacki szlifowany na dziennikarskich studiach. W pięknym stylu opisała mazowiecką wieś, jej mieszkańców, upalne lato i uczucia, nie tylko w 1939 roku, ale i wcześniej... poznajemy bowiem ogromną tajemnicę Gabrysi. Co wydarzyło się przed laty? Gdzie udaje się kobieta tego samego dnia w każdym roku, zakładając srebrną obrączkę na palec?

Jednocześnie autorka uświadomiła czytelnikowi, z jakimi problemami musieli zmierzyć się młodzi ludzie niecałe osiemdziesiąt lat temu. Zacofanie w wielu kwestiach, niechciane ciąże, pozbywanie się ich, trudne miłości, żądza pieniądza, przemoc domowa, utrata kogoś bliskiego, szalejące hormony, pragnienie szczęścia i spełnienia marzeń. O tym wszystkim możecie przeczytać w pierwszym tomie z serii "Upalne lato".

Początek powieści trochę mnie nużył. Mimo iż pięknie napisany, to opisy nie są moimi ulubionymi fragmentami w literaturze. Liczyłam na więcej wydarzeń, nawet biorąc namiar na główny przekaz powieści i nie licząc na mocne uderzenia. Ale chyba to wina czytanych niedawno powieści obyczajowych, które miały więcej zagmatwanych losów bohaterów niż wzbudzających zachwyt czytelnika opisów. Dopiero za połową książki zaczyna się rozkręcać akcja na tyle, że nie mogłam oderwać się od kartek. Ta początkowo sielsko-anielska powieść staje się nagle areną szokujących zdarzeń. Sceny ukradkowych spotkań damsko-męskich czy czytanie na werandzie i szeptanie z przyjaciółką stają się nieistotnym i dawno zapomnianym tłem... Jednak uważam książkę za dobrą lekturę i zamierzam sięgnąć po drugi tom serii "Upalne lato Kaliny".






Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: Wyzywam Cię na pojedynek..., Czytelnicze marzenia 2015, 52 książki

sobota, 14 lutego 2015

Kimberley Freeman "Zatoka Latarni"




Tytuł oryginalny: Lighthouse Bay
Tłumaczenie: Anna Nowak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 21 stycznia 2015
Liczba stron: 496











Rok temu - w styczniu - miałam okazję poznać po raz pierwszy twórczość Kimberley Freeman. Recenzowałam wtedy "Wzgórze Dzikich Kwiatów", które mnie zafascynowało do tego stopnia, że gdy usłyszałam o najnowszym tytule - musiałam go mieć! Czy historia opisana w "Zatoce Latarni" zdobyła moje serce? Czy emocje i tajemnice wyzwoliły adrenalinę? Zapraszam na recenzję.

Autorka, podobnie jak w poprzedniej powieści, prowadzi akcję w dwóch - odległych od siebie o sto dziesięć lat - czasoprzestrzeniach. Jest rok 1901. Poznajemy Isabellę Winterbourne, dwudziestotrzylatkę, która wraz z mężem i załogą jego przyjaciela wyrusza statkiem do Australii. Ich misją jest przekazanie złotej buławy wykonanej przez męża Isabelli - Arthur'a, jako dar dla australijskiego rządu. Kobieta towarzyszy mężowi, ale myślami wciąż powraca do chwil sprzed niemal trzech lat, kiedy to utraciła swoje dziecko. Synek państwa Winterbourne - Daniel - zmarł po piętnastu dniach od narodzin a Isabella nie mogła nawet uczestniczyć w jego pogrzebie. Jedyną pamiątką po dziecku jest czarna opaska na jej nadgarstku a w niej zaszyta koralikowa, dziecięca bransoletka. Jednak mąż, pod wpływem alkoholu i przyjaciela - właściciela statku - chce jej odebrać tą ostatnią cząstkę łączącą i przypominającą o synku. Kobieta podejmuje próbę ukrycia "skarbu", spisuje stan swojej biżuterii i planuje ucieczkę od męża. Jeszcze nie przypuszcza, jakie plany ma wobec niej los. Że w pewien niewyjaśniony sposób pomoże jej w tym. Jednak za jaką cenę?

W wyniku huraganu ich statek - Aurora, rozbija się a ocalenie jest nagrodą tylko dla jednej osoby - Isabelli. Do ostatniej chwili kobieta musi walczyć o życie z Arthurem, potem z bezsilnością, wyczerpaniem, brakiem jedzenia i picia, schronienia oraz orientacji w terenie. Jej jedynym bagażem jest skrzynia. Czy uda jej się dotrzeć do cywilizacji? Czy wychowana dotąd w mieście kobieta, w domu ze służbą będzie w stanie poradzić sobie w nieznanym miejscu? Na swojej drodze spotka tubylców, latarnika a także rodzinę małego Xaviera, którego pokocha. Dlaczego chłopiec tak bardzo przypomina jej synka? Kto jej pomoże? Jakie plany na przyszłość ma kobieta? Czy będzie mogła liczyć na uczciwą i bezinteresowną pomoc drugiego człowieka? Czy brat jej zmarłego męża - Percy Winterbourne - odnajdzie ją w Lighthouse Bay?

Naprzemiennie z losami Isabelli autorka opisuje drugą historię, innej kobiety - Libby Slater. Libby ma czterdzieści lat i złamane serce. Właśnie pożegnała swojego ukochanego - Marka. Zmarł on po dwunastu latach ich nietypowego związku - byli bowiem kochankami. Mark Winterbourne miał żonę a Libby mimo iż, była "tą drugą" nie może teraz poradzić sobie z faktem, że tętniak odebrał jej miłość życia. Rzuca pracę i ukochany Paryż i postanawia wrócić do rodzinnej miejscowości Lighthouse Bay w Australii. Obawia się jedynie o kontakty z siostrą, bowiem skonfliktowane od dwudziestu lat kobiety, wciąż nie umieją się pogodzić i żyć jak prawdziwe siostry. Co stało się powodem niesnasek? Czego Juliet nie może wybaczyć siostrze? Jak zareaguje na jej powrót? A może pomyśli, że Libby chce odebrać jej połowę spadku po ojcu? Że chce udziałów w pensjonacie i kawiarni?

Na szczęście Libby nie musi mieszkać u siostry, bowiem Mark kilka lat wcześniej kupił jej maleńki domek nad brzegiem oceanu. Teraz może swobodnie z niego korzystać, nie tylko zresztą pod względem mieszkalnym, ale i twórczym. Mężczyzna wyposażył go również w sztalugi, pędzle, farby i inne potrzebne do malowania przedmioty. Czy Libby komukolwiek przyzna się do wydarzeń sprzed dwudziestu lat? Albo do związku z Markiem? Czy uda jej się odzyskać siostrę? Czy będzie się czuła bezpiecznie w miejscu, gdzie nocami pojawia się tajemniczy samochód a ktoś chodzi wokół domu, wyraźnie czegoś szukając?

Pytania mogłabym mnożyć, bowiem książka jest kopalnią tajemnic, niespodzianek, niespodziewanych wydarzeń, pościgów, sekretnych pokoi, dzikich lokatorów czy kłamliwych ludzi. Książkę przeczytałam w dwa popołudnia z wieczorami i ... żałuję, że tak szybko opuściłam australijskie klimaty. Bardzo spodobała mi się opisana historia z szumem oceanu w tle. Autorce nie brak wyobraźni, każda scena, rozmowa, sytuacja i myśl została dokładnie przemyślana i pięknie spisana. Wszystko ma swój początek, genezę, powód czy przyczynę, by potem czytelnik mógł wczuć się i zrozumieć działania bohaterów czy otaczający ich świat.

Sama jestem kobietą, więc książka opisująca dwa życiorysy kobiet, dzielnych i mimo przeciwności losu walczących o swoje szczęście, była dla mnie wymarzoną lekturą. Autorka pisze lekko i ciepło a kiedy trzeba potrafi wzruszyć, poruszyć do głębi serca albo wzburzyć. Jestem jej wierną fanką i mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać kolejną powieść, która wyjdzie spod jej "pióra".Jeśli chcecie poznać dramaty życiowe Isabelli i Libby oraz spróbować zrozumieć ich postępowanie, choć nie zawsze dobre, to mające na celu wyłącznie dobro, to koniecznie sięgnijcie po powieść "Zatoka Latarni". Gwarantuję zapomnienie się w lekturze przy wszechobecnym szumie oceanu.






Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytelnicze marzenia 2015, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Dagmarze z Wydawnictwa Nasza Księgarnia


piątek, 13 lutego 2015

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #10

W związku ze smutnymi wydarzeniami w niedzielę i poniedziałek, przystanęłam nad czytaniem książek. Spieszmy się kochać ludzi...., prawda?
Dlatego nie ma dziś planowanej recenzji.
Zatem, by nudno nikomu nie było ... Mam kolejną rękawicę do rzucenia :D Licząc, że kolejna wyzwana podejmie się zadania :)





Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: Anne18
Cel: przeczytać dowolną książkę Anny Ficner-Ogonowskiej
Termin: 3 kwietnia 2015 roku (na prośbę uczestniczki przedłużam do 15.08)

Rozliczenie: pochwal się linkiem do swoich wrażeń - powodzenia!


Przypominam, że aktualnie kciuki trzymamy też za: Miłośniczkę książek oraz Aine :)

środa, 11 lutego 2015

Claire Kendal "Wiem o Tobie wszystko" - przedpremierowo




Tytuł oryginalny: The Book of You
Tłumaczenie: Piotr Lewiński
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 18 lutego 2015
Liczba stron: 416










O stalkingu słyszałam już kilka razy w życiu, przy okazji programów telewizyjnych czy radiowych, możliwe również, że czytałam o tym w prasie. Osobiście nie spotkałam nikogo, kto miałby taki problem. Zresztą taki "brak" problemu w moim otoczeniu tym razem mnie cieszy. Autorka książki "Wiem o Tobie wszystko" - Claire Kendal - urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ale dorastała i obecnie mieszka w Wielkiej Brytanii. Kendal, podobnie zresztą jak bohaterka książki, wykłada literaturę angielską. Powieść jest jej debiutem a już została przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków. Ten sukces zachęcił ją do dalszej twórczości.

Ale by nieco naukowo wprowadzić Was w temat posłużę się cytatem z Wikipedii: Obecnie stalking jest definiowany jako „złośliwe i powtarzające się nagabywanie, naprzykrzanie się czy prześladowanie, zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu”. Stalking jest często powiązany z czynami karalnymi, tj. obrazą i zniewagą, zniszczeniem mienia, przemocą domową. Przykładowe zachowania definiowane jako stalking to śledzenie ofiary, osaczanie jej (np. poprzez ciągłe wizyty, telefony, smsy, pocztę elektroniczną, podarunki) i ciągłe, powtarzające się nagabywanie. Działania te są szczególnie niebezpieczne, gdy mogą przybrać formę przemocy fizycznej, zagrażającej życiu ofiary.

Dwudziestoośmioletnia Clarissa mieszka w angielskim miasteczku - Bath. Jest wykładowcą a wkrótce jej drugim domem ma stać się sala sądowa, ponieważ została wybrana na członka ławy przysięgłych. Kobieta czuje z tego powodu ulgę, ponieważ dzięki temu będzie - choć na część dnia - mogła umknąć przed wzrokiem Rafe'a, który ją prześladuje.

A wszystko zaczęło się od wieczoru autorskiego, na którym Rafe Solmes promował swoją książkę. Clarissa nie tylko tam poszła, ale dała się autorowi  odprowadzić do domu. Zaprosiła go wtedy do swojego mieszkania, łóżka, życia... Gdyby tylko wiedziała jak to się dla niej skończy... Gdyby tylko wiedziała co ten człowiek zrobi z jej życiem... Gdyby wiedziała co stało się tego wieczoru w jej sypialni...

Od tego czasu kobieta nie mogła swobodnie żyć, nie mogła normalnie wyjść z domu, by nie być pod obserwacją. Wciąż śledzona, nagabywana i zmuszana do życia w ciągłym strachu. Otrzymywała prezenty, których nie chciała, o dość specyficznej wymowie. Była gnębiona licznymi smsami, głuchymi telefonami czy nieustannie dzwoniącym domofonem. Rafe grzebał nawet w jej śmieciach, by stamtąd czerpać wiedzę o tym, jakich perfum używa, kiedy miała okres oraz że niezbędne jej są tabletki nasenne. Clarissa musi jeździć na stację taksówkami, ponieważ on wciąż obserwuje dom. Nie może swobodnie wyjść na zakupy, ponieważ w markecie czy na bazarku też go spotka. Nie wspominając już o spacerze... Dalibyście radę tak żyć? Jak długo można wytrzymać takie nękanie?

Clarissa miała ulotki dotyczące stalkingu i starała się kierować radami tam zawartymi. Wiedziała, że aby policja potraktowała na poważnie jej sprawę, musi zebrać przynajmniej sto dziesięć dowodów świadczących przeciwko sprawcy. Wszystko co tylko mogło jej pomóc, zbierała więc - mimo, że najchętniej wyrzuciłaby to do kosza - w specjalnej szafce: prezenty, sekretarka z czterdziestoma połączeniami od niego, zdjęcia i magazyn a także czekoladki czy pierścionek, które jej przesłał. Miała też czarny notes, gdzie każdy incydent opisywała. Czy zdecyduje się pójść na policję? Czy jej uwierzą? Przecież stalking od zbyt narzucającego się ukochanego trudno jest odróżnić. Jak wpłynie na nią sprawa sądowa, w której bierze udział? Jaka będzie jej reakcja na fakt, że nawet jej przyjaciółka z dzieciństwa - Rowena - była wykorzystana przeciwko niej. Jaką rolę w tej historii odegra Robert - strażak, będący wraz z nią członkiem ławy przysięgłych? Ja byłam w szoku podczas wielu momentów, gdy na końcu wszystko się wyjaśniało. Ach, jeszcze historia zaginięcia dziewczyny Rafe'a - Laury... Uwierzcie, niezłe emocje.

Książka porusza ważny temat. W dobie komputerów, znajomości internetowych, znieczulicy otoczenia a często anonimowości wśród sąsiadów, musimy mieć świadomość, że jesteśmy łatwiejszymi łupami dla sprawców różnych wykroczeń. Stalking trudno jest udowodnić, trudno jest z nim żyć. Lektura jest chwilami bardzo mocna, przeżywałam losy Clarissy, Laury, ale również Carlotty (to ona była bohaterką tej części opowieści, która toczyła się w sądzie). Czułam złość, wściekłość, bezsilność, współczucie, sympatię a czasami nawet nienawiść. Które dotyczyły czego lub kogo zapewne przekonacie się podczas lektury. Nie zdradzę bowiem szczegółów, które stanowią o świetności kolejnych i następujących po sobie zdarzeń.

Początkowo nie mogłam wciągnąć się w fabułę, ponieważ raz jest w czasie teraźniejszym, by po chwili przenieść się w przeszłość. Kiedy to partnerem Clarissy był Henry a ona ogromnie pragnęła mieć dziecko. Dodatkowo thriller jest napisany dwojako - pogrubioną czcionką przeczytamy zawartość notesu Clarissy, a normalną czcionką - zwykłą narrację trzecioosobową. Autorka użyła dość specyficznego języka, trudno mi się go czytało, nie jest lekki a jedynie wydarzenia popędzają czytelnika ku końcowi. Dialogi zaś są tak ukształtowane, że czasami miałam kłopot, by zrozumieć czyje to słowa, czyja wypowiedź. Jednak temat, akcja i zdarzenia mające miejsce w Bath i Bristolu, sprawiają, że i tak książka należy do tych, które czyta się szybko. Głównie po
to, by poznać zakończenie. A nazwałabym nim sporo stron pod koniec lektury. Tyle się działo...

Jeśli nie boicie się mocnych wrażeń oraz tematu to zachęcam do sięgnięcia po książkę. Mimo kilku minusów jest warta poświęconego jej czasu.

"Wiem o Tobie wszystko" wraz z opakowaniem
Atutem tego thrillera psychologicznego jest na pewno temat stalkingu. Nie spotkałam się z nim jeszcze w literaturze. Myślę, że podobnie jak powieści o raku, białaczce czy wirusie HIV, mogą pomóc choćby jednemu człowiekowi, tak i ta książka może kogoś ustrzeże.

Nie mogę też nie wspomnieć o akcji promocyjnej książki. Szok wywołuje przesyłka, gdzie książka jest zawinięta w papier pakowy a na nim widnieją słowa "Wiem o Tobie wszystko" i kilka szczegółów z mojego życia. Z Twojego też jeśli również dostałeś / -łaś tę książkę. Szokujące, ale brutalnie rzeczywiste, prawda?





Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania książki dziękuję




wtorek, 10 lutego 2015

Nabytki stycznia - stosiki


Ten post miał być opublikowany wcześniej, ale jak przeczytałam książki Grzegorzewskiego i Fabisińskiej to uznałam, że ich recenzje chcę Wam przedstawić najpierw :) A stosik poczeka...

W listopadzie przybyło mi niewiele książek i pisałam wtedy o udanym "poluzowaniu zapędów nabywczych". Niestety po bogatym grudniu nastąpił... znów bogaty styczeń.
To już chyba w lutym zacznę to "odchudzanie", znaczy przepraszam "niekupowanie" książek ...

Oto moje stosiki z ubiegłego miesiąca:

Stosik nr 1 - recenzyjny


Od dołu:
  1. "Pierwsza na liście" - od Wyd. Filia - recenzja
  2. "Pośród żółtych płatków róż" - od Wyd. Feeria - recenzja
  3. "Love, Rosie" - od Wyd. Akurat - recenzja
  4. "Dziesięć płytkich oddechów" - od Wyd. Filia
  5. "Córeczka" - jw. - recenzja
Dziękuję! :)

Po raz pierwszy od dawna, przeczytałam większość książek recenzyjnych w tym miesiącu, w którym je dostałam :) Po kawałeczku czytam też te zaległe i myślę, że w niedługim czasie będę w miarę na bieżąco.


Stosik nr 2 - zakupy własne

Od dołu:
  1. "Dwanaście słów" - wyprzedaż w Auchan - książki były po 8-15 złotych
  2. "Zadra" - jw.
  3. "Pestka" - jw.
  4. "A jeśli ciernie" - jw. - nareszcie wzięłam się za kolekcjonowanie tej serii, mam zatem 2 tytuły
  5. "Płatki na wietrze" - jw.
  6. "Uczeń" - t.1 - prenumerata Czarnej Serii
  7. "Uczeń" - t. 2 - jw.

Stosik nr 3 - zakupy własne - promocja w Matras - obniżka od 25-70% + 5% za recenzje

Od dołu:
  1. "Stokrotki w deszczu" - zainspirowałąm się podobnym tytułem tyle, że w śniegu :D
  2. "Mimo wszystko Wiktoria" - po lekturze "Tejmnic Luizy Bein" musiałam ją kupić
  3. "Niania w Paryżu" - jeszcze nie znam tej autorki
  4. "Przysługa" - czytałam gdzieś pozytywne recenzje a i inny tytuł autoki mam na półce
  5. "Czego pragnie Maryla" - kolejna polska powieść, którą muszę poznać
  6. "Powrót do domu" - zaciekawił mnie opis
  7. "Drugi przekręt Natalii" - tej serii też nie miałam i nie znam, więc zakupiłam i zamierzam przeczytać. Wszyscy chwalą...
  8. "Natalii 5" - jw.
  9. "Dom na południu" - brzmi ciekawie i okładka... :)
  10. "Tajemniczy przeciwnik" - dawno nie kupowałam żadnej Agatki a wybrałam akurat ten tytuł, gdyż detektywami są tutaj Tommy i Tuppence. Czytałam dotychczas jedną książkę z nimi i chcę poznać inne, a jest ich tylko kilka


I jeszcze stosik wirtualny - kupiłam bowiem ebooki :) Oto one:



Tak oto moje biblioteczka, musiała zostać przeze mnie wreszcie przeorganizowana... Musiałam część przeczytanych włożyć do tyłu, by stały w 2 rzędach i dzięki temu na chwilę obecną, wszystkie mieszczą się na półkach i do tego w pozycjach stojących. Ciekawe jak długo....? Hihi

I tradycyjne pytania do Was, Drodzy czytelnicy - co czytaliście? Co polecacie? Co odradzacie, na które recenzje nie możecie się doczekać? Co sądzicie o moim szaleństwie? :)


# # #

I jeszcze jedna sprawa, wkrótce pojawi się ankieta, dotycząca Pod hasłem. To najprostszy sposób, by poznać Wasze zdanie.
Mam bowiem dwa pomysły - bardzo ciekawe zresztą, jednak wymagają przeczytania 3 książek w danym miesiącu do mojego wyzwania. Dlatego będę prosiła o głosowanie, które powie mi, w których miesiącach jesteście w stanie przeczytać te 3 lektury.
Dwa miesiące, które otrzymają najwięcej % głosów dostaną przydział tych właśnie potrójnych lekturowo haseł.

A teraz zmykam czytać. Miłych lektur!

poniedziałek, 9 lutego 2015

Wyzywam Cię na pojedynek... #1 - czyli tym razem ktoś mnie podarował wyzwanie!

Do tej pory to ja "zmuszałam" innych do sięgania po książki różnych autorów - > patrz zakładka Induwidualne wyzwanie czytelnicze (oczywiście nadal będę).

Ale przecież na moich półkach też stoją takie tytuły, po które chciałabym sięgnąć, ale wciąż mi nie po drodze.

Szepnęłam kiedyś w jakimś mailu do jednej z moich blogowych bratnich dusz - magdalenardo, że może by mnie jakoś zmotywowała... I zrobiła to. Wczoraj właśnie opublikowała.

I nawet piękny baner załatwiła, prawda? :)

Wyzwanie nie jest tylko dla mnie, działa na zasadzie pojedynku. Regulamin i szczegóły znajdziecie - TUTAJ

Zachęcam do zajrzenia, bo może zechcecie się przyłączyć :)

To co, trzymacie kciuki?  Wszak najpierw muszę przeczytać egzemplarze recenzenckie, bo mam konkretne terminy.
Jak Wam się podoba pomysł? A może znacie książkę, którą mam za zadanie przeczytać?

niedziela, 8 lutego 2015

Liliana Fabisińska "Córeczka"




Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 28 stycznia 2015
Liczba stron: 416












Skończyłam czytać "Córeczkę" wieczorem, położyłam się spać myśląc o jej treści i przesłaniu. Potrzebowałam to "przetrawić", by móc pomyśleć nad recenzją. Zresztą jak zacząć? Że uwielbiam polskie autorki, zwłaszcza te, których twórczości nie znałam do tej pory... Że kocham obyczajówki, zwłaszcza poruszające jakiś trudny temat... To wszystko już przecież wiecie.

Zacznę zatem inaczej: czy wiecie co symbolizuje czerwona kokardka wpięta w ubranie? To symbol solidarności z zakażonymi HIV i chorymi na AIDS. A czy wiecie kiedy szczególnie ten symbol jest widoczny, kiedy obchodzony jest Światowy Dzień AIDS? 1 grudnia, który od tej pory będzie mi się kojarzył nie tylko z urodzinami mojej córy... Dotychczas, czyli przed lekturą "Córeczki", przyznam szczerze, że nie do końca zwracałam na ten dzień wystarczającą ilość uwagi. Dlaczego? Zapraszam na moje wrażenia i odpowiedź na to pytanie.

Agata Marks jest psychoterapeutką, oprócz pracy wykładowcy uniwersyteckiego uczestniczy również w licznych konferencjach, programach radiowych i telewizyjnych. Jest ekspertem, na opinii którego polega wiele setek, jeśli nie tysięcy ludzi. Prywatnie jest mamą Filipa, który chodzi do "zerówki" oraz żoną Marcina, bardzo zwyczajnego, poukładanego i kochającego ją faceta. Agata uwielbia swoją pracę, stara się wykonywać należycie swoje obowiązki i dbać o rodzinę i dom. Niedługo przed Bożym Narodzeniem robi szybkie zakupy, bo obiecała synkowi, że będą razem piekli pierniczki. Było to ogromne marzenie Filipa, który czuł się inny niż jego rówieśnicy. Oni już w zeszłym roku tworzyli pierniczki, ale mama chłopca nie miała wtedy czasu - praca była ważniejsza. Tym razem miało być inaczej. Niezależnie od wszystkiego w tym roku musi się udać! I kiedy w kuchni zapanował pierniczkowy rozgardiasz a cukiernicy (Agata i Filip) mieli ręce w mące i miodzie dzwoni dzwonek do drzwi. A za nimi nie stoi tata Filipa, tylko Przeszłość... w osobie rudej nastolatki. Kim ona jest? Sprzedaje opłatki? Zastanawiała się Agata, jednak nie rozpoznała w dziewczynie Zuzi, kilkulatki sprzed ośmiu lat, której obiecała, że będzie jej mamą... Kolejna życiowa niedotrzymana obietnica... Tylko co ona teraz tutaj robi?

Zuzanna nie jest skora do wyznań i wyjaśnień. Informacje trzeba z niej wręcz wyciągać. Mówi tyle, ile chce a potem znienacka znika z domu Agaty. Od pierwszej chwili Zuzę polubił Filip, przy kolejnej wizycie - Marcin a Agata... ma do dziewczyny coraz mniejsze zaufanie. Dlaczego? Tego nie zdradzę, ale wyjaśnię pokrótce dlaczego Zuza pojawiła się w Warszawie.
Otóż osiem lat temu Agata potrzebowała bajkę o "Królewnie Śnieżce" na pewną konferencję, po licznych problemach zdobyła go w pewnym serwisie internetowym. I tak naprawdę od tego momentu rozpoczęła się jej znajomość z Grzegorzem, która przerodziła się w coś więcej. Coś wręcz szalonego, niespotykanego i niecodziennego. Sama wielokrotnie myślałam, że nie byłabym zdolna do podjęcia decyzji, które podjęła Agata. Że nie byłabym w stanie poddać się pomysłom tak szalonego człowieka, ale jak wiadomo miłość wiele zmienia. Tylko czy aby na pewno to miłość? Tylko czy realne spotkanie zweryfikuje to, co do tej pory tylko do siebie pisali? Czy ich związek ma szanse? Czy będą w stanie być razem? Zwłaszcza, że Grzegorz ma małe dziecko...

Jednak teraz Zuza poszukuje odpowiedzi na ważne dla niej pytania i jedyną osobą, która może jej pomóc, jest właśnie Agata. Dlaczego ona a nie ojciec? Grzegorz leży w szpitalu i pośród licznych badań, które mu wykonano, było to na obecność wirusa HIV. Wynik okazał się być najgorszy z możliwych - pozytywny. Zuza uważa więc, że to wina Agaty. Kobieta wpada wręcz w histerię, zamyka się w sobie i żyje tylko testami. Jak będzie wynik? Czy ma HIV? Co z jej bliskimi? Czy Agata zdecyduje się na wyznanie prawdy mężowi? Tylko właściwie jaka jest prawda, skoro nikt nie potrafi odtworzyć a potem wyjaśnić ostatnich dni i godzin sprzed wypadku Grześka. Czy Agata będzie potrafiła pomóc Zuzce? Czy będzie umiała przedrzeć się przez mur milczenia i tajemnic zbudowany przez nastolatkę?

Kolejna świetna książka, którą miałam okazję przeczytać w tym roku. Uwielbiam swoją intuicję. Liliana Fabisińska stworzyła bogatą w tajemnice opowieść, która porusza trudny temat jakim jest zakażenie wirusem HIV. Tłumaczy czytelnikom, że HIV to nie AIDS i jeśli wcześnie go wykryjemy to nie zarazimy innych a i sami mamy szansę na leczenie. Równie ważnymi tematami są miłość i wierność, a także słuchanie głosu rozsądku. W powieści poznajemy ogromną miłość matki do dziecka, delikatną kobiety do mężczyzny oraz dwie wersje miłości mężczyzny do kobiety: szaloną, nieokiełznaną wręcz, a także spokojną i ułożoną.

Ze względu na liczbę niespodzianek, tajemnic i zwrotów akcji, chwilami czułam jakby to była powieść sensacyjna. Niecierpliwie przewracałam kartki, by szybciej poznać odpowiedzi na pytania i odkryć przeszłość. Nie było to łatwe, ale niezmiernie intrygujące. Powieść jest napisana bardzo prostym i łatwo przyswajalnym językiem, dzięki czemu czyta się ją przyjemnie i szybko. Jedynym co mi przeszkadzało i rozpraszało to ... tytuły rozdziałów. Chwilami tyle się działo, że przewracałam strony i czytałam dalej, nie zwracając uwagi na tytuły. Ważniejsza była treść.

Liliana Fabisińska trafiła idealnie w mój gust, byłam zaaferowana fabułą całkowicie, wciągnięta i niechętnie odkładałam książkę, kiedy było to już konieczne, by wypełnić życiowe obowiązki. Ciekawostką, która być może skusi Was do sięgnięcia po lekturę (jeśli nie skusiła recenzja) jest fakt, że w "Córeczce" pojawia się pewne maleńkie odniesienie do "Pierwszej na liście" Magdy Witkiewicz. Jest dosłownie szczegółem, ale każdy wnikliwy czytelnik od razu je odnajdzie. Poza tym, obydwie książki traktują o bardzo ważnych dla ludzi tematach. I jeszcze jedno podobieństwo: w obu powieściach młode dziewczyny pojawiające się nagle w drzwiach mieszkań dojrzałych kobiet, zmieniają całkowicie ich losy, ich przyszłość i wyciągają na światło dzienne fakty z ich przeszłości. Nie zawsze miłe i pozytywne. Ot, życie...

Jeśli jeszcze kogoś nie przekonałam dodam, że takiego zakończenia jakie zafundowała autorka nigdy bym się nie spodziewała. To finał godny kryminałów Agaty Christie! Oczywiście morderstwa tu żadnego nie ma, ale wyjaśnienie całej historii zarażenia, tajemniczej podróży Grzegorza i zaginionego naszyjnika jest genialne. Polecam Wam serdecznie.





Książka przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję Pani Oldze z Wydawnictwa Filia

piątek, 6 lutego 2015

Adrian Grzegorzewski "Czas tęsknoty"




Autor: Adrian Grzegorzewski
Wydawnictwo: Między słowami /Znak/
Data wydania: marzec 2014
Liczba stron: 416












Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Przeżyliście kiedyś takie ugodzenie strzałą Amora, że w sekundzie pojawiła się myśl, że to ten jedyny (jedyna)? Czy na drodze do Waszego szczęścia stanęła wojna, waśnie między narodami czy brak zgody rodziców? Wszak nie zawsze miłość pojawia się w czasie pokoju i przy sprzyjających warunkach otoczenia...

Piotr Ochocki jest młodym mieszkańcem Warszawy, który postanawia w lecie 1939 roku udać się do Bedryczan (na północ od Drohobycza), małej wioski na wschodzie kraju, by poznać rodzinne strony swojej matki. Mama Piotra nie żyje, ale pamięć o niej wciąż tkwi w sercu syna i przyjaciółki pani Ochockiej - Marii Kosieckiej, która przyjmuje w gościnę młodego człowieka. Piotr czuje całym sobą, że kocha Bedryczany oraz że tutejsze otoczenie wpływa na niego kojąco i sprzyja zapełnianiu szkicownika. Jednak czy doświadczył wszystkiego wypowiadając te słowa? Wszak wioska składa się tak naprawdę z dwóch części: polskiej i ukraińskiej. Ukraińcy nie darzą sąsiadów sympatią, są wręcz wrogo nastawieni, nie pozwalają dzieciom na wspólne zabawy a młodym na śluby. Każdy kto zdradzi narodowość ukraińską żeniąc się z Polką zostaje niejako odrzucony. Ponadto Ukraińcy po kryjomu zbierają broń i planują walkę z Polakami w chwili, gdy Niemcy zaatakują jako pierwsi. Wszyscy czują, że wojna jest nieunikniona.

Córka Marii - Marta to nastoletnia dziewczyna, które podkochuje się w studencie i zdaje sobie sprawę, że raczej nie czeka ich wspólna i szczęśliwa przyszłość. Dlaczego? Wszystko z powodu silnej potrzeby zobaczenia przez Piotra, do kogo należy piękny głos, który słychać ze stojącej nieopodal domu Kosieckich, cerkwi. Mimo przestróg pań Kosieckich, żeby nie wkraczał na terytorium Ukraińców, bo może to spowodować liczne problemy, Piotr udaje się do świątyni. Kiedy dziewczyna odwraca się i staje twarzą w twarz z młodzieńcem, ich spojrzenia spotykają się i pojawia się iskra. Oboje czują magię chwili, oboje czują, że to TA osoba stoi naprzeciw. I mimo, że wejście kościelnego przerywa magię i Piotr wychodzi to przez długi czas oboje poszukują szansy na ponowne spotkanie. Oboje nieustannie myślą o sobie i pomimo trudności pragną kochać. Wiedzą, że w Bedryczanach ich związek będzie trudny a kto wie czy nie niemożliwy. Przecież Ukrainka - Swieta - jest przyrzeczona przez jej ojca innemu - Jegorowi, człowiekowi, który zawiaduje mającym nastąpić ruszeniu na Polaków. Do tego Piotr wplątał się w konflikt z mieszkańcami ukraińskiej części wioski. A i wojna coraz bliżej.
Dlatego chłopak decyduje się na powrót do Warszawy. W ostatniej chwili udaje mu się jeszcze pożegnać ze Swietą i ofiarować jej srebrny, maleńki  krzyżyk, zaś ona pozostawia mu kokardkę, która odpadła z bluzki.

Wybucha wojna, Piotr wraca do Bedryczan, by odnaleźć ukochaną, jednak jej tu już nie ma. Dokąd się udała? Czy Piotr ma nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek ją  zobaczy. Wstępując do wojska, wie przecież, że będzie zmieniał miejsca pobytu a wojna rządzi się swoimi prawami. Czy Swieta będzie bezpieczna? Czy przeżyje wojnę? Czy jemu się uda? Czy talizman w postaci kokardki będzie go chronił? Zakończenia Wam oczywiście nie zdradzę, napiszę tylko tyle, że finał mocno przeżyłam.

Zresztą podobnie jak i wiele innych momentów powieści. Wszak wojna niesie za sobą okrucieństwo, które zafundowali ludzie, innym ludziom. Dla mnie to niewyobrażalne i wielokrotnie musiałam "odpoczywać" od mocniejszych fragmentów. Mordy na niewinnych i bezbronnych dzieciach wywołały we mnie chyba największą falę emocji. Podpalanie stodół pełnych ludzi, rozstrzelania, gwałty to te elementy wojny, które podziałały na mnie najbardziej.
Na pewno przez sporą część książki miałam podwyższone ciśnienie, kiedy przeżywałam losy głównych bohaterów: Swiety, Marty, Piotra, Marii czy Janka.
Autor wyraźnie napisał w Posłowiu, że opisy masakr dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię złagodził, by były dla czytelnika przystępniejsze. Jednak dla mnie i tak były niesamowite, czy działania UPA czy sama wojna. Myślę, że osoby delikatne, o słabych nerwach i źle reagujące na tak dużą ilość przelewanej krwi nie powinny jej czytać. Chociaż tak naprawdę warto.

Adrian Grzegorzewski mieszka i pracuje w Londynie, jednak by dać ujście swoim emocjom i tęsknocie za krajem, napisał niniejszą powieść. Sam nazywa ją powieścią historyczną, która powstała w wyniku fascynacji historią oraz rodzinnymi opowieściami na przykład o kresach wschodnich. Na bazie wydarzeń historycznych II wojny światowej z prawdziwymi postaciami tamtego okresu, stworzył wiele postaci fikcyjnych, które otrzymały do zagrania wyśmienite role i dzięki temu możemy przeczytać bardzo dobrą lekturę. Rzeczywistość miesza się tutaj z fikcją w idealnych proporcjach, które wciągnęły mnie na długie godziny. Polecam Wam "Czas tęsknoty".



Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za prezent a tym samym możliwość przeczytania książki
dziękuję Wydawnictwu

czwartek, 5 lutego 2015

Napisaliście wiersz lub opowiadanie? Tomik czeka...

z bloga M. Kordel
Polska autorka Magda Kordel, której powieści z serii Malownicze miałam okazję czytać i chwalić na swoim blogu, już po raz 5-ty chce wydać tomik.
Tym razem tomik ma zawierać wiersze lub opowiadania o miłości w scenerii zimowej.
I to nie Magdy opowiadania znajdą się w środku, lecz nasze! Czytelników książek Magdy i nie tylko.
Jeśli chcecie, by Wasza twórczość została wydana drukiem ( w tomiku właśnie) to macie jeszcze szansę.
Autorka czeka na nasze dzieła do 10 lutego. Szczegóły dotyczące akcji znajdziecie TUTAJ. Między 12 a 22 lutym odbędzie się głosowanie, a zwycięskie teksty otrzymają egzemplarze tomiku w prezencie.

Twórczość, która do tej pory wpłynęła już do autorki znajduje się w specjalnej zakładce - TUTAJ.

Nieskromnie dodam, że wśród opowiadań, znajduje się również moje :) Może nie jest mega literackie, może nie chwyta za serce jak inne, ale jest moim pierwszym i bardzo osobistym tekstem.

Jestem ogromnie ciekawa czy ktoś z Was wysłał swój tekst? A może ktoś się jeszcze zastanawia?

środa, 4 lutego 2015

Blog Roku 2014 - głosujemy na ejotka? :)

Od jakiegoś czasu w lewym pasku widniało logo Bloga Roku. Zgłosiłam się do konkursu i właśnie od wczoraj od godziny 15-stej trwa głosowanie.
Jeśli lubicie mój blog choć troszkę i nie szkoda Wam 1,23zł brutto / za 1 sms to wyślijcie. Z góry bardzo dziękuję :) Poniżej, na banerku, są wszystkie dane.

Głosować można tylko do 10 lutego do godziny 12-stej.

Pamiętajcie, że z jednego numeru można na mój blog zagłosować tylko raz. Na inne blogi oczywiście można z tego samego numeru zagłosować.





wtorek, 3 lutego 2015

Podsumowanie mojego czytelnictwa - styczeń 2015

Pamiętacie jak w grudniu pytałam o Wasze pomysły na 2015 rok? - TUTAJ
Wpadłam wtedy na kilka pomysłów, co wprowadzić na blogu a czego nie chcę robić.
Na chwilę obecną wiem, że nie będę publikować postów z zapowiedziami, no chyba, że dotyczące konkretnego tytułu a nie kilku.

Stwierdziłam natomiast, że od Nowego Roku będę tworzyć miesięczne podsumowania mojego czytelnictwa za miesiąc poprzedni. Czytacie zatem pierwszy :)
Będzie to takie zbiorcze zestawienie przeczytanych przeze mnie książek. Jeśli ktoś coś przegapił to będzie miał szansę wrócić do recenzji. Będzie też trochę liczb.

Jeszcze jeden pomysł jaki mam na ten rok to posty z dyskusjami. Tak, wiem, że na wielu blogach funkcjonują, ale ja mam pomysł dotyczący nie tylko pasji czytelniczych, ale tematów różnorodnych. Macie ochotę podyskutować?

Ale wróćmy do podsumowania stycznia.

Liczba przeczytanych książek: 9
Liczba przeczytanych stron: 3 265
Co w przeliczeniu na dni daje 105 stron dziennie. A nie czytałam codziennie...

W ramach wyzwań:
Czytelnicze marzenia Ejotka - 3
Grunt to okładka - 3
Na tropie Agathy - 0
Pod hasłem - 2
Z literą w tle - 1
52 książki - 9


Przeczytałam w tym miesiącu:

"Podarunek" Krystyna Mirek - świetna i w świątecznym klimacie
"Pierwsza na liście" Magdalena Witkiewicz - świetna i z poważnym przesłaniem
"Pośród żółtych płatków róż" Gabriela Gargaś - świetna z motywem zdrady
"Mroczny top" Alex Kava - świetna, ale inaczej od poprzedniczek, narkotyki, psy i inne zwierzątka
"Podarunek" Danielle Steel - dobra i lekka powieść kobieca z przesłaniem
"Przerwane śledztwo" Jacek Krakowski - słabiutki kryminalik
"Love, Rosie" Cecelia Ahern - świetna historia przyjaźni prowadzona epistolarnie
"Nora" Diana Palmer - dobra i w klimacie teksańskim
"Tajemnice Luizy Bein" Renata Kosin - rewelacyjna!


Cytat z LC: Zimą masz pewnie więcej czasu – mróz na dworze i wieczory w domu sprzyjają miłej lekturze.
Generalnie nie mogę się z tym nie zgodzić, ponieważ styczeń sprzyjał czytaniu. Już we wrześniu wiedziałam, że od stycznia powinnam mieć więcej czasu na czytanie i tak się stało. Mogłam delektować się czytaniem i albo przeczytać książkę jednym ciągiem wieczór-noc albo przez 3 dni nie czytać w ogóle. Czytałam po prostu ze spokojem. Zaspokoiłam trochę głód czytelniczy po roku 2014, kiedy to czułam niedosyt.
Stąd 9 książek stycznia.


Co jeszcze wydarzyło się w styczniu?

15 stycznia miałam okazję być na Małym Rynku [Kraków], by po odwiezieniu dziecięcia do przedszkola świętować na żywo urodziny stacji radiowej, którą zresztą lubię słuchać :)
Reklama niesponsorowana, ot zdjęcie upolowanych gadżetów: bombonierka z czekoladkami w dwóch smakach oraz wygrany w konkursie kubek (zbieram) i chustka dla córy otrzymana za dobrą frekwencję w konkursach.




Stosiki przedstawię Wam w osobnym poście a coś co zakupiłam jeszcze w styczniu a przybędzie do mnie w lutym zademonstruję zapewne w również osobno :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...