piątek, 31 sierpnia 2012

Håkan Nesser "Człowiek bez psa"

-->
Håkan Nesser to były nauczyciel gimnazjalny, znany szwedzki pisarz świetnych kryminałów. Jego „Człowiek bez psa” to książka wydana w Czarnej Serii, pierwsza część cyklu z inspektorem Gunnarem Barbarottim. Jest to zarazem moje pierwsze spotkanie z tą serią.
Powieść rozpoczyna się przygotowaniami do uroczystego przyjęcia rodzinnego z okazji sześćdziesiątych piątych urodzin seniora rodu Karla-Erika oraz czterdziestych urodzin jego najstarszej córki Ebby. Zanim dojdzie do spotkania rodziny, na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia autor bardzo dokładnie opisuje skomplikowane relacje rodzinne, pokazuje panujące w niej emocje, uczucia i przewinienia.
W nocy przed urodzinowym spotkaniem znika brat Ebby – Robert, gwiazda głośnego jakiś czas wcześniej reality show. Kolejnej nocy natomiast znika jej syn, dziewiętnastoletni Henrik, student prawa w Uppsali.
Prowadzący śledztwa inspektor Gunnar Barbarotti pojawia się niewiele przed połową książki i rozpoczyna śledztwo z mnóstwem znaków zapytania i nieoczekiwanymi wyjaśnieniami zaistniałych zdarzeń. Postać Gunnara, rozwodnika, cżłowieka punktującego Bogu jest – jak dla mnie – mało wyrazista, ale to chyba „naleciałość” Herculesa Poirot.
Autor w dość brutalny sposób opisał seksualność oraz zło „siedzące” w człowieku i tylko czekające na okazję, by objawić się w pełnej krasie. Pokazał w „Człowieku bez psa”, że nawet osoby po których się tego nie spodziewamy, potrafią nagle pokazać swoje drugie oblicze.
Książka nie bez powodu ma ponad 450 stron, gdyż całość jest dość wnikliwie analizowana przez Nessera. To zupełne przeciwieństwo Agathy Christie, która w dość krótkiej formie zawiera historię morderstwa, jej wyjaśnienie i czytelnik ma problem z odgadnięciem jej toku myślenia. U Nessera jest inaczej. Właściwie to w momencie zniknięcia dwóch bohaterów, już przypuszczałam kto może mieć z tym coś wspólnego. I miałam rację.
Nie zamierzam jednak na tej książce zakończyć swojej przygody z „Czarną Serią”.


Książka przeczytana w ramach wyzwań Trójka e-pik (sierpień), 52 książki
Wpis z tagiem: Baza recenzji Syndykatu ZwB

Nowe nabytki sierpniowe



Miesiąc się kończy, miało już nie być zakupów książkowych, ale jak tydzień temu, będąc na wczasach pod gruszą u rodziców, zobaczyłam w sklepie na B cenę 11,99 to .... no zapierałam się rękami i nogami, ale się nie oparłam i kupiłam dwie.  A że jeszcze tego nie zrobiłam, no to się chwalę :) Znacie? Jakieś opinie?

czwartek, 30 sierpnia 2012

Wywiad z Saszą Hady - wywiad #1

Zbrodnia w Bibliotece zorganizowała konkurs na przeprowadzenie wywiadu z pisarką - debiutantką, autorką "Morderstwa na mokradłach", czyli Saszą Hady. W Internecie znalazłam wiele pochlebnych opinii o jej książce i postanowiłam spróbować swoich sił zadając kilka pytań. Po problemach z mailem, który celu (skrzynki mailowej Kuzynki Saszy) osiągnąć nie chciał - udało się wywiad przeprowadzić. Sasza Hady to bardzo sympatyczna osoba i bardzo się cieszę, że zgodziła się odpowiedzieć na moje pytania.
Serdecznie zapraszam do przeczytania naszej rozmowy.


ejotek: Czy jest takie miejsce na świecie, które nazywasz swoją "oazą spokoju"? Gdzie nabierasz sił i energii do pisania lub piszesz, gdzie odpoczywasz od zgiełku miasta, gdzie łono natury jest jedyną "rozrywką"?

Sasza: Bardzo lubię aktywny wypoczynek, rzadko potrafię usiedzieć spokojnie w jednym miejscu, nawet jeśli jestem, jak mówisz, na łonie natury, od razu rozglądam się za jakimiś szczytami do zdobycia albo chociaż drzewami, na które można się powspinać. Nie ma jakiegoś jednego miejsca, gdzie zawsze jeżdżę, by odpocząć - lubię zarówno chodzenie po górach, rowerowe wycieczki nad morzem, jak i pływanie kajakiem po mazurskich jeziorach. 
A najlepiej mimo wszystko pisze mi się w domu w Krakowie albo w Tbilisi.  

e: To tam zrodził się pomysł na „Morderstwo na mokradłach”?

S: Pomysł napisania o przygodach Alfreda Bendelina zrodził się w bardzo prozaicznym miejscu - w kuchni, kiedy kroiłam wyjątkowo oporną dynię ;-) Miało to wpływ na rodzaj zbrodni, którą opisałam. A jako że chodziło o dynię, można powiedzieć, że był to swojego rodzaju kontakt z naturą ;-)

e: Jest to Twoja pierwsza książka, ale mam nadzieję nie ostatnia? Jest już kolejny pomysł?

S: Tak, piszę już drugą część "Morderstwa na mokradłach". Ci, którzy zaprzyjaźnią się z Nickiem Jonesem i Rupertem Marleyem, będą mieli okazję znów ich spotkać... 

e: Rozpoczynając ten kryminał znałaś już jego zakończenie czy też może uległ on zmianie podczas pisania kolejnych stron?

S: Na samym początku nie miałam jeszcze pewności, co do tego, jak poprowadzić intrygę, ale po napisaniu trzech rozdziałów, wiedziałam już, co się dokładnie stało i kto zabił, i potem konsekwentnie się tego trzymałam. 

e: Czy na fabułę „Morderstwa na mokradłach” składają się jakieś wydarzenia z Twojego życia codziennego czy są jedynie efektem wyobraźni?

S: Na szczęście moje życie nie obfituje w tak dramatyczne wydarzenia :-) Fabuła "Morderstwa na mokradłach" jest całkowicie fikcyjna. Bardzo lubię wymyślać wszystko od początku, więc pisząc mój kryminał, nie opierałam się na żadnych rzeczywistych wydarzeniach.

e: A od kiedy książki są Twoimi przyjaciółmi?

S: No cóż, chyba od zawsze. Moja starsza siostra zwykła mawiać, że urodziłam się z książką w ręce ;-)

e: Które gatunki literackie, którzy autorzy są na Twojej liście TOP10?

S: Zdecydowanie najbardziej lubię czytać powieści: historyczne, detektywistyczne, psychologiczne - wszystkie. 
Jeśli miałabym wymienić dziesiątkę moich ulubionych pisarzy, to na pewno byłaby to lista bardzo eklektyczna. Mogłaby wyglądać na przykład tak (kolejność przypadkowa): Vladimir Nabokov, Henri Michaux, Charles Dickens, Terry Pratchett, Haruki Murakami, Lawrence Sterne, Lindsey Davis, Marcel Pagnol, Michaił Bułhakow, Martha Grimes.

e: I jeszcze jedno pytanie. Jakie trzy rady dałabyś wszystkim tym, którzy piszą „do szuflady” i tylko marzą o wydaniu swoich dzieł?

S: Opierając się na moich własnych, skromnych jak na razie doświadczeniach, mogłabym sformułować takie wskazówki:
1. Przede wszystkim należy wyjąć swoje dzieła z szuflady i komuś je pokazać. Szuflada dobra rzecz, poręczna, ale czytać nie potrafi ;-) Opinie znajomych czy kogoś z rodziny mogą bardzo pomóc w pisaniu, motywować i ułatwić doskonalenie warsztatu.   
2. Im bardziej różnorodne książki czyta się na co dzień, tym łatwiej napisać coś własnego i oryginalnego. 
3. Nie należy się poddawać i zniechęcać, trzeba ciągle pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Choćby wydawało się, że nic z tego nie będzie, choćby nawet rzeczywiście nic miało z tego nie wyjść - dopóki pisanie sprawia komuś przyjemność, nie powinien z tego rezygnować. 

e: Dziękuję serdecznie za rozmowę. Było mi bardzo miło przeprowadzić swój debiutancki wywiad właśnie z Tobą.

S: Ja również dziękuję za miłą rozmowę.

środa, 29 sierpnia 2012

Kolejna radość książkowa

Takie awiza to ja lubię :) Pani na poczcie zapytała jakiej koperty szukać, odparłam że nie wiem, ale... że najbardziej prawdopodobny to format książkowy :) Miałam rację. Ledwie z córcią przekroczyłyśmy próg a już rozrywałam kopertę a w środku...



oczekiwana z niecierpliwością wygrana w konkursie na blogu diunam.  Oprócz książki jest też dedykacja z autografem, czyli to co uwielbiam równie bardzo jak same książki.

Konkurs organizowała p. Bogna Ziembicka i Wydawnictwo Otwarte. Zdobyłam tam ierwsze miejsce w kategorii "najbardziej optymistyczne".
Moja praca i komentarz autorki "Droga do Różan" oraz "Wiosna w Różanach" dostępna TUTAJ


Raz jeszcze serdecznie dziękuję.

Takie prezenty to ja lubię

Wczoraj to mąż przyniósł pocztę do domu. Spora koperta do mnie i awizo - też do mnie. Co czeka na poczcie dowiem się jeszcze przed południem, ale w kopercie.... KSIĄŻKA!
Zgłosiłam się kiedyś do recenzowania, nie udało się z powodu niedotrzymania umowy przez wydawnictwo, ale w ramach pocieszenia chętnych Zbrodnia w Bibliotece postanowiła podarować książki. Serdecznie dziękuję za .....


Zwłaszcza, że nie czytałam tej książki - jest to prezent trafiony :)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Coś dla wielbicielek Emily Giffin... i nie tylko

Gdyby pewnego dnia Twój największy sekret wyszedł na jaw?
Gdyby pewnego dnia przeszłość wróciła i zmieniła wszystko?
Gdybyś pewnego dnia dostała szansę, by odbudować najważniejszą więź w swoim życiu?

Pewnego dnia w drzwiach Marianne staje osiemnastoletnia Kirby. Jedno spojrzenie wystarcza i Marianne wie, że odnalazła ją córka. Jej idealny świat rozpada się, a wspomnienia o młodzieńczej namiętności ożywają.
Czy Marianne i Kirby zbliżą się do siebie? Czy zrozumieją, czego chcą? Czy wreszcie odważą się pójść za głosem serca?


Tak brzmi fragment opisu NOWEJ książki Emily Giffin. Zachęcił Was do przeczytania?

Byłam zaskoczona kiedy po wyszukaniu pojawiła mi się obok dotychczas już znanych... Zerknęłam na szczegóły a tam informacja, że data wydania to 15 październik 2012 - chętnie bym już tą książkę przeczytała. TERAZ. Wciąż mam bowiem w myślach fenomenalne "Coś pożyczonego", "Coś niebieskiego" i świetne "Sto dni po ślubie" oraz "Dziecioodporną". Myślałam, że pozostaje mi do przeczytania tylko "Siedem lat później"... zresztą jakoś odkładałam tą przyjemność na potem...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Taksówkarze też czytają

Jechałam kilka dni temu taksówką. Za siedzeniem pasażera, w kieszeń, była włożona książka. Zwróciłam na to uwagę kierowcy, bo pomyślałam, że może jakiś pasażer zostawił przez przypadek. Ale okazało się, że to czytelnictwo kierowcy. Opowiedział mi o książce w skrócie, zachęcając.

A oto co na Lubimyczytać.pl o tej pozycji znalazłam:


Jedna z najbardziej znanych powieści E. Marii Remarque'a

Łuk triumfalny, powieść z roku 1946, przedstawia dramatyczne losy niemieckiego emigranta w Paryżu tuż przed wybuchem II wojny światowej. Ravic - pod takim nazwiskiem ukrywa się główny bohater - jest lekarzem i nielegalnie przeprowadza operacje w cieszącej się dobrą opinią klinice. Pewnego dnia poznaje przypadkiem kobietę, która wypełni jego puste - jak już mu się wydawało - życie. Ale innego dnia spotka, również przypadkiem, gestapowca, który go kiedyś torturował. Rozliczenie się z dramatyczną przeszłością - jakkolwiek okrutne - uwolni Ravica na nowo. "Człowiek może wiele wytrzymać" - z tą myślą wyruszy w niepewną, przymusową drogę do obozu dla uchodźców.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Diane Setterfield "Trzynasta opowieść"


„Trzynastą opowieść” przeczytałam pod wpływem wyzwania Trójka e-pik i chyba tylko dzięki temu nie będzie ona widniała jako pozycja niedokończona. To już bowiem moje drugie podejście do tej książki. Kiedyś już zaczęłam ją czytać i po dotarciu do strony 27 odłożyłam ponownie na półkę. Byłam znudzona początkiem a papier ani czcionka też nie zachęcały do dalszego czytania. Jednak teraz wiem, że warto przebrnąć przez początkowe stronice, by potem zagłębić się w ciekawej opowieści, z wieloma barwnymi bohaterami, zwrotami akcji oraz niespodziewanym zakończeniem. To nie jest lekka lektura, słowa są tu wyważone i przemyślane. To moim zdaniem udany debiut Diane Setterfiield.
Główną bohaterką książki jest Margaret Lea, córka antykwariusza, biografka. Jej życie, już od urodzenia, nie jest łatwe z powodu zachowania matki. Jego powód odkrywa jako dziecięciolatka, czy jest jej z tym łatwiej...? Sama nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć.
Wątkiem przewodnim „Trzynastej opowieści” jest – jak sam tytuł wskazuje – opowieść, która jest osadzona w realiach XIX-wiecznej Anglii z powozami, kapeluszami i rękawiczkami u dam. Ponad siedemdziesięcioletnia pisarka Vida Winter gości w swoim domu Margaret, by ta napisała prawdziwą historię jej życia. Margaret podejmując się tego zadania nie wiedziała, że tak naprawdę czeka ją prawdziwe śledztwo i jakie niespodziewane wyniki ono przyniesie. Starsza pani spotyka się codziennie z biografką w swojej bogato wyposażonej bibliotece i w miarę możliwości opowiada jej swoje dzieje. Kolejne spotkania są przerywane z powodu złego samopoczucia pisarki oraz skrywanej przez nią głęboko tajemnicy. Panna Winter opowiada o trudnym dzieciństwie bliźniaczek Adeline i Emmeline, ich matce, wuju, służbie, guwernantce Hester oraz o tym, jak nieznośne i pomysłowe to były dziewczynki. Los obdarzał ich wieloma tragediami, a największa z nich – pożar w Angelfield – odbiła się na życiu wielu osób. Margaret skrzętnie zapisuje słowa pisarki, starając się równocześnie dowiedzieć z innych źródeł czy mówi ona prawdę. Po słowach panny Winter dziewczyna wnioskuje, iż jest ona Adeline, bardziej złośliwą bliźniaczką. Czy ma rację?
Na tym poprzestanę, gdyż nie chciałabym zepsuć lektury innym, a każde kolejne zdanie mogłoby zdradzić niespodziewane zdarzenia i wyjaśnienia. Serdecznie polecam przeczytanie „Trzynastej opowieści”.

Ech, jak się rozmarzyłam myśląc o kubku kakao w fotelu biblioteki panny Winter z oczami w książce....

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Trójka e-pik (sierpień), 52 książki, Z półki

Luiza Kochańska "Meksykański romans"

-->
„Meksykański romans” to mała i niezbyt gruba książeczka, którą polecam na krótką podróż jako lekką lekturę. Zakupiłam ją na stoisku taniej książki podczas urlopu nad morzem.
Na temat autorki nic nie udało mi się w Internecie znaleźć, zatem ciężko jest odnieść się do jej osoby w kontekście tej książki.
Jest to historia matki i córki, Krystyny i Tamary Makuszyńskich. Obie aktualnie bezrobotne, zmagają się z poszukiwaniami nowego zajęcia, a także z samotnością. W książce widać polską rzeczywistość, w której oferowana praca często okazuje się nie być szczytem marzeń a nawet skutkuje złamaną nogą.
W ramach odprawy pani Krystyna otrzymuje dwieście paczek chipsów, które skrzętnie przeszukuje w poszukiwaniu monet jedno- i dwuzłotowych. Tamara natomiast znajduje zdrapkę, która okazuje się być ich oskocznią od szarej i bezrobotnej codzienności – wygrywają wycieczkę do Meksyku. Po wielu problemach przed wylotem pojawiają się nowe – na meksykańskiej ziemi: najpierw zostają okradzione, potem uciekają przed więzieniem i mafią, zmagają się z zepsutym samochodem, brakiem pieniędzy, muszą nawet kopać sobie grób... Sądząc po tytule spodziewałam się innej fabuły oraz innego zakończenia, ale i tak uważam, że książka jest warta przeczytania.

Książka przeczytana w ramach wyzwania 52 książki; Trójka e-pik (sierpień)

sobota, 18 sierpnia 2012

Hanka Lemańska "Chichot losu"

 
Hanka Lemańska a właściwie Hanna Lemańska-Węgrzecka była socjologiem i terapeutą, matką, a także pisarką. Nie znałam dotychczas żadnej z jej książek. Po „Chichot losu” sięgnęłam z dwóch powodów. Pamiętałam fragment serialu telewizyjnego pod tym samym tytułem, który został nakręcony na podstawie tej książki, oglądałam jedynie kilka pierwszych minut i cały czas miałam w pamięci fakt, że nie wiem jak to się skończyło. Drugim powodem jest wyzwanie czytelnicze, które w tym miesiącu „kazało” mi przeczytać publikację polskiego, nieznanego dotąd autora.

Główną bohaterką książki jest Joanna. „Młoda, silna, zdecydowana, odporna i inteligentna” jak mówi o sobie. Jest pracoholiczką, nie mającą wiele czasu na życie prywatne. Czasem spotkania z koleżankami, w soboty z ukochanym mężczyzną. I nagle o północy odbiera telefon od swojej koleżanki – Elżbiety, która prosi ją o pozostanie przez trzy dni z Łukaszem i Aśką, jej dziećmi. I kotem. Opiekunka, pani Aniela jest w szpitalu a ona musi służbowo pojechać do Katowic, ponieważ w przeciwnym wypadku zostanie zwolniona, a jako samotna matka nie może sobie na to pozwolić. Joanna przez trzy dni stara się godzić obowiązki z opieką nad dziećmi, niepokój pojawia się wieczorem dnia trzeciego, kiedy to Ela nie wraca do domu... Ginie w wypadku samochodowym.
Joanna boryka się z problemami w pracy, z dziećmi, Markiem. Musi pogodzić swoje obowiązki z pomocą w matematyce Aśce czy z upadkiem Łukasza z drzewa.

Książka od samego początku ma wartką akcję a spora ilość dialogów i świetny styl pisarski autorki sprawiają, że czytelnik nie wie nawet że to już koniec. Jest to ciekawa historia okraszona wieloma przygodami bohaterów. To bardzo życiowa opowieść, nie ma tu nierealnych amerykańskich elementów choć wątek wprost zza oceanu się pojawia. Gorąco polecam wszystkim.

Książka przeczytana w  ramach wyzwań: "Trójka e-pik" (sierpień), "Z półki", "52 książki"

piątek, 17 sierpnia 2012

Kolejne książki

Nowe pozytywne książkowe wieści są takie:

1. Zaopatrzyłam się we wtorek w Matrasie w książkę Håkan Nesser "Człowiek bez psa" - powód: potrzeba przeczytania literatury skandynawskiej w trójce e-pik

2. Jestem za półmetkiem książki z wątkiem XIX wiecznej Anglii - również do trójki e-pik :)
3. Zgłosiłam się jakiś czas temu do recenzji książki, jednakże nie wywiązano się z umowy i ... dostanę książkę w prezencie na pocieszenie :) ciekawa jestem jaką
4. Zgłosiłam się akcji Włóczykijka - baner po prawej stronie blogu odsyła do szczegółów. Strasznie fajna akcja :) Może kiedyś uda mi się coś otrzymać :)Zapytałam nawet na którymś blogu gdzie znajdę szczegóły tej akcji, ale już znalazłam...


Zmykam bo żołądek przyrósł mi do kręgosłupa, dzisiejsze żywienie w szpitalu było koszmarne... dobrze, że byłam tam tylko 2 dni. A że pomidorów mamy mnóstwo, z darów od babć (babć córci naszej) to idą na pierwszy ogień.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Nicholas Sparks "List w butelce"

-->
Kilka lat temu oglądałam melodramat, bardzo płaczliwy zresztą. Tytuł jego to „List w butelce” a powstał na kanwie książki Nicholasa Sparksa o tym samym tytule. Od dawna posiadam tą pozycję w swojej biblioteczce, ale jakoś nie potrafiłam po nią sięgnąć znając zakończenie filmu. Podczas urlopu postanowiłam to nadrobić.
Nicholas Sparks to znany amerykański pisarz, którego dzieła są tłumaczone na ponad trzydzieści języków a twórcy filmowi chętnie przenoszą je na ekran. To dopiero moja druga książka tego autora a na pewno nie ostatnia. Bardzo podoba mi się jego styl pisarski, te książki po prostu się „połyka”. Czytając, chciałabym już dotrzeć do ostatniej strony opisywanej historii, ale jednocześnie, z każdą kolejną przerzuconą kartką odczuwam żal, że to już tak blisko do końca fantastycznej opowieści.
„List w butelce” to historia Teresy Osbourne, rozwiedzionej dziennikarki z Bostonu, która samotnie wychowuje dwunastoletniego syna. Podczas wakacji znajduje na plaży butelkę z listem w środku. To z jaką ogromną i szczerą miłością list został napisany porusza kobietę do głębi. Kiedy po pewnym czasie staje się posiadaczką dwóch innych listów tego samego autora – Garetta – postanawia go odnaleźć. Mężczyzna okazuje się być idealnym partnerem dla niej, świetnym kompanem dla jej syna. Mimo dzielącej ich odległości Teresa i Garett zakochują się w sobie, uwielbiają spędzać z sobą czas, rozmawiać, spacerować, kochać się. Dalszego ciągu nie zdradzę.
Książka wielokrotnie doprowadziła mnie do łez... wzruszenia, zazdrości o taką miłość, ale i smutku. Polecam wszystkim gorąco lekturę „Listu w butelce”.

 Książka została przeczytana w ramach wyzwań: Picoult&Sparks, Z półki, Trójka e-pik (czerwiec) oraz 52 książki

Wygrałam!

Jupi jupi! ależ się cieszę... Warto brać udział w konkursach :)

Niedawno po lewej stronie mojego bloga był odnośnik do konkursu organizowanego przez Wydawnictwo Otwarte i Panią Bognę Ziembicką (autorkę "Drogi do Różan"). Wzięłam udział odpowiadając na pytanie "Jak wyobrażasz sobie swoje Różany" i ... zresztą same zobaczcie KLIK

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Urlop, urlop i ... po urlopie

Witam wszystkich po powrocie do szarej rzeczywistości. Zresztą wczoraj powitałam Was pierwszą powakacyjną recenzją :) Teraz pozostaje mi napisać pozostałe... i kiedy tu czytać... ;)
Teraz przede mną czwarte już pranie i góra suchego już prania... ale ja tam się cieszę... ponieważ polskie morze tylko w pierwszym tygodniu okazało się być łaskawe i dało się wykąpać, drugi tydzień to już masa deszczu i pochmurnego nieba :( Do tego inne zdarzenia, o których pisać tu nie będę... jednym słowem super, że już w domku.
Udało mi się już troszkę zaktualizować konkursy - niestety nigdzie nic nie wygrałam :(
Ale czekała na mnie miła niespodzianka w postaci 9 już obserwatorów :) Dziękuję, miło mi :)
Z urlopu przywiozłam stosik :) wszystko jest nad morzem drogie, ale są stoiska z tanią książką - za 58 zł mam 5 sztuk :)





Zmykam bo córcia się obudziła... do przeczytania później

niedziela, 12 sierpnia 2012

Agatha Christie "Dwanaście prac Herkulesa"

-->
Agatha Christie to angielska pisarka kryminałów, której książki przetłumaczono na 45 języków obcych. Była i nadal jest królową tego gatunku – dla mnie na pewno! Zagadki w jej kryminałach rozwiązują głównie panna Marple albo Herkules Poirot. Przeczytane przeze mnie „Dwanaście prac Herkulesa” to moja dwudziesta piąta książka tej autorki. Najbardziej cieszy mnie fakt, że pozostało mi ich jeszcze tak wiele do przeczytania, nadal czuję niedosyt.
Kim jest ów słynny detektyw Poirot? Autorka opisuje go jako „małą schludną postać odzianą w sztuczkowe spodnie, nienaganny czarny żakiet i starannie zawiązany krawat”, nosi lakierki, ma „jajowatą głowę i olbrzymie wąsy”. W książce tej postanowił on raz jeszcze wykonać dwanaście prac starożytnego Herkulesa, czyli rozwiązać dwanaście spraw specjalnie wybranych. Potem zamierza się wycofać z zawodu.
Książka jest zatem zbiorem dwunastu opowiadań o różnych sprawach prowadzonych przez detektywa Herkulesa, każda z nich jest inna, każda ma zaskakujące zakończenie, którego nie sposób się domyślić.
Mogłam przeczytać między innymi o porwaniach pekińczyków dla pieniędzy; o tym jak plotka potrafi zmienić życie człowieka; jak silna może być miłość od pierwszego wejrzenia pewnego angielskiego mechanika. Do trzech najciekawszych – dla mnie - opowiadań niewątpliwie należy historia nieszczęśliwej w małżeństwie młodej Angielki, która zabija męża. Herkules pomaga również rozwikłać sprawę młodego Hugh chorego psychicznie, a także z pomocą panny Carnaby jako „wtyczki” rozpracowuje sektę.
Jestem godna podziwu dla autorki za kolejne dwanaście ciekawych kryminalnych historii.


Książka przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" (lipiec)
Wpis z tagiem: Baza recenzji Syndykatu ZwB
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...