niedziela, 30 listopada 2014

Tove Alsterdal "Grobowiec z ciszy"




Tytuł oryginalny: I tystnaden begravd
Tłumaczenie: Mariusz Kalinowski
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: wrzesień 2014
Liczba stron: 496










Tove Alsterdal jest uważana za najlepszą szwedzką autorkę kryminałów. Urodziła się w 1960 roku w Malmö, pracowała jako dziennikarka, dramatopisarka i autorka scenariuszy filmowych. Alsterdal mieszka w Sztokholmie i to właśnie tam osadziła część akcji książki "Grobowiec w ciszy". Autorka zadebiutowała powieścią "Kobiety na plaży" i jeśli jest tak dobra jak drugie dzieło to ja już dziś deklaruję poszukiwania tej lektury. Obie książki stały się w Szwecji bestsellerami, więc chyba warto.

Katrine od ośmiu lat mieszkała w Londynie i pracowała jako dziennikarka radiowa. Tworzyła tam związek z Alaisterem, jednak czy szczęśliwy...? I potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki traci pracę oraz otrzymuje informację, że musi wracać do Sztokholmu, gdyż jej matka jest ciężko chora. Kiedy Katrine dociera do mieszkania matki doznaje szoku... Smród, brud i ukrywanie choroby powodowane wstydem - to właśnie wynik tego, że matka była sama a syn mieszkający zaledwie trzy kilometry dalej nie interesował się nią tak, jak powinien. Teraz Katrine musi nadrobić ten czas, podczas którego była tak daleko od domu i nie mogła poświęcić rodzicielce tyle, ile by chciała.

Kobieta porządkując pocztę chorej napotyka na korespondencję z Centrum Maklerskiego, z którego jasno wynika, że Ingrid Hedstrand ma posesję w Kivikangas, małej wiosce na północy kraju, tuż przy granicy z Finlandią. Katrine zupełnie nie wie co myśleć o sytuacji. Matka nigdy nie mówiła, że jest właścicielką czegokolwiek w miejscu gdzie się urodziła. Nie chciała nawet snuć opowieści z przeszłości, nie lubiła wspominać, pomijała wiele kwestii ze swojego dzieciństwa. Dlaczego? Wiele pytań rodzi się w głowie dociekliwej dziennikarki. Przede wszystkim zastanawiający jest fakt, iż anonimowa osoba chętna do zakupu domu oferuje za niego ogromną kwotę. Musiałby to być pałac, by był wart tej ceny. Czy matka, która została umieszczona na oddziale geriatrycznym szpitala z objawami demencji, będzie chciała udzielić córce jakichkolwiek informacji? Brat Katrine jest bardzo łasy na pieniądze i bez zastrzeżeń chce pozbyć się posesji, której nawet na oczy nie widział. Jednak bohaterka ma na ten temat inne zdanie... Udaje się więc na koło podbiegunowe, by zobaczyć na własne oczy historię swojej rodziny,  przeszłość dotyczącą matki. Co uda jej się odnaleźć? Jaki wpływ na jej poszukiwania będzie miało morderstwo, które poprzedziło jej przyjazd a dotyczyło sąsiada? Czego dowie się o swojej rodzinie? Gdzie zaprowadzi ją trop odnaleziony w Kivikangas? Jakie tajemnice ukryła przed nią matka? Na ile uda jej się rozwikłać wszystkie zagadki i odnaleźć odpowiedzi i spokój? Zwłaszcza, że będzie musiała zmierzyć się z biurokracją rosyjską, wspomnieniami kogoś, kto z Rosji powrócił, plotkami we wsi, kolejną śmiercią oraz licznymi strachami i całą gamą emocji. Zagrożone jest nawet jej życie!

Uwielbiam takie książki, które kryją w sobie tak wiele zagadek i tajemnic. Od pierwszych kart lektury pojawia się bowiem pytanie, kto zabił niedoszłego olimpijczyka - Larsa-Erkkiego Svanberga? Kto jest ojcem Ingrid, czyli dziadkiem bohaterki? Jakie są jego losy? Co wspólnego ma historia Katrine ze śmiercią jednego z rosyjskich bossów mafii? Co odkryje w Rosji, która nie do końca zechce odkrywać swoją przeszłość?
Śmiało mogę powiedzieć, że autorka genialnie połączyła kryminał z sagą rodzinną oraz powieścią detektywistyczną. Każdy, kto lubi takie historie zanurzy się wprost w kolejnych rozdziałach, przeniesie do Skandynawii i Rosji obecnej i tej w przeszłości. Oprócz tajemnic rodzinnych i kryminalnych, mamy też okazję poznać trochę historii i powiązań między Rosją, Szwecją i Finlandią. Muszę przyznać, że sporo było momentów, które wręcz burzyły mi krew w żyłach, jeśli chodzi o traktowanie ludzi przez innych ludzi.

Może i książka nie jest idealna, bowiem znajduję pewne minusy, jednak uważam, że zasługuje na miano świetnej. Co mi się nie podobało? Nie lubię zagranicznej literatury, w której napotykam na nieprzetłumaczoną treść. Niestety, w przypadku "Grobowca z ciszy" są to całe zdania w językach obcych dla mnie i jak sądzę dla wielu innych, zwykłych czytelników. O ile jeszcze język angielski znam na tyle, że sobie poradziłam, to niestety języków skandynawskich ani rosyjskiego nie znam. Drugą kwestią, której mogłabym coś zarzucić jest fakt, że nie wszystkie wątki zostały do końca wyjaśnione, zakończone. Rozumiem, że nie zawsze autor kończy myśli, czasami przecież pozostawia otwarte zakończenia, jednak tutaj pojawiły się wydarzenia, na które - przynajmniej moim zdaniem - został nałożony pewien nacisk sugerujący, że to ważne i zostanie wykorzystane w późniejszej fabule.

Za wyjątkiem opisanych powyżej denerwujących mnie rzeczy, mogę z czystym sumieniem polecić Wam książkę wprost ze Szwecji. Ja nie mogłam doczekać się końca, wciąż przedłużałam czytanie "o jeden rozdział" i marzyłam, by poznać kolejne wydarzenia. To chyba oznacza, że mi się podobało i wciągało?! Jeśli lubicie taką właśnie literaturę - sięgnijcie koniecznie.



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Czytam opasłe tomiska, Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki

dziękuję bardzo Panu Rafałowi



 


oraz Wydawnictwu:

piątek, 28 listopada 2014

Listopadowa bieda - stosiczątko

Po bogactwie października, czyli głównie żniwie na Targach Książki w Krakowie, obiecałam sobie poluzowanie zapędów nabywczych w listopadzie. I udało się :)


Stos wygląda tak, ale dwie górne książki dotarły do mnie na końcu października:



Od góry:
  1. "Latarnik" - prenumerata Czarnej Serii
  2. jw.
  3. "Przystań Julii" - wygrana na blogu autorki :) recenzja
  4. "Przebudzenie" - prezent pożegnalny od współpracowników

Co myślicie o tych tytułach?

Zatem listopad to 2 książki i to na dodatek nie kupione przeze mnie :) Czeka jeszcze realizacja awizo, które dziś zastałam w skrzynce, ale to zapewne ciąg dalszy Czarnej Serii...
W grudniu stos będzie na bank większy: będą recenzyjne nowości na koniec roku, będą zakupy własne i jak sądzę prezenty... Wszak Mikołajkowe i podchoinkowe okazje się zbliżają. Skusiłam się też na ofertę Czarnego Piątku, ale wynik to już będzie w grudniu. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że 2 z tych książek będą nie dla mnie - to prezenty. Usprawiedliwione? :D

czwartek, 27 listopada 2014

Śpieszmy się kochać ludzi... - wspomnienie Stanisława Mikulskiego

Stanisław Mikulski - choć przypuszczalnie nikomu przedstawiać nie muszę...




+ + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + ++ + + + + + + + + + + + + +




To było rok temu, w 2013 roku, podczas Targów Książki w Krakowie... Miałam okazję spotkać, porozmawiać, uścisnąć dłoń, zobaczyć jego uśmiech "na żywo" siedząc obok...

A dziś już go nie ma, odszedł...

Świetny aktor, niezapomniany Hans Kloss [*]
Zszokowała mnie wiadomość dnia dzisiejszego... niby nikt bliski, nie rodzina a jednak...




środa, 26 listopada 2014

Paulina Ptasińska "Wesele"



Autor: Paulina Ptasińska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2013
Liczba stron: 338













Paulina Ptasińska to kolejna młoda autorka nurtu powieści obyczajowych w Polsce. Już wkrótce będzie można o niej napisać, że jest matką dwójki dzieci - i to pod względem ludzkim jak i literackim. "Wesele" jest jej debiutancką powieścią, a także moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Jakie są moje wrażenia po lekturze i czy warto sięgnąć po wydaną w październiku, drugą książkę Ptasińskiej "W cieniu fleszy"? 

Myślę, że nie rozminę się z prawdą pisząc, iż spory odsetek młodych dziewcząt rozmyśla o dniu swojego ślubu. Marzą o sukniach, fryzurach, limuzynach a przede wszystkim o "księciu z bajki". Na ile te marzenia się spełniają nie wiadomo, gdyż każda z nich ma inne wyobrażenie o tym, czym jest idealny dzień ślubu. I to właśnie tej tematyce autorka poświęciła swoją pierwszą książkę i zgodnie z tytułem, punktem kulminacyjnym jest właśnie wesele.

Bohaterkami powieści są Anna, Alicja i Karolina, trzy siostry Nowak, których rodzinny dom znajduje się w jednej z podkrakowskich wsi - jadąc zakopianką - choć życie rzuciło każdą w inne miejsce. Najstarszą z nich jest Anna, która mieszka wraz z mężem Markiem "na swoim", jednak boryka się z problemem pracoholizmu męża oraz brakiem posiadania dziecka. Upragniona ciąża jest powodem wielu konfliktów między małżonkami co rzutuje z kolei na zamartwianie się tą sytuacją przez pozostałych członków rodziny. Alicja, z wykształcenia prawnik, jednak zamiast pracy w kancelarii i brania kolejnych spraw, prowadzi zajęcia ze studentami w zastępstwie szefa często wyjeżdżającego za granicę. Jej ulubionym i niezastąpionym strojem są nudne i szare, ewentualnie czarne, kostiumy. Życie przecieka Alicji przez palce i nawet w sprawach sercowych nie ma szczęścia. Zainteresowany jej osobą Mateusz, sąsiad, jest dla niej jedynie dobrym kumplem, choć mama Alicji - Małgorzata usilnie próbuje ich zeswatać.

Życie całej rodziny ulega diametralnej zmianie, choć nie wszystkie wyjdą od razu na światło dzienne, w chwili gdy do Polski przyleci najmłodsza córka państwa Nowaków - Karolina. Dziewczyna opuści Nowy Jork, gdzie studiowała, by poczynić przygotowania do swojego wielkiego dnia - ślubu. W Stanach Zjednoczonych poznała bowiem Maćka, który pochodzi z Polski, a dokładniej to nawet z miejscowości położonej po przeciwnej stronie Krakowa niż wieś Karoliny. Karola jest szaloną i radosną dziewczyną a jej entuzjazm i euforia udzielają się wszystkim domownikom. Najlepszym sposobem na poprawę humoru są przecież zakupy, więc korzystając z okazji, że zbliża się Boże Narodzenie przyszła panna młoda rozpoczyna zakupowe szaleństwo. Potem następują kolejne punkty przygotowań ślubnych jak wybór sukni dla Karoliny i druhen, próbne makijaże i fryzury, wybór kapeli, lokalu i menu. Wszystkie problemowe kwestie pomagają rozstrzygać przyszły pan młody oraz siostry panny młodej. Swoje zdanie wtrącają też matki państwa młodych oraz babcia Karoliny - Maria. Zresztą postać babci została nakreślona bardzo humorystycznie - starsza pani uwielbia mieć swoje i do tego ostatnie zdanie, nie znosi sprzeciwu, zwłaszcza ze strony wnuczek, domaga się prawnucząt i uwielbia napoleony!

Zastanawiacie się teraz zapewne, gdzie w powieści znalazłam coś ciekawego, skoro to taka zwykła historia rodzinna z trzema siostrami w rolach głównych? Otóż nie wspomniałam Wam jeszcze o pewnym przystojnym i bajecznie bogatym mężczyźnie, który pojawił się w rodzinie Nowaków niejako za sprawą swojego brata... Wiktor Cold jest bowiem bratem pana młodego, czyli Maćka. I już w chwili, gdy pojawił się po raz pierwszy w drzwiach domu Nowaków wywołał u Alicji wzburzenie, zdenerwowanie i antypatię. Dlaczego? Tego musicie dowiedzieć się już z lektury. Jedno jest pewne - nie jest to bohater, który zaczaruje swoim sposobem bycia wszystkie czytelniczki. Jedynie okrutnie namiesza w życiu rodziny Nowaków, na jaw wyjdą też ważne fakty z jego przeszłości oraz powody dla których nie chciał dopuścić do zaręczyn i ślubu swojego brata. Co wyniknie ze znajomości Wiktora i Alicji? Jak dogadają się, by dobrze spełnić powierzone podczas ślubu role? Jakie jeszcze niespodzianki przygotowała dla nas Paulina Ptasińska? Przeczytajcie.

Książka jest kolejną miłą polską obyczajówką, którą czytało mi się bardzo dobrze. Od dawna powtarzam, że lubię poznawać twórczość nieznanych mi wcześniej autorów i uważam, że kolejna próba zakończyła się sukcesem. Na pewno będę chciała sięgnąć po drugą powieść autorki licząc na dobrą zabawę podczas czytania. "Wesele" to niby prozaiczna opowieść o życiu polskiej rodziny, ale napisana w sposób lekki i humorystyczny z dodatkiem trudnych problemów, które spotykamy codziennie na swojej życiowej drodze. Autorka bardzo konkretnie scharakteryzowała bohaterów, dzięki czemu mamy cały wachlarz różnorodnych postaci. Pojawia się temat miłości, przyjaźni, wykorzystywania w pracy, pieniędzy, kłamstw, jest i wypadek samochodowy, ciąża, a także niespodzianka na samym końcu powieści.

Plusem tej lektury jest dla mnie miejsce, w którym autorka osadziła historię a mianowicie Kraków i okolice. Miło było poczytać o salonach mody ślubnej i zgadywać czy to te same, które kilka lat temu miałam okazję odwiedzić osobiście. Razem z bohaterkami "robiłam" też zakupy w Bonarce. Nie brakuje też wątku paryskiego, więc z radością choć przez chwilę mogłam chłonąć klimat tego pięknego miasta. Minusy? Dla mnie osobiście są dwa: pierwsze dwie strony to pomieszanie imion bohaterów, jest ich tam zbyt wiele naraz i do tego tak opisane, że zupełnie się pogubiłam. Na szczęście potem udało mi się odnaleźć w koligacjach rodzinnych. Drugi minus to nazywanie przez całą książkę rodziców Alicji imionami. Jakoś nie mogłam sobie wbić do głowy, że Małgorzata i Artur to Państwo Nowak, brzmiało to dla mnie jakoś tak nowocześnie, jakby byli rodzeństwem czy znajomymi a nie rodzicami. Pomimo to, książkę mogę śmiało polecić dla odprężenia na jesienne wieczory. Chwilami jest to tak piękna historia, że wręcz nazwałabym ją bajką, by zaraz potem sprowadzić na ziemię emocjami wywołanymi przez niektórych bohaterów. Polecam!



Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Pod hasłem, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Dorocie
z Wydawnictwa


niedziela, 23 listopada 2014

"Kulinarna jesień" bis, czyli wyniki konkursu!

Wszystkim biorącym udział w moim jesiennym konkursie serdecznie dziękuję! Wasze przepisy wywoływały cieknącą ślinkę i mnie i u męża. Wyniki miałam opublikować zaraz po zakończeniu konkursu, ale nie sądziłam, że wybór będzie tak trudny! Niektóre z przepisów, mimo iż świetne, nie trafiły w nasz gust (smakowo), kilka na bank wypróbuję w najbliższym czasie to zdam Wam relację słowno-zdjęciową.




Uwierzcie, najchętniej nagród przyznałabym kilka, ale mam tylko jedną "Jeżynową zimę"....
i trafia ona do ....................... Justyny i jej przepisu na Oponki serowe


Serdecznie gratuluję i czekam na maila (w zakładce Współpraca) z adresem do wysyłki.



* * *

A skoro jestem już temacie kulinarnym to muszę się przyznać, że wczoraj popełniłam fajny obiad :) Od dawna chodził za mną filet z kurczaka z pomidorami... Nie bardzo miałam sprecyzowany pomysł co dokładnie zrobić, żeby to pyszne wyszło. Jeszcze 10 lat temu skorzystałabym z książki kucharskiej, ale w dobie Internetu i blogów kulinarnych napotkałam na cudny przepis na TYM blogu (wcześniej nie miałam tam jeszcze okazji być) i po małych modyfikacjach wyszło mi przepyszne, niemal włoskie danie :) To znaczy sos był jakby prosto z Włoch, cały czas o nim myślę i już "straszę" męża, że za tydzień to jemy. Na szczęście nie protestuje :)

SOS

A tu już z dodanym mięsem

Sos składa się z pomidorów z puszki (1 puszka), do tego cebula, czosnek (2 ząbki), bazylia, tymianek, oregano (te 3 zioła po 1/2 łyżeczki), sól, pieprz, cukier (1-2 łyżeczki), koncentrat pomidorowy (1 łyżeczka). W przepisie były całe filety (1 duży podwójny), ale dla szybszego zrobienia często robię w kostkę (więcej czasu na inne przyjemności).
 

Jesień chyba sprzyja kulinarnym eksperymentom. Zamiast tyle siedzieć na słoneczku siedzimy w domu i jemy... A żeby zjeść trzeba ugotować. Stąd wiem, że skuszę się kilkoma Waszymi przepisami.


Też tak macie? Skusiłam Was moim daniem?
Szkoda, że na zdjęciach nie widać aromatu ani smaku....mhmmm....


EDIT: Piszecie, że macie ochotę na to danie, więc pomogę trochę :) Dopisałam już ilości składników - oczywiście można dać wg swojego smaku.
Najpierw na oleju podsmażyłam mięso (żeby było miękkie i potem wraz z sosem krócej się dusiło), odłożyłam na talerz. Na tej samej patelni potem robimy sos: najpierw cebula i czosnek, potem pomidory (można zblendować jak chce się mieć bardziej jednolity sos, ja dałam całe z puszki, były jedynie bez skórek), następnie zioła i przyprawy do smaku oraz koncentrat. Wszystko to ok. 10-15 minut trzymamy na ogniu, żeby sos zgęstniał i nabrał smaku. Potem do sosu dodajemy mięso na kilka minut.
Smacznego! 

sobota, 22 listopada 2014

Katarzyna Michalak "Przystań Julii"




Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak literanova
Data wydania: listopad 2014
Liczba stron: 356
Seria: kwiatowa tom 3










Życiorysu autorki przybliżać Wam nie będę, gdyż w Internecie znajdziecie wiele informacji jej dotyczących. Kasia Michalak skradła moje serce kilka lat temu książką "Rok w Poziomce" i to od niej zaczęła się moja przygoda z twórczością tej polskiej pisarki. "Przystań Julii" jest moją piętnastą przeczytaną powieścią z licznej gromadki opublikowanej przez autorkę. Pani Kasia napisała już typowe babskie obyczajówki, powieści z tematami życiowo trudnymi, erotyki oraz fantastykę. Niniejsza książka jest trzecim i jednocześnie ostatnim tomem Serii Kwiatowej. To właśnie z tego powodu, nie sięgnęłam po książkę w chwili, gdy do mnie przybyła... Choć bardzo mnie do niej ciągnęło to bałam się... rozstania z Milanówkiem i bohaterkami z ulicy Leśnych Dzwonków. Nie chciałam, by przygoda w świecie Kamili się skończyła. Ale w końcu ciekawość zwyciężyła!
Jeśli nie czytaliście dwóch poprzednich tomów tej serii nie psujcie sobie dobrej zabawy i nie czytajcie dalszego ciągu tej recenzji. Ale decyzja jest Wasza.

Julia Stern, jak pamiętamy z poprzedniego tomu, zamieszkała w wilii należącej wcześniej do Janki. Jednak w wyniku rozwodu, odtrącenia przez córkę i wreszcie odebrania jej przez byłego męża nawet możliwości zajmowania tego domu, musiała szukać innego miejsca na Ziemi. Udała się więc na Podkarpacie, gdzie ciocia Dorota pozostawiła jej malutki domek we wsi otoczonej lasami. Julia jeszcze przed dotarciem do celu zdążyła poznać jednego ze swoich sąsiadów - Grzegorza Bogdańskiego. Pomógł jej dotrzeć do "Chatki Dorotki" - jak miejscowi nazywali domek jej cioci - rozpalić w piecu a nawet rozrysował plan jak dojechać do jego domu. Julia nie skorzystała z propozycji noclegu w pensjonacie Grzegorza, wolała pozostać ze swoją kotką Bezą u siebie. Bo przecież ten dom jest tylko jej i nikt nie ma prawa go jej odebrać! Aby mieć z czego żyć Julia rozmyśla nad wznowieniem działalności swojego internetowego sklepiku z rękodziełem. To chyba wynik pięknych widoków za oknem oraz rześkiego, czystego górskiego powietrza. Czy częste pobudki spowodowane podkładaniem do pieca nie odstraszą Julii i od tego miejsca? Czy znajdzie tutaj potrzebny spokój duszy? A może odnajdzie miłość, tak potrzebną jej do szczęścia? Kobieta przed czterdziestką też może jeszcze kochać! By nie zdradzać zbyt wielu szczegółów, napiszę tylko że w życiu Julii - zawodowym i osobistym - zajdą spore zmiany. Pojawi się kolejny - po Grześku - mężczyzna a swoje łapki maczała w tym Beza :) Co z tego wyniknie?

Jak przystało na tytułową bohaterkę, to Julia i jej historia wysuwa się w tym tomie na pierwszy plan. Jednak z zapartym tchem oczekiwałam nowych wieści dotyczących starych bohaterów: Kamili, Łukasza i Gosi. Jak będzie wyglądało ich życie po tak dotkliwej stracie jaką było odejście Jakuba? Zwłaszcza, że na jaw wychodzą niejasne przesłanki o tym, że to nie był zwykły wypadek. Łukasz przypuszcza, że to było morderstwo? Dlaczego tak uważa? Czy ma rację? Tajemnicza przesyłka otrzymana od fałszywego kuriera jeszcze bardziej utwierdza go w przekonaniu, że musi dociec prawdy a przede wszystkim zlokalizować HV475.
Dziwne zachowanie Łukasza, jego milczenie, znikanie i tajemnice bardzo źle wpływały na Kamilę, która pomna na wypadki z przeszłości podwójnie martwiła się o ukochanego. Łukasz milczeniem dbał o jej bezpieczeństwo czego ona nie była świadoma. Zajmowała się domem, ogrodem i ciężarną Gosią. Te dwie kobiety połączyła wspólna tragedia i razem starały się podtrzymywać na duchu. Czy lepiej by było, gdyby Łukasz uprzedził je o grożącym niebezpieczeństwie?
Łukasz próbował ogarnąć obowiązki we wszystkich polskich i zagranicznych firmach Kilińskiego, by nie zaprzepaścić wielu lat ciężkiej pracy przyjaciela. Do tego starał się odkrywać kolejne niespodzianki pozostawione mu i zaszyfrowane przez Jakuba. Czy uda mu się wyścig z czasem i z tymi, którzy przesłali anonimowy list? Jaką decyzję podejmie na końcu drogi? Czy je życie będzie dla niego ważniejsze - jednej osoby czy wielu milionów na całym świecie? Czy posłucha wskazówek pozostawionych przez Kilińskiego?

Powieść czytałam z ogromną ekscytacją. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam książki autorki. Po drugie - bo pokochałam bohaterów trylogii kwiatowej. Po trzecie, ponieważ Michalak z "Przystani Julii" uczyniła powieść nie tylko obyczajową, ale i sensacyjną wręcz. Są bowiem groźby nieznanych sprawców i zazdrosnych kobiet, karne występki bohaterów, areszt, podsłuchy i ekshumacje. A Łukasz chyba nie byłby sobą, gdyby nie dostarczył czytelniczkom emocji związanych ze swoim kolejnym pobytem w szpitalu. Co stało się tym razem? Musicie koniecznie sięgnąć po lekturę!

Żeby z mojej recenzji nie wynikało, że w książce dzieją się same złe rzeczy muszę wspomnieć o pozytywnych i szczęśliwych zdarzeniach. Autorka postawiła bowiem na uświadomienie nam, że miłość, przyjaźń i pomoc są obok nas. Wystarczy tylko poprosić, czasem przeprosić i wszystko może się jeszcze ułożyć. Wie o tym Kamila, która od wielu lat doświadczała kolejnych strat i nieszczęść, aż do czasu.... Teraz wydaje się, że jej świat wreszcie będzie spokojny i ustabilizowany. Wie również Gosia, którą los okrutnie potraktował odbierając rodziców, dziecko, a po latach samotnego egzystowania kolejną otrzymaną od losu miłość. Jednak i w jej przypadku los podeśle promyczek słonka. Zaś co do Julii - tak jak pisałam, gdyby nie nieoceniona pomoc kotki, mieszkałaby już zawsze sama w "Chatce Dorotki" i zajmowała szyciem do sklepiku "Przystań Julii", a tak....

Radość z czytania tej świetnej powieści dawkowałam sobie przez dwa wieczory. Śmiejąc się i płacząc na przemian. Trzymając kciuki za powodzenie misji Łukasza. Polubiłam tych bohaterów jakby byli moimi sąsiadami - szkoda, że nie są. Będzie mi ich brakowało, choć ostatnie słowa autorki dają maleńką nadzieję, że może gdzieś, kiedyś...
Nie będę Wam pisać o języku, humorze, adrenalinie i emocjach. To wszystko jest w odpowiedniej ilości i jakości oraz daje czytelnikowi chwile idealnego zagłębienia się w dobrą polską literaturę. Zatem jeśli lubicie książki autorki, czytaliście poprzednie tomy to koniecznie sięgnijcie po wisienkę na torcie, jaką jest ta powieść! Mnie pozostaje przeczytanie innych pozycji Kasi Michalak.





Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Grunt to okładka, Czytam opasłe tomiska, Pod hasłem, Czytelnicze marzenia 2014, 52 książki

czwartek, 20 listopada 2014

Albo Albo TAG



To dopiero książeczka :)


Jakiś czas temu pisałam na blogu, że znudziły mi się wszelkie zabawy z odpowiadaniem na pytania. Od dawna też żadnej u mnie nie było. Aż do dziś... Bowiem na blogu Sylwuch znalazłam TAG pod nazwą Albo Albo. Wybory nie są łatwe, bo czasem pasują nam obie odpowiedzi, ale takie życie... Tak mi się te pytania - dosyć ciekawe i oryginalne - spodobały, że postanowiłam skorzystać z ogólnego zaproszenia Sylwii i zdradzić co nieco ze swojego życia i upodobań.




1. Wolisz czytać tylko trylogie czy powieści jednotomowe?
Trudny wybór, bo lubię i jedne i drugie... Jednak wolę jednotomowe, gdyż na trylogie nie zawsze starcza sił, czasu i chęci a i czas oczekiwania na kolejny tom jest męką (choć jak pokazuje mój blog, wciąż pojawiają się recenzje wielotomówek). A w jednotomówce - zaczynam i kończę w tym samym egzemplarzu.
2. Wolisz czytać tylko autorki czy tylko autorów?
Generalnie to płeć nie ma dla mnie znaczenia, ale żeby odpowiedzieć na pytanie - wolę autorki, gdyż jakimś dziwnym trafem tylko one tworzą dobre obyczajówki, a już zwłaszcza polskie - nie spotkałam się z męską obyczajówką. I bezsprzecznie Agatha Christie!

3. Wolisz kupować tylko w empiku czy tylko na stronach internetowych?
W Empiku zakupy robię tylko w chwili wielkich promocji i zrobiłam zakupy gdy krakowski Empik na Rynku był likwidowany (były mega rabaty). Jednak tak zwyczajnie nie lubię tam kupować z uwagi na... ceny! Niestety są zbyt wygórowane, stąd wolę np. strpny internetowe innych księgarni
4. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane czy przekształcone w serial?
Jeśli mam wybrać jedną odpowiedź to zdecydowanie wybiorę film - na oglądanie takiej ogromnej ilości seriali nie mam zdecydowanie czasu. A gdzie wtedy byłoby miejsce na czytanie??

5. Wolisz czytać 5 stron dziennie czy 5 książek tygodniowo?
Oczywiście 5 książek tygodniowo! Tylko znów ten czas... z reguły udaje się 5, ale miesięcznie. Jeśli nie mam już zdecydowanie czasu, to muszę przeczytać choćby te 5 stron dziennie, żeby móc dzień zaliczyć do udanych :)

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy dobrym autorem?
Hmmm... Z tego pytania się nieco wywinę :P Recenzent to też przecież niejako autor, prawda? :) A tak na serio to od dawna marzę o napisaniu własnej książki...może kiedyś. Tak więc na chwilę obecną wolę być profesjonalnym recenzentem.
7. Wolisz czytać 20 swoich ulubionych książek w kółko i w kółko czy czytać tylko nowe lektury?
Szczerze mówiąc to rzadko sięgam do wcześniej przeczytanych lektur. Wolę zdecydowanie (!) czytać nowe książki, których nie miałam jeszcze okazji poznać. A jest ich taki ogrom, że wybory są bardzo trudne. Nie umiałabym czytać spokojnie po raz drugi jakiejś książki wiedząc, że tyle perełek stoi na moim regale...
8. Wolisz być bibliotekarką czy sprzedawczynią książek?
Ja chyba z racji swojego wykształcenia (częścią mojego kierunku na studiach było bibliotekoznawstwo) wolę bibliotekę. Zresztą mam to chyba w genach hihi, ponieważ moja mam przez długie lata pracowała w tymże miejscu. Pamiętam, że jako mała dziewczynka często buszowałam między regałami i wiedziałam gdzie jakich książek szukać.
9. Wolisz czytać tylko ulubiony typ literatury czy wszystko poza ulubionym typem literatury?
Przede wszystkim ulubiony! To on daje mi odprężenie, zapomnienie i odpoczynek po ciężkim dniu. Uwielbiam powieści obyczajowe, kryminały i sensacje.Po inne gatunki sięgam, ale muszą być dobrze dobrane, żeby lektura dała mi satysfakcję.
10. Wolisz czytać tylko książki fizyczne czy tylko e-booki?
Książki papierowe. Przyczyna jest prosta - nie posiadam czytnika, choć był moment, że przymierzałam się do jego kupna, to w rezultacie - nie kupiłam. A na laptopie kiepsko się czyta. Ponadto uwielbiam przewracać rzeczywiste strony, móc pogładzić okładkę i wdychać zapach papieru i farby drukarskiej.


Zgadzacie się ze mną czy myślicie wprost przeciwnie? Chętnie poznam Wasze opinie w komentarzach. Zapraszam również wszystkich chętnych do zabawy w Albo Albo TAG :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Teresa Monika Rudzka "Zawsze będę Cię kochać"




Autor: Teresa Monika Rudzka
Wydawnictwo: Harlequin / Mira
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 366











Teresa Monika Rudzka pracowała już jako bibliotekarka, agentka ubezpieczeniowa oraz sekretarka. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem pisząc do magazynów dla kobiet, a także pisarstwem - wydała już cztery książki. Zadebiutowała powieścią "Bibliotekarki" w 2010 roku. Najnowsza książka jest zupełnie odmienna od dotychczasowej twórczości, jest to bowiem autobiografia. I to nawet bardzo szczególna...

Wielokrotnie w życiu słyszałam, iż nie ma gorszej rzeczy niż doczekanie śmierci własnego dziecka. Nawet jeśli dziecko to ma ponad trzydzieści lat. Ja, jako obca osoba, znacząco odczułam październikowe odejścia młodych ludzi: Anny Przybylskiej (aktorka, matka trójki małych dzieci) oraz Dariusza Kmiecika (dziennikarz) z żoną i synkiem. To byli ludzie w moim wieku! Co musieli czuć ich rodzice?

Autorka doskonale wie co czuje matka w chwili śmierci dziecka. Nawet jeśli jest to śmierć niejako spodziewana, gdyż spowodowana ciężką chorobą - rakiem. W grudniu 2012 roku córka autorki - Żywena - była pół roku po ślubie. Miała urodę, męża, plany na przyszłość. Jednak pojawiające się złe samopoczucie doprowadziło do badań lekarskich, które wykazały u kobiety glejaka wielopostaciowego, czyli nieoperacyjnego guza mózgu w czwartym stopniu złośliwości. Żywena zmarła w lutym 2013 roku mając trzydzieści dwa lata. Książka jest hołdem  złożonym córce przez matkę. Na potrzeby literackie nazwisko Żyweny zostało zmienione na Anastazja Bojanowa-Montgomery a autorka nazywa ją pieszczotliwie Nastusią.

Powieść jest zbiorem e-maili, które matka pisze do swojej nieżyjącej już córki. Spora ich część zaczyna się od słów "kochana córeczko" czy "kochana Nastusiu" i zawiera całą gamę matczynych uczuć i emocji. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak czuła się autorka podczas pisania tych wiadomości... Jako matka mogę się tylko domyślać. Maile są w większości czymś w rodzaju pamiętnika, gdzie matka opisuje swoją codzienność, zwykłe sprawy takie jak przygotowania przedślubne Nastki, ulubione filmy, książki czy sztuki. Porusza też sprawy banalne wręcz: pogoda, swój strój danego dnia, kłótnie z babcią Nastki.
Matka sporą część swojego czasu poświęca na Facebooka, gdzie wymienia się informacjami ze znajomymi córki, publikuje zdjęcia. Jest to kolejny, oprócz spotkań z psychologiem i pisania książki, sposób na terapię. To właśnie Ci znajomi i mąż Anastazji są współtwórcami tej publikacji, bowiem poznajemy również ich punkt widzenia bohaterki i emocje po jej śmierci. Na rozważania tych osób autorka poświeciła wiele rozdziałów. Dotyczą one wspominek o żywej Nastce, okoliczności jej choroby a później reakcji po śmierci. Są również szczegóły dotyczące pogrzebu, mowy, zdjęć i planów sprowadzenia prochów do Polski.

"Zawsze będę Cię kochać" sugeruje tym tytułem łzawy romans z happy endem, jednak każdy kto sięgnie po książkę z takim zamierzeniem czytelniczym rozczaruje się. Jest to bowiem historia oparta na faktach (zawierająca jedynie fragmenty fikcji literackiej, do której autorka przyznaje się w przedmowie), a dotycząca ogromnej miłości łączącej matkę i córkę. Życie toczy się dalej, dzień za dniem, a matka musi sobie poradzić ze stratą największą i najdotkliwszą z możliwych - stratą dziecka. Czy utrwalenie wspomnień, listów i rozmów na kartach książki jest dobrym pomysłem?

Tej lektury nie potrafię ocenić, polecić, zakwalifikować, zachwalać czy odradzać. Bardzo mnie ona wzruszyła, chwilami zdenerwowała podejściem niektórych osób do pewnych spraw a na pewno dotknęła moich macierzyńskich uczuć. Jako matka uważam, że nie można oddać słowami recenzji tego, co matka-autorka miała nam do przekazania. Albo przeczytacie książkę albo nie. Albo tego doświadczycie literacko albo odpuścicie ze względu na swoją wrażliwość. Przerwy podczas czytania są niezbędne dla zachowania równowagi psychicznej i choć pozornego spokoju serca. Przynajmniej tak było w moim przypadku. To naprawdę niezwykła, mocna i trudna lektura.




Książkę przeczytałam w ramach październikowych wyzwań: Grunt to okładka, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Pani Monice
z Wydawnictwa


niedziela, 16 listopada 2014

Melania też zaliczyła!

Wczoraj wieczorem swój link do przeczytanej lektury - w ramach wymyślonego przeze mnie Indywidualnego wyzwania  czytelniczego - przesłała mi Melania.



Pod recenzją książki już wczoraj skrobnęłam parę słów.
Dziś oficjalnie i wobec wszystkich moich czytelników ogromnie gratuluję Melanii! Cieszę się tym samym, że czwarta już osoba zakończyła swoje wyzwanie z podwójnym sukcesem: przeczytała przed czasem lekturę a do tego zadeklarowała chęć sięgnięcia po inne dzieła autorki.

Bardzo się cieszę, że ten mój pomysł do czegoś fajnego się przydaje :)

A tutaj możecie znaleźć recenzję Melanii - Hanna Cygler "3 razy r"


Teraz trzymamy kciuki już tylko za magdalenardo!

Ale miejcie się na baczności, gdyż na początku nowego miesiąca pojawi się nowa odłona :)

sobota, 15 listopada 2014

Smaczne kąski, czyli nie samą literaturą człowiek żyje

Kocham czytać, ale to już wiecie :)
Ale żeby mieć siły czytać trzeba coś jeść. Podczas długiego weekendu popełniłam zapiekankę ziemniaczaną.
Magdalenardo pod postem konkursowym napisała, że powinnam testować potrawy, których przepisy mi podajecie.... Pomysł taki był, ale z powodu zawirowań życiowych nie wiem czy zdążę.

Jednak zapiekanka powstała niejako w nawiązaniu do Jesiennego konkursu "Kulinarna jesień" - o którym tak przy okazji przypominam - macie czas do 20 listopada jeszcze!

Do konkursu zostały zgłoszone dwie zapiekanki. Przepisy przeczytałam mężowi, ale że niektóre składniki nam nie pasowały smakowo, to po modyfikacji powstało:




A oto środek:



Ziemniaki, kiełbasa, kukurydza, pieczarki z cebulką, ser żółty a na wierzchu jajka połączone ze śmietaną, które się świetnie zapiekły :)
Pychotka!

Kto dziś robi zapiekankę?? :)



* * *
W lewym pasku bocznym pojawiła się Pod hasłowa ankieta - zachęcam do głosowania :)

* * *
A będąc w temacie wyzwania chciałam poinformować, że uzupełniłam podsumowanie października o linki, tytuły i cyfry. Przepraszam zwłaszcza kwiatusię i Sylwuch - dziewczyny widziałam komentarze, ale zwyczajnie nie miałam kiedy tego zrobić. Jak widać po blogu postów jest mniej i to raczej książki z poprzedniego miesiąca opisuję. Wstyd się przyznać, ale jak spojrzę w kalendarz... a tu dopiero drugą książkę w listopadzie czytam :(  Taki trudny mam czas...

Przypominam też, że aby zaliczyć edycję listopadową trzeba przeczytać minimum 2 książki - każda z odmiennego bieguna: szczęście i nieszczęście. Na chwilę obecną zaledwie 3 osoby mają zaakcpetowany komplet lektur.
Trzymam kciuki i czekam na linki! :D

środa, 12 listopada 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna"



Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 232
Seria: Szukaj mnie wśród lawendy tom 1











Pamiętam moment, kiedy na blogu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej czytałam o urlopie w Chorwacji. Pamiętam jak dziś, gdy wspominała o rodzących się w głowie pomysłach dotyczących nowej książki z fabułą osadzoną właśnie w tym kraju. Czas płynie jak szalony i z planów zrodziła się całkiem realna i namacalna książka. Z ogromnym napięciem oczekiwałam na krakowskie Targi Książki, ponieważ to wtedy właśnie liczyłam na przygarnięcie jej do mojej biblioteczki. A że klimat Chorwacji pachnącej lawendą potrafi skutecznie odpędzić jesienną chandrę to uważam, że aktualny czas jest doskonały na oddanie się lekturze.

Zuzanna Skotnicka ma trzydzieści trzy lata, mieszka we Wrocławiu i pracuje jako dyrektor sprzedaży w koncernie farmaceutycznym. W jej życiu najważniejsze są wyniki, tabele, analizy i miliony cyferek. Z powodu swojego pracoholizmu jest nawet nazywana "Żyletą". Czyżby z powodu tego, że jest wymagająca, konkretna i konsekwentna? Zuza nie ma życia prywatnego, jest singielką, jednak wspomina swoją miłość sprzed szesnastu lat? Dlaczego pozostała ona tylko bolesnym wspomnieniem? Co wydarzyło się wiele lat temu, że Zuzanna wciąż nie znalazła sobie partnera?

Zuzka ma jednak dwie siostry: bliźniaczkę Zosię oraz młodszą od nich o trzy lata Gabrysię oraz przyjaciółkę Kaśkę. Jednak żadna z nich nie mieszka we Wrocławiu, co właściwie daje bohaterce możliwość do spędzania całego dnia w pracy. Zosia wraz z rodziną mieszka w Warszawie, Kaśka w Krakowie a Gabrysia w Chorwacji właśnie. Aż nagle najmłodsza siostra wpada na pomysł, jak wyrwać pracoholiczkę na urlop. Plan jest taki, że bliźniaczki przyjadą do niej wraz z Adamem (mężem Zosi), który w lawendowym kraju planuje zorganizować jubileusz firmy. Nie byłoby o czym pisać, gdyby Zuza jednak do Chorwacji nie poleciała. Jak udało jej się wyrwać z pracy tuż przed  ważnym podsumowaniem sprzedażowym? Tego nie zdradzę, ale zdradzę za to inny kąsek - Zuza nie wie, że wyjazd ten namiesza znacznie w jej życiu uczuciowym. W firmie Adama pracuje bowiem ktoś, kogo kobieta zna i do kogo ma ogromny żal. Mężczyzna ten jest za to w innej sytuacji - wie, że rudowłosa piękność pojedzie z nimi, jednak nie wie jak podjąć próbę rozmowy z nią? Kim dla Zuzy jest ten człowiek? Czy uda mu się nawiązać rozmowę? Jak na jego widok zareaguje Skotnicka? Oj, będzie się działo....

Dotychczas miałam okazję poznać dwie książki autorki i obie zasiały we mnie chęć do poznawania dalszej twórczości Agnieszki. Jednak ani "Łatwopalni" ani "Zakład o miłość" nie były napisane tak dojrzałym językiem, o okolicznościach przyrody nie wspominając! Czytając historię Zuzanny, niemal czułam oszałamiający zapach lawendy a oczami wyobraźni widziałam fioletowe połacie kwiatów. Fabuła osadzona w pięknej Chorwacji porwała mnie i dała namiastkę wakacji. A dodam, że nie miałam jeszcze okazji zwiedzania tego państwa.
Muszę szczerze przyznać, że początek książki dość brutalnie wywołał we mnie pytanie "Czy to na pewno jest powieść Łoniewskiej?" W porównaniu do dotychczas poznanych książek autorki leniwe wręcz pierwsze strony zasiały we mnie niewielką niepewność, czy aby jest to książka, która zdoła mnie porwać...? Ale jak przystało na autorkę kolejne strony i rozdziały rozpostarły nade mną skrzydła świetnej polskiej powieści a napływające emocje nie pozwalały na odłożenie lektury na półkę.

Niniejsza publikacja jest pierwszym tomem trylogii o trzech siostrach, o ich życiu, problemach i miłościach. Każdy tom dotyczy innej kobiety, choć w już w pierwszym dostajemy zarys i przedsmak tego, o czym przeczytamy w przyszłych. Autorka, by wprowadzić czytelnika w klimat powieści, zdradza już małe "smaczki" z przeszłości Zosi i Gabrysi. A już totalnym zaskoczeniem okazał się dla mnie fragment tomu drugiego na końcu książki! Zatem jeśli lubicie twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie przegapcie jej najnowszej trylogii. A co jeśli nie lubicie lub nie znacie? Może to właśnie ta seria zdoła Was zachęcić do czytania. Ja w każdym razie polecam.





Książka przeczytana w ramach październikowych wyzwań: Z literą w tle, Czytam opasłe tomiska, Czytelnicze marzenia 2014, 52 książki


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję bardzo Autorce


oraz

sobota, 8 listopada 2014

Bahia Bakari "Cudownie ocalona"



Tytuł oryginału: Moi Bahia, la miraculee
Współpraca: Omar Guendouz
Tłumaczenie: Zuzanna Przypkowska
Wydawnictwo: Hachette Polska
Data wydania: 2010
Liczba stron: 160
Seria: Niesamowite historie










Bodajże w zeszłym roku zakupiłam od jednej z blogerek kilka książek wydawnictwa Hachette, które oparte na faktach poruszają wrażliwe serca. Między innymi moje. Z jednej strony lubię tego typu literaturę (lub filmy), gdyż jest taka jakby bardziej realna, oddaje faktycznie przeżyte emocje. Inaczej oddziałuje na mnie niż literatura oparta jedynie na wyobraźni pisarza. Druga strona literatury faktu jest jednak taka, iż straszliwie mnie wzrusza, wywołuje ogromny wzrost adrenaliny i doprowadza do stanu silnego wzburzenia tragedią ludzką. Również niniejsza publikacja - "Cudownie ocalona" - po którą sięgnęłam jako pierwszą, dała mi wiele poruszających momentów.

Wyobraźcie sobie, że jesteście trzynastolatką mieszkającą we Francji, której korzenie sięgają Komorów na Oceanie Indyjskim. Wasz ojciec ciężko pracuje jako śmieciarz, i mimo że jest dumny ze swojej pracy, to z odłożonych pieniędzy jest w stanie kupić tylko dwa bilety na wakacyjny pobyt w rodzinnych stronach. Na pewno poleci Aziza - matka nastolatki, jednak decyzja o tym, czy poleci Bahia może jeszcze ulec zmianie. Obie przedstawicielki płci pięknej mają niejasne przeczucia co do zbliżającej się podróży. Obie robią rzeczy, których normalnie by nie zrobiły. Czy to stres wywołany strachem przed lataniem? A może przed dwudziestoczterogodzinną podróżą i międzylądowaniem? A może to po prostu intuicja?

Prawdą jest, że 30 czerwca 2009 roku Airbus 310-300 z ponad 150 pasażerami na pokładzie zniknął nagle z radarów, na chwilę przed podejściem do lądowania. Bahia była jedyną osobą, która przeżyła tą katastrofę lotniczą. Dziewczynka była jednak przekonana, że wyglądając przez okienko po prostu wypadła z samolotu a mama zdążyła już wylądować i czeka na nią na lotnisku. Bahia uchwyciła się fragmentu samolotu i przez dziewięć godzin dryfowała walcząc ze zmęczeniem, zimnem, głodem i tęsknotą. Jak musiała się czuć trzynastolatka, która nieświadoma wydarzeń tęskniła za mamą? Liczyła, że może zdoła się jakoś uratować i przytulić do niej... Bahia ostatkiem sił próbowała utrzymać się na fragmencie samolotu a jej myśli skierowane były do taty i młodszego rodzeństwa. To właśnie dzięki tym chwilom refleksji poznałam rodzinę dziewczynki i najlepszą przyjaciółkę.
Jak to się stało, że Bahia została uratowana? Kto wyciągnął do niej pomocną dłoń? Jak rozległe były jej obrażenia? W jaki sposób wróciła do domu? A przede wszystkim kto przekazał jej, najgorszą z możliwych wiadomości, czyli tę o śmierci mamy?

"Cudownie ocalona" to niezbyt obszerna książeczka, jednak emocji w niej znaleźć można ogrom. Nie ukrywam, że łza mi się w oku kręciła wielokrotnie. Jest to bowiem relacja Bahii z najtrudniejszych chwil w jej życiu napisana przy współpracy Omara Guendouza. Wszak to niecodzienne wydarzenie, że komuś udaje się - jako jedynemu - przeżyć katastrofę lotniczą. To przecież nie wypadek samochodowy, gdzie szanse są chyba jednak większe. A tutaj nastolatka spada z dużej odległości, na dodatek do słonej i zimnej wody a po spędzeniu w niej wielu godzin dowiaduje się prawdy o tym dniu i jego skutkach. Jeśli chcecie poznać historię cudu i myśli Bahii podczas dryfowania po wodach oceanu to gorąco polecam Wam lekturę.




Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Z literą w tle, Pod hasłem, 52 książki

poniedziałek, 3 listopada 2014

Indywidualne wyzwanie czytelnicze #5

Trzy zakończone sukcesem odsłony wyzwania Indywidualnego!
Czwarta walcząca osoba, za którą trzymamy kciuki - Melania.
A by stało się zadość temu, co sobie obiecałam - jedna nowa odsłona w każdym miesiącu - dziś nowe wyzwanie!

Liczę, że będzie to kolejna osoba, która nie zlinczuje mnie za to wyróżnienie specjalne :D





Na czym polega wyzwanie?

Wyzwana: magdalenardo
Cel: przeczytać dowolną (posiadaną w domu) książkę Kasi Michalak*
Termin: 26 grudnia 2014 roku

Rozliczenie: pochwal się linkiem do swoich wrażeń - powodzenia!



*dla niewtajemniczonych - Magda ma wiele książek, ale równie wiele w pracy i na pożyczkach. Dlatego nie tak łatwo będzie przeczytać, bo przecież nie zacznie od tomu 2 czy 3 z serii, gdzie ważna jest kolejność :)

sobota, 1 listopada 2014

Podsumowanie października i hasło na listopad 2014 - Pod hasłem

No i mamy nowy miesiąc. Muszę przyznać, że październik dał mi ostro popalić i dłużył mi się przez to strrrrasznie.
Liczę, że listopad będzie lepszy. Oby! Czego i Wam życzę.

Dziękuję Wszystkim za udział w październikowym wyzwaniu, którego hasło było chyba najtrudniejsze z dotychczasowych, bowiem ukończyło go bardzo mało uczestników - tym bardziej Wam gratuluję!
Witam również nową uczestniczkę - pasjonatkę książek. Życzę powodzenia i liczę, że zagościsz u mnie dłużej.

Jako, że dziś szczególny dzień, kiedy to zapewne większość z nas przebywa właśnie na cmentarzach, post został przygotowany w piątek. Jest to stan na godzinę 22:20. Aktualizację zrobię dopiero po powrocie do domu, czyli w niedzielny wieczór. Liczę na zrozumienie.

A jeśli chodzi o hasło listopadowe to hmmm... jest pod wieloma względami inne niż bywały do tej pory. Dlatego proszę uważnie przeczytać wyjaśnienie.

W listopadzie pojawi się też ankieta, w której zapytam Was tradycyjnie o losy wyzwania w nowym roku. Aby ankieta była miarodajna bardzo proszę o zagłosowanie jak największej liczby osób :)




Zapraszam na kilka słów podsumowania miesiąca października, kiedy to hasło brzmiało: cyfryzacja.
Po wynikach widać, że październik nie służył czytaniu wyzwaniowemu albo po prostu hasło zostało górą... W praktyce okazało się, że wyraźnie Wasze biblioteczki odmówiły współpracy. Szkoda, że ja nie miałam tyle czasu ile bym chciała, bo moja aż kipi lekturami...


Wyzwanie ukończyło 20 osób. Przeczytaliśmy w sumie 44 książki


Statystycznie:
  • lit. polska - 13, lit. zagraniczna - 31
  • słownie - 36, arabska - 6, rzymska - 2
  • najwięcej cyferek znalazła i zdeklasowała wszystkich! Plichcia - 11 książek! Gratuluję!  Drugie miejsce to 3 przeczytane lektury - Sylwuch, Aine oraz kwiatusia - Wam również gratuluję :)

Alex x
1. Troje  Sarah Lotz

Iwona S.
1. Jedyna  Kiera Cass

Klaudyna Maciąg
1. Dwie kochanki  Marek Harny
2. 5-minutowe baśnie na każdy dzień roku

Melania
1. Trzech panów w łódce nie licząc psa   Jerome K. Jerome
2. www.ru2012.pl  Marcin Ciszewski

Plichcia
1. Jedyna  Kiera Cass
2. Sześć lat później  Harlan Coben
3. Trzech panów w łódce (nie licząc psa)  Jerome K. Jerome
4. Pięć małych świnek   Agatha Christie
5. Dwa słodkie aniołki  Mary Higgins Clark
6. Sto imion  Cecelia Ahern
7. Drugie spojrzenie Jodi Picoult
8. Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie  Agatha Christie
9. Dziesiąty krąg  Jodi Picoult
10. Trzecia lokatorka  Agatha Christie
11. Tylko jedno spojrzenie  Harlan Coben

Gosia B
1. Ósma spowiedź   James Patterson, Maxine Paetro
2. Trzynaście księżyców  Charles Frazier

Elenkaa_
1. Trzeci znak  Yrsa Sigurdardóttir

Pani_Wu
1. Kot, który miał 60 wąsów  L. J. Braun
2. Tragedia w trzech aktach Agatha Christie

Sylwuch
1. Małżeństwo? 77xTAK! Małżeńskie historie o przebaczeniu  Sylwester Szefer
2. Po drugie dla kasy   Janet Evanovich
3. Zachcianki. Dziesięć zmysłowych opowiadań autor zbiorowy

Marjory
1. "Król Ryszard II" Shakespeare William

Lina
1. Czas trzeciego wiatru Robert Silverberg

pasjonatka książek
1. "Jedno małe kłamstwo" K.A Tucker
2. "Sześć córek" Małgorzata Szyszko-Kondej

monweg
1. Pierwsze, drugie...zapnij mi obuwie   Agatha Christie

Kasia Roszczenko
1. Cztery i pół tygodnia. Historia naszego małego Juliusa Constanze Bohg
2. Trzynasty anioł  Anna Kańtoch

Vicky222
1. Szósty  Agnieszka Lingas-Łoniewska

martucha180
1. Pacjentka z sali numer 7 Baptiste Beaulieu
2. Warszawa – miasto grzechu. Prostytucja w II RP Paweł Rzewuski

Aine
1. Jaś pierwszoklasista i Połykacz Liter  Dorota Smoleń
2. "Dom ośmiu tajemnic" Liliana Bardijewska
3. Do trzech odlicz! Grzegorz Kasdepke

Joana
1. Jedenaście godzin  Paullina Simons
2. Sto imion  Cecelia Ahern

kwiatusia
1. Miłość raz jeszcze? Joanna Kruszewska
2. "Ostatnie dziecko" John Hart
3. "Natalii 5" Olga Rudnicka


Na moje lektury pasujące do wyzwania złożyły się:
1. "Troje" Sarah Lotz


........

Wszystkim, którzy czytali książki według podanego w październiku hasła - dziękuję. Czekam oczywiście na linki do książek, które nie doczekały się jeszcze opinii. Gdyby były jakieś braki lub błędy proszę o komentarz w tej sprawie :D


Proszę o wpisywanie w komentarzu, oprócz linka, tytułu i autora książki (w tej kolejności) - znacznie ułatwi mi to tworzenie podsumowania. Dziękuję :)

Zapraszam serdecznie nowe osoby do przyłączenia się do nas. Udział w każdym miesiącu nie jest obowiązkowy. Proszę też o podmianę linku pod banerem na aktualny - kierujący do tego posta.

ZASADY WYZWANIA:
  • start wyzwania: 1 stycznia 2013r.; termin zakończenia: 31 grudnia 2014r.
  • w wyzwaniu może wziąć udział każda osoba, niekoniecznie posiadająca bloga
  • do wyzwania można przystąpić w dowolnym momencie
  • wyzwanie z każdym nowym HASŁEM trwa miesiąc kalendarzowy
  • wyzwanie polega na przeczytaniu przynajmniej JEDNEJ, dowolnej książki miesięcznie, która będzie zgodna z podanym przeze mnie HASŁEM
  • na swoim blogu zamieszczamy recenzję przeczytanej książki, lub chociaż krótką notatkę, a pod tym postem podajemy link do niej. Na dole recenzji proszę o umieszczenie informacji, że książka została przeczytana w ramach tego wyzwania. Można też zamieścić baner.
  • Osoby, które nie posiadają bloga, zostawiają w komentarzu informację co przeczytały lub przesłać do mnie recenzję to opublikuję na moim blogu wraz z podpisem autora (nie jest to konieczne, tylko gdyby ktoś miał ochotę)
  • Za miesiąc zamieszczę podsumowanie z Waszymi osiągnięciami czytelniczymi oraz podam nowe HASŁO.

Hasło na listopad:

szczęście + nieszczęście



Wyjaśnienie: 
Hasło dotyczy tytułu.
By uczestnikowi został zaliczony wyzwaniowy miesiąc MUSI przeczytać (minimum) 2 książki. Jeśli ktoś chce przeczytać więcej nie musi już mieć tytułów "do pary".
Jedna z nich MUSI mieć w tytule coś, co kojarzy się ze szczęściem, w drugiej zaś z nieszczęściem. Kolejność czytania i zgłaszania oczywiście dowolna.
Tytuły muszą faktycznie kojarzyć się z hasłem. Jak ja to rozumiem? Oto przykłady:
"Wesele" (szczęście) + "Zabójczy spokój" (nie-)
"Podarunek" + "Zło konieczne"
"Miłość w Burzanach" + "Morderstwo w zaułku"


Jest wiele tytułów, które są typowo neutralne i nie zaliczają się do hasła np. "Syrenka", "N czy M", "Wielka Czwórka". Nie można ich bowiem w jasny sposób zinterpretować.


Mam nadzieję, że jesteście zaskoczeni, ale że nie będzie tak źle :)

POWODZENIA! :)





Proszę o wpisywanie w komentarzu, oprócz linka, tytułu i autora książki (w tej kolejności) - znacznie ułatwi mi to tworzenie podsumowania. Dziękuję :) 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...